Share | 
 
Gwiezdny pokój
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Gwiezdny pokój   15.11.15 16:17

Gwiezdny pokój
Pomieszczenie to przytłacza w pierwszej chwili, kiedy przekroczysz próg. Na wszystkich ścianach i suficie błyszczą setki, jeśli nie tysiące gwiazd, przemieszczające się nieustannie, mieszające ze sobą i układające w najróżniejsze kształty. Podłogę zajmują poduchy, na których możesz się zdrzemnąć albo po prostu przesiedzieć całe popołudnie z dobrą książką. Na niewielkim stoliczku zawsze stoi czajniczek z gorącą herbatą, o co dbają zatrudnione w zamku domowe skrzaty.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   02.12.15 20:57

Ślęczał kolejny dzień nad esejem z eliksirów i nadal miał przed sobą pusty pergamin. Otaczał się tylko coraz większym stosem książek, ale nic za tym nie szło. Ciągle odpływał myślami, co było może i przyjemne, ale niezbyt dobre. Obiecywał sobie, że dzisiaj będzie inaczej. Napisze ten esej i będzie miał go już z głowy, ale jak na złość Bianka nie miała czasu, więc pozostał z tym sam. Zazwyczaj wolał właśnie taki stan rzeczy i później dopiero dawał jej do sprawdzenia, ale tym razem uznał, że lepiej przyjdzie mu się skupić w jej towarzystwie. Szkoda tylko, że nie mógł wprowadzić tego w życie, bo zaraz siedział wpatrzony w okno z głową pełną myśli, ale nie tych o antidotach. Niemal wszystkie krążyły wokół pewnego Gryfona, ale nie walczył z tym. Poddawał się temu, bo na pewien sposób było to przyjemne. Nawet szlabanu w który wspólnie się wpakowali nie odbierał ze złością. Bo to co było wcześniej było przyjemne i w ciągu ostatnich dni często do tego wracał myślami.
Sięgnął po kolejną książką, której okładka miała ciemnozielony kolor i zaraz odłożył ją na miejsce. Tak samo jak wszystkie inne które tak pieczołowicie zbierał od momentu wejścia do biblioteki. W głowie zaświtała mu pewna myśl i póki nie jej zdusił, zamierzał coś z nią dalej zrobić. Zazwyczaj kończyło się na tym, że odganiał od siebie takie rzeczy myśląc, że są głupie i dziecinne. Dlatego tak szybko poszedł napisać list, a później skierował swoje kroki na siódme piętro. Kiedyś pomylił piętra i zamiast do klasy w której miał zajęcia trafił właśnie do gwiezdnego pokoju. Spodobał mu się tutaj dlatego pomyślał, że dlaczego ponownie nie spędzić tam czasu. Teraz tylko miał nadzieję, że Felix dotrzyma mu towarzystwa. Nie wiedział czy chłopakowi przypadnie do gustu jego pomysł, więc liczył się z tym, że ostatecznie będzie mógł wieczór spędzić samotnie. A może będzie miał ważniejsze rzeczy do zrobienia? Tego nie wiedział i dopiero teraz, kiedy się chwilę nad tym zastanowił to doszedł do wniosku, że to wszystko był głupie. Lepiej było zostać w bibliotece, a nie wymyślać dziwne rzeczy.
Opadł na poduchy, które leżały na całej podłodze. Chwilę siedział, ale zaraz ułożył się na plecach, a dłonie wsunął pod głowę i wpatrywał się w sufit, próbując nie myśleć o tym, że właśnie ośmieszył się w oczach Gryfona. Jakby nie mógł przy okazji tego jak się widzą o coś spytać. Próbował odnaleźć jakich schemat w gwiazdach które zmieniały się co chwilę, ale nic takiego do tej pory nie udało mu się dostrzec. Trochę źle się czuł z tym, że tak naprawdę nie wiedział czy Felix przyjdzie. I pomijając, że teraz uważał to wszystko za coraz większą głupotę to i tak liczył po cicho na to, że zaraz drzwi się otworzą.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   02.12.15 22:02

W ciągu ostatnich kilku tygodni narobił więcej zaległości, niż kiedykolwiek. Co prawda nigdy nie był orłem w nauce, ale starał się przynajmniej być na bieżąco, wiedząc, że inaczej może mieć problem ze zdaniem. Niektórym wiedza po prostu wchodziła do głowy, niektórzy mieli potężną moc magiczną, a on... On był po prostu jedną z tych osób, które wypadają całkiem nieźle, jeśli włożą w to wiele wysiłku. Tylko jak się skupić na nauce, kiedy myśli błądzą w zupełnie innym kierunku? Kiedy próby pisania eseju kończą się kolejnymi listami wysyłanymi do jednego Krukona? Albo kilkoma stopami pergaminu zabazgranego jego imieniem. Przecież jedno słowo można było zapisać na tyle sposobów! Czemu nie sprawdzić wszystkich, prawda? A zaliczenie... Jakoś to będzie.
Miał świadomość, że oczekiwanie na szlaban nie było normalne, ale tak właściwie nie mógł się doczekać. Oczywiście, można by było spożytkować ten czas w inny sposób, ale czasem zorganizowanie wspólnego czasu nie było proste. Obaj naprawdę musieli się uczyć. Spędzali ze sobą trochę czasu, ale wciąż za mało. Nauka, treningi Quidditcha, znajomi... Gdyby byli w jednym domu, byłoby prościej. Tak czy inaczej, ich wspólny szlaban miał być czasem, który będzie tylko ich, nawet jeśli będą zmuszeni do wykonywania jakiejś nudnej, ciężkiej i nieprzyjemnej roboty. Będą tam razem. To mu wystarczyło.
To, że miał masę rzeczy do zrobienia, oczywiście nie przeszkadzało mu w tym, żeby się zdrzemnąć - kolejny dzień z rzędu. Jakimś cudem w nocy zupełnie mu to nie wychodziło, sen nie chciał nadejść, a kiedy już udawało mu się zasnąć, przychodziły senne marzenia, które zdecydowanie nie sprzyjały odpoczynkowi. Ani nawet chęci odpoczynku. Z kolei popołudniami było już jakoś łatwiej. Dzień nie miał w sobie magii nocy, może to po prostu o to chodziło.
Tak czy inaczej, teraz ledwo przymknął oczy, w okno zapukała sowa. Nie chciało mu się zwlekać z łóżka, dopóki nie dotarło do niego, że bardzo dobrze zna to ptaszysko - i zdecydowanie chce przeczytać tę wiadomość, już, teraz. I się nie zawiódł - Serpens proponował spotkanie, choć Gryfon nie miał pojęcia, o co chodzi z siedmioma pytaniami. To jednak nie miało znaczenia, liczyło się tylko to, że się zobaczą. To był ten moment, kiedy nie myślał o obowiązkach i zmęczeniu. Wszystko przestało się liczyć.
Miał trochę problem ze znalezieniem sali, bo nigdy w niej nie był. Słyszał historie, ale osobiście nie miał okazji sprawdzić. W końcu jednak trafił na odpowiednie drzwi. Wszedł pomału do środka, nie mając nawet pewności, czy Serpens jest już w środku i czy w ogóle dobrze trafił. Ale nie, był tam, leżał na podłodze i patrzył w sufit. Po cichu zamknął drzwi, starając się wydawać jak najmniej dźwięków. Podszedł do chłopaka i usiadł obok, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Czuł się trochę tak, jakby cały świat został za drzwiami, jakby teraz czas się zatrzymał i znów byli tylko oni. Tęsknił za tym.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   02.12.15 23:09

Wiedział, że to jest niemożliwie, ale próbował zliczyć migoczące punkty na suficie. Każdy sposób był dobry, aby odciągnąć swoje myśli od tego, że czeka i tak naprawdę nie wiedział czy się doczeka. Każda chwila spędzona z Gryfonem była dla niego wspaniała i ciągle mu było mało. Doba zdecydowanie ostatnio miała za mało godzin i najbardziej ze wszystkiego żałował, że znaczącą jej część są zmuszeni spędzać osobno. Zasypiając myślał o nim, a po przebudzeniu pierwsze myśli również kierował w jego kierunku.
Nie usłyszał kiedy drzwi się otworzyły i do środka wślizgnął się jego Gryfon. Nie zorientował się również, że nie jest już sam kiedy ten usiał obok niego. Cały czas był przekonany, że nadal czeka, a Felix uznał jednak, że nie warto przychodzić. Dobrze, że był sam, bo inaczej trudniej byłoby ukryć rozczarowanie, a tak to sobie poradzi. Zawsze tak było, więc i tym razem tak będzie. Nadal gdzieś poza nim było, że nie musi martwić o każde słowo, o każdy gest i cokolwiek innego co był skierowane ku niemu. Chciał się tego pozbyć i otworzyć przed nim, opowiedzieć coś, ale zazwyczaj wybierał milczenie albo zupełnie coś innego. Nie zadawał również zbyt wielu pytań w obawie, że są głupie, nic nie znaczące i zostanie to odebrane jako coś dziecinnego i niepotrzebnego. Nie żeby teraz myślał inaczej, trochę był zły na siebie, że nie napisał tego listu inaczej. Może gdyby ładniej wszystko ubrał w słowa to nie siedziałby tutaj sam. Westchnął cicho i wyciągnął rękę po poduszkę, a przynajmniej z takim zamiarem, bo wylądowała ona na czyjejś nodze. Lekko przestraszony szybko ją zabrał, bo był przekonany, że jest tutaj sam.
- Och… - wyrwało mu się jeszcze zanim odwrócił głowę i zobaczył, że to tylko Felix. Felix - Dlaczego skradłeś się tak cicho, że cię nie usłyszałem? - wyciągnął rękę ponownie, ale tym razem w pełni świadomy tego, że przestał być sam. Cieszył się jego obecnością i tak naprawdę nic więcej teraz nie potrzebował. Oczywiście poza ciszą i spokojem
- Próbowałem napisać esej na eliksiry, wziąłem książkę, która miała ciemnozieloną okładkę i… Nie wiem jaki jest twój ulubiony kolor, ani czy lubisz spać w całej piżamie czy tylko w spodniach od piżamy albo jeszcze jakoś inaczej. Ani czy kiedy wstajesz rano pierwsze o czym myślisz, że to będzie dobry dzień czy wręcz przeciwnie.
Jeździł palcami po jego udzie i wpatrywał się w te oczy, które przywoływał za każdym razem kiedy kładł się spać. Dla niego nie było dziwne, że chciał wiedzieć to wszystko, ale już nie raz przekonywał się o tym, że to co dla niego było normalne dla innych takie być nie musiało. Nadal uczył się jak to jest z Felixem. Czasem czując się pewnie innym razem znów mniej.
- Więc pomyślałem, że w ten sposób uda mi się zaspokoić swoją ciekawość na tyle chociaż, żeby udało się napisać ten esej. Chyba, że nie chcesz. Możemy zawsze to ominąć i posiedzieć, jak masz trochę czasu, bo tak nie pomyślałem, że możesz mieć coś już zaplanowane i w ogóle - zaczął pod koniec się trochę plątać, więc ostatecznie wolał nic nie dodawać. W taki sposób na pewno nie pogrąży się jeszcze bardziej.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   03.12.15 0:33

Nie było możliwości, żeby przepuścił kolejną okazję do spotkania. Niezależnie od tego, jakie miał plany, nie widział problemu w porzuceniu ich wszystkich tylko po to, żeby spędzić wieczór z Serpensem. Nie to, żeby akurat dzisiaj jakieś miał, ale tak hipotetycznie. Może to nie było za zdrowe - bo niby czemu zostawienie całego życia dla jednej osoby miałoby mieć sens - ale to był ten etap ich znajomości, że nie było innej możliwości. Może kiedyś to się zmieni, może znajdą jakiś kompromis między całym światem a sobą. Kiedyś, jeśli będą ze sobą na tyle długo. Teraz nie było na to szans. I właściwie żadna propozycja wspólnego spędzenia czasu nie była głupia ani nieodpowiednia. Obaj się bali skompromitowania w oczach tego drugiego, ale prawdopodobnie ich trzeźwy osąd nie miał tutaj żadnego zastosowania. Kompromitacja nie wchodziła w grę, w żaden sposób.
Całkiem mu się podobało to, że wciąż nie został zauważony. Trochę myślał o tym, że bardzo mocno chciałby go pocałować, ale był cierpliwy. Tym bardziej, że obecna sytuacja wcale nie była zła, wręcz przeciwnie. Obserwował w milczeniu rysy twarzy Serpensa, na które nie mógł się napatrzeć, niezależnie, ile by nie patrzył; unoszącą się i opadającą klatkę piersiową, wskazującą na spokojny, miarowy oddech... Wydawało mu się, że widzi na jego twarzy jakiś niepokój, ale nie miał pewności. Postanowił sobie zaraz go rozwiać. Ale za chwilę. Teraz patrzył.
A potem, zupełnie nagle, poczuł jego dłoń na udzie, na ułamek sekundy. Koniec konspiracji. Uśmiechnął się i pochylił, by pocałować chłopaka w kącik ust.
- Lubię na ciebie patrzeć - przyznał po prostu, uznając, że najprostsza odpowiedź będzie najlepsza. Taka zresztą była prawda - lubił na niego patrzeć i bardzo chciałby mieć okazję oglądać go w różnych innych sytuacjach. Na przykład kiedy zasypiał. Kiedy się budził. Kiedy... Tak. W różnych.
Z uwagą słuchał tego, co mówił Serpens, nie przestając się uśmiechać. To było... Urocze. To, że on się zastanawiał nad takimi rzeczami. Jasne, Felix też chciał wiedzieć o nim wszystko, ale kiedy o tym myślał, najpierw przychodziły mu na myśl inne rzeczy. Czym się martwi, kiedy nie może zasnąć? O czym myśli podczas śniadania? Z kim rozmawia, kiedy jest mu źle? Tyle że dopiero suma tych wszystkich rzeczy - myśli, upodobań i zwyczajów - dawała obraz danej osoby. I to chyba wszystko jedno, od której strony chciał się za to zabrać.
- Nie wycofuj się. Jeśli czegoś chcesz i to proponujesz, to się z tego nie wycofuj - stwierdził miękko, próbując skupić myśli jednocześnie na rozmowie i jego palcach. Uśmiechnął się. - Lubię... Granatowy. Czarny. Szary. Te trzy chyba najbardziej, ale niespecjalnie się nad tym zastanawiam, szczerze mówiąc. - Kolory niezbyt miały dla niego znaczenie, ale jeśli wybrać je po koszulach, które swego czasu nosił najczęściej, to padłoby właśnie na te. I jak teraz o tym myślał, to wydało mu się zabawne, że kolorem domu Serpensa był właśnie niebieski. Odcień był mniej ważny, liczył się fakt. - Spać lubię... Nie, po prostu sypiam w całej piżamie. Nie wiem, czy tak lubię najbardziej, bo nie próbowałem inaczej. - Spojrzał na niego z zaciekawieniem, lekko przekrzywiając głowę. - A ty? W czym sypiasz? - zapytał. Nie mógł powstrzymać myśli o tym, że bardzo chciałby przekonać się na własne oczy. Słowa wcale nie musiały być tu potrzebne.
Ostatnie pytanie było trudne. Można je było odczytać na zbyt wiele sposobów i udzielić zbyt wielu odpowiedzi. Wybranie jednej właściwej sprawiło mu problem.
- Pierwsze, o czym myślę rano, to ty - odparł wreszcie. I to była prawda, ostatnio nie potrafił zacząć dnia, nie zastanawiając się, czy spotkają się na śniadaniu, czy będą mieli szansę zamienić choć kilka słów, czy może uda im się spotkać... Potem okazywało się, że przez to ciągle o czymś zapomina, ale jakoś nie potrafił się tym przejąć. A jeszcze niedawno myślałem o tym, że wcale nie warto wstawać. Westchnął. Tak, to nie było zbyt łatwe pytanie.
- I to jest to siedem pytań? Czemu tylko siedem? - zapytał, uznając, że to zdecydowanie mu nie wystarczy, żeby dowiedzieć się wszystkiego.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   03.12.15 19:39

Najchętniej spędzałby całe dnie z Felixem, ale było to niemożliwie i bardzo tego żałował. Za każdym razem kiedy musieli iść w innym kierunku odwracał się kilka razy albo po prostu stał na korytarzu dopóki ten nie zniknął mu z oczu. Nie walczył z tym, nie chciał, a zresztą nie wiedziałby jak. Czuł się trochę jak w jakiejś bajce, ale one miały to do siebie, że zawsze pojawiał się zły charakter, który psuł wszystko. Nie czekał na to i oczywistym było, że ostatnia rzecz jakiej chciał, ale rzeczywistość bywała różna, więc gdyby mógł to oderwałby się od niej zupełnie. Zostawiłby ją razem z demonami, które co i raz szeptały mu do ucha złe rzeczy i kpiły z jego szczęścia.
- Nie wycofuję się tylko po prostu… - przerwał znów nie mogąc odnaleźć odpowiednich słów. Złościł się na siebie z tego powodu, ale im mocniej starał się je znaleźć tym bardziej uciekały - Po prostu nawet się nie zapytałem czy masz chwilę, czy nie masz czegoś ważnego do zrobienia - dokończył w końcu, co wcale nie przyszło łatwo kiedy myśli wciąż krążyły wokół tego, że się nie zasługiwało na to, aby ktoś tak po prostu spędzał z nim czas. To było zakorzenione mocno, że przebijało się przez wszystko co dostawał od Felixa. Wszelkie pocałunki i dowody na to, że on po prostu chciał spędzić z nim kolejną chwilą niezależnie od tego jakie mogło to nieść za sobą konsekwencje.
- W czymś co zakryje moje blizny, ale kiedy nie jestem w szkole to wolę bez koszulki. Jakoś tak mi wygodniej - przyznał mocniej naciągając rękawy, aby ukryć jak najwięcej z blizn. Tak odruchowo zupełnie, bo przecież Felix je widział, nie odpychały go, a nawet sprawił, że choć na chwilę spojrzał na siebie inaczej. Jednak wszyscy zawsze utwierdzali go w tym, że są czymś okropnym i, że nie powinien ich w ogóle pokazywać. Nigdy i nikomu. Szpeciły go, a innych wprawiały w zakłopotanie, więc kiedy tylko mógł ukrywał je i udawał, że ich nie ma. Szkoda tylko, że to cały czas siedziało w jego głowie i nie mógł się pozbyć tego, że jest odrażający. Przy Felixie na chwilę o tym zapominał. Otwierał się przed nim lepszy świat w którym mógł je pokazać, bez obawy o nic.
Uśmiechnął się kiedy usłyszał, że jest w jego myślach zaraz po przebudzeniu. To było miłe i zupełnie się tego nie spodziewał.
- Myślisz, że kiedyś będę mógł się obudzić obok ciebie? - nie wiedział jak to jest budzić się obok kogokolwiek, ale wyobrażał sobie, że to musiało być miłe. Szczególnie jeżeli tą osobą miałby być właśnie Gryfon. Dla niego było to pytanie czysto teoretyczne, bo nie widział takiej możliwości, nie kiedy byli w szkole. Jak bardzo nie chciałby tego i tak sądził, że to po prostu niewykonalne. Myśli o tym sprawiały, że czuł się totalnie bezradny, a jedyną możliwością było poczekać do momentu… No właśnie nie wiedział nawet jakiego. Więc to wszystko musiało pozostać w jego głowie i wyobrażeniach, które za każdym kolejnym razem były odważniejsze.
- Żebyś wybrał te najważniejsze w tej chwili, ale żebyś też później mógł zadać kolejne - położył głowę na jego udzie i ułożył się tak, żeby móc patrzeć na jego twarz - Później możemy pójść w jedno miejsce, o ile nie będzie za późno. Nie chcę, żebyś znów musiał przeze mnie siedzieć na szlabanie - cały czas uważał, że to jego wina. Nawet nie próbował się pozbyć tego uczucia, bo nie było to potrzebne. Mógł mieć tylko nadzieję, że tym razem nikt ich nie złapie, ale teraz to było co innego. Nie zamierzał opuszczać terenu szkoły, więc może nie będzie tak źle. Wyciągnął rękę, aby dotknąć jego policzka, bo nadal wydawało mu się, że za dużo dostał w ostatnim czasie i zaraz okaże się, że to wszystko było nieprawdą - Chcesz wiedzieć coś najmocniej ze wszystkiego?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   03.12.15 23:09

Rzeczywistość ostatnio w ogóle wydawała się jakaś... Nierzeczywista, jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało. Jeśli zestawić ją z tym, jak wyglądało jego życie miesiąc-dwa temu... Nie było porównania. Gdzieś z tyłu głowy czasem pojawiała się myśl, że jest zbyt idealnie, że to nie może trwać wiecznie, ale starał się ją spacyfikować za każdym razem. Nie potrzebował dodatkowych zmartwień, skoro ten raz wszystko układało się tak dobrze. Jasne, upychanie problemów, tych mniej lub bardziej potencjalnych, pod dywan musiało w końcu skończyć się źle, ale przecież nie musiał myśleć o tym teraz. Teraz była bajka. Ich bajka. Po co przejmować się czymś innym?
- Gdybym miał do zrobienia coś ważnego, czego nie mógłbym zrobić z tobą, dałbym ci znać. Gdybym nie miał na coś ochoty, też bym ci powiedział. Zaufaj mi, dobrze? - odparł z uśmiechem, ujmując jego dłoń i składając lekkie pocałunki na opuszkach jego palców. Generalnie nie sądził, żeby istniało teraz coś tak ważnego, że musiałby zrezygnować ze spotkania z Krukonem. Ani coś tak głupiego, żeby nie chciał tego z nim zrobić. A już na pewno nie należało do tego poznawanie się. Jak mógłby odmówić? Zwłaszcza, że to była jedna z rzeczy, które chciał najbardziej.
Posmutniał nieco przez wspomnienie o bliznach. Nie to, że blizny same w sobie były czymś niefajnym (choć już myśl o tym, skąd się wzięły, na pewno), ale jego podejście do nich. To, jak bardzo miał z tym problem. A Felix naprawdę uważał, że nie było powodu. Może nie były piękne, ale były jego integralną częścią. A to sprawiało, że były wyjątkowe.
- Myślisz, że jestem w stanie przekonać cię, że nie ma w nich nic złego...? - spytał cicho. Bardzo tego chciał, choć miał świadomość, że to nie będzie proste. I nawet, jeśli Serpens teraz powie, że to niemożliwe, on i tak będzie próbował. To było ważne.
Następne pytanie sprawiło, że milczał dłuższą chwilę. Ostatnio po głowie chodziła mu pewna myśl, ale nie miał pewności, czy jest w niej choć odrobina sensu. On, oczywiście, uważał, że ten pomysł jest dobry, ale nie był obiektywny w ocenie i brał pod uwagę, że może się myli. A jeśli tak, to może wyjdzie na idiotę. Wolałby tego uniknąć. Tak jak i myślenia o tym, że był hipokrytą, uważając, że nic, co robił Serpens, nie mogło być głupie, ale już jego działania owszem. Tak czy inaczej, postanowił zaryzykować.
- Wiesz, tak myślałem... Nie wiem, jak dokładnie sprawdzany jest zamek, ale może udałoby się zostać tu czy w jakiejś innej podobnej sali na noc. Nie, że dzisiaj, niekoniecznie, po prostu... Kiedyś. I wtedy moglibyśmy razem zasnąć. I razem się obudzić. - Przygryzł wargę, nie mając pojęcia, co Krukon na to odpowie. Jednocześnie nie miał innego pomysłu, niż ten, że mogliby co najwyżej spać razem poza szkołą, w wakacje czy coś. Ale do tego jeszcze bardzo dużo czasu i kto wie, co się po drodze mogło wydarzyć.
To było niesamowicie miłe, kiedy Serpens był tak blisko, nawet jeżeli pozycja utrudniała pocałowanie go. Była jednak idealna, żeby na niego patrzeć, badać palcami krzywizny jego twarzy i przeczesywać miękkie włosy. A kształt jego ust mógł obrysowywać bez końca.
- Pójdę wszędzie, gdzie będziesz chciał mnie zaprowadzić. O każdej porze. I przestań z tym szlabanem. - Nie rozumiał, w jaki sposób to miałaby być jego wina, a z jego słów to właśnie wynikało. Przecież to był jego, Felixa, pomysł, żeby poszli do Hogsmeade. Żeby wrócili tak późno. On ponosił wszelką odpowiedzialność - i nie żałował ani sekundy. Gdyby miał coś zmienić, to co najwyżej przeciągnąłby to wtedy jeszcze bardziej, bo skoro i tak kara ich nie ominęła, to szkoda, że nie poużywali sobie jeszcze bardziej.
Co chciał wiedzieć? Wszystko. Ale jeśli miał wybrać tylko jedną rzecz, nie miał pojęcia. Westchnął.
- Chciałbym cię znać. Tak całkiem. Wiesz, tak, że rozumielibyśmy się bez słów. To chyba oznacza, że chciałbym wiedzieć wszystko. Co myślisz, co czujesz, co robisz. Jaki jesteś i jaki byłeś. Jakie trupy trzymasz w szafie. Co do mnie czujesz, choć sam nie umiałbym odpowiedzieć na to pytanie - zamyślił się. To miała być gra w siedem pytań, wypadało więc jednak jakieś zadać. Od czegoś zacząć. Spojrzał na niego uważnie. - O czym marzysz?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   04.12.15 19:09

Zaufanie nie było czymś obcym, ale tak wiele razy oddawał je w złe ręce, że teraz obijało to na nim piętno. Wierzył w to, że Felix by go nie oszukał i nie skrzywdził, ale kłóciło się to mocno z tym co znał. Ból i upokorzenie, kiedy po raz kolejny okazywało się, że osoba, której zaufał chciała tylko czegoś od niego, a kiedy to dostała to znikała. Dlatego trudno było uwierzyć w to co dawał mu Gryfon. To nie znaczyło, że nie będzie próbował poczuć się przy nim pewniej. Zrozumieć, że można być dla kogoś kimś ważnym, a nie tylko zabawką, którą jak się znudzi rzuca się w kąt. Powoli mu przytaknął, mając nadzieję, że już niedługo, a może jeszcze szybciej będzie mógł mu pokazać, że zaufał i, że nie boi się tego, bo to coś dobrego.
- Są… okropne - powiedział cicho, bo jego samego one obrzydzały. Pewnie z innego powodu niż innych, ale skoro sam nie chciał na nie patrzeć to nigdy nie chciał zmuszać do tego innych. Dlatego je ukrywał z mniejszym, bądź większym skutkiem, ale zawsze - Przypominają i nie dają zapomnieć - wyciągnął przed siebie prawą dłoń i spojrzał na palce wokół których były blizny, zaraz ją cofnął i wsunął pod bluzkę, aby nikt nie musiał na nie patrzeć. Był zły na siebie, że o tym wspomniał. Jakby nie mógł powiedzieć tylko, że woli spać bez koszulki. Tyle na pewno by wystarczyło.
Kolejne słowa sprawiły, że nie mógł już dalej się złościć nawet na siebie samego. Myślał, że takie rozwiązanie jest niemożliwe, ale to Felix znał lepiej zamek, więc skoro to mogło się udać…
- Byłbyś ostatnią osobą, którą widziałbym przed zaśnięciem i pierwszą po obudzeniu. Jeżeli jest jakaś definicja szczęścia, to chyba jestem blisko tego, aby ją odnaleźć - zaśmiał się, zanim podparł się na rękach, aby choć trochę zrównać się z Gryfonem, aby go pocałować. Za każdym razem myślał, że już poznał jego usta, ale i tak odnajdywał w nich coś nowego. Coś czego z pewnością wcześniej nie było, a tylko dawało jeszcze więcej przyjemności.
- Jak mnie poznasz tak całkiem, ze wszystkim… Uciekniesz - patrzył się jeszcze przez sekundę w jego oczy po czym przekręcił się na bok, aby Felix nie dostrzegł jak bardzo się tego obawiał. Chciał go poznać, wiedzieć o nim te wszystkie rzeczy o których się nie mówi, bo są uważane za nic nieznaczące błahostki, jak i te ważniejsze. A jednocześnie bał się, że kiedy sam da się poznać to Gryfon zniknie tak nagle jak się pojawił. Poczuł się głupio z tym, że chciał lepiej go poznać, ale najlepiej niewiele dać w zamian. Wziąć chciał jak najwięcej, ale o sobie nie wspominając ani słowa. Teraz uderzyło go, że to przecież nie byłoby ani trochę fair w stosunku do Felixa, a tego nie chciał. Szkoda tylko, że zmieniało to przekonania Serpensa, że on zniknie jak tylko dowie się o nim więcej.
Przymknął oczy czego i próbował wyobrazić sobie swoje marzenie. Jedno najmocniejsze, ale to nie było proste. Zbyt wiele obrazów się pojawiało, aby wybrać ten najważniejszy.
- O takich chwilach… o tym, żeby po ciężkim dniu mieć się do kogo przytulić, a po tym dobrym mieć komu o tym opowiedzieć - niby nic nadzwyczajnego, ale dla niego było to ważne. Nigdy nie miał nikogo tak bliskiego, aby robić z nim takie rzeczy, przyziemne i zwyczajne - Nie wiem tylko czy to marzenie… Nigdy tego nie miałem, a chciałbym mocno, więc chyba można to tak nazwać? Czy marzenia są czymś co mocno skrywamy nawet przed samym sobą w obawie, że jak się choć o tym pomyśli to to nigdy się nie spełni… Jeżeli tak to już dawno swoje odebrałem, kiedy zamieszkałem z ciotką - powiedział to w taki sposób, że skoro dostał to o czym marzył to kolejne marzenie mu nie przysługuje. Nie mogło być tak, że każdy może mieć nieskończenie wiele marzeń. Nie według Serpensa, który niektóre rzeczy odbierał inaczej niż inni - Myślisz, że ile marzeń się spełnia? Jedno czy może więcej? - jakby teraz o tym nie myślał to i tak zawsze gdzieś w nich był Felix. A skoro marzenia mogły się spełnić to musiał wiedzieć ile z nich mogło się urzeczywistnić, żeby mądrze wybrał.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   05.12.15 20:52

Zaufanie było tyleż ważną, co kruchą rzeczą. Dla Felixa było właściwie wszystkim – ze względu na szacunek do drugiego człowieka nie brał nawet pod uwagę, że mógłby kogoś zawieść, na pewno nie celowo. Powierzone mu tajemnice zostawały u niego i prędzej sam przyjąłby na siebie każde zło, niż patrzył, jak komuś innemu dzieje się krzywda. Miał świadomość, że to można wykorzystać, ale on nie byłby w stanie. Umiał też docenić to, że ktoś zdecydował się mu zaufać, bo rozumiał, że to nie jest ani proste, ani oczywiste. Nie wiedział, czego Serpens się bał, ale gdyby wiedział, na pewno nigdy by tego nie wykorzystał. Chciał, żeby Krukon po prostu mógł czuć się spokojnie. Spokój mógł być wszystkim. Tym bardziej, że przecież nie było możliwości, żeby miał go wykorzystać i zostawić, bo czego mógłby chcieć? Seksu? Na pewno nie. Wiedział, że nie mógłby iść do łóżka z kimś, do kogo nic nie czuje, nawet jeśli nie zastanawiał się nad tym zbyt często. Więc czego innego? Dostawał od Serpensa bardzo wiele, ale nic, czego mógłby się spodziewać. I nic, co nie wymagałoby otworzenia się, dania też czegoś od siebie, czasem więcej, niż mógłby przypuszczać. Skrzywdzenie go wiązałoby się bardzo mocno ze skrzywdzeniem samego siebie, a pomijając już wszystko inne, instynkt samozachowawczy zwykle całkiem nieźle przed tym bronił.
Wiedział, że chłopak miał spore kompleksy na punkcie tych blizn. Bolało go to – naprawdę oddałby wiele, żeby zabrać każdy jego ból i każdą wątpliwość. Nie sądził jednak, żeby chodziło o same blizny. Te prawdopodobnie dałoby radę ukryć pod silnymi zaklęciami maskującymi i nawet, jeśli nie byłoby to proste, po takim czasie już by się nauczył. Blizny same w sobie nigdy nie były czymś złym. Wspomnienia, jakie ze sobą niosły, już owszem i Felix postanowił, że zrobi wszystko, żeby jakoś mu z tymi wspomnieniami pomóc. Nie chodziło jednak o Obliviate czy inną metodę zapominania, tak popularną w czarodziejskim świecie. Nie, on wolał mugolskie sposoby – poradzenie sobie z tym tak, by po prostu to zaakceptować. Nawet jeśli to robiło z niego hipokrytę, odkąd sam bardzo chętnie poddałby się modyfikowaniu pamięci, by móc ruszyć dalej. Ale działało. W końcu stawiał te pierwsze kroki, najmniejsze, ale i najtrudniejsze, więc Serpens też był w stanie.
Pokręcił głową, nie wiedząc, jakie znaleźć słowa, by dać mu zrozumienia, że nie ma w nich nic okropnego. W nim. Po prostu. Bo nie tylko chodziło o te wszystkie ślady na ciele, ale i o duszę, co do której nie wierzył, że mogłaby być w jakimkolwiek stopniu zła. Skrzywdzona, ale nie zła.
- Spróbuję pomóc ci zapomnieć – odparł cicho, podążając za wzrokiem Krukona na jego dłoń. Krok po kroku chciał odczarować każdy kawałek jego ciała, dlatego teraz sięgnął po tę schowaną rękę i wyciągnął ją spod koszulki. Nie mówiąc nic, gładził długie palce, obrysowywał każdą bliznę po kolei, żeby zaraz po tym je wszystkie pocałować. Ostatecznie połączył ich dłonie, splótł jego palce ze swoimi i wciąż bez słowa obserwował to, jak idealnie do siebie pasują. Cały ból, jaki się z tym wiązał, nie miał znaczenia. Pasowali do siebie. Akceptowali się nawzajem. I jeśli to wszystko wymagało, żeby wyciągać nawet te najbardziej przykre myśli i lęki, trudno. Bo zaraz potem było lepiej. Przynajmniej Felix miał taką nadzieję, że rzeczywiście jest lepiej.
Jasne, znał zamek lepiej od kogoś, kto przebywał w nim od trzech miesięcy. Jednocześnie nie do końca był przekonany, czy w tym przypadku ma to znaczenie. Poza sekretami szkoły znał też regulamin i doskonale zdawał sobie sprawę, że w czasie ciszy nocnej nie miał prawa wychodzić poza pokój wspólny. To oznaczało, że ta myśl odnośnie wspólnej nocy generalnie nie miała prawa bytu. Mógł wpakować ich w poważne kłopoty, o wiele większe, niż udało mu się to do tej pory. Tyle że racjonalne myślenie już dawno gdzieś zaginęło w natłoku uczuć i potrzeb. Odkąd wpadł na ten pomysł, nie mógł przestać myśleć o tym, że miałby szansę wtulić się w tę ciepłą skórę i tak zasnąć, co wydawało się być ucieleśnieniem poczucia bezpieczeństwa, którego tak mu brakowało. Mógłby go całować, nie patrząc na zegarek. Rozmawiać z nim tak długo, jak miałby na to ochotę, nie musząc się niczym przejmować. To był ten moment, kiedy, gdyby miał wybierać między kilkoma godzinami czystej bliskości a ukończeniem szkoły, wybrałby Serpensa. Dość lekkomyślnie, to prawda, ale szczerze.
- I mógłbyś zasnąć w moich ramionach  - dodał, czując, że chyba niczego nie pragnie bardziej. Może właśnie te coraz to nowe pragnienia Serpens odkrywał w jego ustach? Może nadzieja na szczęście dawała jakiś dodatkowy posmak, może ta pewność, że może spokojnie odetchnąć… Cokolwiek to nie było, Felix był pewien jednego – gdyby została jedna rzecz, jaką może kiedykolwiek dostać, byłby to pocałunek z tym właśnie chłopakiem. Jego chłopakiem.
Nie zrozumiał słów, które padły chwilę później, nie od razu. Miałby uciekać? Niby dlaczego? Od niego? W życiu. Nie było takiej możliwości. Nie i już. Niezależnie od tego, co Serpens ukrywał, jakie koszmary znaczyły minione noce, jak wielki ból krył się w jego sercu, on się nigdzie nie wybierał. Prawdopodobnie to był po prostu już ten moment, kiedy niewiele rzeczy mogło przebić zwykłą chęć bycia z nim.
- Sprawdź mnie – stwierdził pewnym tonem, nie pozwalając mu się odciąć. Nie ma odwracania się – przewrócił go na plecy, usiadł mu na biodrach i oparł ręce po obu stronach jego głowy. – Spójrz na mnie – poprosił, bo choć mógł mu w jakimś stopniu ograniczyć ruchy, to do tego ani nie mógł, ani absolutnie nie zamierzał go zmuszać. Chciał przejąć kontrolę nad sytuacją, choć nie do końca wiedział jak. Ale musiał, po prostu musiał dać mu do zrozumienia, że nie wydarzy się nic złego. Wszystko jedno, jaka była jego historia – Felix nad nią zapanuje i nie pozwolił wspomnieniom wyrządzić więcej krzywdy. Nie zniknie, nie ucieknie. Zostanie i sprawi, że już wszystko będzie dobrze. Może nie wiedział, jak właściwie miałby to zrobić, ale z niezachwianą pewnością, że mu się uda, nie można było dyskutować
- Zaufaj mi – powiedział cicho, patrząc mu w oczy. – Nigdzie się nie wybieram. Po prostu mi zaufaj.
Widział jego strach. Wątpliwości. Dystans. Rozumiał, choć może bardziej podświadomie. Niemniej, ważne było to, że tu będzie. Zostanie. Pomoże. W grę nie wchodziła żadna inna opcja. I będzie cierpliwy, nawet jeśli okaże się, że potrzebne są nie dni czy tygodnie, ale miesiące, a nawet lata. Może nierozsądne było wychodzenie myślami tak daleko, ale nie dbał o to. Nie widział u swego boku nikogo innego. Niezależnie od tego, co będzie potrzebne, by tę więź utrzymać.
Pocałował go lekko i podniósł się, bo zaczynały cierpnąć mu dłonie. To jednak nie oznaczało, że się odsunie, na pewno nie. Położył się po prostu obok, blisko, tak blisko, jak mógł; oparł głowę o jego klatkę piersiową, nasłuchując bicia serca. To był dźwięk, który mógłby go usypiać. Najlepiej każdego wieczoru.
Wsunął rękę pod jego koszulkę i, słuchając odpowiedzi na swoje pytanie, pozwalał palcom błądzić gdzieś po brzuchu chłopaka. Żałował, że nie może jakoś zatrzymać tego momentu. Ciepła bijącego od dotykanej skóry, zapachu jego ciała, dźwięku jego głosu. Zamknąć to w pudełku i przypominać sobie zawsze wtedy, kiedy rzeczywistość nie będzie tak cudowna… Ale jedyną możliwością było powtarzanie tego możliwie często. I to brzmiało jak całkiem niezły plan.
Uśmiechnął się, kiedy Serpens powiedział o marzeniu. Przytulenie? Rozmowa? Żaden problem. Był gotów zapewnić mu to choćby i od zaraz. I choć myślenie o sobie jako o kimś, kto może spełniać marzenia, było dziwne, to wydawało się całkiem właściwe. Bo niby dlaczego nie? Byli ze sobą – krótko, bardzo krótko, ale jednak – i przecież właśnie tego chciał. Być kimś ważnym i móc go uszczęśliwiać. A od takich prostych marzeń zawsze mogli przejść do następnych i następnych… I spełniać je wszystkie po kolei.
- Nie wydaje mi się, żeby była potrzeba ukrywania marzeń. Chcę znać twoje wszystkie, wiesz? Każde marzenie, każdą chęć, każde pragnienie, każdą potrzebę. A potem spełniać je wszystkie. Jeśli tylko mi pozwolisz, oczywiście.
Oczywiście nie uważał, że istniał limit marzeń. Wierzył też w to, że spełnić mogły się wszystkie. Dla niego sprowadzało się to do rozważań o szczęściu. Jesteś szczęśliwy, jeśli spełniasz marzenia, prawda? A przecież każdy miał prawo do szczęścia. Oni tym bardziej. Więc mieli też prawo do marzeń. I do ich spełniania. Zwłaszcza razem.
- Dlaczego sądzisz, że jest jakaś górna granica? – spytał zamyślony, skupiając się na fakturze skóry pod opuszkami palców. Delikatny dotyk momentami zmieniał się w lekki nacisk gdzieś w okolicy żeber. Szukał miłych miejsc na jego ciele, choć nie robił tego świadomie. Nie musiał o tym myśleć. Jednym z jego marzeń było odnalezienie ich wszystkich, tak po prostu.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   06.12.15 13:06

Serpens nie odbierał siebie jako kogoś kto w życiu dostał wiele złego, nie oceniał tego w taki sposób, zupełnie inaczej patrzył na to wszystko niż inni. Ojciec nie pokazał mu jak to jest kiedy szczęście wypełnia serca, w szkole też był z boku. Nienauczony jak to jest być w grupie został po prostu z niej wykluczony, a później dopiero małymi krokami uczył się w niej funkcjonować. Niektóre próby były żałosne, inne mniej, ale z każdej starał się coś wyciągnąć. Oddawał się każdemu kto chciał z nim chwilę przebywać, nie ważna jaka miała być tego cena. Z domu nie wyniósł miłość, ciepła, szczęścia, więc później szukał ich na każdym kroku, czasem niemal rozpaczliwie chwytając się czegoś co nie miało racji bytu. Po prostu uznawał, że ściągał na siebie wszelkie złe rzeczy, więc je przyjmował. Obierał jakimi są i zapamiętywał każdą jedną. Dlatego kiedy nagle był szczęśliwy trudniej było mu to do siebie dopuścić.
Samo patrzenie teraz na niego było czymś przyjemnym i uznał, że tak naprawdę nie potrzebowałby nic więcej, aby czuć w tej chwili szczęście. Mogli rozmawiać i o jego bliznach. Choć nie był to temat który chciałby poruszać, tak nie zmieniał to tego, że przy nim i tak było lepiej do tego wracać niż samemu albo w jeszcze innych okolicznościach. W pierwszym odruchu chciał wyrwać mu swoją dłoń, ale poddał się temu, bo nic złego nie mogło go spotkać ze strony Felixa. Wierzył w to tak mocno, że nie ważne co ten byłby od niego chciał to i tak bez słowa by to zrobił. Może po raz kolejny źle robił, może zupełnie nieprzemyślanie oddawał kawałem siebie komuś innemu, ale zrobił to i jeżeli miałby później przez to cierpieć… To byłoby to typowe, ale mocniejsze niż zawsze. Teraz było inaczej i choć nie umiał nazwać tych uczuć, to wiedział, że jeżeli miałoby zabraknąć przy nim Gryfona to odczuje to mocniej niż wcześniejsze straty i rozczarowania. Nie wiedział czy kiedykolwiek zapomni o tym w jaki sposób blizny znalazły się na jego ciele, ale oddawał się zapewnieniom i pocałunkom, chcąc wierzyć, że to pierwsze przełoży się na rzeczywistość. Mocniej ścisnął dłoń, kiedy ich palce na powrót były splecione, tak chciał mu dać do zrozumienia, że będę czekał na to. Na zapomnienie, które być może przyjdzie, nie oczekiwał tego od razu, a wybieganie myślami w daleką przyszłość wydawało mu się w jego przypadku zupełnie nieodpowiednie. Przecież wszystko potrafił zepsuć w przeciągu chwili, więc… Wolał teraz o tym nie myśleć. Pozwolić sobie na czerpanie z chwili jak najwięcej przyjemności.
- I obudzić się w nich - wiedział, że słowami nie odda tego jakby się poczuł gdyby tak właśnie było. Uśmiechnął się do swoich myśli, bo w nich niewiele czasu poświeciliby na spanie. Rozmowy, całowanie, wodzenie palcami po nowo odkrytym kawałku ciała. Jedna noc i tak byłby mało, ale wiedział czym smakuje spędzenie jej z Felixem, a chciał tego mocno - Jak tylko o tym pomyślę to… Nie wiem czy wiele byśmy spali, ale noc spędzona z tobą będzie warta niedospania. Wszystkiego - ponownie odnalazł jego usta. Najchętniej wcale nie przerywałby pocałunku, bez końca odnajdując w tym szczęście. Pogładził go po policzku, aby wrócić do poprzedniej pozycji, która może była wygodna, ale zdecydowanie miał teraz za daleko jego usta.
Nie zdążył mrugnąć, a już leżał pod Gryfonem z czym nie czuł się źle. Odpowiadało mu to, w jakiej pozycji się znaleźli, ale okoliczności nie za bardzo. Nadal uciekał wzrokiem, bojąc się wszystkiego co teraz można z nich odczytać. Nie na długo, bo po prośbie powoli przekręcił głowę, miał oczy mocno zaciśnięte, ale po kilku sekundach je otworzył. Spojrzał na niego i zaraz wyciągnął rękę, aby dotknąć jego ust. Obrysować je raz, a później kolejny.
- Pytanie. Konkretne pytanie - powiedział, bo sam nie wiedział od czego mógłby zacząć. Jakie by ono nie było był pewny, że mimo wszystko zdoła na nie odpowiedzieć. Nie ważne jak wiele będzie to od niego wymagało. Nie do końca wiedział co się kryje za trupami z szafy, więc wolał, aby zostało to sprecyzowane - A ja znajdę słowa, by odpowiedzieć - tylko tyle albo aż tyle. Zależy z której strony się na to patrzyło. Dla Serpensa było to , bo nikt nigdy nie chciał go poznać i zrozumieć, a teraz to się zmieniło. I chciał mu pomóc, ale nie wiedział jak to zrobić, więc teraz liczył na Gryfona, na to, że ten pokaże mu na czym to polega - A ty? Jak z twoim zaufaniem?
Wiedział, że teraz w jego oczach Felix wiele widzi, ale nie starał się tego w żaden sposób zamaskować. To nie miałoby sensu, więc pozwolił sobie na odczuwanie tego wszystkiego co od jakiegoś czasu w nim siedziało. Te złe rzeczy mieszały się z dobrymi, bo wystarczyło mu spojrzeć na niego, a już zza chmur wychodziło słońce. Chciał przyciągnąć go do siebie, ale nie zdążył wyciągnąć rąk, a Felix leżał już oparty o jego klatkę piersiową. Nie wiedział czy to będzie możliwe, że chciał przyciągnąć go jeszcze mocniej do siebie, aby bardziej poczuć bijące od niego ciepło. Podobnie jak on znalazł odpowiednie miejsce dla swojej dłoni pod jego ubraniem. Gładził jego bok, a później wracał niżej zatrzymując się przy linii spodni.
- Spełniasz je już, ale nic nie mówisz o swoich. To jak? Masz jakieś marzenie który mógłbym spełnić? - spytał, ani na chwilę nie przestając gładzić go po boku. I o ile wcześniej pokój wydawał mu się wspaniały i myślał, że bez końca będzie mógł się patrzeć na te migoczące punkty tak teraz zatrzymał wzrok na Gryfonie. Wszystko z nim przegrywało - I te inne, których nie spełnię? - sam się przed chwilą przekonał jakie to trudne pytanie, ale chciał wiedzieć. Jak masę innych rzeczy, ale na jedne przyjdzie czas, a drugich nie poruszy więcej. Chciał, aby Felix opowiedział mu coś więcej o tamtym, ale wolał nie pytać. Nie teraz, nie nigdy. Przyjął to co dostał wcześniej i nie chciał, aby wyszło na to, że będzie przywoływał tamte wspomnienia zbyt często.
- Marzenia wiążą się ze szczęściem, więc to kiedyś się kończy. Jakaś równowaga musi być zachowana. Tylko nie wiem od czego to zależy, ale później znów można mieć marzenie takie do spełnienia. Tylko to zawsze przeplata się z cierpieniem - mogło nie mieć sensu to co powiedział, ale mocno w to wierzył. W limit szczęścia, bo choć u niego nie było tego po równo to być może wcześniej dostał dużo. Może to, że nie umarł przy porodzie spłacał przez całe życie, a może to, że raz jeden matka trzymała go w ramionach było ceną za to, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej? Tego nie wiedział - A myślisz, że nie limitu? Że można zawsze mieć marzenia i je wszystkie po kolei spełniać? Że w między czasie nic złego się nie przydarzy?
Leżał przez chwilę w zupełnej ciszy, nie mogąc rozumieć jak to się stało, że leży tutaj z Felixem. To było za dużo szczęścia jak dla niego. Ale jak doszło do niego, że mogłoby coś się stać, a ten by zniknął zacisnął mocno palce na jego boku, aby przypadkiem jego myśli nie przeniosły się na rzeczywistość. Tego za nic nie chciał. Dopiero po chwili uzmysłowił sobie, że wbija mocno i pewnie boleśnie palce w jego bok i zrobiło mu się głupio.
- Przepraszam - zdołał wyrzucić z siebie, bo nie wiedział co mógłby jeszcze powiedzieć więcej. Właśnie bał się, że takimi niby drobnymi rzeczami zrazi do siebie Felixa. Bo to nie jest normalne, że nagle zaczyna się w kogoś mocno wbijać palce, nawet jeżeli trwało to chwilę to i tak nie powinno mieć miejsca - Kochałeś kiedyś kogoś?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   07.12.15 2:02

Nie wiedział, na ile może sobie pozwolić. Nawet nie tylko w czynach, ale i myślach. Czy była jakaś granica, której nie powinien przekraczać? Granica chęci i pragnień? Obawiał się, że jeśli będzie sobie życzył zbyt wiele na raz, los jakoś ukarze jego bezczelność. Już teraz dostał wiele, a zachłanność nie kończyła się dobrze. Już raz chciał wiele, a potem okazało się to gwoździem do trumny – rozumianym zbyt dosłownie. Co jeśli jego pragnienia niszczyły, zamiast budować? Ale nieważne. Nie teraz. Musiał skupić się na obecnej chwili, bo inaczej jeszcze gotów był zwariować. Albo uciec, dla jego dobra, tyle że tego za nic by sobie nie zrobił.
Przymknął oczy, wyobrażając sobie, jak by to było, trzymać przez całą noc w ramionach kogoś, kto jakimś dziwnym trafem, tak bez pytania, ale i tak z cichym przyzwoleniem, stawał się całym jego światem. Niewiele umiał sobie wyobrazić, skoro nie miał jakichś specjalnych doświadczeń na tym polu. Mimo tego czuł, że będzie to moment, po którym już nic nie będzie takie samo. Teraz jego łóżko wydawało się być dla niego idealne, ale spał w nim sam – jak będzie mógł do niego wrócić, kiedy pozna smak spania z drugą osobą? Jakkolwiek było to wszystko mocno hipotetyczne, był pewien, że to jest właśnie to, czego pragnie. Że chce sprawdzić, jak to wygląda w praktyce.
Nie wiem, czy wiele byśmy spali. Cokolwiek miało to znaczyć, wywołało przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele, mocno odbijające się na policzkach. Miał pewną koncepcję tego, jak mogliby spędzić ten czas, te długie, nocne godziny, kiedy byliby tak blisko, ale nieco blokowały to jakieś opory, zawstydzenie może, nawet jeśli chodziło teraz tylko o myśli. Irytował go rozdźwięk między własnymi pragnieniami a czymś, co może można było określić jako pruderyjność – ale taką wybiórczą, która pojawiała się tylko czasem, co było tym gorsze. A teraz nie był na nią moment, bo psuła wszystko. Starał się więc skupić na innych rzeczach, które mogliby robić razem, gdyby nic ich nie ograniczało. Wiedział jedno – pojedyncza noc nie wystarczy. W tej chwili czuł takie nienasycenie, że nie był pewien, czy istnieje taka ilość wspólnego czasu, która mogłaby wystarczyć. Zwłaszcza, kiedy czuł na sobie jego usta, jego palce… Nie sądził, że mógłby mieć dosyć.
- Może po prostu zostańmy tutaj. I nie wychodźmy stąd już nigdy – zażartował, z jednej strony werbalizując to, czego bardzo by sobie życzył, a z drugiej wcale tak do końca tego nie chcąc. Może byłoby inaczej, gdyby Serpens nie zapowiedział, że chce go jeszcze gdzieś zabrać, ale teraz był ciekawy, co to może być i na pewno nie odpuści. Zresztą chyba wolał nie przeginać, dopóki nawet pierwszego szlabanu nie odbębnili. Będą mieli to za sobą, to może wtedy będą mogli łamać regulamin kolejny raz.
Czuł jego strach, który tak bardzo chciał zabrać. On nie mógł się bać, nie było powodu, nie było potrzeby. Pocałował lekko zaciśnięte powieki, mając nadzieję, że w ten sposób go uspokoi, chociaż trochę. Kiedy Serpens dotknął jego ust, zamarł. Mimo że nie robił tego przecież pierwszy raz, to było jak dotyk motyla, którego najmniejszy ruch mógł spłoszyć. A on absolutnie nie chciał go płoszyć.
Miał zadać konkretne pytanie? Jak, jeśli nie miał pojęcia, o co pytać? Tak wprost, kto mu to wszystko zrobił i dlaczego? Nie. Nawet jeśli Krukon obiecał znaleźć słowa, to proszenie o to w tej chwili byłoby przekroczeniem granicy. Zaufanie wciąż było zbyt wątłe, żeby wystawiać je na taką próbę. Opowiedzenie niektórych historii wymagało o wiele więcej. Jednocześnie miał okazję, z której musiał skorzystać. Musiał, nie tylko dlatego, że chciał, ale dlatego, że wyciągniętej w tej sposób ręki nie można było odtrącić, żeby niczego nie zniszczyć. Pozostawało znaleźć odpowiednie pytanie.
- Czego najbardziej się boisz? – spytał wreszcie, mając nadzieję, że wybrał odpowiednio. Może odpowiedzią na to była przeszłość. Może przyszłość. Może ma to coś wspólnego z bliznami, a może nie. Jedno było pewne – nawet jeśli w ten sposób nie poruszy przeszłości, wyciągnie coś bardzo intymnego. Coś, czego nie będzie się dało cofnąć, zapomnieć, udawać, że nigdy nie padło. Wymagał wyznań, na które Serpens może nie był gotowy. Ale teraz już za późno. Zapytał.
Na to, jak jest z jego zaufaniem, mógł odpowiedzieć od razu.
- Ufam ci – odparł, dopiero wtedy zastanawiając się, jak to istotnie wygląda. Bo ufał, to fakt. Skoro to była pierwsza myśl, skoro tak mówił instynkt, to tak właśnie było. Ale co to oznaczało w praktyce? Jak wiele z siebie był w stanie dać już teraz, jak bardzo mógł się odkryć, jak bardzo mógł zawierzyć mu wszystko? Mógł? Chyba mógł. Chyba. – Jeszcze trochę się boję. Ale ci ufam.
Palce Serpensa na skórze były cudowne. Spragniona dotyku skóra domagała się więcej i więcej, choć na razie musiał zadowolić się tym, co miał. To jednak wystarczyło, żeby wzdłuż kręgosłupa raz za razem przebiegał go dreszcz. Drażniło go, że ruchy chłopaka są tak bardzo ograniczone tak małą dostępną powierzchnią ciała.
Oczywiście, że miał marzenia, które Krukon mógłby spełnić. Nawet nie musiał się długo zastanawiać, by znaleźć odpowiedź. Znowu poczuł, że się rumieni i zaczął szukać innej odpowiedzi niż ta, o której pomyślał za pierwszym razem.
- Chciałbym… – zaczął, wciąż nie do końca wiedząc, co powiedzieć. – Chciałbymżebyś nie przestawał mnie dotykać.poczuć się tak całkiem bezpiecznie. – Odetchnął, czując ulgę, że znalazł coś, czego pragnął równie mocno. Nie potrafiłby skłamać, nie mógłby zmyślać, dlatego dobrze, że zwyczajnie mógł wybrać. Nawet jeżeli opory przed zwerbalizowaniem pierwszej myśli były irracjonalne. – Nie wiem, czy mam jakieś marzenia, których nie mógłbyś spełnić. Jakoś wszystkie teraz wiążą się z tobą – dodał.
Właściwie nie miałby nic przeciwko, gdyby wśród tych wszystkich pytań padło też takie o przeszłość. Kiedyś będzie musiał o tym opowiedzieć. Nie mógł budować niczego sensownego, jeśli miałby ukrywać to, co się stało. Istniało ryzyko, że okazja nigdy nie będzie dobra, więc skoro teraz czuł się tak dobrze, skoro był tak blisko, może teraz był właściwy moment? Choć nie było możliwości, żeby sam poruszył ten temat. Nie, to akurat go przerastało.
- Wiesz, co myślę? – zaczął, zastanawiając się nad tym limitem marzeń. – Myślę, że obaj dostaliśmy już swoją porcję nieszczęścia. Ja przeżyłem wojnę, ty… – urwał, przejeżdżając palcami wzdłuż jednej z blizn. – Ty też nie miałeś łatwo. To już wystarczy. Teraz musi być dobrze. – Był przekonany, że ma rację. Obaj cierpieli z powodów, które nie powinny mieć racji bytu. Dostali zbyt wiele, by można to było znieść. Czas to wyrównać. Równowaga musi być zachowana, ale dopiero teraz ją wyrównywali.
Skrzywił się nieznacznie, kiedy poczuł wbijane palce. Trochę zabolało, ale to nic. To nie był ból, który miał jakieś znaczenie. Nie wiedział, co się stało, że Serpens tak mocno go złapał, ale to też nie było ważne. Nie wierzył w to, żeby mogło chodzić o zrobienie mu krzywdy. A jeśli nie to, to wszystko jedno. I jeśli chłopakowi miałoby to pomóc, mógłby tak wbijać w palce kiedy tylko by tego potrzebował i jak mocno by miał ochotę. Po prostu.
Jeszcze jedno pytanie. Z cyklu tych trudnych, tych, na które ciężko odpowiedzieć, jeśli wiązały się ze złymi historiami. A może to wcale nie powinno być trudne?
- Tak. Tak myślę. – Przygryzł wargę, zastanawiając się nad tym, czy gdyby to nie była miłość, to wciąż tak by cierpiał. A jeśli nie ona, to co innego? Jednocześnie był ciekawy czegoś odnośnie Serpensa. Nie, nie tego, czy kiedyś kogoś kochał. To znaczy tego też, ale czegoś innego bardziej. – Myślisz… – zawahał się. – Myślisz, że mógłbyś mnie kiedyś pokochać? – spytał w końcu, nie mając pewności, czy nie mówi za cicho, by Krukon w ogóle go usłyszał.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   07.12.15 11:08

Chciał dać mu wszystko co tylko sobie wymarzył. Każdą jedną rzecz był w stanie dla niego zrobić, bez zastanawia się i analizowania wszystkiego. Tylko, że to nie było proste. Zawsze pojawiała się jakaś mała nić myśli, która wydawała się błaha, ale prowadziła do kłębka, którego już nie można było tak łatwo zignorować. Serpens musiał teraz walczyć z czymś co dostawał przez całe życie, a co kłóciło się z tym co dostawał od Felixa. W jednej chwili poddawał się temu, a w kolejnej dochodziło do niego, że może źle robi, bo… Bo demony przeszłości były blisko i chyba zawsze pozostaną. Poradzenie sobie z nimi było ponad jego siły. Mówienie o tym nie było proste i oznaczało, że zamiast w przyjemny sposób spędzić z nim czas, będzie opowiadał o tym co go trapi, co go spotkało, a tego na pewno nie można było zaliczyć do rzeczy miłych. A z nim chciał mieć większość takich, więc odpychał demony, raz mocniej, raz słabiej w zależności od tego ile znalazł w sobie siły.
Chciałby dać mu więcej niż jedną noc. Tuzin, miesiąc to też mało, a najlepiej wszystkie jakie tylko będzie chciał. Tak byłoby najlepiej, ale na razie pozostawało tylko w jego głowie, nie było możliwości, aby każdej nocy dzielili razem łóżko, żeby mógł rozmawiać z nim przez pół nocy, a przez kolejną część całować go bez końca. Nawet ta jedna stała pod ogromnym znakiem zapytania, ale chwycił się mocno tej myśli i wbrew wszystkiemu wierzył, że to może się udać. Nie znał takiej bliskości. Wsłuchiwania się w bicie serca drugiej osoby, jej miarowy oddech kiedy się zasypiało. Trzymanie w ramionach czy składanie delikatnych pocałunków na odsłoniętej skórze, bo tak to sobie wyobrażał. Pozostawało tylko sprawdzić ile z tego przenosi się na rzeczywistość. Chciał z nim zostać i nigdy stąd nie wychodzić, nie ważne, że mogło to się wydawać absurdalne i zupełnie pozbawione sensu. Też tego chciał. Przytaknął mu, uznał, że nie musi mówić tego głośno, bo i tak wiadomo, że chciał tego samego. Nie ważne czy zostało powiedziane to w żartach, czy na poważnie. Mógłby z nim zostać i zostawić za drzwiami wszystko.
Kolejne pytanie znów nie należało do ty prostych, wolałby już jakieś konkretniejsze które nie dawało tylu możliwości. Poruszanie się po swoich lękach było niebywale trudne i na pewno przywoływało wiele złych wspomnień. Rzeczy o których chciał zapomnieć, ale obiecał, że znajdzie słowa aby odpowiedzieć. Nie chciał teraz się z tego wycofywać i nie umiałby tego zrobić, nie kiedy czuł przy jego uspokajający oddech, ciepło.
- Boje się tego, że znikniesz, bo to wszystko dzieje się tylko w mojej głowie. Też tego, że przez przeszłość nie będę umiał dostrzec w pełni tego co mam teraz. Boję się o wiele więcej rzeczy od kiedy jesteś obok, bo nie chodzi teraz tylko o mnie. Tylko o nas, rozumiesz? - nie chciał tymi słowami spowodować niczego złego, po prostu tak było. Tak się działo, że od kiedy miał blisko siebie Felixa pojawiło się więcej lęków. Większość z nich była irracjonalna, ale z nimi również musiał się zmierzyć, bo one nie znikały tylko dlatego, że takie były. Musiał ich dotknąć, poznać je, aby móc odesłać je w niebyt czy inne miejsce z którego nie wrócą - Boję się, że zawsze będę sam, że nikt mnie nie pokocha… Że zawsze będę tylko dziwnym chłopakiem z tysiącem blizn, który nigdzie nie pasuje. Tym który zabił swoją matkę przez co ojciec później go… Ganiał z żyletką. Chłopakiem, który ma rodzinę, a tak naprawdę jej nie ma, bo dla niektórych krew jest najważniejsza - szeptał. Początkowo zamierzał powiedzieć co innego, ale trudno było mu powiedzieć czego boi się najbardziej. To z nim było od dawna, ale nigdy nie mówił tego głośno. Siedziało to w nim, ale za nic i nikomu nie chciał się do tego przyznać. Zmienił to i teraz wpatrywał się w bliżej nieokreślny punkt na suficie. Za nic nie chciał teraz dostać od Felixa współczucia, ze wszystkiego co ten mógł zrobić to, to byłoby najgorszą z możliwości. Zrozumiałby gdyby teraz został sam, bo zmaganie się z lękami nie było proste, a już nie z takimi, które ciągnęły się od lat - Po co ci to? - spytał, kiedy głos mu się uspokoił i przestał drzeć jak wcześniej. W pewnym momencie myślał, że nie wytrzyma i się popłacze. Łzy polecą, a później nie będzie się w stanie uspokoić, ale tak się nie stało. Wiedział, że to przez Felixa. Samą swoją obecnością sprawiał, że mógł o tym mówić, a nie chować się za innymi lękami, które były jego, ale nie miały tak mocnej wagi. A skoro już odpowiadał na pytanie to nie chciał uciekać się do tego, aby sięgać po coś co nie było ważne.
- Też się boję, ale ufam ci. Mówię o rzeczach, które trzymałem dla siebie, bo inni mogli je wykorzystać i zranić mnie jeszcze mocniej - tak było i pokazał to we wcześniejszych słowach. W tym co odsłonił, co pokazał, a co zawsze uważał, że zachowa tylko dla siebie. Świadomość tego mogła przerażać, ale dawała też nadzieję, że to co się teraz dzieje, nie jest tylko na chwilę, że jest na dłużej. To nie było proste, ale to właśnie przez to nadawał wszystkiemu jeszcze większe znaczenie. Wtulił się w niego, bo to miało go ochronić bez strachem - To… Postaram się, zrobię wszystko, abyś tak się czuł. Bo nie masz tylko mnie, kiedy jest miło i przyjemnie. Chcę zabrać te złe rzeczy, ale będziesz musiał o nich mówić, abym mógł to zrobić - nadal nie przestawał swojej wędrówki po jego ciele. Chciał poznać każdy kawałek skóry. Scałować każdy najmniejszy, a kiedy już skończy zacząć od początku. Mówienie o niektórych rzeczach nie było proste i wiedział o tym, ale nie chciał tego z niego wyciągać. Już raz tak zrobił i teraz wolał poczekać na moment w którym Felix sam zacznie mówić. Moment w którym mu zaufa na tyle, że opowie wszystko sam.
Teraz musi być dobrze.
- Chciałbym, aby tak było - przyznał powoli wypowiadając słowa, bo nadal się miał w głowie to, że mimo wszystko nie zasłużył na to co dostawał. Na Felixa, który był przy nim i który koił nie tylko słowami, ale również gestami, samą swoją obecnością.
Wcale nie zdziwiła go ta odpowiedź. W końcu wiedział o tym, że Ślizgon był dla niego ważny, ale dopiero teraz miał potwierdzenie jak bardzo. Nie musiał się pytać o to czy właśnie jego kochał. Sam sobie to dopowiedział i nie uważał, że się z tym pomylił. Być może był ktoś jeszcze, ale na to przyjdzie czas. Na razie miał to i więcej nie potrzebował. Jego odpowiedź byłaby inna. Nie miał nigdy nikogo do kogo żywiłby tak mocne i szczere uczucie. To co czuł do tej pory było czymś innym i choć trudno był to zamknąć w jednym słowie to wiedział, że miłością tego nie można nazwać. Nawet jeżeli nie do końca wiedział co to znaczyło kochać.
Musiał mocno wsłuchiwać się w jego słowa, bo były coraz cichsze, ale nic z nich mu nie umknęło. Momentalnie poczuł, że serce bije mu szybciej, czego nie umiał wytłumaczyć, ale też nie szukał na to odpowiedzi. Nad czymś innym teraz się skupił, ale zanim odpowiedział lekko odepchnął od siebie Felixa, a kiedy ten znalazł się na plecach usiadł mu na biodrach i pochylił, aby móc swobodnie spojrzeć mu w oczy. Nie wyobrażał sobie, żeby nie mógł w nie patrzeć. Nie w momencie kiedy to pytanie tak mocno go poruszyło.
- Myślę… Że wkradłeś się do mojego serca, że chcę być przy tobie w każdej minucie, każdego dnia - podparł się rękami po obu stronach jego głowy i nie zważał na to, że zaraz może mu być cholernie niewygodnie - Chcę łagodzić twój ból i mówię o swoich lękach, bo… Jeżeli ktoś jest je w stanie zabrać ode mnie to myślę, że tylko ty będziesz w stanie - zmniejszył dzielący ich dystans na tyle, że przy kolejnych słowach delikatnie muskał jego wargi. Najchętniej od razu zatopiłby się w nich, ale chciał pierw odpowiedzieć na pytanie - Tak. Myślę, że mógłbym - pocałował go, zatopił się w jego ustach i już najchętniej nie odrywałby się od nich, ale świadomość tego, że to za mało uderzyła w niego zanim zdążył pogłębić pocałunek - Zaczynam się w tobie zakochiwać - może za szybko to było, może to nie było coś co można było powiedzieć komuś po krótkiej znajomości, ale tak czuł. Nie było żadnego chyba, żadnego zawahania przed tym, ważenia słów. Nie wiedział czy to zakochiwanie to proces długotrwały, czy to już się nie stało. Przymknął oczy, ponownie go pocałował, ale teraz niemal od razu pogłębił go, rozchylił usta, aby odnaleźć jego język. Przygryźć wargę, pociągnąć ją w dół, a później delikatnie całować. Palce wplątał we włosy Felixa, a drugą ręką gładził po policzku, ale wciąż mu było mało.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   07.12.15 22:04

- Nie zniknę. Obiecuję, że nie zniknę – to było pierwsze, co przyszło mu na myśl. Sam był tego pewien, ale potrzebował, żeby i Serpens to wiedział. Jak mógłby zniknąć? To nie było iluzją, nie mogło być. Doznania były zbyt intensywne, żeby mogły być wytworem czyjejkolwiek wyobraźni. Tylko rzeczywistość mogła być tak cudowna – bo wbrew pozorom marzenia rzadko mogły dorównać temu, na co stać było los. Nie zawsze, oczywiście, czasem było źle, paskudnie, niemal bez nadziei na lepsze jutro. Ale czasem było idealnie, jak teraz. Kiedy byli blisko, przekonani o tym, że chcą tego samego. – I nic nam się nie stanie. Ochronię cię. Nas.
Nie chciał być źródłem strachu, choć jednocześnie rozumiał, jak to działa. Każda kolejna minuta, jaką spędzali razem, tylko pogłębiała pewność, że chce tego. Chce tego związku, strachu o drugą osobę, która niemal z dnia na dzień staje się całym światem. Nie miał pojęcia, że tak po prostu może wstać pewnego dnia i odkryć, że większość rzeczy straciła na znaczeniu. Że lekcje obchodzą go jeszcze mniej, niż wcześniej, że nie ma ochoty na rozmowy z kolegami, że nawet nie czuje potrzeby rysowania – że jedyne, co czuje, to samotność, bo tak bardzo pragnął obok swojego chłopaka. Nie zastanawia się nad swoim dniem, tylko jego, nie martwi się o swoją przyszłość, tylko jego, nie o swoje bezpieczeństwo, tylko… To potrafiło przerażać, bo przecież o siebie tak się nie bał, nigdy, ale… Było warto. Każda ich wspólna chwila była warta męczenia się ze strachem. I chociaż było w tym nieco hipokryzji, chciał go przekonać, że nie ma się czego bać. Byli razem. Nic nie mogło pójść źle.
Historia, którą usłyszał, nie była tym, czego się spodziewał. Wyjaśniała wszystko i przecież tego właśnie chciał, ale jednocześnie… Tak mało słów, a tak wiele zła. Zła, które nie powinno było mieć miejsca. Nikt nie zasługuje na coś takiego, a już jego Krukon na pewno. Bo niby za co? To musiało być lata temu, rany były zasklepione, niektóre blizny już słabo widoczne. Był dzieckiem, kiedy to wszystko miało miejsce, a żadne dziecko nie zasługuje na takie traktowanie. Dzieci z natury są niewinne, nie są w stanie zrobić nic złego. Nie spowodował tego, był ofiarą koszmaru, o którym ciężko było myśleć. Nie współczuł mu, to zupełnie nie było to. Poczuł tylko złość na tych, którzy go skrzywdzili. Nie mieli prawa. I gdyby miał tylko możliwość, pokazałby, co o tym myśli. Nie miał pojęcia jak, ale jakoś na pewno. Jedno było pewne – nie pozwoli, by to się kiedykolwiek powtórzyło. Ani to, ani nic innego.
- Nie będziesz sam. Już nie jesteś, a ja się stąd nie ruszam. I… Nie wiem, co się stało z twoją mamą, ale nie wierzę, że jesteś w jakikolwiek sposób temu winny. Nie obchodzi mnie, co twierdzi twój ojciec. Ani ktokolwiek inny. Jesteś mój.
Nawet się nie zastanawiał, co powinien powiedzieć. To wszystko było po prostu dla niego takie oczywiste – to, że to nie jego wina, że absurdem jest, że nikt go nie pokocha… On, Felix, był chodzącym zaprzeczeniem tych lęków, prawda? I tylko to się liczyło. Przeszłość już nigdy nie wróci, on na to nie pozwoli. A przyszłość ukształtują sobie sami. Razem. Bardzo mocno w to wierzył. Nie wchodziła w grę żadna nowa krzywda, obojętnie czy przez rodzinę, czy innych. Te bolesne historie były u niego bezpieczne, w życiu by ich nie wykorzystał w zły sposób. I będzie tarczą, barierą między Serpensem a złym światem. Zrobiłby wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo, był tego pewien, niezależnie od kosztów, poświęceń, czegokolwiek. Tylko on się liczył. Nikt więcej.
Nie spodziewał się, że teraz to Serpens będzie nad nim górował. Było to całkiem przyjemne, czuć ciężar chłopaka na biodrach. Bezpieczne, ale i przyspieszające bicie serca. Właściwie tyle wystarczyło, żeby przestał chcieć rozmawiać. W końcu po co słowa, kiedy tak wiele można przekazać dotykiem, którego tak pragnął… Już nawet nie pamiętał, o czym rozmawiali, nie potrafił sobie przypomnieć, nie był w stanie myśleć. Ale Krukon najwyraźniej miał do powiedzenia coś ważnego – nawet jeśli tym jednym gestem wyrzucił mu z głowy pytanie, które padło trzy sekundy wcześniej. I mówił, ale jednocześnie był też coraz bliżej, a Felix czuł, jak oddycha coraz płycej, a jego skóra robi się coraz gorętsza.
Mógłby. Mógłby go pokochać. Zakochuje się. Gryfon nie tego się spodziewał, ale na to miał też największą nadzieję. Nadzieję, która się ziściła, w co ciężko było uwierzyć. Chciał coś odpowiedzieć, powiedzieć mu, że się z tego cieszy, że to odwzajemnione czy coś równie banalnego, ale nie był w stanie nic z siebie wykrztusić. To nie było ważne. Słowa nie miały znaczenia. Tym bardziej, że Serpens już wcale nad nim nie wisiał, tylko na nim leżał, a pocałunek smakował lepiej, niż jakikolwiek wcześniej. Wszystkie wcześniejsze miały smak pożądania, ale ten miał coś jeszcze – jakby zwerbalizowanie uczuć coś zmieniało. Może właśnie tak było? Może zakochanie wzbogacało to wszystko o jakąś dodatkową nutę? Chciał wiedzieć i chciał to sprawdzić, i chciał więcej – więcej wszystkiego, uczuć, dotyku, smaku. Ich oddechy już dawno zmieszały się ze sobą, tańczące ze sobą języki nie pozwalały skupić myśli choćby na ułamek sekundy. Dłońmi błądził po jego plecach, unosząc koszulkę, irytując się, że ona w ogóle tam jest, mimo że absolutnie nie była potrzebna. Mało, wciąż za mało. Choć brakowało mu tchu, nie potrafił, nie chciał przestać, bo czas się zatrzymał, a te kuszące, miękkie usta smakowały tak cudownie…
W końcu jednak obaj musieli wziąć oddech. Patrzyli na siebie, ciężko łapiąc powietrze, jakby chcąc na zapas nałykać się tlenu. To byłoby prostsze, gdyby nie musieli się już więcej od siebie odsuwać, nawet na centymetr, tylko całować, dotykać, brać wszystko, co tylko ten drugi mógł dać. Gryfon uniósł lekko głowę, a ich twarze znów dzieliła cudownie mała odległość. Przejechał językiem po jego dolnej wardze, którą potem lekko possał. Odsunął się na tyle, na ile mógł (czyli nie za daleko, jakby nie było) i uśmiechnął się.
- Mówiłem ci już, że absolutnie cię uwielbiam? – szepnął, zanim kolejny raz zachłannie go pocałował.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   09.12.15 8:36

Powiedzenie o lękach nie było proste, ale nie żałował, ani jednego słowa, które przeszło mu przez usta. Może początkowo chciał się wycofać ze wszystkiego, ale po pierwsze nie wiedział jak, a po drugie zapewnienia Felixa wypowiedziane na głos były tym czego potrzebował. Dostał coś do czego mógł wracać. Przed tym jak zaśnie i zaraz po tym jak wstanie, i nikt mu tego nie odbierze. To było teraz jego. Mógł się domyślać tego, ale teraz było inaczej. Lepiej niż jeszcze chwilę wcześniej. Mógł mieć złe wspomnienia, ale Gryfon nie był taki jak inni których do tej pory poznał i przekonywał się o tym z każdym kolejnym spotkaniem, wymienionym zdaniem, chwilą spędzoną wspólnie. Zawsze dawał mu coś dzięki czemu czuł się dobrze, do czego mógł wracać myślami, kiedy tylko zaczynało być mu z jakiegoś powodu źle.
Poddawał się jego słowom i zapewnieniom. Chciał je przyjąć za pewnik, za coś czego będzie się mógł teraz trzymać, co będzie niezależnie od tego co stanie się za chwilę. Bo przecież mówił dalej, a kolejne słowa były tym co nosił w sobie. Dużo bólu, cierpienia, ale to jedynie część wszystkiego. Nie był tą osobą, która miała anegdotę na każdą okazję, która sypała żartami czy opowiadaniami ze swojego przepełnionego szczęściem życia. Jeżeli to za dużo dla Felixa, to może lepiej żeby wiedział teraz. Ból był częścią niego, był z nim zrośnięty. Taki pakiet. Pewien Krukon plus cierpienie i ból. Dopiero się poznawali, a Serpens zaczął odkrywać rzeczy którymi nie dzielił się z innymi, ale które jedocześnie były z nim cały czas. Nie rozmawiał o tym z nikim, żadnym przyjacielem, znajomym, kimkolwiek.
- Zmarła przy porodzie - powiedział niemal bezgłośnie czując jak jakaś niewidzialna ręka ściska mu gardło. To nie było coś nowego, czym nigdy się z nikim nie dzielił, co nigdy nie opuściło jego ust, ale za każdym razem kończyło się tak samo. Felix nie zapytał, ale on musiał to powiedzieć. Wyrzucić to z siebie kolejny raz, aby móc spokojnie przełknąć ślinę. Tak to działało, znał to aż za dobrze. Później przychodziła cisza którą się otaczał i nie pozwalał, aby została przerwana. Strefa bezpieczeństwa w której się zamykał i nie pozwalał nikomu do niej wejść. Odcinał się od zewnętrznego świata, który w tym momencie i tak dla niego nie istniał. Ale tym razem było inaczej, bo się uśmiechnął, a wszystko co zawsze się pojawiało… Tego teraz nie było. Był tylko Felix - Tak, jestem twój.
Dwa słowa. Tylko albo aż dwa, ale dla Serpensa były ważne. Kryła się za nimi jakaś magia, a nawet coś jeszcze większego. Coś czego nikt mu teraz nie zabierze, bo osoba, która jest dla niego ważna skierowała je właśnie do niego. To nadal było dla niego nowe, ale mógłby się do tego przyzwyczaić. Mógł bez końca tego słuchać i wątpił czy by mu się znudziło.
Nie wiedział czy nie za wcześnie na takie wyznania, czy może nie powinien zatrzymać tego dla siebie i powiedzieć jedynie części. Tak było i nie chciał z tym walczyć, a jeżeli to byłoby w tej chwili dla Felixa zbyt wiele… Tego nie wiedział, nie zastanawiał się nad tym. A przecież nadal jest ważny dla niego tamten. Nie ważne, że Ślizgon nie żył, nadal był obecny. Jednak pocałunki, które dostawał od Gryfona rozwiały wszelkie wątpliwości. Nie mogło tak się całować jeżeli odpowiedź na pytanie przerastała i nie była odpowiednia. Czuł, że Felix unosi jego koszulkę i na ułamek sekundy zamarł, wtedy kiedy miał go rysować było inaczej. A może i dlatego, że znali się lepiej miał większe opory przez tym, aby Felix oglądał blizny. Koszulka została na miejscu i na powrót się rozluźnił. Wiedział, że Gryfon musi czuć po palcami blizny, ale to nie to samo co patrzenie na przecinające się linie. Nie żeby teraz zajmował tym sobie głowę. Był skupiony na jego ustach, oddawał się pocałunkiem, ale ciągle mu było mało, chciał więcej i dawał więcej. Dotyku, bo pocałunków już nie mógł. Musiał złapać oddech, choć nie chciał odrywać się od jego ust.
- Mogę? - spytał, ale zanim jeszcze dostał odpowiedź rozluźnił jego krawat i rozpiął górne guziki koszuli. Nie odmawiał mu dotyku, ani pocałunków. Od szyi, po obojczyki był pewien, że nie ominął żadnego, najmniejszego kawałka ciała. Całując felixową szyję miał ochotę zostawić na niej malinkę albo trzy od razu, powstrzymał się, bo nie wiedział jakby został to przyjęte przez Gryfona i czy nie pozwoliłby sobie za dużo. Może innym razem znajdzie w sobie więcej odwagi albo wybierze miejsce mniej widocznie niż szyja.
- Nie mówiłeś, może za mocno byłeś zajęty całowaniem mnie? - kolejny pocałunek, z którym wciąż czuł, że jest mu za mało Felixa. Mógł oddawać się temu bez końca. Całowaniu nie tylko tych wspaniałych ust. Nie przestał na tych pierwszych guzikach, bezwiednie zaczął rozpinać koszulę dalej i nie chciał przestawać. Szukał na jego ciele tych najwrażliwszych punktów, dzięki którym poczuje jeszcze więcej. Nic więcej poza przyjemnością i sobą nie chciał mu w tym momencie dać.
- Umiesz tańczyć? Chciałbym zatańczyć z tobą na jakimś szkolnym balu. Wszyscy na pewno by mi zazdrościli, że trzymam w ramionach takiego wspaniałego chłopaka - skończył rozpinać koszulę i teraz wsunął pod nią ręce i rozchylił jej poły. Bezkarnie przejechał paznokciami po klatce piersiowej pozostawiając na niej delikatne czerwone ślady, które zaraz zniknęły - Masz coś podobnego co chciałbyś zrobić ze mną? Taka trochę błahostka, ale której nie mógłbyś sobie odmówić jakby nadarzyła się odpowiednia okazja - dłonie zaraz powędrowały w dół i zatrzymał je przy linii spodni. Zaczął drażnić opuszkami palców, trochę nieświadomie miejsce tuż pod jego pępkiem. Nachylił się, ale tylko ledwo go musnął, delikatnie zaledwie pocałował. Na szyi zostawił mokry ślad po ustach, obojczyk przejechał językiem… Nie mógł się zdecydować, tyle miał możliwości, tyle miejsc które chciały naznaczyć ustami.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   09.12.15 19:50

Prawdopodobnie o wiele trudniej byłoby im znaleźć wspólny język, gdyby nie znali cierpienia. Mogliby lubić podobne rzeczy, nie znosić tych samych, cokolwiek, ale nie potrafiliby się nawzajem zrozumieć. Dlatego w pewnym sensie to dobrze, że Krukon występował w zestawie. Felix też. I może - tylko może - uda się zrobić tak, że te przykre elementy ich zestawów się połączy i zgodnie wykopie poza nawias. I wtedy w komplecie zostaną oni dwaj. Oni i ich szczęśliwa bańka, odgradzająca od całego złego świata.
Nie wiedział, co odpowiedzieć na wyznanie o mamie. Nie zapytał, bo czuł, że to byłoby nie na miejscu, ale skoro to i tak padło, to wiedział jedno - miał rację. Śmierć przy porodzie jest przykra, tragiczna, ale nie ma w niej najmniejszej winy dziecka. I jeśli jego ojciec uważał inaczej, jeśli go za to karał... To było absurdalne. Chore. I Felix nie miał zamiaru nigdy więcej na to pozwolić, choć nie miał pojęcia, jak to zrobić. Wiedział za to jedno.
- Moja cię pokocha - uśmiechnął się słabo, obiecując sobie, że za wszelką cenę ochroni Serpensa przed złem. Miał to szczęście mieć normalnych, kochających rodziców i bardzo chętnie się nimi podzieli. Był przekonany, że będą go uwielbiać, że dadzą mu tyle miłości, ile tylko będzie potrzebować, bo tacy właśnie byli. I on mu da nowe dzieciństwo, lepsze i szczęśliwsze. Proste, prawda? Jasne, może tylko w teorii, ale dokładnie tyle teraz miał. Teorię i chęci. Mógł mieć nadzieję, że to wystarczy.
Przypuszczał, że było za wcześnie na wyznania. Ile się znali? Miesiąc? W jaki sposób po takim czasie można było mówić o uczuciach? O pożądaniu, owszem. Lubieniu. Jakiejś fascynacji. Ale właściwie całe życie był przekonany, że zakochanie potrzebuje czasu, poznania się, nie pojawia się od razu - a potem wpadł na Serpensa i to wszystko diabli wzięli. I mógł śmiało mówić o zakochaniu, bo dokładnie to czuł. Razem z tym śmiesznym uczuciem w brzuchu i innymi drobiazgami, dzięki którym kolejne dni były jeszcze lepsze od poprzednich. Przy okazji sprawdził, że można się zakochać i wciąż mieć swoje demony, ale... W tej chwili to nie miało żadnego znaczenia. Demony czaiły się gdzieś w rogu, owszem, nie uciekły, były gotowe w każdej chwili przypomnieć o wszystkim tym, o czym on nie chciał pamiętać, ale nie zostawiali na nie miejsca. Wypowiedziane słowa były jak zaklęcia, zostawiające przeszłość gdzieś daleko.
Ale teraz już nie było nawet słów. Zmysły chłonęły bodźce, których ilość przyprawiała o zawrót głowy. Przytłumione światło sztucznie rozgwieżdżonego nieba grało na skórze, niektóre jej miejsca podkreślając, na inne kładąc cień, który go intrygował. Nie ufał temu, co widział, skoro przy każdym ruchu mięśni widok był inny. Chciał go poznać inaczej, skuteczniej, dotykiem, który nie oszukiwał. Powietrze drgało od przyspieszonych oddechów, a zapach rozgrzanych ciał dominował wszystkie inne. Więcej, mocniej, bardziej. Zatrzymanie się nie wchodziło w grę.
Oczywiście, że mógł, nie miał nawet po co pytać, nawet jeśli tylko retorycznie. Nie tylko mógł, a nawet powinien, tak jak powinien całować i dotykać, i nie przestawać. Felix nie miał pojęcia, że jego szyja jest tak wrażliwa, że dotyk na obojczyku może być tak przyjemny, że może być tak bardzo spragniony czegoś, czego właściwie prawie nie znał. I nie miałby nic przeciwko malinkom, gdyby się nad tym zastanowił, prawdopodobnie później nie odrywałby wzroku od lustra, przypominając sobie bardzo dokładnie moment, kiedy powstały. Teraz o tym nie myślał, ale jutro rano obudzi się, nie mając nawet pewności, czy to wszystko było prawdziwe, szukając dowodów na własnym ciele, bo przecież tak palący dotyk musiał zostawił jakiś ślad.
Ciężko było mu wykrztusić choć słowo, ale kiedy przełknął kilka razy ślinę, zrobiło się nieco łatwiej.
- Umiem. I możesz być pewny, że jeśli zorganizują coś takiego, to nie odpuszczę - odparł zachrypnięty, uśmiechając się. Czy on też miał coś takiego? Oczywiście, że miał, choć sprowadzało się to do stwierdzenia, że chciałby zrobić z nim wszystko. Wykrystalizowanie z tego jednej rzeczy nie było proste. Zwłaszcza, że błądzące po jego brzuchu palce nie tylko wywoływały rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa dreszcze, ale skutecznie rozpraszały. Potrzebował chwili i, w kontekście poprzednich przemyśleń, wpadł na pewien pomysł, choć nie miał pewności, czy to się zalicza do błahostek. Nie chodziło o jeden taniec, jeden spacer, jedną chwilę.
- Chciałbym spędzić z tobą święta - stwierdził, licząc po cichu, że kiedyś się uda. Bo nie chodziło o święta w szkole, kiedy usiądą przy stole z resztą uczniów, jedząc przygotowane przez skrzaty potrawy. Nie. Chodziło o święta tylko dla nich, zapach pomarańczy i goździków, obudzenie się rano tak blisko siebie i otwieranie prezentów w jednym łóżku. Nawet, jeśli to było bardzo śmiała myśl, zwłaszcza przez to, że mocno odległa, jeśli wybiegał z marzeniami za daleko, to to właśnie było tym, czego chciał. Jego małym marzeniem. To i jeszcze coś. - I chciałbym pocałować cię pod jemiołą - zaśmiał się. To akurat było do zrobienia choćby na miejscu.
Koszulka Serpensa przeszkadzała mu coraz bardziej, podciągnął ją więc do góry, chcąc zdjąć. Wiedział jednak, że to nie jest takie oczywiste. Krukon rozebrał się przy nim raz, do portretu i to było zupełnie coś innego, niż teraz. Niezależnie od budowanego zaufania i rosnących uczuć, blizny wciąż były tabu, z którym ciężko było się zmierzyć. Szanował to i nie chciał go do niczego zmuszać.
- Mogę?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   11.12.15 16:02

Mówił o rzeczach trudnych, takich których nie zdradza się pierwszej napotkanej osobie na swojej drodze. Zazwyczaj potrzebował dużo więcej czasu zanim zaczął przed kimś odkrywać tę część siebie, która była jeszcze mocniej poraniona niż jego ciało. Tylko, że blizny na skórze zarosły się, zabliźniły i nie krwawiły więcej od tamtego czasu. Ze tymi było inaczej i czasem naprawdę niewiele trzeba było, aby na nowo się otworzyły. Do tego wystarczała sekunda, a zlepienie ich na nowo wymagało dużo więcej czasu. Przy Felixie tak nie było. Mówił o trudnych rzeczach, ale nie czuł się pod przymusem. W takim tempie w jakim chciał i Gryfon nie miał mu tego za złe. Teraz nie było możliwości, aby rany na nowo się otworzyły. Ból był też łagodzony przez niego, samo to, że Felix był blisko dodawało temu wszystkiemu zupełnie innego wymiaru. Trzymanie za rękę i kojące pocałunki też przyczyniały się do tego, że mówienie mimo że nadal trudne, stawało się odrobine łatwiejsze.
Przede wszystkim nie wiedział jak to jest mieć matkę. Ojciec nigdy ponownie się nie zakochał, nie ożenił ponownie, więc nawet nie miał macochy. Na podstawie tego co mówili inni wyobrażał sobie te chwile, które jemu zostały odebrane. Które sam sobie odebrał, bo nie ważne co usłyszał od ciotki i innych, słowa ojca pozostaną z nim już do końca. On zabił matkę, odebrał sobie możliwość poznania jej, a jemu zabrał miłość życia. Tak było, a wszelkie próby wytłumaczenia Serpensowi, że jest inaczej spełzały na niczym. Z czasem zaczął przytakiwać, aby inni dali mu spokój, ale nadal w głowie miał swoje. Dlatego jeżeli będzie tak jak mówi Gryfon zyska coś nowego, coś czego nigdy nie doświadczył. Nagle uderzyła go świadomość, że skoro tak może się stać, to Felix chce, aby jego rodzice poznali go. To też było nowe, zupełne inne od tego co znał, ale nie mogło być złe. Nie, bo wychodziło od jego Gryfona. Od niego dostawał wszystko to co dobre, więc nie było to coś czego musiał się obawiać. Czego w ogóle mógłby się bać.
Słowa odkładał na później, bo na razie ważniejsze były pocałunki. Patrzenie na niego jak leżał z rozpiętą koszulą, najnormalniej w świecie podniecało. Sprawiało, że chciał odsłonić każdy kawałek jego ciała, a później poznawać go pocałunkami. Wodzić palcami, drażnić oddechem. Teraz też zaczął rysować bezwiednie wzorki na klatce piersiowej Felixa. Samo wspomnienie o świętach nie było dla niego czymś niezwykłym, ale czuł, że dla Gryfona to inny czas niż dla niego. Serpens po prostu zostawał w szkole, nie było poranków z rodzicami przy choince, wspólnego spędzania czasu, radości z dawania prezentów. Co najwyżej z kilkoma najbliższymi osobami wymieniał się podarunkami, ale to nigdy nie było coś na co czekał z utęsknieniem. Wiedział, że niektórzy bez końca czekają na ten czas, ale on nie rozumiał dlaczego. Wszystko było tak samo, a choinka niczego nie zmieniała.
- To jakiś magiczny czas, prawda? - zawsze słyszał, że w świętach jest jakaś magia, ale nigdy nie rozumiał dlaczego. Co takiego kryje za sobą ten czas. Może w tym roku będzie inaczej i zamiast patrzeć ze znudzeniem na ubraną choinkę zacznie dostrzegać coś więcej - Ja i tak zostanę w szkole - nie wiedział, że Felixowi chodziło o coś więcej niż spędzenie ich w szkole ze wszystkimi, którzy zostają. Zresztą z jakiegoś powodu wątpił, aby on został na ten czas w zamku. Gdyby miał rodziców, którzy są przeciwieństwem jego ojca na pewno chciałby spędzić z nimi ten wyjątkowy czas.
- Pod jemiołą? Myślę, że to się uda zorganizować - zaśmiał się, bo to wydało mu się urocze. I pierwszy raz będzie miał kogo pod nią pocałować. I tak sądził, że to nie ma większego znaczenia gdzie się kogoś całuje, ale teraz na pewno nie przepuści takiej okazji - Jak tylko zawisną jakieś jemioły w zamku to będziemy musieli się pocałować pod każdą - nie wiedział jak Hogwart jest przystrajany na święta, ale teraz miał nadzieję, że jest w nim wywieszane mnóstwo jemioł.
Mógłby nie odrywać się od Felixa nawet na chwilę, porzucić jakiekolwiek rozmawianie na rzecz całowania. Zamienić wszystko na pocałunki i to powolne wodzenie opuszkami palców po nagiej skórze, a później scałowywanie tych nakreślonych linii. Chciał, aby to trwało bez końca. Aby nie musiał się martwić tym, że za niedługo wybije godzina po której nie mogą znajdować się poza pokojami wspólnymi. Przyjemne dreszcze przechodziły mu wzdłuż kręgosłupa pod wpływem dotyku Felixa, pewniej czuł się mając na sobie koszulkę, która zakrywała blizny. Wiedział, że nie stanowiły one dla Gryfona problemu. Mówił mu o tym nie raz i pokazywał za każdym razem, że tak właśnie jest. Jednak dla Serpensa był to największy problem, coś co blokowało go na każdym kroku. Teraz również zamarł słysząc pytanie. Spiął się i był pewien, że Felix to wyczuł. Nie było innej możliwości.
- Wiem, że czujesz je pod palcami, ale w momencie kiedy masz je wszystkie zobaczyć… Nie chcę żebyś mnie takiego oglądał, żebyś musiał oglądać te blizny, żebyś zmuszał się do tego, żeby nie odwracać wzroku - mówił powoli, a w głowie toczyła mu się bitwa. Z jednej strony wiedział, że Felixa to nie odrzuca, ale z drugiej nie chciał zmuszać go do oglądania tego. Ścierały się różne rzeczy, gdzie jedna wykluczała drugą. Ufał mu. Ufał i wierzył w to, że gdyby było tak jak mówił to usłyszałby o tym. Dlatego po długiej batalii w głowie, przytaknął. Podniósł ręce, aby ułatwić mu zdjęcie tej koszulki i zaraz żałował, że nie jest ciemniej w tej klasie. Bardzo chciał się teraz skulić, ale nie zrobił tego. Wyprostował się tylko i nie zakrywał żadnej z blizn. Chociaż miał ochotę niektóre ukryć pod dłonią, to tego nie zrobił - Chociaż widziałeś je wcześniej to było inaczej. Teraz nie patrzysz na mnie jak na kogoś, którego masz namalować. Nadal chesz mnie dotykać? Nadal chcesz mnie?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   14.12.15 21:57

Bardzo chciał, żeby jego rodzice poznali Serpensa. Może to było głupie – znali się raptem miesiąc i naprawdę starał się hamować wszystkie nadzieje związane z przyszłością, nie chcąc zapeszyć. Trwające miesiąc zakochanie nie wystarczyło, żeby bezkarnie stwierdzić „chodź, odwiedzimy moich rodziców” – to mogło wypłoszyć i pewnie tak się stanie. Ale nie potrafił całkiem odciąć się od cichych marzeń, które nie miały racji bytu nigdy wcześniej. Od tych drobnostek i dużych rzeczy, które sprowadzały się do tego, że nie chciał się ukrywać, nie chciał być ostrożny i nie chciał sobie niczego odmawiać. Wiele by dał, żeby być już na takim etapie, gdzie nie ma w tym nic dziwnego. To jednak wymagało czasu i miał tego świadomość, ale był niecierpliwy.
On uwielbiał święta. Kochał tę atmosferę, zapach, to, jak wyglądał świat w te dni. Pasjami wtedy szkicował, bo było tyle chwil, które warto było uchwycić, że aż nie nadążał. Zwykle jechał do domu, ale raz został w szkole – w drugiej klasie. Wciąż wspominał to z uśmiechem, bo tak pięknych świąt nie miał nigdy wcześniej ani nigdy później. Rok później też chciał zostać, ale biorąc pod uwagę trwającą wojnę, to nie było zbyt mądre. Kolejne lata spędził w zastępczej szkole, więc nie brał pod uwagę zostawania, bo wiedział, że to nie będzie to samo. Ale teraz… Teraz znowu miało być jak wtedy, w drugiej klasie, kiedy nie było czym się martwić. Do domu pojedzie w przyszłym roku. Zwłaszcza, że Serpens najwyraźniej nie wiedział, jak cudowne potrafią być święta. Miał nadzieję, że chłopak nie planuje wracać do domu, bo jeśli tak, będzie musiał znaleźć sposób, żeby go zatrzymać. Najchętniej nie pozwoliłby mu tam wracać nigdy więcej. Na święta tym bardziej.
Pokiwał głową z uśmiechem.
- Pokażę ci, dobrze? – A kiedy Serpens zapewnił, że zostaje w zamku, uśmiechnął się jeszcze szczerze. – Więc zostaniemy tu razem – stwierdził, całując go lekko. To jeszcze nie było spełnienie jego marzeń, ale było do nich całkiem blisko. W szkole też mogli spędzić miło czas. I może – tylko może – jeśli wtedy nauczyciele będą mniej ich pilnować, to będzie dobry moment, żeby zamknąć się w którymś z pokoi i uczcić ten czas pójściem spać razem. To chyba byłby najlepszy prezent świąteczny. I jeśli wcześniej im się nie uda tego zrealizować, to koniecznie będą musieli spróbować wtedy. Jak tak teraz myślał, to uznał, że to mogą być najlepsze święta, jakie kiedykolwiek spędził. A to z kolei oznaczało, że musi się do nich solidnie przygotować…
- Okej. A że nigdy nie całowałem się pod jemiołą… – zaśmiał się. – Już od kilku tygodni nie dopisaliśmy niczego do listy, wiesz? Więc jak znalazł.
Z jakiegoś powodu miał świadomość, że ten ich idealny moment nie może trwać zbyt długo. Że ten dotyk jest zbyt cudowny, żeby trwał wiecznie, niezależnie od tego, jak bardzo by tego nie pragnęli. Jeszcze przed chwilą to do niego nie docierało, ale teraz już tak i psuło wszystko, nawet jeśli bardzo chciał się tej myśli pozbyć. Skupił się więc na docierających do niego bodźcach, chłonąc je całym sobą, żeby tylko nie myśleć, nawet przez chwilę. Tak bardzo pragnął spokoju, pewności, że mają dla siebie tyle czasu, ile tylko potrzebują, że gdyby tylko ich naszło, mogliby tak leżeć i tydzień… Nie miał ochoty pamiętać, że są w szkole, że są i cały czas będą ograniczani w ten czy inny sposób. Zwłaszcza, że ten dotyk nie miał nic wspólnego ze szkolnym regulaminem.
Nie miał pewności, czy dobrze zrobił, chcąc zdjąć mu koszulkę. Wiedział, że to nie będzie dla niego proste i chociaż on sam od tak nie potrafiłby się rozebrać, to było to z innych, mniej bolesnych powodów. Może popełnił błąd. Może zaburzył tę ich kruchą równowagę, a przez to coś zniszczył. Nie chciał tego. Chciał jedynie mieć lepszy dostęp do jego skóry, chciał bez przeszkód czuć ciepło jego ciała, chciał, żeby przestał ich dzielić głupi kawałek materiału. Tylko co, jeśli ten właśnie kawałek materiału po prostu powinien był tam zostać?
- Nie czuję potrzeby, żeby odwracać wzrok. Chcę na ciebie patrzeć. Masz blizny, mnóstwo blizn, ale to część ciebie, a ja… Po prostu bardzo lubię na ciebie patrzeć. Pozwól mi.
Nie miał pewności, czy nie przekracza granicy. Czy nie robi tego za szybko, bo może trzeba było poczekać? Tydzień, miesiąc, pół roku? Byłby w stanie. Może paradoksalna tęsknota za nieznanym byłaby niemal nie do zniesienia, może pożądanie stałoby się bolesne, ale poczekałby, gdyby wiedział, że powinien. Uważał, że warto byłoby czekać, warto poświęcić każdy czas, żeby pomóc Serpensowi poradzić sobie z jego koszmarami. Ale to tyle z teorii, bo w praktyce nalegał już teraz, poddając się egoistycznym pragnieniom. Taki był wspaniałomyślny, taki altruistyczny – tyle że nie.
W zasadzie się już nie spodziewał, że chłopak rzeczywiście pozwoli mu się rozebrać. Ale jednak, jednak mu zaufał, pozwolił, zrobił krok w kierunku walki z tym, czego do tej pory tak chętnie unikał. Felix to doceniał, nie był nawet w stanie powiedzieć, jak bardzo. Powoli ściągnął z niego koszulkę i odłożył ją na bok. Faktycznie światło jak na złość nie chciało się dostosować, nie chciało ukryć niepewności, strachu i nadmiaru emocji. Tyle że to może wcale nie było tak źle. Może w ten sposób łatwiej im będzie po prostu się zapomnieć. Czy tak nie byłoby najprościej? To było trochę jak skok z wysokiego klifu prosto do wody. Im więcej myślisz, tym trudniej. Lepiej było po prostu skoczyć, mieć to za sobą, żeby potem już tylko się dziwić, jak można było się bać.
- Wtedy też nie patrzyłem na ciebie tylko jak na mojego modela – uśmiechnął się lekko. – Ale racja, jest inaczej. Wiesz dlaczego? Bo teraz chcę cię bardziej. I uwierz, żadna blizna tego nie zmieni.
Przyciągnął go bliżej, ciało przy ciele, mieszające się zapachy, dwa niemal równo bijące tętna, zdecydowanie zbyt szybko, ale trudno, żeby były wolniejsze, jeśli pożądanie było wręcz namacalne… Kolejnymi intensywnymi, zachłannymi pocałunkami próbował mu udowodnić, jak bardzo go pragnie, niezależnie od lęków i obaw, nie przejmując się demonami przeszłości, czającymi się w nich obu. Chciał, pragnął, pożądał. Nic więcej się nie liczyło. Dłońmi błądził gdzieś po jego plecach, jakby chciał zbadać każdą bliznę, przeliczyć wszystkie kręgi, dotknąć każde żebro. Palce jakby same zsuwały się nieco za pasek spodni, ale wiedział, że nie wszystko na raz, że nie może się spieszyć, zresztą nie mieli po co, przecież godzina była jeszcze wczesna i…
Dźwięk, którego wcale nie powinno tu być. Otwierane drzwi, które powinny były zostać zamknięte. Czyjś śmiech, głos, który zaraz potem zamarł, jakby jego właściciel nie spodziewał się kogokolwiek zastać w środku, a już na pewno nie w takiej sytuacji. Oni też się nie spodziewali, bo przecież to nie tak miało być, to była ich bańka intymności, której nie wolno było zakłócać, budowane zaufanie, do którego nie miał dostępu nikt inny i wszystko zostało zburzone w ułamku sekundy. I nawet to, że drzwi zostały zatrzaśnięte, i znowu byli sami, niczego nie zmienił. Bo to jakby przestało być bezpieczne miejsce. Felix był wściekły.
Czuł zdenerwowanie Serpensa, który przecież miał prawo stresować się jeszcze bardziej – trudną decyzją było zdjęcie koszulki przed Gryfonem, to się nie miało wiązać z pokazywaniem ciała dodatkowym osobom. Tyle że teraz nie dało się już tego odkręcić. Stało się.
Oddał mu tę nieszczęsną koszulkę i patrzył, jak zasłania dopiero co odsłoniętą skórę. Wstał i podał mu rękę. Wspiął się na palce i delikatnie go pocałował. Podniecenie uciekło, ale to było nieważne. Trzeba było przede wszystkim na powrót odnaleźć spokój.
- Przepraszam – szepnął, jakby to była jego wina. – Chodźmy stąd. Chciałeś mi coś pokazać, gdzieś mnie zabrać, zrób to teraz.
Splótł jego palce ze swoimi i wyprowadził z pokoju. W zasięgu wzroku nikogo nie było, tamci zdążyli odejść. To chyba dobrze. Teraz musieli odnaleźć swój spokój.
Zawsze coś musi pójść nie tak.

zt x2


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   28.04.16 22:49

Na pewno sobota i na pewno gdzieś wieczorne godziny Very Happy

Nosiło go, sam nie wiedział czemu, ani dlaczego. Po prostu go nosiło. Najwyraźniej był sfrustrowany tą całą sytuacją z Mayą. Choć w sumie nie miał do końca czym się sfrustrować, albo może miał. Podobał mu się, to nie był jakiś tam sekret. Raczej, przed nią był, oczywiście. Nie chciał jej stracić, lubił ją. A bał się że jakieś wyznanie z jego strony może to wszystko spieprzyć. Friend zone, level hard.. Po prostu nieszczęśliwie się zauroczył, czy tam może nawet zakochał. Sam już nie wiedział, potrzebował odskoczni. Bo ostatnie dni, spędza tylko z nią. Co mu nie pomaga. A na swoich ubraniach, ciągle czuje pomarańcze, co jest jeszcze gorsze. Moze je prać i prać i nic. Nadal ten sam zapach. Taki łagodny i przyjemny. Tak bardzo zapadający w pamięć.
Kręcił się po całym zamku, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Doszedł aż do siódmego piętra, co w jego wykonaniu było bardzo wielkim wyczynem. Bo przecież on zapuszczał sie tutaj tylko na lekcje. Ale zawsze interesowały go te drzwi. Drzwi jak drzwi, miały klamkę. Wystarczyło ją tylko nacisnąć. Żadna filozofia.Więc i tak uczynił. Pomieszczenie pokoju, strasznie go przytłoczyło na początku. Te wszystkie gwiazdy, było tu za jasno. A jednak nie aż tak bardzo, to tylko kwestia przyzwyczajenia Nie miał ochoty, łazić już nigdzie indziej, więc walną się na jedną z wygodnych puf. Wyciągnął ze swojej torby butelkę ognistej i napój, który według niego idealnie pasował, do popicia. Zazwyczaj nie pił sam i jakoś nie miał ochoty aby pić sam. Ale kogo miał teraz szukać po zamku ? Nie miał nawet ochoty łazić i się prosić o towarzystwo. Ale picie samemu, wydawało się takie desperackie. Aż za desperackie, jak na niego.
Powrót do góry Go down
Nadia Lazarova


Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   29.04.16 0:02

Nadia szybko nauczyła się uwielbiać nowy, przebudowany Hogwart. Przez pierwsze kilka miesięcy po powrocie do szkoły często kręciła się po korytarzach, z ciekawości otwierając każde pomieszczenie, które mijała po drodze. Ciężko jej było uwierzyć, że ktoś faktycznie wpadł na pomysł zbudowania tylu różnych komnat, nikt nie mógł mieć takiej wyobraźni. Stąd też trwała w przekonaniu, że zamek jest w jakimś sensie żywy i sam tworzy te i owe komnaty, zależnie od nastroju (swojego własnego i tego, który panuje w zamku). W końcu tyle razy znalazła niesamowite pomieszczenia, wypełnione najdziwniejszymi przedmiotami, na które nigdy więcej nie trafiła, chociaż bardzo się starała.
Gwiezdny pokój od samego początku poruszał w niej jakąś zapomnianą, romantyczną nutę. I to nie tak, że mogła tu siedzieć godzinami, bo gdyby tak było, faktycznie miałaby problem, jak każda osoba, która spędza dnie w czterech ścianach ze stolikiem i niekończącą się herbatką jako jedynym towarzystwem. Nadia jednak uwielbiała wrażenie, którego doznawała przekraczając próg. Miała szczerą nadzieję, że nigdy się do tego nie przyzwyczai, toteż nie zjawiała się tu zbyt często.
Dzisiaj maszerowała z książką pod pachą, chcąc oderwać się trochę od zatęchłych, nieco depresyjnych lochów, w których chowali cała gromadkę Ślizgonów. To nie tak, że tego nie lubiła, bo w końcu chowała się tam i ona i Nikolai, a wszędzie, gdzie była z Nikolajem było dobrze. Jednak w przeciwieństwie do niektórych osób z jej domu, uważała resztę zamku za równie interesującą, toteż rzadko przesiadywała w pokoju wspólnym, czy gdzieś bardziej na widoku.
Ubrana dość klasycznie, na czarno, z ciemnymi włosami spływającymi głado na odkryte ramiona, mocno kontrastując z jasną cerą, Ślizgonka przemierzała korytarze bardzo pewnym krokiem. Nie zatrzymywała się, nie przyglądała ludziom, których mijała i nie okazywała żadnego zainteresowania tym, co było wokół niej do momentu, w którym stanęła w progu pokoju. Na jej twarzy wykwitło ewidentne zdumienie, gdyż w swej naiwności przeoczyła zupełnie najbardziej oczywistą rzecz pod słońcem. Mianowicie, że nie była sama na tym świecie. I że ktoś mógł podobnie jak ona przesiadywać we wszystkich tych ukrytych pokoikach, co więcej, miał do tego pełne prawo.
Nadia patrzyła na chłopaka, siedzącego na pufach z dość zagubioną miną. A przynajmniej takie wrażenie sprawiał. Może i nie miał na sobie mundurka szkolnego, podobnie jak ona, ale Ślizgonka od razu przypasowała twarz do domu, bo też głównie na to zwracała uwagę, wchodząc w jakiś kontakt z ludźmi. Puchon. Puchoni nie byli wysoko na liście osób, z którymi powinna się zadawać, była tego świadoma. Ale koniec końców to ona teraz naruszała jego przestrzeń.
- Ah – wyrwało jej się, kiedy tak stała już trzecią sekundę, niepewna, co zrobić. Bo odwrócić się na pięcie i odejść byłoby trochę niezręcznie, szczególnie, że byli w jednej klasę. Była szczęśliwa nie zostawiając żadnego wspomnienia swojej osoby na postronnych, a już na pewno nie takiego. – Nie spodziewałam się, że ktoś tu będzie – wytłumaczyła, nieco sztywno. Spojrzenie Nadii spoczęło na chwilę na butelce Ognistej Whisky, co znów spowodowało, że jej brwi powędrowały w górę, kiedy znów wróciła do jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   29.04.16 21:05

Myrnin, jakoś nie pałętał się po zamku. Po jego odnowie, nawet nie zwiedział, po prostu szedł tam gdzie musiał iść. A niektóre ukryte pokoje, czy tam komnaty, znajdował co jakiś czas. Wtedy kiedy tego najbardziej potrzebował, dziś akurat znalazł pokój gwiazd. Tak było lepiej, nie znał każdego zakamarka zamku, ale co chwile znajdował coś innego. Co bardzo mu się podoba, bo przecież lepiej odkrywać coś po kawałku, niż wszystko na raz. W tym nie ma żadnej zabawy. A tak zamek, jest dla niego nadal czymś nie do końca odkrytym.
Na razie, największe wrażenie zrobił na nim pokój chmur. Był wręcz spełnieniem marzeń, delikatne chmury i te unoszenie kiedy jesteś rozluźniony. Po prostu ideał, nic dodać nić ująć. Ale dzisiaj nie miał ochoty na ten pokój. Za bardzo by po nim latał, gdyby już znalazł swój spokój. A to mogło się źle skończyć. Jednak wolał rażące gwiazdy. Zawsze to lepsze niż unoszenie się na chmurach. A poza tym, nie sądził aby ktoś zapuścił się aż tak daleko w zamek.
W sumie to nawet nie miał za dużej ochoty na kogoś towarzystwo, ale gdyby ktoś się napatoczył, to przecież go nie wygoni. Może będzie miał kompana do picia, taa. Ale jakoś w to nie wierzył. Jest weekend większość ludzi, wychodziła gdzieś do Hogsmeade, albo już spali. Bo komu chciałoby się łazić po zamku?. Nawet nie zauważył/poczuł, że ktoś wszedł do pokoju. Po prostu siedział i wpatrywał się w butelkę ognistej, tak jakby szukał w niej odpowiedzi. Pić czy nie pić ? Oto jest pytanie.
Nagle usłyszał kobiecy głos. Spojrzał się na dziewczynę stojącą w progu. Oczywiście że ją kojarzył, on kojarzył prawie wszystkich. Jak mniemał dziewczyna jest z zielonych i ma brata. Aż jej zazdrościł że ma jakieś rodzeństwo, on tez by chciał. Ale niestety nie było mu to dane. Miał dziwne wrażenie że dziewczyna zaraz sobie pójdzie. Przecież chłopak nie dość że jest Puchonem, to jeszcze nie ma ani kropli magicznej krwi. Ale może dziewczyna nie zwracała na to uwagi? Tsaa, na pewno. Dobry żart. Uśmiechnął się do niej delikatnie i skinął jej głową na powitanie. - Ja też nie, tak szczerze mówiąc. – wzruszył delikatnie ramionami i podążył za jej wzrokiem, który zatrzymał się na butelce. A potem wzrok zawiesił się na nim.
– Chciałabyś się dołączyć ? – Spytał z uśmiechem na twarzy i pomachał butelką. Nie jest kulturalnie pić samemu, a poza tym Myrnin jest dobrze wychowany. Więc, to było z góry przesądzone że spyta o to dziewczynę. Inaczej nie byłby sobą. I oczywiście miał delikatną nadzieje że dziewczyna się zgodzi, przynajmniej jego myśli nie będą krążyły włoku Mai.
Powrót do góry Go down
Nadia Lazarova


Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   30.04.16 12:07

Nadia faktycznie planowała zgrabny odwrót, nie chciała jednak, żeby wyglądało to zbyt niegrzecznie. Przejmowała się trochę nawet za bardzo, chociaż przecież przed nim, jako mugolakiem, wcale nie musiała się specjalnie wysilać, nikt jej tu przecież nie miał oceniać. Ślizgonka technicznie nie miała żadnych problemów z tym, kto jest jakiej krwi i osobiście nic jej to nie przeszkadzało. Z tym, że się po prostu z nimi nie zadawała, obracając się raczej w kręgach czystokrwistych od najmłodszych lat. To nawet mogła być pierwsza sytuacja, w której miała okazję to zmienić.
Pokręciła lekko głową w odpowiedzi, pozytywnie zaskoczona tonem jego głosu. Szybko zdała sobie sprawę, że ma przed sobą osobę, która nie ma problemów ze zjednywaniem sobie innych, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Sympatyczne. To nie to, do czego osoby chowające się w lochach są przyzwyczajone, naprawdę. Może to sprawiło, że chociaż faktycznie chciała sobie iść, nadal stała w miejscu, no, przestępując trochę z nogi na nogę, co zdradzało niezdecydowanie.
- Zostawiam eksperymenty z alkoholem na później – wytłumaczyła mu. Nie oceniała całej sytuacji tak, jakby to pewnie zrobiła przed wojną, teraz wszystko było raczej przewrócone do góry nogami, a odsetek dzieciaków pijących po kątach był większy niż kiedykolwiek. Z tą małą różnicą, że przynajmniej część z nich piła z konkretnych powodów, w odpowiedzi na problemy, których jako nastolatki wcale nie powinni jeszcze mieć. Sama nie próbowała, cały czas chowana pod kloszem, niespecjalnie uciekała w stronę używek czy szeroko pojętego buntu. Była bardzo mało zbuntowana jak na jej wiek, co mogło się skończyć albo tym, że pewnego dnia zniknie niezauważona, albo zwariuje i podpali zamek.
Ale w tym momencie pozwoliła sobie na blady uśmiech w odpowiedzi na jego słowa.
Zresztą, szybko byś pożałował, nie jestem zbyt porywającym towarzystwem – dodała szczerze, pokazując mu książkę. Była świadoma, że nie mieli wspólnych tematów, a ona była wyjątkowo uboga w zdolność podtrzymywania rozmowy, więc pewnie skończyłoby się na tym, że siedzieliby i gapili się w ścianę, by potem wymówić się czymś nieważnym, byleby uciec. Taki był oto czarny scenariusz panny Lazarovej, który tak czy tak nie zmusił jej do odwrotu. A co tam, niech to będzie dzień eksperymentów. W końcu bardzo była ciekawa, dlaczego znalazła go chowającego się w tej komnacie, z butelką whisky, którą planował opróżnić samotnie (?).
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   01.05.16 14:25

Obserwował dziewczynę sympatycznym spojrzeniem. Nigdy nie ocenia ludzi po tym co s nich słyszał. A jak wiadomo, dziewczyna obracała się całe życie z czarodziejami pełnej krwi. Ale kto wie, może dziewczyna jest inna. Może jej nie obchodzą takie rzeczy? Lub po prostu głupio jej było sie obrócić i wyjść. Tego nie wiedział i pewnie się nie dowie. Ale nie miał nic przeciwko temu, że dziewczyna będzie mu towarzyszyć. Może w końcu pozna kogoś innego i nie będzie ciągle myślał o Mai. Ale czy to było w ogólne możliwe? Musiał się przekonać, może nawet przekona się o tym dziś.
- Jak chcesz, przecież nie będę Ciebie na nic namawiał. - Posłał jej delikatny uśmiech i położył się na brzuchu, na swojej pufie. Nigdy nikogo do niczego nie namawiał. To nie było w jego stylu, przecież od dziecka był wychowywany na dżentelmena. W sumie, powinien teraz wstać i poczekać aż ona usiądzie. To by było na pewno godne pochwały, ale jakoś nie miał na to siły, ani ochoty. Ale czy problem Myrnina, był aż tak wielki aby się z tego powodu upić? Pewnie nie, może po prostu tego chciał? Nie za często uciekał do alkoholu, ale czasem to lubił. Choć nigdy nie pił samotnie, zawsze musi być ten pierwszy raz. Zaczął kręcić butelką po podłodze, tak o z nudów. Jeszcze się zastanawiał czy warto ją otworzyć, ale spokojnie. I tak na pewno to zrobi, zawsze pierw wpada na jakiś pomysł, jest pewien że powinien to zrobić, potem dochodzą wątpliwości, które i tak zagłusza pragnienie. To tylko kwestia czasu.
- Cóż, tego nie wiem. Ale jeśli tak uważasz. - Pokiwał delikatnie głową i spojrzał się na książkę, która miała w dłoni. - A co tam masz za książkę? - Spytał z zainteresowaniem, może nie było tego za bardzo widać w tej sytuacji. Ale on sam często coś czytał, tylko zazwyczaj były to książki z mugolskiej fantastyki. Zazwyczaj tylko takie go interesowały, ale może dziewczyna ma tam coś również ciekawego. Kto wie. - Może usiądziesz ? Jeśli chcesz, oczywiście. - wskazał na pufę obok siebie, znów posłał jej delikatny uśmiech. Dziewczyna była nawet dość ładna, taka nieskazitelna. Miło było na nią popatrzeć, nawet bardzo.
Myrnin, z reguły nie był gadatliwy, ale dziś miał zamiar jakąś doprowadzi tę rozmowę do skutku. Bo przecież wszystko jest lepsze od użalania się nad sobą, prawda ? Więc może i rozmowa go odciągnie od tych dziwnym, dziecinnych myśli. Miał nadzieje że tak, a nawet jeśli nie, to przecież miał ze sobą coś do znieczulenia. Nie kłócąc się dłużej ze swoimi myślami i pragnieniami. Odkręcił butelkę Ognistej, mało kulturalnie, wziął z niej małego łyka. No cóż, nie miał przy sobie szklanki.
Powrót do góry Go down
Nadia Lazarova


Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   09.05.16 14:26

Tak w gruncie rzeczy, to Ślizgonka na ten moment wręcz składała się z oporów. Bez zastanowienia mogłaby teraz wymienić tysiąc powodów, dla których nie powinna ulegać pokusie, którą teraz czuła i sobie po prostu pójść. Tak by zrobiła, gdyby była młodsza lub też starsza i bardziej doświadczona… hmmm no życiem. Chłopak przed nią – wstyd, ale pojęcia nie miała, jak się nazywał – miał jednak urok księcia z bajki, o tym nawet, a może nawet szczególnie Nadia wiedziała, przeczytawszy w końcu tyle różnorakich dzieł i historii. Niewielu takich spotkała na swojej drodze do tej pory, nie marzyła o tym i nie szukała specjalnie, jednak postawiona twarzą w twarz nie potrafiła odmówić. Lekka przekora zalśniła jej w oczach, gdy postąpiła kilka najpierw niepewnych kroków do przodu, by usiąść obok Puchona. Mimowolnie oczekiwała, że zaraz coś się stanie, spadnie na nią jakaś kara, która odzwierciedliłaby mimowolne poczucie winy. Ale to nic, przekonywała się raz po raz, przecież nigdy nie robiła nic złego, ba, nawet nie miała okazji. Wyolbrzymia, jak zawsze.
Mimo wszystko wychowanie było ogromnie trudne do zignorowania. Przypatrywała się więc chłopakowi bystrymi oczami, zdradzającymi zainteresowanie, ale nie namolne. Raczej trochę jak nieśmiałe, spłoszone zwierzę. Odetchnęła z ulgą, gdy zapytał ją o książkę, jakby nie wiadomo czego się spodziewała.
- Nic na zajęcia – wzruszyła lekko ramionami, podając mu nieco obdartą, dość starą książkę. – To o średniowiecznych czarodziejach i klanach w tamtych czasach. W gruncie rzeczy niewiele się wszystko różni od tego, co mamy teraz, z tym, że szaty trochę się zmieniły – powiedziała nieco bezbarwnie, naturalnie mając na myśli czarodziejskie rodziny. Mugole zdawali się odwrócić swoje życia i warunki do góry nogami, podczas gdy czarodzieje wciąż walczyli o zachowanie własnych zwyczajów i tradycji. Co gorsze poszły w zapomnienie, o tym Nadia też zdawała sobie sprawę. Ale akurat ta książka była nieco lżejsza, służyła raczej temu, by zająć jej myśli. – Czytasz? – Dodała z zainteresowaniem. – Czy tylko pijesz? – Powiedziała jeszcze nieco uszczypliwie. Czuła się w tym momencie trochę bezkarna, toteż czekała, jak na to zareaguje Puchon. Była jaka była, ale spędzając tyle czasu ze Ślizgonami przejmowało się pewne nawyki, a Nadia nie była pewnym wyjątkiem. W pewnym sensie Dom Węża dodał jej trochę odwagi i pewności siebie, której na pewno nie wyniosłaby z domu. Nic tak nie dowartościowuje, jak przynależność do Slytherinu, oczywiście z punktu widzenia jego domowników.
- Ach, jestem Nadia – przypomniało jej się. Nie sądziła, żeby chłopak był pod wielkim wrażeniem, gdy zacznie zwracać się do niego per Puchonie.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   16.05.16 19:05

Urok, księcia z bajki ? Cóż, tego jeszcze od nikogo nie usłyszał. I pewnie nigdy nie usłyszy, ale czy to źle ? Jeszcze by mu się w głowie poprzewracało, od takich komplementów. Ciekawe, co skłoniło dziewczynę do takiego myślenia. Czyżby to te blond włosy, czy może kolorowe tęczówki. Lub wszystko na raz ? Tego się nie dowiemy w najbliższym czasie, chyba że Ślizgonka będzie skłonna do wyjawienia tego. W co wątpił. Gdy dłużej przyglądał się dziewczynie, dochodził do wniosku że co minutę, stawała się ładniejsza w jego oczach. A jeśli mówimy o oczach, to miała piękne oczy. Zawsze zwracał na to uwagę, na kształt i kolor. Mimo tego że była podobnej postury do Mai. Nie wyglądała na taką, co można ją szybko zranić.
Widząc ja podaje mu książkę, przeją ją w swoje dłonie i zaczął przeglądać, oczywiście, słuchając przy tym co ma mu do powiedzenia. - Wygląda na dość interesującą. - odparł gdy dziewczyna skończyła mówić. Może kiedyś się skusi i sam ją przeczyta ? Ale pierw musi skończyć te książki, które właśnie zaczął czytać. Bo z tego co się teraz orientował, miał zaczętych dziesięć książek i nie wiedział jak się zabrać do tego. Od której książki zacząć, aby w końcu z tego wyjść. Chciał odpowiedzieć na jej pytanie, ale zaraz zadała mu następne i po prostu parsknął śmiechem. Czyli, to była pierwsze jej skojarzenie, gdy go zauważyła. Wyszedł na jakiegoś cichego alkoholika, który chował się przed światem i pił w samotności. - Oczywiście że czytam, to nie tak że piję. Ja w sumie, prawie w cale nie piję. Tylko jakoś teraz, chciałem się napić a jakoś nie mogę otworzyć tej butelki. - wzruszył ramionami. - A wracając do książek, bardzo lubię mugolskie fantasy. Starają opisać się nasz świat, nic o nim nie wiedząc. To nawet, fajne. Inny punkt patrzenia. - uśmiechnął się do niej i oddał jej książkę. Znów wrócić do butelki i zaczął nią kręcić po podłodze. Miał nadzieje, że dziewczyna się na niego nie zezłości, że parsknął śmiechem. Bo przecież, nie chciał jej tym zranić. Tylko po prostu tak mu się wymsknęło.
Już nie bawiąc się butelką, a pijąc z niej. Zapomniał się jej przedstawić, nawet głupio mu się zrobiło że dziewczyna się przedstawiła, jako pierwsza. Odłożył butelkę i podał jej dłoń. - Oh wybacz, zapomniałem. Jestem Myrnin. Miło mi Ciebie poznać Nadio. - uśmiechnął się do niej i uścisnął jej dłoń.
Powrót do góry Go down
Nadia Lazarova


Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   24.06.16 17:14

Nadia wątpiła, by faktycznie był zainteresowany książką. Sama nie uważała jej za specjalnie porywającą, ale, jak to jej się często zdarzało, czytała po prostu dla samego czytania, nie zwracając uwagi na to, co to jest. Miała wrażenie, że przeczytała już wszystkie ogólnodostępne i interesujące książki, pozostając tylko te nudnawe, przepełnione informacjami, które przez większość czasu nie były nawet użyteczne. Chociażby patrząc na sny, które miewała, wiedziała, że zrobiła z własnej głowy totalny śmietnik.
Przyglądała mu się, jak pije z butelki. W pierwszym odruchu chciała zapytać, czy wszystko w porządku, bo jakiś tam link do normalnego świata podpowiadał jej, że ludzie nie piją sami dla zwykłej przyjemności. Bała się jednak wchodzić na zbytnio personalne tematy, jeszcze nie. Cały czas przecież musiała sobie tłumaczyć, że ma cel w siedzeniu tutaj i rozmawianiu z nim, chociaż wydawał się on odległy. Z drugiej strony Nikolai miał masę koleżanek na czarną godzinę, toteż analogicznie Nadia powinna mieć jakichś kolegów, którzy ewentualnie zastąpiliby jej brata, gdyby nagle bezczelnie postanowił się zakochać. Do tej pory był to najczarniejszy sen Nadii, popychający ją do wielu rzeczy, których normalnie by raczej nie zrobiła.
Ale towarzystwo Myrnina jej nie ciążyło, wręcz przeciwnie. Powoli wchodziło jej w nawyk rozjaśnianie się wraz z jego uśmiechem, ot taki był zaraźliwy. Chociaż teraz wyglądała na niego zmieszaną.
- Mugolskie fantasy? – powtórzyła. Czyżby to było coś, do czego jeszcze się nie dorwała, ograniczona swoim czarodziejskim światkiem. – A o czym na przykład piszą? – Zapytała z jawnym zaciekawieniem, chociaż cząstka „mugolskie” mówiła sama za siebie, że to nie dla Nadii, a przynajmniej nie coś, z czego jej najbliżsi byliby bardzo zadowoleni. Zaczęła się powoli zastanawiać nad Myrninem i jego pochodzeniem. Nie podał nazwiska, imię nic jej nie mówiło, a fakt, że nie był z rodu czystej krwi był bardzo oczywisty. W końcu co jak co, ale to Nadia miała w małym palcu. Miała zatem nadzieję na jakieś ¾ albo połówkę? Pytać jednak nie miała zamiaru, bo to przecież niegrzecznie.
Gdy podał jej rękę zagapiła się trochę, dopiero teraz odkrywając niezwykłość jego oczu.
- Masz heterochromię! – wyrwało jej się. – Magia? – Zapytała. W tym momencie nie mogła oderwać od niego wzroku, właściwie przez równe 30 sekund. Potem się speszyła, zamrugała i spojrzała w inną stronę, wyswobadzająć jednocześnie dłoń, którą - co uświadomiła sobie z zażenowaniem - wciaż dotykała jego dłoni.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gwiezdny pokój   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Siódme piętro-
Skocz do: