Share | 
 
Korytarz w lochach
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Korytarz w lochach   28.09.15 15:26

Korytarz w lochach
To jeden z tych korytarzy, do których trafiasz, kiedy paręnaście minut temu wybrałeś nie ten zakręt, co trzeba. Jest ciemno i zimno, bo nikłe światło, którego źródło ciężko ustalić, nie umywa się do przyjemnego ognia, za którym już zaczynasz tęsknić. Prawdopodobnie jeśli poszukasz drogi jeszcze przez chwilę, w końcu ją znajdziesz. Na razie jednak próbuj nie panikować. Nic nie wiadomo, jakoby już ktoś kiedyś tu zaginął... A przynajmniej ty nic o tym nie wiesz. Prawda?

Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   25.11.15 22:49

Sama nie wiedziała jak tu trafiła. Chciała gdzieś iść, a może nie? Wyszła z pokoju wspólnego i poszła przed siebie, myśląc o życiu w szkole. Całkiem realne, że wcześniej myślała o celu swojego spaceru po Hogwarcie, ale wyglądało na to, iż już sobie nie przypomni.
Ostatnio myślenie o życiu często wybijało ją z rytmu. Rozmyślanie na temat wojny i szkoły było dosyć uciążliwe, zwłaszcza w takich sytuacjach; znalazła się w lochach, nie mogła sobie przypomnieć gdzie szła i nie do końca wiedziała jak się stąd wydostać. Oparła się o ścianę i osunęła na podłogę. Wyprostowała nieco nogi i wlepiła wzrok w swoje czarne trampki. Dzisiaj była ubrana na sportowo, a włosy związała w luźny kucyk. Szczerze mówiąc nie przypominała siebie.
Pomyślała o tamtych wydarzeniach i westchnęła. Nie mogła wracać pamięcią do tego, co już było. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Nie dało się ot tak wymazać wszystkich złych wspomnień, które dotyczyły tego miejsca. Pomyślała o przyjaciołach, o tych wszystkich cudownych chwilach... Podniosła się powoli i zaczęła dalej kroczyć korytarzem. Jakoś musiała stąd wyjść. W głębi duszy liczyła na to, że natrafi na kogoś, kto ją stąd wyprowadzi. Oby...
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   25.11.15 23:56

Nikolai ma w zwyczaju zaszywać się w sekretnych, dawno zapomnianych pomieszczeniach lochów. Nieraz się gubi, ale zupełnie się tym nie przejmuje, idzie kolejnymi korytarzami i całkiem podoba mu się ten labirynt. Ma trochę wrażenie, że zamek sobie z niego żartuje i droga powrotu zawsze różni się do tej, którą przyszedł, ale nie przejmuje się tym i dołącza do zabawy.
Dzisiaj też siedzi w jakiejś zakurzonej sali, nie wie dokładnie ile czasu upływa, bo przecież nie nosi przy sobie zegarka. Łączy ze sobą różne składniki, ale ostatecznie nie wychodzi z tego nic ciekawego, więc kiedy już mu się to nudzi, czyści kociołek, po czym zmniejsza go, aby móc zmieścić do kieszeni kurtki. W lochach jest zimno, nie wiadomo skąd ale wieje niby-wiatr. Korytarze ciągną powietrze, jakby całe chciały wyssać. A on lubi, kiedy kontury jego sylwetki giną w ubraniu, bo czuje się jakby bezpieczniej.
Znowu pozwala korytarzom się bawić. Już zupełnie nie wie gdzie jest, a migające gasnące pochodnie wcale nie pomagają. Nagły podmuch gasi wszystkie znajdujące się w pobliżu i przez jakiś czas idzie w zupełnych ciemnościach, bo nie chce mu się wyciągać różdżki. Okazuje się, że to nie najlepszy pomysł, bo potyka się o czyjeś nogi.
Na Salazara, nogi na środku korytarza? zastanawia się, myśląc przy tym, że to pewnie jakiś trup. Spokojnie zapala jednak różdżkę i jego oczom okazuje się znajoma twarz. Wzdryga się na dobry początek. Co ona tutaj robi? Nadal siedzi na posadzce, ale nie mówi ani słowa, trzymając nieruchomo różdżkę ze światełkiem, która nikle oświetla ich sylwetki.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.11.15 0:29

Siedziała tak wpatrzona w swoje stopy najprawdopodobniej dobrą chwilę. Było dosyć zimno, dlatego otuliła się rękoma i schowała głowę między ramiona. Wyglądała marnie. Przynajmniej jej się tak wydawało. No tak, utknęła w środku jakiegoś korytarza w lochach i nie miała zielonego pojęcia jak stąd wyjść, więc usiadła i postanowiła spokojnie poczekać na swojego wybawcę. Pomoc nie nadchodziła, to też pozostawała w bezruchu, zastanawiając się nad zaklęciami. Przypominała sobie formułki, działanie i skutki. Taka tam forma relaksu.
W pewnym momencie zgasły światła. Pięknie, gorzej być nie może. Teraz nie dość, że w lochach, to utknęła w kompletnych ciemnościach. Rozprostowała nogi jeszcze bardziej i spojrzała na korytarz pogrążony w mroku. Uspokoiła oddech, który nie wiadomo kiedy przyspieszył. Wytężyła wszystkie zmysły w naturalnym instynkcie. Wydawało jej się, że słyszy kroki. No cudownie. Jak widać zabawa dopiero się rozkręca. Sięgnęła po swoją różdżkę, żeby w razie czego mogła się obronić. Pozostała w bezruchu, licząc na to, iż tajemniczy spacerowicz się oddali.
Niestety, życie byłoby zbyt piękne, gdyby nie została zauważona. Ktoś potknął się o jej nogi. Zerwała się i wyciągnęła magiczny patyk przed siebie, zanim potencjalny przeciwnik zdążył oświetlić jej twarz.
Jednak ku jej zaskoczeniu zobaczyła znajomego chłopaka. Dalej celując w niego różdżką otworzyła szerzej oczy i przekrzywiła lekko głowę.
- Nikolai Lazarov. Co ty tu robisz? - w tej sytuacji całkiem zapomniała o tym, że nie powinno się witać ludzi w taki sposób. Zauważyła jednak, iż Ślizgon się wzdrygnął i zapomniała o swoim niewychowaniu. Od dawna traktował ją co najmniej dziwnie, a ona nie miała pojęcia z jakiego powodu. Wbiła w niego ciekawskie spojrzenie, a to że w dalszym ciągu mierzy różdżką w kolegę, totalnie wyleciało jej z głowy.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   29.11.15 14:33

Nikolai jest zupełnie zaskoczony tym spotkaniem. Oczywiście, od pewnego czasu całkiem nieźle wychodzi mi unikanie Rosalie, ale jak widać los postanawia sobie z niego zakpić. Jest wręcz w stanie pomyśleć, że to na pewno jakiś głupi żart. Ktoś to wszystko zaplanował - ich obecność tutaj i zgaszenie pochodni.
- Nono, pamiętasz jak się nazywam - kpi sobie. - Rosalie Greengrass - dodaje, żeby pokazać, że on też nie zapomniał, a na jego twarzy pojawia się coś na styl uśmieszku. Takiego jednostroonego, niesymetrycznego.
Siedzi dalej jak ten głupek na ziemi, podczas gdy ona nad nim stoi i mierzy do niego różdżką. Cóż za urocza scena. Podnosi się powoli, nonszalancko opierając się o zimną ścianę. Wciąż utrzymuje światełko, które pozwala im się nawzajem widzieć. Może stąd uciec, wykręcając się jakimś wszystko-jedno-czym, ale pewnie stwierdziłaby, że zachowuje się jak typowy ślizgon. Mimo wszystko czuje się trochę niezręcznie.
- To chyba ja powinienem się o to spytać? Znajdujesz się trochę daleko od swoich... terenów. Świetlistych wież z widokiem na błonia. Zobacz, lochy postanowiły cię stąd wygonić, a ty nadal stoisz tutaj, uparta.
Ma na myśli całe to zgaśnięcie świateł. Wesołe gryfiaki nie powinny przebywać w takich mrocznych miejscach.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   29.11.15 15:03

Oczywiście, że pamiętała jak się nazywa. Rodzice zawsze wymagali od niej, żeby znała wszystkich członków Rady Dwunastu, toteż tak było. Czasami zdarzało jej się mylić imiona starszych, ale tych z którymi chodziła do szkoły, zdążyła sobie utrwalić.
- Owszem, pamiętam. Mam całkiem dobrą pamięć. Jak widać ty też. - prychnęła nieco sarkastycznie. Nawet po zniszczeniu Hogwartu widywali się na przeróżnych przyjęciach. Taa, życie czystokrwistych. Nie było okazji, aby zapomnieć o chłopaku. Chwilę później spojrzała na siedzącego Nikolaia, następnie na swoją różdżkę i ponownie na niego. Opuściła swój magiczny patyk, ale go nie schowała. Według niej samej zachaczało to o brak taktu, ale znalazła sie z nim sama w ciemnych lochach, a jego dziwaczne zachowanie wcale jej nie uspokajało. Założyła ręce na piersi i poczekała, aż ślizgon wstanie.
Gdy oparł się o ścianę, Rosalie zmierzyła go dyskretnym spojrzeniem. Nie wyglądało na to, żeby miał zamiar ją atakować, więc postanowiła schować różdżkę.
- Jak widać nie ograniczam się jedynie do "swoich" terenów. Uznajmy, że wybrałam się tu w poszukiwaniu wrażeń. Chyba nie ma lepszego miejsca niż ciemne, Hogwarckie lochy, prawda? - z lepszym lub gorszym skutkiem uniknęła opowiadania mu o tym, że teoretycznie się zgubiła. Trzeba przyznać, że jeśli chciałaby wrażeń, to właśnie by je właśnie znalazła.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   30.11.15 1:58

Jest to raczej oczywistością, że znają się nawzajem, chociażby z tego imienia i nazwiska. Wydaje mu się, że szlachetni chyba już tak mają. On doskonale pamięta wszystkie daty i nazwy, chociaż nigdy sama historia niespecjalnie go interesuje. Wie jednak, że dobrze jest wiedzieć takie rzeczy i być dumnym z tego, kim się jest.
Nie daje po sobie poznać swojego zdezorientowania. Uśmiecha się nawet tak, że obejmuje ona również drugi kącik ust. Zastanawia się co ta Rosalie wygaduje. Ma trochę wrażenie, że mówili byle co, żeby odegnać tę dziwną niezręczność, która wydaje się narastać. To pocieszające, że być może czuje się podobnie jak on. Ale dlaczego w takim razie wciąż tu tkwi? Nie wierzy w jej słowa, że szuka wrażeń, bo łatwiej byłoby je znaleźć w zakazanym lesie. Myśli, że pewnie też nie ma w zwyczaju spotykać w ciemnych lochach dawnych znajomych, z którymi nie rozmawia od dawien dawna. Może wcale nie chce tego zmieniać. Albo i chce? Bo czemu tak uparcie cały czas do niego mówi?
Na jej różdżkę tylko zerka, nie zauważa kiedy wreszcie ją opuszcza. Nie na obaw, że zechce jej użyć. Przecież tak nie robią prawi gryfoni, poza tym nie ma ku temu żadnego powodu.
- Jakiego typu wrażeń? - pyta, wciąż nie wierząc w ani jedno jej słowo. Ale brnie w to dalej. - Spotkanie mnie jest dostatecznie ekscytujące czy liczyłaś na coś więcej? - Coś dziwnego się z nim dzieje. Po co to mówi? Przecież wcale nie chce jej tu zatrzymywać, ale jest tak niezręcznie, że słowa wręcz cisną się na usta.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   01.12.15 19:44

- Spotkanie ciebie w totalnie przerażających, pogrążonych w ciemnościach lochach to spełnienie moich marzeń. - westchnęła i przewróciła oczami. Nie żeby jakoś specjalnie bała się ciemności, ale musiała przyznać, że chłód i szmery jakiegoś zbłąkanego wiatru wcale jej się nie podobały. Nikoali pewnie był do tego przyzwyczajony, przecież był Ślizgonem, a oni lubili wałęsać się po tych swoich podziemiach. Nagle przeszył ją chłód. Najwidoczniej zwykła bluza to za mało na wycieczki po tych korytarzach. Naciągnęła rękawy na dłonie, żeby nie odmrozić sobie palców.
Nagle przyszło jej do głowy pytanie, które męczyło ją od czasu powrotu do szkoły. Dlaczego Nikolai jej unikał? Na samym początku przyszło jej do głowy, że to Anastasiya nagadała mu o niej jakichś okropnych bzdur, ale niedługo później uznała, iż chłopak raczej nie uległby swojej siostrze. A może jednak? Obmyślała różne teorie, ale tylko jedna wydawała się mieć sens. Ich rodziny od dosyć dawna prowadziły spór. W zasadzie od tak dawna, że nikt nie pamiętał, o co tak właściwie chodziło. Rodzice mogli mu zakazać kontaktów z Rosalie. Najzwyczajniej w świecie. No bo jak wytłumaczyć to, że jeszcze nie tak dawno całkiem nieźle się dogadywali,a teraz nagle przestał się w ogóle do niej odzywać.
Spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem, lecz chwilę później się otrząsnęła. Miała nadzieję, iż nie zauważył jej chwilowego zawieszenia, ale szczerze w to wątpiła. Teraz, skoro los dał, że się spotkali, ba, nawet on się do niej odezwał, postanowiła, iż nie da tak szybko za wygraną.
- Skoro już łaskawie się do mnie odezwałeś, możesz mi wytłumaczyć, dlaczego unikasz mnie, od kiedy wróciliśmy do szkoły? - Nie spodziewała się, że od razu dostanie odpowiedź. Pewnie będzie się próbował wymigać, albo wcisnąć jakiś kit, iż nie miał czasu. W każdym bądź razie, póki co nie miała zamiaru odpuścić. Zadarła głowę lekko w górę, żeby spojrzeć w jego oczy. Co prawda nie był od niej wyższy o pół metra, ale te kilkanaście centymetrów wystarczało, żeby dziewczyna poczuła się jak skrzat. Znowu.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   20.12.15 22:42

Nikolai gada jakieś głupoty, bo nie wie jak powinien się zachować. To spotkanie nie jest mu na rękę, bo wtedy uświadamia sobie jak bezmyślnie postępuje według tego, co mówi mu ojciec. Gdyby nie te cholerne pochodnie, które postanowiły zrobić mu żart, już z daleka widząc osobę, która przypominała Rosalie, odwróciłby się i udawał, że nigdy się tam nie pojawił. Uśmiecha się sam do siebie, żałując, że właśnie tak nie było. Jego mina wygląda trochę, jakby chodziły mu po głowie złe myśli. W podobny też sposób szczerzy zęby na jej słowa. W sensie, w uśmiechu, a nie jak jakaś wściekła bestia.
- Pasują do mnie - stwierdza prawie entuzjastycznie dla kontrastu z jej wzdychaniem. Widzi jak zaciąga rękawy na dłonie. Wpatruje się w nie przez chwilę. Kto mądry chodzi tutaj tak rozebrany? On ma płaszcz, a mógłby mieć i szalik. Nie zaszkodziłoby wcale. Zresztą lubi mieć na sobie dużo warstw.
Cisza jest dziwna, ale chyba lepsza niż gadanie o niczym. Nikolai wciąż na nią patrzy, jakby coś go męczyło, ale nadal stoi i nie idzie. Ale Rosalie musi być zbyt ciekawska i zadawać pytania. Żyjąc wśród Greengrassów jeszcze nie nauczyła się, że nie można zadawać ich zbyt wiele? Lepiej samemu znaleźć odpowiedzi.
W jednej chwili stwierdza, że po natknięciu na nią mógł udawać, że jej nie poznał czy coś. Byłoby łatwiej. Zamiast tego robi krok w tył, niby uciekając przed udzieleniem odpowiedzi.
- Nie mam ochoty o tym mówić - odpowiada. Prawda wcale nie jest straszna. Tylko zawstydzająca i rodząca jeszcze więcej pytań. Nie wciska jej kitu, że nie miał czasu, ale pewnie można nazwać to wymigiwaniem. Już bez słowa odwraca się, gasi różdżkę i w ciemności rusza przed siebie. Powoli.
To dziwne, ale chciałby, żeby Rosalie zamiast wypytywać się, uznała, że może być jak kiedyś. Chociaż on pewnie bardzo będzie się przed tym wzbraniał.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   17.06.16 18:19

17 czerwca, poniedziałek, 16:13

To nie tak, że Maya była pechowym dzieckiem. No może troszeczkę, biorąc pod uwagę jej przeszłość oraz to, co reprezentowała sobą na obecną chwilę. Jednakże starała się usilnie, by chociaż jeden dzień przetrwać bez pogrążającej jej wpadki. Szkoda, że nie nastało to dzisiaj, kiedy niefortunnie zatracając się bezgranicznie we własnym świecie, gdzie wszystko zawsze szło po jej myśli, świeciło słońce, a ona mogła bez przeszkód wędrować boso po ciepłej i miękkiej trawie, zapomniała o otaczającym ją świecie realnym i zawędrowała do lochów. Owszem, jej dormitorium znajdowało się właśnie w nich, jednakże Maya nigdy nie spacerowała po nich bez większej konieczności, wiedząc, że może natrafić na złych ludzi ze złego domu. Tak stało się dzisiaj.
Idąc przed siebie nie patrzyła dokąd zmierza dokładnie. Nie zwracała uwagi na mijanych ludzi, którzy zdawali się również nie dostrzegać i jej. To dobrze, nikt nie przerwał jej rozmyślań wywołujących na ustach szczery i tak niewinny uśmiech. Dodatkowo kubek parującej gorącej czekolady dodawał wszystkiemu magii, a tym samym stało się początkiem zła, które miało ją zaraz spotkać.
Stukot jej drobnych stóp odbijał się nikłym echem od ścian. Był jednak na tyle głośny, by zakłócić stukot innych, groźniejszych. A może to po prostu ta druga osoba poruszała się bezszelestnie? Powodów mogło być wiele, nie miały jednak znaczenia. Liczyło się to, że w którejś chwili Maya została wyrwana z rozmyślań. Nie dźwiękiem, nie obrazem. Zwyczajnie potknęła się o podłogową nierówność, która nagle wyrosła. Zupełnie nieprzygotowana na taki rozwój wypadków poleciała do przodu, wypuszczając z ręki kubek, by machając usilnie rękami złapać równowagę i uniknąć bliższego spotkania z posadzką. I uniknęła. Ale osoba, która szła naprzeciwko nie zdążyła uniknąć ciepłego, brązowego płynu. Usłyszała dźwięk rozbitej porcelany. To jej kubek zderzył się z podłogą. Uniosła wzrok by przeprosić, kiedy zamarła na widok tejże osoby. Nie. Niemożliwe? Czy chociaż raz nie mogła trafić na kogoś milszego? Zniosłaby każdego, tylko nie jego. W jej oczach pojawił się strach, który towarzyszył zawsze, gdy on stawał na jej drodze. Strach, nad którym nigdy nie umiała zapanować.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   17.06.16 18:45

Życie tak wybitnej i wspaniałej jednostki jak Gilgamesh, zdecydowanie nie może należeć do zbyt prostych. Znoszenie własnej zajebistości jest juz wystarczającym brzemieniem, a co jeśli jest się na tyle litościwym by raz na jakiś czas zająć się sprawami maluczkich, mało istotnych ludzkich żyjątek? Nic więc dziwnego, że czasem trzeba od tego uciec i po prostu się przejść, po mało uczęszczanych korytarzach w lochach - tam gdzie można mieć prawie pewność, że nikogo się nie spotka. To też wspaniała chwila by móc w spokoju zapalić. Co prawda Gross nie był do końca pewien czyją fajkę właściwie ma przy sobie (podwinął ją komuś w pokoju wspólnym, w końcu i tak powinna mu się należeć) i teraz w lubością włóczył się tam gdzie mógł być spokojny że nie przyłapie go żaden nauczyciel albo ta wredna pokraka udająca woźnego. Co najwyżej mógł wpaść tutaj na Krwawego Barona i mimo że typ był niezbyt przyjemny, nawet jak na ducha, to przynajmniej miał świadomość że to wredne, mrożące krew w żyłach duszysko go nie podkabluje - w końcu z tego co wiedział, to raczej nie powinien palić w zamku. Ogólnie, to chyba było na liście rzeczy których się nie powinno robić, ale zakazy są dla zwykłych śmiertelników i podnóżków, a on jako arystokrata nie powinien na nie raczej zwracać uwagi. W końcu jeśli on nie był ponad prawem, to czy to prawo miało jakąkolwiek wartość? Nie, raczej nie.
Chociaż nie spodziewał się że ktoś go może zobaczyć, to był dzisiaj całkiem nieźle ubrany - w końcu tak długo jak istnieje ryzyko że ktoś, chociażby przypadkowo na niego wpadnie, to musiał przy tym wyglądać jak najlepiej. Stąd też na jego piersi znajdowała się biała koszula, na którą narzucony był czarny bezrękawnik (jeden z jego najlepszych, ręcznie robiony, przynajmniej raz w tygodniu pielęgnowany odpowiednio przez te obrzydliwe skrzaty domowe) - miał też ze sobą krawat Slytherinu (w końcu wszyscy powinni wiedzieć, z jak wspaniałego domu pochodzi, nawet Ci którzy byli tak odmóżdżeni że go nie znali), oraz kapelusz. Prawdopodobnie właśnie w takim stroju dane by mu było wypocząć, gdyby nie fakt że życie lubi płatać figle.
Takim figlem, można było nazwać to że nagle na jego drodze wyrosła Puchonka. Bodajże Maya, ale Gilgamesh jakoś nie miał głowy do zapamiętywania imion osób tego typu. Człowiek niższej kategorii. Sam nie wiedział co jest gorsze w jej osobie - to że jest Puchonką, mieszańcem, czy że mimo to była całkiem atrakcyjna. Już sam fakt że ktoś może dobrze wyglądać, a być tak odpychającą personą sprawiał że na jej widok zaczynał zgrzytać zębami. Jednakże tym razem przeszła samą siebie.
Pobrudziła go.
Najpierw zobaczył lecący w jego stronę kubek. Zdołał go co prawda uniknąć (w końcu refleks nabyty podczas gry w Quidditcha musiał się do czegoś przydawać), jednakże nie poruszył się wystarczająco szybko by uniknąć czegoś co przypominało gorącą czekoladę. Co prawda nie poparzyła ona jego pięknej twarzy, ale czy liczyło się to w TYM momencie? Oblała jego ubrania - mimo braku jakichkolwiek obrażeń, miał teraz na klatce piersiowej paskudną, brązową plamę. Pomijając już sam rozpięty bezrękawnik - jego koszula swojego czasu była biała. Twarz mu zbielała i zacisnął pięści. Podszedł do dziewczyny i bez zbędnych ceregieli chwycił ją za włosy, ciągnąc ją do góry zmuszając ją aby (chcąc nie chcąc) zrównała się z nim wzrokiem - niespecjalnie go obchodziło, czy jej powyrywa włosy.
- Ty brudnokrwista, puchońska suko. Rozumiem, że tacy podludzie jak Ty mają problemy z najbardziej elementarnymi umiejętnościami, ale nie sądziłem że nawet chodzenie was przerasta. Twój brudny ojciec nie był w stanie wpoić Ci nawet czegoś tak banalnego? - powie...nie. On nie powiedział. On wręcz syknął, niczym wyjątkowo zirytowany pyton. Gdyby wzrok mógł zabijać, to Gilgamesh na sto procent miałby teraz inny problem (gdzie ukryć ciało mianowicie). Jednakże nie mógł. A szkoda, to by ułatwiało życie.
- Hę? Zadałem pytanie.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   25.06.16 16:20

W takich chwilach jasno można było dostrzec, że Maya pakowała się w kłopoty, z których później ciężko było jej wybrnąć. Nie działo się tak oczywiście z jej chęci, czy nawet planów. Nie. Kiedy tylko szła przed siebie rzeczy samoistnie się wywracały, rzeczy wylatywały z rąk, pod nogami pojawiały się jakieś obiekty, o które z taką łatwością można było się potknąć, tym samym krzywdząc siebie, jak i osoby w pobliżu. Pech chciał, że w większości przypadków wypadki miały miejsce w obecności kogoś, kto tylko czekał na okazję, aby ją zniszczyć. Psychicznie czy fizycznie, co za różnica, jeśli w grę wchodziło zadawanie bólu?
Teraz, kiedy stała przez Gigameshem, którego obawiała się najbardziej ze wszystkich w szkole, a którego postać niekiedy spędzała jej sen z powiek na kilka kolejnych godzin, była sparaliżowana. Ze strachu, wolnego przerażenia, które ogarniało jej drobne ciało, a które nie pozwoliło jej się odwrócić i uciec. Bo tak powinna zrobić, aby nie narażać się bardziej. Owszem, mogła być pewna, że ucieczka jedynie odwlecze karę, ale przynajmniej mogłaby się jakoś na to przygotować. Douczyć zaklęć, może obmyślić plan ochrony, znaleźć sobie obrońcę. Niestety. Nie była wstanie się nawet ruszyć, jedynie wpatrując się w chłopaka szeroko otwartymi oczami, a tym samym dając mu możliwości, które z pewnością wykorzysta.
Serce łomotało jej w piersi jak oszalałe. Zupełnie, jakby chciało się wyrwać i odejść jak najdalej, nie chcąc uczestniczyć w tym wszystkim. Dłonie lekko zaczęły jej drżeć.
- J-ja… - zaczęła, jednak nie było dane jej skończyć. W dosłownie trzy sekundy chłopak znalazł się przy niej, a chwilę później poczuła mocne szarpnięcie za włosy. Teraz była zmuszona unieść twarz i spojrzeć mu w oczy. W oczy, w których kryło się wszystko to, co najgorsze. Zwierzęce cechy, które człowiek skrywał tak głęboko w sobie. A przynajmniej człowiek, który nie miał zamiaru zniszczyć drugiej osoby. Jęknęła cicho czując ból. Ból upokorzenia, ból strachu, ból fizyczny związany z szarpnięciem za włosy. – P-przepraszam, nie chciałam – dodała cicho, chociaż wątpiła, aby to zdało się na cokolwiek. Nie w tym przypadku, nie przy nim. Zrobiło jej się przykro po jego słowach, ale czy powinna się tym przejmować? Przecież nie szanował nikogo, jej nie będzie tym bardziej. A jednak słowa wypowiedziane o jej ojcu sprawiły, że na ułamek sekundy w jej ciele pojawiła się drobna odwaga. A może głupota? – Nie mieszaj w to mojego taty – rzuciła. Gwóźdź do trumny. Nic innego.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.06.16 14:48

Żałosna odpowiedź, żałosnej Puchonki - jak to możliwe, że ktoś tak odrażający był w stanie wzbudzać w nim takie ciepłe i przyjemne uczucia jak pożądanie? Obrzydlistwo, wstydził się za siebie, wstydził się że doceniał jej urodę - to powinno być definitywnie karalne. Powinni wprowadzić przepis, że każde piękne dziecko urodzone w rodzinie mugolskiej lub mieszanej, powinno być z automatu zrzucane ze skały - wtedy życie byłoby zdecydowanie prostsze. Spojrzał na nią z niechęcią i odrazą - jak jednocześnie można się kimś brzydzić i go pragnąć? Tragedia.
- Nie chciałaś? Oh, no popatrz. To w takim razie teraz Cie przeproszę za niedogodności, pocałujemy się, pogodzimy i odejdziemy razem w stronę zachodzącego słońca - w końcu to był tylko WYPADEK. Jakiż ja niemądry - powiedział i wolną ręką pacnął się w głowę. No proszę, czyli to nie było specjalnie, to wszystko w porządku, na pewno już nie będzie o to zły.
Naturalnie że nie zamierzał jej wypuścić - wręcz przeciwnie, dziewczyna musiała zostać ukarana, a on mógł aktualnie przebierać w środkach - w końcu co zrobi? OBRONI SIĘ? Może na niego naskarży? To byłby dopiero dobry pomysł - wtedy już nigdy nie dałby jej spokoju, włóczyłby się za nią niczym cień. Zadbałby żeby Maya, za kilka lat na sam widok "Gilgamesh von Grossherzog follows you" na Twiterze, którego istnienia Gross nie był w stanie przewidzieć (zresztą nie obchodziły go te mugolskie zabawy), dostała zawału serca.
Rozbawiła go wzmianka o ojcu - miał ochotę zakrzyknąć "a ja coś wieeem, a Ty nieee" - niestety się powstrzymał, uważając że zachowa to na inną okazję. Spojrzał więc tylko na nią ironicznie.
- Twój ojciec? Tak brudna kanalia, nie warta funta kłaków? To zwierze dostało to na co zasłużyło, ba, nawet było mu lepiej, w końcu takich jak on powinno się wyskrobywać plastikową łyżeczką - powiedział i parsknął śmiechem, wyobrażając sobie babcię Mai która pozbywa się jej ojca własną ręką. Wyborne, zdecydowanie wyborne - będzie musiał kiedyś doprowadzić do takiej sytuacji, manipulując jakimś mugolem. Na pewno będzie miał kupę zabawy.
Wtem wpadł na pomysł jak właściwie mógłby ukarać Puchonkę za jej głupotę - najpierw oczywiście zadba, aby ją trochę nastraszyć. Sama myśl o przerażeniu jakie prawdopodobnie wymaluje się na jej twarzy, doprowadzała go do stanu chorego podniecenia - jak on kochał tą robotę. Ręką której nie trzymał ją za włosy, sięgnął do skraju jej spódniczki, zaczepiając o niego palec wskazujący i podwijając do wysokości pasa, po czym odchylił się aby spojrzeć na kawałek odsłonionego uda.
- No proszę, całkiem niezłe ciało. Zaskakujące. Ciekawe czy pod bielizną skrywasz też coś interesującego - powiedział i posłał jej słodki uśmiech, zupełnie jakby proponował popołudniową herbatkę w gronie przyjaciół i znajomków.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.06.16 15:23

To nie działo się naprawdę, nie działo się! To musiał być jakiś sen, jakiś koszmar, z którego zaraz się obudzi i wszystko wróci do normy. Na pewno jeszcze śpi, przecież takie rzeczy nie mogły się dziać w jej i tak tragicznym życiu!
Jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że to jawa, której do wyimaginowanej wizji było daleko. Wiedziała to, niemal czuła paraliżujący ją strach. Czuła chore myśli chłopaka, który nie zamierzał jej puszczać. Ba, on prawdopodobnie nie pozwoli, aby zapomniała o całym tym zdarzeniu. Chciał czerpać jak najwięcej jej kosztem. Kosztem drobnej, niewinnej dziewczyny, której asertywność i umiejętności obronne były na poziomie ziemniaka. Owszem, nie znaczyło to, że miała zamiar pozwolić mu na wszystko, w tej chwili jednak była zbyt przerażona, żeby choćby pomyśleć o uwolnieniu się z jego diabelskich szponów. Co mogła powiedzieć? Co zrobić, aby nie wykorzystywał jej do swoich chorych zabaw? Serce łomotało jej tak silnie, czuła ból. Pragnęło się wyrwać, by nie uczestniczyć w tym całym bagnie, które powstało przez kubek gorącej czekolady. Zwykły wypadek zrobił tak wielkie, niemal niszczył jej życie. Zły czas, zła osoba.
Zaczęła drżeć widząc jego wzrok. Wzrok, który nie zwiastował niczego dobrego, który patrzył na nią tak, jakby zaraz miała stać się obiektem pożądania. Wzrok, który gardził nią, nienawidził, mordował jej duszę. Wzrok człowieka pozbawionego wszelkich skrupułów, zahamowań, granic moralnych. „Nie, nie, nie” krzyczały jej spanikowane myśli. „To musi być sen, po prostu musi”.
Jego sarkazm, ton jego głosu. W połączeniu ze spojrzeniem tworzyły mieszanką iście wybuchową, która przyprawiłaby o zawał każdego delikatnego i wrażliwego człowieka. I chociaż Maya wiedziała, że jest w potrzasku, że jedyną obroną mogło być pojawienie się kogoś, kto przeszkodziłby chłopakowi w dopięciu swego, tak nie potrafiła być obojętna na obrazę swojego ojca. Obrażanie jej to jedno, ale jej tata zginął starając się ochronić matkę w z góry przegranej bitwie.
- Nie mów tak o nim! – Niemal krzyknęła. – Nie znałeś go… ty… ty nie masz prawa tak go nazywać! Był dobrym człowiekiem – pomimo łez cisnących się do oczu spojrzała na niego, a na chwilę w jej spojrzeniu pojawiła się pogarda do jego osoby. Pogarda, która momentalnie została zamieniona na strach, kiedy poczuła jego dłoń na swoim ciele.
- Nie… - szepnęła, gdy spódniczka poszła w górę. – Zostaw mnie – szarpnięcie jedno, drugie, trzecie. Ból związany z ciągnięciem za włosy. Zignorowała go. Nie mógł jej dotykać, po prostu nie mógł!
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.06.16 15:49

Denerwowało go to, że dziewczyna tak uparcie broniła swojego mugolskiego ojca - sam fakt, że go akceptowała bardzo źle o niej świadczył. Teraz był już całkowicie pewien, że ta historia nie skończy się dla niej dobrze - nawet gdyby Gilgamesh był w stanie jej wybaczyć to co zrobiła z jego ubraniem, to to że nie potrafiła się zachować w obecności księcia sprawiało że trzeba było nauczyć jej pokory.
- Człowiekiem? Twój ojciec był zwierzęciem, takie coś nie ma prawa nazywać się człowiekiem. Dobrze że zdechł jak pies, pod butem prawdziwego człowieka - powiedział okrutnie, a w jego oczach zatliły się nienawistne ogniki. Bawiła go ta ironia losu - jego ojciec postarał się aby posłać jej ojca do piachu, zaś teraz on miał ją w swojej władzy i mógł z nią zrobić co tylko zapragnie. Oj, mogła być pewna - zadba o to żeby dziewczyna nie zapomniała tego dnia do konca życia - może to ją w końcu nauczy, jak właściwie powinna zwracać się do lepszych.
Zauważył też ten moment pogardy - krótki ułamek sekundy, w którym ta Puchonka obdarzyła go pogardą. JEGO. Gilgamesha von Grossherzoga. Ona śmiała patrzeć na niego z pogardą? Zmienił zdanie - nie zamierzał jej tylko nastraszyć - on ją zniszczy. On tego dnia zrobi wszystko, byle tylko budziła się z krzykiem. Miał nowy plan i zamierzał wprowadzić go w życiu dość szybko. Nigdy, przenigdy nie patrzy się w ten sposób na niego - ani przez sekundę, ani przez moment. Jeśli jeszcze były w nim jakieś resztki litości do tej dziewczyny, to właśnie odeszły w siną dal.
Kiedy zaczęła się szarpać, doprowadziło to tylko do tego że Gross się zdenerwował. Oczywiście nie mógł jej uderzyć - niezależnie od tego jak bardzo jej nie lubił, to jednak była kobietą - pieprzona moralność, a właściwie jej resztki, sprawiały że nie mógł uderzyć kobiety. Puścił jej włosy i chwycił ją za gardło, unosząc nieznacznie nad ziemię i ściskając aby ją przydusić na sekundę, może dwie. Następnie rzucił ją na ziemię i klęknął na jej ramionach, tak aby nie mogła się wyrwać, ale jednocześnie dbając o to by jej nie połamać rąk - w końcu jeszcze może znaleźć dla nich zastosowanie.
- Zaraz Cie nauczę suko, jak powinnaś się do mnie zwracać. - powiedział, a w jego głosie drzemała czysta furia. Sięgnął do tyłu i wsunął rękę pod spódniczkę Mai, łapiąc jaj majtki i zrywając je z niej. Następnie tą samą ręką chwycił ją za spódniczkę i podwinął ją tak, aby odsłonić wszystko co tam ukrywała. Nie patrzył póki co - wolał obserwować reakcję. W końcu z tym przerażeniem było jej całkiem do twarzy, można wręcz powiedzieć że jej uszlachetniało rysy.
- Co sądzisz o tym, żebyśmy się trochę zabawili? Taki śmieć jak Ty nie może liczyć na kogoś takiego jak ja, ale może zrobię wyjątek. Chciałabyś mnie poczuć, co? - spytał, a jego twarz wykrzywił okrutny grymas. Chwilowo jeszcze czekał na rozwój wypadków - chciał usłyszeć, jak dziewczyna będzie błagać o litość.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.06.16 16:47

Były momenty, kiedy nawet podczas skrajnego przerażenia, człowiek potrafił znaleźć w sobie odwagę, która ostatecznie mieszała się z głupotą. Jednakże racjonalne myślenia w takiej sytuacji wcale nie było tym, co pojawiało się często. Nie. Chociaż była nieśmiała, chociaż nie umiała się bić, tak nie mogła pozwolić, aby ten człowiek obrażał kogoś, kogo kochała. Za kogo oddałaby życie, gdyby tylko mogła. Ktoś, kto znaczył dla niej tak wiele, kogo straciła. Nie mógł tak mówić! I chociaż robiła sobie większą szkodę, większą niż mogła podejrzewać musiała bronić dobre imię ojca. Tylko to w tej chwili zaprzątało jej umysł. Tylko to było wstanie przedrzeć się przez chaos myśli, odsuwając na bok wszystko to, co stało się nieistotne.
- Zamknij się! Sam jesteś bydlakiem! Bydlakiem, który uprzykrza innym życie, starając się leczyć w ten sposób swoje chore kompleksy! – Krzyknęła. Nie mogła tego słuchać, nie mogła pozwolić. Czuła złość. Złość pomieszaną z przerażeniem. Jej ciało nie wiedziało jak ma reagować. Bić, szarpać, gryźć. Właśnie takie scenariusze pojawiały się w jej niewinnej główce. Jego słowa wyzwalały w niej to, co najgorsze. O istnieniu czego nawet nie zdawała sobie sprawy. – Jesteś żałosny! – Chciała, aby przestał. Jego słowa ją raniły. Raniły jej duszę. Musiała reagować, musiała bronić taty. I chociaż łzy spływały jej po policzkach stała przez chwilę niemal dumnie, jakby nie obawiając się jego osoby. Dla ojca zrobi wszystko. Niezależnie od tego, czy żył, czy też nie. Oddychała szybciej, serce nie chciało się uspokoić, ale to nie było ważne. Szarpnęła się ponownie.
Wszystko jednak uległo zmianie, kiedy pokazał swoją siłę. I swoje prawdziwe zamiary. Poczuła jak jego dłoń zaciska się na jej gardle. Zakręciło jej się w głowie i tylko fakt, że ją trzymał sprawił, że nie upadła na podłogę. Tylko przez chwilę, by zaraz znaleźć się tam z jego winy. Poczuła bolesne uderzenie własnego ciała o twardą kamienną posadzkę. Jęknęła z bólu, chroniąc głowę przed uderzeniem. Chwilę później poczuła jego ciało na swoim.
-Nie… - dotarła do niej przerażająca prawda. Prawda jego czynów. – Puść mnie! – krzyknęła szamocząc się na tyle, na ile mogła. Patrzyła z dołu na jego twarz, wykrzywioną wściekłością. Twarz, która miała pojawiać się w jej koszmarach. Twarz, na widok której będzie czuła przerażenie. Twarz oprawcy, który demonstrował przewagę siły, przewagę wszystkiego. – Zostaw mnie! – Jej głos stał się tak cienki, tak piskliwy. Nie mógł. A ona nie mogła mu pozwolić. Zaczęła oddychać głębiej, czując paraliż całego ciała, kiedy zdarł z niej bieliznę. „Myrnin” powtarzała jego imię niczym mantrę, a łzy spływały po jej policzkach. Nie chciała. – Proszę… - dodała bezsilnie. – Ja nie chcę – zaczęła się szarpać, wierzgać nogami. Musiała się uwolnić, cokolwiek by się nie działo, jak bardzo by nie bolały. Bowiem nawet jeśli wcześniej uważała to wszystko jedynie za groźby, tak jego ostatnie słowa sprawiły, że wszystko stało się aż nadto realne.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.06.16 16:52

Dla Myrnina, nie bo to jakiś specjalny dzień. Tak naprawdę, to się nudził. Nie wiedział, co za bardzo ze sobą zrobić. Więc postanowił udać się na spacer, bo siedząc dalej w Pokoju Wspólnym, nic nie wskóra. Nadal będzie się nudził, a tak to wie. Może jakoś uda mu się spędzić ten dzień przyjemnie. Na świeżym powietrzu na słońcu. Tak, tego właśnie mu było trzeba. Cały dzień w lochach, to nie dla niego. Nie rozmyślając dłużej, po prostu wyszedł z owego pomieszczenia. Na jego twarzy widniał uśmiech, choć zresztą jak zawsze, od dłuższego czasu. Bo jak tu się nie cieszyć z życia ? No właśnie, nie dało się.
Słyszał już w oddali jakieś głosy. Był niemal pewien, że jakiś Ślizgoń się nudzi i uprzykrza komuś życie. To całkiem normalne w tej części zamku. Tutaj nie dało się przejść spokojnie. Ale to co zobaczył, zaraz za zakrętem przeszło jego oczekiwania. Wyobrażał sobie wszystko ale nie to, co widział teraz. Chłopak, który zazwyczaj wszystkich fauluje dopierał się właśnie do Mai. DO JEGO MAI! W pierwszej, chwili stanął i nei wiedział co zrobić. Był w szoku i to w takim wielkim, ze po prostu stał. Ale nie trwało to długo, może sekundę może dwie. Miał ochotę go rozwalić, co pewnie będzie trudne. Zważając na to, jak zbudowanym był ten mężczyzna. Choć, Myrnin też nie był chucherkiem. Nie dało się ukryć tego, że jednak Ślizgon nad nim górował. Ale to nie ważne, adrenalina uderzyła mu do głowy. Nikt nie będzie tak traktował Mai, ani innej kobiety. Nie rozumiał co z tym gościem jest nie tak. Ale na pewno coś było nie tak. Bo to chce zgwałcić taką dziewczynę?! No kto. Ona była taka delikatna, taka drobna. Nie mieściło mu się to w głowie. Po prostu nie potrafił tego zrozumieć. Przez chwilę myślał, że się popłaczę. Widząc dziewczynę w takim stanie. Ale na szczęście w porę się ogarnął.
Adrenalina uderzyła mu do głowy. Widząc twarz Mai, na której się zatrzymał. Nie potrafił już myśleć racjonalnie. Wiec jak prawdziwy mugol, bo gdyby pomyślał użył by różdżki, ale cóż. Nie pomyślał. Po prostu się rozbiegł i uderzył chłopaka z całej siły w twarz. Potem odepchnął go od Mai.Cóż, nie było łatwo, ale miał nadzieje, że chociaż ułatwił tym ucieczkę dziewczynie. Żeby mogła się stąd wyrwać i uciec. - Uciekaj. - powiedział tylko tyle. Pełen agresji. Potem do niej przyjdzie, to pewnie ale teraz nie miał czasu. Na twarzy Myrnina, malował się złość, wręcz agresja. Miał nadzieje, że dziewczyna nigdy nie zobaczy go w tym maniakalnym stanie. Jednak, zobaczyła. Cóż, on nie zawsze był miły. Jeśli ktoś rani jego przyjaciół, wtedy jest nie obliczalny tak jak teraz. A do chłopaka się nie odezwał, nie mial zamiaru z nim gadać. Słowa były nie potrzebne. Mimo, że walka była nie równa. Nie miało to znaczenia.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   26.06.16 17:44

No i proszę, jaki ten los jest przewrotny - w jednej chwili kara rozpoczynającym się gwałtem krnąbrną Puchonkę, w drugiej jakiś rozemocjonowany Puchon uderzył jego piękną twarz. To mogło oznaczać tylko i wyłącznie jedno.
- Zabiję Cię kurwo. Zabiję - rzucił. Teraz to dopiero był wściekły - jeśli ktoś jeszcze zastanawiał sie jak pan Grossherzog wygląda w szewskiej, to proszę bardzo, nie spać, zwiedzać, zapierdalać, te sprawy. Nie zamierzał mu odpuścić takiej zniewagi - jeśli ktoś był na tyle durny żeby podskakiwać Grossowi, który z natury był agresywny i brutalny, to najwyraźniej zasługiwał na to by pocierpieć. Odskoczył od Myrnina, żeby zdobyć chwilę czasu. Wyciągnął różdżkę i szybko rzucił zaklęcie, celując w Mayę.
- Petrificus Totalus - teraz miał pewność, że kobieta nie będzie im zawadzać i mogli dać się ponieść swoim pierwotnym instynktom, że mogli walczyć. Tłuc się. Krzywdzić innych. Nienawidzić. Czyż to nie było piękne? Czyż to nie było coś, za co warto było umrzeć? Prawdopodobnie Puchon zaraz będzie miał okazję sprawdzić czy warto - Gilgamesh był na tyle wściekły, że był zdolny do naprawdę wszystkiego, kto więc wiedział co się stanie. Co prawda nie potrafił rzucać morderczego zaklęcia, ale czy było mu ono potrzebne? Nie, raczej nie - miał silne ręce, dużo mięśni które mógł wykorzystać - na co mu Avady nie Avady, jak mogli to załatwić w starym, dobrym stylu?
- Expelliarmus - rzucił jeszcze na Myrnina. Teraz mogli walczyć jak należy - odrzucił obie różdżki (swoją i jego) gdzieś za siebie. Mogli już zaczynać, a Gross był na tyle wściekły żeby pozwolić mu przejść szkołę życia. Przygotowania zakończone, pora rozpocząć walkę, a naturalnie zamierzał pójść na całość. Zrzucił z siebie górną część odzieży i rzucił się na pana Cockblocka - teraz pora rozpocząć dzikie tańce, zapraszamy. Adrenalina uderzyła mu do głowy i poczuł się jakby wpadał w trans.
Zaczął od kopniaka kolanem w splot słoneczny Puchona - można więc powiedzieć, że gracja i wspaniałość Gilgamesha zaparła mu dech w piersiach. Później poszedł cios zaciśniętą pięścią w twarz. Pierwszy. Drugi. Trzeci. Z każdym kolejnym przyśpieszał, tłukąc chłopaka bez opamiętania - chciał by zdechł, znikł, został zmiażdżony. Chciał by każdy jego nerw krzyczał z bólu. Następnie podciął mu nogi, posyłając go na ziemię i w locie złapał za gardło tamtego. Ścisnął z całej siły i uderzył nim o pobliską ścianę, następnie "dobijając go" do niej ciosem czołem w nos. Popchnął go na ziemię i po raz kolejny w locie kopnął go w twarz. Z każdym kolejnym zadanym mu ciosem czuł, jak jego wewnętrzne demony krzyczały z radości. "zabij go, połam go, zmiażdż go". Co więc mógł zrobić Gross w starciu z demonami? Nie bawił się już w dalsze podchody - wystarczająco zdenerwowała go Maya, więc Myrnin sam sobie wbił gwóźdź do trumny.
Opadł na kolana, wprowadzając kolejny cios w twarz, po czym złapał go za włosy i uderzając jego głową o posadzkę obrócił go na brzuch. Podniósł się i położył nogę na plecach chłopaka, po czym złapał go za obie ręce na wysokości nadgarstków.
- Pożałujesz tego że żyjesz. Obiecuję - rzucił przez zaciśnięte zęby i zaczął ciągnąć. Z całej siły, ciągnął za ręce Puchona, jednocześnie przytrzymując go stopą. Zamierzał wyłamać mu barki, co przy jego posturze nie mogło być takie trudne, więc już po chwili odpowiedziało mu satysfakcjonujące "chrup". Jednakże nie zamierzał na tym poprzestać, zupełnie jakby chciał mu je wyrwać.
- Jakieś ostatnie słowa? - spytał groźnie.
Powrót do góry Go down
Alecto Carlevaro

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   29.06.16 14:13

Siedziała jeszcze w klasie eliksirów, gdy do jej uszu dotarły głośne dźwięki. Z początku nie zareagowała, gdyż Ślizgonom zdarzało się od czasu do czas pokazać pazurki, krzycząc na siebie czy grożąc. Taka forma wylewania własnych frustracji bardzo się sprawdzała. Jednakże zaniepokoiła się, kiedy zdecydowanie kobiecy głos przebił się przez ten drugi, męski. Może tylko jej się zdawało, a może naprawdę usłyszała łkanie. Tak czy inaczej, po chwili zaczęło być jeszcze głośniej, a do wykrzykiwanych słów doszły wykrzykiwane zaklęcia. Tym razem Alecto poczuła złość. Pozostawiła na biurku eseje, które sprawdzała i szybkim krokiem wyszła na korytarz. Odnalezienie źródła głosów nie zajęło jej dużo czasu i chociaż nie była najbardziej konserwatywną nauczycielką w tej szkole, a na wiele rzeczy była w stanie przymknąć oko, komuś tu chyba zdawało się, że jest niepokonany. Alecto wyciągnęła różdżkę, bo chociaż niezwykle rzadko nauczyciele używali siły wobec uczniów, nie zamierzała stać się ofiarą.
- Przestań natychmiast! - warknęła gniewnie, zatrzymując się naprzeciw walczących chłopców. Szybki rzut oka uświadomił ją, że ich różdżki leżą na podłodze, a nieopodal... Och. Serce zabiło jej zdecydowanie mocniej, a żołądek skręcił się niebezpiecznie. Błyskawicznie podniosła różdżki obu chłopców i wycelowała własną w leżącą na ziemi dziewczynę. - Finite Incantatem - rzuciła znacznie ciszej, podchodząc bliżej i kucając obok Puchonki. - Zejdź z niego! Odsuń się! - krzyknęła jeszcze do Ślizgona. Złapała za skrawek jej spódnicy i pociągnęła w dół, chcąc osłonić uczennicę. Podała jej dłoń, by pomóc jej wstać. To, co się tu wydarzyło, absolutnie nie mieściło jej się w głowie. Nie wiedziała, który z nich zaczął, ani nie miała pewności, który z nich tak załatwił dziewczynę, ale nie trudno było to odgadnąć, patrząc na Grossherzoga. Dość szybko dotarł do niej wygląd leżącego na ziemi Puchona, serce na moment znowu prawie jej się zatrzymało, choć nie dała po sobie poznać żadnego wahania. Przez chwilę trzymała jeszcze dłoń na ramieniu Mayi, w silnym, bezpiecznym uścisku.
- Slytherin traci 70 punktów. Nie interesuje mnie, który zaczął. To jest niedopuszczalne, czy to jasne? W tej szkole nie ma przyzwolenia na krzywdzenie kogokolwiek. Na przemoc w jakiejkolwiek formie. - Czując, że uczennica stoi dość pewnie, błyskawicznie znalazła się tuż obok Lewisa, oceniając obrażenia. Wyciągnęła różdżkę, zastanawiając się, co w ogóle powinna zrobić najpierw. Na ułamek sekundy spojrzała wymownie na Ślizgona. - Natychmiast pójdzie pan do dormitorium. Różdżka będzie wracać do pana tylko na czas zajęć. Nie chcę widzieć cię aż do jutrzejszych lekcji. Jeszcze o tym porozmawiamy. A teraz... Idź. Natychmiast!
Zerknęła przelotnie na Mayę, upewniając się, że dziewczyna wciąż jest w stanie przynajmniej utrzymać pion.
- Chciałabym z tobą później porozmawiać. To nie musi być dzisiaj, jeśli nie dasz rady, ale zajrzyj do mnie do gabinetu. I zajmę się nim - dodała, wymawiając zaraz po tym kilka inkantacji, które pomogłyby jej dostarczyć Lewisa do skrzydła szpitalnego. - Powinnaś iść teraz do pielęgniarki - zasugerowała na chwilę przed rzuceniem zaklęcia.

z/t dla wszystkich

Gilgamesh, prosiłabym, żebyś pohamował swoje zapędy. Forum to forum, ale Twoja postać nie jest, kurcze, Hulkiem, dobrze? Jesteśmy w szkole. Magicznej, czasem niebezpiecznej, ale szkole.

Maya, jak chcesz wątek, to możesz serio wpaść do tego gabinetu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Lochy-
Skocz do: