Share | 
 
Klasa eliksirów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Klasa eliksirów   28.09.15 3:07

First topic message reminder :

Klasa eliksirów
Umiejscowiona w zimnych lochach, sala ta nie robi zbyt przyjemnego wrażenia. Powietrze ciężko osadza się w płucach, a dym wydobywający się z bulgoczących kociołków gryzie w oczy. Niewielu uczniów, poza pasjonatami warzenia eliksirów, znajduje przyjemność w przebywaniu tutaj. Nauczyciel jednak robi co może, by mimo niesprzyjającej aury czegoś swoich podopiecznych nauczyć, dlatego nie zrażaj się już od progu i daj się przekonać, że może być tu całkiem przyzwoicie.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   23.02.16 21:41

Dzień nie zaczął się zbyt dobrze – głowa Jacka pulsowała miarowym bólem, od którego świat zdawał się tylko jednym wielkim uprzykrzeniem; aż nadto wiedział, że musiała maczać w tym palce ta przeklęta walentynka z Pokoju Wspólnego. Nie, żeby adresatem był Feversham, skądże znowu, niech go Wyższa Siła broni przed otrzymywaniem pochwalnych laurek od takich wszetecznic, co to papeterię w kolorze lila nasączają zaklęciami zawodzącymi, a później budzą tym nieznośnym jękiem wszystkich wokół. Uporczywego śpiewu nie dało się uciszyć przez ponad trzy godziny, dopomógł dopiero stary sposób ze spłukaniem w najbliższej toalecie. Wzdragał się na samo wspomnienie, już chyba wolałby spędzić popołudnie pośród mandragor, brr!
Miał nadzieję, że chociaż na eliksirach uda mu się co nieco odetchnąć od zgiełku korytarza, wszak subtelne bulgotanie cieczy w kociołkach nie mogło się w żaden sposób równać z wszechobecnym krzykiem, a pragnął się przed nim uchronić jak najdłużej. Dotarł na zajęcia na kilka sekund przed dzwonkiem, by chyłkiem przemknąć na tyły i zaszyć się w dyskretnym kąciku. Akurat z dala od innych uczniów, bo szczerze powątpiewał, by o tej porze zjawił się ktoś jeszcze, zajmując tym samym miejsce obok niego. Doskonale.
Po wysłuchaniu polecenia profesora czym prędzej zabrał się do pracy, choć miarowe krojenie składników nie pomagało tym razem przy przywołaniu jakiejkolwiek koncentracji. Już przy dodawaniu syropu z ciemiernika okazał się nadto szczodry i dolał o kilka kropel za dużo, a eliksir zabulgotał ostrzegawczo, gniewnie przyozdobiając przestrzeń w promieniu kilkunastu centymetrów od Jacka (uf, jak dobrze, że jednak siedział na uboczu). No cóż, dziury w drewnie z łatwością można naprawić, prawda? Gryfon nie zrażał się tak szybko, postanowił działać dalej, cierpliwie odmierzył pozostałe ingrediencje, podejrzany specyfik z wolna przybierał barwę, o której wspominano w podręczniku, wkrótce wyszedł też z fazy bycia przede wszystkim gęstą melasą i eliksir wydawał się zmierzać ku lepszemu, gdy... zagapił się. Zagapił się (czy może raczej mentalnie odpłynął w bezkres) i nie dopatrzył płomyka pod kociołkiem, a całość, i to dosłownie, spaliła na panewce.
Odsunął się od stołu ze zniecierpliwieniem. Nawet zakląć siarczyście nie miał ochoty. Trudno, najwyraźniej spokój nie był mu dzisiaj pisany. Oparł się w dalszej zadumie o ścianę obok, uspokajając się przeświadczeniem, że przecież w przeszłości udawało się stworzyć wiele całkiem znośnych mikstur. (Może miałby teraz szansę na zdawkowe przejrzenie Najsilniejszych eliksirów, które, co prawda niemal całkowicie pozbawione okładki, udało mu się dostać tamtego lata?) I na cóż, do licha, miałaby posłużyć Amortencja? Szkoda zachodu.


Punkty za składniki: 17
Modyfikatory: -6
Dodatkowe za punkty w skrytce:
Suma punktów: 11
Powodzenie: nie
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   27.02.16 18:08

Kolejna lekcja, kolejne spóźnienie. Czy mogło być piękniejsze rozpoczęcie dnia? Tym razem jednak Liv nie miała najmniejszego zamiaru się spieszyć i pędzić na złamanie karku, byleby tylko pojawić się jak zajęciach. Nie chodziło o to, że nie lubiła eliksirów, bo akurat je uważała za jedne z najbardziej kreatywnych. Po prostu przy niej ten przedmiot stawał się śmiercionośny, bo komu innemu mógł tuż przed końcem wybuchnąć kociołek oblewając zebranych ludzi jego zawartością, jak nie jej. Nie robiła tego specjalnie, żeby ktoś sobie nie pomyślał, bo choć może faktycznie było w szkole kilka osób, którym życzyła jak najgorszej, tak przecież podczas takiej eksplozji sama często cierpiała, jak jakiś ohydny glut spływał jej po włosach, które być może były utrapieniem, ale zarazem jej chlubą. Dlatego odwlekała w czasie warzenie eliksiru, choć ostatecznie i tak musiała przedmiot zaliczyć. Kto wie, może obejdzie się bez wybuchu. Postara się zrobić wszystko zgodnie z instrukcją, a na końcu będzie skupiona jeszcze bardziej. Co z tego, że obiecywała to sobie za każdym razem. Mniejsza, najwyżej nauczyciel ją w końcu zawiesi, albo zakaże przyłazić na jego lekcje.
Weszła do sali spóźniona i zupełnie nie zdziwiło jej, że każdy już pracował nad swoim wywarem. Przynajmniej instrukcja została wypisana na tablicy, więc orientowała się co ma robić. Szybko, w sposób niemal niezauważony (wykorzystała okazję, że nauczyciel akurat pochylał się nad kociołkiem ucznia na przedzie klasy) podeszła do szafki ze składnikami i co chwilę patrząc na tablicę wybierała te, które miały się jej przydać. Potrząsnęła buteleczką ze sproszkowanym rogiem jednorożca. Było go coś mało, ale musiało wystarczyć. Na Merlina, niech tym razem się uda! Kiedy wzięła to, co potrzebowała udała się do pierwszego wolnego Stanowska i rozłożyła rzeczy. Kociołek, miseczkę z moździerzem, palnik, składniki. No, chyba nie zapomniała o niczym, więc mogła śmiało brać się do roboty. Podwinęła rękawy szaty i zajrzała do podręcznika, w którym widniała instrukcja. Zapaliła palnik pod kociołkiem i pokruszyła kamień księżycowy. Starała się zrobić to jak najdokładniej, niestety gdzieniegdzie pozostały grudki. Uznając, że nie ma zbyt wiele czasu, nie może marnować go na kruszenie idealne. Przecież to i tak się wszystko rozpuści, prawda? Dodała więc to, co jej wyszło do kociołka, a eliksir przybrał barwę zgniłozieloną. Zaraz, zaraz. Czy to nie miała być czasem czysta zieleń? Zmarszczyła brwi, ale niestrudzenie parła dalej. Mieszała eliksir i mieszała, i choć może po krótkiej chwili zmienił kolor na niebieski, tak brudnawe zabarwienie nie znikało. Czyżby skruszenie tych kamieni dokładnie było aż takie ważne? Machnęła ręką i po prostu teraz wsypała go trochę więcej licząc, że tym ram razem kolor będzie odpowiedni. Niestety, stał się dziwnie brunatny, a jako, że nie była daltonistką wiedziała, że daleko temu do fioletu. Skrzywiła się. No cholera, w końcu musiało jej coś wyjść! Zaczęła go intensywnie grzać, ale cholerstwo stało się czerwone. Wzruszyła tylko ramionami, nie miała czasu na zaczynanie od nowa. Przyszła pora na syrop z ciemiernika. I tutaj musiała popełnić jakiś błąd, bo powróciła zgniło niebieska barwa. Reagan powoli zaczynała tracić nadzieję, że faktycznie coś z tego będzie. Na całe szczęście do tej pory nic nie wybuchło, więc może wcale nie było tak źle? Zgodnie z instrukcją podkręciła palnik, by podgrzać eliksir, albo to, co miało nim z założenia być i czekała cierpliwie na zmianę barwy. Ale zaraz, to stało się zgniłozielone. Teraz powoli zaczynała panikować, bo do tej pory ani jeden składnik nie został przez nią poprawnie dodany, nie mówiąc już o barwach. Rozejrzała się po sali, by sprawdzić, czy ktoś jeszcze miał takie problemy jak ona. Niestety, przez parę kłębiącą się w pomieszczeniu nie widziała zbyt wiele, więc wróciła do swojej pracy. Utarła na proszek kolce jeżozwierza, tym razem przykładając się do tego bardziej. Wysiłek i skupienie najwidoczniej się opłaciły, ponieważ kiedy dodała to do eliksiru ten zmienił kolor na czerwony. Niestety, jej radość nie trwała długo, ponieważ nagle zaczęło się dziać coś niepokojącego. Z kociołka zaczęło chlapać coraz mocniej i mocniej. Profilaktycznie odsunęła się od stanowiska, co okazało się decyzją słuszną, ponieważ chwilę później płyn poszedł do góry, ku sufitowi, w którym pozostała piękna dziura. Reagan zaklęła donośnie i poczekała, aż sytuacja się ustabilizuje na tyle, by mogła wrócić do pracy. Czy jednak był sens kontynuować to dalej, skoro połowa zawartości jej kociołka znajdowała się wszędzie, tylko nie w naczyniu? No ale może ostatecznie nauczyciel chociaż doceni jej starania. Kiedy eliksir trochę ochłonął podeszła do niego ponownie i zajrzała do środka. Coś tam jeszcze pływało i nawet miało nadal ten cholerny czerwony kolor. Pomieszała płyn, który stał się jaskrawożółty. Założyła, że jest to zbliżone do pomarańczowego i dodała więcej sproszkowanych kolców jeżozwierza. Eliksir tylko lekko zabulgotał i stał się posłusznie turkusowy. Dziewczyna czując przypływ mocy wykrzesała z siebie więcej skupienia. Podgrzała kociołek na tyle, by ciecz w nim stała się fioletowa i zabrała się za dodawanie sproszkowanego rogu jednorożca. Tak jak podejrzewała musiało go być za mało, gdyż eliksir stał się na chwilę biały, by zaraz ponownie trzasnąć fontanną w sufit, powiększając wcześniejszą dziurę. Niestety, Reagan nie zdążyła się odsunąć i kilka kropli spadło na jej szatę wypalając w niej dziury. No jeśli podałaby komuś coś takiego to na pewno stałby się spokojny. Na wieczność, w trumnie. Zaśmiała się pod nosem z własnego żartu i zaczęła intensywnie mieszać, sprawiając, że nadała temu badziewiu kolor różowy. Czy to o to chodziło? Podgrzała i stało się purpurowe. Może nauczyciel okaże się daltonistą i nie zauważy błędu? Dodała resztki kamienia księżycowego i po kilku pluskach zawartość kociołka stała się czarna. Zaraz, czy ona aby na pewno nie pomyliła receptur? Dodatkowo zaczęło dziwnie śmierdzieć, a z każdą kolejną minutą smród się nasilał. Był tak intensywny, że Liv przyłożyła do nosa skraj szaty, aby nie wdychać tej jawnej trucizny, którą sama stworzyła. Podgrzała eliksir licząc, że wysoka temperatura zabije odorek. Niestety, to nie były bakterie i nie na wiele się to zdało. Co gorsza eliksir wcale nie chciał stawać się inny. Czyżby tak bardzo spodobała mu się czarna barwa? Z kompletną rezygnacją, że już nie wskóra nic więcej, dodała pozostałe kolce jeżozwierza i o dziwo wywar stał się ciemnoszary. Tylko był jakiś taki strasznie gęsty. Zmarszczyła brwi i nachyliła się nad kociołkiem. Zaczęło w nim bulgotać niczym na bagnach, a chwilę później Reagan dostała w twarz kłębem pary, która śmierdziała jak zgniłe jaja pomieszane ze smoczym łajnem i brudnymi skarpetkami Darrena. Zaczęła kaszleć – Kurwa – przeklęła dość siarczyście, odsuwając się gwałtownie od kociołka, z którego nie przestawały wydobywać się szarawe, niosące koszmarny smród, obłoczki, które z wolna zaczęły szybować po klasie, racząc swoim zapachem innych uczniów.

Punkty za składniki: 16
Modyfikatory: -8
Dodatkowe za punkty w skrytce: 0
Suma punktów: 8
Powodzenie: nie
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   02.03.16 13:55


@ Ups
Eliksir spokoju! Hehe. Ups była całkiem zadowolona, że pojawiła się na zajęciach, choć nie sądziła, by jakikolwiek eliksir spokoju mógł faktycznie postawić ją do pionu, jak tego chciała Upsilon. Przynajmniej nie będzie mogła się przyczepić, że znowu opuszczają zajęcia. Poza tym Ups liczyła na to, że kiedy lekcja się rozkręci, jakiś kociołek wybuchnie komuś w twarz, co zdecydowanie podniesie poziom rozrywki. Ale Slughorn nie poprzestał na wyjaśnieniu im, jaki eliksir będą warzyli. Mówił dalej, a to, co Ups nazywała poziomem rozrywki, rosło z każdym słowem. Amortencja! Och, mogłaby zrobić z nią tyle rzeczy! Musiała dostać ten eliksir! Przystąpiła do pracy zaraz po tym, jak Slughorn skończył mówić, co było do niej trochę niepodobne, przynajmniej dopóki nie słyszało się o nagrodzie. A jednak była Ups... Zdarzało jej się dostawać to, czego chciała, ale nie wtedy, kiedy chodziło o precyzję i staranność. Ups wrzucała do kociołka wszystkie składniki i chociaż wrzuciła ich dokładnie tyle, ile było w instrukcji, ich przygotowanie pozostawiało wiele do życzenia. Mimo to, pewna swoich działań, szła dalej mimo niebezpiecznie pulsującej mazi w kociołku. Śmiała się za każdym razem, gdy kolejny kociołek wybuchał tuż obok i z uporem maniaka mieszała coś, w czym łyżka utykała coraz mocniej. Aż w końcu... BUM! Otworzyła oczy dopiero po chwili. Czuła pulsujący ból w tyłku, który miał jej towarzyszyć przez kilka następnych dni. Z jej kociołka unosił się kłąb dymu. Och. Zamrugała gwałtownie. Chyba nie miała szans na wygranie dzisiejszych zawodów. Jak to się mówi... Ups.

Punkty za składniki: 5 2 3 2 3 = 15
Modyfikatory: +2 -3 -3 -3 = -7
Dodatkowe za punkty w skrytce: +1
Suma punktów: 9
Powodzenie: nie
Powrót do góry Go down
Horacy Slughorn

avatar
Specjalne

Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   08.03.16 16:39

Niemal przegapił godzinę zakończenia lekcji, rozmyślając o tym, kto z uczniów nadawałby się do Klubu Ślimaka, który zamierzał wkrótce reaktywować. Od czasu do czasu zerkał na zgromadzonych uczniów. Leo, och tak, Leo miał nazwisko, ale cóż z tego, skoro Horacy miał dokładnie takie samo? Nie było sensu łasić się do kogoś, kogo uznanie mógł mieć w każdej chwili. Ale młody Lazarov zdawał się o wiele lepszym kąskiem. Dobre nazwisko, tak, bardzo dobre nazwisko. To byłby jakiś wstęp... Z zamyślenia nie wyrywały Slughorna nawet najbardziej spektakularne wybuchy, choć po krótkiej chwili reagował, odsyłając uczniów do Skrzydła Szpitalnego i przywołując skrzaty, które miały za zadanie posprzątać podłogę. W końcu jednak nabrał nieprzyjemnego wrażenia, że wszyscy na niego patrzą. Gdy jego obawy się potwierdziły, wstał z fotela i przeszedł powoli wzdłuż stanowisk.
- Niedobrze, niedobrze - mruczał pod nosem, zaglądając do kolejnych kociołków. W końcu doszedł do ostatniego. - Leo! Tak! To bardzo dobry eliksir. - Nachylił się nad kociołkiem, wdychając woń wywaru. Jego krew! - Bardzo dobrze, bardzo dobrze - mruczał dla odmiany, odsuwając się powoli od kociołka. - Mamy naszego zwycięzcę. Reszta musi się bardziej przykładać. Jeśli nie macie już żadnych pytań, na dzisiaj to wszystko - podsumował, podając Leo fiolkę amortencji, po czym wrócił na swój fotel, czekając, aż wszyscy wyjdą z sali.

z/t dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   05.11.16 21:50

10 października

Leo zapukał lekko w drzwi klasy od eliksirów. Prawdę mówiąc był niemalże w stu procentach pewien, że nikogo nie zastanie. W sumie to właśnie na to liczył, ale ostrożności nigdy nie za wiele.
Wślizgnął się do pomieszczenia i przez chwilę poczuł się znowu jak dzieciak. Co on tu w ogóle robi? Po co tu jest? Jaki ma w tym wszystkim cel? Nie wiedział. Może chciał po prostu odreagować. Najzwyczajniej w świecie wczesnym wieczorem, takim jak inne, leżał sobie w swoim łóżku, w duchu irytując się na brak alkoholu pod ręką, ale na zewnątrz zachowując spokój. Szukał sposobu aby uciec od tego i od narastającej w nim mimowolnie agresji. Tak, na pewno było o wiele, wiele więcej lepszym rozwiązań, takich jak chociażby porządne pierdolnięcie dłonią albo najlepiej głową w ścianę. Mimo to Leo (jak to Leo) i tak zdecydował się na najgłupszy i najbardziej żenujący, jaki mu przyszedł do głowy.
Łajnobomba. Rzecz niezwykła, a jednocześnie niesamowicie prosta w obsłudze. Bez względu na to, jaka data widniała na marginesie Proroka Codziennego, wynalazek ten nadal fascynował młodsze, a czasem też starsze pokolenia czarodziejów i czarownic, kusząc swoim majestatem skłonne do psot umysły. Leo swego czasu był niezwykle podatny na jej murujące działanie, kupując wiele egzemplarzy i podrzucając je mniej lubianym uczniom, a zdarzało się także, ze nauczycielom Hogwartu. Wyrósł z tego. Tak myślał do dzisiaj.
Uznał, że takie zapomnienie mu się przyda, da trochę tej dziecięcej radości. No i zabierze odrobinę czasu, z którym i tak nie zrobiłby niczego pożytecznego. Mógłby wykraść się do Hogsmeade i ją kupić, ale nie chciał. Wiedział, że nie kupiłby łajnobomby, tylko alkohol, a chciał wytrzymać jak najdłużej na tym odwyku, który sam sobie ustanowił. No dobra, dużą rolę odegrały też ograniczone fundusze. Uznał, że posiada wiedzę wystarczającą, aby wykonać ją samodzielnie, w końcu co to dla niego? Potrzebował jedynie składników. A skąd wziąć składniki, jeśli nie z klasy eliksirów?
Dłuższą chwilę przyglądał się półkom ze składnikami i w końcu zgarnął kilka tych, które uznał za przydatne. Podszedł do najbliższego stanowiska, tuż pod szafkami i przystąpił do dzieła. Na początku szło mu niezwykle opornie, bo szczerze mówiąc, to nie wiedział do końca, jak się za to wszystko zabrać. Po pewnym czasie jednak nadał swojej pracy jakiś rytm, nawet lekko uśmiechnął się pod nosem. Cholera, z tego naprawdę może coś wyjść.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   05.11.16 22:59

Mabh wolnym krokiem schodziła po kamiennych schodkach prowadzących do lochów. Trochę się denerwowała, mimo powtarzania sobie w duchu, że to właściwie nic takiego. Nieprawda. To było bardzo dużo. To była pierwsza głębsza relacja jaką z kimś nawiązała w nowej szkole i bardzo się bała, że coś zepsuje. Zepsuje, jak wiele razy wcześniej. Ba, nie potrafiła nawet uzasadnić działań Tyberiusza, nie potrafiła zrozumieć, czemu taka osoba jak on chciałaby się spotykać z tak... Monotonną i nudną jak flaki z olejem osobą, jaką jest Mabh. Myśli galopowały po jej głowie coraz szybciej z każdym stukotem jej obcasów na kamieniu.
Dotarła na miejsce. Rozejrzała się po korytarzu, ale nie zauważyła żadnej sylwetki czającej się w mroku. Właściwie nawet jej to nie zdziwiło, oczywiście przybyła na miejsce spotkania za wcześnie. Usiadła na najniższym ze schodków i przymknęła oczy w oczekiwaniu.
Usłyszała kroki i szuranie krzesła dochodzące z sali, w której odbywały się zajęcia z eliksirów. Wygląda na to, że jednak myliła się i Tyberiusz przybył wcześniej niż było ustalone, nawet wcześniej niż ona. Nie czekając na wątpliwości, które na pewno by ją zalały, gdyby pozwoliła sobie na rozmyślanie, wstała, podeszła do uchylonych drzwi i weszła do środka. Ale w środku nie było Tyberiusza.
W klasie siedział starszy od niej Gryfon, którego kojarzyła z widzenia. Sam. Wieczorem. Nad kociołkiem. Czy właściwie jako prefekt nie powinna chociaż sprawdzić, czy wszystko jest w porządku?
Tyberiusza wciąż nie było, a alternatywą było siedzenie na zimnych, kamiennych schodkach.
- Cześć - powiedziała cicho idąc w stronę chłopaka i przyglądając się badawczo zawartości garnka. - Co przygotowujesz? - Nie chciała, by zabrzmiało to, jakby była wścibska, ale przecież tak właśnie było.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   02.04.17 22:24

Leo byl kompletnie nieprzygotowany na pojawienie się kogokolwiek w klasie. Było w końcu po lekcjach i tyle rzeczy do roboty, kto włóczyłby się po lochach? Pewnie gdyby zastanowił się nad tym chwilę dłużej, wpadłby na to, że znalazłoby się całkiem sporo takich osób, od Filcha i nauczycieli zaczynając, a na Ślizgonach kończąc. Chyba Slughorn miał niesamowite szczęście, że zamiast którejkolwiek z wymienionych wyżej osób, w drzwiach pojawiła się niewyglądająca na potencjalnego napastnika Krukonka.
Z chwilą wkroczenia dziewczyny do pomieszczenia, Gryfon zadrżał lekko i szybko obrócił głowę w kierunku drzwi. Wydobył z ust lekkie westchnienie ulgi, kiedy okazało się, że jego niebezpiecznemu eliksirowi oraz nastoletniemu tyłkowi nie grozi raczej żadna nieprzyjemność ze strony kogoś z kadry pedagogicznej. Raczej, ponieważ kto wie, z jakim typem osoby miał właśnie do czynienia. Spojrzał na dziewczynę podejrzliwym wzrokiem, gdy ta spytała, co przygotowuje. Naturalnie, ze chłopak nie był na tyle głupi, żeby wyznać jej, że szykuje domowej roboty łajnobombę, w planach wyjątkowo dużą i wyjątkowo skuteczną (a co z tych planów wyjdzie okaże się potem).
- Hej - odpowiedział na przywitanie, wymuszając uśmiech - w końcu kulturalnym wypada być w każdej sytuacji. Odezwał się ten, który przyjebał dziewczynie. Ale to była Liv. Liv się nie liczy. - Wziąłem się właśnie za zaliczenie na eliksiry - odparł bez zająknięcia. Zaobserwował ostatnio, że kłamstwo idzie mu coraz lżej i z każdym dniem robi się coraz lepszym łgarzem. Czy to dobrze? Och, naturalnie, że dobrze. Kłamstwo to akurat jedna z umiejętności, co do których mógł mieć stuprocentową pewność, że przydadzą mu się w życiu. To oczywiste, skoro przydawało mu się już teraz, w szkole, w tuszowaniu swoich nie do konca legalnych poczynań.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   01.05.17 22:07

Mabh dreptała w miejscu, niepewna, co powinna zrobić. Właściwie to nie miała dziś ochoty mieszać się do nieswoich spraw, z drugiej strony jeszcze mniej uśmiechało jej się siedzieć na korytarzu na schodkach.
Samo towarzystwo Gryfona, z którym właściwie wcześniej nie zdarzyło jej się zamienić słowa mimo wspólnych zajęć, nie nęciło jej może zbytnio, ale fakt, że powtarzał eliksiry, kombinując coś przy kociołku, zadziałał jak niezła przynęta.
Pewnie niejedna osoba uznałaby ją za kujonkę, ale właściwie nigdy nie uznawała tego słowa jako coś negatywnego. Była na bieżąco z przerabianym na eliksirach materiałem. Ba! Biorąc pod uwagę, że był to najciekawszy przedmiot w Hogwarcie, z materiałem była więcej niż trochę do przodu. Powtarzanie któregoś z przepisów nie wydawało się wcale złą perspektywą na spędzenie dotychczas samotnego popołudnia.
Ruszyła niespiesznym krokiem w stronę Gryfona.
- Co Ty tu właściwie przygotowujesz? -zapytała i rzuciła okiem na zawartość kociołka, po czym zmarszczyła brwi. Nie przypominało jej to niczego, z czym dotychczas na zajęciach się spotkała, a zapach wydobywający się z wywaru nie zapowiadał niczego dobrego.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Lochy-
Skocz do: