Share | 
 
Główna ulica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Główna ulica   20.11.15 23:36

First topic message reminder :

Główna ulica
Główna ulica najpopularniejszego magicznego miasteczka w Wielkiej Brytanii. Stąd dotrzesz do większości najpopularniejszych sklepów i knajp. W dniach wycieczek z Hogwartu potrafi być tu naprawdę tłoczno. W okresie jesienno-zimowym, kiedy na dworze szybko robi się ciemno, latarnie i światełka porozwieszane na budynkach tworzą niepowtarzalny klimat, nomen omen, magiczny.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Główna ulica   18.03.16 22:45

Sobotni wieczór.
Alyssa jak zawsze szlajała się po Hogsmeade, a to poszła tutaj a to poszła tam. Oczywiście najpierw spotkała się ze swoim "przyjacielem", bo przecież musiała jakoś normalnie funkcjonować. Jak zawsze była ubrana jak na lato i jak zawsze ludzie/czarodzieje, patrzeli się na nią jak na wariatkę, którą pewnie była. Ale jakoś nie zależy jej na tym co myślą inni. Przejechała dłonią po swoich długich blond włosach i weszła do gospody. Jak zawsze zamówiła tam sobie drinka i szukała jakiegoś towarzysza. Potrzebowała po prostu z kimś pogadać, a raczej udawać jak rozmawia i przekabacić go na swoją stronę a potem wykorzystać. Teraz tylko tak działała, szukała "przyjaciół", którzy nie będą zadawali jej za dużo pytań o jej życiu. Bo przecież nie będzie się nikomu spowiadać, choć z drugiej strony mogłaby. Nawet ostatnio chciała porozmawiać z Olivią, ale nigdzie nie mogła na nią wpaść. A pisanie do niej listu, wydawało się desperackim posunięcie, poza tym, przecież nie chciała aby dziewczyna wiedziała kim tak naprawdę jest. Lepiej dla niej, jeśli już nigdy się nie spotkają.
W gospodzie spędziła jakąś godzinę, ale niestety nie było tam nikogo, kto ją zainteresował, oczywiście. Dopiła drugiego drinka i wyszła z gospody. Noc była, cóż, bez chmurna, więc pewnie ciepła. Westchnęła cicho i poszła w stronę, w sumie czy to ważne gdzie szła ? Szła po prostu przed siebie, tak bez celu. Nie musiała w tej chwili załatwić panience L. niczego, więc można powiedzieć że miała, tak jakby wolne. Znów przeleciała dłonią po swoich włosach i wyciągnęła się.
Dawno nie zrobiła niczego szalonego i szczerze jej tego brakowało. Brakowało jej dni w których wychodziła na słońce i się nim cieszyła, dni w Zamku, kiedy nie było jeszcze wojny. Tej przeklętej wojny, która przekreśliła jej całe życie. Teraz musiała się ukrywać i pilnować, bo Ministerstwo nie spuszczało jej z oczu, a raczej tak jej się wydawało. Czuła sie jak ruchomy cel, albo raczej jak tykająca bomba. Sama nie wiedziała co się z nią dzieje, była jakaś dziwna i ciut agresywna, oraz wredna. A taka była chyba zawsze, prawda ?
Gdy szła tak z głową w chmurach, nagle wylądowała na głównej ulicy. Nie wiedziała dokąd stamtąd pójdzie, ale na pewno obierze sobie jakiś kierunek, albo pójdzie przed siebie, tak jak idzie teraz, pewnie gdzieś dojdzie. Przecież każda droga gdzieś prowadzi.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Główna ulica   18.03.16 22:47

Wymykanie się ze szkoły zawsze wiązało ze sobą pewne ryzyko, którego Liv podejmowała się za każdym razem opuszczając teren szkolny. Zdawała sobie sprawę, że mogą ją złapać, że mogą ukarać szlabanem, ujemnymi punktami, a nawet zawieszeniem, a jednak uparcie powtarzała ten wyczyn praktycznie co sobotę, jakby w ten dzień szczególnie nudziło ją towarzystwo innych osób. A może musiała doładować poziom adrenaliny, bo móc normalnie funkcjonować przez kolejnych siedem dni? Mniejsza, przyczyna nie była ważna. Liczyło się, że w tym momencie po raz setny szła tajnym przejściem, o którym wiedziało tak niewiele osób. Niby wtajemniczyła Darrena, ale tego, czego mogła być u niego pewna, to, że tajemnice nie ujrzą światła dziennego. I wcale nie chodziło o to, że trzy czwarte szkoły nie przepadało za Krukonem, uważając go za totalnego dupka. W sumie Reagan popierała ich zdanie, a jednak trwała przy przyjacielu uparcie. Powinien to docenić, a nie docinać jej na każdym kroku (co z tego, że ona robiła to samo?). Cham! Żeby wyłysiał!
Westchnęła i poprawiła kołnierz płaszcza. Niby śniegiem już nie zacinało, ale jednak wiało, plus pora była dość późna. Gdzieś tam w głowie panny Reagan pojawiła się myśl, że może mieć pewne problemy z powrotem do szkoły, jeśli zamkną Miodowe, ale odegnała to w zapomnienie. Zawsze może wrócić rano, kiedy tylko zrobi się większy tłok w sklepie. Rozejrzała się po ulicy i swobodnie, nie wzbudzając niczyich podejrzeń zaczęła spacerować, po drodze przyglądając się witrynom. Nie miała jasno określonego celu, potrzebowała po prostu się wyrwać ze szkolnych murów. Czas mijał, ona zagłębiała się coraz bardziej w odmęty wioski skupiona na sobie, bo przecież nie będzie się przejmować innymi ludźmi, których nawet nie znała. Kto wie, może dość szybko wróciłaby do zamku, gdyby nie fakt, że kawałek przed sobą dostrzegła postać, która wydawała jej się znajoma. Alyssa. Co takiego robiła? W Liv od razu obudziła się ciekawość, którą musiała zaspokoić. Przyspieszyła nieznacznie, aby zmniejszyć dzielący je dystans, a tym samym nie narazić się na przyłapanie. Serce przyspieszyło jej z powodu adrenaliny. Czuła, że za tym musi kryć się coś większego. Coś, czego wcale nie powinna wiedzieć, ale przecież nie byłaby sobą gdyby nie wścibiała nosa w nie swoje sprawy! Dlatego uparcie podążała śladami swojej dostawczyni nielegalnych substancji.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Główna ulica   18.03.16 23:16

Nie miała żadnego celu swojej podróży, w sumie to była bardzo oddalona myślami od tych wszystkich ludzi którzy przechodzili obok niej. Choć słyszała każde bicie serca, co było zabawne wszystkie biły równym rytmem. Pokręciła delikatnie głowa, ten głos powinien ją denerwować a wręcz irytować, ale jednak kiedy "zaspokoiła swój głód" jakoś bardzo ją to uspokajało, Co było dość dziwne, nigdy nie pytała się swojego nauczyciela, czy właśnie tak ma każdy. Jakoś nigdy nie zwróciła na to uwagi, zawsze by mogła go spytać, czy coś. Ale czy takie pytanie było warte zachodu ? Nie wydawało jej się, na to pytanie były tylko dwie odpowiedzi. Albo każdy tak ma, albo tylko ona. Czyli pięćdziesiąt procent szans że odpowiedź ją zadowoli, jak dla niej to za mało aby się fatygować i aby fatygować jego. Więc po prostu da sobie spokój z tym pytaniem, a może przy okazji zapyta.
Przeszła przez główną ulicę i nagle poczuła się dziwnie, moze nie tylko co dziwnie ale coś było nie tak. Coś było nie do końca, tak jak powinno być. Rytmiczne bicie serc ludzi, zostało teraz dziwnie zaburzone, jednym nierównym biciem serca. Nie miała żadnych super mocy, raczej miała, ale bez przesady, wszystkiego nie wiedziała. Więc pomyślała że jakiś dzieciak zaczął sie jarać czymś na wystawie. Nie zwracając na to większej uwagi, dziewczyna zaczęła iść dalej jak gdyby nigdy nic. Przeszła przez główną ulicę, można powiedzieć że znalazła się na jakiś obrzeżach Hogsmeade. Nie było tam za dużo ludzi, owszem było ich kilku ale nawet nie zwracali na nią uwagi. Jedyne co zaczęło ją irytować to to, że ciągle czuła te bicie serca, jakby ktoś wciąż za nią podążał krok w krok.  Nie podobało jej się to, czyżby Ministerstwo zaczęło ją śledzić ? Niee.. przecież nie zrobiła nic złego, oprócz szmuglowania alkoholu i innych używek i sprzedawania małolatą. Taa, jednak robiła cos złego, ale to nie pierwszy raz.
Przed sobą miała skręt w lewo i prawo. Gdyby skręcił w lewo, doszła by znów do ulicy głównej, któa tak naprawdę nie była daleko. Gdy skręci w prawo, wejdzie w ślepy zaułek. Nie każdy wiedział że własnie tam się on znajduje, wyglądało to na zwykłą drogę, ale jeśli poszło sie głębiej i skręciło, nie było już tam niczego. Po prostu ściana. Alyssa postanowiła skręcić w prawo. Jeśli ktoś ją śledzi, zapędzi ta osobe w ślepy róg i wtedy się dowie kto to. A jeśli za nią nie pójdzie, to znaczy że dziewczyna ma paranoje. W każdym bądź razie, dziewczyna schowała się w cieniu, za jednym z kontenerów. Jeśli owa osoba za nią pójdzie i postanowi iśc dalej, Alyssa ją zaskoczy i podeprze do muru. Tak, plan genialny.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Główna ulica   22.03.16 16:10

Bycie wścibskim zawsze sprowadzało na ludzi kłopoty. Zamiast zająć się własnymi sprawami człowiek pchał się w miejsca, które powinien omijać szerokim łukiem. Wtykanie nosa w nieswoje sprawy wiązało się z ryzykiem i o tym musiał wiedzieć każdy, kto planował coś podobnego uczynić. Niestety, pomimo wiedzy na ten temat, Reagan bardzo często naginała zasady, byleby tylko zaspokoić swoją ciekawość. Uwielbiała ryzyko, uwielbiała adrenalinę, tajemnice i przygody. A właśnie wszystkie te cztery rzeczy dawało jej podążanie śladami Alyssy. Czy kobieta byłaby zadowolona wiedząc, że ktoś idzie za nią? Prawdopodobnie nie, dlatego Liv robiła wszystko, byleby tylko nie zostać zauważoną. Poruszała się cicho, dość zwinnie. W końcu treningi Quidditcha robiły swoje. Starała się pozostać w cieniu, byle nie rzucać się w oczy gdyby śledzona nagle postanowiła się odwrócić. Dodatkowo utrzymywała pewną odległość, która zawsze dawała jej możliwość cichego odwrotu. Przestrzegała tego wszystkiego i była niemal przekonana, iż w takich warunkach nie dało się dowiedzieć o jej obecności. Dlatego była względnie spokojna, chociaż gdzieś tam w jej organizmie pojawiła się czerwona lampka, która zakorzeniła w ciele ziarenko niepokoju. To jednak nie miało jeszcze odpowiednich warunków do tego, aby zacząć kiełkować, dlatego chwilowo dziewczyna pobawiona była pewnych instynktów, jak na przykład ten samozachowawczy.
Czas mijał, a ona nadal nie wiedziała dokąd zmierza w tym wszystkim. Liczyła na to, że Alyssa idzie w jakieś super miejsce, ale przecież istniała możliwość, że po prostu wyszła na spacer. W takim przypadku Liv na pewno poczuje się rozczarowana, ale zdecydowanie nie będzie mogła mieć tego za złe swojej handlarce. Na razie zresztą twardo za nią szła, chociaż powoli się nudziła. Nie działo się kompletnie nic, a panna Reagan potrzebowała akcji. Najlepiej dużej! Przez umysł Gryfonki przebiegła myśl, że chyba właśnie minęły praktycznie całą wioskę znajdując się na obrzeżach, ale zaraz wyleciało jej to z głowy. Miała ważniejsze sprawy na głowie. Gdzieś w swojej nieuwadze zgubiła śledzoną kobietę. Zmarszczyła brwi i przyspieszyła. Nie zastanawiała się, gdzie powinna skręcić. Wybrała prawo, jakby wiedziona jakąś magiczną siłą. Pi kilkunastu krokach doszła w jakiś ślepy, zabudowany zaułek. Na Merlina, po co w wiosce takie parszywe miejsce? Rozejrzała się. Niestety, Alyssy jak nie było, tak nie ma.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Główna ulica   22.03.16 20:37

Może Alyssa oduczy dziewczyny tej wścibskości, bo mogło się to dla niej źle skończyć. Wiadomo że dziewczyna nie mogła wiedzieć jakim zagrożeniem była dla niej blondynka, bo skąd ? Może miała jakieś podejrzenia, ale czy były one słuszne ? Gdyby tak było, na pewno nie pchałaby się za nią. Gdyby posklejała wszystko fakty do kupy, przeszłoby jej łażenie za nią. Bo dajmy na to, gdyby blondynka była głodna i nie panowała nad sobą. Cóż, życie dziewczyny skończyłoby się dość szybko a nie wiadomo czy Alie mogłaby się opanować. Cóż, dla niej pewnie też nie skończyłoby się dobrze. Mogłaby nawet skończyć w Azkabanie, czy coś.   Ale najwyraźniej Liv tego nie przemyślała, nie wpadła na to że jej „dostawczyni”, mogła zagrażać jej życiem. Nie ma co się jej dziwić, najwyraźniej Alyssa dobrze chowała swoją prawdziwą twarz. Powinna być z tego dumna, no i w sumie była. Ale jak wiadomo nie  wiedziała kto za nią idzie. W jej głowie nadal był to ktoś z Ministerstwa. W głowie już jej szumiało i zaczęła się denerwować, bo przecież co miałaby zrobić, gdyby teraz ktoś tu przyszedł i zaczął ją wypytywać, przepytywać. Bała się, bardzo się bała, ale w jej głowie rodził się chory plan. Złapać, wgryź się w szyje i zabić. Choć nie było to możne za mądry pomysł, bo wtedy na pewno by ją znaleźli i zamknęli.
Przestań o tym myśleć, Glass
Upomniała siebie w myślach, ale jakoś nie mogła. Bo przecież nikt o zdrowych myślach by jej nie śledził. Spokojnie, zaraz się wszystko wyjaśni.  Musiała tylko wpędzić tą osobę w ślepy zaułek i wtedy będzie po strachu. Oczywiście musiała się uspokoić, i nie rzucić na tę istotę z kłami. Na szczęście głodna, to ona akurat nie była. Ale to i tak nie znaczyło, że nie mogła rzucić się na daną osobę. Schowała się za jednym z kontenerów i czekała, wydawało jej się że trwa to wieczność. Choć trwało to zaledwie parę sekund, góra minutę. Usłyszała kroki, zbliżały się, dziewczyna, bo w tej chwili mogła to stwierdzić, szła dalej w ślepy zaułek. Widać było że jej szuka.. Alyssa, bezszelestnie podeszła do pleców dziewczyny i szybkim ruchem przywarła ją do muru, oczywiście pierw musiała ją obrócić. Wszystko działo się szybko i po sekundzie stały twarzą w twarz. Oczywiście nie zrobiła tego za szybko, tego całego obrotu i tak dalej, choć mogło się tylko jej tak wydawać. Może zrobiła to szybko, za szybko. Nie ważne.. Oczy które kipiały ze złości wpatrywały się w oczy dziewczyny. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę kogo ma przed sobą. – Czy to do końca zgłupiałaś ?! – . Omal nie podniosła głosu na dziewczynę. Co ona do jasnej cholery sobie myślała ?!   – Po co za mną szłaś ? – oczywiście jeszcze jej nie wypuściła z dziwnego uścisku. Prawą dłonią przyciskała jej bark do muru, gdy spostrzegła że to Liv, obluzowała delikatnie uścisk.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Główna ulica   03.04.16 13:01

Szpiegowanie było świetną sprawą. Zwłaszcza, jeśli obiekt nie zdawał sobie z tego sprawy, a przynajmniej w mniemaniu Liv, która niestrudzenie podążała śladami kobiety. No bo jak mogłaby wiedzieć o jej obecności, skoro Gryfonka zachowała wszelkie środki ostrożności? Nie dało się, po prostu się nie dało. Musiałaby mieć jakieś zdolności ponadprzeciętne, czy coś podobnego, a sama Reagan w to nie wierzyła. A może jednak? Może gdzieś w jej umyśle zaczynało się coś pojawiać? Jakaś tajemnicza myśl, niby błąkająca się, ale nadal nieuchwytna? Może właśnie to ostatecznie popchnęło ją do podążania za Alyssą? Sama nie wiedziała z czym to jest dokładnie związane, ale z jakiegoś powodu za nią szła, prawda? I na pewno nie chodziło jedynie o to, że wyglądała podejrzanie, bo ostatecznie Liv śmiało mogła wskazać o wiele więcej dziwnych osób. A to jednak Alyssa przyciągnęła jej spojrzenie i już tak zostało. Przez całą drogę przez Hogsmeade, aż po ten dziwny zaułek, który powinien jasno dać Gryfonce do zrozumienia, że nie powinna się tam pchać. A jednak się wepchała, bo przecież nie byłaby sobą, gdyby nie wytrwała do końca, prawda? Jak później mogłaby spojrzeć samej sobie w lustrzane oczy? Bo przyjaciele to tam kij, ale musiała sama wiedzieć, że się nie poddała.
Stojąc w ciemnym zaułku zaczęła rozglądać się dookoła. Coś jej tu nie pasowało. Nigdzie nie widziała kobiety, a przecież nie byłaby wstanie ukryć się tak szybko, zupełnie niezauważona przez Reagan, która mimo wszystko miała dość bystre spojrzenie, co skutecznie pomagało jej w Quidditchu. Zmarszczyła brwi i głośno wciągnęła powietrze. Coś tu śmierdziało i na pewno nie był to odór rozkładających się śmieci czy innych syfów. A kiedy tak bezceremonialnie zagłębiała się dalej w upartych poszukiwaniach… została gwałtownie przyparta do muru, co zdecydowanie nie należało do rzeczy bezbolesnych. Najpierw Leo, teraz to? Czy ona kiedykolwiek wróci do pełnego zdrowia? Przez chwilę, z powodu pewnego szoku, Liv nie do końca ogarniała co się dzieje. Kto ją napadł? Kto w ogóle śmiał to zrobić?! A gdy się uspokoiła… okazało się, że patrzy w twarz Alyssy.
- A nie dało się delikatniej? – spytała z nieukrywanym niezadowoleniem – Ja zgłupiałam? No przepraszam bardzo, ale to ty atakujesz ludzi, nie ja – rzuciła oburzona. Bo kto tu mógł zarzucać sobie zgłupienie? – Ej wiesz… to trochę niewygodne – spojrzała wymownie na jej uścisk. Alyssa była zdecydowanie silniejsza niż Liv przypuszczała – No bo wyglądałaś trochę podejrzanie i chciałam zobaczyć dokąd idziesz. Nudziłam się – wzruszyła ramionami na tyle, na ile mogła.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Główna ulica   04.04.16 18:10

Świetną sprawą może było, gdy wiedziało się jakie zagrożenie szło przed tobą. Gdy wiedziało się kogo się szpiegowało, ale Liv nie miała zielonego pojęcia za kim szła, co mogła dziewczyna jej zrobić. Gdyby nie to że potrafiła się opanować i czasem trzeźwo myśleć. Bo nie zawsze jest taka opanowana. Gryfonka miała szczęście że trafiła na jej lepszy, a raczej na najedzony dzień blondynki. Bo strach pomyśleć co by było gdyby. Lepiej wcale o tym nie myśleć, lepiej cieszyć się z tego że nic się nie stało. Oprócz tego, że L. na pewno będzie miała niemałe siniak po spotkaniu z niebieskooką. Bo jak można być tak nierozważnym, aby śledzić wampirzycę. Nigdy tego nie zrozumie, bo przecież tutaj nie ma co rozumieć ! Zachowała się głupio i nierozważnie. Nie przemyślała wszystkiego, z czego dziewczyna powinna się cieszyć, bo to dawało jej do zrozumienia że dobrze się maskuje. Że nikt nie zna jej tajemnicy, której tak bardzo nie chciała nikomu zdradzać. Przez tą cholerną „klątwę”, bo inaczej tego nazwać nie potrafiła. Jej życie było wręczy do dupy. Zawsze była duszą towarzystwa, miała włoku siebie przyjaciół, śmiała się i bawiła. A teraz, teraz chowała się pomiędzy murami w cieniu słońca. Słońca którego już nigdy nie poczuje na swojej skórze. A brakowało jej tego uczucia, uczucia muskającego ciepła. Wszystko by za to oddała, aby choć raz poczuć słońce i się przy tym nie spalić.
Ciemne zaułki nigdy nie były bezpieczne, dla ludzi. Dla uczniów którzy byli za bardzo ciekawscy, aby przestać iść w ciemność za dziewczyną. Cóż, nie dało się ukryć że Alyssa, zbyt delikatnie nie potraktowała dziewczyny. Bo przecież, nie wiedziała że to ona, ale nawet to nie dało jej do zrozumienia aby wypuścić dziewczynę z uścisku. Atakujesz ludzi ?! O Merlinie, czy ona wiedziała kim jest Glass, czy może się domyślała?! Nie mogła, przecież nie mogła wiedzieć. Ale zaraz, przecież pewnie chodziło jej tylko o tą sytuację. Dziewczyna westchnęła cicho i dała wygadać się dziewczynie. Ciągle ją obserwowała i jej słuchała, a na słowa że wyglądała podejrzanie, po prostu się roześmiała. Gdy dziewczyna skończyła gadać, jeszcze przez chwilę myślała i ja puściła, zdjęła z jej ramienia swoją zimną i ciężką dłoń. Przecież jak ucieknie to i tak ją złapie, jeśli coś pójdzie nie tak. – Po pierwsze, nie zaatakowałam Ciebie, aż tak dosłownie, oczywiście. Bo nawet ciebie nie pobiłam. I nie dało się delikatniej. Ciekawe jak ty byś się czuła, gdyby ktoś za tobą szedł, przez pół miasta. Po drugie, jeśli wydawało ci się że wyglądam podejrzanie. To nie pomyślałaś że iście za mną jest bardzo głupie i nie odpowiedzialne? I jeśli Ci się nudzi, to znajdź sobie zajęcie a nie śledzenie mnie. – Burknęła do niej i odpaliła papierosa. – A pomyślałaś co by było jeśli serio ktoś by cie napadł ? – Zapytała i uniosła jedną brew ku górze.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Główna ulica   29.04.16 19:39

Zagrożenie było czymś, z czym Liv borykała się każdego dnia, a jej porywczy i niekiedy dość wybuchowy temperament jedynie jej to ułatwiał. Instynkt samozachowawczy szwankował ujawniając się dopiero wtedy, kiedy sytuacja była faktycznie kiepska. Bo kiedy już nie było innego wyjścia umiała o siebie walczyć. Nikt przecież z własnej woli nie pozwala innym krzywdzić siebie, prawda? A co jak co, ale Reagan ceniła swoje ciało i swoją wolność. Jej ograniczenie było tą jedną z nielicznych rzeczy, której się obawiała. Czucie się jak ptak w klatce nie było niczym przyjemnym, a tym bardziej odczuwanie tej cholernej bezsilności, która towarzyszyła podobnemu czynowi. Lubiła mieć kontrolę, lubiła mieć pewność, że w każdej chwili może się wycofać. I chociaż nie doświadczała podobnego uczucia często, bo kto chciałby próbować zniewolić kogoś takiego jak ona, to jednak w głębi siebie wiedziała, że pakowanie się w ten ciemny zaułek tak właśnie może się skończyć. Nie była głupia, często umiała przewidzieć jak coś się skończy lub co się wydarzy. Szkoda tylko, że  poprzez dumę i swoją arogancję życiową brnęła przed siebie niestrudzenie dalej.
I faktycznie, jej prognozy sprawdziły się idealnie, kiedy ktoś tak usilnie przyparł ją do muru. W pierwszej chwili poczuła ukłucie strachu, które momentalnie zostało zamaskowane irytacją. Kto śmiał? Kto prosił się o przysłowiowy wpierdol? No i dowiedziała się. Alyssa. Czy ona oszalała, czy faktycznie jej się poważnie nudziło? Bo chyba nikogo nie zdziwi fakt, że na chwilę obecną uczennica nie dostrzegała w tym wszystkim nie krzty swojej winy. Na całe szczęście kiedy skończyła swój monolog, została uwolniona z dość bolącego uścisku. Zmarszczyła brwi. Kolejne siniaki? Jeszcze ktoś byłby skłonny pomyśleć, że wdaje się w jakieś nielegalne bójki. Gdyby oczywiście paradowała przed kimś bez ubrań.
- Tłumacz to sobie jak chcesz. Skoro ja poczułam się zaatakowana, to znaczy, że tak właśnie było – żachnęła się trochę urażona – Przecież atak nie zawsze wiąże się z pobiciem. Mogłaś być jakimś zboczeńcem co lubi łapać panny za cycki, ewentualnie złodziejem. Ja? Zapewne kapnęłabym się wcześniej niż ty, plus nie chodzę do takich podejrzanych miejsc. Więc chodzenie za mną nie miałoby większego sensu – wzruszyła ramionami. Co za niereformowalne z niej stworzenie, doprawdy – Nie wydawało mi się. Ty po prostu podejrzanie wyglądałaś. I nie, nie uważam, że to głupie. Kto wie, może chciałam sprawdzić czy mój diler czasami nie pakuje się w kłopoty, przez co utraciłabym dostęp do towarów – bo przecież mimo wszystko Liv nigdy nie mówiła ludziom, że ich lubi, nawet jeśli faktycznie tak było – Skopałabym go – przyznała pewnie, słysząc pytanie – Co tu robiłaś? – tym razem padło z jej ust.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Główna ulica   02.05.16 22:47

Zagrożenia ? Co taka dziewczyna mogła wiedzieć o zagrożeniu? To że od czasu do czasu biegała sobie po Lesie, wcale nie znaczyło że wie co to prawdziwy strach i prawdziwe zagrożenie. Choć, może jednak wie. Pewnie tak samo jak wszyscy stanęła w bitwie. Cholerna bitwa, która wywróciła życie Alyssy do góry nogami. Tak bardzo chciałaby się wrócić do tamtych dni, w których była jeszcze normalna i miała włoku siebie przyjaciół. Teraz musiała wszystkich odpychać, każdy kto zbliżył się do niej, był narażony. Ostatnio odnalazła swoją przyjaciółkę, Olivie. Było to nawet miłe spotkanie po latach, ale jednak. Widziała ja tylko raz i to był ostatni raz kiedy siebie widziały. Możliwe że to przez Alyssę, przecież to ona unikała ludzi jak ognia. Z jednej strony tak bardzo chciałam, przy sobie kogoś mieć a z drugiej tak strasznie się tego bała.
Jest parę rzeczy, który Glass nie toleruje. Pierwsza, gdy ktoś uważa że może z nią pogrywać. Druga, gdy ktoś przekracza granicę w pozwalaniu sobie i trzecia, gdy ktoś ją śledzi. Cóż, prawie wszystkie jej granice przekraczała niejaka panna L. Serio ta dziewczyna czasem nie wiedziała kiedy się zamknąć. Tak jak tamtego dnia w chacie, prawdę mówić zirytowała ją i to bardzo. Dziewczyna, musiała być wdzięczna że Ali się śpieszyła i musiała sie kontrolować i że nie wie o niej wszystkiego. Wtedy inaczej by z nią pogadała, ale niestety. Nie mogła jej zdradzić o sobie prawdy, jeszcze nie teraz. Nie do końca wiedziała na co czeka, ale na pewno na jakiś dobry moment. Moment w którym L., będzie podparta do muru i już nie będzie mogła się cofnąć. Albo przystąpi na jej warunki albo i nie. Zawsze mogła wykorzystać do tego jej chłoptasia. A wnioskując po tym, jak się na nią patrzył w chacie, cóż.. Trudne to nie będzie, oczywiście, będzie to wymagało jakiegoś poświęcenia ze strony Glassowej, ale to raczej należy do przyjemności. Serio, Reagan nie wiedziała w co się pakuje. A dla Alyssy to czysta zabawa. Oj tak.
Gryfonka, narażała się coraz bardziej na gniew Ali. Nie dość że zarzucała jej iż powinna być jej wdzięczna, to jeszcze teraz ją śledziła. ŚLEDZIŁA JĄ ! Serio, niech Merlin ma ją na oku. Bo aż prosiła się o delikatny wpierdol, a raczej utratę krwi. Nie miała pojęcia ile kosztuje blondynkę stanie z nią w ciemnej alejce, gdzie nikt nie usłyszy jej krzyku. Aż kły same się wysuwały.. Oh, Sanguini nawet nie wiesz jak ciebie teraz potrzebuję.
Alyssa słuchała jej bawiąc się przy tym swoim naszyjnikiem. Już dawno ją puściła i tak jej za daleko nie ucieknie, jeśli będzie chciała to zrobić. " Kapnęłabym się szybciej niż ty" Na te słowa, Alyssa pierw zrobiła dziwną minę a potem roześmiała się w niebo głosy. Serio, kapnęłaby się szybciej. Aż musiała zakryć sobie ręką buzię, nie spodziewała się że ktoś może być aż tak pewnym siebie. W sumie, bardziej pewnym siebie niż ona. Naprawdę, czasem ta małolata potrafiła poprawić humor. - Dobra już, nie urażaj się tak. - machnęła ręką gdy przestała się śmiać. Cóż nie mogła się opanować, a wybuch śmiechu nie zostawił po sobie żadnego cienia na jej twarzy. Patrzała na nią chłodnym wzrokiem. - Nazwij mnie jeszcze raz swoim dilerem, a to ja skopie ci tyłek. Po drugie, moja droga to czy ja wyglądam podejrzanie czy też nie i czy chodzę do takich miejsc, to nie jest twój interes. A poza tym pomyśl, skąd miałabym inaczej załatwiać dla ciebie prezenty. Po trzecie, nie powinno wcale ciebie obchodzić co tutaj robiłam, ale jakby dłużej się nad tym zastanowić to może mieszkam w okolicy, serio nie przeszło Ci to przez głowę ? I po trzecie, jeśli jeszcze raz gdzieś za mną pójdziesz i będziesz mnie śledzić. To skończy się sielanka i będziesz musiała załatwić sobie kogoś innego. Bo jak Ci mówiła wtedy, robię to tylko dla rozrywki, serio twoje pieniądze których w sumie i tak zawsze zapominam zabrać albo za bardzo się śpieszę i nie biorę. Nie robią dla mnie żadnej różnić. - Mówiła wszystko spokojnym tonem, jak do małego dziecka, choć gdzieś w środku nadal wrzała w niej złość. Musiała się opanować i to szybko, lub ona powinna stąd zniknąć...
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Główna ulica   27.06.16 12:20

Prawdą było, że o zagrożeniu Liv nie wiedziała zbyt wiele, bo chociaż gdzieś tak zdawała sobie sprawę z jego istnienia, tak zwyczajnie się nim nie przejmowała, zawsze wszystko bagatelizując. Albo olewając, ignorując, odpychając gdzieś w kąt. Prawdopodobnie była to oznaka głupoty, bo odwaga pewnie nie miała z tym nic wspólnego. I pomyśleć, że kiedyś uważała się za osobę racjonalną. Czy w takim razie powinna pakować w durne sytuacje, które normalnego człowieka doprowadziłyby do palpitacji serca, ewentualnie przyprawiły o zawał i zgon na środku ulicy? Bo prawdopodobnie żaden normalny człowiek po pierwsze nie pchałby się ciemne zaułki, po drugie nie stałby i nie wykłócał się w momencie zagrożenia, nawet jeśli chodziło o osobę, którą się w jakiś sposób znało. Bo ostatecznie skoro Liv została zaatakowana, kto wie, czego jeszcze mogła się spodziewać po swojej dilerce. Nie to, żeby się obawiała, bo przecież sama warczała na swoją rozmówczynię, która zdecydowanie nie była z tego powodu zadowolona. Czy Reagan się tym przejmowała? Niespecjalnie. Co jasno pokazała w momencie dość niemiłych i natarczywych wypowiedzi, powodując, że atmosfera na chwilę stała się napięta. Jakąś tam sympatią darzyła Alyssę, ale bez przesady. Żeby tak wszystko zrucać na nią, kiedy ona zwyczajnie poszła z kobietą, która już daleka wyglądała podejrzanie? Jej wina, że nie umiała się lepiej ukrywać ani maskować. Bo skoro zwróciła uwagę Liv, mogła zwrócić każdego, kto tylko by się nawinął. Dlatego Reagan była zirytowana na tyle, aby zapomnieć o rozsądku i wdawać się w dyskusję.
Jej irytacja znacznie się zwiększyła, kiedy kobieta nagle zaczęła się śmiać. Zmierzyła ją chłodnym, urażonym spojrzeniem, wyklinając w głowie i śląc w jej stronę niezbyt pochlebne myśli. Jak dobrze, że ta nie umiała w nich czytać. Kto wie, czy w tej chwili Liv nie straciłaby swojego jedynego dostawcy wszystkiego.
- Skopiesz tyłek w takich butach? Prędzej się wywalisz, niż cokolwiek nimi zrobisz – rzuciła wymowne spojrzenie na buciory. Sama nigdy nie rozumiała jak człowiekowi mogło być w nich wygodnie. Przecież to aż się prosiło o zaliczenie gleby i obdarcie sobie twarzy. – Może i nie mój, ale moim interesem jest to, co robię ja. Nie dziwi się, że ktoś za tobą poszedł. Mógł to być ktokolwiek, a chyba lepiej, by o jakimś tam twoim sekrecie dowiedział się ktoś kogo znasz, niż obcy, który mógłby wszystko wygadać – wzruszyła ramionami, niezrażona słowami kobiety. Bo chociaż Liv uwielbiała się pchać w sprawy innych ludzi, tak nie rozpowiadała niczego, czego wiedziała, że nie należy mówić. – Nie wyglądałaś, jakbyś szła do domu, więc ten argument jest inwalidą. Poza tym w takim miejscu? W takich ciemnościach? Rajcuje cię mieszkanie w nich? – Rzuciła dość ironicznie, pewnie spoglądając w twarz kobiety. – Kogoś innego? Te słowa brzmią, jakby istniał ktoś lepszy. Zawsze myślałam, że to ty jesteś niezawodna – dodała. Tak, ona i dobre maniery ze sobą nie współgrały.
Powrót do góry Go down
Alyssa Glass

avatar
Gracz


Skąd : Axbridge
Liczba postów : 82
PisanieTemat: Re: Główna ulica   27.06.16 14:47

Po prostu, prawdziwa Gryffonka. W głowie zamiast, rozumu miała guzik, który włączał się przy niebezpiecznych okazjach. "Jestem Gryffonem, jestem odważny i niczego się nie boje." Tylko, że to nie odwaga, to głupota. Czasem lepiej jest się wycofać, a nie pchać się w paszcze lwa. Co właśnie robiła owa dziewczyna. Alyssa była zdenerwowana, wręcz wkurwiona. Za każdym razem, jak L. otwierała swoją twarz. Miała ochotę jej zajebać. Jak można być tak bezczelnym gówniarzem, przecież to jest nie normalne. Zero wdzięczności, zero niczego. Kto ją wychował?! Alyssa, aż miała ochotę się w nią wgryźć, aby jej pokazać, że z nią sie nie zadziera. Po prostu, tego się nie robi. Mimo ze wygląda, jak wygląda. To tylko przykrywka, jej dziwkarski strój odwracał uwagę od bladej skóry i tego, że zawsze była zimna. Jeśli o temperaturę ciała chodzi. To wręcz idealne rozwiązanie, dla niej. Ale wróćmy do bezczelnej Reagan. W tym momencie, Alyssy, była o krok od popełnienia morderstwa i wylądowania w Azkabanie.
Oddychaj Alyssa, mimo, że nie jest Ci to do niczego potrzebne. Po prostu oddychaj!
- Dobra Reagan. - warknęła do niej i złapała ją za barki. Mocno, dość mocno. - Jeśli tak bardzo chcesz, mogę zaraz Ci pokazać, jak potrafię skopać tyłek w takich butach. - Uspokój się Alyssa, uspokój się. - Nie martw się tak o mnie, dam sobie radę. I potrafię dopilnować swoich sekretów. - Nadal była zdenerwowana, miała ochotę ją rozszarpać. - Rajcuje mnie wiele rzeczy. Po pierwsze, mieszkam na obrzeżach i to właśnie w tę stronę. A po drugie, gdy się zorientowałam, że ktoś za mną idzie. Zmieniał kierunek. - Nie wiedziała, dlaczego ona się jej tłumaczy. Ale to jej pomogło, gdy mówiła, mniej się denerwowała. Chociaż, w jej oczach było widać agresję. - W dupie mam, czy jest ktoś lepszy czy nie. Tutaj bardziej chodzi o to, że za niedługo będziesz się martwić tym, od kogo będziesz kupować.  Jeszcze jeden krzywy ruch a pożałujesz, ze mnie poznałaś. - warknęła zezłoszczona. W końcu puściła jej ramiona, choć przed tym jeszcze nią potrząsnęła. - A teraz znikaj z moich oczu, bo nie chce mieć ciebie na sumieniu. - burknęła i odeszła do dziewczyny. Gdyby została tutaj dłużej, źle by się to skończyło. Bardzo źle i dla niej i dla Liv. Czasem lepiej odejść. Ale jeszcze jedna taka sytuacja i przestanie być zabawnie.

Z/T x2
Powrót do góry Go down
Harvey Newton

avatar
Gracz

Liczba postów : 8
PisanieTemat: Re: Główna ulica   13.09.16 12:04

Lubił swoją pracę. Lubił też zadanie, które teraz spoczywało na jego barkach, nawet jeśli powód, dla którego w ogóle musiało zaistnieć, był tragiczny. Niemniej, to dawało odpowiedzialność, władzę, stawiało go na wygranej pozycji już na starcie, a on lubił czuć się zwycięzcą, nawet jeśli to sam siebie tak określał. A poza tym przecież uwielbiał rozmawiać z ludźmi, czego więc chcieć więcej? To, że czasem rozmawianie z nimi łączyło się z pewną ingerencją w ich umysły... To przecież nic takiego. Nie przepadał za byciem okłamywanym, to wszystko.
Teraz jednak musiał dobrze przemyśleć taktykę. Kiedy rozmawiał z przypadkowymi ludźmi, często żyjącymi gdzieś na granicy prawa, podejście ich bywało bułką z masłem. Tu jednak w grę wchodził były amnezjator, niemalże kolega po fachu, choć, nie oszukujmy się, praca amnezjatora nie była nawet w połowie, ba, w jednej dziesiątej tak trudna, jak praca aurora. To ładnie brzmiało, ale niewiele ponadto. Nie to, żeby się chwalił swoim nastawieniem do pracy kolegi z ministerstwa, po prostu nie zawsze dało się to ukryć. A że dodatkowo nie zawsze się między nimi dobrze układało... Cóż. Świadkiem na jego ślubie nie będzie.
- Cassius! Co za niespodzianka! - zawołał serdecznie, zmierzając w jego stronę. Och, och, nikt się nie spodziewał, chyba że ci, którzy akurat mieli Cassiusa na oku od jakiegoś czasu... Czyżby wśród nich mógł być Harvey? - Kopę lat. Słuchaj... Wiem, że ty teraz zmieniasz branżę, ale może mimo to byłbyś w stanie mi pomóc. - Bo jako nauczyciel staniesz się jeszcze bardziej bezużyteczny, niż teraz. - Powiedz mi, co robiłeś dwudziestego ósmego sierpnia, co?
Powrót do góry Go down
Cassius Akhtar

avatar
Mod


Skąd : Londyn
Liczba postów : 28
PisanieTemat: Re: Główna ulica   13.09.16 19:43

Miał zamiar pójść do jakiegoś baru i wypić kieliszek albo dwa na dobry początek nowej drogi. Zboczył z trasy tylko na momencik, króciutką chwilę, kupić sobie jakieś groźnie wyglądające pióra i kałamarze, którymi z rozkoszą będzie wypisywać tym wszystkim głąbom wielkie O przy wypracowaniach i w dziennikach. Skoro już się do tego bierze to powinien mieć z tego chociaż trochę przyjemności.
No i tylko zdążył wyjść ze sklepu i zobaczył JEGO. Na zimne stopy Morgany, akurat Newtona musiał tu spotkać. I ten jeszcze idzie w jego stronę!
Jako amnezjator często był zmuszony współpracować z Biurem Aurorów jak i samymi aurorami. Taka specyfika pracy. Dlatego Harveya Newtona znał na tyle dobrze, żeby nie wpaść mu w ramiona na powitanie.
- Taa... niespodzianka.
To była Cassiusowa forma "cześć, zgredzie". Właściwie to własnych kumpli też tak witał, więc Harvey w pewnym sensie mógł poczuć się wyróżniony. Chociaż... nie, on wszystkich tak witał.
- Czyżbym był podejrzany o zrobienie czegoś brzydkiego? - Zmrużył oczy, wpatrując się badawczo w aurora. Spodziewał się, że nic nie wyciągnie z twarzy Newtona. Może i był wrzodem na dupie, ale nie można było odmówić mu profesjonalizmu.
Już miał mu powiedzieć, że nie musiał go tutaj szukać i wystarczy, że zapyta o to swoją żonę, ale się powstrzymał. Właściwie to nie był pewien czy Newton ma żonę.
- Zalewałem się w trupa w swoim kawalerskim mieszkanku. Jeśli nie masz zamiaru przesłuchiwać mojej sowy to obawiam się, że nikt nie może potwierdzić, że to prawda.
Nie, żeby Akhtar miał zamiar czy powód kłamać. Alibi co prawda kiepskie, ale martwiłby się tym jedynie, gdyby ciążyło mu coś na wątrobie. A ciążą mu jedynie ostatnio spożyte promile.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Główna ulica   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: