Share | 
 
Sala wypoczynkowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Sala wypoczynkowa   15.11.15 16:33

Sala wypoczynkowa
Kiedy potrzebujesz odpocząć, a do Pokoju Wspólnego daleko albo chcesz spędzić miło czas ze znajomymi z innych Domów, możesz mieć pewność, że ta sala spełni twoje oczekiwania. Wygodne kanapy pomieszczą mnóstwo osób, niezależnie od tego, czy chcą one wypocząć po ciężkich zajęciach, czy planują miły wieczór z przyjaciółmi. Skrzaty nieustannie uzupełniają tu zapasy słodkości i napojów, a regał z książkami obfituje w nowości beletrystyczne. Uważaj na jedno - nie możesz wnosić tu żadnych substancji zakazanych w Hogwarcie, jak alkohol, papierosy czy substancje psychoaktywne. Jeśli pokój wykryje takie rzeczy, wyrzuci cię stąd i nie wpuści przez okrągły miesiąc!
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   23.03.16 11:53

Dzień po meczu, gdzieś po zajęciach

Czuła się jak kapeć, poważnie. Może i nie miała pojęcia, jak kapeć czuje się na serio, ale gdyby była kapciem na pewno czułaby się tak jak teraz. Wmiętoszona, niczym jakaś zużyta ściera do podłogi. Sflaczała jak stara guma z zużytych opon. Człowiek nie do życia, nie do rozmowy, nie do niczego. I nawet ta jej zwyczajna zadziorność i brawura poszyły w siną dal. Poranek miała tragiczny. Niby obudziła się we własnym łóżku (na dobrą sprawę nawet nie pamiętała jak się tam znalazła), ale głowa nawalała ją tak mocno, że każdy najdrobniejszy dźwięk przyprawiał ją o migrenę. To pulsowanie, ta dziwna ciężkość nie pozwalały jej szybko podnieść się z łóżka. Do tego suchość w ustach i usilnie pragnienie picia. Jak dobrze, że Skrzaty zawsze zostawiały wodę na nocnych stolikach, toteż spokojnie mogła wydudnić połowę dzbanka, tym samym czując się o pół procenta lepiej. Nie poszła na zajęcia, to chyba oczywiste. Nie wyobrażała sobie, że jakiś nauczyciel mógłby zaakceptować tak skacowaną i sflaczałą uczennicę na swoich lekcjach. Prędzej dostałaby jakiś szlaban i została wysłana do skrzydła szpitalnego. Wolała oszczędzić sobie podobnych ekscesów i po prostu leżała, ciesząc się, że jej współlokatorki wyszły. Czas mijał, ona leżała, jednak ewakuowała się zaraz po tym, kiedy dziewczyny wróciły. Problemem były wstanie, ale dała radę. I nawet przebrała się w czyste ubrania, starając się zignorować ból głowy. Musiała znaleźć miejsce, gdzie było względnie cicho.
I faktycznie natrafiła na takie, w którym o tej godzinie panował względny spokój. Zaszyła się w nim i rzuciła się na jedną z wygodnych kanap. O jak dobrze! Teraz mogła skupić się na tym, co zaszło wczoraj. Jaka szkoda, że pamiętała wszystko do momentu, jak przyszedł Darren, a ona w ramach zakładu obaliła whisky. Dużo whisky. Zdecydowanie za dużo, czego sutki można było obserwować teraz. To jednak wcale nie wyjaśniało problemu jej zaginionych wspomnień, które mogły okazać się kluczowe w przyszłości.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   23.03.16 13:26

Z drugiej strony Darren miał znakomity dzień. Wygrany mecz jeszcze buzował w myślach większości uczniów, toteż dużo się o tym mówiło, a co za tym idzie, Cole wręcz pławił się w sukcesie. No, może nie tak, jak większość ludzi, bo w znacznej części szkolnych kręgów wciąż był persona non grata, czy tam persona, która nawet nie chciała być grata, bo takie rozwiązanie było dla wszystkich najlepsze. Co nie przeszkadzało mu w byciu w iście szampańskim humorze, podkręcanym przez to, co zrobił wczoraj Liv. Nie da się inaczej tego ująć w słowa, ale to nie Krukon miał z tym teraz problem.
Przez cały wspaniały dzień rozglądał się od czasu do czasu za ulubioną koleżanką, dokładnie tak, jak jej obiecał dzień wcześniej. Spodziewał się, że będzie wyglądała jak gówno, że prawdopodobnie spędziła lwią (haha, porównania) część nocy w śmierdzącej szatni, więc pewnie przesiąkła zapachem potu i swoich własnych rzygów, które Darren zostawił obok niej dla dramatycznego efektu. Zawsze mogła tak czy inaczej zachować się jak czempion i dać sobie z tym radę, ale Cole coś wątpił w zdolności w tę stronę małej Livki. Na miotle sobie nie radzi, a co dopiero w prawdziwym życiu.
Koniec końców postanowił jej poszukać, nie mogąc sobie darować widoku jej skacowanej buźki jako zwieńczenia dnia. Naturalnie nie szukał w bibliotece, bo przecież chodziło mu o Liv. Powoli, ale metodycznie, przeszukiwał wszystkie miejsca, do których wczołgać by się mogła osoba odwodniona i wymęczona upojeniem alkoholowym w poszukiwaniu spokoju, zanim przyznał przed sobą, że dziewczę pewnie siedzi w dormitorium i tam sobie spokojnie umiera.
Ale nie Liv. Liv by go tak nie zawiodła. Wchodząc do sali wypoczynkowej Krukon spostrzegł ją od razu.
- Reagaaaaan – przywitał się wyjątkowo donośnie, podchodząc do jej kanapy i zrzucając livkowe nogi, żeby sam mógł zająć miejsce. Normalnie pewnie dałby jej spokój i usiadł gdzie indziej, ale nie dzisiaj. Dziś był dzień drugi rozpowszechniania swojego wredniactwa, toteż Darren nie planował żadnych przejawów ludzkich odruchów. W końcu bardzo się do siebie z b l i ż y l i wczoraj, czyż nie? Cole obserwował niezadowoloną minę dziewczyny ciekawy, ile ta z wczorajszych wydarzeń pamięta. I ile on sam by chciał, żeby pamiętała.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   24.03.16 8:39

Nieprzyjemne i uciążliwe pulsowanie w głowie nie dawało jej spokoju, tym samym doprowadzając biedne dziewczę do szewskiej pasji. Myślała, że przychodząc do tego pomieszczenia uwolni się przynajmniej w stopniu minimalnym od wwiercających jej się w czaszkę dźwięków, ale niestety, nawet teraz słyszała sporadyczne rozmowy, które w tym momencie brzmiały o jakieś tysiąc razy głośniej niż normalnie. Odetchnęła zamykają oczy. Zabije go, och przysięga, że go zabije za to, co jej zrobił. Oczywiście, że to była jego wina, gdyby nie podsunął jej tej butelki, gdyby chamsko nie wykorzystał tamtego zakładu, dziś nie czułaby się jak wymiętoszony flak. Że też musiała trafić akurat na niego. Chociaż z dwojga złego, że to wszystko stało się w szatni, a nie jakimś bardziej publicznym miejscu. Ale i tak urwie mu głowię, kiedy tylko go spotka!
A okazja do spełnienia groźby nadarzyła się chwile później, kiedy zawieszona pomiędzy jawą a snem Liv, poczuła jak jej nogi zostają brutalnie zepchnięte z kanapy. Początkowo myślała, że spadnie cała, ale to było jedynie złudzenie. Odjęła rękę od twarzy i uniosła lekko powieki. Cole. No tak. Tylko on był na tyle bezczelny i nieludzi, aby jej przeszkadzać, doskonale wiedząc, że musiała się czuć potwornie.
- Cole… - powiedziała dość cicho, co już samo w sobie było dziwne, bo zazwyczaj nie miała problemów z dzieleniem się z resztą szkoły tym, co myśli – Mógłbyś tak nie drzeć ryja? Niektórzy tutaj zdychają – wyrzuciła z siebie ponownie zamykając oczy. Kiedy nie musiała na nic patrzeć ból jakby stawał się łagodniejszy, chociaż nadal rozwalał jej czaszkę. Dodatkowo zachciało jej się pić. Tak potwornie, jak nigdy – Masz może coś do picia? – spytała bez większych nadziei, bo nie przypuszczała, by Krukon latał po szkole z wodą – Mówiłam już, jak bardzo cię nienawidzę? – rzuciła mu krótkie spojrzenie znad półprzymkniętych powiek.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   28.03.16 12:56

Groźby groźbami, a Liv nadal nie wyglądała na osobę, która w tym momencie byłaby w stanie zrobić cokolwiek. Nie wspominając już o urywaniu głowy czy innych dzikich fantazjach rojących się w głowie Gryfonki. Nic więc dziwnego, że Darren czuł się bardzo komfortowo, nie dostrzegając zagrożenia, które – bądźmy szczerzy – było i zawsze będzie znikome. W końcu Reagan była w nim zakochana, nie?
Nie wyglądała dobrze, ale to cały czas nie było wystarczająco, żeby chłopak poczuł się źle przez pozostawienie jej samej sobie wczorajszego wieczora.
- I jak, spędziłaś całą noc w szatni? – Zainteresował się w odpowiedzi na jej błaganie o ciszę. Bo nie po to tu przyszedł, żeby sobie teraz z nią romantycznie milczeć i jej usługiwać, bądźmy realistami. Rzucił jej nieco skonsternowane spojrzenie, gdy zapytała go o picie. Czy pod ścianą nie walały się czasem tony słodyczy i jakichś słodkich napojów, jak zawsze w tym pokoju? Był jednak dobrym kolegą, a przynajmniej w tej minucie, toteż wstał i zgarnął to i owo, jakieś batoniki i wodę (bo stwierdził, że od słodzonych napojów dziewczę się zrzyga, znowu). Naturalnie mógłby to zrobić za pomocą magii, ale jak zwykle od tego stronił. – Nie wiem czy wiesz, ale nie pachniesz za ładnie – poinformował ją, siadając z powrotem na miejsce i krzywiąc się lekko. – Co ty pierwszy raz pijesz, że nie wiesz, że prysznic na kaca pomaga? – Gdyby to od niego zależało, to wrzuciłby ją tu i teraz do jakiejś wody, ale chyba nie byli jeszcze na tym etapie. Toteż zamiast tego uraczył się piciem, które jej właśnie przyniósł, sadowiąc się wygodniej na kanapie. W końcu miał za sobą długi dzień ZAJĘĆ w szkole, które jego koleżanka sprytnie ominęła. – Dobrze się wczoraj bawiłaś? – zapytał, ryzykując nieco, ale chciał dolać nieco oliwy do nudnawego dnia.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   28.03.16 13:15

Darren był prawdziwą szują. Poważnie. No bo gdyby nią nie był, nie znęcałby się nad nią tak perfidnie, a jemu najwidoczniej sprawiało wielką przyjemność patrzenie jak Liv cierpi całą sobą. Zazwyczaj taki małomówny i właśnie w tak chwili zebrało mu się na jakieś dłuższe rozmowy? W życiu nie uwierzyłaby, że robi to jedynie z chęci nawiązania jakiegoś kontaktu. On sobie wszystko zaplanował w tej swojej główce. Nie dość, że wczoraj ją tak urządził, to jeszcze dzisiaj chciał doprawić! Może nie alkoholem, bo tego i tak na chwilę obecną by nie tknęła, ale jednak dobić. Za mało mu było, sadysta jeden!
- Czy ty obrałeś sobie za cel zniszczenie mi kolejnego dnia, Cole? – spojrzała na niego spod półprzymkniętych powiek, starając się mówić na tyle cicho, aby jej własny głos nie rozpierdalał czaszki od środka. Bo oczywiście w tej kwestii na Darrena również liczyć nie mogła! – I dla twojej wiadomości nie spędziłam tam całej nocy. Nie rób ze mnie aż takiej amatorki picia – obruszyła się na jego słowa. Jak mogło mu przyjść do głowy, że nie będzie wstanie wrócić do własnej sypialni. Może nie wiedziała jak i kiedy to zrobiła, ale ważne, że obudziła się w swoim łóżku, więc niech Krukon wsadzi sobie w swoje boskie cztery litery takie insynuacje – Pieprz się, brałam prysznic – mruknęła. Po raz kolejny pojawiło się pytanie czemu zadawała się z takim chamem, który nawet w tak ciężkich chwilach (za które odpowiadał) nie chciał jej pomóc! Wyciągnęła rękę w jego kierunku – Picie – powiedziała, nie spuszczając z niego wzroku – Proszę? – dodała, lekko się krzywiąc, jakby wypowiedzenie tego słowa było czymś okropnym i ujmującym ciupkę honoru. A już na pewno jej własnej dumy, bo kto to widział, żeby ona prosiła jego o cokolwiek – Musiałam się bawić zajebiście, skoro praktycznie niczego nie pamiętam – westchnęła. Czyli taki standard. Ciekawe co zrobiła tym razem. Znowu dała popis swoim tanecznym umiejętnościom? - Nigdy więcej z tobą nie piję, to się źle kończy - skrzywiła się po raz kolejny. Co z tego, że owe słowa były tak nierealne do spełnienia...
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   28.03.16 14:01

Dla Darrena każda sytuacja, w której miał jawną przewagę, była dobrą sytuacją. Tu miał Liv jak na talerzu, podobnie jak wczoraj wieczorem i za każdym razem mniej lub bardziej była zdana na jego łaskę. Jak daleko posunięte były jego skłonności socjopatyczne, to już nie jemu oceniać.
Zmarszczył lekko brwi na jej zapewnienia, że cały ten prysznic wzięła.
- Nie widać – podsumował, zerkając na nią kątem oka. Oczywiście nie pozostał głuchy na jej prośby o picie, chociaż nie rozumiał, dlaczego ta zdaje się na niego. On na jej miejscu, na którym pewnie nigdy by się nie znalazł, bo przecież był sobą, dawno by już wstał i wziął sobie swoje. – Zjedz batonika, poczujesz się lepiej – odpowiedział w swojej wielkoduszności, wypijając sporego łyka wody. – Dobra dobra, nie ruszaj się – powiedział tylko, nachylając się do niej. Odgarnął wolną dłonią jej ręce, które próbowały złapać butelkę z wodą, ale cóż, Darren miał nieco inny plan. – Otwórz szeroko – powiedział sugestywnie, z bardzo złym błyskiem w oku, czymś pomiędzy czymś pokrętnym, a dziką uciechą, po czym przechylił butelkę, starając się wcelować w usta Liv. Czy trafił czy nie – zapewne nie – to się okaże, ale koniec końców przynajmniej zafundował jej jakiś ułamek prysznica, który w jego mniemaniu dziewczynie się należał. Zaśmiał się krótko. Faktycznie był w bardziej kontaktowym nastroju niż normalnie, i faktycznie chyba tylko dlatego, że dziewczyna była w tak paskudnym nastroju.
Zainteresowało go jednak to, co powiedziała na samym końcu.
- Nic nie pamiętasz? – Powtórzył po niej tonem, w którym można już było wychwycić, że było co pamiętać. Tylko Krukon nie zdecydował jeszcze, czy jej o tym powie, czy nie. Zawsze mógł opuścić na wszystko zasłonę milczenia i jak prawdziwy przyjaciel (?!) przejść do porządku dziennego z ich relacją. Mógł też sprawić, żeby poza kacem fizycznym, Livke przepełniał ten moralny, ale nie był do końca pewny swojego udziału i tego, czy w ogóle chciałby się w to wszystko bawić. No dobra żarcik, jasne że chciał się bawić, w końcu był z niego taki zabawowy człowiek.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   28.03.16 14:21

Z jej wcale nie tak płaskiej piersi wydobył się kolejny cichy pomruk, jakby miała serdecznie dość całej sytuacji i dość życia na chwilę obecną! Chciała spać, autentycznie. W tym momencie poczuła się tak, jakby najlepszym rozwiązaniem było wrócenie do dormitorium. Szkoda tylko, że zupełnie nie miała siły na to, aby się podnieść z wygodnej kanapy, a dodatkowo fakt, że musiałaby wysłuchiwać rozpiszczanych i skrzeczących bardziej niż zwykle głosów współlokatorek nie działał motywująco. To już ostatecznie wolała wysłuchiwać Darrena, który przynajmniej nie piszczał, skazując jej głowę na podwójne ciernienia.
Rzuciła mu spojrzenie, które miało uchodzić za mordercze, ale była niemal przekonana, że niespecjalnie coś z tego wyszło. Nawet grożenie dziś nie było tak przekonywujące jak zawsze (bo ona oczywiście żyła w przeświadczeniu, że mogła nim coś zdziałać). Staczała się, totalnie. Zastanawiała się kiedy ostatnio była takim flakiem i czy to nie miało niczego wspólnego z Darrenem. Czy ona kiedykolwiek piła bez niego? Może w tym tkwił szkopuł? Będzie musiała wybrać się w niedalekiej przyszłości na imprezę, na której nie będzie Krukona i wtedy zobaczy czy się nawali. Jeśli nie, to jasno będzie wiadome, że to on odpowiadał za jej destrukcję. Ewentualnie mógł mieć na to wpływ brak umiaru w jego obecności, ale te automatycznie wyrzuciła ze swojej głowy.
- Nie chcę niczego do jedzenia. Chcę tylko pić – powiedziała. No dobrze, skoro nie chciał jej udzielić przynajmniej takiej koleżeńskiej pomocy, niech będzie. Poradzi sobie sama, w końcu ostatecznie zawsze radziła sobie sama. I już zaczęła się podnosić, by sięgnąć po trzymaną przez niego butelkę, kiedy w chłopaku najwidoczniej odezwało się poczucie przyzwoitości (naiwne myślenie). Już w tym momencie coś powinno jej nie pasować, już teraz złośliwy błysk w oku powinien sprawić, żeby zrozumiała, że wcale nie będzie tak jak sobie wyobraziła. Niestety, było za późno. Została oblana. Tak, Darren Cole właśnie sprawił, że stała się mokra. Pięknie – Cholera, Darren. Co ty masz aż takie problemy z trafianiem?! – oburzyła się wycierając buzię. Dupek. Totalny kurwa dupek.
- Coś tam pamiętam… że piłam, że nawet jak zwykle po sobie cisnęliśmy. I wstałam… ale po co i w jakim celu, to już za ciula nie wiem. No i później się zrzygałam, to pamiętam aż za dobrze – westchnęła, ale zaraz w jej głowie zapaliła się czerwona lampka – Czekaj… a co się to tak właściwie interesuje? – zmarszczyła brwi poirytowana – Co zrobiłam takiego, że zdajesz się tym iście napawać?
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   03.04.16 12:35

Ale Darren był niewinny. A przynajmniej pewny, że gdyby któregoś dnia próbował faktycznie Liv zmusić do czegoś, wcale by mu się to nie udało. Zdawał sobie sprawę, że dziewczę psychicznie nie jest wrakiem aż do tego stopnia, żeby mu ulec od tak. Z drugiej strony manipulował, a Reagan była na to podatna. Powinna być zadowolona, ze ograniczał się tylko do zabawy, by zabić trochę czas, który musiał spędzić w szkole nie mogąc robić tego, na co tak naprawdę miał ochotę. Sam właściwie nie wiedział, co chciał robić w życiu niezwiązanym z magią, bez wykształcenia (bo przecież nie wpisze w CV „Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart”, bo najwyżej dostanie fuchę w jakimś zakładzie dla niepoprawnych umysłowo) i większego pojęcia o świecie, które by zdobył, gdyby na przykład postanowił zamiast marnować życie tu, iść od normalnej, mugolskiej szkoły. Z drugiej strony w szkole dla magicznych dziwaków szło mu przecież całkiem dobrze, patrząc na oceny i ogólne zaangażowanie. Aczkolwiek….
Liv. Liv odwracała uwagę od bezsensu jego życia, co brzmiało dość butnie, ale było prawdą, toteż postanowił się tego trzymać. Teraz, cała mokra na twarzy i wyraźnie zezłoszczona stanowiła idealne źródło dobrego humoru. Zmarszczył jednak lekko brwi na jej komentarz z nietrafianiem. Czy ona robiła to specjalnie, upierając się przy tych prowokacyjnych tekstach, czy po prostu taka była? W końcu musiał pamiętać, że była w nim zakochana.
- Kiedyś to do ciebie wróci – powiedział, odpuszczając temat wczorajszego picia całkowicie. Oddał jej butelkę i powrócił do swojej rozwalonej pozy na kanapie, zakładając ręce za głową i przymykając lekko oczy. Po co właściwie miałby jej tłumaczyć, że po wypiciu jest napalona i się na niego rzuca. Musiałby ją wtedy pocieszać, że wcale nic się nie stało, bo na pewno byłaby wściekła, a potem kto wie, może czułaby się zobowiązana zrobić to jeszcze raz na trzeźwo, żeby zobaczyć na własne oczy, czy faktycznie skrycie go kocha? A jakby wyszło, że to prawda, Darren by chyba padł i od razu poszedł szukać nowego kumpla. – Może. Może nie. W sumie lepiej, żeby nie. – No dobra, ale tak totalnie spokoju jej dać nie mógł, widząc oznakę zmieszania na gryfońskiej buźce. Często się zdarzało, że on wiedział coś, co dla niej było tajemnicą, ale halo, nie zawsze było to coś, co ona sama zrobiła. – Powiedzmy tylko, że nikt by się po tobie nie spodziewał takiego temperamentu. – Tu uśmiechnął się zadziornie, nie patrząc na nią, nadal pozornie rozluźniony, pozwalając jej pożerać go morderczym (miejmy nadzieję, że nie rozkochanym!) spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   07.04.16 10:49

Niewinność była pojęciem typowo względnym, a sama Reagan nigdy nie użyłaby go w ujęciu osoby Darrena. Nigdy jednak nie rozwodziła się nad tym jakoś specjalnie, bo jaki był w tym sens? Tym bardziej, że w tej chwili łeb jej pękał i każda próba większego skupienia się na czymkolwiek kończyła się cichym jękiem. Czy te młotki musiały tak walić? Czy ludzie musieli mówić tak głośno? Dobrze przynajmniej, że nie dostała nagłego uczulenia na światło, bo wtedy poszłaby poszukać jakiegoś ciemnego miejsca, w którym mogłaby się zaszyć na jakiś tydzień. Bo oczywiście wyszła z założenia, że jej stan właśnie tyle będzie trwać.
Otarła drugi raz buzię mierząc chłopaka morderczym wzrokiem. Oczywiście, że zrobił to specjalnie, na pewno nie mógł się powstrzymać przez czymś podobnym. No bo kto nie wykorzystałby okazji, by później chodzić po szkole i chwalić się kolegom, że udało mu się sprawić, iż Liv stała się morka. Na twarzy! Wspaniale, z tego mogłyby powstać boskie plotki i tylko to, że Darren był Darrenem mogło ją przed nimi uchronić. A jeśli mu się odwidzi? Cóż… zabije go, proste.
- Mam nadzieję, że nie. Stało się, a skoro o tym nie pamiętam, znaczy, że nie było warte zapamiętania – capnęła podaną butelkę i opróżniła praktycznie całą jej zawartość. Poczuła się lepiej, przynajmniej chwilowo. Szkoda, że bólu głowy nie dało się tak łatwo zniwelować jak pragnienia – Darren – powiedziała ostrzegawczo, kiedy zaczął jej prezentować wykrętne odpowiedzi, a takie na pewno jej nie interesowały - Chociaż nie… ja to chcę wiedzieć! Może i to upokarzające, ale muszę wiedzieć na co mam się przygotować – podniosła się powoli do pozycji siedzącej i odrzuciła gdzieś pustą butelkę. Jak dobrze, że nie była szklana, bo ktoś mógłby nią poważnie oberwać – Nie drażnij się ze mną! Masz mi powiedzieć, słyszysz?! – rzuciła nachylając się nad nim. Musiał wiedzieć, że nie żartuje i jest wstanie posunąć się do wielu rzeczy, aby tylko wycisnąć z niego całą prawdę o tym, co się wczoraj stało. Znowu tańczyła? A może… na Merlina, chyba nie zrobiła przed nim striptizu, ani nie brała bezceremonialnie kąpieli?!
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   17.04.16 10:51

Sam fakt, że striptiz i kąpiel przyszły jej do głowy tylko potwierdzał fakt, że była do tego zdolna. Prawdopodobnie gdyby Krukon o tym wiedział w jakiś sposób by to sprawdził, biorąc pod uwagę jego niesamowitą pomysłowość w krytycznych sytuacjach, toteż miejsce, w którym stała teraz Liv byłoby na pewno o wiele gorsze, niż jakieś tam buziaki i głupoty, w które on dobrowolnie się wdał wczoraj wieczorem.
Nie dał się jednak jej zastraszyć. Mogła ciągnąć go za włosy, gryźć po… gdziekolwiek jej się podobało, tarmosić i grozić, on nie miał zamiaru się poddać, przynajmniej w tym momencie. Pozwalanie Liv na to, żeby sama dotarła do tego, co wczoraj zrobiła było o wiele bardziej wartościowe, niż wyklepanie jej wszystkiego jak jedna kumpela do drugiej. W końcu nie byli kumpelami, byli kumplami, kumple bywają wredni. Szczególnie tacy krukońsko-gryfońscy.
- Ty to zrobiłaś, sama powinnaś wiedzieć – powiedział, uchylając lekko powieki, by rzucić spojrzeniem na jej rozzłoszczoną twarz. Niedługo zostanie jej tak na zawsze od tego zadawania się z nim, bo miał wrażenie, że w jego towarzystwie nigdy nie wyglądała inaczej. Uśmiechnięta Liv. Smutna Liv. Nie nie nie nie. Wkurwiona Liv, to było coś, co znał. Wszystko przez to, że Darren bywał wobec niej bezczelny, jak na przykład w tym momencie. – Nic ci nie powiem – dodał jeszcze lekko, otwierając oczy, coby posztyletować się trochę na spojrzenia z gryfiątkiem. Właściwie powinna mu dziękować, adrenalinka i nieco negatywnych emocji pomogą jej przezwyciężyć kaca, a przynajmniej o nim zapomnieć, i wszyscy będą zadowoleni. – To nie tak, że zrobiłaś coś złego – zastanawiał się dalej na głos, nie odrywając od niej spojrzenia. Po raz kolejny całe to przewrotne, okropniaszcze zło, które w sobie przechowywał, znalazło ujście w tym, jak patrzył. A patrzył ŹLE. – Upokarzającego, tak, ale zawsze w gronie przyjaciół, nie? Mogło być gorzej – tu uśmiechnął się krótko, trochę sztucznie, jakby na marginesie chciał dodać, że nie mogło być gorzej.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   23.04.16 11:01

Wkurzał ją w tym momencie niemiłosiernie. Zdecydowanie bardziej niż zazwyczaj i wcale nie chodziło jedynie o to, że miała potężnego kaca (z jego winy, tak dla przypomnienia). Denerwował ją jego głupi upór i wielka chęć droczenia się z nią. Czy on planował w ten sposób zniszczyć jej psychikę? A może stwierdził, że tym sposobem wymusi na niej jakąś chorą obietnicę, którą będzie musiała spełnić, aby dowiedzieć się prawdy? Jeśli tak, to wielkie niedoczekanie jego, bo chociaż faktycznie zdarzało jej się wielokrotnie postępować pochopnie, tak jednak w wielu przypadkach potrafiła nad sobą panować i nie dać się tak łatwo. A chęć dowiedzenie się prawdy była zdecydowanie zbyt słaba, aby dać się w jakikolwiek sposób upokorzyć chłopakowi. Wszak mogła być pewna, że za informacje nie zażądałby niczego błahego, w końcu to Cole i jego chora psychika, którą tak na marginesie lubiła. O tym jednak Krukon miał po prostu nie wiedzieć.
- Wiesz co? Pieprz się – rzuciła lustrując go jeszcze przez chwilę spojrzeniem. Następnie zwyczajnie się od niego odsunęła i ponownie opadła na kanapę nie widząc już sensu, aby musiała się nad nim nachylać. Nie powie jej, sam tak stwierdził, a ona doskonale wiedziała, że chłopak zawsze trzyma się swojego postanowienia. Przynajmniej w chwili, kiedy przyjdzie mu ono do głowy, bo później bywało różnie – Mam dość proszenia cię, a błagać nie będą. Nie to nie – powiedziała chłodno. Oczywiście, że nie była zadowolona. Przywykła do tego, że otrzymywała informacje, a tym razem najwidoczniej musiała obejść się smakiem.
- Przyjaciół – prychnęła wypowiadając to słowo – Takich, którzy mają w dupie twoje dobro, co nie? – obruszyła się. Była zirytowana i nie miała zamiaru tego ukrywać – Wolisz sam posiadać taką wiedzą, żeby później przypomnieć mi to w jakimś chujowym momencie, co Cole? Ale proszę bardzo. Mam to gdzieś – i zamknęła oczy. Co z tego, że w tej chwili głowa rozbolała ją jeszcze bardziej, toteż na jej ustach pojawił się grymas. Idealnie pasował do sytuacji, w której się znalazła. W sytuacji, w której po raz kolejny wkurwiał ją jeden z lepszych kumpli w szkole.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   29.04.16 0:34

Wkurzał ją czy nie, Darren i tak wiedział doskonale, że jeśli kiedyś jakimś cudem będą w tym samym domu starców, on byłby perfekcyjnie szczęśliwy, będąc posadzonym przy tym samym stole do brydża co Liv, coby mógł prowadzić z nią te debilne, pobawione sensu rozmowy, które pewnie doprowadziłyby ją do wczesnego zgonu poprzez zawał serca. Sam pewnie umarłby kilka dni później z nudów, ale czy nie byłaby to piękna, emocjonująca śmierć? W końcu odeszliby razem, żeby móc kłócić się w życiu pozagrobowym. Krukon wiedział, że część przewrotnej psychiki Liv czerpała przyjemność z jego towarzystwa, nawet teraz, kiedy sprawiała wrażenie, że zamordowałaby go bez mrugnięcia okiem. Widelcem.
- Dobrze by było, jakbyś pewnego dnia zamieniła groźby w czyny – odparł na jej „pieprz się” z bardzo przewrotnym uśmiechem, ale dość leniwie. W końcu ileż można insynuować rzeczy w stronę takiej osoby, jak Liv. Nie było sensu, nie z nią, z resztą i tak pewnie by nie podłapała połowy jego komentarzy. Tudzież zrozumiałaby będąc znów pod wpływem, co by się skończyło na kolejnych dziwnych czułościach, nie do końca będących na miejscu.
Kiedy już wygadała swoje i opadła z powrotem na kanapę z zamkniętymi oczami, Cole lustrował ją spojrzeniem przez kilka chwil. Właściwie świerzbiły go palce (dosłownie), z jakiegoś głupiego powodu, żeby trochę przewrócić tę ich relację w niektórych punktach, zupełnie na trzeźwo i dość świadomie, ale wiedział, że nie byłoby z tego powrotu. No chyba, że rzuciłby na nią zaklęcie zapomnienia, co oczywiście było dość solidną opcją, ale niosło za sobą pewne ryzyka. Ważył opcje, dostrzegając grymas bólu na jej twarzy i ogólne niezadowolenie, którym emanowała. Naturalnie niespecjalnie poruszało to jakiekolwiek struny w jego niewątpliwie wrażliwej duszy, wręcz przeciwnie. Była na tyle głupia, żeby się upić do nieprzytomności, toteż powinna pokutować. Wniosek z tego taki, że zupełnie się jej należało. Zaraz pokręcił jednak lekko głową, zdając sobie sprawę, że cokolwiek kręciło mu się teraz po głowie nie było warte zachodu. Toteż korzystając z tego, że dziewczę było praktycznie nieświadome żadnych celów, które mógłby względem niej przejawiać, jednym ruchem odkręcił butelkę z wodą, która magicznie pojawiła się w jego dłoni i po raz kolejny wylał jej zawartość na Gryfonkę.
- Masz, ale poważnie, jakbym był tobą wziąłbym prysznic – poradził jej z wrednym uśmiechem, po czym nachylił się i lekko pocałował ją w czoło. – Adios, Liv – pożegnał się i szybko zmył z pokoju, zanim gniew jego drogiej kumpeli ujrzał światło dzienne i znalazł upust. Szczęśliwie, nie na nim.

zt Darren
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   29.04.16 19:36

No powiedźcie jej skąd się biorą tacy ludzie, jak Darren? Aroganccy niemal do porzygu, bezczelni, aż człowieka mdliło, skorzy do psychicznej przemocy, a na dodatek bez zahamowań? Przecież taka mieszanka powinna być zakazana dla Dora ludzkości. Nikt normalny nie byłby wstanie spędzić dłuższej chwili z takowym osobnikiem, co ostatecznie prowadziło do wniosku, że sama Gryfonka do normalnych nie należała. Bo skoro aż ją ciągnęło, byleby tylko z takimi osobami się zadawać, musiała mieć nieźle nagrzmocone pod kopułą. Z tym, że na chwilę obecną Cole ją wkurwiał. Tak niemiłosiernie. Z tym swoim chorym uporem, debilnym uśmieszkiem i niemal wyuczonym na pamięć znudzeniem, które zawsze towarzyszyło mu po kilkunastu minutach spędzonych w jej obecności. No przepraszam bardzo, ale skoro uważał ją za taką nudną, czemu nie ruszył tego swojego dupska i nie zmył się wcześniej? Ona do niczego go nie zmuszała, nie musiał jeszcze pokazywać, za jaką osobą ją ma. Właśnie chyba to wkurzyło ją najbardziej. Że Darren Cole uważał ją, Liv Reagan, najbardziej szaloną i pokręconą osobę w szkole, za zwyczajnie nudną, czym przyrównał ją do większości uczniów. Nie umiała opanować złości, która zapewne wprost z niej emanowała pomimo bólu głowy i kapciowego samopoczucia.
- Zależy, które groźby. Bo o pieprzeniu możesz zapomnieć. Idź sobie na jakieś dziwki, czy coś – rzuciła mu chłodno. Niepotrzebnie wtedy na niego spojrzała, niepotrzebnie dostrzegła ten leniwy uśmieszek, który jawnie ukazywał, że niczego sobie nie robił z jej złości, stanu ducha, czy słów. Cały Darren. Zawsze olewczy do granic możliwości. I ona faktycznie nazywała go swoim przyjacielem? Co z nią musiało być nie tak?!
Koniec, stanowczo powinna przestać poświęcać mu tyle czas. Przyszedł czas, aby się zamknąć, co też uczyniła. Jego jednak zupełnie to najwidoczniej nie zraziło. Zresztą czy cokolwiek było w stanie tak na niego zadziałać? Chyba tylko wymiociny, których dziś jednak nie miała zamiaru mu prezentować. Przymknęła oczy i… i to okazało się być największym błędem dzisiejszego dnia. Nagle poczuła na sobie chłód wody, kiedy Darren uznał, że miło będzie ją na nią wylać. Momentalnie oprzytomniała, tym bardziej, że chwilę później delikatnie pocałował ją w czoło. Wcale nie zrobiło to na niej wrażenia. Wcale nie poczuła się dziwnie i wcale żołądek nie zrobił fikołka. WCALE, A WCALE!!!
- Cole, zniszczę cię! – krzyknęła kiedy pierwszy szok minął. On niestety zdążył już udać się w kierunku wyjścia – Nie znasz dnia, ani godziny. Obiecuję!!! – wściekłość, którą ją ogarnęła spowodowała, że jeszcze przez kilka dni Liv Reagan miała być zła na chłopaka. Do czasu, aż nie ogarnie o chuj chodziło z tym fikołkiem.

z/t
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   01.05.16 18:16

Kiedyś tam później, w trakcie zajęć

Że też w całym Hogwarcie nie można znaleźć spokojnego i pustego miejsca. Taki cel może wydać się dziwny jak na Effie, ale miała tajną misje, którą musiała zrealizować w trybie natychmiastowym. Po odwiedzeniu czytelni, sali portretowej i dziedzińców, rezygnując z wyjścia na zewnątrz, bo pogoda może być kapryśna, postanowiła sprawdzić jeszcze sale wypoczynkową. Pomimo, żę trwały zajęcia siedziała tu grupka młodszych uczniów. Sześciu krukonów siedziało na kanapach i śmiało się wniebogłosy. Idealnie. Wparowała do pokoju zwracając na siebie uwagę. Od razu ją rozpoznali i zrobili przerażone miny.
- Czy wy nie macie przypadkiem lekcji?- spytała ironicznym głosem, który mówił że nie obchodzi jej to w najmniejszym stopniu, ale muszą sobie stąd iść. Po paru sekundach nadal tam siedzieli. Eff przewróciła oczami. A niby krukoni to ci mądrzy - No już! Sio! - popędziła ich klaszcząc rytmicznie. PO chwili nikogo już tu nie było. Dziewczyna usadowiła się na jednym z foteli i wyjęła z za paska najnowszy numer Vouge. Właśnie przyniosła go sowa od jej amerykańskiej przyjaciółki. Nie zdążyła nawet poszukać żelek, bo od razu pogrążyła się w lekturze.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   01.05.16 20:48

Bieganie po szkole zawsze było fajną sprawą. Tym bardziej, jeśli uciekało się z miejsca zdarzenia, za które nie było się odpowiedzialnym. Bo Liv o dziwo nie miała nic wspólnego z łajnobombami podłożonymi na pierwszym piętrze. Niestety, Filch niespecjalnie chciał jej w to uwierzyć i nawet zagroził wezwaniem nauczyciela, którego obecność ostatecznie mogłaby Gryfonce bardzo zagrozić. No i o wiele trudniej się przed takim zwiewało. Prawdopodobieństwo, że Reagan by się z tego wytłumaczyła było nikłe, bo niestety jakiś czas temu faktycznie brała udział w podobnej akcji. Tym razem jednak była pewna, że ktoś chciał ją zrobić! Bo czemu akurat wszystko co złe zaczęło się dziać w momencie, kiedy była na tym piętrze i przechodziła koło tamtego miejsca? Zupełnie jakby jakaś persona, albo grupa, śledziła ją tylko po to, aby wszystko wypadło idealnie. Nie lubiła zwiewać uważając to za tchórzowskie posunięcie, jednak zdrowy rozsądek, którym zdarzało jej się niekiedy kierować, podpowiadał jej, że lepiej nie igrać z ogniem i nie narażać się niepotrzebnie na kolejny szlaban. Dlatego zwiała, a że biegać umiała, poszło jej sprawnie. Wpadła do Pokoju Wypoczynkowego niczym huragan z burzą ciemnobrązowych loków, zupełnie jakby chciała wprowadzić chaos i zniszczenie. A nie zaraz, przecież już to zrobiła swoją obecnością zakłócając spokój nielicznych osób, które urzędowały tutaj w trakcie lekcji i ściągając na siebie ich spojrzenia. Mało ją to obchodziło, bo była tak nabuzowana, że ostatecznie zatrzymała się dopiero przy jednym z foteli, o który zresztą uderzyła. Pecha miała osoba, która go zajmowała. L. doprowadziła się do porządku, zaklęła siarczyście masując obolałe miejsce i dopiero kiedy spojrzała przed siebie dostrzegła siedzącą postać. Chciała nawet przeprosić, ale na szczęście w porę się zatrzymała.
- A, to ty – rzuciła chłodno na widok wypindrzonej pannicy ze Slytherinu. Pani Perfekcyjna najwidoczniej aż tak perfekcyjna nie była, skoro właśnie opuszczała zajęcia. Czyżby jej drobny móżdżek nie wytrzymywał panującego tam napięcia?
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   01.05.16 21:17

Nie możliwe, że skóra znowu będzie modna w tym sezonie. To po prostu nie mieściło się Effie w głowie. To było takie barbarzyńskie i na pewno nie eleganckie. Poza tym nie jest jej dobrze w czarnych skórach, a ładną białą skórę b a r d z o ciężko dostać. Zaabsorbowana tym problemem, kątem świadomości zarejestrowała, że ktoś dosłownie wpadł do pokoju. Zdążyła przeczytać raptem 15 stron, a już zdążył jej ktoś przeszkodzić. Nie zdążyła nawet przewrócić oczami, a ten sam bezczelny ktoś wpadł na jej fotel. O mało nie opuściła Vouge! Znieruchomiała zszokowana bezczelnością intruza, zastanawiając się jak go opierniczyć. Najpierw poprawiła włosy, a dopiero po chwili zgromiła intruza wzrokiem. Oho. Mały gówniarz, który wiecznie się pałęta pod nogami i jest dosłownie w s z ę d z i e. Któż inny mógł zakłócić jej spokój.
- Czego chcesz? - spytała jedynie znużonym głosem, bo z głupszymi w dyskusje się nie wdaje. A szczególnie z takimi jak Liv. A Effie chciała tylko świętego spokoju, by móc skończyć czytać jej ukochany magazyn.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   18.05.16 18:00

Ślizgonka przed nią była typem osoby, którą Liv uważała za płytką. Tak zwyczajnie płytką, jak tylko płytkim można było być. I głupią, bo mądrości w jej twarzy doszukać się nie potrafiła. Patrząc na pannę odnosiła wrażenie, że tylko jako taka uroda jest wstanie pozwolić jej normalnie funkcjonować w społeczeństwie męskich dupków, którzy zapewne chcieliby pannę przedymać i zostawić, bo przecież nie miała do zaoferowania niczego innego, jak ciało. Czy chamska była myśl, że Gryfonka uznała, iż najlepszym zawodem w przyszłości dla owej dziewczyny była prostytucja? Tam podobno nie trzeba było mieć rozumu, wystarczyło się odpowiednio gibać, przy okazji jęczeć czy coś. Tego na pewno również i Effie by się nauczyła w dość niedługim czasie, zadowalając w ten sposób swoich potencjalnych klientów.
Niestety nie uczyła się wszystkiego tak szybko, jak powinna. Bo nie urodziła się wczoraj by nie wiedzieć, że jeśli nie ma do powiedzenia niczego mądrego (a na pewno nie miała), niech lepiej się nie odzywa. I nie zadaje głupich, prymitywnych pytań, bo to było wstanie jedynie pobudzić chory umysł Reagan do jakichś równie chorych rzeczy z udziałem koleżanki, która koleżanką wcale nie była.
- Wiesz, przyszłam sprawdzić jak na twojej twarzy wygląda słodki napój. Poczekaj chwilę, koniecznie muszę to sprawdzić – i zanim rozmówczyni zdążyła zareagować, czmychnęła w stronę kilku butelek, z których ostatnio wybrał dla niej jedną Darren, pochwyciła samotnie stojącą i wróciła do dziewczyny. Trasa niekrótka, więc czasu upłynęło niewiele. Odkręciła plastikowe opakowanie i zwyczajnie chlusnęła napojem. – Kurczę. Myślałam, że będzie wyglądać efektowniej. Co za rozczarowanie. Najwidoczniej na brzydkim wszystko brzydko wygląda – rzuciła z udawanym smutkiem, chociaż to wielce szczeniackie zagranie tak naprawdę sprawiło jej niezłą radochę.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   18.05.16 21:38

Niestety Effie w przyszłości rozczaruje Reagan i nie zostanie prostytutką. Prawdopodobnie dzięki niebotycznej fortunie ojca nie będzie w ogóle pracować. Jedyne czym ma zamiar się zająć to bycie piękną i sławną. Ewentualnie przejmie firmy ojca. Ale do prowadzenia ich zatrudni ludzi, więc pieniążki będą lecieć, a ona nie będzie musiała nawet kiwnąć palcem.
Zanim Effie zdążyła jakkolwiek zareagować na słowa gryfonki, była już mokra. Zerwała się na nogi. Pierwsza reakcja:szok. Dlaczego ta głupia dziewucha ją oblała?! Przecież Effie jej nic nie zrobiła. Wypowiedziała dwa słowa w jej stronę. Które nie były nawet specjalnie chamskie. Próbowała sobie przypomnieć czy zalazła jej czymś za skór, ale też nic nie znalazła. Do tej pory raczej unikała Liv i jej dziecinnych wybryków. Uważała, że dziewczyna powinna być na pierwszym roku. Nawet nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek zamieniła z nią chociaż słowo. Więc c z e m u?
Druga reakcja: złość. Jej śliczne kasztanowe włosy. Jej śliczna twarz. Jej idealne ubrania. Była cała pokryta lepkim czymś. Spojrzała na swoje białe spodnie. Oby to szybko zeszło. Po chwili jej wzrok padł na magazyn. Jej najukochańszą rzecz. Jej świętą godzinę każdego miesiąca. Jej kolejny numer do kolekcji. Jej pasje. Coś co niełatwo było dostarczyć do Hogwartu. Stała przez chwilę załamana. A potem... Skierowała wzrok pełen nienawiści na Liv. -Ty... -syknęła ze złością. Źrenice zwęziły jej się do rozmiarów główki od szpilki, a tętno przyspieszyło trzykrotnie. Z prędkością światła zbliżyła się do gryfonki i prychnęła ją na najbliższą ścianę. Złapała za szyję prawą ręka i ścisnęła lekko, jednak skutecznie ją unieruchamiając. -CO JA CI ZROBIŁAM? CO?! - wykrzyczała jej w twarz. Jej oczy już przybrały kolor dojrzałej cytryny. Twarz wykrzywił jej okropny grymas złości. Już przestała być piękna. Zbliżała się do tej drugiej siebie. Dyszała ciężko i nieregularnie, a bicie serca mogła usłyszeć nawet gryfonka.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   27.06.16 11:45

Po dłuższym zastanowieniu Liv miała w głębokim poważaniu przyszłość Ślizgonki. Dla niej mogła nawet spać w jakimś rynsztoku, który pewnie by idealnie pasował do jej paskudnego charakteru. Nie to, żeby kiedykolwiek życzyła innym specjalnie źle, ale Effie była tą osobą, dla której warto było złamać wszelkie zasady moralne. Tym bardziej, jeśli wkurzała ją niemiłosiernie zawsze, kiedy się odzywała. Ile to już razy miała wielką ochotę natrzeć jej uroczą buźkę jakimś mydłem czy żabim mózgiem. Może wtedy zwróciłaby większą uwagę na to co i do kogo mówi. Bo chociaż sama Reagan w tej chwili byłaby skłonna zwyczajnie odejść, zostawiając dziewczynę w spokoju, jedynie zmoczoną (co i tak byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem niż to, którego dopuściły się później), tak w chwili wylecenia z tych żabich ust słów, zmieniła zdanie. Nie da lafiryndzie żadnej satysfakcji, co to, to nie.
W jakiś chory sposób bawiła ją cała sytuacja. Szok na twarzy dziewczyny, która pewnie teraz usilnie myślała o tym, jak pozbyć się plam. Nie powstrzymała chamskiego i złośliwego uśmiechu, pozwalając mu w pełni zagościć na ustach. Bardzo dobrze, w końcu nieczęsta niezdarność na coś się przydała.
Zaraz jednak musiała się skupić na czymś zupełnie innym, ponieważ niespodziewanie Reagan została pchnięta na ścianę i to z dość sporym impetem, co przez ułamek sekundy wywołało na jej twarzy zdziwienie. Poczuła jednak złość, kiedy palce pindy zacisnęły się na jej szyi, pozbawiając możliwości swobodnego oddychania. Zaszamotała się raz, drugi. O nie, tak nie będzie! Nie było mowy, aby ktoś taki ją pokonał. Złapała dziewczynę za rękę mocno ściskając. Niech ten tchórz ją puści! Co, boi się, że w innym przypadku nie miałaby szans? Liv czuła jak brak tlenu na nią oddziałuje. Kurwa, nie miała zamiaru tu mdleć.
- Puść mnie… nawiedzona suko – rzuciła w jej stronę, wymierzając jej przy tym porządnego kopniaka w kolano. Kimkolwiek była, to jednak zawsze działało.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   15.07.16 13:08

Na szczęście gryfonki, zadziałało tym razem. Ef syknęła z bólu, rozluźniła uścisk, więc L. mogła osunąć się na ziemię. Po ocenie kończyny stwierdziła, że ją wcale nie boli. Właściwie nie odczuła nic, jedyne co,to ją zaskoczyło. Jej twarz wykrzywił okropny, istnie harpi grymas. Jej oczy zrobiły się jeszcze bardziej żółte, rysy coraz bardziej się wyostrzały, paznokcie i kończyny wydłużały, a skóra poszarzała. Wpatrywała się w dziewczynę z wzrokiem, który mógłby zabić. Mimo, że jej nienawidziła, nie chciała jej skrzywdzić. Nie chciała się zmienić w harpie. Jednak czuła, że powoli traci nad sobą kontrolę. Pociemniało jej w oczach. Dyszała ciężko, wiedząc, że jedynie cudem zdoła jej sie powstrzymać przemianę. Chwyciła pierwszy lepszy przedmiot, który miała pod ręką (który okazał się wazonem) i cisnęła nim o ścianę zza Reagan. Zsypując na nią deszcz odłamków. W sekundę znów znalazła się przy niej, jednak tym razem jej nie dotknęła. - Przeproś. Albo skończysz tak samo. - powiedział z siłą w głosie, jednak nie używając uroku. Ta mała szmata ma sama przeprosić, inaczej nie będzie to szczere. Jeśli jednak L. będzie na tyle głupia, żeby pozostać, albo brońcie bogowie znów coś pysknąć, skończy w skrzydle szpitalnym. A ślizgoni dostaną super minusowe punkty. UPS.


zt
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   01.09.16 17:44

Rozpoczęcie roku szkolnego wiązało się z powiewem świeżości i to bez względu na to, w której klasie się było, zaczynało czy kończyło, nowy rok łączył się z czystą kartą. Wszyscy oczywiście nie do końca przejmowali się pierwszymi dniami, bo każdy przypominał zasady panujące na lekcjach, więc strasznie napięte emocje nie zdążyły jeszcze do nikogo dotrzeć. W sali wypoczynkowej wszyscy po pierwszym dniu świetnie się bawili, luźna atmosfera oraz głośne rozmowy przyjaciół, którzy nie widzieli się w wakacje były czymś, co wypełniało całe to pomieszczenie. Także i nowi prefekci się nie lenili, @Fate Ravenwood, świeżo upieczony prefekt Slytherinu, duma, chwała, nowe przywileje i obowiązki. W sali wypoczynkowej zjawiła się w, można powiedzieć, idealnym momencie. Idealnym dla niej, fatalnym dla pewnego Puchona. Młodzieniec z młodszej klasy wygłupiał się wraz ze swoimi znajomymi, żywo gestykulował rękoma, wiadomo niektórych fantazja ponosi, a go porwała tak mocno, że dłonią kompletnie przypadkowo zepchnął losowy wazon ze stolika, który roztrzaskał się na drobne kawałeczki. Hałas na moment wyciszył całą salę, a niektórzy pod nosem zabuczeli nawet krótkie "uuu" w kierunku Puchona, który cały czerwony patrzył spanikowanym wzrokiem na potłuczony wazon. To nie mogło ujść uwadze Fate, o nie, niszczenie mienia szkolnego? Ba! Miał koszulę wyciągniętą ze spodni i niezawiązany krawat! To się prosiło o odjęcie punktów i przynajmniej trzy szlabany!
Choć... może jednak szczęście się do niego uśmiechnęło? Na miejscu przez cały czas obecna była nowa naczelna Hufflepuffu - @Ruby Connolly, która miała raczej inne zdanie na ten temat. Jak to się potoczy?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Ruby Connolly

avatar
Mod


Skąd : Cardiff
Liczba postów : 16
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   03.09.16 23:15

Normalnie unikałaby tak zatłoczonych miejsc jak sala wypoczynkowa, ale był argument, którego nie dało się zbić - książki! Chwila oderwania od rzeczywistości i nowych obowiązków była kusząca. Ale tylko chwila. Ruby była dumna ze swojej nowej roli w szkole. Wiadomo, przywileje ją cieszyły (mogła chodzić do Hogsmeade w każdy weekend i uniknąć tłumów!), ale nowe obowiązki też sprawiały jej dużo radości. Uwielbiała dzieci i chciała o nie zadbać, otaczając szczególną opieką tegoroczne pierwszaki. Z zadowoleniem przypinała niewielkie "P" do swojej szaty. Za nic w świecie go nie odda, nawet, jeśli ograniczą jej przywileje. Wszystko jedno!
Od czasu do czasu zerkała znad książki na salę, a jej uwagę przyjął rozgadany Puchon. W sumie to dobrze, że tak nawijał, nieszczęśliwi ludzie tak nie...
- Uuuu - jęknęła pod nosem, gdy jeden z wazonów rozbił się na podłodze. Natychmiastowo zamknęła książkę i poszła w stronę Puchona. W tej samej chwili zobaczyła nową prefekt Slytherinu.
Dzieciak najwidoczniej nie miał pojęcia co robić. Ludzie! Przecież jesteście czarodziejami! Co z wami?, przemknęło jej przez myśl.
- Reparo - mruknęła, celując różdżką w rozbity przedmiot. W mgnieniu oka wszystkie jego części wróciły na swoje miejsce, tworząc na powrót jednolitą całość. Podniosła leżący na ziemi wazon i postawiła na jego poprzednim miejscu.
- Postaraj się być uważniejszy następnym razem, dobrze? - Zwróciła się bezpośrednio do "winowajcy" tak łagodnie jak tylko umiała. Nie chciała go ganić, w końcu był to tylko wypadek, a jedynie dać mu radę.
Powrót do góry Go down
Fate Ravenwood

avatar
Gracz


Skąd : Paryż
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   18.09.16 16:56

Pewne było, że cieszyła się z otrzymanej oznaki prefekta. Była przekonana, że zasłużyła na nią w pełni, chociaż nie kryła niezadowolenia z powodu otrzymania jej tak późno. Przecież już w tamtym roku mogła piastować tak zaszczytne stanowisko. Może dzięki temu większość mugolaków wiedziałaby gdzie ich miejsce. Jednak w tym roku wreszcie ktoś miał zaprowadzić porządek, a tym kimś miała być właśnie ona.
Już od pierwszego dnia zaczęła, w przekonaniu oczywiście innych ludzi, nadużywać władzy. Krzywo zawiązany krawat? Takie niechlujstwo zasługiwało na minut pięć punktów. Wystająca koszula ze spodni? Podobna kategoria, wszak trzeba było dbać o idealny wizerunek szkoły. A chyba nikogo nie dziwiło, że sama Fate miała istnego bzika na punkcie wyglądu. Być może właśnie dlatego zawsze wyglądała perfekcyjnie, więc nie mogła pozwolić, aby ktoś burzył jej wizję idealności.
Tego dnia zdążyła już odjąć parę punktów i dumna z siebie skierowała kroki ku pokojowi wypoczynkowemu. Sama nie wiedziała, czy ciągnęła ją tam jakaś nieokreślona siła, czy zwyczajnie w świecie była pewna, że w miejscu, gdzie spotykają się uczniowie każdego z domów, z pewnością dojdzie do wydarzenia godnego kolejnych ujemnych punktów.
Nie pomyliła się w swojej ocenie. Ledwo znalazła się w środku, kiedy usłyszała dźwięk tłuczonej porcelany. Od razu skierowała swoje jasne oczy na sprawcę całego zdarzenia. Puchon. Wspaniale, to jedynie ułatwi jej zadanie i zwiększy ilość satysfakcji, którą odczuje, kiedy zmiesza go z błotem w taki sposób, by nikt nie mógł jej zarzucić nadużycia.
Momentalnie znalazła się przy młodszym chłopaku, który wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać. Doprawdy żałosne.
- Powiedz mi słońce – wyrzuciła to z siebie z pozoru słodko, a jednak z miną świadczącą o tym, że bynajmniej nie myśli tak o plebsie – czy cierpisz na jakąś chorobę, która każde ci machać rękami, niczym szympans na prochach? A może uznałeś, że idealnie będzie zniszczyć wazon wart więcej niż posiadłości całej twojej rodziny razem wziętej? – Wlepiła w niego chłodne spojrzenie, które swoim błękitem śmiało mogło konkurować z kolorem lodowca na Antarktydzie. Zresztą temperatura, która z niego biła była równie podobna.
Zaraz jednak ktoś postanowił się wmieszać. Ktoś, kto przez swoje gabaryty nie mógł zostać niezauważony. Czyżby nieślubna córka Hagrida postanowiła uczęszczać do szkoły? Fate odwróciła się w jej kierunku, nie kryjąc jawnej niechęci. Jak śmiała stawać pomiędzy nią, a jej ofiarą?
- Proszę, proszę. Obrońca ludzkości we własnej osobie. Jeśli pokłady miłości dla tych tutaj są tak wielkie jak ty, to musisz jej mieć doprawdy sporo – powiedziała słodko się uśmiechając. – Każdemu będziesz tak pobłażać, jeśli cos zrobi? Minus piętnaście punktów dla Hufflepuffu za niszczenie mienia szkolnego i brak jakichkolwiek umiejętności w posługiwaniu się zaklęciami – rzuciła do wystraszonego chłopaka. – Od zawsze wiedziałam, że szlamy nie powinny brać się za czarowanie. A ty następnym razem nie wchodź mi w paradę.
Powrót do góry Go down
Ruby Connolly

avatar
Mod


Skąd : Cardiff
Liczba postów : 16
PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   03.10.16 13:23

- Tak, to ja. Przybyłam ratować dzieciaki przed potworem z bagien.
To było niesamowite. Z jednej strony ją to przerażało, a z drugiej strony cieszyła się, że wciąż może dziwić się światu. Dzięki temu zawsze znajdzie coś fascynującego np. sukowatą ślizgonkę. Bo jakim cudem ktoś dopuścił to-to do życia w społeczeństwie i jeszcze dał odznakę prefekta? Nie wspominając nawet o tym, że ktoś jeszcze musiał to-to wychować w taki sposób. Niezwykłe. Przerażające, ale niezwykłe. Już nawet prawie zaczęła współczuć rudowłosej dziewczynie.
Prawie. Wciąż miała alergię na takich ludzi.
- Niemalże trafiłaś w sedno - przyznała rację sukowatej prefekt. Niech się cieszy, a co. -Wiadomo, takie wielkie serce i tyle miłości musi się gdzieś pomieścić. - Zmierzyła dziewczynę wzrokiem. Taaa... inne ważne rzeczy też muszą się gdzieś zmieścić. Jak ona wytrzymywała sama ze sobą.
Czy każdemu będzie tak pobłażać? Oczywiście, że tak! Potrafi rozróżnić celowe działanie na szkodę szkoły i chęć zrobienia komuś krzywdy od niewinnego wypadku. A to właśnie tym właśnie było - niewinnym wypadkiem. Z całą pewnością nie zasługiwał na odebranie AŻ piętnastu punktów! Zacisnęła wargi w wąską kreskę. Nie było sensu w podważaniu decyzji Ślizgonki - żeby ona coś zrozumiała, musiałaby zacząć myśleć. A szkoda byłoby, gdyby główka się takiej piękności przegrzała. Niech tylko spotka jakiegoś Ślizgona, który coś uszkodzi - odbierze równe, równiusieńkie piętnaście, tak jak zrobiła to teraz ta ruda. Złapała chłopaka za ramię, żeby jej gdzieś nie uciekł. Chciała z nim pogadać, jak tylko skończy się ten cyrk i dopytać się czy na pewno wszystko jest ok. I oczywiście zapewnić, że nie ma się co martwić.
- Będę wchodzić Ci w drogę. Za każdym razem.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sala wypoczynkowa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Pierwsze piętro-
Skocz do: