Share | 
 
Klasa eliksirów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Klasa eliksirów   28.09.15 3:07

Klasa eliksirów
Umiejscowiona w zimnych lochach, sala ta nie robi zbyt przyjemnego wrażenia. Powietrze ciężko osadza się w płucach, a dym wydobywający się z bulgoczących kociołków gryzie w oczy. Niewielu uczniów, poza pasjonatami warzenia eliksirów, znajduje przyjemność w przebywaniu tutaj. Nauczyciel jednak robi co może, by mimo niesprzyjającej aury czegoś swoich podopiecznych nauczyć, dlatego nie zrażaj się już od progu i daj się przekonać, że może być tu całkiem przyzwoicie.
Powrót do góry Go down
Horacy Slughorn

avatar
Specjalne

Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   31.10.15 20:12

Severus Snape
Horacy Slughorn nie pałał zbytnim entuzjazmem na myśl o tym, że ma przeprowadzić zajęcia ku pamięci innego wielkiego czarodzieja. Jego ego twierdziło, że uczniowie powinni się jak najwięcej nauczyć o nim samym, zresztą nie wszyscy powinni w ogóle tu przyjść, ale tylko ci szczególni. Myślał ostatnio nad reaktywacją Klubu Ślimaka i coraz bardziej wydawało mu się to świetnym pomysłem. Teraz jednak musiał się skupić na zajęciach. Uśmiechnął się szeroko, kiedy uczniowie przekroczyli próg jego lochu.
- Witajcie! Bardzo się cieszę, że przyszliście! Będziemy warzyć eliksiry i to wszystko w imię Severusa Snape’a, Mistrza Eliksirów, waszego byłego nauczyciela, który zmarł jako bohater, sami wiecie, ale przede wszystkim pamiętajcie, że to JA go uczyłem. A teraz uczę was. I dzisiaj macie do uwarzenia jeden eliksir, wybrany z trzech. Tak więc do wyboru jest Antidotum na Eliksir Miłosny, Eliksir Pieprzowy albo Eliksir Słodkiego Snu. Możecie korzystać z podręczników, składniki są w szafce, a ja będę chodził między wami i doglądał, jak wam idzie. Każdy, komu uda się uwarzyć poprawny eliksir, otrzyma jedną fiolkę dla siebie, a dodatkowo ten, kto zrobi to najlepiej, wygra fiolkę Felix Felicis, którzy uwarzyłem specjalnie z myślą o tym dniu! Czyż to nie wspaniałe? No, moi drodzy, do roboty!
Wybierz taki eliksir, którzy może ci się przydać w fabule – wszystkie mają ten sam stopień trudności. Opisz dokładnie przygotowanie mikstury, korzystając z mechaniki warzenia eliksirów. Aby dowiedzieć się, jakie składniki są ci potrzebne, zajrzyj do spisu eliksirów. Powodzenia!
Powrót do góry Go down
Figor Olivier Mallory

avatar
Gracz


Skąd : Hogwart
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   03.11.15 12:19

- Tego dnia zajęcia powinny zostać odwołane. - Figor burknął pod nosem, sam do siebie. To nie tak, że nie lubił się uczyć. Wręcz przeciwnie, uwielbiał. Ale tylko wtedy gdy było to coś czego postanowił sie uczyć z wlasnej inicjatywy, w wybranym przez siebie czasie, w zaciszu swojego pokoju.
Z westchnieniem zajął miejsce, podobnie jak reszta uczniów. Rozejrzał sie ukradkiem po pomieszczeniu. Po wojnie czy przed, sala eliksirów zawsze będzie cuchnąć jednakowo. Ta myśl wywołała na jego twarzy krótki uśmiech. W zasadzie lubił zapach eliksirów. No, może tych, które nie cuchnęły. Wolał nie powtarzać historii z drugiego roku kiedy to zwymiotował na zajęciach...
Wzdygnął się na to wspomnienie, a jego uwaga skupiła się na profesorze, który właśnie w tym momencie zaczął mówić.
Warzyć eliksiry w imię Snape'a? Idę o zakład, że przekręca się w grobie na sam pomysł.
Figora doszly słuchy o działalności szpiegowskiej starego opiekuna Slytherinu ale nie miał na ten temat większego zdania. Nie potępiał, nie chwalił. Tylko ta cała powojenna moda na wychwalanie go, budowanie mu pomników, niesamowicie Figora irytowały. Pamięta jak starego Profesora tu nienawidzono. Ba, nawet będąc w Slytherinie słyszał żarciki współdomowników o "starym nietoperzu". Nie, żeby sam też czasami na niego nie narzekał. Nawet mimo tego, że był przychylniej nastawiony do Ślizgonów niż innych uczniów to jednak jego ciągłe, jawne faworyzowanie Malfoya...
Dalsze rozmyślania przerwało mu poruszenie w sali. A tak, eliksir. Jest na zajęciach przecież. Znowu odpłynął myślami, ostatnio robił to często.
Wyciągnął podręcznik i zajrzał do niego. Trzy eliksiry do wyboru, tak? Po namyśle zdecydował się na Eliksir Słodkiego Snu. Szybko przeczytał jakich ingrediencji ma użyć i zabrał sie za szykowanie. Śluz gumochłona wywołał w nim mdłości. Dzielnie zacisnął szczękę. Będzie dobrze, będzie dobrze...
Nie będzie.
Figor skrzywił się na widok brudnoszarego płynu w swoim kociołku i westchnął ponuro. Mimo, że z teorii był dobry i znał podstawy, to chyba jednak to nie wystarczyło tym razem. Zrezygnowany miał już przestać mieszać i odsunąć się gdy nagle zawartość zaczęła zmieniać kolor. Czyżby jednak...? Nachylił się by sprawdzić zapach i konsystencję... Gdy nagle brudna maź wystrzeliła z kociołka, ochlapując mu twarz. Odskoczył do tyłu z krzykiem, potykając się o własne nogi i przewracając na ziemię, ku rozbawieniu pozostałych uczniów. Zacisnął szczękę zażenowany. To by było na tyle jeśli chodzi o jego "nowy, lepszy start".
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   05.11.15 18:18


@ Ups
To był dobry dzień, by być Ups! Och, co to ona miała...? No tak, zajęcia, zabawy czy jakkolwiek jeszcze nie nazywali tego dzisiejsi organizatorzy. Myślała o tym od samego rana, kiedy tylko obudziła się jako rudowłosy, nazbyt radosny potworek, i usłyszała o wszystkich możliwościach, jakie otworzyły się przed nią tego dnia. Tylko dokąd właściwie miała pójść najpierw? Ups nie widziała dla siebie miejsca przy ścianie płaczu McGonagall. Ludzie poumierali. Nie było ich już w zamku. Poważnie, na grzyba drążyć temat? Nie, żeby nie ceniła McGonagall. Od kiedy tylko poznała ją osobiście na początku tego roku, uznała ją za całkiem fajną kobitkę, tylko może odrobinę zbyt staroświecką i poważną. Upsilon, która znała ją od swojego pierwszego roku, zdawała się mieć nieco odmienne zdanie, ale jej rozbrykany ułamek, który w czasie wojny zyskał całkowicie odrębne, własne życie niewiele sobie z tego robił. Najprościej byłoby powiedzieć, że Ups nie obchodziło praktycznie nic, poza jej własnymi przyjemnościami. Nie była oczywiście złą osobowością. Zyskiwała jednak wszelkie laury w byciu tą najbardziej egoistyczną. Dlatego też na pierwszy ogień wybrała klasę eliksirów, ukrytą w zatęchłych od wieków lochach - darmowe fiolki eliksirów rzadko chodziły piechotą po zamku. Slughorn oczywiście musiał walnąć przemowę na temat siebie, siebie i siebie, wplątując w to faceta, którego Ups nie było dane poznać. Upsilon od początku tego roku zdążyła wspomnieć innym, że bardzo dobrze się złożyło, bo potraciliby masę punktów, gdyby profesor Snape musiał zmagać się akurat z tą osobowością. Jeśli się nad tym zastanowić, nie polubiłby żadnej. Slughorn był jednak kimś, z kim Ups mogła się niemal identyfikować. Samouwielbienie, egoizm i hedonizm lały się z obojga istnym wodospadem. Dlatego też usiadłszy z przodu, Ups nawet się nie skrzywiła. Choć dobrze byłoby wierzyć, że zainteresował ją ten krótki wykład, prawda była o wiele bardziej skomplikowana. Tego dnia uzyskała dzięki metamorfomagii najpiękniejszy odcień pomarańczu, jaki w życiu widziała i poświęcała mu całą swoją uwagę, przesuwając rozczochrane kosmyki pomiędzy palcami. Dopiero wybór eliksiru okazał się dość godnym zajęciem, by poświęcić mu nieco czasu. Antidotum na eliksir miłosny było równie użyteczne, co akromantula w majtkach. Eliksiru pieprzowego było z kolei pod dostatkiem u pielęgniarki. Ale eliksir słodkiego snu... Och, to dałoby się jakoś wykorzystać, choć na pewno nie na sobie. Ups wstała więc ze swojego miejsca, zebrała wszystkie potrzebne składniki i przystąpiła do pracy. Śluz gumochłona rozciapciał jej się po całej desce, ale z uporem maniaka starała się umieścić jak najwięcej w kociołku, a kiedy już skończyła, wzięła się za obrabianie gałązek lawendy i poczuła, że na krótki moment traci kontakt z rzeczywistością. Otaczał ją dziwny sposób, zupełnie niepasujący do Ups. Kichnęła mocno, gdy gałązki zniknęły w bulgoczącym eliksirze, a raczej czymś, co z grubsza zaczynało nim być. Dziwne uczucie minęło, choć gałązki były wybitnie źle przygotowane, ale jeszcze sekunda kontaktu z tym zapachem i na bank wydarzyłoby się coś złego. Reszta była już tylko formalnością i kiedy Ups już miała przelewać zawartość kociołka do fiolki po wyraźnej aprobacie nauczyciela, coś z tyłu srogo pizgnęło. Odwróciła się gwałtownie, rude włosy zafalowały w powietrzu. Mallory, Ślizgon, który przewijał się niezwykle rzadko we wspomnieniach samej Upsilon, leżał na ziemi z osmoloną twarzą. Ha! To było nawet zabawne i Ups już nie mogła się doczekać, żeby popatrzeć, jak pielęgniarka będzie wsmarowywać w niego te wszystkie mazidła, które podobno pomagają. Błyskawicznie nalała eliksir do fiolki, odrzuciła chochlę na blat i ruszyła w stronę chłopaka. Nachyliła się nad nim, patrząc na jego twarz tak, jakby miał na niej wyjątkowo ciekawy okaz jakiegoś rzadko spotykanego owada. Nie mógł jej znać. Nie Ups. Nie z tym wyglądem. Ona też nie wiedziała o nim praktycznie nic, poza oczywistym. Tak czy siak wyciągnęła rękę w jego stronę i uśmiechnęła się dziwacznie.
- Chyba przydałoby ci się podejść do skrzydła szpitalnego - mruknęła, jakby wcale nie było to takie oczywiste. - Odprowadzę cię! - zaoferowała, ale nie było tu miejsca na jakikolwiek sprzeciw. Ups chciała patrzeć na proces straszliwego leczenia i Ups będzie na niego patrzeć! I już!

Punkty za składniki: 1+1+5+4 = 11
Modyfikatory: 1 i 1 = +0; 1 i 5 = +3; 5 i 4 = -2 razem +1
Dodatkowe za punkty w skrytce: +1
Suma punktów: 13
Powodzenie: według nowych modyfikatorów - tak
Powrót do góry Go down
Figor Olivier Mallory

avatar
Gracz


Skąd : Hogwart
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   05.11.15 18:57

Umarł i trafił do piekła. Takie było pierwsze wrażenie Figora gdy zamajaczyla nad nim demonica o rudych włosach. Rudzi nie maja duszy, prawda? Więc to musiał być demon. W dodatku gryfon. Widać ślizgoni mają własne piekło, gdzie są torturowani przez rywalizujący dom. To całkiem logiczne.
Skrzywił się i uniósł dłoń żeby otrzeć twarz z sadzy, jednak ręka zamiast w twarz trafiła w jakąś inną, drobniejszą dłoń. Złapał ją automatycznie i zamrugał kilka razy, próbując skupić wzrok na gryfonce. Powoli jego zszokowany umysł zaczął na nowo pracować i przerabiać sytuację. –Uh? – zapytał elokwentnie, a gdy słowa dziewczyny dotarły do niego, przytaknął całkowicie bezmyślnie – Tak. Chyba tak. – Wymamrotał, wstając z pomocą zaoferowanej dłoni i otrzepał się. Rzucił jeszcze raz szybkie spojrzenie na swój kociołek, krzywiąc znów, a następnie wykonał krok w kierunku wyjścia by faktycznie udać się do skrzydła szpitalnego.


zt x 2
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   11.11.15 17:11

Mógł wybuchać eliksiry za każdym razem kiedy się do nich zabierał, ale i tak lubił chodzić na te zajęcia. Było coś kojącego w krojeniu, zgniataniu, cięciu, kruszeniu i robieniu wszystkiego innego ze składnikami. Ta część jeszcze mu wychodziła, schody zaczynały się w momencie kiedy trzeba było to wszystko połączyć razem w kociołku. Tak tłumaczył sobie swoje niepowodzenia, jakoś musiał.
Wszedł do klasy jako jeden z ostatnich, ale to w niczym nie przeszkadzało. Nie spóźnił się na zajęcia, więc doskonale wiedział co trzeba zrobić. W ciszy zabrał się do tego i jak zawsze zapomniał, że nie jest sam. Z tego dziwnego letargu wyrwał go jeden ze ślizgonów, który nie dość, że skończył z paskudną mazią na twarzy to jeszcze skończył na podłodze. Widać jest jakieś prawdopodobieństwo na to, że nie będzie najgorszy. Nie zerwał się ze swojego miejsca, aby pomóc chłopakowi. Zareagowałby dopiero gdyby nauczyciel kazał ruszyć mu się z miejsca. Wtedy i tak nie obyłoby się bez pokazania co na ten temat myśli. Na szczęście znalazł się ktoś inny do pomocy, a Lucifer mógł dalej robić swoje.
Wybrał eliksir słodkiego snu, ale nie dlatego, że uważał, że tego nie da się popsuć. Już kiedyś go warzył i wiedział, że potrafi spektakularnie wybuchnąć. Bo jak robić BUM to wielkie. Szczególnie w taki dzień jak ten. Spoglądał na nauczyciela przywołując wszystko co powiedziała mu o nim ciotka, nie ważne było co mówił Caractacus, Eira wzięła go pod skrzydła i przekazywała mu całą swoją wiedzę. No nie do końca, bo to co najbardziej Serpensa interesowało, pomijała. Odpłynął myślami dlatego nie zauważył momentu w którym skończył eliksir. Ku jego zdziwieniu nic nie wybuchło, nie zrobił żadnej brei i nawet to co było w kociołku wyglądało przyzwoicie. Teraz już uparcie wpatrywał się w Slughorna, z tym swoim uśmiechem, który nie wyrażał absolutnie nic.


Punkty za składniki: 20
Modyfikatory: 5+5= +0, 5+5= +0, 5+5= +0 co daje razem 0
Dodatkowe za punkty w skrytce: 0
Suma punktów: 20
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Lucas A. Bielecky

avatar
Gracz


Skąd : Londyński Ealing
Liczba postów : 25
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   11.11.15 22:50

Do lochów nogi poniosły go same. Atmosfera podziemi Hogwartu była jedyna w swoim rodzaju; trochę mroczna, tajemnicza.. Gdyby nie natłok Ślizgonów, którzy nadal łypali na niego groźnie swoimi błyszczącymi oczyma, mógłby nawet polubić to miejsce. Puchon uwielbiał za to lekcje, które odbywały się w podziemiach, mianowicie eliksiry. Był to bowiem jedyny przedmiot z którym radził sobie przyzwoicie. Od czasu gdy profesor Slughorn przejął posadę nauczyciela, Lucas polubił te lekcje jeszcze bardziej. Od pierwszej wspólnej lekcji nowy nauczyciel przypadł mu do gustu. Był bardzo miłą odmianą po trzech latach zajęć ze Snape'em, który.. cóż, lubiany był tylko przez nielicznych. O ile w ogóle ktoś mógł darzyć go sympatią.
Przekraczając próg sali, ogarnęła go dobrze znajoma aura; w powietrzu unosiły się przeróżne zapachy wywarów, które łącząc się tworzyły dziwny, przyjemny zarazem zapach. Przynajmniej w postrzeganiu Lukiego. W drzwiach minęła go dość nietypowa para; Ślizgon z umazaną twarzą i Upsilon Wild, pewna znajoma Gryfonka, z którą kilka razy zamienił zdanie w Wielkiej Sali. Dziewczyna trzymała go pod rękę i uważając aby się nie przewrócił, prowadziła do wyjścia. Uśmiechnął się odrobinę niezręcznie i zgrabnie wyminął dwójkę, przybliżając się do szafy by zrobić im miejsce. Rozejrzawszy się po klasie zajął swoje ulubione stanowisko blisko okna. Naprzeciwko Puchona pracował jasnowłosy Krukon, którego chłopak w ogóle nie kojarzył. Czyżby jakiś nowy? Przeniesienia uczniów zdarzały się rzadko, jednak nie były niemożliwe. Gdyby tylko był bardziej śmiały na pewno odezwałby się do niego, ale.. cóż, nie był. Taka była jego natura i już zdążył się do tego faktu przyzwyczaić, jednakże czasami miewał wyrzuty do samego siebie, że po prostu nie wyciąga ręki jako pierwszy tylko czeka, aż druga strona to zrobi. Przecież nie było w tym nic złego, prawda? Ludzie tak robią.. czyż nie?
- Najmocniej przepraszam za spóźnienie, profesorze. Miałem małe problemy z odnalezieniem właściwej drogi, zgubiłem się pośród korytarzy na drugim piętrze. Dawno mnie tu nie było, w końcu aż trzy lata, a to masa czasu, więc.. trochę pozapominałem. Ale zapominanie ludzka rzecz, czyż nie? - zaśmiał się. Cóż za ironia, bo do Slughorna potrafił odezwać się jak do starego przyjaciela. A tamten chłopak był w jego wieku albo trochę młodszy. Przez głowę przeszła mu myśl, że może jest czystokrwisty, ale.. Krukoni w większości byli pozytywnie nastawieni do mugolaków. Dlaczego musiał być taki nieśmiały? Dlaczego nie potrafił się przełamać?
Zapoznawszy się szybko z tematem zajęć, rozpoczął przygotowywanie eliksiru pieprzowego. Idzie zima, więc stwierdził mikstura rozgrzewając zawsze się przyda. Luki podwinął rękawy, jednocześnie odsłaniając swoją bliznę i zabrał się do pracy. Receptura nie należała do zbytnio skomplikowanych, więc Lucas uwarzył eliksir nie mając żadnych większych problemów. Skinął głową w stronę profesora oznajmiając, że zadanie zostało wykonane.



Punkty za składniki: 5+4+5+2=16
Modyfikatory: 5-5=0, 4-5=-2, 2-5=+2, bilans 0
Dodatkowe za punkty w skrytce: +1
Suma punktów: 17
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   12.11.15 0:35

Jedni wychodzili, inni przychodzili, a on siedział i rozglądał się po klasie. W której możliwe, że kiedyś uczył Severus Snape, nie wiedział przecież jak było, więc mógł sobie co najwyżej gdybać. Nie znał szkoły, która była przed bitwą i nie wiedział ile się w niej wizualnie zmieniło. Czy wszystkie klasy są na swoich dawnych miejscach i, czy labirynt korytarzy nie uległ zmianie? Wtedy to dopiero uczniowie na potęgę by się gubili. Szczególnie ci którzy chodziliby na pamięć. On nie miał takich problemów. Uczył się od początku labiryntu korytarzy i rozmieszczenia poszczególnych klas. Ciotka raz w liście spytała się go czy nie czuje się intruz, który wtargnął do cudzego domu. Nie zrozumiał tego, i po ponad miesiącu nadal nie wie o co mogło jej chodzić. Może z czasem coś do niego dojdzie.
Znów to robił. Nachalnie przyglądał się ludziom, nie zważając na to, że jednak tak nie można, że są jakieś niepisane granice. On ich nie ogarniał. Nie rozumiał, a co za tym idzie i nie przestrzegał. Zatrzymywał wzrok przy tych osobach, które zdawały się doskonale wiedzieć co robią, których ruchy były płynne i na swój sposób eleganckie. Nie to co jego machanie rękami i wrzucanie składników w sposób zupełnie nieprzemyślany. Może dlatego jak często eliksiry mu wybuchały?
- Mógłbyś coś jeszcze uwarzyć? Patrzenie na ciebie kiedy to robisz uspokaja - powiedział do chłopaka siedzącego naprzeciwko. Wiedział co mówi, bo przez ostatnie piętnaście minut relaksował się przy jego ruchach - Jestem Serpens albo Lucifer, mów mi jak chcesz - wzruszył ramionami pokazując tylko, że to nie ma większego znaczenia. Nie miał w zwyczaju wywalać jak niektórzy trzech imion, nazwiska panieńskiego matki i jeszcze innych ozdobników. Był po prostu Serpensem albo Luciferem. I choć ciotka krzywiła się za każdym razem kiedy używał drugiego imienia, na nic to się zdawało.
Powrót do góry Go down
Lucas A. Bielecky

avatar
Gracz


Skąd : Londyński Ealing
Liczba postów : 25
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   12.11.15 21:55

Podświadomie od początku chciał, aby Krukon odezwał się pierwszy. Była to opcja najbardziej dla niego wygodna; nie wymagająca zaangażowania, pozbawiona wyrzutów sumienia względem siebie i likwidująca niezręczną ciszę. I ku jego wewnętrznej, cichej radości właśnie tak się stało.
- N-no jasne. Ch-chyba nie zaszkodzi. - wyjąkał w odpowiedzi.
Brawo Luki, wykazałeś się niesamowitą elokwencją, Puchon powiedział sam do siebie.
I co jak co, ale nigdy nie spodziewał się, że ruchy jego kościstych rąk działają na kogoś uspokajająco. Chłopak nie był do końca pewny, czy był to komplement czy nie, ale chyba właśnie w ten sposób to przyjął.
Więc może teraz.. Słodki sen.
Przepis ten, jak i kilka innych znał już na pamięć, a rozpoznawanie i lokalizowanie wszystkich składników i substancji w sali nie stanowiło dla niego żadnego problemu. To było jego domena, zdecydowanie. Szkoda, że z zaklęć nie jest chociaż odrobinę taki dobry. Zmierzając w stronę szafki po gałązki lawendy, przypadkowo musnął jasnowłosego ramieniem. Z ust Lucasa wydobył się cichy dźwięk, który w jego postrzeganiu zapewne miał znaczyć 'sorry'. Czym prędzej wrócił do swojego stanowiska i zamieszał nowo powstałą, jasnoniebieską ciecz. Po dodaniu ziół, w powietrzu zaczęła unosić się lekka woń fiołków. Luki uśmiechnął się delikatnie, zadowolony z siebie.
- Bielecki jestem. Łukasz. - Okularnik przedstawił się Krukonowi z niewielkim opóźnieniem. - Lucas. - poprawił się szybko.
Lucyfer. Hmm. No, ładne imię.


Punkty za składniki: 4+3+5+3=15
Modyfikatory: 4-3=+1, 2x3-5=+4
Dodatkowe za punkty w skrytce: +1
Suma punktów: 20
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   12.11.15 22:47

Podążył za nim wzrokiem i nie odrywał od niego spojrzenia przez cały czas kiedy Lucas zmagał się z kolejnym eliksirem. Nie zarejestrował momentu kiedy przygryzł wargi i w ten sposób przyglądał się temu całemu procesowi. Bliznę chłopaka dostrzegł chwilę po tym jak wrzucił pierwszy składnik do kociołka, ale nie odważył mu się przerwać. Upajał wzrok widokiem, to naprawdę go uspokajało. Kiedy wyczuł woń fiołków zrobiło mu żal, bo to oznaczało, że eliksir został skończony.
- Miło, że uwarzyłeś jeszcze jeden eliksir. Robisz to tak delikatnie… Z jakimś wyczuciem na które chce się patrzeć. Kolejny już byłby przesadą, prawda? - spytał z żalem, bo z góry założył, że odpowiedź będzie twierdząca. Jednak z drugiej strony już nie musiał się hamować przed tym co chciał zrobić od kilku minut. Wyciągnął dłonie w jego kierunku i korzystając z chwili jego nieuwagi złapał za rękę i podciągnął jeszcze kawałek wyżej rękaw. Mogło to zostać różnie odebrane, ale to Serpens. Nie przejmuje się czymś takim. Nie myśli o tym.
- Mugole też potrafią być okrutni - żadnego licytowania, ani pokazywania blizn. Stwierdzenie, które wyrzucił z siebie nie miało za sobą nic nieść. Pogładził długimi palcami bliznę Lukiego, było w niej coś, obok czego nie mógł przejść obojętnie. Chciał poznać jej historię, dowiedzieć się kiedy i jak, dlaczego i kto… wszystkiego - Jak? - spytał krótko na moment przenosząc spojrzenie z nadgarstka na jego twarz. Chciał swoimi ruchami ukoić ból, którego od dawna już nie było. Była tylko blizna, dawno zasklepiona, ale nadal o wszystkim przypominająca.
Powrót do góry Go down
Lucas A. Bielecky

avatar
Gracz


Skąd : Londyński Ealing
Liczba postów : 25
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   14.11.15 11:23

Z każdym kolejnym słowem Krukona Luki uśmiechał się bardziej naturalnie, a cała sytuacja zaczęła przybierać formę coraz to bardziej abstrakcyjnej. Wszystko co mówił było takie miłe, a zarazem trochę.. dziwaczne.
- T-tak, chyba byłby przesadą. I eeem, no, dziękuję. - powiedział cicho wbijając wzrok w ziemię. Nie żeby nie lubił, gdy ktoś mówi mu coś miłego, wręcz przeciwnie. Po prostu jeszcze nie przywykł do takiego nastawienia; piętno, jakie odcisnęły na jego psychice wydarzenia z przed trzech lat skutecznie utrudniały mu uwierzenie w to, że jego sytuacja uległa poprawie. Nie jest już prześladowany, nigdy więcej tutaj w Hogwarcie nie będzie gnębiony i poniżany w taki sposób, jaki to miało miejsce w czwartej klasie; nie chciał dopuścić do siebie tych myśli i w tym właśnie tkwił jego największy problem.
Gdy nagle poczuł uścisk na swoim prawym przedramieniu zorientował się, że Serpens przygląda się jego bliźnie. Porumieniał od razu i delikatnie uniósł głowę by spojrzeć drugiemu chłopakowi w oczy. Było w nich widoczne głębokie współczucie i wielka chęć pomocy, chęć ukojenia bólu, który chyba na zawsze pozostanie częścią jego życia, nawet gdy to znamię pozostanie zasklepione i będzie jedynie zarysowane tak jak teraz. Zawsze będzie mu przypominać co przeżył.
Drugie zdanie Krukona zaciekawiło Lucasa; jak to mugole? Co miał na myśli? Dopiero po chwili dostrzegł wszystkie szramy na jego prawej dłoni. Otworzył usta chcąc o to zapytać, jednak Serpens go ubiegł.
Jak?
Krótkie, proste pytanie, które wymagało odpowiedzi długiej i wyczerpującej. Takie pytania były dla Lucasa właśnie najgorsze; nie potrafił ułożyć na nie dobrych odpowiedzi, słowa zawsze plątały mu się na języku, co w ostateczności skutkowało wstydem za własną nieporadność.
- To.. to nic takiego. Taka tylko pamiątka z czasów.. no wiesz, wojny czarodziejów.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   14.11.15 14:23

Zaczął bawić się gałązką lawendy, która nadal przed nim leżała. Pracę nad swoją fiolką skończył już dawno i teraz mógł się tylko zastanawiać czy wziął jej chyba zbyt wiele, czy czegoś w jego eliksirze brakowało? Skoro nic nie wybuchło, a konsystencja i kolor były takie jak w podręczniku…
- Podobno Snape potrafił doprowadzić do orgazmu niektóre kobiety tylko tym, że w ich obecności warzył eliksir. To dopiero musiał być pokaz umiejętności i temperamentu. Istna mieszanka wybuchowa. Jego ruchy i sposób warzenia musiały być niesamowite, a może chodziło o coś jeszcze? Chciałbym to zobaczyć… Jednak no wiadomo - wzruszył ramionami, bo akurat tego nie będzie mu dane już zobaczyć. Chociaż oczywistym było, że na własne oczy chciał się przekonać ile w tym było prawdy i czy w ogóle jakaś była - Uczył cię, prawda? Slughorn nie ma w sobie żadnej gracji i nie wygląda dobrze nad kociołkiem - dodał jeszcze zanim zatrzasnął podręcznik, a w nim gałązkę lawendy.
Tych blizn miał naprawdę wiele. Pokrywały nie tylko ręce, ale i całe ciało z wyłączeniem twarzy. Kiedy stawał nago przed lustrem zastanawiał się dlaczego akurat nie ma nic na policzkach czy wokół ust. To przecież o nie chodziło jego ojcu. A dokładniej o uśmiech, którego nie mógł znieść, bo za mocno przypominał mu zmarłą żonę. Nie pamiętał jednak, że pierwszy raz przejawił magiczne zdolności kiedy pijany tatuś pochylał się nad nim z żyletką i tylko już milimetry dzieliły go od tego, aby w końcu zrobił to czego chciał od samego początku. Malte później przez długi czas nie próbował w żaden sposób go skrzywdzić. Nie trwało to jednak zbyt długo, ale od tamtego czasu bał się ponownie spróbować tego co zamierzał zrobić tamtego wieczoru. Nie przeszkadzało mu to jednak w straszeniu syna, że którejś nocy wytnie mu te usta.
- Szlama - poruszył ustami prawie bezdźwięcznie, kiedy kolejny raz palcem obrysował bliznę. Nie widział nic złego w tym co teraz robił oraz tego, że chciał wiedzieć jeszcze więcej - No nie wiem. Powiedz mi wszystko - co było dla ciebie najokrutniejsze, dodał już w głowie, bo właśnie za jego plecami przeszedł nauczyciel. Może i był stary, ale już nie raz przekonał się na zajęciach, że słuch miał bardzo dobry.
Powrót do góry Go down
Lucas A. Bielecky

avatar
Gracz


Skąd : Londyński Ealing
Liczba postów : 25
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   15.11.15 21:10

- Ekhm.. - Luki odchrząknął niezręcznie słysząc komentarz dotyczący Snape'a.
C-co to w ogóle było? Wymyślił to sam, czy jak? Może gdzieś po szkole krąży jakaś taka dziwna ploteczka? Słyszę to po raz pierwszy w życiu, nigdy to mnie nie dotarła. Cóż, trudno się dziwić Luki, skoro ty z nikim nie rozmawiasz..
- Ehm, no, być może, ja nie jestem kobietą, więc nie wiem. - odpowiedział cicho, próbując się uśmiechnąć, jednak nie był do końca przekonany czy uzyskał odpowiedni efekt.
- Uczył mnie przez dwa lata, to prawda. Był dobry w tym co robił, czy może raczej warzył. Dodatkowo wywoływał też paniczne przerażenie co u poniektórych i to.. chyba wszystko. Przynajmniej dla mnie, to.. wszystko.
Chłopak dyskretnie rzucił okiem w stronę Slughorna aby upewnić się, że jest na tyle czymś pochłonięty, żeby nie usłyszał co mówi, po czym kontynuował zniżonym głosem.
- Może i nie ma gracji, ale jest dobrym nauczycielem.. i rozmówcą. Gdyby nie on.. - Puchon jeszcze raz obejrzał się za siebie napotykając wzorkiem zgarbioną posturę profesora eliksirów. -Gdyby nie on wąchałbym dzisiaj kwiatki. Od dołu.
Puchon uśmiechnął się subtelnie, jednak bardzo naturalnie i szczerze. Lubił Slughorna; była to jedna z tych osób, do których zawsze mógł zwrócić się o pomoc czy poprosić o radę. A nie miał w swoim życiu wiele takich osób, wiec każdą z nich starał się cenić jak tylko mógł i robić wszystko, by nie naruszyć ich zaufania.

Szlama.
Słowo to, mimo że wypowiedziane z obojętnością i bez żadnego wydźwięku, przywołało w nim wspomnienia milionów razy, kiedy była to najgorsza obelga jaką mógł odebrać. Na te wspomnienia blizna zaczęła go piec. Lucas zamknął oczy i próbował odrzucić te myśli.
To przeszłość, Lucas. Zapomnij o przeszłości, żyj teraźniejszością. Tutaj wszystko jest w porządku, chcą ciebie tutaj, nie jesteś niczemu winny.
Mało brakowało, a zaklęcie spoczywające na jego przedramieniu rozdarłoby skórę wzdłuż nacięć, z których ponownie polałaby się krew. Działo się tak często. Zdecydowanie za często; i będzie tak już do końca życia, nie może od tego uciec. Nie pomagała nawet maść na magiczne urazy i skaleczenia.
- M-może innym razem.- szepnął i szarpnął ręką do siebie, starając się odpowiednio łagodnie dać do zrozumienia Serpensowi, że ma go puścić; zauważył, że Slughorn zmierza w ich stronę, więc czym prędzej odwinął rękaw, ukrywając swoje znamię.
Powrót do góry Go down
Bianka Bell

avatar
Gracz

Skąd : Polska/Anglia
Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   18.11.15 13:54

Bianka tego dnia praktycznie sturlała się z łóżka; oh Merlinie, jak bardzo nie chciała wstawać. Ale hej - to będzie dobry dzień! W końcu dzisiaj miała odbyć się wyjątkowa lekcja eliksirów. I wyjątkowe lekcje z innych przedmiotów, ale nie miała zamiaru psuć sobie humoru tym drobnym faktem. Grunt w tym, że nie śpieszyła się zanadto, mimo świadomości, że już jest spóźniona. Nie wpadła do klasy z dramatyczną miną, a cichutko, dyskretnie otworzyła drzwi, by raczej niezauważoną wemknąć się do sali. Podeszła do profesora, by z prawdziwą skruchą wytłumaczyć się z jakże absurdalnego spóźnienia, po czym z zadowoleniem podeszła do ławki, przy której siedział Lucas z Serpensem. I co z tego, że ławka była dla dwojga? I co z tego, że byli aktualnie w dziwnej, nieco niezręcznej sytuacji? Jak dobrze, że nadarzyła się okazja, by spędzić czas z nimi obojga!
- Witam, chłopcy. Widzę, że dobrze wam idzie - powiedziała spokojnie, a na jej usta wpłynął delikatny uśmiech, gdy zaczęła wyciągać składniki. Zakasała rękawy szaty, by skierować spojrzenie najpierw na jednego, a następnie na drugiego osobnika. Postanowiła wykonać Eliksir Słodkiego Snu, gdyż, kto wie - może kiedyś się przyda? - Na pewno lepiej niż mi - mruknęła, widząc, co dzieje się w jej kociołku. Może była to kwestia dzisiejszego luzu i rozproszenia? Ah, wiedziała, że w tej całej Francji wyjdzie z wprawy. Słabych mieli tam nauczycieli Eliksirów, a już na pewno nie tak dobrych jak Slughron. Bianka westchnęła z rezygnacją. - Wybaczcie, że weszłam wam tak w połowie rozmowy - dodała, przypominając sobie o swym braku taktu. Spojrzała dyskretnie na Lucasa, który chyba, mimo wszystko, odczuwał swego rodzaju ulgę. Czyżby uchroniła go przed jakąś niekomfortową opowieścią? Jeśli tak, była zaszczycona.

Punkty za składniki: 15
Modyfikatory: -5
Dodatkowe za punkty w skrytce: +2
Suma punktów: 12
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   18.11.15 19:23

Nie rozumiał dlaczego Lucas miałby się poczuć niezręcznie z jego komentarzem. Nie mówił nic złego o nikim, nie obrażał nikogo, ani nie kazał jemu mówić niewłaściwych rzeczy. Chociaż pewnie nawet gdyby coś z tych rzeczy się stało to mało prawdopodobne, że by to zauważył.
- Dobrym? - wypowiedział to słowo w ten sposób jakby miał co do tego duże wątpliwości i zastanawiał się czy na pewno znają jednakową definicję tego słowa. Nie lubił Slughorna i nie musiał się nikomu z tego tłumaczyć - To dobrze, że był kiedy go potrzebowałeś - żadne słowa nie zmienią jego nastawienia do nauczyciela eliksirów. Mógłby usłyszeć wiele patetycznych historii, ale wątpił czy którakolwiek zmieniłaby jego postrzeganie tego człowieka. Chciał się o coś zapytać, ale pojawienie się Bianki wybiło go na chwilę, a później to już zapomniał.
- Nic nie wybuchnąłem - powiedział z zadowoleniem, bo rzadko mu się to zdarzało. Nie widział nic złego w tym w jakiej sytuacji ich zastała. Nadal wodził palcem po bliźnie Lucasa, aby lepiej poznać jej teksturę i dopiero po chwili przestał - Nie baw się we mnie, co? - na wszelki wypadek odsunął się od jej kociołka, ale zrobił to dla zabawy, a nie dlatego, że myślał, że to będzie potrzebne. W tym gronie to on był najgorszy z eliksirów i raczej nikt by mu nie odmówił tego zaszczytnego tytułu.  
- Wybaczam, bo nic nie wybuchłaś. Myślicie, że będziemy robić coś jeszcze czy na dzisiaj nam starczy? - niby to nie była zwykła lekcja eliksirów, więc mogli stąd wyjść w każdej chwili, ale może coś ciekawego by go przeoczyło. I co wtedy? Byłoby jak zawsze, bo zawsze zaczynało się robić fajnie w momencie którym wychodził.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   18.11.15 21:15

Nikolai nie lubi całego tego Halloween, szczególnie kiedy jego przyjaciele gdzieś się zapodziewają i nie mogą sprawić, że zabawa z dyniami i inne dziwactwa na błoniach zaczną się wydawać ciekawe. Najpierw ma zamiar przesiedzieć cały dzień w bibliotece, najlepiej z dala od okien, żeby nie słyszeć śmiechów dobiegających z zewnątrz, ale słyszy gdzieś o zajęciach z eliksirów i postanawia się na nie udać.
Co prawda równie dobrze mógłby zaszyć się w lochach i tam uwarzyć wywar, ale zwabia go tutaj łatwy dostęp do wszystkich składników. Jednym uchem słucha wspominek o Snapie, nie pamięta go jako nauczyciela eliksirów tylko opcm i dyrektora, ale oczywiście wie kim był.
To co mają warzyć niespecjalnie przypada mu do gustu, ale wreszcie wybiera eliksir słodkiego snu, bo ze wszystkich trzech to on może okazać się najbardziej przydatny. Gdzieś tam w ławce niedaleko widzi Serpensa, któremu rzuca tylko spojrzenie, ale nic nie mówi, bo jest razem z nim puchon z którym na pewno nie ma ochoty rozmawiać. Zupełnie skupia się na kolejnych krokach, całkiem świadomie dodając dwa razy więcej gałązek lawendy niż jest w przepisie. Zna go przecież na pamięć. Ciecz reaguje niezbyt przyjemnym zapachem, ale Nikolai nie zwraca na to uwagi. W końcu połowa składników śmierdzi i jest obrzydliwa, a jego to nie rusza. Błękitny kolor w kociołku na chwilę daje mu złudną nadzieję, że decyzja o zmianie proporcji składnika była dobra. Ale tylko na chwilę. Kiedy widzi, jak pojawiają się niebezpiecznie wielkie bąble, a zawartość leci do góry, zupełnie jak kipiące mleko, wie, że coś chyba poszło nie tak. W porę odskakuje do tyłu i eliksir zamiast na nim ląduje na ławkach, krzesłach i posadzce. Mruczy coś pod nosem, nawet nie zauważając, że część z tego co wyleciało w powietrze wylądowało na @Bianka Bell. Idzie natychmiast skolekcjonować nowe składniki, zastanawiając się czy to lawendy było za dużo, czy może powinien dać też więcej śluzu.

Punkty za składniki: 11
Modyfikatory: -3
Dodatkowe za punkty w skrytce:  +1
Suma punktów: 9
Powodzenie: nie Very Happy
Powrót do góry Go down
Horacy Slughorn

avatar
Specjalne

Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   28.11.15 22:54

Mimo kilku wybuchów i wybitnie nieudanych mikstur, ogólny efekt całego zadania podobał mu się bardzo. Może po prostu miał słabość do uczniów zapamiętale warzących eliksiry, niemniej uważał te zajęcia za absolutnie najlepszy sposób na spędzenie Halloween. Pozostałe pomysły jego kolegów nawet się nie umywały - i nie miało to nic wspólnego z jego ego.
Zaklaskał, chcąc zwrócić na siebie uwagę uczniów.
- Moi kochani! Na dzisiaj, niestety, musimy kończyć, ale jeśli mielibyście ochotę to powtórzyć, zapraszam na dodatkowe lekcje! A teraz, zgodnie z obietnicą, muszę wyłonić zwycięzcę. Najlepsze eliksiry mamy tutaj dwa, jednakże, panie Bielecky, chyba mnie pan nie słuchał. Mieli państwo uwarzyć tylko jeden eliksir, co oznacza, że pańska druga mikstura, niezależnie od tego, że jest naprawdę dobra, nie może się liczyć w konkurencji! Dzięki temu zwycięzcą zostaje Serpens Lucifer Burke! Gratuluję, panie Burke, zawsze wiedziałem, że ma pan talent do eliksirów - dokończył, potrząsając ręką zdezorientowanego Krukona. Następnie rozdał nagrody i posprzątał salę.
- Dobranoc! I tak, tak, pamiętajcie o Severusie! Był wielkim... No. - Miał świadomość, że już nikt go nie słuchał, więc nawet się nie kłopotał, żeby dokończyć. Wrócił do biurka i sięgnął po piersiówkę, chcąc zakończyć wieczór najlepiej, jak umiał. Tyle że piersiówki nie było. Ale to już temat na osobną historię.

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Poison R. Norton

avatar
Gracz


Skąd : Azkaban
Liczba postów : 34
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   23.12.15 22:18

Mógł zrobić eliksir w we własnym dormitorium, ale lenistwo wygrywało. Znoszenie kociołka, chochli i innych potrzebnych rzeczy nie było czymś co chciało się robić Poisonowi. Nocna wędrówka i narażenie się na szlaban albo odjęcie punktów było lepszą alternatywą. Wybieranie najgorszych opcji krążyło mu we krwi od dawna, więc i teraz nie mogło być inaczej. Miał to zrobić późnym popołudniem, ale jak zawsze czas szybko uciekał, a nie chciał tego znów przekładać. Już i tak zbyt wiele czasu poświecił na to wszystko. Nigdy nie zrozumie dlaczego wziął w tym udział, ale skoro już się zgodził i wyszło jak wyszło to postanowił skorzystać na tym jak najwięcej. Nikt też nie powiedział jasno jak to wszystko ma wyglądać, więc uznał, że ma zupełnie wolną rękę. Dlatego teraz wyciągał z kieszeni zakupione wcześniej składniki i te, które w dziwny sposób znalazły się w jego posiadaniu.
Samo ważenie eliksiru nie było skomplikowane, wcześniej już widział jak powstaje, więc odtworzenie go znając przepis nie było trudne. Nie mogło. Nie był idiotą, który nie umiał wrzucić do kociołka kilku wcześniej posiekanych rzeczy. Chociaż sam początek nie należał do udanych, wzruszył na to tylko ramionami i nie przejmując się za mocno dokładał kolejne składniki. Myślami był zupełnie gdzie indziej, więc szybko upłynął mu czas, który tutaj spędził. Może nie był to mistrzostwo, ale też nie kompletna porażka. Posion ocenił swój eliksir na wystarczający zajebisty. Wszystko co wychodził spod jego ręki takie było i nie był mowy o żadnych wyjątkach. Pozostała mu tylko jedna rzecz do zrobienia, ale na to miał już wszystko przygotowane w dormitorium. Przelał eliksir do fiolki, z grubsza ogarnął miejsce przy którym pracował i po cicho wrócił do pokoju wspólnego.
zt

Punkty za składniki: 28
Modyfikatory: -3 + (-3) + 3 + 3 + (-1) = -1
Dodatkowe za punkty w skrytce: -
Suma punktów: 27
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   13.02.16 22:32

Eliksiry


Horacy Slughorn nie znosił walentynek. Przede wszystkim nie znosił koloru różowego, a tego dnia wszystko takie było. Poza tym ciężko było znaleźć spokojne miejsce do warzenia eliksirów (bo, oczywiście, o to chodzi, a nie o popijanie napojów alkoholowych, kiedy nikt nie patrzył). Plusem była duża ilość słodyczy, które Horacy uwielbiał, ale jednocześnie od lat nie dostał od nikogo żadnej walentynki, więc jedyne słodkości mógł zdobyć przez zarekwirowanie czyjegoś prezentu pod Bardzo Ważnym Pretekstem.
Tak czy inaczej, walentynki czy nie, lekcję należało przeprowadzić. Przekornie wybrał eliksir, który nie miał nic wspólnego z budowaniem miłosnej atmosfery, ale, jak Slughorn sądził, mógł się przydać co poniektórym. Zresztą duża szansa, że będzie na egzaminach, a o tym przecież należało zacząć myśleć.
Kiedy w klasie zebrali się już uczniowie, uśmiechnął się do nich szeroko.
- Kochani moi! Dzisiaj warzymy Eliksir spokoju. Tak, wiem, że już go umiecie, ale solidna dawka wam nie zaszkodzi, patrząc na poziom ekscytacji. No już, do pracy! Składniki powinniście pamiętać, a jeśli nie, zaraz zapiszę na tablicy.
Podczas gdy dzieciaki przygotowywały kociołki, on wypisywał składniki. Sproszkowany kamień księżycowy… Trzeba będzie dokupić, bo brakuje, chociaż na dzisiaj powinno wystarczyć. Syrop z ciemiernika, kolce jeżozwierza, sproszkowany róg jednorożca… Tych ostatnich też nie ma za wiele. No i składnik standardowy, jak zwykle.
Pokiwał głową, przytakując sam sobie, kiedy nagle coś mu się przypomniało.
- Jeszcze jedno! Osoba, która przygotuje najlepszy wywar, otrzyma dodatkową nagrodę – fiolkę Amortencji! Przyda się, co? – zarechotał, mając świadomość, jak złym pomysłem jest dawanie im tego eliksiru. Cóż, zabawnie będzie to obserwować, a Horacy lubił rozrywkę.
Rozsiadł się w fotelu i obserwował, jak uczniowie walczą z zadaniem.

Eliksir należy uwarzyć według mechaniki dostępnej tutaj.

Data zakończenia lekcji: 29 lutego.



Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   14.02.16 20:00

Leo wybrał się na lekcję eliksirów z raczej posępnym nastrojem. Miał wrażenie, że wszystko wali mu się na głowę i w sumie zdecydował się przyjść na zajęcia z nadzieją, że poprawią mu one humor choć odrobinkę. Bądź co bądź, ale lekcje z wujaszkiem Horacym należały do jednych z jego ulubionych i to wcale nie dlatego, że miał jakieś dodatkowe przywileje wynikające z więzów krwi, bo w sumie ich nie miał, a przynajmniej nie na zajęciach, bo poza nimi to różnie bywało.
Walentynki. Faktycznie, niczego innego teraz nie potrzebował. Jego życie uczuciowe było już wystarczająco pogmatwane bez całego tego zamieszania z wysyłaniem kartek i bombonierek. Dzisiejszego dnia dostał już pięć walentynek, w tym trzy od swojej nachalnej stalkerki i ani jednej od kogoś, od kogo tak bardzo pragnął tę niepozorną karteczkę otrzymać. Więc po prostu cisnął je do kominka w Pokoju Wspólnym i raczej tego nie żałował. Może to było odrobinę niemiłe z jego strony, ale wyjątkowo się tym nie przejmował. Jedno wielkie gówno, a nie święto zakochanych.
Wszedł do klasy jako pierwszy, no cóż, może trochę się pospieszył. Mrugnął do Slughorna, szczerząc się i zajmując miejsce przy swoim stanowisku, oczekując na rozpoczęcie lekcji. Wkrótce w klasie zaczęli gromadzić się inni uczniowie, których Leo omiatał zobojętniałym spojrzeniem. Gdy wreszcie pomieszczenie zapełniło się, nauczyciel poinformował ich, co będą dzisiaj warzyć. Gryfon zmarszczył brwi. Eliksir spokoju? Faktycznie już był i to w sumie nie raz. Mimo wszystko chłopak miewał z nim problemy. Ciekawe jak pójdzie mu tym razem?
Przygotowanie kociołka zajęło mu raptem chwilę, a składniki znał na pamięć, tak więc czym prędzej zabrał się do pracy.
Ze skruszeniem kamienia księżycowego poradził sobie bardzo dobrze, a przynajmniej tak to ocenił. Trochę gorzej było z przygotowaniem syropu z ciemiernika, na co Leo lekko zmarkotniał. Zaraz jednak uśmiechnął się lekko pod nosem, gdy po wymieszaniu ze sobą składników jego wywar zaczął wydzielać lekki fiołkowy zapach. Tak, to dobry znak, wiedział o tym. W sumie potem już wszystko szło dobrze, dopóki nie nadszedł czas na zmierzenie się z ostatnim składnikiem. A żeby było śmieszniej, był to składnik standardowy. Gryfon najwidoczniej musiał zawiesić się na ułamek sekundy i sypnąć naprawdę malutką ociupinkę za dużo do kociołka. Gdy zorientował się, że prawdopodobnie wszystko schrzanił zaklął cicho pod nosem. Rozejrzał się dyskretnie, aby sprawdzić, czy nikt go nie usłyszał. W końcu od niedawna mógł się szczycić odznaką prefekta i raczej nie wypadało mu... Chrzanić to. Uspokoił się, kiedy wywar w kociołku zaczął powoli wirować zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jest okej. Może nie schrzanił tego eliksiru aż tak? No, w każdym razie o nagrodzie mógł tylko pomarzyć. Z drugiej strony – co miałby zrobić z eliksirem miłosnym? Nie miał zamiaru dolewać go nikomu do herbatki, aż taki zdesperowany nie był. Chociaż... Nie, to głupie! Tak robią tylko najbardziej bezmózgie trzecioklasistki. Z drugiej strony może tylko teraz tak myślał, a gdyby dorwał ten wywar to... O Merlinie, uspokój się! Przewrócił oczami i obserwował, jak jego eliksir warzy się w kociołku.


Punkty za składniki:  20
Modyfikatory:  6
Dodatkowe za punkty w skrytce:  0
Suma punktów:  26
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   15.02.16 16:49

Nie przychodzi na eliksiry dla tych całych nagród i konkursów, które organizuje Slughorn. Wydaje mu się to głupie, bo on chce warzyć sam dla siebie, eksperymentować i za każdym razem robić to lepiej. Ostatnio, na dodatkowych zajęciach skończyło się to dosyć tragicznie, ale tym razem zamierza być nieco bardziej ostrożny. Tak odrobinkę, żeby eliksir można było uznać za względnie udany.
Zbiera wszystkie składniki, przez chwilę nie odrywając wzroku od ładnie błyszczącego, sproszkowanego rogu jednorożca. Zaczyna dodawać składniki, chociaż kamień księżycowy wydaje mu się jakiś dziwny. Przeterminowany czy coś? Całkiem szybko ta dziwność się potwierdza, bo wywar zaczyna okropnie śmierdzieć, ale wystarczy dodanie syropu i trzech kolców jeżozwierza, żeby sytuacja została opanowana. Mgiełka nad syropem zapowiada niezły efekt i Nikolai jest zadowolony z siebie, że tak szybko zapobiegł prawdopodobnej katastrofie. Rozochocony swoim powodzeniem, dodaje za dużo rogu jednorożca. Oczywiście całkiem świadomie, jedna po chwili stwierdza, że to chyba jednak nie najlepszy pomysł. Zapisuje w sowich notatkach, żeby więcej tego nie robić, podczas gdy eliksir coraz bardziej bulgocze, zupełnie jakby myślał, że w ten sposób wygra konkurs Slughrona. Nikolai w porę odsuwa się na odpowiednią odległość, spodziewając się, co zaraz nastąpi. Ze spokojem spogląda na dziurę w suficie, po czym wsypuje standardowy składnik. Po raz kolejny ryzuje, tak samo jak z jednorożcem, i znowu daje go znacznie więcej niż powiedziane jest w przepisie. Tym razem jest jednak prawie pewien, że to powinno naprawić wywar. I rzeczywiście, wielkie bulgotanie się uspokaja i zastępują je maleńkie pęcherzyki powietrza. Prawie dokładnie tak, jak powinno być... Może nie idealnie, ale Nikolai wie, że w miarę się nadaje. Następnym razem będzie lepiej, bo już przekonał się, co może stać się przez za dużo jednorożca.

Punkty za składniki: 15
Modyfikatory: 1
Dodatkowe za punkty w skrytce: 1
Suma punktów: 17
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Charles Beauclerk

avatar
Gracz


Skąd : St Albans, Anglia
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   16.02.16 1:25

Gdyby Hogwart patrzył, ujrzałby na złośliwie ginących korytarzach rozczochranego, zdenerwowanego chłopca, o sińcach niewyspania pod piwnymi oczyma i niechlujnie związanym krawacie Krukona. Gdyby Hogwart patrzył, ujrzałby jego zmagania ze splątanymi sznurowadłami, kartkami ulatującymi w biegu z dzierżonej książki oraz umierającą resztką umiarkowanie dobrego humoru. Gdyby Hogwart patrzył, ujrzałby dzieciaka grzęznącego w sięgającym łydek morzu brokatu (różowego!), kolejnej fantazji przeklętego Irytka. Na szczęście jednak, Hogwart był zajęty swoimi intrygami i miłostkami, a młody Beauclerk mógł w zburzonym spokoju oddać się poszukiwaniom odpowiedniej drogi w ich zamkowym gąszczu, kierując się w stronę sali eliksirów, tłukąc sobie po drodze kolano w pułapce uciekających stopni. Podążał za nosem - wraz ze zbliżaniem się do podziemi, miła wilgoć powietrza zastępowała wszechogarniający wstręt mdłości walentynkowej słodyczy. Chłopaka nigdy nie pochłaniały obchody tego głupawego święta, nigdy zresztą nie nadał miłosnej przesyłki, takowych również nie otrzymując - jako fanatyczny zwolennik najświętszego spokoju, nie kwapił się do nawiązywania jakichkolwiek sympatii. Skupiony na sobie, nadchodzących egzaminach i własnym spóźnieniu, obrzydliwie skandalicznym, wślizgnął się do sali - niezauważenie dla starego Slughorna - i podbił koronne miejsce przy oddalonym od grupy stole, rozglądając się nerwowo po mniej lub bardziej zapracowanych buziach. W półmroku tutejszego oświetlenia sam wyglądał całkiem upiornie, jakby bez skutku kłócił się kolejny dzień z Morfeuszem o prawo do snu, a jego twarz zalewała coraz bielsza i coraz śmielsza fala trupawego zaniedbania. Nie bez otępienia, przystąpił do pichcenia według wskazówek zamieszczonych na tablicy, uśmiechając się w duchu i licząc na powodzenie projektu - płynny spokój może być niezłym substytutem tego naturalnego, zgubionego gdzieś pośród brokatowych sińców. Ten okrutny dzień nie poskąpił mu jednak kolejnej klęski. W kociołku zakwitła bujna, sycząca piana, rezultat kilku niechcianych kropel syropu z ciemiernika, ulewanych z targanej dreszczem dłoni. Miły, mleczny dym, wydzielający się po garstce jeżozwierzych kolców, szybko uleciał, ukazując brudnoszarą taflę pomyj i beznadziei; wszystko przez jednorożca - wcale winne stworzenie - i dziurawe dłonie chłopca. Wzdychając cicho i skupiając resztki zszarganej woli, wyzbył się na chwilę porażającej bezsilności, uzyskując mizerny sukces, sygnalizowany mgiełką znad powierzchni eliksiru. Uwarzony został jednak z większą dozą fuksa niż chłopinej zręczności, zahaczając w swym powodzeniu o granicę cudu, a może i najzwyklejszej magii.

Punkty za składniki: 16
Modyfikatory: -1
Dodatkowe za punkty w skrytce: 0
Suma punktów: 15
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   19.02.16 17:43

Zbliżały się egzaminy. Nie dało się zaprzeczyć, czegokolwiek Exodus by nie robiła, by wyprzeć ten przykry fakt z umysłu. Koniec szkoły jasne, fajnie, nie mogła się doczekać, ale egzaminy? I co, udowadnianie, że umie rzeczy? Tyle że nie. Ani zaklęć, ani eliksirów, ani niczego. Tyle lat nauki w błoto! Jedyne, czego się trzymała, to to, że jest czarownicą, jasne, ale wiccanką! A nie. I od warzenia mikstur miała siostrę. Sama nie musiała tego ogarniać. Nie miała tylko pewności, czy ten argument przekona kogokolwiek na egzaminach.
I dlatego właśnie nie mogła sobie pozwolić na opuszczenie lekcji.
Do sali wpadła, oczywiście, spóźniona. Nie za dużo, trochę, ale to było nie do uniknięcia, zważywszy, że już dawno zgubiła zegarek, dzięki któremu chociaż czasem udawało jej się być na czas. Tak czy inaczej, wpadła do sali, wzbudzając zainteresowanie, bo jakżeby inaczej. Uśmiechnęła się do nauczyciela przepraszająco i zajęła jedno ze stanowisk. Tym razem blisko Krukona, z którym jeszcze nie miała okazji rozmawiać, a który wyglądał, jakby całkiem nieźle mu szło. To się może przydać.
Przyniosła sobie wszystkie potrzebne składniki, przygotowała, co trzeba i niby już miała się zabrać za przygotowywanie eliksiru, kiedy dostrzegła na stoliku żuczka. Nachyliła się nad nim, przechylając głowę. Był piękny i Gryfonka była przekonana, że w świetle słońca nieziemsko by błyszczał. Tu jednak było ciemno (co zresztą było jednym z powodów, dla którego nie lubiła tu przychodzić) i z błyszczenia nici. Tak czy inaczej, w związku z tym, że wpadające do oczu włosy zasłaniały jej widok, zwinęła je w niedbały koczek, który przytrzymała, wtykając weń różdżkę. Jasne, że później będzie jej szukać. Później.
Dobra, eliksir. Miała świadomość, że składniki nie są przygotowane jakoś bardzo dokładnie, ale liczyła, że to wystarczy. Zaczęła je po kolei wrzucać, stosując się do instrukcji i chociaż nic się nie działo, wiedziała, że w jej przypadku to akurat dobry sygnał. To dawało nadzieję, niewątpliwie. I tak w spokoju dotrwała do ostatniego składnika, tego standardowego, najbardziej oczywistego... Kiedy zadrżała jej ręka. Akurat wtedy.
Na wszelki wypadek cofnęła się o krok. To był dobry ruch, bo mistura zaczęła się intensywnie pienić, a po chwili nawet wychodzić z kociołka... Nieokreślonego koloru piana zatrważająco szybko zajmowała jej stanowisko. Chciała nawet ją wyczyścić, ale... Do tego potrzebna była różdżka. A ona nie miała pojęcia, gdzie ją ma. Oczywiście.
Stosując odwrót taktyczny, znalazła się przy kociołku Charlesa. Uśmiechnęła się beztrosko.
- Słuchaj... Jest sprawa. Miałbyś chwilę, żeby mi pomóc? Mój eliksir chyba chce mnie zabić - wyszczerzyła się. Bo to był idealny moment do żartów, oczywiście.

Punkty za składniki: 14
Modyfikatory: -3
Dodatkowe za punkty w skrytce: -
Suma punktów: 11
Powodzenie: nie
Powrót do góry Go down
Charles Beauclerk

avatar
Gracz


Skąd : St Albans, Anglia
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   19.02.16 23:07

Eliksir gotowy, sprawa załatwiona, a poza mechanicznym merdaniem chochlą w kociołku, Charles nie wykazywał żadnego objawu poczucia rzeczywistości - ze wzrokiem wetkniętym w eter, dał się pochłonąć myślom o nadchodzących lekcjach, szczególnie Flitwicka. Praktyczne zajęcia z zaklęć stanowiły często nader emocjonujący spektakl uczniowskiego tłumoctwa i akompaniującego mu pęku westchnięć zrozpaczonego profesora, który z pasją wypisaną na pucołowatej twarzy biegał po sali, miotając zręcznie zaklęcia odwracające. To świetna komedia dla tych nieco bardziej rozgarniętych, którym nie wyrasta nagle poroże, a kończyny pozostają we właściwym sobie miejscu czy konsystencji - tym większym napawało to chłopaka stresem, realistycznie bowiem oceniał swoje zmizerniałe siły. Nierozkwitnięty jeszcze dzień zdążył okazać się wcale owocny w niepowodzenia, wymęczenie organizmu złośliwie dopisywało, a do głowy zajrzał właśnie w odwiedziny dawny, pulsujący ból. Z takimi bonusami, Charlesa ogarniał przykry dreszcz niepokoju o kogokolwiek bezpieczeństwo, gdy w rachubę wchodziło wywijanie różdżką.
Pochłonięty deprymującym czarnowidztwem, z pewnym opóźnieniem zarejestrował, że ktoś do niego cokolwiek mówił. Mętnym wzrokiem ogarnął postać energicznej Gryfonki, niepewny intencji dziewczyny i zbyt zaskoczony, by spytać o powtórzenie jej słów; zdawała się wskazywać na pełzający eliksir przy sąsiednim stanowisku, czego widok wydobył niegłośny chichot z chłopaka, wciąż jedną nogą będącym w transie. Zrozumiawszy kłopot, ryzykując zdrowiem, życiem, majątkiem i sławą, a przede wszystkim efektami ubocznymi, wysilił zmęczony umysł.
- Finite. - Wybełkotał zrezygnowany, oczekując jakiegoś ekscytującego wybuchu czy przeobrażenia się cieczy w lawę. O dziwo, felerny wywar Gryfonki zasyczał, pierdnął i wycofał się, odsłaniając większość blatu i śluzowate ślady. Charles był jednak zbyt zadziwiony tym minimalnym powodzeniem swojego zaklęcia, by obdarzyć dziewczynę czymkolwiek poza nerwowym uśmiechem i jakby przepraszającym wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   21.02.16 23:52

Chłopak wybitnie jej nie słuchał, ale to nic. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? O ile jej pomoże, żadne. Zwłaszcza, że przecież nie mówiła nic ważnego, gdyby mówiła coś ważnego, to może by się obruszyła, że jej nie słucha. Niemniej, ciężko zrobić dobre pierwsze wrażenie w ten sposób, ale może on tak lubi. Może ma jakąś chorobę albo jest myślami zupełnie gdzie indziej, albo... No coś tam. Wszystko jedno co. Wybaczy mu, bo to w końcu tylko pierwszy moment i pewnie gorzej z wybaczeniem by było, gdyby tak zrobił później, ale o to będzie się martwić, jak wiadomo, później. Teraz mogła mu wybaczysz, zapomnieć i zaakceptować go takim, jaki jest. Przynajmniej na najbliższe trzydzieści sekund.
Tak czy inaczej, nie musiał jej słuchać, nie musiał mówić, ale najwyraźniej ogarnął, o co ona go prosi. Wyjął różdżkę i zlikwidował atak morderczej piany, a to było już dużo, właściwie wszystko, czego w danej chwili potrzebowała. Jasne, wciąż jej eliksir nie nadawał się do niczego, ale z drugiej strony wcale tego nie potrzebowała, bo nagroda wcale nie była taka atrakcyjna. Nie potrzebowała u nikogo sztucznie wzbudzać miłości, bo ludzie, na których jej zależało, i tak ją kochali, to po co. No właśnie. Wierzyła jednak, że może komuś rzeczywiście się to przyda, nie kwestionowała, po prostu jej nie zależało. Oczywiście pozostawała kwestia wiedzy niezbędnej do egzaminów, ale... Tak. Tym też będzie martwić się później.
Pomachała mu dłonią przed oczami. Wydawał się lekko nieobecny, a nawet nie tylko lekko i powoli zaczynała się martwić. Może się zaciął czy jak? Może to ona go zepsuła? Niee, no niby dlaczego. Ale pomachanie mu przed nosem chyba zadziałało i Gryfonka, korzystając z chwili funkcjonowania Krukona, wyciągnęla doń rękę.
- Cześć, jestem Exodus, a ty? Słuchaj, dobrze się czujesz? Bo wyglądasz nie za specjalnie. I pomożesz mi szukać różdżki? Bo gdzieś ją zgubiłam, a tobie nieźle idzie pomaganie mi w sytuacjach kryzysowych.
Potok słów nie był w jej przypadku niczym szczególnym, nie wiedziała tylko, czy chłopakowi nie będzie to przeszkadzać. A jak będzie... Cóż. Trudno.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Lochy-
Skocz do: