Share | 
 
Klasa Transmutacji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Klasa Transmutacji   28.09.15 3:26

Klasa Transmutacji
Masz przed sobą najzwyklejszą klasę transmutacja, tą samą, która była tu od lat. Ławki dla uczniów to wszystko, czego potrzeba podczas lekcji. Być może znajdzie się tu też niewielka szafka na przedmioty służące do ćwiczeń i biurko nauczyciela, ale każdy mistrz transmutacji wie, że najważniejsza jest wiedza, wiedza, wiedza i jeszcze raz niezwykła precyzja! W tym magicznym miejscu dosłownie wszystko może się zmienić w mgnieniu oka. Obserwuj zatem uważnie swoich kolegów. Kto wie, co się może wydarzyć.
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   15.09.16 20:57

Transmutacja
Tęskniła za tym, za wszystkim. Za salą, za tymi starymi podręcznikami oraz jej uczniami. Uczyła w tej szkole odkąd pamięta i to miejsce stało się w pewnym sensie jakąś jej... ostoją? Miejscem, które sprawiało, że humor od razu stawał się lepszy, bo to była jej sala. Lekcje transmutacji brzmiały jak powrót do czasów świetności i spokoju, kiedy wszystko było dobre oraz bezpieczne, dlatego minutę po dzwonku na lekcję, Minerva wraz z podręcznikiem pod pachą wyruszyła w stronę sali, gdzie z pewnością czekali już na nią jej uczniowie. Ta dziedzina magii była trudna, więc zawsze pilnowała porządku i czystości umysłu podczas lekcji, bo doskonale wiedziała jak rozkojarzenie i brak skupienia działało na zaklęcia transmutujące. Nie chciała, aby jakiś jej uczeń został nagle zamieniony w żabę czy innego karalucha, to było u niej niedopuszczalne.
Przekroczywszy próg sali lekcyjnej, wpierw rozejrzała się po uczniach wzrokiem mówiącym, że w tym właśnie momencie wszelkie rozmowy i liściki zostają wstrzymane, a następnie zamknęła skrzętnie drzwi.
- Witajcie, drodzy uczniowie, na lekcjach transmutacji dla zaawansowanych - zaczęła dumnie i wolnym krokiem skierowała się w stronę biurka, jednym machnięciem różdżki otwierając wszystkie podręczniki na pierwszej stronie.
- Mam nadzieję, że pamiętacie prawa Gampa, które było pierwszą lekcją w pierwszej klasie oraz że wyrecytujecie je teraz razem ze mną - dodała i położyła książkę na biurku, zwracając się przodem do uczniów. Prawo Gampa było podstawą z podstaw transmutacji, nie mogła przepuścić nikogo do następnej klasy, bez znajomości tych zasad. To jak warzyć eliksiry bez kociołka.
- Prawo pierwsze - przetransmutować można każde ciało stałe, ciecz, plazmę i gaz oraz materię i niematerię. Każdy obiekt można dowolnie poddawać działaniu transmutacji. - odkaszlnęła krótko i przewertowała podręcznik na odpowiednią stronę tamtejszej lekcji. - Prawo drugie - wyjątkami od prawa pierwszego są: różdżka, duchy i osoby, jedzenie i picie, metale szlachetne i pieniądze, uczucia, próżnia. Przy czym jedzenia oraz picia nie da się stworzyć, jednak da się je z czegoś zamienić - dokończyła wolno, akcentując ostatnie zdanie i gdy tylko na sali ponownie rozległa się cisza, uniosła głowę, by znowu spojrzeć na uczniów. Uśmiechnęła się krótko, a okulary, które przez cały czas sztywno trzymały się na jej nosie, osunęły się wolno, więc wsadziła je z powrotem palcem wskazującym.
- Cudownie - podsumowała i kolejnym machnięciem różdżki, tym razem spokojniejszym, otworzyła wszystkie książki na obecnym temacie, skoro już podstawy zostały przypomniane.
- Jedzenia i picia nie da się stworzyć, ale da się je… powielić, dokładnie. Ten rodzaj transmutacji nazywa się transmutacją pomnażającą, dzięki której możemy zamienić na przykład jeden kubek w trzy doniczki, a przy wykorzystaniu dobrego zaklęcia... - tutaj wskazała na puste kielichy, które uczniowie mieli od samego początku lekcji na biurkach, - ...można wypełnić naczynie tym, co było tam wcześniej, pod warunkiem, że jest tam choć kilka kropel lub okruszków tego, co zostało skonsumowane. - McGonagall uniosła swój kielich i spokojnie zeszła z podestu, aby przy wykonywaniu gestu, uczniowie mogli przyjrzeć się temu z bliska.
- Zaklęcie nazywa się Repleo i aby dobrze je użyć, należy wykonać półkolisty ruch różdżką i stuknąć w naczynie - powiedziała w stronę sali, a następnie tak dokładnie, jak tylko było można, wykonała wszystko to, co powiedziała przed chwilą.
- Repleo - wyrecytowała śmiało, a kielich z cichym chlupotaniem napełnił się sokiem dyniowym. Oczywiście od razu wzięła łyka pysznego napoju, chcąc potwierdzić działanie zaklęcia, a następnie odwróciła się w stronę swojego biurka i spokojnym tonem dodała jeszcze:
- Pamiętajcie, że do transmutacji potrzebna jest sprawna różdżka, skupienie i cierpliwość. Do dzieła.

Przywitaj się ze wszystkimi na pierwszej lekcji transmutacji dla zaawansowanych, ciesząc się, że dotarłeś tak daleko! Zajmij swoje miejsce, dostrzegając, ze smutkiem, pusty kielich na uboczu swego biurka. Przygotuj podręcznik, różdżkę, dobry humor oraz formułkę prawa Gampa (o ile ją pamiętasz!).
Jak ci pójdzie zaklęcie Repleo?



Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   15.09.16 22:12

O matko, o matko, o matko. Transmutacja!
Najcudowniejsza z najcudowniejszych lekcji jakie istniały, w dodatku dziedzina magii, dzięki której mógł zrealizować swoje małe, lisie marzenie. Cudem udało mu się zasnąć w nocy, ale rano... rano zerwał się najszybciej, wyszykował w łazience, zawiązał (ładnie!) krawat, ubrał szatę i z różdżką oraz książką z wdzięcznym napisem "poradnik transmutacji dla zaawansowanych", wyleciał z dormitorium. Pędził jak potłuczony po magicznych schodach, bo musiał przejść aż na pierwsze piętro! Z tego całego zamieszania zapomniał nawet spiąć włosy, więc kiedy schody odwlekały jego przyjście do sali, wyciągnął wsuwki z kieszeni, zgarnął jednym ruchem grzywkę w tył i przytwierdził ją tam czterema spineczkami. Oczywiście miał na celu wagarowanie w tym roku, och, proszę was, ale to były lekcje, których ani śnił opuszczać, potrzebował ich jak nic innego w życiu no może poza takim jednym gryfonem. Zeskoczył szybko z ostatniego schodka i próbując nie nadepnąć na szatę, pobiegł w stronę znanych mu od tak dawna drzwi, oczywiście nie był tam pierwszy, bo na tak wczesne wstawanie mu się jeszcze nie zbierało, nie był wariatem, tak? Przywitał się grzecznie z tymi, których znał, kojarzył, właściwie to tylko skinął im głową i zajął swoje miejsce. Oczywiście zdziwił się na widok kielicha przed nosem, ale od razu zdał sobie sprawę, że pewnie będą zamieniać go w jakieś zwierzę lub coś podobnego. Kręcił się niewiarygodnie na swoim krześle, czytając spis treści podręcznika oraz obserwując jak reszta uczniów schodzi do sali nieco niewyspana, po nocnych wariacjach, ślęczeniem nad książkami lub długich rozmowach. Chyba nawet nie zauważył jak profesor McGonagall weszła do środka, ale gdy tylko to do niego dotarło, wyprostował się na swoim krześle. Lekkim zaskoczeniem dla niego było to, że jego książka sama przewróciła się na pierwszej stronie, tam, gdzie były idealnie wypisane podstawy, wstęp oraz doskonale znane mu prawo Gampa. Mógł wstać w nocy i wyrecytować je idealnie, słowo w słowo, więc nawet nie patrząc do książki, mówił przed siebie wraz z nauczycielką.
- Przetransmutować można każde ciało stałe, ciecz, plazmę i gaz oraz materię i niematerię. Każdy obiekt można dowolnie poddawać działaniu transmutacji. - dumny z siebie uśmiechnął się i obserwował czujnie nauczycielkę, która zajęła swoje miejsce. Ciekaw był, co będą robić, ale zanim zdążył zagłębić się w tę myśl, ciągnął dalej:
- Wyjątkami od prawa pierwszego są: różdżka, duchy i osoby, jedzenie i picie, metale szlachetne i pieniądze, uczucia, próżnia. - zakończył, a następnie z zachwytem spojrzał na stronę, która pojawiła mu się przed oczami. Transmutacja pomnażająca? Super!
Po wysłuchaniu wskazówek oraz inkantacji zaklęcia, przysunął do siebie swój kielich, odkładając podręcznik na bezpieczną odległość. Wykonał półkolisty ruch najlepiej jak potrafił i wymamrotał pod nosem.
- Repleo. - w pierwszym momencie był niesamowicie zadowolony z tego, że kieliszek się napełniał, ale zdał sobie sprawę, że chyba ciut mocno stuknął w naczynie. Pękło! Prędko uniósł kielich i wychłeptał z niego sok, aby ten nie zalał mu całego biurka, a to, co się wylało, prędko wytarł. Mogło pójść mu lepiej, zdecydowanie. Nie był zadowolony.

Kostka: 3
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 10




Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   16.09.16 2:14

Jedni uczniowie byli niesamowicie podnieceni lekcją, inni raczej woleliby pospać trochę dłużej. Tak jak Charlie, który poprzedni wieczór spędził na pisaniu wypracowania na zajęcia z eliksirów, a potem do późna rozmawiał z @Benjamin Renard o różnych głupotach. Pewnie poszedłby spać wcześniej, gdyby nie pisał jeszcze listu do rodziców. Była to jedna z najgorszych czynności jaką mógł sobie wyobrazić. Robienie "sprawozdań", jak sam nazywał listy, przychodziło mu z ogromnym trudem, ale jeśli tego nie robił matka wysyłała mu wyjce. Wolał więc mieć z głowy ten męczący obowiązek i przejść do przyjemniejszych rzeczy. Jak na przykład spanie.
Niestety, lekcja transmutacji z McGonagall zaczynała się z samego rana, nie można było się na nią spóźnić, inaczej cały Gryffindor dostanie minusowe punkty. W związku z tym, Charlie zwlekł się jak trup z łóżka, ogarnął i zjadł śniadanie. Ubranie miał w stanie nienagannym, ale po oczach było widać że najchętniej złapałby jeszcze ze dwie godziny drzemki. Z ciężką głową i załzawionymi oczami doczłapał jakoś na pierwsze piętro, po czym zajął miejsce na końcu sali. Nie chciał przecież zasłaniać swoją postawną osobą widoku nauczyciela jakimś biednym, niskim ludkom. Zawsze trzeba myśleć o innych, tak tak. Szczególnie teraz, kiedy chłopak rozciągnął się na ławce i dosłownie natychmiastowo walnął w kimę.
Nie śniło mu się absolutnie nic, jedynie błogie ciepełko rozchodziło się po jego umęczonych kończynach i niewyspanej głowie. Pewnie leżałby i drzemał, aż do końca zajęć gdyby nie nagły ruch podręcznika, który skutecznie pełnił rolę poduszki. Otwierająca się książka obudziła go raptownie, a on sam wyprostował się jak struna. Zamrugał mocno i zauważył, że pani profesor już przyszła. Czas się skupić, pomyślał po czym wyciągnął różdżkę. Długi, sztywny kawałek czarnego drewna błysnął złowrogo w dłoni Charliego. Ale zanim nadszedł czas na rzucanie zaklęć, była jeszcze powtórka teorii.
Znał doskonale Prawa Gampa, ale dołączanie do chórku recytującego go wraz z panią dyrektor było zdecydowanie nie w jego stylu. Nie chcąc jednak narazić się McGonagall, chłopak wymruczał pod nosem obie formułki. Następnie z niewyraźną miną wysłuchał jak ma pomnożyć sok dyniowy w kielichu. Normalnie jak ten mugol Jezus, pomyślał Charlie. Podręcznik schował do wewnętrznej szuflady ławki (do tej pełnej liścików innych uczniów), spojrzał groźnie na kielich, zrobił półkole różdżką.
- Repleo. - flegmatycznie wypowiedziane zaklęcie zadziałało, a jakże. Tylko sok zaczął lać się z końca różdżki. Mając już doświadczenie, Charlie próbował tuż nad kielichem, dzięki czemu całość wlała się do naczynia. Nie było źle, zaraz spróbuje jeszcze raz.


Kostka: 4
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 8
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   16.09.16 10:26

Spokojnie poprzewracał w dłoniach kielichem, aby sprawdzić, czy na pewno wszystko było dobrze zabezpieczone, nic więcej nie pękło, nigdzie było przecieku. Nie chciał drugi raz narażać swojego biurka na małą powódź, zwłaszcza, że czuł się trochę podirytowany swoją małą wpadką. To nie powinno tak być, że nie mógł napełnić głupiego kielicha jakimś tam sokiem dyniowym. Transmutacja pomnażająca może i nie była jakąś prostą sztuką, ale na brodę Merlina, Gabriel, skup się. Postawił kielich na środku, a następnie z kwaśnawą miną wygrzebał z kieszeni gumkę do włosów, zdjął wsuwki i zgarnął wszystkie blond kłaki do kitka. Żadne irytujące włoski nie miały prawa mu przeszkadzać i wchodzić do ust oraz oczu. Rozejrzał się też jeszcze do sali chcąc sprawdzić, czy innym też idzie tak źle, jak mu, no i to chyba go uspokoiło. Ponownie wrócił wzrokiem na kielich i wykonując półkolisty ruch, stuknął w naczynie, tym razem ostrożniej.
- Repleo. - powiedział cicho, a... nie, jego różdżka na pewno nie powinna sikać sokiem dyniowym. Szybko postukał badylem raz jeszcze, aby sok przestał lecieć i oparł policzek na dłoni. Coś robił źle, ale nie miał pojęcia co.

Kostka: 4
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 14 :"D taki chuy.




Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   16.09.16 11:41

Przez kilka minut stukał palcami w biurko, zastanawiając się o co chodziło, czemu nic mu nie wychodziło? Źle machał różdżką? Za cicho mówił zaklęcia? Przecież zawsze tak robił i wszystko było w porządku. Choć może chodziło o to, że nie skupiał się za bardzo, chcąc wykonać zaklęcie jak najlepiej? Chyba wpadł w pułapkę w swojej własnej głowie, mimo wszystko geny idealnego krukona przebijały się gdzieniegdzie. No i jakieś zalążki perfekcjonisty też, ale, uh, to męczyło, nie mógł być przecież przez cały czas idealny. Powtarzano mu to już wiele, wiele razy, ale rzadko kiedy o tym pamiętał i irytował się za każdym razem, kiedy coś nie szło po jego myśli. Może na innych przedmiotach wkurzałby się bardziej, ale dzisiaj... był na transmutacji i był pewien, że może zrobić dobrze to zaklęcie. Wziął kilka głębokich wdechów, wyprostował się, a następnie tak ostrożnie jak tylko było można machnął różdżką.
- Repleo. - powiedział mając nadzieję na cudowny koniec, ale nie, coś się chyba zawiesiło, znowu sok pojawił się tam, gdzie nie trzeba. No cóż, podstawił końcówkę nad kielichem udając, że poszło mu idealnie.
Teraz chyba zapamięta to zaklęcie do końca życia.

Kostka: 4
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 18, dziękuję, do widzenia.




Powrót do góry Go down
Imaizumi Shotaro

avatar
Gracz


Skąd : Tokio
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   16.09.16 22:36

Europejskie szkoły nie wyglądały tak w wyobraźni Azjaty. Prawdę mówiąc, Hogwart nie był tym, czego Imaizumi się spodziewał. Wyobrażał sobie coś w rodzaju baraków, pokrytych śniegiem pośród których przeskakują mityczne niedźwiedzie polarne i nawet jego wcześniejsze wizyty we Francji czy Portugalii, nie były wstanie pozbawić go złudnego woalu wyobraźni.
Samo zaklimatyzowanie się jednak, wydawało się Shotaro praktycznie niemożliwe. Uczniowie mijający go na korytarzach nie patrzyli na niego zbyt przychylnie. To samo tyczyło się nauczycieli, co pozwalało mu się czuć niemal jak na jakimś zesłaniu. Prawie jak Syberia dla Europejczyków.
Po pierwszych kilku dniach opracował więc plan o nazwie "JAKNIEDAĆSIĘZABIĆJOŁ", polegający na chodzeniu w pobliżu ścian i nie patrzeniu na nikogo.  Wieloletnia nauka wykorzystywania spojrzenia pełnego wyższości, właśnie po raz kolejny podbudowywała jego pewność siebie. Wyszedł z założenia, że nie musi rozmawiać z ludźmi aby zyskać wieczne szczęście. Ludzie w cale nie byli mu do tego potrzebni, a w dodatku musiałby się do nich zwracać w tym paskudnym angielskim. Dlatego też w dormitorium gadał do...różowej puchatej pary skarpetek. Po japońsku.
Poruszanie się po zamku również stanowiło pewien problem, bo nie miał bladego pojęcia gdzie może chodzić...a gdzie już nie bardzo. Schody również nie były pomocne, bo Japończyk lądował na wszystkich możliwych piętrach, tylko nie na docelowym. Spowodowało to, że Azjata wstawał przed większością uczniów starając się jakimś cudem odnaleźć salę w której akurat miały odbywać się zajęcia.
Tego dnia nie było inaczej.
Wstał z samego rana, aby dotrzeć do klasy w której miała odbywać się transmutacja. Umył się, ubrał, nakarmił sowę i wyruszył na spotkanie z przeznaczeniem. Jedyną rzeczą która podobała mu się jak do tej pory w Hogwarcie, były mundurki. Inną sprawą było to, że i tak musiał do nich ubierać nieregulaminowe buty - różowe trampki. Przedzieranie się przez korytarze, zajęło mu czterdzieści długich minut, podczas których zdążył przez przypadek wejść do kilku pustych klas, damskiej toalety oraz schowku na miotły. Żadne z tych pomieszczeń nie było salą od transmutacji.
Kiedy w końcu dotarł do celu wiedział, że ten dzień nie może być dobry. Zajął miejsce w jednej z pierwszych ławek, nauczony doświadczeniem, że nauczyciele i tak patrzą zwykle na osoby siedzące najbardziej z tyłu. Zerknął nieufnie na kielich i zaraz, zabunkrował się podręcznikami, pergaminami oraz armią kolorowych mugolskich cienkopisów w pandy. Nie zabrakło również magicznego tłumacza japońsko-angielskiego w postaci uroczej maskotki - różowego króliczka. Teraz był gotowy do walki z Europejczykami. Czuł się niemal jak na krucjacie po wiedzę.
Ignorowanie wszystkich wokół było łatwą sztuką. Zignorować nauczycielki nie mógł, aczkolwiek nadal nie wiedział jak obchodzić się z tutejszą kadrą. W końcu...tutaj nikt się nie kłaniał. Kiwnął głową wchodzącej profesorce i odetchnął cicho. Nie spodziewał się zupełnie tego co za chwilę miało nastąpić. Powtarzanie formułek? Czy oni byli w podstawówce? I jeszcze w tym okropnym języku. Mimowolnie się wzdrygnął.
-P-przetranŚmutowaĆĆ można każde ciało stałeŁE, cieczY, plazmę i gaz oraz materiAŁY i niematERIAŁĘ. Obiekty można dowolnie przeTRANSMUTOWYWYWAĆ...-Powtarzanie dziwnego angielskiego nie było tym do czego Shotaro się nadawał. Zrezygnowany pokręcił głową, rozglądając się po sali. Banda mówiących po angielsku niewdzięczników. Na pewno gdzieś w odmętach piwnic trzymają te przeklęte niedźwiedzie. Na straży wina. Albo ryżu.
Drugie prawo Gampa wyburczał już po japońsku, wkładając w to całą swoją niechęć do Europy. Zaraz potem wyciągnął różdżkę kiedy zrozumiał, że zaraz będzie w tej sali dość magicznie. Formułka zaklęcia nie brzmiała jakby była trudna do wymówienia, ale nigdy nic nie wiadomo.
-Repleo.- Mruknął wykonując ruch wcześniej zaprezentowany przez nauczycielkę, po czym stuknął o krawędź naczynia, uprzednio poprawiając drugą dłonią okulary.
Sok faktycznie zaczął powoli wypełniać kielich. I wszystko wyglądało jakby było w porządku! No przynajmniej dopóki nie zrozumiał, że w miejscu dotknięcia naczynia różdżką pojawiło się pęknięcie. Zasyczał z irytacją, przerywając czar aby niczego za bardzo nie pomoczyć. Jednocześnie wargi chłopaka, przylgnęły do kielicha tak, że tamten praktycznie rozpłaszczył się na blacie. Byle niczego nie zmoczyć. Niczego nie zmoczyć. Upił kilka łyków soku dość pośpiesznie, aby płyn nie dotykał już nieszczęsnego pęknięcia. Resztę dopił po chwili, wzdychając. Przeklęta Europa. To na pewno jej wina! Zaraz też naprawił naczynie szykując się psychicznie na drugą próbę.

Kostka:3
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka):5
Powrót do góry Go down
Imaizumi Shotaro

avatar
Gracz


Skąd : Tokio
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   18.09.16 20:48

Kielich w tym momencie był największym wrogiem Japończyka. Traktował go jak uosobienie znienawidzonej Europejskości i może to właśnie było powodem, dla którego najpierw zmierzył naczynie wzrokiem...a potem na nie nafuczał. Brzmiał niczym mały rozpieszczony kociak, obrażony na cały świat.
-Słuchaj no, zostaliśmy sami. Tylko ty i ja...nie patrz się tak na mnie. -Przygryzł dość nerwowo wargi, jeszcze tego mu brakowało. Żeby ktoś kto go obserwuje, uznał go za wariata. Przecież w tym momencie, gadał do kielicha! I było to tylko naczynie. Nie. W tym momencie, to niewinne naczynie, było jego największym wrogiem. - Repleo.
Irytacja Azjaty była aż tak wielka, że najwyraźniej jego akcent przejął górę w wymowie zaklęcia. A mógł po prostu wymówić jego odpowiednik po japońsku. Europejska biurokracja. Tym razem nafuczał na bogu ducha winne zwierzątko, które złapał w dłonie.
Tym razem spoglądał przynajmniej na coś, co odwzajemniało jego pełne oburzenia spojrzenie. - I co się gapisz, frajerze. - Koniec tego. Machnął różdżką zmieniając szczura ponownie w naczynie. Przynajmniej tym razem nic nie rozlał.
Jeszcze odchrząknął, jakby nic złego nie zrobił.
TO WSZYSTKO WINA EUROPY.

Kostka:2
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka):7
Powrót do góry Go down
Georgie Walker

avatar
Gracz


Skąd : St Ives, Kornwalia
Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   19.09.16 18:14

Zaciekawiona Georgie czekała grzecznie w ławeczce na panią dyrektor, która przyszła właśnie w chwili gdy wyrywała kartkę z zeszytu. Klnąc cicho pod nosem, złożyła świstek papieru na osiem, wiedząc że pod jej czujnym wzrokiem kartka nie pofrunie już do Charliego. A szkoda, bo pewnie nie zobaczył jakie śmieszne skarpetki ma ta ruda gryfonka trzy ławki przed nimi.
Transmutacjo, przedmiocie ty mój, jakiś ty piękny - zdawały krzyczeć oczy najlepszej dyrektorki na świecie uczącej… no, nie najciekawszego zajęcia. Przynajmniej nie dla Georgie, przynajmniej nie dopóki w grę nie wchodziło przetransmutowanie przeciwnika w niewinną myszkę podczas ciekawego pojedynku. Nie, zdecydowanie nie jej broszka co widać było jak na dłoni w niepewności w jej oczętach gdy recytowała prawa Gampa razem z resztą klasy. A dokładniej - bezwiednie poruszała usteczkami w rytm owych słów, nie chcąc się wygłupić niczym siedmioletnie dziecko ale i nie chcąc zebrać niesłusznej bury za nieznanie reguł, które zna.
No dobrze, teraz zaklęcie. Kątem oka dziewczyna zauważyła, że Howe się udało więc skoro jemu to czemu nie mnie? Wzięła cedrową różdżkę do dłoni i spojrzała krytycznie na pusty kielich, jakby chciała go zapełnić samą myślą. A już jej się zdawało, że z pustego nalewa tylko Salomon, a przynajmniej tak mówił jej dziadek a ona nie za bardzo wiedziała o co mu z tym chodziło. No dobrze, czas zamienić te kropelki w istny wodospad dyniowego ponczu.
Ruchem ostrożnym, wyważonym i bardzo przemyślanym zatoczyła różdżką półkole, dukając spokojne.
- Repleo - po czym z ciekawością spojrzała na efekty pracy.
O kurcze, kurcze, kurcze - sok zamiast w naczyniu pojawił się na końcu magicznego patyka, niemalże ochlapując jej złotorude włosy. Dusząc w sobie cichy syk i nieładne słowo, Georgie podstawiła naczynie pod strumień z niemrawym uśmiechem na twarzy. No tak, nic się nie stało to moja pierwsza próba, proszę iść dalej - zdawały się krzyczeć jej oczy, gdy wycierała rękawem szaty wylane kropelki. No to chyba trzeba jeszcze poćwiczyć.


Kostka: 3
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 4
Powrót do góry Go down
Imaizumi Shotaro

avatar
Gracz


Skąd : Tokio
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   19.09.16 21:37

Starcie z tym zaklęciem było prawdziwą batalią. A im dłużej Azjata patrzył na swoją różdżkę, tym bardziej miał dość tej lekcji. Transmutacja nigdy nie była aż tak uciążliwa i  miał smutne przeczucie, że ta lekcja szybko dla niego się nie skończy.
Z rezygnacją powtórzył formułkę, wykonując już dobrze znany gest różdżką.
-Repleo- Rzucił, na tyle lekko na ile pozwalały mu resztki, względnie dobrego psychicznego samopoczucia. Zostało ono niemal zgwałcone w ułamku sekundy, kiedy odłamki kielicha rozprysnęły się po całym biurku i okolicy w której siedział chłopak. - Kuso, kuso...kuso! - Wysyczał przekleństwo kilkukrotnie, nie wierząc własnym oczom. To już przechodziło jego najśmielsze oczekiwania. Po co mu była ta Europa i jej dziwactwa?!
Naprawa kielicha Reparem zajęła mu chwilę, w przeciwieństwie do chociaż jednego poprawnego rzucenia Replea.
Sam już nie wiedział czy to Europa go tak stresuje, jest beznadziejny z transmutacji, czy też jest to winą jakiegoś mało zabawnego zrządzenia losu.

Kostka:1
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka):8
Powrót do góry Go down
Eugene Sawyer

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   24.09.16 0:18

Eugene, dumny i pewny swego sukcesu jak tylko być można, wszedł wraz ze swoją stałą ekipą do klasy i zajął… Cóż, dosyć sporą przestrzeń. Nie to żeby przy tym byli specjalnie cicho. Tak czy siak, chłopak wparował do środka, usiadł ze swoim przyjacielem i rozejrzał się jak gdyby nigdy nic, z czegoś tam się podśmiewając. Oczywiście raczej rozglądał się za resztą Ślizgonów, bo uczniowie z innych domów go nie interesowali wcale a wcale. Nawet stwierdzenie, że byli dla niego powietrzem, byłoby mocnym niedopowiedzeniem. Za to jego wzrok padł na pewną niesamowicie interesującą osobę, której nie mógł nie posłać aroganckiego uśmieszku i odmówić mrugnięcia okiem.
Fate Ravenwood. Rudowłosa niszczycielka żyć i siewca chaosu. Naturalnie, sam fakt, że ambicja, podłość i arogancja to coś, czym wręcz jej osoba obciekała, sprawiał, że Eugene zwracał na nią znacznie większą uwagę niż na inne dziewczyny. Może nawet za dużą uwagę. Szczególnie, że ta się spóźniła, co automatycznie na chwilę skupiało uwagę tylko na jej osobie, po czym przeparadowała przez pół sali do ławki na przeciwko Euegene'a.
Możliwe, że przez to zawalił pierwszą próbę. Bowiem choć nie patrzył się już na owego cudownego demona śmierci (no dobra, starał się, w tych okolicznościach zadanie było utrudnione), jego myśli zostały rozproszone na tyle, że machnął różdżką, wypowiedział zaklęcie i... Kielich się rozpadł. Ups! Siedzący obok przyjaciel Eugene’a rzucił na to komentarz, na co ten odpowiedział soczystym „spierdalaj”, po czym zaklęciem „reparo” naprawił swój haniebny błąd. Cholera. Tym razem dobrze byłoby może się jednak popisać też czymś więcej niż baranim rozumem.

Kostka: 1
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 1
Powrót do góry Go down
Fate Ravenwood

avatar
Gracz


Skąd : Paryż
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   24.09.16 12:59

Transmutacja. Jeden z tych przedmiotów, które dla Fate miały jakikolwiek większy sens. Nic więc dziwnego, że zaszczycała nauczycielką swoją obecnością na każdej lekcji, tym samym pokazując tym bezmózgim Puchonom, jak faktycznie powinno się zabierać za ten przedmiot. Wszak to była sztuka, podobnie jak eliksiry, jednak niestety nie każdy miał do tego odpowiednie predyspozycje, co iście irytowało Ślizgonkę. Jej przekonanie, że tylko osoby urodzone w szlachetnych i czystych rodzinach powinny się za czarowanie zbierać, z pewnością się nie zmieni, tym bardziej jeśli na każdym kroku widziała nieudolność większości uczniów. Jak chociażby ten dzieciak w sali wypoczynkowej, który nawet nie pomyślał, aby rzucić zaklęcie.
Wchodząc do klasy, lekko spóźniona, skinęła nauczycielce i razem ze swoją przyjaciółką, która niemal nie odstępowała jej na krok, niczym świta, usiadła w ławce tuż przed Eugenem, któremu rzuciła krótkie spojrzenie, dokładając do tego lekki uśmiech czający się na kształtnych ustach. Odgarnęła włosy z twarzy i wyciągnęła różdżkę. Na całe szczęście nie była spóźniona na tyle, aby nie dowiedzieć się w czym rzecz, bo prawdę powiedziawszy nie miała zamiaru nikogo się o to dopytywać. Ostatecznie zapewne wysłałaby dziewczynę obok na zwiady, żeby zdobył potrzebne informacje, jednak tym razem obyło się bez wykorzystywania.
Kiedy jej wzrok padł na pusty kielich, na którym mieli ćwiczyć, westchnęła cicho. Repleo. Gdzieś już czytała o tym zaklęciu, jednak nie miała okazji go używać. Bo po co? Niemniej jednak miała zamiar opanować je do perfekcji, bo w jej naturze było zwyczajne bycie najlepszą.
W tym celu wycelowała w naczynie, wykonując taki ruch dłonią, jak wcześniej pokazywała nauczycielka. Wymówiła zaklęcie i… coś poszło wyjątkowo nie tak. Czy to za sprawą Puchona, który śmiał na nią spojrzeć, czy może po prostu los jej nie sprzyjał. W każdym razie kielich się rozpadł, a sama Fate skrzywiła się nieznacznie, by zaraz naprawić to Reparo. To tylko jedno niepowodzenie, prawda? Odbije je sobie później w lochach, na jakimś przypadkowym jegomościu z żółtych szatach.

Kostka: 1
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 8
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   24.09.16 13:22


Zawsze starała się nie spóźniać, by tym samym nie skupiać na sobie wzroku klasy, jednak niestety nie wyszło jej to specjalnie. Spiesząc się do klasy uważała, by po drodze na nikogo nie wpaść, lub nie rozwalić jakiejś cennej rzeczy. Nie potrzebowała w tej chwili dodatkowych zmartwień, więc w swoim serduszku liczyła, że wszystko pójdzie bez najmniejszych problemów.
I faktycznie. Dotarcie do sali nie było tragiczne w skutkach, jednak problemy zaczęły się pojawiać po przekroczeniu progu, o który niefortunnie się potknęła omal nie lądując twarzą na podłodze. Jedynie szybka pomoc jakiegoś miłego chłopaka, który siedział najbliżej wejścia sprawiła, że została uratowana. Podziękowała mu cicho, czując, jak się czerwieni. Kiedy się wyprostowała rzuciła ciche „dzień dobry, przepraszam za spóźnienie” i udała się do wolnej ławki, aby już bardziej nie przeszkadzać. Nawet podczas tak krótkiej trasy coś ponownie poszło nie tak i dziewczyna potknęła się chyba o własne nogi, skoro na ziemi nic nie leżało i poleciała do przodu. Wyciągnęła dłoń, aby złapać cokolwiek i niefortunnie natrafiła na czyjeś ramię. Krótkie spojrzenie, ocena sytuacji, by utwierdzić się w przekonaniu, że był to Ślizgon siedzący za rudowłosą dziewczyną.
- Ojej, p-przepraszam – cofnęła szybko rękę cofając się o krok. – N-nie chciałam – i szybko czmychnęła do wolnej ławki, która jak na złość znajdowała się obok ławki tegoż Ślizgona. Teraz musiała się jedynie modli, aby nie chciał się zemścić.
Wyciągnęła różdżkę z nadzieją, że ćwiczenie pójdzie jej dobrze. Transmutacja nie była jej ukochanym przedmiotem, ale też nie miała większych problemów. Przynajmniej do tej pory, bo wiadomo, że wybuchające przedmioty było jej codziennością.
Wycelowała w pusty kielich i cicho mruknęła formułkę zaklęcia. Patrzyła oniemiała, jak naczynie wypełnia się sokiem. Jaka szkoda, że kiedy płyn dotarł do krawędzi, kielich wcale nie przestawał się napełniać. Nie. Sok uznał, ze fajnie będzie się przelać i żyć własnym życiem, co ostatecznie spowodowało, że płyn zaczął ściekać z ławki na podłogę, jak również na szatę Puchonki. Pisnęła cichutko, starając się to jakoś powstrzymać. Zanim jednak wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, trochę płynu prawdopodobnie obryzgało siedzących obok Ślizgonów. Chwilę później powstrzymała katastrofę patrząc przepraszająco na nauczycielkę.

Kostka: 5
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 10
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   24.09.16 17:02

Najgorszą rzeczą po wakacjach było chodzenie na zajęcia. Autentycznie. Nie dość, że nie mogła się wyspać, to dodatkowo właśnie była w ostatniej klasie, a co za tym szło, po prostu nauczyciele nie dadzą jej żyć codziennie powtarzając, że nie zda, jeśli się nie ogarnie. Co z tego, że nie miała większych problemów z nauką i jak tylko chciała, potrafiła być faktycznie dobra? Problem w tym, że nie zawsze jej się chciało i często potrzebowała odpowiedniej motywacji.
Tym razem jednak niemal bez problemu udała się na transmutację. Lubiła ten przedmiot, chociaż był iście skomplikowany. Ale kto wie, może uda jej się zabłysnąć? Nie to, aby potrzebowała czyjej aprobaty. Kiedy znalazła się na miejscu okazało się, że oczywiście się spóźniła. Wparowała więc do środka, niczym burza, witając się z nauczycielką i zajmując wolną ławkę gdzieś pośrodku sali. Natężenie Ślizgonów nie umknęło jej uwadze, ale wśród nich nie dostrzegła Lysandera. Nie to, żeby łaknęła jego towarzystwa. Jasne, przespali się ze sobą. Ale to było jednorazowe, prawda? Nadal przecież tak bardzo go nienawidziła. Zrzucała winę za tamten epizod na hormony, wściekłość i pewnie zielsko. Może sama nie paliła, ale pewnie chłopak coś rozpylił i naćpała się oparami. Inaczej nie mogła tego wytłumaczyć.
Potrząsnęła głową, aby wygonić z umysłu te chore myśli. Nie potrzebowała ich, musiała się skupić na zajęciach i na nauce zaklęcia. W końcu nie była frajerem, no halo. Wyciągnęła różdżkę, skierowała ją na puchar i powiedziała łatwą formułkę. Coś chyba jednak nie do końca wyszło, bo kiedy usłyszała poruszenie momentalnie się obróciła, a tym samym różdżka w kielich nie trafiła, a sok zaczął lać się z jej różdżki, oblewając stolik, jak również trochę podłogę. Wykazując się sprytem skierowała strumień od razu na kielich, napełniając go. Przynajmniej nie rozwaliła kielicha jak niektórzy!

Kostka: 4
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 7
Powrót do góry Go down
Eugene Sawyer

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   25.09.16 1:18

To była chwila. Eugene był w pełni zajęty sobą, przyjacielem i rudym diabłem… Chciał też machnąć to zaklęcie dobrze, pokazać jej, że nie jest jakimś przygłupem z liśćmi zamiast mózgu, jak Puchoni na przykład, ponowił więc próbę, wymawiając wyraźnie zaklęcie i tym razem skupiając się na zadaniu. I w pierwszych sekundach, kiedy to kielich zaczął się napełniać, nawet mu wychodziło! Tyle, że potem COŚ śmiało nie tylko się na niego spojrzeć, ale też go DOTKNĄĆ. Spojrzał gwałtownie w tą stronę, a widząc PUCHONKĘ trzymającą go za ramię, syknął odsuwając się wściekle.
- Zabieraj swoje brudne łapy, Puchońska sieroto!  - warknął z obrzydzeniem.
Wtedy też przelał się sok… Eugene przerwał zaklęcie natychmiast, jednak nie na tyle szybko, by ciecz nie rozlała się już na części jego stanowiska. Zerwał się na równe nogi nie chcąc samemu zostać oblanym, bo tego dziewczyna by już nie przeżyła. Po sekundzie miotnął szybkim „chłoszczyć”, przy tym mordując Mayę spojrzeniem tak nienawistnym, że dziwne iż nie wyrządziło jej to faktycznej krzywdy. I musiał naprawdę walczyć ze sobą by czegoś nie powiedzieć, McGonagall jednak wciąż była obecna, a Eugene nie był na tyle głupi by przy niej się angażować w większe wyzwiska czy morderstwa. Nie, przy niej nie…
- Pogadamy sobie potem! - rzucił do niej z pozoru spokojnie, ale tonem mrożącym krew w żyłach.
Za to w przyszłości? Nie chodź lepiej sama, Mayu. Może się to źle skończyć. Eugene spojrzał na swojego sąsiada z ławki, po czym przeniósł wzrok na McGonagall. Cóż, no trudno. Usiadł, z morderczym chłodem patrząc na nauczycielkę, po czym zajął się obmyślaniem planu jakby tu zakończyć życie śmiecia, który miał czelność zbliżyć się do niego, dotknąć, ODEZWAĆ SIĘ do niego, a potem jeszcze spowodować spieprzenie zadania. Zdaniem Eugene’a, żadna strata dla ludzkości, wręcz przysługa. A jego przyjaciele z pewnością pomogą mu w zobrazowaniu Mai jak ogromny błąd popełniła.

Kostka: 5
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 6
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   26.09.16 1:56

Była... Cóż, jak zwykle spóźniona. Mimo to w ogóle się tym nie przejęła. Chyba wszyscy się już do tego przyzwyczaili, nie tylko uczniowie, ale również nauczyciele. Jedyne, na co zjawiała się absolutnie i bezwzględnie punktualnie, były mecze quidditcha. Bo przecież nie można było ryzykować zwycięstwem przez jakieś kretyńskie nieprzyjście na czas. Za to swoją edukacją mogła, bo uczyła się najczęściej popołudniami. Lekcje były dla niej za wcześnie, by dobrze przyswajać wiedzę. Z resztą, była dość niezła, więc nie przejmowała się specjalnie tym, czy gdzieś zdąży, czy nie.
Tym razem weszła na transmutację akurat w momencie, gdy profesor McGonnagall pokazywała zaklęcie. Jak gdyby nigdy nic Blackwood zajęła jakieś wolne miejsce, starając się nie robić zamieszania i z lekkim uśmieszkiem skinęła głową Eugene'owi. Odstawiła na bok torbę, przeciągnęła się i wygrzebała z niemałym trudem swoją różdżkę. Zaciskając na niej palce skierowała na kielich, odchrząknęła i wykonując ruch, który jak jej się wydawało, wykonała wcześniej nauczycielka, wypowiedziała stosowną formułę, starając się jak najlepiej naśladować jej intonację.
Uśmiechnęła się do siebie, gdy strumień soku trysnął z jej różdżki. Sprawnie nakierowała go na kielich. Nie tak najgorzej, jak na pierwszy raz i jeszcze w dodatku niemal ominięcie prezentacji. Miała nadzieję, że nie jest to zwyczajny fart i następnym razem pójdzie jej przynajmniej tak samo dobrze.

Kostka: 4
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 6
Powrót do góry Go down
Imaizumi Shotaro

avatar
Gracz


Skąd : Tokio
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   26.09.16 15:51

Japończyk nie wyobrażał sobie, że akcentowanie zaklęcia w wersji angielskiej będzie tak tragiczne. Może na prawdę powinien, zacząć uczyć się niewerbalnych albo mruczeć formułki po angielsku? Kręcił głową raz po raz, starając się skupić na wymawianiu inkantacji w głowie, aby nie zrobić kolejnego błędu gdy przyjdzie mu do wymowy jej na głos.
Kolejna próba skończyła się jednak...następnym szczurem. Kielich po raz kolejny zmienił się w zwierzątko, które wesoło zaczęło skakać po jego książkach i przyborach szkolnych. Tego było dla Shoty zbyt wiele. Przygryzł nerwowo wargę i po raz kolejny rozejrzał się po reszcie uczniów w klasie, biorąc szczura w dłonie.
-Co ja Ci zrobiłem...przecież to nie ma najmniejszego sensu, Panie Szczurze.- Mruknął pod nosem, uważnie taksując towarzyszy niedoli. Tak jak przypuszczał, inni przynajmniej nie byli takimi niedojdami jak on.
Pan Szczur tym razem nie był jednak skory do współpracy. Wręcz przeciwnie, najwyraźniej stwierdził, że chce się trochę rozerwać i...wyskoczył z dłoni Azjaty, prosto pod jego ławkę. Shotaro, który jednak najpierw przechodzi do czynów zamiast do myślenia...zanurkował za nim. Kiedy chwycił zwierzaka i chciał się wyprostować, najwyraźniej zapomniał, że ma nad sobą blat. Łupnięcie Azjaty o drewno było nad wyraz słyszalne, a zaraz po nim po pomieszczeniu potoczył się dość głośny jęk.
To nie był jego szczęśliwy dzień i zdawał sobie z tego sprawę, z każdą kolejną minutą.

Kostka:2
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka):10
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   26.09.16 23:14

Rozejrzała się po sali z wyższością, zerkając, jak radzą sobie inni. Parsknęła cichym śmiechem, kiedy jakiś Gryfon zmienił swój kielich w szczura. Za grosz talentu. Zmrużyła mściwie oczy i dumnie wyprostowała się na krześle. Musiała przyznać, że bardzo lubiła transmutację. I w ogóle wszelkie praktycznie przedmioty, jak obrona przed czarną magią, albo zaklęcia. Gorsze podejście miała na przykład do zielarstwa albo historii magii - brrr! Zdecydowanie wolała machanie różdżką niż ślęczenie nad księgami, choć i do tego się rzecz jasna przykładała.
Jednym haustem opróżniła kielich z soku dyniowego, bo oto nadszedł czas na drugie podejście. Hecate mimowolnie poprawiła włosy i z gracją umieściła różdżkę tuż nad kielichem.
- Repleo - rzekła stanowczo, uderzając jej końcem w brzeg naczynia, które natychmiast poczęło wypełniać się słodką cieczą. Ślizgonka ze zdziwieniem stwierdziła, że sok zaczyna się przelewać, uniosła więc kielich do ust i jak gdyby nigdy nic zaczęła sączyć jego zawartość. Cóż, poszło lepiej niż poprzednio, miała nadzieję, że wciąż nie jest to tylko szczęście początkującego, a rzeczywiście się czegoś uczy. Jeszcze parę razy i była pewna, że perfekcyjnie opanuje zaklęcie. Wszak nie było specjalnie trudne, wymagało tylko nieco praktyki. Osobiście wolałaby nauczyć się czegoś nieco bardziej przydatnego, niż napełnianie kieliszka sokiem dyniowym.

Kostka: 5
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 11
Powrót do góry Go down
Imaizumi Shotaro

avatar
Gracz


Skąd : Tokio
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   27.09.16 20:22

To był moment w którym Azjata czuł się już na prawdę źle. Nie dość, że bolał go tył głowy oraz kark, to jeszcze zwierzak w jego dłoniach gryzł i wściekle drapał. Trochę krwi poleciało na posadzkę, ale jeszcze więcej na szatę Shotara. Wypełzł spod biurka, licząc na to, że jeszcze nie został największym pośmiewiskiem w tej klasie.
Najwyraźniej się mylił. Kiedy zobaczył, kilka par oczu skupionych na jego osobie, przygryzł nerwowo wargi. W tym momencie ból którego z każdą chwilą przybywało, przez ataki szczura był już mało istotny. Nawet kiedy przestawał być przyjemny.
Resztkami silnej woli przywołał na twarz maskę chłodnej obojętności, po czym wrócił na miejsce. Starał się jeszcze posłać Pani Profesor, przepraszające spojrzenie, po czym przetransmutował zwierzaka na powrót w kielich.
Wtedy też wziął kilka głębszych oddechów, przenosząc wzrok na swoje dłonie. Gdyby nie to,  że ranki zostały zrobione w takich warunkach, na pewno by się z nich cieszył. Jednak w momencie w którym, ludzie obserwowali go jak jakąś małpę w cyrku, nawet nie był w stanie cieszyć się z przyjemnego szczypania.
Zacisnął dłoń na różdżce, skupiając całą swoją uwagę na potęgowaniu bólu poprzez wzmacnianie zacisku na drewnie. Poranione opuszki, przejechały kilkukrotnie po drewnie, nim w końcu spoczęły w bezruchu.
-Repleo- Mruknął starając się wykrzesać z siebie resztki ekscytacji. Na próżno, chyba bardziej zdziwiłby się gdyby zaklęcie należycie podziałało. Fakt, po raz kolejny roztrzaskanego kielicha...nie wzbudził w nim żadnych emocji. Tak przynajmniej mogło się zdawać postronnym.
Wewnątrz Azjaty, w jego własnym małym piekle...właśnie budził się Szatan.

Kostka:1
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka):11
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   27.09.16 23:50

Dobra, Azjacie znowu coś nie wyszło. Miała ogromną ochotę zaśmiać się głośno, jednak nie zrobiła tego. Postanowiła skupić się na wykonywaniu zadania. Wszak należało ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Czasem myślała, że tylko ona to tak naprawdę rozumie. Że wszyscy w tej szkole są albo kretynami, albo cholernymi nierobami. Niemniej często przymykała na to oko, chciała przecież mieć do kogo usta otworzyć.
Dwa względnie udane podejścia znacząco podniosły pewność siebie Lilith. Tym razem nie do końca uważała na to, co robi, rozglądając się po sali. Kątem oka tylko zerkała na kielich i mruknęła coś od niechcenia pod nosem.
Ślizgonka szybko zorientowała się, że coś jest nie tak. Zanim szur zdążył pisnąć, schowała go jednym ruchem pod ławkę i ściskając w garści zmieniła w kielich. Uniosła naczynie do ust udając, że z niego popija. Miała nadzieję, że nikt tego nie zauważył, zachowywała się zatem, jakby absolutnie nic się nie stało, a zaklęcie wyszło zupełnie poprawnie. Plusem było, że usiadła gdzieś na końcu i to z torbą na ławce, więc pewnie zasłoniła kielich, kiedy ten zmienił się w gryzonia. Była niemal przekonana, że wszyscy tak skupiali się na powierzonym zadaniu, że nikt nie zwrócił uwagi na jej porażkę.
Hecate jednak zarumieniła się mimowolnie i postanowiła, że zaraz pójdzie jej lepiej. Może jednak te dwa pierwsze razy to było szczęście nowicjusza? Wiedziała, że talentu jej nie brak, ale również, że to nie wystarczało. Jak mogła tak zepsuć takie łatwe zaklęcie? Musiała je rzucić wyjątkowo nieuważnie. Obiecała sobie, że postara się bardziej.

Kostka: 2
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 13
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   28.09.16 0:00

Miała przeczucie, że nie był to jej szczęśliwy dzień. Dlatego zabarykadowała się jeszcze dokładniej, chowając za trzymaną na ławce torbą i stosem podręczników. Nie zamierzała być pośmiewiskiem, nie po dwóch bardzo dobrych próbach. Uwielbiała przecież transmutację i była wcale niezła. Takie porażki były hańbiące. Plama na jej honorze. Postanowiła zadbać więc, by nikt nie dostrzegł jej kolejnego niepowodzenia.
Skryta przed wścibskimi spojrzeniami zacisnęła mocniej palce na różdżce i szepnęła cichutko formułkę. Ku jej przerażeniu kielich rozprysł się na małe kawałeczki! Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, jednak zachowała zimną krew i natychmiastowo rzuciła reparo. Całość nie trwała więcej niż kilka sekund.
Lilith rzuciła jeszcze spojrzenie na klasę, upewniając się, że wydarzenie wszystkim umknęło. Zwłaszcza temu Gryfonowi, z którego przed momentem się nabijała.
Mimo niepowodzenia czuła, że jest blisko. Że jeszcze raz jeden rzuci zaklęcie i je zapamięta. Nawet jeśli znów miała zmienić naczynie w drobny mak, czuła, że wie, o co chodzi. Naprawdę miała pecha, ale wiedziała, że nikt nie zrozumie, a wolała nie być na ustach połowy szkoły. Nie zostawiliby przecież na niej suchej nitki, odkąd nie należała do tych specjalnie lubianych. Nie rozumiała tego zupełnie, ale też nie zamierzała robić nic, by to zmienić. Uważała, że dbanie o opinię publiczną to strata jej jakże cennego czasu.

Kostka: 1
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 14 :"D
Powrót do góry Go down
Imaizumi Shotaro

avatar
Gracz


Skąd : Tokio
Liczba postów : 21
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   28.09.16 0:20

Nikt nie patrzył? Nikt na niego podejrzanie nie zezował? Czy wypowiadanie formułki zaklęcia w rodzimym języku byłoby karalne? Miał ochotę to sprawdzić mimo wszystko. Najwyżej zarobi jakiś szlaban na dzień dobry, ale nie miał zamiaru więcej robić z siebie szopki.
Przygryzł wargi i poprawił okulary, wskazującym palcem powoli. Rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu, oceniając czym zajęta była cała reszta uczniów i...czy przypadkiem profesorka nie zerka teraz w jego stronę.
Kątem oka ujrzał Ślizgonkę, która nagle zaczęła zachowywać się podejrzanie. Najpierw coś ścisnęła w dłoni pod biurkiem, a następnie wyjęła spod niego kielich  - najwyraźniej w dodatku pełen.
-Czy dolewanie pod ławką napojów nie jest przypadkiem zakazane?- Zamruczał pod nosem, uśmiechając się jakoś tak mimowolnie. W końcu...nie tylko ona naginała teraz zasady, o ile faktycznie to robiła. Potem natomiast zakopała się niczym nornica w stosie podręczników. To dopiero cudowne powielenie, JEGO strategii.
Ten zielony dom, musiał być domem jakichś śmieszków i spiskujących ludzi.
Farmułka zaklęcia, tym razem wypowiedziana po Japońsku, zadziałała dokładnie tak jak sobie wyobraził Shotaro. No...prawie. Sok zaczął się wylewać, więc Azjata szybko przesunął naczynie nad podłogę. Nie chciał w końcu zamoczyć swoich podręczników!
Sprzątnął pośpiesznie cały bałagan który wywołał zaklęciem i dopił resztkę soku. Angielskie inkantacje, zdecydowanie nie były dla niego. Poczuł jednak, że uratował swój honor! Odetchnął i oparł się o oparcie krzesła.
-Repleo. Tak.- Chrząknął pod nosem, jakby na siłę starał się przekonać samego siebie, że...zrobił wszystko dokładnie tak, jak wymagała nauczycielka.

Kostka:5
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka):16
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   28.09.16 21:41

Rose przyszła na lekcję wcześniej, jak zwykle. Ona akurat nigdy się praktycznie nie spóźniała, jeśli trzeba było, biegła przez cały zamek byle tylko zdążyć na czas. Zdziwieniem więc nie było, że czekała na panią profesor już od dłuższego czasu, powtarzając z książki teorię i tak naprawdę siedząc z nosem wciśniętym w książkę, jak zwykle. Wzrok uniosła dopiero kiedy to Maya weszła do klasy i napatoczyła się jakiemuś Ślizgonowi. Biedna dziewczyna... Z jakiegoś powodu (chociaż to akurat nie było trudne do zauważenia) wiedziała, że Puchonka nie wyjdzie z tego cało. Jak było temu Ślizgonowi? Edmund? Euzebi? Coś na "e" na pewno... Co nie zmieniało faktu, że z wyglądu go kojarzyła i, jak w sumie każdemu innego Ślizgonowi, wolałaby mu się pod nogi nie wepchać.
A co jeśli chodzi o jej próbę z kielichem? Podeszła do tego bardzo ambitnie, oczywiście. Tylko że to nie wystarczyło, bo komentarz owego ucznia ze Slytherinu rozproszył ją (była bardzo empatyczną osobą, a o Mayę, którą darzyła sympatią, dodatkowo się martwiła widząc, że ostatnio jest jakaś nieswoja) i kiedy podniosła wzrok na Puchonkę, sok wylał się.
- Cholera. - burknęła pod nosem, szybko sprzątając co się wylało. Eh, ciężkie życie pierdoły. Kiedy pozbyła się soku, rozejrzała się czy nikt nie widział. Cóż, nie tylko ona rozlała!

Kostka: 5
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 8
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   28.09.16 22:10

Jesse zwykle radził sobie na lekcjach. Zwykle. Czasem. Okej, różnie to bywało. Ale starał się i zawsze dawał z siebie sto procent, w końcu matka za niego płaciła. Nie miał wstydu by się opieprzać podczas gdy ona zaharowuje się by co roku kupić mu co trzeba. Nienie, trzeba się postarać.
Tak czy siak, z transmutacji dobry nie był. I fakt, że się nie czuł ani trochę na siłach dziś robić to ćwiczenie, wcale nie był dziwny. A nie pomógł mu fakt, że Maya najwyraźniej miała naprawdę podły dzień, a to po stokroć bardziej go martwiło niż głupia transmutacja. Dlatego też skupił się całkowicie na dziewczynie. Gdyby nie fakt, że za Eugenem siedziała cała banda Ślizgonów, pewnie by stanął w jej obronie bez wahania. Ale wszystko potoczyło się szybko, ona migiem przydreptała do niego i usiadła z nim w ławce, a Ślizgon, na którego wpadła, odpuścił. Tak przynajmniej mu się zdawało, do czasu kiedy nie dodał ostatniego zdania. Przełknął nerwowo ślinę.
- Nie martw się, wyjdziemy pierwsi jak tylko lekcja się skończy i zaszyjemy się gdzieś na boku. Do jutra mu przejdzie. - spróbował dodać jej otuchy łagodnym tonem.
Po tym zdecydował się zobaczyć co też wyjdzie z jego czarów. Niby zrobił co trzeba, niby było okej, ale... Sok zaczął lecieć z końca jego różdżki? Dziwne... Skierował szybko jej koniec nad kielich, w ten sposób go napełniając. Cóż, nie o to chodziło, ale jest to jakiś rodzaj udanej próby... Prawda? Zerknął na McGonagall, jednak jasne było, że czeka go następna próba. Eh...

Kostka: 4
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 4
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   30.09.16 17:52

Przyzwyczaiła się już do bycia niewiarygodnym pechowcem, ale tego wszystkiego było już za wiele. Jak to się stało, że dwa razy udało jej się poprawnie rzucić zaklęcie, a teraz szło jej tak dramatycznie? Lubiła transmutację i zawsze uważała się za raczej biegłą, jeśli o nią chodziło, więc jej irytacja sięgała wręcz zenitu.
Najpierw szczur, potem rozbity kielich. Lilith miała szczerą ochotę rzucić różdżką o ścianę. Zamiast tego odetchnęła jednak kilka razy głęboko i rzuciła pełne gniewu spojrzenie Gryfonowi. Najwyraźniej zaczynał łapać o co chodzi. Stokroć lepiej było po porażkach wykonać coś poprawnie, niż na odwrót. A z tym właśnie borykała się Ślizgonka. Nie lubiła myśleć, że jej sukcesy były tylko łutem szczęścia. A tak to wyglądało.
Hecate postanowiła, że spróbuje jeszcze jeden raz, ostatni. Czuła, że jest blisko zapamiętania zaklęcia. Warknęła gniewnie formułkę, już nawet nie przejmując się specjalnie jej poprawnością i stuknęła kielich różdżką, może trochę zbyt gwałtownie i mocno, bo znów rozprysł się na kawałeczki. Choć miała ochotę krzyczeć, rzuciła reparo i poskładała kielich do kupy. Odłożyła różdżkę, nie wiedząc, czy ma próbować dalej, czy tyle wystarczy. Chciała zniknąć. Miała nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na szereg jej sromotnych porażek.

Kostka: 1
Suma punktów (wszystkie dotychczasowe kostki + skrytka): 15 ja pierdykam xD"
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Klasa Transmutacji   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Pierwsze piętro-
Skocz do: