Share | 
 
Skrzydło szpitalne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Skrzydło szpitalne   28.09.15 3:36

Skrzydło szpitalne
Do tej części zamku lepiej nie trafiaj zbyt często. Oczywiście leżenie w skrzydle szpitalnym ma swoje plusy - nie chodzisz na lekcje, o ile nie musisz przyjmować rano leków, to śpisz, do której chcesz... Ale leżenie samotnie w tak dużym pomieszczeniu pełnym surowych, białych łóżek nie jest zbyt sympatyczne, tym bardziej, że często łączy się z bólem. Na szczęście pielęgniarka zawsze jest na miejscu, by pomóc ci, jak tylko może.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   09.11.15 15:21


@ Ups
Ups nie zastanawiała się nad tym, czemu z nią poszedł. Patrzyła tylko uważnie na idącego obok siebie Figora, jakby stanowił dla niej naprawdę intrygującą łamigłówkę. Przy Ups naiwnie łatwo można było poczuć, że jest się niezwykle fascynującym człowiekiem, a w przekonaniu tym tkwiło się tak długo, jak długo osobowość nie rzuciła słowa czy dwóch za dużo - "Czy mogłabym hodować coś w twoim uchu? Zdaje mi się, że masz tam naprawdę niezłe warunki do hodowli!" albo "Masz naprawdę fajowe spodnie! Mogłabym je pożyczyć, kiedy następnym razem będę chciała spławić tego Krukona z wielką głową?". Najgorsze było jednak to, że chociaż Ups nie miała na myśli niczego złego, wszyscy z jakiegoś niedorzecznego powodu od razu się obrażali. Kiedy więc i tym razem rudzielec analizował profil Figora, w końcu musiało dojść do nieuniknionego.
- Masz tak normalnie z twarzą czy to przez eliksir? - zapytała, mrużąc oczy i przysuwając nos niebezpiecznie blisko ucha Ślizgona. Ktoś inny z pewnością wyłożyłby się, idąc w tej dziwacznej pozycji, w jakiej znajdowała się właśnie Ups, ale ona miała to opanowane do perfekcji. W końcu robiła tak co najmniej raz w tygodniu, odkąd tylko się pojawiła. Poza tym, że była egoistką, była też niepoprawnie ciekawa wszystkiego, co ją otaczało. Byli już coraz bliżej skrzydła szpitalnego i osobowość nie mogła sobie pozwolić na zwlekanie ze wszystkim, co musiało zostać zrobione. - Omg! - ryknęła w eter, zapominając jednak odsunąć się od ślizgońskiego ucha. Kiedy już to zrobiła, skutecznie zatarasowała Figorowi drogę. Jej ręka wysunęła się tak nagle, że z całą mocą dźgnęła chłopaka w brzuch. - Jestem Ups! - rzuciła podekscytowana i chociaż w normalnej rozmowie znalazłoby się tu odrobinę miejsca na uprzejmości z drugiej strony, dziewczyna ciągnęła dalej. - Ty Figor. No wiem. Upsilon miała cię trochę w głowie. Nie podobałeś jej się, ani nic. Po prostu tam byłeś. Grzebaliśmy jej we wspomnieniach. - Potok słów wylewał się z jej ust z zawrotną prędkością, choć nie miał najmniejszego sensu dla kogoś, kto zupełnie nie wiedział o jej rozszczepieniu. A potem nagle przestał, gdy Ups zawiesiła się na krótką chwilę, marszcząc brwi. I nagle wszystko było już jasne. Ups zwyczajnie myślała nad tym, co właściwie miała zrobić. Wyrwana z letargu, szarpnęła Figora za rękaw i otwierając w pośpiechu drzwi ambulatorium, wciągnęła go do środka. Pomieszczenie było puste i chociaż gdzieś z pewnością musiała znajdować się pielęgniarka, dla osobowości nie miało to znaczenia. Jak wszystko inne. Popychając Figora w stronę jednego z łóżek, przesuwała się coraz bliżej szafek pełnych medykamentów, które lada moment zamierzała wypróbować na nowym koledze.
Powrót do góry Go down
Figor Olivier Mallory

avatar
Gracz


Skąd : Hogwart
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   12.11.15 14:07

Figor miał mieszane odczucia. Przede wszystkim trzymał się za bolący od uderzenia brzuch, ze zgrozą obserwując jak dziewczyna zbliża się do medykamentów. Nie pomagał fakt, że wydawała się być szalona. Tak, to odpowiednie słowo. Co prawda przez jeden moment, króciutką chwilę, Figor miał nadzieję, że może dziewczyna zwyczajnie stara się być dla niego miła, z jakiegoś powodu. Mała część niego chciała wierzyć w to, że ktoś mógłby chcieć się nim opiekować i pomóc mu w potrzebie.
Teraz wiedział, że ona zwyczajnie chce go zabić.
Czytał książki medyczne i wiedział o psychopatach i seryjnych mordercach. Co prawda ta nie wykazywała potrzebnych cech takiej osoby, ale przecież od każdej reguły jest wyjątek, prawda? Lepiej dmuchać na zimne. Otwierał już usta by poprosić ją o wezwanie pielęgniarki i kategorycznie kazać odsunąć się od fiolek i mazideł, gdy zrozumiał, że to nic nie da.
Jeśli chce go zabić, to nie wezwie pielęgniarki.
Tak, to logiczne.
Błędnym wzrokiem wodził po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś do samoobrony, czując narastającą panikę. Różdżka nie wchodziła w grę, nie umiał wystarczająco szybko rzucać zaklęć, brakowało mu tego refleksu. Nagle jego wzrok zatrzymał się na metalowej miseczce stojącej przy łóżku. Złapał ją szybko i uniósł w geście obronnym obiema rękami by się nią zasłonić niczym tarczą.
Miska okazała się być basenem.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   12.11.15 19:35


@ Ups
Ups grzebałaby zapamiętale w szafce, której z pewnością nie powinna była dotykać, gdyby nie fakt, że ta była szczelnie zamknięta. Dlatego też zamiast zabijać Figora, zajęta była próbami zdobycia odpowiednich substancji, by to uczynić. Czy coś w tym guście... Choć mogło to wyglądać złowrogo, osobowość chciała wyłącznie pomóc, przynajmniej teraz. W końcu Ślizgoni nie byli wcale źli, co nie? Raczej jak chodzące pudełka czekoladek! Każdy był z cukr... Chyba nie zupełnie o to chodziło. Och, tak, każdy był taki zagadkowy i trzeba było dobrze ugryźć, żeby ich ogarnąć. Kiedy tu szli, Ups bawiła myśl o wijącym się na łóżku Figorze, którego pielęgniarka obłoży medykamentami, ale może po prostu miała mylny obraz po tym, jak sama została wysmarowana maścią, która przyprawiła ją o diabelne swędzenie pośladków. Cóż... kiedy zaczynała zjeżdżać na tyłku po poręczy, nawet miała z tego frajdę. Tylko później okazało się, że tyłek wymaga teraz udania się do Skrzydła Szpitalnego.Teraz jednak wierzyła, że może pomóc Figorowi na własną rękę. W końcu nie mieli czasu na szukanie pielęgniarki. Figor cierpiał! W milczeniu...
Celując różdżką w zamek, zastanawiała się nad najlepszym zaklęciem.
- Alohomora - mruknęła w końcu i zamek puścił z dziecinną wręcz łatwością. Było to lekkim zaskoczeniem, ale Ups szybko przekonała się, dlaczego nikt nie zabezpieczył szafki. Sęk w tym, że wewnątrz nie było absolutnie niczego nazbyt wartościowego. Tylko odrobina śluzu gumochłona w małej, szklanej fiolce. Cóż, przynajmniej tak mówiła etykieta. Ups jednak miała już plan. - Aha! - rzuciła w eter, podnosząc się i z pełnym zdziwieniem obserwując kaczkę, którą trzymał Figor. - Potrzebujesz do kibelka? Odprowadzić cię? Ej, nie, może wolisz to zrobić tutaj! Mną się nie przejmuj. Serio. Tylko tu sobie postoję. Albo wiem! Rób swoje, a ja się tobą zajmę! - rzuciła radośnie, zbliżając się do Ślizgona i ignorując uniesiony metalowy przedmiot. W najgorszym wypadku mogła skończyć na ziemi bez przytomności, ale chyba nie zdawała sobie z tego sprawy. Nawet wtedy, gdy wylała na dłoń odrobinę śluzu i z całym impetem wcisnęła jej wnętrze w twarz Figora, była święcie przekonana, że lepiej być nie może.

Zaklęcie: Alohomora
Kostki: 3 i 5 = 8
Dodatkowe punkty: -
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Figor Olivier Mallory

avatar
Gracz


Skąd : Hogwart
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   15.11.15 22:42

Nie zdążył się nawet zamachnąć. Atak gryfonki nastąpił wcześniej niż się spodziewał, całkowicie go obezwładniając. Metalowy przedmiot wypadł mu z dłoni, upadając z brzdękiem o podłogę. Chłopak poderwał ręce i zaczął nimi wymachiwać na boki w panice, niby to szukając kolejnej broni, tym razem bardziej skutecznej. Nie był przygotowany na taki atak ze strony dziewczyny, zwłaszcza, że jeszcze chwilę temu uśpiła jego czujność pozornie nie posiadającym sensu wywodem o opróżnianiu pęcherza przy niej. Absurd i niedorzeczność całej sytuacji sprawiły, że na chwilę się zapomniał i to go zgubiło.
Wzdrygnął się gdy tylko śluz dotknął wrażliwej skóry jego twarzy. Złapał ją za przedramiona celem unieruchomienia ich lub odsunięcia od siebie. Otworzył usta by krzyknąć.
To był bład.
Figor był wrażliwy, bardzo wrażliwy. A jego żołądek to już wyjątkowo. Zazwyczaj uważał na to co je, starając się byle czego do ust nie wkładać. Tym razem się zapomniał i w chwili, gdy próbował wołać o pomoc, śluz dostał się do środka. Na krótką chwilę znieruchomiał, a z głębi jego brzucha dało się słyszeć dziwne, niepokojące „bulp”, brzmiące jak źle sporządzony eliksir, który miał zaraz wykipieć z kociołka.
I w zasadzie coś podobnego stało się z zawartością jego żołądka.
Figor złapał dziewczynę na oślep celem odsunięcia jej od siebie ale było już za późno. Całe dzisiejsze śniadanie opuściło jego przewód pokarmowy, bynajmniej nie tą stroną, którą powinno i wylądowało na Upsilon.
To by tłumaczyło dlaczego Figor nie ma dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   03.12.15 23:01


@ Ups
Och, wyrwało jej się na szczęście tylko w myślach, bo gdyby otworzyła usta zbyt wcześnie... Uch. Mimowolnie wygięła się w próbie ucieczki przed lecącymi wprost na nią wymiocinami Figora i chociaż miała niejasne wrażenie, że on też próbuje coś zdziałać, by usunąć ją z drogi, zdecydowanie było już zbyt późno. Cudowne ukoronowanie próby pomocy! A jednak Ups nie wyglądała na wściekłą. Zatkała tylko nos czystą dłonią.
- Jadłeś kiełbaski? - zapytała, zerkając na to, co pokrywało jej hogwarcki sweterek. Końcówki rudych włosów całe miała zarzygane. Nie wyglądało jednak, żeby spieszyło jej się z usuwaniem tego bałaganu. Nie mogła tylko znieść zapachu, ale radziła sobie doskonale. Spojrzała na Figora, posyłając mu pokrzepiający uśmiech. - Czujesz się lepiej? - zapytała, wyciągając w końcu różdżkę. Oczywiście, najlepszym rozwiązaniem byłoby użycie Chłoszczyć. Dlatego właśnie Ups powiedziała coś zupełnie innego.
- Aquamenti - zawołała, a cienka stróżka wody popłynęła z jej różdżki. Była jakaś podejrzana i Ups z pewnością zauważyła, że pachnie jakoś niezbyt ładnie, gdyby nie nos, który wciąż zatykała. Choć próbowała skierować strumyczek na Figora, woda ledwie ciekła po drewnianym patyczku. Rudzielec skrzywił się niezauważalnie i chrząknął, żeby oczyścić gardło. - Aquamenti - powtórzyła, ale tego, co się stało, zupełnie się nie spodziewała. Strumień był naprawdę przyzwoity i poleciał prosto w twarz Figora, zalewając jego sweter, spodnie, włosy, absolutnie wszystko, co miał na sobie. Ups z radością wykorzystała go także na własnym ubraniu, zmywając wymiociny. Nie przejmowała się zbytnio faktem, że jej ciuchy robią się przez to mokre. Wreszcie mogła wypuścić nos spomiędzy palców. Sęk w tym, że kompletnie nie była świadoma, iż w zaklęciu nadal coś nie działa. - Co tu tak wali? - zapytała nagle, wdychając zapach dawno nieużywanej studzienki.

Zaklęcie: Aquamenti
Kostki: 2,2 // 2,3
Dodatkowe punkty: 0 // 0
Powodzenie: nie // nie
Powrót do góry Go down
Figor Olivier Mallory

avatar
Gracz


Skąd : Hogwart
Liczba postów : 17
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   10.12.15 16:21

Figor wzdrygnął się. Zapewne zwymiotowałby na zapach, a raczej nieznośny odór stęchlizny, gdyby nie to, że jego żołądek był już pusty. Nagle, w tamtym momencie, miał niesamowitą ochotę schować się przed całym światem, gdzieś w kącie albo pod łóżkiem, i nie wychylać się przez najbliższy tydzień.
Albo najlepiej i miesiąc.
Od środka trawiło go poczucie niewyobrażalnego upokorzenia. Albo była to resztka soku żołądkowego, która przeżerała się przez nabłonek przełyku. Coś było nie tak z jego ochronną warstwą śluzową… Pokręcił szybko głową zanim odpłynął myślami za daleko. Zdarzało mu się to ostatnio zbyt często.
Uniósł drżące dłonie by schować w nich twarz, a najlepiej przy okazji odciąć się od okropnych zapaszków. – Proszę, chodźmy stąd i nigdy nikomu o tym nie wspominajmy. – Wymamrotał żałośnie, ale był w tym momencie na siłach na nic lepszego. Szczerze mówiąc nie zwracał nawet uwagi na brzmienie swojego głosu. Wstał pospiesznie z łóżka szpitalnego i, ignorując bałagan jaki zostawili, złapał dziewczynę za nadgarstek, ciągnąc ją w kierunku wyjścia, a potem najbliższej łazienki, nie przejmując się nawet za bardzo tym czy zaoponuje. Mógł oczywiście wyciągnąć różdżkę i usunąć dowody zbrodni jednym, szybkim zaklęciem, niemniej uznał, że nie mają na to czasu. Musieli wydostać się stamtąd jak najszybciej, zanim pielęgniarka się zorientuje i odbierze im obojgu punkty, albo co gorsza wlepi szlaban. Figor skrzywił się sam do siebie kwaśno. Szkoda, że się nie zorientowała ZANIM się skompromitował, albo najlepiej jeszcze wcześniej, zanim dziewczyna próbowała zrobić z niego króliczka doświadczalnego.

//zt x2
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   11.12.15 8:58

Korytarz za korytarzem. Schody za schodami.
Nie wiem ile normalnie zajęłoby mi przejście z pokoju wspólnego do skrzydła szpitalnego, ale teraz ta droga wydaje mi się długa. Korytarze się ciągną, a schody wydłużają. Może łatwiej byłoby gdybym wyczarował nosze albo użył innego zaklęcia, ale tylko zmarnowałbym czas. Tak było lepiej, a przynajmniej miałem taką nadzieję. Szybciej. A może tylko tak mi się wydawało? Minąłem niewiele osób i nie wiem czy to dobrze, czy źle. Nie jestem w stanie o tym myśleć, bo jedyne co kołata mi w głowie, że to moja wina. Dlatego kiedy przekraczam w końcu próg skrzydła szpitalnego na pytanie pielęgniarki, mam tylko jedną odpowiedź:
- To ja mu to zrobiłem.
Nic więcej nie mówię, nie wiem co mógłbym dodać. To jest dla mnie najistotniejsza informacja, nie to w jaki sposób do tego doszło. Słyszę pytanie jakie zadaje mi pielęgniarka, ale nie odpowiadam. Nie dlatego, że nie chcę po prostu wciąż mówiłbym to samo. Powtarzanie jednego zdania nie zmieni niczego. Próbowałem już kiedyś. Miesiącami i nic z tego nie wyszło, więc teraz tym bardziej niczego to nie zmieni.
Położyłem go na łóżku i odsunąłem się pod samą ścianę. Plecami przywarłem do niej i teraz doszło do mnie, że nie mam na sobie koszulki. Schylam głowę, aby się w tym upewnić i widzę na klatce piersiowej rozmazaną krew. Mało przyjemny widok, ale jeszcze gorsze jest to, że doskonale wszystko pamiętam. Mokrą koszulkę rzuciłem, później suchej szukałem, a przynajmniej robiłem takie wrażenie. Przyszedł czas na moje, nikomu niepotrzebne, wyznanie, a później nie zdążyłem mu pomóc.
Serce wali mi mocno, chcę wiedzieć co z nim, ale nie pytam. Czekam aż pielęgniarka zrobi swoje. Nie pasuje tutaj, nie ze swoją połowiczną nagością, nie z tym, że tak naprawdę kiedy Felix się obudzi będę ostatnią osobą, którą będzie chciał zobaczyć. Jestem tutaj zbędny, ale nie potrafię się zmusić do wyjścia. Ale i tak tkwię pod ścianą w jakiejś idiotycznej nadziei. Obiecuję sobie, że pielęgniarka powie tylko, że będzie z nim wszystko w porządku i idę. Wrócę do dormitorium albo nie. Lepiej nie. Na chwilę wejdę, ubiorę się i później poszukam innego miejsca. Gdzieś, gdzie mnie nikt nie znajdzie. Najlepiej żebym mógł posiedzieć długo w samotności, z papierosami, wyrzutami sumienia i złamanym sercem.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   11.12.15 14:52

Siedział z książką w pokoju wspólnym, dzisiaj jakoś łatwiej było mu się skupić, więc chciał ten czas przeznaczyć na naukę, którą ostatnio mocno zaniedbywał. Co dziwniejsze nie miał z tego powodu żadnych wyrzutów. Zawsze skupiał się na nauce, bo nic innego mu nie pozostawało, a teraz to samo przyszło. Felix pojawił się nagle i nie było w tym nic złego. Nie mogło być. Nie w chwilach kiedy byli razem i nie ważne czy wymykali się ze szkoły, czy zamieniali kilka słów na szkolnym korytarzu. Starał się przez ostatni czas rozeznać czy jest jakieś miejsce w zamku w którym mogliby razem, przez nikogo niezauważeni spędzić noc. Trochę ciężko było się czegoś dowiedzieć, jeżeli nie mówił wprost o co chodzi. Później usłyszał od kolegi z roku o pokoju życzeń, ale szybko zostało wszystko rozwiane. Został zniszczony podczas wojny, a Serpens czuł, że nadal stoi w tym samym miejscu. Chciał, żeby to miejsce było wyjątkowe, żeby wszystko było wtedy właśnie takie. Nie oznaczało to jednak, że przestał szukać. Liczył też na Felixa, ale wolał samemu coś takiego znaleźć.
Przekręcał kolejną stronę kiedy kolejna osoba wpadła do pokoju wspólnego i zdała relację z tego co widziała na korytarzu. Normalnie nie zwróciłby na to uwagi, ale kiedy pały dwa nazwiska, a jedno z nich było mu dobrze znane poczuł uścisk w okolicy żołądka. Wbijał spojrzenie w książkę, jakby to miało mu pomóc w przetrawieniu tego co usłyszał. Liczył na to, że zaraz dowie się czegoś więcej, ale skończyło się na tym, że ktoś niósł nieprzytomnego Lockwooda najpewniej do pielęgniarki, a później posypały się teorie o tym co mogło się stać. Tego nie potrzebował słuchać.
Początkowo szedł szybko korytarzem nie zważając na to, że plączą mu się nogi. Później zaczął biec, co musiało wyglądać komicznie. Kulał nie od dziś, jedna noga nie była w pełni sprawna, ale dopiero kiedy zaczynał szybciej się poruszać widać było z daleka, że coś z nim jest nie tak. W połowie drogi miał dość, ale nie zatrzymał się, ani na chwilę. Dobrze, że nie miał do pokonania więcej pięter, więc szybko znalazł się pod drzwiami. Z dużym impetem wpadł do środka, dyszał ciężko, a ból w nodze nie zelżał kiedy w końcu stanął w miejscu.
- Co się stało? - spytał jedynie, bo gdzieś nadal czaiło się to, że ktoś mógł coś przekręcić. Źle powiedzieć, skłamać albo to co widział było zupełnie czymś innym. Tak nie było. Pielęgniarka stała przy łóżku na którym leżał Felix, a gdzieś z boku stał… On. Nie zapamiętał nazwiska które padło w pokoju wspólnym. Nie kojarzył, aby byli na jednym roku, ale to było mało ważne - Jakoś pomóc?
Nie mógł stać bezczynnie, nie myślał też o tym, że więcej będzie przeszkadzać. Złapał Felixa za rękę, jakby to miało największą moc w tej chwili. Trzymał ją kurczowo zamkniętą między swoimi dłońmi, nie rozumiejąc nic. Ani dlaczego jego chłopak leżał nieprzytomny w skrzydle szpitalnym, ani dlaczego drugi chłopak stał pod ścianą bez koszulki - Co z nim? - pytanie skierował do pielęgniarki, a kiedy ta tylko przegoniła go ruchem ręki niechętnie odsunął się i zajął miejsce obok Boyda.
- Jak? - nie miał pojęcia co się stał, a stojący pod ścianą Gryfon był jedyną możliwością, aby w tym momencie się czegoś dowiedzieć - Dlaczego jesteś bez koszulki? Dlaczego Felix leży nieprzytomny? Jak to się stało? Pomogłeś mu, to dobrze. Ale co się wcześniej wydarzyło? To jego krew? Dlaczego masz na sobie jego krew? - pytania cisnęły mu się na usta, nie robił między nimi żadnej przerwy. Nie dlatego, że nie chciał znać odpowiedzi. Po prostu był zdenerwowany, zdezorientowany i na tą chwilę czuł się bezużyteczny. Bo chciał jakoś pomóc, zrobić cokolwiek, a został ruchem ręki przegoniony. Jedyne co mu zostało to zasypywanie Boyda pytaniami.
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   12.12.15 17:22

Chcę się wtopić w ścianę. Stać się jej koloru, a później niezauważony stąd wyjść. Zrobiłem już i tak za dużo, a stanie tutaj jest dla mnie torturą. Myślę, że już gorzej być nie może. To wszystko co się stała jest już i tak ponad moją wytrzymałość. Ręce mi drżą, a serce przy każdym uderzeniu zdaje się chce opuścić moją klatkę piersiową. Zamykam oczy i mocniej plecami napieram na ścianę, dłonie zaciskam na spodniach, bo nic innego mi nie zostało.
Jedną słuszną decyzję mogę podjąć. Wychodzę.
To nie jest ucieczka. Z Felixem porozmawiam później, o ile będzie chciał. Może wyślę mu długi list. W tej chwili nie mogę zostać. Odrywam plecy od ściany i robię krok w kierunku wyjścia, ale zaraz się zatrzymuję nagle. Tego obawiałem się najbardziej, że ktoś tutaj przyjdzie. Bo plotki najważniejsze, a każdy pretekst jest dobry, aby zajrzeć do skrzydła szpitalnego. Gdybym już wtedy wiedział jak mocno się mylę.
Patrzę na intruza. To blondyn. Ten wysoki Krukon, który rzuca się w oczy na korytarzu. Ten, który ostatnio jakoś częściej pojawiał się na siódmym piętrze. Elementy same wskakują na odpowiednie miejsca, a mi coraz gorzej przychodzi przełknięcie śliny. Zamykam oczy i głupio proszę o to, żeby wpadł tutaj, aby powiedzieć pielęgniarce, że jest gdzieś potrzebna. Kiedy otwieram je za chwilę już trzyma rękę Felixa i pochyla się nad nim, a ja powoli się wycofuję. To najodpowiedniejszy moment. Szczególnie, że nie chcę na to patrzeć. Jestem już krok bliżej wyjścia, dwa i trzy. Brawo za to, że udaje mi się pokonać tak niewielki dystans w tak krótkim czasie. Odwracam wzrok, bo już nie wiem co mocniej boli. Widok nieprzytomnego Felixa czy widok Krukona pochylonego nad nim.
Więc czwarty krok.
Pomaga to, że nie patrzę w tamtym kierunku, ale zaraz czuję czyjąś obecność zbyt blisko. Chcę udawać, że nic nie słyszę. Kręcę początkowo głową, ale to żadna odpowiedź, jedynie chcę się go pozbyć. Zmusić do tego, aby się zamknął. Żeby nic do mnie nie mówił.
- To… - nie wiem od czego zacząć. Co powiedzieć najpierw, bo nawet w mojej głowie prawda miesza się z fikcją - To moja wina. To przeze mnie - powtarzam to co powiedziałem wcześniej pielęgniarce. Na nic więcej mnie nie stać. Uciekam wzrokiem od niego, uciekam całym sobą. Wycofuję się. Krok za krokiem, bo to jedyne na co mnie teraz stać.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   12.12.15 19:56

Pod ścianą wcale nie było mu łatwiej. Kiedy trzymał dłoń Felixa, miał poczucie, że jest choć trochę tutaj potrzebny, a tak… Patrzył na swojego Gryfona próbując zrozumieć coś co zupełnie nie było oczywiste. Miał zbyt wiele pytań do pielęgniarki i do Boyda, ale każde milczało co tylko powodowało, że denerwował się tym coraz mocniej. Wbił spojrzenie w Sheparda jakby to miało pomóc w czymkolwiek, zmusić go do mówienia. Niestety nie pomagało i nic nie było takie jak powinno.
Miał spędzić chwilę z książką, później spotkać się w bibliotece z jedną osobą, a na koniec dnia odnaleźć Felixa, aby powiedzieć mu słowo albo najlepiej nic nie mówić, a jedynie go pocałować. Albo złapać go zaraz po kolacji. Powiedzieć, że dzień mógłby być lepszy i wrócić do biblioteki, gdzie czekała na niego sterta książek i nauki. Tylko tyle, spokojny dzień się zapowiadał, więc tym bardziej nie rozumiał dlaczego stał bezradny w skrzydle szpitalnym. Bo tak się teraz czuł. Bezradny i niepotrzebny do niczego, bo naprawdę nie wiedział co mógłby w tej chwili zrobić, aby było lepiej.
- Co…? Co mu zrobiłeś? - o ile wcześniej miał w oczach żal, smutek, niepewność tak teraz zastąpiło to gniew. Momentalnie, jakby czaił się tuż pod skórą i czekał na odpowiedni moment. Nigdy nie był osobą, która szybko się denerwowała, której wystarczyła chwila, aby przejść w stan złości. Zazwyczaj trzeba było mocno się postarać, aby wyprowadzić go z równowagi, a Boydowi udało się to w przeciągu kilku sekund. Tylu ile potrzebował na powiedzenie tych dwóch krótkich zdań. Widząc, że chłopak się wycofywał złapał go za rękę i mocno wbił długie palce w jego nadgarstek. Nie dbał o to, że może go zaboleć, bo włożył w to dużo siły, a tą dodatkowo potęgował gniew - Jak to się stało, że Felix leży teraz nieprzytomny, a ty masz na sobie jego krew? - spytał bardzo powoli, mając nadzieję, że teraz dostanie odpowiedź. Bo te obrazy które pojawiały się w jego głowie lepiej, aby nie okazały się prawdą.
Pielęgniarka zdawała się być pochłonięta pomaganiem Felixowi, ale dla pewności pchnął Boyda w kierunku kąta sali. Zawsze mógł się pocieszać tym, że był bliżej wyjścia, ale nie miał zamiaru puścić jego ręki z żelaznego uścisku, który pogłębiał do momentu kiedy mógł to zrobić. Dodatkowo stał na drodze ucieczki i nie zamierzał posunąć się choćby o centymetr.
- Znam różne zaklęcia i nie chcesz, abym poćwiczył je na tobie - mówił cicho. Tak, że sam ledwo słyszał swoje słowa. Wcześniej nie przyznawał się do studiowania czarnomagicznych ksiąg, normalnie tego nigdy by nie zrobił, ale łapał się wszystkiego, aby Boyd zaczął mówią. Żeby na przyszłość trzymał się z daleka od nich. Od Felixa. Różdżkę wprawnie trzymał w dłoni i przejechał nią po ciele Gryfona, nie żartował. Daleko mu było do tego. Czuł się bezradnie wobec wszystkiego co miało tutaj miejsce.
Został odgoniony przez pielęgniarkę. Boyd nic nie mówił i teraz nie wiedział czy to dobrze, czy źle. Może gdyby wiedział wcześniej jaka relacja łączyła Gryfonów byłoby mu teraz odrobinę prościej. Zamiast tego miał mętlik w głowie, rosnący z każdą chwilą kiedy nie padała żadna konkretna odpowiedź - Nie masz oporów przed tym, aby mu to zrobić, a później milczysz jak zaklęty. Gryfoni i ich przeklęta odwaga. Ja nie rzucam słów na wiatr.
Teraz i tak nic nie zrobi. Nie dlatego, że bał się konsekwencji. One akurat były na dalszym planie, zupełnie gdzieś poza nim. Musiał mieć pierw pewność, że z Felixem w porządku. Chciał złapać go za rękę, spojrzeć w oczy i móc obiecać, że to się więcej nie powtórzy. Żałował, że co do tego ostatniego nigdy nie będzie mieć pewności. Nic na razie nie mógł zrobić, bo leżał on nieprzytomny.
Powrót do góry Go down
Boyd D. Shepard

avatar
Gracz


Liczba postów : 30
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   13.12.15 0:12

Nie tam miało być i nie chodzi tylko o co się dzieje tutaj, ale również o całym tym pierdolonym dniu. Od momentu kiedy znalazłem się w dormitorium i musiałem zapalić. Może gdybym odpuścił sobie tego jednego papierosa nie byłoby mnie teraz tutaj. Nie musiałbym mierzyć się spojrzeniem ze wściekłym Krukonem i patrzeć na nieprzytomnego przyjaciela. Nie wiem nawet czy nadal mogę go tak nazywać. Chyba nie, straciłem do tego prawo kiedy go pocałowałem, kiedy powiedziałem te wszystkie słowa, które doprowadziły go do tego stanu.
Chcę zapalić.
Chcę być sam.
Chcę wyrwać sobie serce, bo wtedy mniej będzie boleć.
Kolejny krok, ale to na tyle. Mój nadgarstek zostaje zamknięty w żelaznym uścisku. A ja głupi myślałem, że będę mógł w spokoju opuścić skrzydło szpitalne, aby zaszyć się w ciemnej dziurze. Próbuję wyrwać rękę, ale to na nic. Jego palce jedynie mocniej się zaciskają, a ja z każdą chwilą czuję, że w jakiś sposób nie dzieje się to tylko na moim nadgarstku. Jakby rzucił zaklęcie i jednocześnie działo się to samo na szyi, na płucach czy gdziekolwiek, bo trudniej mi złapać oddech, a słowa giną. Może gdybym spróbował otworzyć usta, aby je wypowiedzieć byłoby inaczej.
Znam odpowiedź na pytanie, ale za trudno o tym mówić. Może gdyby przede mną nie stał chłopak w którym Felix się zakochuje byłoby łatwiej. Nie ważne, że nie padło żadne imię, ale to musi być on. Jest przystojny. Może miażdżyć mój nadgarstek i pchać mnie w najdalszy kąt, ale to nie zmieni tego. Coś ma w tym uśmiechu, zagadkę, która pozostanie dla mnie nierozwiązana. Nie ważne jak mocno bym nie chciał jej poznać.
- Nie skrzywdź go jak ja - mówię jedynie, bo to łatwiejsze niż odpowiedź na pytanie. Na żebrach czuję różdżkę, ale to nijak nie pomaga w tym, abym zaczął mówić. Przez chwilę myślę, że to tylko moja wyobraźnia, ale kiedy mocniej wbija się w moją skórę dochodzi do mnie prawdziwość słów które padły - Zakochuje się w Tobie.
Nie mówię tego dla jego przyjemności. Wyczekuję chwili kiedy będę mógł uwolnić rękę, tej jednej sekundy. Nic więcej nie jest mi potrzebne. Udaje mi się wychwycić ten moment i zaraz rozcieram miejsce w którym na dłużej pozostanie mi ślad po jego palcach.
- Pocałowałem go - mówię jedynie, bo ta różdżka na żebrach jest jak obietnica. Nie wiem co kryje się pod różnymi zaklęciami, ale chce się przekonać. Dlatego prowokuję. I nie tylko. Może jakoś się z tego podźwignę? Jeżeli to co rodzi się w mojej głowie przełoży się na rzeczywistość to na pewno - Później Felix stracił równowagę. Upadł, uderzył głową o kufer stojący przy moim łóżku - nie kłamię, mówię prawdę, ale nie całą. Niemniej żadne słowo, nie jest kłamstwem - A może to nie w Tobie się zakochuje?
Kłamstwo przychodzi równie łatwo.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   30.06.16 11:35

17 czerwiec, poniedziałek o 20:27
Pamiętacie taki dzień, kiedy spiliście się w trupa i w jakimś momencie urwał sie wam film? Pewnie każdy miał taki dzień, taką noc. Budzicie się z wielkim kacem i nie macie pojęcia co się dzieje. Cóż, taki dzień miał młody Puchon. Nie wiedział do końca co się stało. Jeszcze nie teraz, wiedział tylko, że poruszał swoimi powiekami. Raziło go jakieś światło, nawet nie wiedział czy taktowne było w pokoju. Czy po prostu jego oczy robiły mu psikusa. Pierwsze co poczuł, to ból który przeszył całe jego ciało. Nie było takiej części ciała, która go nie bolała. Głowa, pulsowała. Nie mógł poruszać rękoma, w ogóle nie mógł poruszyć niczym. Wydał z siebie głośny jęk. Który miał okazywać jego ból. To nie tak, że Myrnin był jakiś słaby, to bardziej tak, że był strasznie poturbowany. Po prostu, czuł się tak jakby miał umrzeć. Teraz w tej chwili.
Leżał tak przez chwilę, starając się poukładać swoje myśli. Nie uratowałeś jej, frajerze. To była pierwsza myśl, która wleciała mu do głowy. Przypomniał sobie wszystko, a raczej tak mu się wydawało. Chciał iść na błonia, tak. Po drodze zauważył Maya, ktoś chciał ją wykorzystać, ten skurwiel. Myrnin, wpadł w amok w szał. Był zdenerwowany a jego twarz wyrażała tylko agresje. Pokazał swoją drugą twarz, dziewczynie, która nie miała prawa jej zobaczyć. Tych napadów agresji. Ale nie potrafił postąpić inaczej. Wpadł na chłopaka i zaczął się z nim bić. Tylko najgorsze było to, że przegrał. Przegrał przy niej, przegrał dla niej. Był nikim. Po prostu nikim. Chciał ją uratować, a nawet nie pamiętał czy ją uratował. Czy nic jej nie było. Ostatnie co pamięta to, to jak jego głowa uderzała go posadzkę. Ból, był od nie zapomnienia. Ale w tej chwili, nie martwił się sobą. Teraz jego myśli krążyły w oku Puchonki. Jak cię czuje, czy coś jej się stało ?!
Nie wybaczy sobie tego nigdy, jeśli jej się coś stało. Nie, tak nie mogło być. Dlaczego musiał to spotkać akurat ją. Obwiniałby się pewnie dalej, gdyby nie przeszył go następny ból, a kolejne jęknięcie wymsknęło się z jego ust. Merlinie, zabij cie mnie.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   01.07.16 10:48

Maya doskonale wiedziała, że stan Myrnina nie jest dobry. Już wtedy, w tym korytarzu, słysząc te wszystkie uderzenia, widząc kątem oka jak Ślizgon daje upust swojej wściekłości, wiedziała, że nie jest dobrze. A ona nie mogła nic zrobić, poza leżeniem na tej chłodnej kamiennej posadzce, która od teraz miała jej się kojarzyć tylko z jednym. Jednakże pomimo tej wiedzy nie poszła do niego od razu. Wiedziała, że w tej chwili zachowywała się jak najgorsza przyjaciółka świata, a jednak nawet to nie było wstanie zmusić jej, by spojrzeć chłopakowi w oczy. Wstydziła się, bała. Bała, że będzie ją o wszystko obwiniał. To była jej wina, ale usłyszenie tego od niego zabiłoby jej wrażliwe serduszko. Dlatego odpuściła i zamiast tego udała się do nauczycielki eliksirów, z którą odbyła krótką rozmowę. Co ona wniosła? Niewiele. Nadal czuła pustkę.
Tak minęło kilka godzin. Godzin, które spędziła w jednej z zakurzonych sal nie przejmując się wcale, że jej ubranie będzie brudne. Jakie to miało znaczenie? Żadne. Czas płynął, a ona coraz bardziej skupiała swoje myśli na Myrninie. Jak się czuł? Czy wszystko było w porządku? Czy pielęgniarka zdoła mu pomóc? Nie umiejąc odpowiedzieć na te wszystkie pytania postanowiła pójść. Pomimo strachu ogarniającego jej ciało wyszła z pomieszczenia, uważnie rozglądając się, czy nie ma w pobliżu nikogo niepowołanego i udała się do skrzydła. Liczyła, że pomimo późnej pory uda jej się chociażby go odwiedzić. W duch modliła się, aby spał. Tak bardzo chciała, by faktycznie tak było.
Nie zauważając nigdzie pielęgniarki wolno skierowała się do łóżka, na którym potencjalnie mógł leżeć. Serce biło jej coraz mocniej, już sama nie wiedziała z jakiego powodu. Z własnego wstydu czy obawy przed tym, w jakim stanie go zobaczy. Krok za krokiem zbliżała się do niego. I nagle usłyszała cichy jęk. Zatrzymała się, zaciskając drobne dłonie w pięści. Nie. Nie mogła teraz się zatrzymać.
A gdy już znalazła się praktycznie przy nim, poczuła jak serce jej zamiera. Wyglądał gorzej niż mogłaby sobie wyobrażać. Automatycznie do oczu napłynęły jej łzy. Tak. To wszystko była jej wina.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   01.07.16 16:01

Czuł się jak mięczak i ostatni frajer. Jeszcze nigdy w życiu, nie czuł takiego ból. Ale to nie chodziło teraz o ból fizyczny, bardziej o psychiczny. Dał ponieść się emocją, nie przemyślał swoich ruchów. Szedł na walkę, nie znając przeciwnika, nie znając jego ruchów. Mógł przewidzieć to, że trafi na jakiegoś szaleńca. Ale wtedy o tym nie myślał. Myślał tylko o niej, leżącej na podłodze. Czuł się jakby jego świat się zawalił. Bo przecież, obiecał jej, że zawsze z nią będzie. Że ją będzie chronił, nie dotrzymał obietnicy. A w tych czasach, jedyne co ma i co może dać. To tylko słowo, które złamał. Nigdy sobie tego nie wybaczy, tak samo jak tamtej nocy. Wtedy też złamał swoje słowo i ja okłamał. Czy raczej, minął się z prawdą.
Zastanawiał się, jak długo tutaj leży i jak długo tutaj zostanie. I gdzie jest jego różdżka? Wiedział, że ją zgubił lub ten Ślizgon mu ją zabrał. Tak, na pewno było tam coś takiego. Chciał ruszyć ręką, poprawić się, ale nie mógł. Czy coś mu się stało z rękoma? Czy pielęgniarka, go po prostu unieruchomiła. Cóż, gdyby pamiętał, że chłopak połamał mu barki. Na pewno by się nad tym nie zastanawiał. Był pewien jednego, na pewno miał wstrząśnienie mózgu. Tyle razy ile jego głowa uderzyła o posadzkę, nie miał żadnej wątpliwości, że właśnie tak było.
Kolejny syk wyleciał z jego ust. Nagle, poczuł jakaś obecność przy swoim łóżku. Nie wiedział czy mu się zdawało, czy naprawdę tak było. Otworzył delikatnie swoje oczy, tak delikatnie aby światło go nie raziło. Więc można powiedzieć, że jego powieki tylko drgnęły. Ale to starczyło, aby zobaczyć drobną dziewczynkę przy łóżku. Nie miał wątpliwości, kim ona była. Delikatnie, otworzył swoje oczy szerzej, aby móc ją zobaczyć lepiej. Nie trwało to długo, nawet się do niej uśmiechnął. Choć, pewnie wyglądało to jak grymas. Po chwili znów zamknął oczy, tak było mu lepiej. Ciemniej, więc lepiej.
- Nic Ci nie jest ? - zapytał równie słabym głosem. Nawet nie wiedział czy to wyszeptał, czy zapytał normalnie. Odchrząknął cicho, nawet mówienie sprawiało mu problem. Ale zaraz się poprawił i zapytał drugi raz. - Nic Ci nie jest ? - wypowiedział głośniej, choć nadal słabo.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   03.07.16 2:36

Nie wiedziała co robić. Nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Stała przed jego łóżkiem i czuła się tak, jakby zaraz miała się udusić. Dławiła się własnym strachem, własnym wstydem i poczuciem winy. Winy, że naraziła swojego najlepszego przyjaciela na takie niebezpieczeństwo. Pozwoliła, by po raz kolejny musiał poświęcać się właśnie dla niej. Dla osoby, która nie umiała sama o siebie zadbać, ciągle wysługując się innymi. Ile jeszcze to miało trwać? Kiedy nauczy radzić sobie sama? Jak długo mogła wykorzystywać własnych przyjaciół? Jak długo miała trwać w poczuciu bezsilności, z którą nie miała ani siły, ani odwagi walczyć? Nie umiała odpowiedzieć na żadne z tych pytań i chyba to było w tym wszystkim najgorsze.
Postąpiła krok do przodu, by zmniejszyć dystans dzielący ją od łóżka poszkodowanego. Czemu nie podeszła całkowicie blisko? Czemu nie umiała złapać go za dłoń, przepraszając za wszystko? Była potworem. Zwykłym tchórzem. Nie chciała, by wyszarpnął rękę, to zniszczyłoby ją bardziej. Świadomość, że Myrnin ma do niej żal. Patrzyła na niego z coraz większym poczuciem winy. Kiedy otworzył oczy poczuła uścisk w sercu. Nieprzyjemny, drażniący. Stała patrząc na niego, a łzy spływały po bladych policzkach. Nie pokusiła się nawet o ich wytarcie, to nie miało znaczenia. Nic nie miało. Ten uśmiech, uśmiech, którym zawsze ją witał sprawił, że pozwoliła większej ilości łez spłynąć po twarzy. Nienawidziła siebie. Nienawidziła za to, co zrobiła chłopakowi. Widziała, że starał się zachować jak zawsze, jakby nic się nie stało. Ale ona wiedziała.
- Myrnin… ja… - Co mogła powiedzieć? Że przeprasza go za to, że musi się zawsze o nią martwić? Że nie umie o siebie zadbać, potrzebując go ciągle? – Ja… tak bardzo… cię przepraszam – zacisnęła ręce na skraju spódniczki. Tej samej, którą miała podczas całego zdarzenia. – Z-za… za wszystko – pociągnęła nosem. Co z tego, że będzie wiedział? Co z tego, że miała nie martwić go bardziej? Bardziej już się nie dało.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   03.07.16 21:06

Przecież to wszystko, to nie jej wina. To była wina tego zielonego. Ona sama nie pchała mu się pod ręce? Nie winił jej za to, to byłoby niedorzeczne. Przecież to głupie, że dziewczyna się obwiniała i to nawet bardzo. Myrnin nigdy w życiu by jej za to nie obwiniał. Nawet nie miał takiego zamiaru. On chciał ją tylko uratować, nic więcej. Liczył się z tym, że będzie poturbowany. Może nie aż tak, ale jednak. Wiedział o tym.
Cieszył się, że do niego przyszła. Przynajmniej wiedział, że dziewczynie nic nie jest. A raczej, że jakoś się trzyma. A to dawało jemu siłę. Siłę aby tutaj leżał i nie poddawał się zmęczeniu które go ogarniało. Bo nie powinien spać, jeszcze nie teraz. Ogarniał go delikatny strach, że już się nie obudzi. Ale to pewnie tylko jego chora wyobraźnia. Jego klatka unosiła się delikatnie i opadała. Ból który, przeszywał jego ciało, stał się teraz nieistotny. Jego myśli krążyły w oku Mai. Chciał tyle jej zapytać. Jak sie czuje? Czy wszystko w porządku? Czy może jej jakoś pomóc? Ale najważniejsze pytanie, to dlaczego do niego nie podeszła? Dlaczego stała tak daleko i nawet nie chciała go dotknąć? Była na niego zła? Tyle pytań, tak mało siły na zadanie ich.
Słuchał jej, ale to nie jej słowa przykuły jego uwagę. To głos, taki prawie załamujący się go przeraził. Otwarł swoje oczy i spojrzał się na dziewczynę. Mimo tego, że głowa bardziej go bolała jak miał otwarte oczy. Nie miał zamiaru ich zamykać, musiał się jej przyjrzeć. Jednak sie nie mylił, ona płakała. - M-maya. - odezwał się, tak jakby ją do siebie przywoływał. - Maya, nie płacz, proszę. - on ją niemal błagał swoim słabym głosem. - Przecież nic się nie stało. - Kłamał, ale czy miał inne wyjście? Ciągle na nią patrzał. - Proszę, przestań i podejdź. Nic mi nie będzie. - Co każde wypowiadanie słowo, jego głos był coraz cichszy i co raz bardziej się łamał. Ale nie ze swoje bólu. Bolał go widok jej. Była taka smutna, tak krucha. Chciał ją przytulić i powiedzieć że wszystko będzie dobrze, że nic się nie stało. Ale nawet nie mógł się poruszyć, co dopiero dalej. Pragnął aby do niego podeszła, aby choć mógł przejechać dłonią po jej włosach. Ale nawet to, było niemożliwe. Było mu jej tak bardzo żal.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   03.07.16 21:29

Była na siebie zła. Tak bardzo zła. I zarazem rozgoryczona. Zawsze uważała, że troszczy się o swoich przyjaciół. Chciała dla nich jak najlepiej, poświęcając niekiedy tak wiele. A jednak i to było iluzją. Prawda była, że to oni troszczyli się o nią. O kruchą, niewinną istotkę, która nie miała w sobie tyle siły, by samej stawić czoła przeciwnościom losu. Poddawała się im i gdyby nie jej przyjaciele, już prawdopodobnie dałaby się wciągnąć na tyle, że nie byłoby ratunku. Niezliczoną ilość razy chroniono ją od katastrofy. To się musiało skończyć, bezsprzecznie. Nie mogła polegać tylko na nich, zbyt bardzo ich kochała. Miała być silna, miała o siebie dbać. Ile razy mówiła, że jest dobrze, kiedy wcale nie było? Ile razy pragnęła, aby nie zadawano jej pytań, bo nie chciała nikogo bardziej martwić? Czego by nie robiła, było zwyczajnie gorzej. Myrnin cierpiał, chociaż się nie przyznawał. Wiedziała to. Nie potrzebowała jego słów, aby zorientować się w prawdzie. Przecież go znała i wiedziała, że był wstanie zrobić dla niej tak wiele. Czasami aż za bardzo.
Stała i poruszając się. Nie postąpiła kroku do przodu nadal zachowując ten męczący dystans. Marzyła o tym by podbiec, by się przytulić i przeprosić go z całych sił. Poczuć te kojące ramiona, w których czuła się bezpiecznie. Nie zrobiła nic, wpatrując się uparcie w posadzkę, co chwilę pociągając nosem.
- Myrnin ja… - powtórzyła. Nie miała jednak nic więcej do powiedzenia. A raczej nie chciała mieć. Chciała się uspokoić, odetchnąć. Być przy nim pomimo wstydu. – Nic nie rozumiesz… Stało się i… i dobrze o tym wiesz. Nie udawaj proszę. Choć raz nie udawaj, że jest dobrze. Choć raz powiedz to… co myślisz – uniosła zapłakane oczy i spojrzała na niego niemal błagalnie. Niech choć raz przyzna, że nie jest w porządku, że cierpiał. Być może wtedy i ona poczułaby się lepiej. – Nie jestem ślepa. Gdyby… gdyby nic się nie stało, nie leżałbyś tutaj. Nie wyglądałbyś tak… tak marnie. Z mojej winy – nie spuszczała z niego wzroku czując jak w jakiś dziwny sposób przepełnia ją złość. Nie chciała jej w sobie, chciała odejść i poczekać, aż ochłonie. Coś jednak trzymało ją w miejscu nie pozwalając na żaden konkretny ruch. Poza słowami.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   03.07.16 22:01

Przecież Maya troszczyła się o przyjaciół. Troszczyła się o niego. Zawsze, gdy chciał z nią spędzić czas, porozmawiać. Ona tam dla niego była, zawsze była. Bez niej, jego świat jest pusty i to nawet bardzo. Dzień bez Puchonki, był dzień straconym. Może nie poświęcała się dla niego tak, że walczyła z kimś na pięści. Przecież nie musiała,nie wymagał tego od niej. Gdyby na jej miejscu, stała inna dziewczyna. Na pewno zrobiłby to samo. Nie byłby w tym niczego dziwnego. Maya, nie powinna tak na siebie patrzeć. Takim surowym okiem. Cóż, ale taka była prawda. Myrnin zrobiłby dla niej wszystko. Była jego przyjaciółką, przecież to normalne. Poza tym, prawdopodobnie, była jego jedyną przyjaciółką. Nie ważne czy by zginął, ważne by ona była szczęśliwa. Bo wtedy i on będzie.
Bolało go to, że dziewczyna nie chciała do niego podejść. Niby nic takiego, a jednak tak wiele dla niego znaczyło. Może on też potrzebował, poczuć jej ciała, aby się lepiej poczuć? Chodzi tutaj oczywiście o przytulenie. To dałoby mu pewnie siły. Lub poczucia, że wszystko będzie w porządku. W jak najlepszym porządku. A teraz, teraz nie wiedział co miał myśleć. Czyżby trouble in the paradise ? Miejmy nadzieję, że nie. Zamknął oczy i zacisnął szczękę. Nie mógł na nią patrzeć w takim stanie i wiedzieć, że nawet nie może jej przytulić. Oddychał coraz częściej, był ciut poirytowany tą sytuacją. Czego Maya od niego oczekiwała, że powie jej że umiera z bólu? No, na pewno nie. Nie chciał jej martwić, bardziej niż jest. Znów otwarł swoje oczy i spojrzał się na nią. - Co mam ci powiedzieć? Że wszystko boli mnie w cholerę, ale najbardziej boli mnie to że płaczesz i nie mogę Ci pomóc. Że boli mnie to, że nawet nie mam jak do ciebie podejść i powiedzieć, że będzie dobrze. Tak, Maya, boli mnie taka bezsilność. - wyszeptał i zamknął swoje oczy. To wszystko było takie nie na miejscu. Nienaturalne. Podjął kolejną próbę i otwarł swoje oczy, można nawet powiedzieć, że zaszklone oczy. Nigdy nie płakał, ale to go przerastało. To że ona jest tak blisko, a on nawet nie może jej dotknąć. Pocieszyć.   - To nie twoja wina. To jego wina i moja. Mogłem to załatwić inaczej, nie musiałem się na niego rzucać. Przecież mogłem rzucić jakimś zaklęciem. To ja jestem winien, tego że tutaj leże. Przecież, sama nie pchałaś mu się w ręce, prawda ? - Mimo tego wszystkiego, nadal mówił do niej spokojnym głosem. Choć był on niemal na wyczerpaniu. Coraz bardziej jego powieki opadały, a on miał wrażenie, że zaraz polecą mu łzy. Widok Mai nie dawał mu spokoju, czemu ona nie mogła po protu nie płakać?! Czuł sie taki bezsilny, nie potrafił jej pomóc. Nie teraz, po prostu nie potrafił. Nie mógł jej przytulić, nie mógł zrobić niczego. Tylko leżał i mówił, nic więcej. Nawet trzymanie otwartych oczu sprawiało mu problem.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   11.07.16 0:12

Było jej przykro. Przykro z każdego powodu. Że jej przyjaciel tu był, że ona nie potrafiła do niego normalnie podejść, by okazać wsparcie. W jakiś sposób go odtrącała i bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Czemu nie umiała postąpić inaczej? Czemu jakieś jej wyimaginowane demony były ważniejsze niż Myrnin? Czemu nie potrafiła być tą uśmiechniętą sobą, która była na co dzień? Ile z tego wszystkiego mógł rozumieć Myrnin? I najważniejsze. Jak bardzo był na nią zły? Zły, że znowu się naraziła, zły, że niczego nie zrobiła.
I teraz również nie robiła nic. Stała i wpatrywała się w ofiarę własnych słabości. W jej osobistego rycerza i Anioła Stróża, który poświęcał się bezgranicznie, byleby tylko jej było dobrze, byleby nie ucierpiała. Poświęcanie siebie nie zawsze było najlepszym rozwiązaniem. Teraz zdecydowanie do takich nie należało, a Puchon zdawał się tego nie dostrzegać. Ona to widziała. Widziała swoją winę, widziała krzywdę, widziała porażkę i konsekwencję. I chociaż Lewis starał się za wszelką cenę wszystko zamaskować, ona wiedziała, że cierpiał. Nie musiał nic mówić, nie musiał się krzywo uśmiechać. Wszystko zdradzały innego drobne gesty oraz oczy. Pozbawione tego typowego blasku, który zawsze się pojawiał, kiedy ze sobą rozmawiali. Bez gestów, które mogły oznaczać bezgraniczną przyjaźń. Nie, te zostały zastąpione przez niepewne ruchy sprawiające ból za każdym razem. Ból, który próbowano ukryć pod maską uśmiechu. Uśmiechu, który zawsze tak uwielbiała, a który teraz w pewien sposób ja ranił.
- Tak! Właśnie to mogłeś powiedzieć. Prawdę… - powiedziała trochę głośniej niż zamierzała. Sama nie zdawała sobie sprawy, że jest zdolna do wybuchu. A tu proszę. Najwidoczniej człowiek nawet sam siebie nigdy do końca nie zna, póki coś się nie wydarzy. – Nie traktuje mnie jak jajka… Myrnin, ja widzę. Nie jestem głupia – powiedziała ciszej, spuszczając wzrok. Nie przejmowała się łzami, one już nie miały znaczenia. – Choć raz… skup się na sobie. Chociaż raz… - uniosła wzrok, by na niego spojrzeć. Spojrzeć na kogoś, kto był jej najbliższym przyjacielem, a komu nie umiała pomóc. Czy potrafiła uczynić to kiedykolwiek? – To, że będziesz… poświęcał siebie za każdym razem nie sprawi, że ja… że poczuję się lepiej. To tak nie działa – dziwnym trafem nie umiała przestać mówić. Zabawne, że najwięcej miała do powiedzenia wtedy, kiedy silne emocje brały nad nią górę.
- Co będzie dobrze? Nic nie będzie i doskonale o tym wiesz. Takie słowa… już nie pomogą. Niczego nie rozumiesz? Przebywanie ze mną właśnie tak się kończy. Twoją krzywdą! A ty zamiast skupić się na sobie, dajesz się ponieść! To boli, tak cholernie boli. Nie chcę tego Myrnin. Nie chcę za każdym razem patrzeć na ciebie w takim stanie, ilekroć idziesz mi z pomocą. To… musi się skończyć. Raz na zawsze. Przebywanie ze mną ci szkodzi. Szkodzi bardziej niż myślisz. Ty… musisz się od tego uwolnić, uwolnić ode mnie – mówiła trochę głośniej, mówiła tak gwałtownie, tym samym cofając się o kilka kroków. – To jest moja wina. To ja nie umiem się bronić, a nie ty. To ja jestem bezużyteczna, nie ty. To koniecznie musi się skończyć. Raz na zawsze. Myrnin... przykro mi. Ale tak… będzie najlepiej dla ciebie – otarła łzy, które wcale nie zmniejszyły swojej siły i płynęły bezkarnie pozostawiając ślady na policzkach. – Chcę, żebyś był szczęśliwy. Chcę… byś miał normalne życie. Nie możesz wiecznie patrzeć tylko na mnie – dodała jeszcze ze smutkiem. Było jej przykro, ale czuła, że powinna tak postąpić. Uwolnić Myrnina, który trwał przy niej jako najwspanialszy przyjaciel. Póki będzie obok nigdy nie zazna prawdziwego szczęścia, nigdy nie będzie bezpieczny. Tyle mogła dla niego zrobić. Właśnie tak będzie go chronić. Trzymając z dala od siebie. Spojrzała na niego raz jeszcze, zaciskając dłonie. Zaraz jednak odwróciła się plecami i wyszła, zostawiając go samego.

z/t
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   11.07.16 19:43

Jemu też było przykro z tego powodu, że dziewczyna nie potrafiła do niego podejść. Przytulić się i że nie potrafiła mu powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Bo to ona powinna go teraz pocieszyć, prawda? A nie on jej. Ale to nie chodziło teraz o to, Maya była dziwna. Inna jakby zraniona. Może zachowywała się tak tylko dlatego, że była w szoku? Chciał do niej krzyknąć, że ma tutaj podejść, że ma się do niego przytulić. Przecież nie mogła tak stać, to raniło bardziej niż wszystko. Nie wiedział co się z nią działo, ale miał nadzieje, że to zły sen. Chciał jej tłumaczyć, że to nie była jej wina, że nie jest na nią zły. Ale na razie nie potrafił nic powiedzieć, żadne słowo nie chciało wyjść z jego ust. Głos mu się łamał, a ta chwila w której milczeli, była niezręczna i długa.
Nagle ciszę przerwał głos dziewczyny. Oczywiście, słuchał jej i ciągle się na nią patrzył. Czy ona właśnie podniosła głos? Nie potrafił uwierzyć, że ona podniosła na niego głos. To było dziwne, był tak szokowany, że aż zamilkł. Chciał cos powiedzieć, otwierał usta ale dziewczyna nie przestawała mówić. Widział jak źle jej jest, a nie mógł nic z tym zrobić. Nie mógł jej przytulić, nie mógł zrobić nic. To bardzo łamało jego serce.
Zacisnął swoją szczękę, teraz to jemu poleciały łzy. Czy ona właśnie go od siebie odepchnęła? Każde jej słowo rozrywało jego serce na drobne kawałeczki. Czy ona mówiła poważnie? Zamknął swoje oczy i pozwolił dziewczynie ranić siebie do końca. Przebijała go jak sztylet. Był w szoku, nie wiedział co ma robić. Nawet nie mógł sie poruszyć, nie mógł jej zatrzymać, nie miał jak. - Maya, przestań! - warknął i spojrzał się na nią ze łzami w oczach. Musiała przestać, ale ona nie przestawała. Nadal do niego mówiła, nadal go zabijała każdym słowem. Czyli to już koniec? Koniec ich przyjaźni, koniec wszystkiego. Przecież, on była dla niego ważna, najważniejsza. Nie mogła go zostawić, bez niej był nikim, po prostu nikim. Ona nie była bezużyteczna, ona była mu potrzebna. Przecież dzięki niej w jego oczach jest radość. Dlaczego tak myślała ? Chciał coś powiedzieć, lecz dziewczyna już wyszła. Na zawsze opuściła jego życie.. Nie! On na to nie pozwoli, na pewno nie..

Z/t dla wątku z Mają, ale zaraz zacznie się następny. Więc, Myrnin nadal tutaj zostaje, tak xd

18 czerwiec, wtorek po lekcjach.

Lewis, nadal nie mógł wyjść z szoku po wczorajszych zdarzeniach. Nie wiedział jak długo spał, ale na pewno nie spał spokojnie. Budził się co chwile i zastanawiał sie nad tym, czy to co wczoraj się stało było naprawdę. Nie mógł w to uwierzyć, po prostu nie potrafił. To było nie realne, przecież tak nie mogło być. Maya nie mogła go zostawić na lodzie, bez niczego. Musiał ją odzyskać, bez niej jego życie nie będzie już takie same. Jedyny plus dzisiejszego dnia, jest taki, że chłopak jako tako mógł sie jeszcze poruszać, tak chociaż to. Możliwe, że w niedziele stąd wyjdzie. A co z tym idzie? To, że w piątek nie będzie mógł zagrać meczu, miał nadzieje, że jego drużyna sobie poradzi. Przecież, nie mieli innego wyjścia. Musieli sobie poradzić.
Myrnin leżąc na szpitalnym łóżku, ciągle patrzał w stronę drzwi, tak jakby na kogoś czekał. Bo przecież czekał, na nią. Miał nadzieje, że dziś przyjdzie, że przeprosi go za to co się stało. Ale nie sądził, że dziewczyna tutaj przyjdzie. Może chociaż Philemon? Może on o nim nie zapomni, może go odwiedzi. Tak, byłoby dobrze. Może on mu powie czy wszystko jest ok z nią. Musiał to wiedzieć, inaczej nie przeżyje. Mógłby napisał list do Philemona, ale niestety jeszcze nie był w stanie.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   22.07.16 3:02

Świadomość, że Myrnin nie będzie brał udziału w kolejnym meczu, była co najmniej nieprzyjemna. Briggs nie miał ochoty grać bez tak dobrego przeciwnika, a czasem nawet kompana z drużyny, w końcu różnie to bywało z tymi stronami! Jednakże, Lewis był osobą bardzo pożądaną na boisku, w końcu brak tak kolorowej czupryny, latającej między pętlami, było widokiem mało zadowalającym. Dlatego też z ogromnym uśmiechem i jedną paczką fasolek wszystkich smaków, szedł w stronę Skrzydła Szpitalnego. W prawdzie chłopaczyna nie myślał nad rozterkami, które krajały serce Myrnina, bo przecież Maya była jakoś tam osowiała, ale jej osowiałość objawiała się chyba na każdym kroku, w końcu to taka cicha myszka, że aż czasem dziewczyna zaraża Philemona tym brakiem słów...
W każdym razie, zawsze najlepszym pocieszeniem jest jedzenie, dlatego druga paczka fasolek była w pogotowiu, mianowicie, w drugiej kieszeni od szaty. Akuratnie te dwie rzeczy były prawdziwym zbawieniem, bowiem chłopaczyna mieścił tyle w tych kieszeniach, że nawet twórcy ogrodniczek mogliby się powstydzić!
- Witaj, drugi, najlepszy zawodniku Quidditcha! - ryknął już na wejściu, dopiero po chwili rozglądając się po reszcie chorych, ale że nie było ich praktycznie w ogóle, poza barwnym kumplem Briggsa, mógł raźnym krokiem wejść i nawet nie bać się pielęgniarki, która z pewnością by go zganiła, w sposób nader nieprzyjemny. - Powiem Ci szczerze, że nawet sam bym nie grał, czując solidarność z takim graczem, jak Ty... Ale, że teraz są wyrównane szansę, muszę jakoś popsuć szyki i poprowadzić przeciwną drużynę do zwycięstwa, tak! - powiedział szybko, jak jakiś zapaleniec, którym częściowo był, chociaż hodowla roślin nadal sprawia mu zbyt wiele frajdy, żeby zostawić to dla Quidditcha. Bujajac tak w obłokach, nawet nie zauważył, że stoi przy nogach Myrnina i patrzy się gdzieś w dal, tak majestatycznie, a co! W końcu mężczyźni znani są ze swoich miłostek do sportów!
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   27.07.16 19:08

Czy on na prawdę był, aż tak pożądany przez drużyny? Nie sądził. Oczywiście, miał wrażenie, że był dobry. Bo nie oszukujmy się, statystyki nie kłamią. Ale nie wywyższał się z tego względu. On po prostu uwielbiał tę grę. Kto wie, może nawet wiązał z tym swoją przyszłość. Ale jak na razie nie myślał o tym. Choć kto wie. Na razie uważał, że jest za młody aby o tym myśleć. Pierw musiał sie wyszaleć jak to facet. A jeśli chodzi o Mayę i jego rozterki sercowe. Cóż, w tej chwili były wielkie. Może nawet największe. To dopiero dzień jak nie widział Mai, a już wiedział, że cały tydzień jej nie zobaczy. Że nie odwiedzi go, bo przecież już nie chciała go znać. Straszne, to było dla niego na prawdę straszne. Oczywiście nie miał zamiaru nad tym płakać (przy kimś), ale i tak było mu przykro i to bardzo. To tak jakby stracił kogoś z rodziny.
Spojrzał się na Phila który wszedł do Skrzydła. Uśmiechnął się delikatnie do niego. - Witaj. Jeśli ja jestem drugi a ty trzeci to kto jest pierwszy?- Chciał zażartować, ale pewnie mu się to nie udało. Nie w tej chwili. Nie miał do tego głowy, chociaż nie chciał pokazywać mu jak się tak naprawdę czuje. Podciągnął sie na łokciach i usiadł. A raczej pół leżał, pół siedział. - Mam nadzieje, że chociaż raz uda wam sie wygrać.- uśmiechnął się do niego. To nie miało być wredne, tylko takie normalne. Chciał życzyć mu powodzenia, po prostu zrobił to tak bardziej okrężnie.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   28.07.16 14:57

Naturalnie Myrnin, jak przystało na porządnego ucznia z domu Borsuka, był skromny, przynajmniej tak słyszał Briggs, bo samemu jakoś ciężko mu było stwierdzić, o co też chodzi z tym domem, który praktycznie uważał za swój. Nie dość, że miał tam masę znajomych i przyjaciół, to jeszcze oddawał wszystkie te ideały co oni, tylko nie miał takiego zacięcia do pracy, ale to przecież nie jest tak istotne, prawda? Jasne, że nie!
- Naprawdę ranisz moje uczucia, przecież wiadomo, że jestem najlepszy... - stwierdził przeciągle, jakby samemu nie potrafiąc uwierzyć w to co mówi. - Dobra, jesteśmy na równi na pierwszym miejscu, może być? - zaproponował z uśmiechem, nawet nie zauważając, że Lewis jakby stracił swój wcześniejszy entuzjazm. W prawdzie Philemon nie wiedział, co też się dzieje w relacji między dwójką jego przyjaciół, bo przecież zarówno Maya i Myrnin byli uważani przez niego za praktycznie lepszych znajomych ze szkoły! Niestety Philemon miał wielu znajomych i lekkim niedopowiedzeniem byłoby, gdyby napisać, że każdego z nich lubił mniej lub bardziej, wszyscy byli na tym samym poziomie, no może poza Alexem, który był dla niego, jak bliźniak. - Jasne, że nam się uda, przecież nie będziesz grał! Ale przyniosłem coś wspaniałego na pocieszenie. - powiedział ze szczeniackim uśmiechem, wyciągając z kieszeni paczkę fasolek wszystkich smaków, natomiast drugą zostawiając w pogotowiu, w końcu jedzenie lekarstwem na wszystko. Chociaż gdyby tak się dobrze zastanowić, to Briggs preferował piękne storczyki, niż jedzenie. - Może jakaś tradycyjna gra? - zaproponował luźno, mając na myśli grę w prawdę i fałsz.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   10.08.16 19:14

Cóż, Myrnin zawsze uważał siebie, za prostego człowieka. Nie był jakiś skomplikowany.  Białe te białe, a czarne to czarne. Jest poukładany, tak został wychowany. Nic już tego nie zmieni. Nie widział siebie w innym domu, na prawdę. Żółty był jego i był z tego dumny. Dumnie nosił szaty.
Uniósł brew ku górze. Oczywiście, że nie uważał się za najlepszego. Po prostu lubił się z nim przekomarzać. -Pasuje mi to.- odparł spokojnie. Nie miał zamiaru się mu żalić. Po prostu potrzebował odskoczni, oczywiście miał dużo na swojej głowie. Ostatnio nawet zauważył, że większość swojego czasu spędzał właśnie z nią. Czy to nie było dziwne, że ciągle gadał albo kręcił sie woku Mai? Czyżby jego niewinne zauroczenie, przeistaczało się w obsesję? Prawdopodobnie tak. Lewis powinien zacząć sie bać samego siebie. Lub ktoś powinien mu powiedzieć, że ma się ogarnąć. Czyżby zaczynał widzieć plusy tego ich "rozstania"? Nie, ależ skąd! Nigdy nie będzie widział w tym samych plusów. To był jeden wielki minus.- Dziękuje, w sumie. To nawet miłe.- zaplątał się w swojej wypowiedzi biedny Lewis.Bo w sumie było to nawet nie jaki komplement. Zerknął na fasolki i uśmiechnął się. Bo to nie lubił fasolek?! W sumie, zależy na jaką trafisz.. - Tradycyjna gra?- zapytał z delikatnym uśmiechem. - Zazwyczaj grałem w prawdę i wyzwanie. Ale cóż, w tej chwili nie jestem zdolny aby zrobić jakiekolwiek wyzwanie.- pokręcił głową i spojrzał się na siebie. W sumie mógł sie ruszać. A raczej mógł poruszać swoimi kończynami, na tyle aby delikatnie się poprawić. Nic więcej, bo wtedy odczuwał nie mały ból. A nie miał zamiaru tutaj jęczeć. Nie pomyślał w tej chwili o grze prawda i fałsz. Jakoś nie wpadł na to.. A to dziwne.


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: