Share | 
 
Stragan z napojami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Stragan z napojami   28.09.15 16:47

Stragan z napojami
Masz ochotę na kubek soku dyniowego? A może napiłbyś się kremowego piwa, ale Pod Trzema Miotłami nie ma już miejsc, za to w Gospodzie pod Świńskim Łbem rozcieńczają je wodą? Zajrzyj więc tutaj. Straganiarz stoi tu przez okrągły rok, latem sprzedając przyjemnie chłodne napoje, za to zimą serwuje grzane wino i herbatę z imbirem.

Cennik (od kwietnia do końca września):
➺ zimne kremowe piwo
➺ sok dyniowy z lodem
➺ lemoniada arbuzowa
➺ shake czekoladowo-miętowy
Cennik (od października do końca marca):
➺ zimne kremowe piwo
➺ podgrzewane kremowe piwo
➺ grzane wino
➺ herbata z imbirem
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   29.11.15 0:02

Ciasteczka z wróżbą
Również nauczycielka wróżbiarstwa z Hogwartu, Bluebell Appleby, oraz wykładowczyni Wyższej Szkoły Magicznej, Henna Eliot, miały swój udział w przygotowywaniu atrakcji na dzisiejszy wieczór. W ścisłej współpracy z zamkowymi skrzatami, a także kucharzami z najlepszej tutejszej restauracji przygotowały słodki kącik, upewniając się, że nikomu w to wyjątkowe dla nich święto nie zabraknie słodkości. Główny stół z przysmakami stał tutaj, zaraz przy straganie z napojami, ale powiązane z nim magiczne stoliki poustawiane były w całym miasteczku. Znaleźć na nich można było przysmaki z właściwie każdego zakątka świata – poza tym, co sprzedawano w Miodowym Królestwie, żeby, rzecz jasna, nie robić sklepowi konkurencji. W każdym razie istniało duże prawdopodobieństwo, że jak wymyślisz sobie coś słodkiego, to to tam będzie.
Jedna tylko rzecz znajdowała się wyłącznie na głównym stole. Były to ciasteczka z wróżbami, własnoręcznie przygotowane przez obie wróżbitki. Panie częstowały wszystkich chętnych, obserwując, jak każdy wyciąga wróżbę z ciasteczka i zachęcając do własnej interpretacji. Jak nikt inny miały świadomość, że to indywidualna interpretacja wpływa na zrozumienie wróżby i obie były niezwykle ciekawe, jak to wyjdzie w przypadku uczniów Hogwartu, mieszkańców miasteczka i osób specjalnie przybyłych na to święto.
Weź ciasteczko i sprawdź wróżbę. Jeśli masz ochotę, spróbuj ją zinterpretować. Aby dowiedzieć się, jaką wróżbę wylosowałeś, skorzystaj ze specjalnej kostki o nazwie „Wróżba”, rzucając jedną kością w tym temacie.




Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   29.11.15 18:13

Szkoła naprawdę starała się aby uczniowie nie nudzili się na książkami. Podobało jej się to że ciągle robili coś nowego, aby dzieciaki się zintegrowały. Jak wiadomo Beti uwielbiała wróżby i wszystko co się z nimi łączyło. Więc i jej nie mogło tutaj zabraknąć, nie wybaczyłaby sobie tego gdyby tutaj nie przyszła. Zapowiadało się fajnie. Na pierwsze danie, poszła w stronę straganu z napojami. Prawdopodobnie mieli tam ciasteczka z wróżbą. A ona lubiła wróżby i ciasteczka.
Ubrana w swoje różowe spodnie, niebieskie trampki i czarny płaszcz podeszła do nauczycielek wróżbiarstwa. Przywitała się z nimi i wzięła jedno ciasteczko. Ogarnął ją delikatny dreszczyk emocji, a na jej ustach zawitał uśmiech. Aby więcej nie czekać zjadła ciasteczko i rozłożyła liści z wróżbą.
-Rób to, co lubisz, a nie będziesz musiał pracować.- Przeczytała na głos. Nawet nie musiała się długo zastanawiać co to może znaczyć, bo przecież nie jest to jakieś zagmatwane.
-Czyli mam po prostu nadal pisać opowiadania, pokazywać je ludziom i nie będę musiała pracować..- Według niej właśnie o to chodziło, choć może.. Moze chodziło o coś innego. -Ale też lubię Wróżbiarstwo, więc mam wróżyć ludziom ?- Może pierw powinna dowiedzieć się co tak naprawdę lubi robić, a dopiero potem zacząć to robić. Jednak nie jest to aż tak łatwe, trzeba się zastanowić co lubi się robić. A to jest najważniejsze pytanie...
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   04.12.15 20:12

Późne popołudnie kładło się długimi cieniami na ulice Hogsmeade, gdy Jack torował sobie drogę pośród tłumu gapiów, maszerując przez wioskę z ledwo skrywaną furią. Już teraz pożałował chęci pojawienia się tutaj akurat podczas wróżbiarskich auspicji, już teraz pieklił w duchu na własne niedopatrzenie, bo przecież ogłoszenia wisiały praktycznie wszędzie od ponad tygodnia, a w szkole nie było osoby, która przynajmniej raz nie wspomniałaby o osławionej grze w butelce. Tyle przynajmniej wiedział – za wszelką cenę omijać Pub pod Trzema Miotłami, za wszelką cenę trzymać się z daleka od Herbaciarni pani Puddifoot, za wszelką cenę... Obejrzał się bezradnie wokół, taksując badawczo otoczenie i orientując z nagła, że dzisiaj niemożliwym będzie znalezienie względnie spokojnego miejsca. Zaklął siarczyście pod nosem, od niechcenia wdeptując w kałużę i nie bacząc nawet na oburzone piski mijanych uczennic.
Z każdą chwilą robiło się chłodniej, wieczór o tej porze roku zapadał niepostrzeżenie, a Jack, psia mać, zapomniał rękawiczek z zamku. Chuchnął raz czy dwa na różowiejące dłonie, choć wiedział, że na niewiele się to zda w obliczu przeszywającego zimna; jeszcze raz zerknął w kierunku Trzech Mioteł, pomyślawszy o kremowym piwie, o rozkosznym cieple rozchodzącym się aż po same czubki palców, teraz zsiniałych i zdrętwiałych, ale kłębiąca się pod budynkiem tłuszcza zniechęciła go na dobre.
Już miał zawracać, kiedy niemal w ostatniej chwili dostrzegł na rogu niewielki stragan z napojami. Tego mu było trzeba! Nigdy nie gardził kremowym piwem, czy to butelkowanym, czy też nie, więc śmiało ruszył w kierunku stoiska, choć wiedział, że nawet tam indywiduum w zwiewnych szmatkach będzie próbowało go naciągnąć na własne czarnowidztwo – zresztą niewiele się pomylił. Wymienił uśmiechy z grupką dziewcząt, nazbyt ostentacyjnie rozprawiających o tych nieszczęsnych ciasteczkach, udał szczere zainteresowanie losowanymi wróżbami, po czym... odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku odległego zaułka. Z butelką piwa w kieszeni.
Dopiero wtedy, wsparłszy się o kamienną ścianę, mógł odetchnąć i upić kilka łyków, szczerząc się przy tym po łotrzykowsku. Tego fusy na dnie filiżanki z pewnością nie przewidziały.
Powrót do góry Go down
Dimitr Lazarov


Gracz


Skąd : Falkirk, Szkocja
Liczba postów : 23
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   06.12.15 10:25

Ile już wypiłeś? A… Mam nie pytać. Dobrze. Więc ile? W świńskim łbie nie było bandy dzieciaków, więc w międzyczasie zapomniałeś, że nadal trwa to dziwne święto. A wszystkich jakby nagle zrobiło się jeszcze więcej i nie możesz już zupełnie swobodnie przejść. Alkohol krążący w żyłach działa kojąco, więc idziesz przed siebie i nie masz w tej chwili rządzy mordu w oczach, przynajmniej teraz. Krok za krokiem, aby jak najszybciej znaleźć się na skraju wioski. Musisz tam się dostać, ale boisz się, że jak się teleportujesz to zostaniesz w dwóch kawałkach. Jeden Dimitr to i tak za dużo, a co dopiero dwóch. Niepełnych. Wolisz nie ryzykować, przyjemnie szumi ci w głowie, więc to nie jest odpowiedni moment na sprawdzanie swoich umiejętności.
Wpadasz na kogoś, słyszysz dźwięk tłuczonego szkła, a jedyne co ciśnie ci się na usta to przekleństwa, które jednak nie opuszczają twojego gardła. One i tak nic nie pomogą, nie zmienią rzeczywistości. Wiesz o tym, przekonałeś się o tym nie raz, więc teraz jedynie odwracasz głowę. I obojętnym wzrokiem przyjmujesz rzeczywistość, to ma kogo wpadłeś i kogo pozbawiłeś napoju nie jest ważne, nic takie nie jest. Chciałeś jedynie ominąć bandę dzieciaków, które z niewiadomego tobie powodu tłoczyły się akurat niedaleko. Gdybyś choć na chwilę przestał być tak obojętny na pewno byś wiedział, ale w takim wypadku niemal wszystko jest dla ciebie niezrozumiałe.
- Było powróżyć sobie z fusów - rzucasz w kierunku chłopaka i krzywo się uśmiechasz, ale nie idziesz dalej. Zatrzymujesz się tuż przed nim, ale gdyby ktoś się spytał po co, to nie umiałbyś odpowiedzieć. Dlaczego? To już prędzej, ale na szczęście nikt nie pyta, więc nie musisz kłamać, aby pozbyć się natręta - Chyba, że z rozbitej butelki też można coś wyczytać - jasne, nie przejmujesz się tym, że właśnie przez ciebie jego butelka wylądowała na ziemi. Tym, że wypadałoby przeprosić albo chociaż udawać, że jest ci przykro.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   06.12.15 15:52

Dwa łyki. Może dwa i pół.
Tyle Jack zdołał wychylić z nieszczęsnej butelki, zanim bliżej nieokreślona siła wypchnęła mu ją z dłoni. Rozchylił gwałtownie powieki, dotychczas na w poły przymknięte – wręcz sennie ociężałe, a wzrok chłopaka, wiedziony dźwiękiem, padł prosto na szczątki szkła u stóp. Na bruku z cichym sykiem sączyła się jeszcze bursztynowa plama napoju. W pierwszej chwili Jack nie miał pojęcia, co właściwie się wydarzyło, czyżby rodzaj zaklęcia sabotującego potencjalnych złodziei? Ale zaledwie po ułamku sekundy wiedział aż nadto.
Bo ktoś tu był.
Zerwał się odruchowo, w ciemności myląc mężczyznę z nauczycielem na warcie, jednak charakterystyczna woń ledwo zwietrzałego alkoholu dotarła do jego nozdrzy i wnet zdradziła tożsamość nieznajomego. Po prostu pięknie, jeszcze wioskowego pijaczyny brakowało do całej menażerii wieczoru, fortuna okazywała się dzisiaj niebywale miłosierna. A przecież noc była jeszcze młoda!
Na powrót przyjął zblazowaną postawę, kpiący uśmieszek już czaił się w kącikach jego warg.
Gdyby tylko herbaciane resztki byłyby w stanie przepowiedzieć, że natknę się tutaj na ciebie, wierz mi – w ogóle nie wychodziłbym z zamku – odciął się gładko, strzepując mokrą dłoń. Jak dotkliwie żałował, że wokół kręciło tyle gapiów! – Albo z rozbitego czoła, co? Może się przekonamy? – dorzucił gniewnie, czując jeszcze w ustach posmak piwa, które przed paroma momentami tak słodkie, teraz cierpkie doskonale pasowało do obecnego nastroju Gryfona. – Nawet czarów szkoda na podobnych tobie.
Ale zdecydowanie nie szkoda się trochę zabawić, skoro już zmuszono go do własnoręcznego zapewnienia sobie rozrywki.
Powrót do góry Go down
Dimitr Lazarov


Gracz


Skąd : Falkirk, Szkocja
Liczba postów : 23
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   06.12.15 16:11

Mogłeś sobie pluć w brodę do końca dnia, że wybrałeś się do Hogsmeade w dzień który uczniowie mieli wyjście do wioski, a jakby tego było mało połączone to było z tym śmiesznym i nikomu niepotrzebnym świętem. Nie żeby jakiekolwiek były potrzebne. Wszystkie uważałeś za zbyteczne, nic nie wnosiły, a jedynie wkurwiały ludzi naokoło. Ciebie wkurwiały, a to już był wystarczający powód do tego, aby ich nie lubić. Wszystkich, po kolei i bez wyjątku. Nic dziwnego, że sięgnąłeś po ognistą. Pierwszą i piątą, kolejną później. Nikt nie liczy, nikt o nic nie pyta, tylko polewa dalej. Dzień jak co dzień.
Stoisz przed chłopakiem, ale nadal nie wiesz dlaczego. Coś w jego postawie, a może spojrzeniu nie pozwala ci odejść dalej. Odwróciłbyś się na piecie i poszedł, ale nie chcesz.
- Szkoda, że nikt ci tego nie przewidział - odpowiedziałeś momentalnie, nie przejmując się tym, że możesz prowokować do dalszych ucinek. I dobrze, niech będzie. Może w końcu ktoś ruszy ciebie, bo jak na razie patrzysz się na niego, ale obojętnie jak zawsze - Schylić się, żebyś sięgnął? - nie musi was dzielić zbyt wiele centymetrów, ale to ty jesteś wyższy. Mógłby być to nawet jebany centymetr, ale jeżeli na twoją korzyść, to wspomniałbyś o tym. Oprócz tego w ogóle wątpisz szczerze, aby chłopak cokolwiek spróbował, a jego zdanie na sam koniec tylko cię w tym utwierdza. Wymówka prawie idealna, ale nie dla ciebie. Żałujesz, że chłopak próbuje się tym zasłonić - No tak. Szkoda. Słów pewnie też szkoda, a jednak trochę ich powiedziałeś. Spojrzenia też? A nadal na mnie patrzysz.
Wzruszasz ramionami, nadal patrząc się na niego obojętnie. A już przez sekundę myślałeś, że nie jest jak inni. Za gadaniem mogły zawsze iść słowa, ale nie tym razem. Odwracasz się do niego plecami i ruszasz tam gdzie zmierzałeś wcześniej. Obojętne ci czy się spóźnisz, czy będziesz punktualnie, więc nie patrzysz nawet na zegarek. Zresztą ile on mógł ci czasu zabrać. Minutę? Może dwie. Mógłbyś na koniec rzucić, że o dwie za dużo, ale nie robisz tego. Obojętnie ci mocno.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   07.12.15 13:10

A czegóż się spodziewał? – zapytał najbardziej niewinnym tonem z repertuaru pospolitego niedorostka. Wychynął zza węgła, w którego cieniu krył się do tej pory, biorąc zamaszysty krok i obracając na mokrym gruncie z gracją ołowianego żołnierzyka.
Pierwotnie Jack sądził, że trafił na odurzonego pijaczynę, wszak pełno ich zalęgało w okolicach Hogsmeade nie od dzisiaj – nieszkodliwych gawędziarzy nieodmiennie sprawiających wrażenie, jakby wojna w całym swym ogromie ledwo się o nich otarła. Zarazem dosłyszał coś, czego nieczułe ucho nigdy nie odkryje – czy to był zawód? Niemal niedostrzegalny w jednostajnym tembrze głosu rozmówcy, a zwiastowany charakterystycznym ukłuciem rozczarowania, które ujawnia się zaledwie na kilka setnych sekundy, by już na zawsze pozostać nieodgadnionym. Nieodparty i z trudem poskramiany błysk sięgający okolic oczu, ale ten więcej się nie pojawił – wszechobecna szarzyzna mgły skrzętnie dopomagała.
Przechylił głowę badawczo. Nie po raz pierwszy był świadkiem tego zjawiska, nie po raz pierwszy miał styczność z utopcami, jak ich wzgardliwie nazywał, tymi nieszczęsnymi bękartami wojny, które mimo upływu czasu niestrudzenie grzęzły i grzęzły w moczarach własnych wspomnień.
Na co ta ekspiacja? Zbawi cię ona? Bo idziesz, ale tak naprawdę nie ruszyłeś się ani o krok. Winszuję żelaznej woli. - Uniósł dłoń do czoła w geście salutu, zanim wsunął ręce głęboko w kieszenie; mróz się nasilał. Na szczęście jego to nie dotyczyło, już nie. Albo przynajmniej tak mu się zdawało – tyle, ile pomagała ukryć młodzieńcza buta czy wyzywające spojrzenie. W końcu każdy z nich się bał, co brzmiało wręcz paradoksalnie w latach długo oczekiwanego spokoju, jednakowoż nie dla wszystkich okazał się on zbawieniem, a teraz zasadzał stalowymi obręczami na barkach, ciągnąc dopóki, dopóty upadało się na kolana.
Jack uniósł wysoko brwi, dostrzegając z nagła, że niebo zaczęło obradzać drobnymi, drobniuteńkimi płatkami śniegu, prawie niewidocznymi okruszynami lodu – czym prędzej wyciągnął palce i przypatrzył się, jak jedna z gwiazdek mimowolnie roztapia się na cieple skóry.
Nikt jeszcze nie umarł od straconych nadziei. Czas się obudzić, Śpiąca Królewno – rzucił i podążył prosto w ciemność.

{zt}
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   14.02.16 9:39

Spacer po opustoszałym Hogsmeade był przyjemny. Była pora obiadowa, ale Esther jeszcze nie wróciła z pracy, więc Genesis spacerowała, czując rzeźki wiatr we włosach. Do wiosny zostało jeszcze trochę czasu, ale ona już ją czuła. Uśmiechnęła się do własnych myśli - wiosna oznaczała równonoc, a potem Beltane… To siłą rzeczy wywołało myśli o siostrach. Czuła się szczęśliwa, tak po prostu.
Była na wysokości straganu z napojami, kiedy tupot nóg na drodze zwrócił ją uwagę. O wilku mowa – w jej stronę biegły siostry. Nie do końca było dla niej jasne, dlaczego Esther nie jest w pracy, a Exodus w szkole, ale to wyjaśnią sobie później. Stanęła, czekając, jak do niej dobiegną. Trzymały się za ręce i ona bardzo chętnie też by je obie złapała. Ale to zaraz, za chwilkę.
Kiedy jednak dobiegły, okazało się, że wcale nie cieszą się na jej widok. W ich oczach błyszczała… Nawet nie nienawiść, raczej czysta niechęć i pogarda. Obie wyjęły różdżki i w stronę Genesis poleciało pierwsze zaklęcie. Uchyliła się, następne odbiła, ale przecież nie była w stanie tego robić bez końca…
Musisz je zatrzymać. Twoim zadaniem jest wymyślenie sposobu na zamknięcie dziewcząt w bezpiecznych klatkach. Klatkach, które w zminiaturyzowanych wersjach wisiały na ich szyjach. Musisz je zdobyć, powiększyć i zamknąć je w środku. Szkopuł tkwi w tym, że nie możesz dotknąć zjaw, jeśli nie chcesz stracić ręki. Zaklęcie przywołujące na nie nie działa, podobnie jak wszelkie zaklęcia zatrzymujące. Są w stanie się bronić, więc rzucając zaklęcie musisz rzucić dodatkową kostką - parzysta zaklęcie obronione przez zjawy, nieparzysta zaklęcie nieobronione przez zjawy. Możesz szukać pomocy, ściągnąć  znajomych, kogo chcesz. Mistrz Gry da ci znać, jak ci idzie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Genesis Primera Malclès

avatar
Admin


Skąd : Lawrio, Grecja
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   21.02.16 23:58

To było dziwne, niepokojące tak bardzo, że w pierwszej chwili Genesis nie do końca wiedziała, co powinna zrobić. Mimo, że wtedy było jeszcze dobrze. Jej siostry, Esther i Exodus po prostu szły jedną z wielu uliczek Hogsmeade. Pozornie nie było w tym absolutnie niczego, co miałoby jakiekolwiek prawo do zburzenia radosnego nastroju Primery, ale wila wiedziała, że jej młodsza siostra powinna siedzieć w szkole z resztą Gryfonów i pałaszować obiad w Wielkiej Sali albo uczyć się czegoś pożytecznego w jednej z wielu klas, o których często opowiadała. Tymczasem pora - już nie tylko dnia, ale i miesiąca - zdała się wysoce nieodpowiednia, jeśli chodziło o jej obecność na ulicy w Hogsmeade. Nie pomagał fakt, że młodszej siostrze dzielnie towarzyszyła Esther. Jej także nie powinno tu być, przynajmniej odkąd pracowała. Genesis nie otrzymała jednak od losu szansy analizowania tej sytuacji dłużej, bo one już ją dostrzegły, już biegły w jej stronę, a ona już niemal zapomniała o wszystkich dręczących ją wątpliwościach i poddała się na nowo radości, którą niosła w sobie od samego rana. Niemal. Bowiem wtedy obie jej siostry ni z tego, ni z owego wyjęły różdżki. Primera zamarła, a przynajmniej bardzo chciała to zrobić. Zamiast tego jednak zamarły wyłącznie jej myśli, bo ręka sama doskonale wiedziała, co robić. Błyskawicznie chwyciła za własną różdżkę i odbiła pierwsze lecące w jej kierunku zaklęcia. To jakiś głupi żart, pomyślała Primera, na ułamek sekundy zamykając oczy, by wybudzić się z tego dziwacznego koszmaru. A jednak zbyt dobrze czuła chłód kończącej się powoli zimy, by uwierzyć, że to tylko sen. Ale... jeśli to nie był sen... One nie mogły być prawdziwe! I wtedy to dostrzegła. Dwa wisiorki na ich smukłych szyjach. Dwa błyszczące klejnociki, których nie widziała u nich nigdy wcześniej. Świat magii był dość skomplikowany, by ta jedna drobna rzecz nasuwała cały tuzin możliwości. Czy ktoś opętał jej siostry za pomocą zawieszki? A może ktoś podszywał się za jej siostry właśnie z pomocą tej błyskotki? Czy biegnące w jej kierunku istoty w ogóle były ludźmi? Nie miała zbyt wiele czasu na myślenie, odbijając co i rusz kolejne zaklęcia o coraz paskudniejszych inkantacjach. Jednocześnie nie była w stanie posłać żadnej klątwy w ich kierunku. Prawdziwe czy nie, te dwa próbujące ją dorwać sępy były jej siostrami.
- Protego maxima! - wrzasnęła w poczuciu kompletnej bezradności, otaczając się bąblem odcinającym ją od sióstr. Tak było... bezpieczniej. Ale to przecież w żaden sposób nie zniechęcało ani Esther, ani tym bardziej zawsze zaciekłej Exodus. Patrzyła na nie w niemym szoku, na zmianę otwierając i zamykają usta. Stała w swojej bańce, odpornej na zaklęcia czy ataki wręcz, gdyby się na to odważyły. Nienawidziła czuć się bezradna! Nie wiedziała, jak wybrnąć z tej przeklętej sytuacji, która wydawała się tak absurdalnie nierealna, że Primera ledwie powstrzymywała paniczny śmiech. Zdawało się, jakby jej największe lęki zmaterializowały się wprost przed nią, a przecież nikomu o nich nie mówiła! Przecież nie miała nawet wrogów! I nagle... strach zmienił się w złość. Nikt nie miał prawa atakować jej w tak parszywy sposób. Nikt nie miał prawa wykorzystywać do tego jej sióstr! Ściągnęła brwi, wyprostowała się, choć nie opuściła różdżki, szepcząc na zmianę inkantację zaklęcia tarczy i wiccańskie zaklęcia ochronne. Aż w końcu zamilkła, ale nie na długo...
- Dość! - wrzasnęła ze swojej bańki. - Dosyć! Nie macie prawa, jasne?! Nie wiem, coście nawyprawiały! Ale spiorę was za celowanie we mnie z różdżek! - Oczywiście, że nie tknęłaby żadnej. Czasem dla żartu strzelała z otwartej ręki w pośladek Exodus, kiedy ta zaczynała zachowywać się zbyt dziko, ale to nie miało nic wspólnego z przemocą. Już prędzej schowałaby się w mysiej dziurze i pozwoliła im w spokoju żyć. Mimo wrzasku, uczucia, którymi je darzyła, biły z każdego jej słowa. - Zdejmijcie natychmiast te wisiorki, jasne?! Macie się od nich odsunąć! Koniec zabawy! Jeśli chcecie, żebym odeszła, musicie powiedzieć mi to prosto w twarz! Nie będę z wami walczyć! Nigdy nie podniosę na was różdżki!
Krew wili buzowała w jej żyłach, ale potwór zdawała się być pod kontrolą. Primera patrzyła ostro na obie siostry, jakby właśnie dawała im największą w życiu reprymendę. Może i tak właśnie było? Bo czy istniało gorsze przewinienie od zwrócenia się przeciwko tym, których kochało się ponad miarę?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   25.02.16 1:42

Reprymenda mogłaby zadziałać, gdyby chodziło o jej prawdziwe siostry, a nie upiory, które nie miały uczuć. Mogło się wydawać, że polecenie zadziałało, bo obie opuściły różdżki, ale to była tylko chwila spokoju. Do uszu Genesis doszedł śmiech, paskudny, przerażający, pełny kpiny i pogardy, skierowany bezpośrednio w nią, niczym najgorsze atakujące zaklęcie. Ich twarze zaczęły się wykrzywiać w sposób, w jaki ludzka twarz nigdy nie byłaby w stanie, a choć był to widok przyprawiający o mdłości, Genesis nie mogła oderwać od nich wzroku - ona, wila, padła ofiarą magii podobnej do tej, jaka emanowała z niej samej, coś w rodzaju hipnozy, tylko teraz tak bardzo niszczącej... Śmiech nie chciał ucichnąć, a w głowie młodej kobiety pojawił się głos, który nie należał do żadnej z sióstr, ale brzmiał jak jeden z tych, które ciężko zignorować.
- Nienawidzą cię. Przecież wiesz i nie powinnaś się dziwić. Jesteś potworem, a one byłyby szczęśliwsze bez ciebie... - podły szept mówił i mówił, i na niego zwykła tarcza nie pomoże.
Pozwolisz im się tak zniszczyć?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Genesis Primera Malclès

avatar
Admin


Skąd : Lawrio, Grecja
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   26.02.16 23:21

Przez chwilę wydawało jej się, że zaraz wszystko będzie w porządku. Nienawidziła tego oblicza magii. Magia wiccan nigdy nie raniła, za to ta... Och, ta potrafiła to robić bardzo dotkliwie. Oddech Primery zwolnił nieco, choć wzrok wciąż śledził każdy ruch sióstr. Opuszczały różdżki i to wystarczyło, by Genesis z lekka się rozluźniła, lecz gdy już chciała opuścić własną różdżkę i zwolnić zaklęcie, twarze dziewcząt wykrzywiły się w sposób, jakiego dotąd nawet sobie nie wyobrażała. Nie miała już wątpliwości, że to tylko sztuczka, a jej prawdziwe, żywe siostry są daleko od tego miejsca, a jednak teraz nie potrafiła zupełnie odwrócić wzroku, jakby ktoś trzymał jej głowę w jednym miejscu i zmuszał do patrzenia w te ohydne twarze. Czy one też tak ją postrzegały? Czy gdy tylko zezłościła się nieco zbyt mocno, jej twarz przypominała te okropności? Nie! Nie mogła o tym myśleć. Wiedziała, że w tym wszystkim chodziło dokładnie o to, by wyprowadzić ją z równowagi i nie mogła się temu poddać. Kto, do diaska, za tym stał?! I gdy już prawie udało jej się zamknąć oczy, totalnie padło jej na słuch... Potwór, dzwoniło jej w głowie, ale nie miała jak zakryć uszu, by nie wypuścić różdżki. Znała tylko jeden sposób na chronienie samej siebie, a jednak zawsze służył do obrony przed ludźmi. Z drugiej strony czy i tym razem nie potrzebowała ochrony właśnie przed człowiekiem? Była człowiekiem! Spuściła wzrok, słuchając zdradliwych szeptów. Wzięła głęboki oddech, a potem zrobiła powolny wydech i gdy tylko ostatni haust powietrza opuścił jej płuca... była królową śniegu. Jej wyprostowana sylwetka emanowała pewnością siebie, a oczy niemal nie zdradzały lęku. Jasne włosy spłynęły kaskadą na plecy, odgarnięte z ramienia. Uśmiechnęła się lekko, chłodno, jakby za nic miała igraszki magii, nawet jeśli wewnątrz gotowała się z żalu i złości. Przegrałaby, gdyby pozwoliła sobie na przemianę, gdyby jej paznokcie stały się dłuższe, a twarz nabrałaby równie okropnych rysów.
- Dręczysz mnie z nudów? Czy może nie masz w życiu niczego poza idiotycznymi wygłupami? - zadrwiła w eter, patrząc z uporem w zdeformowane twarze przed sobą. - Jest we mnie potwór. Cóż z tego? Obie doskonale o tym wiedzą. Wiedziały od zawsze. A mimo to do mnie biegną z problemami. Może... tylko może potwór we mnie potrafi wiele załatwić. Pomyślałeś o tym? - O tak, Genesis, potwór w tobie był bronią samą w sobie, jak każda dzika bestia. Choć znacznie gorszy zdawał się ten, którym byłaś teraz - chłodny, opanowany zwierz. - Nie obchodzi mnie, co ci się wydaje. Nie możesz mówić za kogoś, a już tym bardziej nie za nie. I nie będziesz dyktował mi myśli! A teraz chciałabym dostać naszyjniki. - Jasne włosy zdawały się nagle zalśnić dziwnym blaskiem, zupełnie jakby padły na nie promienie słońca. Twarz miała delikatną, tak różną od twarzy rozgniewanej wili. Wydawała się piękniejsza niż zwykle, choć nie miała okazji nałożyć makijażu czy choćby przeczesać włosów. W końcu uśmiechnęła się raz jeszcze, a w jej uśmiechu były coś, co wprawiłoby w drżenie absolutnie każdego człowieka na tej ziemi. Pozostało już tylko jedno słodkie słowo, które wypowiadała każda dobrze wychowana pół-wila, gdy korzystała z magii swoich rodzinnych korzeni. - Proszę.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   09.05.16 20:41

Proszę? Och, Genesis naprawdę spodziewała się, że zwykłe „proszę” załatwi sprawę? Nawet jeśli było wypowiadane przez pół-wilę, to ani na upodobnionych do sióstr upiorów, ani na głos przemawiający w jej głowie nie działało. Kobieta musi znaleźć inny sposób na zdobycie wisiorków, bo może być pewna, że demony jej ich nie oddają.
Jak je przekonała? Iloma zaklęciami musiała w nie cisnąć? Jak długo walczyła z sobą, próbując przekonać samą siebie, że istoty stojące przed nią naprawdę nie były jej siostrami? Do tego dochodził jeszcze głos w głowie Malcles, który skutecznie dekoncentrował ją i utrudniał myślenie. Pytanie brzmi: jak to możliwe, że mimo tych wszystkich przeciwności losu kobieta poradziła sobie z parą zjaw? Bo – wierzcie lub nie – poradziła sobie doskonale, sprawiając, że finalnie obie zmory skończyły uwięzione w klatkach.

[ztx2]


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 10:46

Loteria fantowa
Czarodzieje lubili pomagać zwierzętom. A przynajmniej niektórzy czarodzieje. A przynajmniej niektórym zwierzętom. Tym razem na tapecie były centaury. Część osób walczyło gorąco o ich wolność, nawet jeśli same centaury wcale nie czuły się zniewolone. To jednak nikomu nie przeszkadzało. W końcu każda okazja jest dobra, by zorganizować zbiórkę pieniędzy. A to, że biurokracja pochłonie zdecydowaną większość zebranych środków... Cóż. Życie bywa okrutne.
To wszystko sprowadzało się do prostego faktu: nieopodal straganu z napojami w Hogsmeade rozstawiono stoisko z loterią fantową. Za jedyne 3 galeony za los (centaury potrzebują dużego wsparcia, wiadomo) można było zdobyć coś ciekawego. Najczęściej słodycze, ale któż nie lubi słodkiego?
Nie ma limitu losów. Możesz kupić, ile chcesz, tylko pamiętaj każdy rozliczyć w odpowiednim temacie.
Aby dowiedzieć się, co wylosowałeś, rzuć trzema kostkami.

3 10 czekoladowych żab
4 5 fasolek Bertiego Botta
5 fiolka eliksiru słodkiego snu
6 mydełko z żabiego skrzeku
7 3 czekoladowe żaby
8 2 karaluchy w syropie
9 powtarzalny wisielec
10 kompas miotlarski
11 fiolka wywaru z blekotu
12 5 czekoladowych żab
13 wrzeszczące jojo
14 3 cukrowe myszy
15 fałszoskop
16 8 czekoladowych żab
17 5 cukierków wywołujących czkawkę
18 uszy dalekiego zasięgu


Kod:
<kk>Wylosowane:</kk>
-


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 11:13

Liv lubiła zwierzęta i to nie tylko te magiczne, chociaż z nimi miała zdecydowanie większą styczność, niż z tymi zwykłymi. Nie zmieniało to jednak faktu, że pomagała im, kiedy tylko mogła, co niestety nie zdarzało się zbyt często. Dlatego też, kiedy usłyszała, że w Hogsmeade organizowana jest zbiórka na rzecz centaurów, które przecież były inteligentne i co jak co, faktycznie jej zdaniem należało im pomagać, nie zastanawiała się zbyt długo nad wsparciem. Tym bardziej, że postanowiono zorganizować loterię fantową, a kto nie lubił wygrywać! Miała odłożonych trochę kieszonkowych, które co miesiąc dostawała od mamy, więc nie martwiła się o fundusze. Zresztą, rozchodziło się o szczytny cel, prawda? Może była wredna, może była dla niektórych wyjątkowo niemiła, ale to wcale nie znaczyło, że nie ma serca! Bo miała, tylko starała się nie okazywać tego na prawo i lewo.
Kiedy dotarła na miejsce zauważyła, że zebrał się całkiem spory tłum. Ludzie faktycznie chcieli pomagać, czy zwyczajnie postanowili się dobrze zabawić, dostarczając sobie pewnego poziomu adrenaliny. Wszak nigdy nie wiadomo, co człowiek wylosuje!
Po upływie kilkunastu minut Liv dopchała się do miejsca, gdzie mogła kupić los. Zapłaciła za pierwszy i spojrzała na liczbę, którą wylosowała. Trzynaście. Niby pechowa liczba, ale co takiego jej przyniosła? Skierowała wzrok na listę wypisanych nagród przy każdym z numerków. Wrzeszczące jajo. Pięknie. Szkoda tylko, że nie miała zielonego pojęcia do czego na chwilę obecną może jej się przydać. Nie zmieniało to jednak faktu, że zapewne ostatecznie wykorzysta go do zrobienia jakiegoś kawału.
Zapłaciła za kolejny los i ponownie wylosowała numerek. Może tym razem uda jej się zdobyć coś, co faktycznie będzie użyteczne. Słodycze? Czemu nie. Była od nich uzależniona, więc na pewno się nie zmarnują. Sięgnęła po los. Tym razem padło na fiolkę z jakimś płynem. Pięknie, będzie musiała się dowiedzieć, do czego służy. Może dzięki temu stworzy jakiś dziwny eliksir?
Następnie popatrzyła na inne przedmioty. W sumie aż takiej tragedii nie było.

Wylosowane:
- wrzeszczące jajo
- fiolka wywaru z blekotu x2
- fiolka eliksiru słodkiego snu
- 3 czekoladowe żaby
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 11:27

Alex był zwolennikiem dobrej zabawy, tym bardziej jeśli wiązała się ona z pomocą. Nie ważne, komu tejże pomocy miał udzielać. Człowiek czy magiczne stworzenie, to autentycznie nie miało dla niego większego znaczenia, dlatego postanowił wziąć udział w loterii zorganizowanej na rzecz wolności dla centaurów. Nigdy nie zastanawiał się nad czym, czy te majestatyczne stworzenia jej potrzebują, bo oczywistym było dla niego, że takową posiadają, niemniej jednak nie siedział w temacie tak głęboko, aby mieć pewność, że faktycznie jest tak, jak on uważa. Skoro ktoś robi zbiórkę właśnie na taką rzecz, znaczyło, że musi mieć ku temu konkretny powód.
Zanim udał się na miejsce razem z innymi uczniami, przeliczył swoje fundusze. Nie było tego zbyt wiele, ale spokojnie powinno starczyć na drobne szaleństwo. Kto wie, może uda mu się wylosować coś, co w pewien sposób zwróci mu koszta? A jeśli nie, cóż. Będzie czuł satysfakcję z udzielonej pomocy, poza tym zawsze w razie czego mógł poprosić rodziców, aby mu przysłali więcej pieniędzy na inne wydatki, których ostatecznie nie miał tak wiele.
Początkowo stanął gdzieś na uboczu i przez chwilę przyglądał się zebranym ludziom. Spory tłumek, czyżby loterie były aż tak popularnie? Bo niespecjalnie wierzył w to, że każdy aż z takim zapałem chce pomagać centaurom, które dla wielu z tych ludzi były bardziej obojętne niż na przykład mugole. Kiedy skupisko ludzi na moment się zmniejszyło, Krukon wykorzystał okazję, aby podejść do miłego sprzedawcy, u którego losy można było zakupić. Zapłacił mu za dwa i sięgnął do specjalnego pojemniczka, aby wylosować numerki. Następnie rozłożył karteczkę i spojrzał na liczbę, a następnie na listę wygranych. Karaluchy w syropie oraz mydełko z żabiego skrzeku. Nie były to wymarzone wygrane i zapewne na nic mu się nie przydadzą, tym samym, że dziwnie przyprawiały go o mdłości, ale może uda mu się to komuś sprezentować. Najlepiej komuś nielubianemu!

Wylosowane
- 2 karaluchy w syropie
- mydełko z żabiego skrzeku
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 12:23

Nigdy specjalnie nie była przekonana do wyjścia w miejsca, gdzie mogło roić się od ludzi. Nie obawiała się ich, zwyczajnie nie umiała się tylko odnaleźć w tłumie i czuła się wtedy jeszcze mniej pewnie niż zazwyczaj. I chociaż mało kiedy z własnej woli pchała się tam, tym razem było inaczej. Ale też okoliczności były dla niej bardziej sprzyjające, ponieważ dotyczyły tego, co zwyczajnie kochała. Magiczne stworzenia. Może nie wiązała z nim takiej przyszłości jak z Magomedycyną, ale brała pod uwagę jako drugą opcję w momencie, kiedy pierwsza by jej nie wyszła.
Dlatego poszła na loterię, dlatego zabrała ze sobą Myrnina, aby w jakiś sposób odwdzięczyć mu się za to wszystko, co dla niej robił. Kto wie, może uda jej się wylosować coś, co będzie mogła dać mu w prezencie? Lubił słodycze, więc najbardziej chciała trafić właśnie na nie. A jeśli nie? Zawsze niedaleko miała Miodowe Królestwo, więc mogła na chwilę tam skoczyć i kupić jakąś wspaniałą czekoladę. Nie chciała być bierna w tej przyjaźni, a ostatnio odniosła wrażenie, że chłopak robi dla niej jeszcze więcej, a ona odwrotnie. Czy go zaniedbywała? Nie miała zamiaru robić tego umyślnie.
Szła teraz ze swoim przyjacielem obok, trochę speszona, nadal płochliwa, chociaż przecież znała go nie od dziś. To wydawało się nie mieć znaczenia. Sam fakt, iż był płci męskiej sprawiał, że nie umiała się do końca odnaleźć.
- Myślisz, że… że uda nam się wygrać coś fajnego? Chociaż ostatecznie to nie ma większego znaczenia. Ważne, że pomożemy centaurom, prawda? – spojrzała na niego jasnymi oczami, tak niewinnie, tak niemal wiernie.
Po jakimś czasie znaleźli się na miejscu, zanim jednak mogli zapłacić za los, musieli poczekać na zmniejszenie się kolejki. W tym czasie Maya wertowała listę nagród. Były wśród nich słodycze. Teraz nie pozostało nic innego, jak wylosować jakieś na tyle smaczne, aby podarować je chłopakowi obok. Kiedy tłum niemal się rozstąpił podeszła i zapłaciła za losy. Z bijącym serduszkiem odczytała numerki na karteczkach, a zaraz później nagrody, jakie jej przypadły.
- Fałszoskop i kompas miotlarski, chyba nie tak źle, prawda? – spojrzała na niego niepewnie, chociaż druga z tych rzeczy była tym, co z pewnością mogła mu dać. Przecież Myrnin był w drużynie. – P-proszę, to jest dla ciebie – powiedziała trochę nieśmiało, wyciągając w jego stronę kompas. – Ja nie latam na miotle, tobie przyda się bardziej – uśmiechnęła się, mając nadzieję, że nie odrzuci podarku.

Wylosowane:
- fałszoskop
- kompas miotlarski (to jest prezentem dla Myrnina)
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 18:02

W sumie nie miał dziś za dużo do roboty, szczerze mówiąc nawet nie wiedział nic o tej całej loterii. Gdyby nie Maya, nawet by tutaj nie przyszedł. W sumie, cieszył się że dziewczyny go poprosiła do wspólnego spędzania czasu. Bo czy można było nazwać to randką ? Hm, raczej nie, tak samo jak piknik. To nie były randki, chociaż Myrnin bardzo by tego chciał. Ale nie wiedział jak to ugryźć, nie wiedział czy to dobry pomysł. Przyjaźnili się, a on za wszelką cenę nie chciał tego zepsuć.
W przyjaźni nie chodzi o to aby dawać i na odwrót. On na to tak nie patrzył, dla niego Maya nie musiała mu niczego dawać. Choć wiedział że czuła się do tego odpowiedzialna, rozumiał to. Też tak czas miał. Ale jakoś, on nie zwracał na to uwagi. Po prostu cieszył się z tego, że dziewczyna spędzała z nim czas, przecież to się liczyło najbardziej. To ze była jego przyjaciółką i że mógł na nią liczyć.
Według puchona, to że dziewczyna ciągle się rumieniła i była spłoszona. Było nawet słodkie, takie delikatne i niewinne. Urzekała go ty. Była taka kobieca, taka idealna.
- Na pewno tak, a nawet jeśli nie. To masz racje, liczy się pomoc centaurom. I oczywiście, będziemy się przy tym dobrze bawić. - puścił do niej oko i zawisnął na niej dłużej wzrokiem. Patrzył w jej niewinne oczy, posłał jej delikatny uśmiechem. Miał ochotę przejechać ręką po jej włosach a potem przyciągnąć ją do siebie i zatopić w niej swoje usta. "Nie możesz tego zrobić.". Odezwało się jego sumienie. Odwrócił od niej zmieszany wzrok. W tej chwili czuł się dziwnie.
Kolejka była długo, nawet nie podejrzewał że tyle osób tutaj przyjdzie. Najwyraźniej wiele z nich chciało wesprzeć centaury, to nawet miłe z ich strony. - Szczerze się nie spodziewałem że tyle osób tutaj przyjdzie. - wyszeptał do niej, gdy oglądał listę nagród. Były tam niektóre dość obiecujące. Kto wie, może wygra coś ciekawego.
- Oczywiście że nie. Wygrałaś dobre rzeczy. - posłał jej zadowolony uśmiech. Odbierając przy tym swoje nagrody. - 3.Czekoladowe żaby i 2. Karaluchu w syropie. - pokazał jej swoje nagrody z których nie był aż tak bardzo zadowolony. Ale co tam. To zawsze coś, karaluchy zostawi na jakiegoś psikusa a żaby da May. Przecież ona zbiera karty, więc jej się przyda. Spojrzał się na nią gdy podała mu kompas. Nie spodziewał sie tego. - D-dziękuje. - uśmiechnął się do niej zaskoczony i przytulił ją za to. Naprawdę urzekło go to. Odsunął się od niej i podarował jej czekoladowe żaby. - Mam nadzieje że znajdziesz tam karty których jeszcze nie masz. - posłał jej szeroki uśmiech.

Wylosowane:
- 2 Karaluchy w syropie.
- 3 Czekoladowe Żaby. (For Maya)
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 21:04

Leo skłamałby, gdyby powiedział, że wybrał się na loterię po to, aby wspomóc centaury. Znaczy – to niby było coś ważnego, jakiś szczytny cel, czy coś w tym rodzaju, ale mimo to jakoś niezbyt ruszał go ich los. Był niewrażliwy? Może. A może po prostu miał na głowie ważniejsze rzeczy i niezbyt miał czas ani ochotę na rozczulanie się nad centaurami. Jakby to były jeszcze jakieś, małe, drobne, niewinne, naprawdę zagrożone stworzenia, to poświęciłby im więcej uwagi. A tak? Centaury doskonale radzą sobie same. Poza tym kasa zebrane w tej budce na sto procent idzie na pomoc centaurom tylko w jakiejś małej części, więcej wydali na fanty, niż tu zarobią, to oczywiste. No, przynajmniej dla Slughorna, który średnio wierzył w szczytność tego typu akcji.
Tego dnia był w akurat Hogsmeade, ale szczerze, to nie sądził, że zastanie tam tę słynną loterię. Okej, ale w takim razie czemu wziął w niej udział? Akcja to dla niego bujda, nagrody takie sobie, pieniędzy miał, ile miał, więc czemu? Chyba sam nie potrafiłby odpowiedzieć na to pytanie. Musiał czymś się zająć. I wydać bezsensownie kasę na jakąś pierdołę. Już chyba lepiej opłacałoby się kupić piwo w Trzech Miotłach albo słodycze w Miodowym Królestwie. No ale trudno, co się stało, to się nie odstanie. Skoro już tamtędy przechodził i przylazł do tego stoiska, to coś kupi. Bo trzeba, prawda? Tego kultura wymaga! I tak dla zasady, poza tym. Niech ludzie wkoło myślą, że jest dobry i wielkoduszny, i tak bardzo zależy mu na dobrze centaurów.
Miał zamiar kupić ten jeden pieprzony los. Więc go kupił i spojrzał na wylosowaną liczbę. 12. Ładna liczba w sumie, parzysta i prezentuje się tak dostojnie. Odszukał dwunastkę na liście z numerkami i nagrodami. Pięć czekoladowych żab. Całkiem przyzwoicie, słodycze to słodycze. Może jednak warto jeszcze odrobinę pomóc biednym, pokrzywdzonym przez los centaurom? Ktoś musi nazbierać im na gacie, koszulki i inne gówno, żeby już nie gorszyły młodzieży, latając z gołymi, końskimi tyłkami po Zakazanym Lesie. Tak więc w ten oto sposób Leo kupił kolejny los i stracił następne trzy galeony, tym razem na trzy cukrowe myszy. Fajnie. Jak wyrzucić pieniądze w błoto i stracić kilka cennych minut życia? O, wystarczy być frajerem albo Leonardem. Albo jednym i drugim, tak jak mocno już teraz zirytowany Gryfon. No. Przynajmniej mam słodycze.
Slughorn rozejrzał się po zgromadzonych ludziach, których było teraz już całkiem sporo. Stoisko wywołało widocznie sporo szumu. Ciekawe czemu? Chyba przez to, że doiło tyle pieniędzy od biednych, naiwnych, niczego nie świadomych ludzi. W tłumie chłopakowi udało się dostrzec Alexa. Zastanawiał się przez chwilę, po czym powoli, bez pośpiechu ruszył w jego stronę.
- Hej, Alex – przywitał się, uśmiechając lekko, gdy już znalazł się obok niego. - Też dałeś się naciągnąć na tę pseudocharytatywną akcję? – spytał, podbródkiem wskazując na trzymane przez Krukona słodycze.

Wylosowane:
-5 czekoladowych żab
-3 cukrowe myszy



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   28.05.16 21:12

Wypad do Hogsmeade, czemu nie. To zawsze coś lepszego niż siedzenie w zamku. Nie żeby Beth, nie chciała sobie posiedzieć i poczytać książki. Ale odkąd zaczęła przyjaźnić się z Liv. Stała się bardziej towarzyska i nawet otwarta na ludzi. Jednak na dobre wychodziły jej te wypady z Liv. Może na początku nie widziała tego tak dobrze jak dziś, ale cieszyła się z tego że ją ma. Bo przecież, pokazała jej inne życie. Nawet jeśli jednego razu prawie by nie zginęły w Zakazanym Lesie.
Powolnym spacerkiem, doszła do miejsca całego zamieszania. Cieszyła się że, ktoś zorganizował takie coś i to jeszcze mogła pomóc tym majestatycznym zwierzaczkom. Cieszyła się i to tak bardzo, że nawet podskakiwała sobie zamiast iść normalnie. Przecież i tak wszyscy myśleli że dziewczyna jest nie normalna. Aczkolwiek ma delikatnie nie równo pod sufitem. To pewnie wszystko dlatego że żyła w osamotnieniu przez jakiś czas. Życie.  Kolejka do losów, była dość spora, ale to nie powstrzymało dziewczyny aby w niej stanąć. Przy okazji posprawdzała sobie co można wygrać, niektóre nagrody były dość dziwne.. Ale co tam, ważna jest pomoc. Kupiła sobie dwa losy. Było ją w końcu stać na jakieś małe rzeczy. Zaoszczędziła i mogła to wydać na szczytny cel. Czyż to nie wspaniale? Podziękowała za losy i otwarła karteczkę. Ciekawe co tam jest.  Odebrała swoje nagrody i zaczęła je oglądać. Cóż, pierwsza była dziwna.. Mydełko z żabiego skrzeku, em fuj ? i 5 czekoladowych żab, już lepiej. W końcu dziewczyna zbierała karty z żab.
Lizzie, rozejrzała się za jakaś znajomą twarzą. Widziała Alex'a który rozmawiał z Leo. Skinęła do nich głową z uśmiechem. Mimo tego że miała spięcie z Leo i jakoś nie ciągnęło jej do tego chłopaka. To dziś miała dobry dzień, poza tym chłopak był świadkiem jej upokorzenia na Wieży... Potem wychwyciła wzrokiem L. Od razu do niej podeszła w podskokach. - Hey. Co tam? Co wygrałaś ? - zapytała z uśmiechem. Miała dziś serio dobry humor.



Wylosowane:
mydełko z żabiego skrzeku
5 czekoladowych żab
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   29.05.16 1:11

Jasne, że nie mogła jej opuścić loteria. To było ważne. Wydawanie pieniędzy, żeby zdobyć głupoty, za które w sklepie zapłaciłaby kilka razy mniej? Nie ma problemu, skoro to wszystko szło na centaury! A ona przecież kochała zwierzęta i oddałaby wszystkie swoje oszczędności, żeby im pomóc. Na razie jednak nie chciała przesadzać. Genesis nieustannie powtarzała, że należało być rozważną, co oznaczało nie wydawanie wszystkiego na raz.
Podeszła do stoiska i z uśmiechem poprosiła dwa losy. Zapłaciła wymaganą kwotę (mając nadzieję, że pieniądze rzeczywiście pójdą na centaury, a nie na ludzi, których tak chętnie już by nie wspierała) i wyciągnęła losy. Nie miała pojęcia, co wylosowała, dopóki zblazowana kobieta obsługująca loterię nie wręczyła jej garści Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta (których nie znosiła, bo rzadko miała do nich szczęście) i kilka czekoladowych żab. Te z kolei uwielbiała! A jeszcze bardziej karty w środku, więc już w ogóle.
Odeszła od stoiska, bijąc się z myślami, czy nie kupić więcej losów. Ale nie teraz. Jeszcze nie. Może zaraz.

Wylosowane:
5 fasolek wszystkich smaków
5 czekoladowych żab
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   29.05.16 19:51

Mało kiedy miała okazję wziąć udział w podobnych przedsięwzięciach, więc nie wiedziała do końca, czy ma pecha, czy jednak dopisuje jej szczęście. Nie miała również pojęcia o wartości przedmiotów, które wpadły w jej drobne ręce. I ostatecznie się to dla niej nie liczyło. Na chwilę obecną była zadowolona z faktu, że wylosowała coś, co mogła sprezentować Puchonowi obok. Tak niewiele potrzeba było człowiekowi do szczęścia, a czy było coś milszego, niż dawanie prezentów, które faktycznie wywoływały radość?
- Najwidoczniej wielu osobom nie jest obojętny los centaurów – uśmiechnęła się, wypowiadając trochę naiwne myśli. Wierzyła w ludzi, wierzyła, że chcą dobrze, chociaż nie zawsze im to wychodziło. Bo chociaż spotkało ją w przeszłości tyle niemiłych rzeczy, tak chciała wierzyć, że świat dąży ku dobremu, zamiast ulegać samozagładzie. Była optymistką, cieszyła się z życia i nie chciała nagle obudzić się w świecie pełnym bezlitosnego ognia trawiącego wszystko na swojej drodze. Jedna tragedia w zupełności jej wystarczyła. Nie chciała przeżywać więcej tak bolesnych chwil. Dlatego miała swój świat, w którym wszystko wyglądało dobrze. I w którym Myrnin oraz reszta jej przyjaciół byli szczęśliwi. – Słodycze. Przecież je lubisz – powiedziała pocieszająco, widząc jego niezadowolenie. Mina jednak uległa zmianie, kiedy wręczyła mu kompas. Zdawał się uradowany, a właśnie na tym jej zależało. – Zawsze będziesz wiedział, jak wrócić do domu. Nieważne, gdzie polecisz – stwierdziła cicho, bo było w tych słowach coś na tyle miłego i filozoficznego, że ich głośne wypowiedzenie jedynie zepsułoby swoistą magię. Speszyła się bardziej, kiedy ją przytulił. Przecież miał tego nie robić! Gest sam w sobie był bardzo kojący, ale Hamilton była ostatnią osobą do takiego okazywania uczuć publicznie. Niemniej jednak również krótko go uścisnęła, bo właśnie tak wypadało.
- Ojej, naprawdę są, no, dla mnie? – spojrzała na niego, a w jasnych oczach pojawił się błysk radości. Kochała czekoladowe żaby, marzyła, aby kiedyś zdobyć z nich wszystkie karty. – Jesteś pewny, ze ich nie chcesz? No bo… jeśli jednak byś chciał – ale on włożył jej słodycze do dłoni, przy okazji uśmiechając się do niej jak zawsze.  – To może ja kupię jeszcze dwa! Może uda mi się wylosować coś miłego dla ciebie – i zanim zdążył ją powstrzymać podeszła i zapłaciła za dwa losy. Niestety, tym razem wygrała, jej zdaniem, rzeczy zupełnie nieprzydatne – Ojej, chyba nic z tego – zgasiła się na chwilę w sobie, jakby momentalnie uleciało z niej całe życie. Zaraz jednak rozpogodziła się bardziej. – Ale przynajmniej centaury nie będą mogły narzekać – stwierdziła.  

Wylosowane:
- 2 karaluchy w syropie
- fiolka wywaru z blekotu
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   29.05.16 20:32

Rose uwielbiała loterie! To oczekiwanie i ciekawość co też tym razem wylosuje była nie do opisania. Nic więc dziwnego, że i ona podbiegła do tego straganu i kupiła aż trzy losy. A co jej szkodzi! I tak mało pieniędzy z reguły wydawała. Skoro i tak są i leżą, kurząc się w jej kieszeni, czemu by choć kilku pojedynczych galeonów nie wykorzystać w szczytnych celach? Cóż, wiedzmy, że szczytnych.
Dziewczyna wykupiła trzy losy i niecierpliwie przestąpiła z nogi na nogę, umierając z ciekawości co też jej wypadnie. Zebrano jej dary, wrzucono w papierowy woreczek i podano jej. Nie posiadając się ze szczęścia złapała swój łup i odeszła kawałek od tłumu otaczającego stragan.
Wrzeszczące jojo? Kurczę, a gdzie i kiedy ona to niby użyje? No cóż, ale lepiej mieć niż nie mieć, prawda? Trzy cukrowe myszy, pycha! Była w stanie je skonsumować nawet tu i teraz, jednak rozmyślnie zdecydowała się zostawić je na potem jako deser. Karaluchy z kolei spotkały się z jej szczerym obrzydzeniem. A może dziewczyny będą chciały? Albo Logan, jemu wciśnie. Za papierosy.
Z tą myślą wcisnęła torebkę do kieszeni i odeszła w swoją stronę.

Wylosowane:
-wrzeszczące jojo
- 3 cukrowe myszy
- 2 karaluchy w syropie
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   29.05.16 21:39

Bo przecież mało kiedy, szkoła organizowała coś takiego. Nie mieli za wiele okazji aby się wykazać i pomagać innym. Ale Myrnin słyszał że ma być ich więcej. Co nawet go to cieszyło, bo przecież to więcej opcji do wychodzenia z Zamku. Zwiedzenia Hogsmeade i pomagania nawet centaurom.
- Bardzo mnie to cieszy. Serio, nie wiedziałem że przyjdzie tutaj tyle osób. - powiedział to z zachwytem. Serio, nie pomyślał że zejdzie się tutaj prawie cały zamek. Ale z drugiej strony, wiele osób przyszło aby pomóc a nie tylko poszlajać się bez celu. To cieszyło jeszcze bardziej. No i oczywiście, nadal nie wyszedł z podziwu że ona go tutaj zaprosiła. Znając Mayę, musiał to być nie lada wyczyn. Albo po prostu tak bardzo jej na tym zależało, ale nie chciała iść sama. A on był jej jedynym wyborem. Nie, na pewno nie. Przecież sie przyjaźnili, to normalne. Myrnin, powinien przestać tyle myśleć, powinien cieszyć się chwilą. I własnie miał zamiar to robić. Tylko jakoś, na razie nie za bardzo mu to wychodziło. Ale spokojnie, zaraz pewnie będzie lepiej. - Każdy lubi słodycze. - posłał jej uśmiech. Przecież to święta racja, każdy je lubi. Nawet on. Ucieszył się na to że dała mu kompas. Przecież to wymarzony prezent, jak dla niego. To było coś, coś wielkiego. Zawsze będzie miał go przy sobie. - Dziękuje, na prawdę. - uśmiechnął się do niej i zaczął go oglądać. Po czym schował go do kieszeni. Było widac na jego twarzy ile to dla niego znaczyło. A jej słowa go urzekły. To zabrzmiało tak jakby: "Zawsze będziesz wiedział jak do mnie wrócić". Tak to prawda, jego mózg i rozumowanie szwankowało przy Mai. Ale to nie był jakiś wielki sekret, tak po prostu już działał. Nie mógł nic na to poradzić. Przytulił ją, choć nie miał tego robić. Ale musiał, nie mógł się powstrzymać. Po prostu, tak wyrażał swoje uczucia do niej, swoją radość. Bo inaczej nie potrafił. Ale postara sie opanować, następnym razem.
- Wiem że zależy Ci na tych kartach. Ja ich nie zbieram, więc proszę, weź je, są dla siebie. - pokiwała głową. Zależało jej na tym bardziej niż jemu. A to tylko czekolada, zawsze moze sobie ją kupić. A jej szczęście nie kupi, poza tym bardziej lubił ją niż czekoladę. - Maya, nie. - i poleciała. Nie zdążył jej zatrzymać. Oh, widząc jej twarz gdy wracała, wiedział że nie wygrała niczego, czego by potrzebowała. - Hey, już nie kupuj tych losów. Jestem pewien że to nie jedna atrakcja, na której będziemy mogli stracić trochę pieniędzy i pomóc centaurom. - posłał jej szeroki uśmiechem. Musiała po prostu chwilę poczekać. Był pewien że zaraz coś się przed nimi pokaże i znów będę mogli tracić galeony. Tylko musieli chwilkę poczekać. Kto wie, może będzie to lepsze niź ta cała loteria ?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   02.06.16 20:12

Loteria fantowa II
Loteria powoli zbliżała się do końca, jako i słońce skłaniało się ku zachodowi. Nie jakoś znacząco, ale jednak. Organizatorzy loterii uznali więc, że trzeba coś zrobić, by pozbyć się większej liczby losów, a tym samym więcej zarobić. Zaawansowana matematyka, znajomość ekonomii, marketingu i wpływu faz księżyca na rozwój sklątek tylnowybuchowych sprawiły, że na stoisku pojawiła się tabliczka. Tabliczka owa głosiła, co następuje:

Jeden los = 2 galeony!


No nie mów, że się nie skusisz.
Zasady jak wcześniej. Tylko korzystniej.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Stragan z napojami   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: