Share | 
 
Pijano i wesoło
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Pijano i wesoło   05.04.17 15:23


Wspomnienie



Kto: Leo Slughorn & Son Eunbyul

Gdzie: Schowek

Kiedy: 6 grudnia 2002

Opis: Leo samotnie opija mikołajki w starym schowku na graty. Randkę z butelką przerywa mu pojawienie się pewnej Krukonki...




He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   05.04.17 17:11

Święta, święta! Boże Narodzenie zbliżało się wielkimi krokami, naznaczając szkołę wielkim poruszeniem oraz ostatnimi przygotowaniami do balu czy wyjazdu części uczniów do domu. Leo dobrze pamiętał, jak był w pierwszej klasie i bardzo chciał zostać w zamku na święta, ale mu na to nie pozwolono, bo "święta spędza się z rodziną" i "Amelia też wraca". Pamiętał też, jak straszliwie namawiał siostrę na to, aby razem się zbuntować i protestem głodowym wymusić na rodzicach zgodę na zostanie w Hogwarcie. Chłopak całkiem poważnie obraził się na Slughornównę i przez całą podróż pociągiem do Londynu nie odezwał się do niej ani słowem. Zmiękł, kiedy dziewczyna wręczyła mu świąteczny prezent. On sam niczego dla niej nie miał, więc matka wręczyła mu kilka galeonów, żeby kupił siostrze trochę słodyczy. Niemniej było mu głupio i obiecał sobie od tej pory zawsze pamiętać o Melce.
Ten rok był zupełnie inny. Slughornowi nikt jakoś specjalnie nie bronił spędzenia świąt w Hogwarcie. Może to dlatego, że Amelia też zostawała? Leo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że siostra robi to tylko i wyłącznie dla niego i był jej za to bardzo wdzięczny. Nie miał ochoty widzieć się z całym rodem, w tym z wujaszkiem Horacym, który przy rodzinnym stole zapewne po raz kolejny wywlekałby wszystkie przypały młodego Slughorna. A tak, zamiast doświadczania publicznego poniżania, chłopak mógł spędzić święta zupełnie po swojemu. Miał jakąś książkę, wypożyczoną ze szkolnej biblioteki oraz nienapoczętą butelkę brandy. Trzeba było jednak być szalonym, żeby wierzyć w to, że owa buteleczka pozostanie nienaruszona aż do świąt. Jak inaczej wytłumaczyć obecność Slughorna i brandy sam na sam w schowku (swoją drogą tym samym, w którym jeszcze przed wakacjami jarał zielsko z Liv. Prawdę mówiąc to było dość fajne. Ale tylko odrobinę), kiedy wkoło gorączka przygotowań?
Slughornowi wisiał cały ten bal. I prezenty też mu wisiały. Przygotował jeden drobny upominek dla Amelki i na tym się skończyła jego "radość dawania". Oczywiście naszyjnik, który jej sprawił, leżał bezpiecznie schowany w jego kufrze, oczekując cierpliwie na pierwszą gwiazdkę (o ile ktoś mu go nie podjebał). Można więc w sumie powiedzieć, że Leo był na nadejście czasu miłości i dobroci zupełnie przygotowany. A to z kolei dawało pretekst do świętowania i cieszenia się. A to z kolei prowadziło do otwarcia tej kusicielskiej butelki przed czasem, w którym pierwotnie miała zostać rozpoczęta. Ups.
Tak więc siedział w tym nieszczęsnym schowku, który widział już tyle złego, że gdyby potrafił mówić, z pewnością wołałby Filcha z płaczem nad tym, co się w nim dzieje. Na szczęście schowki nie mówią i kochany woźny jest zdany na swój własny instynkt, który tego dnia jak na razie zawodził. Upił łyka z butelki, jedncześnie otwierając odłożoną na święta książkę na pierwszej stronie. To się nazywa zabawa.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Son EunByul

avatar
Gracz


Skąd : Korea Północna
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   05.04.17 21:52

EunByul naprawdę uwielbiała swojego kota, ale bywały momenty, kiedy najchętniej odesłałaby go do rodzinnego domu. Już od dobrych trzydziestu minut biegała po opustoszałym dziedzińcu, w poszukiwaniu łysego, bystrego stwora, którego aktualnie nie dało się przekupić nawet jego ulubionymi przysmakami.  Ciche miauknięcie szybko nakierowało ją na odpowiedni trop - schody.
Nim się obejrzała, stała na samym środku wielkiej sali, która oblężona była przez masę uczniów, mających w swoich obowiązkach przygotowanie pomieszczenia do świątecznej uczty. Już miała zamiar dopytać któregoś z obecnych, czy może nie przewinął się im pod nogami jej kot, kiedy to dostrzegła za kolumną skrawek różowawego ogonka. Bingo!
Nie czekając ani chwili ruszyła biegiem w ślad za zwierzęciem. Ponownie zgubiła trop, kiedy to znalazła się na ciemnym, ponurym korytarzu.
Westchnęła głośno, opierając się o ścianę. Vincent był zbyt inteligentnym zwierzęciem na to, żeby dać się ot tak złapać właścicielce. Miał także powód do ucieczki - bardzo chciał w końcu zobaczyć się z Panią Son. I oczywiście, EunByul także o tym marzyła. Była niezwykle przywiązana do matki, a tęsknota za nią bardzo często prawiała, że dziewczynie wcale nie chciało się uczęszczać na lekcje, zasiadać do nauki, ani też przebywać w Hogwarcie. Powroty do domu były czymś niezwykłym i magicznym, dodatkowo święta tworzyły niezwykłą atmosferę. Tymczasem Pani Son została pilnie wezwana do Ministerstwa Magii z nieznanych jej córce powodów. Stwierdziła, że jest to sprawa bardzo ważna i nagląca, dlatego też ma obowiązek zająć się nią natychmiastowo. W liście napisała monolog z przeprosinami dla EunByul, a na końcu zaznaczyła, że następne święta nie okażą się taką porażką.
Dziewczyna w końcu oderwała się od ściany i szybko przetarła oczy, nie chcąc pozwolić, aby łzy, które się w nich zebrały, zaczęły spływać po jej policzkach. Kilka razy pomachała głową na boki i zmusiła się do uśmiechu.
- Vincent! - krzyknęła - Nie możesz chować się przede mną bez końca!
Zwierzę najwidoczniej doskonale zrozumiało, co jego właścicielka właśnie powiedziała, a nawet poniekąd zrobiło mu się jej żal. Niespodziewanie wyskoczył zza zakrętu i przystał na chwilę, aby Son zdążyła go zauważyć, po czym w podskokach powrócił tam, skąd przyszedł.
Nie tracąc czasu, EunByul po cichu ruszyła za nim, a gdy wkraczała w następną część korytarza tylne łapki kota znikały za drzwiami schowka na przybory woźnego.
- Mam Cię - szepnęła, jakby sama do siebie.
W kilka sekund dotarła do pomieszczenia, wślizgnęła się do niego i zatrzasnęła drzwi, tak, aby Vin nie miał żadnej możliwości ucieczki.
Drgnęła jednak, kiedy usłyszała nieznajomy jej dotąd głos za plecami. W myślach zaczęła wymyślać wymówki, które miały usprawiedliwić jej dziwne zachowanie. Przecież to wcale nie tak, że bez żadnego pytania wtargnęła do schowka woźnego.
Cholera, to właśnie tak.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   07.04.17 15:11

Książka, za którą zabrał się Slughorn nie wyglądała chłopakowi na jakąś wyjątkowo oryginalną. Opis z tyłu okładki sugerował, że lektura należy do tych raczej przeciętnych – ot, oklepana historia szlachetnokrwistej rodziny, budującej przekonania na nienawiści do mugoli i wszystkiego co mugolskie. Oczywiście, nastawienie czarodziejów zmienia się, gdy poznają oni pewnego bezdomnego mugola, który zmienia ich życie. Jak? Nie napisali, ale Leo był pewien, że facet uratuje im kotka albo coś w ten deseń. Książka była wydana może rok temu i zapewne zajmowała szczytowe miejsca na listach bestsellerów, gdyż ukazywała (w dość dosadny sposób), że szlachetnokrwiści to chuje, a temat ten był jak najbardziej aktualny, patrząc na sytuację polityczną w świecie czarodziejów. Naturalnie pisarką musiała być czarownica mugolskiego pochodzenia, „ciepło przyjęta przez czytelników na całym świecie” oraz „nominowana przez czasopismo Czarownica do tytułu Autorki Roku 2002”. Wstępna ocena powieści? Trzy na dziesięć. No, może trzy i pół.
Leo dawno nie czytał. W sumie to istniało duże prawdopodobieństwo, że ta konkretna książka zalegała u niego na półce od zeszłego roku szkolnego. Chłopak już wyobrażał sobie oburzenie pani Pince, kiedy kobieta zobaczy datę wypożyczenia lektury. Ups.
Mimo początkowych dość dużych wątpliwości, powieść zaczynała się całkiem ciekawie. Można nawet powiedzieć, że Gryfon dosyć wciągnął się w fabułę (choć może nie każde słowo do niego docierało, na co mógł mieć wpływ krążący w jego żyłach alkohol). Nic więc dziwnego, że gdy usłyszał skrzyp otwieranych drzwi, podskoczył na krześle i odwrócił gwałtownie głowę w stronę, z której dobiegł go dźwięk. Wpatrywał się z szybko bijącym sercem w wąską szczelinę między drzwiami a framugą. Przez chwilę rozważał schowanie się gdzieś, ale dotarło do niego, że gdyby miał do czynienia z Filchem, już w tym momencie dostawałby solidny opieprz. Woźny nie czekałby  z wparowaniem do schowka. Z momentem, w którym w jego głowie zaświtała ta myśl, jego wzrok padł na małe, łyse stworzonko, które z gracją prześlizgnęło się przez szparę. Slughorn musiał przez chwilę mu się przyglądać, żeby określić, z jakim zwierzęciem konkretnie ma do czynienia. Czy to... kot?
Gryfon zmarszczył brwi i prawie zszedł na zawał, gdy chwilę później drzwi poruszyły się ponownie i pojawiła się w nich jakaś dziewczyna, która jakby nigdy nic po prostu złapała szczurowate kocisko w ramiona. Wydawało się, że na początku wcale nie dostrzegła chłopaka – Leo z początku też nie za bardzo miał zamiar dawać o sobie znać. Po krótkim przyglądaniu się Azjatce, postanowił jednak odezwać się, chociażby po to, aby upewnić się, że Krukonka nie ucieka przed Filchem, którego – broń Merlinie – przecież mogła ściągnąć za sobą do schowka!
- Ktoś za tobą szedł? – spytał bezpośrednio, po czym upił kolejny łyk z butelki. Jeśli odpowiedź na jego pytanie była twierdząca, trzeba było jak najszybciej pozbyć się dowodu zbrodni.  Slughorn chyba odrobinę wystraszył dziewczynę, a przynajmniej takie odniósł wrażenie, widząc jej delikatne drgnięcie. - Nie martw się. Jeśli masz kłopoty, to teraz mamy je oboje – stwierdził, wzruszając ramionami. Chwycił brandy w dłoń i skinął głową w stronę Azjatki. - Pomożesz mi pozbyć się tego cholerstwa, zanim będziemy mieć przypał stulecia?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Son EunByul

avatar
Gracz


Skąd : Korea Północna
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   07.04.17 16:39

Son nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek coś przeskrobała. Zawsze starała się być przykładem dla innych i to wcale nie tak, że była lizusem. Niezmiernie zależało jej na tym, żeby zadowolić matkę. Świadomość tego, jak wiele przeszła w życiu i jak wyglądało jej dzieciństwo sprawnie odganiało ją od pomysłów wymykania się do klubów, opijania urodzin i innych tego typu rzeczy.  W pierwszy dzień w Hogwarcie obiecała sobie, że zakończy szkołę z wzorowym zachowaniem i dobrymi ocenami. Naprawdę starała się trzymać tego postanowienia.
Tymczasem głupie humorki jej kota sprawiły, że w tej chwili stała kilka kroków od pijanego chłopaka, trzymającego do połowy pełną butelkę alkoholu. W dodatku zamknięci byli w ciasnym schowku, do którego lada moment, mógł wparować któryś z nauczycieli, bądź woźny. Żadna z tych opcji nie wróżyła niczego dobrego.
Gdyby nie to, że był z nią Vincent, zaczęłaby się martwić, czy chłopak nie ma żadnych, nieciekawych w stosunku do niej planów. W końcu nie wyglądał zbyt dobrze. Zaczerwieniona twarz, podkrążone oczy i postawione na wszystkie strony włosy wyglądały, jak gdyby ten oto osobnik dopiero co wyszedł z klasy, w której odbywały się lekcje eliksirów.
Gdy już zdecydowana była opuścić pomieszczenie i zapomnieć o całym zajściu, nieznajomy wyciągnął w jej stronę brandy, z zapytaniem, czy nie chciałaby dokończyć go wraz z nim.
- To TY będziesz miał przypał stulecia. Ja nie mam z tym nic wspólnego - odpowiedziała cicho.
Była zdenerwowana na kota, że wpakował ją w taką sytuację, a jeszcze bardziej zła na siebie, że nie wyszła od razu po schwytaniu tego łysego szczura.
Złapała już za klamkę, kiedy to za drzwiami rozległy się odgłosy butów uderzających o posadzkę.
Jeżeli teraz opuści to miejsce, zapewne przyciągnie uwagę kogoś, kto właśnie przechadzał się korytarzem. Wtedy na pewno nie uda jej się wybrnąć z sytuacji i zostanie ukarana za nic. Była w potrzasku. Zostać i czekać na przyłapanie, czy wyjść i od razu zostać przyłapanym?  
Cofnęła się kilka kroków, jakby całkowicie zapominając o tym, że za nią wciąż znajduje się upity osobnik. Chwilę później przestraszony kot wyrwał się jej z rąk, a ona sama tracąc równowagę poleciała wprost na zapewne nieźle zdziwionego chłopaka.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   07.04.17 22:58

Leo nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek wczesniej zamienił słowo ze stojącą przed nim dziewczyną. Albo zamienił, ale nie pamiętał? Cóż, wyglądała na taką, która raczej nie wychyla się z tłumu, a regulamin szkoły ma wykuty na blachę. No cóż, w takim razie trafiła na nie ten schowek i nie tę osobę, na jaką powinna. Slughornowi prawie robiło się jej szkoda, kiedy tak przyglądał się temu biednemu, przerażonemu, zagubionemu stworzeniu, które nigdy w życiu nie śmiało pewnie nawet upić łyka wina ze skrytki rodziców. Przykra rzecz. Leo chciał tylko uświadomić jej, jak wygląda prawdziwe życie, gdzie nie ma zasad ani reguł, a gdzie liczy się tylko przetrwanie i wszystkie chwyty są dozwolone. Jeśli alkohol pomaga ci przetrwać, to znaczy, że jest dobrym sposobem na przetrwanie kolejnego dnia i go by było tyle w temacie. Chłopak nie miał przeciez zamiaru wcale robić za bad boya, namawiającego biedne, niewinne dziewczynki do używek i alkoholu, broń Merlinie!
Z dozą rozbawienia i satysfakcji obserwował, jak Azjatka w ostatniej chwili rezygnuje z wyjścia ze schowka. O, czyżby towarzystwo Slughorna aż tak jej się spodobało?
- Co, boisz się, że ktoś zaraz wpadnie? - spytał, uśmiechając się lekko pod nosem. Zamknął książkę i odłożył ją na bok. - Filch! Ty stary kurwiszonie, tu jesteśmy! - krzyknął bez zastanowienia, tym samym płosząc biedne kocisko. Miał szczęście, że chwilę wcześniej ułożył książkę i brandy na podłodze, bo zapewne z jego picia i czytania pozostałaby tylko kilka zlepionego, cuchnącego alkoholem papieru. Gryfon kompletnie nie przewidział, że dziewczyna aż tak zapląta się o własne nogi, że wyląduje prosto na jego kolanach. Poprawka - wylądowałaby, gdyby nie to, że raz z Krukonką Leo poleciał z krzesła upadając na podłogę, solidnie obijając sobie tyłek, ale za to amortyzując upadek dziewczynie.
- Aua... - stęknął, podpierając się na łokciach. Na początku miał zamiar podnieść się z podłogi, potem jednak przestał widzieć w tym sens. Sięgnął po prostu po butelkę z brandy, dziękując Merlinowi, że nic się jej nie stało. Spojrzał na Azjatkę. - To co? Za Filcha, twojego kota i mój poobijany tyłek? - spytał, unosząc butelkę odrobinę w górę w symbolicznym geście. - Patrz, nie jest zatrute - obwieścił, po czym na dowód upił kolejnego łyka alkoholu. Podsunął butelkę prosto pod nos dziewczyny. - No nie daj się prosić. Obiecuję, że nie pisnę ani słowa o tym, jak bardzo na mnie lecisz, serio - uśmiechnął się lekko, żeby dać jej do zrozumienia, że naturalnie żartuje.
- Powiesz, jak masz na imię? Nie lubię pić z nieznajomymi - Twoje wizyty w Avalonie jakoś temu przeczą, Slughorn.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Son EunByul

avatar
Gracz


Skąd : Korea Północna
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   07.04.17 23:55

Eun już za dziecka udawało się być naprawdę niezdarną.
To wpadła na wiadro pełne wody, to przypadkiem wywróciła taczkę, z której aż wysypywały się śmieci. Często też była zdolna do rozbicia jajka, upuszczenia talerza, a nawet zgubienia buta! Z czasem jednak zaczęła być ostrożniejsza, oczywiście z wiadomych przyczyn - jeden niewłaściwy ruch, a trafisz do obozu pracy. Nie ważne było, czy masz pięć, czy może pięćdziesiąt lat. Prawo było bardzo elastyczne, często zmieniane w taki sposób, aby zaspokoić osobę panującą w kraju.
Teraz jednak, kiedy to za potknięcie się wcale nie byłeś skazany na ciężkie prace, Son nie zależało na tym, aby jakoś szczególnie uważać, gdzie staje. I to mimo wszystko był błąd.
Ale cóż poradzić, skoro była zszokowana zachowaniem pijanego chłopaka do tego stopnia, że nawet nie zauważyła, kiedy to straciła równowagę i wraz z nim runęła na ziemię?
Uroki bycia ciamajdą - brawo, EunByul.
Chwilę zajęło jej przetworzenie tego, co właśnie się stało.
- Czy Ty...ciebie całkowicie pogięło?! - syknęła, patrząc na niego z oburzeniem.
Jak można być lekkomyślnym do tego stopnia, żeby wykrzyczeć na całe gardło "Filch! Ty stary skurwiszonie"? Nadzieja na ucieczkę prysła. Na pewno ktoś to słyszał. Nie było innej opcji.
Najwidoczniej chłopakowi naprawdę było wszystko jedno, bo chwilę po upadku butelka znowu znalazła się w jego ręce. Ponownie także była wyciągnięta ku niej.
Teraz już i dla Son to, czy wypije odrobinę alkoholu, czy też nie, nie robiło wielkiej różnicy. Jeżeli mieli zostać przyłapani, prawdopodobnie za chwilę wpadnie tutaj któryś z nauczycieli. Jeżeli nie - będą mieli szczęście, a EunByul zawrze nową znajomość.
Chłopak wciąż zachęcał ją do skosztowania trunku. Potwierdził także, że to, co jej propnuje nie jest żadną trucizną.
Gdy butelka znalazła się pod jej nosem, odruchowo zaciągnęła się zapachem. Drażnił jej nozdrza i ani trochę nie zachęcał do poznania smaku, który zapewne nie był lepszy.
Na komentarz odnośnie "lecenia" na chłopaka miała zamiar szybko odpowiedzieć i sprostować sytuację, kiedy to delikatny uśmiech pojawiający się na twarzy kolegi szybko dał jej do zrozumienia, że był to jedynie niewinny żart.
- No dobra - zgodziła się w końcu.
Kiedy miała już chwycić butelkę, padło pytanie, na które wypadałoby odpowiedzieć. Tak więc, zachowując resztki swoich manier i dumy (która ewidentnie roztrzaskała się o podłogę, kiedy to EunByul niefortunnie wylądowała na nieznajomym), wyprostowała się i cicho odchrząknęła.
- EunByul - powiedziała cicho - Nazywam się Son EunByul. A Ty?
Nie czekając na odpowiedź chwyciła już tę butelkę i wzięła pierwszego łyka. Skrzywiła się nieco, czując gorzki, nieprzyjemny smak w ustach. Dobrze wiedziała, że chłopak zauważył jej reakcję na swoją pierwszą w życiu przygodę z alkoholem.
- Co do toastu - zaczęła, po czym łyknęła następną dawkę promili - Brzmi całkiem ciekawie. Dobrze byłoby wypić także za nas w przyszłości, których czeka sroga kara za to, co właśnie robimy.
Wycierając wierzchem dłoni usta mokre od brandy, podała butelkę chłopakowi.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pijano i wesoło   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Dokumentacja :: Wspomnienia-
Skocz do: