Share | 
 
Wielka Sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Wielka Sala   28.09.15 3:20

First topic message reminder :

Wielka Sala
Największa sala w całym zamku zazwyczaj spełnia rolę jadalni. Idealnie sprawdza się jednak też jako sala balowa czy na dowolne, duże wydarzenie, z egzaminami włącznie. Magiczny sufit odzwierciedla aurę z zewnątrz, a tysiące wiszących świec zapewnia przyjemne oświetlenie. Pracownicy Hogwartu starają się, by zawsze była pięknie przystrojona, stosownie do okazji. A kiedy na koniec roku kolorystyka zmienia się tak, by przedstawić barwy domu, który wygrał Puchar Domów, zwycięzcy czują jeszcze większą dumę.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   10.09.16 13:05

Ech, no tak. Georgie miała rację. Zdecydowanie nie lubił wywoływać wokół siebie szumu, ale blondynka robiła to za ich dwoje. Była wszędzie tam gdzie on i bardzo, ale to bardzo hałasowała. Na szczęście Charlie nie będzie traktował jednego roku więcej w Hogwarcie jako kary, nawet jeśli Georgie będzie miała zamiar nawijać tyle co dzisiaj. Inni nie dostaliby tyle wyrozumiałości ze strony chłopaka, blondyna po prostu funkcjonowała w jego życiu na specjalnych zasadach. Czasem jednak poddawała cierpliwość Charliego próbie, tak jak teraz gdy postanowiła zadać mu milion luźno związanych ze sobą pytań.
- Spokojnie, kobieto, bo się udławisz. - Gryfon wykończywszy ziemniaki nałożył sobie tarty mięsnej. - Wszystko wygląda tak jak powinno. - jednym zdaniem wyjaśnił wszystkie wątpliwości przyjaciółki. Zbyt wiele złych wspomnień z równie złych czasów odcisnęło swoje piętno na uczniach. Większość z dzieciaków zapomniała przez nie jak powinna wyglądać czarodziejska szkoła i jaki Hogwart był naprawdę. To miejsce szczęścia, zawierania znajomości, nauki interesującej wiedzy. Mugolska szkoła nie mogła się w żaden sposób z nim równać. Zdaniem Charliego wszyscy powinni zapomnieć o przeszłości, nie ważne jak trudne by to było i zacząć tworzyć dobre wspomnienia związane ze szkołą. Niech cieszą się tym co mają teraz, czyli w gruncie rzeczy beztroską. Gryfon zamierzał zrobić co w jego mocy, aby zapamiętać swój czas w Hogwarcie właśnie przez pryzmat pozytywnych uczuć i wydarzeń, a nie tego co było wcześniej.
- Mieszkałem z dala od czarodziejskiego świata, w bardzo spokojnym i uduchowionym miejscu. Bardzo daleko od Anglii. - Charlie pogrzebał widelcem w talerzu, rozpruwając tartę. Nie zdążył jej jeszcze spróbować. Nic tutaj nie przypominało mu roku spędzonego w Tajlandii. Było głośno, gwarno, wesoło i hucznie. Chłopak przyjrzał się sali. Wszędzie otaczały go uśmiechnięte twarze uczniów rozmawiających ze sobą i jedzących pyszne potrawy. Lewitujące świece ciepło oświetlały tę radosną scenkę, a bezchmurne niebo pod powałą zwiastowało spokojną noc. To właśnie było jego miejsce, jak skończy naukę na pewno wróci tu jako nauczyciel.
- Jak widać pomogło, każdy coś stracił ale nie ma sensu więcej o tym rozmawiać. Możesz mi powiedzieć, czy nowi nauczyciele są fajni. Podobno duża część kadry się zmieniła.
Powrót do góry Go down
Georgie Walker

avatar
Gracz


Skąd : St Ives, Kornwalia
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   10.09.16 18:15

W normalnym wypadku Georgie przewróciła by oczętami, machnęła ręką i rzuciła niesubtelne „ja nie z tych co się dławią”, chodź to głupie, nieodpowiednie i zupełnie nie przystające damie, na jaką chowa ją mama. Jednakże obecność Charlie nie była zwyczajna - było to spotkanie po latach, kogoś na kim jej bardzo zależało a także kogoś, kto został bardzo skrzywdzony. Znała go jak własną kieszeń i wiedziała ile kryje się w lakonicznej odpowiedzi, dlatego nie szukała już dziury w całym. Wystarczająco się nacierpiał, a teraz czas na zabawę. Tak, Howe miał rację. Zero wspomnień. Już wystarczy.
- Uduchowione miejsce brzmi całkiem przyjemnie, tak mistycznie. Uuuu, pewnie byłeś gdzieś daleko, co? I nie powiesz mi gdzie? Czekaj, zgadnę, widzę to - ty, Budda i curry z kurczaka. Himalaje? - Georgie ćwierkała wesolutko, chcąc odgonić od przyjaciela złe myśli jakie doń sprowadziła. Poza tym lubił to. Wiedziała, że jeśli ktoś coś w niej lubił to właśnie to. Beztroski naiwny brak powagi - Albo albo, nie! Wiem starożytne świątynie, kurz w powietrzu i bicz Indiana Jones’a.  Zgadłam? Jakaaaś… yyy, może Francja? No w każdym razie, gdziekolwiek nie byłeś mam nadzieję, że chociaż przywiozłeś mi stamtąd jakiegoś Świętego graala, bo jak nie to się obrażę i wybrałeś źleee - rzuciła tonem rycerza urodzonego ad. 1267 podpierając ręce pod biodra. Rozpychając łokcie w boki, bardziej na bok Charliego niż na bok bogu duchem winnego pierworoczniaczka, który pewnie wziął ją za wariatkę puściła mu wiele mówiące oczko.  Bardzo lubiła w Charliem to, że gdy mówiła do niego po szeroko pojętym „mugolsku” on rozumiał, gorzej z jej wygłupami których czasami nie tyle co nie łapał, a nie akceptował.
Aż dziwne, że się przyjaźnią.
- Oj nie do mnie takie pytania. Wiesz, że na większości lekcji śpię a na mniejszości lekcji, yy… no nie wiem co robię, w każdym razie się nie uczę. To znaczy tak, zaklęcia idą mi nieźle ale na katedrze dalej siedzi profesor Flitwick. Poza tym, hm… słyszałam, że ten od mugoloznastwa to niezły dupek ale i tak na nie nie chodzę. Nad meczami opiekę sprawuje pani Hooch. Obrony przed czarną magią uczy prawdziwa kosa, nazywa się Venus Alvey, jest cięta ale chyba najlepsza. Poza tym bez żadnych rewelacji, chyba. - skończyła, biorąc w zamyśleniu do ust grzankę z pesto. Na pewno nie wymieniła wszystkich ale i tak nie jest w stanie tego zrobić, bo nie chodzi na to, na co nie musi. Gryząc pieczywo rozejrzała się po sali i napotkawszy wzrokiem jakże pochmurne spojrzenie woźnego, nachyliła się konspiracyjnie do ucha Charliego - Niestety dalej nie wywalili Filcha, który z roku na rok coraz bardziej śmierdzi jakimiś koperkowymi perfumami. O pani Norris nie wspomnę, chodząca bomba biologiczna. Mam ochotę sprzedać mu jakąś przymusową kąpiel ale byłoby przykro zaczynać rok z debetem na koncie punktów o puchar domów. W zeszłym roku przegraliśmy o włos, no mówię Ci.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   13.09.16 22:00

Nie uwolni się od jej paplania, więc po prostu będzie więcej słuchał. Tak jak zresztą miał zawsze w zwyczaju. Charlie oparł głowę na prawej ręce i począł powoli jeść tartę. W przeciwieństwie do swojej przyjaciółki miał jakiekolwiek maniery, więc nie pakował sobie do ust całych kilogramów jedzenia. Był zupełnie pewien, że jego rodzice byliby teraz z niego zadowoleni, czego nie można było na pewno powiedzieć o mamie Georgie, która pewnie rozpłakałaby się z bezsilności widząc jak jej córka ładuje w siebie wielkie kawały. Z rozbawieniem słuchał jej pomysłów, gdzie mógł się zaszyć na ten rok.
- Byłaś prawie blisko. Tajlandia. - jakie szczęście, że nie musiał jeść już ryżu. Ludzie chwalili tajską kuchnię, ale chyba żaden z chwalących nie musiał jeść codziennie ryżu i pełnych ostrej papryki sosów. Tam nawet desery były ostro-słodkie. Z zadowoloną miną chłopak złapał kawałeczek mięsnej tarty na widelec. Stęsknił się za jedzeniem pichconym przez Hogwarckie skrzaty. Mali mistrzowie kuchni zawsze potrafili wprowadzić go w dobry nastrój.
- Niestety, nie miałem tak fajnych przygód jak Indiana Jones. - uśmiechnął się serdecznie do przyjaciółki, po czym dodał: - Zresztą, jeśli ktoś miałby tu być Indianą, to raczej Ty. Ja wolę Sherlocka Holmesa. - Kiedy Charlie był w przedszkolu, razem z grupką chłopaków zawsze bawili się w Transformersy. Wspomnienie siebie udającego ciężarówkę zmieniającą się w robota, sprawiało że miał ochotę pacnąć się otwartą dłonią w czoło. Z Georgie w takie rzeczy się nie bawili, bo byli już za starzy. Ale za to często grali razem w quidditcha i choć Charlie był niezły to odstawał od kumpeli. W jej żyłach płynęła krew świetnego zawodnika reprezentacji RPA, na dodatek jej ojciec swojego czasu był świetnie zapowiadającym się juniorem. Nic dziwnego, że miała smykałkę do latania.
Rewelacje na temat nauczycieli przyjął spokojnie, na mugoloznawstwo nie uczęszczał, profesora Flitwicka uwielbiał, a nauczycieli zamordystów się nie obawiał. Po prostu ich zachowanie spływały, po nim jak po kaczce.
- Hehe, Filch pewnie wciąż kąpie się w wywarze z kopru i cebuli, a potem pewnie go je. A co do punktów, to lepiej jeszcze nic nie rób. Poczekaj, aż Ślizgoni zrobią coś głupiego, wtedy możesz sobie pozwolić na jakieś szaleństwa. - odstawił talerz. Z pełnym brzuchem czuł się zdecydowanie lepiej, czy już wspominałem że Hogwarcka kuchnia potrafiła poprawić mu humor lepiej niż cokolwiek innego?
- Kto wygrał rok temu? A, i dlaczego te Krukonki nas obgadują? - chłopak wskazał dyskretnie grupkę córek z domu Roweny, które ewidentnie gapiły się na ich dwójkę i wymieniały jakieś uwagi.
Powrót do góry Go down
Georgie Walker

avatar
Gracz


Skąd : St Ives, Kornwalia
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   16.09.16 21:47

Ejże, halo - Georgie była wielką damą, co do tego nie ma wątpliwości. To, że jej paluszki troszkę pospiesznie operowały w pobliżu grzaneczki z pesto (niebezpiecznie zielonej, zdradliwie tłustej) nie znaczy, że nie wyglądała przy tym niczym uosobienie dziewczęcości i powabności. Wręcz przeciwnie, może nie była idealna jakby chciała mamusia ale była urocza, jakby chciał tatuś. To wystarczyło. Ten urok ją ratował, określał i stygmatyzował - ale w takim pozytywnym sensie.
- Tajskie pad thai, masażystki i te sprawy? - dziewczyna puściła mu filuterne oczko, wycierając ręce w leżącą na kolanach serwetkę. Niech Charlie sobie nie myśli, że rozmawia z jakąś, wybaczcie za słownictwo ale, lambadziarą. Walkerówna czytała Times’a, Post i New Yorkera i wiedziała co nieco o świecie, nawet tak odległym jak tajska… hm, obyczajowość - Musiałeś mieć tam przyjemnie, ciepło, spokojnie, słonecznie. Trochę Ci zazdroszczę, nie każdy miał ochotę się wyrwać, ja na przykład siedziałam w domu i leczyłam swoje rany w St Ives. Dziwne ale poznałam wtedy takiego chłopaka, on mi bardzo pomógł, no wiesz ale tata go w końcu przegonił i to był koniec tej miłości. Smutne bo był super, nazywał się - rzuciła niedbale, po czym przerwała gwałtownie w pół zdania, topiąc to imię w soku dyniowym. Niepotrzebnie się rozgadała, idiotka. Co było a nie jest… i tak dalej.
- Nieważne - parsknęła po chwili, trochę w odpowiedzi na lubość do brytyjskiego detektywa, trochę jako komentarz do swojego zachowania - Sherlock czy Indie, ważne żeby się coś działo. Możemy szukać Arki Przymierza, możemy ganiać za psem Baskervillów ale obiecaj mi Charlie, porobimy coś fajnego tak za niedługo? - szepnęła nieco konspiracyjnie, znowu nachylając się mu do ucha na tyle blisko, aby w chłopaka uderzył zapach orzeźwiającej cytrynowej trawy. Nudziło jej się, a gdy jej się nudziło było niedobrze. Już czas najwyższy porobić jakieś psoty i przywrócić tej ponurej szkole śmieszkowaty charakter. Albo powrócić ów… Charliemu?
Odtrąciła od siebie tę myśl niczym niechcianą muchę.
- Nie nie, nie je go a kondensuje na syrop i dolewa niegrzecznym dzieciom do herbatki podczas szlabanów - Georgie sięgnęła po maślane ciasteczko leżące nieopodal - Dobrze bobrze, masz rację - bojkot dla szaleństw do czasu gdy rada pyszałków nie narobi szamba, z którego nie wyciągnie ich nawet szmal rodziców - żachnęła się teatralnie na samą myśl, jaka zwłoka ich czeka, po czym podzieliła ciacho na cztery. Wpychając do ust jeden kawałek po drugim, spokojnie i wolno bo chyba i tak się już przejadła, kontynuowała.
O dziwo już spokojnie.
- Rok temu wygrały właśnie te krukońskie dziewoje. Obgadują nas, bo czają się na twój testosteron - parsknęła cynicznie, otrzepując okruszki z palców. Po czym, zauważywszy pełne pożałowania spojrzenie przyjaciela, dodała rzeczowo - To takie małe plotkareczki. Widziałam je w przedziale w drodze tutaj. Na tyle na ile poznałam tempo rozsiewanych przez nie plotek, już jutro będę z Tobą w ciąży
Przewróciła oczętami wymownie. By potem uśmiechnąć się, całkiem głupio. Dobrze było móc się mu w końcu wygadać.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   25.09.16 0:38

Ceniła sobie jego przyjaźń ponad wszystko. Ceniła jego obecność, jego pomoc i to, że zawsze mogła na nim polegać. Nie pamiętała sytuacji, w której chłopak by ja zdradził. Nawet wtedy, kiedy wykrzyczała mu w twarz, aby dał jej spokój, kiedy niemal zerwała z nim przyjaźń, on wytrwał i nie odstąpił jej nawet na krok. Jak mogłaby wątpić w jego szczere intencje po czymś takim? Ufała mu bezgranicznie. Na tyle, aby pozwolić mu zaprowadzić się niemal w każde miejsce, jak przykładowo teraz do Wielkiej Sali, do której wcale nie miała ochoty iść, bo w jej głowie istniało tylko wygodne łóżko. Oczęta jej się zamykały, jednak posłusznie dreptała za nim, by ostatecznie klapnąć na wygodnej ławce.
- Jak się z tym czujesz? Wiesz, że jeszcze kilka miesięcy i stąd znikniesz? – Spojrzała na niego, ziewając. Zakryła usta dłonią i przetarła oczy. – Będzie mi smutno bez ciebie – przyznała, wpatrując się w niewielką porcję jajecznicy na swoim talerzu. Jak miała jeść, skoro na głowie miała tak poważne problemy?
- Nie wiem, czy jestem na to wszystko gotowa. Cały świat… trochę mnie przeraża. Ale Myrnin… poczekasz na mnie, prawda? Poczekasz i jak tylko opuszczę szkołę przyjdziesz po mnie? – Odwróciła głowę wpatrując się niemal błagalnie w twarz chłopaka, nie spuszczając z niego zmęczonych, jasnoniebieskich tęczówek. Chciała mieć świadomość, że chłopak tam będzie, gotowy ponownie przyjąć ją pod swoje skrzydła. Co z tego, że miała do tego niemal dwa lata? Potrzebowała pewności.
- Ojej, Myrnin… ja tyle nie zjem – stwierdziła widząc, że dokłada jej kilka kanapek. Wzięła do ręki widelec i nieudolnie starała się nabrać na niego odrobinę jajek.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   25.09.16 19:31

Najwyraźniej obydwoje cenili sobie swoje towarzystwo, swoją przyjaźń. To dobrze. Może to właśnie Myrnin wiele razy musiał się wykazać tym, że nigdy jej nie zostawi. Że zawsze będzie dla niego ważna, stawał za nią murem jak nigdy inny. Ale wiedział, że dziewczyna odwdzięczyłaby mu się tym samym. Po prostu to czuł. Mimo że miała taką okazję, wtedy po tej całej sytuacji z niejakim ślizgonem. Ale ona postanowiła uciec, odsunąć sie od niego. Nie zraziło go to, on wiedział, że robiła to dla jego dobra. I tylko wyłącznie dla niego. Nigdy w życiu nie będzie jej za to obwiniał, prze nigdy. Po prostu zrobiła to co uważała za prawidłowe. Chociaż było to bardzo głupie, ale to już inna sprawa.
- Tak szczerz, to jeszcze to do mnie nie doszło.- odezwał się spokojnie. Bo tak na prawdę, jeszcze nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. -Jeśli chcesz, zawsze mogę zostać rok dłużej.- uśmiechnął się do niej. Nawet by mu to nie przeszkadzało, dla niej warto się tak poświęcić.
-Oczywiście, że poczekam. Ciągle będę z tobą w kontakcie, będę cie odwiedział. To nie tak, że wyprowadzę się na drugi koniec świata.- mówiąc to ciągle patrzył jej w oczy. Tak jakby zapewniał ją, że to prawda. Bo przecież tak było, to najprawdziwsza prawda ze wszystkich. On będzie, był i zostanie na zawsze.
-Chociaż spróbuj.- odezwał się spokojnie. Widząc jak dziewczyna stara się nabrać jajecznicę widelcem, pokręcił tylko głową. Wziął gryza swojej kanapki i odłożył ją. Po czym złapał za jej widelec, nabrał tam jajek i uśmiechnął się do niej.
-Pomogę Ci.- Nie interesowało go to, że ludzie dziwnie się na nich patrzą. On robił to co uważał za słuszne, wziął widelec i delikatnie włożył jej do go do ust wraz z jajecznicą. Pierwszy raz miał okazje ją karmić i nawet mu to nie przeszkadzało.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   03.10.16 10:18

Nie ulegało wątpliwości, że Maya uwielbiała Myrnina. Spotykała się z nim niemal codziennie i uzależniła się od jego obecności na tyle, że nie wyobrażała sobie, iż nagle mogłoby go zabraknąć. Nie chciała takiego życia, w którym nie miałaby okazji pójść do niego z problemem. Zbyt bardzo przywykła do tego, że zawsze był obok i za to była u wdzięczna całym serduszkiem. Ceniła sobie ich przyjaźń i była z niej dumna. Może nie umiała tego okazywać w taki sposób, jak chłopak, ale starała się jak najbardziej.
- Wykorzystamy ten czas jak najlepiej, prawda? Znaczy… jeśli oczywiście będziesz chciał – speszyła się taką pewnością, którą zaprezentowała. Nie powinna z góry mu niczego narzucać. Zaczęła dłubać w jajecznicy, aby ukryć zawstydzenie. – Nawet jakbym chciała, to… nie możesz. Musisz się rozwijać Myrnin – zrobiło jej się miło na serduszku, ze zaproponował coś takiego. Że zostałby dla niej. Nie mogła jednak zgodzić się na coś podobnego, bo przyszłość chłopaka była dla niej bardzo ważna.
- Wiem, ale no… wtedy będziemy widzieć się mniej, bo ja… nie będę mogła wychodzić ze szkoły, a ty się tu nie dostaniesz. Myślisz Myrnin, że poradzę sobie bez ciebie? – jej dłubanie w jedzeniu stało się jakby dodatkowo nakrapiane smutkiem. Bo było jej przykro. Żałowała, że nie urodziła się rok wcześniej. Wtedy byliby na jednym roku, dzięki czemu wyszliby ze szkoły razem. Miała jednak nadzieję, że czas bez Puchona minie jej szybciutko.
- To naprawdę dla mnie za dużo – dodała cichutko. Nawet jakby mocno się starała i tak nic by z tego nie wyszło, bo jej żołądek nie miał aż takiej pojemności. Żeby jednak go uszczęśliwić ugryzła kawałek kanapki, przeżuwając wolno. Zaraz chciała się zabrać za jajecznicę, ale coś poszło nie tak i wszystko ponownie wylądowało na talerzu.
Poczuła, ja rumieni się ponad wszystko, kiedy chłopak miała zamiar ją karmić. Było w tym coś romantycznego, ale wyobrażenie, że każdy na nich patrzył… Ostatecznie jednak otworzyła usta i pozwoliła, aby kierowane przez niego jedzenie się tam znalazło. Uśmiechnęła się lekko i jakby z wdzięcznością, kiedy zamknęła usta.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   05.10.16 22:00

Czyli to jednak prawda. Da sie uzależnić od wszystkiego, nawet od obecności drugiego człowieka. Bo przecież, on sam nie mógł już wytrzymać bez niej. Była dla niego wszystkim. Pewnie dłużej przetrwałby bez tlenu, niż bez niej. Ale jak na razie nie mógł jej o tym powiedzieć, może nigdy jej nie powie. A kto wie, może ona odczuwała to samo do niego? Gdyby tylko był odważnym Gryfonem, na pewno by jej to powiedział. Ale on jest tylko miłym Puchonem, nic więcej. Nie stać go na to aby rozmawiać o swoich uczuciach, na pewno nie z kimś takim jak Maya. Nie z taką osobą, którą darzy takim uczuciem.
-Maya. Ile raz mam Ci powtarzać, że tak. Że będę chciał.- Odparł z delikatnym uśmiechem na twarzy. Nie rozumiał tej jej nie pewności siebie, co do niego. Przecież, on zawsze był dla niej, zawsze będzie przy niej stał otworem. Zawsze a zawsze. - Ciągle się rozwijam. Ale wiesz, przy tobie byłoby pewnie lepiej.- przeczesał dłonią swoje włosy i puścił jej oczko. - Ale spokojnie. Postaram sie zdać,- upewnił ją,.
- Oczywiście, że sobie poradzisz. Jesteś dzielna, może ty tego nie dostrzegasz, ale ja tak. Przeżyłaś wiele, ale nadal tutaj jesteś, nadal potrafisz się uśmiechać. Ja w ciebie wierzę, zawsze będę. Poza tym, jak nie dasz sobie rady, to przyjadę tutaj i skopię ci... to co trzeba.- odparł spokojnie. Był poważny, nawet bardzo. Nie mogła myśleć, że nie da sobie rady.
Skinął tylko głowa i już nic nie mówił. Widział jak dziewczyna była wyczerpana, ale nie mógł pozwolić jej iść spać bez jedzenia. Przecież to najlepsze, co może być. Trzeba jeść i to dużo. Poza tym, on nadal uważał, że ona nic nie jadła a powinna! I będzie tego pilnował, a jak! Ktoś musiał.
Mało go interesowało jak to wyglądało, że chłopak karmił dziewczynę. Poza tym wszyscy wiedzieli, że mieli razem namiot. Pewnie i tak większość myśli, że są parą. Dlatego właśnie nie będzie go to interesować. Nabrał następną porcję na widelec i przybliżył do jej ust.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   17.10.16 21:30

Bal halloweenowy
Nadszedł ten piękny czas w roku, kiedy liście na drzewach zmieniły kolor z zielonego na żółty, pomarańczowy, czerwony... A cały świat został oświetlony słabym światłem dobywającym się z upiornie powycinanych dyń. Halloween! A Hogwart, jak to zwykle przy takich okazjach, stanowił ucieleśnienie tego, co wiązało się z tym świętem.
W całym zamku pojawiły się drobne halloweenowe akcenty, jak gałki u drzwi w kształcie dyń czy ozdoby sal lekcyjnych i korytarzy. Gdzieniegdzie spotkać można było któregoś ze szkolnych duchów, który z upodobaniem płatał uczniom figle, jeśli nie mieli dla niego cukierków.
Najbardziej spektakularnie wyglądała jednak Wielka Sala. Ogromne dynie oświetlały pomieszczenie wespół z tradycyjnymi już świecami zawieszonymi pod sufitem, ściany oblepiały pajęczyny (sztuczne, choć nikt się wolał nie zakładać, czy aby na pewno), a stoliki udekorowane były sztuczną krwią. Duże stoły zostały usunięte, a ich miejsce zajęły właśnie okrągłe stoliki stłoczone pod ścianami, dzięki czemu środek pozostał wolny i robił za parkiet taneczny. Podwyższenie, które zwykle zajmował stół prezydialny, na ten wieczór zostało sceną dla specjalnie zaproszonego zespołu.
Jedynym warunkiem uczestnictwa w imprezie było przebranie. Nikt nie mógł wejść w zwykłym, codziennym stroju, więc zadbaj o to, żeby wyglądać jak najciekawiej! Zasłonięte również powinny być twarze - w grę wchodziły maski czy wymyślne makijaże, choć to akurat było tylko wskazane, a nie obowiązkowe.
Rozgość się, częstuj bez ograniczeń sokiem dyniowym i upiornymi słodyczami, a przede wszystkim porwij do tańca znajomych! Za każdą osobę, z jaką zatańczysz, otrzymasz dodatkowe 5 punktów fabuły i 1 czekoladową żabę.


Piniata z czekoladowymi żabami
W powietrzu wisi wielka dynia i szczerzy się do wszystkich paskudnie. W środku ma całe mnóstwo Czekoladowych żab, więc jeśli zbierasz karty, koniecznie musisz jej jakąś zabrać! A jak to zrobić? To proste: rzuć zaklęcie, które miałoby w jakiś sposób zniszczyć dynię. Sam rozumiesz, że sprawienie, że urosną jej zęby, raczej nie pomoże. Pamiętaj o tym, że nie każde zaklęcie może zadziałać! Rzuć kością, aby dowiedzieć się, czy ci się udało.
parzysta Z szerokiego dyniowego uśmiechu coś wypadło, nie masz żadnych wątpliwości!
nieparzysta Dynia zmierzyła cię podłym spojrzeniem i już wiesz, że tym razem nic z tego.
Kiedy trafisz, z dyni wypadną Czekoladowe żaby. Ile? Aby tego się dowiedzieć, rzuć kością.
1,2 - 1 żaba
3,4 - 2 żaby
5,6 - 3 żaby
Kiedy już je dostaniesz, możesz schować je do ekwipunku (wtedy wpisz do skrytki, że posiadasz daną ilość żab) lub możesz od razu je otworzyć, żeby sprawdzić, jakie otrzymałeś karty! (nie wpisujesz do skrytki żab, ale same karty)
Możesz uderzać piniatę więcej, niż raz, ale tylko pod warunkiem, że nie robisz tego dwa razy z rzędu – ktoś inny musi ją po tobie uderzyć. Jednak nie więcej niż pięć razy! Po tym czasie piniata odbijać będzie wszystkie twoje zaklęcia!


Dyniowe kręgle
Zaraz nad ziemią zawisły na planie trójkąta sporej wielkości kukurydze – jest ich sześć, a kiedy dobrze im się przyjrzyj, dostrzeżesz, że najwyraźniej poruszają się w rytm muzyki. Kukurydze lubią rocka – nie wiedziałeś? Twoja zadanie polega jednak na przewróceniu ich za pomocą małej dyni. Stań na wyznaczonej linii i pamiętaj, że nie możesz jej przekraczać. Złap porządnie dynię i rzuć.
Rzuć kostką, by dowiedzieć się, czy trafiłeś:
parzysta Pudło!
nieparzysta Trafione! Aby dowiedzieć się, ile sztuk kukurydzy się przewróciło, rzuć dodatkową kostką.
Po przewróceniu kukurydzy, wracają one do poprzedniej, wiszącej pozycji, a dynia do rzucania magicznie wraca na linię startu.
Możesz wziąć udział w zabawie maksymalnie pięć razy, pod warunkiem, że nie będziesz rzucał dynią dwa razy pod rząd – ktoś inny musi rzucić po tobie. Na koniec wszystkie przewrócone kukurydze zostaną policzone jako punkty i powstanie ranking najlepszych!

Kod:
<kk>Trafione kukurydze:</kk>


Drążenie dyń

Czy jest coś co kojarzy się z Halloween bardziej niż upiornie uśmiechające się dynie? Na pewno nie! Dlatego nawet w Hogwarcie nie mogło ich zabraknąć. Na specjalnie przygotowanych stanowiskach czekają już dynie i wszystkie potrzebne narzędzia. Dla wykonawców najbardziej przerażających dzieł czekają nagrody, więc warto odkryć w sobie artystyczną duszę właśnie w tym momencie. No weź... co masz do stracenia?

Rzuć kostką i zobacz co udało ci się stworzyć!



Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Claire Driscoll

avatar
Gracz


Liczba postów : 25
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   29.10.16 11:19

Och, oczywiście, że musiała się pojawić na przebieranym balu! To przecież idealna okazja, kiedy mogła tak po prostu być sobą, ale jednocześnie nie wzbudzając podejrzeń, bo nie wyglądała jak ona. Przecież to genialne! Tym bardziej, że inni też wyglądali inaczej, co oznaczało, że cała ta impreza była jedną wielką zmyłką dla Nich. Kochała Hogwart za to, że czasem pomagał jej w tak wymyślny sposób.
Przebranie? Cóż, uznała, że powinna przebrać się za jakąś mugolską postać, bo przecież nikt by jej o to nie podejrzewał. Bo niby bezpiecznie i tak dalej, ale strzeżonego Merlin strzeże. Nigdy za wiele środków bezpieczeństwa. Dlatego w ostatnim czasie pytała, kogo mogła, o jakieś straszne mugolskie postaci i chociaż większość była strasznie bez sensu, to jedna jej przypadła do gustu. Nazywała się Wednesday Addams i była dość przerażającą dziewczyną, siejącą terror i zniszczenie. To była miła odmiana, być raz kimś, kto niesie śmierć, zamiast nieustannie przed nią ucieka. Dlatego zaklęciem przedłużyła i poczerniła sobie włosy (trzeba zaznaczyć, że przy pierwszym podejściu nie wyszło i aż szkoda wspominać, jak wtedy wyglądała...), zaplotła dwa warkocze, upudrowała twarz możliwie mocno i założyła prostą, czarną sukienkę z białym kołnierzykiem. Grozy miał dopełniać wypchany kruk, o którego nie musiała się specjalnie starać, bo akurat miała jednego wśród tych wszystkich stert zebranych rzeczy. Wiedziała, że się przyda! I niech jej nikt nie mówi, że to zbieractwo nie ma sensu!
Nie umawiała się z nikim na ten bal, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Potańczy z przypadkowymi osobami albo nawet i nie, posiedzi, posłucha muzyki i poje jakieś dobre rzeczy. Albo potańczy sama, po co komu partner do tańca? No, i to był plan.
Najpierw jednak w oczy rzuciła jej się dyniowa piniata i zanim zajęła jakiekolwiek miejsce, pobiegła właśnie do niej. Wyjęła różdżkę i bez zastanowienia zawołała:
- Bombarda!
Z dyni wypadły dwie czekoladowe żaby i Claire już wiedziała, że to będzie dobry wieczór. Jakże mógłby nie być, skoro zaczęła od dwóch nowych kart? Ale otworzy żaby dopiero później, wieczorem, niech te karty przez najbliższe kilka godzin wciąż będą niespodzianką, bo dlaczego nie.
Usiadła przy stoliku i nalała sobie soku dyniowego. Zabawę czas zacząć.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   30.10.16 21:14

Gdy zobaczył się w lustrze nie wiedział co powinien o sobie myśleć. Lustro też nie wiedziało i wyglądało na dość zakłopotane.
- Spokojnie. Spokojnie - Ezra nie był pewien czy próbował uspokoić siebie czy przedmiot.
- Spokojnie? Spójrz na siebie! Wyglądasz okropnie! Strój zdarty z porządnego chłopaka i twój głupi uśmieszek!
Urażony Puchon prychnął i obrócił się, aby obejrzeć się z tyłu, przez ramię.
- W sumie... masz rację. To nie wystarczy.
Przebranie się na Halloween za Lysandra Madnessa Fawleya może nie było zbyt ambitnym pomysłem, ale nie był to przypadkowy wybór. Ezrze zostały tylko cztery miesiące normalnego życia nim stanie na ślubnym kobiercu. Miał tylko cztery miesiące, aby zmienić się nie do poznania, stać się mężczyzną godnym Amelii Slughorn i rodowego nazwiska. Nie chodzi tylko o to, aby zmienić swój wygląd, spoważnieć i zacząć podejmować dojrzałe decyzje. W cztery miesiące musi ogarnąć aktualną rodową politykę, zrozumieć co jest najlepsze dla interesów jego rodziny i wiedzieć jak powinien działać. No i musi zacząć udawać, że nie słyszy i jest głuchy na subtelne nawoływania rzeczy. To będzie najcięższe dla niego. A Halloween będzie świetną okazją, żeby się wypróbować.
- Rozpięta czy zapięta? - Zapytał lustro, kładąc dłoń na suwaku kurtki Lysandra.
- Zdecydowanie rozpięta, paniczyku! A teraz rusz się i wyjdź zanim się spóźnisz!
Niepewnie podszedł do drzwi i położył dłoń na klamce, która chyba była dzisiaj trochę flirciarska. Dobrze, że nie wiedział, gdzie jest kluczyk, bo mogłoby dojść do krępującej sytuacji.
Ale nie, nie, nie, nie. Kiedy tylko przekroczy próg tego pokoju nie będzie już Ezrą Jamesem Fawleyem. Będzie... cóż, nie wiedział kim będzie, ale na pewno nie sobą. Tak sobie postanowił. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
- Żegnaj, Ezro Jamesie Fawleyu - powiedział uroczyście.
- Żegnaj, żegnaj, a teraz wynocha!
Kiedy szedł przez pokój wspólny, a później schodami na górę z wielką trudnością skupił się na drodze. Jego ulubione kąty, ulubione przedmioty, wszystko go pozdrawiało i prosiło się o jego uwagę. A on nie mógł nawet powiedzieć, że nie ma czasu. Wiedział, że zawodzi je wszystkie, że część z nich jest teraz przez niego smutna albo czuje się urażona. I nie mógł nic z tym zrobić! W duchu obiecał sobie, że porozmawia ze wszystkimi w drodze powrotnej i wytłumaczy im wszystko. Ale teraz nie mógł.
Z wejściem do Wielkiej Sali też miał problem. Próbowali mu wmówić, że nie jest dość przebrany!
- Oczywiście, że jestem przebrany! Przebrałem się za Lysandra Fawleya! Nie poznajesz? - oburzony Ezra złapał rąbek kurtki. - To nawet jego stara kurtka!
Spór trwał dłuższą chwilę, ale udało mu się zostać przy swoim i spokojnym i opanowanym krokiem (czyli całkiem nie jego) wszedł do środka, wypatrując Lysandra. Oczywiście, nie miał pojęcia, gdzie jest ani za kogo się przebrał, więc znalezienie go będzie ciężkie. Z trudem powstrzymał się od rzucenia się na piniatę z czekoladowymi żabami. To byłoby nieeleganckie. A z resztą... kogo to interesuje!
- Incendio!
I nic się nie stało. Ezra skrzywił się, gdy dynia spojrzała się na niego wrednie. Co za niewychowane warzywo!
Podszedł do stolika, aby w eleganckim geście nalać sobie soku dyniowego do talerza, zobaczył przy nim jednak dziewczynkę w warkoczach. Z sokiem dyniowym. W szklance. Dlaczego w szklance? On też powinien?
- Dlaczego pijesz sok dyniowy ze szklanki?
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   04.11.16 19:34

Mabh od dawna nie czuła się równie podekscytowana. Co prawda rzeczywiście ciężko byłoby ją podejrzewać o chęć uczestniczenia w tłocznym balu, gdzie zapewne będzie stała pod ścianą i nawet nie pogada zbyt wiele, ale... Ale to było Halloween. Chyba jedyne święto, które Mabh wolała nawet od gwiazdki i jedyny raz w roku, kiedy mogła poczuć się... poczuć się sobą.
Nie było jej zle oczywiście przy takim stanie rzeczy, nie narzekała także, że musi pić eliksir tojadowy... Ale wciąż i wciąż gdzieś z tyłu głowy, a zwłaszcza w czasie pełni, czuła tęsknotę do tego, czym nie miała szansy się nacieszyć... Wróć, czego nie miała szansy poznać, opisać i wyciągnąć wniosków, tak.
Halloween nie zapewniało jej oczywiście takiej możliwości, jednakże mogła chociaż przybliżyć się w pewnym stopniu do tego uczucia. Mogła na jeden wieczór zmienić skórę, mogła celebrować to, kim jest, bez wstydu, bez lęku.
Nad strojem pracowała od samego początku roku szkolnego. Efekt jej działań przypominał raczej przebranie na przedszkolne przedstawienie niż skórę, którą mogłaby chcieć przywdziać, ale postanowiła się tym nie przejmować i dobrze się bawić.
Na głowę założyła wilczą czaszkę, której szkielet przygotowała z masy papierowej i obszyła materiałem, na plecy zarzuciła płachtę z sztucznego futra i wsunęła na dłonie rękawiczki z plastikowymi pazurami.
Weszła do środka sali i rozejrzała się dookoła. Jej wzrok od razu przykuło drążenie dyni, więc nawet nie zastanawiając się podreptała prosto w tę stronę. Na inne zajęcia będzie jeszcze czas, wieczór jest młody...
Złapała pierwszą z brzegu dynię, dorodną, idealnie okrągłą sztukę.
- Diffindo... - wyszeptała cicho wodząc różdżką po powierzchni warzywa, w której pojawiały się przecięcia układające się wolno w coraz to bardziej przypominające twarz rysy.
- Jeszcze tylko... Poprawić... - machnęła swobodnie różdżką w stronę dyni, jedyne co teraz trzeba było zrobić to usunąć miąższ ze środka. - Confringo.
Nagle dynia znalazła się wszędzie. Na jej włosach i butach, i na sąsiadach. Przepraszając innych pospiesznie uprzątnęła cały bałagan i z miną zbitego psa (i czekoladową żabą w kieszeni) oddaliła się w stronę stołu, by utopić swój smutek w soku dyniowym.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   04.11.16 22:24

Dla niego Halloween mogło nawet nie istnieć. Ani dynie, ani słodycze, ani widmo zabawy niespecjalnie go pociągały. Tak samo potrzeba integracji. Nienawidził ludzi, więc dlaczego miałby chcieć się z nimi integrować?
Ale co roku brał udział w balu Halloweenowym, a przygotowania do niego rozpoczynał już w czasie wakacji. Nie chodziło wcale o zabawę - chodziło o to, aby być nierozpoznanym. Słuchał wtedy ludzi, czasem z nimi rozmawiał i nikt nie wiedział kim jest. Tak, dokładnie. A w tym roku wyjątkowo chciał być nierozpoznanym.
Jednak okazało się, że dojście do Wielkiej Sali nie jest tak łatwe, jak można przypuszczać. Okazało się, że jego zjawiskowy kostium niezbyt nadawał się do chodzenia po schodach. Na szczęście jakiś starszy ślizgon użyczył mu ramienia w drodze na górę. Co prawda uśmiechał się przy tym głupkowato, ale dla Tyberiusza nie miało to znaczenia - nie wtedy, gdy mógł to jakoś wykorzystać.
Wszedł do Wielkiej Sali dumnie, z wysoko podniesioną głową.
Niewysokie botki wydawały z siebie przyjemne stukanie, uderzając o chłodny kamień posadzki. Na szczęście dla niego obcasy sprawiały, że jego biodra niemalże same poruszały się w ten typowy, kobiecy sposób. Pełny makijaż, peruka, wypchane piersi i starannie dobrana maska sprawiały, że był niemalże nie do rozpoznania. Założył nawet długie rękawice, które miały ukryć jego jednak trochę męskie dłonie.
I założył coś jeszcze. Coś co z całą pewnością sprawi, że nie zje zbyt wiele tego wieczoru. Gorset zmuszał go do zachowania prostej sylwetki i sprawiał wrażenie, że chłopak jednak ma jakąś talię i biodra. W niewielkiej torebeczce miał schowaną różdżkę i... i coś jeszcze, czego wolał jednak dzisiaj nie używać. Wszystko dokładnie ukryte pod falbaniastą czerwoną sukienką. Kto mógł go rozpoznać? No kto?
Rozejrzał się po sali, dumny ze swojego stroju i wyjątkowo pewny siebie. Udało mu się dojrzeć Mabh, która szła w stronę stołu. Była przebrana, ale był pewien, że nawet cienia Mabh nie był w stanie z nikim pomylić. Eh, i tyle z całej maskarady.
Zbliżył się do niej powoli, rozkoszując się dźwiękiem stukających obcasów. Chyba kupi sobie kiedyś takie stukające buty.
- Witaj, Księżniczko - mruknął do Mabh, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie i dziewczęco.
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   05.11.16 22:04

Coraz mniej podobał jej się ten wieczór. Zaczął się właściwie dobrze, ale wraz z tragiczną śmiercią owocu jej artyzmu uszedł z niej cały zapał i właściwie zaczęła się zastanawiać, czy ma jakieś perspektywy na ten wieczór. Zdała sobie właśnie sprawę, że poległa, że została sama, że jest tylko kujonką, która cały wieczór spędzi objadając stół i wodząc wzrokiem za bawiącymi się grupkami uczniów. Nagle usłyszała za sobą głos.
Obejrzała się za siebie i uniosła brwi. Za nią stała wysoka dziewczyna w balowej sukni, która przed chwilą zwróciła się do niej per 'księżniczko'. Mabh zlustrowała ją wzrokiem od stóp do głów i poczuła ukłucie zazdrości, gdy oczy zatrzymały jej się na pięknych długich włosach nieznajomej - albo wręcz przeciwnie. Miała wrażenie, że skądś zna to spojrzenie.
Przyglądając się jej przebraniu zaczynała żałować, że nie włożyła w swój strój, teraz umazany w niektórych miejscach miąższem dyni, więcej pracy. Przegoniła te myśli, zajmując się nalewaniem soku z dzbana do szklanki.
- Witaj - odpowiedziała krótko, zastanawiając się, z kim właściwie rozmawia i poruszyła dzbankiem, który trzymała w dłoni. - Masz może ochotę?
Uśmiechnęła się zachęcająco, chociaż mogła się założyć, że przy pustookiej, wilczej paszczy zakrywającą większą część jej twarzy, wyglądało to raczej jak grymas.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   20.04.17 14:50

Bal Maskowy
Wkrocz do Wielkiej Sali i poznaj szkołę od bardziej rozrywkowej (i zdecydowanie bardziej lubianej) strony. Zajmij miejsce przy jednym z podsuniętych pod ścianę stołów, nalej sobie ponczu do kubka lub przywitaj ze znajomymi, o ile będziesz w stanie odnaleźć ich w tłumie zamaskowanych gości. Zaliczyłeś egzaminy i wyfrunąłeś poza mury szkoły, aby zasmakować nowego, dorosłego życia? Skorzystaj z okazji, kiedy drzwi zamku stoją otworem i wróć do szkolnych korytarzy i cudnie udekorowanej najważniejszej sali w Hogwarcie. Może spotkasz jakichś starych znajomych? Albo nauczycieli, do których tęskniłeś? Na pewno przy wejściu dostrzeżesz niezastąpionego pana Filcha, pilnującego porządku; koło nóg może prześlizgnąć ci się Pani Norris. Do twoich uszu na pewno dobiegnie muzyka rozgrzewającego się dopiero zespołu, który zgodził się zagrać specjalnie na tę wielką uroczystość. Kto wie, może dla nieśmiałych osób bal będzie dobrą okazją do nawiązania nowych znajomości? Pamiętaj, że zabawa dopiero się zaczyna!


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Son EunByul

avatar
Gracz


Skąd : Korea Północna
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   20.04.17 20:16

EunByul nie przepadała za wielkimi imprezami, toteż nie planowała zjawić się na balu maskowym. Nauczyciele, uczniowie, absolwenci - wszyscy przewijali się między sobą. Nowe osoby wciąż wkraczały do Wielkiej Sali, witając się ze znajomymi. Mimo, że jak na razie nie panował ścisk, Son zaczynało brakować powierza. Najbardziej przeszkadzało jej to, że co rusz przechodzące obok niej osobniki przez przypadek trącały ją ramieniem, muskały dłonią. Miała niezmierną ochotę wymsknąć się po cichu z pomieszczenia i zapomnieć o całym tym przedstawieniu, gdyby nie fakt, że tuż obok niej znajdował się główny powód, dla którego tak właściwie się tutaj znalazła. EunByul naprawdę miała dosyć ględzenia Slugorna o tym, jak niesamowicie i zabawnie będzie na balu maskowym, dlatego koniec końców, dla własnego spokoju, zgodziła się wybrać na niego razem z przyjacielem. Powoli zaczynała żałować, że nie posiada silnej woli. O ile lepsze byłoby zaszycie się teraz gdzieś pomiędzy regałami, wyciągnięcie jednej z ulubionych książek i zaczytanie się w lekturze, nie zwracając uwagi na upływający czas.
- Dlaczego się tak dla ciebie poświęcam? - prychnęła, spoglądając w stronę Leo.
Musiała przyznać, że tego dnia chłopak postarał się o to, aby wyglądać dobrze. Nawet jego oczy nie były podkrążone jak zwykle, co było miłą odmianą.
Widząc, że miejsca przy stołach zaczynają się zapełniać, ruszyła szybkim krokiem w ich stronę, ciągnąc za sobą Slugorna. Cieszyło ją, że tym razem wszystkie domy miały możliwość wymieszania się, co nadawało całej zabawie nieco luźniejszej atmosfery.
Dopiero po zasiądnieciu na krześle Son zdała sobie sprawę, że maskę, którą powinna mieć na twarzy wciąż trzyma w ręce. Nie była ona ani świecąca, ani też przyciągająca wzrok. Co to, to nie. EunByul preferowała raczej proste ozdoby. Z resztą, niezmiernie podobał jej się styl, w jakim ta została wykonana. Gdy tylko na nią spojrzała, na myśl przychodziła jej Japonia. Zapewne sprawcą była namalowana na niej gałązka dopiero kwitnącego drzewa wiśni. Pospiesznie naciągnęła maskę na twarz, oczywiście uważając, aby nie uszkodzić przy tym fryzury.
- Jak ci się podoba? - Zwróciła się do Slugorna, szczerząc się przy tym.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   20.04.17 22:45

Ależ naturalnie, że Leo musiał pojawić się na balu i oczywistym było, że musiał prezentować się najlepiej, jak był w stanie. Skąd ta nagła zmiana? Slughorn był w stu procentach pewien, że Bertrand pojawi się na imprezie. Minęło tyle czasu od ich ostatniej, dosyć ostrej wymiany zdań, że bal był idealną okazją, żeby po raz kolejny skonfrontować się z Gabe'em. Jeśli komuś w tym momencie przyszło na myśl, że Leo zdecydował się, broń Merlinie, zaprosić swojego ekschłopaczka na potańcówkę, to grubo się mylił. Slughorn nadal był zły, nigdy nie przestanie być zły i pragnął, żeby Bertrand był tak samo zły jak on. To właśnie był prawdziwy powód, dla którego Leo nie dość, że postanowił pojawić się na balu, to jeszcze zamierzał cudownie bawić się na oczach nikogo innego jak samego Gabe'a. Niech sobie nie myśli przypadkiem, że Slughornowi go brakuje.
W popołudnie przed imprezą, chłopak wydobył z szafy garniak, w którym miał pojawić się na zeszłorocznym Balu Bożonarodzeniowym i dokonał ostatnich przymiarek. Z maską było ciężej, w końcu Gryfon nie był jakimś zapalonym fanem przebieranek, jednak jego kumpel z Hufflepuffu miał jedną na zbyciu i jakoś to poszło.
Pozostała kwestia partnera, bo wiadomo, że Leo na takim balu nie mógł pojawić się sam, zwłaszcza, że Gabe na pewno będzie upijał się jego widokiem. Problem rozwiązał się, gdy Slughorn zdał sobie sprawę z tego, że jego koleżanka również nie ma pary. Bertrand nie musi wiedzieć, że to tylko przyjaciółka. Przekonanie Eunbyul, żeby towarzyszyła Gryfonowi było nie lada wyzwaniem, ale co to dla Leo! Bo paru dniach marudzenia, jęczenia nad uchem i przeszkadzania w czytaniu, Slughorn wywalczył swoje i tego wieczoru przekroczył próg Wielkiej Sali z Koreanką u boku.
Naturalnie podążając za Krukonką chłopak potknął się o tego zapchlonego kocura Filcha (za co prawie wyleciał z balu szybciej, niż się na nim znalazł), ale na szczęście obyło się bez twardego lądowania na parkiecie.
- Bo mnie kochasz, słońce - odparł na narzekanie dziewczyny. Widząc, że ta kieruje się w stronę stołów, najpierw chciał zaprotestować (no bo halo, co to za zabawa?), ale odpuścił, stwierdzając, że na tańce jeszcze przyjdzie pora. Gdy tylko zjawi się Gabe. Niesamowicie ekscytował go ten szatański plan, który uknuł sobie w głowie, żeby z gracją tańczyć z panienką tuż pod nosem Bertranda. Chłopak już w tej chwili mógł poczuć, jak Gabriela trafia cholera.
- Zdecydowanie lepiej niż bez maski - stwierdził, jednocześnie naciągając na oczy swoją. Cały czas uważnie obserwował gromadzące się w pomieszczeniu osoby, aby przypadkiem nie przegapić blondaska. Dobrze, że debil miał ten swój specyficzny fryz; wypatrywanie go było względnie proste, mimo tej całej maskarady.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Son EunByul

avatar
Gracz


Skąd : Korea Północna
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   21.04.17 16:44

Son prychnęła, słysząc odpowiedź przyjaciela. Szczerze dziwiło ją, jakim sposobem zdobył chłopaka. Zapewne wziął go na wygląd, bo świetnym charakterem ani pełnym portfelem nie grzeszył.
Nie dało się nie zauważyć, że Slughorn wciąż wyszukiwał kogoś w tłumie. Bacznie przyglądał się każdej osobie, przekraczającej próg Wielkiej Sali. W końcu EunByul, nie wiedząc, co dalej ze sobą począć, również odwróciła się i wbiła wzrok w wejście. Większa część dziewczyn wyglądała naprawdę olśniewająco. Śliczne, zapewne drogie suknie, idealnie dopasowane naszyjniki oraz bransoletki. Nie ma co, każda zasługiwała na miano królowej wieczoru.
Son wcale nie była im dłużna. Sukienka, którą dostała od matki jako rekompensatę za samotnie spędzone święta, była idealna, na tego typu imprezę. Dodatkowo, jej kolorystyka zgadzała się z kolorystyką maski.
- Cały bal będziemy siedzieć i przyglądać się parom wchodzącym do sali? - zapytała ze znudzeniem.
Miała nadzieję, że organizatorzy zaplanowali coś na rozkręcenie zabawy. Mogła się założyć, że nie jest jedyną osobą na sali, która chętnie w tym momencie porobiła by cokolwiek, byleby nie przesiedzieć całego wieczora przy stole. W innym razie szanse na świetną, niezapomnianą zabawę były nikłe.
- Tak w ogóle, to nie chce mi się wierzyć, że nie wziąłeś ze sobą alkoholu - ponownie zwróciła się do przyjaciela.
Już na starcie zdziwiło ją, że przed samym balem wciąż jest trzeźwy. Ponoć była to rzecz praktycznie niemożliwa, nie tylko w jego przypadku, tymczasem EunByul nie wyczuła od niego alkoholu, również w momencie, kiedy stali bardzo blisko siebie. Leo nigdy nie przyszedłby na zabawę bez promili. Nawet brak pieniędzy nie powstrzymałby go przed zdobyciem trunku, co to, to nie.
Mimo wszystko musiał istnieć inny sposób, na rozkręcenie chłopaka. Wcale nie było powiedziane, że w grę muszą wchodzić jakiekolwiek używki.
Sala była coraz bardziej zapełniona, podobnie jak miejsca przy stołach. Son ponownie zaczynała denerwować się faktem, że znajduje się wśród tak wielu osób.
Powrót do góry Go down
Chavdar Lazarov

avatar
Mod


Liczba postów : 14
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   17.05.17 20:12

Chavdar przystanął w progu tylko po to, by chociaż na chwilę ukraść czyjąjś uwagę. Zasługiwał. Idealnie skrojony garnitur, białe włosy zaczesane do tyłu, starannie wykonana ciemna maska o wartości większej, niż życie narratora. Nie miał pojęcia, czemu wystroił się na coś, na co wpadł praktycznie przypadkowo. Na balach pojawiał się głównie dla alkoholu i jedzenia, rzadziej dla towarzystwa. Dzisiaj jednakże, nie był sam.
Zerknął na swoją partnerkę dzisiejszego wieczoru. Znajomość jego i Mory była idealnym przykładem na to, że świat jest pełen dziwnych zdarzeń, których nie da się wyjaśnić mądrą książką. Nikt tak naprawdę nie wiedział, dlaczego oni w ogóle utrzymywali jakieś bliższe stosusnki. Niewiadomo nawet czy oni się chociaż lubią. Jedno było pewne – tolerują się. A Chav mimo wszystko wolał spędzać czas z kimś, kto go względnie nie irytuje, niż szwędać się po sali kompletnie samemu jak ostatni frajer (którym jest). Nie to, żeby miał jakiś wybór. Z pewnością nie ma żadnych podekscytowanych uczniów Hogwartu, dzielnie stojących w kolejce, by spędzić z Lazarovem chociaż kilka cennych minut. Głęboko ukryte pokłady charyzmy pana Chavdara nie ujrzą światła dziennego jeszcze przez szmat czasu.
Ładnie razem wyglądali. Może nawet mogliby się kłócić o tytuł Pary Wieczoru, gdyby chłopak choć na chwilę się wyluzował i nie marszczył brwi spod maski tak gniewnie. Na dzień dobry.
Mówiłem ci już, że nie potrafię tańczyć? – spytał, zerkając na dziewczynę jakby czysto formalnie. Chciał postawić sprawę jasno. Marlinie chroń parkiet od Chavdara.
Od razu ruszył w stronę kusząco wyglądającego stołu z ponczem. Może nie uda mu się stracić świadomości przy tak niskoprocentowym napoju, ale zwykłe zwilżenie gardła w tym tłoku też wydawało się przyjemne.
Najwyżej trochę się go... podkręci.


Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: