Share | 
 
Korytarz przed kamienną ścianą
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Korytarz przed kamienną ścianą   28.09.15 23:19

Korytarz przed kamienną ścianą
Tym korytarzem w końcu dojdziesz do pokoju wspólnego Ślizgonów. O ile wiesz, gdzie zapukać. W przeciwnym wypadku możesz albo poczekać na kogoś, kto wpuści cię do środka, albo próbować trafić samodzielnie. Druga opcja jest o tyle ryzykowna, że jeśli pójdziesz za daleko, możesz nie wiedzieć, jak wrócić. Te lochy potrafią być naprawdę zdradzieckie.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   25.06.16 15:58

Czuła się dziś bardzo dobrze. Kto wie, być może za sprawą pluszowej maskotki, którą nosiła tego dnia przez cały dzień. Dostała ją od rodziców rok przed tym, kiedy wydarzyła się tragedia i od tego czasu owa zabawka była pewnego rodzaju talizmanem przynoszącym jej szczęście. Dziwnym trafem czuła się bezpiecznie trzymając w dłoni miękką pamiątkę. Nie przeszkadzało jej, że ludzie dziwnie się patrzyli, kiedy na zajęciach wyciągała ją i stawiała na blacie szkolnej ławki. Nie przejmowała się tym, co mogli myśleć, nie zwracała uwagi na ich politowanie w oczach, a tym bardziej na złośliwe komentarze. To była jej sprawa i chociaż może faktycznie lekki rumieniec okalał jej policzki, tak sama Puchonka wydawała się być skupiona jedynie na zabawce, jak również zajęciach, w których uczestniczyła pilnie.
Gdy wybił gong oznajmiający zakończenie ostatniej lekcji, wyszła z klasy z zamiarem udania się do sypialni, by chociaż chwilę odpocząć przed obiadem. Nawet tutaj, na szkolnych korytarzach, gdzie mieszali się przedstawiciele wszystkich klas, Hamilton pozostawała obojętna na niemal wszystko. Dopiero zejście do lochów i podążanie przed siebie, a tym samym pomylenie drogi i skręcenie nie tam, gdzie trzeba, sprawiło, że ponownie zaczęła kontaktować ze światem. Uniosła uśmiechniętą twarzyczkę, wyrywając się tym samym z własnego świata. Była w miejscu, w którym nie powinna być. Z każdym krokiem niebezpiecznie zbliżała się ku wejściu do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, a co za tym szło narażała się na niebezpieczeństwo. Przecież to właśnie wśród przedstawicieli tego domu miała największą ilość wrogów, którzy tylko czekali na okazję, aby ponownie uprzykrzyć jej życie w jakiś tragiczny i traumatyczny sposób. Przycisnęła mocniej do piersi pluszową zabawkę i odwróciła się, by odejść. Im wcześniej uda się do siebie, tym lepiej. Niestety, pech chciał, że kiedy tylko zwróciła się w kierunku, z którego przyszła, jak gdyby spod ziemi wyrosła przed nią postać w zielonych szatach. Z jej ust wydobył się cichy pisk, a Puchonka zrobiła coś, co pierwsze przyszło jej do głowy. Wystawiła przed siebie ośmiorniczkę, jakby ta miała okazać się najlepszą tarczą na świecie, z nadzieją, że może to pomoże uniknąć jej upokorzenia.
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   25.06.16 17:02

Marcus się nie spodziewał, że jego krótki spacer po chłodnym korytarzu może się skończyć spotkaniem - liczył że wszyscy, absolutnie wszyscy wybiegną na błonia żeby cieszyć się tym że jest zdecydowanie zbyt gorąco żeby myśleć, jak się jednak okazało - nie wszyscy. Nagle jakby znikąd pojawiła mu się na drodze jakaś dziewczyna - gdyby Pride zdawał sobie sprawę z tego że w Hogwarcie są CZTERY domy zapewne wiedziałby że jest Puchonką. Jednakże niestety - w jego głowie było zakodowane że w tej szkole można spotkać przekonanych o swoim sprycie, napuszonych Ślizgonów, tępogłowych, pozbawionych instynktu samozachowawczego Gryfonów i wiedzących-wszystko-o-wszystkim-tylko-nigdy-o-niczym-istotnym Krukonów. Tak, właśnie tak - ten Ślizgon dalej był w fazie "What the hell is a Hufflepuff?". To nie tak że była to pogarda albo niechęć - on NAPRAWDĘ nie zdawał sobie sprawy z istnienia takiego domu jak Puchonland, nic więc dziwnego że nie mógł się domyślić że dziewczyna jest Puchonką. Kiedy ta wydała z siebie irytujący pisk, nagle zauważył że wystawia w jego stronę...pluszową ośmiornicę. A więc jej nie docenił - wiedziała o nim więcej, niż mogło mu się zdawać...niech to szlag, to musiał być jakiś szpieg! Musiał zadbać o to, aby ją unieszkodliwić - w końcu gdyby to się rozniosło, byłby zniesławiony i załatwiony. Do końca życia znaliby na niego sposób, a on nie zamierzał pozwalać informacjom na jego temat się roznosić po szkole. Nic więc dziwnego, że pierwsze co przyszło mu do głowy to załatwienie jej - ale nie mógł tego zrobić, nie powinien zabijać "tak o" - ogólnie nie powinien, bo nie śpieszyło mu się z powrotem do Azkabanu. Naturalne więc było, że musiał się po prostu nią zająć na swój własny sposób.
- Drętwota - rzucił i gdy już oszałamiacz ją trafił, wówczas zabrał pluszową ośmiornicę i zaczął ciągnąć Mayę po ziemi. Postawił ją pod ścianą, trzymając za gardło aby przypadkiem się nie ześlizgnęła. Wtedy wycelował w nią, rzucając kolejne zaklęcie.
- Incarcerous
Kiedy więc już była związana i bezpiecznie oparta o ścianę, trochę pokombinował z jej pozycją - nie chciał żeby odczuwała zbytni dyskomfort, w końcu nie był barbarzyńcą. Chciał aby dziewczyna podczas przesłuchania, mimo że skrępowana, mogła spoczywać we w miarę wygodnym położeniu, aby ich dyskusja przebiegała sprawnie i bez większych problemów. Dlatego właśnie też, nie ściskał lin zbyt mocno - nie chciał jej dusić. Dopiero kiedy się odsunął, w jednej ręce trzymając jej pluszaka zaś w drugiej rózdżkę (prawie Gandalf), rzucił:
- Rennervate - po czym schował różdżkę. Już mu raczej nie będzie potrzebna. Pewnie trzymając jej ośmiornicę ( ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) drugą ręką gładził ją z lubością po łebku - ten pluszak był taki milutki i taki przyjemny w dotyku. Szkoda że sam nie miał takiego - swoją drogą, gdyby nie to że dziewczyna znała jego sekret, to prawdopodobnie ta zabawka zyskała by sobie jego sympatię, niestety - teraz był w najgorszym możliwym położeniu i musiał negocjować.
- Nie obchodzi mnie skąd o tym wiesz, to jest nieistotne. Zostańmy przyjaciółmi. - powiedział pewnie swoim ochrypłym barytonem, dbając o to aby w jego głosie nie brzmiała ani nutka ewentualnego strachu. W końcu nie chciał by Puchonka wiedziała, w jak bardzo niekomfortowej sytuacja stawia go jej wiedza.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   25.06.16 18:25

Życie Mai składało się z pasma dziwności. Tylko tak można było nazwać wydarzenia, podczas których dochodziło do rzeczy, których sama Puchonka na dobrą sprawę nie umiała wyjaśnić. W jednej chwili wychodziła ze szkolnej sali zmierzając do siebie, z zamiarem odpoczynku, a w następnej stała przez Ślizgonem, wyciągając przed siebie pluszaka! Jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc i pozwolić jej na spokój. Nie. W przypadku przedstawicieli Zielonego Domu nic nie było wstanie uchronić człowieka przed strasznymi konsekwencjami, a Hamilton była tego najlepszym przykładem. Teraz i w każdym innym momencie.
Serce waliło jej niemiłosiernie, kiedy tak stała, zastanawiając się co jeszcze mogłaby zrobić. Pojedynkowanie się ze starszym uczniem niespecjalnie napawało ją optymizmem, bo chociaż czarować umiała, tak miała wielkie problemy z zaklęciami atakującymi. Obrona zresztą również nie wychodziła jej jakoś perfekcyjnie, skoro wybrała na tarczę ośmiorniczkę! Oczywiście do przewidzenia było, iż nie na wiele jej się to zdało, bo zanim faktycznie zdołała wymyślić jakiś twórczy sposób na chociażby zniwelowanie ewentualnych obrażeń, jej przeciwnik wyciągnął różdżkę uderzając w nią zaklęciem. Właśnie w taki sposób Maya została wyłączona z własnego życia na kilka minut, podczas których prześladowca mógł z nią zrobić niemal wszystko. Jak na przykład ciągnąć niczym szmaciana lalka po ziemi, lub związać, co też ostatecznie uczynił.
A kiedy wreszcie łaskawie ją ocucił, a sama dziewczyna o uniosła powieki, w jej oczach pojawiło się przerażenie. Zaszamotała się raz, drugi, trzeci. Bezskutecznie. Wpatrzyła się w chłopaka niebieskimi niczym pogodne niebo oczami, teraz pełnymi przerażenia. Była skrępowana, a ta myśl w niczym jej nie pomagała, wręcz przeciwnie. Poczuła się tak, jakby zaraz miało zabraknąć jej powietrza. Dodatkowo widok Marcusa z jej maskotką zdecydowanie nie wróżył niczego dobrego. I jeszcze ten jego wzrok godny największego psychopaty w szkole. Nic dziwnego, że zebrało się jej na płacz. Płacz bezsilności, bo w tej chwili była całkowicie skazana na łaskę oprawcy. Pozostało jej tylko wierzyć, że nie ma tak chorego umysłu, jak jej się zdawało. Chociaż jego głos świadczył o czymś zupełnie innym i wywoływał u niej drżenie całego ciała. Bynajmniej nie miało to niczego wspólnego z przyjemnymi rzeczami.
- P-puść mnie – powiedziała niemal błagalnie, bo chociaż wiedziała, że Ślizgoni nienawidzą takiego ulegania, tak nie umiała nad tym zapanować. Chciała jedynie odzyskać maskotkę i wrócić do siebie, czy ostatecznie wymagała tak wiele? – P-przecież nie zrobiłam ci niczego złego – starała się go jakoś przekonać, ale na ile to mogło zadziałać? Znała wielu Ślizgonów, zdawała sobie sprawę z ich zamiłowania do krzywdzenia innych.
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   25.06.16 22:08

- A więc tak to chcesz rozegrać? Dobrze. - powiedział lodowato i westchnął ze zniesmaczeniem - że też musiała odgrywać niewiniątko i udawać że nic sie nie stało. Oczywiście nawet przez moment nie przeszło mu przez myśl, że ona faktycznie może nic nie wiedzieć, że cała sytuacja jest przypadkiem a dziewczyna tak naprawdę nie jest niesamowicie sprytną szantażystką, a tylko i wyłącznie przestraszonym ziemniakiem. Oczywiście jej błagalny ton również wydawał mu sie niesamowicie sprytną grą - tak to sobie obmyślił i nie zamierzał przyjąć do wiadomości że to może być prawdziwy strach. Zresztą przecież do tej pory nie zrobił jej nic złego, więc gra mimo że wybitna była zdecydowanie nie w porę.
Wyciągnął z kieszeni papierosa i odpalił go końcem różdżki. Musiał się poważnie zastanowić, czy faktycznie nie lepiej byłoby ją po prostu uciszyć - zaklęcia zapomnienia co prawda nie były w jego stylu i nigdy nie próbował, ale co gdyby Mai przydarzył się niesamowicie tragiczny wypadek? To byłoby rozwiązanie. Jedną ręką trzymał w ustach papierosa - niestety, to oznaczało że musiał przestać głaskać ośmiorniczkę. Wsadził ją więc do kieszeni szaty, aby później zając się nią jak należy. Nie będzie na pewno zbyt miły - zamierzał wykorzystać ją do granic możliwości, zrobić z nią wszystko o czym tylko kiedykolwiek marzył - głaskanie, mizianie, przytulanie. Wszyyyyyyyystko.
Zbliżył się do niej, biorą po drodze kolejnego bucha z papierosa i kiedy już stał tuż obok niej, to nachylił się tak by ich twarze prawie się stykały. Spróbował nawiązać kontakt wzrokowy, by przekazać jej samym spojrzeniem że jest zły i wystarczająco okrutny by skończyło się to źle jesli nie dojdą do porozumienia - i to nie tylko dla niej. Jeśli dziewczyna nie będzie potrafiła z nim dojść...do jakiegoś kompromisu oczywiście, to ośmiorniczka ucierpi. Koniec kropka. Marcus złamałby tym własne serce, ale zrobiłby to, na jej oczach. Wypuścił Puchonce dym prosto w twarz i warknął.
- Dość gierek. Gadaj, czego właściwie chcesz? Złota? Ustępstw politycznych? A może klasyka banału i mam się Tobą zająć? - spytał chłodnym głosem, w którym czaiła sie groźba przetykana czystą furią. Nie zamierzał się z nią cackać, chociaż...a gdyby tak zagrać jeszcze trochę inaczej? Wzrok mu nieznacznie złagodniał.
- Im szybciej powiesz mi prawdę, tym szybciej Cie wypuszczę i rozejdziemy się tak jak przyszliśmy - cali i zdrowi. Być może nawet w przyjacielskich stosunkach, jeśli wiesz co mam na myśli. Mów - dodał znacznie spokojniej i uprzejmiej. Może chociaż to pomoże?
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   26.06.16 10:01

Maya nic z tego nie rozumiała. Czuła się o wiele bardziej zdezorientowana, niż zazwyczaj, kiedy znajdowała się w dziwnych sytuacjach. Ta jednak z jednej strony wydawała jej się paradoksalna na tyle, by umysł nie myślał do końca logicznie, z drugiej jednak napawała ją takim przerażeniem, że myśli chaotycznie odbijały się od ścian umysłu. Jak miała znaleźć jakieś konkretne rozwiązanie, skoro po raz pierwszy znalazła się w sytuacji, kiedy ktoś ją oszołomił, by później związać? Nie miała najmniejszych możliwości ruchu i jedynie kręcenie głową na prawo i lewo wchodziło w rachubę. Nie myślała jednak o tym, chociaż jej wzrok był rozbiegany, niczym u zwierzęcia chcącego za wszelką cenę wyrwać się oprawcy.
- J-ja… naprawdę nie w-wiem o co ci chodzi – powiedziała ze stresu jąkając się bardziej. Nie panowała nad tym. Prawdopodobnie gdyby jej dłonie nie przylegały tak mocno do ciała, trzęsłyby się niemiłosiernie. Czuła jak się dusi. Chciała stąd iść, karcąc siebie w duchu, że ponownie dała komuś takie możliwości. Możliwości, których zapewne miała później żałować. Zrobiła się blada, bo chociaż miała styczność z osobnikiem płci męskiej, tak przerażenie wygrało w starciu z nieśmiałością.
Śledziła uważnie każdy jego ruch; niemal jak zahipnotyzowana, nie mogąc oderwać wzroku. Co takiego czaiło się w jego głowie? Co chciał jej zrobić? Tylko nastraszyć? A może miał bardziej psychopatyczne plany? Rozejrzała się po okolicy. Jakie istniało prawdopodobieństwo, że ktoś będzie w tej chwili tędy przechodził? Nie wiedziała nawet dokładnie, które jest godzina, więc skąd miała wiedzieć, czy przypadkiem ludzie nie siedzą teraz na obiedzie? Wszystkie te myśli sprawiły, że do oczu napłynęły jej łzy, które jeszcze nie popłynęły. Nie mogła być tak słaba, nie mogła mu pokazać, jak bardzo ją przeraża. Chociaż, czy mógł być tak ślepy, aby tego nie zauważyć?
Nagle wsadził jej maskotkę do kieszeni. Nie. Nie mógł jej zabrać, to był jej pamiątka!
- O-oddaj mi to. Nie należy do ciebie – rzuciła w jego stronę, starając się opanować narastający strach. Nie chciała by ją miał, nie chciała by ją zniszczył! Oczy otworzyły się szerzej, kiedy zbliżył się do niej bardziej, kucając, by zrównać się z nią twarzą. Teraz mogła dokładniej przyjrzeć się jego oczom, chcąc wyczytać z nich wszystko. Serce jej łomotało, na pewno to słyszał. Kiedy wydmuchał jej w twarz dymem, zaczęła kaszleć, niemal dławiąc się dymem. Łzy popłynęły po policzkach. – Przestań proszę – spróbowała raz jeszcze, kaszląc. – O-o czym ty mówisz? Nie rozumiem cię. Dlaczego po prostu… mnie nie zostawisz? – Była taka bezsilna, wiedziała to. Może powinna rozegrać to jakoś inaczej? Przytakiwać mu, kiwać głową, godząc się z jego słowami? Może dzięki temu zwyczajnie ją rozwiąże, odda maskotkę i puści wolno? - Chcę tylko, abyś mnie puścił – nie umiała już zapanować nad łzami, które ponowną porcją spłynęły po jej twarzy. To było straszne! – Ale co ty chcesz wiedzieć? – Głos jej drżał. Niczego nie rozumiała. Kompletnie niczego.
Powrót do góry Go down
Marcus Pride

avatar
Gracz


Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   26.06.16 15:27

- Doskonale wiesz o co mi chodzi - odpowiedział twardo. Marcus zaczynał się irytować - jej gra była po prostu denerwująca, jakby nie mogła się wypowiedzieć szczerze i otwarcie. Czy ona nie rozumiała, że jest na przegranej pozycji i lepiej dla niej będzie się dogadać? A więc taka była harda? Zaraz będzie musiał użyć znacznie mniej przyjemnych metod żeby wydrzeć z niej prawdę. Choćby miał naciąć każdy kawalątek jej ciała, on się dowie skąd ona to wie i jak zamierza to wykorzystać. Nie bez powodu nazywał się Pride, prawda? Głowę też miał nie od parady. Zbliżył się do niej tak bardzo, że następne słowa wyszeptał jej prawie stykając się z nią ustami - liczył że nie będzie wykonywać gwałtownych ruchów, bo to by było bardzo ołkłord, a tego chyba wolą uniknąć.
- Jeśli nie powiesz prawdy, to przestanę być taki miły i wyrwę Ci wątrobę gołymi rękami - wyszeptał, z psychopatycznym wyrazem twarzy. Następnie pochylił się nieznacznie zaciągając się papierosem po raz kolejny i wypuszczając dym przez nos, częściowo znowu w jej twarz - co tam będzie sobie żałować, skoro dziewczyna jest tak uparta i nie zamierza współpracować to nie będzie się ograniczać. Chociaż...nie, nie mógł sobie pozwolić na zbyt dużo, nie - musiał to wynegocjować jakoś inaczej, tylko jak? Po jej następnej wypowiedzi na twarz wypełzł przyjemny, rozmarzony grymas.
- Nie należy. A szkoda. Jest taka milutka, słodziutka, przyjemna w dotyku, urocza, przepię...znaczy... - zaczął się rozczulać nad pluszakiem i nagle zorientował się że mówi to na głos, więc szybko urwał. Cóż za upokorzenie.
- Chciałem powiedzieć, że jeśli chcesz jeszcze zobaczyć swoją ośmiornicę to lepiej współpracuj! - powiedział, podnosząc nieznacznie głos. Uff, było blisko - miał nadzieję że dziewczyna nie zarejestruje chwilowej zmiany, więc na wszelki wypadek zrobił groźną minę - że też musiał mieć słabość do tych cholernych pluszaków - jak tak dalej pójdzie, to będzie ugotowany prędzej czy później, a wolałby tego uniknąć.
Kiedy dziewczyna zaczęła kaszleć i płakać, każdemu normalnemu człowiekowi zrobiłoby się zwyczajnie przykro - całe szczęście, że Marcus był na tyle upośledzony emocjonalnie że nie robiło mu to różnicy - szczególnie że zdawał sobie sprawę z tego że to tylko gra. Jednak gdy zaczęła mu zawodzić...szczerze mówiąc zirytował się. Uniósł więc prawe przedramie w lewą stronę, aby uderzyć ją w twarz wierzchem dłoni...i zamarł na chwilę, zaciskając dłoń w pięść. Tylko spokojnie Pride, nie dasz się wyprowadzić z równowagi komuś takiemu.
Jednakże gdy zaczęła mu się wydzierać, nie bardzo wiedział co zrobić - zaraz ktoś ją usłyszy i cała konspiracja pójdzie w ...daleko pójdzie, hen w oddali majaczyć będzie. Nie, to nie pasowało. Nie żeby mówiła nadmiernie głośno, ale jednak - echo w korytarzu robiło swoje. Musiał ją jakoś uciszyć. Nie bardzo wiedział co zrobić - szczerze mówiąc spanikował. Zrobił więc jedyne na co mógł wpaść. Złapał ją oburącz za twarz...i po prostu ją pocałował. Pomysł był głupi, ale nie miał innego. Szybki całus w usta, tylko po to żeby przestała mówić od rzeczy.
- Dobra, jeszcze raz, cichaj i słuchaj. Zrobimy to tak. Raz - nie będziesz się wydzierać. Dwa - powiesz, skąd wiesz o ośmiorniczkach. Trzy - powiesz czego ode mnie chcesz, w zamian za milczenie. Cztery - jak zaczniesz krzyczeć, szamotać się albo grać w to swoje przedstawienie pod tytułem "ja nic nie wiem", to Cie podpalę. Dobrze? Słucham więc. - powiedział twardo i lodowato. Jeśli to nie zadziała, to naprawde będzie ją musiał unieszkodliwić.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   26.06.16 16:03

Doprawdy, powinna się już przyzwyczaić, że spotyka ją coś podobnego. Może najlepszym rozwiązaniem stałoby się zamieszkanie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, skoro stała się ich ulubioną zabawką? Co z tego, że większości nawet nie znała? Im najwidoczniej to nie przeszkadzało i liczył się jedynie fakt noszenia czarno żółtych szat. Najpierw Gilgamesh, teraz coś podobnego. W takich chwilach zawsze w myślach wzywała Myrnina, ten jednak zdawał się być odporny na jej telepatyczne bałaganie o pomoc. Nie mógł wiedzieć, zdawała sobie z tego sprawę, a jednak ta myśl bolała. Bolało, że go nie było, kiedy tego pragnęła.
Ile razy mogła zapewniać, że nie ma pojęcia o co mu chodzi? Ile razy mogła wypowiadać te same słowa, skoro on uparcie wierzył w coś innego? Nie miała z nim szans, nie w takim położeniu. Zresztą, gdyby miała wole ręce i różdżkę w dłoni, również nie na wiele by jej się to zdało. Nie w momencie, kiedy miała do czynienia z osobnikiem zdecydowanie silniejszym od siebie. Umilkła. Może to okaże się być najlepszą taktyką. Skoro jej słowa mu nie odpowiadały, tak nie będzie ich używać. Zamilczy czekając, aż się znudzi. Ale czy się znudzi? A może ktoś będzie szedł? Tak, nadzieja zawsze umiera ostatnia.
Wstrzymała oddech kiedy nachylił się tak blisko niej. Dodatkowo, pomimo strachu, nie umiała powstrzymać rumieńca powoli pojawiającego się na jej policzkach. Rumieńca z powodu bliskości płci przeciwnej, niezależnie od tego, czy była tak zła, czy nie. Nie mogła się ruszyć, nie. Nie dlatego, że ją paraliżowało. Po prostu jakikolwiek manewr mógł skończyć się czymś złym. Przymknęła oczy, aby nie patrzeć na jego twarz z takiej odległości. Wolała wyobrazić sobie coś innego. Piknik z Myrninem, ten uroczy Pokój Chmur, w którym było przyjemnie. Ponownie zakaszlała, kiedy dmuchnął jej dymem w twarz. Robiło jej się od tego niedobrze, oczy łzawiły bardziej niż powinny, a sama Puchonka czuła palenie w płucach. Wstrzymała na chwile oddech, by wypuścić powietrze dopiero, kiedy się odsunął. Zrobiła to tak gwałtownie, że zakręciło jej się w głowie. W panice umknęło jej jego stwierdzenie o jej ośmiorniczce. Może inaczej stałoby się idealnym punktem zaczepienia ku drodze do wolności.
Zamarła na chwilę, kiedy uniósł dłoń. Zaraz ją uderzy, zaraz uderzy. Kolejna porcja łez zalała policzki, chociaż w ust nie wydobył się żaden szloch. To był niemy płacz, płacz duszy. Jednak żaden cios jej nie dosiągł. Nie. Poczuła tylko jego dłonie na swojej twarzy, a chwilę później… jego usta na swoich! On ją właśnie pocałował. Mięśnie momentalnie jej się spięły, a ona na chwilę zwyczajnie siedziała jak sparaliżowana nie wierząc w to, co właśnie się stało. Zabrakło jej słów, zapomniała jak się oddycha. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się przed siebie. Pocałował. Pocałował ją jakiś okropny Ślizgon! Pocałował ją ktoś po raz pierwszy!
- Ja… - szepnęła cichutko, wypuszczając powietrze z płuc. – Ja… Ośmiorniczki… czy ja cię uraziłam? Ja… ja chciałam zrobić z niej tarczę. To… to był odruch obronny… Naprawdę – mówiła szeptem, jakby w amoku. Nadal nie mogła uwierzyć w to, co stało się chwilę wcześniej.
Powrót do góry Go down
Evelyn Abbott

avatar
Gracz


Skąd : Northumberland
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   03.07.16 23:29

Nic nie wskazywało na to, by powoli sunący się dzień miał wyróżniać się czymś wyjątkowym czy niezwykłym. Dla samej interesantki był on wręcz nudny niczym gumochłon w bagnie, a Evelyn wyjątkowo nie przepadała za takowymi dniami. Wątpiła też, by coś miało zmienić ten apatyczny humor który pogłębiał się z godziny na godzinę, a powodował jedynie ziewanie przy parującym w eter kociołku. Dziewczyna nie miała nawet głębszej ochoty radować się posiłkiem wśród innych ślizgonów w Wielkiej Sali toteż wzięła tylko na widelec parę kęsów, po czym ruszyła w stronę lochów by dotrzeć do feralnego celu podróży jakim było dormitorium domu Węża. Tak pogrążona we własnych myślach sunęła się powoli w głąb korytarza, po cichu ciesząc się atmosferą miejsca która z pewnością była mroczna i tajemnicza, z nutką niebezpiecznej przestępczej obietnicy. Najwyraźniej jednak zbyt się rozpędziła z fantazją, gdyż ta postanowiła się ziścić, w postaci dziwnych głosów, piskliwych błagań i zaklęć które to echo niosło przez ściany lochów. Evelyn zmarszczyła brwi w irytacji, stwierdzając, że nie brzmiały one zbyt optymistycznie, choć część jej osobowości obudziła się z żywym zainteresowaniem dla złowieszczych  dźwięków. Przyspieszyła nie co kroku - chociaż pewnie okażą się być zwykłym efektem ubocznych głupich drugoklasistów - a gdy przed jej oczami wyrósł widok ociężałego umysłowo - zdaniem Evelyn - Marcusa Pride przyciskającego do ściany otumanioną dymem papierosowym i strachem jakąś dziewczynę, która wyglądała jakby miała zaraz zejść z tego świata w trybie ekspres, kolejne pokłady irytacji zostały pobudzone na tyle, by w dziewczynie wywołać gniew. Ruszyła ku nim z zaciętą miną.
- Pride, co ty robisz temu dziecku?! - warknęła a z czasem gdy podchodziła coraz bliżej, powoli zaczynała kojarzyć o rok młodszą Puchonkę. Była to ta sama dziewczyna, która według plotek kręciła z Myrninem z jej klasy a który to przez nią siedział teraz w szpitalu. Gilgamesh wyglądał na niezwykle wściekłego gdy to opowiadał kolegom o straconych punktach i przyłapanym akcie zachowywania się niczym goryl wypuszczony z klatki. Z których najwyraźniej był dumny. Natomiast sama Puchonka miała najwyraźniej tendencje masochistyczne, skoro kolejny już raz z rzędu widziała dziewczynę w lochach ergo najbardziej niebezpiecznym miejscu w Hogwarcie.
Evelyn zdała sobie sprawę, niemal w tym samym czasie w którym Marcus odsunął się od dziewczyny rzucającej jej błagalne spojrzenia, że najwyraźniej jest związana zaklęciem. Abbott przekręciła oczy z irytacją i wyjęła różdżkę wypowiadając przeciw zaklęcie po czym złapała   brutalnie dziewczynę za szatę - będąc wciąż wściekłą - z zamiarem wyprowadzenia dziewczyny siłą spod rąk pierdolniętego Pride. Gdy ta jednak zaczęła się sprzeciwiać, a spod katafoni pisków w końcu udało się jej zrozumieć coś o ukradzionym pluszaku znów machnęła różdżką, tym razem w stronę Marcusa
- Accio ośmiorniczka!
Zapewnie w normalnych okolicznościach musiałaby powstrzymać się od śmiechu na wiadomość że piątoklasiści nadal potrzebują pluszowych miśków by Ci szli szybko i spokojnie lulu, teraz jednak była zbyt wściekła na taką rekacje. Wzięła pluszaka pod pachę, rzuciła Marcusowi pogardliwe spojrzenie i wypchnęła dziewczynę przed siebie i nadal trzymając ją za szate tam gdzie znajdował się jej kark i agresywnym ruchem wyprowadziła ją z lochów

z/t x2
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Korytarz przed kamienną ścianą   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Lochy-
Skocz do: