Share | 
 
Sala Wejściowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Sala Wejściowa   28.09.15 3:19

First topic message reminder :

Sala Wejściowa
Wszystkie drogi prowadzą do Sali Wejściowej - zdecydowanie można tak powiedzieć. Stanowi punkt wyjścia dla wędrówek po zamku i to tu swój początek ma hogwarcka magia. Z pozoru nie ma w tym pomieszczeniu nic specjalnego, jednak bądź pewien, że prędzej czy później Sala spłata ci jakiegoś figla.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   24.09.16 0:32

Czuł się jak najgorszy człowiek na świecie. Czuł też, że nienawiść do durnej choroby Jessego wzrastała z każdą chwilą i że po prostu powinni blondyna teraz spalić na stosie, wyrzucić z Hogwartu, posłać do diabła, bo takich rzeczy się po prostu nie robi, a on to zrobił i był po prostu podły. Zacisnął mocno szklane oczy i czując jak powoli robi mu się mokro na policzkach, zaczął drapać szyję. Zaczął wbijać w nią paznokcie i ciągnąć nimi po całej jej długości, próbując jakby ukarać się za to, że doprowadził Felixa do takiego stanu, bo nigdy, przenigdy nie powinien tego robić. Klęczał i drapał, a słysząc słowa bruneta schylił się tak mocno, że dotknął czołem posadzki. Nie wiedział jak mógł to naprawić. Wiedział jedynie to, że musiał powiedzieć Jessemu, by się ogarnął, bo jeśli ma rozwalać cudze prawiezwiązki, to chyba nie w taką stronę powinno iść.
- Felix.. - wydyszał krótko przechodząc paznokciami na obojczyki. - Ja naprawdę przepraszam. - dopowiedział i, kurwa mać, tak bardzo chciał się wtedy przytulić, ale miał wrażenie, że nie był godzien. Po prostu nie.
- Przepraszam.... jestem debilem. - wziął głęboki wdech, powtórzy jeszcze raz, i kolejny, i następny, jeśli tylko będzie trzeba. - Przepraszam.




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   24.09.16 7:18

Spojrzał na niego. Czerwone ślady od paznokci były widoczne nawet w półmroku. Bez zastanowienia chwycił go za nadgarstki. Nie. Żadnego robienia sobie krzywdy, jakiejkolwiek, żadnej autodestrukcji, wystarczyło porozmawiać i tak będą rozwiązywać problemy, a nie... Nie robiąc sobie coś złego.
- Przestań - szepnął. - Proszę.
Już było dosyć przepraszania, dosyć kajania się, dosyć wyrzutów, oskarżeń i wspominania tamtego koszmaru. Dlaczego to się w ogóle zaczęło? Przecież... Czekał na niego całymi godzinami, nie mógł wysiedzieć na lekcjach, potem tutaj, wszystko po to, żeby go znowu zobaczyć, przytulić, pocałować, spędzić z nim czas, ale... Miły czas, jak wczoraj, jak w Londynie, jak na wakacjach. Co się stało, że zamiast miłego czasu dostał coś takiego? Czy to się dało jakoś naprawić?
Najwyraźniej jednak nawet Gabriel nie chciał, żeby tak wyszło. To nie był jego pomysł, nie mógł być - nie wpadłby na to, że Felix mógłby wtedy... Chyba by nie wpadł. Musiało się coś stać, ktoś musiał mu zaszczepić ten pomysł w głowie i nieważne kto, ale trzeba było teraz wszystko jakoś naprostować.
- Chodź do mnie - mruknął, starając się uspokoić. Co najmniej jeden z nich musiał być w tej chwili spokojny, bo inaczej do niczego nie dojdą i będzie tylko gorzej. A kiedy Gab przestał się pokładać na posadzce i się zbliżył, Felix przyciągnął go do siebie i mocno przytulił.
- Skąd ci się to wzięło, co? To, że ja... Że mógłbym... Nie ufasz mi? - spytał cicho.
Wciąż był roztrzęsiony. Wciąż nie poradził sobie z uczuciami sprzed chwili. Ale niejako na moment je wszystkie zawiesił, skupiając się na Krukonie. Może zaraz mu opowie, wtedy będzie mógł dać upust całemu bólowi, z którym, jak sądził, już sobie poradził, tyle że wcale nie. A na razie trzeba było pomóc Gabrysiowi się wyciszyć. Bo o wiele bardziej łamało mu serce patrzenie na to, w jakim on jest stanie, niż przypominanie sobie... Tamtego.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   28.09.16 7:41

Kiedy chłopak złapał go za nadgarstki, ten automatycznym gestem odsunął dłonie od szyi. Oni obaj w tamtej chwili byli chyba strasznie otępieni tym, co się właśnie wydarzyło. Coś chciało kompletnie zepsuć im życie, ten romans, ich relację. Tą słodką, uroczą relację, która im obu kładła miód na serduszko. Nie musiało minąć dużo czasu, a Gabriel odczuł jak to niewinne karanie własnej szyi zaczynało go piec, nie mocno, ale jednak. Do głowy uderzył go fakt, że to też nie był najlepszy pomysł na świecie, czemu robił takie głupie rzeczy? Usłyszawszy też zaproszenie Felixa, uniósł głowę i otworzył szeroko oczy, jakby nagle dopadło go jakieś zbawienie. Mógł się przytulić, mógł podejść, wypłakać się na ramieniu, uspokoić się, poczuć jego zapach, to było tym, czego bardzo potrzebował w tamtym momencie. Przysunął się od razu i oparł łepek na jego ramieniu, zwijając się w najmniejszą możliwą kulkę. Jakby w ten sposób Felix mógł go mocniej przytulić, jakby to mogło pomóc. Jego serce jednak nie chciało słuchać, bo dalej dudniło jak oszalałe, pompując jakby na złość coraz więcej łez, mimo iż te dwa czynniki nie miały ze sobą nic wspólego. Małe, słone kropelki spływały po mundurku bruneta, ale chyba nikt się tym za bardzo nie przejmował, raczej bardziej interesujące było pytanie Felixa. Gabrielowi na moment ścisnęło gardło, a gdy po krótszej chwili mógł w końcu się odezwać, wypłakał króciutkie.
- Jesse mowił, że gdzieś usłyszał…




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   28.09.16 16:21

Tu było wiele nie najlepszych pomysłów i wszystko jakby nie układało się tak, jak powinno. Może wciąż było zbyt wiele niewypowiedzianych słów i nieopowiedzianych historii, które wisiały gdzieś między nimi, z których można było zrobić coś złego, przy odpowiedniej dozie złej woli. Przecież wszystko zależało od interpretacji i zarówno przeżycia Felixa, jak i Gabriela można było opowiedzieć tak, żeby wszystko zniszczyć. U obu znalazłoby się całkiem sporo rzeczy, z których nie byli dumni, które dałoby się wykorzystać do tego, żeby ich zgnoić, zniszczyć, złamać - we własnych oczach i oczach wszystkich innych, w tym najbliższych. I najwyraźniej ktoś właśnie to próbował teraz wykorzystać, dokładnie to zrobić i w jakimś sensie mu się udało. Ale skoro teraz mieli siebie, to z takich rzeczy wyjdą bez problemu. Prawda?
Przytulił go mocno, objął ramionami i zamknął w nich przed całym światem. Już było bezpiecznie. Już nie było żadnych plotek, pomówień, robienia sobie krzywdy. Po chwili tulenia odsunął go delikatnie od siebie, żeby móc pocałować czerwone ślady po paznokciach. Lekkimi pocałunkami chciał zabrać od niego cały ten stres, strach, niepewność... Wszystkie złe uczucia, jakie zagnieździły się w nim przez dziwne plotki, jakie najwyraźniej wciąż ktoś uparcie rozsiewał. Ale już miało być spokojnie.
- Jesse? - powtórzył, zdezorientowany. Powstawało pytanie, czy to sam Jesse tak go nie lubił i chciał mu dokopać, czy usłyszał to od kogoś innego... Ale był bliski Gabrielowi, tak? Więc nawet jeśli to rzeczywiście on, to F musiał mu dać kredyt zaufania, właśnie ze względu na Krukona. - Ludzie... Mówili o mnie różne rzeczy. Wciąż mówią. Mało co jest prawdziwe. Jeśli chcesz... Mogę Ci opowiedzieć, jak to wtedy było. Żebyś wiedział. - Głos mu lekko drżał i słychać było, że jest niesamowicie niepewny. Ale chciał. Chciał to wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć, opowiedzieć, żeby Gab już nie miał wątpliwości, żeby się nie bał i żeby mu wierzył. Żeby nikt, kto najwyraźniej chce podkopać ich relację, nie mógł już tego zrobić, nie w ten sposób. Nawet jeśli teraz to miało boleć.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   30.09.16 17:04

Nie wierzył, że zrobił tak wielką głupotę. Dopuścił się do tego, że obaj płakali, czuli się źle, kulili na podłodze. Nie sądził nawet, że kiedyś taka scena się w ogóle odegra, oni? Przecież nawet nic nie zapowiadało się na to, że mogą się pokłócić, to było przecież tak bardzo abstrakcyjne, byli małymi serduszkami! A jednak stało się to, co się stało. Na szczęście to wielkie spięcie nie trwało długo, Gabriel na moment zniknął, był niewidoczny dla wszystkich wścibskich oczu, bo Felix kompletnie zatopił go w swoich ramionach. Bardzo chciał tam zostać i nie było mowy o żadnym odsuwaniu się, wstawaniu czy innych niedorzecznych pomysłach. Dobrym zwiastowaniem dalszej rozmowy było to, że przestawał płakać, pociągnął raz czy dwa noskiem, przetarł oczy i zamknął je, kiedy brunet pocałował małe ślady po paznokciach. To było urocze.
- Tak, Jesse. - Skinął głową i westchnął cicho. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że tak łatwo dał się zmanipulować tej durnej gadaninie, którą próbował wcisnąć mu Jesse. Nie tak robili przyjaciele. - Mówił, że podobno twój chłopak nie żyje przez ciebie... wyśmiałem to, bo nie wierzyłem, ale... ale musiałem się spytać... - szepnął smutno i odsunął się troszeńkę, chcąc otrzeć oczy, policzki, doprowadzić się jakoś do ładu, zaczesać włosy. Z uwagą słuchał tego, co mówił brunet, bo mimo wszystko w jednej rzeczy Jesse miał rację. Musiał wiedzieć więcej o jego życiu, o nim samym, chciał znać jego historię, ale nie dzisiaj, nie całą. Zaczną od tej, jednej rzeczy, to był plan.
- Tak... - mruknął i pokiwał głową. Niech opowie.




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   30.09.16 21:19

Pytanie, czy to była manipulacja. Może była. Może właśnie w tym rzecz. Niewykluczone przecież, że Jesse tak bardzo go nie lubił z jakiegoś powodu - bo chociaż niby ich spotkanie na wakacjach było całkiem sympatyczne, to ewidentnie Puchon nie bawił się na nim zbyt dobrze - że byłby w stanie posunąć się do czegoś takiego. Bo dlaczego nie? Merlin jeden wie, kto jeszcze mógłby chcieć zrobić mu krzywdę. Najwyraźniej takich ludzi nie brakowało, biorąc pod uwagę, co stało się przed zakończeniem roku. Może i siniaki po tamtym już się zagoiły, a pamięć wróciła, ale samo zdarzenie wciąż było czarną plamą i pewnie to się nie zmieni, więc nie miał pojęcia, kto chciał go zniszczyć.
A jeśli i wtedy to był Jesse?
Nie, to już paranoja. Wtedy nawet się nie znali. I nie łączyło go nic z Gabrielem.
Ale zaczynało łączyć z Abbeyem i jeśli Jesse uważał, że Gab i Abbey powinni tworzyć monogamiczny związek, jeśli chciał sam do tego doprowadzić, upewnić się, że między Felixem a Campbellem niczego nie będzie... Co, jeśli to wszystko wina Jessego? To się wszystko jakoś składało, ale przecież nie mógł o tym powiedzieć, nie w tej chwili, nie Gabrielowi. Najpierw musiał mieć dowody.
Pokiwał głową. Oczywiście, że musiał spytać, to było rozsądne. Wątpliwości najłatwiej było rozwiać przez bezpośrednie pytanie i nie mógł mieć mu tego za złe.
- Był Ślizgonem. Zbliżyliśmy się jakiś czas po wojnie, bo ten rozłam między domami... To nie mogło być dobre. Chciałem jakoś, no wiesz. Jakoś to poskładać. - Odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit, jakby tam szukał pomocy. Nie miał jednak na co liczyć. - Zakochałem się. On też. Całowaliśmy się kilka razy, nic więcej. Raz, że byliśmy dzieciakami, mieliśmy po piętnaście lat, a poza tym... On miał dziewczynę. Puchonkę. Arystokratkę, jak on. Jasne, że było mi źle, że ją zdradzał, ale... Nie potrafiłem się wycofać. Ale potem... Ktoś nas zauważył. - Przełknął ciężko ślinę, spojrzał na niego, po czym zamknął oczy. O tym wciąż było trudno mówić. - Zaczęły się plotki, komentarze. Wyzywali nas obu. Jego bardziej. Bo ja byłem śmieciem, a on powinien mierzyć wyżej. Nie w chłopaka. Nie w Gryfona. Nie w szlamę. Zniszczyli go. - Dłuższa przerwa i pojedyncze łzy spływające po policzkach najlepiej mówiły o tym, jak bardzo to bolało. Jak bardzo wciąż czuł się winny. - Nie dał sobie z tym rady i skoczył. Leżał w szpitalu dwa miesiące. Byłem przy nim, kiedy... Ona też. Powiedział jej wtedy, że ją kocha i przeprosił. I to były jego ostatnie słowa. Nie dawali mi żyć, bo to przecież przeze mnie. Gdyby mnie nie było, to do niczego by nie doszło. - Zgadzał się z tym aż za bardzo. Ale teraz musiał się uspokoić. Jakkolwiek, byle skutecznie. Zagryzł wargę, ale nawet metaliczny posmak w ustach nie do końca pomógł. Nie znosił tego opowiadać. Za każdym razem uświadamiał sobie, jak wiele racji mają ci, którzy go o to obwiniają. Czy on go zabił? W zasadzie tak.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   01.10.16 22:57

Gabriel przeczuwał, że historia, którą miał opowiedzieć Felix ani trochę nie należała do tych najszczęśliwszych i najweselszych. Usadowił się więc wygodniej, żeby móc patrzeć na niego z większym skupieniem, jednak zanim brunet rozpoczął wyjaśnienia, umysł lisa został wessany przez jego własne myśli. Felix miał taką opowieść, może była jedyna, a może było ich więcej... ale Gabriel miał wrażenie, że gdyby on miał opowiadać, byłoby takich smutnych rzeczy o wiele, wiele więcej. Jedną z nich Felix poznał już w Londynie, z pewnością można powiedzieć, że normalna osoba w takiej sytuacji raczej nie pałałaby entuzjazmem i najchętniej wyniosłaby się z tej relacji najprędzej jak tylko można, ale... Gryfon został. Czy to znaczyło, że trafił na odpowiednią osobę? Taką o jakiej się tylko śni? Chyba tak i tu pewne było jedno - nigdy więcej nie mógł reagować tak, jak dzisiaj. Z tej dwójki, to Gabriel miał bardziej poplamione dłonie i osobiście chciał dopilnować, aby żadne okropne plotki nie malowały na twarzy bruneta więcej smutku. Tak miało być.
Z anielską cierpliwością słuchał opowieści Felixa, co chwila kiwając głową i nerwowo skubiąc rękaw swojej szaty. Miał rację, to nie była opowieść pełna radości, a kiedy tylko te ciemne, czekoladowe oczy zaszkliły się smutno, Gabriel wyciągnął dłoń i wierzchem maltretowanego przed chwilą rękawa otarł mu mokre policzki. Odsuwając dłoń pogłaskał go uspokajająco kciukiem, Gryfon dawał mu tyle ciepła i bezpieczeństwa... chciał też dać mu jakąś cząstkę tego miłego, kojącego uczucia.
- Felix... - zaczął cicho i wolno. Zaczesał mu też zabłąkany, ciemny kosmyk za ucho i uśmiechnął się nieśmiało. Potrzebowali takiego uśmiechu w tamtym momencie, obaj.
- Dzisiaj to już jest przeszłość, a ja... ja cię kocham, teraz, właśnie teraz - odparł i bez wahania się przytulił.
Kochał.




Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   01.10.16 23:33

Może i normalna osoba by uciekła. Ale co to właściwie znaczy "normalna"? Może niezaangażowana. Obca. Niezakochana. Ale do Felixa nie pasowało żadne z tych określeń i zwyczajnie było już za późno na to, żeby tak po prostu się wycofać. A już na pewno nie z uwagi na jakieś historie z przeszłości, o ile one rzeczywiście zostały w przeszłości. Bo przecież teraz już nie miały znaczenia, nie można było karać ludzi za to, co kiedyś zrobili. Prawdopodobnie i tak odpokutowali to wystarczająco mocno, we własnej głowie i w oczach innych, którzy nie potrafili na to spojrzeć bez oceniania. Gryfon nie musiał przecież rozumieć. Wystarczyło, że akceptował. Brał go całego, z całym dobrodziejstwem inwentarza, obojętnie, jakie jeszcze trupy Gabriel trzymał w szafie.
Dotyk jego dłoni na policzku był kojący i niewątpliwie zabrał część bólu, który nierozerwalnie łączył się z tymi wspomnieniami. W ogóle jego obecność sprawiała, że wszystko wydawało się prostsze. Jego bliskość zapewniała poczucie bezpieczeństwa i to było niesamowicie miłe uczucie. A potem Krukon wyznał mu... Wyznał to, co pobudziło jakieś dzikie stada motyli w jego brzuchu. Tyle że Felix czuł, że to jeszcze nie jest moment, kiedy sam może to powiedzieć. Jeszcze nie. Był zakochany, ale sama miłość to było jeszcze trochę co innego, a on nie chciał szastać tym słowem na prawo i lewo. Tym bardziej, że jeszcze nigdy go nie wypowiedział. To będzie ważne. Ale te ważne pierwsze razy z Gabrielem były dobre. Chciał ich, bardzo.
Co prawda nie mógł odpowiedzieć mu tym samym, ale mógł czymś innym. Bo to chyba była idealna okazja, żeby coś sobie wyjaśnić, coś ustalić, rozwiać pewne wątpliwości. Nawet jeśli nie miało z jego strony paść teraz magiczne słowo na "K", to i tak chciał dać wyraz swoim uczuciom i zaangażowaniu. To było ważne.
Złapał jego dłoń i splótł jego palce ze swoimi.
- Myślisz, że... Moglibyśmy być razem? Że to by wyszło? Ja chyba nie jestem dobry w związki, ale... Nie wyobrażam sobie bez ciebie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   03.10.16 21:39

Właśnie.
Przecież nie byli nawet razem. Kompletnie o tym zapomniał, choć to było całkiem proste zważywszy na to, że czuł się po prostu już jak mały, prywatny skarb Felixa. Spojrzał na niego tymi złotymi oczami, kiedy brunet zadał pytanie. Czuł się jakby ten po prostu wyrwał mu to z ust, przecież to była czysta abstrakcja ciągnąć to tak dalej i... nie móc nawet nazwać go swoim chłopakiem. Tak jakby w każdej chwili Felix mógł stwierdzić, że to był tylko przelotny romans, rozmyślić się i pójść do kogoś innego. Takie pytanie jednak rozwiewało wszystkie wątpliwości i... kurcze, czy to się naprawdę działo? Czy być może w końcu trafił na kogoś odpowiedniego? Na kogoś, z kim będzie mógł przeżyć więcej niż z innymi, kogoś, kto będzie go wspierał, kochał, przytulał i całował. Chyba tak właśnie było. Chciał, żeby tak było.
Bez chwili namysłu uśmiechnął się wesoło, chcąc w tamtej właśnie chwili wyprosić wszelkie smutki, jakie ich obu męczyły. Już nie było na nie miejsca.
- Ja też już nie chce bez ciebie - odparł spokojnie. To było najlepsze zakończenie tak tragicznie zaczętej rozmowy.

ztx2





Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: