Share | 
 
Więc rozmawiajmy...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Więc rozmawiajmy...   26.11.15 8:17

Miotało nim. Tak najlepiej można zobrazować co się działo z Bruno przez ostatnie kilka dni. Nie mógł sobie znaleźć miejsca, ani skupić nad niczym, bo zaraz wracały do niego słowa Garetta. Zaprzeczał im i wypierał się ich prawdziwości na wszelkie możliwe sposoby, ale nijak mu to nie wychodziło, bo nadal gdzieś blisko krążyły. Były z nim, chociaż bardzo tego nie chciał. Nie zajmował się nimi co było głupie, bo wolał je od siebie odepchnąć niż z nimi zmierzyć. Zawsze mówił, że później, że jutro, za dwa dni. Nie było to najmądrzejsze rozwiązanie, bo im bardziej starał się to zrobić to tym trudniej mu to wychodziło. W efekcie ostatnie dni były tragiczne. Zawalał wszystko czego się dotknął, a kiedy drugi raz zepsuł jeden z prostszych eliksirów zwyzywał w myślach Garetta i jego przodków. To nie pomogło, nie przyniosło spokoju, a jedynie jeszcze mocniej go wkurwiło.
Nie chciał się z nim spotykać, nie chciał z nim rozmawiać. Dlatego kiedy znalazł się przed drzwiami jego mieszkania nacisnął klamkę bez zastanowienia. Nie miał pewności czy ustąpią pod jego naciskiem, zawsze istniała możliwość, że go nie ma, ale nie tym razem. Był. Musiał być, bo z łazienki dochodził go szum wody. W pierwszej chwili chciał przerwać mu prysznic, powiedzieć co ma do powiedzenia i zniknąć równie szybko jak się pojawił. Z jakiegoś powody nie ufał sobie na tyle, żeby wejść do łazienki, nie w momencie kiedy Garett stoi nagi, a strumieniami leje się na niego woda. Zamiast tego wszedł do kuchni i sięgnął do szafki w której przyjaciel zawsze trzymał ognistą. Nie mogło tak być, że jej zabraknie. Zawsze była kolejna butelka, a on dbał o to, aby właśnie tak było. Teraz już ze szklanką wypełnioną do połowy siedział na kuchennym blacie, a psy plątały się koło jego nóg. Nigdy nie rozumiał dlaczego Garett przygarnia te kundle. Patrzył się na te psiaki czekając aż ten skończy brać prysznic. Jakoś nie widział nic złego w tym, że wpadł bez zapowiedzi, a później wszedł jak do siebie. Zawsze tak robił, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej?
Przecież nic się nie zmieniło, a słowa wypowiedziane w świńskim łbie wcale nie należy do tych z kategorii podłe.
- Co psy? - rzucił w ich kierunku kiedy nadal plątały się po kuchni i co chwila podchodziły do niego, aby trącić je łbem - Zajebiście. Czekam na to, żeby te kundle mi odpowiedziały.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   26.11.15 20:24

Ostatnie dni były dla mnie prawdziwą melancholią. Najpierw praca, w której nie mogłem się skoncentrować. Wciąż myliłem różdżki, które miałem podawać Ollivanderowi i ze wstydem zauważyłem, że próbowałem wepchnąć jesion zamiast jabłoni, co na szczęście skończyło się tylko lekkim bałaganem w sklepie. Po pracy wykarmienie siódemki pysków i popołudniowy spacer, o wiele dłuższy niż zazwyczaj. Później przemilczany obiad z Emily i przygnębiający wieczór przy ognistej. Wydawało się to trwać bez końca. Zdaje się, że mugole mówili na to dzień świstaka, ale mogło mi się pomieszać.
Tego dnia miałem wolne, więc postanowiłem nie ruszać się z domu. Leniwie zwlokłem się z łóżka i wypiłem poranną kawę w towarzystwie obwąchiwania i żerowania przy stole.
- Psy nie piją kawy - Mruknąłem, jednak one zdawały się wciąż mieć nadzieję, że dostaną coś do jedzenia. Niedoczekanie. Najpierw spacer, później śniadanie.
Nie wiem ile czasu minęło odkąd opróżniłem do końca kubek. Miałem przemożną ochotę wrócić do łóżka, jednak zmusiłem się do wejścia pod prysznic, licząc, że zimna woda jakoś mnie rozbudzi. Odkręciłem kurek i momentalnie miałem ochotę uciec spod lodowatego strumienia wody. Zacząłem się trząść i szczękać zębami, lecz miało to swój plus - wróciłem do żywych. Po dokładnym umyciu się wyszedłem spod prysznica, szybko się wytarłem i owiązałem w pasie ręcznikiem. Widok, który dostrzegłem w lustrze przyprawił mnie o kolejne ciarki. Mokre zmierzwione włosy przylepiły mi się do czoła, z którymi nienaturalnie blada skóra wydawała się być wręcz trupia. Od niskiej temperatury uśmiechnięta blizna na brzuchu wyglądała jakby ze mnie drwiła. Byłem wrakiem człowieka.
Kiedy wyszedłem z łazienki czekała mnie niespodzianka. Z zaskoczeniem dostrzegłem, że w kuchni ze szklanką stoi Bruno. Miałem ochotę podbiec do niego i przytulić go mocno, jednak odziany tylko w ręcznik nie czułem się zbyt pewnie.
- Cześć - to jedyne co potrafiłem z siebie wykrztusić. Spojrzałem na psy, które otoczyły mojego gościa i skierowałem się szybko w stronę drzwi, które szeroko otworzyłem - Lećcie na dwór, dorośli muszą porozmawiać - Powiedziałem w kierunku zwierzaków, które błyskawicznie przepychając się i podgryzając wybiegły z domu, a ja zamknąłem za nimi drzwi.
- Poczekasz aż się ubiorę, czy bardzo się spieszysz? - Zapytałem zasłaniając ręką fioletową bliznę na brzuchu, a drugą dłonią roztrzepałem mokre włosy.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   26.11.15 22:35

Im dłużej siedział na kuchennym blacie tym miał coraz większe wątpliwości czy dobrze zrobił przychodząc tutaj. Nikt go nie zapraszał, ale nie chciał pisać listu. Zapowiadać się czy coś. To znaczyłoby, że musiałby spotkać się z nim nieodwołalnie, a póki co miał jeszcze wybór i mógł wyjść. Oszukiwać dalej siebie, bo tak mu przecież to cudownie wychodziło. Jednak ostatnie spotkanie skończyło się mało przyjemnie, a to co później się z nim działo było chujowe. Nie mógł się skupić, a jeżeli już coś robił to tylko pozornie kierował myśli w tym konkretnym kierunku. Dlatego też gadał do tych przeklętych psów, siedząc na tym jebanym kuchennym blacie.
Wyjść… Zostać? Wyjść. Zostać. Zostać. Wyjść.
Walka bez końca i dobrej decyzji, ale na co komu one. Nigdy takich nie podejmował, wiec dlaczego teraz miałby być inaczej? Sam nie umiał sobie odpowiedzieć na to pytanie i w momencie kiedy zeskoczył z blatu i jednak zdecydował się wyjść i udawać, że go wcale tutaj nie było Garett pojawił się w kuchni. Czyli odwrotu nie było. Patrzenie na niego sprawiało ból i Bruno musiał się powstrzymać przed tym, żeby nie podejść do niego. Objąć. Zamknąć w ramionach i porozmawiać. Dowiedzieć się dlaczego z jego przyjaciela pozostał cień. Fizycznie, a psychicznie? Kiedy tak naprawdę rozmawiał z nim ostatni raz? Bez chowania się za kolejną maską? Bez odkładania tego na później, bo teraz miał ważniejsze sprawy? Nie pamiętał. Nie mógł sobie tego przypomnieć i chciał teraz to naprawić, ale jak zawsze mu nie wyszło. Zbyt mocno uderzyły w niego słowa wypowiedziane w świńskim łbie.
- Ubrać? Pieprzyć mi się, więc wpadłem - wygiął usta w czymś na kształt uśmiechu, ale w ogóle niezadowolony z tego co powiedział - Tylko pomyślałem, że tym razem coś zrobimy z twoimi włosami w dłuższych może bardziej przypominałbyś mi Galaxy - mierzył go spojrzeniem, nie mogąc pojąc skąd w nim chęć dojebania Garettowi. Przecież byli przyjaciółmi. Bliskimi. Łączyło ich coś wyjątkowego, ale od jakiegoś czasu Bruno to wszystko niszczył. Wydawać by się mogło, że nie zależało mu na nikim, a już na pewno nie na Garecie. Prawda była zupełnie inna, jednak co z tego skoro pokazywał tylko taką stronę wszystkiego - Przecież tak to dla ciebie wygląda, czy nie?
I to tyle. Rozmowa dorosłych. Dobre sobie...
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   27.11.15 8:24

Stałem przez chwilę tępo się w niego wpatrując. Żałość brała, że przyszedł tylko po to, żeby mi dowalić. Masz ochotę się dowartościować? Wpadaj do Garetta i mu dojeb, a od razu poczujesz się lepiej! Mógłbym zaoferować za jednorazowe zmieszanie mnie z błotem jednego knuta, a po miesiącu byłbym zasranym milionerem. Przynajmniej nie musiałbym wychodzić z domu.
- Ta, może jeszcze nogi ogolić? - rzuciłem ponuro w jego stronę i odwróciłem się do niego tyłem, żeby znaleźć coś do ubrania. Sweter wyżarty przez mole, wytarte dżinsy i czarne bokserki akurat znalazły się w zasięgu moich rąk. Walić, że prawdopodobnie wyglądałem w tym jak bezdomny. Było mi wszystko jeno.
- Jeżeli przyszedłeś tylko po to, żeby się na mnie wyżywać, to wiesz gdzie są drzwi - burknąłem wciąż stojąc do niego tyłem. Z jednej strony gotowało się we mnie, że przez te kilka lat byłem tak naiwny nie dostrzegając, że byłem tylko jego zabawką. Z drugiej zaś było mi tak cholernie przykro. Już sam widok Bruno wywoływał u mnie trudny do zniesienia ból gdzieś wewnątrz. Kochałem go i jednocześnie tak bardzo nienawidziłem, że miałem ochotę go zamordować, a później bezkarnie wyściskać i załamać się nad własną głupotą. Chyba byłem niestabilny.
- A jak potrzebujesz towarzystwa, to burdel masz kilka przecznic dalej - syknąłem czując, że w moim gardle wciąż powiększa się nieprzyjemna kula, która utrudniała mówienie. Cieszyłem się jedynie, że łzy nie napłynęły mi do oczu. Wciąż jak głupek starałem się zachować godność.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   28.11.15 10:38

Nie tak chciał z nim rozmawiać, nie tak jak robili to ostatnio, bo to do niczego nie prowadziło. Niby wiedział o tym, a zaczął od tego żeby mu dojebać. Nie był pewny czy bardziej wkurwiał się na siebie czy na Garetta za to, że wszystko wydawało się po nim spływać. Obojętnie przyjmował te słowa jakby nic nie znaczyły.
- Nie tylko nogi, ale na początek zadowolę się tym - nie patrzył się, on się nachalnie wpatrywał w przyjaciela, nie rozumiejąc kiedy stał się chodzącym cieniem. I dlaczego nadal robi wszystko, aby mu dokopać. Mógł mieć prawie czterdzieści lat, ale to nie znaczyło, że dzięki temu jest lepszy w relacjach z ludźmi. Szczególnie z takimi na których mu zależy. Wszystko się komplikowało, a oni zamiast to wyprostować coraz mocniej brnęli dalej, aż doszli do tego gdzie znajdują się obecnie. Dopiero kiedy Garett się odwrócił znalazł w sobie coś co pozwoliło mu zrobić krok w jego kierunku. Wyciągnął rękę, aby dotknąć jego pleców, ale zrezygnował.
- Skoro tak bardzo mnie nie chciałeś to dlaczego za każdym razem pozwalałeś mi na wszystko? - mówił przez zaciśnięte zęby nie mogąc pojąć dlaczego dopuszczał go do siebie skoro miał go za nic. Nie było tak, że chodziło tylko o pieprzenie, było coś więcej. Nie mówił o tym, zatracał się w szaleństwie szukania zabójcy Galaxy, ale to przy nim odnajdywał spokój. Widać za dużo sobie wyobrażał. A teraz miał zostać sprowadzony na ziemię.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   28.11.15 18:22

Przewróciłem ze znużeniem oczami. Jak ten człowiek mnie irytował! Miałem ochotę rzucić mu masą wyzwisk w twarz, jednak jakoś nie potrafiłem. Moje uczucia względem tego mężczyzny nie zmieniły się ani trochę. Był dla mnie najważniejszy, jednak moja cierpliwość do niego była już na wykończeniu. Zacisnąłem mocno pięści i czując, że się do mnie zbliża gwałtownie się odwróciłem twarzą do niego. Odważnie i ze złością spojrzałem mu w oczy.
- Bo cię kurwa kocham - Warknąłem uderzając go pięścią w klatkę piersiową, a w następnej chwili wtuliłem się w zagłębienie jego szyi kurczowo trzymając się jego ubrania. Tak bardzo się bałem, że mnie odepchnie, jednak mimo to chciałem spróbować, choćbym miał go poczuć blisko siebie po raz ostatni w życiu. Każdy, nawet najmniejszy kawałek mojego ciała chłonął jego ciepło i zapach. W jego ramionach po raz pierwszy od dość dawna czułem, że jestem na właściwym miejscu, że po długim wyjeździe powróciłem do domu. A jedynym dźwiękiem, który słyszałem było bicie jego serca.
- Zanim wyciągniesz różdżkę, daj mi się jeszcze chwilę nacieszyć - Wybełkotałem bardzo stłumionym głosem, który był ledwie słyszalny, gdyż dotykałem ustami jego klatki piersiowej. Nie pytajcie mnie tylko jakim cudem znalazłem się w tej pozycji mając kilka centymetrów mniej od niego. Musiałem wyglądać komicznie stojąc bardzo skurczony, ubrany tylko w ręcznik i przytulony do wściekłego na mnie czarodzieja. Byłem żałosny, to prawda.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   28.11.15 19:04

Wystarczyły cztery słowa. Nic więcej, tylko te jebane cztery słowa, aby Bruno przestał czuć się pewnie. Był przygotowany na różne rzeczy, ale nie na to co teraz usłyszał. Nie pasowało mu to też na to kocham, które słyszał od niego wcześniej. Kiedy nie raz siedzieli przy ognistej przez całą noc, a nad ranem, po wielu utyskiwaniach na świat to słyszał. Garett był mu bliski, odkąd się pozwali nie miał sobie bliższej osoby, bo z Galaxy to zupełnie inna bajka, i owszem kochał go. Jak przyjaciela. To wiedział, to zawsze było pewne, ale od jakiegoś czasu granica się rozmyła. Myślał o nim inaczej niż wcześniej. Dlatego też bardziej chciał zakończyć stare sprawy, żeby móc na spokojnie… albo po prostu tak było łatwiej, rzucić się w wir poszukiwań zamiast zmierzyć się z tym co miał przed nosem.
Stał jak kłoda nie odpychając go od siebie, ani nie wyciągając rąk, aby zamknąć go w ramionach. Czuł jego oddech na swojej szyi i musiał mocno nad sobą zapanować, żeby przez ciało nie przebiegł mu dreszcz przyjemności. Czy nie tego chciał? Czy przez ostatni czas nie myślał o tym, aby zamknąć go w ramionach i zaopiekować się nim? Nawet nie chodziło o to, że wyglądał jak cień człowieka. Chciał to zrobić z jednego powodu, który nie mógł przejść mu przez gardło, a przez który znalazł się w jego kuchni. Nadal nic nie mówił, a jedynie czuł, że jest kurczowo trzymany.
- Bądź przeklęty, Garett - powiedział cicho, nadal z wcześniejszą złością łapiąc go za podbródek i zmuszając do tego, aby zrównać jego oczy ze swoimi. Nie mógł jednak wytrzymać długo tylko patrząc na niego. Musiał go pocałować, musiał w tej sposób pokazać mu, że nigdzie się nie wybiera, nie odepchnie go, nie będzie mierzył w niego różdżką. O ile wcześniej stał z rękami wzdłuż ciała, tak teraz nadrabiał mocno przyciągając go do siebie. Nie wiedział na którym kawałku ciała zatrzymać ręce. Czy woli gładzić jego plecy, kark czy może podążyć nią jeszcze gdzie indziej.
Powrót do góry Go down
Garett Graham

avatar
Gracz


Skąd : Milford Haven, Walia
Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   29.11.15 23:18

Sam też już nie wiedziałem co czułem do Bruno. To wszystko było takie chaotyczne, dziecinne i wciąż dla mnie niezrozumiałe. Miałem problemy z odnalezieniem się w tej sytuacji, lecz jedno było pewne - Bruno był dla mnie niesamowicie ważny, jeżeli nie najważniejszy. Oprócz niego miałem tylko Emily, która zjawiała się w każdym momencie, gdy jej potrzebowałem, a byłem sam. Mimo że mieszkała u mnie prawie trzy lata, to Satin chyba nigdy jej nie widział, chociaż tak wiele razy chciałem ich zapoznać. Emily by go polubiła, ale pewnie do końca by mu nie ufała. Ona nikomu nie ufała, nie wierzyła, nie chciała dać się zbliżyć.
Jednak wróćmy do obecnej sytuacji. Wciąż nie wierzyłem w nagły obrót spraw. Znów mogłem bezkarnie przytulać do siebie przyjaciela, jednak nie chciałem podnosić wzroku. Bałem się, że dostrzegę w nich nienawiść, ból, lub co gorsza tak bardzo raniącą pustkę. Chciałem jeszcze przez kilka sekund trwać w beztroskim uścisku, jednak szybko zdenerwowany głos ściągnął mnie na ziemię.
- I wszyscy potomni, na wszelki wypadek - Odpowiedziałem patrząc trochę niepewnie w jego oczy. Miałem wrażenie, że oprócz złości widziałem w nich coś jeszcze, rozczulenie? Chyba bardzo chciałem je tam dostrzec.
W przekonaniu, że nadal nie jestem mu obojętny utwierdził mnie pocałunek, którego tak bardzo potrzebowałem. Sprawiał mi on przyjemność nie tylko fizyczną, ale głównie psychiczną, dawał wsparcie, koił duszę. Każde muśnięcie warg chłonąłem całym sobą, chcąc aby ta chwila trwała wiecznie. Mimo spływającej po ramionach zimnej wody robiło mi się coraz cieplej, od dłoni błądzących po plecach, od miękkości skóry i bliskości drugiego ciała. Bądź przeklęty, Garett... Dla tej chwili mogłem być przeklęty na całą wieczność.
Powrót do góry Go down
Bruno C. Satin


Gracz


Skąd : jakaś zapomniana wioska pomiędzy wysokimi klifami
Liczba postów : 53
PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   30.11.15 0:06

Wiedział jeszcze mniej niż zanim Garett wyszedł spod prysznica. Jeszcze chwilę temu chciał mu dojebać, a teraz chłonął go całym sobą. To jasne, że nie był mu obojętny i najbardziej ze wszystkiego wkurwiało go to, że on mógł tak pomyśleć. Ostatnio właśnie to odczytywał ze słów i zachowania przyjaciela i dlatego chęć dojebania mu była mocniejsza niż wszystko inne, a teraz? Teraz to już było za nim. Teraz były usta Garetta, wargi których nienawidził za wypowiadane słowa i które uwielbiał za to co z nim robiły. To jednak szybko przestało mu wystarczać, delikatne pocałunki owszem, miały coś w sobie, ale w nie teraz. Teraz było mu mało, bo niby jak to miało mu wystarczyć po tym co przed chwilą usłyszał i to jeszcze po tych wszystkich dniach, kiedy udawał, że Garett nie jest mu potrzebny. A był. Tak przeklęcie mocno, że wolałby go skrzywdzić niż przyznać się do tego, kiedy zobaczyłby go szczęśliwego z kimś innym. Na szczęście nie musiał tego robić, a jedynie oddawać coraz zachłanniejsze pocałunki.
- Czasem myślę, że nienawidzenie ciebie byłby prostsze - to prawie tak samo jakby powiedział bądź ze mną i tylko mnie kochaj. Nic teraz nie było prostsze niż wcześniej, a tylko tego chciał. Z taką myślą znalazł się w jego mieszkaniu, ale powinien się przyzwyczaić do tego, że nigdy się nie dostawał tego czego chciał. A może źle na to wszystko patrzył? Może właśnie teraz wszystko zaczynało być prostsze, a on tak po prostu nie umiał tego dostrzec? - Bez wyrzutów rano, wieczorem, ani w południe. Wcale - pogładził go po plecach, zanim zaciągnął do sypialni. Chciał. Pewnie, że chciał. Dlatego każdy pocałunek był mocniejszy od poprzedniego, a dłonie pewniej odnajdywały wrażliwsze punkty na ciele. Znał rozkład jego mieszkania na tyle, że na pamięć przeszedł z kuchni do sypialni nie musząc rezygnować z żadnej chwili przyjemności.
- Wyglądasz jeszcze gorzej niż poprzednio kiedy się widzieliśmy - pogładził go po zapadniętym policzku i pchnął go na łóżko.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Więc rozmawiajmy...   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Dokumentacja :: Wspomnienia-
Skocz do: