Share | 
 
Dziedziniec z fontanną
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Dziedziniec z fontanną   28.09.15 18:40

Dziedziniec z fontanną
Jest to jedna z części zamku, która nie ucierpiała podczas wojny. Mury wciąż porastają te same bluszcze, które rosły tu kilka, a nawet kilkanaście lat temu. Po środku stoi potężna fontanna, której magia jest wyczuwalna, jeśli podejdziesz wystarczająco blisko. Podobno jeśli staniesz zaraz przy murku i zbliżysz dłonie do wody, tafla stanie się spokojna i idealna gładka - choć tylko w tym miejscu. Sprawdź, może masz szczęście i fontanna coś ci da?

Rzuć kostką.
1,5 - niestety, tym razem niczego nie dostałeś
2,6 - koło ciebie pojawił się niewielki mieszek; zaglądasz do środka i odkrywasz, że dostałeś tajemniczy kamyk z napisem 2 PF!
3,4 - na murku zmaterializowało się pudełeczko; po otwarciu stwierdzasz, że fontanna dała ci 5 czekoladowych żab!
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   15.11.15 7:49

Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co się stało wczoraj. Mógł zrzucić to na karb alkoholu, ale tak naprawdę byłoby to tylko głupią wymówką. Nie był aż tak pijany, zdecydowanie nie. Mocno wcięty, odważniejszy niż zwykle, z granicami przesuniętymi gdzieś za daleko - jasne. Ale to nie tłumaczyło niczego. Bo naprawdę, jak mógł przejść od tej rozpaczy, z której od miesięcy próbował się wydostać, do całowania innego faceta? Oczywiście mógł wszystko zrzucić na tamtego, w końcu to on zaczął, to on wymyślił to palenie po studencku, co było tak strasznie nie fair. Gdyby Felix wiedział, na czym to polega, nigdy by się nie zgodził, a tamten wiedział i widział, że Gryfon cierpi, że nie jest gotowy na takie zabawy, że... No po prostu nie! Wykorzystał go i jego niewiedzę, jego niewinność i...
Nieprawda.
Znalezienie winnego zawsze było najłatwiejsze, ale tu nikt nikogo nie wykorzystał. Felix mógł się od razu wycofać. Odepchnąć go, uciec, postawić sprawę jasno - że sobie nie życzy i że są jakieś granice. Nie zrobił tego. Ba, nie tylko tego nie zrobił, ale wyraźnie chciał więcej, nie tylko pozwalał się całować i dotykać, ale odpowiadał tym samym nie mniej żarliwie. Był szczerze zawiedziony, kiedy to się skończyło. I gdyby mógł cofnąć czas, zrobiłby to wyłącznie po to, żeby przeżyć tamtą chwilę jeszcze raz.
To jest definicja wykorzystania?
Nie spał tej nocy ani sekundy. Leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit, zastanawiając się nad tym, co zaszło. Wciąż, nawet po tylu godzinach, czuł cień tamtego pocałunku na ustach. Zniszczona marynarka, w której wypalił wczoraj dziurę, wisiała na szafie i kiedy rano szykował się na śniadanie, przyciągała jego wzrok. Była dowodem, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Sowę wysłał jeszcze zanim opuścił dormitorium. Podczas posiłku nie mógł przełknąć właściwie niczego, niecierpliwie czekając na pocztę i zerkając co chwilę na Krukona. Anonimowość? Dobre sobie. Nieważne, że nie znał jego imienia - chłopak wyraźnie wyróżniał się wzrostem wśród innych. Felix z kolei jako jedyny siedział przy stole w garniturze. Rozpoznali się w ułamku sekundy, ale Gryfon nie miał odwagi podłapać jego spojrzenia. Udawał, że wcale nie patrzy, co było nie tylko dziecinne, ale i męczące.
Kiedy zyskał pewność, że sowa odnalazła właściwego adresata, wcale się nie uspokoił. Wręcz przeciwnie, czuł się z każdą chwilą coraz gorzej. Czuł, że serce mu bije w tempie na pewno niezdrowym, a oddech za nic nie chce zwolnić. Ostatecznie, nie zjadłszy ani kęsa, wyszedł z Wielkiej Sali, starając się nie patrzeć na stół Ravu. Poszedł w miejsce, o którym wspomniał w liście, powtarzając sobie, że za nic nie może teraz stchórzyć.
Było chłodno, ale nie zwracał na to uwagi. Położył torbę na bruku i podszedł do fontanny. Podobno wystarczy przyłożyć ręce do tafli wody, żeby mieć szczęście. Przydałoby mu się, zwłaszcza teraz. Czuł się głupio, kiedy to robił, ale gdy powierzchnia pod jego palcami się uspokoiła, uwierzył, że rzeczywiście może dzisiaj wyjść dobrze. A potem koło niego zmaterializować się mieszek z drobnymi. Super. I co, to już całe szczęście na dzisiaj?
Wyjął z torby szkicownik i ołówek, i usiadł na murku. Miał czas. Nie wiedział, jak długo będzie musiał czekać, aż Krukon przyjdzie, o ile w ogóle się pojawi, więc pozwolił sobie na bezmyślne szkicowanie. Gdyby się przyjrzał, zauważyłby, że jego dłoń najpierw nakreśliła kształt ust, których nie widział od pół roku, a później drugie, lekko spierzchnięte, wypuszczające dym tytoniowy. Tylko że nie zwracał uwagi na to, co rysuje, więc zupełnie to do niego nie docierało. A podświadomość robiła, co chciała.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   15.11.15 9:50

Spędził rano pod prysznicem naprawdę wiele czasu doprowadzając tym innych na skraj irytacji i sprawdzając tym samym ich nerwy. Nie dbał o to, bo musiał zmyć z siebie dym papierosowy, którym wczoraj do cna przesiąkł. Alkohol. I kurz też. Pocałunki chciał zachować, ich smak, to wszystko co zapamiętał. Nie spał całą noc, nie przysnął ani na chwilę i powłócząc nogami zszedł do wielkiej jako jeden z pierwszych. Myślał, że uda mu się przemknąć przez nią jeszcze zanim zjawi się tłum uczniów, ale coś poszło nie tak. Zapatrzył się na talerz przed sobą, tak intensywnie, że nie zauważył kiedy wokół niego przestało być pusto. Hałas porannej poczty też go nie wyrwał z tego letargu, a dopiero sowa, która inaczej niż wszystkie próbowała zwrócić na siebie uwagę. Nie dziobnęła go, a jedynie wsuwała nachalnie główkę pod jego dłonie. Nie znał jej, przez co serce zabiło mu mocniej i nerwowo odwiązał list. Długie palce mu się plątały, ale ostatecznie mu się udało. Od razu zaczął szukać go spojrzeniem, mając nadzieję, że zszedł na śniadanie. Sam zastanawiał się czy po prostu nie udać się gdzieś indziej. Wiedział, że nic nie przełknie, ale pragnienie miał ogromne. Pragnienia właściwie jeżeli mamy być szczerzy. Jedno zaspokoił sokiem, a z drugim nie było już tak łatwo.
Znalazł go, nie zajęło mu to wiele czasu. Siedział przy stole Gryfonów w garniturze, czym mocno wyróżniał się na tle innych, więc nie było to trudne. Serpens wiedział, że widać go już z daleka kiedy stoi, a kiedy siedział? Udało mu się wtopić w tłum? A może Gryfon nie chciał na niego patrzeć, bo chciał mu powiedzieć, że to wczoraj było pomyłką. Taka opcja też istniała i początkowa radość z listu przerodziła się w nerwowe oczekiwanie.
Teraz już nawet sok nie przechodził mu przez gardło.
A pragnienie rosło.
Nie mógł go zmusić do jednego spojrzenia, które mógłby uchwycić. Uparcie odwracał wzrok, co doprowadzało Serpensa na skraj. Chciał wstać i krzyknąć ‘spójrz na mnie do cholery’, a kiedy już ostatecznie się do tego namyślił Gryfon zniknął. Zrobił to samo, ale nie tak szybko jak on. Przecież kulał, prawie niewidocznie, ale noga czasem dawała o sobie znać. I musiała dzisiaj.
Chciał tego co się wczoraj wydarzyło, nie uciekał od tego. Nie mówił sobie, że było inaczej, bo… nie mogło być. Mógł mu powiedzieć, wytłumaczyć słowami, a nie pokazywać. Jednak wybrał ostatnią z możliwości. najgorszą Najlepszą. A kiedy nie został odepchnięty coś w nim pękło. Hamulce puściły i sam podziwiał siebie za to, że skończyli wieczoru w sposób zgoła inny. Nie dowie się czy tamto nie byłoby lepsze. Miał tylko to, a gdybanie nie było opcją. Nie teraz kiedy Gryfon czekał na niego. Tak myślał, skoro pierwszy opuścił wielką sale. Chyba go nie wystawił?
Nie. Siedział na murku ze swoim szkicownikiem. Nie chciał mu przeszkadzać, więc podszedł z drugiej strony do fontanny i zanurzył w niej dłoń, nie spodziewał się tego, że znajdzie tutaj cokolwiek. Kilka sykli ukryte w mieszku, nie patrzył dokładnie ile po prostu wsunął do kieszeni. Był zajęty obserwowaniem Gryfona, ponownie. Zaczął w wielkiej sali, a teraz to kontynuował. Teraz jednak było inaczej. Podszedł do niego i usiadł obok, już nie starał się zachowywać cicho. Chciał zaznaczyć swoją obecność jeszcze mocniej, więc złapał go za rękę w której ten nie trzymał ołówka i przyciągnął do swoich ust. Nie dbał o to, że ktoś mógł to zobaczyć. Tym się nie przejmował. Bardziej obawiał się tego, że chłopak może wyrwać dłoń, którą teraz gładził kciukiem.

Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   15.11.15 10:35

Nie miał pojęcia, ile czasu mogło minąć, nie miał zegarka, ale też w ogóle o to nie dbał. Nie do końca kontaktował i nawet nie myślał o niczym konkretnym, czasem tylko wspominając urywki poprzedniego wieczoru. Nieświadomie, przez przypadek, tylko ułamki sekund, ale to wystarczyło, żeby z każdą chwilą było mu coraz bardziej gorąco. Nie gdybał. Nie zastanawiał się, jak wczorajszy wieczór mógł wyglądać, gdyby w ogóle nie poszedł do tej Izby Pamięci albo gdzieś coś powiedział inaczej. Było dobrze tak, jak było. Tylko za mało, zdecydowanie za mało.
Kiedy usłyszał kroki, rozkojarzenie uciekło, jakby nigdy go nie było. Nerwy sprawiły, że miał napięty każdy mięsień, jakby przygotowany do ucieczki, choć przecież nie zamierzał uciekać. Jedno do niego dotarło: przyszedł tu, ściągnął tu też Krukona, ale tak naprawdę nie miał pojęcia, co dalej. Co powiedzieć? Co zrobić? W leniwym świetle poranka wszystko wyglądało inaczej i nikt nie powiedział, że ze strony tamtego to nie była wtedy tylko halloweenowa gra. Mimo spędzenia całej nocy na analizowaniu sytuacji, dopiero teraz przeszło mu przez myśl, że może to wszystko absolutnie nic nie znaczyło. Zabawa po pijaku, nic więcej. Bo niby dlaczego nie? Przecież mógł być halloweenową zabawką, w tym swoim absurdalnym garniturku i z tą rozpaczą na twarzy. Wiedział, że nie byłby w stanie tego znieść, choć nie rozumiał dlaczego. Kim ten chłopak dla niego był? Lepiej: kim był, tak ogólnie? Kimś tak bardzo obcym, że głupotą było przejmowanie się do tego stopnia.
A jednocześnie kimś tak bliskim, że fizycznie mu czegoś brakowało, odkąd się rozstali.
Nie ruszył się, słysząc, że Krukon też szuka szczęścia w fontannie. Dopiero kiedy usiadł obok... Nie, wtedy też nic zrobił. Bo ten drobny gest, tak niespodziewany i tak czuły, wybił go z równowagi jeszcze mocniej, o ile to było możliwe. Szkicownik upadł na bruk, ale ani trochę go to nie obchodziło.
Weź się w garść, co z ciebie za Gryfon?!
Napakowana złością myśl nieco go otrzeźwiła. Ani trochę jednak nie podpowiedziała, co dalej, jak już się ruszy. Odwrócił głowę, żeby spojrzeć na chłopaka. Ich twarze dzieliło kilka, może kilkanaście centymetrów. Naprawdę ciężko było zrobić coś konstruktywnego. Ostatecznie postawił na coś najbardziej podstawowego.
- Cześć. Jestem Felix - szepnął, ganiąc się w myślach za drżenie głosu. - To wczoraj... Ja... - Pocałuj mnie. - Nie powinienem, nie wiem, co mi odbiło i jeśli chcesz, możemy uznać, że... - Dotknij mnie. Pocałuj. Teraz. - Że tego nie było?
To nie była najbardziej elokwentna wypowiedź, jaką złożył. Właściwie ucząc się mówić składał zgrabniejsze zdania, niż w tej chwili. A już sensu w tym nie było za grosz - jasne, chciał dać mu wybór, pozwolić zdecydować, ale tak naprawdę ani trochę nie miał ochoty na rozmowę. Jego ciało domagało się czegoś zupełnie innego, a mózg mocno buntował się przed wyjaśnianiem wszystkiego, w obawie, że prawdą okażą się wszystkie te najgorsze scenariusze. A tak mógł się łudzić, że wcale nie jest zabawką, po prostu bawiąc się dalej.
Może to też nie był zły sposób na zapomnienie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   15.11.15 11:53

Cześć jestem Serpens…
Dotknął placami jego policzka, przejechał palcem po jego chropowatej powierzchni i zatrzymał się przy ustach, które wypowiadały słowa, układały mało elokwentne zdania w których wyczuwał strach i obawę. Sam był tym również mocno przepełniony, jednak nie pozwolił, aby to go sparaliżowało i przejęło kontrolę. Patrzył na niego szukając w jego oczach potwierdzenia na to, że słowa płynęły w innym kierunku niż pragnienia. Felix pozostawił mu furtkę z której nie chciał skorzystać. O której nie chciał nawet myśleć. Która była możliwością, ale nie opcją którą brał pod uwagę.
W halloweenowe noce działo się wiele, wiedział o tym dobrze. Miał wiele pamiątek właśnie po nich, ale żadna nigdy nie była przyjemna. Teraz miał wspomnienie jego ust, gry którą zaczęli, ale którą chciał kontynuować. Nie musiało być jasnych zasad, każdy miał swoje sumienie. Niech ono wyznacza granice w których będą się poruszać. Z czasem staną się one mocne, zarysowane i pełniejsze, nie będą wątpliwościami, a czymś mocniejszym. Pewniejszym. Na razie stąpali po czymś kruchym, cienkim, zawieszonym wysoko nad przepaścią. Nie wiedział czy chciał w nią spaść, ale jeśli to miało nastąpić, to tylko z nim.
Z Felixem.
- A jeśli chcę tego? - musnął go delikatnie wargami w mocno zarysowaną linię szczęki. Gdyby Felix jasno powiedział, że to było pomyłką… Jednak tego nie zrobił, pozwalając mu na to co właśnie teraz robił. Nie zabrał ręki, nie odsunął się, a to już dużo. Tego się złapał, tego się trzymał i dopiero rozpoczynając wędrówkę w poszukiwaniu jego ust, nim ją jednak zakończył wiele myśli przeleciało mu przez głowę. Obawy i pragnienia mieszały się ze sobą, aby koniec końców żadne nie znalazło się na przedzie. Było to irytujące i w niczym nie pomagało. Wczorajszy wieczór mógł być tylko odskocznią, chwilą zapomnienia, ale coś mu podpowiadało, że gdyby dokładnie tym było skończyłby się zupełnie inaczej - I tego… - rozchylił jego usta językiem i przygryzł dolną wargę, aby później delikatnie rozmasować miejsce w którym przed chwilą były jego zęby. Nie śpieszył z pocałunkiem. Byli tutaj sami, choć w każdej chwili mogło to się zmienić. Nie, nie było to ważne. Nie smakował już przede wszystkim dymem papierosowym i alkoholem. Tylko sobą. Miał wrażenie, że na nowo zatraca się w pocałunku, było to przyjemne i tego chciał. Chciał też o wiele więcej, jednak słowa tak trudno przechodziły przez gardło. Nawet nie wiedziałby od czego zacząć, jak rozmawiać i mówić o swoich lękach i nadziejach. Obawach, troskach, niepewności i pożądaniu. Może za chwilę będzie mu łatwiej, na razie oddawał się przyjemności obcowania z jego ustami. Dopóki nie został odepchnięty. Dopóki im nie przerwano. Dopóki mógł.
- Nie chcę uznawać, że tego nie było. Chcę żebyś mnie namalował, chcę ci pozować. Teraz - chciał o wiele więcej, ale to później. Bo będzie później? Musiało być, zawsze było. Niekoniecznie takie jakie byśmy chcieli, ale przychodziło. Pragnień zawsze było więcej, ale nie mógł ich wszystkich jednocześnie zaspokoić. Schylił się po szkicownik i położył na kolanach - Więc jak? Chcesz poznać moje imię?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   15.11.15 13:39

Dotyk na policzku już całkiem wywrócił mu mózg na drugą stronę. Przeklęty strach nie chciał jednak nigdzie iść. Było go dużo, bo nie dotyczył tylko tego, co może między nimi zajść, ale też tego, jak to się wszystko ma do pamięci o tak ważnym dla niego Ślizgonie. Bo co, miał nagle zapomnieć o żalu, tęsknocie i wszystkim, co ich łączyło? Jasne, powtarzano mu, że powinien. Jeśli nie zapomnieć, to odsunąć to na bok i zrobić miejsce dla czegoś nowego. Ale dla niego to byłaby obraza pamięci tego, kogo... No, do kogo coś czuł. Bez konkretyzowania, bo teraz to nie miało znaczenia. Więc teraz jak? Co miał zrobić z tym dziwnym czymś, co się między nimi pojawiło? I czym to było tak naprawdę? Pożądaniem? Tak po prostu? Czy czymś jeszcze? Można było w ogóle mówić o czymś innym, niż czysta chemia, jeśli znali się kilkanaście godzin?
Nigdy nie miał jakichś wyjątkowych wspomnień z Halloween. To nie był szczególny dzień, ot, trochę zabaw, wspominanie zmarłych, których nie znał, bezpośrednio po wojnie rany były zbyt świeże i jakoś nikt tego też nie rozgrzebywał... Teraz do pewnego momentu było źle. Boleśnie, bardzo. A potem wparował w jego życie obcy chłopak i zaczęło być dobrze. Irracjonalnie i w sposób absolutnie niespodziewany, ale było. I może właśnie to dobrze zostanie razem ze wspomnieniem Halloween. Może będzie jako początek, a może tylko jako chwila. Ale zostanie.
Nie zamierzał się odsuwać. Nawet na kawałek. Ani myślał go odpychać, skoro właśnie o to w myślach błagał. Nie był w stanie porównać tego, co teraz czuł, z niczym innym. Kiedyś, z nim, było inaczej. Nie tak subtelnie i chociaż nie mniej ostrożnie, chociaż strach wcale nie był mniejszy, to jakby bardziej gwałtownie. A teraz... Teraz było bezpiecznie. Tylko tyle i aż tyle.
Drażniło go tempo, w jakim Krukon dawał mu to, czego tak bardzo pragnął. Miał ochotę przyciągnąć go do siebie i w mocnym, żarliwym pocałunku pokazać wszystko to, o czym myślał. Ale z drugiej strony ta delikatność była czymś tak intrygująco nowym, że chciał po prostu odkrywać, co kryje się dalej. On też miał pragnienia i nie miał cierpliwości. Hamował go strach i niepewność, ale może to wcale nie było nic złego.
- Więc było. I było... cudowne - szepnął, wpatrując się w jego dolną wargę. Uroczą dolną wargę, którą tak bardzo chciał znów pocałować. - Nie mam pojęcia, kim jesteś. Ale chcę tego więcej. Ciebie więcej - dodał. Samo mu się wyrwało, właściwie nie planował powiedzenia tego, bo takie wyznanie mogło wszystko zniszczyć. Trudno, już poszło.
W pierwszej chwili nie zrozumiał, że pozowanie teraz oznacza, no, teraz. Że będzie musiał się odsunąć, zrezygnować z dotyku i bliskości. To było tak absurdalne, że nie widział w tym najmniejszego sensu, ale skoro Krukon tak bardzo tego chciał... Zgodziłby się chyba na wszystko.
- Ale... Tutaj? - upewnił się. Nagle dotarło do niego, że skoro obaj mocno czegoś chcieli - a ten rysunek był chyba tym, czego chłopak rzeczywiście pragnął - to się idealnie składało. - Bardzo. I... Nie będę mógł cię narysować, jeśli nie będę wiedział, jak ci na imię - stwierdził stanowczo, z pewną iskierką rozbawienia w oczach. Palcem delikatnie obrysował szczękę chłopaka, po czym przesunął wzdłuż szyi. Chciał móc zaznaczyć tę samą ścieżkę ustami, ale to nie był odpowiedni moment. Mimo że potrzeba była silna.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   15.11.15 14:47

Wołają też na mnie Lucyfer…
Dla niego te powolne pocałunki również były torturą, ale nie tylko, bo niosły za sobą obietnicę. Niewypowiedzianą i tajemniczą, niemniej obietnicę. Początkowo bał się, że to wszystko było chwilą zapomnienia, że zostanie odepchnięty i wgnieciony w ziemię, a z ust Felixa usłyszy tylko pogardliwy śmiech. Nic takiego nie miało miejsca, a demony siedzące mu w głowie okazały się być po chwili cieniem, który zniknął tak szybko jak się pojawił. Przyjął to z ulgą, nadal się bojąc tego co przyniesie później. Kolejna minuta, bo dalszą przyszłość myślami nie wybiegał.
Był to już inny rodzaj strachu. Bardziej złożony.
Przysunął się jeszcze bliżej chłopaka, nie mogąc pojąć dlaczego wybrał takie miejsce na spotkanie, gdzie w każdej chwili ktoś mógł na nich wpaść i im to przerwać. Może dlatego, że z wielkiej sali było tu blisko? Nie, tego nie musiał wiedzieć.
- Jestem Krukonem z paczką papierosów. To za mało? - wiedział, że tak, a na jego kolejne słowa poczuł, że ma tak samo. Nie wiedział kim był chłopak, którego z taką pasją całował, ale chciał go więcej. Nie tylko chciał poznać smak jego ust, nie tylko poznać skórę policzków i obrysować palcem więcej niż linię szczęki i wargi. Nie tylko pragnął jego fizyczności. Chciał go poznać lepiej. Dowiedzieć się o jego demonach przeszłości i spróbować je odgonić. Ukoić ból. Rozpalić nowe rządze. Poznać jego historię - Zachłanny jesteś, ale ja również - odpowiedział zanim przejechał palcem po jego ustach, które musiał ponownie pocałować. Na sekundę, w przelocie, ale nie umiał sobie odmówić. A przede wszystkim nie chciał.
Pokręcił głową w odpowiedzi na jego pytanie. Zdecydowanie to nie było odpowiednie miejsce. Nie na to co zrodziło mu się w głowie, bo nie chciał portretu jak wszyscy. Chciał czegoś innego, a teraz był już przekonany o tym, że Felix będzie umiał mu dać to czego chciał. Że nie ucieknie, bo sam powiedział, że chce więcej. Dostanie.
- Tutaj jest… nie, to nie jest odpowiednie miejsce. Będzie nam potrzebna cisza i spokój. Nie chcę, aby ktoś mógł nam przerwać - nie wiedział dokładnie o jakie miejsce mu chodzi. Nie miał nic konkretnego w głowie i liczył na to, że Felix zabierze go na wycieczkę po zamku. Jak wczoraj - Bo to nie będzie zwykły portret - dodał jeszcze co pewnie od razu zmusiło Felixa do myślenia, bo znów nie wytłumaczył nic więcej - Jestem Serpens Lucifer, nigdy nie wiem które imię jest tym prawdziwszym. Czy może oba nawzajem się uzupełniają? - zawsze miał ten sam problem, tak samo teraz. Nie wiedział jak się przedstawiać, jak chciał, aby inni się do niego zwracali.
Przymknął oczy w zadowoleniu, czując jak Felix zaczął wędrówkę po jego ciele. Pewnie nie spodziewał się tego, że to dopiero początek i dzisiaj jeszcze nie raz będzie mieć okazję w taki sposób go poznawać. Kiedy dotarł do miejsca, gdzie zaczynały się pierwsze blizny Serpensa ten złapał go za rękę i splótł jego palce ze swoimi - Prowadź - w jego głosie pojawiła się nuta zniecierpliwienia, bo nadal byli tutaj, a nie w miejscu w którym będą mogli poznać siebie… bliżej.

Zt x2
Powrót do góry Go down
Anastasiya Lazarov


Gracz


Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   26.11.15 22:07

Są różne sposoby na spędzanie wolnego popołudnia. Jedni wolą powtarzać do OWuTeMów, które nieuchronnie zbliżają się z każdą mijającą sekundą, inni rzucać do siebie zębatym frisbee lub grać w szachy, a jeszcze inni tacy jak Anna szukać po szkole cichego miejsca. Chciała dzisiaj odpocząć od zachowywania się jak prawdziwa jędza i nacieszyć się nieodpartym urokiem jesieni. Mimo że było chłodno, a wiatr zdawał się urywać głowę, to ta pora roku była jej ulubioną. Wyłysiałe drzewa przypominające olbrzymie szpony, poranna i wieczorna mgła, oraz ubarwione na złoto liście. Jesień zwiastowała jednak nieuchronne nadejście zimy i wrzeszczącej dzieciarni, która nie wiedzieć czemu tak często nacierała się śniegiem... też mi zabawa.
Jednak wracając do Anki, która ubrana jak zazwyczaj na czarno snuła się po dziedzińcu rozmyślając. Musiała odpisać na list od Serpensa zanim spotka go na korytarzu i zgarnie opiernicz... nie, to by nie było w jego stylu. Niemniej jednak musiała mu coś napisać. Zawsze zawstydzał ją wyrafinowanym językiem, niezwykłą poprawnością i piękną kaligrafią, kiedy ona pisała w pośpiechu, żeby Nikolai przypadkiem jej nie zobaczył. Doskonale wiedziała o tym, że brat uwielbia łapać cudze sowy i czytać listy. Dowcipniś...
Włócząc się po dziedzińcu dotarła do fontanny, w której woda, paradoksalnie do wiejącego wiatru, wydawała się być zrobiona ze szkła. Anastasiya dotknęła niepewnie tafli, która okazała się być niezamarznięta. Ach, magia była cudowna.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   26.11.15 22:47

Ostatnimi czasy cztery ściany dormitorium wydawały się jej bardzo wąskie, toteż większość wolnego czasu Rosalie spędzała albo włócząc się po szkole, albo korzystając z w miarę jeszcze znośnej pogody. Dzisiaj wybrała opcję numer dwa i skierowała się w stronę fontanny na dziedzińcu. Ubrała luźną bordową bluzę i czarne, dopasowane jeansy. Upieła swoje platynowe włosy w niesforny kok. Zanim wyszła przejrzała się w lustrze. Nie była próżna, wręcz przeciwnie;  w lustro spoglądała sporadycznie. Nie widziała potrzeby spędzania zbyt wiele czasu na wpatrywaniu się w swoje własne odbicie. Lubiła swoją urodę, tyle jej wystarczało.
Podążała labiryntem szkolnych korytarzy. Ani razu nie zawahała się, czy aby na pewno wybrała dobrą drogę. Znała Hogwart bardzo dobrze. A niektóre drogi przemierzała intuicyjnie. Jedynie w lochach zdażało jej się gubić. Nie lubiła ciemności i tego okropnego chłodu. Na samą myśl o tym przeszedł ją dreszcz. Zastanawiała się, jak śliozgonom udaje się to wytrzymać. Przecież szkoła ma tyle pięknych pomieszczeń z jeszcze piękniejszymi widokami, a zdecydowano iż uczniowie domu Slytherina będą mieszkać akurat pod ziemią.
kiedy znalazła się przy wejściu na dziedziniec, wzięła głęboki wdech. Uśmiechnęła się do siebie i weszła na plac. Udała się w stronę fontanny. Kilka kroków dalej dostrzegła postać. Czarną postać. Wzruszyła ramionami i dalej zmierzała w stronę wody, jednak po kolejnych kilku krokach zatrzymała się. Rozpoznała tą postać. Anastasiya Lazarov. Cóż za cudowny zbieg okoliczności. Stała w miejscu, zastanawiając się czy zawrócić. Ślizgonka też pewnie ją rozpoznała, więc Greengrass uznała, iż zawrócenie może zostać zinterpretowane jako tchórzostwo. Dlatego też przywołała na twarz najfałszywszy uśmiech, na jaki było ją stać i zaczęła iść w stronę dziewczyny.
- Witam szanowną panienkę Lazarov. Jak się panienka miewa? - stanęła przed nią i rzuciła jej pewne spojrzenie. Następnie rozejrzała się,  czy aby na pewno nie ma tutaj nikogo oprócz nich, ponieważ w otoczeniu innych ludzi Rose nie chciała się zachowywać jak niewychowany bahor. Kiedy upewniła się, że są same, ponownie wbiła swój wzrok w Anastasyje.
Powrót do góry Go down
Anastasiya Lazarov


Gracz


Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   29.11.15 23:32

Natomiast Ana nie przepadała za swoim typem urody. Widziała w sobie tylko nudną chłopczycę, z płaską klatką piersiową i zbyt kościstymi nogami. Jeszcze te krótkie włosy... ach, tak bardzo czekała aż wreszcie jej odrosną i nie będzie wyglądać jak facet. Pytanie, dlaczego nie wspomogła się magią? Kaprys i tyle, jest kobietą, czego głębokiego się tu spodziewać.
Spokój zaburzyła jej w tamtej chwili nie kto inny jak ukochana Rosalie Greengrass, czyli naczelna fałszywa Gryfonka, która tak bardzo wstydziła się pokazać swoją prawdziwą naturę przed przyjaciółmi. Co jak co, ale tak podłego aktorstwa Ana nienawidziła i miała przemożną ochotę sprawić, żeby szydło wyszło z worka na oczach całego Hogwartu. Pewnie miałaby za to wydrapane oczy, jednak liczyła się głównie ta dzika satysfakcja.
- Och, teraz doskonale. Kiedy cię widzę Rose, dzień od razu staje się słodszy - Odpowiedziała przesłodzonym głosem usiłując karykaturalnie naśladować Gryfonkę. Po chwili usiadła na oparciu studni skubiąc melancholijnie nitki wychodzące z dziury w spodniach. Pewnie dzieliły ją w tamtej chwili sekundy od wylądowania po pachy w wodzie, ale chyba lubiła ryzyko.
- Nie udawaj miłej, przyszłaś tutaj, żeby mnie rozdrażnić, co? - Rzuciła w jej kierunku pochylając się trochę w jej stronę, czując, że na jej twarz wpełza zawadiacki uśmieszek. Tak, ten, który zwiastował kłopoty. A Ana lubiła kłopoty, więc to był najsłuszniejszy moment, żeby zejść jej z drogi... no, chyba że też lubiło się ryzyko.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   01.12.15 18:50

Parsknęła śmiechem, gdy usłyszała ton Ślizgonki. Rzuciła jej rozbawione spojrzenie, chociaż dla zwykłego obserwatora, który mógłby je obserwować, takie spojrzenie w tym momencie wydawałoby się co najmniej dziwne. Anastasiya i Rosalie od zawsze skakały sobie do gardeł ot tak, po prostu. Greengrass uważała ją za niewychowaną panienkę z dobrego domu, a ona pewnie myślała o niej jako o fałszywej jędzy. No cóż, Gryfonka najzwyczajniej w świecie starała się kontrolować przy ludziach, aby zachować pozory przyzwoitości. Natomiast w sytuacjach takich jak ta, gdy znajdowały się ze sobą sam na sam, mogła na chwilę zdjąć maskę "tej dobrej".
- Jakiż to zaszczyt czynić twój dzień piękniejszym, Anastasyjo. Cała przyjemność leży po mojej stronie. - powiedziała, po czym ponownie uśmiechnęła się do dziewczyny. Na co dzień nie lubiła wdawać się w bzdurne gadki, albo przepychanki słowne, ale w tej chwili nie mogła sobie odpuścić.
- Przejrzałaś mnie na wylot, Anastasyjo! Jak ty mnie dobrze znasz! - rzekła sarkastycznym tonem, kręcąc głową. - Czy ty naprawdę uważasz, że nie mam nic lepszego do roboty popołudniami? - spojrzała na nią przewracając oczami. Nie miała pojęcia co Lazarov robiła po lekcjach, ale ona sama nie miała w zwyczaju szukać zaczepki, żeby się rozerwać.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   29.04.16 16:21

Już wchodząc dumnie na dzieciniec, kątem oka sprawdzała kto tu przebywa. O tej porze dnia było tu sporo ludzi. Niektórzy czekali na kolejne lekcje, inni siedząc na ławkach pogrążyli się w lekturze. Niestety nikt interesujący, trochę pierwszaków paru piątoklasistów. Nikt na poziomie. Jednak korzystając z dużej ilości młodzieży, postanowiła ściągnąć trochę uwagi. Przeszła pół dziedzińca, zatrzymując się przy fontannie. Strzepnęła piasek z murku i usiadła na nim, ostentacyjnie zakładając zgrabną nogę na nogę. Odrzuciła włosy i zaszczyciła spojrzeniem owych piątoklasistów. Zmieszali się i szybko wrócili do swojej rozmowy. Przeleciała kontrolnie resztę twarzy, czy kogoś nie trzeba zgromić wzrokiem. Nie trzeba. Jednak sporo osób przewala się przez dziedziniec i może zaraz kogoś trzeba będzie. Do tego czasu, Effe wyciągnęła pilniczek ze swojej torebki, i jeszcze bardziej ostentacyjnie zaczęła piłować paznokcie. Jak już wszyscy się na nią napatrzą będzie mogła iść dalej i rozlewać swój urok na wszystkich.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   30.04.16 11:33

Na koniec przedstawienia załapał się i Darren.
W dni takie jak ten, a również inne, gdyż w tym szarym zakątku Szkocji niespecjalnie rozróżniano pory roku, nie było trudno spotkać go, podążającego w sobie znanym celu po korytarzach, zwykle lądując gdzieś na błoniach. Lwią część tych zachcianek stanowił Quidditch, czyli najbardziej socjalna część życie Krukona, resztę czasu kręcił się to tu to tam szukając odpowiedniego kąta na dymka. A że podobno wiosna nadchodzi, słońca trochę więcej, to warto było wyrwać się z zatęchłych murów zamkowych i pooddychać trochę świeżym powietrzem.
I pooglądać, jak Effie Force znęca się nad tymi nieszczęśnikami, którzy podobnie jak Darren, postanowili podłapać trochę witaminy D (to nic, że zanosiło się na deszcz). Zajęło mu kilka sekund zastanowienie się, czy warto się pchać w rozmowę z tą dziewczyną. Miała w sobie wszystko, co powinno sprawić, że byłaby ignorowana przez społeczność uczniowską, a nawet więcej. Z drugiej strony miło było na nią popatrzeć i głównie to przeważało w relacji. Jakkolwiek smutno by to brzmiało.
- Ciężki dzień, Force? – Zagadnął nieco zgryźliwie, wkraczając na jej scenę, tym samym odbierając ten sam zamiar kilku innym osobom, które w różnych celach pewnie też się na to decydowały. Nie usiadł, bo też nie planował zatrzymać się tu zbyt długo.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   01.05.16 17:33

Gdzieś pomiędzy palcem wskazującym i serdecznym prawej reki wyczuła jakąś interesującą osobę pojawiającą się na dziedzińcu. Interesującą czytaj przedstawiciel płci przeciwnej z wyższej klasy. Podniosła powoli głowę i zobaczyła Cola. No nie. Najchętniej to by go od razu spławiła, nie miała ochoty na rozmowy z rówieśnikiem. Ale przez chwilę się zawahała. Był z tego samego roku, i brońcie bogowie, żeby nie trafili do jednej grupy na eliksirach albo zielarstwie. Jeśli by tak się stało, była by zdana jedynie na jego umiejętności, ponieważ jej w tych dziedzinach wahały się pomiędzy 0 a 0,5. Więc z "kolegami" z klasy warto utrzymywać, może nie dobre, ale przynajmniej neutralne stosunki. Więc zanim zdążyła ocenić sytuacje, chłopak zadał pytanie, uniemożliwiając jej delikatne spławienie go. W odpowiedzi przewróciła oczami. Co według niego, sprawiało że miała cięzki dzień? Piłowanie paznokci? Przecież dzięki temu każdy dzień staje się lepszy! Po chwili zastanowienia, przeraziła się. Może źle wygląda! Ale chwila. Przecież Effie Force nie może źle wyglądać, przecież to awykonalne! Skontrolował jego wygląd. W sumie, nie było z nim najgorzej, więc po chwili bezceremonialnie obczaiła go od góry do dołu. Nie pomijając żadnego szczegółu. Wyglądał hmm... s y m p a t y c z n i e. A może by tak...
-Baaaardzo ciężki. Chcesz go umilić?- powiedziała jednym z uwodzicielskich tonów głosów, trzepocząc rzęsami i uśmiechając się potulnie. Zobaczmy czy rybka połknie haczyk.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   09.05.16 11:30

Darren popatrzył na nią przez chwilę jak na idiotkę, zastanawiając się, z którego drzewa się urwała. Czym ewentualnie się zdradził, zmuszając ją do takiej reakcji? Mówiąc szczerze, niewiele o niej widział i to pewnie dlatego, że za każdym razem w ten właśnie sposób odbierała mu całą ochotę jakiejkolwiek interakcji, którą przecież i tak nie szastał na lewo i prawo. W jego świecie były dwa, w porywach trzy typy dziewcząt, ale skupmy się na tych z grupy, na które się patrzyło.
Effie była jak z obrazka. Bardzo dziewczęca i zadbana, tego nie mógł jej odebrać. Dość naturalna, w porównaniu do typowych brytyjskich dziewcząt. Ładna, w najszerszym znaczeniu tego słowa. Zatrważające. Zupełnie jakby dotknięcie jej miało zniszczyć wszystko, nad czym ta usilnie pracowała, wiecznie piłując paznokcie, oglądając końcówki i generalnie przeglądając się w każdej płaskiej powierzchni, która umożliwiała jej dostrzeżenie własnych rysów. Zdjęcia takich dziewcząt wieszało się w toalecie na umilenie pewnych bardzo specjalnych momentów. Z drugiej strony nie umywała się do drugiej grupy, preferowanej przez Darrena, mianowicie dziewcząt, do których warto byłoby faktycznie uderzać, ewentualnie wskoczyć do łóżka. Naturalnie, jako kumpla by jej nie widział. Niektóre dziewczyny po prostu tego w sobie nie miały. Sorry not sorry.
- Nie – odparł tylko, siadając obok niej, bo właściwie co mu tam. – Palisz, czy boisz się, że zżółkną ci paznokcie? – Zapytał jeszcze. Czuł dogłębną, dość niszczącą potrzebę sprawienia, że coś w niej nie będzie takie perfekcyjne. Nawet jeśli miałyby to być tylko głupie płuca, zszarzałe od czarnego dymu, to fakt, że zrobił to on działał jakoś kojąco. Dziwne to i martwiące, ale Darren bardzo chętnie zniszczyłby w tej dziewczynie jeszcze więcej, pewnie też dlatego wciąż przy niej trwał zamiast się odpieprzyć. – Nie tutaj, oczywiście – dodał kpiąco, jasno sugerując, że nie ma zbyt wysokiego mniemania o jej inteligencji. Ale co, najlepsze relacje zaczynają się od szczerości, a Krukon postanowił być z nią bardzo szczery.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   09.05.16 18:59

Ojej, rybka nie połknęła haczyka. Obejrzała jeszcze raz dokładnie Cola. Oceniała go czy warto wepchnąć mu ten haczyk do gęby. Co prawda był miły dla oka... Ale nie miał tego temperamentu. Nie miała ochoty się z nim użerać, takich jak on może mieć na pęczki. Może kiedyś... Tak dla zasady, żeby wiedział gdzie jego miejsce. Przewróciła oczami, zmieniła nogę na nogę i prychnęła, wzruszając ramionami:
- Nie wiesz ile tracisz.- Mocno się zdziwiła jak usiadł obok niej. Popatrzyła na niego z uniesioną jedną brwią. Po co on tu siada? Odmówił mi. Już go nie chcemy, nie lubimy, idź sobie!
Oczywiście, że pali! Ale tylko w szczególnych sytuacjach. Przecież palenie jest takie seksowne! A szczególnie jeśli palisz bez ubrania. - Pale. - właściwie nie wiedziała co miało oznaczać to pytanie. Czy chciał się dowiedzieć czy po prostu ma nałóg. Czy może chce jej dać papierosa. - Tutaj też pale? - odpowiedziała ironicznym pytaniem, mrużąc oczy i unosząc brwi. Przecież są na zewnątrz czemu nie? Rozejrzała się. Brak rzeczy łatwopalnych. Tym razem ona spojrzała się na Darrena jak na debila. Do czego on dąży?
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   23.06.16 0:01

No cóż, prawdę mówiąc Darren miał swój zamiar w tym, żeby przy niej usiąść poza oczywistą chęcią kontaktu, która wcale nie była tak oczywista. Jak powszechnie było wiadomo, najciężej dostrzec cokolwiek w najbardziej oczywistych miejscach, toteż fakt, że Ślizgonka sobie nie poszła był Darrenowi bardzo na rękę. Popatrzył na nią krótko, wciąż nie potrafiąc wykrzesać z siebie jakiejś formy szacunku dla jej… No właściwie ego, bo ciężko było tu mówić o osobie. Ale przynajmniej nie było tak, że jej nie lubił, bo właściwie to ciągle bazował ich relacje na przeświadczeniach, niż opiniach.
Rozejrzał się jeszcze raz po całym dziedzińcu, identyfikując jednego prefekta i jednego kapitana drużyny, oboje z kijami wsadzonymi w tyłki, ale zaabsorbowani jakimiś tam szczątkami życia towarzyskiego, które im się skapnęły. No nic, jeśli im się poszczęści, zaraz będą mieli znakomity powód, żeby podejść do Effie i rozjaśnić sobie popołudnie rozmową z nią. Ale to za sekundę.
- Gratulacje – odparł na jej zapewnienia/pytanie, cokolwiek to było, po czym trochę po chamie wyjął z kieszeni paczuszkę z marihuaną i począł skręcać sobie ładne palenie. Generalnie Hogwart był nieco skamieniały w swoich przekonaniach i zakazach, toteż uczniowie pijący alkohol i umilający sobie czas w różne sposoby, charakterystyczne raczej dla dorosłych, na pewno nie byli szczytem marzeń grona pedagogicznego. Aczkolwiek ze spokojem, Darren planował oddalić się do jakiegoś zapomnianego przez Boga miejsce, żeby oddać się swoim ulubionym przyjemnością i nikomu nie wadzić. Koniec końców musiał przecież trochę dbać o wizerunek.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   23.06.16 17:32

Nie miała za bardzo pojęcia czego jej gratulował. Było to trochę z dupy, więc ślizgonka przyjeła to wzruszając ramionami. Spojrzała jak Cole zwija skręta. Widać było, że jego palce robiły to bardzo często. Przemknął przez jej zlodowaciałe serduszko jakiś impuls współczucia i chęci pomocy. Ale szybko go od siebie odsunęła i odwróciła wzrok. Zamyśliła się na krótką chwilę, pogrążona w myślach o swojej samotności. Ale po chwili zobaczyła swój prawie skończony maniciur i wszystko wróciło do normy. Szybka spiłowała ostatni paznokieć i podsunęła rękę przed Darrena. - Ładnie? - zapytała z uśmiechem od ucha do ucha. Oczywiście ironicznie, bo jak niby chłopak miałby się znać na robieniu paznokci? Co jak co, ale to był jej konik. Przeszła nawet pare kursów w tym kierunku, żeby być samowystarczalną po przyjeździe do Hogwartu. Wiecie, że do tego zamku nie można sprowadzać żadnych kosmetyczek? S k a n d a l!
Jednak wyczuła, że krukon nie jest jakoś za bardzo w humorze. A nie lubi ludzi nie w humorze. Bo on jest zawsze w humorze. Co prawda jakimś swoim pokrętnym i samotnym humorze, ale hej! To zawsze coś więcej niż bycie ponurakiem. Trąciła go delikatnie ramieniem. - Ej no co jest? Co to za smutniałek tu siedzi? Jak chcesz to pozwolę ci wybrać kolor na jaki pomaluje paznokcie. Chcesz? - Co prawda chłopakowi nie rozweseliło by to humoru, ale Ef jak najbardziej! Właściwie nie wiedziała co ją napadło na taki przebłysk uprzejmości. To było zdecydowanie nie w jej stylu. No, ale skoro już słowo się rzekło, to niech będzie, poświęci się. Byle Cole nie wybrał jakiegoś potwornego żółtego, albo pomarańczu, bo te kolory są już okropnie nie modne. A panna Force nie może sobie pozwolić na bycie passe!
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   23.06.16 23:59

Pewnie, że było z dupy, w końcu Darren jakoś specjalnie na rozmowie się nie skupiał i coś nie bardzo zbierało się na to, że to się zmieni. Zwijał sobie skręta, trochę dumny z miejscówki, którą sobie znalazł, bo chociaż wszyscy się gapili, to patrzyli na Ślizgonkę. A Krukonowi to było na rękę, bo pewnie mógłby sobie teraz nawet i w żyłę wstrzykiwać, a i tak nikt by nie zwrócił uwagi. Ot, tak została odkryta tajemnica doboru znajomych Cole’a. Kiedy dziewczę podsunęło mu dłoń do twarzy spojrzał na nią lekko zmieszany, naturalnie zdradzając swój ogólny brak zainteresowania, ekspertyzy czy w ogóle jakiegokolwiek zmysłu estetycznego. – Eeee? – zareagował mało ambitnie, cały czas pochłonięty tworzeniem idealnego skręta. A powszechnie przecież wiadomo, że faceci podzielność uwagi mają znikomą, jeśli w ogóle jakąkolwiek. Nawet nie wiedział do końca na co patrzeć, jak mu już tą rękę podsunęła.
No i smutny? Przecież nie był smutny. W gruncie rzeczy był w całkiem dobrym humorze.
- Force – zagadnął w końcu do niej, zabierając się za finałowe wykończenia. – Nie powinnaś być czasem wredną Ślizgonką? – zasugerował. Bał się trochę, że zacznie go zaraz targać za policzki i niańczyć. Generalnie nie wiadomo dlaczego miał wrażenie, że zaczęła go traktować jak młodszą siostrę. No i halo, wcale nie chciał lakieru na paznokciach, nigdy nie miał siostry ani tak naprawdę dziewczyny, która by się czymś takim interesowała, toteż żył w niewiedzy. – Ale jak się poczuwasz do poprawienia mi humoru, to możesz mi w sumie wymasować stopy – rzucił wielkodusznie, uśmiechając się lekko, po czym polizał bibułkę skręta, robiąc z niego całość i chowając z powrotem do kieszeni. Wyciągnął zaraz paczkę fajek i wyciągnął w stronę Ślizgonki. – Masz, skoro palisz wszędzie. – Bardzo był ciekawy, czy tym razem to ona połknie haczyk. Generalnie podejrzewał dziewczę o wiele rzeczy, toteż miał wrażenie, że skonfrontowana z prefektami czy nauczycielami jakoś by się z tego wywinęła.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   24.06.16 0:28

Przewróciła oczami. Domyślała się, że Cole nie należał do najinteligentniejszych, ale Ravenclaw chyba do czegoś zobowiązywał. No nie wiem, może chociaż do myślenia. Ale Force była przyzwyczajona, że facetom wszystko trzeba tłumaczyć. No cóż niektórzy używają tych drugich mózgów. - Cole, kochanie ty moje - zaczęła ironicznie - Ja ci pokazuje moją ślicznie wymaniciurowaną dłoń, a ty mi proponujesz masaż stóp? Nie chce obrazić twoich stóp, ale myślę że jednak popsuły by mi moją c i ę ż k ą prace. - położyła nacisk na ciężką. Bo takiego idealnego kształtu nie robi się od tak. Tu trzeba lata praktyk i miłości do paznokci. No i odrobiny wyczucia smaku. Czego chyba Darenowi brakowało. Poza tym gdyby jej piękne ręce dotknęły jego stóp (fu!) to zamieniły by się w złoto, takie są piękne! - Poza tym od tego ma się ludzi. Wybierz sobie jakiegoś pierwszaczka to ci to załatwię. Skoro nie umiesz sam. - oczywiście Ef wszystko wzięła na poważnie i nie zrozumiała ironicznego żartu Darrena. No ale cóż takie są blondynki. I taka jest Effie. Jednak była zadowolona, że chociaż trochę udało jej się poprawić jego humor. Nawet jeśli w rzeczywistości tak nie było.
Gdy zaproponował jej zwykłego papierosa spojrzała na niego z niedowierzaniem. Skoro chciał palić zwykłe fajki. Na co robił teraz tego skręta? Eff miała przez chwilę zawieszenie, próbując przeanalizować jego zachowanie. Może chciał się pochwalić, że ma zioło, albo tak zręczne palce. To ostatnie było by bardzo cwane, za cwane jak na Darrena. Więc raczej nie potraktowała to jako zachęty, a raczej kolejne irracjonalne zachowanie. Przyjęła jednak papierosa. W sumie ma jakoś ochotę. Wstała, włożyła sobie do ust i omiotła spojrzeniem dziedziniec. Świetnie nadal się przykuwała sporo uwagi. Pochyliła się nad Darrenem, tak by ten miał nie mal przed nosem jej dekolt. - Podpalisz? - spytała, uwodząco podnosząc brew. No i wróciła stara Effie.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   24.06.16 14:37

Trochę mu się śmiać chciało, bo miał wrażenie, że rozmawia z kosmitą. Co więcej, ich rozumowanie zdawało się być na totalnie różnych poziomach, a informacje, które tak bardzo chcieli sobie przekazać (ona chciała komplementów, on chciał trochę z niej pokpić) odbijało się jedno od drugiego, przypominając zagorzałą rozgrywkę w ping ponga prowadzoną przez dwójkę uzdolnionych Azjatów. Tak oto rysowało się to w głowie Darrena, oczywiście zakrawając o totalny brak sensu.
- Jak sobie chcesz, ale żebyś potem nie marudziła, że nic ci nie zaofiarowałem. – Nadal nie rozumiał istoty tego, że wymagała od niego zachwycania się paznokciami chyba. Paznokciami? Jedyne, do czego te były potrzebne, to… Właściwie do niczego, dlatego Darren swoich ani nie hodował, ani nie zwracał na nie szczególnej uwagi. Zły był trochę że zmusiła go do rozmyślań na temat czegoś tak abstrakcyjnego i durnego. Chociaż z drugiej strony dłuższy paznokieć małego palca był dość przydatny w formowaniu pewnego rodzaju linii z proszków, po których miało się lepszy humor, ba, lepsze życie. Spojrzał znów na Ślizgonkę, przekonany, że raczej nie oto jej chodziło. – No ładne są – powiedział na odwal się, wkraczając na bardzo typową drogę płci brzydkiej, mając nadzieję, że jego puste słowa zadowolą dziewczynę i temat się urwie. – Po co mi pierwszoroczniak do czegoś, co doskonale możesz zrobić sama. Wstyd Ślizgoni, wstyd – pokręcił lekko głową. Co do skręta, chwalić się nie musiał, bo chyba każdy wiedział, że Krukon ma przy sobie zioło zawsze i wszędzie. A co do palenia, to po prostu nie miał zamiaru się z nią dzielić, bo nie. Nie była na tyle specjalna, ba, nawet nie był do końca pewny, czy ją lubił, bo trochę mieszała mu w głowie tą swoją dziewczęcością. Zdecydowanie wolał Liv, łatwiej ją było wyprowadzić z równowagi.
Chwilę później Darren też wstał, mając wrażenie, że dziewczę zbytnio się rozochociło. Prawie dwadzieścia centymetrów różnicy między nimi uratowało go przed Effie machającą mu cyckami przed nosem. – Zapytaj tam – skinął głową na prefekta, wgapiającego się w nich od dobrych kilku minut.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   24.06.16 15:04

Zaczęło ją trochę wkurzać, że nie może go totalnie zrozumieć. Najwyraźniej nadawali na całkiem odmiennych falach. Nie mogła się połapać do czego nawiązuje Cole i czego to dotyczy. Zrozumiała jedynie, że nadal mówił coś o masowaniu mu stóp. Przewróciła oczami. Nie rozumie, że nie do końca wierzy w jego czystość stóp,  w końcu to facet. A przede wszystkim szkoda jej zniszczyć paznokcie? Na pewno nie stać by go było na odbudowanie ich. Poza tym dręczenie pierwszoroczniaków było zabawne i idealnie wpisywało się do bycia ślizgonem. Więc czemu wstyd? - Nie udało Ci się Cole. Jako ślizgon jestem zobowiązana do dręczenia pierwszaków. - powiedziała tonem pod tytułem "to takie oczywiste, chyba w ogóle nie myślisz co?". Jednak musiała przyznać, że bardzo ucieszył ją komplement. Nawet jeśli był od jakiegoś tam krukona. Jednak dobre wrażenie zaraz runęło, łeb na szyje.
Gdy Darren też wstał, dziewczyna zmarszczyła z niesmakiem nos. Nie umie się bawić i tyle. Dodatkowo lubi psuć wszystkim zabawę. Miała też nadzieję, że chłopak okaże się większym gentelmenem i podpali jej tego papierosa. Musiała przyznać, że stracił odrobinę w jej oczach. - Ale z ciebie gentelmen. - powiedziała z rezygnacją, odwróciła się na pięcie i podeszła do ruszyła do rzeczonego prefekta. Jeszcze parę, kroków przed nim zorientował się, że do niego idzie i skupił całą uwagę na niej odrobinę przestraszony. Tyle jej wystarczyło, żeby złapać go w swoje sidła. - Witam. Poratujesz damę z opresji? - zapytała trzepocząc rzęsami jednocześnie robiąc z niego warzywko. Nakazała mu wyjąć różdżkę i podpalić jej papierosa. Zombii się posłuchało - Dziękuję. - Uśmiechnęła się jadowicie. Po czym kazała mu odejść, położyć się spać i o tym zapomnieć. Nikt mu o tym nie opowie, bo większość się będzie bała. Wróciła do Cola i bez cienia uśmiechu zapytała - Tobie też podpalić? - Oparła się o fonntane i mocno się zaciągnęła. No i popsuł jej się humor. Jeśli to był cela Cola to gratulacje.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   24.06.16 16:30

Mówiąc szczerze, Darren nieświadomie zwykle dążył do popsucia humoru swoim rozmówcom, nawet jeśli nie był w tym taki oczywisty. Wymigiwanie się z drobnostek, o które prosiła go, czy raczej wymagała od niego Effie, wprawiało go nawet w dość dobry humor. Nawet, jeśli do końca nie ogarniał, bo ich rozmowa nadal była dla niego nieco zbyt abstrakcyjna, a po minie Effie zdał sobie sprawę, że i ona czuje tak samo. W końcu się w czymś oboje zgadzali.
- Dręczenie pierwszaków poprzez nakazywanie im masowania stóp byle Krukonom? Stać cię na więcej – drażnił się z nią, odkładając swoją podróż w poszukiwaniu idealnego miejsca na skręta na później. Może uda mu się podpuścić ją do pokazania swoich zdolności na którejś z siedzących wokół nich osób. Darren niespecjalnie lubował się w dręczeniu młodszych roczników, ale ciekaw był, co też Effie nazywa dręczeniem.
Zaskoczyła go faktem, że poszła tam, gdzie jej wskazał. Szczególnie, że miał ją do tej pory za indywidualistkę, która raczej nie lubi dopasowywać się do czyiś instrukcji, zupełnie tak jak on. Ale ba, poszła do tego prefekta, zrobiła z nim co zrobiła (odrobinę to było przerażające, bo też Krukon nie do końca wiedział, jak osiągnęła efekt, który osiągnęła) i uwaga – tu interesujący fakt – wróciła do niego z dość nietęgą miną. Jak bumerang. Nie mógł jej tego przepuścić. Gwizdnął cicho.
- Bardzo ładnie. Ale myślisz, że ogarnęłabyś go bez użycia magii? W ogóle, kogokolwiek? – Zainteresował się. To nie tak, że chciał zobaczyć, jak dziewczyna traci punkty, ale… Chciał zobaczyć, jak dziewczyna traci punkty. – Nieee, nie będę z tobą palić. My, zwykli śmiertelnicy nie wywijamy się z takich rzeczy na ładne oczy – wzruszył lekko ramionami. Plus, naturalnie, nie chciał się z nią dzielić ani spędzać specjalnie dużo czasu.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   24.06.16 22:11

No to osiągnął co zamierzał. Jej dobroć się skończyła, o ile się w ogóle zaczęła. Zrobiła się markotna i marudna. - Nie. Myślę, że twoje stopy byłyby jedną z najokrutniejszych kar. -  Zmrużyła oczy i spojrzała przeciągle na chłopaka. Przestała mieć ochotę na mało interesujące pogaduszki. Miała coraz większą ochotę, żeby utrzeć mu nosa. Ale przypominając sobie, że może kiedyś być przydatny na razie się powstrzymywała. Byle by nie przegiął. Bo nie ma osób niezastąpionych.
Magii? - To nie była magia. - Powiedziała dobitnie i skrzywiła się nieznacznie. Nie mogła się z nim zgodzić. Bardziej dar, zdolność, przekleństwo. Ale na pewno nie magia. Nie mogła się tego nauczyć, nie mogła tego nabyć, to już było. Gdyby mogła chętnie by się tego pozbyła. Była by normalną, niegroźną amerykańską dziewczyną. Ale nie mogła się kłócić, zaufać, dać się zranić, zdenerwować. Nie mogła dopuścić do siebie negatywnych emocji. Dlatego była uważana przez wszystkich za pustą blondynkę. Nie robiła tego dla siebie, tylko dla innych. A nikt tego nie doceniał. Chciałaby móc w końcu z kimś o tym porozmawiać. Żeby ktoś docenił jej wysiłki, może był z niej dumny? Odetchnęła głęboko zamykając oczy. Zesmutniała jeszcze bardziej. Cole poruszył czuły temat. Nie myśl o tym Eff. Taka jesteś i już.
Ale skoro taka była, czemu nie korzystać z tego? Musiała przyznać, że natura poskąpiła jej mądrości, ale nie poskąpiła urody i daru. A trzeba sobie jakoś radzić w życiu. Niestety Eff umie tylko tak. Bo gdy chce być miła to trafia na takiego Cola i kończy zanim zaczęła.
Nawet nie zrobiły na niej wrażenia komplementy. Stwierdziła tylko zimno " kurcze dwa w jednym zdaniu, no nieźle". Nie miała zamiaru za nie dziękować. - Co cykorzysz Cole? To taaakie typowe dla krukonów. Chyba wszystkiego się boicie. Nadal śpisz, przy zapalonym świetle? - zaciągnęła się i dmuchnęła mu piękne dymne koło prosto w twarz. Jedna z nieprzydatnych umiejętności nabyta na amerykańskich domówkach. Czasem robiło to wrażenie, ale nie taki był jej teraz zamysł. Odpowiadała drażnieniem na drażnienie.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   04.07.16 22:26

Aż się zaśmiał na jej komentarz, którego wcale się nie spodziewał. Prawdę mówiąc, rozmowa z Effie, chociaż na dwóch różnych poziomach, okazała się być o wiele bardziej interesująca, niż się z początku spodziewał. O czym oczywiście poinformować jej nie miał zamiaru, martwić się, żeby woda sodowa nie uderzyła Ślizgonce do głowy. Jeszcze bardziej. Bo smutną prawdą było, że faktycznie uważał ją za pustą blondynkę, z jako taką zdolnością prowadzenia rozmowy.
W każdym razie jej małe sztuczki były dla niego magią, skoro nie działy się z własnej woli potencjalnej ofiary. Sam nigdy nie był pod jej wpływem i mówiąc szczerze był dość ciekawy, ale z drugiej strony prędzej najadłby się żywych gumochłonów, niż dobrowolnie poddał byciu marionetką Force. Toteż przeciągał strunę, ale nieco bezpieczniej, niż by to robił z jakąkolwiek inną dziewczyną. Miał szczęście, że Effie myślała o nim jako o użytecznym. Bo przecież był dość bezużyteczny i sam zdawał sobie z tego sprawę, ale dobrze, że inni nie widzieli tego tak wyraźnie, jak on. Nie nie, nie jest to jakieś depresyjne wyznanie, ot, stwierdzenie rzeczywistości z pozytywnym akcentem, bo w końcu nie starał się komuś przydać, a raczej egzystował sobie w swoim małym, darrenowym świecie.
Toteż cień smutku na twarzy dziewczyny zinterpretował zupełnie na opak. Dość miał dziewcząt uganiających się za byle kim, żeby w końcu przeżyć swoją wielką, patetyczną miłość, która totalnie zmieni ich życia i w ogóle drama, drama, drama. Pokręcił tylko głową i jak gdyby nigdy nic rozwiał dłonią dym, którym Effie próbowała go podtruć.
- Tylko po to, żeby móc cię lepiej widzieć – mrugnął do niej, nie mogąc się powstrzymać. – Dobra mała, baw się tu sama i do następnego – powiedział i sobie poszedł, bowiem Darren był bucem i nadal nie miał zamiaru się nikim z niczym dzielić.
Toteż poszedł sobie gdzieś na błonia, na tyle daleko, że nikomu nie chciało się iść za nim.

Darren zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Dziedziniec z fontanną   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: