Share | 
 
Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   28.09.15 3:32

Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy
Ten korytarz różni się pozostałych szczególnym posągiem, umiejscowionym we wnęce i nie rzucającym się w oczy. Posąg ten przedstawia jednooką wiedźmę, a założyciele Hogwartu, wznosząc ten zamek, umiejscowili w nim wejście do tajnego przejścia. Dzięki temu możesz (choć nie powinieneś) przejść tędy wprost do piwnicy Miodowego Królestwa. Jest to wbrew regulaminowi, więc jeśli zostaniesz przyłapany, od szlabanu na pewno się nie wykręcisz.

Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   18.11.15 17:48

To mijanie było najgorsze, bo najchętniej całe dnie spędzałby w objęciach Felixa. Tak się nie działo i żałował każdego wieczoru, który byli osobno. Tęsknił za jego pocałunkami, dotykiem, rozmową. Chciał mieć wszystkiego więcej i najlepiej od razu. Tak to nie działało i musiał się zadowolić przelotnymi spojrzeniami czy krótkimi spotkaniami, które mijały zbyt szybko i trwały zdecydowanie zbyt krótko. Zawalony zajęciami próbował zająć swoje myśli czymś innym niż tą tęsknotą, ale nie było to proste. Zawsze w głowie pojawiał mu się obraz Gryfona i kończył na tym, że zamiast wertować kolejną książkę myślał o nim. Na różne sposoby i w różnych sytuacjach, wyobrażenia nie miały końca i im bardziej się w nich zatracał tym bardziej chciał go mieć przy sobie. Wymiana listów była przyjemna, ale niewystarczająca. Słowa na kartkach nie mogły zastąpić dotyku niezależnie od tego co za sobą niosły…
Pod posągiem zjawił się jeszcze w trakcie trwania obiadu. Tak przynajmniej myślał, bo posiłek opuścił i zjawił się od razu na korytarzu. Nie pytał się dlaczego akurat na tym, ale to chyba nie miało większego znaczenia. Najważniejsze, że będzie mógł spędzić z Felixem więcej czasu i miał nadzieję, że popołudnie zmieni się w późny wieczór, a dalej… Przymknął oczy i oparł się plecami o zimną ścianę, próbując nie zagalopować się w myślach, choć nie było to proste. Miał nadzieję, że Gryfon nie każe na siebie czekać zbyt długo, ale to akurat nie miało znaczenia. Nie ważne jak długo, poczeka. Przez chwilę myślał, że znajdzie tutaj kolejną salę w której będą mogli spokojnie cieszyć się swoim towarzystwem, ale nawet jeżeli tak było to i tak nie wiedział za które drzwi będą do niej prowadzić. Dlatego zatrzymał się przy okropnym posągu, początkowo chwilę się w niego wpatrywał, ale zaraz przestał. Przed oczami miał teraz przyjemniejsze obrazy i to ich się trzymał.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   18.11.15 20:57

Ostatnie dni mijały mu na tęsknocie, ale też na analizowaniu tej sytuacji w tę i z powrotem. Bał się nazywania tego, co czuje, nawet jeśli miałoby to być wyłącznie pożądanie. Może to nawet byłoby gorsze, bo płytkie i prymitywne, a on nie chciałby, żeby ich relacja opierała się na czymś takim. Z drugiej strony, gdyby w grę miały wchodzić głębsze uczucia, też nie byłoby za dobrze, zwłaszcza teraz, kiedy tak bardzo czuł się winny, że się w to angażuje, przez wzgląd na pamięć o kimś, kto jeszcze nie tak dawno temu był dla niego tak ważny. Nie do końca miał nawet z kim o tym porozmawiać, więc prowadził długie dyskusje sam ze sobą, rzucając wciąż te same argumenty. Miał świadomość, że do niczego go to nie doprowadzi, ale nie umiał inaczej. Wątpliwości same pojawiały się razem ze wspomnieniem tych najlepszych chwil z ostatniego czasu i trzeba było jakoś je zwalczyć... Tylko jak na złość nie chciały odejść.
Nie poszedł na obiad, nie chcąc stracić ani chwili. Zresztą nie był głodny - ostatnio rzadko bywał i jadł właściwie z dwóch powodów: wiedział, że musi, a podczas posiłków mógł patrzeć na Krukona. To wystarczyło, żeby go przekonać do pojawienia się w miarę regularnie w Wielkiej Sali. Ale dzisiaj te argumenty nie miały najmniejszego znaczenia, bo w planach było coś lepszego. Przygotowałby się wcześniej, ale niestety na lekcje musiał iść, i tak już miał za sobą pogadankę z opiekunką Gryffindoru z powodu wagarów, nie potrzebował za to szlabanu. Obiad na szczęście obowiązkowy nie był.
Teraz biegł na miejsce spotkania, czując, że powinien był pojawić się wcześniej, ale no nie wyszło. I tak spieszył się, jak mógł, przy okazji w międzyczasie wykładając się na schodach. Cieszył się, że nikt tego nie widział, ale nawet nie sprawdził, czy czegoś sobie przy okazji nie zrobił. Nie miało to większego znaczenia - przede wszystkim trzeba było dotrzeć na miejsce spotkania. I w końcu dotarł, czując ulgę na widok chłopaka. Zwolnił, będąc kilka kroków od niego, jakby nie wierząc, że tu jest, czeka i spędzą razem całe popołudnie. I wieczór. I... No trochę czasu razem.
Wnęka z posągiem była wystarczająco duża, żeby spokojnie się tam zmieścili i przestali rzucać w oczy na środku korytarza. Złapał go więc za rękę i wciągnął tam, w te pajęczyny i kurz, żeby móc w spokoju wsunąć mu ręce pod koszulkę i, stojąc na palcach, pocałować.
- Długo czekasz? - spytał, przerywając pocałunek na chwilę.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   18.11.15 22:18

Samotne stanie na korytarzu nie należało do przyjemnych, bo pojawiała się wątpliwość czy ta druga osoba się zjawi, czy na pewno się nie rozmyśliła, czy to wszystko do tej pory nie było tylko jego wyobrażeniem. Łatwo było zmienić bieg myśli z przyjemnego toru, na ten pełen wątpliwości. To nie był dobre, zaciskało gardło i powodowało uścisk żelaznej obręczy wokół żeber. Tak dobrze znany, tak mocno znienawidzony. Właściwie nie zdziwiłby się Gryfonowi gdyby ten się rozmyślił, chodziło w końcu o niego, więc to byłoby takie typowe. Umówić się z nim i nie przyjść. Obiecać wspaniałe popołudnie, a później naśmiewać się z niego czy nadal stoi w umówionym miejscu, czy jednak po dwóch godzinach się zorientował czy coś jest nie tak. Ludzie byli podli na różne sposoby, a Serpens doświadczał tego wiele razy. Uwierzył, że tym razem jest inaczej. Zaufał chłopakowi, którego znał zalewie kilka godzin mocniej niż ludziom z którymi spędzał więcej czasu, czasem i lata. Nie wiedział jak to nazwać i czy w ogóle były na to odpowiednie słowa, bo od kilku dni nie mógł ich znaleźć. Co czuł też nie wiedział, nie umiał tego nazwać, bo większość rzeczy była nowa, a reszty bał się pozwolić sobie poczuć.
Stał tam z zamkniętymi oczami, a minuty płynęły. Otworzył je na sekundy przed tym jak Felix złapał go za rękę. Było to przyjemne, ale pajęczyny i kurz już nie. Miał zaprotestować, jednak nie było mu dane, bo Gryfon skutecznie to uniemożliwił. Pocałunek i dłonie pod koszulką rozproszyły go i tyle z protestów o miejscu. W sumie ono nie było ważne, nic takie nie było kiedy mógł go bezkarnie pocałować, dotknąć, przytulić.
- Pewnie nie, ale czułem, że czas płynie tutaj wolniej, więc… Dobrze, że już jesteś - przejechał palcami po policzku Gryfona jakby tym samym miał się upewnić czy chłopak naprawdę przed nim stoi, że nie jest senną marą, która zniknie za kilka chwil - Przez chwilę bałem się, że to wszystko sobie wymyśliłem. Bo nie wymyśliłem, prawda?
Przygryzł jego wargę tylko po to, żeby zaraz ukoić ten niewielki ból pocałunkiem. Chciał mieć pewność, że Gryfon nie zniknie. Nie znikał i było to dobre, ale bał się, że jak do tego przywyknie to później szybko zostanie mu to odebrane.
- Dlaczego takie miejsce?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   19.11.15 14:34

Też się bał, że Krukon nie przyjdzie. Przecież mógł nie przyjść. Dostał swój portret, a na tym mu zależało, trochę się poobmacywali, zabawa skończona, można się rozejść. Niby spotykali się gdzieś pokątnie, łapali wolne minuty, chcąc je jak najlepiej wykorzystać, ale to wszystko wciąż mogło być tylko zabawą. Miał problem z uwierzeniem, że to na poważnie, bo nigdy nie był w sytuacji, która rozwijała się tak szybko i tak intensywnie. Nie wydawała się być realna, łatwiej było uwierzyć, że ktoś mu robi głupi żart, może w ramach zemsty czy jakiegoś obwiniania za to, co się stało pół roku temu... No cokolwiek. Najmniej wiarygodne było to, że obaj idealnie trafili.
Ale jeśli ten dzień będzie równie cudowny, jak pierwsze dwa, może będzie łatwiej uwierzyć.
Na razie jednak było dobrze, bo Serpens tu był, czekał, nie wystawił go i może te wszystkie czarne scenariusze wcale się nie sprawdzą. Zwłaszcza, że ciepło jego ciała pod palcami rozpraszało złe myśli. Chciał poznać fakturę każdego cala jego skóry, sposób ułożenia każdego mięśnia, każde miejsce, które, odpowiednio dotknięte, sprawiałoby chłopakowi przyjemność... Nie miał pojęcia, skąd u niego takie potrzeby, skoro nawet wtedy to wszystko nie było tak silne. A teraz wydawało się być siłą nie do zatrzymania.
- Myślałem, że to moja wyobraźnia, nie twoja - odparł, uśmiechając się. Nacisk zębów na wargę był przyjemny, a pocałunki, które pojawiły się zaraz za tym, jeszcze lepsze. Na przemian lekkie, delikatne, wzbudzające tylko coraz większy apetyt i te mocne, zachłanne, jakby chcieli dostać wszystko od razu. Pokochał ten smak i czuł, że nie jest w stanie się nim nasycić, że zawsze będzie za mało.
Oderwanie się od Serpensa było irytujące i tak niesamowicie niewłaściwe, ale przecież nie spotkali się tu po to, żeby całować się w brudnej wnęce. Kiedy już mu się przypomniało, jaki miał plan, uśmiechnął się zadziornie. Wyjął różdżkę i stuknął nią w posąg.
- Dissendium - mruknął, a chwilę później miał przed sobą zejście do tunelu. - Nie zostajemy tu. Bo wiesz, nigdy nie wymykałem się ze szkoły - zaśmiał się, przypominając sobie listę ich nigdy, którą w halloweenową noc spisał uważnie na pergaminie, a potem przyczepił do łóżka. Mógł patrzeć na nią każdego wieczoru i każdego ranka, przypominając sobie okoliczności jej stworzenia i wyobrażając sobie wypełnienie każdego punktu, licząc, że to właśnie Serpens będzie mu towarzyszył za każdym razem. Nie wiedział, jak chłopak się na to zapatruje, ale na razie o to nie pytał. Zakładał, że to po prostu samo wyjdzie - i może wyjdzie tak, jak by tego najbardziej chciał.
Ostrożnie zszedł po stromych stopniach i odwrócił się, wyciągając rękę do Serpensa.
- Chodź. Tylko się schyl, już ja ledwo się zmieściłem w to wejście.
Gdy obaj byli już w tunelu, wejście się zamknęło, a wzdłuż korytarza zapłonęły kolejne pochodnie. Zanim jednak ruszyli do wyjścia, Felix przyparł Krukona do ściany. Nie mógł sobie odmówić dodatkowej chwili całowania go i dotykania, jeśli miał pewność, że tu na pewno nikt ich nie nakryje, w przeciwieństwie do szkolnego korytarza. Gdyby nie miał zamysłu na resztę dnia, byłby w stanie nawet tu zostać, mimo że było chłodno i dość wilgotno.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   19.11.15 20:13

Nie ważne, że miał Gryfona na wyciągnięcie ręki, nadal myślał, że to wszystko jest tylko wymysłem jego wyobraźni. Dlatego nie przerywał dotyku w obawie, że jak choć na chwilę to się stanie to Felix zniknie i więcej się nie pojawi. Obawa prze tym była mocna i czaiła się w jego głowie nie mogąc jej choćby na chwilę opuścić. Przypominała, że nie zasłużył na to co dostawał. Nie wierzył w to, że ktoś może chcieć go takim jakim jest, chcieć go poznać, chcieć go dotykać i całować, i o tym, że może chcieć jeszcze więcej nie wspominając. Szkoda, że nie mógł wiedzieć, co siedzi w głowie Felixa, bo może wtedy przestałby się tak mocno tego wszystkiego bać. Te wszystkie nieprzyjemne uczucia nikły pod wpływem dotyku i pocałunków, które ochoczo oddawał i jak zawsze chciał więcej.
Nie umiał nigdy mówić o uczuciach, a po wielu sytuacjach przestał je w ogóle do siebie dopuszczać, dlatego teraz było mu bardzo ciężko. Tym bardziej, że trzymanie ich w ryzach było przy Gryfonie trudne i choć przeszłość bywała brutalna to teraz nie musiało tak być. Prowadził w głowie niewyrównaną walkę, która była trudniejsza z każdym kolejnym pocałunkiem, bo zatracał się mocniej. Za każdym razem jeszcze bardziej i choć nie było w tym nic złego, to demony przeszłości robiły swoje i odciskały piętno na tym co się działo teraz. Wszystko wydawało się prostsze, kiedy Felix był obok, ale później przychodziła moment rozstania.
- Robisz ze mną coś takiego, że… - próbował znaleźć odpowiednie słowa, ale nie mógł. Każde wydawało się teraz nieodpowiednie i niewystarczające, więc stał przed nim próbując jakoś wyjść z tego, ale mu się nie udało. Nie dokończył zdania, a jedynie go pocałował. Odnalazł jego usta i w ten sposób starał się przekazać zakończenie swoich słów. Chciwość pocałunku była duża, pragnął więcej i był z każdą kolejną sekundą coraz bardziej zachłanny. Dłonie przesunął z klatki piersiowej, po szyi na kark, aby przyciągnąć go mocniej, choć już i tak byli blisko. Za nic nie chciał przerywać, za nic nie chciał odsunąć się od niego choćby na milimetr i gdyby nie to, że stracił oddech na pewno by za nic nie przerwał pocałunku. Z rozchylonymi wargami wpatrywał się w Felixa i nadal nie mógł pojąć jak to się stało, że ma go tak blisko. Nie wiedział, że to dopiero początek, bo dla niego mogli zostać w tej zakurzonej wnęce choćby do rana jeżeli oznaczało to tylko, że będą razem.
Dał się poprowadzić po stromych stopniach i za jego wskazówką schylił się mocno czego nie pożałował. Nie spodziewał się, że wymkną się tędy, ale zdał się na niego, bo w końcu Gryfon znał szkołę lepiej. Ufał, że nie wyprowadzi go w żadne miejscu gdzie będzie mogła spotkać go krzywda.
- Nigdy... - powtórzył za nim wracając myślami do tamtego wieczoru kiedy to wszystko się zaczęło - Jest jeszcze wiele rzeczy, których nigdy nie robiłem… - nie było mu dane dokończyć, bo został przyparty do ściany i choć powierzchnia za nim była zimna, to ciepłe ciało Gryfona mu wszystko rekompensowało. Dotyk dłoni, czy pocałunki nieważne, wciąż mu było mało. Nadal wstydził się swoich blizn, ale już nie tak mocno jak jeszcze kilka dni temu. Nie po tym jak ostatnio się nimi zajął i jak spowodował, że zaczynał o nich myśleć inaczej. I choć jego usta tak przyjemnie smakowały to chciał naznaczyć pocałunkami resztę jego ciała. Linię szczęki, płatek ucha, szyję to na początek, bo liczył na to, że na resztę też przyjdzie czas.
- Śniłeś mi się - powiedział w jego szyję, ponownie zostawiając na niej mokry ślad po swoich ustach - Chociaż zdecydowanie lepiej byłoby się obudzić i móc popatrzeć jak leżysz obok - przyznał cicho, nie wiedząc czy to nie za dużo.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   19.11.15 20:43

Bardzo chciał móc opowiedzieć o wszystkim, o czym myślał. Ubrać w słowa uczucia i pragnienia, odkryć wątpliwości i pozwolić je rozwiać. Postawić wszystko na jedną kartę, dzięki czemu mógłby dostać dokładnie to, czego pragnie. Ale to miało też drugą stronę - wszystko mogło się posypać przez nieostrożne słowo albo zbyt daleko idący wniosek. Ryzyko było duże, zdecydowanie zbyt duże, żeby opłacało się je podjąć w tej chwili. Może później, kiedy indziej, kiedy będzie miał więcej informacji i więcej pewności, że to wszystko idzie w dwie strony. Na razie wspólnie tańczyli nad przepaścią, bez końca, do utraty tchu.
Robisz ze mną coś takiego, że... Bardzo chciał znać dokończenie tego zdania. Pocałunek sugerował, co mogło być dalej, ale on tak bardzo chciał usłyszeć jakieś zapewnienie, którego mógłby się później trzymać w chwilach zwątpienia. Słowa, które mógłby powtarzać w głowie, odtwarzać w myślach wciąż i wciąż na nowo, aż wyryją się w czaszce i zostaną tam na zawsze. I chociaż rozumiał, to wciąż brakowało mu tych jasnych słów, nie pozostawiających wątpliwości. Robisz ze mną coś takiego, że...
- Że tracę zmysły - dokończył szeptem, choć nawet nie do końca miał świadomość, że powiedział to na głos.
Palce sunące po jego szyi, dotykające karku, pozostawiały po sobie palący ślad. Niewidoczny, ale niezapomniany. Chciał, żeby każdy kawałek jego skóry został naznaczony w ten sposób, ale wiedział, że na to jeszcze przyjdzie czas. Tyle że ciężko było u niego z cierpliwością.
O te wszystkie nigdy też chciał zapytać. Ale też nie teraz - wbrew sobie postanowił nie brać wszystkiego na raz, a rozciągnąć to w czasie chociaż na dzisiejszy wieczór. Nie wątpił, że nie zabraknie im tematów, ale w jakiś sposób sam siebie torturował, odwlekając kolejną rzecz, której pragnął, na później. A poznanie Krukona było niewątpliwie jedną z tych rzeczy, której pragnął bez opamiętania.
Śniłeś mi się. Uśmiechnął się. To brzmiało... Cóż, pewnie zależnie od interpretacji, ale według niego cokolwiek podniecająco.
- I co było w tym śnie? - zapytał, sunąc dłońmi po plecach Serpensa. Dzisiejszego ranka znowu żałował, że budzi się sam. Oddałby wiele, żeby tak nie było, a świadomość, że nie tylko on, była kojąca. I może, tylko może, to się da zorganizować. Nie chciał jednak niczego zapeszać, bo zbyt wiele rzeczy mogło dzisiaj pójść nie tak.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   19.11.15 22:05

Nie umiał mówić o uczuciach, szczególnie o tych które były z nim teraz blisko. Większości z nich nie znał, były nowe i czuł się w nich zagubiony. Trochę mu było z tym dziwnie i nie wiedział jak sobie z tym poradzić, ale liczył po cicho na to, że Gryfon mu pomoże. Pragnął bliskości, ale nie takiej jaką inni do tej pory mu dawali. Od Felixa w sali kolorowych świateł dostał wiele i było to coś nowego. Bo on nie patrzył na niego jak na kawałek ciała, który nie ma uczuć, który można przelecieć i zostawić tam gdzie się skończyło. To było coś innego, coś mu nieznanego, ale czego pragnął po cichu od dawna, tak przynajmniej mu się wydawało. Jednak bał się, bo tamto choć raniło i sprawiało, że czuł się momentami jak szmaciana zabawka, znał. To co nieznane przerażało mocniej niż od najstraszniejszych, ale znanych rzeczy.
Przyznał mu w myślach rację i miał dodać jeszcze coś od siebie, ale tak trudno mu było się skupić w obecności Felixa, że aż bolało. Dodatkowo Gryfon nie pomagał całując go i sunąc dłońmi pod jego koszulką. Było przyjemnie, a wilgoć i chłód korytarza pozwalały zachować mu jasność umysłu. Nie całkiem, ale jakąś jej drobną część.
Łatwiej było naznaczyć pocałunkami usta, pchnąć go na ścianę naprzeciwko, rozpiąć koszulę i zacząć błądzić rękami po klatce piersiowej, a na koniec powiedzieć, że to był początek snu i zostawić resztę niedopowiedzianą. Jednak tym razem zdecydował się znaleźć odpowiednie słowa choćby miał później spłonąć ze wstydu, że tak słabo idzie mu mówienie. Nie było trudno się zorientować, że czasem uciekał się w czyny. Było to łatwiejsze, ale jednocześnie czasem potrafiło irytować.
- Moje pragnienia, tęsknota za twoimi ustami… - zamyślił się na chwilę szukając odpowiedniego słowa - Jak nazwać to uczucie kiedy jest mi ciebie za mało, kiedy chcę cię całować i dotykać. A nawet jeżeli to dostaję to wciąż i tak mi za mało? I są tylko pocałunki, żadnych rozmów, tylko one i ręce, które nie mogą sobie znaleźć miejsca, bo poznają lepiej ciało, którego tak pragną, że nic nie jest w stanie im przerwać - mówił naprawdę bardzo cicho, bo trudno mu przychodziło wypowiadanie tego na głos. Czuł, że w ten sposób odbiera temu wyjątkowość, nadaje inne znaczenie niż to, które było we śnie. Oparł głowę na ramieniu Felixa i oddechem drażnił jego szyję, próbując powiedzieć wszystko jak najlepiej umiał, ale coś mu nie wychodziło skoro nie umiał zamknąć tego w kilku słowach i dodatkowo jeszcze liczył na to, że Gryfon pomoże mu nazwać to o czym śnił. Pięknie. Poczuł się rozczarowany samym sobą, że coś tak prostego mu nie wyszło. Przymknął na chwilę oczy i czekał na śmiech, który miał mu pokazać, że właśnie zrobił z siebie idiotę. Chyba następnym razem rozstanie się ze słowami i pozostanie przy pokazywaniu.O ile po tym co powiedział będzie jakiś następny raz.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   19.11.15 22:33

Nie mógłby patrzeć na Serpensa jak na kawał mięsa, zabawkę, która miałaby służyć wyłącznie zaspokojeniu chwilowych żądzy. Niezależnie od uczuć, jakie zostały w nim rozbudzone, miał zaszczepiony szacunek do drugiego człowieka i ten właśnie szacunek nie pozwalał pogrywać z innymi, wykorzystywać ich tak, jak akurat było wygodniej. Nie był w stanie niczego takiego zrobić, nie wspominając o tym, że nawet nie przeszłoby mu to przez myśl. Ale przecież nie wszyscy podzielali jego nastawienie, wiedział o tym, nie raz rozmawiał za znajomymi, których ktoś skrzywdził, w ten czy inny sposób. I te wszystkie blizny na ciele chłopaka świadczyły o tym, że też spotkał na swojej drodze kogoś, kto o szacunku wiedział niewiele. Jego niepewność mogła znaczyć, że tych osób było więcej. Ale Felix tego nie wiedział, mógł tylko przypuszczać, chcieć kiedyś się dowiedzieć i pomóc zatrzeć złe wrażenie, jakie zostawili po sobie inni. On zwyczajnie nie potrafił krzywdzić. Ale nie miał tego wypisanego na czole.
Nie chciał, żeby Serpens mu pokazywał, o czym śnił, bo przeczuwał, że jeśli ma rację co do tego snu, to co najwyżej pozna jego początek, co będzie o wiele gorsze, niż brak jakiejkolwiek pewności. Nie potrzebował być jeszcze mocniej rozpalany, na pewno nie w momencie, kiedy żądza nie mogła znaleźć ujścia. Ale tym razem starał się znaleźć słowa i Gryfon to doceniał.
Pozwolił mu skończyć mówić, zanim sam się odezwał. Głowa oparta na jego ramieniu była tak cudownie blisko, czuł na szyi ciepło bijące z jego skóry, jego oddech, a to raz za razem wywoływało dreszcz przebiegający przez całe ciało. Zaczął lekko przeczesywać blond włosy, samemu szukając słów.
- Nie wiem, co to za uczucie, ale... Sam próbuję je nazwać od dobrych kilku dni. I wierz mi, że doskonale wiem, o czym mówisz. I... Chcę cię całować. I dotykać. I frustruje mnie, że nie mogę mieć tego tyle, ile chcę. Ile potrzebuję.
Słowa wcale nie odbierały temu wszystkiemu wyjątkowości. Dawały potwierdzenie, odbierały część wahania i strachu. Nie cały, wciąż nie, ale przynajmniej część. Żaden nie potrafił złożyć sensownych zdań, gubili się w tych uczuciach i wyznaniach, ale nie było w tym nic złego. Nie było też mowy o żadnym śmiechu, zwłaszcza jeśli padły słowa, na które Felix tak bardzo czekał.
Nie miał ochoty nigdzie stąd iść. Może z powrotem, znów do tego pokoju, w którym spędzili tak cudowny dzień po Halloween. Ale przecież był plan. I jeśli chcieli się poznać, nie mogli polegać tylko na fizyczności. Nawet jeśli teraz ta myśl wydawała się absurdalna.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   19.11.15 23:55

Nie było szyderczego śmiechu, którego się spodziewał, a zamiast niego dostał zrozumienie, ale najważniejsze, że nie był w tym wszystkim sam. Przymknął oczy czując palce Gryfona we włosach i odprężył się, bo po tym co wcześniej powiedział spiął ciało w oczekiwaniu na najgorsze. Musiał przestać myśleć o wszystkim w takich kategoriach, że jest najgorszy i z każdej strony ktoś tylko czeka żeby mu dokopać. Najgorsze było to, że w środku czuł się zmemłany, ale na zewnątrz starał się tego nie pokazywać. A poza była coraz trudniejsza do utrzymania. Pewność siebie Serpensa przez lata była podkopywana, a jak pomyślał, że wszystko na nowo się ułoży ponownie dostał po dupie. Powinien więc być na złe rzeczy przygotowany, jednak na to nigdy się nie da przygotować. Bo ataki mają do siebie, że przychodzą z najmniej oczekiwanej strony i od ludzi po których się tego najmniej spodziewamy.
- A ile chcesz i potrzebujesz? - podparł brodę na ramieniu Gryfona, by teraz móc na niego spojrzeć, był ciekaw jak to było. Ile było wystarczająco? Czy w ogóle była jakaś odpowiednia miara do tego?
- Te podziały na domy… To takie złe - powiedział z wyraźnym niezadowoleniem. Pewnie byłoby mu to obojętne gdyby trafił do Gryfonów i mógł bezkarnie przesiedzieć z Felixem całą noc w pokoju wspólnym przy kominku. Chociaż możliwe, że wtedy niektóre rzeczy potoczyłyby się za szybko, co z kolei wszystko by zniszczyło albo może spotkali się pierwszy raz w innych okolicznościach... Tak i tak niedobrze - Ale nie powiedziałeś jeszcze dokąd się wymykamy - skoro już był ustami tak blisko jego warg nie mógł sobie odmówić delikatnego ich muśnięcia, przelotnego i jakby zupełnie niebyłego.  
Nie wiedział czy chce zmienić miejsce, bo choć było tutaj ponuro, wilgotno i chłodno to nikt im nie przeszkadzał i mógł bezkarnie wtulić się w niego, bez obaw, że ktoś ich na tym przyłapie. To nie byłoby dobre. Pamiętał kiedy ojciec przyłapał go tylko na trzymaniu się za rękę z przyjacielem, blizna po tym odznacza się na tle innych, ale nie tylko u niego na ciele. Wściekłość dosięgła ich obu, a przyjaźń zakończyła się szybciej niż zaczęła. Nie chciał jednak podążać tym tropem myśli, bo nie prowadziło to do niczego dobrego, ani przyjemnego.
- Nigdy nie mogłem się zdecydować które z moich imion jest… Które bardziej do mnie pasuje. Teraz już pozbawiłeś mnie tego problemu, ale dlaczego tak? Dlaczego Serpens, a nie Lucifer? - wsunął dłoń w kieszeń spodni i wyciągnął z niej papierośnicę, którą kilka dni wcześniej dostał od Gryfona. Zawartość nadal nie była ruszona, bo czekał z tym na niego, tak jak obiecał w jednym z listów. Przejeciał palcem po grawerze zanim otworzył papierośnicę i wyciągnął ją do Felixa - Teraz będzie dobrze czy jak będziemy wracać? - nie miał pojęcia dokąd zmierzają, ani co kryje się pod magicznymi właściwościami tych papierosów, ale wszystko razem mu idealnie do siebie pasowało.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   20.11.15 2:38

Felix przez lata nie miał okazji się przekonać, co to znaczy zawieść się na kimś, dostać po tyłku od kogoś, komu ufał - to się zwyczajnie nie zdarzało. Wojnę prowadzili ludzie jednoznacznie odbierani jako źli, więc wszelkie krzywdy, jakie wyrządzili jemu i jego przyjaciołom, były w pewien sposób spodziewane. To, co zrobili Ślizgoni w zeszłym roku... Cóż, w pewnym sensie tego też można było się spodziewać. Nie na taką skalę i nie o takich skutkach, ale jednak. Więc jedyna obawa o to, że zostanie źle potraktowany, brała się z instynktu, ale właściwie była irracjonalna. Chciał się przekonać, a już zwłaszcza chciał przekonać Serpensa, że naprawdę nie ma się czego bać. Tylko to wymagało czasu.
Nie miał pojęcia, ile potrzebuje. Wiedział, ile chce - a chciał wszystkiego, każdej jednej sekundy wypełnionej kontaktem z tym konkretnym Krukonem. Mimo że nigdy nie zażywał żadnych substancji psychoaktywnych, podejrzewał, że tak właśnie może czuć się człowiek od nich uzależniony. Do tej pory był w stanie zrobić wiele, jeśli nie wszystko, żeby dostać paczkę fajek czy butelkę ognistej, kiedy rzeczywistość stawała się zbyt ciężka, żeby znieść ją bez tego. Teraz był przekonany, że równie dużo byłby zrobić, żeby spędzić z nim czas. Od łamania szkolnego regulaminu począwszy.
- Chcę wszystkiego, co możesz mi dać - nie umiał określić tego sensowniej, przestawał też zwracać uwagę na to, jak śmiałe stają się jego wyznania. Zapominał się, odcinał od wspomnień, które niosły ze sobą wahanie, rozpędzał się tak, że zaraz nie będzie w stanie się zatrzymać. Ale nie zastanawiał się, czy to dobrze.
Podziały na domy mu nie przeszkadzały. Nawet, gdyby byli w tym samym, nawet gdyby mieli jedno dormitorium - co by to zmieniło? Przecież nie spaliby w jednym łóżku, to byłoby zbyt ryzykowne. A spoufalanie się w pokoju wspólnym na pewno nie uszłoby uwadze tym, którzy tak lubią plotkować. Teraz musieli się bardziej wysilić i to było chyba bezpieczniejsze.
- Zaraz sam się przekonasz - odparł, nie mając zamiaru przedwcześnie wyjawiać, dokąd idą. Jeśli Serpens nie znał tego przejścia - a trudno, żeby znał, skoro chodził do Hogwartu dopiero dwa miesiące - niespodzianka była tym większa. O ile, oczywiście, cel ich wycieczki będzie mu pasował.
Naprawdę próbował skupić myśli i przejść do dalszego etapu realizacji planu, czyli, mówiąc prościej, wyjść stąd. Tyle że jak tu się skupić, kiedy te cudownie miękkie usta rozpraszają do granic możliwości?
Nad imionami za bardzo się nie zastanawiał. To był impuls, instynkt, decyzja podjęta w ułamku sekundy. Bardzo jednak chciał mu to wytłumaczyć.
- Nie wiem. Kwestia prostych skojarzeń. Serpens kojarzy mi się z astronomią, to coś z gwiazdami, prawda? A Lucifer... Siłą rzeczy kojarzy mi się ze złem. A ty nie jesteś zły. Nie ma w tobie nic złego - wzruszył ramionami. - Dlatego Serpens.
Popatrzył na papierośnicę. Sam był ciekaw, co takiego udało mu się zdobyć, zwłaszcza, że cena była dość wysoka. Nie sądził jednak, żeby ten ciasny korytarz był idealnym miejscem do wypełnienia go magicznym dymem. Wziął papierośnicę, zamknął ją i wsunął z powrotem w jego spodnie. Bezsensowne spodnie zresztą, jakby go kto pytał.
- Jak stąd wyjdziemy, dobrze?
Złapał go za rękę i ruszyli korytarzem. Droga była dość długa, ale nie było w tym nic dziwnego, skoro musieli opuścić tereny zamku. Szli w ciszy przez kilkanaście minut, podczas których jedyne, na czym skupiał się Gryfon, to ciepła dłoń, którą trzymał i echo ich równych kroków, odbijające się od ścian. W końcu jednak dotarli do miejsca, gdzie korytarz się kończył. Kolejne schody, a nad nimi klapa. Teraz należało zachować ostrożność.
- Do jest klapa w piwnicy Miodowego Królestwa w Hogsmeade. Trzeba wyczuć moment, kiedy sprzedawca się zagada z kimś, wyjść i udawać, że weszliśmy normalnie przez drzwi. Nie wiem, co by się stało, gdyby nas przyłapali. Wracamy tą samą drogą, więc musimy wracać przed zamknięciem sklepu.
Odhaczanie kolejnych nigdy niosło ze sobą adrenalinę, dreszczyk emocji, na które nigdy wcześniej nie miał odwagi ani nawet ochoty. Ten Krukon rozbudził w nim szereg potrzeb, których się nie spodziewał. I teraz, kiedy wiedział, czego pragnie i jak może się czuć, nie był w stanie z tego zrezygnować. Z dotyku, z pocałunków, z uczuć i z łamania zasad, trzymając go za rękę. Dlatego teraz, myśląc tylko o tym, że są tu razem, podniósł klapę i pociągnął Serpensa za sobą, na zaplecze sklepu ze słodyczami, w którym nie mieli prawa być.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   20.11.15 21:59

Bardzo chciał wiedzieć co się kryje pod słowem wszystko, usłyszeć co znaczyło ono dla Gryfona i czy pokrywa się z jego wyobrażeniem wszystkiego. O to nie zapytał, nie bał się odpowiedzi, ale tego, że i w jego kierunku podąży takie pytanie.  Odpowiedź na nie była trudna i oznaczała wypowiedzenie na głos swoich pragnień, obnażenie się z nich, a na to chyba jeszcze nie był gotowy. Nie wiedział czy kiedykolwiek będzie, bo choć chciał tego to jednocześnie się bał. Chodziło też o to, żeby nie zepsuć tego co między nimi się rodziło, a takie wyznanie nie pozostałoby obojętne, nie mogli później udawać, że tego nie było.
- Też tego chcę, wszystkiego. Czasem myślę, że to będzie i tak za mało. Ale tak to już chyba jest, że z czasem chcemy więcej. Nie ważne co działo się wcześniej i jaką historię za sobą niesiemy, teraz jesteśmy tutaj razem i tworzymy coś swojego. Wszystko przyjdzie z czasem, prawda? - nadal uważał, że to coś co ich łączy jest wyjątkowo kruche i niepewne. Jedno złe słowo, spojrzenie czy dotyk, ich drogi więcej się nie skrzyżują, a Felix przez kolejne kilka miesięcy będzie go unikać.
- Tak, moja matka uwielbiała siedzieć godzinami i się w nie wpatrywać - nigdy nie dane mu było tego zobaczyć, ale od kiedy mieszkał z ciotką dowiadywał się czegoś nowego. Zaczął poznawać swoją zmarłą matkę po raz pierwszy tak naprawdę, bo ojciec o niej nie mówił. Miał tylko jej fotografie których nie pozwalał oglądać Serpensowi. Nie przeszkodziło mu to w ukradnięciu jednej i trzymaniu na dnie szafy - Tak mówił na mnie ojciec, nigdy nie nazwał mnie Serpensem. Może mam w sobie coś złego… Tak mi zawsze mówił, więc coś musi w tym być - nie oznaczało to, że zwracał się do syna tylko Lucifer, mówił też o wiele gorsze rzeczy i wyzywał na przeróżne sposoby. Ojciec całe życie mu wmawiał, że był zły, więc nie mógł zgodzić się z Felixem. Lubił też czytać i interesował się czarną magią, jej przeróżnym aspektami, które go coraz mocniej wciągały i fascynowały. Wiedział, że wiele osób trzyma się od tego z daleka i gardzi tymi którzy to robią, ale on nie mógł przestać. Chciał zgłębiać tą wiedzę, być silniejszy od innych, aby więcej nie zostać niczyim popychadłem. Więc chyba nie był tym dobrym. Nigdy nie myślał o sobie w tych kategoriach, ale gdyby miał siebie gdzieś ustawić to wybrałby środek, chociaż to nic by nie oznaczało i nie było prawdziwe, bo szala zawsze przechylała się na jedną ze stron.
Widać Gryfonowi ani w głowie było zdradzenie tego dokąd zmierzają, tajemnica nadal pozostawała nieodgadniona. Nie miał pojęcia dokąd może prowadzić ten korytarz i chociaż Felix wspomniał, że nigdy nie wymykał się ze szkoły to nie łączył tej drogi z wioską, a bardziej z jakimiś zielonymi terenami poza bramami Hogwartu. Dlatego kiedy usłyszał, że właśnie są w Hogsmeade na jego twarzy pojawiło się nie tylko zdziwienie, ale i coś jeszcze. Rozczarowanie i smutek to za mocne słowa, choć po części trochę tak było. Nie wiedział co przygotował na resztę dnia Felix, ale skoro nie byli w miejscu gdzie nikogo poza nimi nie będzie, nie będzie mógł bezkarnie trzymać go za rękę i całować kiedy przyjdzie mu na ochota.
- I lepiej pozostańmy w tej niewiedzy - odpowiedział wpatrując się w klapę i próbując zacząć nasłuchiwać tego co się działo na górze. Nie wydawało mu się, że nikogo tam nie ma, ale pewności mieć nie mogli, a kiedy Felix go pociągnął… Nie było już odwrotu kiedy wyszli przez klapę w podłodze i stali teraz na zapleczu sklepu. Wiedział, że przedłużanie pobytu w tej części sklepu nie będzie najrozsądniejszym pomysłem, ale nie mógł sobie odmówić nachylenia się na Gryfonem, przejechania opuszkami palców po jego policzkach i skradzenie szybkiego pocałunku. Na więcej się nie odważył, bo jeżeli właściciel nakryje ich w tym miejscu nie skończy się to dla nich dobrze. Uważał, aby nic nie przewrócić, żeby nie zrobić niepotrzebnego hałasu, który mógłby zwabić kogokolwiek - Jak na kogoś kto nigdy nie wymykał się ze szkoły, wiesz naprawdę sporo - przyjrzał mu się uważniej poniekąd ciekawy skąd wiedział jak dostać się do tajnego przejścia i co jest na jego końcu. Znaleźli się między półkami ze słodyczami i nikt ich nie przyłapał, więc część wymknięcia się ze szkoły można było uznać za zaliczoną. Teraz jeszcze pobyt w wiosce i powrót. Nadal nie znał planów Gryfona, ale nawet jakby mieli zostać tutaj to nie miało to znaczenia. Najważniejsze, że był blisko.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   21.11.15 1:37

Nawet gdyby Serpens zapytał, jaka jest definicja tego wszystkiego, nie umiałby odpowiedzieć. Czuł potworny niedosyt właściwie przez cały czas i jedyne, czego chciał, to wreszcie się nasycić. Tyle że nie miał pewności, czy w tej chwili to w ogóle możliwe. Nie wiedział, ile musiałby dostać, żeby mieć dość. A może właśnie o to chodziło w ich relacji - że nie było granicy, po przekroczeniu której mogliby powiedzieć sobie, że już wystarczy? Może w tej chwili opierali się właśnie na tym, że było za mało. To ich przy sobie trzymało. Niezaspokojony głód drugiego człowieka, wokół którego nagle zaczynała się kręcić cała rzeczywistość... Jednego był pewien - nie chciał wracać na ziemię. Nie chciał nawet na sekundę z tego rezygnować. Coraz śmielej stawiał krok za krokiem na płaszczyźnie, która w gruncie rzeczy była mu obca. Niby mógł powiedzieć, że już był wcześniej w relacji opartej na uczuciach i pożądaniu, ale czy to się dało porównać? Zaczynał sądzić, że nie. I że to teraz było o wiele silniejsze. Pozostawało pytanie, czy miało szansę być trwalsze. Ale w tej chwili nie mógł tego określić.
Był w stanie wyobrazić sobie jego ciężarną matkę, obserwującą gwiazdy i rozmyślającą, jak nazwie swojego potomka. Oczywiście, nie miał pojęcia, jak wyglądała, ale był przekonany, że była piękną kobietą. Matki były pięknymi kobietami, po prostu. A światło księżyca i rozgwieżdżone niebo nad głową każdemu dodawały uroku. I jak tak teraz o tym myślał, doszedł do wniosku, że chciałby zrobić jeszcze jedną rzecz. Może niekoniecznie dzisiaj, może za jakiś czas. I może to było głupie, banalne, patetyczne i bez sensu. Nieważne. I tak chciał.
- Myślisz, że moglibyśmy kiedyś tak, jak ona...? - spytał niepewnie, wyobrażając sobie ich obu wspólnie wypatrujących spadających gwiazd czy innych zapierających dech w piersiach zjawisk. Zdawał sobie sprawę, że snując romantyczne plany wychodził na... mięczaka? Ale to nie miało znaczenia. Był szczery. Skoro tak bardzo się przed sobą obnażali, to nie powinno mieć na nic wpływu. Gdyby jednak miało, to może lepiej było dowiedzieć się tego od razu.
- To, że twój ojciec tak twierdził, wcale nie znaczy, że to prawda. Nie obchodzi mnie, jak mało wiem. Zabraniam ci - rozumiesz? zabraniam - mówić ci tak o sobie. Nawet myśleć.
Niezależnie od tego, co Serpens robił czy lubił robić, Felix nie mógł przyjąć do wiadomości, że jego ojciec, znając go przecież lepiej, mógłby mieć rację. To był absurd i nie zamierzał zmienić zdania. Jasne, co on niby mógł wiedzieć? Opierał się tylko na uczuciach i instynktach, ale... Ktoś, kto dawał mu tyle poczucia bezpieczeństwa, tyle spokoju, kto powoli, acz nieustannie zaspokajał jego pragnienia, jednocześnie nie chcąc go wykorzystać (bo przecież nie chciał, prawda?), nie mógł być zły. Po prostu.
Nie wiedział, jak odebrać ten dziwny wyraz twarzy, jaki wzbudziła informacja o Hogsmeade. Miał nadzieję, że to okaże się być dobrym pomysłem, że spędzą trochę czasu razem, nie przejmując się tym, co zobaczą i pomyślą ich znajomi, ale teraz trochę zwątpił. Może nie trafił zbyt dobrze? Tyle że teraz już nie mógł się wycofać, nie było sensu tchórzyć, trzeba było postawić następny krok i zobaczyć, co się stanie.
Całe szczęście udało im się bezpiecznie dotrzeć na miejsce. Między półkami mogli już odetchnąć, mając pewność, że ten najbardziej niepewny punkt planu wyszedł bez najmniejszego błędu. A to dawało nadzieję, że dalsza część dnia też taka będzie.

zt x2


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   28.11.15 22:53

Było to nowe, sama świadomość tego, że druga osoba nie chce trzymać go na dystans i mieć go dla siebie tylko w momencie kiedy ona będzie go potrzebować. Uczucie to było na tyle silnie przyjemnie, że nie mógł odmówić sobie podążania myślami dalej. W miejsca w które nie powinien pozwolić sobie się zapuszczać, bo były śmiałe i odważne. Nie zostawał tak na długo, ciesząc się tym co dostawał w tej chwili. Chciał wiedzieć co siedzi Felixowi w głowie, ale nie pytał. Uznał, że lepiej będzie kiedy dowie się tego w inny sposób. Będzie to o wiele lepsze niż zasypywanie go gradem pytań i oczekiwaniem szczegółowych odpowiedzi. Musiał nauczyć się cierpliwości, ale nie uważał, że to coś złego. Wręcz przeciwnie, bo przecież smakować to będzie lepiej. Mieli czas, bo to nie zniknie z momentem wyjścia z knajpy albo wejściem do zamku. Nadal będzie mógł go nazywać swoim chłopakiem. Odwracać się za nim na korytarzu i posyłać w jego kierunku już nie całkiem ukradkowe spojrzenia. Szukać go wzrokiem przy posiłkach, a po kolacji zaciągnąć w najciemniejszy kąt biblioteki, aby skraść pocałunek albo dwa. Później przychodziły śmielsze myśli, ale na razie w nich się nie zagłębiał. Powoli. Krok po kroku, chociaż to mogło być trudne. Dlatego cisza mu nie przeszkadzała. Było w niej coś przyjemnego i nie miał potrzeby zabijania jej jakimś pytaniem czy czymkolwiek innym.
Wiedział, że przyjdzie moment w którym będą musieli ruszyć z powrotem w kierunku szkoły, ale nastąpił on zdecydowanie zbyt szybko. Najchętniej przytrzymał Felixa, żeby zostali tutaj jeszcze chwilę, a później kolejną i jeszcze jedną.
- Szlaban byłby i tak małą ceną, ale wolę nie myśleć co powiedziałaby ciotka na to, że wyrzucili mnie ze szkoły. A dziadek... - pokręcił tylko głową, bo nie chciał sobie psuć nastroju myśląc o tym człowieku. Nie znał go za dobrze, ale podejrzewał, że tego się właśnie po nim spodziewał, więc tym bardziej nie chciał dać mu satysfakcji i niechętnie wstał z miejsca. Widać było, że zupełnie nie podoba mu się wizja powrotu do szkoły. Nie miał wyjścia, a chłodne listopadowe powietrze, które uderzyło go po wyjściu z knajpy tylko skutecznie przyspieszyło przejście z knajpy do miodowego królestwa. Co było irytujące, bo chciał możliwie jak najdłużej przeciągnąć spacer po wiosce. Wyjście z korytarza wydawało mu się o wiele prostsze niż dostatnie się do niego z powrotem. Wyczekanie odpowiedniego momentu też nie należało do najprostszych, ale zrzucał to na to, że teraz dotyk Gryfona był inny. Taki bardziej… jego. I bardziej skupił się na tym niż na właścicielu, który zdawał się nie być zmęczony całym dniem i bez końca chodził w tą i z powrotem. Trochę zajęło im wyczekanie odpowiedniego momentu, pewnie poszłoby szybciej gdyby Serpens myślami był bliżej ziemi, ale nie można mieć wszystkiego.
- Nie ma innych tajnych przejść do Hogsmeade? - spytał kiedy tylko klapa się za nimi zamknęła i ponownie znaleźli się w ciemnym tunelu. Może nie było to najprzyjemniejsze z miejsc w jakim kiedykolwiek się znalazł, ale z jakiegoś powodu, ani wilgoć panująca tutaj, ani ciemność mu nie przeszkadzały. Wystarczało to, że Felix był przy nim. Mój chłopak. Samo nazywanie go tak w myślach sprawiało mu przyjemność.
- Mój chłopak - dopiero w momencie kiedy usłyszał swój głos zdał sobie sprawę z tego, że kolejny raz nie wypowiedział tego w myślach, a na głos. Zrobiło mu się w jednej chwili gorąco i głupio, że tak nagle, bez związku to powiedział - Nie mogłem… Tak samo jakoś mi się wyrwało. Ale… I na głos brzmi o wiele lepiej niż nawet kilka razy powtarzane w myślach… Nie będę… To znaczy… Chciałbym, ale to… - ponownie zgubił się w słowach, a na koniec już sam nie wiedział co chce powiedzieć, więc zamilkł nie chcąc pogrążyć się jeszcze mocniej.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   29.11.15 10:47

Nie sądził, żeby były marzenia zbyt dalekie i zbyt śmiałe. Myśli i marzenia nie uznawały granic, mogły pójść wszędzie i nie byłoby w tym nic dziwnego. Inaczej było, kiedy zamierzało się te myśli zamienić w czyny, a dokładnie taką ochotę miał Felix. Tu już w grę wchodziły różne blokady i przeszkody, a żeby je zwalczyć mogły nie wystarczyć same chęci. Trzeba było iść krok po kroku... Tylko jak, jeżeli on był zachłanny i chciał wszystkiego na raz? Zwłaszcza teraz, kiedy układ był nieco jaśniejszy, niż jeszcze kilka godzin temu. Taki stan rzeczy mógł oznaczać, że jak się postara, to dostanie to wszystko. Musiał tylko odkryć sposób. A do tego potrzebne były odpowiednie okoliczności.
Był ciekawy, jak to będzie wyglądało, jak wrócą na lekcje. Inaczej było teraz, w swego rodzaju bańce, w której byli tylko oni, a przypadkowi ludzie za granicami bańki zupełnie nie mieli znaczenia. Co, jeśli po powrocie do szkoły ta bańka pęknie? Jeśli wydarzy się coś złego? Ale nie, nie mógł o tym teraz myśleć. Ważniejsze były te pozytywne aspekty. Wrócą i nie będzie musiał udawać, że na niego nie patrzy. Że nie myśli, że nie pragnie. I kiedy najbliżsi znajomi zapytają go, czemu jest taki rozkojarzony, nie będzie musiał się wykręcać, balansując na granicy prawdy i kłamstwa tak, by nie skłamać ani się nie przyznać. Teraz będzie mógł wprost powiedzieć, że tęskni za swoim facetem, którego nie widział całą godzinę. To niewątpliwie plus.
Powrót do tajnego przejścia rzeczywiście nie był prosty. To było ryzykowna wyprawa, ale on naprawdę nie znał innej drogi. Był przekonany, że jakieś muszą jeszcze być - krążyły legendy, że jest ich siedem - ale on ich nie znał. Musiał się zorientować, czy ktoś zna choć jedno inne, bo jeśli mieliby to powtórzyć, to nie miał pewności, czy uda im się to kolejny raz.
Odetchnął z ulgą, kiedy znaleźli się w tunelu. Kilka pierwszych pochodni zapłonęło gwałtownie. Było tu chyba jeszcze zimniej, niż na dworze... Ale jeszcze trochę i znajdą się w ciepłym zamku. To mu wystarczyło. Dlatego ściskając mocno dłoń Serpensa szedł szybkim krokiem w stronę zamku. Coś jednak sprawiło, że zwolnił, żeby ostatecznie się zatrzymać. Spojrzał na niego, uśmiechając się. To faktycznie brzmiało cudownie. I całe to zagubienie, te próby wyjaśnienia, to było niepotrzebne. Przecież rozumiał, doskonale rozumiał i niczego nie trzeba było mu wyjaśniać.
Popchnął go lekko na ścianę (jakoś tak te ściany tu miały coś w sobie, co sprawiało, że wyrażanie przy nich uczuć było bardziej kuszące) i pocałował. Pocałunek był tak delikatny, jak tylko potrafił, choć jednocześnie, może dla kontrastu, całkiem mocno przytrzymywał mu jeden z nadgarstków nad głową, drugą ręką trzymając w pasie. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego kolano znalazło się nieznacznie między udami Krukona.
- Mój - potwierdził szeptem prosto w jego usta, nie przestając się uśmiechać. Nie chciał, żeby były między nimi słowa, które sprawiają, że któryś z nich czuje się głupio czy niezręcznie. Nie było ku temu najmniejszego powodu i choć nie do końca wiedział, jak mu to wytłumaczyć (najprościej byłoby pewnie czymś w stylu "nie czuj się przy mnie niezręcznie", ale najprostsze możliwości zawsze przychodziły najpóźniej), miał nadzieję, że chłopak i tak to zrozumie.
Byli już bardzo blisko wyjścia i w pewnej chwili dobiegł do nich całkiem wyraźny odgłos kroków. W pierwszej sekundzie się spłoszył i puścił Serpensa, cofając się o krok - trzymanie się za ręce to jedno, ale to, co teraz robili, przekraczało granice przyzwoitości przy ludziach. Dopiero po chwili uznał, że pewnie któryś z nauczycieli robi obchód i nikt tu nie wejdzie, są całkiem bezpieczni. Trochę stresu jednak zostało.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   29.11.15 12:40

Gdyby miał zamknąć ten dzień w kilku słowach miałby z tym ogromny problem. Nie dało się tak po prostu powiedzieć tego jednym zdaniem. Nie i już. Dla Serpensa zbyt wiele się dzisiaj wydarzyło, aby w ogóle próbował to zrobić. Samo to, że Felix chciał z nim gdzieś wyjść było zaskoczeniem, a kolejne rzeczy przyszły lawinowo, ale nie oznaczało to, że nie były przyjemne. Wręcz przeciwnie. Oddalanie się myślami dalej miało w jakiś sposób uchronić go przed jutrem. To ten dzień kiedy zobaczy jak to jest być z Felixem w murach szkoły. Czy naprawdę będzie mógł złapać go za rękę i uchwycić jego spojrzenie bez momentalnego odwracania wzroku, bo ktoś mógłby ich na tym przyłapać. To oczywiście nie było najważniejsze, ale tak czy inaczej pojawiało się to w jego głowie. Tak samo jak to, że komuś nie spodoba się to w jaki sposób na siebie patrzą czy trzymają się za ręce. Tego się obawiał, ale nie dla tego, że mógł usłyszeć przykre rzeczy, a dlatego, że Felix mógł je usłyszeć. A chciał go uchronić przed złymi emocjami ze strony innych.  
Wilgotna, chropowata i zimna ściana za plecami nie była czymś idealnym, ale zapomniał o tym kiedy tylko Felix go pocałował. Wszystkie myśli i chęć dalszego tłumaczenia się uleciały, a została tylko przyjemność. Oddawał mu każdy pocałunek z taką samą intensywnością, a wolną rękę wsunął pod jego ubranie. Wodził palcami po ciepłej skórze Gryfona nie przejmując się niczym, bo póki co nadal byli poza zasięgiem wzorku innych. W miejscu gdzie nie muszą się krępować, gdzie możliwość, że ktoś na nich wpadnie jest niska. Poddawał się jego pocałunkowi, dotykowi, zamknięciu jednej z rąk w uścisku i kolanu, które znalazło się między jego udami.
- Twój , tylko twój - odpowiedział, zanim ponownie usta spotkały się w pocałunku. Może właśnie dzięki temu uda mu się szybciej pojąć, że nie ma się czego obawiać. Chciał uwierzyć w to jak najszybciej, ale zawsze pozostawało coś w głowie co mu nie pozwalało. Co go stopowało i nie ważne jak bardzo wybiegał myślami w przyszłość, to teraźniejszość stanowiła największy problem, więc na niej powinien się najmocniej skupić. Pozwolić sobie cieszyć się z tego dostawał i dawać jak najwięcej bez obaw, że za kolejne słowa będzie wyśmiany.
Kiedy nagle Felix się od niego oderwał nie wiedział o co chodzi, dopiero po chwili doszły do niego odgłosy, które wcześniej były mocno przytłumione. To było coś co znał dobrze, odsuwanie się od niego w jednej chwili w obawie przed tym, że ktoś ich zobaczy. Co jak co, ale nie miał do niego żalu, bo w końcu nie trzymali się grzecznie za rękę, a byli w zupełnie innej sytuacji. Podobnie zresztą jak w Hogsmeade, kiedy znaleźli się na trawie, ale teraz było inaczej. Chyba. Tak to sobie tłumaczył, bo tak naprawdę nie widział rażącej różnicy, poza tym że teraz byli w murach zamku. Musiał go raz jeszcze pocałować, wsunąć dłonie pod jego koszulę i zatracić się w chwili, która nie mogła się zakończyć zupełnie niespodziewanie. Tym razem jednak starał się być bliżej ziemi i mocniej nasłuchiwał tego co się dzieje na korytarzu. Dopóki nie wyjdą zza posągu nie było pewności, że tuż za rogiem nie czaił się jakiś nauczyciel, prefekt albo nawet woźny. Ktokolwiek.
- Myślisz, że jutro też będzie dobry dzień? - spytał jak już wyszli z tunelu, ale nadal stali jeszcze w cieniu posągu. Nie wiedział która jest godzina, ale podejrzewał, że już od jakiegoś czasu nie powinni ich być na korytarzu. Już raz odprowadzał Felixa do portretu grubej damy i teraz nie chciał sobie tego odmówić. Może właśnie kusił los, ale zupełnie o tym nie myślał, nie teraz kiedy miał obok siebie Gryfona - Odprowadzę cię, pocałuję na dobranoc... - zdradził mu swój plan na najbliższe kilka minut i nie chciał przyjmować do wiadomości tego, że będzie inaczej. No nie mogło i już.
Powrót do góry Go down
Alecto Carlevaro

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   30.11.15 0:19

Nie była zadowolona, że akurat dzisiaj przypadło jej nocne patrolowanie hogwarckich korytarzy. Było tyle fascynujących rzeczy, które można było robić nocą, na przykład spać albo pozwalać się tatuować jakiemuś podejrzanemu typkowi na Nokturnie. Och, oczywiście, że to był tylko żart. Skóra Carlevaro była czysta jak łza. Przynajmniej dla większości osób, które musiały oglądać ją każdego dnia, ubraną od góry do dołu. Mogła też w spokoju oddać się lekturze wyjątkowo opasłego tomu o czarnej magii, który wywlekła wprost z działu ksiąg zakazanych. Nikt przecież nie pytał, ona się nie tłumaczyła... Wszyscy byli zadowoleni. Dzisiejszy wieczór był jednak tym bardziej irytujący, gdyż kilkanaście minut wcześniej ktoś uprzejmy poinformował McGonagall o pewnej zgubie albo raczej dwóch zgubach, które pałętały się po Hogsmeade, zamiast spać grzecznie w swoich łóżkach - czerwonym i niebieskim, jak przykazała tiara. Chociaż Minerva nie wszczęła natychmiastowego alarmu i pozwoliła nauczycielom czatować przy wszelkich możliwych wejściach do zamku, Carlevaro czuła, że i tak będą z tego problemy. Jeśli ci dwaj idioci nie wrócą do Hogwartu, w ciągu następnej godziny jak nic rozpęta się piekło, a ona będzie musiała do niego wleźć. Cóż, może chociaż uda jej się zrobić grzanki... Nieco zrezygnowana, szła kolejnym z wielu korytarzy, miarowo stukając o posadzkę niskimi obcasami. Była już całkiem blisko posągu jednookiej wiedźmy, gdy do jej uszu dotarł przytłumiony szept. Zatrzymała się, nasłuchując uważnie każdego słowa. Fakt, że w ogóle coś usłyszała, nie dawał jeszcze gwarancji, że miała wątpliwe szczęście zostać bohaterem roku. A jednak nie brzmiało to jak duchy...One z pewnością nie całowały nikogo na dobranoc. Wolały raczej nieco bardziej dramatyczne rozwiązania, jak strasznie na śmierć. Alecto uniosła brew, stawiając kilka kolejnych kroków. Jeśli do tej pory nie zdali sobie sprawy z tego, że mają przerąbane, będzie musiała definitywnie spisać ich na straty. Z wciąż uniesioną brwią wychyliła się zza posągu, a jej wzrok napotkał dwóch młodych mężczyzn, których szukała. Nie spodziewała się romantycznego homo spotkanka, zwłaszcza, że nawet w świecie czarodziejów istniało wiele poglądów na te sprawy, ale skoro już na nie trafiła, musiała przyznać, że do kompletu brakowało już tylko pięknej dziewicy i jednorożca. Szczerze mówiąc niewiele obchodziło ją, co stałoby się z jednorożcem. Co do dziewicy, miała już jakieś plany. Noc zdecydowanie nie sprzyjała zachowaniu profesjonalizmu i Alecto doskonale o tym wiedziała, dlatego zazwyczaj po prostu ją przesypiała, na miłość Merlina! Teraz stanęła jednak w obliczu wyzwania - należało coś powiedzieć.
- Dobry wieczór, chłopcy - rzuciła, wkładając w swoje słowa tylko odrobinę ironii. - Postawiliście na nogi całą kadrę - ciągnęła, dodając w myślach, że być może cała ta sprawa zostałaby im wybaczona, gdyby McGonagall nie wywlekła z łóżka właśnie jej. Miała szczerą nadzieję, że przynajmniej z tego jednego powodu zrobi im się choć trochę głupio. W końcu wszelka odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo spoczywała na barkach nauczycieli. - Z pewnością wszyscy chcemy iść już spać, prawda? A może chcielibyście się wytłumaczyć? Czy dostęp do tak wielu pomieszczeń przez ponad dwanaście godzin na dobę to za mało dla nastoletnich hormonów? - Założyła ręce na piersi, zastanawiając się, co też powinna z nimi zrobić. Wcale nie była zła, no, może troszkę. Właściwie cała ta sprawa była nawet całkiem zabawna, gdy podejrzewało się kontekst. To z pewnością nie byli najostrożniejsi młodzi chłopcy, jakich widziała. W głowie kołatała jej już myśl. Zaspany mózg potrzebował jednak jeszcze chwili, by ją przetrawić. - No, słucham.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   30.11.15 11:10

Nie chciał stąd iść. Ani teraz, ani nigdy. Co prawda jeszcze jakiś czas temu miał pewną koncepcję na to, co mogą robić po powrocie z Hogsmeade, ale nie przewidział, że stanie się to tak późno. Już i tak łamali szkolny regulamin, mogli mieć poważne problemy, a dodatkowe przeciąganie struny mogło się źle skończyć. Na przykład wspomnianym wcześniej wyrzuceniem ze szkoły. Co by się wtedy stało? Nawet nie chciał myśleć, bo to zdecydowanie nie brzmiało jak coś, co miałby ochotę rozważać, zwłaszcza w tej chwili.
Skoro jednak wciąż tu byli, razem, w pustym korytarzu, mógł z tego skorzystać. Wtulić się, wdychając zapach Krukona, wspiąć się na palce, by być tak całkiem blisko... Zaraz będą musieli się rozstać i pewnie czeka go kolejna noc pełna niespokojnych snów, ale teraz jeszcze wciąż tu byli.
Sami.
- Brzmi dobrze - zaśmiał się, nie mając absolutnie nic przeciwko pocałunkowi na dobranoc. Jednemu, dwóm, dziesięciu. Mogłyby się nawet nie kończyć do samego rana, a potem to już pocałunek na dzień dobry. A tę dłoń mógłby trzymać absolutnie w nieskończoność, jak teraz.
Nie sami?
Dobry wieczór, chłopcy. Zamarł, słysząc głos nauczycielki. To nie brzmiało dobrze i na pewno nie zwiastowało niczego pozytywnego... Odwrócił się powoli w jej stronę, przygryzając wargę. Podświadomie czuł, że trafili najgorzej, jak tylko mogli. Niektórzy mogliby im jeszcze odpuścić, tak przypuszczał, ale Carlevaro? Ona pewnie będzie się napawać generowaniem im dodatkowych kłopotów. Niech odejmie parę punktów i po sprawie... Ale nie, to byłoby za proste, zwłaszcza jak na nią. Co wymyśli? Szlaban? Pewnie tak, pytanie tylko, jaki. A znając ją, będzie to coś, przez co pożałują, że w ogóle wpadli na to, żeby się spotkać. Tajemnicą Poliszynela były jej skłonności do dziewcząt, więc oni, jako chłopcy, mieli u niej zawsze na starcie gorzej. Teraz dowiedzą się, jak bardzo.
Niemal słyszał, jak mocno bije mu serce, ale wiedział, że musi się uspokoić. Instynkt podpowiadał jedno: nie chodzi o chronienie siebie, tylko Serpensa. Co by się nie działo, musi go ochronić. Mocniej ścisnął wciąż trzymaną dłoń, chcąc dodać mu otuchy i pozwolić uwierzyć, że on ich z tych kłopotów wyciągnie. Jakoś. I jakkolwiek niewykonalne było zasłonięcie chłopaka prawie trzydzieści centymetrów wyższego, to to właśnie próbował zrobić.
- Dobry wieczór, pani profesor - odparł grzecznie, przełykając nerwowo ślinę. Miał ich wytłumaczyć? Jak? Pani profesor, nigdy wcześniej nie byliśmy nielegalnie w Hogsmeade, dlatego to było ważne. No nie, to im nijak nie pomoże. Pani profesor, tak sobie tu staliśmy i nie wiedzieliśmy, że jest już tak późno. Tego to na pewno nie kupi. Ostatecznie wybrał jeszcze inną opcję. - Pani profesor, naprawdę przepraszamy. Właśnie szliśmy już do dormitoriów. I... To się nie powtórzy, obiecuję - popatrzył na nią naprawdę szczerze skruszony, powtarzając sobie, że następnym razem koniecznie muszą lepiej pilnować czasu. I nawet, jeśli uwaga o nastoletnich hormonach była koszmarnie pesząca, starał się dodatkowo nie denerwować - choć na zarumienione policzki nie umiał nic poradzić.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   30.11.15 18:38

Było mu dobrze tak stać z nim tutaj i po prostu cieszyć się z tego, że jest blisko. Dlatego to całe gdybanie o szlabanie, wydaleniu ze szkoły było czymś co szybko odpuścił. Nie sądził, aby to zamieniło się w rzeczywistość. W innych okolicznościach pewnie myślałby racjonalnie, ale nie teraz. Jakoś nie mógł tego zrobić w momencie kiedy jedyne na czym chciał się skupić to ciepły dotyk i jego usta. Niewiele potrzebował teraz do szczęścia. Uśmiechnął się jedynie, kiedy Felixowi jego niewielki plan przypał do gustu, teraz jeszcze go zrealizują, a później spędzi wiele czasu na pisaniu w pamiętniku. Nie słuchał tego co inni o tym mówili, ani jak śmiali się z tego. Odnajdywał w tym spokój i nie ważne było, że rzadko kiedy mógł pisać o czymś szczęśliwym. Dzisiaj miało być inaczej, więc na pewno nie odpuści, a koledzy z dormitorium będą musieli mu wybaczyć, że po nocy siedzi przy rozświetlonej różdżce.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył, bo przestali być tutaj sami. Początkowo myślał, że coś może mu się przesłyszało, ale tak nie było i sprowadzenie na ziemię w przeciągu zaledwie sekundy zabolało. Pierwszy odezwał się Felix za co był mu niebywale wdzięczny, bo sam nie wiedział zupełnie jak się zachować, ani co powiedzieć.
- Dobry wieczór, pani profesor - odpowiedział niepewnie odrywając wzrok od Felixa i przenosząc go na nauczycielkę. Z przyzwyczajenia chciał puścić jego rękę, ale zanim to robił poczuł mocniejszy uścisk. Nie zamierzał się tym kłócić, a jedynie pogładził kciukiem wierzch jego dłoni. To dalej było coś nowego, że nie musiał bać się tego, że ktoś to zobaczy. Nie wiedział jak źle trafili, ale pytanie się o to w tej chwili uznał za wyjątkowo złe i mogące wpędzić ich w jeszcze większe kłopoty. Sam niemiałby z tym problemów, ale teraz sam nie był - My… Przepraszamy, pani profesor - mógł mieć ponad dwa metry wzrostu, ale teraz czuł się mały. Szczególnie kiedy Carlevaro przenosiła na niego wzrok. Nie miał pojęcia co powiedzieć, a tłumaczenie... Lepiej, żeby tego nie robił. Plątanie się w słowach na pewno nie przyniosłoby nic dobrego.
Nie miał pojęcia jak to wszystko może się teraz skończyć czy właśnie nie wplątali się w większe kłopoty niż mógł o tym początkowo myśleć. Wcześniej nie przejmował się tym, że mogą zostać przyłapani, ale teraz kiedy to już nastąpiło serce zaczęło mu walić mocniej. Punkty nie miały dla niego żadnego znaczenia, więc każda odjęta ich ilość nie zrobiłaby na nim wrażenia. Zawsze będzie mógł się postarać je później odrobić. Szlaban nie napawał pozytywnymi myślami, ale jak tak miało to się skończyć przyjmie to bez narzekania i próbowania wykręcenia się z niego. Ostatnim czego chciał było wydalenie ze szkoły i powiadomienie o wszystkim ciotki. Ojciec nie był problemem. On nigdy nie przejmował się kolejnymi listami ze szkoły za mniejsze czy większe przewinienia. Ale nie chciał zawieść ciotki, pokazać jej, że jest tak jak mówił dziadek, że będą z nim same kłopoty, ale to nie było jeszcze najgorsze. Najgorsze było to, że nie chodziło tylko o niego, ale również o Felixa. Nie tak miał się skończyć ten wieczór, miał jeszcze chwilę przeciągnąć wyjście zza posągu, nacieszyć się nim na zapas, chociaż to i tak nie było możliwe, i dopiero wtedy odprowadzić go do pokoju wspólnego. Gdyby później sam został przyłapany na nocnej wędrówce po szkole, byłoby mu łatwiej znieść.
- Pani profesor, to moja wina, więc proszę tylko mnie ukarać - nie musiał mówić głośno, bo na korytarzu i tak panowała przenikliwa cisza. Nie chciał, żeby kara, jakakolwiek by nie była, dosięgnęła również Gryfona. On przecież na to nie zasłużył, ale wątpił, żeby choćby jeden z jego argumentów przekonał do tego nauczycielkę.
Powrót do góry Go down
Alecto Carlevaro

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   30.11.15 22:32

Alecto nie miała siły, żeby dyskutować z nimi godzinami. Chciała tylko wrócić do łóżka, rada, że nie będzie musiała biegać po korytarzu do nie wiadomo której. Nie do końca obchodził ją fakt, że chłopcy się znaleźli. Znacznie ważniejsze było to, co to oznaczało - pochwała od naprawdę twardej babki i osiem godzin snu były bardziej niż zadowalające. Ściągnęła ramiona nieco mocniej, obserwując zaczerwienione policzki Gryfona i nadmiernie bohaterskiego Krukona. Ach, naiwna młodości! Była skłonna założyć się o kończynę, że to wielkie love story, które potwierdzało się coraz bardziej, rozpadnie się, zanim ktokolwiek zdąży się obejrzeć. Ale to zdecydowanie nie był już jej problem.
- Gdybym dostawała galeona za każdym razem, kiedy uczniowie popełniają ten sam błąd po raz piętnasty mimo gorących zapewnień, że to się nie powtórzy... - mruknęła cicho, ale nie starała się zbytnio, by jej nie usłyszeli. Przeciągnęła wzrokiem jeszcze raz od Gryfona do Krukona, od Krukona do Gryfona... McGonagall już ze trzy razy od września miała ochotę zamienić niektórych uczniów w zegarki kieszonkowe. Może ich też powinna? Robiło się coraz później i Carlevaro zaczynało łupać w krzyżu. Była na nogach od samego rana. - Nawet jeśli przyjmę wasze przeprosiny i przemilczę zapewnienia, że... Co właściwie obiecujecie? Nie spóźniać się czy nie wykradać się z zamku? - zapytała, przerywając na moment swój monolog, a tak z pozoru mogłoby to wyglądać, gdyby nie szybkie machnięcie ręką. - Nieważne. Nie wiem, co sobie myśleliście, kiedy radośnie przemierzaliście ten przeklęty korytarz i tak, wiem o nim. Kiedy próbujecie przechytrzyć nauczycieli, zastanówcie się czy przypadkiem nie chodzili dokładnie do tej samej szkoły ledwie kilka lat wstecz i nie poznali sztuczek, do których tak chętnie się uciekacie. Panie Lockwood, ma pan rację, to się więcej nie powtórzy. W przeciwnym razie nie wydaje mi się, żebyśmy spotkali się w przyszłym semestrze. Ani z panem, ani z panem Burke. - Głowa zaczynała jej pękać od tych nauczycielskich bzdur. - A teraz będzie dobrze, jeśli natychmiast udacie się do swoich dormitoriów. I wierzcie, będę wiedziała czy dotarliście na miejsce najkrótszą możliwą drogą w najkrótszym możliwym czasie. - Odwróciła się od nich powoli. Zrobiła kilka kroków i zdawałoby się, że o czymś zapomniała. A może po prostu lubiła dramatyczne występy? Zatrzymała się i zerknęła przez ramię na uczniów. - Minus trzydzieści punktów dla obydwu. Widzimy się w piątek pod wieczór w moim gabinecie. W komplecie.
Ach. Odetchnęła z ulgą. Teraz mogła w spokoju zgarnąć kilka laurów, które z pewnością jeszcze kiedyś do czegoś się przydadzą. Jeśli nie do wielkiej pedagogicznej kariery, to może chociaż dałoby radę kogoś nimi udusić.

zt x3
Powrót do góry Go down
Cassius Akhtar

avatar
Mod


Skąd : Londyn
Liczba postów : 28
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   06.09.16 21:25

Właściwie nie był pewien jak tu się znalazł i co tu robił. Skończył tą szkołę nie tak dawno temu... nie tak dawno temu JEGO zdaniem, ale zabłądził. Chciał wykorzystać kilka ukrytych przejść, które wielokrotnie ratowały go od spóźnień w czasach szkoły. Niestety... po przebudowie musiały prowadzić w całkiem inne miejsca niż w czasie jego nauki. W dodatku wydawało mu się, że powinien iść dalej w lewo, a korytarz prowadził jedynie prosto.
No, na całe szczęście znalazło się jego wybawienie! Jakiś dzieciak, na oko to pewnie kibluje bo wysoki dość, zmierzał właśnie korytarzem. I bardzo dobrze, bo Akhtar nie zamierzał tłumaczyć się kolegom, że przegrał zakład, bo nie mógł znaleźć drogi.
- Hej, ty - zaczepił dzieciaka, podchodząc do niego ze swoją zwyczajną, wiecznie zirytowaną miną. - Zaprowadź mnie do gabinetu dyrektora. Tylko jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   07.09.16 0:01

"(...)Szaleńczą odwagę tego gatunku nie wiedzieć li, czy nazwać wrodzoną, bądź nabytą cechą, przeto naywiększa ostrożność zaleconą być musi w kontakcie in empirio. Wilkołak charakteryzuje się siłą niezmierną, zacz by nie rzec niewymierną. Szybkość, której żaden człek równać się nie może to również jeden z darów klątwy przekazywanej przez ugryzienie likantropa. Słuch i węch człowieka dotkniętego klątwą wzrasta wraz z przemyaną dokonywującą się raz w miesiącu, w czasie pełni pełni księżyca. Nota bene, nie zdarzyło się jeszcze aby likantrop swoją przemyane opanował, bądź powziął in controlis.(...)"
Głośne "Hej Ty", oderwało Charliego od książki. Chłopak stanął jak wryty spoglądając w stronę, z której usłyszał głos. Najwidoczniej "1001 stworów i potworów magistra Hobblepota" musiało poczekać. Natychmiast zauważył mężczyznę, który z miną jakby dopiero co zjadł kilo cytryn, żądał czegoś od niego. Charlie spojrzał na niego, po czym zupełnie spokojnie:
- Mama zakazała mi rozmawiać z obcymi. Szczególnie z niewychowanymi. - uśmiechnął się szczerze na "dowidzenia" i nie tracąc rezonu, znowu wściubił nos w książkę chcąc kontynuować swoją lekturę. Co z tego, że gabinet dyrektora jest na tym samym piętrze co dormitorium Gryfonów do którego zmierzał, niech się dupek błąka po zamku. Może znajdzie dobre maniery.
Powrót do góry Go down
Cassius Akhtar

avatar
Mod


Skąd : Londyn
Liczba postów : 28
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   07.09.16 21:34

Nie, żeby spodziewał się, że chłopak w podskokach zaprowadził go na miejsce. Cassius miał o dzisiejszej młodzieży jak najgorsze zdanie, ale chłopak w pewnym sensie mu zaimponował. Nie cierpiał nieporadnych ludzi, nie cierpiał niepewnych i nieśmiałych uroczych dziewczynek rumieniących się przy każdej okazji. Może dzieciak o tym nie wiedział, ale zaplusował. Przynajmniej na razie.
- Nie chcę burzyć twojego optymizmu i zachwytu światem, ale w życiu spotkasz wielu takich ludzi jak ja i nie zawsze będziesz mógł ich spławić, więc przyzwyczaj się do tego - odpowiedział spokojnie, porzucając swój kwaśny ton. Urocze dzieciątko, widać nie wie co znaczy użerać się z szefem, współpracownikami i innymi osobistościami z którymi czasem po prostu trzeba się zadawać, żeby wykonywać swoją pracę. Poszedł za nim, bo jest jakaś szansa, że trafi w bardziej znajome miejsce. - Pomyśl o tym, ktoś musi być dupkiem, żeby równowaga we wszechświecie została zachowana. A teraz łaskawie poprowadź starego człowieka, królewiczu.
Z niezadowoleniem zauważył, że faktycznie, starość zbliża się nieubłaganie. I nie chodziło wcale o jakieś głupie cyferki w jego aktach, a o nieprzyjemne strzyknięcie w kolanie. Nie bolało na tyle, żeby utrudniać chodzenie, ale było zdecydowanie upierdliwe.
Powrót do góry Go down
Charlie Howe

avatar
Gracz


Skąd : Newham, Londyn
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   08.09.16 0:29

Świetnie, pomyślał zupełnie spokojnie Charlie nie odrywając twarzy od książki. Ruszył spokojnie przed siebie nie zwracając zupełnie uwagi na ogon, dopóki ten ogon nie otworzył ust i nie postanowił wygłosić mu kazania. Początkowo, chłopak chciał zignorować zupełnie mężczyznę, ale w jego głowie natychmiast zaczęło kotłować mu się zdanie, które musiał, MUSIAŁ wygłosić.
- Niestety, równowaga jest zachwiana i dupków jest więcej. - Pomimo, że ta uwaga była zdecydowanie niemiła, intonacja głosu chłopaka nie zmieniła się. Wciąż był spokojny i nawet nie oderwał wzroku od swojej lektury, prowadząc mężczyznę w stronę schodów. Niestety nie mógł się skupić przez natręta, więc bardziej wgapiał się w książkę niż ją czytał, błądząc wciąż po tej samej stronie. Charlie czasem naprawdę nie wiedział jak ma interpretować zamierzenia wszechświata. Zawsze to jemu musiał trafić się jakiś natręt.
- W ogóle kim Ty jesteś? Na pewno nie uczniem, bo to nie uniwersytet trzeciego wieku. - głos Charliego bywał denerwujący przez nacechowanie spokojem charakterystycznym dla flegmatycznego temperamentu Howe'a. Chłopak szydząc z nieznajomego brzmiał jakby rozmawiał z nim o pogodzie. W jego tembrze nie było ani krzty jadu. Gryfon skręcił w jeden z korytarzy omijający schody. Wolał tego dziwnego człowieka poprowadzić na około i więcej się o nim dowiedzieć. To nie były spokojne czasy, a nieznajomy wyglądał z lekka podejrzanie.
Powrót do góry Go down
Cassius Akhtar

avatar
Mod


Skąd : Londyn
Liczba postów : 28
PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   08.09.16 21:11

Dzieciak podobał mu się coraz bardziej.Oh, z przyjemnością będzie go dręczył i męczył, kiedy już zostanie nauczycielem. Jest arogancki, bezczelny, pewny siebie i pyskaty. Widać wciąż istnieje szansa, że uda mu się nie umrzeć z nudów w budzie.
Uwaga o dupkach była o tyle trafna, co zwyczajnie trudna do potwierdzenia czy obalenia. Już chciał zapytać czy prowadzi spis, ale zamiast tego stwierdził gorzko:
- Wielu porządnych ludzi nie tak dawno oddało swojego ducha.
Skrzywił się jak zawsze w takich momentach. Myślenie o wojnie zawsze sprawiało, że miał ochotę na coś mocniejszego. Albo coś dużo mocniejszego.
Parsknął, słysząc uwagę odnośnie swojego wieku. To chyba był wyjątkowo dziwny sposób na wyrażenie aprobaty.
- Twoim nowym nauczycielem.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Korytarz z posągiem jednookiej wiedźmy   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: