Share | 
 
Korytarz z tajnym przejściem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Korytarz z tajnym przejściem   28.09.15 3:34

Korytarz z tajnym przejściem
Idąc tym korytarzem tak daleko, jak się da, przejdziesz przez ciąg sal i schodów, konsekwentnie wiodących w dół. Możesz stracić orientację w terenie i nic dziwnego, w końcu dość szybko przestajesz być na trzecim piętrze, a nie masz nawet jak sprawdzić, na jakiej jesteś wysokości. Przeznaczenie kolejnych sal jest nieznane, a ich wyposażenie zmienia się za każdym razem, kiedy tamtędy przechodzisz. Drzwi na samym końcu prowadzą do lochów, ale od strony lochów są niewidoczne i w żaden sposób nie możesz wejść w to przejście od drugiej strony.
Powrót do góry Go down
Dexter Cooney

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania
Liczba postów : 16
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   27.02.16 18:42

Czyżby zabłądził? Niemożliwe, wydawało mu się, że zna ten korytarz. Chociaż z drugiej strony… Chodził do tej szkoły tak dawno, a Hogwart zdążył się przez te lata bardzo zmienić. Ha, uśmiechnął się do siebie na myśl o pewnych wydarzeniach mających miejsce przed laty. W Szkole Magii i Czarodziejstwa bywało różnie, ale z perspektywy czasu pobyt tutaj wspomina raczej dobrze. Nie brakowało też sytuacji pełnych humoru, jak chociażby ta w drugiej klasie, kiedy razem z pewnym klasowym cwaniakiem zdecydowali się wykraść nocą z dormitorium by rzucić okiem na niektóre pozycje z działu ksiąg zakazanych, ale po drodze zostali przyłapani przez tego ohydnego woźnego. Ciekawe, co stało się z tym starym charłakiem? Może nadal tutaj pracuje? Oby nie, Dexter zapamiętał go jako postać niezbyt sympatyczną. W teorii Cooney otrzymał już posadę nauczyciela transmutacji, jednak w praktyce przybył do Hogwartu dopiero niedawno i jeszcze nie zdążył rozpocząć zajęć. No, i w dalszym ciągu trzeba było załatwić kilka formalności z dyrektorem. Animag otworzył swoją teczkę i szybko przejrzał dokumenty. Zdaje się, że zabrał wszystko co było mu potrzebne. Nie zwlekając dalej, ruszył przed siebie, chociaż nie miał zielonego pojęcia dokąd zaprowadzi go ta droga. Taki spacer donikąd wydawał się jednak lepszym rozwiązaniem, niż stanie w miejscu i czekanie aż ktoś znajdzie go takiego zagubionego na środku korytarza. Po jakimś czasie, o dziwo, jego oczy ujrzały nic więcej, jak tylko ścianę definitywnie kończącą jego marsz w tym kierunku. Tylko czy aby na pewno? W końcu to Hogwart, nic nie było takie, jakie mogłoby się wydawać. Z doświadczenia wiedział, że większość ślepych uliczek była w rzeczywistości „tajnymi” przejściami do innych części zamku. „Tajnymi”, bo nierzadko wiedziała o nich cała szkoła. Problem polegał na tym, że nawet jeśli Dexter znał kiedyś działanie tych drzwi, dawno zapomniał na czym to polegało. Rzecz jasna, o ile to faktycznie były drzwi, a nie zwykła ściana. Nauczyciel westchnął ciężko, w zamyśleniu lustrując mur przed sobą. Wspaniale, zapowiadało się naprawdę cudownie. Szybkim ruchem wyjął z kieszeni swój złoty zegarek i spojrzał na tarczę, tylko po to, by niemal w tej samej chwili ukryć czasomierz na powrót w czeluściach czarnego płaszcza. Może powinien się wrócić i zapytać o drogę któregoś z obrazów? O nie, te myśl szybko odrzucił. Dobrze wiedział, jak sportretowane postacie kochają roznosić plotki wśród uczniów. Nauczyciel, który nie potrafi się odnaleźć w szkole zrobiłby raczej nie najlepsze pierwsze wrażenie.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   27.02.16 23:33

Była szalona, zwariowana, nieprzewidywalna, niebezpiecznie spontaniczna, to nie podlegało nawet najmniejszej wątpliwości. Wiedział to każdy, kto znał ją choć chwilę, czyli jakieś pół szkoły, bo należał również do osób bardzo, ale to bardzo rozrywkowych, które lubiły się dobrze zabawić, zwłaszcza na masowych imprezach. W szaleństwie, który reprezentowała było coś, co za każdym razem sprawiało, iż miała kompana. A to jakiegoś kolegę czy koleżankę, przyjaciela lub wroga. Ktoś zawsze, ale to zawsze musiał się zrządzeniem losu napatoczyć, stając się wspólnikiem do częstego łamania przepisów, które jednak nie było regułą. Istniały sporadyczne sytuacje, które kończyły się szczęśliwie i bez ujmy w czymkolwiek. Po prostu kwalifikowała je wtedy do zwyczajnych przygód bez dodatkowych lekcji.
Dziś jednak nie miała pewności co powinna ostatecznie uważać. Początkowo przecież dzień zapowiadał się tak normalnie, tak nudno. Zero oznak podniesienia poziomu adrenaliny, zero sprzeczek, wybuchów. To był pierwszy od dawna dzień, kiedy Reagan była spokojna. Do czasu, aż nie opuściła sali po ostatniej lekcji, na której omal nie usnęła. Ale kto normalny wysiedziałby prawie dwie godziny na Historii Magii i wysłuchiwał o założeniu jednej z magicznych wiosek oraz o odkryciach tamtejszych czarodziejów? Jej nie interesowała przeszłość, ona żyła głównie teraźniejszością, której poświęcała najwięcej czasu. A jej teraźniejszość wyglądała w tym momencie tak, że pędziła przed siebie bez opamiętania nie zwracając najmniejszej uwagi na innych uczniów szwendających się po korytarzu. Nie mogła pozwolić, aby jej dzień skończył się tak normalnie. Musiała zrobić coś, z czego będzie mogła być bardziej lub mniej dumna. Nieważne, po prostu musiała zrobić cokolwiek! Inaczej nie nazywałaby się Liv Reagan.
Biegła i biegła w znanym tylko jej nogom kierunku. Często szwendała się po zamku ku niezadowoleniu jej znajomych, którzy patrzyli z ubolewaniem na zmniejszającą się ilość punktów na tablicy z klepsydrami poszczególnych domów. Ale co ona miała poradzić? Jakby inny byli bardziej rozrywkowi być może nie musiałaby szukać pocieszenia gdzie indziej! Okazało się, że podobne myśli nie sprzyjają bieganiu. Teoretycznie zamierzała wlecieć w ścianę, która niby kończyła korytarz, którym podążała. W praktyce zderzyła się z czymś twardym, a zarazem miękkim, odpychając to coś na ścianę, a tym samym odbijając się od przeszkody. Upadła do tyłu, zaliczając wspaniałą glebę.
Powrót do góry Go down
Dexter Cooney

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania
Liczba postów : 16
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   28.02.16 11:51

Nagłe uderzenie w plecy przerwało jego beztroską kontemplacje martwego kamienia. Dexter w ostatniej chwili zdążył zaprzeć się dłonią o ścianę tym samym ratując swój nos od pewnego rozbicia. Już przynajmniej trzy razy udało mu się go połamać, a zaklęcie składające kości rzucone na twarz należało do jednej z bardziej nieprzyjemnych rzeczy. Cooney nie miał najmniejszej ochoty, by po raz kolejny tego doświadczać. Co do? Obrócił się szybko na pięcie i gniewnie marszcząc czoło... Nie, w tej sytuacji nie mógł się gniewać. Zamiast tego uniósł wysoko brwi z najwyższym trudem powstrzymując się od śmiechu. Bo widok był śmieszny, to trzeba było przyznać. -Droga panno! Tak teraz traktuje się tutaj nauczycieli? Minus pięć punktów dla...- Ha, nienawidził tracić punktów, przy czym jednocześnie zawsze chciał wypowiedzieć podobne słowa. Już czuł, że bycie nauczycielem może zapewnić mu wcale nie najgorszą rozrywkę. Dopiero, gdy przyjrzał się dziewczynie uważniej dostrzegł u niej godło gryfonów.- ...dla Gryfindoru!- Dokończył po chwili, dalej udając powagę. Dom Godryka z reguły zadzierał nosa, więc te kilka punktów w plecy na pewno im nie zaszkodzi. Zakrył usta pięścią i odchrząknął by stwarzać lepsze pozory. No, chyba już w porządku. Opanowany? Powiedzmy. -Chyba, że wiesz jak odblokować to przejście. Wtedy puścimy ten zamach w niepamięć.- Bo tak, tu musiały być ukryte drzwi! Nie czekając dłużej wyciągnął do gryfonki rękę i pomógł jej wstać. -To jak będzie?- Zapytał z utajnioną nadzieją. Niby nigdzie mu się nie spieszyło, ale czasu marnować też nie lubił.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   28.02.16 12:19

Przeszkoda, która pojawiła się na jej drodze była ostatnią rzeczą, której by się spodziewała w tym miejscu. Przecież tak niewiele osób wiedziało o tym miejscu, jak więc ktoś mógł zablokować przejście, tym samym udaremniając jej przedostanie się? Stanowczo nie podobał jej się taki obrót sytuacji, tym bardziej, że z tego powodu wylądowała na ziemi. Włosy poczuły się pewniej i przysłoniły jej połowę twarzy, ograniczając widoczność. Cicho przeklinając odgarnęła je z oczu, aby przyjrzeć się ustawionej, dziwnie miękkiej przeszkodzie. Później zajmie się całkowitym przywołaniem do porządku. Powiodła wzrokiem i ku jej kolejnemu zdziwieniu dostrzegła mężczyznę. Co najzabawniejsze żywego! Tego tym bardziej się nie spodziewała, ale ty było wystarczającym motywatorem, aby jak najszybciej podnieść się z ziemi, bo kto wie, czy czasem jej się spódniczka nie podwinęła ku górze, tym samym ukazując bieliznę. A przecież mogła mieć styczność z jakimś fetyszystycznym zboczeńcem, bo co innego mógł robić w tym miejscu, jak nie czekać na ofiary? Tutaj nikt by nie usłyszał krzyków, zwłaszcza jakby zatargał je do przejścia! Odsunęła się na krok od niego, żeby w razie czego mieć większe szanse na ucieczkę. Nie da mu się, niech nawet nie myśli! Zaraz jednak okazało się, że nie ma styczności ze zbolem, a z nauczycielem! Co w takim razie tutaj robił?
- Przecież nie chciałam. Nie może mi pan odjąć punktów tylko dlatego, że to pan stał w miejscu, w którym stać pan nie powinien i nawet nie raczył nikogo o tym poinformować – rzuciła trochę bezczelnie. Ale ją zirytował tym odjęciem punktów, na które na pewno nie zasłużyła! Ona chciała tylko się przedostać do przejść, to on stał na jej drodze – Oczywiście, że wiem – powiedziała z nieukrywaną dumą, że przynajmniej tutaj posiada większą wiedzę niż nauczyciel – Właśnie tam szłam, ale pojawił się pan i wszystko się pogmatwało – stwierdziła – Czyli rozumiem, że jak panu pokażę jak się tam dostać, nie odejmie mi baz bezprawnie punktów? – nie to, żeby jakoś bardzo jej zależało, ale już teraz Gryfoni nie posiadali ich dużo i jeśli straci kolejne, ludzie z domu ją chyba zlinczują, albo co gorsza przestaną zabierać na imprezy!
Powrót do góry Go down
Dexter Cooney

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania
Liczba postów : 16
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   28.02.16 13:24

Dokładnie tak. No więc?- Ponaglił. To się nazywa szczęście do ludzi. Nie mógł trafić na kogoś nieco bardziej rozgarniętego? Świeżo spotkana gryfonka jakoś niespecjalnie wzbudzała zaufanie. Chociaż pewnie miał farta, że ktoś w ogóle zapuścił się w te strony. Raczej nie minął zbyt wielu osób po drodze. Tak z drugiej strony ciekawe, czy dziewczyna będzie równie wygadana na lekcji. Co prawda nie wiedział która to klasa, ale nie przeszkodziło mu to w szybkim ułożeniu niemożliwego do zaliczenia testu diagnostycznego. Ot, na wypadek gdyby później przypadły mu z nią zajęcia. Uśmiechnął się na myśl o tym, jak wspaniałe relacje będzie mógł budować z tutejszymi uczniami. Rzecz jasna żaden nauczyciel nie przyznałby tego głośno, ale powolne wyniszczanie psychiczne tych szczególnie beznadziejnych przypadków było jedną z zabawniejszych części tego zawodu. Taka tam odskocznia od sprawdzania mórz kartkówek i prac domowych. Wiedział doskonale, że praca w Hogwarcie będzie różnić się bardzo od pracy w jego poprzedniej szkole. Tak się śmiesznie złożyło, że wcześniej miał przyjemność uczyć w prywatnej placówce imienia Salazara Slytherina. Nawet jeśli nie kręciły go te wszystkie bajki o czystości krwi, nigdy nie mógł narzekać na brak dyscypliny u tamtejszych wychowanków. Tutejszym dzieciakom to słowo było pewnie całkiem obce, co z resztą widać świetnie na załączonym obrazku. Za jego czasów też tak było? Jak o tym pomyśli, to pewnie tak. Z resztą, może mała odmiana po tamtym rygorze dobrze mu zrobi? –Tak z ciekawości, jak przygotowania do testów? Wybrałaś już przedmioty na Owutemy?- Nie żeby go to obchodziło, ale odniósł dziwne wrażenie, że ta młoda to świetne źródło plotek i ploteczek. Warto może nawiązać jakiś dialog. Z resztą, jakiego pytania mogłaby się spodziewać po nauczycielu, jeśli nie jakiegoś o naukę. Dexterowi wydawało się, że dostrzegł coś jakby cień zakłopotania twarzy. Do końca roku pozostało jeszcze dużo czasu, więc pewnie jeszcze nie zawracała sobie głowy końcowymi testami. Typowe.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   01.03.16 17:03

Teorie spiskowe pojawiały się w głowie Liv dość często, zwłaszcza, gdy znajdowała się w nietypowych sytuacjach. Jednak jak niebezpiecznych scenariuszy nie podsyłałby jej własna głowa, tak nie było mowy, aby zwiała przed dowiedzeniem się, czy jej wizje faktycznie były choć w najmniejszym stopniu prawdziwe. Musiała po prostu wiedzieć, czy posiada coś takiego jak szósty zmysł i umie przewidzieć przyszłość! Nie to, aby zaraz typek miał się na nią rzucać, ale kto wie czy tego nie planował. Albo co gorsza myśli, że zaciągnie ją w inne miejsce, jak na przykład tajemne przejście, w którym będzie zdana tylko na siebie. Patrzyła na mężczyznę w trochę wyzywający sposób, jakby jej wzrok mówił „Tylko spróbuj, a kopnę cię tam, gdzie zaboli najbardziej”. Nie umiała się pozbyć tego spojrzenia nawet wtedy, kiedy okazało się, iż nieznajomy jest nauczycielem. Czemu go tu wcześniej nie widziała w takim razie? Kto wie, czy nie jest jakimś włamywaczem, który się podszył. W końcu wiele razy na łamach historii udowodniono, że wtargnięcie do zamku bez wiedzy nikogo jest możliwe i wcale nie takie trudne do osiągnięcia.
- Hmmm… - zamyśliła się chwilę, nadal bacznie go obserwując – A jaką mam pewność, że dotrzyma pan słowa? Kto wie, czy nie zechce pan wymusić na mnie wejścia do tego przejścia, a później nie odejmie mi jeszcze więcej punktów, za wałęsanie się nie tam, gdzie powinnam – teorię o zboczeńcy i fetyszyście polującym na niewinne panienki zostawiła dla siebie – Nie to, aby mi zależało specjalnie na punktach, ale wie pan… koledzy z domu nie lubią kiedy tracę ich tak dużo na raz – wzruszyła ramionami, by tylko potwierdzić, że faktycznie jej to zwisa. A kiedy padło pytanie iście z kosmosu, uniosła lekko brwi ku górze – Czemu nagle interesują pana przedmioty, które wybrałam? Nie mówiąc już o testach – zmarszczyła brwi – Nie przytłumi pan mojej czujności, proszę o tym nawet nie myśleć – powiedziała twardo, na chwilę zapominając, że rozmawia z potencjalnym nauczycielem. Co, jeśli będzie się na niej mścił? Z drugiej strony mógł być tym, który naucza tego, na co ona nie chodzi – Do pana wiedzy, dobrze mi idą… a przynajmniej niektóre, ale to też postęp. I tak, wybrałam przedmioty już dawno – tutaj akurat poczuła dumę, bo to jasno mówiło, że aż tak bardzo sobie z nauką nie bimba. Zaraz jednak pozbyła się tego uczucia, lustrując ponownie mężczyznę.
- Ale wie pan co? Nieważne. Coś mi się widzi, że pan próbuje mnie wyrolować. Spadam stąd - i jak powiedziała, tak zrobiła.

z/t
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   19.06.16 22:31

17 czerwca, kilka godzin przed meczem

Leo nie miał pojęcia jak znalazł się na tym korytarzu i co tam robił. Po prostu krążył po szkole bez celu.
Tego samego dnia czekał go kolejny, głupi mecz Quidditcha. Mógłby odejść z drużyny. Raczej nikt by za nim nie płakał. Może wsadziliby na jego miejsce ktoś, kto naprawdę jarał się tym sportem? Kogoś pełnego zapału, woli walki, determinacji i chęci? Leo w ostatnim czasie stracił to wszystko. A mimo to nadal grzał miejsce obrońcy. Nie chciał rezygnować, w końcu Quidditch był jego pasją, ale równocześnie ten sport niezmiernie go męczył, nawet bardziej psychicznie niż fizycznie. Trudno, żeby cię męczył fizycznie, skoro robisz na tym boisku jedno wielkie gówno.
Męczyła go sprawa z Gabrielem. Męczyła go okrutnie i niemiłosiernie. Cały dzień po głowie latała mu tylko treść tamtego liściku. Osoba mu towarzysząca nie wyglądała jak ty. A może to był tylko jakiś jego kolega? Albo koleżanka? Nikt nie mówi od razu o zdradzie. Autor liścika mówi. Pieprzyć autora liściku, autor liściku gówno wie o życiu. Pewnie tę wiadomość wysłała mu jakaś napalona trzecioklasistka. Albo ktoś z redakcji tych zrąbanych "Ploteczek zza lustra". Jak bardzo trzeba nie mieć życia, aby pakować się z butami w aspekty erotyczne żywota innej osoby? Błagam. W tym momencie zaczynał żałować, że nie jest pałkarzem. Tacy to przynajmniej mogą się fajnie wyżyć na tłuczku. On mógł się wyżywać tylko na swojej psychice. Kiepski układ.
Obiecał sobie, że porozmawia z Gryfonem po meczu. Bo kiedy będzie lepsza pora? Tak jak cały wczorajszy dzień i dużą część bieżącego mógł go unikać, tak podczas rozgrywki konfrontacja będzie niezbędna. A Gabe chyba nie jest aż tak ślepy, żeby nie zauważyć, że coś jest nie tak. Chyba, że jest. Może ktoś przysłania mu pole widzenia.
Zdaje się, że Leo powinien teraz być na Historii Magii. Albo Zaklęciach. A może na Zielarstwie? Stracił rachubę, był tego dnia tylko na dwóch pierwszych lekcjach, z pozostałych zrezygnował. Nie miał na nie siły. Z początku miał ambitny plan, aby przeleżeć następne godziny pasywnie w dormitorium, ale szybko z tego zrezygnował. Kiedy się stresował i bał, i zazdrościł nie mógł tak po prostu siedzieć na dupie. Musiał coś z sobą robić. Tyle tylko, że tym czymś na pewno nie było siedzenie na lekcjach.
Ach, więc to tak znalazł się tutaj. Szedł korytarzem przed siebie i przed siebie, pogrążony w myślach. W pewnym momencie jednak coś zaczęło mu nie pasować? Czy to ten sam korytarz? Przystanął i obejrzał się za siebie. Chyba się nie zgubił, bez przesady! To niemożliwe, żeby nie znał tego korytarza, prawda? Doszedł do wniosku, że nie mógł się zgubić, bo, do licha, droga była prosta. Za tym stwierdzeniem przyszło postanowienie, aby iść dalej przed siebie, tym razem wolniej, baczniej przyglądając się korytarzowi. Może naprawdę nigdy jeszcze tu nie zawędrował?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   19.06.16 23:28

Gilgamesh często lubił wracać do pokoju wspólnego tak zwanym "skrótem na około" - tak było i tym razem, w końcu w sumie chyba nie powinno go tu być o tej porze, jednakże niebawem mecz a to oznaczało że wykręcenie się od paru zabójczo nudnych lekcji może mu wyjść tylko na dobre. O tej porze przecież nie zamierzał skupiać się na nadmiarze-wiedzy-która-nigdy-mu-się-w-życiu-nie-przyda, zaś jego głowa pełna była aktualnie takich rzeczy jak pałki (bez skojarzeń proszę), piłki i...inne piłki, choć nie wiedział czyje, ale pewne było że po meczu chętnie wtuli twarz w czyjeś. Jak można się też domyślić, przed meczem narastała frustracja - w końcu to byłby wstyd przegrać z drużyną w której znajdują się Slughorn i ten drugi...Gaybriel, Gej Ariel czy jakoś tak - nie był do końca pewny, ale jedno było oczywiste - miał przynajmniej milion "jakże śmiesznych" przezwisk dla tego pana. Z samego imienia można było wykrzesać nadmiar, a że Gross go wyjątkowo nie lubił...eh, żeby tak miał okazję dorwać jednego i drugiego i połamać im to i owo. Niestety, takie wspaniałe okazje zwykle nie spadały z nie...
Tutaj jego myśl się urwała, bo na jednym z jego ulubionych skrótów wyrósł mu jak spod ziemi jeden z wyżej wymienionych. Czy to już Eden? Czy to raj, w którym Leosy hasają swobodnie, zupełnie same? Przecież taka okazja może sie więcej nie zdarzyć - kto wie, kiedy następnym razem dane mu będzie spotkać Gryfona zupełnie samego, w tak odludnym miejscu. Zauważył że chłopak z jakiegoś powodu poruszał się niesamowicie powoli, jednakże nie zamierzał dostosowywać się do jego tempa - szedł pewnie i głośno, dając mu do zrozumienia że może zacząć uciekać - a jeśli tego nie zrobi, to już jego problem. Po chwili dopiero sie zorientował, że w sumie nie na rękę mu biegać za kimś takim. Wycelował więc w niego i poczęstował go jednym z prostszych zaklęć, a jakże przydatnych - mianowicie "Levicorpus". Kiedy więc już Leo wisiał w powietrzu, bezpiecznie usytuowany i nieuciekający, Gross mógł na spokojnie do niego podejść. Pierwszym jego posunięciem było oczywiście kopnięcie wiszącego Slughorna w brzuch z kolanka - tak żeby przyjemniej im sie rozmawiało.
- No co tam nędzny kundlu? W domu wszyscy zdrowi? Dupsko całe? Zęby przygotowane na wyrywanie bez znieczulenia? - zagadał radośnie, jakby spotkał dawno niewidzianego przyjaciela. W końcu można było powiedzieć że byli przyjaciółmi na swój sposób - Gilgamesh i jego przyjaciel aka worek treningowy. To brzmi dumnie.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   20.06.16 1:26

Oto i kolejna sytuacja, w której sprawdziło się to, co zostało wcześniej już powiedziane: jeśli chcesz być sam, to nigdy nie będzie ci to dane. I to twojego spokoju nigdy nie może zakłócić jakaś przyjazna, optymistycznie nastawiona do ciebie persona - to zawsze będzie jakaś pieprzona szuja, która wydostała się na powierzchnię ziemi z Tartaru.
Gdy Leo zaczął słyszeć za plecami kroki, na samym początku wydawało mu się, że po prostu na jakieś schizy. To pasowało, nawet bardzo, to byłby nie pierwszy raz, kiedy wydawało mu się, że ktoś podąża jego tropem. A jednak, okazało się, że tym razem było inaczej. Kroki stawały się coraz głośniejsze, a więc i Slughorn robił się coraz bardziej niespokojny. W końcu obejrzał się dyskretnie za siebie, mając nadzieję, że nikogo nie dostrzeże w polu swojego widzenia. Ba, on wręcz nie dopuszczał do siebie jakiejkolwiek innej opcji! A tu niespodzianka, bo oto i jego oczom ukazał się nikt inny jak Gilgamesh, zmierzający może nie szybkim, ale na pewno stanowczym krokiem w jego stronę. Slughorn odwrócił się szybko, tak jakby brak nawiązania kontaktu wzrokowego mógł w jakiś sposób sprawić, że stał się dla Ślizgona niewidzialny. Odrobinę też przyśpieszył. Odrobinę, bo nie chciał uciekać jak tchórz, a jednocześnie ostatnie na co miał ochotę to konfrontacja z tym osobnikiem. Liczył, że zaraz pojawi się jakiś zakręt, boczny korytarz, w który mógłby skręcić, ale nic takiego nie następowało. W którymś momencie Leo poczuł jak uderza w niego zaklęcie, automatycznie unosząc go nad ziemię i odwracając do góry nogami. To stało się tak szybko, między jednym stuknięciem stopy o ziemię, a drugim, które nie nastąpiło.
Jednak trzeba było pieprzyć wszystko i uciekać jak tchórz, przemknęło mu przez myśl, dosłownie ułamek sekundy przed tym, jak odczuł bolesne zetknięcie kolana Grossherzoga ze swoim brzuchem. Gdyby stał na ziemi, to z pewnością w tej chwili zwinąłby się z bólu, ale jako że wisiał w powietrzu, to udało mu się tylko lekko unieść głowę i górną część tułowia oraz otoczyć brzuch rękoma. Zabiję cię, kurwa. Autentycznie cię zabiję.
- Czy ciebie już do konca pojebało, Grossherzog? - warknął w jego stronę. - Jak bardzo nudne jest twoje życie, co? Jesteś, kurwa, nienormalny - dodał po chwili. Co było najgorsze w tej sytuacji? Och, chyba to, że Pan Nigdy-Nie-Noszę-Ze-Sobą-Różdżki-Bo-Po-Co-Tu-Jest-Bezpiecznie-Hogwart-Drugim-Domem tak jakby trochę wisiał sobie do góry nogami, a ten cwel stał wygodnie na ziemi.
Tak, może i to była trochę wina Leo, mógł nie pchać się tam, gdzie nie trzeba. Czy to jakaś karma za to, ze nie poszedł na lekcje? Po raz kolejny? O, a może za to, że wierzy w ten liścik, choć to wyssane z palca bzdury i oskarża Gabe'a o coś tak obrzydliwego zupełnie niesłusznie? Merlinie. Leo, nawet w takiej chwili będziesz o nim myśleć? Co za idiotyzm. Przecież on nawet nie wierzył w istnienie czegoś takiego, jak karma! Powinien myśleć o czymś praktyczniejszym, na przykład o tym, jak uwolnić się od tego kretyna albo przynajmniej stanąć z powrotem na nogach, zanim krew napłynie mu do głowy i wszystko zacznie mu się pierdolić.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   20.06.16 15:44

Jego oczy zwykle były dwoma, łagodnymi połaciami zieleni - czasami łobuzerskimi, czasami po prostu spokojnymi, innym razem emanowały dumą - Leo Slughorn był tym człowiekiem, który "radosną zieleń" potrafił zmienić w czystą furię. Sam fakt że taka osoba istniała, odbierała słońcu blask w jego oczach - nienawidził tego nędznego kundla i gardził nim po stokroć. Co za tym idzie, ich spotkanie musiało kończyć sie nadmiernie przyjemnie - w końcu Gross zdecydowanie nie lubił gdy ktoś mu nadskakiwał, a że Gryfon miał smykałkę do obrażania go wtedy kiedy nie powinien...chyba można sie domyślić, jak bardzo na rękę była Ślizgonowi sytuacja w jakiej się znaleźli.
- I widzisz, to jest typowa cecha pospólstwa - powiedział spokojnie z przymkniętymi oczami i spokojnym uśmiechem - oczywiście w środku mu się aż gotowało, ale nie zamierzał dać po sobie tego poznać. Jeszcze nie.
- Kulturalny, dobrze urodzony człowiek potrafi prowadzić rozmowę jak na ludzi przystało, a przede wszystkim potrafi odpowiedzieć na proste pytania, zadane z grzeczności. Szkoda że ród Slughorn zszedł na psy a jego członkowie rodzą się tak głupi, że nawet prowadzenie konwersacji ich przerasta - wydeklamował, zupełnie jakby przedstawiał referat na historię magii, który absolutnie nikogo nie obchodził. Spokojny, opanowany - ta gra mogła być znana już niektórym, ale nie sądził by ten tutaj był na tyle inteligentny żeby załapać co się właściwie szykuje. Tak czy siak, posłał chłopakowi łagodny uśmiech.
- Nie martw się jednak, nie jestem na Ciebie zły. Wręcz przeciwnie, po prostu uważam... - powiedział i przybrał zamyślony wyraz twarzy nieznacznie odsuwając się od Leo i patrząc w sufit - zupełnie jakby naprawde myślał co powinien dalej powiedzieć, mimo że miał już wszystko przygotowane. Jednakże to było tylko przedstawienie, które powinien odegrać od początku do końca - ni mniej, ni więcej.
- ...że Twoje istnienie... - podjął przerwany wątek -...jest przykrą plamą, na czarodziejskiej historii. A śmieci wypada utylizować - dokończył i teraz spojrzał swojemu "rozmówcy" jeśli tak to można nazwać, prosto w oczy, żeby Gryfon mógł zauważyć że obrażanie Gilgamesha było złym posunięciem. Jednakże pozwalał mu "nacieszyć" się swoją furią tylko przez chwilę, potem bowiem wpadł na całkiem niezły sposób w jaki mogą obaj zaznać trochę rozrywki. Wycelował więc w krocze swojego "kolegi" i wycedził przez zęby:
- Incendio
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   21.06.16 0:52

Leo nie wiedział, o co tak naprawdę chodziło Gilgameshowi. O ile jego negatywna relacja z Liv miała jakiś początek, jakąś przyczynę, o tyle to, co działo się między nim a Ślizgonem nie miało żadnej podstawy. No, przynajmniej z jego punktu widzenia. Może koleś po prostu szukał sobie kozła ofiarnego i Slughorn nadawał się do tego idealnie? Bo kto będzie lepszy do prześladowania niż jakiś ciotowaty Gryfon, niemający nawet motywacji do tego, żeby bronić się w jakiś mniej bierny sposób? Z drugiej strony jednak należałoby postawić pytanie, jaki poziom reprezentuje osoba, która wybrała sobie na ofiarę właśnie kogoś takiego. Kogoś, kto już stracił nadzieję do tego stopnia, że przez większość czasu raczej starał się sprawiać wrażenie, że się broni, niż robił to w rzeczywistości. Jeszcze niedawno było inaczej - może nawet dwa miesiące temu główkowałby w tej chwili nad tym, jak wyślizgnąć się bez szwanku z tej sytuacji. Bez szwanku i po męsku, z honorem, bo to przecież też jest ważne. A teraz? Jedyne na co było go stać, to jakieś durne przepychanki słowne. Hm, prawie tak milusio jak z Liv. Różnica była zasadnicza - z Reagan zazwyczaj to na przepychankach słownych właśnie się kończyło (zazwyczaj, bo Komnata Aury, tak), a z Grossherzogiem... No cóż, takie wymiany zdań były jedynie uwerturą do dalszej części ich spotkania.
- Będziesz przestawiał siebie jako kulturalnego człowieka? - Leo nawet uśmiechnął się lekko. Dobre sobie. - Nie wiem, jaka jest twoja definicja kultury, ale to, co teraz odpierdalasz kulturą zdecydowanie nie jest - spojrzał na niego krzywo. No dobra, trochę jakby nie miał wyboru, aby spojrzeć na niego inaczej, bo wisiał do góry nogami. - I uwierz, że tak średnio boli mnie to, co powiedziałeś o mojej rodzinie. Bo chyba wolę, żeby schodziła na psy, niż była tak cholernie ograniczona jak twoja, której światopogląd zatrzymał się najwidoczniej w średniowieczu - zakończył, mrużąc oczy. A może to tylko Gilgamesh był takim asem wśród swojej wesołej rodzinki? Leo szczerze w to wątpił. Żaden człowiek nie rodzi się tak ograniczony jak stojący przed nim Ślizgon i tak samo żaden nie jest taki sam z siebie. Ktoś wpoił mu jakieś dziwne, rasistowskie poglądy, on może tylko je zgłębił.
Wpatrywał się w odstawiane przez Grossherzoga przedstawienie z uniesionymi brwiami. Chciał się odezwać i jakoś to skomentować, ale uznał, że nie ma sensu. Postanowił dać mu dokończyć tę zapewne jakże mądrą i pouczającą sentencję, którą miał w głowie.
- Prawie udało ci się mnie urazić, robisz postępy - stwierdził, gdy Ślizgon zakończył wygłaszanie zdania, które zmieniło życie Slughorna i bieg historii świata czarodziejów. Kiedy ich spojrzenia niespodziewanie się skrzyżowały, Leo już się domyślał, że za chwilę spotka go coś niekoniecznie miłego. Mimo to, tego co zdarzyło się chwilę później, nie przewidziałby za Chiny Ludowe. Bo kto spodziewałby się, że nagle jego spodnie tak po prostu zaczną się palić?
Leo otworzył szeroko oczy i usta, raczej ze zdumienia, bo bólu jeszcze wtedy nie czuł. Przez kilka długich sekund po prostu wpatrywał się w część swojego odzienia, która zajęła się ogniem, sparaliżowany szokiem. Szybko jednak oprzytomniał, gdy poczuł pierwsze iskry piekącego bólu, a w jego głowie pojawiło się potwierdzenie wiadomości, że naprawdę jego gacie jarały się żywym ogniem. W panice zaczął odpinać spodnie i zsuwać je z nóg, bo co innego mógł zrobić? A teraz pytanie: czy kiedykolwiek ściągaliście płonące spodnie wisząc w powietrzu do góry nogami? Nie? To macie cholerne szczęście. Slughorn nigdy nie wpadłby na to, że jest w stanie się wygiąć w taki sposób, kompletnie zapominając o brzuchu, w który przecież chwilę wcześniej oberwał. No ale, potrzeba matką wynalazku, czy coś. Byłoby o wiele łatwiej zsuwać z nóg te pieprzone gacie, gdyby się nie paliły, ale to oczywiste. Tak, to nie dość, że Leo był maksymalnie zestresowany tym, co się działo, to jeszcze płomienie coraz bardziej rozprzestrzeniały się po materiale. Slughorn i tak miał szczęście, bo zdołał dociągnąć je (to znaczy - spodnie) mniej więcej do kolan, kiedy ogień po raz pierwszy smagnął jego rękę. Chłopak gwałtownie nabrał powietrza w płuca, ale nie przerywał procesu pozbywania się odzienia. Żywy płomień zdążył jeszcze smagnąć kilka razy jego łydki, ale to już nie miało znaczenia. Trzeba było po prostu jak najszybciej pozbyć się tego cholerstwa ze swojego ciała.
Zsunął spodnie już do kostek, kiedy siły zupełnie go opuściły i w ułamku sekundy runął w dół, na powrót dyndając do góry nogami. Tymczasem jego gacie zdążyły już całe zająć się całkiem porządnym ogniem (co to za łatwopalny materiał, do cholery?), więc pierścień palącego gorąca, który owijał się wokół jego kostek sprawiał ogromny ból. Z tego powodu Slughorn wykonał nieświadomie kilka dziwnych ruchów, nawet w pewnym momencie ugryzł siebie samego w rękę, gdy poczuł jak do oczu zbierają mu się łzy i ma ochotę krzyczeć. Uspokój się, kretynie. Patrz, to już blisko. Weź się w garść. Kilka szybkich oddechów i spróbował po raz kolejny podciągnąć się tak, jak poprzednio, aby raz na zawsze pozbyć się spodni, ale nie udało mu się to. Był wycieńczony. Pozostały mu więc nogi. Tak naprawdę to jedynym utrudnieniem w tym miejscu były buty, bo przeciśnięcie przez nie spodni byłoby zapewne nie lada wyzwaniem. W innej sytuacji Leo nigdy tak po prostu nie wyjebałby tej konkretnej pary bucików, bo zbyt je lubił, tym razem jednak bez wahania się ich pozbył, pomagając jedna noga drugiej. Dopiero, gdy jego buty leciały w bardzo majestatyczny sposób w dół, aby uderzyć o podłogę, Slughorn zauważył, że i tak już także zdążyły zająć się ogniem. Szczerze, to w tamtej chwili nawet się tym nie przejął, bo w tym samym momencie machał chaotycznie nogami, aby zrzucić z nich spodnie jak najszybciej to możliwe. W końcu się udało, materiał pacnął głośno na podłogę tuż obok nadal płonących butów. Leo mógł wreszcie odetchnąć z ulgą. Mógł, ale tego nie zrobił, bo całe nogi, część lewej stopy i prawej dłoni paliły go tak, jakby nadal miał do nich przyłożony żywy ogień.
- Ja pierdole - wydusił z siebie w końcu, kiedy najgorszy szok minął. - Powinieneś się leczyć. Autentycznie - zwrócił się do Grossherzoga. Co trzeba mieć w głowie, aby tak po prostu podpalić kolegę? No dobra, może "kolega" to przesada, ale w ogóle - człowieka? Człowieka, którego się zna, z którym jest się na jeden roku? Co z tego, że się nie lubią, ich wzajemna wrogość nie miała w tym wypadku żadnego znaczenia. To było chore. Tego nie można było w żaden sposób usprawiedliwić. To było po prostu chore.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   22.06.16 16:50

- Jakiż Ty elokwentny - skwitował tylko Gilgamesh, obrzucając go rażącą w oczy pogardą. To nawet nie tak że go nienawidził - on nim coraz bardziej gardził. Ilekroć się spotykali, Gryfon dawał mu kolejny powód że Gross nic do niego nie miał - nawet szacunku.
Gdy Leo płonął, Ślizgon początkowo nie wykazał drgnięciem ani jednego nerwu że mogłoby go to ruszyć - zupełnie jakby obserwował codzienną scenę, która mogła się przydarzyć w każdych okolicznościach - jakby gdzieś w jego głowie możni panowie zakładali się, czy Slughorn zdąży się rozebrać na czas, czy może jednak jego kiełbaska z rusztu już na zawsze będzie miała na zawsze radosny ślad po tym jak strawił ją płomień pożądania. Tak czy siak, bez większych emocji obserwował jak na pierwszy ogień idzie zmiana wyrazu twarzy Gryfona. Na szczęście potem sytuacja się zaogniła i rozpoczęła się szamotanina. W oczach Gilgamesha płonęły wyjątkowo nieprzyjemne ogniki, gdy obserwował jak biedne stworzenie próbuje się wydostać się ze swoich sideł - dopiero po chwili nie mógł się już powstrzymać i parsknął złośliwie. Co prawda przez chwilę zastanawiał się czy nie wspomóc chłopaka z jego walką - w końcu mówi się "ogień zwalczaj ogniem", więc gdyby podpalił go drugi raz to zapewne bardzo by mu to pomogło. To brzmiało nawet jak plan, lecz powstrzymał się - uznał że chce zobaczyć jak jego ofiara poradzi sobie z tym samotnie. To zdecydowanie było ciekawe przedstawienie i nie żałował że udało mu się doprowadzić do czegoś takiego - wręcz przeciwnie, był z siebie dumny że stworzył scenę "Tańczącemu Leosiowi", był również pewny że niebawem te kocie ruchy wykonywane przez jego "rozmówce" będą powszechnym trendem. Definitywnie, może nawet pójdzie to dalej - być może kiedyś ktoś, stworzy cały gatunek tańca tylko dla niego - w końcu dziki, płomienny taniec, wisząc głową w dół...to brzmi jak prawdziwy rarytas dla wszystkich znawców i degustatorów sztuki nowoczesnej.
Gdy Leo po raz kolejny się odezwał, udowodnił że absolutnie nie posiada ani grama instynktu samozachowawczego - prawdopodobnie był idealnym materiałem na Gryfona, w końcu to odmóżdżenie było jedną z rzeczy cechujących ten dom. Radosny, złośliwy śmiech spełzł z twarzy Gilgamesha, pozostawiając tylko chłodną obojętność, czyste opanowanie.
- Nic o mnie nie wiesz, Leo Slughornie. To musi być ciekawe - osądzać wszystkich w okół, podczas gdy całe życie ktoś podciera Ci dupkę, nie? - wyszeptał lodowato i jadowicie - taki crossover. Sam autor nie wiedział, czy to dalej jest gra aktorska czy może Gilgamesh mówi serio - sama postać prawdopodobnie też nie do końca to wiedziała. Tak czy siak - efekt musiał być dość ciekawy i nawet tak tępogłowy Gryf powinien to docenić.
- Obrażanie lepszych od siebie w takiej sytuacji nędzny kundlu... nie wiem czy to oznaka Twojej odwagi, czy głupoty, jednakże szanuję to. - powiedział głośniej, prostując się i mierząc go niezbyt przyjemnym wzrokiem.
- Powiedz mi jedno. Co by się stało, gdyby któryś z nas dostał dzisiaj oszałamiaczem i zamiast bronić pętli leżał w schowku na miotły? Gdyby tego dnia, szukającemu jego drużyny przydarzyłby się nieszczęśliwy wypadek, prowadzący do śmierci? Gdyby był przekonany, że gdyby tylko potrafił się zachować i błagać o litość, mógłby go uratować? Ah, te filozoficzne przypuszczenia są takie zabawne - powiedział z wyjątkowo okrutnym (nawet jak na niego) wyrazem twarzy. Nie zamierzał poprzestać na radosnych "przypuszczeniach". Przecież Leo musi czuć się tak strasznie niedopieszczony, a on jako litościwy władca nie mógł dopuścić do tego by jego ulubiony worek treningowy mógł narzekać na brak czułości z jego strony. Opracował więc szybko kolejny plan, jaką zapewni im rozrywkę - wspaniały i dystyngowany plan można by rzecz. Artystyczny wręcz!
- Avis - rzucił, a dookoła niego pojawiły się urocze, małe, kolorowe, opierzone stworzonka, które każdy doskonale mógł rozpoznać (nawet jeśli uciekał z pszyrki).
- Przepiękne są, nie uważasz? Słyszałem że bardzo lubisz cudze ptaszki. To Ci się spodoba - powiedział i uśmiechnął się do Slughorna promieniście, niczym najlepszy przyjaciel który właśnie miał pokazać mu w jaki sposób dzisiejszego dnia będą łamać zasady i dobrze się bawić -Oppugno - dodał, celując różdżką w stronę bielizny biednego, rozpalonego Gryfona.


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Korytarz z tajnym przejściem   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: