Share | 
 
Błonia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Błonia   31.10.15 20:17

Błonia
Trawa, trawa, trawa. Pojedynczy Gryfon w oddali. A może to Krukon? Jest ci wszystko jedno, bo to właśnie tutaj przyszedłeś się wyciszyć. Otacza cię tylko ta cudownie pusta przestrzeń. Niektórzy przychodzą tu, by się uczyć. Inni czekają tylko, aż błonia pokryją się białym, zimowym puchem, by móc toczyć bitwy na śnieżki. Jeszcze inni szukają na błoniach ucieczki od zgiełku. Z pewnością każdy znajdzie tu skrawek ziemi tylko dla siebie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout

avatar
Specjalne


Liczba postów : 10
PisanieTemat: Re: Błonia   31.10.15 20:18

Koncert, gry i zabawy

Pomona Sprout już nie mogła się doczekać, kiedy przyjdą uczniowie chętni wziąć udział w tym, co przygotowała. Uznała, że tego dnia nie chce poświęcać na naukę, jak niektórzy z jej kolegów, ale zwyczajnie chce się bawić. Od dwóch tygodni niemal podskakiwała z entuzjazmu na samą myśl – miała w planach bawić się co najmniej równie dobrze, jak uczniowie.
Dlatego właśnie teraz pomagała ustawić resztę sprzętu na solidnej scenie wyczarowanej raptem kilka godzin temu i doglądała, czy pozostałe atrakcje są przygotowane, jak należy. Co kilkanaście metrów trzaskały wesoło niewielkie ogniska, na całych błoniach porozstawiane i porozwieszane były świecące dynie, a dodatkowy klimat zapewniały duchy Hogwartu, kręcące się po całym błoniach.
Gdy zobaczyła pierwszych uczniów zmierzających w jej stronę, zaklaskała radośnie i poszła w ich stronę.
- Kochani! Mam nadzieję, że ucieszycie się z tego równie mocno, jak ja, bo na dzisiejszy wieczór zorganizowałam koncert Fatalnych Jędz! Zespół już tu jest, raptem za parę minut zacznie grać. Do tego macie kilka różnych zabaw, w których bardzo chętnie wezmę udział razem z wami! – zachichotała. – No, kochani, miłej zabawy!
Fatalne Jędze właśnie zaczęły grać, więc możesz iść w pogo pod scenę albo pobawić się ze znajomymi. A jakie masz możliwości?


Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   31.10.15 22:16

Felix całkiem lubił Halloween. Nie kojarzyło mu się ze śmiercią i smutkiem, a radosnym przejściem do lepszego świata. Dlatego postanowił spędzić ten wieczór na zabawie, czerpiąc garściami z tego, co przygotowali dla nich nauczyciele. Pierwsze kroki skierował na błonia, słysząc dochodzące stamtąd dźwięki energicznej muzyki. Było chłodno - w końcu był ostatni dzień października, ale nie robiło mu to różnicy. Wiedział, że zaraz się rozgrzeje, choć wciąż nie miał pojęcia, co go czeka. Szybko się okazało, że nie będzie się nudził. Akurat miał ochotę na kilka bezmyślnych zabaw, zwłaszcza w miłym towarzystwie, na jakie liczył.
Zaczął od piniaty. Nigdy wcześniej nie bawił się w ten sposób, ale wiedział, na czym polegała mugolska wersja - trzeba było kijem rozwalić jakieś zwierzę, z którego potem wypadały cukierki. Wydawało mu się to bestialskie, trochę jakby uczyć dzieci barbarzyńskiego bicia niewinnych stworzeń za parę słodkości. Tu najwyraźniej nie dochodziło do zniszczenia absolutnie niczego, a piniata sama decydowała, ile słodyczy da danej osobie. Całkiem nieźle.
Wyjął różdżkę i zastanowić się przed chwilę. Nie był zbyt dobry w zaklęciach, ale coś prostego powinno wyjść.
- Bombarda! - zawołał, celując w piniatę. Trafił. Uśmiechnął się do siebie i podszedł, by sięgnąć pudełka z Czekoladowymi żabami, które wypadły. No, jedno pudełko. Też dobrze. Może zaraz spróbuje jeszcze raz.
Odszedł kilka kroków i rozejrzał się w poszukiwaniu znajomych.
Powrót do góry Go down
Lionel Einion Llewellyn

avatar
Gracz


Skąd : Seul, Korea Pd.
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Błonia   31.10.15 22:50

Absolutnie nie rozumiał tego całego zamieszania, które zapanowało w związku z Halloween. Wszyscy zachowywali się, jakby ktoś odjął im przynajmniej pół rozumu, a resztę transmutował w dyniową papkę. Oczywiście, jeśli potrafił dokonać czegoś tak zaawansowanego. Jednakże, abstrahując od zachowania tych szczególnych jednostek, widział zdecydowanie więcej bólu, kiedy pani dyrektor zajęła się organizacją spotkania upamiętniającego poległych. Nie miał pojęcia, że ktoś zginął tego dnia, choć zaczynał wątpić, iż chodziło stricte o Halloween. I na pewno nie dowie się, o co chodzi, spędzając kolejne godziny w bibliotece.
Idąc po nierównym podłożu błoni, starał się zachować tak dużo godności, jak pozwalało mu na to pobolewające kolano. Od samego rana krążył po zamku, a dokładniej między dormitorium i wspomnianą biblioteką. Zawzięcie rozkojarzony ciągle zapominał o jakimś drobnym detalu, który musiał sprawdzić w książce. Z pewnością bibliotekarka już patrzyła na niego krzywym okiem, skoro powodował tak dużo hałasu swoją laską, ale inaczej nie mógł się poruszać. W ciągu tych paru dni od przybycia wszyscy zdążyli rozpoznać ten charakterystyczny odgłos, kiedy przemierzał korytarze, a tutaj, na błoniach, dla odmiany koniec pięknego, czarnego kija utykał w ziemi.
Minąwszy nieco większym łukiem wrzeszczące zbiorowisko, podszedł w miejsce, gdzie wisiał jego cel. Co prawda ktoś już korzystał z piniaty, ale wierzył, że magia nie opuściła Hogwartu po bitwie. Przystanąwszy kilka kroków przed nią, przyjrzał się uważnie chłopakowi rzucającemu zaklęcie, które brzmiało dość groźnie i jeszcze w tej samej chwili wyciągnął z laski własną różdżkę. Wspierając się jedną ręką o kij, wycelował magicznym kawałkiem z jałowca w piniatę, ale nie wypowiedział ani jednego słowa.
Przez nieco dłuższy moment obserwował cel i myślał, co powinien zrobić. Nie mógł odpuścić, kiedy już był na świeczniku, jednak nie zamierzał chwalić się swoim brakiem zdolności w pewnych czarach.
Diffindo — wypowiedział półgębkiem, przyglądając się rozdzierającemu materiałowi. Dostrzegł jeszcze trzy pudełka upadające na ziemię, w które natychmiast wycelował różdżkę oraz rzucił kolejne zaklęcie.
Accio — Nieco głośniej, aby odniosło odpowiedni skutek i dosłownie parę sekund później trzymał już swoje pudełka z czekoladowymi żabami. Oczywiście odpakował je, gdy tylko zrobił nieco miejsca dla kolejnego chętnego (nie wątpił, że przyjdą inni), ale zerkał też ukradkiem na chłopaka obok.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Błonia   01.11.15 0:19

Rosalie uwielbiała wszelkiego rodzaju święta w Hogwarcie. Przez trzy lata nauki w domu zdążyła zatęsknić za ucztami w Wielkiej Sali, oraz za atmosferą która panowała podczas tych właśnie świąt. Z niecierpliwością wyczekiwała Halloween. Była pewna, że nauczyciele zadbają o to, by im się nie nudziło.  Ona sama chciała wykorzystać ten wieczór jak najlepiej. Miała zamiar świetnie się bawić. Liczyła na to, że spotka jakichś znajomych, bo przecież w grupie raźniej, prawda?
Gdy pani McGonagall wygłosiła już swoją przemowę, każdy udał się w inną stronę. Dziewczyna postanowiła, że uda się na błonia, gdzie miał się odbyć koncert Fatalnych Jędz. Nigdy nie była ich specjalną fanką, ale stwierdziła, że zapewne żaden nauczyciel nie wpadłby na to, żeby prowadzić tam lekcje. Spodziewała się raczej jakichś gier.
Przemierzała tę pustą przestrzeń powoli, bez żadnego pośpiechu. Wspominała jak cztery lata temu spędzała tu czas ze swoją przyjaciółką. Tak, to były piękne czasy. Teraz Rose jest sama, bez niej. Westchnęła cichutko, a następnie skarciła się w myślach. Przecież miała się dobrze bawić, a wspominanie zmarłych raczej nie jest zajęciem które miałoby temu sprzyjać. Do jej uszu zaczęła dochodzić głośna, energiczna muzyka. Przyspieszyła kroku, a gdy chwilę później znalazła się bliżej sceny, rozejrzała się dookoła. Zatrzymała wzrok na dyni, w którą jakiś uczeń celował zaklęciem. Piniata. Uśmiechnęła się i skierowała się w tamtą stronę. Grzecznie zaczekała na swoją kolej. Nawet nie zwróciła uwagi na chłopaka, który właśnie odchodził od piniaty z trzema czekoladowymi żabami.
Stanęła przed dynią i wyciągnęła różdżkę. Nie miała zamiaru rzucać żadnych skomplikowanych zaklęć, bo niby po co? Pomyślała przez chwilę i już miała wypowiedzieć formułę, gdy do głowy wpadł jej inny pomysł.
- Avis. - powiedziała niezbyt głośno. Nie była pewna, czy to zaklęcie zda egzamin, ale postanowiła zaryzykować. Zaczekała, aż nad jej głową pojawią się kolorowe ptaszki.
- Oppungo. - wyszeptała, jakby obawiała się, że usłyszy to ktoś oprócz skrzydlatych stworzeń. Wskazała dłonią na swój cel, obserwując, jaki będzie skutek. Po chwili zobaczyła pudełko upadające na ziemię. Idąc po swoją nagrodę, odetchnęła z ulgą. Nie zrobiła z siebie pośmiewiska. Zabrała czekoladową żabę i postanowiła stanąć gdzieś obok, coby nie przeszkadzać innym. Stanęła, a jej uwagę przyciągnęło dwóch chłopców. Kąciki jej ust powędrowały w górę. Jednym z nich był Felix Lockwood, a drugim Lionel Lllewellyn. Skierowała kroki w ich stronę.
- Cześć chłopcy. - odezwała się. Popatrzyła najpierw na jednego, następnie na drugiego. Zmienili się. Czas szybko leci. Pomyślała i powiedziała:
- Ale wyście powyrastali. Cud, że w ogóle was poznałam. - Faktycznie, tak było. Obydwóch nie widziała dobrych kilka lat. Jak dobrze było zobaczyć znajome twarze. Sekundę później zorientowała się, że Felix i Lio najprawdopodobniej się nie znają. Pomyślała, że wypadałoby ich sobie przedstawić.
- Wy się pewnie nie znacie. Lio, to jest Felix Lockwood. Felix, poznaj Lionela Llewelyna.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   01.11.15 0:36

Zaraz po nim piniatę zaatakował jakiś chłopak, którego pierwszy raz widział na oczy. Cóż, średnio kojarzył ludzi spoza swojego domu, ale też jakoś średnio mu ostatnio zależało. To znaczy... W Gryffindorze było wystarczająco dużo osób, które potrzebowały wsparcia. I też wystarczająco dużo, żeby w razie potrzeby móc się ukryć i udawać, że się nie istnieje. Więcej znajomych to większy kłopot. Ale ten tutaj wyglądał na całkiem sympatycznego, to może mógłby zagadać.
Nie zdążył jednak, kiedy do piniaty podeszła dobrze znana mu Gryfonka. Chociaż fakt, że zanim ją poznał, to dobra chwila minęła. Nie widzieli się... Długo. Za długo. Trzy lata - zniknęła zaraz po wojnie i nie dawała znaku życia. Była jak przypomnienie tego, jak cudownie było jeszcze kilka lat temu. Kiedy byli niewinnymi dzieciakami - jakkolwiek absurdalnie to nie brzmiało z ust szesnastolatka.
Obserwował, jak uderza zaklęciem. Oczywiście, perfekcyjnie. Zawsze była w tym dobra, a on zawsze ją podziwiał. Czasem go uczyła, jak dobrze zagadał - tęsknił za tymi czasami, naprawdę tęsknił. I gdyby można było cofnąć czas... Wiele rzeczy by zmienił. Zbyt wiele.
- Rosalka! - wydusił z siebie, z jednej strony naprawdę się ciesząc, a z drugiej zupełnie nie wierząc, że to rzeczywiście ona. - Ty też urosłaś. I pięknie wyglądasz, waćpanna, naprawdę - uśmiechnął się i podszedł do niej, żeby najpierw ucałować ją w rękę, a potem w policzek.
Kiedy przedstawiła go drugiemu chłopakowi, zaśmiał się pod nosem. Czyli tak czy inaczej dane jest im się poznać.
- Witaj, Lionelu - skinął mu głową z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Lionel Einion Llewellyn

avatar
Gracz


Skąd : Seul, Korea Pd.
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Błonia   01.11.15 11:08

Przybycie na zimne, jesienne powietrze ani trochę mu nie odpowiadało. Nawet szczelne opatulenie się płaszczem nie pomagało. Oczywiście mógł wrócić do dormitorium, ale to nie byłoby to, czego oczekiwano by kimś jego pokroju. Raczej spodziewali się, że przesiedzi całą noc w bibliotece albo coś takiego. Niestety, musiał ich rozczarować. Mimo bólu w kolanie oraz okropnej pogody nie zamierzał rezygnować z zabawy. Bądźmy szczerzy, Lionela nie ruszały takie spotkania. W dużym tłumie nie czuł się wystarczająco komfortowo, dlatego skierował się ku mniejszemu złu, ale najwyraźniej i tutaj postanowiło się zebrać nieco większe grono.
Kolejnej osobie przymierzającej się do piniaty posłał zdystansowane spojrzenie, z niemałym zaciekawieniem obserwując, jak radzi sobie z wyzwaniem. Patrząc na małe ptaszki fruwające dookoła niej odniósł wrażenie, że miał do czynienia z kimś, kto lubił transmutację, choć zaklęcie Avis nigdy nie zostało uznane za tego rodzaju czar. Lionel mocno kłóciłby się z taką logiką, ale przecież to, co w Korei było transmutacją, tutaj zakrawało o czarną magię. Tfu!
Uniósł lewą brew w zdziwieniu, słysząc głos chłopaka, obok którego stał od dłuższej chwili.  Prawa dołączyła do, kiedy usłyszał kolejny zwrot względem dziewczyny i jedyne, co zdołał z siebie wydusić, to klasyczne, zabarwione odrobiną pogardy prychnięcie. I właściwie mógłby stać obok, udawać, że nie istnieje, gdyby nie to, iż i do niego coś powiedziała. Co to było? Lio. Znał skądś ten zwrot. Zbyt dobrze kojarzył to zawołanie, żeby się pomylić.
Rosie Greengrass? — wykrztusił, wspierając się bezpiecznie na lasce. Uważnym spojrzeniem omiótł koleżankę z dzieciństwa, aż upewnił się co do kolejnej rzeczy. I oniemiał, patrząc na zachowanie tego chłopaka. W dziwny sposób sprawił, że Lionel poczuł ciepło na policzkach. Cóż, nie każdy musiał być szarmancki od pierwszej chwili, jednak nie tego został nauczony. Prawdziwy Llewellyn nie robił takich rzeczy, Lockwood. Tak. Lockwood, zapamiętam twoje nazwisko.
Lionel Llewellyn — odparł, skinąwszy głową w tym samym geście co chłopak.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Błonia   01.11.15 15:27

Uśmiechnęła się ciepło do Felixa.
- Dzięki. Ty też wyglądasz całkiem nieźle. - powiedziała, po czym złapała za kołnierz koszuli, poprawiając nieistniejące zagięcie. Teraz wydawał jej się elegantszy niż kilka lat temu. Teraz spojrzała w stronę młodego Llewellyna. Uważniej mu się przyjrzała, żeby od razu stwierdzić, że i on i Lockwood pomimo tego, iż są od niej młodsi, zdecydowanie górują nad nią wzrostem. Zaśmiała się w myślach i zwróciła się do Lionela:
- Rosalie Greengrass we własnej osobie. - zachichotała. Naprawdę aż tak się zmieniła? Może trochę urosła, a jej twarz spoważniała, lecz ona sama uważała, że w jej wyglądzie nie zaszły żadne poważne zmiany. A może się myliła? Zdała sobie sprawę, że nie widziała Lionela od... no właśnie. Od dawna. Gdy ostatnio rozmawiali byli jeszcze dzieciakami. Poznali się na którymś z przyjęć wyprawianych przez jego rodziców. Ich rodziny od zawsze utrzymywały pozytywne relacje. Zanotowała w pamięci, żeby przy najbliższej okazji zapytać go, jak mu się podoba w Hogwarcie.
Chłopcy się przywitali, każdy w swoim stylu. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Humor jej dzisiaj dopisywał. Czuła się wspaniale. W końcu nareszcie po trzech latach mogła wrócić do szkoły. Pomimo traumatycznych przeżyć związanych z bitwą, była bardzo związana z tym miejscem. Z zamyślenia wyrwał ją głos wokalisty.
- Dobra, opowiadajcie mi, co u was słychać. Jak wam się podoba zabawa? - zagaiła. W tle dalej grała muzyka, co utrudniało sprawną komunikację. Musiała nieco zadrzeć głowę w górę, żeby móc spojrzeć na ich twarze. Przez chwilę poczuła się jak skrzat. Delikatnie uniosła się na palcach, żeby poczuć jakby to było równać się z nimi wzrostem, ale nawet gdy stała na palcach była sporo niższa. Stwierdziła, że stojąc na palcach w towarzystwie dwóch wyższych od siebie chłopaków, musiała wyglądać całkiem zabawnie. Nie przeszkadzało jej to, ponieważ przyzwyczaiła się do tego, iż większość ludzi jest od niej wyższa.
Oprócz tego, że czuła się teraz jak skrzat, poczuła się również jak mała dziewczyna. Ta dwójka przypominała jej, jak to było, gdy nie miała żadnych zmartwień. Teraz wiele rzeczy się zmieniło. Wraz ze szkołą spłonęła mała Rose. Teraz, na błoniach stała bogatsza o życiowe doświadczenie Rosalie. Pomimo tego, że miała dopiero siedemnaście lat, wiele przeszła. A w tej chwili, wraz z pojawieniem się Lio i Felixa pojawiło się również wspomnienie tej małej, zawsze uśmiechniętej dziewczynki.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   02.11.15 18:40

Jasne, że nie wszyscy musieli zachowywać się, jak on. Nie było w tym nic dziwnego. Zwyczaje szły naprzód, dostosowywały się do czasów, za którymi absolutnie nie nadążał ojciec Felixa. To zabawne, że niektórzy uważali swego rodzaju zacofanie za coś pożądanego. Sam Felix czasem na tym zyskiwał, ale to nie miało dla niego znaczenia, zupełnie nie zwracał na to uwagi. Po prostu był jaki był. Tyle.
Zwykle tak było, że jak patrzyło się w lustro, to nie widziało się zmian. Każdego dnia we własnych oczach wyglądałeś tak samo. Te same rysy twarzy, ta sama mina, ta sama długość włosów. Niedostrzegalne różnice umykają bez zastanowienia. Dopiero dłuższy czas pokazuje, że już nic nie jest takie samo. Że rysy się wyostrzyły, w minie widać odbicie przeżyć, a włosy nie dają się ułożyć, jak kiedyś. Że nie ma powrotów.
- Jest trochę głośno, ale całkiem przyjemnie. Postarano się, to na pewno. Co prawda jeszcze nie widziałem innych atrakcji, ale na pewno muszę to nadrobić. Co się z tobą działo przez te trzy lata, że się nie odzywałaś? - spytał, przytulając ją mocno. Był w stanie uwierzyć, że chociaż ten jeden wieczór będzie taki, jak kiedyś. To była cudowna myśl.
Ostatnio ciężko mu było przypomnieć sobie, jak to było, zanim cały świat się rozpadł. Kiedy po wojnie wydawało mu się, że jest w stanie żyć normalnie, że może być dobrze niezależnie od całej tragedii, jaka się wydarzyła, okazało się, że wcale nie. Może to nie dla niego, taka wizja szczęścia, jaką wtedy sobie ułożył. Może to było za szybko, za mało czasu minęło od wojny, od tych wszystkich śmierci i los uznał, że nie ma takiej opcji. Tak czy inaczej ostatnie cztery lata były tym, czego się nigdy nie spodziewał. Nie uwierzyłby, gdyby ktoś mu powiedział kilka lat temu, że trafienie do czarodziejskiego świata będzie się wiązać z tak szybkim i bolesnym dorastaniem. A przecież wcale o to nie prosił...
W każdym razie teraz już miało być dobrze. Bez koszmaru wojny i bez zbędnych śmierci. Wróciła Rose, poznał jakiegoś Krukona, który co prawda pierwsze wrażenie sprawiał jakieś średnie, ale to nic. To miał być zwiastun lepszych czasów. Tak.
- Może zagramy w coś? Widziałem tam kawałek dalej dyniowe kręgle, to może być zabawne. Macie ochotę?
Uznał, że zajęcie myśli tego typu prostą zabawą może wyjść mu na zdrowie. Bo niby co jest teraz lepszego? Głośna muzyka, bezmyślna gra, miłe towarzystwo... Idealny sposób na odsunięcie od siebie złych myśli. Tylko zapalić by się przydało. Albo napić. Ale to nie był dobry moment.
Powrót do góry Go down
Lionel Einion Llewellyn

avatar
Gracz


Skąd : Seul, Korea Pd.
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Błonia   03.11.15 20:39

Jeśli się nad tym dłużej zastanowić, całe to spotkanie było dokładnie tym, czego wystrzegał się Lionel, a co uwielbiał będąc Lennoxem. Nie mógł jednakże tak nagle zmienić roli i zachowywać się inaczej. Rozpocząwszy grę, musiał ciągnąć ją do końca. Nawet za cenę potencjalnego uszczerbku na samym sobie. Albo utraty słuchu poprzez wrzaski dobiegające od fanek tego dziwnego zespołu. Ani trochę nie rozumiał zachwytu nad nazwą czy stylem, który był wykonywany na scenie, lecz nagłe ulotnienie się również nie wchodziło w rachubę. Stchórzyłby, gdyby tak uczynił, a Lionel nie uciekał przed wyzwaniami, nawet jeśli jego noga absolutnie nie nadawała się do takich harców.
Cichym westchnieniem oraz niezauważalnym ruchem ramion krótko podsumował pytanie Rosalie. Nie chciał zagłębiać się w jej psychikę ani stosunki, które łączyły ją z Felixem, ale wydawało mu się oczywistym, że jedną próbą odnowienia kontaktu nie szło zapełnić ponad czteroletniej otchłani. Ostatni raz widzieli się na przyjęciu, kiedy jeszcze był dzieckiem i ze skrzętnie skrywaną zazdrością słuchał o Hogwarcie, a parę miesięcy później wylądował na drugim końcu świata z dala od rodziny oraz jakiejkolwiek pomocy. Bardzo szybko nauczył się samodzielności, toteż równie bardzo mocno mu zależało na tym, aby jego rozmówcy nie dostrzegli faktu posiadania dodatkowej pomocy ruchowej. On sam już nawykł, że całymi dniami towarzyszy mu czarny kij, w którym trzymał różdżkę. Gdyby stracił tę laskę... Nie chciał nawet o tym myśleć. Tfu!
Rosalie... — westchnął tak cicho, jak to tylko możliwe. — Nie sądzę, by umknęło ci huczne powitanie w Wielkiej Sali, dwa tygodnie temu, kiedy profesor McGonagall osobiście nałożyła mi na głowę ten wyś... Tiarę Przydziału, oczywiście.
Zerknął w stronę Felixa, jak gdyby sam niemo ponawiał wypowiedziane pytanie, a parę sekund później przybrał najbardziej solidną maskę, na jaką go było stać. Propozycja Lockwooda z gracją góry lodowej uświadomiła mu, że odmowa zostałaby potraktowana jako poważny afront, zaś przystąpienie do gry, o której wspomniał, wiązało się z kolejnym nadwyrężeniem nogi. W każdym razie nie zamierzał odmawiać. Nie tak go nauczono prowadzenia gry.
Jeśli tylko Rosalie nie ma nic przeciwko. — odparł, posyłając dziewczynie niemal niewidoczną namiastkę uśmiechu. Zrzucenie na nią tej odrobiny odpowiedzialności nie stanowiło niczego złego, prawda?
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Błonia   04.11.15 20:08

Głośna muzyka przyprawiała ją już o ból głowy, ale postanowiła, że nie będzie się tym przejmować. Nic się nie stanie, jeśli posłucha trochę tego jazgotu. Przynajmniej taką miała nadzieję. Nie miała zamiaru się zmyć, dopóki zabawa się nie skończy. Tego nauczono ją w domu.
- Wiesz, uczyłam się w domu. Na początku było mi hm... trochę ciężko, więc rodzice zatrudnili dla mnie i dla mojego brata nauczycielki. - odpowiedziała, odwzajemniając uścisk. Nie chciała się teraz użalać nad tym, jak bardzo dotknęła ją bitwa. To nie było w jej stylu. Rosalie w towarzystwie była zawsze uśmiechnięta, więc powinno tak zostać. Teraz, gdy już wróciła do szkoły, miała zacząć wszystko od nowa. Wszystko miało być tak jak dawniej. Wyswobodziła się z objęć Felixa i przeniosła swój wzrok na młodszego chłopaka. Cieszyła się, że go widzi. Cieszyła się, że widzi ich obojga. Miło jest zobaczyć znajome twarze po trzech latach nauki w domu i spędzania czasu jedynie ze swoim bratem. Uśmiechnęła się do Lionela.
- Oczywiście, że mi nie umknęło. Ravenclaw, prawda? Zawsze podziwiałam Krukonów. - rzuciła zgodnie z prawdą. Gdy Tiara Przydziału postanowiła, iż Rose zostanie uczennicą Gryffindoru, ucieszyła się. Mimo wszystko od zawsze zazdrościła uczniom z Ravenclawu. To oni byli uważani za tych najmądrzejszych i najinteligentniejszych. Nie narzekała na swój dom, lubiła go i uważała, że tam pasuje. Lecz Krukoni zawsze wydawali jej się być niedoścignionym ideałem ucznia. Lekko wzruszyła ramionami, tym samym kończąc swoje rozmyślania.
W momencie, kiedy Felix zaproponował dyniowe kręgle, dyskretnie, tak żeby nikt nie zauważył, rzuciła okiem na laskę Lionela. Po chwili usłyszała jego odpowiedź. W prawdzie nie była zachwycona, że to ona musi decydować, ale skoro tak wyszło, to nie miała wyjścia. Jeszcze raz spojrzała na obydwu chłopców i westchnęła w myślach. Zastanowiła się chwilę i wybrała, jej zdaniem, najlepszą opcję.
- W porządku. Zgadzam się, ale tylko na jedną kolejkę. Jestem słaba w takie gry, a nie mam ochoty ponosić sromotnej porażki. - teatralnie przewróciła oczami, po czym głośno się roześmiała. Nie zależało jej na wygranej, lecz nie miała również ochoty na rozgrywanie pięćdziesięciu rund kręgli, bo naprawdę była w tym słaba. Ruszyła przodem w stronę stanowiska z wybraną grą, mając nadzieję, iż Lio nie będzie miał jej tego za złe.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   07.11.15 9:17

Uśmiechnął się do dziewczyny.
- Nauczycielki, powiadasz? Czyli, jak mniemasz, teraz jesteś jeszcze lepsza niż my wszyscy razem wzięci? - zaśmiał się. - To ani trochę nie byłoby dziwne, biorąc pod uwagę nie tylko to, że wszyscy najlepsi nauczyciele byli zajęci odbudowaniem Hogwartu, a nas uczyli zastępcy - ale też to, że przecież zawsze byłaś niebywale zdolna.
Odmowa w żadnym razie by go nie ubodła - w końcu z jego strony to była tylko luźna propozycja, którą równie dobrze można było zastąpić czymś innym. Jedyne, co chciał, to odstąpić od zwykłego stania w miejscu i rozmowie o niczym, bo przy obecnej sytuacji jakoś ciężko to wychodziło. Jasne, small talk był idealny przy nowo poznanej osobie, ale jednocześnie była tam Rosie, która ani nie była nieznajoma, ani, tak na dobrą sprawę, znajoma. Właściwie kim była po tych trzech latach? O czym rozmawiać, na jakim poziomie zażyłości i co będzie odpowiednie? Nadrobienie straconego czasu nie mogło być zbyt łatwe i miał tego świadomość. A jeśli jednocześnie ona musiała dzielić uwagę na ich dwóch, stawało się to jeszcze trudniejsze. Dlatego chciał zacząć coś robić, zamiast tylko stać i prowadzić nic nie znaczącą, żeby nie powiedzieć niezręczną, rozmowę. Dyniowe kręgle wydawały się być w porządku, ale musiał przyznać, że nie pomyślał o tym, że Lionel może mieć utrudnione zadanie. Zresztą całkiem mu umknęło, że chłopak ma problemy z poruszaniem - jednocześnie czy właściwe byłoby pochylanie się nad nim i okazanie troski w związku z niepełnosprawnością? Bo może to też byłoby odebrane jako faux pas. Wydawało mu się, że tu nie ma dobrych rozwiązań, jeśli druga strona na nie nie pozwoli. Lionel sprawiał wrażenie zaciętego, jakby nie w głowie było mu przyznanie się do własnych słabości - ale w jakiś sposób bez sympatii. Felix nie rozumiał czemu.
Skoro jednak oboje się zgodzili na zaproponowaną przez niego rozrywkę, nie było co się zastanawiać nad nogą Krukona. Ruszyli w stronę atrakcji, a Felix uznał, że skoro to był jego pomysł, to on powinien zacząć. Chwycił więc dynię, zamachnął się i rzucił.
- Nigdy tego nie robiłem, więc nie sądzę, żebyś to ty miała ponieść sromotną porażkę, Rosie - puścił jej oczko, kątem oka obserwując, czy uda mu się trafić. Trochę miał nadzieję, że nie - danie forów im obojgu byłoby na miejscu. O ile można mówić o forach, jeśli nie do końca wiedział, co robi. Ku własnemu zaskoczeniu udało mu się jednak trafić w kukurydze i, co niebywałe, przewrócić aż pięć. Aż mu się głupio zrobiło.
- Stawiam na szczęście początkującego - roześmiał się. Po chwili jednak się zawahał, spojrzawszy na laskę, na której wspierał się Krukon. Nie miał pewności, jak to zostanie odebrane, ale postanowił zapytać: - Lionelu, może zamiast rzutu użyj magii...?

Trafione kukurydze: 5
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Błonia   10.11.15 19:13

Noc duchów, czyli Halloween.
Po zamku rozeszła się wiadomość, że Pani Sprout zorganizowała na błoniach koncert i jakieś zabawy. W sumie Beti nie miała za bardzo ochoty tam iść, ale ile można siedzieć w bibliotece lub w dormitorium ?. Zawsze to jakaś forma rozrywki i poznania nowych ludzi.
Ubrała się dość ciepło, przecież jest koniec października. Jak zawsze, jej ubrania nie były dość dobrane do siebie. Za duża, ciepła bluza w dziwnym niebieskim kolorze. Jakieś podarte czarne jeansy i do tego czerwone trampki. Nie zapomnijmy o szalu z domu krukonów, który dumnie nosiła na swojej szyi.
Sprawdziła czy ma przy sobie swoją różdżkę, włożyła ją do kieszeni od bluzy i wyszła z dormitorium. Westchnęła cicho pod nosem i poszła w stronę błoń. Miała nadzieje że będzie fajnie, zazwyczaj podchodziła sceptycznie do takich spraw. W sumie to ona nigdy nigdzie nie wychodziła, więc też za bardzo nie wiedziała jak może być. Często słyszała jak uczniowie opowiadali w Wielkiej Sali, jak to nie było fajnie. Więc może też powinna spróbować, zabawić się.
Po jakiejś dłuższej chwili znalazła się na błoniach i ruszyła w stronę całego zamieszania. W sumie nie było tam aż tak dużo ludzi, ale to lepiej. Beti nie lubi tłumów. Szybciej zapoznać się z mniejszą grupą ludzi, niż większą. Ale w tłum lepiej się wmieszać..
Uśmiechnęła się do zgromadzonych ludzi i skinęła im głową. Zagryzła wargę, dość szybko pożałowała tego że tutaj przyszła. Co miała teraz zrobić ? Przywitać się, przedstawić. Stanęła ciut dalej i zerknęła na piniatę pełną czekoladowych żab. Wyglądała nawet słodko. Później przeniosła wzrok na dyniowe kółko i krzyżyk. Wyglądało to dość interesująco.
Powrót do góry Go down
Lionel Einion Llewellyn

avatar
Gracz


Skąd : Seul, Korea Pd.
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Błonia   10.11.15 20:09

Przytaknął słowom Rosalie, odczuwając niemą satysfakcję, że dziewczyna w pewien sposób postrzegała go za kogoś lepszego od siebie. Oczywiście nie okazał tego tak, by spostrzegła się w tej drobnej intrydze, niemniej jednak Lionel poczuł odrobinę samozadowolenia. Przybywając do Hogwartu nie miał najmniejszego pojęcia o Domach i słynnej ceremonii. Wiedział tylko, że stanowił niemały eksces, przybywając po ponad miesiącu od rozpoczęcia semestru i jego bracia nie znieśli tego faktu zbyt dobrze. Ba, on sam nie czuł się komfortowo w miejscu, które było dla niego obce. Znał jedynie drogę z biblioteki do dormitorium oraz niektórych klas. Więcej nie potrzebował, a dotarcie na błonia wynikło jedynie z podążania za hałasem generowanym przez... zespół. Inaczej nie potrafił nazwać jazgotu rozchodzącego się w przestrzeni.
Rosalie... — wymamrotał, chcąc odpowiedzieć jakoś dziewczynie, jednakże zrezygnował, ściskając mocniej laskę w dłoni. Przez moment miał wrażenie, że patrzyła na jego akcesorium i zdołał zmrużyć oczy w ostrzegawczym znaku, który ostatecznie posłał w eter, by móc przysłuchać się słowom Felixa. Krótko podsumowując, nie przepadał za chłopakiem. W pewien dziwny, niewyjaśniony sposób denerwował go. Nie sprawiał dobrego wrażenia, jakby coś dusił albo, co gorsza, próbował zbawić cały świat. Lionel wiedział jednak, że nie dało się czegoś takiego uczynić. Dlatego też niemal każda wypowiedź Lockwooda kończyła jako nic znacząca błahostka niegodna zapamiętania czy dłuższego zastanowienia. I naprawdę niewiele brakowało, aby całkowicie zignorował obecność kolegi, gdyby nie jego uwaga.
W mgnieniu oka zdystansowana, nastawiona na wymianę codziennych uprzejmości maska została zgnieciona niczym kryształowe kieliszki jego matki. Na szczęście zdołał zapanować nad złością na tyle, by metamorfomagiczne moce nie zachwiały się i nie wywołały paniki. Zależało mu na zachowaniu swoim dodatkowych umiejętności, zatem ukazanie ich w takim momencie ani trochę nie wchodziło w grę. Jednocześnie zapragnął zmiażdżyć Felixa w najbardziej upokarzający sposób mimo obecności Greengrassówny.
Podszedł do chłopaka, rzucając mu ledwie widoczny, drwiący uśmieszek, po czym – zaciskając szczęki i ignorując ból w kolanie – schylił się po dynię, a następnie niedbałym ruchem rzucił nią w kukurydze tak, jakby miał gdzieś obowiązujące zasady. To, że cokolwiek trafił nie miało najmniejszego znaczenia. Potrzebował tylko udowodnić, iż posiadanie laski nie czyniło z niego kogoś, kto nie radził sobie z najprostszymi czynnościami. Nie musieli wiedzieć, że jedno schylenie się po głupią dynię kosztowało go całkiem sporo samozaparcia. Nie musieli i nie dowiedzą się, skoro idealnie ukrywał ból pod maską obojętności.
Teraz ty, Rosalie. — mruknął lekceważąco, rzucając Felixowi ukradkowe, mordercze spojrzenie. Ochota na upokorzenie chłopaka jeszcze mu nie przeszła i najwyraźniej czekała na spełnienie.

Trafione kukurydze: 2
Powrót do góry Go down
Mia Dewan

avatar
Gracz


Skąd : Elgin, Szkocja
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Błonia   10.11.15 20:40

Mia uwielbiała wszelkiego tego typu zabawy. Cóż byśmy bez nich mieli? Codzienność, która szybko zamieniłaby się w monotonność. Inni, którzy narzekają na te 'błazenady', mogą żałować, bo tegoroczne dekoracje pobijają inne, choć dziewczyna pamięta je jak przez mgłę. Dzierżąc w dłoni mały notesik, w którym prawdopodobnie zapisywała swoje przemyślenia, przemierzała dumnym krokiem dziedziniec zamku, by w końcu znaleźć się na błoniach. To stamtąd słyszała najwięcej hałasu, a tego wieczoru nie szukała samotności, wprost przeciwnie. Dziewczyna owinęła się bardziej swetrem, bowiem niezbyt przyjazna pogoda dawała jej się we znaki. Jako zwolenniczka ciepła, marzyła w tym momencie o cieplutkim kocyku... co dałoby się w gruncie rzeczy załatwić, ale kto normalny chodzi w miejscu publicznym owinięty mięciusim materiałem jak buritto (?). Tak czy siak, młoda ciemnowłosa panna Dewan dołączyła do swoich rówieśników, od razu kierując swoje spojrzenie na piniatę! Szturchnęła kogoś, pytając co mieści się w środku. Na myśl o czekoladowych żabach jej oczy rozbłysły się mnóstwem iskier. Dowiedziawszy się o zasadach tejże gry, sięgnęła po swoją różdżkę, myśląc intensywnie nad zaklęciem. Towarzyszyła jej muzyka Fatalnych Jędz, która o dziwo przypadła jej w ucho i ktoś bardzo skupiony na Mii, mógłby dostrzec, że kilkakrotnie tupnęła nogą w rytm muzyki. W końcu zdecydowała się na pewne zaklęcie, zrobiła wymach ręki i wypowiedziała swoim dźwięcznym głosem, kierując różdżkę wprost na piniatę:
 - Reducto - w ten czas wyzwoliło się jasnoniebieskie światło. Dziewczyna miała wrażenie, że piniata zamieni się w proch, ale... ona wciąż wisiała. Zaklęcie udało się Mii, toteż napchana dynia wyrzuciła z siebie dwie żaby, z czego była niezmiernie zadowolona! Natychmiast je przygarnęła, decydując się, że otworzy je na osobności. 
Zaraz rozejrzała się za innymi atrakcjami, zarówno chcąc upatrzyć sobie godnego jej rozmówcę.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Błonia   11.11.15 20:26

Najmniej chętnie wybierał się na błonia, jakoś nie był przekonany do tego, że tutaj znajdzie coś fajnego. W dodatku pogoda pod koniec października nie zachęcała do niczego, ale opuścił mury zamku i skierował swoje kroki w miejsce gdzie profesor Sprout przygotowała same zabawy. Co za odmiana po tym przygotowali profesorowie w zamku. W dodatku postarała się o zespół. No proszę, jeszcze tylko brakowało, aby ubrała się na pomarańczowo i można spokojnie powiedzieć, że wczuła się w klimat halloweenowy.
Nie czuł się dziwnie, kiedy inni razem się bawili, a on przyszedł sam. Nie widział w tym nic złego i ani przez chwilę nie czuł się zagubiony, chociaż z boku mogło to wyglądać zupełnie inaczej. Tym się nie przejmował, jak zwykle zresztą. Piniata od razu mu się spodobało i już postawił, że jak będzie mieć więcej niż jedną okazję, aby cisnąć w nią zaklęciem to na pewno z tego skorzysta.
- Incendio - ze wszystkich możliwych sposobów na sam początek wybrał podpalenie dyni. Fajnie było patrzeć jak staje ona w płomieniach, a później wypadają z niej czekoladowe żaby. Prosto pod jego nogi! Nic trudnego.
Po miłym rozpoczęciu zabawy przeszedł się po błoniach, aby zobaczyć co jeszcze przygotowała profesor Sprout. Nawet nie zauważył w którym momencie zaczął się pląsać w rytm muzyki. Ekhm… No powiedzmy, że w rytm, bo zawsze trudno mu było zapanować nad ciałem i skoordynować z muzyką swoje ruchy.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 17:03

Młodzi czarodzieje bawili się, śmiali, rozmawiali. A ona stała jak ten kołek sama. Zaczęła się zastanawiać, po co w ogóle tutaj przyszła, przecież już z góry wiedziała ze będzie stać z boku i przyglądać się, wszystkim i wszystkiemu. Oczywiście mogła do kogoś podejść, porozmawiać ale to nie leżało w jej naturze. Była wstydliwa i pewnie przez długi czas się tego nie pozbędzie. Choć gdyby spotkała kogoś kogo zna chociaż z imienia, poszłaby lepiej.
Zrobiła parę kroków w stronę, skupiska ludzi. Nadal się tylko przyglądała, wszyscy wyglądali na szczęśliwych, to ją ciut odstraszało. Zrobiła parę kroków w tył i poszła w stronę sceny. Daleko to w sumie iść nie musiała. Wbiła wzrok w artystów na scenie i przyglądała się im. Przeniosła wzrok na ludzi znajdujących się bliżej tego zamieszania. Jej wzrok zawisnął na chłopaku bujającym się w rytmie muzyki, albo raczej na chłopaku który próbował poruszać się w rytmie muzyki. Zaśmiała się cicho pod nosem, naprawdę wyglądało to zabawnie. Gdy tak dłużej mu się przyglądała, wyglądał dość znajomo, ale skąd go znała ? Hmm... Zaraz, zaraz, czy to nie czasem Seer.. Jakoś nie mogła przypomnieć sobie Jego imienia. Ale już wiedziała skąd go zna, krukon krukona zawsze pozna, prawda ? I to jeszcze w tym samym wieku.
Podeszła do chłopaka, na tyle blisko aby nie musieć krzyczeć, ale zachowała również prywatną przestrzeń. -Cześć. Serpens, prawda ?-Nagle przypomniała sobie jego imię. Zapytała się z delikatnym uśmiechem. Bijcie brawo dla tej pani, że do kogoś podeszła. Trzeba to zapisać w kalendarzu. W sumie jak już tutaj jest, to chyba nic jej nie szkodzi. -Elizabeth.-. Przedstawiła się i czekała na rozwinięcie się sytuacji, bo pomysły na rozmowę jej się skończyły.
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 17:24

Podobało jej się, że w tym roku na Halloween tyle się działo. W jej poprzedniej szkole niby też coś organizowano, ale nie w takiej ilości. Nie miała pojęcia, czego może się tu spodziewać, w końcu była w Hogwarcie dopiero dwa miesiące, ale to nic. Zresztą może nawet lepiej, lubiła zaskoczenia, lubiła nowości, lubiła odkrywać wszystko to, co było dopiero do odkrycia.
Zanim zauważyła, że tutaj najwyraźniej nie mają zwyczaju przebierania się, zdążyła wcisnąć się w obcisły kostium w czarno-żółte paski i grube, czarne rajstopy. Do tego opaska z czułkami i skrzydełka na szelkach - i była idealną pszczółką. A dla wzmocnienia efektu wzięła jeszcze swoją miotłę i jak tylko wyszła z zamku, wsiadła na nią i zaczęła latać nad błoniami, rozglądając się w poszukiwaniu najlepszych atrakcji. Najbardziej rzucał jej się w oczy zespół, ale potańczy może później. Na razie dostrzegła coś o wiele ciekawszego - piniatę. Chwila obserwacji pokazała, że po uderzeniu jej zaklęciem wypadają czekoladowe żaby i ona nie potrzebowała więcej zachęty. Kiedy pojawiał się konkretny cel, konkretny zysk, pojawiała się też Exodus. Poleciała w stronę piniaty i w locie wyciągnęła różdżkę, niewiele myśląc nad tym, co robi. Nie żeby było w tym coś niezwykłego, prawda.
- Incendio! - zawołała, celując w źródło słodkości. Zaklęcie przemknęło niebezpiecznie blisko Gryfonki stojącej na błoniach. Exodus ani trochę nie chciała zrobić Mii krzywdy, po prostu najpierw działała, potem myślała. I teraz pomyślała, że czerwony placek na dłoni dziewczyny może być jej sprawką. Pomknęła w stronę ziemi, zgarniając w locie pudełko z kartą, jakie zdobyła i wylądowała parę metrów od poszkodowanej. Nie martwiąc się o miotłę, pobiegła do niej i przytuliła ją mocno.
- Mia, jeny, nie chciałam, przepraszam! Nic ci nie jest? Pokaż tę rękę, jejku, jak to wyleczyć? Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Serio! Nie gniewaj się, ja naprawdę nie chciałam, nie sądziłam, że to zaklęcie przeleci tak blisko ciebie, przepraszam! - jak już zaczęła potok przeprosin, to nie mogła skończyć. Ale zależało jej, by Mia wiedziała, jak bardzo było jej przykro. Bo było, jakby ktoś jeszcze nie wierzył.


Kostki: 3+6=9, 2
Powrót do góry Go down
Mia Dewan

avatar
Gracz


Skąd : Elgin, Szkocja
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 17:55

Mia naprawdę spodziewała się tego, że jako osoba dość niezrównoważona, dość zrównoważenie przeżyję ten wieczór. Kręciła się dość niezgrabnie w rytm muzyki, bowiem drygu do tańca nie odziedziczyła, a los najwidoczniej nie miał w zamiarze oddać w jej posiadanie tegoż to talentu. Właściwie mało miała w sobie wdzięku, kobiecych ruchów i innych uwodzicielskich walorów, którymi to miałaby wabić mężczyzn, toteż niespecjalnie cieszyła się uwagą od płci przeciwnej. Panna Dewan co jakiś czas zwracała spojrzenie na magiczną dynię i coraz to nowsze sposoby na zdobycie kilku czekoladowych żab. Nikt jeszcze nie przypadł jej do gustu, inni zaś omijali ją, czego nie była zdolna zauważyć, będąc przekonana o swojej normalności. Być może po prostu stwarzała nieprzyjazną aurę, co całkowicie mijało się z jej charakterem... choć w tej kwestii można byłoby polemizować. I zapewne ciemnowłosa, a raczej rudowłosa od wczorajszego kaprysu, stałaby tu, dopóki nie zamarzłaby na śmierć, gdyby nie gwałtowne uczucie pieczenia na dłoni. Dziwnym trafem właśnie uniosła dłoń, by najpewniej zgarnąć  niesforne włosy na drugi bok, kiedy jedna z uczennic wycelowała ogniste zaklęcie w stronę piniaty... jak można byłoby się domyślić, dłoń Mii zetknęła się z ogniem. Dziewczyna stłumiła krzyk spowodowany bólem i niewiele myśląc ścisnęła swoją dłoń, potęgując pieczenie. Zacisnęła mocno powieki i jakby osunęła się na ziemię. Otwierając oczy, przed sobą miała już rudą czuprynę, której właścicielka w nadmiarze emocji, przygarnęła poszkodowaną i mocno przytuliła go siebie.
- Czy jestem u siebie w Elgin? - Mia zaczęła majaczyć. Nie skupiała się na dziewczynie, która dawno przekroczyła jej sferę osobistą. - Och, mój Rogogon jest dziś bardzo niesforny. Jak mógł potraktować mnie ogniem? - źrenice Gryfonki rozszerzyły się w przerażeniu, a może... zdziwieniu? - Myślałam, że przeszliśmy etap podsmażania wszystkiego i wszystkich w niespodziewanej chwili! Co za nieusłuchany gad. - Mia niemal krzyczała,  co mogło zwrócić uwagę obecnym na zabawie. - Tato! Muniuś dziś nie zasłużył na podwieczorek... zobacz, zobacz tylko co mi... - i jakby w tej chwili straciła przytomność, ale trwało to dosłownie chwile, bo zaraz z powrotem otworzyła oczy, na nowo jęcząc z bólu. Ręka bolała niemiłosiernie... powoli także wracała jej świadomość. Co tu robi? Och, Halloween! Co to za rudowłosa... i czemu ją przytula? Tak, to Exodus. Ała. O co tu chodzi?
- Boli... - wymamrotała cicho.
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 18:21

Z całych sił trzymała dziewczynę i widząc, że ta zaczyna odpływać, sama prawie padła z przerażenia. Nie miała pojęcia, co robić i chociaż wiedziała, że jej zaklęcie mogło dawać różniste efekty, nie sądziła, że teraz nada mu taką moc. Przecież nie chciała jej zabić! A halucynacje? Jakim cudem? Przecież była teraz tylko małą, biedną pszczółką, która chciała zdobyć kilka kart! Pszczółki nie zabijają! A jak już się wbiją, to same umierają. Czy taka przyszłość miała ją czekać?!
- Merlinie, Mia, żyj! - wrzasnęła rozpaczliwie, celując w nią różdżką. - Aquamenti! - zawołała, chcąc oblać ją wodą i w ten sposób otrzeźwić. Z nerwów jednak nie była w stanie rzucić zaklęcia poprawnie i chwilę później już nie tylko Mia była poszkodowana. Magiczny patyk poparzył jej palce, ale nawet nie zwróciła na to większej uwagi. Adrenalina robiła swoje. Później będzie się martwić o własne zdrowie. Na razie myślała tylko o tym, że musiała ocucić dziewczynę, którą niemal zabiła. Moment... Rogogon?
- Ej, masz smoka? - zapytała zafascynowała, podczas gdy cały świat zamarł. Dopiero kiedy nie dostała odpowiedzi, bo nie było na to szans, na powrót dotarła do niej powaga sytuacji. Nie pamiętając, że przecież przed chwilą zrobiła to samo i nie wyszło, skierowała różdżkę na twarz młodszej Gryfonki. - Aquamenti! - wrzasnęła ponownie, z taką desperacją w głosie, że z tego nie mogło wyjść nic dobrego. I, oczywiście, nie wyszło. Zaklęcie ponownie nie dało spodziewanego efektu, tym razem jednak przypalając Mii grzywkę. Dobrze, że nie wypalając dziury w czole. Ale teraz Exodus już naprawdę nie wiedziała, co robić. Chciała, żeby Genesis tu przyszła, żeby jej pomogła, wyciągnęła z opresji. Żeby naprawiła te wszystkie złe rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich minut. Była małą, bezradną pszczółką i nie miała pojęcia, co dalej. Jedyne, na czym potrafiła się teraz skupić, to to, żeby się nie rozpłakać. Powtarzała szeptem "przepraszam", nie mając nawet świadomości, że to robi.
Taki duży świat, taka mała Exodus.
Powrót do góry Go down
Rosalie Greengrass

avatar
Gracz


Skąd : Somerset, Anglia
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 18:28

- Doskonale wiesz, że wcale tak nie uważam. A z tą zdolnością też nie przesadzajmy. - machnęła ręką, uśmiechając się do Gryfona. Oczywiście, że to było miłe, iż ktoś chwalił jej zdolności, ale Rosalie tak została wychowana. Nie chodziło tutaj o zaniżanie własnego poczucia wartości, lecz o to, co jej rodzice uważali za "odpowiednią reakcję na wszystkie pochwały i komplementy". Później zwróciła się w stronę młodszego z chłopców i jemu też posłała uśmiech. To, co przed chwilą powiedziała, było swojego rodzaju gratulacjami. No bo wiadomo, że do Ravenclawu nie trafiało się ot tak. Trzeba było być niezwykle inteligentnym, bo w końcu takich uczniów chciała mieć w swoim domu jego założycielka.
Gdy znaleźli się już przy dyniowych kręglach, dziewczyna założyła ręce na piersiach. Patrzyła z uwagą na rzut wykonany przez Felixa. Chłopak zbił pięć kukurydz. No, całkiem nieźle. Może to faktycznie było szczęście początkującego? Tak właściwie, to było teraz nieistotne.
- Dobry rzut, Felix. - uniosła brwi w geście podziwu. W zasadzie nie uważała, żeby rzucanie dynią wymagało jakichś niesamowitych umiejętności technicznych, ale poszło mu nieźle, bez względu na tu czy robił to po raz pierwszy, czy nie.
Chwilę później usłyszała, jak Lockwood proponuje Lionelowi, żeby zamiast rzucać, skorzystał z magii. Nie była do końca pewna, jak on na to zareaguje, wiedziała natomiast, że Felix nie miał nic złego na myśli. Bez słowa obserwowała jego reakcję. Nie była ani trochę zdziwiona tym, iż nie posłużył się magią. Ona sama pewnie najzwyczajniej w świecie postawiłaby sobie za punkt honoru, żeby udowodnić swoją zaradność. Llewelyn tym samym zyskał jej aprobatę. Nie miało znaczenia, czy zbił sześć kukurydz, czy dwie. Po prostu go podziwiała. Pewnie mu na tym nie zależało, a ona sama nie miała zamiaru tego rozgłaszać, coby nie stawiać go znów w głupiej sytuacji. Mimo to wcale nie uważała, że Gryfon zachował się źle, proponując mu użycie różdżki. Chyba tego wymagało dobre wychowanie, prawda? Przecież nie wiedział, jakiej reakcji może się spodziewać.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Krukona. Jej kolej, tak? Westchnęła cichutko i podniosła dynię. Ku jej zdziwieniu okazała się nieco ciężka, a jako że Rose nie była zbytnią siłaczką, nieudolnie rzuciła nią w stronę kukurydz. Kiedy tylko wypuściła ją z dłoni od razu wiedziała, iż jej rzut będzie niecelny. Odwróciła się do chłopców, kątem oka obserwując, jak dynia o kilka centymetrów mija najbliższą kukurydzę.
- A nie mówiłam? - zaśmiała się. Spodziewała się przegranej, dlatego nie było jej ani trochę przykro. Poza tym, to tylko zabawa, co nie? Spojrzała na swoich towarzyszy, zastanawiając się, co teraz zaproponować. Mogliby wrócić, żeby rzucać zaklęcia w piniatę. Mogli dalej grać w kręgle, ale ona niezbyt miała na to ochotę, przynajmniej tak jej się wydawało. Mogli też zagrać w dyniowe kółko i krzyżyk, ale była ich trójka, a w tej grze do rozgrywki potrzebnych było dwóch graczy. Nie za bardzo wiedziała, co teraz mogliby zrobić.
- W takim razie, skoro już mamy przegranego w kręgle, to co teraz robimy? - teraz to ona postanowiła obciążyć ich decyzją. Nie miało znaczenia kto wybierze kolejne zajęcie, ani co to będzie. Po prostu tym razem nie chciała decydować.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 19:10


@ Ups
Coś totalnie działo się na błoniach i Ups musiała wiedzieć, co takiego. Spotkanie z Figorem było już tylko wypłowiałym wspomnieniem. Wszak Ups miała na głowie wiele spraw, z których każda wypierała te starsze. Ze Skrzydła Szpitalnego nie było sensu wracać do klasy. Już na początku rozróby zabrała stamtąd swoje rzeczy i fiolkę udanego eliksiru. Mogła więc zabawić się bez obaw w małego odkrywcę w zupełnie nowym miejscu. Dobrze, że nie było tu Upsilon, bo osobowości zdawało się, że widziała ogromną pszczołę. Nie do końca rozumiała, dlaczego owad poruszał się na miotle, ale był tak gigantyczny, że z pewnością wystraszyłby nieco rozchwianą emocjonalnie Wild. Sęk w tym, że z odległości widziała, jak ten dziwny stwór rzuca zaklęciami. Miała poczucie, że na następnej Opiece Nad Magicznymi Stworzeniami powinna zapytać o to nauczyciela, choć zanim ten moment nastąpi, Ups z pewnością nie będzie pamiętała, o co w ogóle jej chodziło. Teraz jednak miała misję - owad zaatakował Gryfonkę i musiał zostać zgładzony! Ile sił w nogach Ups ruszyła pędem przed siebie, wyciągając w pośpiechu różdżkę z obszernej szaty. Nieomal potknęła się o własne nogi, ale złapawszy niespodziewanie równowagę, mknęła dalej po trawie, choć błędnik dostał już takiego kręćka, że cała ta sprawa nie mogła się dobrze skończyć. Kolejne lekkie zachwianie całkowicie wytrąciło wątłe ciało z równowagi i Ups przez chwilę miała wrażenie, że leci w powietrzu. Była już zbyt blisko, by mogła uniknąć zderzenia. Zamknęła tylko oczy, gdy dotarło do niej, że za sekundę z całym impetem uderzy w dziwacznego owada, który najwyraźniej dopadł Dewan i chciał dokończyć dzieła. Och, Dewan? Tylko skąd ona zna to nazwis... Uderzenie nie było bardzo mocne, ale wylądowanie na nogach zdawało się niemożliwe. Leżąc na trawie, Ups przez chwilę analizowała wygląd pojedynczych gwiazdek, które pojawiły się nad jej głową. Miała wrażenie, że gdzieś w zasięgu jej wzroku sterczy nieco wygięty owadzi czułek. Zamrugała gwałtownie, podrywając się z ziemi.
- Ty! - ryknęła, mierząc różdżką w owada, gdy nagle zdała sobie sprawę, że... Ej! Tej Upsilon nie miała we wspomnieniach. - Cześć, pszczółko - rzuciła, wykrzywiając lekko głowę w jedną stronę. - Ładne czułki - zreflektowała się, chociaż ani Dewan, ani tym bardziej nieznajoma pszczółka nie wyglądały na skore do rozmowy w obecnym stanie. Cóż, tak przynajmniej jej się zdawało. Ale skoro już mierzyła różdżką w rudowłosą piękność... Och, nie pochlebiaj sobie, Ups. Oczywiście, że chodziło o pszczołę.
- Ferula! - niemal wrzasnęła. Oczami wyobraźni już widziała idealny bandaż zawiązujący się wokół niepokojących poparzeń obu dziewczyn. A potem je otworzyła... Kawałek bandaża zwisał smętnie z czoła pszczółki. - Ups - powiedziała Ups.

Zaklęcie: Ferula
Kostki: 3 i 1 = 4
Dodatkowe punkty: -
Powodzenie: dupa blada...
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Błonia   12.11.15 21:43

Pląsał po swojemu nie zważając na otaczających go uczniów. Zupełnie jakby był tutaj sam, nawet mu się zaczęło podobać i jeszcze chwila, a wyjście na błonia uzna za udane. Zastanawiał się nie podejść raz jeszcze do piniaty, ale jego myśli przerwała… Próbował sobie przypomnieć jej imię, ale nie szło mu najlepiej. Na szczęście dziewczyna przyszła mu z pomocą i nie doszło to sytuacji w której musiałby sam wymyślić jej imię.
- Albo Lucifer - niby źle mu się kojarzyło to imię, bo ojciec mu je nadał, ale nie umiał bez niego się obejść. Było w nim coś fascynującego i… Takiego innego. Nie mógł się powstrzymać i złapał ją za kosmyk włosów, aby lepiej przyjrzeć się temu kolorowi. Był taki ładny inny i wyróżniał ją od razu. Pewnie dlatego nie raz wodził za nią wzrokiem na korytarzu, wielkiej sali i ogólnie wszędzie. Nachylił się i przyłożył go do swojej twarzy - Dziwnie by mi było w takim kolorze, ale tobie pasuje. Czasem wyglądasz jakby ci głowa płonęła, ale to ma swój urok - podzielił się z nią swoimi przemyśleniami. Dopiero teraz złapał się na tym, że nadal się pląsał gdzieś obok muzyki, bo na pewno nie w jej rytm, ale nie przestawał. Chyba mu się to spodobało - Byłem już przy piniacie, ale zanim przyszłaś zastanawiałem czy jeszcze raz tam nie podejść. Chcesz? Albo… w sumie nie wiem za bardzo co jeszcze profesor Sprout przygotowała - rozłożył bezradnie ręce, bo tak trochę dziwnie, że skupił się tylko na tej jednej rzeczy.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Błonia   13.11.15 18:12

Nie miała mu za złe tego, że nie mógł sobie przypomnieć jej imienia, czy nawet go nie znał. Prawie nikt jej tu nie znał, choć może tylko z widzenia, co zawdzięcza pewnie swoim włosom.
Lucifer ?. Pierwszy raz spotkała się z takim imieniem, nie liczą tego Lucyiera Lucifera, którego niby każdy zna, ale nikt go nigdy nie wiedział. -Wolisz żebym zwracała się do Ciebie, Lucifer czy Serpens ?.- Zapytała z delikatnym zaciekawieniem na twarzy. Zazwyczaj zwraca się do ludzi, tak jako oni sobie tego życzą. Chyba że sami postanowią dać jej wybór. U niej to za bardzo wybory z imieniem to nie było, chyba że ktoś zacząłby je skracać. W tedy, wtedy byłby dość duży wybór, a wręcz ogromny.
Wstrzymała oddech gdy złapał ją za kosmyk włosów, nie była przyzwyczajona do takiej bliskości ze strony kogoś obcego. Pierw jej twarz przybrała szok, ale zaraz potem się delikatnie uśmiechnęła. -Dziękuje.- Jej policzki przybrały zaróżowiały kolor.
-W sumie też widziałam tą piniatę, ale jakoś nie podeszłam. Jak chcesz możemy tam iść, może uda mi się ją strącić, albo Tobie. -Posłała mu delikatny uśmiech.-Po drodze, widziałam jeszcze Dyniowe kółko i krzyżyk.-. Pewnie pani profesor przygotowała coś jeszcze, ale po prostu nie zwróciła na to uwagi. Co jak co, piniata i koncert przyciągnęło więcej osób.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Błonia   13.11.15 23:09

To, że nie znał albo nie pamiętał czyjegoś imienia nie przeszkadzało mu w niczym. Nigdy też nie miał oporów przed tym, aby poznawać nowe osoby. Lubił to, nie ważne czy okazywało się, że właśnie rozpoczynał nową świetną znajomość, czy trafiał na kogoś irytującego. Wszystko dla ludzi.
- Jak chcesz, mi to bez różnicy - przyznał po krótkiej chwili zastanowienia, bo wydawało mu się, że może w końcu uda mu się zdecydować jakby wolał - Możesz mówić raz tak, a raz tak - naprawdę nie umiał wybrać, gdyby teraz przyszło mu się posługiwać jednym imieniem miałby spory problem z tym, aby z któregoś zrezygnować. To byłoby mało przyjemne.
- Takie masz od zawsze czy to jakieś zaklęcie? - nie żeby chciał zmienić swój kolor włosów, chociaż kto go tam wie. Trudno było za nim czasem trafić.
- Musisz spróbować. To naprawdę jest fajne - od razu ruszył w tamtym kierunku, aby przypadkiem się nie rozmyśliła - Możesz ją podpalić. Albo pociąć. Albo… No sama będziesz najlepiej wiedziała co z nią zrobić. Czyli najpierw piniata, a później kółko i krzyżyk - jakiś wstępny plan mieli, ale raczej nie warto był się do niego przywiązywać. Jeżeli Serpesowi wpadnie w oko coś ciekawego najprawdopodobniej zapomni o wszystkim i zaciągnie Elizabeth w tamtym kierunku - Panie pierwsze - zrobił krok w bok, aby jej nie przeszkodzić w celowaniu. Jeszcze przez niego chybi, a później będzie miała pretensje.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Błonia   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: