Share | 
 
Klasa Zaklęć
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Klasa Zaklęć   28.09.15 3:35

Klasa zaklęć
Klasa zaklęć wydaje się dość niestandardowa. Zamiast biurka znajdziesz tu mównicę, a zamiast ławek, solidne, drewniane ławy ustawione na trzech wysokościach wzdłuż bocznych ścian. Z pewnością łatwo byłoby tu ściągać na egzaminie, gdyby nie to, że jest też część praktyczna, dlatego skup się na tym, co mówi nauczyciel i... czaruj!
Powrót do góry Go down
Rolanda Hooch

avatar
Specjalne

Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   31.10.15 20:08

Bard Beedle
Rolanda Hooch dość mocno stresowała się przed przeprowadzeniem swojej części halloweenowego szaleństwa. Nie przywykła do prowadzenia zajęć, które nie były treningiem Quidditcha. Tym razem chciała się jednak pokazać od innej strony – w końcu prawie nikt nie wiedział, że jak mało kto uwielbiała literaturę i czasem sama coś pisała, choć nigdy nie prezentowała swoich utworów. Teraz miała szansę zarazić swoją pasją innych.
Nie było jej łatwo wybrać sławnego czarodzieja, ale kiedy wpadła na odpowiedni pomysł, wiedziała, że będzie idealny. Klasę przygotowała tak, by było w niej jak najprzytulniej – w oknach zawisły kolorowe zasłony, na stolikach stanęło mnóstwo świec, dających ciepłe, kojące światło, a na podłodze ułożyła duży krąg z wielkich, miękkich poduszek. Sama zajęła jedną z nich i kiedy uczniowie pojawili się w sali, zachęciła ich do zajęcia miejsc i zaczęła opowiadać.
- Pozostali nauczyciele opowiadają wam o wielkich magach, którzy zasłużyli się w dziedzinie zaklęć, eliksirów czy czymś podobnych. Ja chciałabym, byście wysłuchali o kimś, kto całą swoją magię włożył w słowa – o bardzie zwanym Beedlem. Na pewno większość z was wie, o kim mówię, rodzice czytali wam do snu jego baśnie. Jeśli ktoś nie miał okazji się z nimi zapoznać, gorąco zachęcam. Żył w piętnastym wieku i jego znakiem szczególnym była bujna broda. Kiedy opowiadał, wszyscy wstrzymywali oddech i przenosili się do krain, które wymyślał. Gorąco wierzył, o czym też przekonywał swoich słuchaczy, że najważniejsze wcale nie są niezwykłe zdolności, ale to, co mamy w sercu – uśmiechnęła się do swoich uczniów i przez moment przyglądała im się w ciszy. – Chciałabym stworzyć z wami opowieść, by uczcić jego pamięć. Zasady są proste: ja daję początek naszej historii, a potem każdy dopowiada coś od siebie. Gotowi? – usiadła wygodniej na poduszce i zamyśliła się. Po chwili wzięła głęboki oddech i zaczęła z entuzjazmem: - Nie tak dawno temu, w niewielkim miasteczku w Szkocji, mieszkał nastoletni chłopiec imieniem Chris. Jego rodzice, tak jak i on sam, mieli magiczne moce, ale już jego brat, Scott, niestety ich nie otrzymał… – tu urwała, w oczekiwaniu na kontynuację przez kogoś innego.
Śmiało, zajmij miejsce na którejś poduszce i pociągnij opowieść w taką stronę, na jaką tylko masz ochotę! A jeśli zgłodniejesz, sięgnij po stojące nieopodal dyniowe paszteciki i sok dyniowy, tego dzisiaj jest naprawdę pod dostatkiem.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   15.11.15 0:04

Książki, baśnie, opowiadania. To są właśnie klimaty Benoit. Z uśmiechem na ustach, poszła na część Halloween prowadzonego przez Hooch. Nauczycielka latania pewnie nawet nie zna Elizy. Przecież ta dziewczyna nie uczęszcza na jej lekcje, raczej uczęszcza ale zawsze coś sobie przypadkowo zrobi przed lekcją aby tylko nie wsiadać na miotłę. A ostatnio jakimś nieszczęśliwym trafem, jej miotła się połamała w drobny mak i nie dało się tego naprawić. To się nazywa nieszczęście... naprawdę, bardzo jej przykro z tego powodu.
Usiadła gdzieś z tyłu klasy i przysłuchiwała się temu, co miała do zaoferowania Hooch. Miało zapowiadać się ciekawie. Usiadła sie niezbyt kulturalnie na krześle, ale kto na nią zwraca uwagę. Podciągnęła kolana pod brodę i wlepiła swoje oczy w panią profesor. Czyli razem z zebranymi stworzą jakąś historię, podobał jej się pomysł. Przecież sama pisała swojego rodzaju opowiadania, wymyślanie czegoś na poczekaniu nie powinno być żadnym problemem. Miała nadzieje że nei będzie jedyną, które spodobał się ten pomysł. Rozejrzała się po zgromadzonych, ale najwyraźniej nikt nie chciał pójść na ten pierwszy ogień. Gdzieś w jej głowie odezwał się mały cichy głosić "Na co czekasz, przecież chcesz się otworzyć na ludzi, to może być Twoja jedyna szansa.". Głosik miał rację, ale nie chciała się wygłupić.. Po słowach Hooch zapadła cisza, a jej zaczęło to przeszkadzać. Przełknęła głośno ślinę i zaczęła mówić.
-...oczywiście rodzice Scott'a i Chris'a, nie odrzucili swojego niemagicznego dziecka. Kochali go tak samo jak Chris'a...- . Przez tą krótką wypowiedź, ale jakże wyczerpującą dla niej, można było usłyszeć jak waha jej się głos. Od razu pożałowała swoich słów, tego że się odezwała. Nawet chciała wyjść z sali. Ale coś ją powstrzymało, a raczej czyjś głos, który dokończył je kawałek. Posłała mu delikatny uśmiech i wsłuchała się w jego słowa.
Powrót do góry Go down
Rolanda Hooch

avatar
Specjalne

Liczba postów : 15
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   28.11.15 22:36

Rolanda uwielbiała takie historie. I nie zraziło jej niewielkie zainteresowanie uczniów tym spotkaniem - obecność panny Benoit jej wystarczyła. Kiedy nadszedł świt, a ich opowieść przebiegła przez najwymyślniejsze wydarzenia, uznała, że najwyższy czas już kończyć. Zwieńczyła ją więc najpopularniejszym, ale i najpiękniejszym zakończeniem, jakie może mieć historia:
- ...i żyli długo i szczęśliwie. Koniec.
Zapatrzyła się w sufit, uśmiechając do siebie. Wreszcie zwróciła się do Krukonki.
- Dziękuję, panno Benoit. Nie wiem, jak pani, ale mnie ten wieczór wzruszył. Mam nadzieję, że i pani nie jest zawiedziona. Na pamiątkę proszę wziąć tę kartę i wspomnieć czasem o wielkim bardzie, który tak niesamowicie snuł opowieści.
Wręczyła jej pudełko z kartą i odprowadziła do drzwi. To była długa noc, ale nie żałowała ani sekundy.

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   13.02.16 22:33

Zaklęcia

Profesor Flitwick lubił walentynki. Nie lubił w nich tylko jednego – w czasie okołowalentynkowym uczniowie byli koszmarnie rozkojarzeni i zupełnie nie przyswajali informacji. I z jednej strony nie było w tym nic złego, ale z drugiej do egzaminów coraz bliżej, w czasie przerwy świątecznej w ogóle się nie uczyli, co było widać i Flitwick wątpił, czy im wszystkim uda się zdać. Chciałby, żeby tak było, naprawdę, bo lubił każdą jedną osobę, którą uczył, ale do tego wszyscy musieli się przyłożyć. Dlatego też na dzisiaj zaplanował nauczenie ich zaklęcia, które opanuje ich rozszalałe hormony. Może działał za ostro, ale uznał, że wyłączenie ich z tego emocjonalnego harmidru chociaż na chwilę może pomóc.
Kilka pierwszych minut lekcji stał na katedrze i próbował zaprowadzić spokój. Nie było łatwo – rozgadali się niemożliwie. W końcu, po posłaniu pod sufit kolorowych iskier, udało mu się ściągnąć na siebie ich uwagę.
- Moi kochani! Walentynki to piękne święto, naprawdę się cieszę, widząc was takich zakochanych i szczęśliwych. Hormony buzują, emocje są nie do opanowania, bodźce jakby silniejsze niż zwykle… Ach, młodości, ty nad poziomy wylatuj! – odchrząknął. – Dzisiaj jednak nauczymy się czegoś całkiem odwrotnego. Dobierzcie się w pary, proszę bardzo, raz-raz! Zaklęcie, które poznacie, ma na celu przytępienie zmysłów. Ogranicza wzrok, słuch, czucie, wszystko. Przyda wam się taki kubeł zimnej wody – puścił oczko uczennicy, która zarumienona co chwilę patrzyła na stojącego nieopodal kolegę. – Musicie ćwiczyć, kto wie, może właśnie to zaklęcie przyda wam się na egzaminach, a do tych już tylko chwila!
Sięgnął po różdżkę, ale widząc, że dzieciaki znowu się rozgadały (tym razem w stresie, jak to za każdym razem, gdy ktoś wspominał o egzaminach), klasnął w dłonie. I znowu. I jeszcze raz. W końcu się uspokoili. Chwycił różdżkę i wykonał w powietrzu niezbyt skomplikowany gest.
- Teraz wy! W prawo, w lewo i w dół! Nadgarstek tym razem dość sztywno, pamiętajcie! Formuła zaklęcia brzmi Mortificartus sensus, z akcentem na sen. Rzucacie je na zmianę na siebie, aż uznacie, że umiecie. Zaklęcie cofamy standardowo, przez Priori incantatem. Do dzieła!

Rzuć trzema kostkami, a ich sumę umieść pod postem. Im wyższa suma, tym lepiej ci poszło, co możesz uwzględnić w poście. Dodatkowo rzuć jeszcze jedną kostką - parzysta zaklęcie dało widoczne skutki uboczne, nieparzysta nic złego się nie stało. Przy opisywaniu ewentualnych skutków ubocznych, bądź kreatywny – zainteresowanie Flitwicka twoimi wyczynami może przynieść korzyści!
Jeśli nie masz pary, możesz rozegrać to z osobą, która już swoją naukę rozegrała. Wtedy druga osoba otrzymuje możliwość dodatkowego rzutu trzema kostkami. Jednak nie można rozegrać nauki z więcej niż dwiema osobami, co w sumie daje rzucenie maksymalnie sześcioma kostkami.

Data zakończenia lekcji: 29 lutego.

Kod do wklejenia pod postem:
Kod:
<kk>Suma kostek:</kk>
<kk>Skutki uboczne:</kk> Tak/Nie



Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   15.02.16 20:41

Co prawda Nikolai preferuje siedzenie nad kociołkiem, ale każdy prawdziwy czarodziej powinien znać się też na rzucaniu zaklęć. Poza tym w tej akurat dziedzinie ciężko oblać się wrzątkiem albo wypalić dziurę, więc można było nawet powiedzieć, to całkiem odprężająca forma nauki.
Siedzi sobie spokojnie, nie rozumiejąc tego całego dziwnego poruszenia Walentynkami, a potem egzaminami. Może dlatego, że on do swoich ma jeszcze niemal dwa lata, a może po prostu nie ekscytuje się tak wszystkim co usłyszy. A przynajmniej nie na głos. Zaklęcie, którego mają się dzisiaj uczyć bardzo mu się podoba. Idealne do ukradkowego rzucenia, cechujące się ciekawymi skutkami. Powtarza z resztą ruch i formułkę zaklęcia, bazgrząc na pergaminie jakieś notatki i powtarzając pod nosem inkantację.
Kiedy Flitwick mówi, żeby dobrali się w pary, rozgląda się przez chwilę ale nie widzi żadnej przyjaznej mu duszy, która jeszcze nie miałaby jeszcze partnera. Ma ochotę rzucić zaklęcie po prostu na byle kogo, ale czeka gapiąc się w drzwi, oczekując, że zaraz wejdzie przez nie chociażby Nadia.
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   16.02.16 22:08

Exodus lubiła zaklęcia. Sęk w tym, że magia, jaką uprawiała, niewiele miała wspólnego z tym, czego uczono ją w Hogwarcie. To z kolei sprowadzało się do tego, że na lekcji zaklęć była przeszczęśliwa, kiedy udawało jej się nie wysadzić czegoś w powietrze, a na myśl o egzaminach robiło jej się niedobrze. Można by pomyśleć, że po tylu latach w szkołach magii powinna dojść do wprawy, ale cóż... Może gdyby jej bardziej na tym zależało, to coś by z tego było, ale jakoś nie potrafiła znaleźć odpowiedniej motywacji.
O wiele bardziej wolałaby siedzieć teraz w domu z siostrami. Były walentynki, święto miłości, więc powinna spędzać czas z tymi, których kocha, a nie na nudnych lekcjach, prawda? To zabrało jej nieco zwyczajowego entuzjazmu i sprawiło, że nie miała ochoty siedzieć ze znajomymi Gryfonami. Ani w ogóle ze znajomymi. To z kolei mocno zawężało krąg osób, z którymi mogłaby być w parze. Zresztą sama idea dobierania w pary jej się nie podobała - zwykle byłoby fajnie, ale czemu akurat teraz? Złośliwość losu.
W końcu podeszła do Ślizgona, z którym jeszcze nigdy nie miała okazji zamienić nawet słowa. Uśmiechnęła się promiennie i wyciągnęła rękę.
- Cześć, jestem Exodus. Chcesz być ze mną w parze?
Zagadanie jak w przedszkolu, ale to u niej nic nowego. Przynajmniej się sprawdza.
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   17.02.16 1:03

Czuje się trochę głupio oczekując, że ktoś samo do niego podejdzie, ale nie widzi mu się też, że Flitwick przydzieli mu kogoś do pary. Dlatego pojawienie się Exodus jest nawet całkiem miłe, a jemu udaje się do niej prawie normalnie uśmiechnąć.
- Jasne - odpowiada, nie widząc potrzeby się przedstawiać. Nie do końca jak w przedszkolu. Ciężko stwierdzić czy to dlatego, że nie ma ochoty na takie pierdoły czy twierdzi, że powinna wiedzieć jak ma na nazwisko.
Wyciąga różdżkę i odchodzi od niej parę kroków, a potem się odwraca. Odpowiednio, aby móc rzucać zaklęcia. Dookoła jest mnóstwo innych par i zrobiło się dosyć ciasno. Nie za bardzo ma ochotę trafić jakimś zabłąkanym czarem ale nic nie może poradzić, skoro to tylko lekcja.
- Gotowa? - Wymawia zaklęcie prawie, że idealnie. Mortificartus sensus i akcentem na "sen", jakby zmysły miały zostać uśpione. Nikolai jest przekonany, że musiało zadziałać idealnie. Może poza jednym, małym szczegółem - gryfonka zapewne obecnie wcale nie czuje zapachów. Stwierdza to, kiedy spoglądają na nią zauważa, że ta nie ma nosa. Zniknął jakby i wygląda przez to trochę jak Voldemort. Parska śmiechem uświadamiając to sobie. Cofa zaklęcie, jednak nosa jak nie było tak nie ma. Ciekaw jest bardzo czy dziewczyna się orientuje, bo on nic nie mówi tylko uśmiecha się rozbawiony.

Suma kostek: 14
Skutki uboczne: Tak
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   17.02.16 1:40

Jasne, że jasne, w końcu i tak nie przyjęłaby odmowy. Że się nie przedstawił... Cóż. Ona dopytywać nie będzie, wszystko jedno. Nie kojarzy go, a nawet, gdyby się dowiedziała, że jest ze znanego rodu, nic by jej to nie dało. Wciąż nie nauczyła się, kto jest tu ważny i dlaczego. Niby już od paru miesięcy siedziała w Anglii, ale... Cóż. Nigdy nie miała głowy do takich rzeczy. Na szczęście wcale jej to nie przeszkadzało. A jeśli ten tutaj nie chciał zdradzać swojego imienia, to ona sobie świetnie poradzi bez tego.
Czy jest gotowa? Cóż, ciężko powiedzieć, czy można być gotowym na to, że ktoś na ciebie rzuca zaklęcie, a ty nie możesz się bronić, ale że nie miała innego wyjścia, to jasne, musiała być gotowa. Kiwnęła energicznie głową i przybrała pozycję w jej mniemaniu bojową. Chłopak rzucił zaklęcie i wtedy... Było dziwnie. Było naprawdę dziwnie. Świat stał się rozmazany, zamiast rozmów słyszała tylko niewyraźny szum, za to zapachy zniknęły całkiem. Po chwili Ślizgon cofnął zaklęcie i wszystko wróciło do normy... Poza jednym. Zapachów wciąż nie było. I oddychanie też nie było zbyt proste. Uniosła rękę do twarzy i krzyknęła.
- Coś ty zrobił?! - zawołała z przerażeniem, co przyciągnęło do nich profesora Flitwicka. Ten wreszcie poprawnie cofnął zaklęcie i Exodus znów miała swój nos z powrotem. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. - Dziękuję - rzuciła z uśmiechem do profesora.
Zanim zabrała się za ćwiczenie zaklęcia na chłopaku, stała tak jeszcze dłuższą chwilę, zwyczajnie oddychając. W końcu otworzyła oczy, sięgnęła po różdżkę i wycelowała nią w Ślizgona.
- Mortificartus sensus! - zawołała, nie pytając go, czy jest gotowy. Musiał być.
Nie miała pewności, czy zaklęcie wyszło, choć coś czuła, że raczej nie do końca. Plus był taki, że w żaden widoczny sposób go nie uszkodziła, a to już coś. Ale do opanowania zaklęcia jeszcze trochę jej brakowało...

Suma kostek: 9
Skutki uboczne: Nie
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   18.02.16 1:38

Do klasy weszła nieco niespokojna i rozkojarzona, co wbrew pozorom nie zdarzało się aż tak często w porze zajęć z Zaklęć, jednego z jej ulubionych przedmiotów. Jako stereotypowa Krukonka nie mogła jednak splamić honoru swego domu i w klasie z reguły zjawiała się z odpowiednim nastawieniem do poszerzania wiedzy. Przynajmniej tak miało być w jej zamyśle.
Lubiła zajęcia Flitwicka i prawdopodobnie jako jedyna z niewielu nie trajkotała od rzeczy, gdy ten próbował nad nimi zapanować. Co jak co, ale pojmowała pojęcie szacunku do nauczyciela, choć lizuską nie można jej było raczej nazwać. Lizusi nie są tak dowcipni jak Amelia!
Słysząc o praktyce jednego z zaklęć i dobraniu się w pary, rozejrzała się bacznie po klasie w poszukiwaniu osoby na tyle znajomej i niezajętej, aby jednym znaczącym spojrzeniem przywołać ją do siebie.
Kątem oka dostrzegła nie kogo innego a Nikolaia Lazarova i ku całkowitemu braku zaskoczenia z jej strony, chłopak trenował z nieznaną jej dziewczyną. Już sobie kogoś przygruchał, jakie to typowe pomyślała sznurując ustami i ciskając w jego kierunku malutkimi błyskawicami wrogiego spojrzenia.
To co, miała podejść do kogoś nieznajomego? A może czekać, aż wszyscy się dobiorą w pary i wszyscy frajerzy bez znajomych będą musieli zostać przydzieleni przez profesora?
Dzisiejsze Walentynki kiepsko się zapowiadały.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   18.02.16 3:10

Od rzucania zaklęć Gabriel wolał chyba tylko quidditcha i adrenalinę towarzyszącą podczas meczy zwłaszcza ze Ślizgonami. Nie żeby był uprzedzony, ale jakoś.. nie przepadał za wychowankami tego domu. Dlatego ucieszył się nieznacznie gdy dostrzegł, że jedyny dotychczas obecny Ślizgon w sali był już zajęty ćwiczeniem z .. jak właściwie nazywała się ta ruda dziewczyna? Znał ją, też należała do Gryffindoru. Nigdy nie miał najlepszej pamięci do imion. Przypominał sobie jedynie, że to imię było dość unikatowe. Ale jak ono brzmiało?
Ych, nieważne. Nie po to tu przyszedł. Podejdzie po lekcji i do niej zagada. Może. A może kiedy indziej; gdy ją zobaczyć w pokoju wspólnym. Znajdzie się czas. Teraz powinien znaleźć sobie partnera do ćwiczeń.
Gabe rozejrzał się po sali, a jego wzrok w końcu zatrzymał się na długich, ciemnozłotych włosach Amelii Slughorn. Krukonka stała zupełnie sama i podobnie jak on, śledziła wzrokiem resztę uczniów którzy jeszcze nie znaleźli sobie pary. Uśmiechnął się niemal natychmiast i pomachał do niej z daleka. Nie przyjaźnili się jakoś specjalnie, ale mimo to miał nadzieję, że zgodzi się z nim ćwiczyć. W końcu.. dlaczego nie?
- Cześć. - powiedział miłym tonem, zbliżywszy się do dziewczyny. - Masz już parę do ćwiczeń?


Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   19.02.16 0:18

Przerażenie Exodus jeszcze bardziej go bawi. Po co tak wrzeszczeć tylko z powodu nosa? Na pewno lepiej by zareagowała, gdyby tylko mogła się zobaczyć! Nic nie mówi, uśmiechając się do siebie i będą trochę zawiedzionym, że Flitwick tak szybko cofnął uboczne efekty jego zaklęcia. Śmiesznie by było, gdyby gryfonka dłużej sobie krzyczała. A może właśnie odkrył zaklęcie idealne do bezkrwawego odcinania nosów?
Ciężko być przygotowanym na trafienie czaru przed którym nie można się bronić. Nie podnosi jednak różdżki, żeby je odbić i jego zmysły stają się przytłumione. Dziwnie mu jest, trochę kręci mu się w głowie. Dotyka dłońmi twarzy, ale nadal ma nos i uszy, zresztą coś tam cały czas słyszy. Jak miło, że gryfonka nie wyczarowała mu przy okazji kolejnej pary oczu. Widzi trochę rozmazane obrazy, ale nie jest w stanie przeoczyć Amelii, która jakoś wtedy wchodzi do klasy. Nie może powiedzieć na pewno, ale zapewne jak zawsze posyła mu jedno z tych swoich dziwnych spojrzeń, których on zupełnie nie rozumie. Chciałby już powrócić do normalnego siebie, ale jest prawie pewien, że nie byłby w stanie wymówić poprawnie formułki cofającej zaklęcie.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   19.02.16 17:54


@ Upsilon
Zaklęcia nie były chyba zbyt dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę to, jak na nie reagowała, ale od rana starała się zdusić mdłości, byle tylko nie opuścić kolejnej lekcji. Miała nadzieję, że któraś osobowość przejmie kontrolę, żeby potem mogła powiedzieć McGonagall, że to nie była jej wina, ale jej pragnienia na nic się zdały. Musiała sama stawić czoła chwili, w której wszyscy wyciągną różdżki i wypowiedzą formułę. A jednak to nie jej reakcje były najgorsze, lecz ich źródło, którego nie potrafiła rozgryźć. W Mungu twierdzili, że jej kłopoty musiały być wynikiem jakiegoś mocnego urazu i nie widzieli powodu, dla którego nie miałby to być uraz magiczny, ale nawet tak logiczne przypuszczenia nie mogły uspokoić jej strachu i zaspokoić niezdrowej ciekawości. Miała wrażenie, że to w odpowiedzi na to jedno pytanie tkwi rozwiązanie wszystkich jej problemów. Tylko kto ją znał?
Do sali wchodziła niepewnie, rozglądając się, lecz unikając kontaktu wzrokowego z dzieciakami. Wystarczyłoby jedno nieprzychylne spojrzenie i uciekłaby stamtąd w jednej chwili, nie bacząc na zdziwienie Flitwicka. Nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego ktokolwiek miałby patrzeć na nią w jakkolwiek zły sposób, ale ten dziwny niepokój nie chciał zniknąć z jej głowy. Wzrok w podłogę. Tak było bezpieczniej, nawet jeśli mieli ją za świra. Usiadła w wolnej ławce, chociaż inni siedzieli parami. Trudno. Nie była Ups - nie mieli co liczyć na rozrywkowość. Nie było najgorzej, a mdłości miała nawet pod kontrolą, ale miała też przeczucie, że zanim lekcja dobiegnie końca, jej nie będzie już w sali. Nie wiedziała tylko czy po prostu ucieknie, czy na scenę wejdzie inna gwiazda. Nie potrzebowała zbyt wiele czasu, by jej obawy zaczęły się powoli urealniać. Najpierw Flitwick kazał im się dobrać w pary, ale Upsilon nie widziałaś nikogo, kto potrzebowałby takiej łajzy jak ona. Cóż, może nie będzie musiała czarować... Modliła się, by żaden spóźnialski nie dołączył do zajęć, bo wizja kogoś, kto będzie celował w nią różdżką, kompletnie wytrącała ją z równowagi. Patrzyła tępo w blat ławki. Co innego mogła zrobić?
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   20.02.16 13:27

Leo szybkim krokiem zmierzał na lekcję zaklęć. Był spóźniony i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zaspał. Mógł w sumie darować sobie te jedne zajęcia, ale nie chciał pogarszać swojej sytuacji.
Obudził się zdecydowanie za późno, na kanapie w pokoju wspólnym, a pierwszym, co w niego uderzyło, było wspomnienie minionej nocy. Czy on naprawdę wyjaśnił sobie wszystko z Gabem i zasnął nad ranem, wtulony w niego? Równie dobrze to mógł być kolejny sen, zwłaszcza, że Gryfon pamiętał tylko niewyraźny zarys tych wszystkich wydarzeń. Mógł, ale nie był i Slughorn miał na to dowód, ktorym była kurtka Bertranda. Chłopak zbudził się okryty nią, co w zupełności wystarczyło.
W sumie to Leo musiał naprawdę twardo spać, skoro nie zbudził go cały ten poranny harmider. Już nie mówiąc, że nikt nie był łaskaw wyciągnąć go z krainy Morfeusza, choćby przy pomocy kubła zimnej wody. Jak gryfońskie śmieszki mogły nie wykorzystać takiej sytuacji? No cóż, chyba była jedna odpowiedź: ranek. Większość osób była nieprzytomna albo spieszyła się na śniadanie, czy potem na lekcje. No cóż, Slughorn obudził się odrobinkę za późno, aby wybrać się na posiłek, a konkretniej na pięć minut przed rozpoczęciem lekcji. W sumie mógłby zdążyć, gdyby pobiegł na zajęcia, tak, jak spał, ale przecież nie mógł tego zrobić, w końcu wyglądał tragicznie! Przez myśl przebiegło mu pytanie, ile osób widziało go w tym okropnym stroju, o ile ktoś w ogóle zwrócił na niego uwagę. W myślał dziękował Gabe'owi za kurtkę nie tylko za to, że obudził się otulony jego zapachem i ciepłym materiałem, ale również z powodu tego, że zakryła ona chociaż część niefortunnie dobranych ubrań.
Tak czy siak, gdy tylko Slughorn zorientował się, że zaspał, zerwał się z kanapy i zapominając o zrzuconej z ramion w pośpiechu kurtce Gabriela, popędził do dormitorium, aby doprowadzić się do w miarę dobrego stanu. Uwinął się tak szybko, jak tylko potrafił i zbiegł do pokoju wspólnego. Już miał go opuścić, kiedy przypomniał sobie o kurtce Bertranda. Z westchnieniem podbiegł do kanapy, zgarnął ją i wciągnął na siebie, po czym ruszył w kierunku klasy. Nie miał czasu wracać znowu do dormitorium, a zawsze istniała szansa, że spotka Gabe'a między lekcjami i będzie mógł mu ją oddać.
Wpadł do klasy, szacując swoje spóźnienie na niecałe pięć minut. Nie jest źle, choć niektórzy już zaczęli ćwiczyć zaklęcie Mortificartus sensus, z tego co słyszał.
- Przepraszam za spóźnienie - rzucił profesorowi Flitwickowi, spoglądając na niego błagającym o przebaczenie wzrokiem  i przesunął uważniejszym spojrzeniem po uczniach, którzy zgromadzili się w klasie. I wtedy go zobaczył. Gabe. Stał tam, obok siostry Slughorna... właśnie! Cholera, Leo miał nadzieję, że Bertrand nic jej nie powiedział. Chociaż jaki by miał w tym cel? Gryfon odrobinę się uspokoił i ruszył w ich stronę.
- Hej, Amelia - uśmiechnął się do siostry, a następnie zwrócił się w stronę Gabriela i mimowolnie wyszczerzył się jeszcze szerzej. - Cześć, Gabe - przywitał się, a wtedy nagle przypomniał sobie o tym, że ma na sobie jego kurtkę. Uśmiech od razu zniknął z jego twarzy. Szybko ściągnął nieswoją część garderoby i wcisnął mu w rękę, rozpaczliwie unikając spojrzenia Amelii. - Zostawiłeś to - mruknął, choć przecież Gabriel o tym wiedział. Wtopa?
Slughorn wolał uniknąć niezręcznych pytań, tak więc przywołał ponownie na twarz lekko zakłopotany uśmiech i stopniowo zaczął się wycofywać.
- No to ten... może ja już pójdę poszukać sobie kogoś do pary. Nie mam zamiaru celować różdżką w siostrę, ani... - zaciął się na chwilę, ale zaraz oprzytomniał. - ...ani przyjaciela - dokończył, odwracając się na pięcie i rozglądając się za kimś bez pary. W końcu dostrzegł dziewczynę, siedzącą samotnie pod oknem. Ruszył w jej stronę, starając się odepchnąć od siebie poczucie winy, że zostawił Gabe'a na pastwę Amelii. Usiadł obok niej, uznając, że raczej na nikogo nie czeka.
- Cześć - przywitał ją, uśmiechając się przyjaźnie. - Masz już parę do ćwiczeń? Bo jeśli nie, to mogę być z tobą. Tak w ogóle, to nie jestem pewny, czy się znamy. Jestem Leo, a ty? - spytał, a w oczekiwaniu na odpowiedź rzucił jeszcze jedno, szybkie spojrzenie w stronę Gabe'a i Amelii.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   21.02.16 4:27


@ Upsilon
Drgnęła gwałtownie, gdy drzwi sali znowu się otworzyły. Chociaż skrzypnęły w najzwyklejszy w świecie sposób, w jej uszach ten dźwięk brzmiał jak pisk bramy piekieł. Przez jeden krótki moment Upsilon miała nadzieję, że być może to tylko inny nauczyciel ma jakąś sprawę do Flitwicka, ale młody Slughorn nie wyglądał na nauczyciela. Spojrzała na niego z pewną odrazą, ale gdy tylko zdała sobie sprawę z tego, co robi, natychmiast znowu opuściła wzrok. Na Merlina, przecież chłopak nie był niczemu winien. A już na pewno nie temu, że ona jest po prostu stuknięta. Jego kroki odbijały się cichym echem na kamiennej posadzce, ale prawie tego nie słyszała, bo jej serce waliło w piersi jak młotem. Usiądź w wolnej ławce, prosiła i niemal ulżyło jej, kiedy podszedł do siostry i Bertranda. Chociaż o Amelii nie mogła powiedzieć zbyt wiele, tego drugiego zdarzało jej się widywać podczas lekcji czy w pokoju wspólnym, kiedy osobowości kapitulowały i dawały jej chwilę wytchnienia. Jej tymczasowa ulga nie trwała jednak długo, bowiem Slughorn zakończył krótką wymianę zdań, co Upsilon uznała za niegrzeczne, już i tak biorąc pod uwagę jego spóźnienie, i zamierzył się do pójścia w stronę jej ławki. Widziała to ledwie kątem oka, bo zdecydowanie odmawiała unoszenia głowy, nie mówiąc już o wzroku. W ostatniej, żałosnej nadziei łudziła się, że zatrzyma się gdzieś wcześniej, przy jednej z pustych ławek. Cóż, Upsilon nigdy nie miała szczęścia.
- Cześć - dotarło do jej uszu i drgnęła znowu, całkiem niekontrolowanie. Czuła się jak mysz, na którą właśnie polował kot, choć chyba nikt tu nikogo nie zamierzał krzywdzić. Slughorn musiał mówić dalej, oczywiście. Kiedyś ona pewnie też bez problemu dosiadłaby się do kogokolwiek i próbowała nawiązać miłą konwersację, ale te czasy dawno minęły. Wojna zmieniła wszystko. Osobowości zmieniły wszystko. A jednak wojna nie pozbawiała ludzi kultury. Przynajmniej nie wszystkich.
- Upsilon - odpowiedziała cicho, nieco zdziwiona jego stwierdzeniem. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie było w nim nic dziwnego. Ludzie faktycznie niemal nie znali Upsilon. Znali Ups. O tak. Wszyscy znali Ups, a jeśli jeszcze nie wszyscy, to już mogli się szykować na poznanie jej. Niektórzy Krukoni znali Omicrona. Ślizgoni z kolei mieli nieco do czynienia z Sigmą. Nią, Upsilon, czasem zainteresował się jakiś Puchon, ale zawsze starała się spławić go najgrzeczniej, jak umiała i schować się gdzieś z dala od ludzi. Slughorn... Cóż, jego też widywała w różnych częściach zamku, ale zwykle po prostu przemykała jak cień tuż obok. Nic dziwnego, że wcale jej nie kojarzył. Nie była w żaden sposób charakterystyczna. - Nie... - zająknęła się, bo koszmarnie zaschło jej w gardle. Odchrząknęła, przesuwając się nieco w ławce, bliżej ściany. - Nie mam pary - dodała, przeczuwając dramat stulecia. Może, jeśli zacznie... Jeśli to ona pierwsza rzuci zaklęcie... Nie, nie była w stanie o to poprosić! Nigdy nie powinna była przychodzić na te zajęcia! Ale teraz... było już za późno.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   22.02.16 2:12

- Mam nadzieję, że teraz już tak! - odparła entuzjastycznie i uśmiechnęła się zachęcająco. Znała chłopaka z widzenia, jak zresztą większość osób ze swojego i rok wyżej rocznika. Do wyjątków należały szare myszki, persony bez osobowości, o twarzach niczym odbitych wielokrotnie kalką, na białym papierze. Zdarzali się przecież i tacy.
Gabriel był miły i przystojny, nie trzeba posiadać więcej cech, aby zostać zapamiętanym przez Amelkę Slughorn. Choć to skrzętnie ukrywała, tak naprawdę była jedynie niestabilną emocjonalnie nastolatką, której hormony buzowały z taką samą intensywnością, co u jej rówieśników.
Kątem oka zerknęła jeszcze w kierunku Lazarova i postanowiła już ostatecznie poświęcić swą uwagę Gryfonowi.
- Uważaj, jestem dobra z zak...-przerwała nagle swą wypowiedź, a wraz z przybyciem Leo do klasy, całe jej skupienie i koncentracja poświęcone rozmowie, uciekły gdzieś w siną dal. Co on miał na sobie?
Przywitawszy się z bratem, uniosła mimowolnie prawą brew i rzuciła każdemu z osobna zaciekawione spojrzenie. Migiem, wzruszyła ramionami i odparła wszelkie myśli zwątpienia i węszenia, przecież nie było nic dziwnego w pożyczaniu kurtki. W cudacznie spłoszonej reakcji Leo, owszem.
Gabe. Skup się na nim, powtórzyła w myślach. Nie, nie na nim, na zaklęciu idiotko.
- Pozwól, że ja zacznę. Ekhm. Mortificartus sensus!-wycelowała do chłopaka, akcentując wyraźnie przy sylabie "sen".
Zamrugała niemrawo, odchrząknęła i przyjrzała się mu dokładnie. Ha! Nie skrzywdziła go!


Suma kostek: 13
Skutki uboczne: Nie
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   24.02.16 22:32

Lekcja zapowiadała się fenomenalnie.
Na zaklęcie natknął się już dobrych kilka lat temu, gdy ukradkiem dostał się do podręczników kuzynostwa i wertował zawzięcie przy nieznośnie chybotliwym płomieniu świecy. Wtedy, dla dwunastolatka, preparacje wydawały się nie do przeskoczenia, choć wykonał kilka nieskoordynowanych machnięć w lichej nadziei na powodzenie, ale osiągnął jedynie efekt opuchlizny tuż pod okiem, gdzie nieumiejętnie wbił różdżkę. A jak będzie dzisiaj?
Miał skrytą nadzieję na efektowny wybuch. Albo różdżkę wbitą tuż pod okiem, tylko tym razem niekoniecznie jego własnym. Albo coś jeszcze gorszego, byleby zapewnić sobie sporą dawkę śmiechu na dobry początek dnia, choć nie pamiętał już takich zajęć, które nie skończyłyby się na przynajmniej paru ofiarach, więc istniał cień szansy na powodzenie – czy raczej totalną demolkę.
Rozejrzał się pobieżnie w poszukiwaniu chętnego do pary, część osób zdążyła się już dobrać, więc teraz wokół dało się słyszeć pospiesznie mruczane inkantacje i różdżki w pogotowiu – na wypadek nieszczęścia. Palce Jacka niemal pulsowały znajomym uczuciem ekscytacji na myśl o najbliższej chwili, jeszcze raz powtórzył w myślach wszystko to, co przekazał im profesor, w końcu nie może być gorzej niż na eliksirach, mhm? Grunt to wiara w siebie, prawda? W zasadzie uciechę równie dobrze da się wyciągnąć nawet z prowadzenia do infirmerii partnera poturbowanego niewłaściwym użyciem czarów.
A przynajmniej tak się przekonywał.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   25.02.16 12:55

Amelia przywitała go z uśmiechem, na co się wyraźnie ucieszył, traktując jako zgodę na wspólne ćwiczenia. Jednak zanim jeszcze zdążyli cokolwiek ustalić, przerwał im Leo. Do klasy wbiegł trochę spóźniony i zobaczywszy ich w kącie sali, od razu ruszył w ich stronę. Gabe uśmiechnął się pod nosem; miał na sobie tą kurtkę, którą zostawił mu dzisiaj rano.
- Cześć Leoś - przywitał go - Wyspałeś się choć trochę?
Musiał wstać niedawno, bo nie zdążył się nawet przebrać ani poczesać; jasnobrązowe loczki bezładnie opadały mu na oczy. W sumie.. trudno się wyspać w trzy godziny. Ale lepsze to niż nic, nie?
Gryfon przyszedł mu ją oddać, bo zdjął z siebie 'pożyczone' odzienie i podał je Gabrielowi.
- Dzięki. - Gabe, zastanawiając się przez chwilę co ma zrobić z tą, w zasadzie teraz trochę mu zbędną kurtką, po krótkim namyśle po prostu zarzucił ją na plecy. - Na pewno jej nie chcesz? Wiesz, moim zdaniem było ci bardzo ła..
Wtem ugryzł się w język, bo przypomniał sobie że przecież tuż przed nimi stoi Amelia. Spojrzał kątem oka na dziewczynę, mając nadzieję że zignoruje to co właśnie przed chwilą chciał powiedzieć. Mrugnął tylko porozumiewawczo do Leo, który po chwili oddalił się w głąb klasy chcąc pewnie znaleźć jakiegoś partnera do ćwiczeń.
- Dobra, zaczynamy. - rzucił w stronę Krukonki, zaciskając palce na różdżce. Chciał jak najszybciej odwrócić jej uwagę od Leosia i tego co przed chwilą zaszło. Mogła sobie coś pomyśleć.. Nie, dobra, nie skomentowała tego, więc zapomnijmy o tej rozmowie, skupmy się na lekcji. Trzymajmy się planu.
Amelia zaproponowała że zacznie pierwsza, na co Gabriel tylko skinął głową i odsunął się kilka kroków w tył, upewniając się że na nikogo nie wpadnie, gdy będzie próbował utrzymać równowagę pod wpływem zaklęcia.
Bo niestety nie było to zbyt proste. W zasadzie nie wiedział, co czego trafnie można by ten stan porównać. Do uczucia ogólnego przytłumienia, gdy podczas meczu dostanie się tłuczkiem prosto w łeb? No.. trochę. O ile wtedy nie straci się przytomności, to tak.
Wkrótce poczuł jak trafia go magiczna energia, stopniowo odbierając mu siłę i zdolność przejrzystego odbierania bodźców. Wizja przed oczami stała się trochę zamglona, więc Gabe zamrugał kilka razy, jednak dość szybko uświadomił sobie, że przecież teraz raczej mu to nie pomoże. Miał tylko nadzieję, że Amelia wykonała wszystko poprawnie i nie wyrosną mu jakieś rogi czy coś. Efekty uboczne nie są fajne. Nigdy.


Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   25.02.16 17:36

Dlaczego nie przepadał za lekcjami zaklęć było dosyć oczywiste. Umiejętność rzucania zaklęć poza wiedzą teoretyczną, inkantacją i innymi takimi bzdetami, wymagało też wprawy i przetestowania swoich zdolności w praktyce. A przecież nikt nie będzie rzucał tych zaklęć na siebie, dlatego każda taka lekcja zmuszała go do ruszenia się z kąta i znalezienia sobie jakiegoś partnera do ćwiczeń. Ba, jakby tego było mało, to robiło się tylko gorzej; później ich zadaniem było spróbować rzucić to zaklęcie, przy okazji nie zabijając siebie nawzajem. I żeby nie było to tylko wydaje się być łatwe. Z doświadczenia wiedział, że chociaż odrobinę przekręcona formuła może całkowicie zmienić efekt końcowy zaklęcia, który może mieć niewiele wspólnego z tym przewidywanym. No, ale to się zdarza, nawet jemu, bo wystarcza odrobina nieuwagi i.. no dzieje się. Ale faktu, że niektóre fajtłapy nawet już na piątym roku nie potrafią poprawnie trzymać różdżki zrozumieć nie mógł. Gdy widział jak ktoś wywija rękę w dziwaczny sposób i niepewnie celuje w przeciwnika, myślał sobie tylko co w takim razie robił na tych lekcjach przez te kilka lat? Skoro on potrafił zrobić to poprawnie, to chyba każdy szanujący się czarodziej powinien; bo jego umiejętności są naprawdę minimalne, a mocy magicznej nie ma prawie w cale. Tak, i znowu schodzę do tematu gdzie zastanawiam się dlaczego w ogóle jestem w Hogwarcie..
Lucas często zostawał bez pary; no, nie można się dziwić. Nie będę do nikogo podchodził, co się będę narzucał. Wygodne wyjście? Pozornie. Jest szansa, że Flitwick się nad nim ulituje i pozwoli mu poćwiczyć z nim samym. Ale istnieje też drugie, równie prawdopodobne wyjście, że nagle w klasie zjawi się jakiś spóźnialski uczniak, będąc automatycznie kierowanym w stronę Lucasa, który tak 'o, samotnie stoi w rogu sali'. I takim spóźnialskim może być fajtłapa, która zgubiła się po drodze do sali, zaspała, zagapiła się na lunchu lub ma inne tego typu wytłumaczenie, albo jakiś szkolny hultaj, spóźniający się na większość lekcji, bo był zajęty spisywaniem pracy domowej, dokuczaniem pierwszakom, albo jakimś innym, rzekomo porywającym i bardzo ważnym, nie mogącym czekać zajęciem. Takich właśnie Lucas nie znosił a jednocześnie bał się najbardziej, bo w ich oczach naprawdę szybko zostawał potencjalną ofiarą, na której mogą się wyżyć i zaprezentować swoje niebanalne umiejętności magiczno-łobuzerskie. A nie ma nic gorszego niż obrywanie zaklęciami, również tymi niekoniecznie związanymi z tematem lekcji i doświadczaniem wszystkich możliwych efektów ubocznych jakich nijak nawet nie można było przewidzieć, na samym sobie. Luki nie miał jednak odwagi by się buntować i postawić sprawę jasno, że nie będzie ćwiczył z kimś kto celowo robi mu krzywdę dla własnej, sadystycznej przyjemności.
W ogóle.. po co się tak stresujesz? To zdarzyło się tylko kilka razy. Okej, kilkanaście. Lucas, znowu za dużo myślisz.
Naprawdę za dużo myślał. Jeszcze nawet nie wszedł do sali, a już przemyślał wszystkie możliwe scenariusze na dzisiejszą lekcję. Zrobisz jak planowałeś, podejdziesz od razu do Amelii, Leo, Myrnina.. Nie jest przecież tak, że nikogo nie znasz. Znasz. Tylko musisz się przełamać i nie stać w tym cholernym kącie bo znowu będziesz ostatni.

Zaskrzypiały drzwi, a Luki dyskretnie przekroczył próg klasy, która jak się wtem okazało, była już pełna uczniów i aż gwarna od rozmów. Jakiś dobry dzień dziś wszyscy mają, pomyślał. Ach, walentynki. No tak. Nogi podświadomie zaczęły prowadzić Lucasa do ławki w owym bezpiecznym kąciku, skąd miał zwyczaj nie ruszać się o ile istniała tylko taka możliwość. Jednak wszystko wskazywało na to, że dzisiaj lekcja aktywna, bo nie siedział nikt poza jedną, rudowłosą dziewczyną z tyłu sali. Zatrzymał się na chwilę próbując namierzyć jakąś znajomą twarz z ambitnym zamiarem realizacji swojego planu.
Pierwszą osobą, którą dostrzegł była Amelia. Amelia przepadła, bo najlepsze rozmawiała sobie z dwójką Gryfonów; jednym z nich był na nieszczęście jego znajomy, brat bliźniak Amelki Slughorn, który oddawszy.. jak było temu blondasowi.. a nie wiem, francusko jakoś.. no, temu drugiemu kurtkę, skierował się w stronę tej rudej, która sprawiała wrażenie równie samotnej co on. Za późno, Leo przepadł, westchnął, oprawszy się o drewnianą boazerię. Myrnina Lewisa natomiast nigdzie nie było widać, więc..
Więc znowu zostałem sam i czekam na czyjąś łaskę. Ygh.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   25.02.16 21:40

Tak – odparł po prostu. - Jest lepiej – automatycznie uśmiechnął się do chłopaka. Po tylu dniach przepełnionych bezsennością, a najwyżej krótkim, niespokojnym snem, te kilka godzin naprawdę było dla niego zbawienne. W sumie, to zastanawiał się, jakim cudem w ogóle przebudził się tak, że jako tako udało mu się zdążyć na zaklęcia. Może miał jakiś czujnik, czy coś w tym stylu? Ciekawe, czy dzisiaj zaśnie jakoś szybciej, żeby jutro móc się wyspać... ach, tak. Nie, nie zaśnie szybciej. BAL. Gryfonowi zbierało się na wymioty, gdy tylko słyszał to słowo, a słyszał je dosyć często, zważywszy na to, że słynna potańcówka odbywać się ma tego wieczoru. No cóż, trzeba jakoś przeżyć, prawda? 
- Nie, nie – zaprzeczył szybko, czując jak serce podskakuje mu do gardła i dziękując Merlinowi, że chłopak nie dokończył tego, co chciał powiedzieć. Matko, Amelia, proszę, zignoruj to... Zignorowała, a przynajmniej nie odezwała się, dopóki Leo nie zdołał się ulotnić.
Gdy siadał obok samotnej dziewczyny, od razu wydawała mu się jakaś dziwna. Tak, może to brzmi niezbyt miło, ale tak właśnie było, pomimo tego, że Slughorn starał się nie oceniać jej, nawet jej nie znając. W jej zachowaniu było coś niepokojącego. Wyglądała jakby... bała się czegoś? Chyba nie mnie? Niby dlaczego miałaby się go bać? Rozumiał, że czasem dzieciaki z młodszych klas trochę się go obawiały, gdy spojrzał na nie krzywo, ale podejrzewał, że to przez jego niefortunny wygląd i sam fakt, że był prefektem. Tymczasem dzisiaj... no, może nie prezentował się wybitnie, ale na pewni było z nim o niebo lepiej niż w poprzednich dniach. Nie miał więc zielonego pojęcia, z czego wynikało nie umykające uwadze niespokojne zachowanie Gryfonki. Ale z drugiej strony, czy powinno go to obchodzić? Może ma jakieś prywatne problemy? Nie powinien się narzucać, ani wyskakiwać z jakimiś pytaniami, bo było to kompletnie nie na miejscu. Chciał po prostu, żeby dziewczyna trochę się rozluźniła, bo na razie sprawiała wrażenie, jakby wolała znaleźć się w dziewiątym kręgu piekła, aniżeli siedzieć z pozostałą gromadką uczniów w tej klasie.
Ładne imię – Leo posłał dziewczynie pokrzepiający uśmiech. Czuł się naprawdę nieswojo, zwłaszcza, że jak na razie, Gryfonka nie raczyła nawet obdarzyć go spojrzeniem. 
Slughorn podniósł się z miejsca i odsunął na kilka kroków, gotowy do ćwiczeń praktycznych. 
Super. To co, Upsilon, bierzemy się do dzieła? – spytał, wyciągając różdżkę i wpatrując się wyczekująco w nowo poznaną koleżankę. W końcu, chyba wyraziła zgodę, aby być z nim w parze, prawda? No dobra, może nie powiedziała tego wprost, ale nie odmówiła. Potwierdziła, że nie ma pary, co dla chłopaka było wystarczające.
Chciałabyś zacząć? – spytał, po części z kultury, ale głównie dlatego, iż łudził się, że kiedy Upsilon będzie mogła rzucić zaklęcie jako pierwsza, trochę się rozkręci. Albo przynajmniej uspokoi i przekona, że nie ma się czego bać, a Leo nie jest potworem, który przyszedł wymierzać jej karę wieczną.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   26.02.16 11:16

Punktualność nie była jej najmocniejszą stroną i choć sama nie lubiła czekać na ludzi, jej zdarzało się bardzo często nie przyjść na czas. I nie chodziło tutaj tylko o spotkania towarzyskie, a również o zajęcia. Być może to właśnie na nie spóźniała się niemal notorycznie, czemu dała przykład i tym razem, gdy spieszyła się na zaklęcia. Lubiła ten przedmiot, ale najwidoczniej nie na tyle, by pokusić się o punktualne przyjście. Po co być w klasie z innymi, jak można zrobić wejście smoka? Nie to, aby faktycznie miała zamiar wejść do klasy w jakiś głośny sposób. O nie, ona miała inny plan, bo choć lubiła być w centrum wydarzeń, tak nie chciała się narażać jakoś specjalnie nauczycielowi, który mógł nie wykazać się taką wyrozumiałością, bo zrozumieć, że Liv po prostu miała POWAŻNY powód, aby się spóźnić. Dlatego, by nie wprowadzić jeszcze większego chaosu na zajęciach, pędziła korytarzem, chociaż biegać wcale nie lubiła. Ile minut minęło? Pięć, dziesięć? Oby jak najmniej. Lekko zdyszana dopadła do drzwi sali, przed którymi się zatrzymała, poprawiła torbę na ramieniu oraz cholerne kłaki, które śmiały po tej szaleńczej gonitwie wpadać jej do buzi. Odetchnęła kilka razy głębiej i wolno otworzyła drzwi. Wślizgnęła się szybciutko do pomieszczenia i usiadła na pierwszym wolnym miejscu, mając nadzieję, że aż tak się w oczy nie rzucała, zwłaszcza, iż w całej klasie rozbrzmiewały głosy innych uczniów, którzy najwidoczniej ćwiczyli jakieś zaklęcia, o którym Liv nie miała pojęcia.
- Cholera – zaklęła cicho pod nosem i wypakowała podręcznik oraz różdżką. Rozejrzała się po zebranych, aby wywnioskować co takiego mogli robić, ale niestety, jej obserwacje nie na wiele się zdały, bo nadal nie miała zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi – Ej kolego, co my właściwie robimy? – spytała szeptem najbliższego chłopaka, przy którym sobie klapnęła. Za to właśnie lubiła tę salę. Nawet jak człowiek nie chciał z kimś siedzieć, to i tak był ostatecznie skazany na towarzystwo, co na przykład teraz było przydatne. Jak mogła się spodziewać chłopak spojrzał na nią z lekką irytacją, że śmiała mu przerwać ćwiczenia. Za to jej wzrok mówił coś w stylu „Stary, myślisz, że chciałam cię pytać? To był PRZYMUS, czaisz?”. Doczekała się jednak odpowiedzi, na którą tylko się skrzywiła. Pięknie, ćwiczenia w parach. Niby jak miała kogoś znaleźć, skoro każdy w klasie zdawał się już brać czynny udział w zajęciach? Westchnęła i położyła czoło na blacie stolika. Wspaniale, na pewno to zaliczy!
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   27.02.16 10:43

Lubił zaklęcia. Od zawsze. Z jakiegoś powodu właśnie w nich był całkiem niezły i tego się trzymał. Zaklęcia obronne już niejednokrotnie się przydawały i nie pogardziłby nauczeniem się jeszcze kilku - na wszelki wypadek. Ale teraz absolutnie nie miał ochoty iść na lekcję, ani na tą, ani na żadną inną. Chciał zostać w dormitorium i tam gnić, co wydawało się naprawdę najbardziej atrakcyjną opcją. Tyle że nie mógł tak zrobić. Już i tak za dużo wagarował. Opuszczenie kolejnych zajęć mogło się słabo skończyć. Także, chcąc, nie chcąc, z prawie dwudziestominutowym spóźnieniem, wszedł do klasy. Profesor Flitwick prawdopodobnie chciał go zrugać, ale widząc, że chłopak wygląda jak siedem nieszczęść, tym razem mu odpuścił. Chociaż tyle dobrego.
Chciał usiąść gdzieś z dala od wszystkich, ale szybki rzut oka na ludzi wystarczył, by dotarło do niego, że dzisiejsze ćwiczenia są w parach. W parach. Świetnie. On już miał parę, ale tej pary tu nie było, więc najchętniej odmówiłby udziału w zajęciach i wyleciał ze szkoły, cokolwiek. Było mu absolutnie wszystko jedno.
W końcu jednak dosiadł się do L. Ją znał (aż za dobrze) i też nie miała pary, więc jak znalazł.
- Masz ochotę poćwiczyć ze mną? - zapytał dla porządku, bo może akurat nie miała. Może wolała być gdzie indziej, z kimkolwiek innym, niż on, co wcale nie byłoby takie dziwne, skoro, najwyraźniej, wszyscy tak wolą.
- Co właściwie ćwiczymy? - spytał, uznając, że dobrze byłoby się zorientować, czy tym razem uczy się czegoś użytecznego, czy jednak powinien żałować, że przyszedł.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   27.02.16 17:01

Pukała lekko czołem o ławkę zastanawiając się co powinna teraz zrobić. Może błędem było przyjście tutaj, bo teraz, skoro nie miała pary nauczyciel ewidentnie kapnie się, że przyszła grubo po czasie. Nie to, żeby jakoś specjalnie przejmowała się konsekwencjami, które mogą się z tego tytułu pojawić, ale serio nie uśmiechało jej się wysłuchiwać reprymendy, którą na pewno zostanie poczęstowana. A już na pewno nie przy niektórych osobach w klasie, które zapewne później wykorzystałyby to przeciwko niej. Na przykład taki Slughorn, który tylko czekał na okazję, by uprzykrzyć dziewczynie życie. Zresztą z wzajemnością, bo przecież nie mogła szczylowi odpuścić. Uniosła lekko głowę, by sprawdzić jak mu idzie. Życzyła mu jak najgorzej, ale w tym wypadku on przynajmniej miał z kim ćwiczyć. Westchnęła i po raz kolejny rozejrzała się po klasie usilnie starając się wyłowić z tłumu kogoś, kto nie krzyczał tej dość skomplikowanej formułki czaru. Nadal niestety nie było w zasięgu jej wzroku nikogo, kto siedziałby jak ona, niczym łoś. I wtedy zaskrzypiały drzwi do sali, zwiastujące czyjeś przybycie. Wraz z nim narodziła się nadzieja, że być może właśnie teraz uda jej się dopaść kogoś, kto musiał z nią ćwiczyć. O ile będzie to normalna osoba, bo nie było mowy, aby poświęciła się tak na tych zajęciach i miała za partnera jakiegoś imbecyla, którego nie trawiła. Na jej wielkie szczęście personą okazał się być Felix, który zrządzeniem losu usiadł koło niej.
-Nigdy nie przypuszczałam, że będę się tak cieszyć na twój widok – powitała chłopaka, po raz kolejny ignorując zwykłe powitanie. Przecież one były takie oklepane! – Tak. Tym razem powiem nawet, że z wielką chęcią – rzuciła z pewną ulgą. No to teraz nauczyciel nie mógł się do niczego przyczepić, bo w konsekwencji wykona polecenie, które otrzymała klasa tuż na samym początku – Szczerze? Sama do końca nie jestem pewna, ale ten koleś z mojej drugiej strony… – tu wskazała na chłopaczka obok, który znowu zareagował rzucając niemiłym spojrzeniem przepełnionym irytacją – Powiedział, że chodzi o Mortificartus sensus. Ale jeśli mnie zapytasz co robi to cholerstwo, to od razu mówię, że nie mam pojęcia – stwierdziła wzruszając ramionami. Zresztą czy nie lepsza była niewiedza i przekonanie się dopiero, kiedy czar zostanie rzucony? – No to kto zaczyna pierwszy? – spytała Felixa, łaskawie dając mu tym razem prawo wyboru.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   27.02.16 17:56

Wypatrzył go spośród tłumu. Niepozorny chłopak, ba, chłopiec, bo wyglądał o wiele młodziej, niżby Jack próbował określić na podstawie szkolnego rocznika, chociaż odnosił przy tym nieodparte wrażenie, że już nie raz, nie dwa natknęli się na siebie, ale Gryfon musiał tego nie zarejestrować w pełni świadomie.
Nie mógł sobie odmówić posiadania wprawnych zdolności obserwatorskich, bo Puchon zwrócił jego uwagę, kiedy ledwie tylko przekroczył próg klasy, powodując rozbawiony uśmiech na wargach Jacka. Rozkosznie było obserwować skupioną fizis nieznajomego, jak płynnie odzwierciedlała przechodzenie z fazy rozgorączkowanego oczekiwania, poprzez surowe napięcie, a wreszcie jawne rozczarowanie na widok tego, że wszyscy, których zapewne kojarzył, zdążyli już znaleźć parę. A to ci pech, złotko, zakpił w duchu Gryfon, jednak ani myślał ruszać się z miejsca (wiedząc jednocześnie, że Flitwick prędzej czy później osobiście zadba o to, by każdy z jego adeptów nie pozostał na lodzie w kwestii ćwiczenia uroków), jeszcze nie teraz, wpierw wsparł się leniwie na dłoni, spijawszy niknącą z oblicza nadzieję, niby był to najprzedniejszy z nektarów, jakie przyszło mu kiedykolwiek skosztować. Dopiero wtedy podniósł się z ławki, zasuwając krzesło na tyle głośno, że tamten nie byłby w stanie nie dosłyszeć tego dźwięku, a, jak Jack śmiał przypuszczać, zapewne odliczał teraz w duchu sekundy do ostatecznej klęski, zatem tym bardziej miał zmysły wyostrzone na wszelkie sygnały z zewnątrz.
Zbliżał się powoli z gracją myśliwego, który znajduje się już o krok od upatrzonej zwierzyny, wiedząc, że ta nie zdoła mu uciec, więc przeciągał chwilę w nieskończoność, smakując moment triumfu tak długo, ile tylko mógł.
No, ale wreszcie stanął przed tym biednym chłopcem, tym biednym Lucasem – chyba tak za nim kiedyś zawołano, prawda? – i wyszczerzył się niemal bezczelnie.
Na Merlina, bo przecież nie miał w zamiarze robić tamtemu jakiejkolwiek krzywdy. A wszelki strach, życzyłby sobie tego, wkrótce okaże się całkowicie próżny.
Widzę, że brakuje ci partnera do ćwiczeń. Będziesz skłonny zostać moim? – zapytał gładko, jednym ramieniem oparł się o ścianę, przy której stał Puchon, chcąc w ten sposób zapewnić im szczątkową prywatność przed resztą uczestników zajęć. Tamten nie wydawał się mu szczególnie śmiały, jeśli przychodziło do kontaktów międzyludzkich. – Ejże, nie rób takiej miny, jakbym ci właśnie zaproponował bilet w jedną stronę do Azkabanu! – Uniósł brwi w oczekiwaniu. – Zawsze możesz odmówić, wiesz o tym. I czekać na rycerza w lśniącej zbroi, wybór należy do ciebie, borsuczku.
Czy składał właśnie propozycję nie do odrzucenia? Skądże znowu! Jego oczy błyszczały zachęcająco, a w kącikach ust już czaił się figlarny uśmieszek. Jaki tam z niego diabeł, jaki tam łobuz!
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   01.03.16 22:59


@ Upsilon
Był taki… entuzjastyczny, a to jeszcze bardziej ją przerażało. On naprawdę chciał dobrze, ale Upsilon nie potrafiła pozwolić sobie na spokój. Tłamsiła w sobie chęć ucieczki, wiedząc, że tak czy inaczej to wcale nie minie i nie upłynie zbyt wiele czasu do momentu, w którym będzie musiała po prostu się poddać. Najgorsze było jednak to, że gdy ten moment nastąpi, Upsilon nie będzie już miała żadnej kontroli. Nie zareagowała w żaden sposób na komplement. Mało kto prawił jej komplementy. Za Sigmą nikt nie przepadał, Ups nazywali wariatką, o Omicronie żal było nawet wspominać w obliczu jego miłosnej klęski, a ona, Upsilon, była po prostu… Patrząc na nią, Leo z pewnością miał już w głowie odpowiednie słowo: dziwna. W końcu zaczął się jej koszmar i choć nie był początkowo tak tragiczny w skutkach, jak przypuszczała, i tak miała problem z podniesieniem się z miejsca. Wokół było pełno uniesionych różdżek, których bała się nie znając nawet powodu. Zaklęcia latały w tę i z powrotem, a ona miała zaraz być częścią tego wszystkiego. Dobrze przynajmniej, że entuzjazm Leo nie pozwolił mu z miejsca wycelować różdżką w jej twarz. Wreszcie skinęła lekko głową i z oporem podniosła się z ławki. Drżącą dłonią wyciągnęła z szaty różdżkę i wycelowała nią w chłopaka.
- Mortificartus sensus – mruknęła pod nosem tak cicho, że ledwie sama się usłyszała. Merlinie, to było tak cholernie niesprawiedliwe! Dlaczego nie mogła po prostu wrócić do domu? Och, tak Irving byłby diabelnie zawiedziony. A co z pójściem do McGonagall i prośbą o zwolnienie z zaklęć? To brzmiało idiotycznie… Pot spływał jej powoli z czoła, zupełnie jakby podnosiła Slughorna siłą woli, miast po prostu rzucać na niego proste zaklęcie. Teraz drżała już na całym ciele. Miała wrażenie, że wszyscy się na nią gapią, ale to, co mogła dostrzec, to, że gapi się na nią właśnie Leo. To jego szczęśliwy dzień, trafił na wariatkę! Chciałaby mu powiedzieć. Naprawdę chciałaby powiedzieć im wszystkim! Stało się coś złego, wiecie? Nie wiem, co, nie wiem dlaczego, ale stało się coś złego i teraz już nigdy nie zostaję sama. Nigdy by tego nie zrobiła. Wciąż pamiętała spojrzenie McGonagall, kiedy wróciła po tym wszystkim, a na tym wielkim, przerażającym, dyrektorskim biurku znalazły się papiery ze szpitala. Poza tym nikt nie pytał. Tak było prościej. Lepiej. Ale teraz… teraz potrzebowała jeszcze odrobiny siły, jeszcze kilku kropel potu, jeszcze jednej posłanej w eter prośby, by ręce przestały się tak nieznośnie trząść.
- Mortificartus sensus – powtórzyła głośniej, a jej głos odrobinę się załamał. Zaklęcie pomknęło w kierunku Leo, krzywo i nieporadnie, zupełnie jak cała Upsilon. Ale Gryfonka już tego nie widziała. Zaciskała oczy tak mocno, jak tylko się dało.
- Teraz ty – rzuciła do niego cicho, wiedząc, że kiedy uniesie powieki, przypomni sobie dokładnie, gdzie jest i co się zaraz stanie, a wtedy wszyscy zapamiętają tę lekcję zaklęć.

Suma kostek: 10
Skutki uboczne: Nie
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Klasa Zaklęć   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: