Share | 
 
Sala portretowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Sala portretowa   28.09.15 18:42

Sala portretowa
Sala ta jest jednym z największych pomieszczeń w zamku. Podobnie jak w Wielkiej Sali, większość przestrzeni zajmują stoły, przy których uczniowie mogą w spokoju się pouczyć, pograć w szachy czy w gargulki z kolegami i koleżankami z innych domów - miejsca jest dość. Ściany obwieszone są portretami najwybitniejszych postaci magicznych. Jeśli dobrze zagadasz, na pewno opowiedzą ci historie, dzięki którym zabłyśniesz później na lekcjach.
Powrót do góry Go down
Filius Flitwick

avatar
Specjalne

Liczba postów : 5
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   31.10.15 20:05

Merlin
W tym miejscu na uczniów spragnionych rozrywki czekał profesor Flitwick. Miał nadzieję, że ich nie zawiedzie, nawet jeśli jego działką nie miała być czysta rozrywka, a nauka zaklęcia. Na postać, jaką chciał przedstawić, wybrał Merlina. To wizerunek właśnie tego czarodzieja widniał za jego plecami, namalowany na ogromnym płótnie. Był dumny, bo brał udział w jego stworzeniu, razem z najbardziej utalentowanymi uczniami i uważał, że efekt wyszedł niezwykły.
Kiedy w sali zebrali się już zainteresowani uczniowie, stanął na podwyższeniu i odchrząknął.
- Kochani moi, wiem, że przyszliście tu się pobawić, ale trochę informacji wam nie zaszkodzi. A Merlin, jak wiecie, był potężnym czarodziejem! Żył w dziesiątym wieku, a więc ponad tysiąc lat temu. Był jednym z pierwszym uczniów tej szkoły, a więc pomyślcie – uczyli go sami Założyciele! Pod opiekę wziął go Salazar Slytherin, co daje nam pogląd na jego charakter. Wiem, że w ostatnim czasie pojawiła się skłonność do demonizowania Ślizgonów, ale pamiętajcie, że był dobrym człowiekiem o potężnych zdolnościach. Jego imieniem nazwano order, nadawany tym, którzy najbardziej zasłużyli się dla społeczeństwa. Wierzcie, chcielibyście móc się kiedyś pochwalić Orderem Merlina. O tym niezwykłym czarodzieju krąży wiele legend i jestem ciekaw, czy ktoś z was byłby w stanie jakąś przytoczyć, tak na dobry początek? No? – rozejrzał się po zebranych uczniach, licząc na ciekawą opowieść z ich strony.
Nie wstydź się – jeśli znasz historię związaną z Merlinem, opowiedz! Profesor Flitwick na pewno to doceni. Postaraj się jednak nie powielać historii, które opowiedzieli inni, chociaż możesz uzupełniać je o szczegóły, o których inni zapomnieli. Niedługo zacznie się kolejna część, więc nawet, jeśli nie masz w zanadrzu żadnej legendy, nigdzie nie odchodź!
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   11.11.15 18:19

Czy Serpensa można było zaliczyć do uczniów spragnionych rozrywki? Niekoniecznie, ale postanowił zjawić się w sali portretowej, tak jak i w innych miejscach w których w dniu dzisiejszym miały się odbyć niecodzienne zajęcia. Zawsze to inny sposób na spędzenie swoich urodzin. Dopóki mieszkał z ojcem ten początkowo zaczynał od wymienienia rzeczy przez które jest tylko małym i nikomu niepotrzebnym robalem, później zaczynał pić i wyżywać się na synu. To właśnie tego dnia powstały najpaskudniejsze z jego blizn. Nawet kiedy o tym myślał to ten cholerny uśmiech nie schodził mu z twarzy, chociaż po plecach przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz.
Bardziej liczył na to, że może poznają coś nowego, a nie będą wracać do co już znają. O Merlinie każdy słyszał, jakoś nie wyobrażał sobie, żeby nie było nikogo kto nie mógłby choć dwóch słów o nim powiedzieć. Szczególnie, że legend wokół niego urosło bardzo wiele.
- Wszyscy chyba wiedzą, że walczył z Morganą le Fay. Jednak nigdy nic więcej o tym nie słyszałem, a może jakoś nieuważny byłem… No nie ważne - gdyby ktoś miał coś do opowiedzenia na ten temat chętnie by posłuchał. Mało przejął się tym, że nie do końca tak to miało wyglądać - Był jednym z tych czarodziei, który wierzył, że mugole nie są gorsi od nas. Że należy ich tolerować i szanować, a nawet pomagać. To dość ciekawe, że był w Slytherinie i sam Salaraz chciał, aby ten znalazł się w jego domu. A może jak się jeszcze uczył nie mówił głośno o swoich przekonaniach? No bo tak. Salazar nie chciał w zamku szlam, a jeden z najbardziej znanych czarodziei Merlin, który jak już wiemy był mocno za mugolami, był właśnie ślizgonem - opowiadania nie były mocną stroną Serpensa, ale może profesor Flitwick mu wybaczy, a reszta z uczniów chętnie dopowie coś od siebie na ten temat. Wcześniej jakoś nigdy się na tym nie zastanawiał, ale teraz to przyszło jakoś naturalnie.
Był też po części ciekawy czy dowie się czegoś nowego.
Jak zawsze stał gdzieś z tyłu i choć zawsze był tam niezauważony tak teraz większość oczu zwróciło się w jego kierunku. Był ciekaw ile z tych osób chodziło do Hogwartu przed bitwą i czy brali w niej udział. Sam znał wszystko tylko z opowieści ciotki i tego co sam znalazł w książkach, a tego drugiego nie było zbyt wiele, bo czytać może i lubił, ale nie o tym - Tam patrzcie! - machnął ręką w kierunku podwyższenia na którym stał profesor.
Powrót do góry Go down
Bianka Bell

avatar
Gracz

Skąd : Polska/Anglia
Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   18.11.15 21:21

Bianka przyszła na te zajęcia właściwie tylko dlatego, że chciała zobaczyć portret Merlina, w którego tworzeniu brała udział. Gdy więc weszła do sali, zmarszczyła krytycznie nosek, przyglądając się obrazowi. Mógł być gorszy, mógł być lepszy, ale w sumie dobrze im poszło. Chociaż - gdyby tylko ten Gryfon nie pomieszał źle kolorów! Ale na szczęście udało im się jakoś to ukryć. Poza tym - to były urodziny Serpensa, a wiedziała, że na tych zajęciach to na pewno go spotka. No i że te zajęcia będą na tyle luźne, że da radę opylić mu prezent pod ławką. Nie było to w sumie nic szczególnego, ale Bianka miała nadzieję, że Krukonowi się spodoba.
Tak więc, bardzo sprytnie, Dzwoneczek usadowił się w ławce obok Burke'a, kiwając mu głową na powitanie. Zaraz potem pojawił się profesor Flitwick, do którego pałała wyjątkową sympatią. Był, paradoksalnie, jednym z niewielu nauczycieli, których słuchała - a i tak zbierała na jego zajęciach paskudne oceny.
Bianeczka wysłuchała z zainteresowaniem słów Serpensa, mimo że dobrze o tym wszystkim wiedziała. Ah, zresztą, zapewne jak każde dziecko wychowane w magicznej rodzinie. To zabawne, że powtarzają te informacje na lekcji - ale z drugiej strony może dowiedzą się czegoś jeszcze, a to tylko szybki, nawet jeśli nieco bezsensowny, wstęp?
- Podobno miał piękne, zielone oczy. Ciekawe, czy właśnie tym, oprócz oczywistej wielkiej-wielkiej mocy, uwiódł Salazara? Bo wie pan, podobno mieli romans - oświadczyła Bianka nieco rozproszonym tonem, grzebiąc w torbie, trzymanej przez nią na kolanach. - I miał TAKĄ DŁUGĄ BRODĘ. - Dziewczyna rozłożyła ramiona na całą swą szerokość, uśmiechając się szeroko. - Oh, no i był członkiem sądu króla Artura, to również istotna informacja, nieprawdaż? - dodała, opuściwszy ręce. Spojrzała z nagłym zastanowieniem na Serpensa, po czym, stwierdziwszy, że w sumie nie ma nic więcej do powiedzenia, wzruszyła ramionami i obdarowała profesora przyjaznym uśmiechem.
Gdy ten skierował swoją uwagę na kogoś innego, Bianka wyjęła małe opakowanie wielkości A5 i położyła je na kolanach Bruke'a. Dyskretnie pogłaskała go po ręce, z jednoczesną czułością i dystansem, po czym szepnęła:
- Wszystkiego najlepszego.
Ciekawe, czy spodoba mu się szkicownik po brzegi wypełnionymi rysunkami jego osoby? Nie zawsze twarzy, czasem dłoni, oczu, ust, nawet i uszu. Serpens w plenerze, Serpens na łóżku, Serpens w próżni. To aż śmieszne, że uzupełniła ten pięćdziesięciostronnicowy szkicownik w zaledwie dwa miesiące.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   18.11.15 23:28

To nigdy nie był dla niego wesoły dzień, więc w sumie mało kto wiedział kiedy miał swoje małe święto. Dlatego nie spodziewał się żadnych życzeń czy czegokolwiek związanego z tym dniem. A nawet jeśli o kimś z tym rozmawiał to kto by spamiętał takie rzeczy? Rano zdążył dostać list z drobiazgiem od ciotki i na więcej nie liczył. To było wystarczająco wiele.
Pomachał do Bianki kiedy tylko pojawiła się w jego zasięgu wzroku i ucieszył się, że zmierzała w jego kierunku. Zawsze to lepiej siedzieć niedaleko kogoś znajomego niż samemu. To dziwne, bo czuł, że przez te dwa miesiące poznał więcej wartościowych ludzi niż we wcześniejszej szkole przez lata. Zastanawiał się nad tym i miał swoje teorie. Nawet bardzo dużo, bo zaraz każda wydawała mu się mało sensowna i odpychał ją na dalszy plan, wymyślając kolejną.
Pierwsze minuty zajęć minęły szybko, początkowo był zainteresowany tym co mówią inni, ale później on zaczął się nudzić, a czas ciągnąć. Kiedy Bianka włączyła się do tego wszystkiego przeniósł na nią wzrok skupiając się na jej słowach. Wzmianką o romansie rozśmieszyła oczywiście kilka osób, a on tylko pokiwał głową, że w tym musi być dużo prawdy!
- Eee… No dzięki - powiedział niepewnie, bo nie wiedział czy to wystarczy, czy trzeba coś jeszcze powiedzieć albo zrobić. Zawsze czuł się skrępowany w takiej sytuacji, ale ten dotyk na dłoni uspokajał, więc uznał, że na razie musi starczyć. Zebrał to co leżało mu na kolanach, próbując zgadnąć, ale coś słabo mu szło i wziął się za odpakowywanie, zapominając, że nadal znajdował się na zajęciach. Ciekawość jednak zwyciężyła i po chwili oglądał już... siebie. Było to coś innego, ale bardzo mu się spodobało. Na tyle, że przez jakiś czas nie zwracał uwagi na otoczenie przeglądając szkicownik. Każda jego strona była zapełniona i na każdej był on albo kawałek go - To… niesamowite - naprawdę nie wiedział co powiedzieć, więc nachylił się, aby cmoknąć ją w policzek. Tak po prostu, tak jak to ludzie robią kiedy dziękują za coś beż żadnych podtekstów - Musiałaś to robić wieki… ale czekaj tyle się nie znamy. Chcesz powiedzieć, że zrobiłaś to mniej niż w dwa miesiące? - nie dość, że same rysunki były interesujące i nie mógł od nich oderwać od nich wzroku to jeszcze dodatkowa świadomość, że powstał to w tak niewielkim czasie dodawała temu uroku. Niby niegrzecznie było rozmawiając z kimś zajmować się czymś innym, ale nie umiał przestać przeglądać szkicownika.
- Masz swój ulubiony? - spytał przysuwając się do niej ze swoim krzesłem, aby móc się oddać ponownemu przeglądaniu, ale tym razem z nią.
Powrót do góry Go down
Bianka Bell

avatar
Gracz

Skąd : Polska/Anglia
Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   19.11.15 12:06

Bianka już nawet nie udawała zainteresowania lekcją, mimo wyrzutów sumienia względem profesora Flitwicka. Mało kto go słuchał i naprawdę źle czuła się z tym, że sama również go olewa. Obiecała sobie w duchu, że na następne zajęcia przyjdzie zupełnie przygotowana i będzie uważać; no ale musiała zobaczyć reakcję Serpensa. Dlategoż obserwowała chłopaka z zainteresowaniem, podczas gdy on otwierał prezent.
Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech pełen zadowolenia, gdy Krukon cmoknął ją w policzek. Cieszyła się, że trafiła z prezentem. Na ogół nie kupowała ludziom podarków, a sama je robiła; niestety nie wszystkim się to podobało. Dlatego naprawdę poczuła się doceniona. Oczywiście nie miała zamiaru mówić mu, ile wsadziła w ten zeszyt wysiłku i ile Trolli zebrała, rysując, zamiast odrabiać prace domowe.
- Mhm - przytaknęła tylko na jego pytanie. - Ale to nic takiego, przecież to tylko szkice. Niemniej, bardzo się cieszę, że ci się podobają. - dodała, zagarniając kosmyk włosów za ucho. A gdy Serpens przysunął się do niej, ożywiła się lekko. Jej ulubiony? Trudno było oceniać jej swoją własną pracę w tych kategoriach, aczkolwiek miała taki.
Bianka przysunęła się tak blisko Burke'a, że prawie wpakowała mu się na kolana (co prawdopodobnie by uczyniła, gdyby nie obecność profesora), po czym delikatnie przejęła szkicownik z jego rąk. Nieśpiesznie wertowała zeszyt, by wreszcie dotrzeć do odpowiedniego rysunku. Dzwoneczek położyła szkicownik na kolanach Serpensa, samej przypatrując się stronnicy z zadumą. Właściwie, szkic ten zajmował całe dwie strony; przedstawiał oczy Serpensa, ale były one inne niż na ogół. Roześmiane, kompletnie niewinne, a przy tym nieco figlarne. Brwi były nieco uniesione, dodając animuszu całemu rysunkowi.
- Nie zawsze można to zobaczyć, prawda - stwierdziła z zastanowieniem, przekrzywiając nieco głowę - ale to bardzo ładny widok, wiesz? - Dziewczyna uniosła wzrok na Serpensa, uśmiechając się delikatnie. Patrzyła mu chwilę w oczy, po czym cmoknęła go delikatnie w nos i roześmiała się cicho.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   19.11.15 22:30

Zawsze wszyscy cieszyli się na urodziny, ale z nim było inaczej. Dlatego Bianka naprawdę go zaskoczyła tym, że nie dość, że wiedziała i pamiętała to jeszcze tym, że postanowiła zrobić coś dla niego. Zawsze uważał, że rzeczy wykonane własnoręcznie i z pomysłem są najlepszym rozwiązaniem, ale jednocześnie był bardzo słaby w wymyślaniu czegoś takiego. Co za tym idzie nie był mistrzem w dawaniu prezentów. Początkowe skrępowanie tą sytuacją szybko ustąpiło i teraz w pełni cieszył się z tego szkicownika.
- Nic takiego… - burknął po niej zapatrując się na to zupełnie inaczej. Mógł tylko zgadywać ile pracy w to włożyła i ile czasu poświeciła, żeby zapełnić wszystkie kartki, a mało ich nie było - Nie lubię urodzin, ale dzięki temu mogę powiedzieć, że dzień jest przyjemniejszy - nie wiedział czy to zabrzmi tak dobrze jak dziękuje, ale właśnie w ten sposób to mówił. Innymi słowami, ale czasem te oczywiste wydawały mu się nie niosące za sobą tego co chciał przekazać. Nie był pewny też tego czy mu się to teraz udało, ale inaczej nie umiał.
Patrzył z uwagą jak przewraca kartki w poszukiwaniu tego ulubionego, zapominając, że przecież znajdowali się na zajęciach. Co prawda nie była to lekcja jak inne, ale tak czy inaczej mogli przeszkadzać innym. I choć starał się tego nie robić, tak teraz nie miało to znaczenia. Kiedy znalazła ten szkic zaczął się mu intensywnie przypatrywać. Jednocześnie było w nim coś znanego, ale jakby zupełnie obok tego co było prawdziwe.
- Wyglądają tak czasem? - spytał z niedowierzaniem, bo zupełnie mu to nie pasowało. W lustrze zawsze oglądał inne spojrzenie i daleko mu był do tego co przedstawiła Bianka. Być może złapała coś tak mocno ulotnego, że sam nie umiał tego dostrzec? Kiedy już myślał, że dziewczyna niczym go nie zaskoczy to znów wymyślała coś co miało go utwierdzić w przekonaniu, że nigdy nie odgadnie co siedzi jej w głowie - A to za co? - spytał kiedy na jeszcze się śmiała, nie żeby mu to przeszkadzało, ale nie był przyzwyczajony do tego, że ludzie znienacka postanawiają go całować w nos.
Powrót do góry Go down
Bianka Bell

avatar
Gracz

Skąd : Polska/Anglia
Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   21.11.15 19:10

Serpens nawet nie miał pojęcia, jaki wpływ na Biankę miały jego słowa. Bo ona, cóż, kochała być dawcą. I kochała, gdy potrafiła sprawiać radość innym. Niby tam - doświadczenie pomaga, praktyka czyni mistrza i tak dalej, ale w przypadku uszczęśliwiania ludzi to nie takie proste. Każdy jest inny, a potrzeby i pragnienia zmieniają się z czasem. To wszystko jest tak niestabilne i ulotne, że aż piękne. Ale - Bianka w wielu rzeczach potrafiła odnaleźć piękno, czasem nawet tam, gdzie go nie było. Czemuż więc Serpens tak dziwił się temu rysunkowi? Przecież odnajdywanie piękna w pięknie nie jest aż tak zaskakujące. To po prostu brak świadomości.
- Bardzo się cieszę - powiedziała zadowolona, zastanawiając się przy okazji, czy jej pomoc zawsze jest taka bezinteresowna. A może chodzi też o to niebywale ciepłe uczucie, które temu towarzyszy? Czyli - w sumie była egoistką. - Czasem tak. Patrz, na przykład teraz, kiedy cię tak zaskoczyłam, jesteś taki niewinny. Oczywiście, to nie do końca to, ale - prawie. - Dziewczyna popatrzyła na Serpensa z delikatnym uśmiechem, po czym rozejrzała się konspiracyjnie po sali. Następnie chwyciła chłopaka za rękę i wstała, bezceremonialnie ciągnąc go za sobą. Dygnęła zaskoczonemu profesorowi i wdzięcznie ruszyła ku wyjściu tanecznym krokiem. Gdy już znajdowali się za drzwiami, Bianka uniosła się na tyle, by móc ledwie musnąć wargi Serpensa swoimi rozchylonymi ustami, a następnie spojrzeć mu w oczy.
- Więc, gdzie masz ochotę iść?

//zt x2
Powrót do góry Go down
Filius Flitwick

avatar
Specjalne

Liczba postów : 5
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   28.11.15 23:37

Widząc, że nikt nie został na zajęciach, by dowiedzieć się, co chciał dalej przekazać, zrezygnował. Przecież nie będzie sam siebie uczył zaklęcia! Trudno, ich strata. On był całkiem zadowolony z tego, co przygotował i to wystarczyło. Na szczęście dzięki temu, że uczniowie sobie poszli, zyskał trochę czasu, żeby samemu uczestniczyć w czymś, co przygotowali jego koledzy. Dlatego też był całkiem zadowolony z przebiegu sytuacji. Nie miał im przecież za złe, za bardzo ich lubił. Upewni się tylko, że rano otrzymają upominki, jakie dla nich przygotował i kolejne Halloween będzie z głowy. Nie przepadał za tym świętem, ale cóż zrobić. Był z siebie dumny, tak czy inaczej.
Jego myśli szybko podążyły ku następnej lekcji zaklęć, jaką musiał przygotować. Och, to będzie wspaniałe...

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   14.02.16 9:36

Nie mógł spać. Kolejną noc spędzał bezsennie, kręcąc się po zamku. Był wystarczająco cicho, by nie zostać przyłapanym przez nauczycieli, wiedział też, gdzie nie chodzić, by nie włączyć alarmów, które podobno zamontowano w niektórych pomieszczeniach. Niby mógł siedzieć w komnatach Gryfonów, ale nie miał ochoty. Takie włóczenie się podobało mu się bardziej. Teraz siedział w Sali portretowej, rozmawiając z jednym z zasłużonych czarodziejów, który, dostrzegając w młodym Gryfonie pewne podobieństwo do siebie, karmił ego Gabriela komplementami. W pewnym momencie jednak zamilkł – w sali pojawił się ktoś jeszcze. Siostra Gryfona, Abigail, w podartej sukni ślubnej, z pustym spojrzeniem… Zmierzała w jego stronę powoli, po czym zatrzymała się kilka metrów od niego. Uniosła rękę na wysokość piersi i tak bez ostrzeżenia wbiła ją w klatkę piersiową, wyrywając sobie serce, które następnie zaprezentowała oniemiałemu bratu. Zakrwawiony organ uniósł się, kapiąc krwią na posadzkę, a dziewczyna zaczynała zmieniać się w szkielet.
Musisz to zatrzymać. Twoim zadaniem jest wymyślenie sposobu na zamknięcie zjawy w bezpiecznej klatce. Klatce, która w zminiaturyzowanej wersji wisiała na jej szyi. Musisz ją zdobyć, powiększyć i zamknąć dziewczynę w środku. Szkopuł tkwi w tym, że nie możesz dotknąć postaci, jeśli nie chcesz stracić ręki. Zaklęcie przywołujące na nią nie działa, podobnie jak wszelkie zaklęcia zatrzymujące. Jest w stanie się bronić, więc rzucając zaklęcie musisz rzucić dodatkową kostką - parzysta zaklęcie obronione przez zjawę, nieparzysta zaklęcie nieobronione przez zjawę. Możesz szukać pomocy, ściągnąć znajomych, nauczycieli. Mistrz Gry da ci znać, jak ci idzie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   20.02.16 15:40

Mijała kolejna bezsenna noc, tym razem jednak bardzo przyjemnie; nie włóczył się po chłodnych korytarzach, gdyż naszła go myśl by zajrzeć do sali portretowej. Lubił rozmawiać z portretami; wiele z tych postaci było świadkami przeszłości, o której historii i opowieści zawsze słuchał z przyjemnością. Spośród wszystkich najbardziej upodobał go sobie pewien czarodziej, widzący rzekomo podobieństwo między nimi. Gabe nie miał pojęcia czy chodzi o charakter i sposób wypowiadania się, czy może był to jeden z jego przodków. Kto wie? Tak czy inaczej, był tej nocy w dobrym nastroju. Nie sądził, że coś będzie w stanie zepsuć mu humor, ani że wydarzy się to tak szybko..
Usłyszał za plecami szmer zamykanych drzwi. Ktoś wszedł do pokoju. Inny samotny, nocny spacerowicz? Tak, pewnie tak. Gorzej byłoby, gdyby był to Filch albo któryś z nauczycieli. Ale.. nie, dawno wybiła druga. Nawet zajęcia z astronomii zdążyły się skończyć. Komu chciałoby się fatygować i robić obchód sal w środku nocy?
Odwrócił się i zamarł. Na jego twarzy nie pozostał żaden ślad po uśmiechu, który towarzyszył mu cały czas od wieczora.
Po drugiej stronie pomieszczenia stała zjawa; ta sama, którą ujrzał wtedy w Zwierciadle Pragnień wywieszonym w Hogsmeade.
Nie. To nie może być rzeczywistość. Ja śpię, a ta mara wraca do mnie w koszmarach. Niestety wszystko wskazywało na to, że raczej nie spał i naprawdę znajdował się tutaj teraz, stojąc naprzeciwko ducha.. Abigail.
Nie, to nie jest ona, Gabe próbował wypchnąć tę myśl z głowy. To potwór, a nie Abby. Wytwór mojego umysłu.
W miarę jak zjawa zbliżała się się w jego stronę, powoli wycofywał się pod ścianę, nie spuszczając z niej wzroku. Obserwował bacznie każdy jej krok. Zacisnął dłoń na różdżce w lewej kieszeni, gotowy się bronić jeśli będzie taka potrzeba. Ale.. co pomoże mu różdżka w starciu z .. demonem?
Nagle mara zatrzymała się, w odległości kilku kroków od Gabriela. I to co później zrobiła spowodowało, że stanęły mu włosy na karku a po plecach przeszedł zimny dreszcz strachu.
Swoją kościstą ręką sięgnęła do klatki piersiowej, z łatwością przebiła cienką warstwę skóry i wyjęła ze środka swoje serce. Zjawa zaczęła rozsypywać się na kawałki; z sekundy na sekundę zaczynała coraz bardziej przypominać sam szkielet niż człowieka.
Nie. Nienienienienie. Gabe kręcił głową, tracąc resztki wiary w to, że jednak może to być sen. Wyjął różdżkę i drżącą ręką wycelował w postać siostry. Nie mógł dłużej na nią patrzeć, chciał by to wszystko okazało się nieprawdą i wytworem jego własnej wyobraźni.
- Depulso! - krzyknął nagle, zupełnie nie myśląc czy była to roztropna decyzja.


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   22.02.16 2:05

Niezależnie od tego, czy była to roztropna decyzja, czy nie, zjawa i tak odbiła zaklęcie, które poszybowało nad głową Gryfona i uderzyło w jeden z obrazów. Młody Bertrand jeszcze pewnie nie raz się nasłucha o szkodach, jakie zostały przez niego wyrządzone tej nocy, ale to dopiero początek i nie było sensu zawracać sobie tym głowy.
Postać uniosła rękę i jednym gestem przelewitowała wyrwane serce niepokojąco blisko Gabriela. Jeszcze tylko trochę, a mógłby je dotknąć - tylko ciężko stwierdzić, co mogłoby się stać. Szkieletu to jednak nie obchodziło, dążył do dorwania chłopaka w jakikolwiek sposób i nie tak łatwo było go powstrzymać.
- To twoja wina. Wyłącznie twoja - wyszeptała postać, robiąc krok w stronę chłopaka.
Zrób coś, zanim będziesz tego żałował.

Zapisuj pod postem, jaką wylosowałeś kostkę, nie utrudniaj mi pracy ;)


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   10.05.16 16:48

Przerażająca postać, która jeszcze przed chwilą tak bardzo przypominała siostrę chłopaka, teraz stała przed nim jako przywdziany w suknię ślubną szkielet. To samo w sobie było zapewne widokiem zamrażającym krew w żyłach, a oprócz tego było jeszcze ociekające krwią serce, które wisiało w powietrzu tuż obok głowy Gryfona. Co teraz? Poprzednie zaklęcie zostało odbite przez upiora, ale nie wolno się poddawać! Skup się, a na pewno prędko wymyślisz jakiś plan...
Na tle białej, choć splamionej krwią sukni ślubnej całkiem nieźle wyróżnia się mały obiekt, zawieszony na sznurku, okalającym szyję demona. Prędzej czy później musiał on przykuć uwagę chłopaka, bo po długiej, zażartej i zapewne jeszcze długo niezapomnianej dla Gryfona walce, zjawa została zamknięta w klatce.

[ztx2]


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   09.09.16 20:44

Pierwszy tydzień szkoły za nim, a on czuł, że musi, ale to musi przysiąść do zadań domowych, bo tak to daleko nie zajedzie i zostanie znowu w szóstej klasie. Może to były bardzo pesymistyczne myśli jak na pierwszą połowę pierwszego miesiąca, ale zdawał sobie sprawę, jak to wszystko wygląda. A wyglądało tak, że chociaż pojawiał się na zajęciach, to absolutnie nie mógł się skupić, bazgrał, zamiast robić notatki, a o pracach domowych zapominał w chwili przekroczenia progu sali. I nie to, że odzywały się problemy z pamięcią spowodowane przez wypadek, bo to akurat wracało coraz bardziej do normy, nie, on po prostu był koszmarnie rozproszony. A jak miał akurat lekcje z Krukonami? Merlinie, miej ich wszystkich w swojej opiece, nauczycieli zwłaszcza. Jeśli istniało większe rozkojarzenie, to Felix bardzo chętnie by je zobaczył, z czystej ciekawości.
No i niby wiedział, że nie może odpuszczać w ten sposób, dlatego właśnie tu przyszedł. Stos książek miał pomóc mu przypomnieć sobie, co właściwie powinien umieć i co napisać, żeby podłapać jakieś lepsze oceny. Ale był sobą, wiadomo. Dlatego poza książkami miał w torbie też szkicownik i mimo najlepszych chęci, nie był w stanie skupić się na nauce dłużej, niż kilkanaście minut. Dlatego też znowu zabrał się rysowanie. Pięćdziesiąta poza, w jakiej wyobrażał sobie Gabriela...
Gdyby chociaż na pięć sekund włączył się znowu do świata, dotarłoby do niego, że właśnie zostaje obsztorcowany przez jakiegoś starszego czarodzieja z portretu, który dość szybko przeszedł od tyrady o młodzieńczych hormonach do narzekania na brak kultury u "tych dzisiejszych gówniarzy". Ale nie, był zamknięty w swoim świecie. W końcu mógł, był tu sam. Pytanie, na jak długo.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Vivian Jeevas

avatar
Admin


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 12
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   09.09.16 22:23

Te na serce, te na astmę, te na hemofilię, a te na psychozę.
Była pewna, że prędzej padnie od dawek tych leków niż na jedną z tych chorób. To nie mogło skończyć się dobrze, jak tak wielka ilość tabletek mogła mieć jakiś pozytywny finisz, nawet jeśli miała chronić jej zdrowie? No właśnie.
Dzisiejszy dzień nie należał do udanych, sam poranek zaczął się chyba od lewej nogi, ponadto kiedy znalazła Gabriela w Pokoju Wspólnym, ten był jakiś nieobecny i nawet nie mogła z nim porozmawiać, jakoś opowiedzieć mu, wyżalić się na samą siebie, że zrobiła ostatnio taki okropny bałagan w dormitorium i zżerały ją wyrzuty sumienia. To była taka głupia, mała rzecz, ale stresowała się przez to, przez taką pierdołę? Przez taką pierdołę. Irytował ją fakt, że nie potrafiła się jakoś... hm, zintegrować? Bardzo chciała mieć kogoś poza Gabrielem, poza rodziną, ale jak widać to nie było takie proste. Zamiast tego rozmawiała z obrazami, nie sądziła, że mogła upaść kiedykolwiek tak nisko. Ona? Ta wielka bomba energii ciągnąca do siebie ludzi? Sama? Jasne, lepiej robić za ześwirowaną wariatkę z książkami niż mieć normalne znajomości.
Och Vivian.
Jeśli jednak mówimy już o gadaniu z obrazami, to wiedziała komu mogła się wygadać. Pani Dorcas zawsze poprawiała jej humory i pomagała w lekcjach, mimo iż czasem jej pomoc nie za dużo dawała. Żałowała tylko, że w niektórych momentach ta kobitka w ramie obrazu nie mogła jej pogłaskać po głowie, kiedy ta przychodziła do niej cicho popłakać sobie w odosobnieniu od całego, złego świata. Tamtego dnia także postanowiła wybrać się do niej na krótką pogawędkę, w ramionach trzymając opasłe tomisko podręcznika do eliksirów. Chciała jej się pochwalić, że zapamiętała ostatnio calutkie składy dwóch wywarów (choć może z ilością składników miała jeszcze problem), no i przecież to duma z niej! Otworzyła drzwi nogą, co spotkało się z wielkim hukiem, ale była pewna, że nikogo tam nie było, przecież nigdy nikt tam nie chodził, dlatego w pierwszym momencie nawet nie zauważyła Felixa, który tam siedział.
- Pani Wellbeloved! - zawołała na całą salę i zrobiła kilka grubych kroków w głąb pomieszczenia i dopiero wtedy ciemna czupryna Felixa zamrygała jej przed oczami. Pani Dorcas musiała poczekać, choć jak zerknęła w jej ramę, to nawet nie było tam sylwetki owej kobiecniki, pewnie... spała? Obrazy spały? Oby jej wołanie jej nie wybudziło czy coś w tym stylu. Zamiast tego ruszyła w stronę Gryfona i trzasnęła tomisko na stół po przeciwległej stronie, na którym zaraz oparła łokcie, a na łapkach policzki.
- Witaj śliczna buźko. - uśmiechnęła się szeroko.
Wracamy do codzienności i zgrywania idiotki.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   13.09.16 10:33

W pierwszej chwili nie dotarło do niego, że ten huk został wygenerowany w dokładnie tym samym pomieszczeniu, w którym siedział. Zresztą nawet jeśli, to przecież nie on jeden tu przychodził, a miejsca zdecydowanie było wystarczająco dużo. I tak długo, jak długo będzie cicho i spokojnie, a przynajmniej na tyle, żeby mógł się wyłączyć, to nie miał nic przeciwko.
Okrzyk na całą salę jednak trudno było zignorować. Pierwsza rzecz od dłuższej chwili, która się do niego przebiła, więc aż go poderwało. Rozejrzał się nerwowo po sali, a kiedy dostrzegł Vivian i to jeszcze zmierzającą w jego stronę, zerknął na szkicownik i, nie mogąc powstrzymać rumieńców, zatrzasnął go szybko. Jakoś nie uśmiechało mu się, żeby Krukonka miała oglądać studium gabrielowych obojczyków. Nie, nie, nie, to, co rysował, był wyłącznie jego sprawą.
Wtedy Vivi dotarła do stołu i rzuciła opasłym tomiszczem, jakby chciała się nim przebić przez drewno. Felix wciąż był nie do końca przytomny, więc to go aż fizycznie zabolało, ten hałas. Trochę się czuł, jakby miał kaca, co pewnie wynikało z tego, że przywykł w ostatnim czasie do siedzenia w ciszy i to do niej właśnie dążył. Nagłe starcie z realnym, hałaśliwym światem było niespodziewane.
- Cześć, piękna - odparł z uśmiechem, bo przecież mógł zostać gwałtownie wyrwany ze swojego kokona, ale to wcale nie oznaczało, że miał to jakkolwiek okazać. - Zawsze tak straszysz ludzi czy to akurat mnie kopnął taki zaszczyt? - spytał z rozbawieniem.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Vivian Jeevas

avatar
Admin


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 12
PisanieTemat: Re: Sala portretowa   16.09.16 12:01

Doskonale wiedziała przed kim usiadła.
Znała go z ploteczek, z korytarza, z widzenia i znowu z ploteczek, które czytała zawsze z wielką zjadliwością, a ostatnio... ostatnio nawet przyszedł do jej domu! Znaczy no nie, nie do jej domu, do domu braci, ale to i tak rodzina, co nie? Może Felix i Gabriel nie przykleili sobie jeszcze tej etykietki, nalepki mówiącej o tym, że  są razem, ale ona już wiedziała, że tak będzie. Jej myśl potwierdziła się w momencie, w którym Felix Lockwood stanął w drzwiach rodziny Foks, trzymając za rękę jej kochanego, starszego brata. Nie mogła uwierzyć, że ten plotkarzowy ulubieniec jadł obok niej ciasto, na sofie, na której spała, kiedy u nich nocowała. Oczywiście też jak to ona, zaczęła planować całą przyszłość, już widziała jak wyjeżdżają na jakieś wakacje lub obiadek na mieście i zabierają ze sobą Felixa, no i, o Merlinie, jak oni słodko wyglądali. Gabryś był też w końcu szczęśliwy, prawda? Uśmiechał się, nie płakał w nocy, a Lydia się już tak mocno nie martwiła, były same plusy tej sytuacji. Przecież niedługo to będzie jak ich rodzina!
Uśmiechnęła się szeroko na słowa bruneta i ściągnęła brodę z łapek, opierając dłonie na podręczniku, kij wie jak ona to nosiła, było ciężkie jak cholera. Choć to był może temat na inny dzień.
- Zazwyczaj irytuje ludzi, ale myślałam, że tutaj nikogo akurat nie będzie. - przechyliła głowę w bok, oparła łokieć o książkę i niczym dziecko wskazujące niegrzecznie paluchem, wskazała na pustą ramę pani Wellbeloved.
- Przyszłam tutaj do tego portretu, ale jak widać, nie ma jej teraz. - wzruszyła ramionami i usadowiła się wygodniej na swoim miejscu.
- Ale za to mam szwagra, co tam skrobiesz? - zawiesiła wzrok na jego szkicowniku. Jeny, była pewna, że to były jakieś braciszkowe akty.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sala portretowa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Drugie piętro-
Skocz do: