Share | 
 
Wielka Sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Wielka Sala   28.09.15 3:20

First topic message reminder :

Wielka Sala
Największa sala w całym zamku zazwyczaj spełnia rolę jadalni. Idealnie sprawdza się jednak też jako sala balowa czy na dowolne, duże wydarzenie, z egzaminami włącznie. Magiczny sufit odzwierciedla aurę z zewnątrz, a tysiące wiszących świec zapewnia przyjemne oświetlenie. Pracownicy Hogwartu starają się, by zawsze była pięknie przystrojona, stosownie do okazji. A kiedy na koniec roku kolorystyka zmienia się tak, by przedstawić barwy domu, który wygrał Puchar Domów, zwycięzcy czują jeszcze większą dumę.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   23.02.16 21:58

Prawdę powiedziawszy bal, na który właśnie szła mógł być z każdej okazji. Walentynkowy, wiosenny, zimowy. To było nieistotne, bo przecież to tylko nazwa. Tutaj liczyła się zabawa, bo jak wiadomo Liv wprost ją uwielbiała. Nic więc dziwnego, iż nie mogło jej zabraknąć na takim widowisku. Na ostatni plan zepchnęła tematykę imprezy. Nie obchodziła walentynek. Dla niej był to dzień jak każdy inny, może z tym wyjątkiem, że wszędzie walało się różowe i czerwone konfetti, latały amorki strzelając w biednych uczniów i wyśpiewując głupie wierszyki, a nastolatki piszczały na widok każdej kartki, którą otrzymały. Pomimo niechęci do atmosfery Reagan w głębi serca chciałaby kiedyś znaleźć u siebie na łóżku liścik, że została czyjąś walentynką, ale oczywiście była zbyt dumna, żeby komukolwiek zwierzyć się z takich myśli. A już na pewno nie Darrenowi, który śmiałby się z tego do końca życia lub jeszcze dłużej!
Przejrzałą się w lustrze po raz kolejny uznając, że wygląda dobrze w tej kiecce. Nie była osobą, która nawykła do noszenia sukienek, ale kilka takowych u siebie posiadała, bo jak widać okazje do ich noszenia się pojawiały. Spięła jeszcze włosy, przerzucając je na jedną stronę, aby chociaż dzisiaj nie doprowadzały jej do szewskiej pasji i udała się do Wielkiej Sali. Była niemal pewna, że pojawi się spóźniona, ale liczyło się dobre wejście, prawda? Idąc mijała koleżanki, które z niecierpliwością czkały na swoich partnerów, których znalazły gdzieś na szybko. Co za desperatki! L. nie przeszkadzał fakt, iż nikt jej obecnie nie towarzyszył. Nie czuła się z tego powodu ani gorsza, ani mniej atrakcyjna, czy coś. Ba, w jej głowie utwierdziła się myśl, że jest silna i nie dała się ponieść chwili. Na Godryka, co by było, jakby faktycznie zadziałała jak zwykle impulsywnie i zaprosiła jakąś szkolną ofermę? Nie to, aby do oferm coś miała, bo niektóre były w porządku, ale nadal nie na bal.
Ledwo przekroczyła prób sali, praktycznie oniemiała. Ilości różu i czerwieni były tak przytłaczające, że człowiek nie miał pojęcia gdzie podziać oczy. Wodziła wzrokiem od kąta do kąta, przyglądając się dłużej poduszkom przy ścianach, które wyglądały naprawdę kusząco. Nagle z podziwiania dekoracji wyrwał ją czyjś cichu głosik. Początkowo nie miała pojęcia skąd dobiega, póki nie obniżyła głowy natrafiając wzrokiem na skrzata, który trzymał tacę z napojami. Uśmiechnęła się do niego i poczęstowała trunkiem, dziękując przy tym stworzeniu. Następnie uznała, że wycieczka pomiędzy ludźmi będzie świetnym pomysłem. Chciała się przekonać, kogo tu dokładnie przywiało. Jak postanowiła, tak uczyniła i uwierzcie mi, na jej twarzy pojawiło się wielkie, szczere zdumienie, gdy dostrzegła Darrena. Zaraz jednak zostało zastąpione przez lekki uśmiech, który niekoniecznie był tak miły jak ten, który sprzedała skrzatowi chwilę wcześniej.
- Proszę, proszę. Kogo to moje oczy widzą – powiedziała, kiedy podeszła do przyjaciela bliżej – Nie wiedziałam, że tak cię ciągnie na tego typu imprezy. A gdzie twoja walentynka? Już zdążyłeś się nią znudzić? – mimowolnie zlustrowała chłopaka, aby sprawdzić czy faktycznie prezentuje się godnie i na tyle dobrze, by koło niego stała. Tak, zaliczył test. Wyglądał super, ale nigdy nie usłyszy tych słów z jej ust.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   26.02.16 22:33

Czy pójście na bal w tym stanie to na pewno dobry pomysł?
Nie. To zdecydowanie był zły pomysł, choć chyba jeszcze gorszy byłby, gdyby Slughorn całkowicie olał potańcówkę. W końcu nie był pijany, prawda? A może i trochę był? Tak odrobinkę, w końcu butelka wina na pół to nie tak dużo. W sumie to bez różnicy.
Nieważne. Ważne, że chłopakowi nieco poprawił się humor, przez co wizja balu nie była już taka przerażająca. Poza tym, Gabe zaoferował, że pójdzie z nim. Uroczo, prawda? Zwłaszcza, że wydawał się niemal tak podpity, jak Leo. Tak czy siak, po zakończeniu swojej, hmm, randki popędzili do dormitoriów, aby doprowadzić się do jako takiego stanu. Gryfon wbił się wyjątkowo błyskawicznie, jak na niego, w garnitur i spojrzał na swoje zmęczone odbicie w lustrze. Właśnie, na to zawsze mógł zwalić, gdyby ktoś zauważył skutki spożycia alkoholu, jeśli takie by się pojawiły, ale Slughorn szczerze miał nadzieję, że tak się nie stanie. Miał wystarczająco dużo problemów.
- Nadal nie jestem pewien, czy to dobry pomysł... - mruknął, gdy wraz z Gabe'em stanęli w progu Wielkiej Sali. Miał na myśli w tym momencie może nie tyle fakt, że przyszli na bal w takim stanie, o ile to, że w sumie to pojawili się na potańcówce jako osoby towarzyszące. Nie trzymali się za ręce, ani nic. Wyglądali jak zwykła para kumpli. Pomijając fakt, że nią nie byli.
Gdy tylko weszli do pomieszczenia, Leo pociągnął Gabe'a za rękaw, od razu prowadząc go pod ścianę, na bok, aby nie zwracać na razie na siebie zbędnej uwagi. Uff, zdążyliśmy! Ledwo, ale zdążyliśmy!
Slughorn dopiero teraz raczył rozejrzeć się po pomieszczeniu. Przesuwał spojrzeniem po twarzach ludzi, nagromadzonych w sali, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnego niebezpieczeństwa w postaci nauczyciela. Na szczęście, wszyscy oni gdzieś się rozpłynęli. Leo w sumie przestał martwić się gronem pedagogicznym już po chwili, ale to tylko dlatego, że dostrzegł Amelię i niechcący spojrzenie Krukonki skrzyżowało się z nieprzytomnym wzrokiem Gryfona. Chłopak przywołał na twarz wymuszony uśmiech, starając się wyglądać naturalnie i delikatnie pomachał siostrze. Zignoruj mnie, proszę... Niech sobie dalej spokojnie gada z Nikolaiem. Niech przegada z nim cały pieprzony bal, ale niech tu nie podchodzi. Leo... Leo zajmie się w tym czasie Gabe'em. I unikaniem nauczycieli. No i innych, potencjalnie groźnych osób. Na przykład takiej L., na widok której Slughorn odruchowo przewrócił oczyma. O nie, nawet ona nie zepsuje mu tego balu.
Nagle zapragnął przytulić się do Bertranda albo chociaż chwycić go za rękę, ale tego nie zrobił i zapewne nie zrobi. Nie teraz. Nie tutaj, wśród tych wszystkich ludzi. Nie pod czułym spojrzeniem Amelii. Jaka byłaby jej reakcja, gdyby wiedziała, co tak naprawdę jest między jej bratem, a Gabrielem? Slughorn wolał nawet się nad tym nie zastanawiać.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   27.02.16 4:50

- Ma pozytywne strony? Och, racja. Władza. - i łazienka prefektów, miała zamiar dodać żartobliwie. Nie, to byłoby głupie, przecież zalicza się w pewnym sensie do władzy, to tak jakbyś zrobiła powtórzenie idiotko. Skarciła się w myślach i z jeszcze większym przejęciem oraz spięciem kontynuowała rozmowę z Nikolaiem.
Zdenerwowanie, rozbiegany wzrok i niepewnie sklecane słowa. Była pewna, że lada moment Lazarov straci zainteresowanie jej osobą i rozpłynie się na sali. Z jednej strony, mogłaby odetchnąć z ulgą, z powrotem przywdziać tą swoją nonszalancką maskę eleganckiej damy, z drugiej zaś, był on jedyną osobą na sali, z którą mogłaby zamienić kilka słów. O ile jeszcze kilka minut temu z utęsknieniem wodziła wzrokiem za Jackiem, to teraz jego wątek przepadł gdzieś w dalszych zakamarkach jej świadomości. Jeszcze go odnajdzie, jeszcze sobie przypomni. Siłowała się teraz z innymi problemami i do ich grona należało prowadzenie swobodnej, inteligentnej konwersacji...cóż, przynajmniej próbowała.
Uniosła brwi na znak zaskoczenia, a wzrok mimowolnie wyszukał spojrzenie chłopaka, w cichej próbie weryfikacji jego słów. Nikolai nie miał partnerki? Amelia w pierwszej chwili chciała zapytać o Nadię lecz z jakiegoś powodu wolała nie zadawać mu zbyt wielu pytań i tym samym, nie uchodzić na zbyt zainteresowaną jego życiem.
Kiwnęła gorliwie głową na znak zrozumienia jego toku myślenia, wszak nie mogła być pewna czy chłopak brał poważnie obowiązki prefekta, czy raczej odbierał to jako nagrodę i przywilej, z którego powinno się zrobić jak najlepszy użytek.
-Chyba niedługo zaczną wyciągać alkohol, wtedy możemy mieć ręce pełne roboty - stwierdziła po krótkiej, bolesnej chwili milczenia i zakręciła się wokół własnej osi. Nie, nie dlatego, że była małym bączkiem-księżniczką, a dlatego, iż to był jej osobisty sposób na rozejrzenie się po sali i wstępne rozeznanie w postępie imprezy.
Slughorn nie miała prawa się do tego przyznać lecz po cichu liczyła na to, iż jej samej udałoby się wypić to i owo...ciężka egzystencja szesnastoletniej dziewczyny okazywała się być bezlitosna ostatnimi czasy. Nic nie przychodziło z lekkością, nastoletnie dylematy, zamęt z Lustrem Pragnień, rodzina i nauka. Przytłaczało i przygniatało swym ciężarem nieszczęsną, powoli gubiącą się w tym wszystkim Amelię i to do tego stopnia, iż zaczęło to wyzwalać w niej nienasycone pragnienie pofolgowania sobie i zaaranżowania czegoś...mniej standardowego.
- Wiesz... gdybyś coś znalazł, daj mi znać. Jako świeżo upieczony prefekt możesz nie mieć aż takiego autorytetu, ale jeśli będzie nas dwoje...to już inna historia - zaznaczyła podstępnie, wymyślając cały swój plan na poczekaniu. Mogła dodać, że uczyniłaby to samo w jego przypadku, ale to przecież ona miała uchodzić za tego lepszego prefekta. Przynajmniej tak ostatnio dała mu do zrozumienia, nie byłaby sobą, gdyby nie skomentowała jego społecznego awansu w ironicznym stylu.
- ...czy ja jestem ślepa, czy mój brat wygląda na naźganego? - wypaliła błyskawicznie, tuż po dostrzeżeniu nieprzytomnego spojrzenia Leo, który to zjawił się na balu ze swoim kolegą Gabrielem. Zdębiała, a na twarz wpłynął grymas zaskoczonego ćwierć-inteligenta, który ziewnął, a zapomniał zamknąć ust. Instynkt podpowiedział Amelii, że powinna była zbadać sytuację i podbiegnąć do Leo, jak nie w celu rzetelnej inspekcji, to grzecznego przywitania się z członkiem rodziny.
Może Lazarov potowarzyszy jej i również się przywita? No...skoro już przy niej stał. Wszystko z grzeczności, rzecz jasna.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   27.02.16 10:17

Bal walentynkowy - II
Podczas walentynkowego balu nie powinno bawić się samemu. Oczywiście nie każdy przyszedł z sympatią, niektórzy ze znajomymi, niektórzy samotnie, więc potrzebny był zewnętrzny impuls, był na pewno nikt nie podpierał ścian.
Muzyka zaczęła grać, skocznym rytmem wzywając wszystkich na parkiet. To jednak nie wystarczyło, żeby rozruszać towarzystwo. Istotniejsze było co innego. Otóż przez salę przeleciały kolorowe iskry, okrążając każdego. Efekt? W przypadku pań - na ich nadgarstkach pojawiły się bransoletki  z żywych kwiatów, zaczarowanych tak, aby ani nie zwiędły, ani nie zostały zniszczone. Panowie zaś odkryli, że do ich szat czy marynarek przypięte zostały niewielkie bukieciki, na które działa taka sama magia. Każdy taki bukiecik czy bransoletka ma kolor przewodni. Kolor, który występuje również u kogoś innego. Jak się łatwo domyślić, to symbol pary dobranej przez magię. Jeśli jednak sądzisz, że w przypadku nieudanego wyboru możesz po prostu to zignorować, to się mylisz.
Każdy w tej chwili czuje się tak, jakby był ciągnięty przez niewidzialną siłę w stronę osoby, która została mu wybrana. Nie jest w stanie się od niej oddalić, tylko zbliżyć. Maksymalna odległość, jaka może dzielić połączone osoby, to jakieś dwa metry. Jesteście na siebie skazani.
Na szczęście (niestety?) magia ta nie będzie działała cały bal, to kwestia kilku, góra kilkunastu minut, po których nastąpi zamiana.

Informacja o kolorze została wysłana PMkami.
Ta zabawa jest dla wszystkich. Jeśli jednak ktoś BARDZO nie chce brać udziału dalej, przy zamianie, proszę o informację na końcu posta.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   27.02.16 13:17

Wielka Sala zaczęła się zapełniać, samotnymi i tymi mniej samotnymi. Choć wiadomo że więcej ludzi przyszło tutaj samemu, a raczej tak jemu się zdawało. Podniósł swoją głowę i zaczął przyglądać się wszystkim i wszystkiemu. Oczywiście że kojarzył tutaj dużo osób, ale kojarzenie to nie wszystko. Rozciągnął się na krześle i spojrzał na sufit zastanawiając się co takiego on własnie robi. Zamiast spróbować się z kimś zapoznać to on siedział tutaj sam jak palec i rozmyślał. Co nie jest w jego stylu. Przeczesał dłonią swoje włosy i wstał z krzesła. Nawet miał zamiar do kogoś podejść, ale nie za bardzo wiedział do kogo. Nie przepadał za tłumami ludzi albo za grupkami przyjaciół. Wiadomo że jeśli jest już jakaś grupka to nie lubią przyjmować tam nowych. A on jakby czuł się nowy.
Kolorowe iskry ? Zastanawiał się co takiego one przyniosą, pewnie coś dobrego ale coś co miało przynieść coś dobrego a jednak takie nie będzie. Na jego marynarce też znalazła się iskra, która po chwili przemieniła się niewielki pomarańczowy bukiecik. Nie wiedział co się z nim działo, ale jakaś niewidzialna magia zaczęła go ciągnąć nie wiadomo w jakim kierunku. Czyżby szukała mu pary? Pasującego bukieciku lub bransoletki?. Ciekawe na kogo trafi..
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   27.02.16 23:23

Dziewczyna od początku nie wiedziała czy powinna tutaj przyjść, ciągle to rozmyślała. Z jednej strony chciała tutaj być, ale tak po prawdzie to jej tutaj nie było. Niby stała tutaj ubrana w odświętny strój i czekała aż coś się wydarzy, aż ktoś lub coś odciągnie ją od tej ściany i stanie się cud. Jednak to nie była bajka. Więc stała tutaj pod ścianą z oczami wpatrzonymi w sufit, ale jednak nie było jej tutaj. Swoimi myślami krążyła po świecie wyobraźni, po świecie w którym nigdy nie będzie żyła. Choć może przeżyje jeszcze nie jedną przygodę, w końcu jest młoda i całe życie przed nią prawda ?
Coś wyrwało ją ze swojego idealnego świata. Przed je oczami pojawiła się malutka iskierka, która wylądowała na jej nadgarstku i zmieniła się w zieloną bransoletkę. Przez chwilę jej się przyglądała, ale nie trwało to zbyt długo. Po minucie, może mniej a może dłużej. Coś zaczęło się dziać, coś dziwnego, jakaś siła, czar zaczęła ją odciągać od ściany. Tylko gdzie ? Nie chodzi o to że się bała, ale po prostu nie wiedziała co się dzieje, ani co ją czeka. Choć mogła się domyślić ze to miało znaleźć jej parę, parę na cały wieczór..
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 16:50

Co u diabła...?, pomyślał, kiedy znienacka poczuł, jak na jego piersi wyrasta bukiet kwiecia o duszącej, zbyt duszącej woni, która w innej sytuacji z pewnością przyprawiłby Jacka o mdłości, ale teraz... powodowała jedynie wzrastającą ekscytację na myśl o podążaniu w stronę parkietu.
Czerwone? Dlaczego czerwone? – zapytał samego siebie, jakby barwa kwiatu stała się podówczas kwestią o arcyważnej randze. Ej, Feversham, pobudka! Musnął delikatne płatki palcami, póki zachował jeszcze na tyle przytomności umysłu, by próbować odczepić niechcianą ozdobę od klapy marynarki, jednak nic z tego, zapach wzmógł się jedynie, a Jackowi pozostawało tylko posłusznie się nim odurzyć.
Z wolna podniósł się i ruszył przed siebie, zdrowy rozsądek w dalszym ciągu zdawał się usilnie walczyć, ale ciało nie usłuchało. Jack rozglądał się błędnym wzrokiem po całej sali, wszystko grzązło w dusznej mgiełce, a kolory jarzyły się ostrymi odcieniami – wzrok nie byłby w stanie ominąć tego, czego szukał, zmysły skupiły się wyłącznie na tym.
Solennie obiecał sobie, by nigdy więcej nie pić na szkolnych imprezach choćby i dyniowego soku. Licho wie, a nuż napoili dzbanki świństwem na popęd dla samców hipogryfa?
Oby nie. Oby NIE.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 17:49

Perspektywa wzięcia udziały w balu walentynkowym wydawała jej się bardzo kusząca. Może i nie była typem osoby, która czuła się pewnie w otoczeniu tak wielu osób, ale nie mogła pozwolić, aby jej nieśmiałość zaprzepaściła jej szansę na założenie ładnej sukienki i zabawieniu się. Od czasu do czasu każdemu człowiekowi przydawało się odpłynięcie od rzeczywistości, a Maya miała zamiar wykorzystać szansę, którą dostała, dlatego koleżanki nie musiały długo jej namawiać, aby szybciutko wskoczyła w ładny strój i udała się z nimi do Wielkiej Sali. Jednym z zasadniczych problemów był fakt, że każda jej koleżanka miała partnera, ale przecież równie oczywistą rzeczą było, że Hamilton nie byłaby wstanie nikogo poprosić, aby jej na zabawie towarzyszył. Dodatkowo nie przeszkadzało jej, że pójdzie sama. Miała cichutką nadzieję, że może koleżanki co jakiś czas będą odrywały się od swoich chłopaków i pobawią się chwilę z nią. A jeśli nie? Na pewno jakoś sobie poradzi, podobno do odważnych świat należy!
Założyła na siebie białą sukienkę oraz pasujące do niej czarne buty. Włosy jak zawsze pozostawiła rozpuszczone. Lubiła kiedy opadały naturalną kaskadą na ramiona. Uśmiechnęła się do lustra, niepewnie uznając, że wygląda ładnie. A kiedy przygotowania dobiegły końca, dziewczyna udała się ku Wielkiej Sali, gdzie wszystko miało się zacząć, choć w momencie, gdy tam dotarła okazało się, że zaczęło się jakiś czas temu. Czyli kolejne spóźnienie. Dobrze, że nie kazała nikomu na siebie czekać. Rozejrzała się po przystrojonym pomieszczeniu, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Podobało jej się tutaj, było tak uroczo, ładnie i przytulnie. Wzięła do ręki kieliszek, który podał jej Domowy Skrzat, dziękując mu przy tym. Ruszyła głębiej przez salę, co jakiś czas dostrzegając znajome osoby, do których jednak nie podeszła ze względu na posiadanych partnerów. Popijając napój napawała się widokiem sukienek innych dziewcząt, jak i strojami chłopaków. Coś w tym balu było magicznego, co jej się podobało. Naszła ją nagle wielka ochota, aby przynajmniej jedną chwilę uwiecznić na papierze, ku potomności.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 20:06

Cała znajomość Darrena z Liv wymagała jakiegoś komentarza. Krukon generalnie nie szukał zażyłości w murach zamku, ale nie dało się uniknąć jakichś znajomości mniej czy bardziej aktywnych, a tą w jakiś sposób stała się Gryfonka. No właśnie, Gryfonka, teoretycznie nic do nich nie miał, ale zwykł myśleć o wychowankach Domu Lwa, jak o wyjątkowo namolnym rzepie, który czasem przyczepiał się do… Ubrań. Faktem było, że relatywnie do reszty zamku byli najbardziej pozytywni, otwarci i co to nie oni, w najłagodniejszy z możliwych wkurzających sposobów. Także Reagan, Bertrand i w sumie tylko tyle, zachowywali się przyjaźnie wobec DJa, a on przykładowo pojęcia nie miał dlaczego.
No, przyjaźnie w pewnych granicach. Bo zazwyczaj nigdy do końca nie zczaił jej aluzji, mając wrażenie, że mówi o innej osobie. On i walentynka? Ni to ta zjadliwa, ni ludzka nie powinna być z nim wiązana, toć on przecież jest… Darren.
- Masz jakiegoś chebzia na sukience – skomentował jej pewnie pieczołowicie wybraną kreację w najnaturalniejszy dla niego sposób. Ale co, względem kobiecych kreacji nie miał żadnego wyczucia stylu. Uśmiechnął się przy tym lekko, ale ładnie, jakby komplementował jej włosy albo cokolwiek innego (cycki?).
W tym momencie nastąpiła przemagiczna transformacja i na jego piersi wykwitł pomarańczowy kotylion. Uniósł lekko brwi i spojrzał oceniająco na Liv, próbując dopatrzeć się różdżki w jej dłoni, którą pozwoliłaby sobie na jakieś śmieszne czary-mary. Po którym obleje go amortencją i zniewoli na cały wieczór. W zwykle nieco kamiennej twarzy dziewczyny czaiło się szaleństwo, toteż Darren postanowił być ostrożny. I miał podobne zdanie o każdej osobie, z którą zamienił więcej niż kilka zdań.
- Co do… - zaczął, ale magia zaczęła działać jeszcze mocniej i coś zdecydowanie odciągnęło go od Liv, zanim zdążył wdać się z nią w jakąś dłuższą rozmowę. Z resztą, z tego, co zdążył się zorientować, dziewczyna miała podobny problem. Toteż poddał się magii, myśląc tylko z dezaprobatą, jakimi zbokami musieli być hogwarccy nauczyciele, łącząc uczniów w pary. Dla niektórych to był pewnie ulubiony moment w roku. Jego spojrzenie padło na Myrnina, znajdującego się zaledwie kilka metrów od niego, z identycznym bukiecikiem, przyczepionym do marynarki. Bardzo to wszystko było dziwne.
- Będziemy grać w jakąś grę? W Walentynki? – Zapytał, bo do głowy mu nie przyszło, że sparowaliby go z innym facetem.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 20:17

Uśmiecha się do Amelii, bo wie co ma na myśli chyba. Można być różnego typu prefektem, ale nie uwierzyłby, że każdy nie cieszy się chociaż odrobinę na ten przywilej mówienia innym co mają robić. W zasadzie, jako nie-prefekt Nikolai wcale nie robi tego często, jest wtedy raczej mniej bezpośredni niż będzie teraz.
Nie ma ochoty sobie iść. Trochę dlatego, że nic innego nie wzywa go gdzie indziej, ale też prawie miła Amelia jest dla niego zaskoczeniem. Jej wzrok nie mówi mu, że chce go nienawidzi, raczej się denerwuje. Ciekawe czym? I skąd ta nagła zmiana?
On również się nie odzywa, ale milczenie nie męczy go chyba aż tak bardzo jak ją. Odwraca wzrok w stronę Wielkiej Sali i obserwuje uczniów. Ot, stoją sobie, dwójka prefektów, i kontrolują bal. Ktoś z boku mógłby pomyśleć, że to całkowicie normalna sytuacja i w zasadzie Nikolai przekonuje samego siebie, że właśnie tak jest. Znika gdzieś niedawny cwany uśmieszek i patrzy tak bez żadnego wyrazu twarzy, aż wreszcie Amelia się odzywa.
- Niewątpliwie. Jestem pewien, że ci głupsi już zaraz zaczną kombinować - stwierdza, przyglądając się grupce gryfono-krukonów, będących chyba w piątej klasie. Myśli, że zdecydowanie są jacyś podejrzani, bo co chwila zaglądają pod stół i wybuchają śmiechem.
Trochę nie wie co ta Amelia robi, tym kręceniem przypomina Exodeus, która niedawno też to robiła. Przynajmniej nie krzyczy i nie gada głupot.
- Nie musisz się o mnie martwić, poradzę sobie. Zresztą zobaczysz - odpowiada, nawet niespecjalnie myśląc, że krukonka zwyczajnie kombinuje. Po prostu jest przekonany, że jest w stanie zabrać dzieciakom butelkę alkoholu i nikt nie musi mu w tym pomagać.
Kiedy więc Amelia idzie do Leosia i Gabriela, Nikolai tylko na chwilę patrzy na dwójkę gryfonów, idąc zamiast tego do podejrzanej grupki gryfono-krukonów, która zdążyła nalać sobie do szklanek czegoś przezroczystego. Woda? Na pewno nie. Z przyjemnością odejmuje im punkty (bo to pierwszy raz w jego karierze prefekta!) i zabiera im prawie pełną butelkę ognistej, oznajmiając, że wyleje ją w łazience i, że powinni się wstydzić pić w tak młodym wieku. (Jakby on był wiele starszy.)
Potem znowu rozgląda się za Amelią, która pewnie już jest przy swoim bracie i jego towarzyszu. Nim Nikolaiowi udaje się do nich dojść, zaczyna grać muzyka i pojawiają się dziwne iskry. Zatrzymuje się, zaskoczony, ale potem stwierdza, że w zasadzie wyczarowały one tylko niebieski bukiecik, który tkwi teraz w kieszonce w jego szacie. Niespecjalnie zastanawia się co to znaczy, magia przyciągania chyba jeszcze aż tak nie działa.
Odnajduje Slughornów z Gabem i prezentuje Amelii swoją zdobycz.
- Trzeba by się tego pozbyć w odpowiedni sposób - mówi do niej, a dopiero potem zwraca uwagę na chłopaków. - Piliście już? - pyta od razu, nie za bardzo przejmując się, że pewnie Leo jest obecnie zabijany spojrzeniem siostry.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 20:37

To, co łączyło ją z Darrenem było bardzo skomplikowane. Teoretycznie byli przyjaciółmi, czego oczywiście jawnie Liv by nie powiedziała, bo wiadomo, że przecież nie trawiła Krukona (a i tak uwielbiała z nim przebywać). Zresztą była ostatnią osobą, która mówiłaby otwarcie o swoich uczuciach i o swym podejściu do drugiego człowieka, zwłaszcza w sposób, który mógłby mu zrobić dobrze na duszy. A ona nie miała zamiaru robić dobrze Darrenowi, co to, to nie. Miała swój honor, swoją dumę i swoje wygórowane ego, które swoim poziomem równało się paradoksalnie z tym należącym do chłopaka. Pomimo tego wszystkiego i tak ciągle z nim rozmawiała, piła, kłóciła się, czasem przy pomyślnych wiatrach nawet uczyła. Życie było skomplikowane, a jeszcze bardziej skomplikowane były stosunki międzyludzkie z taką osobą jak Liv, która do końca nie wiedziała czego chciała. Czasem, przy innych osobach potrafiła się zachować jak człowiek (na przykład przy Felixie), ale przy Cole ta zasada jakby nie obowiązywała. Jakby za swój cel obrała sobie ciągłe docinki w jego kierunku, które na pewno były przesiąknięte jej miłością do Kruczka.
Nawet teraz, podczas balu, który powinien nieść ze sobą wielkie pokłady uczuć, miłości i innych słodkości, dziewczyna nie umiała się przed komentarzem powstrzymać, tym samym wiedząc, że chłopak nie pozostanie jej dłużny. I nie pomyliła się. Zupełnie zignorował powitalne słowa, tylko rzucił jakimś tanim komentarzem w stronę jej sukienki, starając się tym samym chyba jej ubliżyć.
- Czyżby udzieliła ci się Walentynowa atmosfera, że tak słabo u ciebie dzisiaj z komentarzami? Liczyłam na coś bardziej wygórowanego, chyba się starzejesz, Cole – westchnęła z udawanym rozczarowaniem. Upiła kolejny łyk z kieliszka. Wolałaby coś mocniejszego, ale może dzięki temu uda jej się spełnić jedno z noworocznych postanowień. Nie zrobić nic głupiego na imprezie. Brzmi całkiem kusząco.
Nagle, jakby za sprawą magii (oczywiście, że za jej sprawą) pomiędzy uczniami zaczęła krążyć dziwnie wyglądająca mgiełka, która po zetknięciu z dłonią Reagan wyczarowała na jej nadgarstku żółtą bransoletkę. Uniosła dłoń ku górze, pragnąc się przyjrzeć biżuterii. Była ładna i przynajmniej pasowała kolorem do jej sukienki. Już miała zapytać Krukona, co o tym myśli, kiedy okazało się, że… poszedł sobie w cholerę zostawiając ją kompletnie samą. No dobrze, spodziewała się po nim każdego świństwa, ale to już było poniżej wszystkiego, co ich łączyło! Po prostu brakło jej odpowiedniego słowa na określenie – Dupek – rzuciła pod nosem, obiecując sobie, że nie będzie sobie w takim razie więcej zaprzątała nim głowy. Jeszcze ją popamięta i tyle. Wolno zaczęła przechadzać się po sali, nieświadomie zbliżając się do jej przyszłego partnera w zabawie, o którym również nie miała pojęcia. Bo skąd miała wiedzieć, że bransoletka, którą teraz nosiła na przegubie działa niczym magnes i prowadzi ją ku przeznaczonej na kilka minut osobie?
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 20:40

Zastanawiał się co przyniesie mu pomarańczowy bukiecik, który magicznie przeciągał go po całej sali. Ciągnął i ciągnął, ale gdzie i po co? Albo do kogo?. Przynajmniej nie będzie się nudził,przez ten cały bal. Przecież nie przyszedł tutaj żeby siedzieć na swoich czterech literach, chociaż widział wchodzącą Mayę do wielkiej sali i nawet miał ochotę do niej podejść. Ale niestety, jego plany zostały pokrzyżowane przez magiczną nitkę. Cóż, może wyjdzie mu to na dobre, a może nie.. Magiczna nitka właśnie dokonała swojego, zaprowadziła go aż do Darrena ? Okey, super. Będzie miał okazję poznać bliżej kapitana ze swojej drużyny.
-Nie mam pojęcia, ale mam nadzieje że tak. Pewnie zaraz się wszystkiego dowiemy.- Posłał mu delikatny uśmiech i przejechał ręką po swoich włosach. Miał nadzieje że nie będzie musiał spędzać z nim całego wieczoru. Nie żeby mu to przeszkadzało, bo przecież czasem łapał się na tym że spoglądał na chłopaków. Ale czy to czyniło z niego geja, albo biseksualistę ? Miał dopiero szesnaście lat, więc tak naprawdę nie wiedział co do kogo czuje. Jeszcze nie trafił na swoją "drugą połówkę ". Której i tak jak na razie nie szukał. Na razie to on szukał rozrywki, zabawy, żeby nie było nudno.
Znów przeczesał swoje włosy i przeciągnął się leniwie. Spojrzał się na Darrena swoimi kolorowymi oczami i delikatnie się uśmiechnął. -Ciekawe jaką grę mogliby wymyślić na walentynki i to jeszcze grę w parach.-
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 22:08

Plan był świetny. Kręcenie się w kółko z Ups, aż zarzygają całą salę - miało być genialnie! Ale najwyraźniej nie. Najwyraźniej coś musiało pójść źle. Jasne. Gdyby Genesis i Esther tu były... Och, wtedy walentynki byłyby idealne! Ale nie. W związku z tym nawet te pstrokate gwiazdki przestały ją cieszyć. Bo ona wiedziała, co to może oznaczać. Wiedziała. Bo ludzie się nagle dobierali w pary, a jej nie dobrało Ups, a skoro jej nie dobrało Ups, to obstawiała najgorszą możliwą opcję. Zwłaszcza, że chwila kręcenia się po sali potwierdziła jej obawy. Bo na jej nadgarstku bransoletka była żółta. Żółta! A taki sam kolor miała jej koleżanka z domu. Musiała mieć. To było tak podle oczywiste.
Kiedy to do niej dotarło, oczywiście odwróciła się i chciała odejść, ale najwyraźniej nie mogła. Magia zabraniała jej zrobić nawet kroku w przeciwną stronę, co oznaczało, że musi, po prostu musi spędzić czas z tą idiotką. Nie miała pojęcia, jak długo to będzie działać, obawiała się, że aż do końca balu, a wtedy będzie porażka. Cieszyła się przecież! Cieszyła się na ten bal, a teraz co! Wszystko zniszczone. Jakby nie mogło jej wylosować kogokolwiek innego!
Podeszła do dziewczyny skrzywiona. Dobrze, że tamta nie była szczególnie wysoka, bo gdyby Exodus sięgała jej do pachy, to już w ogóle byłoby przykro. Ale na szczęście nie. I dzięki temu mogła na nią patrzeć z metaforyczną wyższością i pogardą, nie wyglądając przy tym głupio. Genesis pewnie by ją zbeształa za takie podejście, ale co zrobić. Nie miała jak się cieszyć.
- Nie schrzanisz mi tego balu - warknęła zamiast powitania. Milsza nie będzie, nie było szans. I tak dobrze, że jej ponczu na kieckę nie wylała. Można było to uznać za przejaw sympatii, a przynajmniej dobrego wychowania. Chociaż zdaniem najmłodszej Malclès - należałoby jej się. Najlepiej cała micha prosto na nią. A co.
Stanęła tak daleko, jak się dało, mierząc ją wrogim spojrzeniem. I co, miały ze sobą rozmawiać? Spędzić miło czas na walentynkowym balu? O, na pewno nie! Ona była gotowa stać w miejscu i się nie odzywać tak długo, aż durne zaklęcie przestanie działać. O ile tylko L. nie będzie jej prowokować, bo jeśli będzie, to ona za siebie nie ręczy. A pewnie będzie, to dziewuszysko przecież nie potrafi się hamować... Exodus westchnęła ciężko. To będzie długi wieczór.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   28.02.16 23:25

Tuż po tym gdy Nikolai rozpłynął się na sali, Amelia dotarła do Leo, któremu dzisiejszego wieczoru, towarzyszył przyjaciel Gryfon.
- No proszę proszę, jak modnie spóźniony – zerknęła jednak na Gabriela i poprawiła się z uśmiechem -przepraszam, spóźnieni. Gdzie byliście? Sądząc po waszych minach, musiało się sporo dziać?
Przyglądała się im bacznie, zaciśniętą zaś piąstkę oparła na biodrze. Lekko rozdarta i niepewna czy powinna dać bratu solidny opieprz, na pojawianie się na balu, przyjmując tym samym funkcję prefekta, w stanie... kuriozalnie odbiegającym od normalnego. Umiała rozpoznać fazę upojenia alkoholowego, zresztą, co tu dużo mówić, Leo pod tym względem był taki sam jak ona. Niezwykle słaba tolerancja, której skutki uwidaczniały się na ciele i twarzy nieszczęśnika, nawet po jednej lampce, szklance.
-Leo, nie chcę ci dawać wykładu, ale jeśli jakiś nauczyciel cię przyłapie...- przerwała, rzucając mu spojrzenie przepełnione troską i niepokojem. Nie była tak zezłoszczona jak być powinna, Leo był chłopakiem i mimo, iż i jemu los spłatał figla, z tym całym prefektowaniem, to nie sądziła, aby jego nastawienie zmieniło się tak diametralnie. Nie on jeden przyszedł dziś na bal wstawiony i wstawiony go opuści. Miała już mówić, aby to Gabriel pilnował młodego Slughorna lecz i on nie wyglądał zbyt tęgo. Ech, chłopaki.
Dziewczyna nie zwróciła większej uwagi na grającą muzykę, nagłe ożywienie również zignorowała. Kwitnąca bransoleta barwy zielonej, zaczęła jednak dziwnie uwierać i wyzwalać w niej chęć do przemieszczenia się. Póki co, odczucie nie było aż tak silne, aby faktycznie oddać się magii i odejść w nieznane.
Wzdrygnęła się nieznacznie, gdy do ich wyjątkowo cudacznej trójki, dołączył Nikolai, dzierżący w dłoni swą zdobycz. Nie sądziła, że wróci, ani tym bardziej nie sądziła, aby wrócił z taką niespodzianką...Oczy Amelii zalśniły błyskiem ekscytacji i pobudzenia, nawet nie ukrywała jak bardzo była wdzięczna, że Lazarovi udało się upolować taki okaz.
-Tak, trzeba się tego pozbyć...ale nie zawracajmy głowy nauczycielom, przecież wiemy co robić -odchrząknęła teatralnie i już była gotowa do wyprowadzenia Nikolaia z Wielkiej Sali, gdy TA PRZEKLĘTA BRANSOLETA natarła swą siłą na nieświadomą niczego dziewczyną. W ostatnim geście desperacji, całkowicie odruchowo, złapała równie zaskoczonego Nikolaia za... nadgarstek. To nie tak, że...nie, nie, on się po prostu napatoczył, był pierwszą z brzegu osobą!
Nie odeszła jednakże daleko, zaledwie kilka metrów od miejsca docelowego. Jej oczom ukazała się nie kto inny, a Elizabeth, która wydawała się być równie zaskoczona całą sytuacją, co spanikowana Slughorn. Zerknęła mimowolnie na jej dłoń, ozdobioną barwną ozdobą, tego samego koloru i zmarszczyła czoło.
- Cześć Eli, wygląda na to, że zostałyśmy sparowane przez niesamowitą magię kotylionów - przywitała Krukonkę z szerokim uśmiechem na ustach, całkowicie zapominając o kurczowym uścisku szaty Lazarova.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   29.02.16 17:42

Magiczna nitka wyznaczała jej gdzie miała iść, a raczej ciągnęła ją w danym kierunku. Dziewczyna nie spokojnie rozglądała się po sali, czyli nie tylko ona została ciągnięta przez magię a wszyscy. I co dziwniejsze, pary nie były mieszane a tej samej płci. Czy profesorowe chcieli zrobić jakieś homoparty ? To dość dziwne, czy może los płatał im figle. Miała nadzieje że dostanie kogoś, kogo choć trochu zna . Nie minęło parę chwil i o mało nie obija się od swojej pary, którą okazała się Amelia. Ale zaraz zaraz, czy oni zostali połączeni w dziwny trójką ? Nie, na pewno mnie. Spojrzała sie na nich z delikatnym uśmiechem.
-Cześć wam.- Nie dało się nie zauważyć że dziewczyna trzymała kurczowo chłopaka za jego szaty. Więc po prostu przytargała go ze sobą. -Sparowane ? Ale tak na cały dzień?- Nie żeby jej to przeszkadzało, bo lubiła Am, ale po prostu chciała się dowiedzieć na czym stoi. I jak to Lizzie nie chciała nikomu przeszkadzać, a teraz czuła się tak jakby in przeszkodziła w jakieś randce, czy coś. Wiece takie trzecie koło, którym nigdy nie lubił być.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   29.02.16 18:14

Kiedy podchodzi do grupki, chyba już jest po poważnej rozmowie Slughornów. Może to i dobrze, bo jeszcze zacząłby się zastanawiać, co się dzieje z Nadią, skoro jest gdzieś indziej niż w Wielkiej Sali. Kiwa głową na znak, że oczywiście wie co zrobić. Ale niech Leo i Gab myślą, że są poważnymi (i trzeźwymi) prefektami! Też nie może się doczekać, aż pójdą z Amelią pić gdzieś w zacisze łazienki prefektów (jak miło, że myśli w podobny sposób), ale zaczynają się dziać dziwne rzeczy.
Widzi najpierw, że Amelia jakby leci do tyłu, chociaż wcale nie rusza nogami. A potem lecą razem.
Zauważa, że wszyscy na sali jakby dziwnie się zachowują, nie kontrolując gdzie się znajdują, ale na niego magia (jeszcze) jakimś cudem nie działa. Kiedy znajdując się przy Elizabeth, zauważa, że Amelia i ta druga krukonka mają takiego samego koloru kwiatki. Więc mają one oznaczać pary? Rozgląda się za taką samą barwą jak jego, ale na razie jej nie widzi. Może ma szczęście i jego para nie pojawiła się na balu? Bo, doprawdy, jedyną osobą z którą ma teraz ochotę spędzić czas to Amelia (albo Nadia). Cały czas trzyma butelkę i zastanawia się co teraz z nią zrobić.
- Co to ma znaczyć? - pyta nie wiadomo kogo. Obecność Elizabeth go irytuje, szczególnie te jej różowe włosy. Próbuje (ale nie wiem czy się udaje) odczepić kwiatki od swojej szaty, bo nie chce się bawić w całej to parowanie. - Myślałem, że wolisz chłopców - mówi do Amelii. A wydawało mu się, że wie o niej takie rzeczy!
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   29.02.16 19:24

Uświadamiając sobie, iż wciąż zaciska dłoń na nadgarstku chłopaka, puściła go w popłochu, tym samym odczuwając obecność piekącego rumieńca na czerwieniącej się twarzy. Wyczerpujące słowa wyjaśnienia bąknęła niewyraźnie pod nosem, po czym speszona, przystąpiła do rozmowy z Elizabeth. Cholerny Lazarov! Wszystko to jego wina! Argh, gdyby tylko nie miał ze sobą tej butelki, nie zaciągnęłabym go ze sobą!
- Nie mam nawet pojęcia jak to działa, a co dopiero czy mamy tak całą noc - stwierdziła zgodnie z prawdą i poświęciła dłuższą chwilę na rozejrzeniu się po sali. Istotnie, ona i Elizabeth nie były jedynymi sparowanymi przez przecudaczną magię bransolet i malutkich bukiecików, w przypadku męskiej części uczestników balu. Dookoła siebie dostrzegła całkiem sporą rzeszę par jednopłciowych, które wydawały się być równie skonfundowane co ona i Beti.
- Chyba nie tylko my nie wiemy o co chodzi. To sprawka profesorów czy...?- no właśnie, kogo innego jeśli nie grona pedagogicznego? Z drugiej strony, podobny żarcik, którego celem było zeswatanie uczniów w pary niemalże wyłącznie homoseksualne, wydawało się Amelii całkiem nieprawdopodobnym zabiegiem ze strony nauczycieli.
Rozmawiała w najlepsze z Elizabeth, a tymczasem Nikolai zdawał się być dziwnie podirytowany. Czyżby aż tak nie podobał mu się fakt, zaciągnięcia go do jej pary? Miała już go łagodnie odsyłać, mając na uwadze, iż być może nie chce okazywać braku manier i z tego też powodu trwał dzielnie u jej boku, okazując jednak swe niezadowolenie w sposób widoczny i namacalny.
-Co? - niemalże fuknęła na Ślizgona, gdy ten zakwestionował jej orientację. W porę jednak się opamiętała. Nie widziała potrzeby w tłumaczeniu się ze swoich upodobań, zresztą, nie było to żadną tajemnicą. - Udam, że tego nie słyszałam - rzuciwszy mu groźne spojrzenie rozzłoszczonego szczeniaka, tknęła od niechcenia bukiecik dopięty do jego szaty. Czemuż to jego nic nie przyciągało? Był niepodatny na magię czy być może jego partner(ka) jeszcze się nie zjawił(a) na sali?
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   29.02.16 19:46

- Nieśmiało przypomnę, że to był twój pomysł Leoś - odpowiedział bez zastanowienia Gabriel, gdy zbliżali się do Wielkiej Sali. Początkowo naprawdę miał zamiar iść na ten bal, tak bez dwóch zdań. Bo przecież wprost przepadał za imprezami; lubił gdy dookoła dużo się działo, najlepiej zwłaszcza gdy sam znajdował się w środku wydarzeń. Muzyka, ludzie, tańce, alkohol.. Wszystko brzmiało zachęcająco. Bal walentynkowy? Dla mnie świetnie, pomyślał; miła, trochę śmieszna atmosfera, nadmiar różowych dekoracji, wszędzie serduszka, światełka, cała sala przysypana iskrzącym się brokatem; czymże byłby bal tematyczny bez przepychu?
Wybierał się na bal. Zdecydowanie. Gdy usłyszał o organizowanej zabawie, Gabe nie był jednak świadom że łatwo nabierze chęci do zmiany chwilowej planów. Ostatnia godzina, spędzona przy świetle świec w towarzystwie swojego ukochanego i butelki półwytrawnego nie mogła się równać z żadną imprezą. Był zachłanny, miał ochotę na więcej, znacznie więcej. Więcej Leosia i więcej wina. Chyba raczej nie zjawiliby się tutaj gdyby Leo nie był prefektem. Ale czym bliżej mieli do Wielkiej Sali rozbrzmiewającej muzyką i śmiechem balowiczów, tym bardziej odczuwał radość, że jednak tutaj przyszli.
- Intuicja mi mówi, że będzie świetnie, wiesz? - dodał Gabe, iście o tym przekonany. Jak na imprezie niby nie miałoby być fajnie? Ee, to absurd.
Zatrzymali się na chwilę u progu, a ich oczom ukazała się Sala od podłogi po strop udekorowana wszystkim, co mogło tylko skojarzyć się ze świętem zakochanych.
- Więc no.. Wesołych walentynek. - Gabe objął chłopaka ramieniem i bardzo dyskretnie pocałował go w skroń. Na wszelki wypadek szybko go puścił, bo w końcu stali w pomieszczeniu pełnym ludzi, wśród których znajdowała się na pewno między innymi siostra Slughorna. Bo kto jak kto, ale Amelia.. nie, nie chciałby żeby tak nagle dowiedziała się kim stał się dla Leo.
- A teraz chodź i postaraj się dobrze bawić, dobra? - uśmiechnął się serdecznie, a Leoś złapał rękaw Gabrielowej marynarki, od razu ciągnąc go pod ścianę. Na twarzy pojawiło się pewnego rodzaju zaskoczenie i rozczarowanie za razem, bo przecież dopiero co weszli i nawet nie zdążył lepiej rozejrzeć się w poszukiwaniu znajomych twarzy, a już był kierowany na bok. Na przyjęciach miał zawsze zwyczaj brnąć w tłum, bo tak łatwiej było znaleźć konkretne osoby; po prostu prędzej czy później się na nich wpadało, tak całkiem przez przypadek.
Na szczęście okazało się, że całkiem niedaleko wypatrzył grupkę znajomych; Lazarov, w towarzystwie właściwie dwóch Krukonek, Elisabeth Benoit i Amelki Slughorn, która jak mniemał przyglądała im się odkąd weszli. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że już szła w ich stronę z podniesioną głową i dość nieprzyjemną miną?
- Cześć Melka. - Gabe ukłonił się jej od razu, zanim jeszcze Krukonka zdążyła otworzyć usta by coś powiedzieć. Bo to co miała do powiedzenia nie było raczej szczególnie miłe. Zwłaszcza w stosunku do Leo, a naprawdę nie chciał żeby gadanina Amelii popsuła mu cały dzień. Choć pewnie i tak było to dość trudne po ich wyjątkowo udanym spotkaniu w sali historii magii.
- Gdzie byliśmy? - spojrzał na Leosia pytająco, nie będąc pewny czy może powiedzieć prawdę. Nie Gabe, durniu, nie możesz powiedzieć prawdy. Myśl trochę. - Leo, gdzie byliśmy? Aa..  u góry, trochę przegapiliśmy rozpoczęcie balu.
No i proszę. Jedno zdanie jako odpowiedź na wszystkie pytania, co nie? Uśmiechnął się zadowolony ze swojego sprytu.
- Hej, daj spokój. - Zmarszczył brwi karcąc ją wzrokiem. Być może rzeczywiście Leo wyglądał trochę gorzej niż on sam, ale nadal trzymał się nieźle. W końcu nie wypili dużo. Jedna butelka na pół to przecież niewiele. - Sama nie jesteś taka święta, co? - dodał, gdy podszedł do nich Nikolai z butelką jakiegoś trunku. No zwykła woda to raczej nie była.
- Piliśmy - potwierdził wzdychając. Lepiej się przyznać, niż próbować iść w zaparte i zaprzeczać, bo i pijaństwa i tak nie da się ukryć. - Czerwone półwytrawne. A ty co tam masz Lazarov?
- O, kwiatek. - Gabe spojrzał na Leo, następnie na innych dookoła i zamrugał kilkukrotnie; zupełnie przegapił moment kiedy owe małe bukieciki się pojawiły. - Wszyscy macie ładne kwiatki. Ja też.
Uśmiechnął się promiennie gdy zauważył niewielki różowy kwiatuszek w kieszeni własnej marynarki. Nie mogły pojawić się bez celu; miał nadzieję, że wnet dowie się jakie jest ich zadanie.


Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   29.02.16 23:46

A to co?
Nagle dookoła Lucasa zawirowało nagle kilka kolorowych iskierek. Zatańczyły wokół niego wesoło i zniknęły niemal tak szybko jak się pojawiły. Pewnie jakaś dekoracja, pomyślał. Odkąd dowiedział się, że coś tak dotąd absurdalnego jak magia istnieje naprawdę, minęło już kilka dobrych lat, dlatego zdążył przyzwyczaić się do różnych dziwactw tego fascynującego świata; na przykład, że w ten olbrzymi zakres dekoracji jakimi zwykli są czarodzieje przystrajać swoje przestrzenie życiowe wchodzą szeroko pojęte dziwaczne, naprawdę dziwaczne przedmioty, o których nikt niemagiczny nie umieściłby w ścisłej kategorii 'ozdoba', różne zaklęcia, czy jakieś tam inne złudzenia nagle, ku zdziwieniu, okazujące się całkiem realną rzeczywistością, których logika istnienia i wytłumaczalność zniknęła w tajemniczych okolicznościach jeszcze na etapie tworzenia. W sumie cała magia taka była. O, właśnie niechcący zdefiniował sobie magię.
Nagle zauważył, że w lewej kieszeni jego koszuli pojawił się drobny bukiecik z niebieskich kwiatków. Ach, stąd ten zapach. Faktycznie, bukiet pachniał bardzo intensywnie i słodko, w zasadzie to ostatecznie mógł określić tą woń jako przyjemną. Nie miał zielonego pojęcia co to były za kwiaty, skąd się wzięły ani jaką miały pełnić rolę. Fajnie, tak długo się nie ruszam z miejsca, że zaczynają na mnie osiadać dekoracje, pomyślał. No i jeszcze w tym samym momencie jakaś siła niewytłumaczalnego pochodzenia zaczęła ciągnąć go przed siebie. Mocno. Na tyle mocno, że został zmuszony do niezwłocznego poderwania się z ławki i opuszczenia swojej bezpiecznej przystani i wyruszenia prosto w szalony sztorm hulający na morzu hogwarckich balowiczów.
Co do licha.. Lucas wstrzymał oddech, gdy dość niezgrabnie brnął przez kolorowy tłum, od czasu do czasu mamrocząc jakieś 'przepraszam' na tyle cicho, że w tym całym harmiderze nikt nie miał szans go dosłyszeć. Okazało się, że nie on jedyny został porwany z miejsca gdzie przebywał; cała sala krążyła w poszukiwaniu.. Właśnie, czego ja szukam? Kogo ja szukam? O co w ogóle chodzi?
Zaraz, są walentynki, pomyślał i nagle do jego głowy wpadła tak okropna myśl, że najchętniej to od razu by się jej pozbył. Chyba zaczynał rozumieć o co biega. Kwiatki pełnią rolę kotylionów. Ktoś tutaj ma bukiecik w dokładnie takim samym odcieniu. Luki zrobił głęboki oddech, zbliżając się do przeciwległej ściany Wielkiej Sali.
Znaleźli.. znaleźli mi parę.
Ktokolwiek nią był, to Lucas był prawie pewny, że jest to niefortunny wybór. W zasadzie w jego przypadku chyba każdy byłby niefortunnym wyborem. No może tylko nie Amelia. Ale na nią na pewno nie trafił. Nie, to zdecydowanie byłby zbyt piękne. Ale minął ostatnią osobę wydostając się z tłumu i kogóż ujrzał? Amelkę. I towarzyszących jej różowowłosej Elisabeth Benoit, i dodatku niczym zgniła wisienka na torcie, pana Nikolaia Lazarova. I ku jego wielkiemu nieszczęściu, niebieski bukiecik miał właśnie nikt inny jak właśnie ów nieszczęsny prefekt Slytherinu. Lucas jęknął, bo mimo że stał zaledwie kilka metrów od całej grupki, to nadal ta dziwna niewidzialna siła pchała go naprzód. Dlatego zebrał się na odwagę i zrobił kilka kroków w ich stronę, zatrzymując się miedzy Beth a Nikolaiem.
- Cześć. - rzucił nieśmiało Luki, docelowo kierując słowa w stronę stojącej naprzeciwko Amelii, gdyż mimo wszystko jej towarzyszy praktycznie nie znał, więc witanie się z nimi uważał za co najmniej niezręczne. - Jestem tu bo tak niestety chciał los.
Z chęcią poszedł bym sobie, a nawet w ogóle się do was nie fatygował, ale nie mogę bo ciągnie mnie do Lazarova, dodał w myślach.
Nie, cofnij. To brzmi źle. Bardzo źle. Masz szczęście, że nie powiedziałeś tego głośno.
Póki nikt z grupy pochłonięty rozmową nie zwrócił jeszcze uwagi na jego małą osobę, Lucas wykorzystał ten moment by się im trochę poprzyglądać. Panie i panowie, dziwne hobby pana Bieleckiego, mianowicie stalkowanie ludzi.
Nikolai  trzymał w ręce butelkę z napojem, który zdecydowanie nie wyglądał na taki wchodzący pod etykietę bezalkoholowy. Pijący prefekt? Czemu nie.. Nie jego biznes, nie jego sprawy, nie będzie się wtrącać bo tylko się narazi i w efekcie oberwie. Najbardziej niewinnie wyglądały dziewczęta, szczególnie pani Benoit, która podobnie jak on stała z boku trochę zagubiona uśmiechając się delikatnie. Fajne ma te włosy, stwierdził nagle i znowu, bo widywał ją wielokrotnie wcześniej czy to na lekcjach, czy na korytarzu i zawsze stwierdzał to samo. Różowe. Żywe. Takie.. pozytywne. Luki uśmiechnął się do niej lekko, ale szybko odwrócił wzrok i ponownie spoważniał. Nie, nie powinna widzieć jak się tak do niej szczerzę. Nikt nie powinien widzieć, co sobie pomyślą jeszcze.. Amelka ukradkiem zerkała krzywo na swojego brata, stojącego w głębi sali. Coś z nim było nie tak? Nawet jeśli, to nie widział tego z tak daleka. Wiedział, że się o niego martwi; jak to ona, czyli zawsze. I dobrze. Też chciałby mieć taką siostrę, która by się o niego martwiła. Jednak nigdy nie dane mu było mieć rodzeństwa.
Dobra, pff, nie myśl o tym teraz. To zły moment.
Zdecydowanie zły; jest bal i panuje ogólnie raczej wesoła atmosfera, której pozorów raczej nie chciałby zepsuć nawet sobie.
Powrót do góry Go down
Charles Beauclerk

avatar
Gracz


Skąd : St Albans, Anglia
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   01.03.16 12:10

Sala pięknie się już wypełniła ciżbą, a wielość kolorów panujących na wydarzeniu zdawała się rozszerzać niczym wszechświat, prezentując wciąż niepoznane ludzkiemu gatunkowi odcienie różu konfetti czy kiecek nabuzowanych dziewcząt. Wszystko też zdawało się weselsze, gdy Charles dopijał trzeci kieliszek ponczu - pierwsze próby alkoholowe odbywał właśnie z ukochaną ścianą, acz jego chichot i ogólna radość ducha, jakże niespotykane ostatnimi czasy, to raczej efekt placebo i wiary w mityczne działanie trunku. Widział w trakcie ostatnich wakacji film o nastolatkach, którzy spruli się na balu i tańczyli z wdziękiem do Time Of My Life w centrum sali, ku ogólnej uciesze i podziwu rówieśników - właśnie tak sobie wyobrażał kierunek, w jakim dąży dzisiejszy spęd, siebie zaś widząc w roli Patricka Swayze. Ach, marzenia!
Nietrudno jednak opisać wrażenie, którego doznał na widok kwitnących znienacka bukiecików, domyśliwszy się ich przeznaczenia (zdawało się, że to też widział na filmie). Z natychmiastowym kopnięciem przerażenia w brzuch, garścią wstydu w gardle i nutą zażenowania ziejącą ze soczyście piwnych oczu, oddał się pchnięciu magicznej siły, wpadając w wirujący tłumek. Bez oparcia w miłej ścianie, czuł się jak zaginiony w gąszczu rąk i popychanej gówniarzerii, odczuwając tęsknotę za jakąkolwiek bronią maczetopochodną do siekania wzdłuż i wszerz, byleby wydostać się z dżungli zaplątanych kończyn. Wszelka lekkość zapewniona przez napój uleciała, zaś chłopak w duchu zapragnął bycia stratowanym przez resztę uczniów - uniknąłby nadchodzącej konfrontacji z tajemniczą osóbką, ozdobioną równie krwisto czerwonym kwiatuszkiem. Liczył, że zdąży umrzeć tragicznie przed nastaniem tej żenującej chwili, jednak los go zawiódł - Charles nie wyzionął ducha, gdy miziająca się para odsłoniła smukłą sylwetkę nieznanego mu blondyna, którego roślinka wydała się być identyczną z tą noszoną przez Krukona. Na próżno dywagować na temat odcieni, myśleć o ewakuacji czy narzekać na bezcelowość tej swat-inicjatywy; pozostało tylko stać jak wrytym i płakać do wewnątrz, z buraczkiem wstydu na twarzy czerwieńszym niźli wszystkie pomidory świata.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   01.03.16 15:17

- Ja się o prefektowanie na balu nie prosiłem - skrzywił się lekko na słowa Gabe'a. Zrobienie z niego prefekta było niewątpliwie jedną z największych porażek McGonagall. Jak ona w ogóle wpadła na taki pomysł? To, że Slughorn nie jest taki rozbrykany jak przed laty, nie znaczy, że zrobił się z niego aniołek. Nie miał zamiaru wkuwać na pamięć całego regulaminu szkoły tylko po to, żeby zawsze móc znaleźć sobie ofiarę, której można wmówić łamanie zasad i odjąć punkty. Jakoś go to specjalnie nie ekscytowało. Jedyną fajną rzeczą, która wynikała z bycia prefektem był dostęp to specjalnej łazienki.
- Tia, oby twoja intuicja miała rację - westchnął Slughorn, który w przeciwieństwie do Gabriela nie był tak optymistycznie nastawiony na pójście na bal. Zdecydowanie i niepodważalnie wolałby nadal siedzieć z Bertrandem w klasie do historii magii. Ostatnie powinien się cieszyć, że nie przyszedł tu sam... z drugiej strony spożywanie alkoholu przed imprezą, na której miało się pilnować porządku nie należało chyba do najmądrzejszych rzeczy.
- Nawzajem... - odparł uśmiechając się lekko. Serce niemal mu stanęło, gdy Gabe objął go i pocałował, ale na szczęście już po krótkiej chwili chłopak go puścił. Naprawdę nie miał ochoty odpowiadać na durne pytania i dzierżyć na sobie podejrzliwych spojrzeń do końca wieczoru. Gabe, myśl, proszę... Rozejrzał się jeszcze dyskretnie, czy aby nikt nie zwrócił większej uwagi na gest Gryfona, ale wszyscy byli zajęci sobą, więc chyba tak się nie stało.
- Dobra - odparł Leo i pociągnął chłopaka za sobą na bok. Pod ścianą też można się dobrze bawić.
Oczywiście o ile Amelia wysłucha modłów brata i po prostu zignoruje jego obecność. Co naturalnie się nie stało. No tak, kto by się tego spodziewał. Widząc siostrę zmierzającą szybko w jego kierunku upewnił się chyba trzy razy, czy nie trzyma przypadkiem Gabe'a za rękę. Zaczynam schizować.
- Mogłabyś się chociaż przywitać - westchnął ciężko, orientując się, że jego siostra nie ma zamiaru się patyczkować.
Gabe posłał mu pytające spojrzenie, na które Leo odpowiedział wzrokiem krzyczącym jedno wielkie: NIE! No cóż, Bertrand widocznie zrozumiał, o co mu chodzi, bo bardzo ładnie i wymijająco udzielił Amelii odpowiedzi na pytanie, jednocześnie nie kłamiąc, ani nie wyjawiając całej prawdy. Brawo, Gabe. Oby tak dalej.
- Nikt mnie nie przyłapie - mruknął tylko na słowa siostry. Nie był aż tak pijany, już to ustaliliśmy. Nie zacznie napieprzać w ludzi poduszkami, no proszę was.  Nie miał zamiaru też wyłazić gdzieś na środek Wielkiej Sali i zwracać na siebie uwagi wszystkich zebranych, w tym nauczycieli.
Leo uśmiechnął się pod nosem na słowa Gabriela. No, żebyś tylko tego kiedyś nie pożałował. Osobiście raczej nie wytykałby Amelii takich rzeczy, ale no... Jednak przesadzała, w końcu on i Gabe nie robili nic złego. No dobra, może są jakieś drobne sprzeczności z regulaminem, ale mimo to - robić aferę o kilka lampek wina?
Podniósł spojrzenie, gdy podszedł do nich Nikolai i zadał im średnio dyskretne pytanie. Jejku, czy to naprawdę aż tak było widać?
- To tylko niewy... - zaczął, ale Gabe przerwał mu, wtrącając swoje trzy grosze. Trzy grosze, które były prawdą. Z kolei pytanie, które Bertrand zadał Ślizgonowi sprawiło, że Slughorn trochę przytomniej spojrzał na butelkę, trzymaną przez Nikolaia, unosząc lekko brew i spoglądając niepewnie na Amelkę. Pewnie w innym wypadku jakoś by zareagował, ale tym razem był zbyt wstawiony. Po co ma się mieszać? Jeśli Krukonka da mu wtedy spokój, to jak dla niego może iść pić nawet z... nie.. Jego pierwszą myślą, że pozwoliłby jej iść pić nawet z Darrenem, ale nie. Jeszcze aż tak zalany nie był.
Nagle coś dziwnego zaczęło się dziać. Amelia zupełnie nagle gdzieś zniknęła, Leo nie miał pojęcia kiedy to się stało. A za nią wyparował też Nikolai. Wtedy Gabe zaczął coś mruczeć o kwiatkach. Slughorn spojrzał na niego zdziwiony, nie będąc pewnym czy aby nie przysnął na chwilę, bo nie wiedział zupełnie, co się dzieje. Spojrzał jednak na Bertranda i faktycznie dostrzegł bukiecik doczepiony do jego marynarki. Ładny. Po chwili spostrzegł również identyczny, różowy kwiatuszek, doczepiony do swojej kieszeni.
- Patrz, mamy takie same - stwierdził niezwykle błyskotliwie z uśmiechem, odrobinę przybliżając się do Gabe'a. - Myślę, że to coś znaczy - oznajmił, niby nieobowiązująco przejeżdżając ręką po jego ramieniu.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   01.03.16 22:35

Widząc speszenia na twarzy Amelii, tylko delikatnie się uśmiechnęła. A tych wyczerpujących wyjaśnień ze strony dziewczyny, nawet nie zrozumiała. Ale czy było to ważne ? Najprawdopodobniej nie aż tak bardzo. Wzruszyła tylko delikatnie swoimi ramionami, przecież nie będzie się jej pytać co tam mruczała pod nosem. Po jej twarzy było widać ze i tak ta sytuacja wprawiała ją w zakłopotanie.
-Chyba nie mogą zmusić nas do przebywania z kimś całą noc.- Nie chodziło oczywiście o to że towarzystwo Amelii jej przeszkadzało, ani ślizgona, przecież nawet go nie znała. A kto wie, moze będzie fajnie, w co poniekąd wątpiła. Czuła się tak jakby zepsuła im imprezę, która miała się właśnie zacząć. A dowodem na to była butelka w ręku chłopaka.
-Wydaję mi się że profesorowie nie mają z tym nic wspólnego, bardziej wygląda mi na jakieś zrządzenie losu.- Przecież profesorowie sami, w sobie nie połączyli by uczniów w pary homoseksualne. Wręcz wydawało się to dziwne i nieetyczne. Przecież nie każdy jest tolerancyjny i nie wszyscy siebie lubią.
Lizzie miała wrażenie że te łączenie w party, to tylko tak na chwilę, albo może zorganizowali jakąś grę... Pewnie za niedługo się wszystkiego dowiedzą.
Komentarz chłopaka popuściła mimo uszu, nie miała zamiaru wtrącać się w ich rozmowę a poza tym chłopak pewnie nie mówił tego do niej, tylko do Amelii.
Po chwili podszedł do nich Lucas, najwyraźniej na niego spadł zaszczyt, spędzania czasu z chłopakiem.
-Cześć- Odwzajemniła uśmiech i zamilkła jak to ona. Nie lubiła tłumów i nigdy się do nich nie przyzwyczai..
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   02.03.16 1:46

Śmieje się złośliwie pod nosem. Oczywiście, że on nie kwestionuje jej orientacji, jednak ktoś inny wydaje się to robić. Nie tylko jej - okazuje się, kiedy chwilę później pojawia się czwarty z prefektów, niejaki Lucas. Gdyby nie błyszcząca odznaka, którą razem dostali i jakieś wspólne zebrania, Nikolai pewnie nawet nie miałby pojęcia o jego istnieniu. Teraz patrzy z niedowierzaniem na taki sam kwiatek na jego ubraniu. Sięga do niego ręką i próbuje wyszarpnąć ale, podobnie jak jego własny, wydaje się być przyklejony zaklęciem trwałego przylepca. Żartownisie z tych nauczycieli. Bo to chyba na pewno muszą być nauczyciele? Nie ma pojęcia który z nich to wymyślił, ale na pewno gdzieś teraz stoi ukryty i się temu wszystkiemu z satysfakcją przygląda.
- Będziemy się razem super bawić, co? - rzuca ironicznie do puchona. Nie ma ochoty na jego towarzystwo, ale właściwie, denerwuje go, że wydaje się zwracać do Amelii, zamiast chociażby do wszystkich.
- Los nie jest taki głupi - mówi do Elisabeth, która wygaduje głupoty, godne jakiejś kiepskiej wróżki. Jego los kazał przyjść mu na ten bal, ponieważ czeka tutaj na niego jego walentynka. Na pewno nie jest nią Lucas i Nikolai już nie wie czy kiedykolwiek dowie się kto był nadawcą listu. Chyba by się przyznał(a), zamiast kazać mu się domyślać? On oczywiście nie zrobi z siebie głupca i nikogo nie spyta.
Obraca w dłoniach butelkę whisky i posyła Lucasowi złe spojrzenie, bo ten niby bezinteresownie się jej przygląda. Pójdzie chyba sam ją gdzieś wypić i poszukać przy okazji Nadii. Odwraca się nawet bez słowa i odchodzi parę kroków, ale jakaś magia przyciąga go z powrotem. Jak pies na smyczy. Klnie sobie pod nosem i zerka na Amelkę a potem na puchona. No, przecież nie zabierze go ze sobą.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   02.03.16 21:22

Nie mógł temu zawierzyć.
Nie był wszak ślepym, by nie zdołać skrzętnie dostrzec, że wokół zaroiło się od podejrzanie wyłonionych par, w tym wielokrotnie chłopców, którzy to obnosili soczyście jarzące się bukieciki z niezgorszym entuzjazmem, albo i rosnącym wstydem, trudno ocenić z daleka, miał zatem świadomość, że to nie była pomyłka. Nic, co potrafiłby w miarę sensownie przetłumaczyć sobie samemu, choć z drugiej strony – a po cóż w ogóle bawić się w jakiekolwiek racjonalne pobudki? Jakby w tej szkole dało się odszukać choćby uncję czystego i niezmąconego rozumu, przecież na co dzień wymachiwano tutaj drewnianymi patykami i latano na szczotkach.
Tłum kotłował się wokół z niegasnącą ochotą, w innej sytuacji Jack nigdy nie dopuściłby do zapuszczenia się aż do samej jaskini lwa, kto go tam widział, żeby po parkietach się wałęsał z nieprzymuszonej woli, a jednak skoro był, należało podążyć za zasadami bon-tonu, bo skoro już raz wpadł między wrony, najwyższy czas nauczyć się krakać jak one.
Przecisnął się ze wstrętem obok nader żywo obściskującej się pary, by stanąć oko w oko z przyrzeczonym mu partnerem.
Z bliska okazał się niewiele niższy, natomiast Jack ani chybi nie umiał przywołać w pamięci piegowatej twarzy młodego Krukona. Znał go? A skąd, kojarzył zaledwie kilku członków tego domu, od reszty trzymał się na stosowny dystans, byleby nie dostać po głowie twardym rogiem okładki. Tamten okazał się chłopcem – ba, chłopięciem! – o fizjonomii skądinąd miłej i łagodnej, choć kto wie, ile w tym udziału walentynkowych spisków, że w jakiś nieodgadniony sposób skojarzył Jackowi z rycinami książąt, które widywał w starych baśniach ojca.
Tośmy się wkopali – orzekł zachęcająco, zawieszając się tuż nad nim. Jak się bawić, to się bawić, a nuż odkryje nieznany dotąd skarb, o jakim Hogwart nawet nie miał pojęcia? – Ależ spąsowiałeś! Poncz posmakował? – dorzucił z rozbrajającym uśmiechem na widok rumieńca, chcąc w ten sposób ośmielić rozmówcę. Widział wcześniej, że za towarzysza robiła mu najbliższa ściana, przybył rychło w czas, by to zmienić!
Powrót do góry Go down
Charles Beauclerk

avatar
Gracz


Skąd : St Albans, Anglia
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Wielka Sala   02.03.16 23:55

Toczący się przez Wielką Salę jazgot o składzie muzyczno-mlaszcząco-chichoczącym zdawał się nieco przygasać, gdy umysł chłopca zaczynał przejawiać oznaki przegrzania od zapału i prędkości, z jaką ten wymyślał synonimy dla wyrazu szaleństwo - stanowiły bowiem jedyne słuszne określenie dla całego tego balowego przedsięwzięcia. Perspektywa znalezienia się w bezpiecznym, osłoniętym spłowiałą kotarą łóżku, jakże miękkim i zaufanym, nagle stała się jedynym celem życiowym zrozpaczonego Krukona, który - niczym Napoleon między Madrytem a Moskwą - stał w rozkroku pomiędzy paniką a... Cóż, paniką. Jedynym substytutem najświętszego spokoju byłaby alkoholowa kroplówka, która mogłaby przywrócić słodki cień beztroski w chłopięce trzewia; Charles był zresztą absolutnie pewien, iż zdążył się już od picia uzależnić. Z piaskiem suchości trzeszczącym mu w buzi, zamarzył więc o bezpiecznym łóżku i stojącej obok butelce - najlepiej ponczu, przecież to takie mocne!
Jego przeznaczenie okazało się jednak wcale nie tak złe. Blondyn nie ujawnił swym uśmiechem jakichkolwiek cech wampiryzmu, wręcz przeciwnie - wydał się nader sympatyczny, co jednak dolało czerwieni do twarzy Charlesa, szerokim strumieniem zalewającej już uszy. Z wampirem przynajmniej się nie dyskutuje; wampir zrozumie, wampir zje, nie zadając pytań i nie budząc wstydu. Swoboda, z jaką zachował się Gryfon, skłoniła młodszego chłopaka do poruszenia wreszcie zmęczonym móżdżkiem i uruchomienia jego części odpowiedzialnej za towarzyskość.
- Cześć... - bąknął cicho, wyciągając drobną dłoń. Wcale się nie zatrzęsła! To chyba jednak szczyt jego możliwości na tę chwilę, bo w odpowiedzi na komentarz nowego towarzysza uśmiechnął się tylko głupkowato, tracąc wnet marzenia o pozyskaniu (a co dopiero utrzymaniu) jakiegokolwiek rezonu, po czym oddał się doszczętnie rujnującemu zażenowaniu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Wielka Sala   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: