Share | 
 
Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 14:08

Bałem się zasypiać. Miałem ponad trzydzieści lat i myśl o nadchodzącym wieczorze i konieczności pogrążenia się w ramionach Morfeusza wywoływała u mnie ataki paniki, niemal zawsze tłumionych szklaneczką ognistej. Strach wywoływały u mnie nie potwory kryjące się w zakamarkach pokoju, ale w najciemniejszych zakątkach mojej wyobraźni. Nawiedzały mnie co noc powodując gwałtowne przebudzenie w przemoczonej od potu koszulce i w towarzystwie skomlących psów. Były ze mną niemal każdej nocy, jednak tej postanowiły mi odpuścić. Może dlatego, że miałem towarzystwo? Najwyraźniej Winston znowu wgramolił się do łóżka, mimo że zawsze mu tego zabraniałem. Przejechałem niewinnie dłonią po jego grzbiecie i ku własnemu zaskoczeniu pod palcami nie poczułem szorstkiej sierści kundla, ale gładką ludzką skórę z wyraźnymi zgrubieniami w niektórych miejscach... blizny? Uchyliłem leniwie oczy i ujrzałem smukłą i niezwykle znajomą sylwetkę, pokrytą w dużej mierze tatuażami. To tylko Bruno. Mogłem jeszcze się na chwilę... Bruno? Bruno!!
Wspomnienia poprzedniego wieczora zaczęły do mnie coraz wyraźniej docierać, powodując ból gdzieś z tyłu głowy i nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. To się nie mogło naprawdę wydarzyć! A jednak się wydarzyło, mimo że nie miało prawa. Plasnąłem się głośno w czoło i przygryzłem policzek na tyle mocno, że poczułem w ustach metaliczny posmak krwi.
Musiałem jakoś z tego wybrnąć. Wstałem starając się nie obudzić przyjaciela i na oślep wyciągając z szafy ubrania wciągnąłem je na siebie. Wygładziłem szary podkoszulek i poprawiłem granatowe dresy. Wyglądałem tak, jak codziennie rano, jednak tak się nie czułem. Znacie ten moment po ostrej imprezie, kiedy przypominacie sobie kompromitujące was momenty wieczoru? Chce się wtedy użyć Obliviate na wszystkich świadkach i na sobie samym. Katastrofa.
Powłócząc nogami skierowałem się do łazienki, gdzie odkryłem spore ugryzienie na swojej szyi, kiedy na chwilę spojrzałem w lustro. Bo później już lustra nie było, gdyż roztrzaskałem je na małe kawałki pięścią. Szlag. Ale się narobiło.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 14:40

Spał, oddychał równomiernie, a jego umysł nadal był niczym niezmącony.
Gdyby tylko wiedział, że ten trzask tłuczonego szkła niczego dobrego nie zapowiadał zaciągnąłby wyżej na głowę koc pod którym leżał i udawał, że go nie ma. Skrzywił się kiedy doszedł do niego ten stłumiony dźwięk. Miał w ustach istną pustynię, głowa pulsowała nieprzyjemnie, każdy ruch powodował, że wszystko zaczynało wirować, a on nie mógł za nic zebrać myśli. Czuł, że w żyłach zamiast krwi krąży mu wciąż ognista, której sobie wczoraj nie żałował. Nie mógł złapać tylko tej nitki, która doprowadziłaby do tego dlaczego czuje się wymięta szmata. Nie otwierał oczu, bojąc się, że promienie wdzierające się przez brudne okna wypalą mu oczy. Coś mu jednak nie pasowało. Leżał na łóżku, a nie cholernie twardym i niewygodnym materacu, który każdego obiecywał, że wyrzuci i kupi nowy. Obok siebie nie czuł też ciepłego ciała Galaxy… Na wspomnienie o niej poczuł, że to co ma w żołądku podchodzi mu do gardła i jedyne co był w stanie zrobić to przekręcić się na bok i pozwolić treści żołądkowej wylądować na podłodze.
Bardzo powoli wracał do niego poprzedni wieczór i z każdym kolejnym strzępkiem wspomnień czuł, że żołądek ponownie podchodzi mu do gardła. Tylko jej imię kołatał mu się w głowie. Przecież dopiero co ją odzyskał, a teraz znów stracił. Tym razem na zawsze, bez cienia nadziei, że kiedykolwiek wróci. Czuł się… Nie umiał tego opisać, nie chciał o tym myśleć, pozwalać sobie na odczuwanie wszystkiego. To dlatego sięgnął po pierwszą butelkę, chciał zagłuszyć uczucia, emocje, siebie.
- Gdzie ja, kurwa… - powoli otworzył oczy i odetchnął, bo był w tak dobrze znanym sobie mieszkaniu. Czyli prawdopodobieństwo, że zrobił coś głupiego zmalało i był wdzięczy Merlinowi za to, że zrozpaczony szukał pocieszenia u przyjaciele. Zawsze mogło skończyć się to gorzej niż smutek, żal i rozgoryczenie które bełkotliwie mu składał w zdania - Garett… - jęknął w momencie kiedy jego żołądek zrobił kolejnego fikołka i ruszył się zbyt gwałtownie z łóżka, co skończyło się kolejnym przyozdobieniem jego podłogi. Posprząta, na pewno. Ale zaraz, pierw musiał znaleźć przyjaciela. Musiał go zobaczyć, aby ten powiedział mu, że Galaxy żyje, że to nie prawda, że ktoś ją zamordował. Powędrował do łazienki skąd usłyszał wcześniej dźwięk tłuczonego szkła i jak tylko do niej dotarł żołądek ponownie dał o sobie znać. Tym razem nachylił się nad toaletą, choć jedno sprzątanie mniej.
- Ona żyje, powiedz, że ona żyje - jęknął, nie podnosząc się z kolan. Żałośnie musiał teraz wyglądać. Owinięty w koc, który i tak spadł odkrywając większość nagiego ciała. Tak mocno złapał się tego, że nie pozwalał sobie na resztę wspomnień, które go atakowały. Gdyby w tej sekundzie doszło do niego w jaki sposób spędził noc… Oderwał wzrok od kafelków i przeniósł go na Garetta, ale zaraz tego pożałował, bo jak tylko zjechał spojrzenie na jego szyję wróciły kolejne strzępki minionej nocy. Było tego za dużo i jeżeli wcześniej czuł się jak szmata tak teraz… Otwierał i zamykał usta, ale żaden dźwięk z nich się nie wydobywał. Skulił się tylko na podłodze i próbował nieporadnie zakryć się kocem, bo nagle zaczął się wstydzić swojej nagości.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 15:09

Lustro zbiło się na setki odłamków rozcinając przy tym z finezją moją skórę. Mimo wszystko ból fizyczny przyniósł mi nieocenioną ulgę i chwilowy spokój, dłonie przestały się trząść, a wszystkie napięte mięśnie rozluźniły się. Przyjemny szum zaczął subtelnie wypełniać moje uszy. Spojrzałem w resztki swojego odbicia na ścianie widząc za sobą jelenia odlanego z przedziwnej wciąż płynącej cieczy, z której ani kropla nie skapnęła na podłogę. Poczułem jego chrapliwy oddech na karku i zacząłem oddawać się nieco choremu transowi, kiedy usłyszałem niewyraźny głos z sypialni, a po chwili odgłos przypominający wymiotowanie. Ocuciło mnie to w zupełności.
Z czasem głos ten przeistoczył się w wytatuowanego mężczyznę, który opadł u moich stóp na podłogę i zwrócił wprost do toalety żółć wymieszaną ze śliną. Zacisnąłem mocno pięści, szczękę i oczy.
- Bardzo chciałbym to powiedzieć - Mruknąłem i otworzyłem oczy pochylając się nad przyjacielem. Wyglądał strasznie, do tego stopnia, że coś ukuło mnie w środku. Zmarszczyłem brwi patrząc w przestrzeń nad jego ramieniem. Nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy.
Westchnąłem ciężko i ściągnąłem z haczyka ręcznik, po czym zamoczyłem jego fragment w wodzie. Czułem się zobowiązany do tego, aby zatroszczyć się teraz o niego. Doskonale pamiętałem jak ktoś niezwykle drogi mojemu sercu zniknął, a najgorsze w tym wszystkim było to, że wciąż miałem tę durną nadzieję, że żyje. Lecz nikt mi wtedy nie pomógł. Dlatego ignorując kwaśny zapach wymiocin uklęknąłem przed Brunem i otarłem jego twarz wilgotnym ręcznikiem, ścierając z jego ust alkohol, to co przed chwilą zwrócił i najważniejsze, czyli swoje pocałunki. Liczyłem się z tym, że prawdopodobnie zaraz zacznie stawiać opór, ale był słaby. Z powagą wypisaną na twarzy wyszedłem na moment z łazienki, a gdy wróciłem miałem w dłoni inny koc. Pochyliłem się nad nim spokojnie, otulając go jego ciepłem i pozwalając zachować resztki intymności.
- Zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo w tej chwili mnie nienawidzisz, ale pozwól sobie pomóc... tylko dzisiaj, później mogę zniknąć z twojego życia - Powiedziałem ze spokojem patrząc jak drobne strużki krwi ściekają z moich dłoni. To było jedyne przyjemne uczucie tego dnia.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 18:49

Czuł się tak jakby nie był w swoim ciele, bo ani ręce, ani żołądek go nie słuchał. Nadal nie wiedział jak mu się udało pokonać te kilka kroków do łazienki. Wspomnienia wracały, a on nie mógł nad nimi zapanować, wtaczały się do jego głowy nie dając sekundy na przemyślenie tego co się stało. Boleśnie rozdzierały umysł i gwałciły go w najpodlejszy z możliwych sposobów. Cień tego, że błagał o chwilę bliskości również przemknął mu przez głowę, ale…
Miał ochotę złapać go za brodę i zmusić do tego, aby spojrzał mu w oczy, ale na to był za słaby. Czuł się przez to jeszcze gorzej, o ile to w ogóle było możliwe.
- Spójrz mi w oczy - chciał krzyknąć, ale zamiast tego wyszedł mu żałosny jęk, a wysiłek który włożył w te słowa zakończył się kolejnym pochyleniem nad muszlą. Chciał go odepchnąć i ten jego pierdolony ręcznik, a później koc, którym go okrył, choć teraz to nie było już potrzebne. Wszystkich tych myśli było za dużo. Przeplatały się ze sobą nie dając chwili wytchnienia, nie pozwalając o niczym zapomnieć choćby na kilka sekund.
- Jeszcze nie tak dawno nie miałeś żadnych oporów przed niczym, a teraz nie potrafisz mi spojrzeć w oczy? - prawie szeptał bojąc się kolejnej reakcji organizmu. Głowa nadal mu pulsowała i nic nie przemawiało za tym, że to może się zaraz skończyć. Odepchnął ten ręcznik od swoich ust i położył się na zimnych kafelkach, bo tylko one dawały mu w tym momencie chwilę ukojenia. Były tak przyjemnie chłodne… Wyciągnął rękę po kawałek lustra, które teraz było tylko wspomnieniem. Obracał między palcami ten ostry kawałek, który ranił jego palce, ale Bruno zdawał się nie czuć tego bólu.
- Pomóc - powtórzył za nim głucho, bo czy nie po to wczoraj przyszedł? Wsparł się na prawej dłoni, aby unieść się trochę w górę, aby ponownie spojrzeć na przyjaciela. Celowo opierając się na resztkach lustra, pozwalając im przebić skórę i czekając na ból. Fizyczny ból, który wiedział, że będzie w stanie znieść. Z tym psychicznym sobie nie radził, teraz patrząc na Garetta poczuł ogromną złość. Nie wiedział skąd ona się wzięła, ale zaczęła być jedynym co teraz czuł. Skoro już to było coś innego niż ból po stracie ukochanej i to wszystko inne czego na razie nie potrafił nazwać uczepił się tego najmocniej jak potrafił - Jakbym pozwolił ci rzucić na siebie jedno Obliviate. Jedno. Pozbawiłbyś mnie wspomnienia ostatniej nocy czy bólu po stracie ukochanej? - tak mocno teraz potrzebował przyjaciela. Tak bardzo chciał pozwolić mu sobie pomóc, ale zamiast tego cisnął w niego pytaniem na które nie było dobrej odpowiedzi. Wiedział o tym, ale chciał znać odpowiedź. Nawet jeżeli miałby go zmusić do tego i tak to zrobi - Bez wymówek i pierdolenia. Krótka odpowiedź, nie chcę żałosnego tłumaczenia - teraz dopiero poczuł ból, którego doświadczał już przecież od dobrej chwili. Drobinki lustra mocno wbijały się w dłoń, na tyle mocno, że nie był już w stanie się na niej utrzymać. Ponownie znalazł się twarzą na podłodze, tylko że teraz walnął w nią z impetem.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 20:33

Zacisnąłem mocno zęby, aż poczułem głośne strzyknięcie w swojej szczęce - efekt uboczny dawnej dyslokacji. Miałem ochotę wybuchnąć krzykiem i walnąć porządnie Bruna w ten jego wytatuowany łeb, a z drugiej strony pogładzić go po nim i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie będzie, mamy kurwa wojnę, nie towarzyskie spotkanie.
- Nie potrafię spojrzeć ci w oczy, bo widzę w nich swoje odbicie - Syknąłem i wreszcie nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, mimo że wiele mnie to kosztowało. To co ujrzałem w zwierciadłach jego duszy sprawiło, że po raz kolejny coś we mnie pękło. Widziałem jego wielki ból, rozpacz i nienawiść. Przygryzłem wewnętrzną stronę policzka chcąc powstrzymać powoli napływające do oczu łzy. Galopujące gorgony, co ja mu zrobiłem...
- No jeszcze mi powiedz, że to ja wlałem ci ognistą do gardła i postanowiłem zaciągnąć do łóżka. Całkiem ci odbiło? - Warknąłem zamykając oczy i pocierając je mocno palcami. Czułem się coraz gorzej z samym sobą, ale to nie ja nalegałem przez pół godziny, rozpaczliwie pragnąc bliskości. Byłem durny nie mogąc oszacować konsekwencji swojego działania. A za głupotę należy się kara, to i mam za swoje.
Otworzyłem oczy i ujrzałem, że Bruno pokłada się po szkle, które mocno rani jego skórę. Z początku zafascynowany chłonąłem wzrokiem każdą kroplę krwi, która wypływała z jego ciała, ale to był Bruno, nie jakiś tam kawał mięsa. Z krótkiej chwili zadumy wyrwał mnie jego głos. Mrugnąłem kilkakrotnie słysząc pytanie.
- Wspomnienia z ostatniej nocy. Z ukochaną łączą cię również dobre wspomnienia, a wczorajsze do nich nie należy - Powiedziałem spokojnie patrząc na jego czoło, żeby miał wrażenie, iż patrzyłem prosto w jego oczy. Musiałem jakoś zareagować na rany, które sobie zadawał, ale bałem się, że odpowie na to zbyt impulsywnie i zrobi sobie jeszcze większą krzywdę. Ja się nie liczyłem.
Kiedy opadł na podłogę miałem szansę, żeby przetransportować go do łóżka. Bez chwili namysłu i z niewielkim trudem wziąłem go na ręce i zatargałem do miejsca, z którego przed momentem wyszedł. Podniosłem z szafki nocnej różdżkę i skierowałem ją na rękę przyjaciela.
- Ferula - Mruknąłem patrząc jak bandaże powoli oplatają rany. Poczułem się wtedy winny. Winny temu, że nie mam w domu esencji z dyptamu, która podziałałaby zdecydowanie szybciej. Westchnąłem cicho i poprawiłem koc, którym był przykryty, a następnie skierowałem się w stronę słusznych rozmiarów kałuży wymiocin. Nie skrzywiłem się ani o milimetr, mimo że widok nie napawał optymizmem i skierowałem swoją różdżkę w stronę żółtawej cieczy.
-Evanesco - Powiedziałem, a źródło nieprzyjemnego zapachu zniknęło z podłogi. Szkoda, że nie dało rady w podobny sposób naprawić naszej relacji i śmierci Galaxy. Do dupy trolla z taką magią.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 21:43

Chłód był dobry.
Leżenie na podłodze w łazience żałosne. Do uzupełnienia całego obrazka brakowało tylko, aby zachłysnął się własnymi rzygowinami. Żołądek mu się skręcał cały czas, głowa nadal pulsowała, a w ustach miał okropny posmak. Szczęście pełną gębą. Najchętniej zostałby w tej łazience dopóki nie zdechłby z głodu, ale widział, że nie ma tak łatwo. Prędzej czy później Garett wykopie stąd jego dupsko, chociaż gdyby mógł mieć wybór wolałby, aby to nastąpiło później. A najlepiej nigdy. Też bardzo przyjemny termin.
- Odbiło mi wczoraj skoro uznałem, że przyjście do ciebie będzie najlepszą z moich opcji - odpowiedział ze złością starając się kontrolować oddech, kiedy skupiał się na nim to trochę czuł się lepiej, a przynajmniej jego żołądek. Przyjemnie będzie utrzymać go na miejscu przez kolejne kilka minut, chociaż nie wiedział czy to będzie wykonalne - Byłem pijany, najebałem się i nie ogarniałem świata. Wystarczyło wepchnąć mnie pod koc. SAMEGO! - czuł się podle, szczególnie, że kiedy zaczął powoli sklejać te strzępki wspomnieć… To on go prosił, niemal błagał o tą jedną noc, która zamiast przynieść ukojenie przyniosła tonę gówna.
- Chuja wiesz… - nie chciało mu się niczego tłumaczyć. Mało miał wspomnień z Galaxy. Zniknęła zaraz po tym jak skończyła szkołę i pojawiła się niecały rok wcześniej. Kochał ją przez te wszystkie lata, ale jej nie było. Cierpienie. To pierwsze co się pojawiało zaraz po jej imieniu. Później był ich syn… który jeszcze o niczym nie wiedział. Ponownie poczuł dobrze dzisiaj znane uczucie w przełyku i w ostatniej chwili zdążył pochylić się nad toaletą. Miał nadzieję, że na dzisiaj to już koniec. Nie miał siły na więcej.
Pozwolił mu się przenieść na łóżku i już nie bawił się w cnotliwego Bruno, kiedy po drodze spadł mu koc. Było mu wszystko jedno. Czuł się jak szmata, najgorsza ściera do podłogi na którą wszyscy spluwają. Nie dość, że sam go błagał o tą noc, to jeszcze teraz robił wszystko, aby odwrócić kota ogonem. Jego kosztem chciał się poczuć lepiej. Obojętnie patrzył na to jak bandaże oplatają jego palce. Najchętniej zostawiłby wszystko bez zmian, aby móc patrzeć na wolno spływającą krew. Widać Garett wiedział lepiej co będzie dla niego dobre.
- Dobrze, że nie zarzygałem łóżka. Zaraz stąd zniknę, tylko daj mi jeszcze chwilę. Zabiorę swoją plugawą mordę z twojego mieszkania, tyłek zresztą też. Całego siebie zabiorę - powiedział bez najmniejszego sensu patrząc w jakiś punkt na suficie. Na oślep zaczął szukać dłoni przyjaciela, ale jej nigdzie nie znalazł. Szkoda. Potrzebował jej teraz niemal tak samo mocno jak tej nocy którą z nim spędził. Mógł mówić cokolwiek i próbować obrócić to wszystko w jakikolwiek sposób tylko chciał, jednak potrzebował Garetta.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 22:19

Spojrzałem na swojego przyjaciela i wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem. Takim, którego Bruno jeszcze chyba nigdy nie słyszał z moich ust. Chłodny, który ranił. Chciałem go zranić, bo doskonale wiedziałem, że on chce tego samego dla mnie. Sadystyczne zachowania nie leżały w mojej naturze, byłem niezwykle empatyczny, ale w tamtej chwili czułem się jak zaszczute zwierzę. Byłem zagubiony. Pewnie gdybym położył Bruna pod kocem, to rano miałby podobny humor, bo czułby się skompromitowany w moich oczach. A tak zeszmaceni byliśmy oboje, jedyny plus sytuacji.
- Och, doprawdy? Chyba najpierw musiałbym cię spetryfikować - ale nie chciałem, żebyś się udławił wymiotując, dodałem już w myślach. Teraz była pora na zgrywanie zimnego Garetta, złego policjanta. Na dobrego już było za późno.
- Jeszcze śmiesz mieć do mnie pretensje? Potraktowałeś mnie jak jakąś dziwkę, którą możesz przelecieć jak ci jest źle. Szkoda tylko, że w zapłacie otrzymuję twoje darcie mordy z rana - Warknąłem mając wielką ochotę go uderzyć. Nie wiem co mnie przed tym jeszcze powstrzymywało. Chyba fakt, że leżącego się nie kopie, a ja mimo wszystko kochałem Bruna tak, jak kocha się przyjaciela. Był dla mnie ważny, o ile w tej chwili nie najważniejszy, miałem tylko jego.
Spojrzałem na niego, tak obojętnie patrzącego w sufit i cała złość zaczęła powoli ze mnie uchodzić. Wziąłem do ręki koc i starannie go przykryłem. Po chwili walki z samym sobą uklęknąłem na podłodze obok niego i chwyciłem go za zdrową rękę, niepewnie, ale ciepło.
- Przepraszam. Nie wychodź, chcę, żebyś został - Szepnąłem łagodnie i pogładziłem go kciukiem po wierzchu chłodnej dłoni. Bez podtekstów. Chciałem, żeby poczuł się odrobinę lepiej.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   11.11.15 23:18

Udało mu się sprawić, że Bruno poczuł się jeszcze gorzej. Nie było w tej chwili to łatwe, ale w jakiś sposób tego dokonał. Tym śmiechem. Przenikliwym, chłodnym i takim zupełnie nie pasującym do Garetta. Miał ochotę wepchnąć mu swoją pięść w gardło albo uciszyć go w inny sposób, ale gdyby to zrobił to jasno pokazałby, że to go rani. Nie chciał mu dawać powodu do satysfakcji. Może i zeszmacili się razem, ale ktoś i tak był w tym górą.
- Zawsze możesz mi jeszcze obciągnąć - powiedział wyzywająco, ale te słowa nie przyniosły niczego dobrego. Nakręcał się tylko niepotrzebnie, buzowały w nim te emocje i nie mógł sobie z nimi poradzić, nie miały żadnego ujścia. Nic - Jak dziwkę - powtórzył za nim, próbując w tych słowach odnaleźć jakiś sens. Nie było. Dzisiaj w ogóle go nie było. A może prowokował do tego, aby w końcu dostać po mordzie. Chyba to drugie. Chciał, aby Garett go uderzył. Pokazałby mu w ten sposób, że znaczy coś dla niego, bo po tym cholernym śmiechu, którym go uraczył czuł, że jest nikim. Nikim jako człowiek, ale co gorsze nikim dla niego - Tylko dziwki mają to do siebie, że na następny dzień nie jęczą, bo znają swoją rolę - no uderz mnie, pokaż, że jeszcze ci na mnie zależy.
Pozwolił się okryć kocem, pozwolił załapać się za rękę, tego drugiego potrzebował. Sam jeszcze przed sekundą szukał jego dłoni. Nie chciał wychodzić. Nie miał nikogo poza nim, ale to nie dlatego trzymał się go tak kurczowo. Kochał Garetta. Jak przyjaciela. Człowieka. Był mu najbliższą osobą.
- Wyglądasz jak gówno - powiedział z troską w głosie. Mógł ciskać w niego okrutnymi słowami, ale nadal się o niego martwił. Odchylił koc, mając nadzieję, że Graham dołączy do niego. Chciał tego, chciał mieć go blisko siebie. Chciał zdjąć z niego koszulkę, przytulić się do niego, aby poczuć ciepło drugiego ciała. Bez podtekstów. Bez wracania do wczorajszej nocy. Chciał mieć swojego przyjaciela dla siebie. Tak jak miał go przed tą nocą.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   12.11.15 14:12

Kolejne słowa, które od niego usłyszałem uraziły mnie jeszcze bardziej. Z jednej strony chciałem się na niego rzucić, a z drugiej z tego tłumionego w gardle krzyku miałem ochotę dokumentnie się rozpłakać. Tak, czasem z bezradności i długo powstrzymywanych emocji czułem w gardle olbrzymią, duszącą kulę, a do oczu napływające łzy. To takie dziewczęce i niedojrzałe.
- Skoro potrzebujesz dziwki, a nie przyjaciela to na przyszłość szukaj w burdelu - Wycedziłem przez mocno zaciśnięte zęby. Czułem w głębi duszy, że Bruno tak o mnie nie myślał, tylko wyżywał się dla lepszego samopoczucia. Wiedziałem jaki w środku jest kruchy i roztrzęsiony, a na zewnątrz kolczasty. Było w nim tyle sprzeczności.
- Zamknij się wreszcie, bo obaj wiemy, że nie daje ci to satysfakcji! - Wrzasnąłem chwytając go żelaznym uściskiem za krtań i patrząc mu prosto w oczy. No i masz Merlinie, nie wytrzymałem. Moje palce zaczęły się powoli zaciskać, aż wtedy dotarło do mnie co robiłem. Prawie wyrządziłem mu krzywdę, mimo że bardzo tego nie chciałem. Mrugnąłem kilka razy zaskoczony swoją reakcją i wreszcie zabrałem rękę jak oparzony.
Zdziwiony spojrzałem jak wciąż nagi Bruno zwalnia mi trochę miejsca pod kocem. Nie byłem pewien, czy mam to traktować jak zachętę, czy może oznakę, że było mu za ciepło. Byłem już zupełnie zdezorientowany.
- Uznam to za komplement z twojej strony - Mruknąłem delikatnie unosząc jeden kącik wargi do góry. Najwyraźniej zaczął się uspokajać. Mogłem odetchnąć z ulgą.
Ostatecznie uchylenie koca potraktowałem jako nieme zaproszenie. Usiadłem niepewnie tuż obok niego, obejmując go delikatnie lewą ręką. Moje palce automatycznie przesunęły się na jego łopatkę, czule muskając ją opuszkami. Chciałem dać mu odrobinę ciepła, którego w tamtej chwili mu brakowało.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   13.11.15 6:56

- Jesteś tańszy - tak szybko przyszła odpowiedź, że sam się tego nie spodziewał. Tymi słowami chciał jeszcze mocniej sprawić, aby poczuł się źle. Jeszcze gorzej niż do tej pory. I mu się udało, widział to po nim, ale satysfakcja, którą miał właśnie teraz poczuć nie przychodziła. Czuł to co wcześniej tylko teraz było to spotęgowane. Ból, złość, żal, nienawiść, strach przeplatające się i niedające chwili oddechu. Otwierał usta, aby powiedzieć coś jeszcze. Chciał spróbować zranić go jeszcze raz, ale tym razem tak mocno, żeby w końcu przyszła ta pierdolona satysfakcja. Nim to jednak zrobił na gardle poczuł palce Garetta, mocniejszy z każdą chwilą uścisk sprowadzał go na ziemię. Był lepszy niż zaklęcie, które z pewnością tak by go nie oprzytomniło - Mocniej. No dalej - wychrypiał zanim przyjaciel zabrał swoje ręce. Nie wiedział czy tego właśnie chciał, ale gdyby… Dlaczego nie. Nie chciał wiedzieć jak wygląda świat bez Galaxy, nie ważne, że przez wiele lat była nieobecna. Teraz już nie mógł liczyć na jej powrót, na to, że któregoś dnia się pojawi. Zostało mu to odebrane.
Chciał powiedzieć jak mocno go teraz potrzebuje, ale nic takiego nie opuściło jego ust. Nie musiało, bo w końcu Garett wiedział. Musiał to wiedzieć. Prawda?
- Jedyny jaki dostaniesz - mruknął w tym samym momencie w którym zakrył kawałek jego ciała kocem, pod którym sam już leżał. Przysunął się bliżej, bo kiedy poczuł na ciele jego dłoń uznał, że może chcieć jeszcze trochę więcej. Odrobinę - Pomóż mi - przypomniał sobie jego słowa z łazienki, drugiej części tego zdania nawet nie chciał przywoływać. Próbował się wygodniej ułożyć, ale z siedzącym Garettem było to trudne. Kręcił się chwilę, a ostatecznie uniósł się do pozycji siedzącej, ale to również nie było tym czego chciał. Dlatego sekundę później ponownie się położył, ale pociągnął ze sobą przyjaciela. Położył głowę na jego klatce piersiowej i wsłuchiwał się w bicie jego serca.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   14.11.15 21:47

Stwierdziłem, że jedyne co mogę w tamtej chwili zrobić to przestać atakować, mimo że tak mi było najwygodniej. Nie miało sensu użerać się z Brunem. Ba! Nie chciałem tego.
- Myślałem, że cenisz mnie bardziej - Szepnąłem bardzo spokojnie, już nie ukrywając jak bardzo bolało mnie serce. Ranił mnie, mógł być z siebie dumny, naprawdę!
Kiedy już trochę emocje opadły, a Bruno pozwolił się objąć, odetchnąłem z ulgą. Cieszyłem się, że zachowywał się tak, jakby wszystko było po staremu, chociaż obaj wiedzieliśmy, że między nami już nic nie będzie takie samo. Mimo to, jednak wiedzieliśmy, że mamy siebie i mamy na kogo liczyć nawet w tak okrutnych okolicznościach jak śmierć kogoś bliskiego. Czułem się podle, ale miałem jego, to się liczyło.
Pozwoliłem pociągnąć się do pozycji leżącej i objąłem machinalnie wtulonego we mnie Bruna. Drugą rękę już z pewną dozą niepewności położyłem na jego policzku, po którym pogładziłem go kciukiem. Chciałem, żeby czuł, że ma we mnie wsparcie.
- Zostań u mnie na jakiś czas. Nie chcę, żebyś był sam - Wyszeptałem tak, aby tylko on usłyszał, mimo że byliśmy sami. To miała być z mojej strony oferta pomocy. Chciałem, żeby ktoś mógł go przytulić, kiedy będzie tego potrzebował, potrzymać za dłoń, wcisnąć w jego jedzenie, czy nawet przypilnować, żeby podczas kąpieli sobie nic nie zrobił. Bałem się, że jeśli zostanie sam, to może się okaleczyć, tak jak tego dnia w łazience.
- Burcz sobie co tam chcesz, jesteś dla mnie bardzo ważny - Dodałem i pociągnąłem go troszkę wyżej, tak, aby móc wesprzeć policzek na czubku jego głowy. Fakt, czułem się jak gówno, ale przytulając się było mi trochę lepiej.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   14.11.15 22:23

Nie było kolejnego ataku, a jedynie spokojniejszy głos Garetta. Nie tego chciał, bo to oznaczało że koniec z przepychaniem się i ranieniem słowami. Wygodnie się było za tym schować. Zmuszać umysł do wymyślania celnych ripost czy kolejnych słów które przyniosą mu ból, aby nie czuć własnego. Obezwładniającego nie tylko umysł, ale i ciało.
- Pokazałem w nocy jak cię cenię - nie wiedział co to miało być, ale musiał mieć ostatnie słowo. Chciał, bo dzięki temu… Nic się przez to nie zmieniało. Jednak chciał tego.
Cieszył się, że Garett go nie odepchnął, chociaż na to sobie zasłużył. Nie tylko tym co działo się w nocy, ale przede wszystkim słowami teraz. Nic nie będzie takie samo przez niego. Pijackie pragnienie poczucia pod sobą drugiego ciała. Skradnięcia kilku pocałunków. Bliskości, która nie okazała się wybawieniem, a była zgubna.
- Zabawisz się w moją niańkę? Nie, dzięki - powiedział w pierwszej chwili, ale czując na policzku jego ciepłą dłoń zaraz zmienił zdanie - Zostanę, aż będziesz rzygał na mój widok.
Nie wiedział tylko czy to dobrze się skończy. Miał go teraz na wyciągnięcie ręki i choć obaj po nocy czuli się podle, Bruno chciał ją powtórzyć. Nie myślał teraz racjonalnie. Przemawiało przez niego wiele uczuć, ale to ciepło Garetta go uspokajało. Teraz nie był pijany, a chciał tego chyba jeszcze mocniej niż wtedy.
- Jak bardzo? - przekręcił głowę i ułożył ją tak, aby ich twarze nie dzieliła zbyt wielka przestrzeń. Dłoń wsunął mu pod koszulkę i czekał. Każde wyjście było złe. Dzisiaj nie było dobrych wyborów.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   14.11.15 22:54

Uważałem nasze zachowanie za trochę dziecinne. Przez chwilę miałem nawet przed oczami dwójkę pięciolatków, które krzyczały "nie lubię cię" i "ja ciebie bardziej", no i w ten sposób bez końca. Chyba każdy z nas tak robił, prawda? Przynajmniej ja z rówieśnikami tak miałem, no ale wracając - To co przed chwilą miało miejsce było skrajnie niedojrzałe. Merlinie! Stało się i musieliśmy jakoś stawić temu czoła, mimo że sytuacja była niezwykle napięta. Obaj czuliśmy się podle, ale wydzieranie się na siebie nie rozwiązywało sprawy, a tylko ją pogarszało. Faceci mają coś z dzieci, ot co.
Słysząc ostatnie zdanie Bruna jedynie przewróciłem oczami, lecz przemilczałem to co powiedział. Ktoś musiał skończyć ten teatrzyk, co nie zmienia faktu, że bardzo chciałem mu się odgryźć. Chciałem, żeby to moje było na wierzchu.
Kiedy zaś już ułożyliśmy się wygodnie, a moja subtelna fizyczna manipulacja przyniosła pożądane skutki, to trochę mi ulżyło. Może i moja obietnica była nakierowana na dobro Bruna, ale miało to swoje drugie, nieco egoistyczne dno. Pragnąłem czyjegoś towarzystwa, tak bardzo nienawidziłem samotności. Były tego namacalne dowody - Churchill, Buster, Winston i czwórka pozostałych znajd, które przygarnąłem. Przynajmniej miałem się komu wygadać.
- Dziękuję - Odpowiedziałem i mimowolny uśmiech wpełzł na moje usta. Musiałem wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i teraz zająć się przez jakiś czas przyjacielem. Potrzebował mnie, chociaż prawdopodobnie sam przed sobą nie chciał się do tego przyznać.
- Może jeszcze zapytaj na ile procent - Odpowiedziałem z przekąsem, a mój wzrok powiódł za ręką wsuwającą się pod moją koszulkę, by po chwili wrócić wprost na tęczówki przyjaciela - W tej chwili najbardziej - Przyznałem szczerze przesuwając dłonią od jego czoła, poprzez skroń aż po policzek. Po chwili namysłu musnąłem ustami jego czoło. Oczywiście bez podtekstów. Tak z troską.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   15.11.15 0:07

Było dziecinne, nie trochę, a bardzo. Dobrze, że Garett okazał się tym mądrzejszym, bo Bruno na pewno by nie odpuścił. Nie kiedy to tak przyjemnie łagodziło jego własny ból. Przez chwilę miał wrażenie, że przyjaciel specjalnie się podkładał tylko po to, aby on przez chwilę mógł poczuć się odrobinę lepiej. Jednak na szczęście to był tego chory umysł, którzy podrzucał mu dziwne scenariusze. Garett mógł zrobić dla niego wiele, ale nie coś takiego. Nie tak plugawego. Nie było chyba gorszej opcji niż podłożyć się w taki sposób. Pozwolić się skopać, aby druga osoba poczuła się lepiej. Równie dobrze mógł mu od razu splunąć na twarz.
Musiało to być subtelne, bo Bruno przez chwilę nie pomyślał o tym, że został właśnie zmanipulowany. Teraz na pewno nie był w stanie zauważyć czegoś tak drobnego i zawoalowanego.
- Na ile? - nie mógł się powstrzymać, a na jego twarzy pojawiło się przez ułamek sekundy coś co można było nazwać zalążkiem uśmiechu. Po kolejnych słowach i spojrzeniu nic więcej nie potrzebował. Muśnięcie w czoło było delikatne.
I oczywiście, że bez podtekstów.
Biorąc pod uwagę to, że druga dłoń Bruno w tym samym czasie zawędrowała niżej i teraz bawił się gumką jego dresowych spodni. Odchylając je mocno, a później puszczając, aby gumka głośno zatrzymała się na jego ciele. Sam sobie jest winien, mógł nie zakładać ich zaraz po wyjściu z łóżka. Z jego pomocą pozbyli się wspólnie koszulki i teraz Bruno miał nieograniczony dostęp do jego klatki piersiowej. Jednak i tak zatrzymał się dłonią w miejscu gdzie pozostawił po sobie ślad w postaci zębów. Przyglądał się temu, a szyja, prosiła się o więcej. Usta również, lekko rozchylone.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   15.11.15 0:47

Uśmiechnąłem się szerzej z lekkim rozbawieniem. Chyba dobrze wiedział, że jakakolwiek skala nie miała zbytniej wartości. Nie dało się opisać słowami jeśli bardzo się kogoś ceniło, przynajmniej ja nie znałem takich słów. Ot, drobna wadliwość z mojej strony.
- Nie powiem, bo staniesz się jeszcze bardziej zuchwały - Odpowiedziałem nieco wymijająco, starając się zignorować zabawę gumką od spodni. Nie wiem co mi do tego durnego łba strzeliło, ale w tamtej chwili pomyślałem, że nie mogę być zbyt czuły, bo jeszcze powtórzy się sytuacja z poprzedniego wieczora. No i oczywiście głowa swoje, a ciało swoje, bo w następnej chwili leżałem już pozbawiony koszulki z dłonią Bruna na nagiej skórze. Przynajmniej dzieliła nas warstwa dresowych spodni, bo czułbym się trochę niezręcznie. Że też kilka godzin temu na to nie wpadłem.
- Czy mam to odebrać jako sugestię do ściągnięcia spodni? - Zapytałem unosząc jedną brew do góry i lustrując go dokładnie spojrzeniem. Skupiłem się na jego sylwetce, oczami wyobraźni usuwając wszystkie tatuaże. Był przystojny, w sile wieku, mógł mieć każdą, a jednak szukał pocieszenia w moich ramionach. Garbate gargulce, co oprócz alkoholu nim wtedy kierowało? Czy chociaż przez chwilę naprawdę myślał o mnie w innych kategoriach niż przyjaźni? Nie śmiałem o to zapytać.
Mimo wszelkich obaw nie mogłem się powstrzymać, żeby nie przejechać opuszkami po jego szyi, aż moje palce nie znalazły się na obojczyku, subtelnie go obrysowując. Musiałem przyznać, że miękka ludzka skóra, była bardzo miłą odmianą dla szorstkiej sierści kundelków.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   15.11.15 18:53

Takiego przyjaciela lubił najbardziej. Uśmiechniętego. Obrysował palcem kształt jego ust i nachylił, aby pocałować go w miejscu gdzie się one kończą. Jednak to mu nie wystarczyło. Zaraz pocałował go mocniej, nachalniej i pewniej. Rozchylił jego usta językiem i zaczął to co wczoraj tak dobrze im wychodziło. Bo mimo wszystko tak właśnie było.
Trochę późno Garett zaczął się przejmować zuchwałością Bruno. To już się stało. Już był zuchwały. Za bardzo może i za mocno, ale sam na to tak nie patrzył. Miał zaburzony osąd i obraz samego siebie. Czuł potrzebę bliskości dlatego przyszedł do Garetta. Dlatego nadal był u niego i dlatego tak mocno łaknął najmniejszego dotyku, który szybko przestawał wystarczać.
- Bolało? - spytał, palcem błądząc po śladzie, który zrobił mu wczoraj na szyi. Musiało, bo odznaczał się mocno, a i z zamkniętymi oczami bezbłędnie znalazłby to miejsce. Przestał się bawić gumką od jego spodni dając mu na chwilę spokój. Chciał, oczywiście, że chciał, aby Garett pozbył się tych cholernych spodni. Zamiast mu o tym powiedzieć usiadł na nim okrakiem i sugestywnie otarł się o niego, znajdując dla siebie najwygodniejszą w tej chwili pozycję. Wsparł się na lewej ręce i nachylił nad nim, szukając w spojrzeniu przyjaciela cienia zwątpienia. Czegokolwiek co by go teraz zatrzymało.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   15.11.15 23:01

Ciągnęło nas do siebie nie dało się już dłużej tego ukrywać. Zawsze widzieliśmy w sobie przyjaciół i nic poza tym, a tego dnia? Chyba zwolniły się wszystkie blokady siedzące gdzieś w środku nas, a bariery runęły. Obaj chłonęliśmy całym sobą każdy najmniejszy dotyk, muśnięcie dłonią o skórę, a nawet pragnęliśmy więcej. Ta nieco chora gra, która toczyła się w tamtej chwili między nami zdawała się coraz bardziej nas fascynować i uzależniać, nie dało się jej powstrzymać. Nie dało się nas powstrzymać.
Dlatego mimowolnie na pocałunek Bruna zareagowałem odwzajemnieniem go. Ująłem jego twarz w dłonie i subtelnie oddałem się tej delikatnej pieszczocie, ciesząc się miękkością jego warg, gorącym oddechem owiewającym policzek. A kiedy zaczął się odsuwać postanowiłem to ja mieć ostatnie słowo i lekko przygryzłem jego dolną wargę.
- Tak. Był to rodzaj przyjemnego masochistycznego bólu - Odpowiedziałem, czując, że robi mi się gęsia skórka na szyi. To dlatego, że zbyt delikatnie musnął skórę, a ja miałem łaskotki na szyi. Co za szczęście, że tego prawdopodobnie nie pamiętał.
Kiedy zaś usiadł na mnie okrakiem, to po głowie zaczęła mi się obijać myśl, że powinienem był to przerwać, zanim znowu dojdzie do tragedii. Pragnąłem jego bliskości, ale świadomość, że mogliśmy po raz kolejny przechodzić przez to co dzisiaj rano, sprawiła, że postanowiłem położyć temu kres.
- Proszę zejdź ze mnie - Mruknąłem znów nie mogąc spojrzeć mu w oczy. Cholera, ja to potrafiłem zepsuć chwilę, ale bądźmy szczerzy, przyjaciele nie pieprzą się ze sobą.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   17.11.15 22:45

Liczył na to, że te subtelne pieszczoty przerodzą się w coś więcej. Chciał tego, nawet mocniej niż wczoraj. Wtedy był pijany i tak naprawdę nie wiedział co się dzieje. Zatopiony w smutku i alkoholu złapał się przyjaciela i razem przekroczyli nieprzekraczalną granicę. Powrót zza niej był już niemożliwy, nie zapomną o tamtym, to było jasne. Zawsze gdzieś w świadomości będą się pojawiać wspomnienia… W przypadku Bruno ich strzępki. Chaotyczne i niepoukładane, ale za to takie jego.
- Zawsze to lepsze niż wyglądać jak ciota z malinkami - przeniósł usta na jego szyję najpierw językiem obrysowując ślad, a następnie dopełniając wszystko mokrym pocałunkiem, który przeniósł na szczękę i podążał dalej do ucha, aby zakończyć przygryzieniem płatka. Spokojnie, śladu po tym nie zostanie. A może to źle? Może powinien zrobić to mocniej i przywołać ten przyjemny ból. Może wtedy nie usłyszałby, że ma zejść.
I zszedł bez żadnego słowa, bez protestu czy jakiegokolwiek zawahania.
Jednak nie przestawał go dotykać. Błądził ręką po klatce piersiowej przyjaciela patrząc na to jak unosi się i opada wraz z kolejnym oddechem.
- Dlaczego? - dopiero teraz zapytał i liczył na szczerość. Nawet jeżeli miał nią dostać po mordzie, liczył na to, że Garett nie będzie próbował ubrać tego w ładne słowa. Zresztą byłoby to trudne - Wiem, że mnie pragniesz. Inaczej byś mnie odepchnął wczoraj - dodał, całując go w ramię, a następnie przekręcając się na drugi bok. Zadbał o to, żeby ich ciała przestały się stykać. Skoro tak bardzo tego nie chciał, proszę bardzo.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   17.11.15 23:18

W swoim życiu byłem z paroma kobietami, były wspaniałe to fakt, ale Bruno... Bruno to była zupełnie inna bajka. Każdy drobny pocałunek przyjmowałem z wielką ekscytacją, były takie nieprzewidywalne, w każdej chwili moja warga mogła zostać przegryziona, a z pulsującej przyjemnie rany zacząć sączyć się krew. Tamte chwile były nieziemskie, ale prawdopodobnie nigdy już nie wrócą. Satin się pocieszył, dostał czego chciał, mógł z czystym sumieniem zostawić mnie samego.
Jednak jeszcze tego nie zrobił, został ze mną, a nawet uraczył wilgotnym pocałunkiem po nieco sfatygowanej szyi. Poczułem na skórze przyjemne łaskotanie, które mimowolnie sprawiło, że lekko przekrzywiłem głowę powstrzymując śmiech.
- Łaskoczesz - Wymruczałem obejmując dłońmi jego biodra i przymykając oczy. Miałem ochotę się rozpłynąć.
Ale tradycyjnie musiałem wszystko zepsuć i Bruno najpierw zszedł z moich bioder, a na domiar złego odwrócił się do mnie tyłem. Poczułem się źle, tak jakbym znów znalazł się w szarej rzeczywistości, jakby z pięknego snu wybudził mnie gwałtownie hałas. Przez chwilę otwierałem usta i zamykałem je, starając się dobrać odpowiednio słowa. Tylko właściwie dlaczego kazałem mu schodzić? Czyżby przez jakieś chore poczucie praworządności?
- Czuję, że postępuję nie fair. Kochasz kogoś innego - Szepnąłem wyznając właśnie w niezwykle subtelny sposób to, co roiło się w mojej głowie już od dawna, jednak sam przed sobą nie chciałem się do tego otwarcie przyznawać. Jak jakiś gówniarz się zakochałem. Mimo wszystko chciałem, żeby nie czuł się odtrącony, więc wtuliłem się w jego plecy, obejmując dłońmi brzuch na wysokości pępka i przymykając oczy - Możesz uznać mnie za ciotę - Mruknąłem wdychając przyjemny zapach jego skóry.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   18.11.15 5:55

Wcale mu się nie spodobało kiedy odsunął się od Garetta, a ich ciała przestały być blisko siebie. To było… Chciał go. Pragnął. Jednak chciał mu zrobić na złość, nawet jeżeli ostatecznie i on odczuwał brak drugiego ciała.
- Już nie mam kogo kochać - powiedział głucho, zupełnie jakby relacjonował mu wczorajszą pogodę. Świadomość tego, że Galaxy zginęła nadal do niego nie trafiała. Nie rozumiał, nie pojmował tego, to było nadal jakąś cholerną abstrakcją. Ponownie poczuł rosnącą złość, którą w między czasie zatracił, o której na razie zapomniał, bo dotyk przyjaciela koił. Złagodził ból i wytłumił emocje. To było dobre, ale ze złością było tak, że wracała. I wróciła teraz. Zacisnął pięści i spiął ciało czując dłonie Garetta na sobie, nie mógł poradzić sobie z emocjami. Jeszcze chwilę wcześniej kazał mu zejść, a teraz wtulał się w niego. Na tą chwilę dla Bruno było to za dużo. Gwałtownie odwrócił się w jego kierunku i przeturlał na łóżku, aby na powrót usiąść na nim okrakiem. Tym razem złapał go na ręce i wyciągnął je w górę zamykając w mocnym uścisku.
Nachylił się, aby go pocałować. Subtelność uleciała, zostało samo pożądanie i brutalność. Nie myślał o tym co rob, bo w innym wypadku na pewno coś takiego nie miałoby miejsca. Przecież byli przyjaciółmi… Garett był mu najbliższą osobą i nie było co ukrywać, że zajmował wyjątkowe miejsce w sercu Bruno. Ale teraz o tym nie myślał, nie chciał tego robić, bo tak było prościej, a ścieżka, którą dziś obrał mała taka być. Tylko, że Garett nie był kawałkiem mięsa, a na chwilę Bruno o tym zapomniał, przytłoczony złością i innymi emocjami. Wkładał w pocałunek swoją złość, przygryzał wargę przyjaciela, a później całował jego szyję, obojczyki i każdy inny kawałek ciała do którego mógł dosięgnąć nie puszczając jego dłoni. Było w nich coś rozpaczliwego, niema prośba na to, żeby jeszcze ten jeden raz dzisiaj. Ostatni…
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   18.11.15 20:46

No i znowu mnie zabolało. Tym razem o stokroć bardziej niż przy jakichkolwiek wcześniej wypowiedzianych przez niego słowach. A więc byłem tylko zabawką do pocieszenia się, wysmarkania w jej rękaw, a później odrzucenia w kąt. Tak się poczułem. Już nie mam kogo kochać... Cholera jasna, masz kretynie! Halo, tutaj jestem!
- Mów co chcesz - Wybełkotałem i zacisnąłem mocno zęby, nadal leżąc za jego plecami i obrysowując opuszkami palców jego pępek. Najwyraźniej byłem ciotą, która odczuwała wielką potrzebę, aby od czasu do czasu się do kogoś przytulić, a Bruno... Bruno najwyraźniej wolał kogoś przelecieć. Różniliśmy się w tej kwestii diametralnie.
Zdziwiony nagłym obrotem spraw, kiedy to po raz kolejny znalazłem się pod przyjacielem, a on trzymał moje nadgarstki w żelaznym uścisku, tylko mrugnąłem kilka razy. Patrzyłem na niego tym spojrzeniem, które wydawało się krzyczeć stanowcze 'nie'. Chciałem zacząć prawić mu morały, jednak kiedy już rozchylałem usta, aby przemówić, zostałem gwałtownie uciszony pocałunkiem. Całe pretensje ze mnie uleciały i jak głupi nastolatek dałem się ponieść emocjom, odwzajemniając każdy agresywny pocałunek. Ba! Na mocne przygryzanie wargi zareagowałem głębokim pomrukiem, tak bardzo żałując, że nie mogę objąć go w pasie, wbić palców w plecy, lub chwycić mocno za gardło. Kiedy jego miękkie usta zsuwały się coraz niżej postanowiłem odzyskać władzę w dłoniach.
- Puść... proszę - Poprosiłem chcąc wreszcie przejąć kontrolę nad rękami, a jednocześnie starając się uspokoić oddech.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   20.11.15 16:25

Mógł pokazywać to zupełnie inaczej, ale Garett nie był dla niego zabawką. Był kimś wyjątkowym, a z tamtą nocą stał się jeszcze kimś więcej. Nie chciał tego nazywać, bo żadne słowa nie były odpowiednie, zresztą nie uważał, że to było potrzebne. Mógł być pijany, mógł nie myśleć i pragnąć czyjegoś ciała jako ukojenia, ale z jakiegoś powodu wybrał właśnie jego. A myślenie w tej chwili o tym czy o czymkolwiek innym bolało. Wolał więc niczego do siebie nie dopuszczać, bo tak było łatwiej.
Zamknięcie rąk przyjaciela w żelaznym uścisku miało na celu tylko jedno. Nie chciał żeby ten go odepchnął, ale kiedy tak ochoczo oddawał mu pocałunki zapomniał o tym. Puścił jego ręce dokładnie w chwili kiedy ten o to poprosił i nie przestawał go całować. Schodził ustami niżej, przygryzając skórę i pozostawiając na niej ślady, które jednak zaraz niknęły. Może i chciał go ponownie naznaczyć, ale tego nie robił. Jeszcze nie, bo z każdą chwilą coraz mocniej przestawał nad sobą panować. To nie mogło się dobrze skończyć, ale o tym nie myślał. Skupił się na tym jaką przyjemność dawało mu obcowanie z przyjacielem. Podniecenie rosło i nie widział nic złego w tym, że Garett również mógł to poczuć, bo przecież tak mocno przylgnął do niego.
- To nie może być złe - powiedział w jego usta, kiedy ponownie wpił się w nie mocno i brutalnie, a poprzedni pomruk zadowolenia nadal miał w głowie. Wszystko co złe przychodziło później, kiedy zaczynało się analizować. Teraz się działo i Bruno nie chciał przestawać.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   20.11.15 22:32

Kiedyś gdzieś przeczytałem, że jeżeli się czegoś bardzo chce, a nie można... to można. Durne usprawiedliwienie, ale warto jakieś mieć, przynajmniej na chwilę. Logiczne było, że przyjaciele nie obcałowywali swoich prawie nagich ciał, tak nie można, ale bardzo chciałem, więc wedle wcześniejszej tezy mogłem. Cholera, gdybyście wiedzieli jak bardzo w tamtej chwili tego pragnąłem. Każda nawet najdrobniejsza cząstka ciała wydawała się drżeć w uniesieniu, a logiczne myślenie nad kontrolą własnych odruchów całkowicie się wyłączyło. Jakże prymitywny byłem, że liczyła się dla mnie tylko ulotna chwila bliskości, kiedy to nasze ciała splatały się ze sobą w fantazyjny sposób, wargi z trudem spotykały nawzajem, a zęby z tak niezwykłą łatwością natrafiały na skórę coraz niżej i niżej powodując przyjemne ciarki wzdłuż kręgosłupa. Było nawet lepiej niż wczoraj, kiedy to zaspokoiliśmy swoje żądze. Tego dnia agresywne pieszczoty wydawały się być dialogiem, a nawet niemą kłótnią, walką o dominację.
- Racja, całujesz wprost doskonale - Rzuciłem nieco niedorzecznym żartem, łudząc się, że jeszcze choć przez chwilę Bruno nie zacznie analizować co się właśnie działo. Liczyła się ta chwila. Liczył się on.
Z chwilą odzyskania władzy w rękach i ponownego zetknięcia się naszych ust, postanowiłem przejąć kontrolę, więc jednym sprawnym ruchem przewróciłem przyjaciela na plecy. Tym razem to ja znalazłem się nad nim, wkładając jedno udo między jego nogi i sugestywnie się ocierając dokładnie pomiędzy jego biodrami. Na moment pochyliłem się nad nim i z czułością spojrzałem mu w oczy. Psułem chwilę? Być może, ale miałem potrzebę na moment zatopić się w jego pięknych tęczówkach.
- Prawdopodobnie to nienajlepszy moment, ale chyba zakochałem się w panu, panie Satin - Szepnąłem i nie chcąc słyszeć jego odpowiedzi, a nawet się jej bojąc, znów pocałowałem go, ale tym razem trochę delikatniej, dłońmi błądząc po jego torsie.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   21.11.15 7:17

Nie chciał żadnych słów, żadnego odsłaniania się z emocji, to kiedy indziej, dzisiaj pragnął tylko Garetta. Jego ust na swoim ciele, dotyku, który sprawiał, że zaczynał drżeć pod jego wpływem, ale było mu mało. To nie wystarczało. Chciał go całego i to najlepiej od razu, bez żadnego zastanawiania się i analizowania. Dlatego wyłączył emocje, te które w tej chwili tak bardzo mu przeszkadzały. Niby to niemożliwe, ale zepchnął je skrajnie daleko, łudząc się, że tam pozostaną na długo.
- Wszystko robię doskonale - sugestywnie oblizał usta i chciał ponownie zacząć schodził pocałunkami niżej, tym razem zatrzymując się dopiero przed jego spodniami, aby się ich pozbyć. Nie było mu jednak dane, bo tym razem znalazł się na dole, a Garett postanowił dodatkowo go podniecić. Nie potrzeba mu było wiele, bo był rozpalony, a takim ocieraniem spowodował, że musiał przygryźć wargę, aby z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Jeszcze nie chciał mu tego dać, będzie jeszcze czas. Taką miał nadzieję, bo wszystko szło w idealnym kierunku. W końcu podążało tak jak tego chciał. Nie mógł teraz zmieść jego spodni, więc sięgnął po nie i zaczął pomagać mu je ściągać. Jednak w połowie się zatrzymał…
- Garett… - jęknął mu w usta mając do niego ogromny żal o co powiedział, bo właśnie za jego słowami potoczyła się lawina myśli. Te które stłumił i daleko odepchnął uderzyły w niego ze zdwojoną siłą. Nadal jednak rozpaczliwie próbował się ich pozbyć, całując usta z których wypłynęły te słowa. Oddawał mu pocałunek, ale nie mógł się na skupić i pogubił się w nim - Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale kocham cię od dawna - powiedział w końcu i nie ważne, że początkowo obiecał sobie milczeć. Nie chodziło mu o kochanie w sensie romantycznym, chociaż już sam nie wiedział. Kochał go, to było pewne. Od lat. Nieprzerwanie.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   21.11.15 16:49

Gdybym wiedział, że Bruno myślał, że wyzbył się emocji, to jedynie parsknąłbym śmiechem. Oj nie zachowywał się tak. Zdecydowanie nie. Czy gdyby jednak mu się to udało, to drżałby pod wpływem mojego dotyku? Czy miałby przyspieszony oddech? Czy tak ochoczo oddawałby pocałunki? Bez emocji leżałby jak kłoda, jedynie pozwalając mi na drobne pieszczoty. Ale może źle mi się wydawało...
Czułem, że nie tylko mój przyjaciel staje się podniecony, ale i moje spodnie wydawały się coraz ciaśniejsze, kiedy zacząłem całować go po pięknie wytatuowanej szyi. Jedną dłoń wsunąłem pod jego plecy obejmując go i jednocześnie wgryzłem się w odstający obojczyk. Kusiło mnie to od dawna, więc wykorzystałem ku temu pierwszą stosowną okazję.
Jednak, kiedy usłyszałem słowa przyjaciela przerwałem pocałunki chcąc spojrzeć mu jeszcze raz w oczy. Nie wydawało mi się, żeby kłamał, ale dostrzegłem w jego obliczu cień zawahania i zwątpienia.
- Ma i to wielkie - Odpowiedziałem lekko zachrypniętym głosem, więc chrząknąłem chcąc dokończyć myśl - To dla mnie bardzo ważne - Wyszeptałem i ujmując jego twarz w dłonie zacząłem zdecydowanie bardziej czule muskać ustami jego wargi, jednak szybko przerwałem, na wypadek gdyby chciał coś jeszcze powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Poranki bywają kłopotliwe [zakończone]   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Dokumentacja :: Wspomnienia-
Skocz do: