Share | 
 
Zniszczona sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Zniszczona sala   28.09.15 16:40

Zniszczona sala
Nie do końca wiadomo, dlaczego postanowiono nie odbudowywać tej sali po wojnie. Być może chodziło o uczczenie pamięci poległych, być może magia obecna w tym miejscu na to nie pozwoliła. Niemniej przebywanie tu nie należy do bezpiecznych zajęć. W każdej chwili istnieje ryzyko, że coś się zawali, zapadnie i obróci w pył. Uważaj, przekraczając próg.
Powrót do góry Go down
Hope Ollie Pierce

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   16.11.15 19:20

Miał absolutnie gdzieś, czy o tej porze spotka Filcha i jego kocisko. Nie było jeszcze zbyt późno. Wciąż posiadał wystarczająco dużo czasu, żeby zbiec głównymi schodami na trzecie piętro prosto do tajnego przejścia i wejść niepostrzeżenie do dormitorium. Tak, to mogło się udać. Tylko po jaką cholerę zawędrował na piąte piętro? Nie wiedział. A może i wiedział, lecz nie zamierzał przyznawać się przed sobą do jakiejkolwiek słabości, których miał zbyt wiele, jeśli uważnie prześledzić jego krótki, aczkolwiek niezwykle burzliwy życiorys. Fakt, że przeżył siedemnaście lat powinien budzić podziw, jednak u niego samego gromadził tylko coraz większą odrazę do samego siebie. I innych, na których pozwalał swojej agresji się uzewnętrznić. Tak, zdecydowanie uwielbiał momenty, gdy mógł bez najmniejszych oporów przyłożyć komuś solidnym zaklęciem. Rozcinanie samego siebie też było jakimś wyjściem, ale tylko wtedy, kiedy nie było kogoś innego. I najwyraźniej dzisiaj, w natłoku uczniów zgromadzonych gdzieś na błoniach (a może zdążyli już wrócić do swoich miejsc?) postanowił wykorzystać moment, aby odrobinę sobie ulżyć.
Już od pierwszego kroku na korytarzu piątego piętra zaczął rozpinać szkolną szatę. Owszem, nienawidził jej, ale w cieniach średniowiecznego zamku pozwalała na niemal doskonałe wtapianie się w historię, a co za tym idzie, unikanie starego woźnego albo dociekliwych komentarzy obrazów. Oczywiście nie zostawił szaty za sobą, lecz zabrał dalej. Nadal była mu potrzebna. Nie zamierzał siadać na zimnych kamieniach. Nabawiłby się jeszcze jakiegoś ohydnego choróbska, a siedzenie w skrzydle szpitalnym zdecydowanie nie pasowało do grafika aktualnych zajęć Pierce'a. W drugiej dłoni trzymał różdżkę. Jej długość niemal idealnie odpowiadała długości przedramienia, gdzie przechowywał ją przez większość dnia; wyciągnął ją tylko dlatego, że potrzebował odrobiny światła.
Lumos — wyszeptał, celując kawałkiem drewna przed siebie, wznawiając dalszy marsz korytarzem. Uporczywie szukał miejsca odosobnienia, choć z całą pewnością mógł wybrać lochy, gdzie rzeczywiście nikt nie przejmował się losem Ślizgonów. Poza Slughornem, rzecz jasna.
Oświetlając sobie drogę przez ciemny korytarz, dotarł do starych, zakurzonych drzwi, których najwyraźniej jeszcze nikt nie otwierał. Nacisnął na pordzewiałą klamką, butem popychając skrzydło, które z charakterystycznym zgrzytem odsłoniło wnętrze komnaty. Należała do jednej z niewyremontowanych. Dobrze. Nikt nie powinien tutaj zaglądać mimo tego, że nie zamknął za sobą drzwi. Dlaczego? Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Być może miałyby być jakimś sposobem na ucieczkę od tego, co zamierzał zrobić, a może miały kogoś zwabić. Nie wiadomo.
Usiadłszy pod ścianą, bokiem do wejścia przez które wpadał niewielki cień światła z korytarza, położył różdżkę przed sobą i z kieszeni wyciągnął coś, co przypominał zaostrzony kamień. Nie mógł wziąć noża z Wielkiej Sali. Nie powinien kraść czegoś z dormitorium. A zwykłym kawałkiem skały nikt się nie przejmował, kiedy ostry koniec wcisnął do wnętrza dłoni i przekręcił, zagryzając boleśnie wargę. Pierwsze krople krwi przyozdobiły nieśmiało bladą skórę. Hope nachylił się nad maleńką kałużą bordowego płynu, a po chwili dotknął jej koniuszkiem języka, wyginając usta w cynicznym uśmieszku.

//okej, no to let's play; akcję umieściłem tuż po evencie z Halloween, sooo organizuj się
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   16.11.15 21:47

Uwielbiał nocne spacery praktycznie od zawsze. Nie wiedział nawet co jest w tym lepsze; jedyna w swoim rodzaju, odrobinę mroczna atmosfera średniowiecznego zamku, którą przesiąkał Hogwart w nocy, czy może miły dreszczyk emocji, wynikający z uświadamiania sobie ryzyka jakim jest łamanie szkolnych zasad. Nie raz podczas swoich wędrówek napotykał Filcha albo jego wyliniałą kotkę, co najczęściej kończyło się minusowymi punktami i mało przyjemnym szlabanem u McGonagall. Dzisiaj jednak miał szczerze gdzieś czy ktoś go przyłapie; od samego sana nie mógł doczekać się tej chwili, więc nie zamierza pozwolić, by coś lub ktoś mu ją zrujnowało; a w szczególności Filch czy ta dziwna, postrzępiona kocica.
Jedyną rzeczą, jakiej mu teraz brakowało, było czyjeś towarzystwo; jednak niewielka grupka znajomych, z którą lubił wymykać się wieczorami z dormitorium, już nie wracała w tym roku do Hogwartu.
Gabriel przemierzał właśnie piąte piętro, gdy przy masywnych drzwiach po przeciwnej stronie korytarza zauważył smukłą postać z różdżką w ręce. Cóż, jak widać nie był jedynym obecnym tutaj miłośnikiem spacerów po ciemku. Chowając się za filarem obserwował jak chłopak otwiera owe drzwi i po chwili znika w komnacie za nimi. Nie domknięcie Gabe potraktował prawie jak zaproszenie. Musiał przyznać, że frapowało go, kogo takiego tam spotka.
Cichutko, stąpając lekko na palcach podkradł się bliżej, po czym sam wszedł do środka. Pod ścianą nie ujrzał nikogo innego, tylko swojego ulubionego w ostatnim czasie Ślizgona. Chłopak siedział na zwiniętej szacie i.. rozcinał sobie rękę jakimś odłamkiem kamienia.
- Widzę, że dobrze się bawisz Pierce. - rzucił w jego stronę. Nigdy nie umiał pojąć, dlaczego ludzie kaleczą samych siebie. Choć tak samo nie rozumiał krzywdzenia często niewinnych niczemu młodszych uczniaków. Albo Puchonów; czy też nawet mugolaków. Był przeciwny zbędnej przemocy.


Powrót do góry Go down
Hope Ollie Pierce

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   17.11.15 23:15

Dwa cale. Tyle ich dzieliło, gdyby obu postawić obok siebie. Jednakże wzrost to nie wszystko i, prawdę mówiąc, przepaść między Piercem i Bertrandem była znacznie większa. Nie jemu szło określać jej rozmiary, ale wystarczyło spojrzeć na któregoś z nich, żeby z łatwością zauważyć pierwsze różnice. Jeszcze więcej uwidaczniało się podczas każdej rozmowy tej dwójki. Jeśli umiało się patrzeć, rzecz jasna. Pomijając jednak te dziwne niuanse, Hope na początku nie zauważył obecności intruza. Dokładnie. Intruza – inaczej nie dało nazwać się naruszenia wyjątkowo intymnej chwili w jego życiorysie, skoro nie było ich tak wiele. Właściwie wszystkie wspomnienia, w których koił ból odnajdywał tak dużo prywatności, że jakiekolwiek pojawienie się kogokolwiek innego absolutnie przekraczało granice obrony koniecznej. Nie wahałby się ani chwili, by skrzywdzić kogoś, kto przeszkadzał. Nie miałby oporów, żeby pokazać Intruzowi, gdzie jego miejsce.
Ignorując różdżkę emitującą słabe światło zaklęcia Lumos, ułożył obok niej kamień pokryty krwią i podniósłszy się, w kilku szybkich krokach znalazł się przed Bertrandem, rzucając mu twarde spojrzenie. Niewiele brakowało, by rzucił się na niego z pięściami, ale nie byłby sobą, gdyby cała sytuacja nie sprawiała mu chorej przyjemności. Wszak w skrzywionych myślach Hope'a kreowała się już sytuacja, do której pragnął doprowadzić. Powoli, ale wyjątkowo wyraźnie. I zamierzał do niej skutecznie dążyć.
Chwyciwszy Gryfona mocno za przód odzienia, pociągnął go do środka, zatrzaskując drzwi. Musiał upewnić się, że nie będzie więcej świadków. Tak, to idealnie pasowało. Brak gapiów nakręcał go jeszcze bardziej, a przy okazji wzbudzał podniecenie, jakby łamanie kolejnego punktu w regulaminie nie było nazbyt ekscytujące. Wracając jednak do rzeczy, absolutnie miał za nic protesty Gabriela. Bez ceregieli poprowadził go do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą kaleczył własną dłoń, a następnie pchnął chłopaka na ścianę, przylegając do niego całym sobą. Przekrzywił głowę, patrząc nań zaciekawionym spojrzeniem i, nie odrywając wzroku, zaczął się zniżać, jakby zamierzał zrobić coś wyjątkowo niepożądanego w murach zamku. Niestety, z cynizmem wypisanym na twarzy, chwycił swoją różdżkę, gwałtownie wyprostował się, celując świecącym końcem w twarz Bertranda. Czując jego ciepło, czując pierwsze skrzepy zaschniętej krwi we wnętrzu dłoni, zaczął odrobinę żałować, że został przyłapany. Inaczej nie dało się tego nazwać. Być może powinien zachować większą ostrożność, ale poczucie winy odrzucił z prędkością godną najszybszego Expelliarmusa w ostatnim stuleciu, po czym zrobił krok do tyłu, w myślach żegnając naturalne ciepło Gabriela.
Flagrate — szepnął, nie spuszczając wzroku z chłopaka. Czerwona iskierka na końcu nie oznaczała niczego dobrego, ale w porę zmełł przekleństwo w ustach, biorąc głęboki wdech. Jeszcze raz skupił myśli na swoim najlepszym zaklęciu i ponownie wyszeptał jego formułę.
Flagrate — Od razu poczuł, że zadziałało. Magia wędrująca pod skórą miała ten charakterystyczny wydźwięk, toteż równie szybko zaczął kreślić w powietrzu napis stosowny do sytuacji.
sekret

Zaklęcia:
 
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   14.02.16 9:38

Zniszczona sala wydawała się Nikolaiowi odpowiednia, kiedy nabrał ochoty na przestudiowanie jednej z ksiąg, jakie otrzymał na święta. W Pokoju Wspólnym Ślizgonów było za dużo ludzi, a on nie miał zamiaru chwalić się znajomym tym, co dostał. Nie każdy musi oglądać czarnomagiczne księgi, prawda? Całe szczęście tu nikt nie chodził, jakby się bali, że coś się może stać. On był pewien, że nie.
Stracił rachubę czasu, całkowicie pochłonięty przez książkę. Nagle jednak zrobiło się całkiem ciemno, a kiedy znów się rozjaśniło, sala wyglądała zupełnie inaczej. Wzdłuż ścian stały regały, mnóstwo regałów wypełnionych słojami, a w każdym coś pływało… Kiedy uważniej się przyjrzał, dostrzegł fragmenty ciał. Nie miało to dla niego zbyt wiele sensu, póki się nie odwrócił. Nieopodal jednego z regułów (ten akurat wypełniały puste słoje) stał mężczyzna. Herb ministerstwa na jego piersi trudno było pomylić z czymś innym. Kiedy zrobił krok w bok, okazało się, że poza słojami na półce stoi coś więcej. Mimo wielu ran i opuchlizny, Nikolai rozpoznał głowę Nadii. Mężczyzna zrobił krok w stronę Ślizgona. Najwyraźniej chłopak miał dołączyć do siostry…
Musisz go zatrzymać. Twoim zadaniem jest wymyślenie sposobu na zamknięcie mężczyzny w bezpiecznej klatce. Klatce, która w zminiaturyzowanej wersji wisiała na jego szyi. Musisz ją zdobyć, powiększyć i zamknąć go w środku. Szkopuł tkwi w tym, że nie możesz dotknąć postaci, jeśli nie chcesz stracić ręki. Zaklęcie przywołujące na niego nie działa, podobnie jak wszelkie zaklęcia zatrzymujące. Jest w stanie się bronić, więc rzucając zaklęcie musisz rzucić dodatkową kostką - parzysta zaklęcie obronione przez mężczyznę, nieparzysta zaklęcie nieobronione przez mężczyznę. Możesz szukać pomocy, ściągnąć rodzinę, znajomych, nauczycieli. Mistrz Gry da ci znać, jak ci idzie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   15.02.16 16:20

To, co zobaczył w zaczarowanym lustrze w Hogsmeade nie potrafi wyjść mu z głowy. Tym bardziej, kiedy czyta w Proroku, że oto cudowny artefakt gdzieś się zapodział, zapadł się pod ziemię, jakby nigdy nie istniał. Nikolai podejrzewa, że musi mieć to związek z czarną magią. Nie dzieli się jednak swoją wiedzą z nikim, prosi jedynie ojca o prezent w postaci książki o tajemniczych lustrach. Może czegoś się z niej dowie? Właśnie w niej zaczytuje się w owej zniszczonej klasie. Ciągi liter pozwalają oderwać myśli, jednak tak naprawdę nie dowiaduje się nic ciekawego - a przynajmniej takiego, co chce. Ma się jednak za chwilę przekonać, że lustro całkiem dosłownie nie zamierza go zostawić w spokoju.
Nie czuje się dobrze jako ofiara czarnej magii, nad którą w żaden sposób nie umie zapanować. Zawsze wyobrażał sobie to nieco inaczej - że to on będzie sprawiał, że niczego nieświadomi ludzie zaczną tracić zmysły.
Przez dobrą chwilę wpatruje się w słoje, w mężczyznę, ale dopiero głowa Nadii naprawdę go przeraża. Oczywiście, to nie jest prawda, tylko wyobrażenie. Ale nadzwyczaj realistyczne. Z jakiegoś powodu Nikolai nie boi się, że pan z ministerstwa naprawdę może mu coś zrobić. To nie jest prawdziwe, prawda? To tylko jego okropne myśli.
Nie czeka jednak aż przekona się na własnej głowie, czy wytwór wyobraźni jest w stanie rzeczywiście mu coś zrobić. Rzuca w pana Bombardą, a ponieważ nic to nie daje, robi to samo ze słoikami. Im mniej elementów tej okropnej wizji, tym lepiej. Żeby tylko sufit przy okazji się nie zawalił. Czuje się trochę bezsilnym, bo zupełnie nie wie co ma zrobić, żeby lustro przestało czarować.

parzysta
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   18.02.16 2:06

Słoje wybuchły, jeden po drugim, rozpryskując szkło po całej sali. Odłamki poleciały na wszystkie strony, a strużka krwi spływająca z dłoni Nikolaia stanowiła pewien dowód na to, że to, co widział chłopak, było prawdziwe. Co, oczywiście, nie oznaczało, że nie było tylko wymysłem Ślizgona, a Hogwart niejednokrotnie udowodnił na przestrzeni lat, że nie takie rzeczy jest w stanie zrobić.
Mężczyzna uniósł rękę, przejechał palcem po szyi i tylko głupiec nie widziałby w tym bardzo jednoznacznej groźby. Zjawa z paskudnym uśmieszkiem wyciągnęła z kieszeni szaty nóż. Mężczyzna miał cel. Był zdeterminowany i żadne spadające słoje mu nie przeszkodzą. Jego obsesja na punkcie kolekcjonowania rzeczy w innych okolicznościach mogłaby być zabawna, ale raczej nie teraz. Młody Lazarov powinien się pospieszyć, zanim straci jakąś część ciała, zwłaszcza taką, do jakiej ma jakiś szczególny sentyment... Czymkolwiek by to nie było. W końcu ludzie zwykle są przywiązani do własnej głowy, prawda?
Możesz próbować uciekać. Możesz wołać o pomoc. Ale nie uda ci się odwrócić jego uwagi w tak prosty sposób.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   18.02.16 14:28

Czar działający na jego umysł musi być naprawdę potężny, skoro krew i ból po wbitych w skórę odłamkach szkła są tak realistyczne. Nikolaiowi przez myśl przechodzi, że może by tak sprawdzić jak bardzo prawdziwe byłoby odcięcie głowy. Czy naprawdę by wtedy umarł czy tylko na niby i obudziłby się gdzieś indziej?
Pan z ministerstwa ma na szyi tę głupią klatkę. Czy rozsądnie jest postępować według wskazówek tej dziwnej magii zamiast poddać się temu co miało się stać? Cieszy się całkiem, że słoiki tak pięknie powybuchały, bo dziwne kształty je wypełniające już nie rozpraszają jego uwagi, głowa Nadii pewnie też gdzieś się potoczyła, albo może całkiem znikła.
Postanawia nie czekać by zobaczyć co się wydaje i spróbować zagrać w grę lustra. Wołanie o pomoc nie jest ani trochę w jego stylu, zresztą jest przekonany, że nikt inny nie zobaczy tego co on, a za bardzo chce się dowiedzieć o co chodzi, żeby tak szybko uciekać. Rzuca w pana zaklęciem rozcinającym, celując w jego szyję, a dokładniej w linę na której wisi klatka. Głównie chce ją zdobyć, ale przy okazji też rani pana w miejsce po którym przed chwilą sam przejeżdżał palcem, pokazując swoje zamiary względem Nikolaia.


nieparzysta - czyli udaje mi się trafić pana?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   19.02.16 18:03

Oczywiście Ślizgon mógł się przekonać, czy zjawa jest w stanie pozbawić go głowy. Nikt mu tego nie zabroni, prawda? Może później stanie się gwiazdą pierwszej strony Proroka, może kolejnych tysiąc lat będzie się włóczył po zamku jako duch... Kto wie. Ryzyko warte podjęcia? Sam zdecyduj, Nikolaiu.
Salę wypełnił krzyk niewątpliwie znajomy chłopakowi. Głowa Nadii, dotychczas zajmująca miejsce na półce, potoczyła się pod jego nogi, opętańczo wrzeszcząc. Jej głos przenikał do szpiku kości i pozostawało mieć nadzieję, że umilknie, kiedy to wszystko się skończy. A może i nie.
Całe szczęście zaklęcie młodego Lazarova odniosło skutek. Klatka, mająca może trzy centymetry wysokości, spadła z brzękiem na podłogę, a ze zranionej szyi zjawy zaczęła sączyć się krew. To ministerialnego wysłannika nie zatrzymało, ale wydaje się być krokiem w dobrą stronę.
Co dalej, chłopcze?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   19.02.16 19:08

Mimo wszystko Nikolai postanawia pograć w tę zabawę, bo wie, że takie rozwiązanie daje mu więcej opcji. Spróbuje zrobić najpierw wszystko tak jak lustro mu podpowiada a potem, najwyżej, spróbuje po swojemu. Wydaje mu się oczywiście, że jest mądrzejszy od tej zjawy i przechytrzy ją może nie umiejętnościami a myśleniem.
Spogląda na głowę Nadii tylko na chwilę. Powtarza sobie w myślach, że to nie jest prawdziwe i jakoś udaje mu się zacisnąć zęby i odwrócić wzrok. Odpycha nogą głowę, nie paląc jej tylko dlatego, bo przychodzi mu do głowy pomysł.
Klatka leży tuż pod stopami pana z Ministerstwa. Nikolai wie, że nie może tak po prostu do niej podejść ani przywołać, próbuje więc zrobić na odwrót i odepchnąć pana ale zaklęcie jakoś nie działa albo po prostu w niego nie trafia. Zamiast więc dalej próbować go zaczarować, przenosi swoją uwagę na klatkę. Oczywiście, że w tak małej się nie zmieści. A też łatwiej chyba powiększyć ją niż zmniejszyć jego. Rzuca więc Engorgio tak długo, aż klatka jest odpowiedniej wielkości. Unosi potem zaklęciem głowę Nadii, którą przedtem traktuje Calvorio, i lewituje do klatki. Może pan się zainteresuje i pomyśli, że to coś nowego i musi to mieć?

obrona pana - parzysta
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   20.02.16 0:44

Rzeczywiście, klatka jest odpowiedniej wielkości. Jesteś o krok od ukończenia zadania... Ale ten krok jest większy, niż masz nadzieję, że jest. Zjawy nie interesują stare zabawki. Nie poszedł za głową, która do tej pory stanowiła ozdobę półki. Nie poszedł i nie pójdzie. Jego zainteresowania są bardzo jasno sprecyzowane - chce ciebie i tylko ciebie. Nie zwraca uwagi na otoczenie, nie obchodzi go klatka. Posyła zaklęcie w twoją stronę i chociaż w ostatniej chwili się uchylasz, kolejne miejsce na twoim ciele krwawi. Tym razem mocno, rana jest głęboka. Jak myślisz, ile jeszcze takich ran zniesiesz?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   21.02.16 20:50

Nikolai nie jest specjalnie zaskoczony, że jego pomysł nie działa, mógłby transmutować głowę w swoją własną, ale nie za bardzo wie jak to zrobić. Ze złości chce ją znowu spalić, ale ostatecznie się powstrzymuje, bo to tylko niepotrzebne marnowanie czasu i energii. Okrąża klatkę, żeby być jak najdalej pana, ale to i tak nie daje zbyt wiele, bo nie udaje mu się całkiem uchylić przed zaklęciem. Łapie się za ramię wolną ręką i ze zdziwieniem widzi tam całkiem sporo krwi, bo przecież nie czuje jeszcze bólu aż tak. Być może zaraz przyjdzie osłabienie, jeśli tylko nie poradzi sobie ze zjawą dostatecznie szybko.
Kiedy wydaje się, że są od siebie w miarę daleko, Nikolai unosi klatkę zaklęciem i manewruje nią tak, żeby otworem była do dołu. Głowa Nadii wypada ze środka z okropnym dźwiękiem, ale on nie zwraca na to uwagi, starając się skupić na zaklęciu. Potem, kiedy pan znajduje się bezpośrednio pod otworem, opuszcza szybko klatkę, wciąż trzymając ją za pomocą czaru, żeby nie stracić na nią głupio kontroli. Uśmiecha się, widząc, że pan jest w środku. Wywołuje w środku ogień, mając nadzieję, że nie zje metalowej klatki a tylko spali pana i zada mu podobny ból do tego, jaki musiała czuć wyimaginowana Nadia.

1 obrona pana
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   22.02.16 1:50

Zjawa nie czuła bólu. Nie była realna, więc i obce były jej doznania śmiertelników. Mimo tego znajome było jedno - magiczna więź klatki, krępująca ruchy i całą magię. Bo choć owszem, żaden czar ucznia czy dorosłego nie mógł go zatrzymać, tej klatki nie obejmowały takie ograniczenia. Umieszczenie w niej mężczyzny zapewniło młodemu Ślizgonowi bezpieczeństwo - przynajmniej tymczasowo. Tak czy inaczej, w głowie chłopaka rozbrzmiał potworny wrzask, jakby tym razem nie krzyczała tylko Nadia, ale i zjawa, i kilkadziesiąt, kilkaset innych osób. Wrzask ogłuszający, tym gorszy, że niespodziewany. I nagle... Ucichł. Tak po prostu. I wystarczyło mrugnięcie, by wszystko dookoła zniknęło. Został tylko on, Nikolai, i klatka, w której nierzeczywisty mężczyzna nie mógł nawet się szarpać. Wszystko się skończyło - choć może nie do końca, bo klatka wciąż tu była. Ale to nie był problem chłopaka. Nie w tej chwili.

zt, czekaj na kolejny etap


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   06.03.16 23:31

Lekcja teleportacji cz. 1

Kurs jest wyłącznie dla uczniów VI klasy. Uczniowie klas niższych muszą zaczekać do przyszłego roku. Uczniowie klas wyższych mogą odbyć egzamin na teleportację w retrospekcjach.

Żeby w ogóle wziąć udział w kursie, musisz na wstępie zapłacić 12G. Będzie to jedyna opłata, którą musisz uiścić, chyba że kostki powiedzą coś innego. Kwota ta obejmuje cały kurs oraz egzamin.

50 punktów zdobytych podczas wszystkich przewidzianych lekcji zwalnia z konieczności podejścia do egzaminu, dlatego warto być na wszystkich.

Na pisanie w tej części masz czas do 20 marca. Później etap zostanie oficjalnie zamknięty.


Wilkie Twycross pojawił się w Hogwarcie nieco wcześniej niż o dziewiątej, na którą to godzinę umówił się z Minervą McGonagall. Jak zwykle był niezdrowo podekscytowany wizją tego, w jak dziwny sposób mogą się rozszczepić tegoroczni szóstoklasiści, a jednak twierdził uparcie, że jego wcześniejsza wizyta nie ma z tym nic wspólnego. Po prostu musiał się przygotować. Nawet jeśli całe jego przygotowanie do zajęć z teleportacji wymagało wyłącznie wstawienia do pustej klasy pojedynczego krzesełka, by nie musiał cały czas stać. Zgodnie z umową, wraz z wybiciem na zegarze dziewiątej trzydzieści albo raczej jak na zegarku Twycrossa "czasu na rozszczepianko", dotąd pusta klasa zapełniła się uczniami - po części pewnymi tego, że są mistrzami teleportacji, nawet jeśli ich półobrót wygląda jak taniec godowy buchorożca, po części natomiast przerażonymi tak bardzo, że pot lał im się po plecach. Twycross nie zamierzał ani uspokajać tchórzy, ani pompować ego cwaniaczków. Po prostu robił swoje.
- Witam was na pierwszych zajęciach z teleportacji w tym roku. Nazywam się Twycross, a moim zadaniem jest ocenienie waszych zdolności, poziomu wiedzy teoretycznej oraz ewentualna pomoc, gdy zacznie lać się krew. - Gdy słuchało się tego mężczyzny, można było odnieść wrażenie, że jego talent pedagogiczny właściwie nie istniał. Zazwyczaj kilkorgu uczniom zdarzało się stracić przytomność na chwilę lub dwie, gdy dotarło do nich, że jedyną osobą, która będzie mogła ich poskładać, będzie właśnie sam Twycross. Nie można było jednak wymagać wiele od pracowników ministerstwa, którzy wpadali na szkolenie teleportacji do szkół wyłącznie dlatego, że lubili oglądać masakrę za dodatkowe galeony, które ministerstwo wypłacało im na koniec kursu. - Przede wszystkim musicie wiedzieć, że za teleportację odpowiedzialne są trzy składniki: cel, wola i namysł. Pozwolenie wam na próby teleportacji już dzisiaj jest niezwykle kuszące, ale zaczniemy od czegoś znacznie prostszego. Dzisiaj nauczycie się skupiać. Każdy z was z pewnością ma przy sobie jakiś przedmiot. To może być cokolwiek - butelka atramentu, pióro czy co tam jeszcze macie w torbach. Chciałbym, żebyście położyli to na ziemi. Waszym zadaniem jest położenie przedmiotu na ziemi i skupienie się na nim tak mocno, by chociaż drgnął. Och, oczywiście, to nie ma nic wspólnego z magią niewerbalną. Działa raczej jak kontrolowane wybuchy mocy, które bez najmniejszej kontroli przeżywaliście w dzieciństwie. Tylko naprawdę porządne skupienie może wywołać je na nowo, oczywiście raczej bez fajerwerków. Ale dość już gadania. Bierzcie się do pracy. Miejsca jest dość - stwierdził Twycross i rozsiadł się wygodnie na swoim krzesełku.
Teraz pozostawało już tylko czekać i przekonać się, czy odnajdzie w tłumie dzieciaków nazywających go jak zwykle Celnie Walniętym Namolcem i Cewnikiem kogoś, kto podobnie jak kiedyś panna Granger, zachwyci go swoimi umiejętnościami mimo braku śladów rozszczpienia.

Rzuć jedną kostką:

1,6 - jesteś skupiony. Jesteś skupiony. Jesteś skupiony! Miejmy tylko nadzieję, że byłeś już dziś w toalecie, bo twój przedmiot ani drgnie, chociaż wgapiasz się w niego od dobrych dziesięciu minut. Twycross patrzy na ciebie zawiedzionym wzrokiem, ale ostatecznie daje ci 5 punkty na pocieszenie, bo nie opuściłeś swojego przedmiotu ani na chwilę.

2 - nie wiesz, jak to zrobiłeś, ale twój przedmiot zaczął drgać już po chwili od momentu, w którym na niego spojrzałeś. Musisz całkiem dobrze panować nad swoją mocą, co oznacza, że poradzisz sobie świetnie także podczas trudnej sztuki teleportacji. Twycross jest zachwycony i z miejsca przyznaje ci 15 punktów.

3 - nie dość, że nie jesteś w stanie się skupić, to jeszcze rozmyślasz nad tym, jak oszukać pracownika ministerstwa. Ostatecznie czekasz na dobry moment, popychasz palcem swój przedmiot i wołasz głośno "Udało się!". Cóż, Twycross to widzi. Widział też, co robiłeś chwilę wcześniej. Ciesz się, że nie wywalił cię z sali, ale na punkty nie masz co liczyć. Mężczyzna stawia na liście obok twojego nazwiska okrągłe 0.

4,5 - myślisz o poruszającym się przedmiocie niezwykle intensywnie, wbijając w niego wzrok. W końcu zaczyna drżeć, a potem robi to coraz mocniej i mocniej. Nie możesz przestać się na niego gapić i wiesz już, że zaraz stanie się coś złego. Przedmiot wzlatuje w powietrze i z dużą siłą zaczyna lecieć w kierunku twoich kolegów... auć! Wskaż ofiarę uderzenia. Twycross natomiast daje ci 10 punktów. To było całkiem niezłe. Mimo ofiar.

Kod:
<kk>Kostka:</kk>
<kk>Punkty:</kk>


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   12.03.16 17:56

Leo zdecydował się wziąć udział w kursie teleportacji z prostego powodu – wydawało mu się to niezłą odskocznią. Poza tym, halo! Kto by nie chciał nauczyć się znikać i pojawiać w innym miejscu? Brzmi super, choć fakt, że Slughorn z własnej woli wybrał się na jakieś dodatkowe zajęcia i jeszcze zapłacił za nie dwanaście galeonów z początku dziwił i jego samego. Widocznie jednak jego ciekawość wzięła górę.
Zastanawiał się, jakie to uczucie? Podobno niezbyt przyjemne, tak słyszał, ale się nie zraził. Sam efekt pociągał go na tyle, że był gotów oddać się ćwiczeniom i przystąpić do egzaminu. I wbrew wszystkiemu to właśnie kurs teleportacji był tym, na czym w tamtej chwili postanowił się skupić, bo mu na tym zależało. Przeczytał gdzieś kiedyś, że obieranie sobie małych, ale jednak istotnych celów jest dobre. Tak więc to był jego cel na teraz. Nauczyć się teleportacji. I zamierzał do tego się przyłożyć i skupić tak, jak dawno tego nie robił. Może mu się to nie uda, ale na pewno się nie zrazi. Pokaże im wszystkim, co potrafi. Właśnie to było jego celem.
Tak więc gdy w wyznaczony dzień o wyznaczonej godzinie kierował się do ustalonego miejsca rozpoczęcia kursu, starał się myśleć pozytywnie i całkiem mu to wychodziło. Poza tym był cholernie podekscytowany, ale jednocześnie bał się, że to okaże się nie tak wspaniałe, jak to sobie wyobrażał albo, że będzie najzwyczajniej w świecie dla niego za trudne i nie da rady. Taka opcja też przecież była, prawda? Ale po co martwić się na zapas? Nawet jeszcze nie zaczął, tak więc nie mógł oceniać swoich możliwości.
Wkroczył do klasy jako jeden z pierwszych i rozejrzał się niepewnie po pomieszczeniu, nie będąc pewnym, co powinien zrobić. Dostrzegł osobnika, który najprawdopodobniej miał za zadanie nauczyć ich teleportacji i skinął lekko głową w jego stronę. Z czasem pomieszczenie zaczęło wypełniać się coraz większą ilością uczniów, a wraz z wybiciem godziny dziewiątej trzydzieści Twycross rozpoczął zajęcia. Slughorn słuchał uważnie wypowiadanych przez niego słów, czując dreszczyk ekscytacji, przebiegający mu po plecach. Dzisiaj nauczycie się skupiać. O tak, to by mu się przydało. Jednak to jedno zdanie sprawiło, że zaczął wątpić, czy aby na pewno jego przyjście tutaj zda się na cokolwiek. Uda się. Przecież ci zależy, prawda?
Otworzył przewieszoną przez ramię torbę i zaczął ją przeszukiwać, wywalając całą jej zawartość do góry nogami. Tym przedmiotem wprawdzie mogło być cokolwiek, ale jednak lepiej żeby nie był nim na przykład podręcznik do historii magii. I to nie z powodu poszanowania przedmiotu, którego nie miał. Chodziło o to, że przypominałby mu Gabe'a. Rozpraszałby go i nie pozwolił się skupić. A to ostatnia rzecz, na którą mógł sobie wtedy pozwolić. 
Tak więc finalnie wydobył z torby pióro i zgodnie z poleceniem nauczyciela umiejscowił je na podłodze. Skupić się. Tylko tyle i aż tyle musiał zrobić. Dobra, ostatnia chwila na oczyszczenie myśli. Przymknął na chwilę powieki. To nie może być nic niewykonalnego, prawda? Wystarczy uwierzyć w siebie i skupić się
Gdy ponownie otworzył oczy, od razu pokierował swoje spojrzenie na leżące u jego stóp pióro. I dosłownie kilka sekund później, ku jego olbrzymiemu zaskoczeniu, przedmiot zaczął dość mocno drgać. Naprawdę, to o to chodziło? Wpatrywał się w pióro, teraz już raczej z pewnym niedowierzaniem, kiedy wzrok Twycrossa padł na Gryfona. Slughorn spojrzał na mężczyznę pytająco, ale kiedy zobaczył zachwyt na jego twarzy odruchowo lekko też się uśmiechnął. Czyli poszło dobrze. Naprawdę.
I widzisz, jednak potrafisz się skupić, jeśli tylko chcesz! Ta myśl w jakiś sposób go podbudowała, ale jednocześnie zaczął żałować, że nie potrafił osiągnąć tego poziomu skupienia na lekcjach, a przynajmniej na tych ważniejszych. Następnym razem spróbuje, tak postanowił. W końcu jeśli udało mu się raz, to czemu nie ma to wydarzyć się po raz kolejny?


Kostka: 2
Punkty: 15
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   15.03.16 14:04

Miranda gdy tylko dowiedziała się o kursie teleportacji, nawet się nie zawahała. Co to właściwie dla niej jest marne dwanaście galeonów za taką umiejętność. Od dawna bardzo chciała nauczyć się tego i móc bez problemu się przemieszczać. Wszystko co wiązało się z ułatwieniem życia Ślizgonce ją cieszyło. No nie po to chodziła do szkoły magii i czarodziejstwa by się obijać i nie korzystać z danych jej możliwości rozwijania się. Zdecydowała się zapisać i spróbować swoich sił.
Bez zastanowienia ruszyła do wyznaczonego miejsca gdzie miały odbyć się zajęcia. Jako pilna uczennica znalazła się tam chwilę przed rozpoczęciem. Zajęła sobie ławkę w rogu i daleko od wyjścia by przypadkiem nikt się do niej nie dosiadł. Pragnęła pracować nad tym wszystkim sama, nie miała ochoty wysłuchiwać zbędnej gadaniny. To był moment gdzie bardzo chciała się skupić i zabłysnąć wśród swojej grupy. Zaczęła po chwili obserwować kto już przybył. No nie zaprzeczała, że większości ludzi nie znała, ale kojarzyła z różnych zajęć. Wyszukała wzrokiem Leo Slughorna, który już rozsiadła się przy swojej ławce. W sumie jak na razie nie było za dużo osób, więc on był jedynym, którego mogła w jakikolwiek sposób znać.
Wysłuchała uważnie wypowiedzi nauczyciela i zaczęła szukać przydatnego przedmiotu w swojej torbie. Jak na złość miała tylko swoje ukochane białe pióro, którego nie mogła dać na przynętę. Dziennik, podręcznik i długopis. Tak, to było idealne! Mugolski długopis, który czasem ją wspierał gdy już miała dość bazgrania piórem. Uśmiechnęła się do siebie i położyła go na samym środku ławki. Przymknęła lekko oczy by się rozluźnić i skupić na swoim zadaniu. Gdy tylko je otworzyła, wzrok wbiła w przedmiot. Chwilowo nic się nie działo, więc zmarszczyła zdegustowana brwi i wciąż wpatrywała się w niego. Długopis zaczął drgać. Tak miało być? Nikły uśmiech przeleciał jej usta, ale starała sie tym nie dekoncentrować. Niestety za chwilę stała się delikatnie zdenerwowana, bo ruszał się coraz szybciej i w końcu zaczął się unosić. Starała się jakoś ściągnąć go myślami, ale nie podziałało. W ogóle o czym ja tak naprawdę myślałam? Karciła się w duchu poirytowana. Przerażona wstała by jakoś zaradzić, ale niestety, nie udało się. Przedmiot przeleciał przez pół klasy i ugodził Gryfona w głowę.
Dziewczyna zamiast przejąć się stanem chłopaka, szybko wbiła wzrok w nauczyciela. Mężczyzna nie wyrażał gniewu, a wręcz przeciwnie. Wyglądał na rozbawionego, więc Miranda posłała mu krzywy uśmiech. Zwinnie popędziła po swoją zaginioną rzecz i ponownie usiadła do ławki.
Była trochę zdezorientowana reakcją pana Twycrossa. W końcu z czego tu się cieszyć skoro ktoś oberwał. Wzruszyła jednak nieznacznie ramionami. Jeśli tak właśnie mu odpowiadało, to czy ona powinna się przejmować? Jedyne czego była pewna to ponowna próba. Nie chciała dać za wygraną, chciała nauczyć się teleportacji.

Kostka:4
Punkty:10
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   19.03.16 18:11

Od wielu miesięcy odliczał dni do pierwszych zajęć z teleportacji, ba, mało brakowało, a kreśliłby różdżką stosowne wyżłobienia na ścianach dormitorium, ale w porę powstrzymała go świadomość, że grube zasłony z łatwością zajęłyby się ogniem. Puszczenie z dymem Wieży Gryffindoru nie zaliczało się do postanowień Jacka na ten rok szkolny, więc odłożył malowniczy koncept na nieco inną okazję, która, jak mniemał, rychło się pojawi.
Choć to nie powstrzymało chłopaka od poczynienia stosownych przygotowań i przewertowania wszystkich ksiąg, w jakich mógłby się tylko natknąć na nawet pojedynczy opis szczególnie drastycznego rozszczepienia, co prędko poskutkowało spędzeniem nocy nad szesnastowiecznym traktatem alchemicznym. Wysłużony manuskrypt wydzielał podejrzany odór, jednak co istotniejsze – był nad wyraz hojnie upstrzony rycinami. Jack miał niejako pewność, że gdyby nie odpowiednie pieczęcie złowieszcze krzyki konających rozniosłyby się po całej bibliotece. No cóż, życie czarodzieja – jak to mówią.
Traumatyczne, zdawałoby się, doświadczenie nie sprawiło jednakowoż, by przestał z rozrzewnieniem myśleć o kursie, więc stawił się z nadzieją, że uda mu się poczynić coś na dobry początek i nie będzie się to koniecznie wiązało z utratą którejkolwiek części ciała. Mało prawdopodobne, by wydarzyło podobne nieszczęście (?), nie pod kuratelą członka Ministerstwa Magii, nie w gronie świeżynek, nie podczas prozaicznych ćwiczeń.
Spodziewał się tłumów, teleportacja okazywała jedną z niewielu umiejętności młodych adeptów, która była rzeczywiście praktyczna i absolutnie przydatna w dalszym praktykowaniu wiedzy. No i robiła lepsze wrażenie niż najlepiej nawet wykuty rozdział Historii Hogwartu.
Szczęście, że tego dnia nie zabrał wraz z sobą zwyczajowego rynsztunku (wierzył, że zawartość mogłaby przysporzyć Gryfonowi nazbyt ochoczej uwagi nauczyciela), więc z uśmiechem ułożył u stóp świeżo zakupiony kałamarz.
I zaczęło się przedstawienie.
Postarał się, by koncentracja była jak najbardziej swobodna, więc nie wymagał od siebie wysokiej klasy skupienia, przynajmniej nie na zawołanie, stąd minęła dłuższa chwila, zanim wpadł w odrętwienie i na amen odciął się od reszty uczestników. Buteleczka zaczęła niepozornie wibrować, wpierw na tyle delikatnie, że zdawałoby się, jakby wstrząsały nią czyjeś pospieszne kroki. Niemniej Jack ani myślał odrywać wzroku od przedmiotu, wierzył we własne powodzenie, zapatrzył się tak bardzo, że wręcz dostrzegł przed oczyma niewyraźne plamki i właśnie wtedy... właśnie wtedy kałamarz uniósł się na dobre kilka centymetrów. A później poszybował w zupełnie drugą stronę. I trafił kogoś. Na pewno trafił, ale Jack obawiał się choćby zerknąć w tamtym kierunku, bo przez głowę przemknęła mu myśl, że przecież wyposażył się w ten atrament ze względu na jego niezmywalność.
Twycross był zachwycony. Jack w zasadzie też.

Kostka: 4
Punkty: 10
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   22.03.16 16:42

Reagan od zawsze pragnęła posiadać taką umiejętność, jak teleportacja. Chociaż może nie do końca od zawsze, a od momentu, kiedy dowiedziała się o jej istnieniu. Bo czy było coś piękniejszego, niż znalezienie się w ciągu dosłownie sekundy w miejscu, w którym właśnie zapragnęło się być, a które było oddalone spory kawałek? Nie dość, że oszczędzało się czas, to jeszcze fundusze, które zamiast na podróż można było wydać na coś o wiele przyjemniejszego. Wiele osób zapewne uznałoby dodatkowo, że teleportacja jest idealna przy ucieczce, ale podobne wyjaśnienie nie przemawiało za Gryfonka, która nie słynęła z uciekania.
Kiedy tylko dowiedziała się, że w szkole będzie odbywał się takowy kurs niezwłocznie się na niego zapisała. Nie było mowy, aby zmarnowała szansę, która mogła się nie pojawić w najbliższym czasie po raz drugi. Bo przecież nikt specjalnie nie będzie się dla niej fatygował. W dniu kursu była cała podniecona, chcąc jak najszybciej zabrać się do roboty. W miejscu spotkania zjawiła się niemal na czas i z zaciekawieniem patrzyła, kto jeszcze był na tyle odważny, aby zgłosić się na kurs. Bo jak wiadomo nauka teleportacji wiązała się z pewnym ryzykiem, ale przecież bez ryzyka nie było zabawy! Z niezadowoleniem dostrzegła Slughorna i Carlsson. Nie bali się, że ich głowa gdzieś utknie? Zresztą to nie było jej zmartwienie, ona musiała się skupić na ważniejszych rzeczach, jak na przykład słowa gościa, który miał ich dziś uczyć. Słuchała go i nie zdołała powstrzymać grymasu niezadowolenia, kiedy okazało się, że dziś będzie jedynie coś prostego. Wiedziała, że nikt nie pozwoli im od razu się teleportować, bo stracenie kończyny nie jest niczym fajnym, ale mimo wszystko było niej niefajnie. Pomimo wszystko zabrała się jednak do roboty. Wyciągnęła z torby butelkę z atramentem, bo tylko ten przedmiot wydawał się jej na tyle sensowny, aby go użyć. Postawiła go na ziemi i rozciągnęła się. Musiała pamiętać o skupieniu, tutaj ono odgrywało najważniejszą rolę. Zaczęła wpatrywać się w przedmiot usilnie myśląc o tym jak się przesuwa. Sekundy mijały, a ją mózg zaczął boleć od tego skupienia. To najwidoczniej się opłaciło, ponieważ jej przedmiot zaczął drgać, jakby faktycznie zaraz miał się ruszyć. Niestety, Liv miała wrażenie, że coś zaraz pójdzie nie tak. I faktycznie. Kałamarz wystrzelił przed siebie i w impetem poleciał w stronę pozostałych uczniów. Dodatkowo w momencie kiedy pomyślała o Sluhrognie, usłyszała jago krzyk, gdy kałamarz uderzył go w plecy, wylewając na jego osobę atrament. I pomyśleć, że Liv mogła go szczelniej zatkać. Zaśmiała się na widok oburzenia chłopaka. Kto by przypuszczał, że te zajęcia okażą się takie fajne. I jeszcze za coś takiego dostała punkty! Nie mogła doczekać się dalszych zajęć.

Kostka: 5
Punkty: 10
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   22.03.16 22:11

Uff! Zdążyłem
To była pierwsza myśl w jego głowie. Zazwyczaj nie spóźniaj się na lekcje, tylko chodził na czas i to idealnie. Ale dziś to musiał po prostu biec, aby się nie spóźnić. A tego nie lubił. Zawsze wolał robić wszystko na spokojnie, po prostu czasem mu to nie wychodziło. A od dłuższego czasu nie wychodziło mu to wcale. Był rozkojarzony i ogólnie jakiś nie swój. A to nie było zbyt rozważne, jeśli chodzi o lekcję teleportacji, gdzie skupienie było najważniejsze.
Ok, wcale nie wydawało się to trudne. Musiał się skupić tylko na jakimś przedmiocie. Poszukał czegoś w swoim plecaki, książkę ? Niee, jeszcze by ją zniszczył, ale to, to się nadawało. Wyją ze swojej torby butelkę z piciem. Nic, nie mogło pójść źle. Musiał się po prostu skupić na butelce i sprawić aby się poruszyła, tak ? Nic prostszego.
Wpatrywał się w butelkę i ciągle o niej myślał. Musiał się skupić, a butelka musiała się poruszyć, czy nawet drgnąć. Tak, taki był właśnie plan. Plan idealny. Wpatrywał się w nią i myślał o niej, o tym aby się poruszyła, drgnęła. Dasz radę, Myrnin. Tylko ze jego myśli były wszędzie, ale nie tam gdzie miały być. Jego myśli kręciły się włoku zapachu pomarańczy i nie chciały go opuścić. Zamknął oczy i zaczął liczyć do dziesięciu.
Spróbował jeszcze raz. Teraz jego myśli kręciły się tylko włoku butelki, drgnij, porusz się, zrób coś. I tak w kółko, niestety nic z tego. Butelka ani drgnęła, a on czuł sie zażenowany tą całą sytuacją. Bo wszystkim się udało tylko nie jemu, przez te cholerne pomarańcze !
Kostka:6
Punkty:5
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   29.06.16 1:00

Chłopakowi nie zależało na zdobyciu nie wiadomo jak dobrej wiedzy na temat teleportacji. Briggs nigdy nie był dobry z transmutacji, a to było ściśle powiązane, dlatego kurs sam w sobie wydawał mu się co najmniej ciężki. Jednakże, co to za mężczyzna, który nie podejmuje się żadnego wyzwania? Chłopak był przekonany, że podoła zadaniu i najzwyczajniej na świecie da radę przetransportować się w całości! Jego pobudki były dość proste, bo chłopaczyna nie chciał, żeby jego rodzice wydawali tyle pieniędzy na transport, szczególnie ten mugolski! Żyjąc praktycznie jak mugole, nie mogli obcować z miotłami, ani innymi latającymi przedmiotami, w końcu jakby to wyglądało w sąsiedztwie? Rodzina Briggs nie tyle co bała się o opinię na ich temat, a bardziej reakcji Ministerstwa. Największy problem miała z tym matka, która została wydziedziczona z jednego z dwunastu rodów. Briggs nigdy nie wgłębiał się w ten temat, ale podświadomie wiedział, że ze względu na brak statusu, byli troszeczkę wyobcowani i w rządzie nie patrzono się na nich tak przychylnie. Właśnie! Był to dodatkowy powód na nauczenie się teleportacji, brak tych głupawych komentarzy.
Raźnym krokiem wszedł do pomieszczenia i zorientował się, że jest naprawdę spóźniony. Szybko stanął za jednym z kolegów, oczywiście tak, żeby urzędnik go widział i przez chwilę zastygł. Nawiedziła go dość przerażająca wizja, że też od razu będą mieli się rozszczepiać! Na szczęście po chwili usłyszał polecenie, które dotyczyło wykorzystania przedmiotu, co Philemon przyjął z głośnym westchnieniem. Dumny jak paw, wyciągnął z kieszeni woreczek z ziemią., z jego mugolskiego domu, w końcu nie mieć w ubraniach kawałka swojej ziemi, to jak nie mieć miotły na meczu Quidditcha, sytuacja nie do pomyślenia!
Intensywnie patrząc się na ziemię w środku woreczka, nie myślał na jakiej zasadzie ma to zadziałać, dlatego kiedy nagle poczuł dziwne pulsowanie mocy i woreczek rozerwał się pod wpływem nagłego zrywu ziemi, był zszokowany. Patrzył tylko jak brązowa ziemia leci w kierunku włosów Puchona, który stał przed nim, tak mowa o Myrninie i z otwartą buzią przyjął gratulacje od urzędnika, który nagrodził go dziesięcioma punktami.

Kostka: 4
Punkty: 10


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Zniszczona sala   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Piąte piętro-
Skocz do: