Share | 
 
Opuszczona klasa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Opuszczona klasa   28.09.15 3:37

Opuszczona klasa
W tej sali od dawna nie prowadzono żadnych zajęć. Ławki zebrano pod ścianą i postawiono jedną na drugą, krzesła leżały porozrzucane z tyłu, jedno na drugim, a ich nogi połączone były siatką pajęczyn. Ciężko powiedzieć, od jak dawna nikt tu nie wchodził, a jeśli ty się odważysz, lepiej uważaj - nigdy nie wiadomo, co może się stać.

Rzuć kostką:
1 - ledwo wchodzisz do sali, a gdzieś spod sufitu wylatuje nietoperz i drapie cię po twarzy; przez trzy najbliższe wątki musisz wspominać o szramie na policzku.
2 - nic się nie dzieje.
3 - po wejściu wgłąb sali, kamienna płyta pod twoją stopą zapada się i tymczasowo utykasz w powstałej dziurze.
4 - kiedy podchodzisz do biurka stojącego w rogu i otwierasz jedną z szuflad, odkrywasz, że ktoś zostawił tam trzy sykle - są twoje!
5 - obudzony przez hasał, spomiędzy krzeseł wybiega wielki, spasiony szczur  i biegnie w twoją stronę.
6 - nic się nie dzieje.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.11.15 1:19

Nie musiał wiedzieć czy chłopak umie rysować. Wystarczyło mu tych parę strzępków informacji które dostał, aby chcieć się oddać w jego ręce. Pozwolić mu, zatrzymać ten kawałek historii, który będzie chciał opowiedzieć.
- To kiedyś będzie szybsze niż myślisz - skoro Gryfon już na to przystał nie zamierzał odkładać tego na daleką przyszłość. Na jutro, może przyszły tydzień, ale dłużej nie chciał czekać. Najchętniej już teraz by to zrobił, ale to nie był odpowiedni dzień. Nie Halloween.
Szedł pół kroku za nim, nie wiedząc dokąd zmierzają. Szkoła nadal była dla niego plątaniną korytarzy, które według zmieniały położenie jak tylko chciały. Na pytanie nie odpowiedział. Jedynie skinął głową, wiedząc, że właśnie w ten sposób łatwo można na siebie sprowadzić kłopoty. Trudno. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Do opuszczonej klasy wszedł pierwszy i zaraz się skrzywił, bo to dokąd został przyprowadzony pozostawiało wiele do życzenia. Kurz unoszący się drobinkami w powietrzu i wszechobecne pajęczyny bardziej wpasowywały się w klimat Halloween niż wystrój reszty szkoły w dniu dzisiejszym.
- Uroczo - skomentował to krótko i ruszył z miejsca zaraz przy drzwiach. Nie będzie tutaj stał bez końca, jednocześnie poklepał się po kieszeniach i wyciągnął z nich paczkę. Rzucił ją Gryfonowi, a sam podszedł do parapetu i usiadł na nim plecami obierając się o kawałek ściany, bokiem do szyby, aby móc spokojnie wyjrzeć przez okno. Chociaż jak reszta klasy było niemiłosiernie brudne i ledwo co było za nim widać - Lepiej? Jak już wiesz, że nie masz papierosów zawsze wtedy m u s i s z zapalić. Chociaż to moje pytanie cię wybiło.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.11.15 1:53

Kiedy zacznie się zastanawiać, czemu Krukon tak bardzo chce być narysowany, może dojdzie do jakichś wniosków. Może zacznie podejrzewać go o tajemnice i plany, o których do tej pory nic nie wspomniał. Może przypomni sobie, że kiedyś lubił przedstawiać na papierze czy płótnie najgłębiej skrywane sekrety innych, nie będąc wtedy ich znajomym ze szkoły, a pośrednikiem między nimi a ich własnymi demonami. Wychodziło mu całkiem nieźle, więc może teraz też się uda. Ale jeszcze się nad tym nie zastanawiał.
- Szybsze, niż myślę? Grozisz mi czy obiecujesz? - jakkolwiek ten żart był mocno wymuszony, był jednak żartem, a to już wiele. Tego wieczoru niełatwo było o uśmiech na jego twarzy czy chociaż jedną myśl niezwiązaną z tymi najgorszymi momentami, od których minęło raptem kilka miesięcy, a Krukonowi udało się skłonić go do żartu. Sukces i Felix nie miał bladego pojęcia, jakie było jego źródło.
Wiedział, że wiele sal wyglądało koszmarnie. Te odbudowane prezentowały się całkiem przyzwoicie, ale te, których odtworzyć się nie dało albo nie ucierpiały jakoś szczególnie w bitwie, teraz przypominały pobojowisko. Tylko kto by się przejmował tym, że samo wejście do środka oznaczać będzie oblepieniem kurzu? Że w środku może czaić się magia, czekająca na uwolnienie od trzech lat - albo przynajmniej wygłodniałe szczury? Na pewno nie Gryfon, dla którego w tej chwili liczyło się wyłącznie to, że nikt tu nie wejdzie, nikt nie wpadnie na to, żeby ich tu szukać.
Ledwo przekroczył próg, kiedy poczuł, że coś go atakuje. W alternatywnej rzeczywistości zakląłby siarczyście, ale w tej jedynie zacisnął pięści ze złości. Dokładnie tego mu brakowało, kolejnego bólu, śladów i ataków. Fantastycznie.
Omiótł nietoperza wściekłym spojrzeniem i wyciągnął w jego stronę różdżkę. Nie zdążył rzucić zaklęcia, kiedy zwierzę wyleciało na korytarz. Zatrzasnął za nim drzwi i obrócił się w stronę chłopaka w idealnym momencie, by złapać nadlatującą paczkę. Wyciągnął jednego papierosa i wsunął do ust, resztę odkładając na biurko. Odpalił końcem różdżki i zaciągnął się głęboko. Tego potrzebował. Najlepiej w ilości hurtowej. I najlepiej jako dodatek do innych umilaczy wieczoru.
- Rzadko palę. Jeszcze pół roku temu zarzekałem się, że w życiu tego nie ruszę. A teraz... Cóż. Tak wyszło - stwierdził, nie komentując sugestii, że zdenerwował się przez Krukona. To by oznaczało, że zaistnieje ryzyko kolejnych pytań, postanowień nieznoszących sprzeciwu, przez które powie dwa słowa za dużo z historii, o której nie chciał mówić nic. - Ale na to, że poza fajkami masz jeszcze co najmniej piersiówkę, już nie mam co liczyć? - spytał od niechcenia, kolejny raz wciągając dym głęboko w płuca.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.11.15 8:28

Serpensowi zrodził się w głowie pomysł, być może dziwny, ale nad tym się nie zastanawiał. Nie roztrząsał tego, bo cokolwiek by się nie stało i tak z niego nie zrezygnuje. Gdyby nie to, że to Gryfon odpowiedział na jego pytanie w izbie być może nigdy by się nie narodził, ale kiedy już był nie mógł tego tak zostawić.
- Sam się o tym przekonasz - powiedział trochę wymijająco, ale więcej na razie i tak nie chciał zdradzać. Zresztą nie uważał, że musiał cokolwiek mówić. Felix sam się przekona co dokładnie chodzi mu po głowie za jakiś czas. Niedługi jak przed chwilą zapowiedział.
Był chyba tak samo zaskoczony, a może nawet i mocniej kiedy nietoperz wyleciał spod sufitu. Dobrze, że trafiło na niego, bo możliwe, że teraz biegłby za zwierzęciem rzucając w niego przekleństwami i zaklęciami. Czym tylko by go dosięgnął.
- Nie jestem twoją matką, nie musisz mi się tłumaczyć - dla Serpensa nie miało znaczenia to czy Gryfon odpala jednego od drugiego czy robi to sporadycznie. Bardziej był ciekawy tego dlaczego musiał to zrobić właśnie teraz, bo to był papieros na uspokojenie. To było jasne. Wykrzywił usta w jeszcze szerszym uśmiechu, ale bardziej przypominało to teraz grymas niż cokolwiek innego - Dzisiaj jest Halloween - dzisiaj są moje urodziny. Te trzy słowa miały tłumaczyć wszystko i tak, miał piersiówkę. W taki dzień jak ten się piło. Nauczył go tego ojciec, już od rana chodził z butelką, a wieczorem leżał twarzą we własnych rzygowinach. Lucifer początkowo myślał o tym, żeby zrobić tak samo, ale uznał, że chodzenie z butelką nie będzie wygodne. Piersiówka była poręczniejsza i mniej rzucająca się w oczy, chociaż nie widział w tym nic złego, był już przecież pełnoletni, miał wystarczająco wiele cyferek oznaczających wiek, aby móc pić czy palić. Szkoda tylko, że za tym nie szła mądrość, inteligencja, ogłada czy cokolwiek czego mu brakowało.
- Grałeś kiedyś w jakąś pijacką grę? - bawił się chwilę piersiówką zanim pociągnął z niej pierwszy łyk, po którym skrzywił się, bo ciecz paliła w gardło. Niby w ten przyjemny sposób, ale przez sekundę nie panował nad twarzą. Niegrzeczne to było, pierw wypadło poczęstować swojego towarzysza, ale to Serpens. Takich rzeczy nie zauważał, a jak ktoś mu zwrócił uwagę to i tak nie wiedział o co chodzi. Nikt nie nauczył go dobrych manier, a jak znalazł się w domu u ciotki na takie lekcje było zdecydowanie za późno.
Poklepał parapet obok siebie, aby Gryfon się nie krępował i przysiadł obok. Szybko tego pożałował, bo wzbił w powietrze grubą warstwę kurzu i walczył teraz z tym żeby nie kichnąć.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.11.15 12:31

Jasne, że nie był jego matką, biorąc pod uwagę, jak niewiele jego matka miała wspólnego z magią, to nie było szans, żeby pojawiła się w okolicy. Już nie wspominając o tym, że tak właściwie nic by nie zrobiła z tym, że jej pierworodny pali - od zawsze wierzyła, że podejmuje odpowiedzialne decyzje i ufała, że on wie, co robi. Bardzo śmieszne, prawda? Może dobrze byłoby ją uprzedzić, że wcale nie jest tak różowo.
Na uspokojenie czy nie na uspokojenie... Okej, nie ma co ukrywać, wybitnie na uspokojenie. Ale zawsze można by się było wykręcić, że zdenerwował się po prostu całokształtem. Colinem na przykład. Colin byłby dobrym argumentem, rozsądnym, nie kryjącym za sobą istoty smutku, to prawda, ale przecież brzmiałoby wystarczająco wiarygodnie. Tyle że trzeba było postawić dodatkowe pytanie: czy Felix umiał kłamać, choćby w sytuacjach, w których to byłoby najlepsze rozwiązanie?
No właśnie.
Tak, dzisiaj Halloween. Ciężko było o tym zapomnieć, biorąc pod uwagę te wszystkie zajęcia zorganizowane przez nauczycieli i wszystkie wspomnienia, jakie na siłę wyciągali z ich mózgów. Ale on jakoś nie łączył tego z faktem, że niektórzy spędzają cały wieczór wypijając morze alkoholu, więc nie przypuszczał, że tak dobrze teraz mu się uda. A tu proszę bardzo, jednak.
Nie przejmował się tym, że nie dostał piersiówki do ręki jako pierwszy. Dobrego zachowania wymagał przede wszystkim od siebie i to mu wystarczyło, absolutnie nie zastanawiał się, jak w danej sytuacji powinien zachować się ktoś inny. To indywidualna sprawa. A skoro to była piersiówka Krukona, to on miał pełne prawo nawet się nie dzielić zawartością. Chociaż byłoby przykro - Felix miał ogromną ochotę na palący płyn, czymkolwiek tak konkretnie by nie był. Może nawet już nie ochotę, a potrzebę. To nie świadczyło zbyt dobrze.
Podszedł do parapetu i nie zwracając uwagi na kurz usiadł obok chłopaka. Parapet, mimo, że dość szeroki, był raczej krótki, więc siedzieli całkiem blisko siebie. Nie miał pewności, czy robi mu to różnicę, ale sam fakt odnotował.
- Pijacką grę? - uniósł brew. - Nie zdarzyło mi się. Uwierz, jeszcze parę miesięcy temu nawet nie wpadłbym na pomysł samego picia. Mam wiele do nadrobienia - stwierdził. Nie żeby tym sugerował, że pisze się na każdy głupi pomysł, na który nie zgodziłby się w tym innym, idealnym życiu, ale... No nie, może faktycznie to sugerował. Albo przynajmniej przeszło mu to przez myśl.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.11.15 21:54

Na razie odpuścił dociekanie dlaczego Gryfon potrzebował papierosa na uspokojenie, pewnie kiedyś wróci do tego i to w momencie kiedy chłopak zapomni o sprawie. Czasem już tak miał, dlatego niekiedy trudno się było z nim dogadać. W końcu takie wyciąganie niektórych spraw po jakimś czasie mogło wprawić w zdezorientowanie rozmówcę.
W Halloween się piło. Upijało do nieprzytomności, ale wcześniej robiło okropne rzeczy. Niektórzy na jego miejscu pewnie nie sięgnęliby po alkohol w obawie, że obudzi jakiegoś drzemiącego demona. On się tym nie przejmował, nie był swoim ojcem. Nie był podobny do niego fizycznie, ani z charakteru. Gdyby ktoś powiedział mu, że jest inaczej bez wahania wycelowałby różdżką w tą osobę. A później zranił, jednak nie żyletką i nie słowami jak robił to ojciec. Inaczej, bo jak matka był czarodziejem.
- Kiedyś grałem z nigdy, ale nie do końca przejmowałem się zasadami. Piłem za każdym razem, a trzeba było tylko wtedy kiedy… Ktoś mówił na przykład nigdy nie biegałem nago po lesie i osoby które to robiły piły. W sumie chodziło o to, żeby dowiedzieć się czegoś żenującego o innych osobach. Chyba… Już nie jestem teraz pewny - jakoś może nakreślił Gryfonowi o co w tej grze chodziło. Pewnie gdyby więcej o tym pomyślał znalazłby coś jeszcze, ale to było pierwsze co mu przyszło do głowy. Podał mu piersiówkę, kiedy już znalazł się obok i na dłużej zatrzymał wzrok na jego twarzy. Po spotkaniu z nietoperzem spływała po niej krew, więc bez namysłu nachylił się w jego kierunku i palcem starał się ją zetrzeć. Nie zastanawiał się nad tym jak Felix na to zareaguje i czy nie lepiej było mu o tym po prostu powiedzieć. Chciał przecież dobrze. Później wytarł palce o swoje ubranie pozostawiając na białej bluzce czerwone ślady, ale tym się w ogóle nie przejmował.
- Chyba będziesz miał przez kilka dni ślad. Myślisz, że w innych pustych klasach jest podobnie? Może czeka tam coś gorszego… - zaczął się głośno zastanawiać, w sumie nie za bardzo wiedział co może kryć się pod hasłem coś gorszego, ale może Gryfon miał jakiś pomysł.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.11.15 22:45

Felix nie pił z okazji świąt. Pił z okazji złości. Smutku. Zbyt wielu złych uczuć, z którymi nie umiał sobie radzić. Alkohol, zwłaszcza mocny, jakoś pomagał. Gorzki posmak w ustach odwracał uwagę od myśli, wirujący świat kazał skupić się na każdym kolejnym kroku i niczym innym. A potem zdarzało mu się oddać zawartość żołądka, mając nadzieję, że razem z tymi obrzydliwymi płynami pozbędzie się też żalu i tęsknoty. Picie było dobre.
Pokiwał głową, rozumiejąc, o co chodzi chłopakowi.
- To chyba trochę bez sensu. Wiesz, najprawdopodobniej piłbym za każdym razem. Ja serio niewiele w życiu robiłem - zamyślił się. Czasem miał wrażenie, że coś stracił, nawet jeśli w tym wieku było to absurdalne stwierdzenie. Matka zawsze mu powtarzała, że na wszystko przyjdzie czas, łącznie z piciem, paleniem i robieniem głupot, ale teraz czuł, że to nieprawda. Nie miał pojęcia, ile miał jeszcze czasu i chociaż miał szczęście, że przeżył wojnę, to wiedział, że wszystko może się zdarzyć. A wtedy nie zdąży zrobić tego, co podobno jest domeną ludzi dorosłych. Ciężko posmakować wszystkiego, jeśli się tej dorosłości nie doczeka.
Zamarł, czując jego dotyk na policzku. Zdecydowanie nie był na to przygotowany. Od miesięcy nie pozwalał się dotykać, nikomu i w żaden sposób. Ale ten tutaj nie zapytał o zgodę i Felix nie mógł zaprotestować. Nie miał gdzie uciec, nie miał co zrobić. Czuł, jak mocno bije mu serce, jak bardzo przyspieszył oddech. Panika. Ale przecież nie mógł tego okazać. Nie miał prawa się rozsypać, nie tu i nie teraz. Zacisnął palce na piersiówce, aż zbielały mu kłykcie. Nie patrząc na Krukona wziął spory łyk, próbując myśleć wyłącznie o znajomym paleniu w gardle. Kolejny łyk później zaproponował coś, odnośnie czego od początku czuł, że może tego żałować.
- Możemy zagrać. I zrobić listę tego, czego nie robiliśmy, a co chcemy nadrobić. A potem, powiedzmy na koniec roku szkolnego, porównać, co nam wyszło, a co nie.
Oddał mu piersiówkę. Czuł, że wypił za dużo, ale nie potrafił się tym przejmować. Jedyne, czego był pewien, to to, że tego alkoholu będzie za mało, zwłaszcza jeśli chłopak przystanie na jego propozycję. Trzeba było zorganizować go więcej, ale nie był pewien, czy miał jeszcze coś w dormitorium. Może jakąś jedną butelkę... O ile nie wypił jej miesiąc temu.
Nienawidził być nieletni.
Na wieść o tym, że zostanie mu ślad, wzruszył ramionami. I co z tego? Było mu wszystko jedno. Podobnie jak to, w jakiej klasie siedzieli. Przypuszczał, że wszystkie inne miejsca wyglądały tak samo, a te lepsze mogły być okupowane przez innych uczniów. Nie widział sensu w ryzykowaniu zmiany, jeśli o to chodziło.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 3:31

Wyczuł, że Gryfon zamarł pod wpływem jego dotyku. Podejrzewał, że nie spodziewał się tego i dlatego zareagował tak, a nie inaczej. Dobrze, że zajęło mu to dosłownie chwilę i nie przeciągał tego, bo gdyby inaczej było to być może już nie siedzieliby sobie w spokoju na tym parapecie. Nie wpadł na to, że ten niewinny gest mógł w nim wywołać jakieś mocniejsze emocje, choć gdyby spojrzał na dłoń trzymającą piersiówkę to być może by to zauważył.
Nie pamiętał swojego pierwszego razu z alkoholem, nigdy jak inni nie opowiadał kompromitującej historii, która wzbudzała wybuchy niekontrolowanego śmiechu. Zupełnie jakby ktoś wymazał mu to wspomnienie w pamięci. A może po prostu nie chciał tego pamiętać, a umysł choć raz postanowił go posłuchać? Nie sięgnął jednak po alkohol ze złości. Z ciekawości prędzej, zobaczyć czy to prawda z tym demonem, który kryje się w butelce. A może w nim, ale budzi się dopiero po odpowiedniej ilości trunku palącego gardło.
- To pijacka gra, więc sens? Nie, tu go na pewno nie znajdziesz. Coś jeszcze było, ale wyleciało mi z głowy, ale było na pewno jeszcze głupsze. Niewiele to nie nic. Co w ogóle znaczy niewiele? Na pewno jest masa rzeczy których ja nie robiłem, a ty tak. Accio! - wycelował różdżką w pozostawione na biurku papierosy, nawet nie wiedział czy chciało mu się palić, czy bardziej chodziło o chęć zajęcia czymś palców.
- Niezłe, podoba mi się. Teraz to ma sens - spodobał mu się ten pomysł. Szczególnie, że nie był głupią pijacką grą, a czymś dzięki czemu być może uda mu się zrobić coś fajnego. Może to będzie jakaś motywacja do czegoś nowego? Chociaż nigdy specjalnie czegoś takiego nie potrzebował. Niewykluczone, że taka lista okaże się trudniejsza do wykonania, a tym samym będzie chciał mocniej, aby kolejne punkty zostaną odhaczone. Wszystko było możliwe. Niczego nie wykluczał. Odpalił papierosa i od razu zrobiło mu się lepiej, nie ważne, że nie był zdenerwowany i nie chciał ukoić nerwów. Samo to, że się zaciągał miało zbawienne efekty. Moment w którym wypuszczał dym… I wszystko inne. Lubił to - Piersiówka bez dna? Myślisz, że jest coś takiego? - chyba właśnie pomyśleli o tym samy, bo alkoholu zawsze jest za mało - Zacznij.


Zaklęcie: Accio
Kostki: 10
Dodatkowe punkty: 2
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 13:38

On swój pierwszy łyk alkoholu pamiętał. Nie było w tym jednak nic zabawnego, nic kompromitującego, nic, co mogłoby służyć za anegdotkę dla znajomych. Może wolałby, żeby było inaczej - żeby ten alkohol był po prostu uzupełnieniem dobrej zabawy i miło spełnionego czasu. Ale jakoś się nie składało. Chociaż może teraz się uda. Zresztą dotarło do niego, że to chyba pierwszy raz, kiedy w ogóle pije w towarzystwie... Zabawne.
- Niewiele, to znaczy, że jak popatrzę na rówieśników, to czuję się, jakbym był z innej planety. Tak mniej więcej - wzruszył ramionami. Nie wiedział, jak inaczej to wytłumaczyć, ale może to wystarczyło. A im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej był pewien, że chciałby ten stan rzeczy zmienić. Istniało ryzyko, że z nadejściem dnia zmieni zdanie, ale wtedy będzie już za późno. Lista będzie zrobiona, decyzje podjęte, niehonorowo będzie się wtedy wycofać. Trudno. Żyje się tylko raz, czasem zbyt krótko - męczyła go ta myśl, bo pojawiała się zdecydowanie zbyt często.
Bez pytania wyjął z ręki chłopaka paczkę fajek i wyjął jedną, żeby znowu zapalić. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka godzin nie będzie widać drzwi wyjściowych przez dym, jaki uwolnią ich płuca. W sumie trudno. Zaciągnął się i zaczął zastanawiać nad istnieniem piersiówki bez dna, o której wspomniał Krukon. Rozmyślania niemal filozoficzne, więc zajęły mu dłuższą chwilę, ale w końcu naszła go myśl. Wyjął różdżkę i wycelował w drzwi.
- Accio piersiówka Slughorna! - rzucił, patrząc, jak jasny promień mknie ku wyjściu i znika. Był ciekawy, czy jego plan zadziała. Wystarczyło kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, podczas których w milczeniu wpatrywał się w drzwi, po czym do sali przyleciał wzywany przedmiot. Złapał go i spojrzał uważnie na Krukona.
- Jeśli taka istnieje, to musi być ta. A więc... Nigdy nie okradłem nauczyciela - powiedział i wziął solidny łyk. Zawartość była zdecydowanie mocniejsza od tego, co pili przed chwilą. Może to nawet lepiej. Podał piersiówkę chłopakowi, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem. Alkohol zaczynał powoli szumieć mu w głowie, idealnie.


Zaklęcie: Accio
Kostki: 3,3
Dodatkowe punkty: 1
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 15:28

Pod pojęciem ‘z innej planety’ mogło kryć się tak wiele, że w sumie mu to nic nie rozjaśniło. No i rozmawiaj Serpensie z takim, który zamiast coś wyjaśnić dodatkowo jeszcze gmatwa i powoduje, że twoje myśli podążają w dziwnym kierunku… No, ale stop.
- Z innej, bo? - spojrzał na niego przenikliwie, ale to nic nie pomogło. Nie znał go. Wiedział o nim tylko tyle, że maluje i że stracił kogoś bliskiego, ale to drugie dotyczyło ponad połowy osób w szkole. Coś jeszcze? Palił, chociaż próbował rzucić. I pił, ale od niedawna. To nie tak mało. I imienia jego nie poznał. Może później, a może wcale. Serpensowi się nigdzie nie śpieszyło, jeżeli Gryfonowi też nie to być może nadarzy się do tego okazja.
- Prędzej bym powiedział, że to Filch popija. Chociaż ten to pewnie ma zapas, ale każda z butelek kiedyś dotyka dna - również był ciekawy jak to się skończy i czy zaklęcie chłopaka w ogóle przyniesie jakiś skutek. Właśnie zaczął robić kółeczka z dymu, kiedy piersiówka idealnie wpasowała w ręce Gryfona. Spojrzał na niego z uznaniem, wątpliwe, aby sam na to wpadł. Prędzej woźnego ograbiłby z zapasów niż wpadł na to, że to profesor eliksirów ma barek bez dna. No i piersiówkę - To takie wszystko teraz proste się wydaje. On ma przecież nos jak starzy pijacy i alkoholicy. A ja myślałem, że ręce mu się trzęsą ze starości - obrócił papierosa w palcach, a popiół strząsnął na podłogę, bo znając jego umiejętności skończy się tak, że zaraz zrobi sobie dziurę w spodniach albo sam siebie przypali.
Dopiero zaczęli, a Gryfon mógł już odhaczyć pierwszą rzecz ze swojej listy. Chętnie przyjął od niego piersiówkę ciekaw tego co znajduje się w środku. Nie spodziewał się takiej mocy, ale po minięciu pierwszej chwili spodobało mu się. Mocniej paliło gardło, więc pewnie i mocniej poniewierało.
- Nigdy… nie paliłem po studencku… - pozbywał się właśnie peta, przez wciśnięcie go w szparę między parapetem i oknem, więc stąd mu się to musiało wziąć. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że nie grali w klastyczne nigdy i doszło do niego jeszcze zanim skończył się bawić z niedopałkiem - Zjebałem, paliłem, ale nie z facetem - dodał szybko i dopiero po usłyszeniu tych słów załapał co powiedział. Podniósł od razu głowę i oderwał się od wykonywanej czynności. W ogóle po co chciał wepchnąć niedopałek w tamtą szparę? - Moja lista zaczyna się nieźle. Nie wiem czy już mam się bać o jej zakończenie, czy alkohol mnie ostatecznie na to przygotuje.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 16:41

Co znaczyło, że był z innej planety? Wszystko i jednocześnie nic konkretnego. Tak bardzo momentami czuł się inny, że teraz nie wiedział, jak to wytłumaczyć. Ale skoro został zapytany wprost, musiał jakoś zebrać myśli i złożyć odpowiedź.
- Nie zakochuję się co pięć sekund w kim innym. Nie imprezuję co weekend. Nie siedzę w książkach bez opamiętania. Nie siadam, dopóki kobieta nie usiądzie. Nie mam w szafie nic poza garniturami i szatą. Nie wiem. Ludzie tak nie robią.
Oparł się wygodniej o szybę i zapatrzył w sufit. Za dużo było tego nie. Tylko czy to oznaczało coś złego? Serio powinien robić te wszystkie rzeczy? Może nie było źle tak, jak było? Sam nie wiedział. Chciał coś zmienić, ale nie miał pojęcia co. Działał na oślep, mając nadzieję, że nie będzie niczego żałował. A nawet jeśli... Bez różnicy.
Miał świadomość tego, że nie zna imienia chłopaka, z którym pije z jednej piersiówki. Uważał ten stan rzeczy za intrygujący. To dawało złudne poczucie anonimowości, mógł sobie wmawiać, że czegokolwiek by nie powiedział i nie zrobił, kiedy każdy pójdzie w swoją stronę, to nie będzie miało znaczenia. Oczywiście guzik prawda, chodzą do jednej szkoły, wcale nie tak dużej, obaj są w jakiś sposób charakterystyczni, widują się i będą się widywać, ale... Oszukiwanie samego siebie działało całkiem nieźle.
Zaśmiał się lekko.
- Tak, Filch pewnie też, ale jak szukasz magicznych przedmiotów, to raczej nie u niego. Chyba że te skonfiskowane uczniom. Podobno ma całą wielką szafę... Śmiesznie by było kiedyś to wszystko przejrzeć. - Sam nie wierzył, że w ogóle taka myśl przeszła mu przez głowę. Myszkować w cudzych rzeczach? On? W życiu! Cóż, kilka łyków alkoholu i widać, co z człowieka wychodzi.
- Slughornowi się kiedyś wypsnęło, że lubi wypić. Nie mam pojęcia jak bardzo, więc strzelałem. I może się okazać, że to się wcale nie będzie samo napełniać... Ale spróbować warto.
Zaciągnął się raz jeszcze, zupełnie nie przejmując się popiołem. Nawet kiedy ten spadł mu na marynarkę, nie zwrócił na to uwagi. Dziura, tak. I co?
Przeniósł wzrok na towarzysza dopiero po jego propozycji na nigdy. Zmarszczył brwi, zagubiony. Obserwował, jak Krukon wciskał papierosa w okno - całkiem ciekawa zabawa. Tyle czasu jednak wystarczyło, żeby jego własny papieros wypalił się do filtra, więc po prostu upuścił go na kamienną posadzkę.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, więc stawiam, że rzeczywiście nigdy. Czyli pierwsza pozycja na liście. Więc teraz... - zamyślił się. Wtedy przypomniał mu się przykład, na podstawie którego Krukon tłumaczył mu zasady. Ale las wcale nie był ciekawy. - Nigdy nie pływałem nago w jeziorze - stwierdził w końcu, sięgając po kolejnego papierosa. Nie miał pojęcia, jak jego płuca wytrzymają ten wieczór.
- Jasne, że bój się o zakończenie. Ja się boję. Chociaż nie, nie boję się - wiem, że będę się bał jutro - roześmiał się. To, jak bardzo był zachrypnięty, dziwiło nawet jego samego. - Wszystko fajnie, ale jak mam coś na liście, muszę wiedzieć, co to jest. Więc czym jest palenie po studencku? - spytał zaintrygowany.
Znów spojrzał w sufit. Jakiś metr, może półtora od nich wisiała spora pajęczyna, a na zwisającej nitce kołysał się pająk. Sięgnął po różdżkę i posłał w jego stronę iskry. Nitka się urwała, pająk spadł. Czyżby sadystyczne zapędy włączały się razem z szumem w głowie?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 20:52

Planet było wiele, tak samo jak gwiazd, źdźbeł trawy czy płatków śniegu. Koszmarów i tych przyjemnych snów. Pytań i odpowiedzi. Każda była dobra, nawet wtedy jeżeli była najbardziej wymijająca ze wszystkich możliwych. Zebranie myśli czasem było trudne i Serpens wiedział o tym dobrze, często zdarzało się, że go coś rozpraszało, a później trudno było wrócić. Odpływał tak daleko, że sam już gubił się we wszystkim. Słuchał Gryfona, ale nie wiedział czy rozumie więcej niż na początku.
- Nie, nie i nie. Jesteś kiedyś na tak? Nie wszyscy się zakochują, jedni nie umieją inni się boją, a reszta jest zakochana, a tego do siebie nie dopuszcza. Straciłeś kogoś bliskiego, ale pewnie i tak nic nie powiesz. Nie musisz. Duś to w sobie, a później z tym zdechnij, na pewno będzie ci od tego lepiej. Skąd wiesz, że tak nie robią? Tak naprawdę gówno wiesz - mówił spokojnie, nie musząc się jakoś specjalnie silić na taki ton. Przerywał tylko kolejny łyk i jeszcze jeden, póki mógł i póki miał z kim pić. Samemu podobno nie wypada. Taaa, jasne.
Takie złudne poczucie anonimowości mogło być zgubne. Może sami się o tym później przekonają, a może wręcz przeciwnie, okaże się, że niesie za sobą oddech, którego im było potrzeba.
- Jeżeli próbowałeś mnie do tego namówić to ci się udało, a jeżeli nie… No cóż i tak to zrobiłeś. Teraz już się nie wyplączesz z tego. W końcu sam byłeś pomysłodawcą - chyba nie o to dokładnie chodziło Gryfonowi, ale Lucifer zrozumiał to po swojemu. Wytłumaczył tak jak chciał i naprawdę napalił się na ten pomysł, zresztą teraz niewiele trzeba było - W razie jakby się okazało, że Filch jednak nie ma niczego ciekawego to z tego co mówisz Slughorn to nadrabia.
Nie powiedział słowa kiedy kolejny papieros znalazł się w ustach chłopaka, nie liczył który to, ale samo to, że odpalał jednego od drugiego było ciekawe. Nie, nie żałował mu. Myślał tylko o tych porankach, kiedy to obiecywał sobie, że nigdy więcej… Widać ktoś miał tutaj gorszy dzień, a pomysł pani dyrektor ze wspominkami nie był zupełnie trafiony. Ciekawe ilu uczniów po wizycie w izbie pamięci skończyło tak jak oni? Może wbrew pozorom niewielu.
- Znajdź sobie towarzystwo, zawsze to przyjemniejsze. I uważaj, żeby nikt z brzegu jeziora nie zabrał ci ubrań i różdżki. Spacer wstydu później, potrafi zepsuć cały efekt. Po studencku? Najoszczędniej jak się da we dwie osoby - wytłumaczył bardzo zdawkowo, pozwalając wyobraźni Gryfona zacząć działać. Na pewno musiał coś sam wymyślić, mieć jakieś wyobrażenie o tym, chociaż nie musiało się ono pokrywać z prawdą - No, jak to widzisz?
Podążył wzrokiem za nim, ale zaraz wrócił do dalszego omijania spojrzeniem sali. Nic w niej nie było ciekawego, a może nie umiał patrzeć. Losem pająka nie przejąłby się nawet gdyby dostrzegł to co się z nim stało - Nigdy nie próbowałem eliksiru wielosokowego - możliwość znalezienia się na choć na chwilę w skórze kogoś innego wydawała mu się ekscytująca. Musiała znaleźć się na liście, nie ważne, że pewnie trudno będzie o sam eliksir. Zawsze coś się wymyśli. Zawsze.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 22:33

Spojrzał na niego zdziwiony. Głos miał spokojny, ale słowa, jakie wypowiadał, zaskakująco bolały. Jakby krytykował to, czego Felix nawet nie wypowiedział, a może właśnie dlatego, że pewne słowa nie padły. Ale jak mógł wydawać sądy na temat, o którym nie miał pojęcia? Gryfon oceniał na podstawie tego, co widział. Na podstawie swoich kolegów i koleżanek, których obserwował ostatnie lata. A ten? Widział ich wszystkich dwa miesiące. Tylko. Może poza Hogwartem było lepiej, ale tu... Ewentualnie wszystko sprowadzało się do tego, że Felix tak mocno zafiksował na punkcie własnego cierpienia, że w przekłamany sposób czuł się wyjątkowo. Ale to mu przecież do głowy nie wpadło.
- Jakim prawem mnie oceniasz? Może ja niczego nie wiem o świecie, ale ty już na pewno nie wiesz niczego o mnie - warknął. Oczywiście, słowo "gówno" mu przez usta nie przeszło, chociaż przecież powtarzał jego słowa. Może przez to uciekła gdzieś dobitność, ale... Są pewne zasady, których się trzyma. Mimo wszystko.
W pierwszej chwili nie rozumiał, o co chodziło. Do czego niby go namówił? Przecież niczego nie... Moment. Namówił go do przeszukania szafki Filcha? Serio? Pięknie...
- Ale mi naprawdę nie o to chodziło... Chociaż, jak tak teraz o tym mówisz, to może być ciekawe. Tylko się nastaw, że jak nas przyłapią, to będziesz na mnie skazany podczas szlabanów do końca roku.
Kiedy dojdzie do niego, że pozbawia papierosów właściwie obcą osobę, prawdopodobnie się speszy. Przeprosi, więcej nie weźmie, postara się odwdzięczyć. Ale na razie nie miał tego świadomości. Żadnej. Nikotynowy dym wypełniający jego drogi oddechowe nie pozwalał myśleć o takich rzeczach i pewnie miną godziny, zanim to będzie wyglądało inaczej. Jak Krukonowi zacznie to przeszkadzać, to przecież sam powie, a na razie... Wszystko jedno.
Zmarszczył brwi, analizując to, co właśnie usłyszał. Szczegółowe instrukcje? Ale chłopak się nie napił, a gdyby miał to za sobą, to zasady zobowiązywały do wlania w siebie kolejnej porcji alkoholu. W takim razie albo oszukiwał, albo sam też jeszcze nie ma za sobą takiego pływania. To dawało pewne możliwości w zakresie zrealizowania tego punktu i jednocześnie zastosowania się do wskazówek, konkretnie tej pierwszej. Ale to później.
Najoszczędniej jak się da w dwie osoby... Nie miał pojęcia. Zakładał, że w grę wchodził tylko jeden papieros, więc co najwyżej można było palić na zmianę, ale czy to było takie oszczędne...? Czuł, że chodzi o coś innego, ale nie mógł wpaść na żaden inny pomysł.
- Naprawdę nie wiem. Powiedz mi. Albo pokaż.
Jaka jest szansa, że gdyby wiedział, o co prosi, to rzeczywiście by to zrobił? Ale nie wiedział. Mały, naiwny Gryfiak.
On eliksiru wielosokowego też nigdy nie próbował, nie miał pojęcia, jak się go warzy, a nawet, gdyby wiedział, pewnie i tak by mu nie wyszło. To jednak dało się obejść...
- To tak a propos przejrzenia zapasów Slughorna? - zaśmiał się. - Niezły pomysł.
Teraz znów jego kolej na wymyślenie następnego nigdy. Niespodziewanie na myśl przyszedł mu nadchodzący mecz Quidditcha.
- Nigdy nie leciałem z kimś na miotle - stwierdził w końcu, myśląc o tym, że to mogłoby z jednej strony być ciekawe, a z drugiej nie był pewien, czy był gotowy na coś takiego. Miotła jednak jest krótka i jeśli siedziałyby na niej dwie osoby, to byłyby bardzo blisko siebie. Za blisko.
- Za dużo gadania, za mało picia, nie masz wrażenia? - rzucił jeszcze i pociągnął spory łyk z piersiówki. I potem jeszcze dwa, bo co sobie będzie żałował. A że niewiele zostało, to już dokończył i kiedy to do niego dotarło, ze zdziwieniem zajrzał do środka. No pusto. Już chciał się oburzyć, kiedy kradziona piersiówka znów zaciążyła mu w dłoni. Podał ją chłopakowi.
- Bingo.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   14.11.15 23:22

Serpens mówił, nie zastanawiając się czy przypadkiem słowami nie wyrządzi komuś krzywdy, czy nie sprawi bóli i jednocześnie nie zniechęci do swojej osoby. Nikt nie nauczył go tego jak wypada się zachować, co się mówi, a co lepiej zachować dla siebie. Nie miał osoby, która pokazałaby mu świat, a za wzorzec miał zapijaczonego ojca. Teraz nie oceniał. Mówił i widać trafił mocno słowami w najczulsze punkty.
- Bo mogę. Tak jak ty możesz ocenić mnie - nie chciał się kłócić o to że tego nie robił. Skoro tak było prościej spojrzeć prawdzie w oczy, to mógł oceniać. Mógł robić cokolwiek tylko Gryfon chciał. Nie miało to znaczenia, nie teraz kiedy po wypitym alkoholu zaczynało mu się robić przyjemnie. Nigdy nie miał najmocniejszej głowy, a to co się znajdowało w piersiówce Slughorna było mocne. Mocniejsze niż się spodziewał i choć paliło w gardło chciał więcej. Dlatego za każdym razem kiedy Gryfon wciskał mu piersiówkę w dłonie nie odmawiał sobie. Mógł przecież. W końcu miał urodziny.
- Myślę, że da się przeżyć jeżeli każdy z nas będzie pamiętał o tym żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Może właśnie na szlabanie dostaniemy porządkowanie syfu w klasie eliksirów i przy okazji… - nie wiedział na jakiej zasadzie odbywają się tutaj szlabany, ale chyba nikt nie będzie stał im nad głową przez ten cały czas? Co najwyżej zabiorą im różdżki i dadzą jakieś podłe zadanie do wykonania. W domu robił różne okropne rzeczy, więc wątpił, aby tutaj czymś go zaskoczyli. Może ten jego ojciec nie był wcale taki najgorszy i trochę go do tego życia przygotował?
Kąpał się nago w morzu i skończyło się na tym, że później wracał tak jak właśnie opowiedział przed chwilą. Jezioro to nie morze, więc nie skłamał. Chyba. Ciężko mu było to ocenić. Coraz ciężej w ogóle było mu cokolwiek oceniać. Dlatego na wszystkie kolejne pomysły czy propozycje przystałby bez mrugnięcia okiem. Powiedzcie tylko co, a Lucyfer ogarnie.
Jak usłyszał, że nie leciał z nikim na miotle oczy zaświeciły mu się od razu.
- Polecisz ze mną. Najlepiej już teraz - pociągnął kolejny łyk, no skoro samo się napełniło to nie można teraz było tak zostawić - Albo może później - zapalił się mocno do tego pomysłu. Może nie był jakimś mistrzem latania, ale takiej przejażdżki to z nikim by nie przeżył. Lucyfer po prostu lubił czuć ten pęd powietrza na twarzy, nie zważał wtedy na nic i wiele razy o mało nie zrobił sobie krzywdy w ostatniej chwili unikając przeszkody. Więc tego mu nie odpuści na pewno, tak samo jak rysowania.
Myślał tylko, że Gryfon się zgrywa. Naprawdę. Że doskonale wiedział o co chodzi, a chciał móc sobie od razu odhaczyć kolejny punkt. Być może dopóki pił jakoś łatwiej byłoby mu to znieść albo to jak z odrywaniem plastra. Im szybciej tym lepiej. Czy coś takiego. Skorzystał z tego, że Gryfon nie skończył kolejnego papierosa i wysunął mu go spomiędzy palców. Zszedł z parapetu i stanął naprzeciwko niego po raz pierwszy przyglądając mu się uważniej i to nie z boku, jak to robił do tej pory. Bo w końcu siedzieli obok siebie i o inną perspektywę było trudno.
- To skoro naprawdę nie wiesz o co chodzi to zamknij oczy - poczekał aż chłopak to zrobi i zaciągnął się zbliżając swoje usta do niego - Rozchyl wargi - dodał, a później już się nie zastanawiał czy Gryfon zrobił to dlatego, aby zadać mu pytanie albo zaprotestować, czy po prostu go posłuchał. Niby niektórzy tylko wdmuchiwali dym do ust drugiej osoby z jak najbliższej odległości, ale Serpens tego nie lubił. Wolał pocałunek oznaczony dymem. Przepełniony nim. Wtedy lepiej smakowało. Nie niewinne muśnięcie warg. Wręcz przeciwnie. Był przekonany, że Felix doskonale wiedział na co się pisze, więc nie krępował się, zresztą rzadko kiedy tak się właśnie działo. Zaczął go całować, a kiedy nie został odepchnięty pogłębił pocałunek. Nie miał problemów ze swoją seksualnością, dlatego nawet do głowy mu nie przyszło, że być może właśnie w tej chwili przekroczył granicę. Nie jedną z tych cienkich i niedostrzegalnych, a tą z tych drugich. Pociągniętą grubą kreską.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   15.11.15 0:58

- Nie oceniam cię. Ty też nie powinieneś - stwierdził sucho. Nie miał w zwyczaju oceniania ludzi. Miał świadomość, że nigdy nie będzie w stanie poznać nikogo tak, żeby mieć do tego prawo. Zresztą nie wierzył w to, że były rzeczy jednoznacznie złe, osoby zepsute do szpiku kości czy cokolwiek, co nie miało drugiego, lepszego dna. A w takim wypadku ocenianie, to negatywne zwłaszcza, nie miało racji bytu.
Wizja wspólnych szlabanów była całkiem zabawna. Prawdę mówiąc Felix jeszcze nigdy nie dostał szlabanu, za nic. To był całkiem niezły punkt do dopisania na listę ich nigdy. Tak czy inaczej, szlaban jako sposób na realizację któregoś z punktu tworzonych list brzmiał fantastycznie. Na trzeźwo może głupio, ale nie było tu nikogo, kto mógłby ocenić to rzeczywiście na trzeźwo.
Fakt, kąpiel w morzu nie była tym samym, co w jeziorze. Wystarczył jeden element, żeby na liście lądowało kolejne zadanie. Felix czuł, że ten rok będzie obfitował w ciekawe wydarzenia, zwłaszcza, jeśli ich pomysły dalej będą wyglądały tak, jak teraz. Ale przecież obaj tego chcieli. Prawda?
Przy ilości wlewanego w siebie alkoholu lepiej żeby żaden na głos nie powiedział, że zrobi wszystko. To mogłoby być zdradliwe, mogło doprowadzić do czegoś, czego obaj będą później żałowali, cokolwiek by to nie było. Wystarczy, że każdy z nich osobno wiedział, że hamulce zostały gdzieś daleko.
Kiwnął głową.
- Polecę z tobą. Ale nie teraz, po pijaku się pozabijamy - roześmiał się. Resztki racjonalnego myślenia pokazały, co potrafią i umarły. Trzeba się było tego spodziewać już dawno. Pytanie, jak bardzo bolesny będzie ich brak w najbliższym czasie. Felix miał świadomość, niezależnie od przytomności umysłu, że wszystkie te deklaracje są wiążące. Że portret, że lot, że kąpiel, kradzież, szlaban... Ale powinien bać się tego, co jeszcze wymyślą.
Nie zgrywał się. Ani trochę, z niczym tutaj, więc z tą częścią tym bardziej. I naprawdę, gdyby wiedział, na co się pisze, wycofałby się od razu. A tak... Zaufał obcemu facetowi, że chodzi o coś całkiem niewinnego. Idiota. Z drugiej strony, racjonalne myślenie przecież umarło, więc może wcale by nie zrezygnował, kto wie.
Dotyk palców na dłoni, ciepło rozgrzanego ciała, odczuwalne w zimnej sali, ciała stojącego o wiele bliżej, niż do tej pory... Co się działo? Zdezorientowany, mocno wstawiony Gryfon nie miał nawet siły się zastanowić, do czego to ma prowadzić. Ufał chłopakowi. Irracjonalnie mu ufał. Dlatego zamknął oczy i rozchylił usta, bez choćby chwili zastanowienia, a przecież gdyby tak poświęcił ze dwie sekundy na przeanalizowanie sytuacji, bez problemu przewidziałby dalszy ciąg. Ale nie. Dlatego w pierwszej chwili po prostu dał się ponieść, a kiedy dotarło do niego, co się dzieje, zamarł na sekundę czy dwie. Od pół roku nie całował. Nie był całowany. Od pół roku nie dopuścił do siebie nikogo tak blisko. Nie pozwolił się dotknąć, nie pozwolił się posmakować, sam nie próbował smaku cudzych ust. A teraz to się działo, tak zwyczajnie się działo. Pocałunek smakował dymem, ale nie tylko. Była w nim nuta zachłanności i pewności siebie, szczypta pożądania, odrobina tęsknoty. Nie miał ochoty przyznawać tego nawet przed sobą, ale w pierwszej chwili był pewien, że w jakiś magiczny sposób nie ma przed sobą obcego Krukona, a znajomego Ślizgona. Krótkie wspomnienie dało do zrozumienia, że to niemożliwe. A potem okazało się, że to wcale nie tak najgorzej. Że ten pocałunek, tak różny od tych, które pamiętał, wcale nie smakował źle.
Nigdy nie miał problemów z seksualnością. Miał za to problem z przywiązywaniem się, z wiernością nawet wtedy, kiedy już nie było komu być wiernym, z poradzeniem sobie z żalem. To wszystko stanowiło granicę, której Krukon nie miał prawa przekraczać, owszem. I Felix czuł, że powinien go odepchnąć, że to niewłaściwe, że po prostu nie. Musiał to zrobić, teraz, w tej chwili.
Złapał go więc za koszulę i przyciągnął jeszcze bliżej.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   15.11.15 3:26

Jak się znaleźli w takim miejscu? Nie wiedział czy więcej w tym alkoholu, gry czy nich samych. Najprawdopodobniej było wszystkiego po trochu, zwieńczone szczyptą ‘pokaż mi’.
Pocałunki mają to do siebie, że się kończą, ten jednak zdawał się go nie mieć. Kiedy chciał zakończyć swoją prezentację, Gryfon mocno go zaskoczył, a oddech od razu przyspieszył. Nie wspominając o biciu serca, które zaraz zgrało się z jego rytmem. Bili tak blisko siebie, że ich klatki piersiowe, się dotykały, ale nadal przestrzeń między nimi wydawała się ogromna. To przyciągnięcie przyjął ochoczo, pokazując to pocałunkami i delikatnymi pieszczotami na które powoli odważały się jego dłonie. Oddawał mu wszystko co dostał z nawiązką. Mógł tak stać długo, wiedział, że to nie będzie możliwie i prędzej czy później ich drogi się rozejdą… Oby nie na długo.
Nie spodziewał się tych wszystkich pieszczot, ale ani szło mu myśleć to przerwać. Było to idealnym dopełnieniem dzisiejszego, wspólnie spędzonego wieczoru. Nie chciał go zranić i paradoksalnie obawiał się tego samego. Z jakiegoś powodu chciał dać mu się namalować. Chciał z nim spędzać więcej czasu. Poznać go lepiej, a jeżeli wszystko to miało się zacząć dziwną grą, to w to wchodzi. Bez zastanowienia. Mógł nie znać zasad, mogło ich wcale nie być, ale chciał tego. Gdzieś z tyłu głowy złośliwy głos mówił mu, że był tylko remedium na ten jeden, trudny wieczór. Chwilą zapomnienia i odciągnięcia myśli Gryfona od kogoś innego. Nie, nie chciał podążać myślami w tym kierunku. Wolał skupić się na nim, przeczesać jego włosy, wplątać palce między kosmyki i przejechać dłonią po szorstkim policzku. Wszystko w czasie kiedy ich języki już dążyły się zgrać, a usta uzupełniały w tym tańcu. Było idealnie, magicznie i nie żałował nawet sekundy z czasu który dziś razem spędzili.
- Nie chcę być tylko dla ciebie remedium - powiedział odrywając się od niego ust, aby złapać oddech, którego już od dawna mu brakowało. Serce waliło mu jak oszalałe, miał zaczerwienione wargi od pocałunków, które lekko uchylone i wciąż mokre od pocałunków domagały się więcej. Pili, to jasne. Jednak nie na tyle dużo, aby jutro o niczym nie pamiętać, albo zrzucić wszystko na to, że to alkohol. Jednak bał się, że tak właśnie może być. To mogło być głupie, bo znał go zaledwie chwilę. Jednak z jakiegoś powodu chciał mieć z nim więcej takich chwil. Pozwolić poznać siebie i odkryć jego tajemnice, przeszłość, która na pewno ciągnie się za nim teraz cieniem. Co było dzisiaj widać.
Złożył powolny pocałunek na jego ustach, wkładając w niego wszystko co czuł. Było tego tak dużo, że słowami na pewno by tego nie przekazał. Zgubiłby się w połowie, a tak miał pewność, że o niczym nie zapomni. Było dużo na pewno niepewności, strachu, tajemnicy, pożądania i obietnicy.
- Jeżeli będziesz gotów poznać moje imię… Szkolne sowy na pewno mnie znajdą. Są bystre - nie chciał w taki sposób kończyć tego wieczoru, ale nie zawsze się dostawało to czego się pragnęło. Przyłożył jeszcze palec do jego ust, aby nic nie mówił. Było już po ciszy nocnej, nie wiedział kiedy ten czas zleciał tak szybko. Razem z Gryfonem starali się jak mogli, aby nie wpaść na żadnego nauczyciela. Pierw odprowadził jego, a później szybkim krokiem udał się do swojej wieży. Chciał być twardy i nie odwracać się za siebie, ale nie uszedł trzech kroków i musiał spojrzeć na Gryfona. Ku jego zdziwieniu ich spojrzenia skrzyżowały się na moment. Szkody tylko, że nie wiedział co siedziało mu w głowie.
Mimo, że trochę wypił wiedział, że ta noc będzie nieprzespana. Będzie rozpamiętywał pocałunki, a cały kolejny dzień każda sową jaką zobaczy… Jeżeli żadna z nich nie będzie do niego. Nie wiedział co wtedy zrobi, ale lepiej wiedzieć od razu, że ma się być tylko plastrem. Przełknie to jakoś, pochodzi schylony przez jakieś sześć miesięcy, aby przypadkiem nie było go widać z daleka, a później już tylko egzaminy końcowe i prawdopodobieństwo, że się spotkają bardzo zmaleje.

Zt x2
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   06.03.16 16:38

Ostatnio zabrała się za zaklęcia na transmutacje. Stwierdziła, że nie ma co zwlekać z pracami domowymi, lepiej zrobić to wcześniej. Pochłonięta w rozmyśleniach zmierzała ku bibliotece. To właśnie w tamtym miejscu spędzała najwięcej czasu. Uwielbiała poświęcać czas na coś pożytecznego jak nauka. Nie miała zamiaru marnować czasu na głupoty. Jakie było jej zdziwienie jak zobaczyła wszystkie miejsca zajęte.
Co się dzieje z tymi ludźmi?
Bełkotała w myślach i stwierdziła, że nie ma co czekać aż ktoś łaskawie opuści to miejsce. Podręcznik miała ze sobą, więc niczego nie potrzebowała. Jedyne co chciała to miejsce wolne od wszelkich hałasów. Po szkole wiecznie łazili jacyś ludzie szukający problemów albo ewentualnie szczęścia. Irytowało ją jak patrzyła dzieciaki chodzące bez konkretnego celu. Błagała wtedy los by zaczęły myśleć i wzięły się do roboty. Nie przejmowała się tym zbytnio, bo w sumie to nie o nią chodziło. Ona zawsze wszystko miała zaplanowane. Każdą rzecz, którą musiała zrobić miała rozpisaną w swoim notesie. Nie miała czasu wolnego by poleżeć, ale nawet jej to nie przeszkadzało. Od zawsze w jej życiu obowiązywały jakieś zasady, nie było czas na dziecinadę. Nauczyła się organizować sobie zajęcia i zajmować czas w taki sposób by udało jej się wykonać każdą czynność, którą zaplanowała.
Idąc powoli korytarzem ominęła drewniane drzwi, które wręcz odstraszały swoim wyglądem. Uśmiechnęła się do siebie na myśl, która akurat jej się nasunęła. Cofnęła się do miejsca, które tak bardzo zniechęcało przechodniów. Według niej było idealne. Nikt tu nie wejdzie, bo w sumie co za kretyn wchodziłby do strasznej i opuszczonej sali. No raczej nikt, bo większość boi się takich miejsc. To jeszcze bardziej zmotywowało Ślizgonkę by tam wyjść. To był odpowiedni moment na radykalne środki by nikt jej nie przeszkadzał swoją osobą.
Rozejrzała się po korytarzu by upewnić się, że nikogo nie ma. Złapała za klamkę i przeniosła na nią swój ciężar by móc otworzyć. Zajrzała by upewnić się, że jest pusta i po chwili była już w środku. Wygląd w żaden sposób jej nie zaskoczył. Pomieszczenie dość duże, zakurzone i na całe szczęście, nie odwiedzane. Trzy okna dawały dostateczny dopływ światła, że nie musiała dodatkowo wspomagać się różdżką. Ponownie na jej twarzy zagościł błogi uśmiech.
Podeszła do stolika na końcu sali, które nie przypominało tych z biblioteki. Kurz osadzony na nim wyglądał jakby nikt tu nie zaglądał przynajmniej od 30 lat. Wyjęła więc z torebki chusteczki i zaczęła czyścić swoje przyszłe stanowisko pracy. Po męczarni ze stolikiem, zabrała się za krzesło, które nie było w lepszym stanie. Wycierała je do momentu kiedy stwierdziła, że jej dostatecznie czyste by na nim usiąść. Odetchnęła z ulgą i usadowiła się przy stoliku.
W końcu sama...
Otworzyła podręcznik do Transmutacji i bez zawahania zagłębiła się w lekturę.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   08.03.16 20:30

Leo wędrował korytarzami bez celu. Chociaż w sumie to nie do końca bez celu – unikał ludzi, to był jego cel. Na najbliższe kilka dni. Albo tygodni.. Poszukiwał jakiegoś miejsca, w którym przeszywające spojrzenia ludzi nie będą go prześladować. Ani nie będzie mu się tak wydawać. Najlepiej, żeby w ogóle być z daleka od wszystkich. Ach, czyli jednak przechadzka korytarzami to nie do końca to, czego oczekiwał. No tak, teraz dopiero się zorientował.
I nieważne, że tak naprawdę to mało kto naprawdę otwarcie się na niego gapił. Czuł się, jakby patrzyli się wszyscy. Irytowało go to i odbierało mu resztki pewności siebie. Jego priorytetem stało się znalezienie miejsca, w którym mógł być pewien, że będzie sam.
Dormitorium odpadało. Nie wiedział czemu. Tam było... źle. Zresztą wiecznie ktoś tam siedział i próbował go zagadywać, co stawało się coraz bardziej denerwujące. O Pokoju Wspólnym nie mówiąc! Dlatego właśnie wybrał się na wędrówkę po korytarzach. W poszukiwaniu oazy spokoju, którą samą na pewno nie był. Na samym początku poszedł do biblioteki. Tak, on! Naprawdę myślał, że zastanie tam spokój, ciszę i nielicznych uczniów skupionych na książkach. Gdy jednak przekroczył próg królestwa moli książkowych i ujrzał jaki tłum się tam zebrał, otworzył szeroko oczy i wykonał szybki, taktyczny odwrót. Okej, czyli biblioteka odpada. Super. Szkoda, że to było pierwsze i najlepsze miejsce, jakie przyszło mu do głowy. Naprawdę, co ich wszystkich nagle wzięło na naukę? No cóż, Slughorn musiał znaleźć sobie inny kącik.
I właśnie dlatego teraz włóczył się po korytarzach, aż w końcu, przemykając niczym cień korytarzem na czwartym piętrze, przypomniał sobie o pewnej klasie. Opuszczonej klasie. Idealnie. Absolutnie najlepszy pomysł, na jaki mógł wpaść. 
Zmiażdżył spojrzeniem jakiegoś idącego z naprzeciwka młodszego Puchona, wpatrującego się w niego ze zmarszczonymi brwiami. Siła spojrzenia Gryfona była tak duża, że dzieciak zaraz spuścił wzrok i przyspieszył, aby jak najszybciej się z nim wyminąć.
Slughorn uśmiechnął się pod nosem i szybko dopadł do drzwi, prowadzących do wcześniej wspomnianej klasy. Nacisnął ostrożnie klamkę, a następnie (już nie tak ostrożnie) wparował błyskawicznie do pomieszczenia, od razu odwracając się ponownie w stronę drzwi, aby je zamknąć i upewnić się, że zrobił to dobrze. Kiepsko, gdyby kogoś zwabiły tu uchylone drzwi. Przecież nie chodziło mu zbędną atencję, której miał już nad to.
Odwrócił się i zaczął sunąć wzrokiem po klasie. Niewiele się w niej zmieniło od jego ostatniej wizyty tutaj, kilka tygodni temu. Od początku roku wpadał tu co jakiś czas, aby odpocząć od zamieszania. Ewentualnie poczytać jakąś książkę tak, żeby nikt nie widział, ale to zdarzyło mu się tylko raz, bo spodobała mu się okładka. „Dzieło” okazało się tak tandetne, że porzucił je po kilku rozdziałach i już nie brał się za czytanie. Hm, czyli prawdą jest powiedzenie, że nie ocenia się książki po okładce.
Wracając do tu i teraz: faktycznie, niewiele się zmieniło, praktycznie wszystko było na swoim miejscu. Ale był jeden mały, aczkolwiek istotny szczegół – nie był sam. W przeciwległym końcu sali, przy stoliku siedziała dziewczyna, którą rozpoznał po krótkiej chwili, a i tak nie był pewien, czy to na pewno ona. 
- Miranda Carlsson, prawda? – spytał, nim zdążył ugryźć się w język. Słyszał o niej co nieco, głównie niezbyt przychylne rzeczy, ale nauczył się już przez te swoje niecałe siedemnaście lat życia, aby nie wierzyć plotkom. Poza tym chyba miał z nią czasami niektóre lekcje... chyba. Orientacja Leo w tych sprawach była naprawdę powalająca. 
Nagle pożałował, że się odezwał. Mógł odwrócić się i wyjść, po prostu. Widać ta oaza spokoju była już zajęta. Pech, znajdzie inną. Izbę Pamięci, chociażby. No tak, problem w tym, że Izba zawsze przypominała mu o bitwie. A bitwa przywoływała niechciane wspomnienia. A wspomnienia wywoływała paskudny nastrój. Tak, bardziej paskudny niż ten teraz.
- Wybacz, widzę, że tu zajęte. – skrzywił się lekko. Tak więc dokąd miał teraz pójść? Spojrzał jeszcze raz na dziewczynę. Może niech ona sobie tam coś pisze, a on posiedzi z boku i nie będzie jej przeszkadzał? Bądź co bądź, to prawie jak w bibliotece. - Emm... chyba, że nie będzie ci przeszkadzało, jak klapnę sobie, o tam – wskazał palcem na najbliższe krzesło - i będę sobie cicho kontemplował? – dokończył, wpatrując się w nią pytająco. W sumie to od niej zależało, w końcu była tu pierwsza.
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   09.03.16 12:58

Miranda była bardzo skupiona na swoim zadaniu, w końcu samo się nie nauczy. Na każdym kroku przemawiała przez nią ambicja i obawa przed zawodem ojca. Nie chciała by w jakikolwiek sposób mężczyzna miał powody do krytyki swojej córki. Jest w nowej szkole, musi pokazać na co ją stać. Dodatkowo powinna robić dobrą reklamę, bo w końcu jej rodzic pracował w Ministerstwie Magii. O to trzeba dbać.
Wiele osób jakby dowiedziało się o takich rzeczach, pomyślałoby, że robienie czegoś dla rodziców jest głupie. W końcu to jest nasze życie. Gówno prawda! Powtarzała w myślach Panna Carlsson. Od zawsze to jej życie nie było takie jak sobie wymarzyła. Dziewczyna jeszcze parę lat temu była zupełnie inną osobą. Nie przemawiało przez nią wieczne poirytowanie, ścisłe zasady czy też nieufność. To wszystko zostało nabyte przez wychowanie, szkołę i otoczenie. Nie miała innego wyboru niż wkupić się w łaski. Jakby zaczęła się sprzeciwiać to jej kontakty z ojcem by się pogorszyły, a do tego nie mogła dopuścić. Miała tylko jego, nikogo więcej. To ją bardzo blokowało przed byciem sobą. W tym momencie czuła jakby tamta Miranda gdzieś zniknęła i ktoś inny zajął jej miejsce.
Z pełnego skupienia wyrwał ją hałas otwieranych drzwi. Odwróciła się by sprawdzić kim jest sprawca. Nie była zadowolona, że ktoś zakłóca jej spokój, ale jeszcze bardziej była ciekawa. Nie podnosząc się z krzesła zobaczyła chłopaka, który wszedł do środka. Wyglądał dość nerwowo, ale nie żeby to obchodziło ciemnowłosą. Zwyczajnie obserwowała go z lekką pogardą. Rozpoznała jedynie, że jest to Gryfon, ale nie była pewna czy go zna. Zdawało jej się, że mogła go widzieć kilka razy w szkole lub na lekcji, ale za nic nie przypomniałaby sobie jego imienia.
Wyczekując co się stanie, siedziała i obracała w swoich rękach pióro. Dopiero po chwili chłopak zorientował się, że ma towarzystwo. Ślizgonka przewróciła tylko oczami gdy ten wypowiedział jej imię.
- Owszem - odpowiedziała z lekkim niesmakiem malującym się na twarzy.
Nie za bardzo obchodziło ją skąd chłopak je zna, nawet przez myśl nie przeszło by zapytać. Odwróciła się do swojego stolika i sprawdziła na czym skończyła. Jednym ruchem ręki zaznaczyła miejsce na książce i odłożyła swój przedmiot do pisania. Ponownie zwróciła się w stronę towarzysza.
- Jeśli musisz - burknęła pod nosem lustrując go wzrokiem - Tylko mi nie przeszkadzaj - powiedziała stanowczo i wróciła do swojej pracy.
W sumie czemu go nie wywaliłam? Zaczęła intensywniej myśleć... Dobra, będę łaskawa, ale jedno słowo i już go tu nie będzie. Uwieczniła swój plan chytrym uśmieszkiem i zaczęła bez słowa notować. Nie miała zamiaru przejmować się Gryfonem, w końcu co ją obchodziło po co tu wszedł. Skoro i tak się tu znalazł, to pragnęła jedynie by był cicho. Wtedy wszyscy będą zadowoleni.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   09.03.16 17:40

Na jej lakoniczną odpowiedź skinął tylko głową, bardziej do siebie, niż do dziewczyny. A więc zgadł. No cóż, pominąć chyba można fakt, że na tym jego wiedza o Ślizgonce się kończyła, prawda? I tak był z siebie dumny, że w tym całym zamieszaniu potrafił przywołać z otchłani pamięci jakieś nazwisko kogoś, kto nie jest w żaden sposób bliski. 
Zastanawiał się przez chwilę, czy powinien się przedstawić. Z jednej strony tego wymagała kultura i tak dalej, ale z drugiej Miranda mogła powiązać go z personą z artykułu w gazetce. W sumie to powiązać ich można było bardzo łatwo, w końcu Slughorn był tam wymieniony z nazwiska.
- Leo – powiedział tylko, lekko przygryzając wewnętrzną stronę wargi. Na pewno był więcej niż jeden Leonard w Hogwarcie, prawda? Na sto procent. To, że Gryfon go nie znał nie znaczyło, że go nie było, tylko że stracił zdolność do poznawania nowych ludzi. Zresztą widać, jak kiepsko mu szło. Ale to może akurat dlatego, że naprawdę miał nadzieję zastać klasę pustą. 
- Spoko – odparł, gdy Ślizgonka wróciła do pracy.
Klepnął na wcześniej wskazanym przez siebie krześle, z założonymi ramionami i lekko przymrużył oczy. O tak. Tego potrzebował. Ciszy. Niestety obecność dziewczyny rozpraszała go bardziej, niż przypuszczał. Co chwilę zerkał na nią kątem oka, upewniając się, czy aby się na niego nie gapi. Widział, że była w pełni skupiona na tym, co robiła... cokolwiek robiła. Tak więc w sumie mógł sobie wyobrazić, że jej tu nie ma. Tylko co to mu da? Znowu będzie przemyślał wszystko, po kolei, aż trafi go szlag? Przecież nie o to chodziło. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że uciekanie od ludzi właśnie do tego go prowadzi. A chodzi przecież o to, żeby odpocząć od problemów, a nie się nimi zadręczać. 
Po raz kolejny utkwił wzrok w dziewczynie, tym razem na dłużej. Może tylko sprawiała wrażenie takiej nieprzyjemniej, bo była skupiona na pracy? Kto wie, może nie miałaby też nic przeciwko, gdyby Slughorn chwilę z nią pogadał? Naprawdę o byle pierdołach, o czymkolwiek, co odwróci jego uwagę od problemów, a jednocześnie nie będzie wymagało socjalizowania się z innymi ludźmi. 
- Tak w ogóle, to co ty tam tak piszesz? – zdecydował się w końcu spytać, nie mając lepszego pomysłu na jakiekolwiek inne wszczęcie niby przypadkowej, niepozornej. wynikającej sama z siebie konwersacji. W sumie to autentycznie go to interesowało. Wmawiał sobie, że może się za tym kryć jakaś ciekawa opowieść, choć dziewczyna najprawdopodobniej po prostu pisała esej z zielarstwa, historii magii czy innego gównianego i wielce przydatnego przedmiotu. 
- Jesteś nowa, co nie? – upewnił się. Oby tym razem nie zaliczył takiej gafy, jak przy spotkaniu z Charlesem. Nie, tym razem był na siedemdziesiąt osiem procent pewien, że Miranda doszła do ich szkoły w tym roku. Co z tego, że chodziła z nim do szkoły już pół roku? Slughorn o tym nie wiedział, nie znał jej i nie za bardzo miał ochotę na poznawanie. No dobra, gadał z nią, ale to dlatego, że jakby do nikogo się nie odzywał to był ześwirował. M u s i a ł  z kimś rozmawiać, co było niezwykle zabawne, jeśli weźmie się pod uwagę, że unikał ludzi. No cóż, Leo to bardzo sprzeczna osoba i jest na to kolejny dowód właśnie w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   09.03.16 19:38

Dziewczyna swoją całą uwagę skupiła na książce. W między czasie zdążyła dosłyszeć jeszcze imię swojego towarzysza, ale nic na to nie odpowiedziała. Miała swoje plany i grafik, który musiała dokładnie wykonać. Przecież nagle nie odłoży swojej pracy na bok i nie będzie gadała z chłopakiem. No do takiego stopnia to by się nie zniżyła. Szczególnie, ze przybyła tu pierwsza i to jej się należy ten spokój, cisza i samotność, którą pragnęła. Gryfon powinien się cieszyć, że w ogóle mógł zostać.
Na całe szczęście przez cały trwało milczenie. Dosłyszeć można było jedynie szelest papieru, który przekręcała Ślizgonka albo wiatr stukający w okno. Taka atmosfera była idealna dla Mirandy. Nawet nie zauważała obecności chłopaka. Może momentami wyczuwała na swoich plecach jego wzrok, ale nie przejmowała się tym. W końcu Pan Leo nie wziął ze sobą nic by się czymś zająć, zostały mu tylko rozmyślenia.
Z głębokiej zadumy nad dalszym tekstem wybił ją głos Gryfona. A już prawie zapomniałam o jego istnieniu. Musiałeś to zniszczyć... Mamrotała w duchu jednocześnie odwracając się do chłopaka.
- Transmutacja - odparła szybko by nie zagłębiać się w dłuższą rozmowę. Nawet nie dało się wyczuć chamskiego głosu. To był postęp dla Panny Carlsson.
Automatycznie ponownie zwróciła się by kontynuować swoją pracę. Jednak nie było jej to dane. Zdążyła zaledwie dopisać jedno zdanie i kolejny raz rozbrzmiał echem głos Leo. Miranda zacisnęła usta w wąską kreskę. Jak dla niej to było już za dużo. Rozumiała, że mógł być ciekawy co robi, ale powiedział, że zaszyje się w kącie i będzie cicho. Nerwy, które Ślizgonka kumulowała w sobie, właśnie w tym momencie znalazły ujście.
- Słuchaj, mieliśmy jakąś umowę... - powiedziała dosadnie zwracając się do niego. - Zostajesz tu pod warunkiem, że nie będziesz mi przeszkadzał, a co robisz? - zapytała, ale nie oczekiwała odpowiedzi - Jestem bardzo zajęta, mam do napisania esej z Transmutacji. Rozumiem, że ciebie to może nie obchodzić, ale chce coś w życiu osiągnąć. Jeśli chcesz tu zostać to zamknij się i nie rozpraszaj mnie. - zakończyła swoją wypowiedź sztucznym uśmiechem.
Gryfon całkowicie wybiła ją z rytmu, ale nie miała zamiaru tego po sobie poznać. Nie było jej ani trochę przykro. Brak wstydu, brak poczucia winy. Nie miała humoru na tłumaczenie chłopakowi, że zwyczajnie nie ma ochoty na rozmowy. Odetchnęła ciężko i ponownie zabrała się za swoją pracę, która od tej chwili zupełnie jej nie wychodziła.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   11.03.16 19:48

- Transmutacja? – powtórzył, marszcząc brwi. Ale chyba nic nie było zadane z transmutacji... a może jednak? W sumie to Leo nie zdziwiłby się, gdyby miał do napisania jakiś esej i nawet o tym nie wiedział, zważywszy na poziom jego skupienia na lekcjach, który z mijającym czasem wbrew pozorom wcale się nie poprawił, a szkoda. Wydawało mu się absurdem to, że jeszcze utrzymuje się na stanowisku prefekta, biorąc pod uwagę jego stopnie, wybryki i plotki krążące po szkole. Poza tym, to pewnie kwestia zaledwie czasu, aż McGonagall wezwie go do swojego gabinetu żeby wyjaśnić to całe zamieszanie. Na razie jednak miał spokój. Co oczywiście nie zmieniało faktu, że ilekroć dostrzegał gdzieś na horyzoncie sylwetkę szanownej pani dyrektor, starał się jak najszybciej usunąć jej z drogi, zupełnie jakby to miało coś dać. Absurd. Gdyby chciała, to by go dorwała, to oczywiste. Nie był aż taki nieprzewidywalny, jak mu się zdawało. Na lekcjach, w Pokoju Wspólnym, w dormitorium, na posiłkach, których rozpaczliwie starał się unikać... bo od czego jest kuchnia i żebranie od skrzatów? No i można coś spożyć w spokoju, bez wpijających się w plecy spojrzeń. Bo to przecież najważniejsze.
Chyba faktycznie był jakiś esej do napisania...
Zaczynał powoli zastanawiać się, czy nie popada w jakiś dziwny stan, próbując unikać ludzi w zamku, w którym ludzie są  w s z ę d z i e  (obecna sytuacja to doskonałe potwierdzenie), będąc jednocześnie uczulonym na samotność. Czy to nie jest odrobinę masochistyczne, kiedy w tym samym momencie nienawidzi się i pragnie pozostania z samym sobą? Wiedział, że gdyby Mirandy tu nie było, to najpewniej zacząłby gadać sam do siebie. Ostatnio coraz częściej mu się to zdarzało. Bo czy to nie jest tak, że on sam jest jedyną osobą, której może w pełni zaufać? Miał niby przyjaciół, ale jednak... to nie to samo. Nie mógłby powiedzieć im o wszystkim. Na przykład Gabe wcale nie musiał mieć pojęcia o pewnych rzeczach. I tak wiedział już za wiele. A tym bardziej Amelia! Czemu nie potrafi z nią rozmawiać tak, jak za łebka? Co takiego ich podzieliło? Czy te trzy lata po wojnie, które spędzili tylko w towarzystwie swoim i rodziców, nie powinny ich jakoś to siebie ponownie zbliżyć?
Uniósł brwi, słysząc irytację Ślizgonki.
- Chciałem być tylko miły. Fajna rzecz, też mogłabyś spróbować. Może wtedy nie siedziałabyś nad transmutacją w jakiejś starej klasie, tylko chichotała z koleżankami gdzieś na błoniach – wzruszył ramionami, wbijając w nią spojrzenie, a jego twarz stała się jakby bardziej pochmurna. -Zresztą na ten esej mamy jeszcze kupę czasu. Naprawdę nie masz, co ze sobą zrobić? I nie wiem, może nie widać, ale ja też chciałbym coś w życiu osiągnąć - mniejsza, że mi to nie wyjdzie. Bo w sumie, to jaka przyszłość go czeka? Jakieś głupie zajęcia z wróżbiarstwa na pewno mu tego nie powiedzą, przestał wierzyć już w takie rzeczy trochę czasu temu. Wiedział, że nie ma co liczyć na zbyt wiele. Wątpił, aby do czasu skończenia przez niego szkoły, Rada Dwunastu zdołała obalić Ministerstwo... w którym pracować nie miał zamiaru. Więc już jedno, powszechnie pożądane miejsce zatrudnienia możemy skreślić. W Mungu? Tak, chyba jako salowy. Czyli wychodzi na to, że skończy jako kelner w jakimś pubie, ewentualnie sprzedawca w jakimś sklepie. Brzmi obiecująco. Aż chce się uniezależnić od rodziców i wyprowadzić!
Prawdę mówiąc, to Miranda odrobinę wyprowadziła go z równowagi. Ale nie w tym sensie, że rozzłościła go, raczej zdezorientowała. Przecież nie chciał nic złego. Chciał tylko porozmawiać! Carlsson widocznie nie była na to taka chętna... Zupełnie jakby przerwał jej pracę nad stworzeniem jakiejś nieosiągalnej dla szarego człowieka, wykraczającej poza granice wyobraźni i ambicji, bliżej nieokreślonej rzeczy. A tymczasem chodziło o zwykły esej. Esej, na który mieli jeszcze w cholerę czasu i Slughorn nie mógł pojąć, jak można brać się za to już teraz. Jego wniosek był taki, że dziewczyna albo naprawdę uwielbiała transmutację, co wydawało mu się śmieszne, albo kurewsko się nudziła.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   11.03.16 21:46

Usłyszała stwierdzenie chłopaka na jej odpowiedź. Czym tu można być zaskoczonym, że ktoś jest na tyle ambitny, że nie będzie czekał do ostatniej chwili. No może większość osób właśnie miała taka podejście, ale z pewnością nie Miranda. Codziennie widziała jak uczniowie siedzą na parapetach, w bibliotece czy w Pokoju Wspólnym i tylko im głupie żarty były w głowie. Ciemnowłosa nie mogła pojąć czegoś takiego. Jak można żyć bez systemów czy jakiejkolwiek chęci do nabierania wiedzy czy myślenia o swojej przyszłości. Grafik, który prowadziła przecież nie był tylko prowizorką. Oczywiście miała także chwilę dla siebie. Może nie zbyt długie czy ciągnące się godzinami, ale zawsze. A poza tym dziewczyna była bardzo zorganizowana też ze względu na to, że nie miała z kim spędzać czasu wolnego. Wolała zaplanować każdy dzień tak by nie móc wcisnąć tam jakiś zbędnych czy głupich rzeczy. Od zawsze uczono ją by była niezależna, odpowiedzialna i samowystarczalna. Takich idei, które wmawiał jej ojciec nie mogła teraz zmienić. Jak człowiek wychowuje się na życiu pełnym zasad, nakazów i zakazów to nie postępował inaczej. Nie miała zamiaru nikomu tłumaczyć tego jaka jest prawda, że kiedyś tak nie było... Nieufność wobec ludzi nie wzięła się z nienawiści do nich, została cechą nabytą. Cechą, którą pielęgnował w nią jej rodzic.
Miranda czasem myślała nad sensem swoje postępowania. Często chciała być miła, przecież nie zawsze znajomość z kimś była czymś złym. Mimo wszystko po tylu latach, bardzo trudno jest przejść zmianę. Oczywiście w swoim rodzinnym mieście miała osoby, których mogła nazwać przyjaciółmi. Wiedzieli o niej wszystko, bo znali ją od dziecka. Brakowało jej tamtego towarzystwo. Po przeprowadzce stwierdziła, że nowe kontakty nie mają już znaczenia. Nigdy by nie pomyślała, że straci poprzednich znajomych, a tak się stało. Jaki sens miało poznawanie nowych skoro ich także może stracić z dnia na dzień?
Kontemplacje nad życiem przerwały jej słowa niechcianego towarzysz. Zacisnęła powieki by nie wybuchnąć gniewem. Momentami nie potrafiła kontrolować takich emocji. Często zamiast dać komukolwiek szansę, kierowała atak i ostatecznie "zabijała" znajomość. Może to nie był dobre rozwiązanie, ale dziewczyna mimo starań jakie wkładała i tak kończyło się to zawsze tak samo. Teraz było jej to obojętne kto i co o niej pomyśli. Wolała nabrać szacunku od ludzi by trzymali się od niej z daleka. To by jej wystarczyło, chciała być sama.
- Siedzenie i gadanie o tym "Jaki ten chłopak jest przystojny..." - zaczęła naśladować dziewczyny z V rocznika, które ostatnio widziała na błoniach i zachwycały się mięśniakiem z VI roku. - Nie, podziękuje - dodała do tego swój szyderczy uśmieszek. Celowo nie zareagowała na to co wspomniał na początku. Ona i bycie miłą? Chyba pod zły adres przyszedłeś kolego. Niestety, ale to się nie łączy w parę. - Jak byś nie zauważył to mam co robić i ja nie będę czekać do ostatniej chwili jak... inni - powiedziała krzywiąc się i bez skrępowania kiwając głową w jego stronę. Stwierdziła, że chodź minimalna dobroć mu się należy, więc nie dokończyła swojego zdania, które zdecydowanie powinna zaakcentować słowem "idioci". Mimo tego, że była jawnie wredną osobą, starała się zostawić chodź odrobinę swojej kultury osobistej. - A tak na marginesie... To po co tu przyszedłeś? Nie masz przyjaciół, z którymi możesz się pochichrać? - zapytała sarkastycznie. - Gdybyś miał trochę więcej oleju w głowie, z pewnością byś sobie zorganizował coś pożytecznego i nie musiałbyś siedzieć tutaj ze mną. - oświadczyła i z godnością odgarnęła swoje gęste włosy do tyłu by znów zwrócić się w stronę książki.
Takie ataki nie dawały jej satysfakcji. Miały jedynie na celu oddalenie osobnika, który próbuje się z nią "zakolegować". Zdecydowanie nie miała ochoty na takie rzeczy. Potrafiła sama zająć się swoimi sprawami i nikomu nie wchodziła z butami w jego życia. Dlatego reszta mogłaby w końcu dać jej spokój i uszanować jej chęć bycia samą. To była jedyna prośba dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   12.03.16 10:55

Oczywiście, że nie było nic dziwnego w byciu ambitnym, choć Leo raczej tej cechy nie posiadł. Bardziej zastanawiało go, czemu akurat dzisiaj tak nagle połowę Hogwartu wzięło na naukę. Albo siedzenie nad książkami z kolegami. Tak, jest duża różnica między tymi dwiema czynnościami. W sumie to Slughorn też mógłby dla odmiany swój wolny czas przeznaczyć na coś pożyteczniejszego, takiego jak nauka. Problem w tym, że po prostu nie potrafił. Ogromną trudność sprawiało mu już samo siedzenie na lekcjach po kilka godzin dziennie, dlatego rzeczy takie jak odrabianie zadań (a w tym pisanie esejów) nieustannie prokrastynował, aby potem zrobić to na ostatnią chwilę bądź wcale. Podobnie robił z nauką, co nie było zbyt mądre. Niby wiedział, że powinien uczyć się systematycznie, z lekcji na lekcję, bla bla bla... ale nie potrafił wdrożyć tego w życie. Jeśli coś umiał, to umiał, jeśli nie - to się nie nauczy. Bardzo kiepskie podejście, zamykające nowe horyzonty. Może kiedyś to się zmieni.
Leo też nie zawsze był miły. W końcu są przecież ludzie, dla których bycie miłym to prawdziwe wyzwanie. Taka Reagan, dajmy na to. Nigdy nie pomyślałby, żeby mógł być dla niej miły. Ona po prostu nie zasługiwała na bycie miłą. Swoim głupim mszczeniem się za jakiś durny incydent z pierwszej klasy skutecznie utwierdziła go w przekonaniu, że Gryfonka jest osobą, dla której miłym być się nie da. Czasem starał się być uprzejmy, ale po kilku krótkich komentarzach dziewczyny zaraz ochota na to mu przechodziła. Poza tym są jeszcze te wszystkie irytujące gryfońskie pierwszaki, nad którymi w teorii miał sprawować pieczę. Nie miał do nich siły, więc zazwyczaj po prostu straszył je szlabanem lub odjęciem punktów własnemu domowi. Albo te zabójcze spojrzenia, które im rzucał. Jak dobrze się przyłożył, to i one wystarczały. No i na koniec Miranda. Dla niej wprawdzie próbował być miły, ale nie to nie.
- Jeśli wolisz dziewczyny, to na pewno znajdą się i takie, z którymi możesz pogadać o ich tyłkach - stwierdził, wzruszając ramionami. Nie miał naturalnie nic przeciwko temu. W końcu sam był... jaki był. I choć nie wiedział może jeszcze do końca, jak może się określać, to miał świadomość, że należy do tego queerowego odłamu populacji. W sumie to to byłoby całkiem zabawne, gdyby nie tolerował lesbijek, jednocześnie całując się z Gabe'em po kątach. Ciekawe, czy są tacy ludzie? Na pewno jacyś są. Ludzie są dziwni. - Ach, ci inni, którzy czekają do ostatniej chwili! Kompletni kretyni - pokręcił głową, robiąc minę, jakby ludzkość zawiodła go po raz kolejny. Aha, czyli tak się kończy próbowanie bycia miłym. Okej, Slughorn mógł zapewnić, że to był ostatni raz. Następnym razem wywali ją za szmaty, jeśli będzie chciał być sam, ignorując fakty, że była tu pierwsza i że jest dziewczyną. Ale teraz to w sumie nie chciał być sam. Pragnął być z dala od ludzi, ale jednocześnie nie całkiem samotny. Był gotów siedzieć tu z Mirandą właśnie z tego powodu, ale był jeszcze jeden - nie da się tak perfidnie stąd wykurzyć. Jeszcze by pomyślała, że zagięła go swoimi słowami, na co nie mógł pozwolić. Jego męska duma już wystarczająco ucierpiała przez ostatni czas.
- Pytasz mnie, czy nie mam przyjaciół, z którymi mogę pogadać o tym, "jaki ten chłopak jest przystojny"? - spytał unosząc jedną brew. - W sumie to tak się składa, że trzy czwarte moich przyjaciół leży w piachu - odparł, niekontrolowanie przygryzając wargę, kiedy uświadomił sobie, że to prawda, a jego słowa straciły żartobliwy wydźwięk. Głupi był, że myślał, iż tylko mu przyszło do głowy zignorować w pełni fakt bycia niewyedukowanym drugoklasistą i wziąć udział w bitwie. Głupi był też, żywiąc nadzieję, że wszyscy wyjdą z tego cało. Wojna to nie zabawa. Niby nauczył go tego już słynny drugi rok w Hogwarcie, pod rządami rodzeństwa Carrow, kiedy to potrafił oberwać cruciatusem kilka razy dziennie, a jednak musiał wtedy wślizgnąć się z powrotem do zamku i... czemu akurat teraz o tym myślę? Wystarczy. Stało się i tyle. Nadszedł czas, aby wreszcie się z tym pogodzić, prawda?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.03.16 0:22

Skupienie na swoim dotychczasowym zajęciu sprawiało jej ogromne problemy. Nie zajmowało jej głowy myśleniem o rozmowie z chłopakiem, który siedzieć z nią w jednej sali, raczej to było wybicie z rytmu. Tak bardzo żałowała, że na samym początku nie powiedziała, żeby wyszedł, bo nie ma ochoty na towarzystwo. Teraz musiała męczyć się z takim i słuchaj co ma do powiedzenia. Jakby ją to w ogóle obchodziło. Powiedziała swoje i on swoje i powinno się na tym zakończyć. Po co drążyć temat skoro nie miał on najmniejszego sensu. Mogliby spokojnie zająć się swoimi własnymi sprawami, a nie wylewać żale i złości.
Kolejną rzeczą, która ją denerwowała to chęć ataku, której nie mogła powstrzymać. Nie umiała puścić mimo uszu zaczepek Gryfona. Szczególnie, że były tak żenujące, że nie chciała wręcz przepuścić okazji do ciskania w niego "piorunami". Co by jej ojciec powiedział na to, że dała się jakiemuś chłopakowi przegadać. Już widziała ten wzrok, który oznaczałby wstyd za swoją córkę. Nie mogła dać za wygraną, musiała walczyć. Honoru rodziny czas bronić.
Dopiero po chwili dotarły do niej słowa szanownego pana siedzącego w kącie. Skrzywiła się na sam dźwięk jego głosu. Już nie miała ochoty bawić się dłużej w tą złą i tego dobrego. Miała po dziurki w nosie jego wielce inteligentnych odpowiedzi, który nie miały sensu. Nawet momentami brakowało jej słów by określić głupotę ludzi jakimi się otaczała w tej szkole. To nie zaprzeczy, że tacy nie chodzili do jej poprzedniej, ale nie musiała się z nimi użerać. Sami jej unikali jak ognia, bo dobrze wiedzieli co ich czeka. Tutaj dopiero mogła wyrobić sobie szacunek, ale niestety... musiała na niego zapracować.
- No tak - parsknęła śmiechem - Przecież u was to chleb powszedni, że na każdym kroku jest homo... Niestety tym razem nie trafiłeś - odpowiedziała nawet na niego nie patrząc. W końcu z jakiej racji miała mu okazać tak duży szacunek jak kontakt wzrokowy skoro powiedzenie, że nie będzie zachowywała się jak idiotka wzdychająca do pierwszego lepszego zinterpretował jako lesbijstwo. Poziom głupoty do jakiej dotarł chłopak był zadziwiająco wysoki. Aż momentami przepełniał ją żal, że można być tak upośledzoną osobą.
Na kolejny komentarz dziewczyna tylko wzruszyła ramionami przytakując sobie w duchu, że jej myśli z chwili na chwilę spełniają się. Niestety bardzo chciała się mylić, jednak w tym wypadku nie widziała innego rozwiązania. Gryfon był może i miłą osobą i przez to pocisnąć jej nie mógł. Musiałby się o wiele bardziej napracować by cokolwiek osiągnąć. Jedyne czego się obawiała to to, że utknęła z nim tutaj na dłużej. Najwyraźniej jej niechciany towarzysz pragnął dodać jej rozrywki jeszcze przez jakiś czas. Jednak ona nie miała zamiaru poddać się tak łatwo i odejść. Ona była tu pierwsza i nie miała zamiaru ulec presji bycia samotną na skutek przegranej.
Informacja chłopaka delikatnie nią wstrząsnęła. Może nie aż tak drastycznie, bo dziewczyna doskonale znała historię wojny, która miała tu miejsce zaledwie trzy lata temu. Wiedziała co się stało i ile było ofiar. Może i przez moment zrobiło jej się szkoda Leo, ale nie miała zamiaru tego po sobie poznać. Starała się wybrnąć z tej sytuacji inaczej. W końcu co on sobie wyobrażał? Jako jedyny miał problemy i mógł się użalać nad sobą. Nie jest sam w tym gównie co nas otacza. Szybko się odwróciła i zwróciła do niego.
- Posłuchaj, Leo - powiedziała z pogardą wymawiając jego imię. - Rozumiem, że masz swoje powody do tego by tu być. Nie zabroniłam ci, JEDYNE o co prosiłam to o ciszę. - zaczęła spokojnie tłumaczyć i walczyć ze swoją wewnętrzną Mirandą, która bardzo chciała naskoczyć na chłopaka - Niestety złamałeś JEDYNĄ zasadę, o którą prosiłam. Czy było to trudne? Nie. - powiedziała unosząc lekko głos, ale po chwili zatrzymała się i odetchnęła ciężko by zapanować nad emocjami - Wierz mi, że nie tylko ty masz problemy. Inni też zmagają się z przeciwnościami losu, które na nich spadają. Różowo nie jest, ale trzeba żyć dalej. Nie cofniesz czasu... - dokończyła swoją myśl dość spokojnym tonem jak na Ślizgonkę. Niestety to nie był koniec wypowiedzi. Oczywiście lekkie pauza musiała nastąpić by słowa dotarły do chłopaka. - Więc zamiast użalać się nad sobą, że twoi przyjaciele teraz nie mogą tu być, to powinieneś znaleźć innych. Ja ci w tym nie pomogę, więc mógłbyś zwyczajnie zostawić mnie w spokoju i albo opuścić sale, albo nie zakłócać mojego spokoju, po który tutaj przyszłam. - oznajmiła dobitnie z lekko syczącym tonem.
Miała jedynie nadzieję, że po tych słowach coś dotrze do niego i zauważy, że może nie tylko ona ma takie ciężkie życie. W końcu ciemnowłosa wciąż walczy ze sobą, od kiedy była dzieckiem. Nie zawsze wychodzi jej to co sobie postanowi, ale starała się nie myśleć wciąż negatywnie. Czas płynie dalej i leczy rany, jednak zawsze zostają blizny, o których będziemy pamiętać.
Na sam koniec beznamiętnie odwróciła się od Gryfona i spojrzała przed siebie. Nawet nie starała się kontynuować pisać eseju. Wyjęła swój dziennik z torby i otworzyła zaczęła spokojnie analizować ostatni wpis.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Czwarte piętro-
Skocz do: