Share | 
 
Izba pamięci
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Izba pamięci   28.09.15 3:35

Izba pamięci
W tej przestronnej sali znajdziesz wszelkie odznaczenia, puchary i dyplomy, jakie przez wszystkie lata zdobyli uczniowie Hogwartu. Jeśli ciekawi cię, czy któryś z twoich dziadków był ponadprzeciętnym graczem Quidditcha, bez problemu znajdziesz tu informacje na ten temat. Od odbudowy Hogwartu całą jedną ścianę zajmuje tablica pamiątkowa ku czci poległych i gabloty z przedmiotami z nimi związanymi.
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   31.10.15 20:03

Polegli podczas Bitwy o Hogwart
Kiedy uczniowie wyszli z Wielkiej Sali i rozeszli się po zamku, Minerva McGonagall udała się do sali, w której to ona miała zorganizować czas swoim podopiecznym. Nie chciała przygotowywać zabaw, nie miała też ochoty skupiać się na nauce. Dla niej był to dzień uczczenia pamięci tych, którzy oddali życie, by można było kolejny raz bezpiecznie rozpocząć rok szkolny w tych murach, by chociażby wyjść z domu bez obawy o własne życie. Wciąż nie mogła pogodzić się z ich stratą i nie sądziła, by kiedykolwiek nadszedł moment, kiedy będzie jej z tym łatwo.
Izbę pamięci udekorowała fotografiami zmarłych, by utrzymać wrażenie, że wciąż tu są, żywi i radośni jak dawniej. Na przybyłych mieli patrzeć Album Dumbledore, Remus Lupin, Nimfadora Tonks, Szalonooki Moody, Severus Snape, mały Colin Creevey, Fred Weasley i inni, zastygli w czasie, którzy już więcej nie będą mieli okazji, by tu wrócić. Obok zdjęć porozkładała przedmioty, które jej się z nimi kojarzyły. Porozstawiała świeczki, choć tylko część z nich była zapalona. Na środku zaś ustawiła Myślodsiewnię.
Kiedy pojawili się uczniowie, z chłodnym uśmiechem zaprosiła ich do środka.
- Moi drodzy. Halloween to nie tylko zabawy z dyniami czy okazja do nauczenia się czegoś nowego z myślą o wybitnych czarodziejach, których nie ma już wśród nas. Jesteśmy w tych murach po raz pierwszy od trzech lat – od momentu, kiedy w straszliwej bitwie w dużym stopniu zniszczono ten zamek, a nasi bliscy stracili życie, byśmy mogli żyć w bezpiecznym świecie. Chciałabym, żebyśmy uczcili ich pamięć, dzieląc się najmilszymi wspomnieniami, jakie mamy, dotyczącymi tych, którzy odeszli. Jak widzicie, zebrałam tu fotografie wszystkich poległych podczas wojny. Może jednak straciliście kogoś w innych okolicznościach i chcielibyście pokazać nam wszystkim, jaka to była wspaniała osoba? Nie krępujcie się. Wystarczy, że przyłożycie różdżkę do skroni, przypominając sobie wybrane wydarzenie, a następnie wspomnienie wrzucicie do tej misy. Kto chciałby pierwszy?
Myślodsiewnia migotała zachęcająco, czekając na pierwszą chętną osobę.
Śmiało, opowiedz innym o swoim wspomnieniu, pokaż piękne chwile, jakie przeżyłeś. Pamiętaj tylko, by samą opowieść zapisać kursywą.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   11.11.15 19:52

Znał to tylko z opowieści, z obszernych artykułów z pierwszych stron gazet czy książek. Nie stracił nikogo bliskiego, nikt z jego znajomych nie poległ, nie miał nikogo kogo mógłby opłakiwać, ale z jakiegoś powodu zmierzał w stronę izby pamięci. Ta dziwna chęć poznania czyjejś historii była bardzo silna, a skoro już taka była jedynym sposobem, aby się tego pozbyć było zaspokojenie jej. W takich momentach nie lubił swojego wzrostu, krzywił się tylko kiedy inni ostentacyjnie zadzierali głowę w górę, a przecież nie chodziło mu o to, żeby inni na niego patrzyli nieustannie. Dopiero kiedy znalazł się w izbie pamięci poczuł się lepiej. Zdjęć wisiało tutaj mnóstwo, a on nie mógł zdecydować którego z nich ma poświęcić najwięcej uwagi.
- Ile on miał lat? - spytał, kiedy znalazł się przed zdjęciem Colina, przed kolejnymi młodszymi osobami już nie zadawał tego pytania, przyjął do siebie, że wojna nie omija dzieci. Nikogo z tych zdjęć nie znał osobiście, które twarze pojawiały się w książkach, inne już wcześniej widział w gazetach, ale większość z nich była bezimienna. Chyba zrozumiał co chciała im pokazać dziś profesor McGonagall. Być może błędnie, ale na swój sposób na pewno.
Nie miał żadnej historii. Nic do powiedzenia. Nic czym mógłby się teraz z innymi podzielić.
Jednak czekał na to, że być może ktoś przybliży mu choć jedną twarz ze zdjęć. Że jedna z tych osób przestanie być bezimienna.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.11.15 16:44

Długo się zastanawiał, czy tu przyjść. Słyszał, jak inni uczniowie opowiadają, że McGonagall urządziła tu kącik ku czci poległych. Bał się. Naprawdę bał się tych wspomnień związanych z wojną, z ludźmi, którzy odeszli, których już nigdy nie narysuje, z którymi już nigdy nie porozmawia. Od długiego czasu starał się nie myśleć o tym, co się stało, ale może to był dobry moment, żeby sobie z tym poradzić. Żeby popatrzeć na to wszystko z dystansu i nauczyć się żyć dalej. Jednocześnie miał bolesną świadomość, że chociaż dyrektorka zadbała o to, aby wspomnieć wszystkich, to nie było możliwości, by uwzględniła jeszcze jedną osobę. Osobę jemu najdroższą, która w pewien sposób też stała się ofiarą wojny, tyle że trzy lata później. Nikt nie myślał, że wojna będzie zbierać swoje żniwo jeszcze parę lat po ostatecznej bitwie... A to przecież nie tylko ból i tęsknota, tylko realna śmierć. Kolejna. Niepotrzebna.
Wszedł ostrożnie do sali i stanął obok Krukona, z którym jeszcze nie miał okazji porozmawiać. Usłyszał jego pytanie rzucone w przestrzeń i, zanim udzielił odpowiedzi, zamyślił się. Pytanie o wiek było proste, ale niosło ze sobą wspomnienia całej postaci chłopaka. Lubił go. I dlatego nie lubił go wspominać.
- Szesnaście - szepnął wreszcie. - Ale wyglądał na góra trzynaście. Zanim to wszystko się zaczęło, biegał po całym zamku z aparatem i robił zdjęcia wszystkiego. Serio, pół szkoły miało ochotę go za to udusić - zaśmiał się gorzko. Jak łatwo jest rzucać groźbami, nie wiedząc, że ich adresat nie dożyje następnych urodzin... - Był... Taki pozytywny. I mogłeś pomyśleć, że jest taki kruchy, że byle co go złamie, ale kiedy stanął do walki, był silniejszy od nas wszystkich. Nie powinien był zginąć. Nikt nie powinien.
Zamknął oczy, próbując uspokoić ciężki oddech, sprawiający wrażenie, jakby w płucach wciąż miał pył z bitewnej zawieruchy. Przez chwilę miał ochotę podejść do myślodsiewni, żeby pokazać jedno ze swoich wspomnień dotyczących właśnie Colina, ale nie był w stanie się ruszyć. To było zbyt wiele, cała ta sala, dziesiątki zdjęć, z których każde łamało serce.
- Ciebie to wszystko ominęło, prawda? - spytał chłopaka stojącego obok, nadal nie podnosząc głosu.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.11.15 22:23

Rzucił pytanie w przestrzeń, nie skierował go do nikogo konkretnego, więc niespecjalnie liczył na to, że ktoś mu odpowie. Oni przecież wiedzieli. Znali tych ludzi, przyjaźnili się z nimi, mijali na szkolnych korytarzach, na błoniach… Wszędzie. Tak bardzo był tutaj nie na miejscu, niczym intruz, ale nie czuł tego. Spoglądał na twarze i próbował odgadnąć historię tych ludzi. Tworzył obrazy, które nijak się mały z rzeczywistością i nie przestawał.
- Ktoś ma jego album? - to pierwsze co przyszło mu do głowy, był ciekawy czy jakieś zdjęcia gdzieś są, czy można je obejrzeć i spróbować zrozumieć w jaki sposób Colin patrzył na świat - Są gdzieś jakieś jego zdjęcia… Skoro tak z nim biegał po szkole to fajnie by było je zobaczyć. Wiesz świat z jego perspektywy - próbował to jakoś wytłumaczyć, ale nie wiedział ostatecznie czy mu się udało - On robił zdjęcia, a ty rysujesz. Widziałem cię kilka razy… Namalowałeś kiedyś kogoś z nich?
Zadał to pytanie tak swobodnie jakby pytał o wczorajszą pogodę. Nie wiedział co tak naprawdę przeżywają teraz wszyscy którzy byli tutaj wcześniej. Trzy lata temu. Zawsze gubił się w uczuciach i były dla niego niezrozumiałe. Samo to, że przyszedł tutaj mogło być dla innych dziwne, ale Serpens chciał tutaj być. A teraz pragnął tego jeszcze mocniej.
- Mnie tak, ale nie ciebie, was - machnął ręką w kierunku pozostałych. Z jakiegoś powodu mało było chętnych do pokazywania wspomnień. Większość wolała stać w ciszy albo szeptem rozmawiać ze znajomy - Kogoś bliskiego straciłeś? Najbliższego?
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.11.15 23:18

To, że wiedzieli, wcale nie musiało oznaczać, że chcą to w sobie dusić. W końcu całe te zajęcia miały na celu podzielenie się bólem, prawda? Może to by im pomogło. Ale może to jednak nie był dobry moment. Albo to była mocno indywidualna kwestia - i Felix nie do końca miał ochotę pokazywać innym zawartość swojej głowy.
Wcale też nie uważał, że ci, którzy tego nie przeżyli, nie mieli prawa tu być. Oczywiście, że mieli i to było... Może nie miłe, to złe słowo, ale w jakiś sposób sympatyczne, że chcieli poznać tę historię, cały ten dramat, który ich ominął, że okazywali empatię wtedy, kiedy była najbardziej potrzebna. Zwłaszcza, że wielu obecnych hogwartczyków nie było tu podczas bitwy ani nawet w ciągu roku przed nią, Krukon nie był sam.
- Mam kilka zdjęć. Niewiele, więc to ci nie da wystarczającego obrazu, jaki był Colin, ale... Nie wiem, czy ktoś ma więcej. Podejrzewam, że wszystko zabrali jego rodzice. - Rozumiał, dlaczego chłopak mógł chcieć zobaczyć te zdjęcia. To, co człowiek po sobie pozostawiał, sztuka, jaką tworzył, często stawały się jedyną możliwością, by spojrzeć na świat oczami kogoś, kto nie mógł już nigdy więcej tak po prostu powiedzieć, co myśli. Nie raz się nad tym zastanawiał, kiedy oglądał dzieła największych twórców. Raz czy dwa przeszło mu też przez myśl, co on sam po sobie zostawi, ale zbyt nisko cenił własne rysunki, by pochylić się nad tą kwestią na poważnie. Nie planował też umierać w najbliższym czasie. Raczej.
Pokiwał głową w odpowiedzi na pytanie. Potrzebował dodatkowej chwili, żeby przekuć myśli w słowa.
- Mam całkiem sporo portretów. Nie wszystkich i nie najlepszych technicznie - miałem wtedy ile, dwanaście lat? Ale wtedy rysowanie przychodziło tak prosto i było takie oczywiste... - wsunął dłonie do kieszeni od spodni i zacisnął je w pięści. Denerwował się. Potężny stres, jaki wisiał tu w powietrzu, był nie do uniknięcia. Jeszcze za wcześnie. O wiele za wcześnie.
Ostatnie pytanie było tak boleśnie celne, że przez chwilę nie mógł złapać oddechu. W końcu wydusił tylko krótkie "tak", nie mogąc dodać nic więcej. Musiał stąd wyjść, nie był w stanie wytrzymać tu ani sekundy dłużej...
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   13.11.15 0:08

Nie wiedział czy przyszedłby tutaj gdyby stracił w wojnie kogoś bliskiego. Czy odważyłby się wtedy przekroczyć próg pomieszczenia w którym wiedział, jaka będzie unosić się aura. Dla niego była to chęć poznania bliżej części historii, której nie przeczyta w książkach. Zrozumienia co się stało w szkole w której miał spędzić ostatni rok nauki. Być może odnalezienie pośród tych ludzi znajomego nazwiska, a później chwila refleksji. Bo co więcej? Dla niego nie było trudne wejście do izby pamięci, oglądanie zdjęć nie przywoływało wspomnień radosnych, ani tych bolesnych.
- Pokażesz mi je później - stwierdził, choć pewnie lepiej by było gdyby się zapytał. Nigdy nie wiedział dlaczego ludzie się na niego krzywo patrzą w takich momentach. Był pewien tego, że jakby się zapytał to dostały odpowiedź twierdzącą, więc po co w ogóle komplikować sobie w taki sposób życie. Ono naprawdę było krótkie, a oglądanie tych zdjęć przypominało o tym. Nie przestawał przyglądać się zdjęciom, jakby ukryta w nich była historia, a tylko dobrzy obserwatorzy mogli ją odczytać. Nie robił tego jednak dlatego, aby uciec wzrokiem od chłopaka, po prostu miał wrażenie, że jeżeli teraz tego nie zrobi to więcej nie będzie mieć do tego okazji.
- Teraz już nie jest proste? - uderzyło go, że Felix mówił o tym w czasie przeszłym jakby teraz już tak nie było. Przeniósł na niego spojrzenie i zaczął przenikliwie mu się przyglądać, nie wiedział dlaczego, ale było w nim coś co chciał rozgryźć. Poznać jego historię, zmusić do mówienia i wylania z siebie wszystkiego, nie ważne czy to był żal, smutek, złość, żółć… Każdy jakąś miał, przeżył coś o czym chciał zapomnieć, o czym nie chciał mówić. Chował to głęboko, a to nigdy nie kończyło się to dobrze. Wracało w najmniej odpowiednim momencie i w sposób o wiele gorszy niż można to było sobie początkowo wyobrazić - Jednak nadal to robisz. Każdy ma jakąś historię, a ty złapałeś jej kawałek w swoich portretach. Zrób to też ze mną - kolejne pytanie, które wypadło z jego ust zupełnie niepodobne do pytania. Spojrzał jednak na chłopaka mając nadzieję, że zgodzi się. Można było zobaczyć, że z jakiegoś powodu Serpensowi na tym mocno zależy.
- To zawsze boli, później może trochę mniej, ale nigdy nie przestaje. Nie wierz tym co mówią, że to minie, bo tak nie będzie - powiedział spokojnie, odkładając pytanie kogo na później. Sam stracił matkę. Nie miał szansy jej poznać, bo zmarła przy porodzie, ale i tak za każdym razem jak o niej ktoś mówi to cierpi. Ma żal, że nie dane mu było jej poznać, że ona odeszła, a ojciec traktował go tak a nie inaczej. Śmierć nie była mu obca, znał ją i wiedział, że na wspomnienia różnie się reaguje - Nie musisz tutaj być, jak chcesz możemy stąd pójść albo sam idź. Nikt nie lubi jak inni widzą jego łzy, ale czasem dobrze mieć kawałek ramienia w które… albo one wsiąkną, albo zmieni się w worek treningowy.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   13.11.15 0:37

Nie zdziwiło go, że Krukon nie fatyguje się postawić znaku zapytania na końcu zdań, które z dużym prawdopodobieństwem miały być pytaniami. Ciężko wyczuć, czy przyjął to jako coś oczywistego przez atmosferę, jaka tu panowała, przez obezwładniający smutek, który nie pozwalał się niczemu dziwić, czy po prostu uznał sposób bycia chłopaka za nie podlegający kwestionowaniu. To nie miało znaczenia - jeśli ten chciał obejrzeć zdjęcia, nie było problemu. Kiedyś mu je pokaże. Kiwnął głowa, przymykając oczy.
Nawet nie zastanawiał się nad tym, jakiego czasu używa, mówiąc o rysowaniu, ale to prawda, postrzegał to jako część przeszłości. Nie porzucił swojej pasji tak całkiem, ale ostatnio brakowało mu tej lekkości, z jaką kiedyś prowadził ołówek. Wynikało to z różnych rzeczy - z tego, że nie potrafił mieć już pewności, czy rysowany portret nie będzie ostatnim, czy ten uwieczniony uśmiech nie będzie ostatnim dowodem życia, jakie mogło odejść w każdej chwili... Ale też i z tego, że ręka puszczona samopas rysowała oczy, na które nie był w stanie patrzeć. Wolał więc nie dawać jej takich okazji.
- Nie jest. Teraz już nic nie jest proste - mruknął, nie chcąc brzmieć jak ktoś, kto się poddał, ale nie mogąc tego uniknąć. Zrób to też ze mną. Miał go narysować? Tak po prostu? Przecież on nawet nie wie, czy Felix w ogóle umie rysować! To, że czasem to robił, o niczym przecież nie świadczyło. Nie wiedział, co powiedzieć, ale przecież nie miał nic do stracenia.
- Jasne, możemy się kiedyś umówić na sesję - odparł cicho.
Zawsze boli... No tak, w zasadzie nie liczył na nic innego. Chociaż to odbierało pewną nadzieję. Może odbierało sens. Cel. Ale przecież nie mógł się poddać, nie teraz, nie jako Gryfon. Prawda?
Musiał wyjść w tej sekundzie. Musiał. Rzucił więc krótkie "chodź" do Krukona i wyszedł szybkim krokiem, nerwowo przeszukując kieszenie garnituru. Potrzebował zapalić, nie dbając o to, że nie mógł robić tego w zamku. Musiał, potrzebował. A o papierosy i tak było teraz łatwiej, niż o ognistą. Tyle że najwyraźniej ostatnia paczka zdążyła się skończyć.
- Powiedz, że masz fajki - mówił wciąż tak samo cicho, ale tym razem nadspodziewanie stanowczo. To był ten moment, kiedy nie było miejsca na pytania ani prośby. Może oni dwaj mają ze sobą coś wspólnego.
Echo ich kroków odbijało się od ścian, kiedy szli piętro wyżej, do opuszczonej klasy.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   28.11.15 23:14

Niewielu uczniów zdecydowało się podzielić wspomnieniami. Wcale jej to nie dziwiło - ją samą bolały one bardziej, niż przypuszczała. Doceniała jednak starania, zwłaszcza, że to spotkanie nie tylko doprowadziło do uczczenia pamięci zmarłych, ale też do nawiązania nowych więzi między tymi, którzy byli tu trzy lata temu, a tymi, którzy dołączyli do grona uczniów dopiero w tym roku. Cieszyły ją wszelkie sojusze, wszelkie przyjaźnie, jakie tylko nawiązywano. Każda nowa pozytywna relacja zmniejszała szansę na powtórkę tej koszmarnej przeszłości, a na tym chyba zależało jej najbardziej. Ci wszyscy uczniowie byli jak jej dzieci, na których niesamowicie jej zależało, na każdym z osobna i wszystkich razem. Martwiła się o nich, chciała dla nich jak najlepiej. Ale ten wieczór był odrobiną nadziei na to, że teraz będzie już wszystko w porządku.
Odnotowując w pamięci, żeby rano wręczyć wszystkim uczestnikom jej zajęć nieco czekolady na wzmocnienie sił, zamknęła drzwi do Izby Pamięci, zostawiając za sobą wszystkie złe rzeczy.

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   10.12.15 19:35

To wszystko twoja wina – oświadczył Jack nieznoszącym sprzeciwu tonem, pochylając się nad pucharem w Izbie pamięci. – Możesz być z siebie niezmiernie dumny, Boyd – dorzucił, gdy cisnął wilgotną szmatkę w kąt, przysiadłszy na cokole jednego z posągów. Ułożył się wygodnie, wsparł łokcie na zimnym kamieniu i odetchnął głęboko. Tyle razy przychodził do Izby pamięci, tyle razy choćby mijał ją, kiedy spóźniony spieszył się na zajęcia (czyli przez trzy czwarte ranków), a dopiero teraz wydała mu się ona tak nieznośnie rozległa i tak nieznośnie nudna. Nawet z nazwisk uhonorowanych nie było się co śmiać, bo wszystkie miana były, jak na czarodziejów, wyjątkowo prostolinijne.
Swoją drogą mieli wiele szczęścia, pomyślał, ogarniając wzrokiem szczupłego chłopaka, który kucał nad wiadrem z wodą zaledwie kilka metrów dalej. Slughorn potraktował ich wyjątkowo łagodnie jak na dwójkę wyszczekanych szóstoklasistów – Gryfon o mało nie udusił się ze śmiechu na widok miny profesora zaraz po tym, kiedy Boyd zakończył swoją majestatyczną wiązankę przekleństw pod adresem współwinowajcy. Teraz szczerze zastanawiał się, czy na ferowanie wyroku nie miały wpływu wszystkie te pudełka kandyzowanych ananasów – słodkich aż do mdłości! – które ojciec posyłał Slughornowi za czasów młodzieńczych wojaży.
W porządku, Jack miał w tym incydencie niewielki udział, ale co najwyżej jakieś pół, niech będzie, że nawet i jeden procent. Może rzeczywiście dzikie kłótnie nad Eliksirem Rozdymającym nie były zbyt dobrym pomysłem, ale kto przewidział, że w feralnym momencie kociołek zachybocze się niebezpiecznie, a z wnętrza buchnie podmuch trującego oparu? Jack do tej pory czuł oślizgłe oczy żuków, które Boyd próbował wcisnąć mu do ucha, gdy perorowali nad skutecznością użycia w wywarze suszonej pokrzywy – wzdragał się na samo wspomnienie.
Założę się, że na kolacji będzie dzisiaj coś genialnego – mruknął od niechcenia, spoglądając na opuszki palców, w dalszym ciągu czerwieniły się niemiłosiernie, nie wspomniawszy już o uporczywym pieczeniu. Jednak patrząc na wręcz rosnącą stertę pucharów do umycia – ktoś na pewno rzucił na nie Geminio – nie zanosiło się na jakikolwiek posiłek, coś czuł, że o śniadaniu też może zapomnieć. – Twoja cholerna wina! – warknął raz jeszcze pod nosem, jakby miało to w czymkolwiek pomóc.
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   11.12.15 10:12

Obojętne mi było gdzie jestem. Najważniejsze, że jak najdalej od jednej osoby, a reszta była nie ważna. Na wspomnienie tamtego dnia czułem jak niewidzialna ręka wykręca mi serce, żołądek i zaciska się na gardle i płucach, bo nadal trudno było mi złapać oddech. Na zewnątrz tego nie pokazuje, kłamię, że jest w porządku. Tak jest najlepiej, więc kwestią czasu było wylądowanie na szlabanie. Nie wiem czy to mała kara za mój niewyparzony język, bo kiedy eliksir wybuchł wykrzyczałem masę przekleństw w kierunku Jacka. Większość w nich kumulowała się we mnie od dawna i była przeznaczona dla mnie, ale tego nikt nie mógł wiedzieć. Zrobiło mi się wtedy lepiej, a wizja szlabanu nie była straszna. Nie pierwszy i nie ostatni, co za różnica.
- Pierdol się, Jack - na wiele mnie dziś nie stać. Mam dość słuchania jego żali, że to moja wina. Gdyby mnie posłuchał nie skończylibyśmy tutaj, ale nie mam siły mu tego tłumaczyć kolejny raz. Następnym razem włożę jego głowę do kociołka na samym początku, więcej będzie wtedy z niego pożytku. Nie liczę czasu który już tutaj spędziliśmy, ale wiem jedno… Muszę zapalić. Z kolejnym nic nie wartym medalem podchodzę do parapetu, aby przy otwartym oknie odpalić papierosa. Przytrzymuję go ustami, aby mieć ręce wolne i móc dalej szorować.
- Na co im te wszystkie gówno warte puchary i medale? - nie liczę na to, że Jack będzie znał odpowiedź. Tak naprawdę wcale jej nie chcę, ale mówię to i zastanawiam się na tym, aby oderwać swoje myśli od innych rzeczy. A przy tak monotonnym zajęciu jest to trudne, więc łapię się wszystkiego. Papieros nie pomaga, bo kojarzy się zbyt mocno z jedną osobą, z chwilami milczenia, powolnymi wyznaniami, czasem spędzonym na paleniu, mówieniu o smutkach i nadziejach. Kręcę głową jakby to miało pomóc w wyrzuceniu tego z głowy. Naiwny ja.
Spoglądam na Jacka, omiatam spojrzeniem całą salę, zatrzymuję się spojrzeniem na jednym z pucharów który idealnie nadałby się na popielniczkę. Mógłbym strzepać popiół za okno, ale nie chcę. Odruchowo szukam różdżki, ale nie dość, że jej nie mam, to zaklęcie przywołujące mogłoby się okazać mało skuteczne. To lepiej, nie skompromituję się przed Jackiem.
- Rzuć mi tamten puchar - wskazuję na miejsce gdzie jest ich kilka, ale to i tak nie ma znaczenia. Każdy będzie dobry - Szkoda, że nie Jack w oczach żuków - tyle mam do powiedzenia o kolacji. To i lepiej, że ją ominiemy, od kilku dni niewiele jadłem, a szukanie tłumaczenia dlaczego znów tak marnie jem przychodzi mi coraz ciężej.
- Taaaak, moja. Przyłóż mi, a od razu zrobi Ci się lepiej - proponuję, bo zawsze tak jest. Podobno. Ja chodzę biegać, aby rozładować złość czy frustrację. Wszystko inne też, więc ostatnio zrobiłem wiele kółek wokół szkoły - Schylić się, abyś dosięgnął?
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   11.12.15 18:35

Westchnął teatralnie z dezaprobatą, przyciągając ku sobie kolejny medal – był na tyle zniechęcony, że nawet nie posiłkował się sięgnięciem po szmatkę, a wszelkie zabrudzenia wytarł pieczołowicie rękawem swetra. Kopnięciem odrzucił przedmiot w kierunku jednej ze stert – tej żałośnie mniejszej i na powrót przyjął dawną postawę. Nie uśmiechało mu się siedzieć tutaj, to fakt, choć z drugiej strony – uniósł lewy kącik ust w uśmiechu na wspomnienie ich widowiskowej kłótni, będzie przynajmniej o czym opowiadać! Tym bardziej, że tamta lekcja Eliksirów ciągnęła się w nieskończoność jak tarta z melasą, więc zbyt wiele nie stracili (wyjąwszy Jacka, którego, jak wiadomo, prawie pozbawiono ucha).
Chyba nie z tobą – wysyczał przez zęby, dźwignąwszy z dotychczasowego miejsca, by rozprostować nogi i nieco rozejrzeć się po pomieszczeniu – kij, że robił to już przynajmniej trzy razy w przeciągu zaledwie czterdziestu pięciu minut szlabanu, ale może tym razem uda się znaleźć coś ciekawego do roboty?
Poczuł charakterystyczną woń papierosa, stąd też obrócił się za siebie, przekręciwszy głowę pod pewnym kątem; przez ułamek sekundy oczy Boyda pokrywała mleczna mgła, chłopak sprawiał wrażenie, jakby znajdował się tysiące kilometrów od szkoły, nawet ruchy ciała stały się inne, bardziej miękkie, zanim nabrały zwyczajowej ostrości – Jack był prawie pewny, że za tym nagłym rozmyciem nie stały wyłącznie kręte ścieżki dymu, za którymi skrył się tamten. Mimo to odczekał kurtuazyjnie moment.
Żebyśmy mieli niepowtarzalną i jedyną w rodzaju okazję czyszczenia stuletniego kurzu – powiedział pierwsze, co przyszło mu na myśl, a zaraz wychylił się i zwinnym gestem wyrwał papierosa spomiędzy warg właściciela, po czym niemal tanecznym krokiem oddalił na sam środek sali. Dopiero tam zaciągnął się głęboko, przymknąwszy powieki z zauważalną przyjemnością, zanim rozchylił je i zaczepnie uniósł brwi. Nie był specjalnym entuzjastą tytoniu, ale raz na jakiś czas – właściwie czemu nie?
To w ramach kary za tego Jacka w oczach żuków – zamachał entuzjastycznie dłonią, byłby nawet poszedł w długą, gdyby nie uporczywy przymus siedzenia tutaj. Dalszą wypowiedź Gryfona skwitował stłumionym parsknięciem, choć dźwięk zdążył odbić się od szklanych gablot, roznosząc gładko po całej komnacie. – Stłuc cię teraz? Masz mnie za idiotę? Nie odpowiadaj, wiem, że masz. Wolę poczekać do nocy i udusić cię cichcem w dormitorium.
Okręcił się zgrabnie i wzruszeniem ramienia wskazał puchar, któremu sam przyglądał się zaledwie kilka chwil wcześniej. – O tym mówisz? – Lekko wspiął się na palce po upatrzoną zdobycz, wpierw markując rzut, zanim z refleksem ścigającego cisnął nią w kierunku Boyda. Szkoda tylko, że zbyt późno przyszła mu na myśl kwestia siły podania.  – O, cholera!
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.12.15 9:36

Który to już medal przechodził przez moje ręce? Nie liczyłem. Dobra znów kłamię, zacząłem, ale gdzieś koło piątego myśli o pewnym Gryfonie przeszkodziły mi skutecznie. Chcę wymazać go z pamięci, ale to nie takie proste. Pozbyłbym się jednego dnia, aby wrócić do tego co było, do palenia w ciszy i krótkich historii, które niekiedy opuszczały nasze usta poza dymem. Nic więcej. Zdusiłbym skutecznie uczucie, które rozsadzało mnie od środka. Nic trudnego.
Raz jestem tutaj, a czasem mnie nie ma, bo odpływam daleko myślami. Czasem mam ochotę nie wrócić, ale nie mam tyle odwagi, a może jestem zbyt wielkim tchórzem? Przy Jacku chociaż na chwilę zapominam. Poparzone palce i szlaban uważam za małą cenę, bo zupełnie nieświadomie wyrwał mnie z miejsca w którym tkwiłem nieprzerwanie od kilku dni. Nie powiem mu tego, bo jeszcze pomyśli za dużo.
- Chciałbyś, Jack - może ktoś inny uznałby to za zaproszenie, ale nie ja. A może powinienem? Nie, zdecydowanie nie. Jak tak patrzyłem dzisiaj na siebie w lustrze to doszedłem do wniosku, że teraz, w tej chwili dla mnie nie miałoby znaczenia z kim bym to zrobił. Z kim bym się pieprzył, jeżeli przez to miałbym na chwilę o nim zapomnieć. To proszę bardzo. Każdy będzie odpowiedni.
Miałem w spokoju zapalić papierosa, ale to nawet nie jest mi dane. Nie mam zamiaru gonić go po klasie. Za leniwy jestem czy coś. Paczka się nie skończyła, wiec sięgam po kolejnego i już zaraz czuję jak moje płuca wypełnia dym. Lepiej.
- Twoje kary są takie wymyślę - kpię, a przynajmniej taki był plan. Ostatnio miałem też jeden, ale zupełnie się nie udał. Czy teraz to zawsze będzie do mnie wracać? Jeżeli tak to może lepiej spaść z wysoka albo wypić jakiś eliksir? Zaklęciom nie wierzę, zresztą jeżeli sam na siebie je rzucę to efekt będzie na pewno odwrotny do zamierzonego - Będziesz musiał stanąć w kolejce - zaczynam się śmiać, bo wydaje mi się naprawdę komiczne. Jeszcze chwila, a wszyscy z dormitorium będą chcieli tego samego. Dajcie mi jeszcze ze dwa dni - Losujcie czy coś - podrzucam genialny pomysł i nie rusza mnie zupełnie, że Jack nie ma pojęcia o co chodzi. A może wie? Może już wszyscy wiedzą, wytykają mnie palcami, ale nikt nie ma odwagi powiedzieć mi w twarz co myśli. To byłby takie typowe.
- Idealnie - mówię, ale ani na chwilę nie podnoszę wzroku. Puchar to puchar, każdy nada się na popielniczkę. Kończę czyścić kolejny medal i wstaję po kolejny. Stoję na parapecie, nie wiem dlaczego od razu nie zeskoczyłem na podłogę. Szczególnie, że nie jest jakiś wyjątkowo szeroki, a na oścież otworzyłem okno. Papierosa trzymam między spierzchniętymi wargami i balansuję rękami, aby nie runąć na twarz. Podejrzewam, że Jackowi by się spodobało, ale ja podziękuje. Nie patrzę w jego kierunku i to błąd. Puchar który leci w moim kierunku zauważam w momencie kiedy słyszę jego krzyk, bo odruchowo podnoszę głowę w górę. Ręka sama idzie w kierunku w którym leci puchar, to błąd, ale przekonuje się o tym kiedy tracę równowagę. Lecę do tyłu i łapię się za kurczowo za parapet. Papieros nadal mam w ustach, puchar w lewej dłoni, a prawdą przytrzymuję się i nie wiem jak długo wytrzymam. Próbuję się podciągnąć, ale to trudne. Zwisam. Nie pojmuję jak to się stało, że teraz zwisam poza budynkiem, jedynie jedną ręką się trzymam, a jedyną osobą, która może mi pomóc jest Jack. Po raz pierwszy tego dnia pragnę zobaczyć jego twarz. Niech się wychyli i mi pomoże, a może lepiej nie? Czy nie będzie lepiej po prostu się puścić? Okazja idealna.
Na ustach mam tylko przekleństwa, ale mamroczę je pod nosem. Jedno za drugim i staram się, aby nic się nie powtarzało. Podciągam się trochę, próbuję i nic.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.12.15 12:39

Jack nie miał w zwyczaju ingerowania w życie prywatne reszty uczniów, sprawy innych na ogół niewiele go obchodziły, póki osobiście nie miał z nimi czegokolwiek wspólnego; taki pogląd wydawał mu się zresztą stosunkowo rozsądną decyzją, w końcu kto, u diabła, dopuszczałby do siebie pierwszego lepszego intruza z ulicy i opowiadał historię życia? Musiałby mieć chorobliwe zaburzenia atencji, choć nie oszukujmy się – po wojnie mnóstwo się takowych namnożyło, zawsze gotowych do przywołania rzewnej przypowiastki, a już zwłaszcza na terenie Hogwartu. Stąd tylko biernie pokręcił głową, it's not my cup of tea, tak to szło?
Niekoniecznie – uciął krótko, bo i kryła się w tym cała prawda. Nie to, żeby miał coś przeciw seksualnemu promiskuityzmowi, ale nawet on musi mieć swoje podstawy, czyż nie?
Oczywiście słyszał o całej sprawie – nie da się ukryć, że, no właśnie, w tej szkole nic nie da się ukryć, ale puścił wieść mimo uszu. Czy naprawdę widok kogokolwiek w pobliżu Skrzydła Szpitalnego musiał się stawać od razu tematem niezdrowej sensacji? Wieża Gryffindoru wręcz huczała od plotek, co za banda idiotów.
Dlatego zaśmiał się cicho pod nosem, zaciągnąwszy się po raz ostatni, po czym rzucając niedopałek prosto do złotego kielicha, który akurat napatoczył się w pobliżu.
Widać, że wszyscy cię tu bardzo kochamy – skwitował zaledwie, ale nic więcej już nie dodał. Po raz kolejny – nie jego sprawa, nie mu oceniać czyjeś wybory.
Tego, co wydarzyło się zaraz po tych słowach, Jack kompletnie nie przewidział. Był pewien, że Boyd zdąży unieść głowę i dostrzec nadlatujący puchar, że zrobi to na tyle sprytnie, by...
W pierwszej chwili Gryfon miał naturalny odruch rzucenia się w kierunku okna; myślami był w niedalekiej przyszłości, zastanawiając się czy do specjalnego wydania Proroka Codziennego użyją tego nieszczęsnego zdjęcia ze szkolnego albumu, gdy już zdążą okrzyknąć Jacka mordercą niewiniątek, i czy ucieszą się wszystkie wścibskie znajome jego ciotki. Uśmiechnął się wręcz diabelsko na samo wyobrażenie, ale zaraz musiał odłożyć mentalne meblowanie celi w Azkabanie na inną okazję, bo tamten wcale nie wypadł. No prawie – teraz wisiał na parapecie, chybocząc się niczym łopocząca na wietrze flaga.
Ups, skomentował w duchu absurdalność całej sytuacji, stawiając się niemal od razu przy oknie, choć nie zdjąwszy z warg wcześniejszego uśmiechu.
Z takiej perspektywy wyglądasz jakoś lepiej – orzekł, głęboko wciągając krystalicznie czyste powietrze Hogwartu. A i widok był niezgorszy – Jack nigdy nie miał okazji podziwiania okolic z tej części zamku, więc przyjął dalekie pasma gór wokół jako coś zgoła nowego. Leniwie podparł policzek na łokciu. - Pewnie mam ci teraz pomóc, aha? – Zaczął sunąć jednym palcem w kierunku ręki Boyda, jakby bacznie zastanawiając się nad powzięciem prawidłowej decyzji. - A co będę z tego miał? – Prawdziwy Gryfon z ciebie, Jack. – Oprócz wątpliwej przyjemności budzenia się kilka metrów od ciebie przez następne dwa lata?
Gdzieś tam dostrzegł w oczach chłopaka podejrzany cień, ale wszystko skutecznie zasnuła warstwa niepokoju i... cóż to było? Obojętność? Trudno określić, jednak zaintrygowało go. Znów westchnął ze zniecierpliwieniem, ale wreszcie zdecydował pochwycić dłoń ciemnowłosego i pociągnąć z powrotem ku sobie.
Są granice, których się nie przekracza. I słowa, których tak po prostu nie wypowiada. Chyba że się tego chce. A chce?
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.12.15 15:40

O ile jeszcze miałem przez chwilę złudzenia, że Jack nie wie o tym co się wydarzyło ostatnio, tak jednym zdaniem je rozwiał. Niby nic, a wbił kolejną szpilę głęboko. Za mało żeby mnie dobić, ale wystarczająco, abym ponownie zaczął myśleć o tym co się wtedy stało. Uśmiechnąłem się gorzko do samego siebie. Bo tak naprawdę nic więcej mi nie zostało.
- Więc sam widzisz. Pośpiesz się zanim ktoś Ci odbierze przyjemność z duszenia - mógłbym się z tym kłócić, mówić, że tak nie jest, ale nie widzę w tym sensu. Nie mam siły, a nawet jakbym miał to uważam, że nie warto. I tak wiem, że nie wprowadzi tego w życie. Zawsze kończy się na gadaniu, więc mogę spać spokojnie. O ile zmrużę oko, o ile dojdę do dormitorium. Ostatnie noce spędziłem w pokoju wspólnym przy kominku. Z książką, aby móc udawać, że tak mocno mnie wciągnęła. Tak naprawdę nie przeczytałem ani słowa, ani nie spałem prawie wcale i czekałem na moment kiedy wszyscy pójdą do siebie, aby wymknąć się na nocą wędrówkę. Tak było dla mnie lepiej.
Gdybym miał powiedzieć jak to się stało, że wiszę i jedną dłonią kurczowo trzymam się parapetu, nie umiałbym. Jeżeli coś miało pójść nie tak, to w moim przypadku tak właśnie będzie. Dlatego jedyne co robię na początku kiedy widzę Jacka to rozluźniam palce.
- Zaraz będę wyglądał jeszcze lepiej - mówię między przekleństwami, zapamiętując co właśnie powiedziałem. Miały się nie powtarzać, a to trudne, bo te moje ulubione mógłbym mówić bez końca - Oprócz poczucia spełnionego dobrego uczynku? Nic. Więc lepiej zastanów się trzy razem zanim mi pomożesz - pewnie mądrze byłoby z mojej strony puścić teraz puchar, złapać się drugą ręką parapetu i podciągnąć, ale tego nie robię. Zdaje się na Jacka, bo sam się poddałem. Nie chce mi się walczyć z niczym, ani z nikim. Z myślami czy ludźmi. To takie proste, wystarczy, że rozluźnię jeszcze trochę palce, ale niestety nie. Odzywa się w nim coś ludzkiego, bo mi pomaga. Pozwalam mu na to, poddaję się temu, a jedynie na koniec wspieram się łokciem, aby mógł mnie puścić. I tak zrobił za dużo. Siadam tyłem do okna, widok może być wspaniały, ale nie dla mnie w tej sekundzie.
- Jeżeli to oznacza, że wiszę dla Ciebie przysługę to następnym razem walnij mnie po palcach - mówię, bo dzięki, Jack nie przechodzi mi przez gardło. Zastanawiam się czy w ogóle jestem mu wdzięczny czy nie łatwiej byłoby po prostu spaść, przy odrobinie szczęścia, więcej bym się nie obudził. Jeżeli miałbym go mniej, to pielęgniarka miałby przy mnie trochę roboty. Serce mocno wali, nie muszę kłaść ręki na klatce piersiowej, aby czuć jak łomocze. Papieros tli się ledwo, ledwo, a ja nie pozwalam mu dogasnąć. Zaciągam się szybko dwa czy trzy razy, muszę to jakoś odreagować.
Jeżeli da się życie odreagować, to dwa razy poproszę.
Na miejscu i na wynos.
Tak na wszelki wypadek.
- Było mnie zostawić, chwilę bym wyglądał jak kretyn, ale w końcu bym się zmęczył - obojętność tych słów powinna uderzyć i mnie samego, ale tak nie jest. Wzruszam ramionami i gaszę papierosa w pucharze, który nadal tkwi w mojej dłoni. Ześlizguję się z parapetu, po właściwej stronie, bo medale same się nie wyczyszczą. Zupełnie jakbym przed chwilą nie wisiał i nie zastanawiał się nad tym czy opcja zlecenia w dół nie jest najlepszą z możliwych. Wrócę do tego, ale nie teraz. Wiem, że tak będzie, ale kiedy będę sam. Bez medali do wyczyszczenia i Jacka, któremu wiszę przysługę. Tak to niestety działa. Może będę mógł ją zamienić na przypalenie się papierosem? Myślę, że to będzie mniej bolesne - Nienawidzę mieć długów, więc powiedz co chcesz.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   12.12.15 19:37

Niemal natychmiast dostrzegł zmianę w mimice chłopaka, przez twarz Boyda przebiegło ledwo dostrzegalne zwątpienie, ale Jackowi udało się je przyuważyć, ba, nawet złapać, bo uniósł wymownie brwi.
Nie mów mi, że przejmujesz się gadaniem ludzi. Pieprz ich, przecież nikt tak naprawdę nie wie jak było, mogą tylko gadać. Po tygodniu zapomną. Wzruszył ramionami, sprawiając niekłamane wrażenie, jakby cała sprawa zaledwie po nim spłynęła, ale w pewien sposób rozumiał też punkt widzenia rozmówcy – trudno jest wtopić się w tłum, gdy idziesz korytarzem, a wszyscy wokół obracają głowy w twoim kierunku. Nie ma jednak tego złego, prawda? Sam Jack gwizdał na opinię innych, jeśli tylko robił wszystko, na co miał rzeczywiście ochotę, nie liczyło się nic nadto. Zgryźliwy komentarz Boyda pominął jednak milczeniem, słowa wręcz ociekały rezygnacją, mało brakowało, a Jack ofukałby go jak nieposłusznego uczniaka.
A jednak coś w nim było – coś, co sprawiało, że wisiał blisko kilkaset metrów nad ziemią z lekkością kogoś, kto właśnie siedział na kolejce górskiej w mugolskim lunaparku. Jack zacmokał z niezadowoleniem, to nie było do końca normalne.
Nie, z tej odległości nie widziałbym zbyt wiele, prócz czerwonej plamy krwi – oznajmił prawie radośnie i przez następną chwilę bawił się świadomością ściskania – albo i nie – w dłoni czyjegoś życia; nie robił tego dla samej uciechy (no, może troszkę), ale chciał upewnić się w tym, co przeszło mu przez głowę nieco wcześniej. Boyd naprawdę był w stanie się puścić? Nie odczułby nawet żalu, że w ułamku sekundy zamieniłby się w stertę zgruchotanych kości? Cóż, przypadki chodzą po ludziach.
Kiedy było już po wszystkim, Jack przysiadł na swoim dawnym miejscu, chwytając urwany oddech. Chłodne powietrze natychmiast rozlało na jego policzkach plamy rumieńców, teraz potęgowało je nagłe wzburzenie.
Daruj sobie, bo zaraz naprawdę zawiśniesz – warknął ostro, biorąc do ręki porzucony puchar i trąc na oślep, aż litery na jego grzbiecie zalśniły złotem w świetle świec. No proszę, czyżby lekarstwem na niechęć do pracy okazywała się złość? Dostrzegł przecież charakterystyczny błysk w spojrzeniu, kiedy tamten zsuwał się ostrożnie z okna. – Lepiej nie próbuj robić żadnych numerów. Nie tylko ty szlajasz się po nocach, wierz mi – rzucił niby zdawkowo, obracając się w kierunku półek. Nie raz, nie dwa natknął się na Boyda w Pokoju Wspólnym, gdzie z uporem pochylał się nad książką, nieodmiennie czytając jedną i tę samą stronę.
Nie popierał samoumartwienia się, życie było zbyt krótkie na wieczne przywoływanie smutku, zamiast tego Jack wolał przeć do przodu, nieważne jak, nieważne gdzie – byle zawsze przed siebie. I nie oglądać się nigdy, nie przywróci to zmarłych, nie zmaże poczucia winy. Własną żałobę przeszedł dawno temu, czas nie usunął blizn, ale stanowczo je spłycił – Jack wiedział, że jest niemożliwym, by zniknęły na zawsze i zaakceptował taki stan rzeczy. A może uratował go fakt, że miał wówczas niewiele lat? Rzucił Boydowi przenikliwe spojrzenie, zanim wrócił do polerowania sreber.
Przyjdzie jeszcze czas na spłatę.
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   13.12.15 0:51

Nie chce mi się odpowiadać, więc uparcie milczę. Zdanie innych mnie nie obchodzi, bo kim oni dla mnie są? Niektórzy widzą we mnie nadal Desmonda, mimo że on nie żyje od przeszło trzech lat. To śmieszne, że teraz miałbym uzależnić swoje życie od tego co oni gadają. Co drugi i tak nie wie jak mam na imię, a co trzeci nie ma pojęcia o kim mowa, ale i tak dorzuca swoje trzy knuty. To nie ważne, bo bez tego czuję się podle. Oni nie musieli nic dodawać do tej historii. Było jak było, nie mogę powiedzieć, że się stało, bo takie rzeczy same się nie dzieją.
Jest coś w Jacku co może fascynować, ale chyba nie dla mnie. Dziwnie się czuję przebywając z nim w jednym pomieszczeniu, dormitorium czasem wydaje się zbyt małe. Dawno już nie miałem takiego uczucia, zimnego dreszczu, który przebiega po plecach. Nie licząc tamtego dnia, ale o nim zapominam. Staram się uparcie, jakby to miało w czymś pomóc.
Wisząc tam nie wiedziałem czy mi pomoże, niektórych jest się pewnym, inni zaskakują w ostatniej chwili. Z nim było inaczej. Dlatego liczyłem na inne zakończenie, a nie powrót do pucharów i medali.
- Po co to zrobiłeś? - chcę wiedzieć dlaczego mi pomógł. W końcu to Jack i może ten jeden raz zrozumiem co siedzi mu w głowie. Żadnymi sztandarowymi frazesami się nie zadowolę, bo już teraz wiem, że w jego przypadku będzie to zapchanie tematu - I daruj sobie gadanie, że to wszystko samo się nie wyczyści - chociaż w to akurat najszybciej bym uwierzył.
Siedzenie na zimnej posadce nie jest dobrym rozwiązaniem, ale jedynym które do mnie przemawia. Nie wiem ile czasu już minęło, ale to i tak nie ważne. Nie siedzimy tutaj na godziny, więc czyszczę to wszystko, aby nie musieć spędzić z nim dodatkowego dnia.
- Przyjmuję to jako obietnicę - mówię bez większego entuzjazmu, a na medalu czytam kolejne nazwisko, które nic mi nie mówi. Wszystkie wydają się być stare, więc dlaczego po prostu ich nie wyrzucą? Moje zmartwienie na najbliższe sekundy - No i? - mam gdzieś, że nie robię tego sam. Jakby to była nowość, zawsze istnieje większa szansa, że wpadnę na zakradającego się ucznia niż patrolującego korytarze nauczyciela.
Właśnie tego obawiałem się najbardziej. Chciałbym już móc spłacić dług, mieć to za sobą, a nie żeby wciąż gdzieś to obok mnie tkwiło.
- Pieprz się, Jack - powtarzam już dziś kolejny raz. Nie zliczę który, ale pierwszy raz rzucam w niego medalem. Mocniej niż zamierzałem, ale siłę spotęgowała złość. Mam nadzieję, że dostanie w oko, a ostra krawędź uszkodzi delikatną w tej okolicy skórę.
Merlinie, choć raz dzisiaj.
Tak, żeby ten dzień nie poszedł na zmarnowanie.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   13.12.15 12:47

Jack nie lubił ciszy, nie takiej, bo doskonale wiedział, co się za nią kryło – niewygodne pytania i badawcze zerknięcia, a tego wolał za wszelką cenę uniknąć. Przez zaledwie ułamek sekundy niewypowiedziane zdołało zawisnąć nad nim jak katowski topór, niemal materializując się w pomieszczeniu, które z kolei wydało się teraz niemożebnie małe, dlatego wycofał się, umknął, póki jeszcze mógł. Czyszczenie sreber okazywało doskonałą wymówką; co prawda miał świadomość, że to prędzej czy później nastąpi, że nie uniknie odpowiedzialności – a może trzeba go było jednak puścić? –  że tak się przeważnie kończy, gdy człowiek wpakuje się w bycie bohaterem z przymusu, ale przynajmniej był o te kilka oddechów do przodu.
No i się doczekał.
A dlaczego nie? – odpowiedział wymijająco, by westchnąć głośno z miną cierpiętnika. Trudno, niech ma wszystko za sobą. – Nie będę ci wciskał kitu, że takie zachowanie jest przecież naturalne, że każdy by się zachował podobnie, ja po prostu nie chciałem zostać wspólnikiem samobójcy. Czy tam prawie-samobójcy. Życie nigdy nie wydawało się szczególnie łatwe, ale żeby na poważnie rozważać zrobienie z siebie sterty gnatów? Poza tym walczyłeś z czymś, kiedy już zawisłeś, czyż nie?
Tego, co nastało chwilę później, kompletnie nie przewidział.
Usłyszawszy kolejne pieprz się, Jack jedynie pokiwał ze znaczącym uśmieszkiem, nie kłopotał się, by obrócić w kierunku Boyda, gdy szukał wzrokiem porzuconej szmatki i wtedy to się stało. Niespodziewany świst w okolicach lewego ucha, a potem tępy ból przy łuku brwiowym.
Kurwa! – zasyczał w pierwszej chwili na tyle oszołomiony, że nie mógł choćby przypuszczać powodu fizycznego urazu. Nieszczęsny puchar upadł z cichym stukiem, tocząc się po posadzce jeszcze przez jakąś chwilę, ale tego Jack nie zauważył. Podniósł dłoń do oka, głowa pulsowała niemiłosiernie, a dostrzegając na palcach plamy czerwieni, zaklął nieco ciszej, dopiero wtedy przeniósł nieznośnie powolne spojrzenie na chłopaka przy oknie. Zacisnął rękę w pieść.
Był przy nim na jednym wdechu, nie posiłkował nawet znalezieniem medalu dla rewanżu, bo czy istniał kiedykolwiek lepszy sposób wyrównywania rachunków, niż impet własnych uderzeń?
Ty mały skurwielu! – zakrzyknął ostrzegawczo, chwytając Gryfona za poły koszuli, cienki materiał ledwo co wytrzymywał siłę nacisku. Prawy sierpowy Jack wymierzył nader celnie – akurat tam, gdzie zaczynały się usta Boyda, od prawieków znany i zawsze niezawodny lek na niewyparzoną gębę. – Nie pogrywaj ze mną, dupku, dobrze ci radzę – cedził przez zaciśnięte zęby, potrząsnąwszy ofiarą kilkakrotnie, jakby dzięki temu każde słowo miało dotrzeć głębiej. Kilka kropel krwi skapnęło na czoło ciemnowłosego i płynęło teraz nierównymi ścieżkami po skórze, a Jack ani myślał przestać – rzucił Boyda na parapet. Głowa chłopaka znalazła się dokładnie o te kilka milimetrów poza krawędzią, gdy Jack pochylił się nad nim z sadystyczną precyzją. Brązowe oczy wciąż trawił ogień. – Nie znasz mnie, nie masz cholernego pojęcia kim jestem, lepiej nie prowokuj, bo nie życzysz sobie takiego wroga, uwierz. – Popchnął go nieznacznie ku otwartej przestrzeni. – Chcesz spłacić swój dług? Skoro tak się palisz, zacznijmy od razu, co? Może ci nawet pomogę?
Nie sprawiał wrażenia, by miał zamiar odpuszczać zniewagę. Nie teraz.
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   13.12.15 22:12

Jeszcze kilka dni temu powiedziałbym, że taka cisza jest zła. Teraz uważam, że jest o wiele lepsza niż ta kiedy milczeliśmy z nim. Teraz nawet w myślach robię wszystko, aby nie pojawiało się jego imię. Nazwij mnie jak chcesz, a jedyne co zobaczysz co wzruszenie ramionami o ile będę miał na to siłę czy ochotę. Nie dostaję swojej odpowiedzi, a jedynie brednie które gówno mnie obchodzą. Podnoszę na niego wzrok i przechylam w lewo głowę. Zupełnie jak wtedy kiedy byłem mały, razem z Desmondem tak robiliśmy, więc zaraz przestaję.
- A dlaczego tak? - mogłem tak się bawić bez końca, jak dziecko odbijać piłeczkę i czekać na ten moment aż komuś przestanie się chcieć i to nie będę ja - Po prostu chciałem zobaczyć co zrobisz - wracam do tego pasjonującego zajęcia, jakim jest czyszczenie medali. A może dla odmiany zajmę się jakimś pucharem. Zamiast po niego sięgam po papierosy, to zawsze jest w cenie. Tak jak kłamstwo, którym karmię nie tylko Jacka, a przed wszystkim siebie. Wiem o tym, ale to niewiele zmienia, bo robię to ciągle od nowa i raz jeszcze. Jakby było mało, a tak naprawdę jest dużo, że aż się wylewa. Ulewa się to kłamstwo, zaczynam w nim brnąć po pas, ale póki co to nie jest złe. Nie może takie być, bo skoro daje poczucie tego, że nie tonę w prawdzie.
Merlinie, dzięki!
Dostał nawet bardziej widowiskowo niż chciałem, brawa dla mnie. Nawet uśmiecham się przez chwilę, co prawda złośliwie, ale zawsze. W ramach samozadowolenia zaciągam się kolejny raz i wracam do czyszczenia, niech mówi co chce.
Mogę być i skurwielem.
To i tak lepsze od tego jak sam siebie nazywam.
Nie wiem kiedy znalazł się przy mnie, ani jak to się stało, że znów byłem na parapecie. Za parapetem? Inaczej niż wcześniej, ale ciągle w tym samym miejscu.
- No dalej, Jack - patrzę na niego, nie tyle na niego co w jego oczy. Mógłbym go odepchnąć, na pewno mógłbym spróbować, ale trzeba chcieć to zrobić, a ja nie mam ochoty, więc pozwalam mu się przytrzymywać i mówić to wszystko. Nie wiem czy słyszę wszystko, czy co drugie słowo. Musi być słabo trzymać tak kogoś komu nie zależy. Emocji nadal u mnie nie widać, już bardziej się ekscytowałem wybieraniem kolejnego medalu niż tym co dzieje się teraz - Udusisz mnie poduszką?
Śmiać mi się chce, tak żałośnie, jak ja żałosny jestem.
- Myślisz, że to coś jakoś mnie ruszy? - pytaniem na pytanie, takie typowe i wkurwiające. Nie wiem co siedzi w jego głowie, nie wymyślam nic, bo marne szanse, że trafię. Niech wyrzuci to z siebie, miejmy to za sobą. Spłacanie długu, szlaban i ten dzień, tydzień czy rok. Szkoda, że nie jest tak, że z nowym rokiem dostajemy czystą kartkę po której możemy mazać od nowa - Wszystko co mówisz brzmi zachęcająco. Czuję, że mi się spodoba - odwracam głowę, aby spojrzeć w dół. Skoro i tak wiszę za parapetem to popodziwiam, bo ostatnio nie miałem za bardzo odwagi. Teraz już inaczej na to patrzę. Wystarczyło kilka minut, żeby obojętność mnie całkowicie pochłonęła. Papieros tli się już dawno na podłodze, szkoda go. Zaciągnąłbym się jeszcze z raz czy dwa.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   14.12.15 15:04

Cała ta rozmowa zmierzała w wybitnie niepokojącym kierunku od dobrych paru chwil. Do diaska, Jack miał tylko odbyć nienawistny szlaban z nienawistnym typem z Eliksirów, kiedy i gdzie wdał się w egzystencjalne pogawędki?
Po prostu chciałeś zobaczyć, co zrobię – powtórzył, celowo modulując głos, by nadać swojej barwie bardziej piskliwych tonów, po czym zaśmiał krótko. – I? Jak spożytkujesz tę wiedzę? Lubisz być damą w opałach? – Nie oczekiwał odpowiedzi na pytania, chyba nawet do końca ich sobie nie życzył – nienawidził być testowany na polu emocjonalnym, fizyczne to co innego, tak samo nie znosił przejmowania odpowiedzialności za czyjeś życie, nawet w równie groteskowo trywialnej sytuacji, bo niby z jakiej racji, a? Ostatecznie Boyd wydawał się na tyle dorosły, że...
Już dawno temu stracił ochotę na wszelkie utarczki werbalne, nie chciał pogrążać się w kolejnych, zwłaszcza że nie w smak mu szły wygodne kłamstwa Boyda, czy było w tym nieszczęsnym chłopaku coś więcej? Przynajmniej teraz? Brodził po ruchomych piaskach niestrudzenie, a Jack nie chciał być wciągnięty wraz z nim – nie był wybawicielem, ale nie był też katem, by dobrowolnie przyglądać zakopywaniu się żywcem. W końcu zawsze istniały kwestie, o jakich nie miał, i nie będzie mieć, bladego pojęcia.
Otarł wierzchem dłoni krew, która zdążyła spłynąć po policzku, uśmiechnąwszy się z wyraźnym przekąsem. W końcu zdążył wyładować nagromadzoną złość, co się więcej liczyło? Zdawał sobie doskonale sprawę, że Gryfon najpewniej zacznie go prowokować do kolejnych uderzeń, ale nie zdawało się to w tym momencie istotne – wbrew pozorom. Odetchnął głęboko, świat wracał do normy. Prawie.
To wszystko jest pozą, Boyd. P-o-z-ą. Nie można zabić kogoś, kto już umarł, prawda? A ty dawno umarłeś, nie mylę się? Niby próbujesz się budzić, a jednak ponosisz porażki, więc przyzwalasz upaść jeszcze niżej. Jesteś żywym trupem. Takie trwanie musi być cholernie smutne, aż mi cię trochę szkoda, ale nie będę nad tobą płakać, inni się znajdą od tego. – No proszę, a jednak dobrze robiło wygadanie się i wyrzucenie z siebie ustrojstwa, które siedziało w gardle, odkąd tylko wkroczyli na niebezpieczne rejony. Wytrzymał spojrzenie, nie odrywając wzroku ani na sekundę. – Wiem, że udajesz. Słyszę twoje krzyki i szlochy praktycznie każdej nocy, gdy sądzisz, że całe dormitorium śpi. Mnie zawsze możesz oszukać, pewnie, ale czy siebie też? Długo nie podołasz taką ścieżką, stary, wybacz. Tylko wiesz? Trochę głupio się poddawać, wstańże wreszcie.
Poklepał go lekko po piersi i uniósł obie dłonie na znak, że odcina się od tematu wszystkimi kończynami, jednocześnie odchylając się lekko w tył. Boyd zaraz wzruszy ramionami albo dorzuci coś głupiego, więc wystarczy. Może i powiedział wiele więcej, niż początkowo zakładał (nieznośne gadulstwo!), może i nie odmówił sobie szorstkości, ale w niektórych sprawach zdecydowanie cenił bolesne szturchnięcia nade litość. Na Merlina, nikt o zdrowych zmysłach nie szuka dzisiaj litości. To przeżytek. Chyba.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   03.04.16 13:26

Piątek, kwiecień, 19:20

Najgorsze, co mogło się przytrafić Reagan, to nuda. Autentycznie. To właśnie podczas niej do głowy Gryfonki wpadały dziwne pomysły, które czekały na zrealizowanie. A że było niecierpliwe trzeba było ziścić jej w chwili, kiedy się pojawiły. To rodziło pewne komplikacje, niebezpieczeństwa, groziło wylądowaniem w skrzydle. Tym oczywiście się nie przejmowała, bo przecież była Gryfonką, a oni nie obawiają się konsekwencji! Szkoda tylko, że często z odwagą wiązała się zwyczajnie głupota.
Dziś również się nudziła. Nudziła się teraz i miała wielką ochotę na zrobienie czegoś konstruktywnego. A przecież nie ma nic bardziej twórczego, niż integracja z osobą, którą się chyba lubiło, ale nie rozmawiało zbyt często! Dlatego Liv postanowiła zorganizować dwuosobową imprezę feministyczną (tak, na pewno była feministką). Zebrała prowiant w postaci dwóch butelek jakiegoś mocnego bimbru oraz dwa piękne skręty ze specjalnej odmiany lawendy i ruszyła w poszukiwaniu osoby, którą upatrzyła sobie już jakoś czas temu. Padło na Upsilon, która ostatecznie dała się namówić i teraz szła obok koleżanki, która szukała odpowiedniego miejsca. Bo oczywiście na takie coś trzeba było wybrać odpowiednie otoczenia. Lubiła pić na zewnątrz, ale było chyba jeszcze trochę za chłodno, więc padło na salę w szkole. Do tego na salę pamięci. Czy może być coś lepszego?
- Patrz, przynajmniej będziemy miały powód do picia. Wypijemy za pamięć – powiedziała wprowadzając koleżankę do środka – Masz mocną głowę, Ups? – spytała, bo wolała być przygotowana na ewentualne konsekwencje picia na umór. Nie żeby Liv sama grzeszyła mocnym łbem, o czym już nie raz poinformowała swoje towarzystwo, odstawiając dziwne akcje po niewielkiej ilości alkoholu – I chyba nie masz nic przeciwko paleniu? – podeszła do schodów i klapnęła sobie na nich, odkładając przy okazji ciążącą jej torbę. Spojrzała na lekko zdezorientowaną (?) koleżankę. Lubiła ją, tylko była jakaś taka… no dziwna, powiedzmy sobie szczerze. Ale poza tym wydawała się całkiem posoko, poza tym nic nie stało na przeszkodzie, aby się z nią trochę pointegrować. I wcale nie chodziło o to, że Liv po prostu potrzebowała towarzystwa innego niż darrenowe, które najwidoczniej nie zawsze okazywało się korzystne. Zwłaszcza w połączeniu z alkoholem, o czym przekonywała się wiele razy i zapewne przekona się jeszcze kilka.


Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   03.04.16 14:59


@ Ups
Ups miała dzisiaj dokładnie ten sam problem, jaki nawiedził Liv - koszmarnie jej się nudziło. A wokół nie było nikogo, kto pomógłby jej się z tym uporać. Dodatkowo swój czas na zewnątrz miała akurat Upsilon i nikt nie miał prawa jej przeszkadzać. Tylko co miała zrobić Ups, która od rana zdążyła już zarwać swoje łóżko, po którym intensywnie skakała? Nosiło ją i musiała zrobić coś, żeby rozładować energię. Już od kilku godzin starała się o choć odrobinę rozrywki, zmuszając ich ciało do przybrania rudej czupryny, co jednak niewiele zmieniało. Liv zdawała się być wybawieniem z tego koszmaru, bo gdy tylko zaproponowała prywatną imprezkę małomównej Upsilon, Ups wewnątrz labiryntu poczuła, jak doskonale znana jej siła wyciąga ją w kierunku wyjścia. Tak! Być może Liv umknął ten szczegół, a może wcale nie, ale rysy twarzy drugiej Gryfonki, a także kolor jej oczu nagle się zmieniły. Energia buchnęła na zewnątrz, podrywając starszą dziewczynę z kanapy.
- Aww - wyrwało się spomiędzy rozciągniętych szerokim uśmiechem warg. - Wiszę ci naprawdę zajebisty wieczór - rzuciła tajemniczo Ups w kierunku koleżanki, nie przejmując się potrzebą wyjaśnienia tego i owego. Chociaż zwykle wszystkie osobowości niezwykle uważały z przemianami metamorfomagicznymi, a także tym, co mówiły i jak się zachowywały, gdy spontanicznie wyciągnięto je na zewnątrz, Ups... cóż, była Ups.
- Pamięć? Jasne. Może po prostu za bycie zajebistymi laskami? No weź, Liv, trudno ci coś zarzucić w tej kwestii - włączyła się w rozmowę, wędrując radośnie obok Reagan i mierząc ją wzrokiem. Nie znała jej za dobrze, ale nigdy nie była kimś, kto potrafiłby ważyć słowa przed wypuszczeniem ich na zewnątrz. Niekiedy było to coś znacznie gorszego, choć zdarzyło jej się obrazić jedną czy dwie heteryce, nieprzywykłe do okazywania im zainteresowania przez dziewczynę. - Bo, ten... - Ups zawiesiła się na chwilę i choć mogłoby to wyglądać na coś na kształt zastanowienia się przed odezwaniem, ona po prostu zauważyła zajebiście wielkiego, kolorowego pająka. Gdy tylko go minęły, znów spojrzała na Reagan. Myśl umknęła bezpowrotnie, gdy przestrzeń między nimi wypełniło kolejne pytanie. - Jasne. Chyba. Czasem budzę się po paru dniach - mruknęła, choć te historie zwykle miały coś wspólnego ze zmianą aktualnie dominującej osobowości, a nie alkoholem. W gruncie rzeczy Ups nie potrzebowała go wcale, żeby być, lekko mówiąc, rozluźnioną. Mocno upojona, nie mogła być niczym dobrym.
Gdy Liv wreszcie wybrała miejsce, Ups wydawała się nieco zdezorientowana. Izba Pamięci? No dobra.
- Och, a co w nich masz? - zapytała, odzyskując rezon, gdy do jej mózgu dotarła informacja o skrętach. Bez ceregieli rzuciła na ziemię własną torbę i zamiast usiąść obok Liv, wskoczyła na poręcz, usiadła na niej okrakiem i zawinęła stopy o kolumienkę, żeby nie zjeżdżał jej tyłek. Jak zwykle ryzykowała wizytę w skrzydle szpitalnym, ale ta myśl nawet nie przewinęła jej się przez głowę.
- To co? Jaki dzisiaj nastrój? Siedzimy i wylewamy żale? Albo... Ej, wiem! Prawda i wyzwanie! Ale uprzedzam cię, jestem w tym dobra! - ostrzegła Ups, dumna ze swojego pomysłu. - Ale wiesz, zanim wymyślisz pytanie albo zadanie, musisz wziąć łyka i się zaciągnąć! Co ty na to? - ręce opierała o poręcz, wygięta niczym dziwny kot, uśmiechnięta tak podejrzanie, że ktoś inny niż Liv mógłby się wystraszyć. A może nawet Liv się bała?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   07.04.16 11:10

Spotkania towarzyskie to była świetna sprawa. Liv nie rozumiała osób, które z własnego całkiem unikały ludzi. Przecież z nikim picie nie było tak fajne, jak z drugim człowiekiem! Bo jak to tak inaczej? Do lustra? Do zabawek? Do drzewa? A może do swojego psa, który na pewno nie byłby zbyt odpowiednim do tego kompanem? Nie. Tylko druga osoba się nadawała, plus zawsze można było z nią porozmawiać. Reagan nie należała do jakiegoś typu społecznika, ale też nie unikała ludzi. Miała kilka swoich osób, których się trzymała, nie miała nic przeciwko nowym znajomościom, chociaż do nich podchodziła z większym dystansem. Nie lubiła tłumu we własnym życiu, ale też nie pragnęła zupełnej pustki. Dlatego nie unikała nikogo, zwyczajnie w świecie będąc sobą i robiąc to, na co w danej chwili miała największą ochotę. A w tym momencie miała ochotę na picie i być może wypalenie skręta czy dwóch ze swoją koleżanką z domu. Wszak należało zacieśniać więzy ze współlokatorami, tym bardziej, że w samym Gryffindorze Liv nie miała specjalnie wielu przyjaciół. Dziwnym trafem ich największa ilość była ulokowana po innych domach.
- Możemy wypić i za nas. Chociaż po co pić za rzeczy oczywiste? – wyszczerzyła się do koleżanki. Była pewna siebie, znała swoją wartość. Najwidoczniej Upsilon miała podobnie, co znaczyło, że bez większych problemów powinny się dogadać – No proszę, proszę. Teraz to próbujesz się wkupić w moje łaski, żeby dostać więcej, prawda? – spojrzała na nią z udawaną podejrzliwością, chociaż jej ciemne oczy mówiły coś innego. Oczywiście, że spodobał jej się komplement koleżanki, każdy je lubił. Tym bardziej jeśli dotyczyły ściśle naszej osoby – Ale pamiętaj, że ja nie zadaję się z byle jakimi ludźmi. Wybieram samych zajebistych – powiedziała, mając nadzieję, że ta odbierze to tak, jak powinno zostać odebrane. Bo skoro ją zaprosiła, znaczyło, że uważała jej towarzystwo za odpowiednie, a co za tym szło, że sama Upsilon była super – No nic, nie przejmuj się tym. Przy mnie możesz się spijać tak, że urwie ci się film. Zadbam o ciebie, więc bez skrępowania wlewaj w siebie ile tylko masz ochotę – powiedziała szczerze. Była odpowiednią kompanką do picia. Nie roztrząsała tego, co działo się na imprezach, nie wypominała. Każdemu się zdarzało, tym bardziej, że to właśnie ona odwalała najbardziej chore akcje – To moja kochana, są skręty ze specjalnej odmiany lawendy z dodatkiem szałwii i pewnego specyfiku, o którym mój sprzedawca nie chce mi powiedzieć, ale jest fajnie. No i nie szkodzi tak bardzo. Ale jeśli masz opory zrozumiem – powiedziała z nutką rozczarowania. Sama należała do ludzi, którzy nie obawiali się praktycznie niczego (czy właśnie na tym polegała głupota?), więc gdzieś podświadomie tego samego oczekiwała od ludzi, z którymi aktualnie przebywała. Rozsiadła się wygodniej, krzyżując nogi, tym samym zasłaniając się spódniczką. Może i była z koleżanką, ale świecenie majtkami przy nikim nie było fajne – Żale? No bez przesady! To ma być udany wieczór, a nie jakaś Emo posiadówa. Prawda i wyzwanie? Dobra, podejmuję się tego! Jakieś ograniczenia, czy lecimy po całości? – spytała wyzywająco. Skoro Ups tak chciała się bawić, to proszę bardzo! – No to która zaczyna? – właśnie to było odpowiedzią na pytanie koleżanki.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   15.04.16 13:20


@ Ups
Gdyby Liv lepiej poznała Upsilon, z pewnością zrozumiałaby, jak z własnej woli można unikać ludzi. Gdy zaczynał wymykać jej się czas, a inne osobowości przejmowały ciało, spotkanie się z kimkolwiek było ostatnie na liście potrzeb. Poza tym teraz wszystko, co w dawnej Upsilon odpowiadało za towarzyskość, zamknięte było w Ups. Na szczęście dla Liv. W gruncie rzeczy tej dziwacznej mieszance osobowości trudno było znaleźć kogoś do rozmowy, a już szczególnie do tej szczerej. Obowiązywała ich reguła poufności, której złamanie mogłoby się wiązać z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Co, gdyby wszyscy wokół wiedzieli, jaka jest prawda? Och, jasne, nauczyciele musieli być poinformowani o wszystkim, ale uczniowie mieliby używanie, gdyby tylko odkryli, jak wiele osób mieści się w szczupłym ciele. Nie mówiąc już nawet o tym, że dzięki metamorfomagii każda z nich mogła przybrać właściwą dla siebie formę.
Teraz wszystko było jak należy. Ruda, dzika Ups z dziką Liv u boku. Nie było sensu głębiej się nad tym zastanawiać.
- Zawsze chcę dostać więcej - zauważyła Ups, wyszczerzając się do L. - Ale... więcej czego? Co jeszcze możesz mi dać, huh? - Och, sekrety, zauważył cichy głosik w głowie Ups. Trudno było jednak powiedzieć czy to podświadomość, czy po prostu inna osobowość. W swoim roztrzepaniu nawet nie zauważyła, że i w słowach Liv krył się komplement. - Spoko, spoko - mruknęła, wyrwana z letargu. - Odstawimy coś zajebistego. Ja wymyślę coś zajebistego. I nie musisz się martwić. Zawsze jakoś trafiam z powrotem do dormitorium. - Ups znowu się wyszczerzyła. Prawda była jednak taka, że gdy była najbardziej spita i rozluźniona, pałeczka powracała do Upsilon, a ta zabierała ich bezpiecznie do łóżka, nieskora do dalszej zabawy i najbardziej odpowiedzialna. W ich przypadku trudno było mówić o urwanym filmie, bo ten stan oznaczał zwykle osobowościowy switch, w którym ktoś inny dawał sobie radę z utrzymaniem tracącego świadomość ciała. A jednak Ups uważała za słodką troskę Liv. Rzadko ktokolwiek się o nią troszczył. Pławiła się w tym zabawnym, ciepłym uczuciu, dopóki nie usłyszała rozczarowania w głosie koleżanki.
- Żartujesz? Oczywiście, że chcę z tobą zapalić! Kto by nie chciał? - Kolejny uroczy uśmieszek poleciał w kierunku młodszej Gryfonki. - Nie myl ciekawości z ostrożnością - pouczyła żartobliwie Ups. O to drugie z pewnością nie można jej było posądzić. - Żadnych oporów. Przed niczym. No, i żadnych ograniczeń w grze. Tylko psują zabawę.
Ups nie zamierzała rzucać monetą, ani zastanawiać się godzinami, która z nich powinna zacząć. Być może dlatego przegrywała wiele gier. W odpowiedzi wyciągnęła rękę w kierunku Liv, oczekując, aż ta poda jej butelkę alkoholu. Gdy już ją przejęła, pociągnęła solidny łyk. Odpalenie skręta pozostawiła Reagan.
- Prawda czy wyzwanie? - zapytała, zachwiawszy się niebezpiecznie na poręczy.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Izba pamięci   18.05.16 17:44

Prawdą było, że mało kogo Liv chciała poznawać bardziej, zwłaszcza, że często wiązało się to z odkrywaniem siebie. A tego mimo wszystko wolała uniknąć. Nie to, żeby specjalnie miała coś do ukrycia, ale ludzie mieli tendencję do wnikania w rzeczy, w które wnikać nie powinni. Jeszcze komuś przyszłoby na myśl, by zapytać czy tęskni za swoją mamą i czy ubolewała po jej śmierci. Nie głupszego pytania zadać nie można było!
Nie znaczyło to oczywiście, że ludzie byli jej obojętni, bo gdyby faktycznie coś takiego miało miejsce, nie spotykałaby się z nimi z własnej, nieprzymuszonej woli. A chyba wiele osób wiedziało, że jeśli Reagan czegoś nie chciała zrobić, to tego nie robiła i nic nie było wstanie jej do tego zmusić. Nawet groźba szlabanem czy utratą punktów. Nie robiło to na niej większego wrażenia, toteż często faktycznie punkty traciła, jak również siedziała na nudnych szlabanach. Że też nauczycielom aż tak brakowało kreatywności! Przecież istniało tyle możliwości, wystarczyło jedynie wysilić mózgownicę, a nie niemal za każdym razem kazać jej coś przepisywać czy czyścić. Oklepana i już mało śmieszne, nie mówiąc o tym, iż nie przynosiło odpowiednich wychowawczych rezultatów.
- To brzmi jakbyś była nieźle zachłanna, podoba mi się – pokiwała głową z aprobatą. Trzeba wiedzieć, czego się chce i ile tego jest wstanie nas zaspokoić, a co! – Sama się przekonaj. Ale jestem niemal pewna, że mogę dać wiele – rzuciła do Rudej, szczerząc się niemal tak, jak ona wcześniej. – Chociaż i tak wszystko zależy od tego, czego ostatecznie oczekujesz, prawda? – spojrzała na nią z dziwnym błyskiem w oku. Proszę w tym miejscu nie myśleć, że miała na myśli jakieś niemoralne propozycję, bo tak nie było! Liv może i była wariatką, ale nie jakąś zboczoną. Przynajmniej aż tak bardzo.
- Piszę się na wszystko, co tylko zakrawa na zajebiste – stwierdziła, bo ostatecznie nie było dla niej rzeczy niewykonalnych. Plus faktycznie liczyła na to, że Ups wpadnie na coś godnego zapamiętania. O ile oczywiście będą wstanie to zapamiętać, bo po dawce alkoholu, którą miały spożyć, mogło okazać się to trochę trudniejsze. – Myślę, że znalazłoby się sporo osób, które by odmówiło. Nie ze względu na moje towarzystwo, a przed obawą. Ludzie jakoś dziwnie obawiają się palić – wzruszyła ramionami, niemniej jednak ucieszyła się, gdy Gryfonka wyraziła chęć. I to taką żywą! Odpaliła więc skręta za pomocą różdżki i zaciągnęła się potężnie, by chwilę później podać go dziewczynie.
- W takim razie lecimy na całość. Raz się żyje prawda? – uśmiechnęła się do koleżanki, nie mogąc się doczekać, aż faktycznie zacznie się prawdziwa gra. – Na rozgrzewkę zadanie. Zobaczymy co takiego przyniesie ci wyobraźnia – stwierdziła bez najmniejszej obawy.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Izba pamięci   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: