Share | 
 
Restauracja Masquerade
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Restauracja Masquerade   18.11.15 17:36

Masquerade
Czas w Hogsmeade płynie wolno, najczęściej zabijany przy kuflu kremowego piwa, które można kupić wszędzie. Jest jednak miejsce, które nie opiera się na bezmyślnym wlewaniu w siebie alkoholu - właściciele tej restauracji stawiają na nastrój i wyśmienite jedzenie. Co jakiś czas, przy okazji większych wydarzeń, organizowane są bale maskowe czy loterie fantowe, cieszące się sporym zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   23.11.15 1:04

Jeśli rzeczywiście nigdy wcześniej tego nie robił, to to koniecznie musiało znaleźć się na ich liście. Zresztą nie tylko jego, a ich obu - w końcu Felix też nie miał doświadczenia w publicznym wyrażaniu uczuć. Tak czy inaczej, to był idealny moment, żeby ponadrabiać takie rzeczy. Te i wszystkie inne, których nigdy wcześniej nie próbowali, a jednak chcieliby ten fakt zmienić. W końcu jeśli nie teraz, to kiedy? I jeśli nie ze sobą, to z kim?
Nie tylko poczucie wartości Krukona było niskie - trudno, żeby Felix uważał na swój temat coś dobrego, biorąc pod uwagę wszystkie rzeczy, o które się obwiniał i o które obwiniali go inni. Trudno uważać się za kogoś wartościowego, jeśli się to wszystko zbierze razem. Z drugiej strony potrafił uwierzyć, że teraz udało mu się trafić na relację, za jaką tęsknił od... Od dawna. Od zawsze, tak w sumie. Czuł się doceniany i nie widział potrzeby, by się ukrywać, a przy okazji wykazywał też zaskakującą zdolność do niezauważania podobieństw między obecnym układem a tym poprzednim. A te podobieństwa były. I nikt nie powiedział, że za nimi na pewno nie szło podobne zakończenie. Nie mógł tego wiedzieć, tak jak tego, że wszystko skończy się dobrze. Ale był optymistą. Takim, którego życie jeszcze dobrych parę razy nauczy, że to synonim bycia idiotą.
Tańczyli na granicy niewinności i choć chciał sprawdzić, co się stanie, jeśli ją przekroczą, musiał się hamować. Byłoby trudniej, gdyby naturalnym hamulcem nie była niepewność, a tej akurat miał teraz w nadmiarze. Każdy gest, każda odpowiedź ciała Serpensa na jego dotyk była nową lekcją, która tę niepewność uciszała, choć nie zabijała jej tak całkowicie. Uniesione biodra zabraniały się wahać, ale okoliczności nie ograniczały się tylko do nich - a szkoda. Zwłaszcza w zestawieniu ze świadomością, że jednak nie są tu sami.
Nie miał zamiaru wynajmować pokoju, nie w Hogsmeade. Miał przy sobie trochę pieniędzy, ale nie tyle, zresztą nie wiedział ani gdzie, ani jak. Już nie wspominając o tym, że nie wyobrażał sobie, że rzeczywiście mógłby tak się zbliżyć do Krukona w jakimś obskurnym, wynajętym pokoju, który widział setki takich jak oni i będzie widział jeszcze więcej. Zasługiwali na więcej, tego był pewien.
- Nie musisz być najlepszy. Po prostu do mnie mów - uśmiechnął się lekko. Nie spodziewał się, że Serpens oczekiwał tylko spaceru i niczego więcej. To byłoby zbyt proste i wcale nie musieliby w tym celu wychodzić poza teren Hogwartu, równie dobrze mogliby przejść się po błoniach. Ale może by wystarczyło, tak na dobrą sprawę. Może przesadził. - Nie wiem, czy ci się spodoba - odparł cicho. - Zawsze możemy wrócić, jeśli będziesz chciał - dodał pośpiesznie. Z jakiegoś powodu potrzebował go zapewnić, że w każdej chwili może się wycofać.
Nie napotykając jednak na opór, przynajmniej jeszcze nie teraz, poprowadził go do knajpki, którą odkrył podczas ostatniej wizyty w miasteczku. Nie stała przy głównej drodze, więc nie rzucała się tak bardzo w oczy, a z tego, czego się dowiedział, chciała uchodzić za poważną restaurację, ale była na tyle mała i przytulna, że zdecydował się tu przyjść. Liczył, że powaga sytuacji jednak ich nie zabije.
Kiedy kelner zaprowadził ich do stolika, mimo wszystko poczuł się nieswojo. Kolejne nigdy, tym razem nie wypowiedziane na głos. Nigdy nie byłem na randce. Bo chyba tak to by trzeba było określić, skoro mieli razem zjeść, prawda? Nie pomyślał o tym wcześniej i w tej chwili miał ochotę uciec. Czuł się jak idiota, naprawdę. Ale teraz nie było odwrotu.
- Powinienem był cię zapytać, czy to dobry pomysł, ale... No, nie pomyślałem - przyznał niepewnie, zajmując miejsce na przeciw Serpensa. A jeśli chłopak teraz wyjdzie, bo okaże się, że to wszystko to jednak za dużo? Nie wybaczy sobie tego chyba nigdy.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   23.11.15 11:09

To co dawał mu Felix było przyjemne i niosło za sobą niewypowiedziane obietnice czegoś fantastycznego i uzależniającego. Nic nie zostało zamknięte między słowami, ale wydawało się, że obaj chcieli tego samego, więc to było niepotrzebne. Tak teraz myślał, chociaż później, leżąc sam w łóżku będzie żałował, że nie padły te słowa, które niczego nie zmieniały, ale dawały to, że mógłby do nich wracać i cieszyć się samym ich brzmieniem. Chciał tylko z nim skreślać wszystkie nigdy z listy i dokładać wciąż nowe, które mogły z czasem być coraz bardziej intymne. Kilkanaście dni wcześniej bałby się przyznać do tego, że nigdy nie okazywał publicznie komuś uczuć, dzisiaj było inaczej i choć na razie o tym głośno nie powiedział to wieczór jeszcze się nie skończył.
- Nie wiedziałem czego się spodziewać. Samym wymknięciem z zamku mnie zaskoczyłeś i pomyślałem, że to będzie na tyle… Wiesz, samo skreślenie kolejnego nigdy z listy. Najważniejsze, że chciałeś to zrobić ze mną. Nie widzę nikogo innego z kim mógłbym robić te rzeczy - naprawdę nie spodziewał się czegoś więcej, jednak jak teraz przypomniał sobie treść listu to chyba było coś w nim wspomniane o posiłku. Teraz nie był tego pewny na sto procent, ale coś mu się tak wydawało. Chciał spędzić jak najwięcej czasu z Gryfonem, a skoro mieli się lepiej poznać, więcej ze sobą porozmawiać i dowiedzieć się różnych rzeczy może lepiej, że koniec końców wylądowali w takim miejscu. Było tutaj cicho i przytulnie, na swój sposób przyjemnie i choć nie będą mogli kontynuować tego czemu oddawali się wcześniej, to i tak będzie wspaniale. Musiało tak być - I nie chcę nigdzie wracać, na pewno nie teraz kiedy mam zapowiedź jeszcze milszego wieczoru - pogładził go kciukiem po dłoni, której teraz nie miał w planach wypuszczać zbyt często. Nadal nie wiedział gdzie będą się kierować i w którym kierunku się udadzą. Nie znał Hogsmede, nie wiedział, że boczne uliczki też mogą być równie ciekawe jak ta główna. Na szczęście miał przy sobie Felixa, który miał mu to pokazać.
Kiedy weszli do środka uderzył go to, że to nie jest pierwsza lepsza knajpa do której przychodzi się wypić piwo i pośmiać się ze znajomymi. Zrobiło mu się dziwnie, bo w takich miejscach nie bywał za często. Nie kiedy mieszkał jeszcze na Islandii, dopiero kiedy przygarnęła go ciotka miał okazję poznać świat i od takiej strony. Było przyjemnie kiedy kelner prowadził ich do stolika, a później oddalił się dając chwilę na to, żeby mogli spokojnie przejrzeć kartę i zastanowić się nad wyborem.
- Byłeś już tu kiedyś? - był ciekawy tego skąd Felix zna takie miejsce. Od razu przyszło mu do głowy, że był tutaj z tamtym. Nie miał pojęcia jak nazywał się ten zmarły chłopak, ale odkąd tylko wiedział, że ktoś ważny był w życiu Gryfona mimowolnie zaczynał się do niego porównywać. Co było głupie skoro nie wiedział do kogo, jednak to był silniejsze od niego. Już dawno postawił się na pozycji za tamtym chłopakiem mając tylko cichą nadzieję, że ostatecznie nie plasuje się gdzieś niżej i, że być może kiedyś będzie równie ważny dla Felixa. Uważał, że na to wszystko było jeszcze za wcześnie i choć robił wszystko, aby przystopować z myślami to one galopowały zupełnie niezależnie od tego co chciał.
- Dobrze, że nie zapytałeś. Mam niespodziankę i to jest o wiele lepsze - wyciągnął rękę w jego kierunku i położył na jego dłoni. Jeszcze na początku tego dnia myślał, że nie będzie mógł tego zrobić, nie w miejscu gdzie są inni ludzie. To było przyjemne i już wiedział, że zawsze mu będzie za mało. Nagle uderzyła go świadomość czegoś i aż musiał zapytać
- To… Zabrałeś mnie na randkę? - wychylił się w kierunku Gryfona i spojrzał w jego oczy oczekując na odpowiedź. Może właśnie zbyt śmiało i za daleko posunął się w słowach i nazywaniu tego w jakiej teraz byli sytuacji, ale nim pomyślał o wszystkim co przemawiał za tym, aby siedzieć cicho po prostu zapytał.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   23.11.15 12:14

Może na słowa przyjdzie jeszcze czas. Spieszyli się ze wszystkim, byli zachłanni i niecierpliwi, a każda kolejna minuta niosła ze sobą coś nowego, ale może akurat słowa pojawią się później. Stanowiły etap, od którego nie było już odwrotu, dlatego trzeba było się z nimi obchodzić ostrożnie. Choć niewykluczone, że on chciał wejść na ten etap. Tam, gdzie wszystko miałoby być już dobrze i bezpiecznie. A jednocześnie niesamowicie się tego bał.
- Nie chciałem tylko skreślić kolejnego nigdy. Chciałem, żeby było ci ze mną dobrze - dwuznaczność tego, co powiedział, natychmiast odbiła się mocnym rumieńcem na jego policzkach. I to, że ta dwuznaczność wcale nie była taka oczywista, że w gruncie rzeczy wcale nie trzeba było się jej tam dopatrywać, nie miało znaczenia. Jego mózg interpretował wszystko w jeden sposób. - Żebyśmy miło spędzili czas - poprawił się, rumieniąc się jeszcze mocniej. Mózgu, nie pomagasz.
Rodzice czasem zabierali go do restauracji. Nie mieli za wiele pieniędzy, ale były rzeczy ważne i ważniejsze. Ich znajomi kupowali telewizory i inne nowinki techniczne, oni woleli wyjść do teatru czy muzeum, a potem do restauracji. Felix nie znał innego życia, co jednak wcale nie oznaczało, że w obecnej sytuacji czuł się swobodnie. Jakby nie było, czym innym było wyjście z rodzicami, a co innego z... Przyjacielem.
- Nie. Zauważyłem to ostatnio, jak byliśmy ze wszystkimi i w sumie zapomniałem, ale teraz podpytałem znajomych i... No, pomyślałem, że się nada.
Gdyby wiedział, że Serpens porównuje się do tamtego... Cóż, trochę nie wiedziałby, co zrobić. To był delikatny temat i przerażała go myśl, że miałby o tym opowiedzieć, ale w sumie chciał. Chciał odkryć się przed Krukonem tak całkiem, nie pozostawiając niedopowiedzeń i wątpliwości. Nie uda mu się tego zrobić od razu, to jasne, więc może z biegiem czasu będzie łatwiej, ale był pewny, że tak czy inaczej chce to zrobić. W zasadzie jeszcze nikomu nie opowiadał tej historii i jeśli teraz to zrobi, to będzie dowód naprawdę ogromnego zaufania. Nic dziwnego, że go to stresowało.
Dotyk jego dłoni ukoił nerwy, chociaż częściowo. Efekt papierosa dawno minął, ale wcale nie był potrzebny. Nawet bez niego tak proste gesty wywoływały spokój i ten przyjemny dreszcz. Splótł jego palce ze swoimi, nie mogąc oderwać od nich wzroku. Z zawieszenia wyrwało go następne pytanie. Jego policzki kolejny raz stały się zdecydowanie zbyt gorące.
- Ja... Znaczy... Bo jeśli wolałbyś, żeby to było tylko takie niezobowiązujące... Właściwie... - plątał się niemiłosiernie, nie mając pojęcia, co powiedzieć. Jasne, że najprościej byłoby coś w stylu "Tak, zabrałem cię na randkę", ale od kiedy najprostsze rozwiązania najszybciej przechodziły mu przez gardło? Gdyby przestał się tak bać, mógłby dodać jeszcze "niesamowicie mnie pociągasz" albo "pragnę cię", albo "bardzo chcę spędzać z tobą dużo czasu", albo określić wprost, co czuje - albo coś jeszcze innego, co stawiałoby sytuację jasno. Ale nie, to byłoby zbyt łatwe.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   23.11.15 23:38

Serpens liczył na to, że tak właśnie będzie, ale jednocześnie obawiał się tego najmocniej ze wszystkiego. Nigdy nie był najlepszy w mówieniu i bał się tego, że jak zacznie to Felix zniknie nie chcąc mieć z nim nic więcej do czynienia. Powie za dużo albo nie będzie umiał dobrać odpowiednich słów, przez co Gryfon spojrzy na niego inaczej i tyle. Zniknie i pozostanie po nim pustka, która będzie nie do zalepienia. To byłoby bolesne, ale prawdziwe.
- Jest mi dobrze z tobą. Niezależnie od tego czy wymykam się z tobą z zamku, czy ci pozuje, czy po prostu… palimy w zapomnianej sali, czy rozmawiamy. Kiedy mnie całujesz również i jak czuję pod koszulką twoje dłonie - to dla niego było czymś oczywistym, więc nie rozumiał skąd na policzkach Felix wziął się rumieniec, którego nie sposób było nie zauważyć. Naprawdę nie uważał, że powiedział coś złego czy niewłaściwego - Jak będziesz zabierał za kolejny punkt z listy to nie zapomnij o mnie. Obiecałem ci lot na miotle, ale… jest tam co najmniej jedna rzecz którą chciałbym abyśmy zrobili razem - przełknął głośno ślinę, bo to o czym myślał nie było na pewno zaliczeniem wspólnego szlabanu. A na samą myśl, że mogliby pływać nago razem w jeziorze zrobiło mu się gorąco.
Podobały mu się takie proste gesty niosące za sobą coś więcej, bo teraz tak było. Nie trzymał go za rękę, aby go pocieszyć czy coś z tych rzeczy. Chciał czuć jego ciepło i móc cieszyć się tym, że jest blisko. Najlepiej nigdy nie puszczać i pokazać innym, że Felix jest osobą, która daje mu szczęście. Przy której czuje się bezpiecznie. Może i byłaby to wielka deklaracja, ale tak się przy nim czuł. To nie było coś nad czym musiał się zastanawiać. Przyszło samo. Mógł tylko mieć nadzieję, że Gryfon myśli choć trochę podobnie i, że również daje mu szczęście. Nie mógł tego racjonalnie wytłumaczyć, ale bardzo chciał mu je dawać. Przynajmniej tyle, bo aury poczucia bezpieczeństwa na pewno za sobą nie niósł. Szybko pożałował swojego pytania i najchętniej by się z nich wycofał, ale było za późno. Platanie się Gryfona w niczym nie pomagało. Poczuł się nagle, pomimo swojego wzrostu, bardzo mały. Wcześniej mówił otwarcie, ale tamto było oczywiste, teraz z kolei wszystko wydawało się niepewne i poruszał się po czymś sobie zupełnie wcześniej nie znanym.
- A co ty byś wolał? - może naprawdę sobie za dużo wyobraził i teraz Felixowi było niezręcznie mu powiedzieć, że to wszystko nie jest takie na jakie wygląda. I w ten sposób chciał mu to dać do zrozumienia, a on tego nie ogarniał. To byłoby możliwe, ale bardzo tego nie chciał - Właściwie za dużo sobie wyobrażam i nie wiesz jak mi to teraz powiedzieć - uciekł wzrokiem, bo zrobiło mu się jakoś dziwnie i zatrzymał spojrzenie na ich splecionych palcach. Naprawdę nie wiedział co teraz myśleć i zaczynał mu się powoli robić mętlik w głowie. Wszystko co znał do tej pory było proste. Układ był jasny, przejrzysty, klarowny i nie ważne, że tak mocno niesprawiedliwy i daleki od tego czego w głębi duszy pragnął. Teraz było inaczej i gubił się w tym wszystkim. Wiedział, że chciał, aby właśnie tak było. Żeby Felix prosto powiedział ‘tak, zabrałem cię na randkę’ i mógłby nawet później rzucić coś o tym, że jest głupi skoro musi się o to pytać, ale wciąż się zastanawiał dlaczego ktoś miałby tego chcieć. Przecież nie był nikim dobrym, ojciec nie bez powodu wołał za nim Lucyfer, więc dlaczego?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   24.11.15 2:37

Chciał usłyszeć dużo. Za dużo. Zbyt wielkie słowa. Nawet niewłaściwe, bo trudno od razu znaleźć te idealne. To wszystko było nieważne, nie miała znaczenia forma, chodziło o samą treść, o znaczenie, siedzące gdzieś w ich głowach, potwierdzenie uczuć, których domyślanie się nie dawało satysfakcji. Potrafili się przed sobą obnażyć fizycznie (przynajmniej w znacznym stopniu; przynajmniej jeden z nich), ale obaj wiedzieli, że obnażenie emocjonalne było o wiele trudniejsze i niosło za sobą o wiele większe ryzyko. Tyle że Felix chciał. Chciał w to wejść, chciał pozwolić się skrzywdzić, ufając w to, że tak się nie stanie. Bo przecież o to chodziło - kiedy przekraczasz pewną granicę, można cię zniszczyć jednym ruchem. A jednak w to wchodzisz, wierząc, że tak nie będzie. I on tak chciał. Ufać do bólu, czując, że takim samym zaufaniem jest obdarzany.
Rumieniec nie schodził z jego policzków, a jednocześnie nie potrafił się nie uśmiechać. To brzmiało tak, jakby wychodziło mu to, co robił. Niezależnie od tego, że poruszał się na ślepo, że towarzyszyły mu demony, których nie potrafił się pozbyć. Jakby wreszcie zrobił krok naprzód. Jedno tylko wyjątkowo go bawiło.
- Palimy. Jasne. Bo w tym zawsze chodzi o palenie - zaśmiał się. W tej chwili papierosy kojarzyły mu się wyłącznie z tym pierwszym pocałunkiem, który właściwie nie mógł być lepszy. Trochę też z tym zwielokrotnionym dotykiem, na jaki pozwolili sobie tam na trawniku. Ale na pewno nie z paleniem dla samego palenia, nawet nie po to, by się wyciszyć - za dużo było w tym intymności. Jak tak się nad tym głębiej zastanowił, to był pod wrażeniem, że Serpensowi udało się odczarować papierosy w zaledwie jeden wieczór. Ale może po prostu miał takie działanie. - Myślałem, że to wszystko zrobimy razem - stwierdził nieco zdziwiony, że może Krukon myślał inaczej. Nie zakładał tego od początku, właściwie nie do końca myślał logicznie, mówiąc o tym jeziorze, ale teraz to była dla niego jedyna możliwość. Zrobią to razem lub wcale - proste.
Tak, to wszystko przyszło samo. Jeszcze w zeszłym miesiącu powiedziałby, że absolutnie niczego takiego nie chce - bo nie jest gotowy, bo to nie fair, bo po prostu nie. Nie wszedłby w coś takiego świadomie. Gdyby wcześniej wiedział, jak skończy się tamto odwiedzenie Izby Pamięci, prawdopodobnie po prostu by tam nawet nie wszedł. Tyle że teraz za nic nie oddałby nawet jednej chwili spędzonej z Serpensem. Bo to przyszło samo z siłą tsunami - nie tylko pożądanie, które dałoby  się bez problemu wytłumaczyć, ale zauroczenie tak silne, że nie dało się go zignorować, intymność tak szczelna, że niosła ze sobą odgrodzenie od całego świata i poczucie bezpieczeństwa, broniące przed wszystkim. Nie wierzył, że takie rzeczy mogły się zdarzyć; na deskach teatru może tak, według spisanego wcześniej scenariusza, ale nie w normalnym życiu. Wciąż czuł się jak we śnie, z którego ktoś go zaraz gwałtownie obudzi. Ale powoli docierało do niego, że to wszystko może być prawdziwe, nawet jeśli nieprawdopodobne.
Kiedy Krukon dokończył jego zdanie, przez dłuższą chwilę nie mógł zrozumieć, o czym on właściwie mówił. Co to znaczyło, że za dużo sobie wyobrażał? Za mało, jeśli już. Mniej od Felixa. To Felix chciał zobowiązań, deklaracji, żeby to było poważne i to to miało być głupie. Coś tu więc się nie zgadzało. Aż wreszcie zaskoczył.
- Nie! - zawołał zdezorientowany, nadal nie mając przekonania, czy ta teoria miała sens, zwłaszcza że była idiotyczna. Ludzie siedzący w restauracji spojrzeli na niego, co speszyło go jeszcze bardziej. - Nie - powtórzył ciszej. - Wolałbym, żeby to było na poważnie - dodał, czując się głupio, mając powtórzyć to słowo, które z jakiegoś powodu brzmiało, jakby miało go zbłaźnić. - Chciałbym, żeby to była... - przełknął ślinę, wyzywając się w myślach za tchórzostwo. On, Gryfon! - Chciałbym, żeby to była randka - wydusił wreszcie, ze zdumieniem odnotowując, że słowo randka wcale go nie zabiło, nie zapadła się też ziemia, a Serpens, który przecież przed chwilą sam tego słowa użył, wcale go nie wyśmiał ani nie wyszedł.
Ten układ nie był prosty. Budowali go na gruzach ich wspólnych historii, nie próbując ich wcześniej uprzątnąć. A chyba taka powinna być kolejność? Oczyść miejsce, zanim położysz fundamenty. Ulecz duszę, zanim każesz jej poradzić sobie z kolejnym uczuciem. Ale najwyraźniej nie było na to czasu, za bardzo chcieli wszystko na już. To się mogło skończyć źle, ale przecież żaden z nich o to nie dbał. Brali to, czego obaj pragnęli - poczucie bycia komuś potrzebnym, najważniejszym, bycia kimś wartościowym i zasługującym na to wszystko. Nie wiedzieli o sobie prawie nic, a jednak ten ułamek wiedzy wystarczył, by próbować uzupełnić własne braki obecnością tego drugiego. I to działało, mimo że żaden z nich nie wiedział, jakim cudem.
- Czemu odbierasz mnie tak, jakbym nie brał tego na poważnie? - spytał, obserwując ich splecione dłonie. Były potwierdzeniem tego, że szli w jedną stronę, choć nadal wszystko mogło się rozmyć od tak. Przynajmniej tego Gryfon się obawiał. Był jednak tak pewien tego, co czuje (jednocześnie nie umiejąc tego nazwać), że nie rozumiał, jak to mogłoby zostać źle zinterpretowane.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   24.11.15 20:25

Gdyby tylko wiedział, że Felix tego chciał… Poprzednie doświadczenia nauczyły go tego, że jest zupełnie inaczej, że nikt nie chce słów i wyznań, że one niszczą, a nie budują. Wystarczyłby, że dopuściłby do siebie to, że Gryfonowi na nim zależy. Było to dla niego zbyt abstrakcyjne, choć czuł, że z nim jest zupełnie inaczej niż z innymi. Tamci nie chcieli pocałunków czy trzymania się za rękę. Odsuwali się od niego kiedy tylko chciał czegoś więcej, ale przecież Felix tak nie robił. Nie zabierał dłoni, a mówił, żeby się nie hamował. Nie chodził o to, że było to za mało, ale że tamto miał zawsze i dopuszczenie do siebie czegoś nowego był trudne. Szczególnie, że było zupełne różne od doświadczeń które zbierał wcześniej.
- Zawsze chodzi o ciebie - uśmiechnął się, pewnie robiłoby to jakąś różnicę, gdyby nie miał uśmiechu na stałe przylepionego do twarzy, niezależnie od tego w takiej sytuacji się nie znajdował. Jednak doskonale rozumiał o co chodziło Felixowi. Ich pierwszy pocałunek może i nie był tym długo wyczekiwanym, ale dla niego i tak był wyjątkowy. Nie niósł za sobą żadnej obietnicy. On otworzył przed nimi drogę, którą teraz podążali. Był też pierwszą rzeczą skreśloną z listy, a to również wpływało na jego wyjątkowość. Szczególnie, że z jakiegoś powodu obaj nie chcieli jej porzucić, a dopisywanie do niej kolejnych rzeczy było kwestią czasu. Taką miał przynajmniej nadzieję.
Jedno krótkie nie wystarczyło, aby oderwał wzrok od ich splecionych dłoni i spojrzał ponownie na Gryfona. Początkowo nie wiedział o co dokładnie mu chodzi. Rozluźnił palce gotowy zabrać rękę w każdej chwili, bo przecież mogło się kryć za tym coś czego nie chciał usłyszeć. Tak się jednak nie stało, a kolejne słowa były tymi na które czekał. Które chciał, aby padły z jego ust, a kiedy tak się stało nie wiedział co z tym zrobić. Daleki był od wyjścia czy wyśmiania go, najbardziej chciał go pocałować i właśnie w taki sposób pokazać, że też tego chce. Dzielący ich stolik skutecznie mu to uniemożliwiał i bardzo był z tego powodu niezadowolony. Zdany na słowa czuł się bezradny i zagubiony, ale jednocześnie był szczęśliwy.
- Podoba mi się i… nigdy nie byłem na randce - przyznał nie wiedząc co mógłby powiedzieć, a przyznanie tego był z jakiegoś powodu dla niego ważne. Chciał, aby Felix to wiedział i jeszcze wiele innych rzeczy, zatrzymał się jednak przy tym ciesząc się tym, że chcą tego samego. Miał nadzieję, że na tym nie kończą się wspólne pragnienia, że jest ich jeszcze więcej i będą je powoli przed sobą odkrywać. Albo i szybciej.
Bo nie zasługuje na to, żeby ktoś mnie brał na poważnie. Bo zawsze układ był prosty. Bo boję się, że jak powiem choć słowo za dużo to znikniesz. To nie chodzi o ciebie, a o mnie. Moje lęki, pragnienia, to czego doświadczyłem wcześniej. Bo to coś nowego, a ja nie umiem w to uwierzyć. Brzmiało to jak użalanie się nad sobą, dlatego nic z tych rzeczy nie powiedział na głos. Pozwolił, aby wypełniły mu głowę mając nadzieję, że znikną. Nie ważne, że wiedział, że tak się nie stanie. To nie był proste i dopuszczanie do siebie tego, że komuś na nim zależy i ktoś bierze go na poważnie oznaczało, że się odsłoni. Inaczej niż zrobił to wtedy kiedy Felix do rysował, kiedy dostał od niego coś czego nigdy, nikt mu nie dał. Miał w głowie jeszcze wiele innych odpowiedzi, ale wszystkie były dla niego zwykłym użalaniem się nad sobą.
- Nadal czujesz, że go zdradzasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie, czując, że słowa zawisły w powietrzu i nie ma już odwrotu. Nie chciał w taki sposób zakończyć tego wieczoru, ale pytanie było silniejsze od niego. Nie znał historii, wiedział tylko tyle, że Felix miał kogoś bliskiego i raz później usłyszał, że Gryfon poczuł się jakby go zdradzał. Doszło do niego, że tym pytaniem mógł zadać mu ból i przypomnieć o czymś o czym Felix myśleć nie chciał - Przepraszam, chyba nie powinienem - dodał cicho, nie wiedząc dlaczego musiał zadać je właśnie teraz. Dlaczego nie zostawił tego za sobą, ciesząc się tym co dostał. Bał się spojrzeć na niego, bał się odpowiedzi i bał się tego, że zaraz zostanie sam, bo wspominając o nim mógł przekroczyć granicę. Granicę, której się nie przekracza.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   24.11.15 22:13

Jasne, że ci, którzy nie chcieli się angażować, nie chcieli też słów. Słowa zobowiązywały i ani trochę nie pasowały do schematu poznaj-wykorzystaj-odejdź. Ale już ustalili, że wcale tego schematu nie chcą. Że może tak byłoby prościej zapomnieć na chwilę o pewnych sprawach, ale oderwanie się na chwilę wcale nie pomoże w zrobieniu kroku naprzód i inne rozwiązanie będzie o wiele lepsze. A tym innym rozwiązaniem było wejście w układ, do którego tak ich ciągnęło. Tylko musieli mieć pewność. Wątpliwości ani trochę w tym nie pomagały. A rozwiać je można było deklaracjami, których się bali... Błędne koło.
Zawsze chodzi o ciebie. Głupie cztery słowa, które sprawiły, że znów zrobiło mu się cieplej. Poluzował krawat i rozpiął jeden guzik swojej koszuli, która tym razem, co zaskoczyło wszystkich w zamku, nie była czarna, a granatowa. W ciemnych pomieszczeniach i tak nie było widać różnicy, ale on wiedział, że robi postęp. I z każdym słowem utwierdzał się w przekonaniu, że naprawdę wszystko idzie ku lepszemu. Chciał, żeby chodziło o niego. O nich. Żeby im obu zależało równie mocno.
Kiedy poczuł, że Serpens rozluźnia palce, momentalnie swoje zacisnął mocniej. Nie puści go, nie pozwoli na przerwanie tego jedynego kontaktu, na jaki teraz mogli sobie pozwolić. Siłą rzeczy siedzieli daleko od siebie i te złączone dłonie były dla niego ważne. Niezależnie od wszystkiego, nawet jeśli padną słowa, które będzie można opacznie zrozumieć, ten dotyk był potwierdzeniem, że żaden z nich nie miał nic złego na myśli. Musieli tylko o tym pamiętać.
To wyznanie, te kilka prostych słów, jakoś go rozczuliło. Już sam fakt, że raptem przed chwilą pomyślał dokładnie to samo, był miły, ale świadomość, że są obaj tak samo zagubieni w tej sytuacji, tak samo nieświadomi tego, co robią, podnosił go na duchu.
- Też nigdy nie byłem na randce - odparł, czując, że może to wyznanie, to zrównanie ich doświadczeń, pomoże im się uspokoić.
Chciał wiedzieć, co siedzi w głowie Serpensa. Każdą myśl, nawet tą najgorszą, bo jeśli stanowiła odpowiedź na jego pytanie, to była ważna. Był przygotowany właściwie na wszystko, również na to, że sam Krukon traktuje to jako zabawę - nawet jeśli takie założenie z każdą chwilą traciło sens. Na wszystko. Poza tym, co usłyszał.
W pierwszej chwili nie mógł złapać powietrza. Zakręciło mu się w głowie, a serce waliło tak, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Panika, czysta panika. Jakby dostał w głowę czymś ciężkim od kogoś, po kim się tego nie spodziewał - i poniekąd tak właśnie było. Zamknął oczy, wierząc, że tak będzie łatwiej mu się uspokoić, choć zajęło mu to dłuższą chwilę. Wszystkie demony, które udało mu się w ostatnim czasie uśpić, znowu zawładnęły jego światem. Wszystkie lęki, obawy, wyrzuty... Wszystko wróciło.
- Nie, nie powinieneś - rzucił sucho, starając się zapanować nad drżeniem głosu. Nie zdawał sobie sprawy, że trzymaną dłoń ściska prawdopodobnie nieco za mocno, ale nie zastanawiał się nad tym. Zwalniać uścisku nie zamierzał. Nie chciał cię skrzywdzić. Nieśmiała myśl pojawiła się gdzieś w jego głowie i nie chciała odejść. Nie miał na celu nic złego. Wiedział to, ale nadmiar negatywnych uczuć nie tak łatwo było opanować. Milczał kilka minut, które przedłużały się w nieskończoność. W końcu odetchnął głęboko i spojrzał na niego, przygryzając wargę.
- Przepraszam - szepnął. - Tak, trochę wciąż tak czuję. Zabił się przeze mnie, więc trudno od tak pozbyć się wyrzutów sumienia - dodał niepewnie. Nie był pewien, czy to już ten moment, kiedy potrafi o tym opowiedzieć, ale obawiał się, że może nie mieć innego wyjścia. Tak, granica niewątpliwie została przekroczona i już nie było odwrotu.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   24.11.15 23:35

Gdyby ktoś rano powiedział mu, że znajdzie się na randce to by go wyśmiał. Nigdy nie uważał, że ktoś może chcieć z nim spędzić czas w taki sposób, poznając lepiej i dbając o to, żeby było miło. Bo Felix to dla niego robił. Tak to czuł w momencie kiedy tylko znalazł się przy okropnym posągu, który okazał się być wejściem do tajnego przejścia. Od pierwszej minuty ich dzisiejszego spotkania tak właśnie było. Czuł się wyjątkowy, dzięki niemu. Dzięki temu co mówił i robił. Wiele dla Serpensa znaczyło, że mógł iść z nim za rękę główną ulicą i, że teraz nie musiał się krępować przed tym, aby spleść swoje palce z jego. Były też inne rzeczy, każda nowa i nieznana. Jednak poznawanie tego z Felixem nie był straszne, wręcz przeciwnie chciał doświadczać właśnie z nim nowych rzeczy. To było oczywiste, ale jednocześnie czuł się cholernie niepewnie. Co pokazał właśnie tym pytaniem. Jakby uwierzenie w to było niemożliwe bez słów. A wystarczyło czerpać z tych gestów dobro, a nie rozpamiętywać i przyrównywać do złych rzeczy.
Przez chwilę marzył tylko o tym, aby przestać czuć na dłoni jego dotyk, który z przyjemnego przeszedł w palący żywym ogniem. Wiedział, że w momencie kiedy zadał to pytanie popsuł im wieczór. A być może i nie tylko to. Mógł tymi słowami wywołać lawinę wspomnień, które były nie do udźwignięcia, a jednocześnie pokazać mu, że tego nie ominie. Że nie można maskować przeszłości, a należy się z nią zmierzyć. Nie ważne jak mocno by nie bolało. Czując jednak mocniejszy uścisk na dłoni nie wyrywał jej, nie mógłby tego teraz zrobić. Nie chodziło o to, że nie dałby rady fizycznie tego zrobić. To był coś co siedziało w głowie nie pozwalało mu na to. Po chwili dołączył drugą, aby zamknąć jego rękę między swoimi. Nie wiedział tylko czy Felix tego chciał, mógł w pierwszej chwili zareagować w taki sposób, ale tak naprawdę ostatnim czego potrzebował był jego dotyk. Tego nie wiedział. Tak samo mocno nie wiedział jak się zachować. Cisza przytłaczała go swoim ciężarem i była gorsza od słów. Do tych był przyzwyczajony. Obelg padających w swoim kierunku słyszał tak wiele, że wątpił aby Felix wymyślił coś czego wcześniej nie usłyszał. Z tym by sobie poradził, ale nie z ciszą, która z każdą sekundą mocniej odkładała się na jego barkach.
Chciał nim potrząsnąć, zmusić, aby coś powiedział. Tak to jednak nie działało. Czekał na jakąkolwiek reakcje poza tą którą już dostał. I się doczekał. Choć gdyby wiedział…
Z góry założył, że on zginął w wojnie. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogło być inaczej i teraz słowa Felixa krążyły nad jego głową. Nie składały się w całość jakby były zbyt absurdalne i zupełnie nie pasujące do siebie. Po długim milczeniu Gryfona nie spodziewał się takiego wyznania, teraz zaczynał rozumieć dlaczego tyle czasu zajęło mu zebranie się do kolejnych słów. Na pewno nie były one proste, nic takie nie było, ale tego nie dało się porównać do niczego innego. Do niczego co znał Serpens. Nie wiedział czy kiedykolwiek uda mu się ukoić jego ból, ale wiedział już teraz, że chce to zrobić, że będzie próbował, o ile Felix dopuści go do siebie na tyle blisko.
- Kiedy będziesz gotowy - nie chciał wyciągnąć z niego nic na siłę. Obdzierać go brutalnie z tego, co nie mogło być proste i zmuszać do mówienia kiedy nie był na to gotowy. Zamknął oczy w myślach wyzywając się od najgorszych, bo czuł, że popsuł jednym pytaniem wszystko. Zależało mu na tym, aby miło spędzić wieczór, aby poznać go lepiej, zobaczyć czym smakuje randka. Cieszyć się tym, że ma go blisko i w jednej chwili to przekreślił. Pytaniem, które paść nie musiało. Nie dzisiaj, ani nie teraz.
- Chcę… Będę... Jestem i nigdzie się nie wybieram - chciał zabrać od niego choć cząstkę bólu i innych emocji, które musiały nim teraz targać. Nie wiedział tylko czy Gryfon chce tego od niego. Jednak nie poszedł. Nie zerwał się z miejsca, ani nie zrobił czegokolwiek co wskazywałoby na to, żeby tego nie chciał - Przepraszam. Przywróciłem złe wspomnienia… Zepsułem twoją niespodziankę… Zamieniłem coś wyjątkowego w katastrofę. Nie miałem prawa o nim wspominać.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   25.11.15 2:42

Od pierwszej chwili dzisiejszego spotkania było wyjątkowo i Felix nie mógł temu zaprzeczyć. Każda komórka jego ciała lgnęła do Serpensa od pierwszej sekundy, gdy udało mu się dotrzeć na umówione miejsce. W powietrzu wisiało pożądanie, ale nie tylko to. Mieli swoją szczęśliwą bańkę, w której było bezpiecznie, w której nie mogło wydarzyć się nic złego, bo byli odcięci od świata i przeszłości. Gdzie delikatność łączyła się z zachłannością, zaangażowanie przeplatało z niepewnością... Było idealnie. Każdy dotyk tylko pogłębiał to wrażenie, każdy pocałunek pozwalał zatracić się jeszcze bardziej, każde słowo - coraz mocniej uwierzyć, że to rzeczywiście może być prawdziwe. Ufał, jakby nie miał nic do stracenia. Wszedł w to, jakby nie było ani wczoraj, ani jutra. Jakby liczyli się tylko oni dwaj.
A potem bańka pękła i okazało się, że wiszą wysoko nad ziemią i upadek będzie o wiele bardziej bolesny, niż mógłby się spodziewać.
Miał świadomość tego, że przeszłości nie dało się unikać w nieskończoność. Że ze wspomnieniami należy się zmierzyć, zamiast pozwalać im się zatrzymać tam, gdzie lepiej iść naprzód. Wiedział, ale jednocześnie uważał, że na wszystko przyjdzie czas, a po tych kilku miesiącach ból był wciąż zbyt intensywny. Potwór żyjący gdzieś w środku niego, pochłaniający bez opamiętania wszystkie dobre rzeczy, nie chciał zniknąć. Potwór, którego udało mu się na chwilę opanować, bo nagle pojawił się cel. Pojawiły się pragnienia silniejsze od całego zła, z którym do tej pory nie umiał sobie poradzić. Nadzieje na lepsze jutro z kimś u boku. Ale wiara w szczęśliwe zakończenie była jeszcze zbyt krucha, a ciemność ostatnich miesięcy zbyt głęboka, żeby można było bez konsekwencji sprawdzać, czy jest w stanie na nowo unieść ten ciężar. Bo nie był.
Nawet gdyby chciał, nie mógłby krzyczeć i wyzywać. Raz, że to po prostu nie było coś, co on robił. Dwa, że ostatnich niecałych trzech tygodni nie dało się wymazać, nie mógł więc tak po prostu się wyżyć i wyjść, nie wracając do tego nigdy więcej. Było trudniej, bo chciał wszystko ze sobą pogodzić. Naprawić. Nawet jeśli to była najboleśniejsza rzecz, jaką przyjdzie mu zrobić w najbliższym czasie. Nawet jeśli to nie on zepsuł.
Gdyby mógł skorzystać ze Zmieniacza Czasu, nie wahałby się ani chwili.
Nie czuł tego, że jego dłoń została ukryta w troskliwych rękach Krukona. Nie czuł też tego, że ta druga, opierająca się o stolik, cała się trzęsła. Nie kontrolował tego, że dygoce, że jego oddech jest zbyt płytki, a oczy wypełnione bólem. Nie docierało do niego nic.
Pokręcił powoli głową, słysząc słowa Serpensa. Kiedy będzie gotowy? Nie będzie i to, jak trudna była ta chwila, udowodniło mu chyba najdosadniej. Nie będzie dobrego momentu. Może kiedyś, za kilka miesięcy, lat. Ale nie mógł czekać tak długo. Jego Krukon nie będzie tyle czekać. A bez tej historii nie było jak budować nowej opowieści. I tak, nie miał prawa poruszać tego tematu. Wiedział, że to bolesne, mógł przypuszczać, że gdyby Felix chciał o tym wspomnieć, to już by to zrobił. Ale teraz było już za późno. Nie dało się cofnąć raz wypowiedzianych słów.
- Nie wytrzymał presji. Bo jestem mugolakiem, Gryfonem, bo zdradzał ją ze mną. Nie dali mu żyć. Więc po prostu... - głos uwiązł mu w gardle. Były słowa, których nie umiał powtórzyć. - W maju. Drugiego maja.
Nawet nie miał pewności, czy Serpens go słyszy, bo choć mówił na tyle głośno, na ile był w stanie, to wciąż był tylko szept. Pełen bólu, nieprzemijającej rozpaczy szept, opowiadający historię, która wcale nie chciała być wypowiedziana. Nie miał pojęcia, w którym momencie po policzkach pociekły mu łzy. Nie było go już tam, w tej restauracji, z tym Krukonem, który był zapowiedzią czegoś lepszego. Przed oczami miał tylko obraz tamtego wieczoru, kiedy już nic nie można było zrobić.
Spojrzał Serpensowi w oczy, choć ciężko powiedzieć, czy rzeczywiście go widział.
- To ja go znalazłem, wiesz? - dokończył, wieńcząc tym proces burzenia wszystkiego, co przez ostatnie miesiące zbudował. Nie miał siły się ruszyć, nie był w stanie zrobić czegokolwiek. Znów był tym samym wrakiem, co pod koniec poprzedniego semestru.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   25.11.15 11:15

Jednym pytaniem naprawdę można zmienić wszystko. Odwrócić bieg popołudnia i sprawić, że stanie się czymś okrutnym. Że pierwsza randka na jakiejkolwiek się w życiu było, będzie czymś kojarzącym się z niewłaściwym pytaniem i przekreśleniem szansy na szczęście. Może śmiało posunął się w myślach, ale czuł, że od Gryfona dostaje właśnie to. Szeroko niezdefiniowane szczęście, które teraz prysnęło. Które sam rozmył, aby przywołać ból. Cierpienie, było czymś czym obaj znali, więc czy nie było też prawdziwsze? Zatracili się w niewypowiedzianych słowach, w pocałunkach, dotyku i obietnicach, które nie padły, zamiast stąpać po ziemi. Nie odsuwać na później, tylko pokazać od razu, że bycie z tym drugim nie oznacza tylko szczęścia, ale wiąże się z demonami, które nigdy nie znikną. Przeszłość zawsze była i odciskała się na teraźniejszości, ale od nich zależało w jaki sposób to będzie się dziać.
- Gdzie w tym wszystkim jest przez ciebie? To nie ma sensu, nie słyszysz tego? - obiecał sobie, że przyjmie wszystkie słowa, weźmie je od niego, a następnie pozwoli trwać ciszy. Nawet nie będzie próbował znaleźć odpowiedzi, bo żadna nie będzie właściwa. Ale nie umiał siedzieć cicho, miał ochotę krzyknąć, żeby się obudził i przestał wmawiać sobie coś czego nie ma. Bo Serpens nie widział tam żadnej winy Gryfona. Nie w tym co teraz powiedział - Jak ktoś jest dla ciebie ważny nie ma znaczenie jaką ma krew, to nigdy nie ma znaczenia - miał problem z tym, że był pół krwi. Chociaż też nie do końca chodziło o jej czystość. Najbardziej chodziło o rodzinę, która nie rozumiała. Przy poznawaniu nowych nie miało znaczenia czy ktoś pochodzi ze szlacheckiego rodu, czy wręcz przeciwnie. Najważniejsze było jakim jest człowiekiem, a krew nie miała tutaj żadnego znaczenia. Wystarczyło mu, że spojrzał na ojca mugola, a później na dziadka, który był seniorem szlacheckiego rodu. Od tego nic nie zależało i to nic nie zmieniało. A zdrada? To było coś zupełnie innego, coś niewłaściwego co nie powinno się zdarzać. Nie znał całej historii, a jedynie jej kawałek, a nawet gdyby wiedział wszystko i tak nie miał prawa oceniać tamtego chłopaka. Nie był na jego miejscu, nie znał jego uczuć oraz dlaczego zdecydował się na coś takiego.
Mógł nie rozumieć tego co czuje do Gryfona, tego co rodzi się między nimi, ale gdyby zaczął się całować z kimś innym poczułby, że go zdradza. To byłoby niewłaściwie, nieodpowiednie, a byli na etapie, gdzie nie zostało powiedziane, że chcą tylko siebie. Z jakiegoś powodu było to dla Serpensa oczywiste, ale powiedzenie tego na głos… To było zbyt trudne. Oznaczało, że będzie oczekiwał od Felixa tego samego, a nie chciał niczego na nim wymuszać albo co gorsza usłyszeć tego, że owszem jest miło, całujemy się, trzymamy za ręce, ale jesteś nie tylko ty - Oni nie dali mu żyć. Nie ty. Bycie Gryfonem czy mugolakiem nikogo nie zabija - chciał ponownie nim potrząsnąć, tym razem żeby otworzył oczy i przestał myśleć, że śmierć tamtego była jego winą.
Siedzenie naprzeciwko było nie do zniesienia już wcześniej, ale z każdą chwilą coraz mocniej przestawało mu wystarczać. Przysunął się bliżej Felixa, zmienił miejsce, aby siedzieć tuż obok, jednak teraz każda odległość wydawała mu się przepaścią.
- To… Pewnie nie raz słyszałeś, że to musiało być trudne, że to niesprawiedliwe, że nie powinno się stać. Może tak trzeba mówić i jak coś ci to pomoże to będę to powtarzać każdego dnia - zaczął mówić, po prostu dał słowom płynąć nie zastanawiając się nad ich wydźwiękiem i tym czy do Gryfona cokolwiek trafia, nie ważąc każdego z nich na szali, nie mógł i nie chciał teraz tego robić - Każdego. Jeżeli chcesz. Tylko wtedy kiedy chcesz. Chcę zabrać od ciebie ten ból i chyba nie da się od razu, więc będę to robił powoli. Każdego dnia po kawałku… - miał nadzieję, że Felix nie błądzi teraz myślami gdzieś daleko. To, że wybrał najmniej odpowiedni moment do tego żeby zacząć mówić o uczuciach nie było niczym nowym. Chciał jednak, żeby Felix wiedział, że chce być przy nim. To o czym się teraz dowiadywał nie zmieniało tego, że nagle przestał chcieć być z nim. Pokazywało mu z czym Gryfon musiał się zmierzyć w przeciągu ostatnich miesięcy. To nie mogło być proste, a on chciał mu z tym pomóc. Możliwe, że nieporadnie, niezdarnie i nie raz wyjdzie z tego więcej kłopotu, ale chciał.
Dlaczego nie mógł wcześniej powiedzieć jak bardzo mu zależy na Gryfonie? Dlaczego teraz? Kiedy Felix najpewniej go nie słuchał, a całe otoczenie przestało dla niego istnieć. Nadal trzymał jego dłoń ukrytą między swoimi jakby to cokolwiek miało zmienić. Gdyby tak dało złagodzić się ból wspomnień, ale to nigdy nie było proste. Dopiero teraz zobaczył łzy płynące po jego policzkach i bez zastanowienia zebrał je delikatnym pocałunkiem.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   25.11.15 16:38

Może i to wszystko było prawdziwsze niż spokój ostatnich dni, ale na pewno nie było lepsze. Pogrążanie się wciąż i wciąż w tych samych koszmarach sprawiało ból, którego Felix nie chciał przechodzić na nowo. Ta relacja była tak wyjątkowa, bo odrzucała wszystko, z czym musiał sobie do tej pory radzić. Była czymś nowym, haustem świeżego powietrza po zbyt długim przebywaniu w dusznym pokoju. Tę cienką więź pomiędzy nimi omijała pamięć o wojnie, omijały wspomnienia o utracie wszystkiego, co było dla niego ważne. Nowy początek, w który teraz wdarła się przeszłość, zabierając to, co najlepsze. Jaki teraz miało sens to wszystko? Ta lista, te kolejne kroki na nieznanym, a jednak bezpiecznym terenie... Pogrzebane pod bólem, którego nie dało się znieść.
Kręcił tylko głową, słysząc słowa Krukona. To nie miało sensu, on nie miał pojęcia, skąd mógł wiedzieć... I tak, to było przez niego, bo gdyby był kimś innym albo gdyby w ogóle go nie było, on by żył. I jasne, dla siebie nawzajem byli dokładnie tacy, jacy powinni być, ale pozostali Ślizgoni wcale tak nie uważali. I Felix znosił to, że stał się "grofońską szmatą", że uważano go za ślizgońską zabawkę, to wszystko nie miało znaczenia. Gorzej było, kiedy słyszał komentarze wycelowane w najdroższą mu osobę. Lub gdy patrzył na Puchonkę, która udawała, że o niczym nie wie. Aż w końcu to wszystko doszło do granicy, za którą nie było już nic. A potem ta granica została przekroczona.
- Nic nie rozumiesz... - jęknął, czując się zaszczuty przez własne wspomnienia.
Dla niego przecież też krew nie miała znaczenia. Taki podział uważał za obrzydliwy, rasistowski i niesprawiedliwy. Nie był gorszym człowiekiem tylko dlatego, że jego matka nie umiała czarować. On jedyne, co robił źle, to zdradzanie dziewczyny, z którą był, ale cała reszta nie miała znaczenia - a przecież właśnie te drobiazgi stały się powodem tej tragedii.
To, czego na pewno się wtedy nauczył, to to, że potrzebował wyłączności. W tej nowej relacji chciał wiedzieć, że jest jedyny, że nie musi się dzielić kimś, kogo obdarza uczuciami, że nie musi się tego wstydzić ani ukrywać. Nie byłby w stanie przechodzić przez to drugi raz. Jednocześnie teraz nawet nie czuł się na siłach, by brać pod uwagę, że z tego rzeczywiście może coś być. Bo jak? Jak, jeśli on w tej chwili nie miał siły się ruszyć, jeśli nie potrafił wybiec myślami choćby o pięć sekund naprzód, jeśli... Tego było za dużo, po prostu.
Chciał zamknąć oczy i zniknąć. Nie musieć myśleć, nie musieć przeżywać tego po raz kolejny, zniknąć i już więcej niczym się nie przejmować. Tyle że nie miał takiej możliwości, niezależnie od tego, jak mocno zaciskał powieki, rzeczywistość ani myślała stać się choć odrobinę bardziej odległa. Pamiętał ten dzień, kiedy dowiedział się, że chłopaka nie dało się uratować. A przecież próbowano, długo, całymi tygodniami. Najgorsza wiadomość przyszła, jakby ironicznie, w dzień trzeciej rocznicy bitwy. Dowód na to, że wojna wciąż zbierała swoje żniwa, bo gdyby nie ona, do tego wszystkiego nigdy by nie doszło i wszystko byłoby inaczej...
Uderzałby głową o ścianę, gdyby jakaś była wystarczająco blisko.
Niewiele rozumiał ze słów wypowiadanych przez Serpensa. Ich sens gdzieś uciekał, choć zostawało wrażenie spokoju i obietnicy, a to nie mogło być nic złego. Może to było to, czego potrzebował. Może to była jego szansa na wyjście z tego bagna, choć wiedział, że przebicie się przez ten mur, który znów wokół niego wyrósł, nie będzie łatwe. Pocałunki na policzkach niosły ukojenie i wreszcie pozwoliły złapać głębszy oddech.
Kiedy otworzył oczy, poza bólem było w nich coś jeszcze.
- Bądź - poprosił, chcąc w ten sposób nie tylko przekazać, że jest mu wdzięczny za obecność, ale i odrobinę tej nadziei, że może być lepiej. Że mogą spróbować poradzić sobie z tym razem.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   26.11.15 10:23

To, że siedzieli tutaj razem nadal było dla niego wyjątkowe. Było tylko ich i nikt mu tego nie zabierze, niezależnie od tego czy to będzie ostatnio ich spotkanie, czy właśnie był to wstęp do czegoś nowego gdzie odsłanianie się z przeszłości jest bolesne, ale ma się świadomość, że obok jest druga osoba, która niezależnie od wszystkiego będzie. Chciał, aby to było to drugie, ale miał świadomość tego, że niekoniecznie tak musiało być. Tu nie chodziło tylko o niego, ale również o Gryfona. O jego Felixa. Chciał przestać go tak nazywać tylko w myślach i powiedzieć to na głos, bez obaw, że zostanie mu zaraz odebrane. Nie musieli się śmiać czy robić innych miłych rzeczy, aby chciał być przy nim. Życie nie składało się tylko z takich spraw, było też smutne, niesprawiedliwe, a niekiedy i brutalne. A dzielenie się tymi doświadczeniami było trudne, ale jednocześnie wnosiło znajomość na zupełnie inny poziom. Zaufanie rosło kiedy mówiło się o rzeczach, które raniły. Chciał, aby Felix czuł się przy nim bezpiecznie, aby nie musiał ważyć każdego słowa i mógł wyrzucić z siebie wszystko, co skrywał od śmierci Ślizgona.
- Może kiedyś będziesz chciał, abym zrozumiał - nie, nie rozumiał. I wątpił, aby kiedykolwiek powiedział Gryfonowi, że śmierć tamtego była jego winą. Nie mogło tak być, po prostu dopuszczenie do siebie czegoś takiego w ogóle nie było opcją, którą brał pod uwagę. Możliwie, że to nie była cała historia, że było coś jeszcze czego nie wiedział. Albo przedstawienie jej w tych krótkich słowach jak to zrobił Felix było niedokładne. To nie mogło mieć znaczenia, bo Gryfon nie mógł przyczynić się do tego, że tamten popełnił samobójstwo. Odebrał sobie życie, bo… Serpens nie wiedział dlaczego, ani nie umiał sobie wytłumaczyć. Możliwie, że nigdy tego nie zrobi.
Nie wiedział czy mówić dalej, czy na razie zatracić się z nim w ciszy. Mógł teraz pluć sobie w brodę, że doprowadził do tego, że siedzieli w grobowej ciszy, a Felix przywoływał bez końca wspomnienia Ślizgona. Świadomość tego, że był blisko, a jednocześnie gdzieś daleko w niczym nie pomagała. Miał go na wyciągniecie ręki, ale to niczego nie zmieniało. Nie chciał, aby Felix zatracał się bez końca w tych myślach, ale nie wiedział jak go z tego wyrwać. Jak pokazać mu, że przeszłość minęła, a teraźniejszość siedzi obok niego. Bo chciał, aby właśnie tak było, żeby Gryfon tak o nim myślał. A teraz pragnął tego jeszcze mocniej. Chciał być jego teraźniejszością i przyszłością, ale samo myślenie o tym wydawało mu się odległe.
- Będę. Nigdzie się nie wybieram - każde słowo znaczyło teraz zbyt mało i żadne nie było w stanie oddać tego co Lucyfer chciał naprawdę mu przekazać. Bo nie chodziło mu tylko o to, że teraz nigdzie nie idzie, chciał mu powiedzieć, że będzie przy nim niezależnie od tego co się stało wcześniej i co jeszcze od niego usłyszy. Że jest gotowy zabrać od niego ten ból, że nie ważne ile sam będzie musiał przez to znieść, jest na gotowy. Nie wiedział jak Felix radził sobie do tej pory z tym całym bólem, ale chciał mu pokazać, że nie musi w sobie niczego dusić. Mógł go zalać potokiem słów, złości, wspomnień. Zrobić co tylko chciał, bo czasem pomaga rozmowa, uświadomienie sobie, że ktoś nas rozumie, a innym razem coś innego. Więc czegokolwiek Gryfon nie chciał i nie potrzebował, to da mu to wszystko. Bo to krótkie bądź, było dla niego ważne. Mógł źle je zrozumieć, ale trudno. Pocierpi, kiedy Felix mu wytłumaczy, że coś sobie uroił w głowie. Ale to będzie później, na razie liczył się tylko on i chęć złagodzenia jego bólu - Nie zdradzasz go, bo ja nie chcę zająć jego miejsca. Chcę mieć swoje, tylko takie dla siebie… - mówienie tego nie było proste i czuł, że serce wali mu jeszcze mocniej niż wcześniej. Od momentu kiedy zadał pytanie, które lawinowo pociągnęło za sobą wszystko. Nie odrywał spojrzenia od jego oczy, nie chciał uciekać wzrokiem, ale patrzenie na ten ból było trudne. Rozdzierało go i sprawiało, że chciał zrobić cokolwiek aby go załagodzić. W tej chwili, teraz i najlepiej w tej sekundzie. Nie sądził, aby to było możliwe, co było bardzo mocno frustrujące.
- Masz wspaniałe oczy, ale noszą w sobie wiele bólu. Daj go od siebie zabrać - pogładził go po dłoni, ale najchętniej otuliłby go szczelnie swoimi ramionami, aby pokazać, że w nich jest idealne miejsce w którym można się schronić.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   26.11.15 14:30

Powoli ból odchodził. Nie cały, ale przestawał myśleć, przestawał wspominać. Zmuszał się do myślenia o czymś innym, niezależnie od tego, jak głupie to nie było. Bo przecież nie mógł teraz się rozsypać, nie publicznie i nie przy nim. To miała być ich pierwsza, cudowna randka, a kiedy wszystko poszło w drzazgi, musiał zrobić wszystko, żeby jakoś to odbudować. Czuł, że to przez niego całe spotkanie przestało być tak niezwykłe, jak było do tej pory. Przez niego, bo to nie kwestia zadania nieodpowiedniego pytania, tylko przesadzonej reakcji. Minęło kilka miesięcy i może to nie było zbyt długo, ale powinien już się pozbierać, chociaż trochę. Jasne, żal i tęsknota zostaną i trudno oczekiwać, żeby było inaczej, ale... To po prostu nie może kłaść cienia na całe jego dalsze życie. Nawet nie na cały najbliższy rok. Nawet nie na cały ten wieczór.
Zależało mu wtedy, bardzo. Po raz pierwszy, może dlatego tak mocno. Był w stanie znosić wszystko to, co nie pokrywało się z jego wizją idealnego związku, bo czuł, że warto. Ale to trwało zaledwie kilka miesięcy - a może kilka miesięcy. Ten czas nie wystarczył, żeby on postawił się prześladowcom, żeby zawalczył o to, czego chce, nawet o to, żeby wybrać, z kim tak naprawdę chce być. I to bolało, ta śmierć, niepotrzebna i zdecydowanie do uniknięcia, ale czy nie bolałoby równie mocno, gdyby ten układ wciąż trwał? Nie do sprawdzenia, ale szanse były spore, w końcu ile można wytrzymywać bycie na drugim miejscu i nienawiść za samo istnienie.
Teraz jednak nie był w stanie dojść do takich wniosków. Jeszcze za szybko, a może po prostu moment nie był właściwy. Teraz wiedział tylko tyle, że na końcu tego ciemnego tunelu jest światło i to raczej nie jest nadjeżdżający pociąg. Miał dla kogo się podnieść, nawet jeśli chodziło tylko o ten jeden wieczór. Zaczęło się przecież tak dobrze, tak delikatnie i bezpiecznie, czyli od wrażeń, których wtedy nie mógł dostać. Nie mógł pozwolić, żeby skończyło się tak źle.
Usilnie starał się skupić myśli na tym, co się działo, zanim tu przyszli i te kilkanaście dni temu. Na tym wspólnym paleniu, w którym nigdy nie chodziło o palenie, na dotyku, który szedł w stronę, jakiej zdecydowanie nie mogli uskuteczniać na trawniku w środku miasteczka, na portrecie, który rysował, chcąc ulżyć mu w cierpieniu. Bo nie tylko on miał swoją trudną historię. Nie tylko on był pokrzywdzony przez życie. Jego rany siedziały tylko w głowie, a przecież Serpens nosił swoje na całym ciele.
Myślenie o tym nie było proste, bo przetykały je wspomnienia z pierwszej połowy roku, próbując zniszczyć nadzieję, jaką dawało to, co działo się teraz. Walczył ze sobą, naprawdę chcąc szczęśliwego zakończenia.
Z jakiegoś powodu Serpens stał się symbolem tego, czego Felix nigdy nie miał, tego, czego brakowało mu wcześniej. Nie mógł pozwolić mu odejść, nie wyobrażał sobie zrezygnowania z tego, co już dostał i co dopiero mógł dostać. Nie wiedział, czy zasługuje, ale starał się o tym nie myśleć. Wiedział, że jest słaby, ulegając temu wszystkiemu tak łatwo - i tej teraźniejszości, i przeszłości, ale nie umiał inaczej.
Uniósł wolną rękę i powiódł palcami po policzku chłopaka. Musiał być prawdziwy. Nie było innego wyjścia. I może był też rozwiązaniem wszystkiego, powodem, dla którego warto było walczyć. Mimo, że Gryfon zupełnie się tego nie spodziewał, że nie był przygotowany i nawet nie wiedział, że tego chce, Serpens przyszedł i tak po prostu stworzył sobie własne miejsce, które teraz bez niego pozostanie zbyt puste. A on nie zniesie kolejnej takiej pustki.
- Już masz - odparł, ledwo mogąc mówić przez to, jak zaschło mu w ustach. - I weź, co tylko chcesz - dodał, mając na myśli nie tylko ten ból, ale też te dobre rzeczy, jakie mógł mu dać. Bo chciał tego, niczego innego nie chciał mocniej, niż dać każdą jedną cząstkę siebie, tą złą i tą dobrą. To mogło mieć sens. To miało sens.
Kelner, który być może do tej pory wcale o nich nie pamiętał albo nie chciał im przeszkadzać, w końcu podszedł, by wziąć od nich zamówienie. To nie był dobry moment, ale z drugiej strony odkąd tu przyszli właściwie żaden nie był dobry. Tyle że Felix nie był w stanie podjąć żadnej decyzji, nie teraz, nawet jeśli miała dotyczyć tylko tego, co chce zjeść. Spojrzał błagalnie na Serpensa, mając nadzieję, że on to jakoś ogarnie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   27.11.15 9:23

Prócz matki nie stracił nikogo bliskiego, nigdy nawet nie miał takiej osoby. Jednak z nią było inaczej, nie znał jej, nie miał okazji złapać jej za rękę czy posłuchać jej głosu. Była jego matką. Osobą, którą obdarza się bezgranicznym zaufaniem i bezgraniczną miłością, bo to ona od pierwszych dni życia jest przy tobie, chroni cię i dba o to, żebyś był szczęśliwy. Dlatego teraz nie wiedział czy ten ból Felixa zniknie czy na każde wspomnienie tamtego chłopaka, będzie wracał do wszystkiego tak mocno jak teraz. Bo to on go wybrał, chciał tego, aby tamten był jego światem. Chciał z nim dzielić się swoimi radościami i smutkami… A Serpens nie chciał, aby z powodu przeszłości Gryfon cierpiał i za każdym razem wszystko przeżywał na nowo. Ból, smutek i żal mieszające, które widział w nim teraz były ogromne. Nie ważne, że minęło już ponad pół roku, miał wrażenie, że dla Felixa nadal jest to tak jakby to się stało wczoraj. Przymknął oczy kiedy poczuł palce na policzku, podobało mu się to, zresztą jak każdy, najmniejszy nawet dotyk, który dostawał od niego.
- Gdybym mógł zdefiniować więcej, mocniej, wszystko… - pod tymi słowami kryły się pragnienia, których nie umiał ubrać w słowa. O niektórych nawet nie myślał, bo były zbyt śmiałe. Chciał dostać szansę, aby spróbować je zdefiniować przy Gryfonie.
Kiedy podszedł do nich kelner miał ochotę go przegonić ręką niczym natrętną muchę, ale się powstrzymał. Byli w końcu w knajpie, a ta rządzi się swoimi prawami, a jednym z nich jest to, że ktoś przyjmuje zamówienie, aby oni później mogli się cię cieszyć nie tylko swoją obecnością, ale i dobrym jedzeniem. Nie czuł się bardzo głodny, a po tej fali wspomnień nie sądził, aby Felix przełknął wiele. Mógł się mylić, ale prędzej widział go dłubiącego widelcem w talerzu niż ciekawego smaku serwowanych tutaj potraw. Dlatego zamówił wino i jakieś przekąski, zdając się na kelnera. Zawsze będą mogli później poprosić o coś jeszcze. Wątpił, aby to dobry pomysł zostawiać mu do ogarnięcia ten temat, ale już stało się. Inaczej w tej chwili nie będzie.
- Randka zawsze kojarzy mi się z winem. Nie wiem czy to dobrze, ale tak jakoś. Nie wiem nawet czy lubię wino - przyznał zaraz po tym jak kelner się od nich oddalił. Serpensowi umknęło gdzieś, że Felix jeszcze nie jest pełnoletni. Zawsze takie rzeczy gdzieś niknęły, a później wychodziły z tego dziwne sytuacje. Może tym razem będzie inaczej, zresztą można było ich spokojnie wziąć za absolwentów Hogwartu - Nie wiedziałem czy będziesz chciał zjeść coś konkretnego, ale jak kelner przyjdzie możemy poprosić o coś jeszcze.
Przejechał kciukiem po wierzchu jego dłoni, ciesząc się jego obecnością. To wszystko nadal wydawało mu się mało realne. Szybciej mu przychodziło do głowy, że Felix zniknie niż to, że obaj mogą chcieć tego samego. Co było głupie, bo przecież dostał teraz coś po czym nie powinien czuć się tak niepewnie. To było tak mocno zakorzenione, że trudno było w ciągu kilku chwil uwierzyć, że jest inaczej. Nie ważne jak mocno pragnął tego wcześniej, jak bardzo chciał, aby kolejny… Tak naprawdę pierwszy jego związek z kimś wyglądał inaczej. Nie chciał tylko seksu, chciał rozmów, pocałunków, trzymania się za rękę, dzielenia się tymi złymi jak i dobrymi rzeczami, poczucia bezpieczeństwa płynącego od tej drugiej osoby. Czasem myślał, że to głupie i zupełnie nie może być prawdą. Że o tym tylko czyta się w książkach, że tak naprawdę nie istnieją takie uczucia. Teraz wiedział, że to wszystko jest prawdą, ale nie mógł uwierzyć, że to mogło się przytrafić jemu.
- Za każdym razem kiedy to mówisz mam dreszcze na plecach. Że mogę cię chcieć za mocno albo, że tak jak teraz… Przyjemne dreszcze, których chce się więcej. Myślisz, że słowa są potrzebne, bo nie wiem czy mogę o coś zapytać, czy nie będzie to dziwne po tym wszystkim co wcześniej zostało powiedziane. Czy nie będzie tak, że potrzebuję, aby wszystko zostało nazwane… To będzie coś miłego. Tak mi się wydaje - zaczął się trochę plątać. Najtrudniej było zadać najprostsze pytania, bo jak to miał zrobić ‘Jesteśmy parą, prawda?’, ‘Zostaniesz moim chłopakiem?’, ‘Będziemy tylko ty i ja, nikt więcej?’ Nie wiedział też czy Felix chce tego, ale po tym wszystkim co od niego dostał powinno być to oczywiste. A jeżeli takie być powinno to czy nie poczuje się źle z tym pytaniem. Czy nie uzna, że Serpens potrzebuje wszystko nazwać, że potrzebuje słów i zapewnień na coś co jest oczywiste.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   27.11.15 15:02

Gdybym mógł zdefiniować więcej, mocniej, wszystko… Nie rozumiał, co chłopak miał na myśli. Prawdopodobnie przez to, że cały czas ciężko mu było do końca zebrać myśli, ale przynajmniej już docierały do niego wszystkie słowa, nawet jeśli znaczenie gdzieś umykało. Jednego był pewien - za tymi słowami kryło się pragnienie, które chciał poznać i w miarę możliwości zaspokoić. Może nie teraz, może kiedyś. Ale wiedział, że chce.
- Spróbuj - odparł cicho, usiłując się uśmiechnąć. Chciał tych definicji, chciał pragnień, ale przede wszystkim przekonywało go to "więcej" i "mocniej", bo było idealnym określeniem tego, czego chciał w ostatnim czasie. Nawet jeśli to się kłóciło z całym tym bólem, nawet jeśli wywoływało poczucie winy. Może tak miało być, może walka sprzeczności miała nigdy się nie skończyć, a wtedy trzeba było się jakoś w tym odnaleźć. Potrzebował znaleźć w tym równowagę, a skoro przeszłość odciskała się tak mocnym piętnem, teraźniejszość musi dorównać jej intensywnością. A potem, kiedy to wszystko już się uspokoi, tego, co dzisiaj i w ostatnim czasie, będzie mogło być więcej. O tyle więcej, żeby koszmary zniknęły, nie mając dla siebie miejsca.
Wino i przekąski wydawały się być w porządku. Był głodny, to fakt, ale wątpił, że byłby w stanie rzeczywiście coś zjeść, już nie mówiąc o docenianiu smaku potraw. Denerwował się samym sobą, bo przecież to wszystko wymyślił po to, żeby mogli zjeść razem obiad, kolację czy cokolwiek to nie było. Miało być miło, a wszystko zniszczył. Miał tylko nadzieję, że to się da jeszcze naprawić, bo dodatkowych nerwów naprawdę mu teraz nie trzeba było.
Uśmiechnął się słabo, słysząc słowo "randka". Czyli to wciąż tym było. Nie zepsuł jeszcze tak całkiem wszystkiego. Wciąż mógł mieć oczekiwania i nadzieje.
- Ja lubię. Często piję z rodzicami do obiadu - odparł, czując, że to kolejny krok do poznania się. Chciał opowiedzieć mu wszystko, o sobie, o rodzicach, o swoich zwyczajach, pasjach i nienawiściach. Cieszył się też w jakiś sposób, że Serpens nie pija wina. Jeśli nie wiedział, czy lubi, mogło to oznaczać, że nigdy nie pił. A jeśli nigdy nie pił, to ten pierwszy łyk kojarzyć mu się będzie właśnie z tym wieczorem. Takie skojarzenia były dobre.
- Chciałbym stworzyć z tobą nowe wspomnienia - stwierdził nagle. Myślał o tym, że obaj mieli za sobą coś, o czym lepiej byłoby zapomnieć. Relacje przynoszące ból, skojarzenia, które potrafiły wszystko zepsuć, myśli zdecydowanie nieodpowiednie dla szczęścia, jakiego obaj pragnęli. I Felix chciał to wszystko zakryć. Wiedział, że nie dadzą rady zapomnieć, że pewne rzeczy zostaną z nimi już na zawsze, ale można było na nich zbudować coś o wiele lepszego. Przykryć stary ból nowym szczęściem.
Swoją drogą zaczęli od wspólnego wypalenia połowy paczki papierosów i upojenia kradzionym alkoholem. Ciężko powiedzieć, czy to, ile Felix miał lat, miało jakieś znaczenie.
Próbował nadążyć za tokiem myślenia Serpensa, za jego słowami, ale było ich zdecydowanie zbyt wiele i padły za szybko. To było całkiem urocze, rozczulające w jakiś sposób i pomagało przepędzić resztki złych myśli. Znał ten moment, ten, kiedy wszystko się plącze, miesza, bo chcesz powiedzieć tyle rzeczy, ale jednocześnie się wahasz i boisz, i... I wszystko. Miał tak już dzisiaj. I właściwie tylko dzisiaj. To nawet zabawne, że nigdy wcześniej nie próbował tak bardzo wszystkiego określić, tak bardzo zyskać pewność, że chcą tego samego... Wcześniej po prostu brał to, co tamten chciał mu dać. To nie on stawiał warunki. Nie mógł też łamać zasady nieokreślania tego, co właściwie się dzieje. Wszystko pozostawało w domyśle i tak niby było najlepiej. A teraz do Gryfona dotarło, że wcale nie. Że chce móc wiedzieć, określić, zdefiniować. Chce przestać kroczyć nad przepaścią, gdzie wystarczyłby jeden fałszywy ruch, żeby w nią spaść. Chciał móc iść pewnym krokiem.
- Nie rozumiem - zaśmiał się, niemal całkiem ignorując to, że tak bardzo niedawno był w koszmarnym stanie. Demony nie odeszły do końca, ale dawały miejsce nadziei. - Możesz do sedna?
Nie miał pojęcia, o co chodzi. Nie miało to jednak znaczenia. Ufał mu i to wystarczyło.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   28.11.15 0:01

Dlaczego nie mogło być tak, że z każdą kolejną chwilą spędzoną z nim definiowanie tego stawałoby się prostsze? Zamiast tego miał wrażenie, że jest zupełnie przeciwnie. Było w tym coś dobrego i za nic nie chciał od tego uciekać. Tylko jakoś tak się działo, że podążanie za tymi myślami wydawało mu się zbyt odważne i śmiałe. Zupełnie jakby powiedzenie na głos swoich pragnień oznaczało, że one uciekną, a dogonienie ich stanie się niemożliwe. To nie mogło być prawdą, bo Felix nadal przy nim był. Demony jednak nie znikały i zdawały się kpić z niego, a im lepiej zaczynał czuć się z Gryfonem tym one mocniej o sobie przypominały.
- Próbuję, może kiedyś mi się uda - w głowie mógł układać sobie myśli, zbierać je pojedynczo, a później związywać w całość zamykając w swojej definicji. Tak robił, ale kiedy podążały one za mocno do przodu zaczynał się hamować i wycofywać. Uznawał, że tak będzie lepiej, że przecież z tego i tak nic nie będzie, bo nie zasługuje na to co dostaje. Nie na te dobre rzeczy, a tylko takie dawał mu Felix. Pokazał to przecież zaraz po tym kiedy znaleźli się w knajpie. Zamiast cieszyć się z tego co dostał w jednej chwili zrzucił na jego barki przeszłość. Przypomniał o tym co przynosi ból, smutek i żal. To była jego wina i zrozumiałby gdyby Gryfon wyszedł bez słowa. W końcu chciał spędzić miło czas, a w zamian dostał pytaniem po twarzy - A może z czasem samo się rozwiąże, to co się pod tym kryje.
Tym razem nie chciał odgonić kelnera, chociaż zanim tak naprawdę się zorientował, że podszedł on do stolika, to już go nie było. Zastanawiał się nad tym jak to mieć rodziców z którymi siada się do obiadu. Nigdy tego nie miał, ale podejrzewał, że to przyjemne i cieszył się, że Felix to ma. Chciał usłyszeć wszystko. To oznaczałoby, że lepiej pozna Gryfona, a nie było rzeczy, której teraz chciałby mocniej. Wziąłby cokolwiek co choć w małym stopniu zaspokoiłoby jego ciekawość.
- Dlaczego zawsze tych bolesnych wspomnień jest więcej niż szczęśliwych? - mówił teraz o sobie i swoich doświadczeniach, ale był to tak prawdziwie, że i on mógłby się z tym zgodzić. Zawsze wydawało mu się, że ludzie dostają to na co sobie zasłużyli, jednak w którymś momencie to przestało mieć sens. Nawet teraz patrząc na Felixa, ten ból i cierpienie nie powinny go nigdy dotknąć. Wojna też przyniosła wiele złych rzeczy i większość z ludzi na to nie zasłużyła - Kiedyś myślałem, że wiem, ale później cała moja teoria się posypała - nie liczył specjalnie na rozwiązanie tej zagadki. Już się przyzwyczaił do tego, że niektóre rzeczy się po prostu dzieją.
Nie rozumiał dlaczego tak trudno mu przychodzi zadanie jednego pytania. Wcześniej nie miał oporów przed tym, aby zapytać o tamtego, a teraz błądził między słowami jakby go parzyły. Przywołał wspomnienia, ale teraz nie mógł tego zrobić. Najwyżej doszczętnie zepsuje to co się zaczęło dziać między nimi. Mogło tak być, że Gryfon nie chciał żadnych zobowiązań, że wolał, aby wszystko było tak jak do tej pory albo, że po prostu to nie był odpowiedni czas. A rozwieje wszelkie wątpliwości, bo to co dostawał było cudowne, ale brakowało w tym zdefiniowania tego. Dotknięcia i nazwania.
- Bo… - uciekł wzrokiem gdzieś w bok, bo nagle to wydało mu się głupie. Może nie samo to o co chciał zapytać, ale to, że właśnie teraz. Zaraz po tym kiedy przywołał wspomnienia Ślizgona, który był ważny dla Felixa. Szkoda, że nie pomyślał o tym wcześniej, a dopiero teraz. Ale kiedy ponownie spojrzał na Gryfona i to jakoś dodało mu odwagi - Bądź ze mną - poprosił w końcu, patrząc mu w oczy - Bo odkąd cię poznałem… Odkąd wtedy pocałowałem cię w tamtej pustej klasie to nie mogę przestać o tobie myśleć. To dobre, tak mi się wydaje. Ale… Bo widzisz... Chcę nazywać cię moim chłopakiem. Mogę? - nie tak miał to ubrać w słowa, ale pozwolił sobie mówić, nie ważyć każdego ze słów i powiedzieć to co myśli. Zaczął nerwowo wodzić palcem po brzegu kieliszka, to było silniejsze od niego. Serce waliło mu szybko, ale powiedział to i teraz każda sekunda trwała wieki wieków. A może i dłużej.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   28.11.15 15:01

To, co się stało, nie było niczyją winą. Słabo się znali, nie mieli wyczucia i nie było w tym nic dziwnego. Serpens nie miał pojęcia, które struny poruszyć, żeby było dobrze, a które, żeby wszystko się rozpadło. Uczyli się siebie, krok po kroku i to, że popełniali błędy, było normalne. Absolutnie nie świadczyło o złej woli żadnego z nich, a już na pewno nie Serpensa, nie dlatego, że chciał się czegoś dowiedzieć. Przecież zapytał o coś naturalnego, chcąc poznać uczucia Felixa i jakkolwiek może to nie był dobry moment, to wciąż nie było w tym nic niewłaściwego. Gryfon nie miał mu tego za złe. Za jakiś czas, kiedy się całkiem uspokoi, prawdopodobnie nawet to doceni.
Co do wspomnień, nie wiedział. Sądził, że to nie jest kwestia ilości, ale intensywności. Te najgorsze rzeczy najmocniej zapadały w pamięć i w jakiś chory sposób łatwiej było uwierzyć w to, że właśnie na te złe się zasługuje. Długo tkwił w przekonaniu, że każdy jest kowalem własnego losu. Nie spotka go nic złego, jeśli on nikomu nic takiego nie zrobi. Dostanie to, czego pragnie, jeśli będzie się wystarczająco mocno starał. Osiągnie wszystko i będzie szczęśliwy, bo przecież tego właśnie chce. A potem okazało się, że jednak nie. Że niezależnie od tego, jak bardzo się starał, zbyt duży wpływ na wszystko mieli inni ludzie, a nie tylko on. I w jakiś sposób to oni decydowali, co się stanie, mniej lub bardziej świadomie. Nie dało się żyć w oderwaniu od innych. I to psuło wszystko. Nie mógł już wiedzieć, czego się spodziewać, czego oczekiwać ani co się stanie, niezależnie od chęci. Ciężko było przy tym nie odpuszczać.
- Jeśli mi pozwolisz... Odwrócimy tę proporcję - zaproponował, gorąco wierząc w to, że się uda. Mimo wszystko. Los może mieć inne plany, ale on naprawdę zrobi wszystko, żeby było tak po prostu dobrze. Zasłoni każde złe wspomnienie nowym, dobrym. Pokaże Serpensowi tę jaśniejszą stronę.
Czekał na rozwinięcie tego, co Krukon tak nieporadnie zaczął. Nie spodziewał się, co to może być, bo naprawdę z pierwszej wypowiedzi niewiele zrozumiał. Bardzo chciał rozumieć, zresztą w gruncie rzeczy zgodziłby się teraz chyba na wszystko, co ten by zaproponował. Niby czemu nie? Nieważne co, ważne z kim. Tym bardziej, że przecież zapowiedział, że chodzi o coś miłego. Miłe rzeczy z Serpensem? Zawsze. I słowa... Słowa, które były potrzebne, bo dawały pewność. Oczywiście, że chciał słów. Słów, gestów, wszystkiego.
Kiedy chłopak zawahał się już po pierwszym słowie, pogładził jego dłoń, żeby dodać mu otuchy. Najwyraźniej chodziło o coś ważnego, skoro to było takie trudne i chciał mu jakoś w tym pomóc. Nie mógł powiedzieć tego za niego, skoro nie wiedział, o co chodzi, ale starał się po prostu być.
Nie mogę przestać o tobie myśleć. Jakby słyszał własne myśli. A potem padło to pytanie o pozwolenie i poczuł... Z jednej strony ulgę. Bo to był dowód, czysty, prosty dowód na to, że chcieli tego samego. Poza ulgą jeszcze taki przyjemny dreszcz, biegnący wzdłuż kręgosłupa. Serce bijące zbyt szybko. Wiedział, że powinien coś odpowiedzieć, ale zwykłe "tak" wydawało się być nieodpowiednie. Nie niosło ze sobą tych wszystkich miłych uczuć. Dlatego zamiast coś mówić po prostu go pocałował. Lekko, delikatnie, kolejny raz smakując tych ust, od których właściwie mógłby się nie odrywać. Kiedy przerwał pocałunek, uśmiechnął się lekko.
- Jasne - rzucił lekko, chcąc rozwiać wszystkie ewentualne wątpliwości, jeśli po tym pocałunku jeszcze jakieś zostały.
Ujął kieliszek i stuknął nim o kieliszek Serpensa. To był idealny moment, żeby tak po prostu wypić za nich.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   28.11.15 17:01


Dobre wspomnienia były dla niego czymś nowym, wcześniej ich nie miał, a nawet jeśli jakieś się pojawiało to niknęło między tymi złymi bardzo szybko. Tak, że nawet jakby chciał się do niego dokopać to uważał, że to niemożliwe. To Felix sprawił, że zaczęło być inaczej. Mogli nie stąpać po pewnym gruncie, a kroczyć nad przepaścią, ale chciał tego, bo uważał, że spędzenie z nim jeszcze kilku chwil jest tego warte. Nie znał go długo, a już zrobił z nim kilka rzeczy, które wcześniej może i chciał, ale nie miał z kim. Na listę nigdy wpisali różne rzeczy, ale dla niego ona nie była zamknięta i dokładanie do niej kolejnych było czymś naturalnym. Randka, trzymanie za rękę w knajpie i wcześniej na ulicy, całowanie się w miejscu gdzie mogli zobaczyć ich inni, co się zresztą stało, bo przecież ktoś im sugerował wynajęcie pokoju. Drobne rzeczy, które dla kogoś były nieistotne dla niego urastały do ogromnej rangi. Więc coś musiało w tym być.
- Nie wiem czy na to zasługuję - jak zawsze niepewność musiała się znaleźć na pierwszym miejscu, tak bardzo na niego wpływała, że nawet kiedy ktoś chciał dla niego dobrze to zastanawiał się czy na to zasługuje. Czy nie zdarzy się po tym coś złego, żeby była zachowana równowaga albo żeby proporcja którą do tej pory tak doskonale znał została zachowana i przez nikogo nie zaburzona. Z jednej strony nie pozwalał sobie na szczęście, ale robił wszystko, aby być przy Felixie - Pozwalam ci na to i wszystko inne. Masz rację zróbmy tak, żeby to odwrócić - może coś było w spojrzeniu Gryfona, a może pod wpływem tego, że cały czas czuł na swojej dłoni jego, a może sposób w jaki to powiedział przekonał go ostatecznie, że proporcję da się odwrócić.
Przymknął na chwilę oczy próbując uspokoić serce, które waliło jak oszalałe, a to w niczym nie pomagało. Ale pocałunek pomógł. Ukoił nerwy, które szły wraz z pytaniem i dał odpowiedź, której obawiał się najbardziej. Nie chciał, aby został on przerwany. Powolne zatracanie się w jego ustach niosło spokój, nie ważne, że działanie papierosów już dawno zniknęło on i tak miał wrażenie, że nadal działa. Mógł być delikatny i lekki, a przez to idealny, taki który zapierał dech.
Zaraz chciał się wytłumaczyć z tego dlaczego o to zapytał. Powiedzieć znów chaotycznie zbyt wiele słów, ale uświadomił sobie, że nie musiał. Felix nie potrzebował tego, a jedynie chciał z nim się napić, za nich. To było dobre, musiało takie być i będzie musiał w końcu uwierzyć, że takie rzeczy też mu się przytrafiają, a świat nie kręci się wokół zła.
- Za nas - nie mógł odmówić sobie powiedzenia tego na głos, a uśmiech teraz i obejmował jego oczy, bo w tej chwili było dla niego idealnie. Wino nie smakowało najlepiej, ale sądził, że to dlatego, że porównywał je go ust Felixa, a z nimi nic nie mogło się równać. Tak czy inaczej na pewno od teraz będzie mu się ono kojarzyć z Gryfonem. I z dniem w którym po raz pierwszy mógł kogoś nazwać swoim chłopakiem. Kolejna rzecz, którą mógł dopisać i zaraz skreślić z listy - Ufam ci. Ufam w to, że odwrócimy wspomnienia, że razem skreślimy rzeczy z listy… Że jak złapię cię za rękę na korytarzu to jej nie odepchniesz - na powrót przestał się gubić w słowach. Jedno krótkie ‘jasne’ i zaczął myśleć inaczej. Nadal się bał, ale w tej chwili strach był gdzieś daleko za nim. Pozwolił sobie na bycie szczęśliwym, na dopuszczenie do siebie tego co od dawna odpychał. Nie zastanawiał się nad tym czy to uczucie zniknie jak wyjdą z knajpy, czy dopiero kiedy sam położy się w łóżku. Teraz to trwało i postanowił wziąć z tego jak najwięcej. Nie umiał jeszcze nazwać uczuć, które budził w nim Felix, ale teraz mniej się bał je odkrywać. I może zbyt wiele obiecywał sobie po tym co miało tutaj miejsce, ale nie umiał tego zatrzymać. Nie chciał tego robić, bo to było przyjemne
- Nie ruszajmy się stąd nigdzie - wiedział, że to niemożliwie, ale chciał jak najdłużej przeciągnąć moment opuszczenia knajpy. Tutaj było spokojnie, nikt im nie przeszkadzał, a bał się tego, że jak skąd wyjdą to przestanie tak być.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   28.11.15 21:35

Lista jak najbardziej była otwarta. Właściwie Felix żałował, że niczego nowego dzisiaj na nią nie wpisali. Jasne, zrobili kilka rzeczy, których nie zrobili nigdy wcześniej, ale to było za mało. Definiowało teraźniejszość, a on koniecznie chciał mieć jakiś punkt zaczepienia odnośnie przyszłości. Ta lista właśnie czymś takim była, nawet jeśli nie zdawali sobie z tego sprawy na samym początku, kiedy ją tworzyli. Chyba żaden z nich nie przypuszczał, że niewinny pomysł skończy się tak zwyczajnymi wspólnymi planami. No, może niekoniecznie tak całkiem zwyczajnymi, biorąc pod uwagę treść niektórych punktów. Niemniej, Gryfon chciał więcej. Tak jakby to miała być najlepsza gwarancja, że ta relacja nie zakończy się na dzisiejszym winie. Nie mogłaby, jeśli mieliby tyle do zrobienia - razem - prawda? To było ważne. Bardzo. I nawet jeśli nie było tam nic wielkiego, pozornie nic istotnego, to dla niego każda jedna pozycja znaczyła wszystko.
Zmrużył oczy z dezaprobatą, jednocześnie się uśmiechając.
- Nie zasłużyłeś? To nie jest kwestia zasług, jasne? - odparł stanowczo, stawiając sobie za punkt honoru wybicie mu z głowy tych głupot o zasługiwaniu czy co tam jeszcze. Nie, po prostu nie. Należał mu się szacunek, miłe słowo i dobre zakończenie, niezależnie od tego, co zrobił czy co ktoś wbił mu do głowy. Należały mu się dobre wspomnienia. Należało mu się wszystko, co tylko Felix mógł mu dać. To było oczywiste, musiał się tylko tego nauczyć.
W jakiś sposób dzisiaj każdy dotyk był bardziej intensywny, niż ten, który Felix zapamiętał sprzed tych kilkunastu dni. Może po prostu już zapomniał, jak to smakuje. W końcu w międzyczasie niewiele mieli okazji, by sobie to przypomnieć. I mimo, że papierosy niewątpliwie wzmocniły wszystkie doznania, ani trochę ich nie potrzebował, żeby czuć się cudownie przy każdym dotyku, każdym pocałunku. Był przekonany, że jeszcze znajdą dla nich zastosowanie, ale generalnie nie były im potrzebne.
- Nas. My. - Smakował te słowa na języku i uznał, że są tak po prostu odpowiednie. Że niosą za sobą ciepło i bezpieczeństwo. Nie sądził, że jakiekolwiek słowa, zwłaszcza tak krótkie, mogły dać coś takiego - a jednak. - Mój, twój, nasz - zaśmiał się, w myślach budując całe zdania. Mój chłopak. Nasz... związek. Czy to naprawdę nie było zbyt idealne, żeby mogło być prawdziwe?
Nie sądził, żeby strach odszedł tak od razu. Ta jedna deklaracja nie była w stanie rozwiać wszystkich wątpliwości, zamknąć całej przeszłości, dać pewność co do przyszłości. Na to trzeba było czasu - więcej, niż kilka godzin poza szkołą. Ta cienka lina nad przepaścią wcale nie stała się nagle szerokim mostem. Wystarczyło jednak, że miał pewność, że naprawdę są na niej razem. Że żaden z nich nagle nie ucieknie, zostawiając tego drugiego samego. O to chyba mu chodziło.
Prośba Serpensa w zupełności pokrywała się z jego myślami. Też nie chciał nigdzie się stąd ruszać, choć z drugiej strony nie pogardziłby jakąś kanapą czy czymś, gdzie mógłby być bliżej. Niestety, był jeden minus - zostało stosunkowo niewiele czasu do ciszy nocnej. Jeśli do tego czasu nie wrócą do Hogwartu, będą mieli przechlapane. O ile już nie mieli.
Przez kolejnych kilka minut siedzieli przy stoliku, popijając wino, podjadając przekąski, szukając wzajemnego dotyku... Siedzieli w ciszy, w której było coś kojącego. Nie było im trzeba nic więcej. Zegar jednak, jak na złość, nie chciał się zatrzymać. W końcu Felix przerwać tę ich małą utopię.
- Obawiam się, że musimy iść. Nie mam nic przeciwko szlabanowi z tobą, gorzej, jak nas wyrzucą - stwierdził, krzywiąc się. Wyjął z kieszeni dwa galeony, zakładając, że to zdecydowanie wystarczy za wino i przekąski, wstał i w drodze do wyjścia złapał Serpensa za rękę. Nie miał zamiaru go puszczać, nie było mowy.

zt x2


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Restauracja Masquerade   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: