Share | 
 
Błonia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Błonia   31.10.15 20:17

First topic message reminder :

Błonia
Trawa, trawa, trawa. Pojedynczy Gryfon w oddali. A może to Krukon? Jest ci wszystko jedno, bo to właśnie tutaj przyszedłeś się wyciszyć. Otacza cię tylko ta cudownie pusta przestrzeń. Niektórzy przychodzą tu, by się uczyć. Inni czekają tylko, aż błonia pokryją się białym, zimowym puchem, by móc toczyć bitwy na śnieżki. Jeszcze inni szukają na błoniach ucieczki od zgiełku. Z pewnością każdy znajdzie tu skrawek ziemi tylko dla siebie.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Błonia   28.02.16 14:54

Uśmiechnęła się do Liv, gdy ta pokazała jej uniesionego kciuka ku gorze, Beti odpowiedziała jej tym samym i ruszyła za nauczycielką. Niespodziewanie podeszła do niej panienka L. Różowo włosa nie miała zwyczaju rozmawiać na lekcji, ale też nie potrafiła nie odpowiedzieć dziewczynie na jej pytanie.
-Wiesz, nie wydaje mi się.- Odparła szeptem i posłała jej delikatny uśmiech, oczy Regan zaświeciły się na samą myśl o lesie, podejrzewała że jak spędzi z nią więcej czasu będzie tak samo reagować. Wróćmy do lekcji.
Po swojej jak że krótkiej wypowiedzi, Liv ją dopełniła. Nie wiedziała ze pegazy potrafią uratować nawet śmiertelnie chorego, to dość zaskakujące. Musi to zapamiętać, może gdzieś to wykorzysta w swoich opowiadaniach, powinna utworzyć jakiś wątek z pegazem. Te zwierzęta są interesujące i jeszcze to co dodała niejaka Malclès. Że potrafią zabrać osobę do miejsca, gdzie znajduje się jego największe, najgłębiej skrywane pragnienie. Zaskakujące co takie zwierzęta potrafią.
Mogę dosiąść konia ? A raczej pegaza ? Ona na pewnie do niego nie podjedzie, albo na pewno nie pierwsza. Kto by się spodziewał że Liv podejdzie do niego pierwsza? Wszyscy co ją znają, oczywiście. -Powodzenia.- Szepnęła do niej i zaczęła obserwować jak radzi sobie L. No cóż, nie był to zbyt popisowy numer. Skrzywiła się delikatnie widząc jej upadek. Miała ochotę od razu do niej podbiegnąć, ale magiczny koń był zbyt podenerwowany. Dopiero gdy pani profesor uspokoiła pegaza, Elizabeth podeszła do dziewczyny i podała jej pomocną dłoń. -Nic Ci nie jest ?.- Spytała zmartwiona. No, to Eliza na pewno w najbliższym czasie nie wsiądzie na pegaza.


Głaskanie: 4
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Błonia   04.03.16 22:11

Złość aż w niej wrzała, kiedy słyszała śmiech Gryfonki. Bezczelna, chamska dziewucha, której ewidentnie ktoś powinien przyłożyć, żeby wybić jej z głowy te śmieszki. I ona by mogła, jak nic mogłaby jej walnąć w tę roześmianą twarz, żeby jej pokazać, udowodnić, że z niej się nie śmieje, że to wcale nie jest śmieszne, że może trochę kultury, przyzwoitości, zachowania jakiegoś. I potem patrzyłaby z satysfakcją na jej podbite oko, które byłoby dowodem na to, że jej, Exodus, podpadać nie należy.
Ale nie teraz. Nie w tej chwili. Nie podczas jej ulubionej lekcji z ukochanymi zwierzętami. Ono wyczuje, że jest zdenerwowana i to się może źle skończyć, zwłaszcza że pegazy potrafią być nerwowe, a ona przecież nie chciała żadnych krzywych sytuacji. Dlatego załatwi to później. Po zajęciach.
Na razie, nie wyrywając się przed szereg, bo i po co, patrzyła, jak radzą sobie jej koleżanki. Z pewną satysfakcją obserwowała, jak Gryfonka spada z pegaza i choć nikomu nie życzyła źle, uznała, że to na pewno coś w rodzaju karmy. Istniała nawet możliwość, że wylądowanie w dość niefortunny sposób w błocie wyrównywało dotychczasowe drwiny, ale nad tym Exodus musiała jeszcze pomyśleć. W końcu odmówienie sobie małej zemsty będzie ciężkie.
Krukonce też niezbyt poszło, co sprawiło, że Exodus zaczęła się martwić o powodzenie swojej próby. Kiedy więc nadeszła jej kolej, podeszła ostrożnie i zanim przymierzyła się do pogłaskania, wyciągnęła do pegaza dłonie, żeby mógł sam zobaczyć, że nic w nich nie ma i nie ma złych zamiarów. Podziałało. Zwierzę bez problemu dało się pogłaskać, a chwilę później także dosiąść. Nie było to zbyt stabilne i Exodus bardzo bała się, że spadnie, więc zamiast siedzieć, leżała na nim, czując pod sobą każdy mięsień. Mimo niegasnącej niepewności, czuła się bezpiecznie, a to było cudowne uczucie. Kiedy musiała zejść, żeby zrobić miejsce dla następnej osoby, nieco posmutniała. Zdecydowania chciała to powtórzyć, a nawet wzbić się w powietrze. Niestety, nie tym razem.
Niemniej, nie odmówiła sobie spojrzenia pełnego satysfakcji i lekko złośliwego uśmieszku wymierzonego w koleżanki. Bo śmieszki śmieszkami, ale jej się udało.

Głaskanie 5
Dosiadanie 1
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Błonia   06.03.16 16:32

No proszę, więc pegaz? Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego w najmniejszym nawet stopniu, więc tym mocniej pogratulował nauczycielce wybitnych umiejętności organizacyjnych, skądinąd miał świadomość, jak dalece trudną sztuką okazywało się li tylko obcowanie z dumnym stworzeniem, a co dopiero sprowadzenie go na tereny szkolne ku uciesze gawiedzi. Uśmiechnął się pod nosem, w żadnym razie nie przejąwszy się, że całkowicie chybił w swojej wyliczance i najmniejszym słówkiem nie otarł o jedną z istot, która była wręcz sztandarowa dla całego okresu starożytności – w tej chwili liczyło się samo wrażenie. Jeszcze goręcej pogratulował w duchu chęci przyjścia na dzisiejsze zajęcia, dobrze wiedział, że nie pożałuje!
Taktownie przepuścił każdą z dziewcząt, przysiadając skrzętnie na kamieniu nieopodal, by w skupieniu przyglądać się ich odważnym próbom, kto powiedział, że płeć piękna do płochliwych należy? Pozorna galanteria kryła jednakowoż całkiem spore pokłady przemyślności, dzięki czemu mógł teraz w spokoju wychwytywać każdy błąd reszty uczestniczek, co okazywało zbawienne, gdy już przyjdzie do jego własnych zmagań.
Swoją drogą dzierżył nieodparte wrażenie, że pomiędzy zebranymi uczennicami iskrzy, ale nie miało to zbyt wiele wspólnego z osławioną chemią; Jack wyczuwał raczej ledwo skrywaną niechęć, ale nie mieszał się, wychodząc z logicznego założenia, że nie jego cyrk, nie jego małpy, jeśli już mógł pozwolić sobie na barwne porównania.
Bacznie obserwował zmagania tej, jak jej tam szło, butnej pałkarki, na sam widok poczuł charakterystyczny ścisk w żołądku, odezwała się feralna pamiątka po katastrofalnym w skutkach meczu Quidditcha, do dzisiaj czuł efekty żarliwości tłuczka, choć gdzieżby zwracał na uraz większą uwagę, jakkolwiek liczył, że podobne zajścia zwyczajnie nie będą mieć miejsca.
Exodus się poszczęściło, bardziej niż nieznanej mu bliżej Krukonce, poszczęściło do tego stopnia, że Jack z uznaniem pokiwał głową – od razu znać było, że rudowłosa nie w ciemię bita, ma widoczną rękę do zwierząt, co momentalnie mu zaimponowało, zarazem wzmagając pokłady szczerej sympatii dla piegowatej twarzyczki.
Dźwignął się lekko, podchodząc do pegaza pewnym krokiem urodzonego jeźdźcy – wielokrotnie miewał już do czynienia z końmi, choć wiedział doskonale, że nie ma co liczyć na powtórkę z rozrywki, wszak nie od wczoraj pegazy otaczano nimbem zasłużonego szacunku. Poczuł specyficzną woń zwierzęcia, woń, za którą tęsknił, odkąd tylko zjawił się w szkole, dlatego mimowolnie przymknął powieki, wracając wspomnieniami do sielskich chwil ostatnich wakacji i dalekich wędrówek z dzikimi klaczami. Pogłaskał pegaza z wzrastającą ufnością, wystarczyło jedno spojrzenie na dwoje oczu, takich oczu, nieporównywalnych z czymkolwiek innym, by wzbudzić w Jacku nieznaną dotąd czułość. Nie odmówił sobie możliwości muśnięcia miejsca tuż nad sercem – wybijało pospieszny, ale miarowy takt, jaki w tamtym momencie zdał się Gryfonowi najpiękniejszą muzyką.
Ale potem przyszło do dosiadania rumaka, wymownie niefortunnego, Feversham wiedział, że stał za tym niedawny uraz, przynajmniej powinien wiedzieć, może wtedy oszczędziłby sobie kolejnej kontuzji, kiedy twardo zsunął się na podmokłą trawę. Kręgosłup palił żywym ogniem, a po złowieszczym chrupnięciu Jack poznał, że najpewniej czeka go dzisiaj wieczór w Skrzydle Szpitalnym. No cóż, może innym razem.

Głaskanie 5
Dosiadanie 3

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   17.05.16 19:13

To był najgorszy czas z całego roku. Nie przypuszczał, że będzie aż tak źle, zresztą niespecjalnie się nad tym zastanawiał, ba, starał się nie pamiętać, że nadchodzi ten czas. Aż ten dzień sam go uderzył. Od początku, od momentu, kiedy drugiego maja otworzył oczy. Nie musiał zastanawiać się, jaki to dzień ani co się stało. Wiedział, po prostu wiedział. Świadomość ta bolała tak bardzo, że ból psychiczny stał się fizyczny i Gryfon aż zgiął się wpół, zaciskając oczy. Nie chciał płakać, ale trudno było powstrzymać łzy. Chciał wstać i normalnie iść na lekcje. Chciał. Nie był jednak w stanie nawet się unieść z łóżka. Potrzebował kilku godzin, żeby zwlec się z łóżka, ale siły wystarczyło mu tylko na dotarcie do kanapy w Pokoju Wspólnym. A potem znowu na powrót do dormitorium.
Nauczyciele założyli, że jego podły nastrój, który utrzymywał się już kolejny tydzień, wynika z rocznicy bitwy o Hogwart. Nie pytali, rozumieli, w końcu sami ciężko to znosili. On jednak nie wyprowadzał ich z błędu. Nie miał siły. Nie miał też potrzeby, skoro to wystarczyło, żeby mógł omijać niektóre lekcje, jeśli akurat nie miał siły na nie dotrzeć. Każde usprawiedliwienie było dobre.
Gdyby jednak chodziło o bitwę o Hogwart, to pewnie byłoby łatwiej. Trochę. Minęło już pięć lat i choć żal pozostał, to jednak nie dokuczał aż tak bardzo. Ale to nie było to. Nie tylko. Gorsza była nie piąta rocznica, tylko pierwsza. Bo minął rok. Rok, cały jeden rok, odkąd...
Nie. Nie mógł o tym myśleć. Nie był w stanie nawet w myślach wypowiedzieć tego, co się wydarzyło.
Ostatnie dni spędzał na rozpamiętywaniu tego czasu, jaki minął między marcem a majem zeszłego roku. Godziny spędzone w szpitalu u jego boku, nadzieja, że jednak z tego wyjdzie, że wszystko jeszcze będzie dobrze, historie opowiedziane w pustkę, żeby zabić szpitalną ciszę, dotyk skóry, która wtedy jeszcze była ciepła. A potem, nieszczęsnego drugiego maja, wszystko znikło.
Kiedy akurat nie siedział na tych nielicznych lekcjach, na które miał siłę iść, leżał tutaj, na trawie. Wieża rzucała na niego cień, odbierając ciepło, z którego inni uczniowie tak ochoczo korzystali. On jednak nie miał ochoty. Pasowało mu to, że jest ciemno i zimno, a przynajmniej na tyle ciemno i zimno, na ile mogło być w tym miejscu. Mimo, że miał świadomość, że siedzenie tutaj niczego nie zmieni, nie cofnie czasu, nie sprawi, że on na tę wieżę nigdy nie wejdzie i nie stanie zbyt blisko krawędzi, to... Tylko tutaj potrafił nie płakać. Tylko wypalając papierosa za papierosem i gasząc je wciąż o ten sam kamień potrafił odnaleźć odrobinę kojącej rutyny. Otępienie nie było ani trochę mniejsze, ból nie był bardziej znośny, ale był w stanie przetrwać kolejne dni.
Problem w tym, że ostatniego papierosa wypalił jakieś trzy godziny temu. I teraz był czas na następnego, tylko żadnego następnego nie było. Jasne, miał te specyficzne papierosy, które palił pół roku temu z Serpensem, ale właśnie dlatego, że to było z Krukonem, nie miało racji bytu w obecnej sytuacji. A to z kolei sprawiało, że trafił na ścianę. Nie wiedział, co robić - a proszenia Liv miał już dosyć. Choć pewnie, jeśli nie znajdzie rozwiązania i to jeszcze dzisiaj, będzie musiał. Ale może uda się nie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   17.05.16 22:43

Rose jak zwykle włóczyła się po korytarzach Hogwartu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. I ona nie była na lekcji, chcąc uniknąć niefortunnego spotkania z chłopakiem, którego ostatnio poznała. Zaczynała go nawet lubić, nawet się rozglądać za nim. I to był powód, dla którego zaczęła go unikać, o ironio. Uh, uczucia, po co to komu. Pokręciła głową do siebie w niemym pożałowaniu. Nie wiedziała za bardzo gdzie zmierza, przypadkowo zawędrowała na Błonia. Ale to nic dziwnego, w końcu uwielbiała tu przychodzić. Wpatrując się głupio w ziemię, początkowo nie dojrzała jakże znajomej dla niej sylwetki Felixa. Dopiero będąc względnie blisko, podniosła wzrok i zatrzymała się, zauważając przyjaciela. Nie wyglądał najlepiej. Właściwie, wyglądał koszmarnie, ewidentnie było coś nie w porządku.
Zmarszczyła brwi, nagle zmartwiona stanem Gryfona, i nieśmiało ruszyła w jego kierunku. Zauważyła, że ostatnio było z nim wyjątkowo kiepsko, domyślała się też dlaczego. Denerwowała się na stan przyjaciela, bo zdawał się pogarszać, nie miała jednak pojęcia jak powinna się zachować. Czy da się kogoś pocieszyć w takim wypadku? Jeśli tak, nie miała pojęcia jak tego dokonać. Będąc stosunkowo niedaleko, odchrząknęła cicho, obwieszczając swoją obecność jeśli jeszcze jej nie dostrzegł.
- Hej. – delikatny uśmiech. – Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   19.05.16 0:12

Gdyby ktoś go zapytał o podejście do uczuć, zdecydowanie by poparł negującą je myśl. Też uważał, że uczucia nie są nikomu do niczego potrzebne - i chociaż prawdopodobnie zmieni zdanie, jeśli tylko sytuacja jakoś się poprawi, to na razie był tego pewien. Gdyby nie uczucia, nie byłby w takim punkcie, w jakim był. Nie płakałby przez dwie straty, których dało się uniknąć. Nie byłoby śmierci, nie byłoby awantur i zniknięcia bez słowa. Nie byłoby krzywdy i nie byłoby bólu. Ale nie, musiał iść w to jak idiota, z pełnym zaangażowaniem, bez kontroli i z sercem na dłoni. Więc pewnie, dostał, czego chciał. A że konsekwencje nie były takie, jakich się spodziewał? To tylko kolejny dowód na idiotyzm.
Miał świadomość, że ktoś stoi nieopodal, ale starał się nie zwracać na to specjalnej uwagi. Nie miał ochoty na towarzystwo, zresztą już kolejny dzień, więc chociaż było to nieuprzejme i prawdopodobnie nie tego się po nim spodziewano, to wolał ignorować przybysza. Zamiast tego świetnym zajęciem było rwanie poszczególnych kępek trawy, jakie rosły dookoła. Coś w rodzaju rozładowania emocji poprzez absurdalny akt niszczenia. Przynajmniej tu mógł mieć pewność, że konsekwencje nie zniszczą go psychicznie kolejny raz.
Znajomy głos sprawił, że musiał jednak przemyśleć taktykę. Mógł ignorować każdego, ale nie najbliższych. I choć grono owych najbliższych nie było zbyt tłoczne, to jednak Rose należało wziąć pod uwagę. Znali się zbyt długo i zbyt dobrze, żeby mógł sobie wybaczyć takie potraktowanie dziewczyny. Nawet jeśli ona ostatnio nie była do końca na bieżąco - czy była? - to zasługiwała na każdy szacunek, jaki był w stanie z siebie wykrzesać.
Wstanie do powitania było jednak zbyt trudne.
- Cześć, Rosie - uśmiechnął się blado, na tyle, na ile był w stanie. Rosie. Nie Rose, nie Rosemary. Rosie. Jak kiedyś. - Ja... Tak. Nie. - Zacisnął mocno zęby, wbijając jednocześnie paznokcie w ziemię. Marny to sposób na uspokojenie się, ale nie miał lepszego. - Co u ciebie?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   19.05.16 0:37

Rose, widząc dziwne zachowanie Felixa, zmartwiła się jeszcze bardziej. Co jest? O co chodzi? Dlaczego ewidentnie jest na skraju załamania nerwowego? Zastanowiła się głęboko co też mogło być przyczyną jego stanu, domyślała się jednak zdecydowanie o jaką sferę jego życia chodziło. Tak, miłość jest okrutna, choć piękna zarazem. A patrząc na przeszłość Felixa, nie było się specjalnie z czego cieszyć.
Nie pytając o zgodę, usiadła obok niego na trawie, podkulając nogi blisko siebie. Popatrzyła uważnie na zmaltretowane kępki trawy, przeniosła wzrok na dłoń Felixa wkopaną w ziemię, potem na jego twarz. Boże, od prawie dwóch tygodni latała wesoło po Hogwarcie z głową w chmurach, na przemian szukając i omijając szerokim łukiem owego nowego znajomego, przez co najwyraźniej mocno zaniedbała tą przyjaźń. A on? Wyglądał doprawdy koszmarnie. Jakby nie przeżył ciężkiego dnia, a ciężki tydzień, może więcej, może dużo więcej. Podła z ciebie przyjaciółka, Rose, pomyślała z rozpaczą. Położyła swoją dłoń na dłoni Gryfona, ściskając ją lekko.
- O co chodzi? – Zapytała łagodnie.
Nie miała zamiaru opowiadać teraz o tym jak to jej życie z nudy powoli wydobywa się za pomocą jakiegoś dziwnego, powalonego, choć może i trochę (Ale niewiele! Znikomie!) uroczego typa. Nie. To był moment, kiedy to powinna wrócić do roli przyjaciółki, nie zaś niemego obserwatora. Całą uwagą więc skupiona na Felixie, ze zmartwionym, łagodnym spojrzeniem, czekała. Chciała żeby jej wyjaśnił. Żeby się wygadał, wyrzucił to z siebie. Pozwolił jej zrozumieć i spełnić swoją rolę jako ktoś ważny w jego życiu. Chociaż już doceniała, że nie uciekł z krzykiem w krzaki na jej widok w celu uniknięcia rozmowy. A wiedziała, że gdyby nie byli sobie tak bliscy, rozważyłby taką opcję.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   22.05.16 19:43

Zamarł, kiedy usiadła obok. Nie spodziewał się tego, raczej nie chciał. Wolał zostać sam. W samotności mierzyć się z bólem, wspomnieniami i tęsknotą. To miłe, że się zainteresowała, ale już wystarczy, już dosyć. Najwyraźniej jednak to był dopiero początek. Zwłaszcza, że po chwili chwyciła go za rękę. Dotąd tego nie robiła. Dotąd właściwie nikt tego nie robił, a już na pewno nie po to, żeby go pocieszyć. Jakoś ludzi nie ciągnęło do pocieszania, na co wcale nie narzekał, po prostu... Prawdopodobnie istnieje pewien poziom smutku, który już tylko odpycha. Od którego należy uciekać, a już na pewno dobrowolnie się nie zbliżać, bo może być zaraźliwy. Zresztą może to było tak, że przebywanie w jego towarzystwie kończyło się jakąś złą klątwą? To by coś tłumaczyło. Nawet wiele. Tym bardziej nikt nie powinien się zbliżać. Rose też nie. Ale skoro już tu była... Nie mógł jej przegonić. To byłoby nie do przyjęcia.
Wolałby usłyszeć, co u niej. Być może ciężko byłoby mu to przyjąć z odpowiednią dawką zainteresowania i empatii, ale przynajmniej na chwilę zapomniałby o własnym dramacie. Na ułamek sekundy, kiedy to jego historia zostałaby zastąpiona cudzą. Nie miał pojęcia, co Krukonka miałaby do opowiedzenia, ale może to by wystarczyło. Może by pomogło. Tyle że wybrała inną drogę. Wolała drążyć jego ból. A on nie miał siły odbijać piłeczki.
Jednocześnie naprawdę nie chciał rozmawiać. Nie chciał opowiadać, przeżywać wszystkiego na nowo, tłumaczyć i się nad sobą użalać. Nie. Coś innego. Może wystarczy skupienie się na najbardziej doraźnych problemach. Bez rozpatrywania przyczyn, bez zagłębiania się w sedno sprawy. Tylko ta najbardziej paląca niedogodność. Nic więcej.
- Skończyły mi się papierosy. Źródełko wyschło. Trochę nie wiem, co dalej - odparł, jakby to dlatego nie był w stanie się pozbierać. Jakby brak papierosów był przyczyną całego zła i bólu. Brzmiało to absurdalnie, ale nie był w stanie dać z siebie więcej. Musiało wystarczyć.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   22.05.16 23:00

Rose popatrzyła na niego uważnie, widziała jednak, że jakby trochę ze sobą walczy. Słysząc jego odpowiedź, oczywiście uznała to za śmieszność, bo chłopak wyglądał jakby go pociąg przejechał. Papierosy tak nie robią. Nie chciała go jednak zmuszać do większych zwierzeń, nigdy nie był w stosunku do niej specjalnie wymienny, a ona zawsze to szanowała. Zapytała, nie chce powiedzieć, więcej nie zrobi. Nie miała też prawa się go czepiać, sama w końcu nie lubiła za bardzo zwierzać się nie wiadomo z czego komuś, komu nie ufała w stu procentach. A sądziła, że on jej nie ufał. Jak więc mogłaby mieć do niego o to żal?
Zostawiła więc ten temat. Westchnęła, jakby odpuszczając, po czym skupiła się na rozwiązaniu chociaż tego problemu, którym Felix zechciał się podzielić. Zakładając, że właściwie go nie zmyślił żeby ją zbyć. Przykre było to, ze doskonale wiedziała jak może mu pomóc i wcale jej się to nie podobało. Obejrzała się na zamek, przejeżdżając po swoich włosach dłonią, którą jeszcze przed chwilą trzymała dłoń Felixa, jakby wahając się nad swoimi słowami. Szybko jednak zamrugała i wróciła spojrzenie gdzieś przed siebie.
- Mogę Ci zdobyć. – powiedziała ponuro.
Felix mógł to odebrać dwojako: jako niechęć do miotania się za handlem tytoniem, czyli prawidłowa interpretacja, lub jako niechęć do ułatwiania mu sprawy, bo zawsze nie cierpiała tego, że palił, co było z kolei naturalniejsze, jeśli o nią chodzi. Spojrzała na niego uważnie.
- Spróbuję. Nic nie obiecuję, ale jest ktoś, kto może mi je dostarczyć.
Co z tego, że poznała go ledwie kilka tygodni temu, że robiła wszystko żeby tylko na niego nie wpaść, że nie miała najmniejszej ochoty go szukać i w dodatku o coś prosić, przez co najpewniej będzie musiała zaoferować coś w zamian. Cholera!
Mimo to bardzo martwił ją stan przyjaciela, bała się o niego. Bała się, że jak coś mu się stanie, coś głupiego przyjdzie mu do głowy albo uzna, że Rose nic dla niego nie robi, a jej przyjaźń jest nic nie warta, zostawi ją. Ta myśl niemalże paraliżowała ją w strachu, była więc gotowa na pewne poświęcenia, jeśli tylko miałoby mu to pomóc i przy okazji utrzymać ich relację. Już i tak była wystarczająco samotna.
- Okej? - zapytała jakby upewniając się, że to go wystarczająco satysfakcjonuje.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   22.05.16 23:14

To nie tak, że jej nie ufał. Ufał. Była jedną z tych osób, którym ufał najbardziej. Czy to oznaczało, że w stu procentach - ciężko powiedzieć. Niemniej jeśli z kimś miałby porozmawiać, to pewnie z nią. Tyle że... Rozmowa była ostatnim, na co miał ochotę. Rozgrzebywanie przeszłości, rozdrapywanie wciąż niezagojonych ran nie było czymś, co mogłoby poprawić mu nastrój. Prawdopodobnie tylko by pogorszyło. A on naprawdę nie potrzebował pogorszenia. Istniało ryzyko, że drobny regres zaprowadzi go w ślad za nim. Już i tak myślał o tym zbyt często. I choć chciał z tym walczyć, to niespecjalnie widział powód. Ale jakoś, jakoś się udawało. Z kolei rozmowa... Cóż, mogła polepszyć. Lub nie.
Zmarszczył brwi, kiedy powiedziała, że może mu zdobyć papierosy. Uniósł wzrok i spojrzał na nią, po raz pierwszy, odkąd usiadła obok. Nie spodziewał się, że akurat ona mogłaby mu pomóc. Zawsze krytykowała nałóg, w jaki dał się wciągnąć, zwłaszcza, że całe życie znała go jako niepalącego. Dopiero od kilku miesięcy właściwie nie odkładał papierosów i ona od tego czasu dawała mu do zrozumienia, że jej się to nie podoba. To jednak niczego nie zmieniało. Chwilowa ulga, jaką dawały wypełnione dymem płuca, była warta wszelkich krzywych spojrzeń. A teraz co? Chciała go wspomóc?
- Dlaczego? - spytał przede wszystkim, zanim zaczął się zastanawiać, co to może oznaczać. Bo choć obietnica próby była jak gwiazdka z nieba - jeśli się powiedzie, oczywiście - to jednocześnie zupełnie tego nie rozumiał. Niemniej, wciąż pozostawała inna kwestia.
- Czego będziesz chciała w zamian? Ty, ten ktoś, kto ci je dostarczy... Na co się zgadzam?
Zdążył przywyknąć do tego, że musi wiele obiecać, by dostać to, czego pragnie. Zwykle spłacanie tych długów nie było takie najgorsze, czasem jednak sprawiało, że żałował, że się zgodził. Nienawiść do samego siebie wzrastała z każdym momentem, kiedy czuł się tak bardzo zależny od innych. Ale nie miał innego wyjścia, a przynajmniej nie potrafił go znaleźć. Gdyby przestał być w tym wszystkim sam... Ale tu też nie było alternatywy. Pozwolił sobie na słabość, zaufał, dopuścił do siebie drugiego człowieka i skończyło się jak zwykle. Żadnych takich wpadek więcej. Dystans. Dystans, samotność i nienawiść do samego siebie. Oto wróżba na przyszłość.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   22.05.16 23:46

Rose spojrzała na niego z mieszaniną zmartwienia i irytacji. Dlaczego? Lepiej doceń, że jestem na tyle miła żeby Ci ułatwiać, pomyślała ponuro. Pokręciła głową.
- Bo patrzenie na Twoją zdołowaną egzystencję mnie boli.
Mimo irytacji jej głos był łagodny. Na następne pytanie jednak łagodność znikła. Odwróciła wzrok, nie tyle znajdując bardziej interesujący obiekt do obserwacji, ile zwyczajnie nie chcąc patrzeć Felixowi w oczy. Nie dlatego, że kłamała, poniekąd była to prawda. Po prostu tak jak była beznadziejnym wybitnie kłamcą, tak i kiepsko radziła sobie z fałszowaniem uczuć. Może i w stosunku do obcych jakoś jej to wychodziło, ale Felix czy jej siostra znali ją na tyle dobrze, że zwykle w lot rozumieli mniej więcej co w trawie piszczy. Jak więc zamienić demotywację, strach i popłoch we względny spokój? Próbowała grać wyluzowaną, miała też nadzieję, że przez milion szalejących w niej uczuć Felixowi ciężko będzie cokolwiek z jej twarzy wyczytać. Wzruszyła więc ramionami.
- Nic, ja bym się bardzo ucieszyła gdyby to chociaż trochę poprawiło Ci nastrój. Naprawdę kiepsko wyglądasz… - powiedziała wymijająco. – Jesz chociaż normalnie? Ja będę przychodzić i się upewniać jeśli trzeba, guzik mnie obchodzi czy to wbrew zasadom czy nie. Masz zaległości w lekcjach? Mogę Ci pomóc nadrobić jak poczujesz się lepiej, wiesz, że ja zawsze jestem na bieżąco.
Chyba że akurat „ktoś” mnie rozprasza, pomyślała ironicznie. Miała nadzieję, że tym potokiem słów zmieni temat, bo nie bardzo sama wiedziała, jak ona za to zapłaci. Nie sądziła żeby była to jakaś wysoka cena, pewnie będzie musiała się z tym baranem umówić czy obiecać jakąś głupotę. Miała w każdym razie taką nadzieję. Poza tym, hej, teoretycznie nie miała większego powodu żeby go unikać. Był trochę osaczający, owszem. I dziwny. I najwyraźniej coś takiego jak „regulamin szkolny” miał w szerokim poważaniu… To jeszcze nic nie znaczy!
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   23.05.16 0:09

Patrzenie na twoją zdołowaną egzystencję mnie boli. Dlatego właśnie starał się unikać ludzi. Kiedy trzymał się na uboczu, nikogo nie krzywdził, nikomu nie zadawał bólu. Kiedy jednak pozwalał się komuś zbliżyć, fizycznie czy psychicznie, to się zawsze kończyło źle. I to nie dla niego, a dla tej drugiej osoby. Krzywdził, zawsze. Niektórzy w konsekwencji skakali z wieży, inni znikali, skrzywdzeni, jeszcze inni... Ych, nawet sam nie wiedział, ale to się nie kończyło dobrze, nigdy. Teraz, najwyraźniej, też nie. Chciał ją przeprosić, uciec, żeby nie pogarszać sprawy, ale nie miał siły się ruszyć.
- Przepraszam - wymamrotał tylko, bo na tyle było go stać. Najszczersze słowa, płynące gdzieś ze środka, a i tak brzmiały na niewdzięczne i żałosne. Żałosne, jak on sam, zero zaskoczenia.
Wycofanie się i swego rodzaju ucieczka Rosie sprawiła, że Gryfon stał się jakby bardziej czujny. Niby sama zaproponowała pomoc, ale najwyraźniej on swoim pytaniem trafił w samo sedno, wywołując coś, czego wolałby uniknąć. Czego ona wolałaby uniknąć. Pomoc jemu wiązała się z czymś złym, a on nie mógł na to pozwolić.
- Nie zmieniaj, proszę, tematu. Czy on... Kimkolwiek jest... Zrobi ci za to krzywdę? Chcesz się poświęcać, żeby mi było lepiej? Muszę wiedzieć. Musisz mi powiedzieć - powiedział cicho, brzmiąc tak stanowczo, jak tylko w tej chwili mógł. Nie pozwoli jej zrobić nic głupiego tylko dlatego, że on sobie nie radzi. Jeśli chce mu pomóc, świetnie, ale nie za wszelką cenę. On się może poświęcać, ona nie. I to nie podlegało dyskusji.
Co do tego, jak radził sobie na lekcjach i czy jadł, nie chciał się w ogóle wypowiadać. Prawda była taka, że jadł wtedy, kiedy mu się akurat przypomniało. Czasem oznaczało to kanapkę raz na trzy dni. Nie czuł głodu i było mu wszystko jedno. Z lekcjami już gorzej, czasem miał wrażenie, że jak tak dalej pójdzie, to nie zda, ale... To też nie miało znaczenia. Najwyżej. I co? To takie ważne? Mógłby zostać tu o rok dłużej, w końcu i tak nie miał planów na dalsze życie. Tu przynajmniej miał w miarę zaplanowany czas, później zgnije w jakiejś zatęchłej kawalerce, z dala od ludzi i normalnego życia. Zgnicie tutaj brzmiało jakoś lepiej.
Ale przecież jej tego nie powie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   23.05.16 0:39

Dziewczyna oczywiście nie zdziwiła się kiedy Felix doskonale wyczuł jej mieszane emocje względem całej propozycji. Nie miała jednak najmniejszego zamiaru się wycofywać. Jeśli nie ona, ktoś inny, najpewniej bezpośrednio Felix, będzie się plątał w jakieś bagno. A najwyraźniej już miał dość zmartwień jak na razie. To było też coś, na co ona w żadnym wypadku nie mogła pozwolić. Przyjaźń jako rodzaj relacji miała chyba to do siebie, że obie strony chciały chronić drugą, ale nie pozwalały na to samo stronie przeciwnej. Wbiła w niego spojrzenie.
- Nie przepraszaj, chęć pomocy i zmartwienie Twoją osobą to coś, za co się dziękuje, jeśli już. – Odwróciła wzrok, wlepiając go w trawę, którą teraz ona zdecydowała się torturować i wyrywać. – Zależy mi na Tobie, na tej przyjaźni. Nie uważam, że w takim wypadku fakt, że chcę jakoś pomóc, jest czymś złym czy dziwnym.
Mówiła cicho, chociaż pewnie. Niestety, zaczął dociekać, grzebiąc w samo centrum tego, o czym rozmawiać ona z kolei nie chciała. Karma! Nawet nie podniosła na niego wzroku, pokręciła jedynie głową z lekkim uśmiechem.
- Felix, to nic takiego, naprawdę. Mój.. Kolega pali.
Że też musiała się zawahać przy określeniu kim tak właściwie dla niej jest ten chłopak. Miała ochotę siebie samą za to mocno zdzielić. Nie dlatego, że wprowadzało to fałszywą nutę, wręcz przeciwnie! Było to zwykłą niepewnością, bo i nadal nie była pewna, czy jest on kimś więcej niż „obcym typem, który ciągle za nią łazi, ale jest zbyt miła żeby go spławić”. No cóż, wygląda na to, że jej pokręcony umysł już sam podjął decyzję.
- Myślę, że nie zrobi mu różnicy jeśli weźmie nieco więcej paczek niż zwykle. – Wzruszyła ramionami. – Pewnie poprosi o jakąś głupotę czy przysługę w stylu „napisz mi wypracowanie”. Piszę ich milion, jedno w tę czy we wtę nie zrobi mi różnicy.
Oczywiście, że nie będzie chciał wypracowania, pomyślała z irytacją, rozważając milion opcji, jakie mogą ją spotkać. Żadna nie wydawała jej się jakaś koszmarna, oznaczała jedynie spędzenie z nim więcej czasu niż… Niż wcale.
- Nie panikuj, mam lepsze znajomości niż myślisz. - Dodała z wymuszonym rozbawieniem, chcąc nieco rozładować atmosferę.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   23.05.16 2:09

Oczywiście, że jeśli nie ona, to on się w coś wplącze. Ale on mógł. Układ był prosty - on chciał coś dostać, więc on musiał mierzyć się z konsekwencjami. Ta zasada dotyczyła wszystkiego, przewodniczyła życiu i im szybciej człowiek się tego nauczył, tym lepiej. Nie można było całe życie liczyć na to, że ktoś inny będzie nadstawiał karku. A to, że wchodził w naprawdę nieprzyjemne układy? Że zgadzał się na rzeczy, których potem żałować? Jego decyzja. Jego i tylko jego. Przyjaźnią nie można usprawiedliwiać wszystkiego.
- Dziękuję, że się przejmujesz. To dla mnie wiele znaczy. - Naprawdę tak było. Ich przyjaźń w tej chwili była tak naprawdę wszystkim. W całej tej otchłani samotności wyciągnięta w jego stronę dłoń była zbawieniem i... Nie był w stanie wyrazić, jak bardzo był wdzięczny.
Ale to wciąż nie znaczyło, że pozwoli jej zrobić coś głupiego.
- Cieszę się, że chcesz mi pomóc, ale każda pomoc ma swoje granice. Nie dam ci zrobić niczego, czego będziesz później żałowała. Nie dla mnie. Nie warto - wzruszył ramionami. Dla kogo jak dla kogo, ale dla niego... Po co. Zwłaszcza, jeśli niewykluczone, że za dzień, dwa, tydzień czy miesiąc stanie na krawędzi wieży i tyle z tego wszystkiego będzie.
To całe tłumaczenie było mętne i wcale go nie przekonywało. Kolega. Jasne. Nie wahałaby się, gdyby rzeczywiście był kolegą. Albo coś ich łączyło, ale nie chciała się przyznać, albo relacja była zdecydowanie nieprzyjemna. Może robił jej krzywdę. Może już teraz, więc kiedy poprosi go o przysługę, będzie jeszcze gorzej. Nie mógł na to pozwolić, na pewno nie.
- Rosie - zaczął, po czym urwał na chwilę i zacisnął rękę na kępce trawy. Wziął głęboki oddech i dokończył. - Nie. Możesz mnie z nim skontaktować, ale nie zrobisz dla mnie nic głupiego. Nie zgadzam się, po prostu. Ja czegoś potrzebuję, ja poniosę tego konsekwencje. Rozumiemy się? - starał się być stanowczy, ale głos mu drżał. Bał się, tak właściwie. Był zły na samą myśl, że Rosie może dziać się krzywda, ale bał się, bo brał pod uwagę, że sam może skończyć źle. Jednak całkiem wycofać się nie mógł. Druga taka okazja się nie powtórzy, a już na pewno niezbyt szybko. Trzeba było w to iść. Tylko iść jak najbezpieczniej. Jeśli taka możliwość w ogóle była.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   23.05.16 12:32

Dziewczyna oczywiście nie przejęła się jego próbami wyperswadowania jej tego szalonego pomysłu, jedynie utwierdziła się w swoim przekonaniu, że chłopak już ma wystarczająco dużo na głowie.
- Felix. - Podniosła na niego łagodne spojrzenie. - Jedyne czego żałuję to Twój nałóg. Doceń, że mimo to chcę Ci pomóc. Nie wpakuję się też w żadne kłopoty, wolałabym jednak sama się z nim dogadać.
Czuła jednak, że w ten sposób nie tylko go nie przekona, ale również niepotrzebnie zmartwi. Opowiadanie facetowi o swoich sercowych rozterkach wydawało jej się niezwykle niezręczne, w ogóle sam temat taki był, niezależnie od tego, komu miałaby o nim opowiadać. Ale jakie miała wyjście? Teraz już nie mogła się wykręcić, Felix najwyraźniej wpadł w najwyższy poziom alarmu i trwa w przekonaniu, że relacja jej z owym kolegą jest w jakiś sposób niewłaściwa. Była, ale Rose zwalała to na swoją głęboką aspołeczność sprawiającą, że dogadanie się z kimś obcym było dla niej kilkakrotnie trudniejsze niż z takim Felixem. Westchnęła jakby się poddając, po czym spuściła wzrok.
- A spróbuj się ze mnie śmiać. - Wymamrotała niewyraźnie do siebie tak cicho, że jeśli Felix cokolwiek usłyszał, były go pojedyncze słówka. Następnie przemówiła już głośniej i wyraźniej. - Nie w tym rzecz, że to by było coś głupiego. Po prostu... - Wyglądała na sfrustrowaną, to pewne. Jak wyjaśnić f a c e t o w i swoje dziwne rozterki? - Um... Zaczęło się od tego, że przysiadł się do mnie na zajęciach. Zagadał, potoczyła się rozmowa. I potem jakoś zaczęliśmy się więcej widywać, kolegować.
Urwała, nie za bardzo wiedząc jak dalej wytłumaczyć swoje bezsensowne problemy. Nie miała zamiaru wspomnieć o fakcie, że jest to osoba osaczająca, z pewnością by się zmartwił, a była prawie pewna, że to ona nadreagowała. Nie znała się na relacjach międzyludzkich, to dlatego! Nie chciała też zdecydowanie wspominać, że ten wciąż przekonuje ją do łamania zasad panujących w szkole czy nawet tych jej osobistych.
- I nic złego nie zrobił, ale od tygodnia go unikałam, bo... Uh, znasz mnie, ja nie umiem w relacje. Powinnam się z kimś zakumplować, ale ja nie wiem... A może przy okazji jak będę miała powód żeby do niego zagadać, trochę się ogarnę?
Oczywiście, o swoich mieszanych uczuciach nie wspomniała. A nie potrafiła już w pełni szczerze i śmiało powiedzieć, że nowy znajomy nic dla niej nie znaczy i jest obojętny. Ale czy to ważne w tej rozmowie? Znów spojrzała na Felixa spokojnie.
- Zróbmy tak: ja się dowiem czy da radę ogarnąć Ci te papierosy i w jakiej cenie i Ci przekażę czy taki układ akceptujesz. Okej?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Błonia   27.05.16 23:34

To nie mówiło mu absolutnie nic. Nie wpakuje się w żadne kłopoty? Jasne. Zupełnie jej nie wierzył. To wszystko brzmiało tak podejrzanie, że próby obejścia wszelkich wyjaśnień tylko potwierdzały, że musi ją powstrzymać. Nie pozwoli, żeby kolejnej osobie coś się przez niego stało. Nie było takiej możliwości.
Spojrzał na nią tym mocno oczywistym spojrzeniem, które nie mogło mówić nic ponad to, że absolutnie jej nie wierzy. Najwyraźniej to wystarczyło. Nie spodziewał się, że wystarczy, ale jednak. I on miałby się śmiać? On? Ktokolwiek, ale przecież nie on. Tym bardziej, że akurat mogła mieć pewność, że jeśli chodzi o rozterki miłosne, to on będzie je rozumiał doskonale. W końcu kto inny w tej szkole miał tak boleśnie rozdarte serce? Może i ktoś by się znalazł, ale jemu akurat nikt na myśl nie przychodził. To oznaczało, że coś o tym wszystkim bałaganie wie. Nawet jeśli wolałby nie wiedzieć.
- Jeśli go lubisz, to nie uciekaj. Nauczysz się w relacje, to nie takie trudne - uśmiechnął się lekko. Nie miał pewności, czy wierzy w to, co mówi. To nie takie trudne? Jasne. Ludzie, do których się zbliżał, popełniali samobójstwo albo znikali. To było niesamowicie trudne i kończyło się cudzą krzywdą. Ale to był jego problem. Ona tak na nikogo nie działała, więc jej musiało wyjść. I już.
- Zagadaj do niego. Jeśli będzie cokolwiek o mnie, chcę wiedzieć. Na nic w mojej sprawie nie zgadzaj się bez mojej wiedzy. Wtedy się zgodzę. Dobrze? - spojrzał na nią uważnie, żeby mieć pewność, że nie będzie kombinować.
Po chwili wstał i zmrużył oczy, patrząc na wieżę. Nie mógł już tu dłużej siedzieć. Nie teraz, nie dzisiaj. Już za dużo.
- Przepraszam cię, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Skłonił jej się lekko i odszedł. Dokąd? Nie miał pojęcia. Nie miał dokąd pójść, tym bardziej nie do kogo. Mimo, że jego serce doskonale wiedziało, gdzie chce się znaleźć. Ciało też. Aż świerzbiło na samą myśl, co było nie do zniesienia. Ale nie było takiej możliwości. Trzeba było znaleźć inną alternatywę.

zt


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Błonia   28.05.16 0:24

Rose rzuciła Felixowi ponure spojrzenie. „To nie takie trudne”, jasne. To było bardzo trudne! Szczególnie dla niej, dla osoby, która naprawdę rzadko kiedy rozmawiała z kimś obcym. I były to raczej rozmowy jednorazowe, o lekcjach zwykle. Ale takie relacje bliżej koleżeńskie? Och nie, dziękuję, postoję. Nie miała zielonego pojęcia jak się zachować. Westchnęła jednak, słysząc poddanie przyjaciela. A więc się zgadza! Dobra, czyli pomoc wchodzi w grę. Teraz musiała tylko wymyśleć jak obejść jego głupie „chcę wiedzieć wszystko”. Wiedziała, że powie tyle, ile sama uzna za stosowne. A przynajmniej miała taką nadzieję. Ty beznadziejny kłamco, pomyślała do siebie z zażenowaniem.
- Dobrze. – mruknęła cicho, na tą chwilę godząc się z sytuacją.
Później pomyśli jak z tego wybrnąć. Póki co jej uwagę skupił fakt, że Felix zdecydował się najwyraźniej wymaszerować. Podniosła na niego wzrok, po chwili kiwając głową na jego wyjaśnienia.
- Jasne. Do zobaczenia kiedyśtam. – powiedziała cicho.
Chłopak odszedł, a ona została znowu sama. Westchnęła ciężko, kopnięta nowym problemem. Co teraz? Rozejrzała się, po czym wyjęła swój zeszyt i zajęła się rysowaniem, byle nieco zająć czymś myśli. Minęło pół godziny, może godzina, kiedy to dziewczyna zatrzasnęła przedmiot, schowała do torby i również wróciła do zamku, rozmyślając nad koncepcją wyżebrania od Logana papierosów.

Zt.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Błonia   25.06.16 11:32

Był piękny, słoneczny dzień, więc aż się prosiło, żeby wyjść na błonia, zamiast kisić się w bibliotece. Oczywiście w zamku było stosunkowo chłodno, na pewno przyjemniej niż na zewnątrz, jednak pogoda wręcz prosiła się o to, żeby spędzić czas na łonie natury. Eileen miała na dzisiaj ściśle sprecyzowane plany, ale wymagały one raczej praktyki, niż teorii, a świeże powietrze mogło jej wręcz pomóc.

Zaraz po zajęciach, zanim wybrała się na obiad, postanowiła znaleźć ustronne miejsce na błoniach, pod jakimś przypadkowym drzewkiem mogącym chociaż trochę ochronić ją przed silnym słońcem. Wyciągnęła z kieszeni niewielką apaszkę o kwadratowym kształcie i położywszy ją na ziemi, wycelowała w nią różdżką.

- Engorgio!

Tak oto bez dźwigania zbędnych przedmiotów załatwiła sobie fajny kocyk, na którym mogła się wygodnie rozłożyć. Torbę położyła gdzieś dalej, potrzebowała z niej wyłącznie pióro do pisania. Miała w planach coś wyjątkowego - naukę magii niewerbalnej. Nie wiedziała za bardzo, jak się za to zabrać, więc postanowiła potraktować to tak samo, jak naukę zwyczajnych czarów. Zastanawiała się nad tym w trakcie lekcji i ostatecznie doszła do wniosku, że najprostszym czarem o najbardziej wymiernym działaniu jest Wingardium Lewiosa.

Eileen usiadła na powiększonej apaszce i położyła przed sobą pióro. Wdech i wydech. Wystarczy podejść do tego jak do normalnego zaklęcia, prawda? Przynajmniej teoretycznie, bo kiedy faktycznie spróbowała, nie udało się absolutnie nic. Pióro nawet nie drgnęło.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Błonia   25.06.16 13:18

Książęta też odczuwają nadmierny gorąc, nic więc dziwnego że czasem styl i szyk należy odrzucić, kosztem wygody i komfortu termicznego. Tym razem strojem zdobiącym Gilgamesha, była przewiewna, hawajska koszula z dwoma górnymi guzikami rozpiętymi oraz dżinsowe spodenki 3/4. Postanowił udać się na błonia - w końcu skoro pogoda dopisywała, to czemuż by miał się kisić w zamku? Szczególnie że w powietrzu unosił się bardzo wyraźny klimat wakacji, zwiastujący radość, szczęście i milion rozrywek, a także tyle wolnego czasu że w końcu będzie mógł robić co mu się żywnie podoba zamiast zastanawiać się czy mikstura którą Emeryk Okrutny otruł Heimerlinga Niedojrzałego przypadkiem nie zawierała glutenu - Historia Magii najlepszym przedmiotem na świecie, polecam serdecznie - Gilgamesh von Grossherzog. I nie będzie musiał oglądać paskudnych mord tych wszystkich denerwujących podludzi - już niedługo cudowne dwa miesiące bez Slughorna, Lockwooda, Briggsa - jakże więc mógł być nie zadowolony, gdy wisiała nad nim tak wspaniała perspektywa?
Przemierzał błonia wyluzowanym krokiem, gdy nagle ujrzał rozrywkę...znaczy dziewczynę, tak dziewczynę z Ravenclawu - bodajże Eileen, ale nie dałby sobie głowy uciąć. Kojarzył ją, w końcu była jedyną hot 12tką na jego roku - aż dziw, że była w jego wieku. Gdyby spotkał ją w barze, nigdy w życiu by jej nie tknął z obawy że oskarżą go o pedofilię, jednakże skoro wiedział że nie jest dzieckiem, to czemu by nie zamienić z nią paru słów i nie pozwolić by nacieszyła się jego towarzystwem przez chwilę? W końcu każdy, nawet Krukon, zasłużył na to by dostać trochę Gilgamesha, a on był hojny. Zbliżył się u zauważył że dziewczyna ślęczy nad...piórem. Skąd mógł wiedzieć że próbuje zaklęć niewerbalnych? Nah, założenie jakie przyjął było inne.
- Jeśli liczysz, że to pióro samo z siebie napisze za Ciebie jakiś esej, to raczej Szaro to widzę. - zagadał radośnie i posłał jej łobuzerski uśmiech zamiast dzieńdobry. W końcu skoro był w dobrym humorze, to mógł jej go trochę przekazać, a czy komuś nie poprawiłby się dzień widząc jak najbardziej czarujący uśmiech wśród nazistów szczerzy się niczym nieślubne dziecko aligatora i kota z Cheshire?
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Błonia   25.06.16 14:08

Właśnie miała drugie podejście do niewerbalnego zaklęcia, kiedy nagle rozległ się czyjś głos. Eileen zupełnie się tego nie spodziewała, więc aż podskoczyła, upuszczając różdżkę i gwałtownie odwróciła się w stronę przybysza. Podszedł nie kto inny, lecz jaśnie wielmożny pan Gilgamesz, wyniosły niczym sumeryjski bohater eposu, po którym nosił imię. Szeroki uśmiech Ślizgona z całą pewnością nie poprawił jej dnia. Dlaczego? Dziewczyna najzwyczajniej w świecie się go bała. Patrząc na jego zęby miała wrażenie, że chłopak się na nią rzuci jak wilk na sarnę, zagryzie i zje, aż nie zostanie po niej ani jedna kosteczka.

Gross był w oczach Eileen po prostu olbrzymi. Wysoki, umięśniony, jeszcze z tą władczą aurą dookoła siebie i ego, którym zdawał się wypełniać szczelnie całą wolną przestrzeń. Od początku roku starała się go unikać, instynktownie czując, że typ jest po prostu niebezpieczny i dla własnego bezpieczeństwa powinna być dla niego niewidzialna. Przez dwa semestry jej się to udawało bez większych problemów, jak się jednak okazało - do czasu. Nic dziwnego, że lekko zbladła na jego widok.

- H-hej - wydusiła z siebie w końcu po przeciągającej się chwili milczenia. Cały czas siedząc po turecku, podświadomie sięgnęła po torbę. Postawiła ją na swoich nogach, mocno ściskając, jakby stanowiła tarczę przed niebezpieczeństwem, którym w oczach dziewczynki był Gross. - Potrzebujesz czegoś...?

Miała nadzieję, że Gilamesh powie czego chce i sobie pójdzie, a cała sprawa zakończy się w możliwie szybki i bezbolesny sposób. Może chodziło mu właśnie o rzeczony esej, który faktycznie miała już skończony? Gdzieś w zakamarkach umysłu Eileen narodziła się tez myśl, że w jej torbie znajduje się nietknięte jeszcze drugie śniadanie. Może jak dostanie jabłko, to się naje i da jej spokój...?
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Błonia   26.06.16 14:59

"Potrzebujesz czegoś"...naprawdę? Czy to takie dziwne, że Książę Slytherinu czasem chciał zagadać do kogoś z łaski i miłosierdzia, bez żadnych szczególnych potrzeb? Proszę państwa, szanujmy się - Gross czasem serio nie chce was zjeść, zgwałcić i spalić żywcem, w dowolnej kolejności. Chociaż nie dziwił się że jego wygląd budził respekt nawet u narkoleptyków i to pomimo jego luźnego stroju - w końcu był nadmiernie przystojny, a to już coś.
- Jasne. Butelkę whisky, Twojej wątroby i upojnej nocy, połączonej z tańcem erotycznym który wykonasz na stole. - powiedział z diabelsko poważną miną, zastanawiając się jak dziewczyna zareaguje. W sumie nie wiedział czy posiada jakiekolwiek poczucie humoru i nie bardzo go obchodziło - ludzie którzy nie rozumieją jego wybornych żartów, powinni spłonąć na stosie bo to marnowanie dobrego humoru pana szlachcica, a takich rzeczy się nie robi. Nie po to Gilgamesh miał sporadycznie dobry humor żeby mu go psuć - każdy kto się tego dopuści, powinien źle skończyć i taka wersja powinna być oficjalna.
- To jak, wchodzisz w to? - spytał, starając się dalej zachować powagę, ale wprawny obserwator był w stanie zauważyć że pod przykrywką powagi Gross zaczyna się podśmiechiwać - zwyczajnie uważał, że taka irracjonalna prośba byłaby naprawdę śmieszna, zresztą zachowywanie powagi zawsze, prędzej czy później rozbawiało. Tak to już było z jakiegoś powodu na świecie. Jeśli chciał jeszcze coś powiedzieć, to musiał się powstrzymać, tak długo aż dziewczyna mu nie odpowie - smutne życie, ale taka prawda, nie mógł za dużo powiedzieć bo jeszcze się okaże że nie zrozumiała, a wtedy zacznie uciekać tak szybko że gdyby podpiąć ją pod chomąto to można by powiedzieć że "Eil zaora wszystkich".
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Błonia   26.06.16 17:09

Eileen nie miała zielonego pojęcia, czy Gil żartował, czy mówił poważnie. Jej poczucie humoru było na wczesnym etapie rozwoju, więc określenie intencji Ślizgona zwyczajnie leżało poza jej zasięgiem. Tak czy inaczej odpowiedzieć musiała i to we względnie krótkim czasie, dlatego zdecydowała się na coś pośredniego.

- Mogę ci zaoferować jabłko i dyniowe ciasteczka ze śniadania - powiedziała dość cicho, ale względnie spokojnie. Skoro do tej pory nie rzucił sie na nią i nie zjadł, mała szansa, że zrobi to za chwilę. Przynajmniej w ten sposób starała się przekonać siebie Krukonka. Poza tym chyba nawet największy optymista w zamku nie byłby w stanie pomyśleć, że potrafiłaby wykonać taniec erotyczny, więc dziewczyna zaczęła skłaniać się ku opcji, że to mógł być jednak żart. - Ewentualnie w grę wchodzi jeszcze wspólna nauka, ale pewnie masz ciekawsze zajęcia...

Ot, taka delikatna próba wyproszenia Gilgamesha z najbliższego otoczenia. Zakładała, że uczenie się jest ostatnią rzeczą, na którą mógł mieć ochotę Książę Slytherinu, dlatego siląc się na swobodę i obojętność podjęła następną próbę niewerbalnego rzucenia Leviosy. Tym razem pióro lekko drgnęło i uniosło się na jakieś dwa cale, po czym niestety opadło na miękki materiał. Eh...

- To jak będzie? - spytała Ślizgona, nie siląc się na uśmiech, bo wyszłoby stuprocentowo nieszczerze. Osobiście nie miała pojęcia dlaczego chłopak miałby zagadywać akurat do niej, wokół było pełno ładniejszych i dojrzalej wyglądających dziewczyn, dlatego uznała, że pewnie chciał sobie z niej robić jakieś żarty, czy coś. Tak w każdym razie jej się wydawało, bo była świadoma swojej dziecięcej aparycji i stanika z miseczką A. - Bo ja właśnie się uczę i chciałabym się skupić.

Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Błonia   29.06.16 21:01

Bywały dni kiedy Ef miała ochotę spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Ale pomimo tego, że była na zewnątrz, to nie był taki dzień. Szukała kogoś. I najpewniej znaleźć go mogła na zewnątrz. Niestety.
Przechodziła właśnie przez błonia. Zobaczyła dwójkę rozmawiających ludzi. Na pierwszy rzut oka nie rozpoznała ich. Ale po chwili zobaczyła, że postać męska to Gil. Instynktownie zjeżyły jej się włosy na karku. Ten chłopak nie mógł robić tu nic dobrego. Jego imię definiowała z kłopotami. Współczuła osobie z którą rozmawiał. Nie chciała się w trącać w nie swoje relacje. Do czasu aż rozpoznała drugą osobę. Eileen. Jej akurat nie mogła zostawić. Zbliżyła się do nich dziarskim krokiem, akurat żeby usłyszeć co powiedział. Ten jak zawsze swoje. Seksoholik. - Gil. Poszedł byś męczyć jakąś inna dziewczyne. - Powiedziała zza jego pleców. Nie bała się go, gdyby się nie posłuchał zawsze mogła użyć na nim swoich zdolności. Miała jednak nadzieję, że nie będzie do tego zmuszona.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Błonia   04.07.16 8:29

Czuła się coraz gorzej i miała coraz mniejszą nadzieję na to, że wyjdzie z tej sytuacji obronną ręką, nagle jednak pojawiła się Effie. Ślizgonka w najmniejszym stopniu nie wydawała się onieśmielona obecnością Gilgamesha, sprawiała wręcz wrażenie zdolnej wysłać go na księżyc, jeśli tylko nie odpowie wystarczająco grzecznie. Eileen jednak na jego reakcję postanowiła nie czekać, zerwała się na nogi i szybko pakując wszystko do torby, odezwała się do koleżanki.

- Effie! Czekałam na ciebie! Gil, miło się rozmawiało ale muszę już lecieć. Pa!

Wepchnęła przerośniętą apaszkę do kieszeni i chwyciwszy Ślizgonkę za rękę, pociągnęła ją byle dalej od chłopaka. Wizje, których doświadczyła były wyjątkowo nieistotne i zupełnie nie ujawniały wilowatych genów dziewczyny, więc nie było najmniejszych powodów aby Eileen miała zmienić podejście do Ef. Zatrzymała się dopiero wtedy, kiedy od zagrożenia oddzielało ją przynajmniej kilka grup uczniów i całkiem rozłożyste drzewo. Oparła się o jego pień i po kilku głębszych oddechach dla uspokojenia, była w stanie podziękować za ratunek.

- Dzięki... On jest taki... straszny. Nie poradziłabym sobie z nim sama.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Błonia   04.07.16 21:32

Zanim którekolwiek ze ślizgonów zdążyło zareagować, Eil zerwała się na równe nogi i powała Eff najdalej jak się dało. Dopóki się nie zatrzymały, dziewczyna nie była w stanie za wiele powiedzieć, skupiając się aby nie ubrudzić białych sandałów. Dopiero po szybkim marszu odetchnęła i powiedziała z lekkim niedowierzaniem - No nie wierze, że naprawdę ci się miło rozmawiało z Gilem. To niemożliwe. - chyba, że lubisz dokuczać innym i ogólnie jesteś zły. Ef wbrew pozorom nie była zła i nigdy nie chciała być jak Gil. - Co on od ciebie chciał? -bo mimo, że Ef co nie co słyszała, nie znała dokładnego kontekstu. Miała cichą nadzieję, że Gil nie próbował jej podrywać, jak każdą dziewczynę. Naglę wpadło jej jeszcze coś do głowy - I skąd masz taką ogromną apaszkę? - co jak co, ale Force znała się na częściach garderoby i z stu procentową pewnością, mogła powiedzieć, że to na czym dziewczyna leżała to apaszka. Tylko że ta była nienormalnie wielka. Nie wiedziała, że coś takie istnieje. A co jeśli to ostatni krzyk mody, a Effie o tym nie wie?! To był zabolało.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Błonia   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: