Share | 
 
Most
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Most    28.09.15 14:14

Most
Błonia z kresami terenów Hogwartu łączy wiszący nad sporą przepaścią most. Po tym, jak został całkowicie zniszczony podczas bitwy o Hogwart, udało się go odbudować i teraz znów można bezpiecznie się po nim przechadzać. Nauczyciele, choć powinni pilnować, by jednak nikt bez opieki tu nie chodził, wiedzą, że jest to miejsce lubiane przez amatorów schadzek i przymykają oko na uczniowskie spacery.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Most    26.02.16 15:47

Leo był pełen najbardziej optymistycznych myśli i tym razem, widząc list, był od razu niemal całkowicie pewien, kto jest jego adresatem. Czyżby Gabe polubił ten sposób komunikacji? No cóż, Gryfonowi to nie przeszkadzało. W końcu co jak co, ale otrzymywanie uroczych listów można by było uznać nawet za romantyczne. Z drugiej strony targały nim straszne wyrzuty sumienia. Czemu to właśnie Bertrand miał zawsze przygotowywać każde ich spotkanie? Czuł się z tym źle, w końcu zaangażowanie powinno być obustronne, a on niby jak się angażował? Nawet nie miał żadnego prezentu dla chłopaka. Chociaż te ciastka... nie no, co to niby za prezent, skoro Gabe sam chciał, aby Slughorn je przyniósł? Kiedyś mu się odwdzięczę, powtarzał w myślach Gryfon. Nie wiedział jak i kiedy, ale na pewno to zrobi. Zorganizuje im coś super. Coś takiego super, że bardziej super się nie da. Coś aż tak super, że Gabe będzie szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Tak, tak właśnie zrobi.
Na razie jednak podążał na miejsce spotkania z pudełkiem ciastek pod pachą. W sumie to trochę czasu wykłócał się o to pudełko, a to dlatego, że zaznajomiony skrzat, który zazwyczaj podrzucał Leo smakołyki gdzieś przepadł. Zresztą, ciastko ciastkiem, ale całe pudło? Tak więc nie było łatwo, ale Slughorn szybko wymyślił jakąś bajeczkę o randce z dziewczyną, o której kompletnie zapomniał, a przecież głupio się tak pokazać z pustymi rękoma i jakiś skrzat w końcu się nad nim zlitował.
W sumie prośba o ciastka była trochę dziwna. Przecież Gabe równie dobrze sam mógł po nie pójść, prawda? Zaczął się nad tym zastanawiać już wtedy, gdy wchodził spokojnym krokiem na most. Wyminął jakąś grupkę uczniów i zorientował się, że oprócz nich nikogo innego tu nie ma. No cóż, może Gabriel zaraz przyjdzie, w końcu Slughorn pojawił się odrobinę za wcześnie. Udało mu się tym razem wyrobić szybciej, z czego był niezwykle zadowolony. Przynajmniej Bertrand nie musiał tu sterczeć i na niego czekać.
Leo przeszedł kawałek i w końcu zatrzymał się, pokonując jakąś jedną trzecią długości mostu. Rozejrzał się wokół jeszcze raz, ale ponownie nikogo nie dostrzegł. Westchnął cicho, przekładając pudełko z ręki do ręki. W końcu dotarło do niego, że najpewniej wyglądał dziwnie stercząc tak na moście i oglądając pudełko ciastek. Podszedł do barierki i oparł się o nią łokciami, spoglądając automatycznie w przepaść. Niektórym od patrzenia w dół robi się niedobrze, innym kręci w głowie, jeszcze inni najzwyczajniej w świecie się tego boją. Ale nie Leo. Fascynował go ten widok, choć miał przed oczyma zwykłą szczelinę w ziemi. Jak na tamten moment niecierpliwego oczekiwania wydawała mu się szczególnie intrygująca.
Zastanawiał się, co to za niespodzianka przygotowana przez Gabe'a? Nie mógł się doczekać. Zaczął snuć różne domysły, a w jego umyśle po kolei pojawiały się kolejne opcje, które skreślał najszybciej jak potrafił. Był zły na siebie, za absurdy, które wymyślał.
Ach, kiedy on wreszcie przyjdzie? Jaki ty jesteś niecierpliwy. Jeszcze raz obrzucił spojrzeniem pudełko ciastek, które dzierżył w dłoni. Chyba były dobre. Oby. Zresztą, to przecież nie ciastka są najważniejsze! Chłopak westchnął, spoglądając przed siebie.
Zachwycał się krajobrazem, który dane było mu podziwiać i myślał o Gabe'ie. Nie mógł już doczekać się momentu, w którym znowu znajdzie się w jego ramionach...



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Most    26.02.16 16:16

W dzisiejszym dniu wiało nudą gorzej niż podczas Historii Magii, którą na domiar złego Liv dzisiaj miała. Czy mogło być coś straszniejszego, niż słuchanie dwugodzinnego wykładu na temat wojny Goblinów i jej wpływu na świat czarodziejów? Okazało się, że tak i najgorsze, że odnosiło się to do całego dnia. A przynajmniej tej części, która zdążyła jej minąć do tej pory. Z rezygnacją Reagan udała się do dormitorium, by zostawić ciężką torbę i wymyślić sobie jakieś twórcze zajęcie. Kto wie, może uda jej się ponownie namówić Elle na ciekawą wyprawę, tym razem w jakiś inny tajemniczy zakamarek w szkole. Hogwart skrywał tyle zagadek, które aż prosiły się o rozwiązanie, co też Gryfonka skrupulatnie czyniła od pierwszego dnia w szkole.
Wchodząc po schodach prowadzących do wieży Gryfonów jej żołądek zaprotestował donośnie. No tak, przecież zapomniała wpakować do niego pożywienie, więc teraz się cholerstwo buntowało. Westchnęła z irytacją. Jak mogła przegapić ten pieprzony obiad? A no tak, bo zamiast niego wdała się w jakąś nad wyraz twórczą sprzeczkę z pewnym Ślizgonem, któremu na koniec pożyczyła, by wyłysiał. Musiała jednak bronić swojego honoru i dumy, nawet kosztem posiłku. Teraz przyszło jej za to płacić, jednak pocieszała się, że w sypialni ma słodycze. Będą musiały wytrzymać do kolacji, której nie miała zamiaru przegapić.
Przeszła przez portret wcześniej witając się z Grubą Damą. Pierwszy rzut oka na salon wystarczył by stwierdzić, że nie ma tu nikogo, dla kogo warto byłoby zmienić początkowy plan wędrówki, więc niezwłocznie udała się do dormitorium. Już otwierając drzwi poczuła, że coś jest nie tak. Ogarnęło ją takie dziwne uczucie, które znał każdy, komu chwilę później przytrafiło się coś złego. Rozejrzała się po sypialni, ale wszystko zdawało się być takie jak zawsze. Może poza tym, że na jej łóżku leżała czerwona koperta, którą zaszczyciła tylko jednym, krótkim spojrzeniem uznając, że wróci do niej, kiedy się naje. Rzuciła torbę z książkami w kąt ignorując fakt, że był tam też kałamarz. Otworzyła szufladę w szafce nocnej, gdzie zawsze trzymała słodycze. Tym razem jednak ich tam nie było! „Co do cholery?”. Przecież była pewna, że miała jeszcze niewielki zapas po ostatnim wypadzie do Miodowego. To na pewno jedna z jej współlokatorek zwinęła jej słodkości! Już ona się dowie która, a wtedy porozmawiają sobie zupełnie inaczej. Zirytowana zamknęła z trzaskiem szufladę i rzuciła się na łóżko. I co teraz? Jak miała przetrwać tych kilka godzin do kolacji? Może Darren miał coś u siebie? Ale przecież go o to nie zapyta, bo dałaby mu pretekst, by miał u niej dług. To może Felix? Tylko gdzie on mógł być? Przewróciła się na brzuch, a przed oczami ponownie zamajaczyła koperta. Wzięła ją do ręki i obróciła kilka razy. Nie było na niej nic poza pięknym L. Czyżby to złodziej zostawił jej wiadomość? Niewiele brakowało, a podarłaby kopertę. Ostatecznie uznała, że być może po piśmie dowie się kto to był. Kiedy jednak przeczytała wiadomość parsknęła śmiechem. No nie, co za frajer to pisał?! Nie dość, że rym był słaby, to jeszcze sama treść. Miała kogoś całować za ciastka? Zaczęła się głośno śmiał, niemal turlając po łóżku. Zaraz jednak w jej głowie pojawił się plan. Przecież ciastka to było jedzenie! A ona była cholernie głodna! Może iść na most i po prostu je odebrać, nikogo nie całując! Ewentualnie przytulić tego frajera za kilka sztuk, nie musiał dawać całego pudełka. Uśmiechnęła się z satysfakcją i przebrała ze szkolnej szaty w normalne ciuchy, żeby osobnik był jeszcze bardziej uległy, skoro był takim przegrywem, iż uciekał się do przekupstwa.
Idąc w stronę mostu zaczęła się zastanawiać, kto był na tyle zdesperowany, aby napisać do niej taką wiadomość i jeszcze coś oferować. Nie to, aby zdawała sobie sprawę, że ma jakiegoś adoratora, bo jakoś niespecjalnie się tacy ujawniali, ale najwidoczniej coś przegapiła. Kiedy jednak znalazła się praktycznie w umówionym miejscu i zobaczyła kto taki stoi na moście najpierw wybuchnęła śmichem. Takim szyderczym i prześmiewczym. No nie, serio? Frajerem okazał się Leo? Podeszła do niego.
- Jaja sobie robisz, przychlaście? – rzuciła w jego stronę na powitanie – Ja rozumiem, że jestem super, ale nie przypuszczałam, że to TY się NIM okażesz – ponownie się zaśmiała. To ci dopiero nowina! Wspaniały Leo skrycie na nią leciał! Już nie mogła się doczekać, aby to podle wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Most    26.02.16 17:34

Słysząc kroki na moście, uśmiechnął się pod nosem. To Gabe, na pewno. Czuł i słyszał, że ktoś zbliża się do niego dosyć szybko, jednak nie odwracał spojrzenia. Chciał, żeby Bertrand zaszedł go od tyłu, objął i przyciągnął do siebie, może finalnie łącząc ich usta w długim i namiętnym pocałunku. Okej, może odrobinę fantazjował, zwłaszcza, że jeśli w pobliżu byli inni to raczej nie miał co liczyć na coś takiego. Mimo to, ta scena jakoś samoistnie pojawiła się w jego głowie i nie chciała z niej uciec. Już sobie to wyobrażał. A potem spojrzą sobie w oczy, a Leo powie mu, że go kocha i...
Rozmyślania przerwał mu druzgoczący śmiech, który w jego uszach brzmiał bardziej jak skrzeczenie. Szybko odwrócił głowę w stronę, z której dobiegł go ten dźwięk. Niestety, nie pomylił się. Oto przed nim stała L. we własnej osobie. Super. Tylko tej teraz tu brakowało. Nagle doświadczył tego głupiego uczucia, które zna chyba każdy, gdy wydaje się, że ktoś czyta ci w myślach. Zaczął nagle obawiać się, że L przeskanowała jego umysł. Wydawało mu się to tym bardziej prawdopodobne, ponieważ ta śmiała się, a Slughorn kompletnie nie miał pojęcia, o co jej chodzi. Jeśli naprawdę czytała mu w myślach, to... Merlinie, ale z ciebie kretyn! Przecież nikt mu nie czytał w myślach. W jednej chwili uspokoił się i uniósł prawą brew przyglądając się szczerze rozbawionej Gryfonce.
Postanowił ją zignorować. Nie miał ochoty teraz wdawać się z nią w dyskusję. Czekał na Gabe'a i miał nadzieję, że kiedy chłopak się pojawi, L. sobie pójdzie. A najlepiej jeszcze szybciej, aby nie pomyślała sobie czegoś o ich relacji. W sumie, to czego on się tak obawiał? Nawet jeśli, to co się stanie? Ach tak. Pójdzie plota. Co do tego mógł być pewien. A jak już taka plotka skądś (na przykład z ust Gryfonki) wyleci to niewątpliwie się rozniesie. A jak się rozniesie, to dotrze do Amelii i innych osób, których wolałby na razie nie wtajemniczać w swoje życie uczuciowe. Z drugiej strony, to niby czemu miałaby się domyśleć czegokolwiek? Przecież nie będą się przy niej lizać! Umieli się opanować, gdy wkoło byli inni i Leo był za to wdzięczny zarówno Gabe'owi, jak i sobie samemu. Co nie znaczyło, że mu to nie przeszkadzało, bo przeszkadzało. Chciałby jakoś normalnie obnosić się ze swoim uczuciem do Gabriela, ale jakoś nie potrafił. Nie wyobrażał sobie, na przykład, spacerowania po szkolnym korytarzu kiedy indziej niż w środku nocy i trzymania się za ręce.
Ku niezadowoleniu Gryfona, dziewczyna chyba nie miała zamiaru odejść. Co więcej – podeszła do niego i zaczęła paplać o czymś kompletnie bez sensu, a potem ponownie się zaśmiała. Zwariowała. To pierwsze, co przyszło Slughornowi do głowy. Spojrzał na nią nieprzytomnie, nic nie rozumiejąc i marszcząc brwi.
- Czego ty ode mnie chcesz, kretynko? – zirytował się w końcu. - Kim niby się okazałem, hm? – starał się zachować spokój, choć sam widok L. sprawiał, że zaczynało się w nim gotować. A jak na ironię losu, ta zawsze musiała pojawić się znikąd, akurat gdy był jeden z tych rzadkich momentów, kiedy miał dobry humor. Leo tak często żałował, że Gryfonka jest dziewczyną i nie może jej porządnie przywalić!
Spojrzał na nią jeszcze raz spod byka, dając jej znać, że jej obecność tutaj właśnie w tej chwili jest naprawdę niepożądana. Westchnął i rozejrzał się, aby upewnić się, czy aby Gabe nie nadchodzi. Nigdzie go nie było. Zapomniał? A może się spóźni? Uspokój się, upomniał się w myślach po raz kolejny. Przynajmniej zdążę jakoś pozbyć się tej idiotki.
- W ogóle, co ty tu robisz, co? – spytał. - Mosty nie kojarzą ci się z przerażającą i trwożącą wodą? – niekontrolowanie uśmiechnął się szyderczo. Okej, wprawdzie akurat pod tym mostem nie przepływała żadna rzeka, ani nic w tym rodzaju, ale mimo wszystko – sieć powiązań. A Leo wprost nie mógł się powstrzymać, aby nie wspomnieć o komicznej, według niego, fobii Gryfonki. Jak można bać się wody? Bez przesady, Slughorn był w stanie próbować zrozumieć lęki innych, ale ten był najzwyczajniej w świecie żałosny.
W sumie, chyba trochę chamskie z jego strony było wypominanie dziewczynie jej lęków, ale cóż... chciał po prostu dać jej do zrozumienia, że ma się ulotnić. I to jak najszybciej. Zanim Gabe mnie z nią zobaczy.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Most    27.02.16 11:10

Idąc na most wyobrażała sobie różnych ludzi, których miała okazję widzieć w szkole. W głowie pojawiali się znajomi, takie osoby, które widziała na lekcjach oraz, których nie znała, a ich twarze mignęły jej raz czy dwa podczas całej nauki. Zapewne powinna wziąć pod uwagę jeszcze takie, których nie znała ani trochę, ale ich nie mogła w pamięci przywołać, bo przecież nie znała ich twarzy. Co jakiś czas wyobrażając czyjeś lico śmiała się pod nosem, a gdzieś w połowie drogi na most zaśmiała się szczerze, kiedy wpadło jej do głowy, że to może Darren robi sobie jaja. Zaraz jednak odgoniła to od siebie wiedząc, że kto jak kto, ale on nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Nie dlatego, iż obawiał się, że Liv coś mu zrobi. Po prostu nie fatygowałby się tak niepotrzebnie, bo przecież napisanie listu wymagało jakiejkolwiek akcji, a takowe to Krukon ograniczał. Czasem zastanawiała się jak doszło do tego, że się przyjaźnili, skoro tak często skakali sobie do gardeł. Dwa narwane charaktery, które nie dają sobie przegadać.
Jednak kogo nie brałaby pod uwagę, nie spodziewała się ujrzeć na moście osoby, która stała tam faktycznie. Jej śmiech niósł się jeszcze echem, kiedy na niego patrzyła. Nie, to musiał być sen, jakiś kiepski żart. Realia były jednak oczywiste i widoczne jak na dłoni. Leo wysłał do niej list. Bo być może byłaby skłonna uwierzyć, że stoi tam przypadkiem, ale na miłość Godryka, nie uwierzyła, że PRZYPADKIEM ma ze sobą pudło ciastek, o których była mowa w liście. To tym bardziej utwierdziło ją w przekonaniu, że jest adresatem jakże romantycznej wiadomości. Nie było mowy, aby mu odpuściła. Normalny i miły człowiek zapewne doceniłby starania chłopaka i zareagował w jakiś cywilizowany sposób, a choć Reagan umiała być miał, tak nie dla niego, więc zareagowała po swojemu. Najpierw szyderczym śmiechem, później irytacją. Patrzyła na chłopaka cynicznym spojrzeniem, w którym skrzyły się iskierki prawdziwego rozbawienia oraz czegoś, co nie zwiastowało miłych rzeczy, zwłaszcza dla Gryfona.
- Czego JA od ciebie chcę? Nie udawaj idioty, którym już jesteś Slughorn. Mam wszystko na piśmie, nie wymigasz się od tego – rzuciła w jego stronę zupełnie ignorując jego lekkie zdezorientowanie. Prawdopodobnie nie spodziewał się, że faktycznie przyjdzie, ale los chciał, że była głodna, była mowa o ciastkach, więc oto przyszła. A chłopaka mogła co najwyżej traktować jako wyjątkowo uciążliwy dodatek do całości. No i centrum rozrywki na długi czas – To ja powinnam się zapytać, czego chcesz ty chce. Chociaż to chyba oczywiste, prawda? Aż tak długo się kryłeś ze swoimi uczuciami i w końcu naszła cię ochota na ujawnienie ich? – miała prawdziwy ubaw rzucając w niego podobnymi tekstami. Sam był sobie jednak winien, mógł się powstrzymać przed wypisywaniem głupot, bo właśnie tak Liv traktowała wszelkie miłosne liściki.
Zaraz jednak z jej twarzy znikł uśmiech, a jej oczy stały się ciemniejsze. Przez twarz przemknął niebezpieczny cień dający rozmówcy jasno do zrozumienia, że wkroczył na niebezpieczne dla siebie tereny. Lustrowała chwilę chłopaka chłodno, wyobrażając sobie jak traktuje go wyjątkowo niemiłą klątwą. Zrezygnowała ostatecznie z tego pomysłu – Zapytaj swojego serca, co tutaj robię. Bo chyba ono powinno wiedzieć, co? – zakpiła jawnie – Nie posiadasz za grosz instynktu samozachowawczego – westchnęła z udawaną obojętnością, w której kryła się niebezpieczna nuta - Myślisz, że upadek z tego mostu jest niebezpieczny i bolesny? Bo mam ochotę to na kimś przetestować, wiesz? Podobno jak człowiek spada, to przed oczami przelatuje mu całe życie – postąpiła w jego stronę kilka kroków. Poruszył temat wody, jednego z lęków Reagan i powodu, dla którego szczerze nienawidziła Slughorna. Igrał z nią, ale musiał uważać, bo nie drażni się lwa, który tylko czyha czy wykorzystać najdrobniejszą szansę przewagi. A taką w tej chwili miała.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Most    27.02.16 14:20

Cała ta sytuacja coraz bardziej drażniła Leo. Nie miał zielonego pojęcia, o czym gada ta dziewucha i nawet nie był pewien, czy chciałby wiedzieć, o co jej chodzi. Po prostu coś jej odbiło albo wymyśliła jakiś bardzo śmieszny żart, w który chciała go wplątać. Nie wierzył, że Gryfonka znalazła się tutaj zupełnie przypadkiem, musiała mieć w tym jakiś interes. Nie wiedział, co planowała, ani czy w ogóle coś planowała, ale na pewno nie było to nic miłego, ani śmiesznego. W każdym razie nie dla Slughorna. I niezależnie od tego, jakie zamiary miała L., Leo marzył o tym, żeby po prostu zostawiła go spokoju. Nie miał zamiaru się z nią sprzeczać, ani bawić w przepychanki słowne, ale mógł być pewien, że właśnie tak to się skończy, jak niemal każda ich dłuższa rozmowa.
- Na jakim cholernym piśmie? - spojrzał na nią jak na wariatkę, którą w tamtej chwili była w jego oczach. O co mogło jej chodzić? Nie miał pojęcia. Cała ta wymiana zdań nie miała najmniejszego sensu.
Wraz z kolejnymi słowami dziewczyny, jego serce zabiło szybciej. Uczuciami...? Czy ona cały czas... Czy ona przez ten cały czas mówiła o nim i o Gabrielu? Znieruchomiał na skutek wniosków, do których doszedł. Czyli ona wiedziała, że łączy ich coś więcej? Ale jak to możliwe? Zaczął panikować. Wypuścił głośno z ust powietrze. Nie, nie, zaczynasz świrować, przecież ona nie ma prawa wiedzieć! Musiałaby go śledzić w dzień i w nocy, przeglądać jego pocztę i może jeszcze... poczta. Zaproszenie od Gabe'a na randkę w walentynki wcisnął pod poduszkę. Wydawało mu się, że będzie tam bezpieczne, więc nie wyciągał go stamtąd. A co jeśli to był błąd? Mam to na piśmie, powiedziała przecież. Czy naprawdę była aż tak zdesperowana, aby zniszczyć mu życie, żeby włamywać się do jego dormitorium i szperać mu w rzeczach? Z drugiej strony, ta dziewczyna była nieobliczalna, niczego nie można było wykluczyć. Mam to na piśmie. Te słowa co chwilę rozbrzmiewały w jego głowie. Ponownie utkwił wzrok w widoku przed sobą, ale już po chwili przymknął na moment oczy. Co powinien zrobić?
- Jesteś niemożliwa - stwierdził w końcu, ponownie rzucając jej spojrzenie. - I co teraz? Będziesz mnie szantażować? - spytał, poważnie już zaniepokojony. Zaniepokojony? Ba, przerażony! Przecież to, co łączy go z Gabe'em nie może wyjść na światło dzienne! Nie miał zamiaru jednak też dawać się wykorzystywać. Znajdzie jakieś inne, bezpieczniejsze wyjście z tej sytuacji. Na pewno. Ale na razie musi pomyśleć.
A co jeśli zaproszenie na spotkanie na moście było sfałszowane przez Reagan? Wtedy wszystko układałoby się w logiczną i spójną całość... Tylko po co te debilne ciastka? Chyba, żeby zrobić z niego jeszcze większego kretyna.
Gabe wcale tu nie przyjdzie. To ona wszystko uknuła. Na pewno. Z każdą sekundą Slughorn bardziej przyswajał tę informację, a im dłużej o tym wszystkim myślał, tym bardziej ta teoria wydawała mu się prawdopodobna.
- Tak, myślę, że taki upadek skończyłby się niewątpliwym zgonem - stwierdził spokojnie. - Myślę też, że za groźby mógłbym wlepić ci szlaban, choć i tak nic byś mi nie zrobiła, już nie mówiąc o zepchnięciu z mostu. Nie tymi rączkami - zakpił sobie z niej perfidnie. Nie miał zamiaru dać sobie grać na nosie. Chciał jej pokazać, kto tutaj jest górą. Zignorował fakt, że podeszła bliżej. Podchodzić to ona sobie mogła, najwyżej oberwie pudełkiem. Albo nie, bo szkoda ciastek, jeszcze by się pokruszyły.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Most    27.02.16 23:11

Absurd. Ironia losu. Abstrakcja. Tymi słowami można było idealnie opisać sytuację, która właśnie miała miejsca na moście, na którym co jakiś czas pojawiali się inni ludzie. Ta dwójka jednak zupełnie się niemi nie przejmowała uznając zgodnie, choć bezgłośnie, że to nie o nich tutaj chodzi. Chodziło tylko o Leo i Liv, o nic więcej. Chodziło o ich relacje, o różne podejście do spotkania, a ich odmienne wyobrażenia, które miały się tak daleko od prawdy. Tego jednak nie wiedzieli i jeszcze przez długi czas prawda miała pozostać dla nich owiana tajemnicą. Na razie Reagan w głowie przywoływała różne scenariusze i pomysły, jak najlepiej wykorzystać zaistniałą sytuację i konsekwencje, które na pewno się pojawią po jej zakończeniu. Ba, niektóre pojawiły się już teraz, ale czekała na ich dalsze rozwinięcie, by uderzyć w kulminacyjnym momencie i bardziej stłamsić chłopaka. Niech go zaboli, a co! Nie miała dla niego litości, tak jak on nie miał dla niej, kiedy pierwszego dnia brutalnie wepchnął ją do wody. Co z tego, że nie wiedział, iż panicznie się jej bała. To go nawet w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiało. Teraz przyszła kolei na jej zemstę, która z roku na rok stawała się coraz bardziej zajadła. Za każdym razem potrzebowała jedynie najmniejszego pretekstu, aby mu dopiec, aby uderzyć tak, by pozostawić długo gojące się rany. Jednak zawsze jakimś sposobem chłopak wychodził cało. Ale nie tym razem, o nie. Już ona się o to postara, aby napisanie tej chorej wiadomości ciągnęło się za nim do ukończenia szkoły. Bo później każde pójdzie w swoją stronę, a Reagan odetchnie czystym powietrzem, niezanieczyszczonym wyziewami Leonarda.
Na razie jednak skupiła się na tym, co było tu i teraz. Wybieganie w przyszłość nic jej nie da, jeśli faktycznie nie pokaże kolesiowi gdzie jego miejsce. A na pewno nie było go w jej sercu, o tym nawet niech nie śni, bo myśl, że Slughorn mógłby mieć z nią jakieś mokre sny była na tyle obrzydliwa, że jej żołądek zaraz zaczął domagać się puszczenia pawia. Niech sobie fantazjuje o jakichś innych cyckach, ale nie jej!
- Masz sklerozę Slughorn? Przecież sam to pisałeś. Naprawdę nie uda ci się z tego wyplątać. Mam dowód, którego nie podważysz – stwierdziła. Czy on myślał, że wprowadzi ją w jakiś błąd? Nie z nią takie numery. Zaprzeczanie i udawanie idioty nie wystarczyło, aby zamotać jej w głowie. Zresztą kto jak kto, ale on motać to w głowach nie bardzo umiał. Obrał pan sobie zły cel na kierowanie własnych uczuć, panie Slughorn. Oczywiście nie była też na tyle nieostrożna, aby przynieść tutaj ten skrawek pergaminu, ponieważ istniało prawdopodobieństwo, że mógłby go jej wyrwać, podrzeć i zrzucić z mostu, a ona musiała mieć dowód! Bez niego nikt by w nic nie uwierzył, a tym samym zabawa dobiegłaby końca.
- Prawdę powiedziawszy nie myślałam o szantażu, ale dzięki na pomysł. Jednak czasem używasz pozostałości swojego niewykształconego mózgu – uśmiechnęła się z satysfakcją wyobrażając sobie, jak wysoko może ją zaprowadzić posiadanie prefekta na własne usługi – Kto wie, może okażesz się w niedalekiej przyszłości bardzo przydatny, a ja łaskawie zapomnę o wszystkim niszcząc dowody – rzuciła w jego stronę, nie spuszczając chłodnego wzroku, w którym niebezpieczne iskierki zapłonęły jeszcze intensywniej. Napawała się jego strachem, którego nie potrafił ukryć. Bardzo dobrze, właśnie tego oczekiwała. Satysfakcji i tryumfu – Dobrze oboje wiemy, że w tej sytuacji, w której się znalazłeś, nie ukarzesz mnie szlabanem – wzruszyła ramionami i stanęła naprzeciwko niego tak, że odległość pomiędzy ich ciałami wynosiła zaledwie kilka cali. Co z tego, że była niższa? Nic jej nie mógł zrobić, kiedy miała w ręce taką kartę przetargową – Chcesz się na własnej skórze przekonać, co te dłonie potrafią? – zmarszczyła brwi. Może i nie wyglądała, ale miała całkiem sporo siły, co nieraz prezentowała w sporadycznych bójkach. Co z tego, że z koleżankami – Bo ja ci z przyjemnością zafunduję odpowiednią lekcję – rzuciła chłodno, a później spojrzała na pudełko – A teraz dawaj te ciastka – w końcu to po nie głównie przyszła.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Most    28.02.16 10:08

Okej, teraz już naprawdę nie nadążał za rozwojem sytuacji. Ja pisałem? Hm, a może naprawdę coś pisał? Musiałby się zastanowić, a na to naprawdę nie było teraz czasu. Czy nabazgrał coś o Gabe'ie na jakimś skrawku pergaminu?
Dla Slughorna największą zagadką było, co on takiego jej zrobił, że ta wykorzystywała każdą okazję, żeby mu dopiec. O ile za łebka niezbyt mu to przeszkadzało, bo miał ze sobą zgraną paczkę kumpli, kilka łajnobomb, wachlarz fajnych tekstów i niepodważalnie wysoką pewność siebie, o tyle teraz coraz bardziej zaczynało mu doskwierać, choć oczywiście nie pokazywał tego po sobie. Coraz częściej przyłapywał się na zastanawianiu, czy aby to wszystko, co Reagan o nim mówiła, nie było prawdą. Był na siebie za to zły, bo wiedział, że to tak, jakby przegrywał. Najgorsze, że stracił już jakiś czas temu całkowitą chęć na mszczenie się na niej za jej idiotyczne żarty. Zdawał sobie sprawę, że przez to wyglądał w jej oczach jak ciota, która nie potrafi się obronić, choć nie była to prawda. Jednak dopóki krąg ofiar zamykał się na Gryfonie, ten nie odczuwał jakiejś specjalnej potrzeby, żeby pokazać Reagan, gdzie jest jej miejsce, choć już dawno powinien to zrobić. Teraz to było coś innego. W to wszystko wplątany był Gabe, prawda? A przecież gdyby po szkole rozniosła się plotka, że Leo jest gejem, zaraz też wszyscy wiedzieliby o Gabrielu. W sumie to Slughorn nawet nie wiedział, czy Bertrand ma coś przeciwko temu, ale... ale nie darowałby sobie, gdyby to miało zniszczyć mu reputację. Albo, co gorsza, gdyby Amelia go dorwała.
- Jesteś suką, Reagan - prychnął. - W ogóle to... jaki ty masz w tym wszystkim cel, co? Naprawdę, nie nadążam za tobą - pokręcił głową. Co jej da jakiś chory szantaż, poza uniknięciem kilku szlabanów, które niewątpliwie by jej wlepił prędzej czy później? A co, jeśli ona ma zamiar to robić do końca szkoły...? Nie, przecież do tego czasu już zabiorą mu odznakę, jeśli wcześniej jej nie straci i Reagan nie będzie miała żadnego powodu, aby szantażować go jakimś głupim papierkiem. Poza tym, Gabe za niecałe pół roku skończy szkołę. Choć na myśl o tym ściskało mu się serce, to wreszcie znalazł przynajmniej jeden pozytywny aspekt tej sytuacji.
- Aha, więc tak chcesz grać? - uniósł brwi, słysząc tekst, że nie ukarze jej szlabanem. Gdy podeszła bliżej spojrzał na nią z góry. - Naprawdę myślisz, że się ciebie boję? - spytał. Istotnie, nie bał się jej, bał się informacji, które jakimś cudem znalazły się w jej posiadaniu. Chyba wolałby, żeby jakakolwiek randomowa osoba się o tym dowiedziała i zachowała dla siebie. Wolałby o niebo, żeby pierwsza lepsza persona groziła mu szantażem. Naprawdę, ktokolwiek. Ktokolwiek, byle nie Reagan. Nigdy nie przypuszczałby, że jakieś durne wrzucenie do jeziora na początku pierwszej klasy, będzie się za nim ciągnęło tyle lat. Był pewien, że po tej pieprzonej Bitwie o Hogwart i trzyletniej separacji, dziewczyna sobie odpuści. No cóż, widocznie się mylił.
- O nie, nie. Te ciastka są dla... - urwał, przypominając sobie o tym, że Gabe nie przyjdzie. Zrobił z siebie idiotę, znowu. Bez namysłu cisnął pudełko na ziemię, między sobą a Reagan. - Weź sobie te gówniane ciastka i spieprzaj - warknął odwracając się przodem do barierki, wściekły na to, że w ogóle tu przyszedł.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Most    28.02.16 11:37

Była wredna, wiedziała o tym doskonale. Ale trzeba wiedzieć, że mało kiedy wykazywała się takim chamstwem jak teraz. Potrzebowała do tego specjalnego i silnego bodźca, którym była na przykład osoba Leonarda. W jego przypadku nie potrzebowała wiele, aby się zemścić. Dodatkowo znikały wszelkie bariery i granice dobrego smaku, chociaż w głębi serca, które jednak miała, wiedziała, że nie zrobiłaby mu wszystkiego. Na przykład jakby miał kota, to by go nie zabiła, bo jednak zwierzątka bardzo lubiła. Podobnie jeśli miałby jakąś ważną dla siebie pamiątkę po zmarłej sobie, też by nie zniszczyła. Wspomnienia były zbyt cenne. Jednak upokorzenie go, zszarganie reputacji, zrobienie z niego pośmiewiska? Czemu nie, akurat do tego nadawał się idealnie, jako, w jej oczach, słaby psychiczni obiekt, z którym można było robić wszystko, na co miało się ochotę. Dlatego korzystała ile mogła, aby tym samym pokazać mu, że tamtego dnia nie powinien z nią zadzierać. Może i była dzieckiem, ale za to cholernie pamiętliwym, a na przestrzeni lat jej wrogość w stosunku do chłopaka jedynie się nasilała i zawładnęła w nią taki sposób, że nie umiała odpuścić. Zresztą nie chciała. Ona wtedy cierpiała, teraz będzie cierpiał on. Prosta wymiana.
Dokładnie pamiętała dzień, kiedy płynęła łódką, kiedy on zaczął nią bujać, kiedy wpadła do wody, która od zawsze była jej największym koszmarem. Szła na dno jak kamień, łapczywi starając się wypłynąć. Ktoś ją wyciągnął. A on… on się śmiał z jej tragedii. Cieszył się jak idiota, którym został. I nie rzucił w jej stronę ani jednego głupiego przepraszam. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało, a przecież mogła zginąć. Otrząsnęła się z tych nieprzyjemnych myśli i spojrzała na winowajcę wszystkiego. Żałosny goguś, który myślał, że odznaka prefekta w jakikolwiek sposób uchroni go przed nią. Może gdyby przejmowała się zasadami, ale trafił za złą do tego osobę.
- Takie słowa z twoich ust brzmią dla mnie jak najwspanialszy komplement. Pamiętaj jednak Slughorn, że największą suką będę dla ciebie. Czuj się wyróżniony – rzuciła w jego stronę. Istotnie, uważała go w pewnym stopniu za ciotę, ale nie dlatego, że nie potrafił się bronić. Od niego po prostu ta ciotowatość emanowała – Uwierz mi, że naprawdę spory – stwierdziła tylko. No proszę was, przecież nie będzie tej naiwnej małpce zdradzała wszystkich swoich planów – I kto wie, czy tym razem nie okaże się, że poza tobą będzie brał w tym udział ktoś jeszcze – dodała z uśmiechem. Lubiła intrygi, zwłaszcza takie, nad którymi panowała i była ich prowodyrem. Musiała to dokładnie zaplanować. Może właśnie to miało być rzeczą, która pomoże jej zapisać się na żartowniczych łamach szkoły? Wkręcenie połowy uczniów byłoby prawdziwym osiągnięciem – Jak to się mówi… „Let the game begin” – uśmiechnęła się chłodno – Nie powinieneś bać się mnie, a konsekwencji, które mogą się ostatecznie pojawić. Bo chyba nie chciałbyś, aby to obiegło całą szkołę, co? – spytała lustrując go uważnie, napawając się każdym drgnięciem mięśni na jego twarzy. Kto by przypuszczał, że dostanie więcej niż chciała, przychodząc tutaj – Oh przestań. Przecież te ciastka są dla osoby, do której wzdychasz, prawda? – tym razem uśmiechnęła się tak niebezpiecznie uroczo. I prawdopodobnie po tych słowach i otrzymaniu ciastek poszłaby sobie, jednak chłopak swoim czynem sprawił, że musiała zostać. Patrzyła jak pudełko leci ku podłożu, jak o nie uderza – Ciota – palnęła, kręcąc głową. Jeśli myślał, że się będzie po nie schylać, był w błędzie. Jednak nie to było najgorsze. Rozzłościł ją, kiedy odwrócił się do niej plecami. Zmarszczyła brwi i złapała go za ramię, by obrócić w swoją stroną – Radzę ci się pilnować – jej ciemne oczy wyrażały niezadowolenie.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Most    28.02.16 22:35

Skąd niby Leo miał wiedzieć, że L. aż tak bała się wody? Znaczy, hm, teraz już wiedział, ale wtedy... wtedy praktycznie jej nie znał! To był pierwszy dzień szkoły! Naprawdę, ludzie raczej nie witają się słowami: "Hej, jestem Leo, boję się śmierci!", prawda? No, Slughorn bynajmniej nie miał zamiaru rozpowiadać tego wszystkim wkoło, ale to może dlatego, że jego lęk był głupi. Tak mu się wydawało. W końcu czemu niby nastoletni chłopak miał obawiać się śmierci? Pieprzona bitwa...
- Czuję i naprawdę jestem dumny, że zasłużyłem na to zacne wyróżnienie - odparł starając się przekierować rozmowę na inny tor. Bezpieczniejszy. O ile w ogóle w rozmowie z Liv były jakiekolwiek bezpieczne tory... - Masz zamiar mścić się na mnie za jakiś wybryk z pierwszej klasy do końca życia? Daj spokój, to takie dziecinne - prychnął. Zachowanie Reagan naprawdę wydawało mu się głupie i bezsensowne. I też trochę niecywilizowane. W końcu każdy normalny człowiek po tylu latach chyba by sobie odpuścił, prawda? Leo nie rozumiał, dlaczego Gryfonka aż tak się na niego uwzięła. Przecież dopiero połowa roku szkolnego minęła, a ona już zdążyła wyrównać rachunki i to jeszcze ze sporym naddatkiem.
Drgnął lekko, gdy usłyszał jej słowa. Ktoś jeszcze...?
- Ani się waż wplątywać w to kogokolwiek. Rozumiesz? - warknął. - To sprawa między nami, jasne? - nadszedł czas żeby to on stawiał warunki. Nie miał zamiaru pozwolić, aby to całe bagno, w które się wplątał i chore pomysły Reagan dotknęły kogokolwiek poza nim samym. Zwłaszcza, jeśli chodziło o Gabe'a. A prawie na pewno to o niego jej chodziło. Z drugiej strony, czy Bertrand nie utrzymuje z nią całkiem pozytywnych stosunków? Może to go uchroni przed Gryfonką? Nie, to niczego nie gwarantowało, przecież L. jest nieobliczalna! Kto powiedział, że ma jakiekolwiek morały, czy granice.
- Nie! - odpowiedział szybko, zanim zdążył ugryźć się w język. To wyglądało... źle. Bardzo źle. Zupełnie jakby był uzależniony od jej decyzji. Chociaż z drugiej strony, czy tak właśnie nie było? No to brawo. W sumie nawet jeśli naprawdę był zdany na jej łaskę, to mógł nie okazywać tego jakoś specjalnie i nie utwierdzać jej w przekonaniu, że to ona wygrywa. A do tej pory wygrywała. I, co gorsza, idiotyczne morały i durne obawy Slughorna nie pozwoliły mu do teraz odwrócić tej sytuacji na swoją korzyść.
Słysząc tekst o ciastkach spiorunował ją spojrzeniem, a uroczy uśmiech, jaki mu posłała tylko jeszcze bardziej go rozwścieczył. Miał dość jej prowokacji. Naprawdę był bliski uderzenia jej. I to najlepiej tak, żeby poleciała przez tę barierkę w przepaść. Ale jednak, Reagan, choć ciężko w to uwierzyć, naprawdę była dziewczyną. Może i była sukowatą, chamską, mściwą idiotką z jakimiś skłonnościami sadystycznymi, ale jednak nadal była dziewczyną. Szkoda, że za łebka rodzice wpoili mu jakieś durne zasady do głowy. Żałosne. Kobiety to szatany, a on nawet nie może takiej porządnie przywalić.
Leo zignorował obelgę skierowaną w jego osobę. Naprawdę, już nieraz słyszał gorsze rzeczy z jej ust. Chyba przestała ewoluować w tym kierunku. Na szczęście.
Jednak gdy ośmieliła się szarpnąć go za ramię, odwrócił się gwałtownie w jej stronę, posyłając jej najbardziej przepełnione jadem spojrzenie, na jakie było go stać.
- A to niby z jakiej racji? - wysyczał w jej stronę. - Dałem ci twoje pieprzone ciastka, a teraz spierdalaj i zostaw mnie w spokoju.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Most    04.03.16 22:47

Podobno zły dotyk bolał przez całe życie. Wydarzenia również. Zapadały w pamięć, jeszcze silniej dzieciom niż dorosłym. Kto wie, może gdyby coś takiego Leo zrobił jej teraz (pomijając kwestię, że zapewne by go za to zabiła) nie mściłaby się na nim w tak perfidny sposób, jak czyniła to do tej pory. Nie to, żeby się przejmowała, bo ostatnią rzeczą jaka wpadłaby jej do głowy byłoby przejmowanie się uczuciami Slughorna, który na wszystko co złe po prostu sobie zapracował. I to nawet nie tak ciężko jak mogłoby się wydawać. Teraz po prostu Liv spłacała mu „dług” jaki zaciągnął pierwszego dnia szkoły. Nic w przyrodzie nie ginie i tego się trzymała bez względu na konsekwencje czy opinię innych ludzi. Ona nikomu nie mówiła jak ma żyć, więc niech nikt inny nie dyktuje tego jej, bo może się spotkać z niemiłą reakcją ze strony Gryfonki.
- Dobrze Slughorn, nawet szybko się uczysz – rzuciła do niego z satysfakcją. Niekiedy reagował w tak przewidywalny sposób, iż czuła się jakby miała jakiegoś niewolnika. Chociaż na dobrą sprawę w pewien sposób go zdobyła, ale na razie Leonard chyba o tym nie wiedział. Wszystko w swoim czasie, nie było się co spieszyć. Wszak Liv dopiero się rozkręcała, a najlepsza zabawa była dopiero przed nią – Będę się mściła póki nie zorientujesz się, co takiego wtedy zrobiłeś źle – warknęła, a oczy zabłyszczały jej ze złości. Zresztą, czego ona oczekiwała po takim idiocie jakim był Gryfon. Toż to powinno się znaleźć w Hufflepuffie, a nie Gryffindorze. Jak Tiara mogła się aż tak bardzo pomylić? – I co jak co, ale ty jesteś ostatnią osobą, która ma prawo mówić co jest dziecinne, a co nie – nic go nie usprawiedliwiało. To, iż był wtedy dzieckiem nie znaczyło, że można było bezkarnie wrzucać kogoś do wody. Przecież zawsze istniało prawdopodobieństwo, że ktoś nie umiał pływać, ewentualnie bał się panicznie wody. Ale nie, po co o tym pomyśleć. Lepiej wpieprzyć do jeziora i śmiać się jak człowiek stara się utrzymać na powierzchni. Nadal miała przed oczami jego twarz, śmiejącą się mordę, którą miała wtedy ochotę obić.
Na jej ustach pojawił się uśmiech wprost ociekający satysfakcją, kiedy chłopak tak się poruszył na wieść, że ktoś inny mógłby zostać w to wszystko wplątany. Pięknie. Kto by przypuszczał, że tyle zyska na tym spotkaniu. A gdyby chłopak zachował dla siebie swoje chore uczucia do niej nie musiałby teraz tak się wić, za wszelką cenę starając się na niej wymusić milczenie. To po raz kolejny pokazało jej jaki Leo jest głupi i emocjonalnie impulsywny – Bo co, zrobisz mi coś złego? - spytała z pewną wyższością. Nie mógł jej w tej sytuacji zrobić niczego, nawet jakby bardzo chciał – To, czy ta sprawa jest tylko między nami będzie zależało od naszej współpracy, Leonardzie. A raczej od twojego wywiązywania się z obowiązków – powiedziała ponownie używając tego słodkiego tonu nakrapianego chorą uciechą i wróżącego coś bardzo nieprzyjemnego – I nie próbuj sprawiać wrażenia jakbyś panował nad sytuacją, bo nie panujesz. Nie masz ani jednej karty przetargowej, więc nie możesz ze mną handlować – uśmiech zniknął z jej twarzy równie szybko jak się pojawił, zastąpiony przez beznamiętność, która zawsze była w takich sytuacjach najgorsza.
- O proszę, proszę. Ktoś tutaj pokazał pazurki – nie cofnęła się nawet o krok, kiedy się uniósł. Ba, ona zdawała się być niemal dumna z tejże reakcji – No Slughorn, może coś jeszcze z ciebie będzie – powiedziała i przejechała dłonią po jego policzku. O jej oczach nadal czaiła się niebezpieczna iskierka – A ciastek mi nie podałeś. Ty nimi rzuciłeś, a to różnica, wiesz? – powiedziała to tak spokojnie, jakby mówiła do jakiegoś chorego na downa dziecka, ewentualnie do skrajnego idioty, którym na dobrą sprawę Gryfon był.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Most    05.03.16 14:50

- Co takiego wtedy zrobiłem źle - powtórzył, przedrzeźniając ją. - Cholera jasna, Reagan, miałem jedenaście lat! Byłem głupi i narwany, a poza tym skąd miałem wiedzieć, że aż tak przeraża cię coś tak banalnego jak woda? - zirytował się. W istocie, Liv wydawała się taka nieustraszona, że nawet przez myśl by mu wtedy nie przeszło, że może bać się czegoś takiego. Pewnie gdyby wiedział, to by tego nie zrobił, choć kto wie, czy jej szatańska natura prędzej czy później by się nie ujawniła? Nie potrafił pojąć, jak taki Gabriel czy Felix mogą utrzymywać z nią pozytywne kontakty.
Jakby ktoś teraz spytał Gryfona, czy żałuje tego, że kiedyś wrzucił ją do jeziora, wbrew pozorom odpowiedziałby pewnie, że nie. Patrząc na jej późniejsze poczynania względem Slughorna to jakieś głupie rozbujanie łódki, znaczyło tyle, co nic. Z chęcią zrobiłby to jeszcze raz, ale nie patrzyłby na nią, miotającą się w wodzie z dziecięcym rozbawieniem. Wbiłby w nią swoje najbardziej obojętne spojrzenie i napawał każdą sekundą jej przerażenia. Może nawet w pewnym momencie uśmiechnąłby się do niej złośliwie. Postąpiłby tak, jak ona zawsze postępowała, gdy udało jej się go skompromitować. I nie miałby na pewno wyrzutów sumienia.
- A żebyś wiedziała, że zrobię - spojrzał na nią z nienawiścią. Pieprzyć te wszystkie morały. Gdyby Reagan odważyła się wplątać w to całe zamieszanie Amelię, Gabe'a, czy kogokolwiek innego, na kim mu zależy, to może już wbijać się w strój do trumny. Nie będzie miał dla niej litości, mógł to zapewnić. - I znam swoje obowiązki, nie musisz mi o nich przypominać - warknął. Nie da się wciągnąć w te jej głupie gierki. Miał ochotę wypruć jej flaki za ten przesłodzony, a jednocześnie przepełniony nienawiścią ton głosu, którym się do niego zwracała. - A skąd możesz wiedzieć, że nie mam, hm? - uniósł brwi. - Może po prostu nie afiszuję się z tym tak jak ty i czekam na odpowiedni moment, aby uderzyć? - uśmiechnął się kpiąco, kłamiąc w żywe oczy. Był świetnym kłamcą, wiedział o tym. Całe jego życie po bitwie aż do teraz było jednym wielkim kłamstwem. I wreszcie ten niechlubny tytuł przydał mu się do czegoś innego, niż fałszowania swoich uczuć, emocji, marzeń i lęków.
Wzdrygnął się niekontrolowanie, gdy poczuł jej dotyk na swoim policzku i odsunął się od niej gwałtownie na kilka kroków.
- Nie waż się mnie dotykać! - spiorunował ją spojrzeniem. Najlepiej w ogóle do mnie nie podchodź. Miał jej dosyć, brzydził się jej i tego, co robiła. Grała nie fair, w teorii ona mogła zrobić mu wszystko, co chciała, a on jej nic.
- I co, może mam ci je podnieść, księżniczko? - rzucił w jej stronę ze złością. Przeginała, naprawdę, przeginała. Leo nie miał zamiaru się przed nią płaszczyć, tak jak tego chciała. Ktoś powinien udowodnić tej szmacie, że nie jest niezniszczalnym pępkiem świata.
Przez chwilę mierzyli się nawzajem spojrzeniem, aż w końcu Slughorn odchrząknął i najzwyczajniej w świecie ruszył przed siebie, wymijając Reagan.
- Rozczaruję cię, ale nie jestem twoim sługusem - rzucił tylko, gdy ją mijał i pokierował się w stronę zamku, czując na sobie jej spojrzenie. Miał jeszcze jakiś honor. Niech ona sobie nie myśli, że jest nie wiadomo kim. Najlepszym posunięciem w tamtym momencie był według niego taktyczny odwrót. Wtedy uwolni się od Liv, proste. No, w każdym razie na jakiś czas.

[zt]



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Most    05.03.16 23:20

Slughorn nie miał za grosz instynktu samozachowawczego. Kto wie, może gdyby takowy posiadał nie wplątywałby się w tak wiele głupich sytuacji, w których brała udział również Reagan. Co z tego, że tym razem to ona była ostatnią osobą, która mogłaby komuś wytykać brak czegoś takiego, ale kto jej zabroni? Zresztą nie wypowiedziała tego na głos, tylko jej myśli ujawniały jakie mniemanie ma o Leonardzie. A zbyt dobrego nie miała. Uważała, że był przedstawicielem płci przeciwnej z najniższej półki. Takie, z której nie było prawdziwego pożytku. Szwendało się to po szkole, ale nie reprezentowało sobą nic wartościowego. Bronić się nie umiało, wykazywało momentami skrajnym idiotyzmem, nie mówiąc o tym, że prawdopodobnie i asertywność była na poziomie ziemniaka. Tak, Leo sam był sobie winny za to, że Liv traktowała go tak, a nie inaczej. Może gdyby miał trochę zaparcia i pokazał, że się nadaje do czegokolwiek, a nie dawał z dziecinną łatwością podejść koleżance, która uśmiechała się z satysfakcją obserwując jak paruje mu z mózgu, bo zardzewiałe trybiki w umyśle starając się usilnie coś wymyślić. Coś, czym mógłby ją zagiąć, czym by jej pojechał. Niestety, starał się za mało i choć po jego słowach jej oczy stały się jakby ciemniejsze, zwiastując same nieprzyjemności, tak z jej ust nie znikał uśmieszek pewnej dozy pogardy.
- Jedenaście lat to wystarczający wiek, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za własne czyny – skwitowała jego słowa, niewzruszona jego potokiem słów. Myślał, że wpłynie na jej ambicję, że da jej powód do zastanawiania się czy aby nie jest dla niego za surowa? Jeśli tak, to był jeszcze większym idiotą niż ten, za jakiego go miała – Przepraszam, a czy teraz nadal nie jesteś przypadkiem głupi? – uśmiechnęła się uroczo, nie spuszczając z niego wzroku. Oh, ileż on jej dawał okazji do przedniej zabawy. Po szkole będzie za nim tęsknić, kto inny tak wspaniale będzie jej umilał dzień? Może powinna zamieszkać blisko niego, by czasem nie kończyć tejże wspaniałej „przyjaźni”? Która zresztą właśnie przeinaczała się w miłość… jednostronną i totalnie platoniczną, ale to nadal miłość. Nie mogła mu odebrać okazji do spędzania czasu z ukochaną osobą. No i sobie rozrywki – Banalnego? Zaraz twoja śmierć może okazać się banalna, chociaż to idealnie zwieńczyłoby twoje życie, co nie? – oczy jej się zwęziły. Nikt nie miał prawa naśmiewać się z jej lęku, ani go krytykować. A już na pewno nie ktoś taki jak Leonard Slughorn. Bo choć może Liv była jaka była, tak nigdy nie naśmiewała się z lęków innej osoby, samej wiedząc jak to jest, kiedy coś przepełnia cię strachem. No chyba, że nazywałeś się tak jak osobnik przed nią, wtedy musiała się poważnie zastanowić nad dalszym postępowaniem – Traktuję to w takim razie jak wyzwanie. Pokaż, co takiego złego jesteś wstanie mi zrobić Slughorn. Kto wie, może później nie będziesz tego żałować aż tak bardzo – kolejny uśmiech, kolejna sugestia, że teraz ona dzierży berło władzy, a on powinien się poważnie zastanowić przed wykonaniem następnego ruchu. Jeśli niczego nie zmieni szach-mat nastąpi szybciej, niż mógłby przypuszczać – Bo gdybyś miał, już dawno być to zaprezentował. Zbyt bardzo trzęsiesz portkami, aby zachować taki dowód w sekrecie. Najchętniej już teraz zrobiłbyś wszystko, aby prawda nie wyszła na jaw – czy aż tak bardzo wstydził się uczucia, jakim ją obdarzył? Czy miłość nie powinna człowieka uskrzydlać? Chociaż w tym przypadku najwidoczniej ciągnęła chłopaka w dół, co nie było wcale takie dziwne, biorąc pod uwagę, że za swą miłostkę obrał właśnie Reagan.
- Oh, jaki wrażliwy i nietykalny. Sądziłam, że jesteś do tego przyzwyczajony. Ale spokojnie, wszystkiego się nauczysz – postąpiła ponownie krok w jego stronę, nie przejmując się jego odsunięciem. Rozbawienie w jej oczach stało się jeszcze większe, kiedy wspięła się na palce delikatnie pocałowała chłopaka w policzek. Powinien teraz zejść na zawał, że panna, w której się kochał zrobiła cos takiego – Podobno znasz swoje obowiązki, a jednak oczekujesz ode mnie, bym mówiła co masz robić? – znowu ten słodki ton, który zapewne pasował idealnie do dawnych, rozkapryszonych księżniczek. Nie oczekiwała jednak, żeby podniósł pudełko. Gdyby faktycznie to uczynił stałby się w jej oczach ostatecznym przegrywem tego świata – Sługusem? No coś ty. Giermek zdecydowanie bardziej do ciebie pasuje – rzuciła mu na odchodnym i chwilę patrzyła jak znika z jej pola widzenia. Gdyby nie była sobą pobiegłaby za nim i podziękowała za dostarczenie takiej porcji rozrywki na kolejne tygodnie. Jednak biegać za nikim nie miała zamiaru. Ostatnią rzeczą, jaką uczyniła przed odejściem z mostu, było stanięcie na pudełko ciastek, które skruszyły się pod jej naciskiem. Właśnie tak skończy Slughorn, kiedy Reagan z nim skończy.

z/t
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Most    26.06.16 17:22

Nic nieznaczony dzień, w maju. Pewnie była to jakaś sobota, bo wtedy Myrnin zazwyczaj wychodził z lochów. Nie żeby był jakimś ponurakiem, ale po prostu. Większość czasu spędzał właśnie tam, to tak jakby jego drugi dom. No i miał tam przyjaciółkę. Czyli, wszystko czego pragnął. Ale czasem, miał ochotę odetchnąć.
Dlatego, wyszedł na błonia i szybkim krokiem, znalazł się zaraz na moście. Nie przychodziło tutaj za wiele osób, co jest nawet smutne. Przecież były tutaj jakie ładne widoki, czyż nie? Ten krajobraz do niego przemawiał. Był niby taki szary i spokoju, ale widać było tutaj piętno walki, która się odbiła na tym miejscu. Co dodawało temu, więcej tajemniczości. A czyż taki nie był Myrnin? Nie sprawiał włoku siebie tajemniczej aury ? Wiele razy to słyszał, ale czy taka była prawda. Przecież, on nawet nie miał żadnych sekretów, nic a nic. Był ciągle sobą, ciągle taki sam. Nie rozumiał tego, że ktoś tak o nim myślał. Tak samo jak to, ze jest ponurakiem. Bo co ? Bo nie uśmiecha się do wszystkich, co obok niego przechodzą. Możliwe, że właśnie o to chodzi. Ale rak nie jest, lubił towarzystwo.
Usiadł sobie na pomoście i położył swoją gitarę obok siebie. Lubił czasem pograć lub coś zanucić pod nosem. Ale nie robił tego przed każdym, w sumie przed nikim tego nie robił. Ale to nie był żadne sekret, po prostu nikt go nigdy nie pytał. A on nie spowiadał się ze wszystkiego co robił, tak już jest. Ale jak na razie, nie miał zamiaru grać. Odłożył to na potem. Teraz, wyciągnął ze swojej torby papierosy. Cóż, nie pochwalał sobie tego, że palił. Nawet Maya nie wie i miał nadzieje, że się nie dowie. Wolał to chować w sekrecie. Odpalił go za pomocą różdżki i zaciągnął się. Tak, to był relaks.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Most    26.06.16 17:59

Eileen wyjątkowo nie miała ochoty siedzieć przy książkach, ani ćwiczyć zaklęć. Taka pogoda... Chętnie polatałaby na miotle, ale jakoś tak nie mogła się za to zabrać, więc zdecydowała się na spokojny spacerek po błoniach. Jako pierwszy cel upatrzyła sobie most, w końcu dla osoby kochającej Quiddith spoglądanie w przepaść było świetną rozrywką.

Kiedy tam dotarła, zauważyła Myrnina Lewisa. Kojarzyła go z lekcji, tak jak niemal wszystkich, ale nie nawiązała z nim nigdy bliższej relacji. Nie zdarzyło jej się też nigdy pracować z nim w parze, mimo iż nauczycielom zdarzało się czasem mieszać domy ze sobą. Chciała go minąć, nie przeszkadzając w rozmyślaniach, jednak jej uwagę przykuła gitara, którą odłożył na bok. Czyżby umiał grać? Jakoś nigdy o tym nie słyszała, ale to niczego nie wykluczało.

Krukonka zatrzymała się w pewnej odległości od Puchona tak, by nie wzbudzić jego podejrzeń ani zainteresowania, po czym zaczęła nasłuchiwać i dyskretnie patrzeć w jego stronę. Miała nadzieję, że jej nie zauważy, zacznie grać, a ona będzie mogła posłuchać. Sama rzecz jasna nigdy by się nie zdecydowała go o to poprosić.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Most    26.06.16 20:17

Zamknął oczy i relaksował się przy papierosie. W sumie to nie myślał o niczym. Trwał tak w swoich myślach. A jednak, do niczego go nie prowadziły. Bo w sumie, nie miał nad niczym rozmyślać. Chyba, że o Mai. Ale to już przesada, zaczynał się obawiać, że popada w obsesje na jej punkcie. A to nie było dobrze, oj nie. Powinien traktować ją normalnie, jak przyjaciółkę, siostrę którą zawsze chciał mieć. A jednak, nie potrafił. Wywalił niedopałka i westchnął cicho. Złapał swoją gitarę, ale jednak na razie nic nie robił. Po prostu się w nią wpatrywał nic więcej. Sam nie wiedział co grać, czy w ogóle grać. Bo po co ? Bo czemu? Potrafił to robić, ale grać, bo się potrafi to nie dla niego. Tam zawsze wylewał swoje żale, smutki. A dziś, dziś był nawet szczęśliwy.
Rozejrzał się po pomoście i nagle zauważył stojąca tam dziewczynę. - Cześć ? - uśmiechnął się do niej. Lubił rozmawiać z ludźmi. Więc do niej zagadał, tylko nie był pewien czy dziewczyna chce. Bo wyglądała w tej chwili jak taki mały staker. Czyżby coś od niego chciała, ale nie wiedziała jak zagadać? Nie wiedział, może zaraz się dowie. Lub była po prostu nie śmiała. Tak, też mogło być. Dobrze, że on taki nie był, więc do razu do niej zagadał. Wyglądała na bardzo młodziutką, choć wiedział, że jest w jego wieku. Ciekawe, co tutaj robiła? Śledziła go? Pewnie nie, pewnie to tylko zbieg okoliczności. Nic poza tym. Bo po co, miałby ktoś go śledzić? Nie było takiej potrzeby.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 12:48

Eileen z zachwytem patrzyła, jak chłopak chwyta gitarę i w wielki napięciu zaczęła wyczekiwać muzyki, ta jednak, ku zaskoczeniu i rozczarowaniu dziewczynki nie nadeszła. Oh. Jaka szkoda... No trudno, nic na to przecież nie poradzi. Już miała dać sobie spokój i odejść, kiedy Myrnin się odwrócił i spojrzał wprost na nią. Oj. Tego nie przewidziała.

- Hej - bąknęła Krukonka, oblewając się rumieńcem. Wiedziała, jak to może wyglądać z jego strony, a że czuła się winna, przeszła od razu do nieskładnych tłumaczeń. - Ja... tylko tu przechodziłam. Szlam na spacer po błoniach tak ogólnie, bo ładna pogoda i tak miło jest i w ogóle... I zobaczyłam, że masz gitarę i pomyślałam, że zaczniesz grać... A ja nie umiem grać, zawsze chciałam się nauczyć i tak jakoś... Wiesz... Pomyślałam, że coś zagrasz... Bo lubię słuchać jak ktoś gra, ale rzadko mam okazję... To znaczy zdarzyło mi się, ale... Ale...

Pogubiła się w wyjaśnieniach, co tylko wzmocniło jej rumieniec. No trudno. Chciała podsłuchiwać bez pozwolenia, to ma za swoje. Miała tylko nadzieję, że Puchon nie będzie się gniewać za to wszystko i da jej zwyczajnie odejść, bez zbędnych komentarzy. Nie znała jego charakteru i nie wiedziała, czego się po nim spodziewać, więc nie pozostawało nic innego jak czekać na odpowiedź.

- Przepraszam - zakończyła chaotyczną wypowiedź w najwłaściwszy według niej sposób.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 14:15

Bawiło go to, jak dziewczyna zaczęła się tłumaczyć. Nawet jej o to nie prosił, najwyraźniej, była zestresowana tym. Ale jemu to nie przeszkadzało, większość dziewczyn, jakoś tak reagowało. Przecież on ich nie zje, nie przesadzajmy. Nie był chorym i złym człowiekiem, choć czasem potrafił sie zdenerwować. Ale w tej chwili, nie był ani zły, ani zdenerwowany. Ogólnie, ciężko go zdenerwować. Miał więcej cierpliwości do ludzi, niż do grania na gitarze. To już chyba jego czwarta czy piąta. Czasem zdarzało mu się nimi rzucać, ale nic poza tym. Dalej trwał i uczył się. Bo o to tutaj chodziło. Aby wytrwać w swoim postanowieniu.
Z jej potoku słów, nie zrozumiał niczego. A raczej prawie, to było nawet zabawne. Pokręcił głową z uśmiechem. - Nie przepraszaj i nie musisz się tłumaczyć. Jeśli chcesz, możesz usiąść obok mnie. Zawszę, mogę pokazać Ci to, co potrafię, a raczej, spróbować nauczyć Ciebie. No chyba, że wolisz spacer. - odparł z uśmiechem i wzruszył ramionami. Wybór należał do niej. Nie będzie jej namawiał, aby została. Ale też nie będzie jej wyganiał stąd, bo to nie w jego naturze. Mogła sobie siedzieć, a on mógł jej pokazać parę rzeczy. Przynajmniej nie będzie się nudził.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 19:52

Zmieszanie na twarzy Eileen przerodziło się w zaskoczenie. Naprawdę się nie gniewał? No w sumie ona też by się nie gniewała na jego miejscu, ale ludzie są dziwni i nigdy nie wiadomo, na jakiego osobnika się trafi. Z lekkim wahaniem popatrzyła na Myrnina, ale widząc jego uśmiech nabrała śmiałości. Podeszła i usiadła we wskazane miejsce i już bez najmniejszego skrępowania wbiła wzrok w gitarę.

- Skąd wiesz jaką strunę pociągnąć? I w ogóle, tu jest jakiś system? Czy każdą piosenkę gra się zupełnie inaczej? - Krukonka nawet nie myślała o dalszym spacerze, ni emówiąc już o komentowaniu tego pomysłu. Nigdy nie miała gitary w dłoniach, zawsze widziała je na obrazkach, w wizjach, ewentualnie u kogoś przez przypadek. - Naprawdę mógłbyś mnie nauczyć grać? Potrafiłbyś?

Absolutnie nie była przekonana do swoich umiejętności muzycznych. W zasadzie to była zupełnie pewna, że w ogóle ich nie posiada, bo nigdy na niczym nie grała. Muzycy byli dla niej czarodziejami sztuki tajemnej, niedostępnej dla szaraczków takich jak ona. Perspektywa nauki wywołała na jej policzkach rumieniec zapału podobny do tego, który się pojawiał przy poznawaniu nowych zaklęć.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 20:24

A na co miał się gniewać. Na to, że jakaś dziewczyna się na niego patrzyła i czekała aż zagra? Meh, nie był jakimś bezmyślnym Ślizgonem. To miły Puchon, on ukocha prawie każdego. Chyba, że ma zły dzień. Ale ostatnio, jego dni wyglądały całkiem nieźle. Więc nie był zły, tylko rozbawiony. Przez chwilę myślał, że młodo wyglądająca Krukonka zrezygnuje z tego pomysłu. Ale jednak nie, przysiadła się do niego, cóż. To dobrze, nie będzie siedział sam.
Dał jej się wygadać, zadawać mu pytania. Nie ładnie tak przerywać, więc poczekał, aż dziewczyna się wygada. Po czym uśmiechnął się do niej i spojrzał na nią swoimi kolorowymi tęczówkami. - Nazywasz się Eileen, prawda ? - zapytał, aby się upewnić. Cóż, nie miał pamięci do imion. Więc lepiej przedstawić się jeszcze raz i dopytać. Niż potem zgadywać, lub odzywać się do niej tak nie po imieniu. Jego kultura dżentelmena tego wymagała. - Ja jestem Myrnin. - Nie wiedział, czy dziewczyna zna jego imię. Więc też się przedstawił i dodał do tego skinienie głowa. Jakby chciał potwierdzić tym swoje słowa. - Zacznijmy może od początku. - pokręcił głową i się zaśmiał. - Jest w tym jakiś system. System czytania nut. - odezwał się spokojnie i podał jej zeszyt z nutami. Który wyciągnął, ze swojej męskiej torby. - Tak szczerze, to nie jestem jakiś mistrzem. Więc połowy z nich nie potrafię odczytać, gram bardziej ze słuchu. Usłyszę coś i próbuję to zagrać. - wzruszył delikatnie ramionami. - Każdą piosenkę gra się inaczej. I tak, jeśli ja się nauczyłem, to ty też powinnaś, a  uwierz mi. Było mi ciężko i nie jedną gitarę rozwaliłem. - uśmiechnął się do niej. - Wiec tak, ta szyja to gryf. Na długości gryfu, zaciskasz struny, a tam na końcu, na tym bębnie. Które nazywa się pudłem rezonansowym, szarpiesz struny. Tak to mniej więcej wygląda. - Pokazywał jej wszystko palcem. Był nawet z siebie dumny, że od tak zaczął z nią rozmawiać. W sumie, buzia mu się nie zamykała. Co jest dość dziwne, ale.. Uwielbiał grać na gitarze, nawet jeśli nie był w tym najlepszy. Sprawiało mu to radość i tyle. - Najlepiej, jak byś ją wzięła. A je wtedy bym ci pokazał, co i jak. - odparła po chwili i podaj jej gitarę. Tak, to byłoby najlepsze rozwiązanie.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 20:50

Pamiętał jej imię? Łał! Zwykle pozostawała dla wszystkich anonimowa. W sercu Eileen zagościły całkiem spore pokłady sympatii dla tego Puchona. Pokiwała mu więc głową na potwierdzenie, a na jej twarzy wykwit uśmiech, gdy się przedstawił. Wiedziała jak ma na imię, nie musiał mówić, ale ostatecznie zawsze lepiej było się upewnić. Kiedy chłopak zaczął opowiadać, rozsiadła się wygodnie i z uwagą chwytała każde słowo. Nie przerywała, bo Myrninowi się świetnie prowadziło monolog, no i uznała, że pytania będzie zadawać na końcu. Kiedy zaproponował jej wzięci gitary, sięgnęła po nią nieco niepewnie, trochę się bojąc, że ją popsuje.

- Nigdy nie czytałam nut. Z nimi jest tak, jak z runami? To po prostu inny alfabet, tylko dźwięków? - jakoś nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Dźwięki przeciez nie miały liter, nie miały słów! Była zupełnie zielona w tym temacie. Chwyciła gitarę tak, jak jej sie wydawało, że jest poprawnie. - Mogę spróbować zagrać?

W wizjach gra na gitarze zdawała jej się banalnie prosta. Siedząc w ciele trubadura z przyjemnością przebierała palcami po strunach, nie rozumiejąc jednak z tego nic. Teraz chciała zagrać po swojemu melodię, która jej przyszła do głowy, nie śmiała jednak tego zrobić bez pozwolenia właściciela instrumentu.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 21:20

Cóż, to imię nie było aż takie trudne. Poza tym, Eileen, była chyba najcichszą dziewczyną jaką znał. Trudno jej nie przeoczyć, chociaż, wydawało się, że mogłoby być inaczej. Ale nie. On zazwyczaj zwracał uwagę, na te ciche, nie na te głośne. Te ciche, zawsze były mądre i miały coś mądrego do powiedzenia. A głośne, były po prostu głośne. Poza tym, od czasu do czasu. Tak jak teraz, odzywał się u niego syndrom starszego brata. Choć nie miał rodzeństwa, zawsze chciał je mieć i to bardzo. Ale teraz, było chyba już za późno. Jego rodzice nie byli pierwszej młodości, więc. Mógł sobie tylko pomarzyć. Oj tak, monologi to było coś, w czym był dobry i to bardzo. Czasem się tak rozgadywał, że zapominał co powiedział trzy minuty temu. To dość uciążliwe.
- Można tak powiedzieć. - pokiwał głową i usiadł naprzeciw dziewczyny. Tak aby siedzieli do siebie twarzą w twarz. Wyciągnął ze swojej torby, kostkę i podał jej ją. - To jest kostka do grania, abyś nie poraniła sobie placów. - podał jej małą trójkątną rzecz i skinął głową na jej pytanie. - Jasne, czemu nie? Tak zobaczę, co potrafisz. - uśmiechnął sie do niej.
Cóż, gdyby dziewczyna poznała jego wizje. I akurat te gdzie rozwalał gitarę, to na pewno zmieniłaby zdanie. Ale najlepsze jest to, ze jak rozwalił gitarę czuł się lepiej. Potem kupował nową i już się nie złościł przez jakiś czas. To nie było łatwe. Serio, lub on nie miał do tego cierpliwości. Tak też mogło być.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 21:45

Mogła! Mogła spróbować! Co za niesamowite uczucie! Wzięła kostkę od chłopaka i zamyśliła się na chwilę, co właściwie chciałaby zagrać. Ooo, tą średniowieczną muzykę, jedna z nielicznych pięknych wizji, których doświadczyła! Chciała wywrzeć na Puchonie pozytywne wrażenie i czuła, że z tak efektowną melodią była w stanie to zrobić. Wzięła głęboki wdech i zaczęła... grać? Nie, tych kilku fałszywych dźwięków, które wydobyła z gitary nie dało się nazwać grą. Dziewczyna spąsowiała ze wstydy i w pierwszym odruchu chciała oddać instrument.

- T-to chyba nie dla mnie - wybąkała cicho, nie patrząc mu w oczy. Czemu to nie zadziałało? W ciele trubadura to zdawało się takie łatwe...! A skoro jej nie wyszło, to znaczyło, że zupełnie nie ma do tego smykałki i nie istnieje najmniejsza nawet szansa, by jej umiejętności jakoś zaistniały (bo nie może wzrosnąć coś, czego nie ma). - Może ty zagrasz? A ja posłucham...

Gdyby siedziała sama w pokoju, prawdopodobnie podjęłaby drugą próbę. Teraz jednak patrzył na nią Myrnin, więc nie chciała sie przed nim dłużej kompromitować. Co z tego, że to było pierwsze podejście, że każdy tak zaczynał... Jej było głupio, że kiedykolwiek pomyślała iż może grać.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Most    27.06.16 22:20

Nie spodziewał się tego, że dziewczynie się uda, za pierwszym razem. To byłby wielki cud. Bo przecież, mówiła mu, że nigdy nie grała. Więc był przygotowany na takie coś, co się właśnie stało. Nie miał zamiaru się z niej śmiać, to nie w jego stylu. Ale będzie próbował, zrobić tak, aby ona się czegoś nauczyła. Tak, nie zabierze z jej rąk tego instrumentu, do tej pory. Dopóki dziewczyna nie wyda czystego dźwięku. Tak, widział zapał w jej oczach za pierwszym razem. Nie mogła się poddawać, tak jak on to zrobił.
- Też tak na początku myślałem. I od czasu do czasu, nadal tak myślę. Ale póki nie spróbujesz się nauczyć, to nie się nie dowiesz. - odparł spokojnie. Nie zabrał jej gitary. I na pewno za szybko tego nie zrobi. Głupotą jest, poddawanie się za pierwszym razem. Choć on tak zrobił, to po miesiącu wrócił, znów do tego samego. Nie warto się poddawać, to jest głupie. - Zagram, jeśli wydobędziesz jakąś melodię z tego instrumentu, wraz z moją pomocą. A teraz, jeśli pozwolisz to coś ci pokażę. - powiedział spokojnie. Choć, nie czekał na jej odpowiedz, w sumie to nie zadał pytania. Było to bardziej retoryczne. Więc, złapał ją za dłoń i ułożył palce na chwyt c-dur. Oczywiście, nie świadom tego, ze dziewczyna miała wizję. Że była jasnowidzącą. Cóż, u niego i tak nie zobaczy nic konkretnego. Oprócz rzucania gitarą, uśmiechów Mai i tak. Żadnej dramy, nic. Ale wróć do gitary. - Spróbuj teraz. - polecił i poczekał aż dziewczyna szarpnie za struny. A raczej przejedzie po nic kostką. Powinno jej się udać, przecież, musiała tylko przejechać po strunach. Nic więcej.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Most    04.07.16 8:58

Nie miała wyjścia, musiała próbować dalej. W zasadzie to nawet się z tego cieszyła, bo przecież chciała się nauczyć grac, prawda? Dłoń chłopaka nie ukazała jej żadnych mrożących krew w żyłach sekretów, ot takie codzienności, dlatego Eileen w żaden sposób nie została wytrącona z równowagi. Z nowym, pełnym skupieniem przyjrzała się układowi palców, który zaprezentował jej Puchon. Oczywiście nie miała pojęcia, jak się nazywa ten chwyt, ale trzymając go przejechała kostką po strunach. Nieczysto. Bardzo nieczysto. Nie zniechęciła się jednak i zastanowiła się, co może być powodem niepowodzenia. Oczywiście nie znała takich pojęć jak "progi", ale mimo wszystko uzmysłowiła sobie, że struny opierają się o "takie poprzeczne kreski na gryfie" i to właśnie one mogą mieć wpływ na dźwięk. Przycisnęła palce mocniej. Bolało, w końcu druty mięciutkie nie są, a jej opuszki nie były do nich przyzwyczajone. Przejechała kostką z góry do dołu raz i drugi. Tym razem wszystko zdawało się być w porządku, jednak jej słuch nie był wystarczająco zaznajomiony z pożądanymi dźwiękami. Spojrzała pytająco na Myrnina, żeby się dowiedzieć, czy taki efekt powinna osiągnąć.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Most    

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: