Share | 
 
Korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Korytarz   28.09.15 15:21

Korytarz
Kolejny z wielu niekończących się korytarzy Hogwartu. Poza szerokimi parapetami, na jakie warto zwrócić uwagę, mimo że nie różnią się od innych, nie ma tu właściwie nic. Chociaż, jeśli się dobrze przypatrzysz, znajdziesz skrytkę pod podłogą. Możesz spróbować sprawdzić, co się w niej znajduje, ale nikt nie twierdzi, że to będzie łatwe!

Rzuć kostką.
nieparzysta - niestety, nie dałeś rady, skrytka najwyraźniej nie chce być otwierana
parzysta - udało ci się otworzyć skrytkę, rzuć jeszcze jedną kostką, by dowiedzieć się, co znalazłeś.
1 - 1 punkt fabuły
2 - 6 fasolek wszystkich smaków
3 - 3 czekoladowe żaby
4 - 5 kociołkowych piegusków
5 - 2 punkty fabuły
6 - eliksir słodkiego snu
Powrót do góry Go down
Hope Ollie Pierce

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Korytarz   17.11.15 23:35

Chyba tutaj zaczął się spacer. Nie pamiętał. Właściwie moment, w którym opuścił lochy widział jak przez mgłę i powoli odczuwał lekki ból głowy. Nie powinien pojawiać się na tym całym warzeniu eliksirów u Slughorna. Po prostu nie lubił opiekuna swojego domu. Tak najzwyczajniej w świecie nie odpowiadała mu ani jego aparycja, ani sposób zachowania. Tyle w temacie, gdyż dalsze drążenie spowodowałoby jedynie jeszcze większą złość.
Skoro już dotarł na drugie piętro, a nie często bywał w tym miejscu, mógł bardzo dogłębnie sprawdzić, czy coś zmieniło się przez trzy lata. Nawet nie liczył, że którykolwiek z nauczycieli zaangażowałby się w usuwanie podejrzanych zaklęć albo czegoś podobnego. Ale on sam mógł spróbować zrobić coś na własną rękę. Zwłaszcza, iż słyszał o rzekomej skrytce w podłodze. Tak, jak najbardziej chciałby zagarnąć ukryte w niej skarby, choć równie dobrze mogła to być bajeczka dla pierwszorocznych, co by złapali kilka szlabanów. Taaak, to w stylu niektórych nauczycieli. Nauka przez karę – absolutnie nie rozumiał tego dziwnego zwyczaju. Wieszanie w lochach dużo bardziej odpowiadało standardom Hope'a, dopóki to nie on musiał znaleźć się zakuty w kajdanach zawieszonych na ścianach. Czasami ubolewał nad faktem, że tego typu kary zostały zawieszone i w pewien sposób rozumiał nostalgię Filcha. O tak, ten woźny wiedział, jak przestraszyć pierwszoroczniaka oraz dostosować się do standardów śmierciożerców. Z pewnością.
Klęcząc na podłodze w odpowiednim miejscu, za nic w świecie nie mógł znaleźć odpowiedniego miejsca. Jak na złość całość pokrywał jakiś magiczny kurz, którego nie potrafił pozbyć się z własnych rok. Oczywiście dłonie wytarł w szatę, bo jakżeby miał chodzić z taką skazą. Z cichym westchnieniem skapitulował. Lepiej nie nazwałby własnej porażki...
Instynktownie podrapał się po prawej ręce, na której zwykle trzymał przymocowaną różdżkę. Była tam. Czekała w gotowości, aż pojawi się ofiara. Słyszał jej kroki. Jeszcze chwila i wpadnie w niezastawione sidła. O tak! Uwielbiał chwilę, kiedy delikwent uświadamiał sobie fakt, że żadna zasadzka nie istnieje. Ale co takiego zrobił Hope, iż poszedł tym tokiem myślenia? Stanął pod ścianą korytarza, jedną nogą podpierając się o kamień, a palcami (schowanym w bucie oczywiście) drugiej wystukując miarowy, odrobinę nerwowy rytm. Jeszcze chwila.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz   18.11.15 22:52

Uznał, że opuszczenie błoń było najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć. Czuł się niezręcznie w towarzystwie tego dziwnego, negatywnie do niego nastawionego Krukona. Spotkanie z Rosalie było przesympatyczne i był pewien, że na tej chwili rozmowy nie może się zakończyć - nie po trzech latach niewidzenia się, ale teraz warunki nie były zbyt sprzyjające. Nie wypadało wysłać Lionela na drzewo, mimo że niechęć była mocno wyczuwalna i wręcz wisiała w powietrzu. Cóż, wycofał się, bo to wydawało mu się najlepsze, co mógł zrobić. Nie żałował.
Potrzebował jednak coś ze sobą zrobić, było jeszcze wcześnie, a on za nic nie chciał iść jeszcze do dormitorium. Nauczyciele zorganizowali tyle zajęć, że grzechem byłoby nie wziąć udziału przynajmniej w części z nich. Planem na najbliższą chwilę było wybranie się do klasy zaklęć, gdzie swoją część organizowała profesor Hooch. Był ciekawy, co takiego planowała, zwłaszcza, że najwyraźniej nie miało to nic wspólnego z lataniem. Nie znał jej od innej strony, co tym bardziej wzmagało jego ciekawość.
Dotarcie na trzecie piętro wymagało jednak przejście przez dość sporą ilość schodów, a żeby skrócić sobie drogę, postanowił przejść przez jeden z korytarzy i skorzystać z innej klatki schodowej. Nie spodziewał się, że kogoś tu spotka - w końcu było to poza najpopularniejszą trasą łączącą kolejne sale z atrakcjami.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Korytarz   16.02.16 0:07

Nie wiedział, która była już godzina. Było późno. Albo wcześnie, zależy z której strony na to spojrzeć. Pierwsze, bardzo blade promienie słońca wypełzały zza horyzontu, wypełniając niebo mdłą, bladoróżową barwą. Znowu nie mógł zasnąć.
Raz na jakiś czas miewał taką noc; jego koledzy z roku dawno już spali, gdy on tylko leżał plackiem na łóżku i gapił się w sufit z nadzieją, że wkrótce i jego dosięgnie sen. I może nawet zasnąłby w ten sposób, gdyby nie te wszystkie powracające myśli, które dotąd skutecznie próbował odsuwać na bok. Za nic w świecie nie chciały się odczepić; krążyły po jego umyśle jak cienie, upominając się o należytą uwagę. Dość tego, mówił do siebie; wstawał, zarzucał kurtkę i szedł, pozwalając nogom ponieść się gdziekolwiek. Każde miejsce będzie lepsze niż sypialnia, która kojarzyła mu się tylko z poczuciem beznadziejności i nudą.
To co ostatnio spędzało mu sen z powiek?
Leo. Leoleoleoleo. I syf, w jakim tonęła ich znajomość, rozpaczliwie wołając o ratunek. Po tym całym zajściu na wieży chłopak unikał Gabe'a jak wroga; znikał gdzieś pośród tłumiu gdy tylko dostrzegł jego białą czuprynę. Nie mów, że się mu cholera dziwisz.
Nie, nie dziwił mu się. Po tym wszystkim nawet jemu byłoby trudno spojrzeć mu w oczy. I jeszcze to, jak się rozstali. Odwrócił się na pięcie, pozostawiając Leo samego sobie. A gdy znowu spojrzał w stronę schodów to już go tam nie było. Posłuchał go i po prostu poszedł. Bez żadnego pożegnania. Zresztą, chyba żadne pożegnanie by tam nie pasowało, więc może i lepiej.. jednak świadomość, że zostawił go tam wtedy tak bez słowa nie mogła mu dać spokoju. A fakt, że od tygodnia w ogóle nie rozmawiali wcale nie polepszał sprawy.
Idąc miarowym, ospałym krokiem, Gabe kierował się w stronę schodów na górę. Wracał do łóżka. Nadal była zima; śnieg co prawda zdążył już stopnieć, ale w nocy temperatura i tak spadała poniżej zera. Po kilku godzinach spędzonych tu i ówdzie, głównie na tych częściach szkoły, które nie były w żaden sposób ogrzewane, marzł mu już nawet czubek nosa. Więc jakieś ciepłe miejsce, gdzie mógłby się w spokoju zaszyć było teraz szczytem jego marzeń. Miał na sobie wczorajsze, znoszone ubranie, bo uprzedniego wieczora nawet nie pofatygował się przebrać w coś do spania. Od razu założył, że nie zaśnie i będzie błąkał się po zamku, licząc że jakoś mu to pomoże. Na próżno. Wyglądał trochę jak spragniony wampir, po nocy nieudanych łowów. W sumie czuł się podobnie; myślał całą noc, co znacznie wykończyło go psychicznie. Najgorsze, że nic nie ustalił; nie wiedział, co zrobić w związku z Leosiem. Jedno było dla niego pewnie; to unikanie nie mogło ciągnąć się w nieskończoność.
I nagle, jakby na zawołanie, wyrosła przed nim sylwetka prefekta Gryffindoru. Gabe zamrugał kilka razy, zdziwiony takim widokiem.
- Leo? A co ty tu robisz?
Prędzej już spodziewał zobaczyć się Filcha albo któregoś z nauczycieli, ale nie Leosia, który przecież nie miał w zwyczaju szwendać się po zamku nocą.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz   16.02.16 2:11

Leo czuł się źle zarówno fizycznie jak i psychicznie. Może nawet zwłaszcza psychicznie.
Ubiegły tydzień był dla niego istną katorgą. Unikanie Gabe'a okazało się być jeszcze trudniejsze, niż wyglądało z boku. Podstawowym problemem był fakt, że należeli do tego samego domu. Więc mogli spotkać się w każdej chwili w Pokoju Wspólnym i byli wręcz skazani na wspólne posiłki. To zmuszało Leo do pojawiania się na wszystkich daniach wcześniej albo później niż inni. Czasem w ogóle nie szedł na niektóre z nich. Każde wejście do Pokoju Wspólnego było dla niego stresem, że w drzwiach może wpaść na chłopaka. Na szczęście do tej pory tak się nie zdarzyło. Nieraz oczywiście Leo prześlizgiwał się przez Pokój Wspólny, gdy Gabe się w nim znajdował, w końcu to było nieuniknione. Z tym, że kiedy tylko dostrzegał starszego Gryfona włączał turbo napęd i albo uciekał do dormitorium, albo szwendał się po zamku. Żył w ciągłym stresie, że Gabriel może niespodziewanie wyłonić się zza rogu. W sumie to nie rozumiał samego siebie. Przecież on nic ci nie zrobi. Zrobić może nie zrobi, ale Leo nie wyobrażał sobie jak wyglądałaby ich konfrontacja.
Na lekcjach nie mógł się skupić i to jeszcze bardziej niż zwykle, a w nocy nie potrafił sypiać. Za każdym razem, gdy kładł się do łóżka zaraz zasypywały go czarne myśli, z którymi usiłował walczyć. Czasem wygrywał tę walkę, a jego nagrodą było zapadnięcie w trzy - czterogodzinny płytki i niespokojny sen, z którego budziły go najczęściej jakieś koszmary. Najbardziej przerażało go w nich to, że gdy już się obudził to ich nie pamiętał. Pamiętał tylko strach, który utrzymywał się potem jeszcze przez dłuższy czas i uniemożliwiał ponowne zapadnięcie w sen. Tak właśnie było tej nocy.
Leo poderwał się z posłania zlany zimnym potem, nie czując nic poza stopniowo malejącym, ale nieznikającym przerażeniem. Sapnął zirytowany i podniósł się z łóżka. Miał tego wszystkiego serdecznie dosyć. Szybko i jednocześnie najciszej jak potrafił, aby nie zbudzić współlokatorów przebrał się w normalne ubrania. W łazience zatrzymał wzrok na swoim odbiciu i westchnął głośno. Zbladł i to nawet bardzo, poza tym olbrzymie wory pod oczami zdradzały, że nie spał od co najmniej kilku nocy. Poza tym przyłapał się na czymś istotnym i szokującym - już nawet nie przywiązywał to ubioru takiej wagi, jak wcześniej. Łączył ze sobą kompletnie nie idące razem kolory i kroje. Jeszcze bardziej zdziwiło go to, że wcale się tym nie przejął. W końcu co za różnica, jak będzie wyglądał? Zwłaszcza teraz, w środku nocy?
Wyślizgnął się z dormitorium, a następnie z pokoju wspólnego i rozejrzał się wokół. Dokąd mógł pójść? Zazwyczaj raczej nie wybierał się na nocne spacerki, tylko w tym tygodniu zrobił to już kilka razy. W końcu postanowił po prostu się pobłąkać w oczekiwaniu, aż dopadnie go znużenie.
Przemierzał korytarz za korytarzem, niemal nie kontrolując tego, kiedy skręca, schodzi po schodach, czy wykonuje jakiekolwiek inne manewry.
W którymś momencie niemalże na kogoś wpadł, ale na szczęście w ostatniej chwili zatrzymał się i otworzył szeroko oczy, aby zobaczyć jak bardzo ma przechlapane. I wtedy właśnie jego oczom ukazał się on. Slughorn automatycznie cofnął się o kilka kroków jak oparzony. Gabe. Cholera jasna, co on tu robił? Dlaczego akurat dziś? Dlaczego akurat tutaj? Hogwart to tak duży zamek, a rok kalendarzowy ma trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Dlaczego Gabe musiał wybrać akurat ten dzień na wycieczkę? Okej, już lepiej. Szok zaczął ustępować miejsca znanej aż nazbyt Gryfonowi mieszance lęku i zażenowania. D l a c z e g o ? Dość, czas się uspokoić. On tu jest, Gabe tu jest. Koniec kropka, informacje przyswojone. Trzeba zachowywać się w miarę naturalnie, a jednocześnie nie wdawać się w jakąś przydługawą rozmowę. Nie możesz stać za blisko niego, pamiętaj.
- G-Gabe? No ten, ja... - i szlag trafił "naturalne zachowanie". - Nie mogę spać. Ale nieważne. Wiesz, ja już pójdę - starał się brzmieć jak najmniej zdesperowanie, ale średnio mu się to udało.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Korytarz   16.02.16 13:47

Nie mógł spać. No w sumie, ta odpowiedź była dosyć oczywista. Gdyby wszystko było w porządku, nie włóczyłby się teraz po wyziębłych korytarzach, ale drzemał cieple wieży Gryffindoru, jak normalny człowiek. Ogólnie, cały Leo był w tak opłakanym stanie, że aż przykro było patrzeć; miał wory pod oczami, włosy rozczochrane do granic możliwości, a każda z części garderoby nie pasowała do żadnej innej, którą miał na sobie. Skarpetki nie do pary, koszula wygnieciona a trampki brudne od błota. Zawsze o siebie dbał. A teraz wyglądał, jakby właśnie przed chwilą wstał z grobu. I to jeszcze lewą nogą.
Gabriel nie miał ani sił, ani ochoty by przeprowadzać tę rozmowę teraz, jednak lepsza okazja mogła się prędko nie trafić.
- Leo.. Nie, czekaj, nie idź. - zawołał za nim, gdy drugi Gryfon wyminął go wzrokiem i zaczął oddalać się w kierunku schodów na górę. Gabe westchnął. Bardzo nie chciał tego robić teraz, naprawdę. Pewnie dałby sobie spokój, jeśli tylko byłby pewny, że w każdej chwili później może wrócić do tego tematu. Jednak Leo najwidoczniej nie chciał wracać do tego tematu.. już wcale. Jak gdyby nagle Gabe przestał być dla niego ważny. A przecież był, musiał być. I to jedną z najważniejszych osób, wnioskując po tym co mu wtedy powiedział. Nie, to nie tak, pomyślał. On się po prostu boi. Albo mu wstyd. Albo jedno i drugie.
Potarł oczy rękoma, próbując zrzucić z siebie najbardziej widoczne ślady zmęczenia; pewnie i tak jego przyjaciel zorientuje się, że blondyn nie spał calutką noc, a poza tym to.. no Leo, więc.. w sumie w czym tkwi jego problem? Dlaczego w ogóle szuka tutaj jakiegoś problemu? Zazwyczaj nie czuł się skrępowany przy ludziach. A zwłaszcza przy nim, jakkolwiek źle by nie wyglądał. Coś.. się zmieniło? Nagle ziewnął, w ostatniej chwili zasłaniając usta. Nie. To chyba tylko efekt niewyspania.
- Nie możesz mnie dłużej unikać. Znaczy.. no, nie chcę, żebyś mnie dłużej unikał. - powiedział ospale, podchodząc bliżej niego. - To co wydarzyło się wtedy na wieży.. Nie chcę, żeby wpłynęło na nas negatywnie. A już tak właśnie wpływa i powoli mam tego dość. Nie podoba mi się sposób, w jaki mnie teraz traktujesz. Zupełnie jakbym był twoim wrogiem, a przecież nim nie jestem.
W istocie, nie był zadowolony z takiej postawy Leosia, dlatego postanowił, że po prostu powie mu to wprost. Była to czasem dość brutalna metoda, jednak zawsze skuteczna i wnosząca więcej zalet niż wad.
Gabe wyminął go zręcznym ruchem i stanął przed nim, torując mu drogę ewentualnej ucieczki, a jednocześnie zmuszając by poświęcił mu pełnię uwagi.
- Za bardzo mi na tobie zależy, żeby pozwolić ci się ze mną mijać, wiesz?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz   17.02.16 17:35

Leo znieruchomiał na chwilę, gdy Gabe go zatrzymał. O nie, tylko nie znowu to samo. Miał dosyć tych głupich gierek i na pewno nie miało ochoty teraz z nim rozmawiać. Nie był na to gotowy. Z drugiej strony czy kiedykolwiek będzie wystarczająco gotów, aby odbyć tą rozmowę? Czy nie lepiej mieć już tego za sobą? Dlatego postanowił zostać chociaż na chwilę. Chciał wysłuchać, co starszy Gryfon chce mu powiedzieć. Jeśli będzie to coś niezbyt... hmm... przyjemnego to zawsze pozostawała nikła nadzieja, że ze zmęczenia nie będzie pamiętał szczegółów tej rozmowy.
Slughorn, o dziwo, tym razem nie oczekiwał niczego miłego. Może pogodził się już z tym, że jest na przegranej pozycji i zaakceptował, że Gabe nie odwzajemnia jego uczuć? Tia. Jasne. Mimo tylu zawodów on nadal miał nadzieję, że coś może się zmienić i chyba właśnie to go niszczyło. Chociaż tyle dobrego, że ta nadzieja nie pojawiała się za każdym razem, gdy go zobaczył. Starała się przeniknąć do jego umysłu i duszy, gdy wyjątkowo za dużo czasu poświęcał przemyśleniom na temat ich znajomości.
Znalezienie się z chłopakiem twarzą twarz po tak długim czasie... No cóż, było na pewno sytuacją niekomfortową, co nie zmieniało faktu, że Leo nie mógł oderwać od niego wzroku. Nie widzieli się z bliska ledwie od tygodnia, ale Slughorn już zdążył stęsknić się za jego widokiem. W sumie to nie miało to większego sensu, w końcu sam go unikał.
Gryfon od razu zauważył, że Gabe jest tylko w może odrobinę lepszym stanie niż on sam. Zaczął się zastanawiać, czy to możliwe, że to przez ich rozmowę na Wieży Astronomicznej... jeśli to można było w ogóle wziąć za rozmowę. Nie, na pewno ma masę nauki i innych swoich problemów na głowie, niby czemu miałby zaprzątać sobie głowę czymś takim? W sumie to Leo aż do teraz był prawie pewien, że Bertrand zapomniał o tamtej sytuacji, a razem z nią o nim. Uznał, że wymazał ich relację z pamięci, a przynajmniej próbował to zrobić, tak jak starał się o to Slughorn. Cóż, fakt, że teraz stał tu przed nim raczej świadczył, że tak nie jest.
- Wyglądasz źle – stwierdził Gryfon, odrobinę przeciągając ostatnie słowo. - Powinieneś wrócić do dormitorium i się wyspać – polecił mu, starając się opanować zdenerwowanie. Równocześnie ze wspomnieniem o prezencji przyjaciela, Leo uświadomił sobie jak tragiczne on sam musi sprawiać w tym momencie wrażenie. Poczuł się jeszcze gorzej, gdy tylko pomyślał, w jakim stanie przemierzał korytarze zamku. Można by go wziąć chyba za jakąś marę. Wyjątkowo pozbawioną wyczucia stylu marę. Jak on mógł w ogóle tak wyjść z dormitorium? Wcześniej na pewno by tego nie zrobił, nawet gdyby ktoś zapewniłby go, że na nikogo się nie natknie. A tak? Gabe. Z takiej liczby włóczących się po nocach uczniaków, to akurat Gabe musiał tej cholernej nocy o tej cholernej godzinie wybrać się na spacerek.
Leo słuchał słów chłopaka z chłodnym wyrazem twarzy. Kompletnie go to wszystko nie ruszało, a raczej starał się sprawiać takie pozory. Tylko raz kącik jego ust drgnął lekko, gdy Gryfon wspomniał o wieży. Slughorn po prostu wpatrywał się w niego nieprzytomnym spojrzeniem, próbując przeskanować jego myśli i uczucia. Ach, życie byłoby takie proste, gdyby każdy miał taki dar! Wszystko wychodziłoby na wierzch po jednym spojrzeniu, nie byłoby żadnych trudnych rozmów, ani ukrywania tajemnic. Choć z drugiej strony nie byłoby też prywatności, a Leo nie był pewny, czy chciałby aby ludzie mogli odczytywać jego myśli. Nie, jednak był pewny, że tego nie chciał. Ale gdyby tylko on miał tą umiejętność... no, byłoby mu łatwiej.
Gdy Gabe skończył mówić na chwilę zapadła między nimi cisza, gdyż do Slughorna na początku nie dotarło, że Gryfon już umilkł. Otrząsnął się z myśli po kilku chwilach, a przez kilka następnych zastanawiał się, co powinien odpowiedzieć, aby zabrzmiało to w miarę logicznie i inteligentnie. W końcu się poddał. Jego mózg naprawdę był już przegrzany.
- A jak niby, do cholery, miało twoim zdaniem wpłynąć, co? – spytał z wyrzutem. -Niby dlaczego ci o tym nie mówiłem, jak myślisz? Bo chciałem sobie z tym sam poradzić i przyjaźnić się z tobą dalej! Nie wmówisz mi, że nic się nie zmieniło, Gabe, bo ja wiem, że zmieniło się dużo. – zakończył, wpatrując się teraz w jakiś punkt nad ramieniem chłopaka. Mógł sobie wmawiać, że patrzy mu w oczy, chociaż tego nie robił.
Gdy Gabe odciął mu drogę przed siebie, Gryfon zmarszczył brwi, a gdy usłyszał zdanie wypowiedziane przez niego, coś w nim drgnęło. Jednak tym razem nie da się nabrać. Nie chciał znowu zaczynać tych igraszek z wieży, a do tego to się sprowadzało. Tym razem naprawdę spojrzał mu w oczy, ale to spojrzenie nie miało nic wspólnego z romantycznym, rozmarzonym spojrzeniem zakochanego dzieciaka. Wzrok, którym chłopak obrzucił Bertranda nie był ani trochę przyjemny, gdyż Slughorn przelał w niego najwięcej negatywnych emocji, jak tylko potrafił. To sprawiło, że Gabe najpewniej dostrzegł w jego oczach puste i zimne spojrzenie, będące wynikiem wymieszania wszystkich tych uczuć ze sobą.
- Przestań grać w te swoje gierki – warknął, zaraz potem spuszczając wzrok na swoje stopy, które nagle stały się bardzo fascynujące i to nie przez to, że dobrał dwie kompletnie inne skarpetki i nawet nie zasznurował butów.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Korytarz   18.02.16 2:06

Gabe uśmiechnął się sam do siebie, słysząc pierwszy komentarz ze strony przyjaciela. Raczej nie spodziewał się, że będzie odezwie się do niego w taki sposób. Czyli jednak martwi się o mnie. Nadal jestem dla niego ważny.
- Dziękuję za radę, panie prefekcie. Tobie mógłbym powiedzieć to samo. - powiedział, poprawiając pognieciony kołnierzyk koszuli Leo. Chłopak początkowo miał tak niewyraźny wyraz twarzy, że Gabrielowi trudno było odgadnąć czy to zmęczenie, znużenie, czy może tylko znudzenie? Ledwo co utrzymywał się na nogach, całkowicie pozbawiony sił do życia. I pomyśleć, że to moja wina.
Nie Gabe, nie tylko twoja. Namącił ci w głowie, a sobie tak przy okazji.
Następne słowa Leo sprawiły, że Gryfon spoważniał i odsunął się krok do tyłu. A więc tak chcesz to rozegrać, co? Oj, naprawdę niezmordowany jesteś.
- Nie chciałeś przecież by tak to się skończyło. Ja też nie. - Naprawdę nie miał ochoty się kłócić. Nie z nim. Nie teraz. I nie tutaj. W ogóle, niepotrzebnie zaczynał tą rozmowę. Przecież było jeszcze tyle czasu, że obaj mogli spokojnie przemyśleć wszystko raz jeszcze i wrócić do tematu, gdy naprawdę będą gotowi. Jednak stali tu teraz, o świcie, na wyziębionym korytarzu, a z tonu Leo wynikało jedynie, że jest już dość zdesperowany całą tą sytuacją.
- Nie chciałem nic między nami zmieniać, serio, wierz mi lub nie, ale było mi dobrze mając cię tylko za przyjaciela. Myślę, że tobie chyba też, z perspektywy tego co.. no wiesz, stało się na wieży. Ale nieśmiało przypomnę ci, że to ty zacząłeś.
Nie chciał go obwiniać za to, co między nimi wtedy zaszło. Naprawdę nie miał takiego zamiaru. Wina nie leżała tylko po jego stronie. Źle Gab, cofnij to.
- Sorry. Nie tylko ty zawiniłeś. - mruknął tylko cicho, tuż pod nosem.
Błękitne oczy Gryfona nie zdawały się mieć barwy wiosennego nieba, jak zawsze wydawało się Gabrielowi. Leo zmierzył go tak chłodnym spojrzeniem, że po plecach chłopaka przeszedł nieprzyjemny, zimny dreszcz. Ale to jeszcze nic. Następne słowa, które padły z ust Gryfona przebrały wątłą miarkę cierpliwości Gabriela, która z powodu zmęczenia i ogólnego mętliku w głowie, była trochę mniejsza niż zazwyczaj.
- Gierki, mówisz? - Gabe pokręcił głową - Nie śmiałbym pogrywać, nie, nie z tobą. Nie w takiej sytuacji. Nie wiesz nawet co zrobiłeś, próbując.. w zasadzie.. no nie wiem co chciałeś właściwie osiągnąć, całując mnie wtedy na wieży, a później, no.. dotykając w taki sposób..
Nagle zawiesił głos i przypomniał sobie tą chwilę. Merlinie, ile ja bym dał, żebym mógł znowu.. Nie, nie myśl o tym. Nie wolno ci, słyszysz?
Westchnął głęboko i spojrzał na Leosia zrezygnowany.
- Wiesz Leoś, z jednej strony kocham cię jak przyjaciela i nawet nie myślałem o tobie w żaden inny sposób. To ciągnęło się długo, te kilka dobrych lat, że już zdążyłem przywyknąć. I pewnie dlatego nie mogę zrozumieć, że teraz, nagle.. coś jest inaczej. To jak ciebie postrzegam.. się zmieniło.
Miał serdecznie dość tłumienia tego w sobie. Czas najwyższy, żeby zaakceptował jakiej wartości nabrał dla niego Leo. I on, zwłaszcza on, również powinien być tego świadomy. Musi mu to wyjaśnić. Raz, a dobrze. Żeby wszystko było przejrzyste i mogli znowu jakoś, powiedzmy, ustabilizować ich znajomość.
- Leo, ja.. Ty.. - Gabe zrobił głęboki wydech, nerwowo zaciskając pięści. Czuł się skrępowany tak bardzo, jak chyba nigdy dotąd. - Nawet nie wiem czy mogę to tak nazwać. Albo nie, źle, raczej nawet nie mam pojęcia jak to nazwać, żeby przekazać, co chcę przekazać.
Leo stał kawałek dalej i patrzył na niego zupełnie nie rozumiejąc co się właśnie dzieje. Pokręcił głową i odwrócił wzrok. Nie wytrzymał. Za bardzo się wstydził.
- Ja.. naprawdę nie wiem. To było tak nagle, tak nagle coś drgnęło i wtedy.. to się zmieniło.. Leoś, ja chyba też coś czuję. Nie wiem co. Nie czułem tego wcześniej jeszcze nigdy, więc wybacz mi, że tego jakoś normalnie nie nazwę, ale.. po prostu nie potrafię. Nie wiem jak. Bo kocham cię chyba tak samo. Tylko jednocześnie mam ochotę podbiec, zdjąć z ciebie te niefortunnie dobrane ubrania i.. wycałować cię całego.
Wydusiłeś to z siebie, uff. Gabe odetchnął z ulgą, odchylając głowę do tyłu. Szybko jednak przypomniał sobie, że Leo nadal stoi obok. I pewnie nie rozumiał nic a nic z tego, co przed chwilą mu wygłosił. Serce biło mu jak oszalałe, a na twarzy zrobił się cały czerwony. No ładnie. Wkopałeś chyba jeszcze bardziej.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz   18.02.16 16:38

Leo odchrząknął. No tak, prefekt Dopiero teraz uświadomił sobie, jak beznadziejnego wyboru dokonała McGonagall, powołując go na to stanowisko. Było przecież tyle chłopaków porządniejszych niż on... Widocznie dyrektorka przydzielała oznakę według jakichś dziwnych kryteriów. Bądź co bądź, ale aniołkiem to on nie był. I często robił zakazane rzeczy. Przecież właśnie w tej chwili stał w środku nocy w jednym z hogwarckich korytarzy i rozmawiał z Gabrielem.
- Raczej kiepski ze mnie prefekt - stwierdził uśmiechając się lekko pod nosem. Na pewno nie dawał dobrego przykładu włócząc się po nocach po zamku. I łypiąc na wszystkich spode łba. I dostając coraz gorsze oceny. W tym wszystkim był jeden pozytyw: aby ochrzanić irytujące, niegrzeczne oraz potencjalnie niebezpieczne dzieciaki wystarczyło im rzucić jedno spojrzenie, czy też warknąć słowo "spokój". Towarzystwo zaraz się uspokajało, a przynajmniej schodziło mu z drogi, co zupełnie mu wystarczyło. Kilka osób nawet pogratulowało mu tego, jak potrafi ogarnąć niezrównoważonych pierwszaków, czego Leo bynajmniej nie rozumiał. Przecież on nie robi niczego szczególnego. Czy kiepski stan psychiczny naprawdę sprawia, że dzieciaki są ci bardziej posłuszne? Nie, raczej po prostu się boją.
Słysząc słowa Gabe'a wstrzymał oddech, jednocześnie przesuwając zaskoczony wzrok z powrotem na chłopaka. Nie spodziewał się, że Gabriel kiedykolwiek by mu to powiedział. Ale to w gruncie rzeczy prawda. Leo był tego tak pewien, jak tego, że słońce zachodzi na zachodzie. Już tyle razy wbijał sobie do głowy, że te wszystkie rzeczy są następstwami jego własnej głupoty, że innej opcji nie przyjmował do siebie. Mimo wszystko usłyszenie tego z ust starszego Gryfona... było przybijające i dosyć dołujące.
- Nie przepraszaj - Slughorn skrzywił się lekko. - Wiem, że to prawda. To ja zacząłem to wszystko - dodał odrobinę ciszej. To stwierdzenie było jednocześnie wywieszeniem białej flagi z jego strony. Nie miał zamiaru, chęci, ani siły, aby kłócić się z Gabem, czy wytykać mu błędów.
Podniósł spojrzenie ponad buty, gdy Gabe zaczął mu odpowiadać. Przygryzł wargę, gdy chłopak wspomniał o zdarzeniach na wieży. Zalała go fala upokorzenia, gdy przypomniał sobie o tym wszystkim.
- Też nie wiem - odparł niezbyt przytomnie, nagle orientując się, że jego odpowiedzi raczej nie wnoszą za dużo do rozmowy. - Naprawdę przepraszam. To... to był impuls, po prostu... nie przemyślałem tego, jak zwykle - wyrzucił z siebie jeszcze, czując się do tego zobowiązanym.To wszystko było jedną wielką kichą, łącznie z tą ich rozmową.
Leo starał się skupić na słowach, które chwilę później wypłynęły z ust Gabriela. Naprawdę próbował je zrozumieć, ale w końcu nie był pewien, czy mu się udało. Nic nie odpowiedział, widząc, że chłopak chce coś dodać. Znieruchomiał, gdy Gabe powiedział, że nie wie, jak coś mu przekazać. W jego głowie automatycznie pojawiły się same czarne scenariusze. Może nie wie, jak mu powiedzieć, że chce zerwać ich znajomość? Ale to by się nie trzymało kupy... Przecież w takim razie nie zagadywałby go teraz tylko wyminął bez słowa.
Slughorn poczuł jak jego serce podskakuje do krtani i opada z powrotem na swoje miejsce. Czy on naprawdę to powiedział? A może to Leo już świruje? Czy to było zwykłe przesłyszenie albo dopowiedzenie, czy naprawdę Bertrand wymówił te słowa. Czy to znaczyło... to, co Gryfon myślał, że znaczyło?
- C-co? - tyle był w stanie wydukać, wpatrując się w Gabriela, który spuścił wzrok. - Gabe, co ty... co ty próbujesz mi powiedzieć? - przełknął ślinę. Skąd miał wiedzieć, czy to nie jest jakieś jakieś jego przesłyszenie, wywołane długim brakiem snu? A może całe to nasze spotkanie, to po prostu sen? Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. Czy naprawdę jest tylko wytworem jego wyobraźni?
- Jesteś prawdziwy? - słowa wydostały się z jego ust automatycznie, tworząc najgłupsze pytanie wypowiedziane przez niego tego dnia. -Znaczy... to nie jest jakiś głupi sen, który mi się śni, prawda? Naprawdę tu jesteś, a my naprawdę tu stoimy, a ty naprawdę to powiedziałeś, tak? - musiał się upewnić. Jeśli to po prostu kolejna wizja senna z udziałem Gabe'a, to naprawdę było z nim źle. Nie mogąc się powstrzymać ostrożnie wysunął prawą rękę przed siebie, palcem wskazującym dźgając chłopaka lekko w ramię. To nie iluzja. Co nie zmieniało faktu, że to nadal mógł być sen, ale Leo coraz bardziej wierzył w to, że stoją tu razem naprawdę.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Korytarz   18.02.16 22:10

- Jak dla mnie jesteś całkiem dobrym prefektem. - Gabe, z początku nieśmiało, odwzajemnił jego uśmiech. - Potrafisz zapanować nad dzieciakami, a too, że włóczysz się po korytarzach pod osłoną nocy to całkiem inna sprawa. - mrugnął do niego porozumiewawczo.
Leo był rzeczywiście najlepszym wyborem z możliwych, jako najbardziej odpowiedzialny ze wszystkich Gryfonów jakich poznał. Bardziej niż on sam. McGonagall się nie zawiedzie, pomyślał.
- Nie tłumacz się, Leo. Naprawdę nie musisz, nie masz z czego.
Zrobiło mu się źle z tym, że wywołał u niego wyrzuty sumienia; z powodu winy, w której Gabriel miał chyba nawet większy udział.
- Proszę.. moglibyśmy.. po prostu zapomnieć?
Ba, łatwo ci mówić Gabe, trudniej zrobić. A Leosiowi zwłaszcza będzie trudno puścić to w niepamięć.. to tyle dla niego znaczyło. Blondyn zamrugał oczami. Zaraz, a dla ciebie to już niby nie? Przecież.. to tak samo ważne.
- To już przeszłość i nie ma sensu do niej wracać bo i tak nie mamy na nią wpływu. - Gabriel uśmiechnął się dosyć smutno. - To.. w porządku tak będzie dla ciebie? Bo ja.. absolutnie nie mam ci nic za złe, już prędzej.. no, sobie.
Nerwowo podrapał się za uchem. Miał nadzieję, że się na to zgodzi, bo sam naprawdę nie widział sensu w dalszym gdybaniu o sytuacji na wieży. Przeszłość to przeszłość. Stało się; i tyle.

Spojrzał na niego, delikatnie unosząc pochyloną dotąd głowę.
Naprawdę.. naprawdę nie mógł mu tego przekazać tak bezpośrednio; w prosty, przejrzysty sposób, jak to robią wszyscy normalni ludzie?
- Próbowałem ci powiedzieć, że no.. chyba się zakochałem.. w tobie.
Teraz Leoś już na pewno zrozumiał. Słowo się rzekło. Nie ma odwrotu. I świetnie. Wręcz idealnie.
Uśmiechnął się szeroko, powoli wypuszczając powietrze z płuc. Nagle.. poczuł ogromną ulgę; jakby ktoś zdjął jakąś ciężką klątwę, który dotąd nad nim ciążyła i krępowała ruchy w bardzo bolesny sposób. Czuł, jak zaczyna napełniać go euforia; tak wielka, że lada chwila nie będzie jej kontrolował. Cóż, panowanie nad własnymi emocjami nie było jego mocną stroną.
W międzyczasie Leo stał przed nim blady i zupełnie oszołomiony. Niepewnie wyciągnął przed siebie dłoń, by po chwili dotknąć ramienia Gabriela. Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie dzieje się dookoła niego.
- Ależ.. jasne, jestem prawdziwy. - Zaśmiał się Gabe, prawie podskakując z tej swojej radości. Od dawna nie czuł się tak dobrze jak teraz. - Dlaczego niby miałbym nie być, co?
Spojrzał w jego niebieskie oczy, w których aż malowało się zagubienie. Oj Leo..
Nagle wpadł na pomysł, który jeszcze przed chwilą wydałby mu się bardzo szalony. Za bardzo szalony, by mógł coś takiego zrobić. Jednak teraz, jeszcze tej samej sekundzie postanowił go zrealizować, ot tak. Zupełnie bez zastanowienia, ujął twarz Gryfona w dłonie, po czym pocałował go delikatnie i bardzo powoli, chcąc nacieszyć się tą bliskością jak najdłużej.
- Teraz mi wierzysz? - szepnął zaraz po tym, gdy w końcu odsunął się od ust .. przyjaciela? Niee, to brzmi głupio.
Chłopaka? A nie jest to czasem jeszcze zbyt śmiałe określenie?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz   19.02.16 18:52

Zapomnieć? Czy to nie jest aby to, czego próbował cały czas, unikając Gabe'a? Chciał wywołać obustronne zapomnienie, tak po prostu wymazać to z pamięci. Ach, gdyby dało się wykasować jakieś dowolne wydarzenia z przeszłości! Leo usunąłby najchętniej cały ten pieprzony dzień ze swojego życia. Albo rozegrałby go inaczej, od nowa. Nie pocałowałby Gabriela, ani się do niego nie przystawiał, w ogóle nie poszedłby na tą cholerną wieżę. Poprzedniego wieczoru albo nawet rano napisałby to zadanie domowe z historii magii i może wyszłoby mu chociaż odrobinę mniej tragicznie niż to, które finalnie oddał.
- Okej. Możemy spróbować - zgodził się, choć nie był pewien, czy podoła temu zadaniu. Pewnie nie, ale to nieważne. Istotne, żeby po prostu powiedział to Gabe'owi.
- Nie miej sobie nic za złe... Przecież jeżeli przyjmiemy, że to NIE jest moja wina, to twoja tym bardziej - jego wyraz twarzy przybrał jakiś dziwny, nie dający się bliżej określić wyraz, pomiędzy uśmiechem a grymasem smutku.

Leo wpatrywał się w Gabe'a oniemiały. Czyli on naprawdę to powiedział? A teraz... teraz to potwierdził. Tak po prostu. Slughorn zaczynał powoli gubić się w tym wszystkim. Przecież jeszcze trochę ponad tydzień temu Bertrand nic do niego nie czuł, prawda? Jak to możliwe, że jego uczucia ot tak się zmieniły? Może się za nim stęsknił i uświadomił sobie, że mu go brakuje? A może już wtedy, na wieży, kiedy powiedział, że pocałunek był „nawet miły” mówił prawdę? Ale w takim razie, dlaczego kazał mu odejść? Przecież sam chciałeś stamtąd iść, kołku. No tak, ale pragnął też, żeby Gryfon go zatrzymał... Ech, czemu to wszystko nie może być takie proste?
Zaraz... przecież jest proste. Teraz już wszystko jest proste, prawda? Leo wyznał mu co czuje, a teraz Gabe zrobił to samo. Tym razem wprost, bez ogródek. Co może być w tym skomplikowanego? Czy tak nie jest prościej i to o wiele? Czy to nie jest łatwiejsze, niż ukrywanie uczuć? Z drugiej strony Gryfon był zszokowany, w końcu to wszystko stało się tak nagle i niespodziewanie. Za szybko. Był pełen wątpliwości, mimo to, kiedy zobaczył uśmiech Gabriela nagle poczuł się lepiej. O wiele lepiej. Tak dobrze, jak nie czuł się od wielu dni, bo to przecież coś oznaczało, a przynajmniej miał takie wrażenie.
Obserwował, jak chłopak się śmieje i choć śmiał się z jego pytania, Leo stopniowo zaczynał wierzyć, że on naprawdę jest tu, z nim. Dlaczego? W żadnym jego śnie śmiech Gabe'a nie był taki cudowny. Zawsze było w nim coś pustego, odbierającego mu naturalności. Ten Gabe i ten śmiech były najprawdziwsze. Na pewno.
- Nie wiem, po prostu myślałem, że to kolejny z tych moich durnych snów, w których... – w tym momencie Bertrand zrobił coś, czego Slughorn się kompletnie nie spodziewał. Zupełnie niespodziewanie ich usta połączyły. Leo poczuł, jak jego serce zaczyna bić mocniej. I wtedy dopiero naprawdę uwierzył, że to, co się dzieje, w istocie dzieje się naprawdę, że to nie jest kolejny sen. Na chwilę w jego głowie pojawił się tamten pocałunek z wieży i to, co działo się po nim... Przegonił tą myśl najszybciej, jak potrafił. To nie było to samo.
Na słowa Gabe'a uśmiechnął się tak szeroko, jak już dawno tego nie robił. Nic nie było tak, jak wtedy na wieży.
- Tak – odpowiedział bez wahania. Czyli naprawdę teraz to będzie takie proste, jak teraz? Nie. Na pewno nie wszystko, ale przynajmniej jakaś część rzeczy. Naturalnie pewnie pojawią się inne przeszkody, ale nie o tym teraz myślał.
Nagle zorientował się, że stoją nielegalnie, na środku korytarza, kiedy zegar wybijał już niemal czwartą nad ranem i wpatrują się w siebie głupio. Ach, jak romantycznie!, pomyślałby ktoś. Nie, ta sytuacja traci całą swoją romantyczność, kiedy weźmie się pod uwagę, że w każdej chwili na horyzoncie może pojawić się, dajmy na to, Filch, który widząc parę chłopców obściskujących się po nocy najpewniej dostałby spazmów, już nie mówiąc o tym, że mieliby kłopoty, a zwłaszcza Leo.
- Gabe – Slughorn odsunął się lekko od chłopaka i chwycił go z dozą niepewności za rękę, zastanawiając się, czy może wykonać ten gest. - Może... Wrócimy do Wieży Gryfonów? – zasugerował. - Wiesz, jak ktoś nas tu zobaczy, to będzie kiepsko – stwierdził i nie czekając na odpowiedź ruszył w kierunku schodów na górę, ciągnąć delikatnie Gabe'a za sobą. A raczej wydawało mu się, że szedł w tą stronę, ale już po kilku krokach zorientował się, że tak nie jest. Sapnął cicho, zirytowany swoim niewyspaniem i dekoncentracją oraz zawrócił, tym razem kierując się w dobrą stronę.

[ztx2]



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Korytarz   28.05.16 0:37

Rosemary szła sobie powoli korytarzem, bo i czym innym, z zajęć, które przed chwilą skończyła. Nucąc pod nosem przypadkową (a może nie?) melodię, grzebała w torbie wciskając zeszyt na samo dno i przy okazji szukając pomadki. Głowę oczywiście zaprzątały ją inne głupoty, na przykład Logan (na pewno głupota?) albo Felix (na pewno nie głupota!).
Dlaczego Logan nadal chce ze mną rozmawiać? Dlaczego w ogóle ona? Czego on chciał? Co w niej widział? Co ona widzi w nim? Co się dzieje przy okazji z Felixem? Jak wyżebrze od Logana papierosy? Gdzie jest teraz Felix? On zawsze tak szybko znika...
Pytania bez odpowiedzi powinny być już chlebem powszednim Rose, a jednak nadal się w nich gubiła.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Korytarz   28.05.16 0:47

To był spokojny dzień. Za spokojny, zdecydowanie. I panna Blackburn powinna o tym pamiętać. Takie dni, podczas których nic się nie działo, lubiły kończyć się zaskakującym zwrotem akcji. I choć do końca tego dnia było jeszcze bardzo daleko, to już zamek szykował dla Krukonki różne atrakcje. No dobrze, nie zamek sam w sobie, ale znany wszystkim Irytek. Nie mógł pozwolić o sobie zapomnieć, to jasne. Co wymyślił tym razem?
Panna Blackburn nie miała pojęcia, że jeśli nadepnie na pewne konkretne kamienie posadzki, staną się złe rzeczy. Prawdopodobnie gdyby o tym wiedziała, to by ich unikała. Szła jednak bez pomyślunku. Zorientowała się, że coś jest nie tak dopiero, kiedy z głośnym trzaskiem pod jej stopami wybuchły pojemniczki wypełnione atramentem, który rozlał jej się po nogach, brudząc ją aż po pas. Dziewczyna instynktownie się zatrzymała, ale to wcale nie poprawiło sytuacji. Z sufitu spadła wprost na nią garść jakichś klejących kulek, coś jak guma do żucia, tylko o wiele bardziej lepkie. Wplątały jej się we włosy i ani myślały się odkleić. A potem na jej oczach pojawiła się opaska. Niby nic, ale kiedy Krukonka wbrew swojej woli zaczęła kręcić się w kółko, o wiele szybciej zakręciło jej się w głowie, niż gdyby tej opaski nie miała. Błędnik jej szalał i szybko wylądowała na poziomie podłogi, ślizgając się na rozlanym atramencie.
Nie miała pojęcia, co się wydarzyło, słyszała za to oddalający się podły chichot. Kochany Irytek, prawda?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Korytarz   28.05.16 1:29

Sama nie wiedziała jak to się stało. Szła sobie cywilizowanie, nikomu nie zawadzając, po czym poczuła nieznaczne ustąpienie podłogi pod jej stopą. To był ułamek sekundy kiedy wiedziała, że ma przesrane. No i faktycznie! Coś trzasnęło, coś kliknęło, Rose jak wmurowana zatrzymała się, ot odruch bezwarunkowy, chwilę po tym zaś poczuła dziwny chłód na nogach. Spojrzała w dół, a widząc czarne plany na połowie, cóż, siebie, pisnęła zduszenie. Że jak?!
Nie było jej dane nad tym dłużej pomyśleć, bo z góry na głowę zaczęły spadać jej dziwne obiekty. Sięgnęła rękoma do włosów, a czując lepkość dziwnych obiektów, jęknęła z rozpaczą. Co do…?
Ciemność. Dlaczego coś zasłoniło jej oczy?! Poderwała głowę, okręcając się gwałtownie za siebie. Straciła jednak przez to równowagę! Chwilę próbowała jakoś wyratować się z niepewnej sytuacji, bujając się na boki. Nic to niestety nie dało i wkrótce wylądowała na tyłku prosto w atrament. Stęknęła krótko, zrywając opaskę gwałtownie ręką, a w tle usłyszała znajomy chichot.
- Uh… IRYTEK! – Wrzasnęła wściekle w przestrzeń, wiedząc, że jednak to podłe stworzenie już poleciało.
Pokręciła głową. Cholera, dziewczyno, jak Ty wyglądasz? I przede wszystkim, za co to było?! Miała ochotę umrzeć ze wstydu.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz   03.06.16 0:52

Spieszył się. Ten raz się spieszył, bo akurat dzisiejszy dzień wydawał się idealny do chodzenia na lekcje. Z jakiegoś powodu udawało mu się słuchać nauczycieli, a to było tak rzadkie zjawisko, że trzeba było z niego korzystać. Przerwy nadal wypełnione były nieprzyjemnymi myślami, ale przynajmniej przyswajał jakąś wiedzę. Dlatego teraz pędził na następne zajęcia, licząc się z tym, że może spóźnienie będzie oznaczało, że czar pryśnie.
Zwykle szedł główną klatką schodową, ale tym razem stało się tam coś dziwnego, prawdopodobnie Irytek spłatał figla jakiemuś pierwszakowi i schody stały, pełne zdezorientowanych uczniów, którzy ani nie szli dalej, ani się nie cofali. Gdyby był gorzej wychowany, powiedziałby im wprost, że uważa ich za idiotów. Wewnętrzne blokady jednak nie pozwalały mu na takie odnoszenie się do innych, dlatego bez słowa wybrał inne przejście. To dlatego znalazł się na tym korytarzu.
Szybko jednak się okazało, że z szybkiego dotarcia na zajęcia nic nie wyjdzie. Na środku podłogi siedziała Rosie, stanowiąca obraz nędzy i rozpaczy, wyglądająca, jakby zaraz miała się rozpłakać z wściekłości. Podbiegł do niej i wyciągnął rękę, by pomóc jej wstać.
- Rosie, co się stało? - zapytał przejęty. Zajęcia przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, teraz ważne było tylko to, żeby pomóc dziewczynie. Jeszcze nie wiedział jak i nie miał pojęcia, czy znał jakieś sensowne zaklęcia, które mogły w tej sytuacji pomóc, ale... Musiał jakoś spróbować. Cokolwiek. Damie w opresji należało pomóc i tyle.
Rzucił swoją torbę pod ścianę, niespecjalnie się zastanawiając, czy nie czekają jakieś dalsze niebezpieczeństwa, czy to dla niej, czy dla niego, czy też dla jego torby. Najwyżej, prawda?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Korytarz   07.07.16 0:32

//z pokoju Wspólnego ~ jakoś w nocy

Dziewczyna wyleciała z pokoju wspólnego, jak oparzona, co Philemon mógł uznać z bardzo dobry znak. Z uśmiechem na twarzy, dogonił ją i zaproponował drugie piętro, w końcu tam jeszcze go nie było! Powoli i cichutko, skradając się po czwartym i trzecim piętrze, zeszli na drugie, po chwili znajdując się na korytarzu. Piękne niebo, które można było zauważyć z okiennic, było fascynujące, jednakże Philemon, który czuł zew przygód, nawet nie zatrzymał się na chwilę, żeby zerknąć na gwiazdy. Obawiał się przejść obok Gabinetu profesor OPCM, ale nie byłby sobą, gdyby nie spróbował. Przeszedł dalej, kompletnie zapominając, że dziewczyna idzie z nim, zanurkował pod parapety. Szukał i szukał, aż nagle usłyszał pusty dźwięk, zaraz po tym jak dotknął jakiegoś skrawka podłogi. Zaintrygowany zaczął majstrować, aż w końcu wyważył skrytkę i pierwsze co zauważył to połyskujący eliksir. Podniósł go szybko i wziął do góry, żeby przyjrzeć się etykietce. Niestety takowej nie było, a Briggs w takich ciemnościach, które rozpromieniały gwiazdy i różdżka koleżanki, bo przecież była na tyle mądrą, żeby rzucić "Lumos", nie potrafił powiedzieć, co to jest.
- Popatrz jakie znalezisko, jak myślisz, co to jest? - spytał zaintrygowany, jeszcze nie puszczając klapy na dół, w końcu może dziewczyna znajdzie coś dla siebie? Chłopaczyna nie zamierzał więcej nic majstrować, chociaż idea była zacna, ale nie! Honor, to coś co trzymało jego ciekawski styl w ryzach!


zt
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Korytarz   09.09.16 23:24

Jak nie denerwować się kiedy dostaje się listy będące ewidentnie ostrzeżeniem?
Okej, jeden list.
Brzmiał bardziej jak groźba.
Ktoś normalny uznałby, że ktoś sobie robi jaja. Bo co, nagle ktoś obcy pisze list, że chłopak (czy sympatia, sprawy szybko się zmieniają) Twojego przyjaciela jest niebezpieczny, a Ty panikujesz? No nie, próbujesz dojść do sedna. Ale jednak list trafił do Jessego, ostatniej osoby, jaka by zachowała spokój w takiej sytuacji.
Jak chłopak Felixa zginął? Co się stało? Dlaczego? Jak się ma do tego Gabriel? Nie miał pojęcia, ale autentycznie bał się o przyjaciela. I tak już miał wszelkie społeczne fobie i traumy, jak takie coś miało nie wzbudzić w nim paniki? Dlatego też podczas obiadu poprosił Gabriela by z nim na osobności porozmawiał i poprowadził go w korytarz coby zapewnić sobie względną prywatność. Popatrzył na przyjaciela w niezręczności, nie wiedząc jak zacząć temat. Bo może i był przestraszony, ale nie znaczyło to, że wyjedzie z tematem prosto z mostu. To byłoby bez sensu.
- Słuchaj... Powiedz mi, co cię konkretnie łączy z Felixem? Wiesz, na jakim etapie... Znajomości, jesteście?
Chyba zabrzmiało nieźle.
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Korytarz   10.09.16 1:00

Jakoś tak w ostatnie dni nie mógł się skupić, wszystko go rozpraszało, rzeczy wypadały mu z rąk, nie potrafił dobrze wymówić nawet głupiego "chłoszczyć", nie mówiąc nawet o jakimkolwiek zainteresowaniu lekcjami. Chodził może trochę jak w amoku z rozmarzoną twarzyczką, zupełnie jakby go ktoś potraktował amortencją.
Choć może było w tym ziarnko prawdy. Może zasiał je pewien brunet, przez którego Gabryś chodził teraz z głową w chmurach? Chyba właśnie tak było. Tak czy siak nawet zapomniał o tym, że ma cokolwiek powiedzieć Jessemu. Przecież zawsze wszystko mu mówił! Nie mieli tajemnic! A on na śmierć zapomniał zrobić mu wykład o Felixie, o nie, to musiało zostać nadrobione i tak się złożyło, że nawet miał ku temu okazję. Kiedy Puchon wyczołgał go z Wielkiej Sali, ten wlepiał się w niego wielkimi oczyskami, jakby nie do końca mając pojęcie o co mogło mu chodzić, no ale kiedy zadał pytanie… od razu się ożywił.
- Och! Z Felixem… - uśmiechnął się, a na jego policzki wkroczyły leciutkie rumieńce. W przeciwieństwie do Jessego, Gab prawie zawsze leciał prosto z mostu.
- No… zakochuje się. - powiedział dumnie i nawet wypiął pierś. W końcu się zakochiwał!
- A i... już.. no… no, no. - dodał po chwili, mając nadzieję, że Jesse wyłapie, że chodził o seks.




Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Korytarz   11.09.16 1:35

Jesse był zdecydowanie bardziej nerwowy od Gabriela. Właściwie, przy tym nie wiedząc jak mu przekazać całe swoje obawy (a może właśnie dlatego), miał ochotę złapać przyjaciela w pasie i po prostu wybiec z zamku gdzieś w cholerę, ukrywając przed całym światem. Bo jak można być tak nieostrożnym i ślepo naiwnym?! Jessemu nie mieściło się to w głowie.
- On się zakochuje? - zapytał, choć jego ton był bliższy zdecydowanie jakiejś nieprzyjemnej nuty zdenerwowania czy paniki niż szczęścia. Choć teoretycznie to powinna być dobra wiadomość... - Okej, tego akurat nie chcę wiedzieć - uciął krótko jak Gabriel zaczął wchodzić w strefę intymności. Bo hola, to nie jego sprawa, jak blisko z blondynem by nie był.
Zastanowił się chwilę, nie wiedząc wyraźnie co powiedzieć. Ostatecznie spojrzał poważnie na chłopaka.
- Jak... Jak dużo wiesz o Felixie? Znaczy... O nim jako o jego przeszłości, życiu prywatnym.
To pytanie mogło zabrzmieć dziwnie, nieco dziko, ale naprawdę nie wiedział jak w dyskretny sposób zapytać Gabriela czy jego chłopak przypadkiem kogoś nie zabił swoim bytem. A to była ważna kwestia.
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Korytarz   12.09.16 21:23

Gabriel wywrócił krótko oczami, ten Jesse zawsze był taki roztargniony, ale teraz... wyglądał trochę jak spłoszone zwierzę. Jakby przed czymś uciekał, znaczy chodzi o to, że bardziej niż zazwyczaj. Jego stan pogarszał się z dnia na dzień i Gabriel był z dnia na dzień tego świadkiem. To nie było fajne, w żadnym stopniu. Biedny Peter.
- On się zakochuje, jak się zakochuje. Obaj się zakochujemy. - sprostował krótko i wsadził dłonie w kieszenie szaty. Był mądrym liskiem i zdawał sobie sprawę z tego, po co Jesse go ściągnął z obiadu (?!), jak zwykle panikował oraz stawał na głowie, kiedy widział, że do Gabriela podchodzą jacyś ludzie i o matko, że z nim rozmawiają, że Gabriel z nimi trzyma, ale już w ogóle jest totalna abstrakcja, jeśli Gabriel kogoś pocałuje albo się przytuli. Jessowy alarm wyje wtedy jak szalony, ale... kurcze, Foks nie mógł na to patrzeć, dlatego też na jego pytanie zamruczał coś tylko wymijająco.
- Jeszcze nie za dużo, ale nadrabiam. Niedługo sporządzę ci esej. - złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę wyjścia. - Ale teraz chodź, ja się o ciebie martwię. - szepnął dodatkowo. Chciał z nim pójść... na most lub jakaś huśtawkę, zależy gdzie ich nogi poniosą.

ztx2




Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Korytarz   03.10.16 21:37

Cholera z tymi korytarzami, zimne, nieprzyjemne i łatwo na kogoś wpaść i dostać w mordę. Akurat była przerwa, a tu było dziwnie pusto. Dobrze i niedobrze, można by powiedzieć. Jesse miał oczywiście zwalony humor jak zwykle, wiecznie zamartwiał się o Gabriela. Czekał, aż pogada z Felixem, ten poszedł to zrobić, minęło trochę czasu... A jego nie ma. Dlatego też Puchon wyruszył na poszukiwanie go. A jednak obszedł już dosyć wiele miejsc i przyjaciela nie mógł znaleźć. Albo Felix go gdzieś wyprowadził... Albo są w kiblu i robią wiadomoco. Jesse sam nie wiedział która wersja była dla niego bardziej odpowiednia. Obie były maksymalnie złe i nie w tą stronę, w którą chciał żeby poszło. Dlaczego w sumie tego nie przewidział? Mógł od razu zacząć za nim podążać, a nie AKURAT WTEDY go na chwilę zostawiać. Cholera, debilizm jednak boli.
Zatrzymał się na szczycie schodów i popatrzył w dół na pojedyncze osoby, szukając znajomej blond czupryny. Ale jak znaleźć w tłumie takie maleństwo? I to wyglądające z dala jak dziewczynka, co już Jesse przerabiał w przeszłości.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Korytarz   03.10.16 21:58

Nie był zadowolony.
Nie, to zdecydowanie nie było to słowo. Był WŚCIEKŁY.
To nie tak miało się skończyć. Gabriel miał go zostawić, miał go porzucić. A tak tylko sobie razem pobeczeli i już są najbardziej obrzydliwie słodką parą jaką w całym swoim życiu widział. Tak nie mogło być! Nie miał nic do Krukona, ale Lockwood... on nie miał prawa do szczęścia. Nie, kiedy jego kuzyn spędzał młodość przykryty ziemią na jakimś upiornym cmentarzu.
Wracał do dormitorium i przed schodami znalazł źródło całego zamieszania - Jesse Bennett. Nie miał pojęcia, jak Puchon mógł zawalić coś tak prostego.
- Miałeś jedno, JEDNO proste zadanie - warknął Tyberiusz pojawiając się jak burza za plecami chłopaka. - Tylko JEDNO. Czy jest coś, czego potrafisz nie spieprzyć?
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Korytarz   03.10.16 22:18

Jesse nie widział w ogóle zbliżającego się Ślizgona. Obserwował otoczenie przed nim i kiedy już miał rozpocząć wędrówkę w dół schodów, ktoś się za nim wydarł. Drgnął, po czym odwrócił się gwałtownie. Widząc tego chłopaka, w dodatku wkurwiającego się właśnie na niego, uniósł brwi. Że co?
- Słucham? O co ci chodzi? W ogóle kim ty jesteś? - zapytał w połowie zdenerwowany, że ktoś kompletnie obcy się na niego wydziera, a w połowie nadal objęty szokiem z tego samego powodu. No bo hej, wpada ktoś kompletnie obcy i zaczyna się przypierzać do pierwszej napotkanej osoby o... O co?
- Spierdalaj. - Powiedział do zdecydowanie niższego od siebie, nawiasem mówiąc, Ślizgona, kiedy to usłyszał ostatnie pytanie, absurdalne na tą chwilę, z racji, że się nie znali.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Korytarz   03.10.16 22:33

Może i kiedyś Tyberiusz zareagowałby spokojniej... ale na pewno nie teraz. Dużo się działo w około, zaczęły buzować hormony, on miał parę tragicznych śmierci za sobą. Nic dziwnego, że był taki nerwowy, prawda? I nie było w tym wcale jego winy. Prawda?
Z resztą! KOGO TO TERAZ OBCHODZI?! Miał poważne sprawy do załatwienia! On sobie nie wybaczy, jeśli pamięć po jego kuzynie, jeśli cokolwiek z nim związanego... nie pozwoli Gryfonowi zapomnieć. Nigdy. A jeśli będzie musiał użyć do tego osób postronnych? Trudno. Taka sprawa wymagała specjalnych środków. Wyjątkowo specjalnych. Nie chce robić nikomu krzywdy, ale nie powiedział, że nie wykorzystałby nikogo do swoich celów. Tak wszyscy mogli być zadowoleni - Tyberiusz unieszczęśliwiłby Felixa, a Jesse ocaliłby swojego kolegę przed pewną śmiercią. No, ale nie, po co, lepiej być ciapą i nie pozwolić sobie pomóc.
Cały gorący ze zdenerwowania Ślizgon zacisnął pięści na koszuli chłopaka, usiłując pociągnąć go w swoją stronę.
- Miałeś rozdzielić Foksa i Lockwooda, kretynie! Na prawdę tak mało dla Ciebie znaczy twój mały przyjaciel?
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Korytarz   03.10.16 22:45

Kto by się spodziewał, że owa osoba, której imienia de facto Jesse nie znał, bo byłoby dziwne gdyby kojarzył wszystkich uczniów, a szczególnie Ślizgonów, jest nadawcą tego przeklętego listu. I chwilę zajęło Jessemu zrozumienie tych słów, podczas gdy brunet miał najwyraźniej zamiar poprzestawiać mu części twarzy. Jesse automatycznie złapał za nadgarstki chłopaka, choć w głębi duszy to się bał. Ale nie był AŻ TAKIM tchórzem żeby od razu ustępować! Chyba.
- Czekaj, TO TY wysłałeś mi ten list?!
Teraz to Jesse się wściekł. To ten oto osobnik, choć inne słowa Jessemu na myśl przychodziły, groził Gabrielowi za sam fakt, że próbował ułożyć sobie życie z Felixem? Jak śmiał? Skąd Jesse miał wiedzieć, że to wszystko prawda? Teraz to on się postawił, choć starał się w naturalnym odruchu odsunąć od tego popaprańca. Co z tego, ze w stronę schodów...
- Posłuchaj mnie, popaprańcu. Nie wiem skąd ty to wszystko wiesz i czy to w ogóle jest prawda, ale zagroź mojemu przyjacielowi JESZCZE RAZ, a to ja ciebie będę ścigał po korytarzach.
Sam był zaskoczony nagłym przypływem odwagi żeby grozić tej najwyraźniej nie stabilnej psychicznie osobie. I nie był pewien czy dobrze się to dla niego skończy (a się dobrze nie skończy), a jednak kiedy schodziło na temat Gabriela... Nie było dla niego nikogo ważniejszego poza rodziną, do której wszak nikt nie ma dostępu, bo to "tylko" mugole.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Drugie piętro-
Skocz do: