Share | 
 
Opuszczona klasa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Opuszczona klasa   28.09.15 3:37

First topic message reminder :

Opuszczona klasa
W tej sali od dawna nie prowadzono żadnych zajęć. Ławki zebrano pod ścianą i postawiono jedną na drugą, krzesła leżały porozrzucane z tyłu, jedno na drugim, a ich nogi połączone były siatką pajęczyn. Ciężko powiedzieć, od jak dawna nikt tu nie wchodził, a jeśli ty się odważysz, lepiej uważaj - nigdy nie wiadomo, co może się stać.

Rzuć kostką:
1 - ledwo wchodzisz do sali, a gdzieś spod sufitu wylatuje nietoperz i drapie cię po twarzy; przez trzy najbliższe wątki musisz wspominać o szramie na policzku.
2 - nic się nie dzieje.
3 - po wejściu wgłąb sali, kamienna płyta pod twoją stopą zapada się i tymczasowo utykasz w powstałej dziurze.
4 - kiedy podchodzisz do biurka stojącego w rogu i otwierasz jedną z szuflad, odkrywasz, że ktoś zostawił tam trzy sykle - są twoje!
5 - obudzony przez hasał, spomiędzy krzeseł wybiega wielki, spasiony szczur  i biegnie w twoją stronę.
6 - nic się nie dzieje.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   13.03.16 11:11

Leo parsknął krótkim śmiechem tuż po Ślizgonce. Amelia niedawno mówiła coś podobnego, prawda? Zastanawiał się, czy tak jest naprawdę. Jak to możliwe, że takie rzeczy widzą wszyscy, tylko nie on? Może za bardzo skupia się na sobie i Gabrielu. Chociaż z drugiej strony, gdyby skupiał się właśnie na nich, to chyba właśnie zauważyłby, że zasada heteroseksualnej większości nie miała miejsca w Hogwarcie. Zdaniem jego siostry. Powinien chyba zacząć jakoś uważniej przyglądać się swoim znajomym, bo aż go to zaintrygowało. Albo lepiej nie, bo zaraz ktoś napisze wiadomość do gazetki, że patrzę na kolegów pełnym pożądania spojrzeniem. Tia, bardzo prawdopodobne, ale już nic go nie zdziwi. Po tym, jak ktoś śmiał stwierdzić, że łączy go coś więcej z Liv i własną siostrą (!) naprawdę był przygotowany na wszystko.
- Wiesz, że jesteś już drugą osobą, która mi o tym mówi? Zabawne, że ja tego nie widzę - pokręcił lekko głową. - Kiedy byłem tu ostatnio, to duża większość sprawiała wrażenie hetero. Może to sobie zakodowałem - uśmiechnął się pod nosem, bo właśnie tak było w istocie. Przecież to nieistotne, że drugoklasistom w głowie są na pewno nic innego, jak miłości i wielkie romanse. Gdyby ktoś jego samego spytał, co będzie robił cztery lata później, to pewnie stwierdziłby, że robiłby kawały ze wszystkiego i wszystkich, wymykał się do Hogsmeade tylko po to, aby móc wpieprzać co wieczór wielki wór słodyczy z Miodowego Królestwa, przekomarzał się na żarty z Liv... a tymczasem co robi? Nawet ostatni podpunkt się nie zgadza, bo to, co teraz działo się między nim, a dziewczyną raczej żartami nazwać nie można było. To była wojna. Po prostu wojna.
Slughorn uśmiechnął się lekko i wbił w nią badawcze spojrzenie, gdy dziewczyna rozpoczęła swój monolog.
- Wiem, że ludzie mają problemy i że gówno ich obchodzą inni. Wiem to głównie stąd, że choćbym nie wiem jak udawał, to i tak jestem taki, jak oni. Wybacz, nic z tym nie zrobię. A cofnięcie czasu w niczym nie pomoże, bo to, co się stało ani nie było moją winą, ani nie zależało ode mnie - podobało mu się to, co mówi. Przez chwilę sam sobie uwierzył, a myśl o tym, jaki potrafi być przekonujący podniosła go nagle na duchu. - A co do ciszy... Okej. Zamknę się. Spoko. Po prostu wydawałaś mi się osobą, która potrzebuje rozmowy - oświadczył. Mniejsza, że jedyną osobą tu, która potrzebowała rozmowy był Gryfon. Przecież tego nie powie! Jeszcze nie zwariował. Tym bardziej, że jego znajomość z Mirandą jak na razie nie zapowiadała się zbyt ciekawie.
Po następnych słowach, które padły z ust dziewczyny, na chwilę zapadła cisza. To był właśnie jeden z tych momentów, kiedy Slughorn po raz kolejny doszedł do wniosku, że jednak nie należy zmieniać swojego postępowania. Skoro coś takiego, co miało zabrzmieć bardziej humorystycznie (mniejsza, że nie wyszło) i w sumie to raczej samoistnie wymsknęło mu się z ust, ludzie odbierali jako użalanie się nad sobą, to co by powiedzieli, gdyby mówił, co myślał i zachowywał się tak, jak się czuł?
- Świetna rada. Naprawdę. Postaram się ją wykorzystać, ale musisz wiedzieć, że jedno robisz źle. Skoro już doradzasz coś innym, to sama raczej też powinnaś się do tego stosować, czyż nie? Może też powinnaś sobie znaleźć przyjaciół? - uniósł pytająco jedną brew. Była nowa. Teraz już jego pewność, co do tego faktu wzrosła niemal do okrąglutkich stu procent.
- Okej, a teraz już będę cicho, jeśli to jest to, czego pragniesz - stwierdził, próbując poprawić się na krześle. Po kilku minutach jednak stwierdził, że nie może tak siedzieć bezczynnie. Dźwignął się z krzesła i okręcił wokół siebie, jeszcze raz rozglądając po klasie. Ruszył kawałek w stronę Ślizgonki, ale gdy znalazł się kilka metrów od niej, zatrzymał się przy stojącym pod ściana starym biurku, choć w sumie sam nie wiedział po co. Przesunął palcem po jego blacie, ścierając grubą warstwę kurzu. Ktoś powinien tu posprzątać.
Dyskretnie zerknął na Mirandę i zauważył, że nie pisała już eseju, tylko czytała jakąś książeczkę, czy coś w tym stylu. Wytężył spojrzenie, starając się odczytać jakiekolwiek słowa, ale po chwili już się poddał.
- Ciekawe? - wymsknęło mu się. No jasna cholera! Naprawdę, czy on nie potrafi siedzieć cicho? Za długo unikał rozmów z ludźmi, tak więc teraz, gdy na horyzoncie pojawiła się osoba, która raczej nie wiedziała ani o gazetce, ani o jego wyimaginowanych sobie przez kogoś romansach, po prostu nie potrafił zamilknąć.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   15.03.16 12:50

Zaciekawienie swoim dziennikiem było dość niskie, więc nie skupiała się aż tak na rozczytaniu swoich zapisek. Raczej wolała udawać, że cokolwiek robi niż dawać wolną rękę Gryfonowi by mógł ją zamęczać. Chociaż w gruncie rzeczy już jej było obojętne. Wiedziała dokładnie, że nie dokończy swojego eseju z Transmutacji, więc po co miała w ogóle tu siedzieć. Trzymało ją jedynie to, że nie chciała dać za wygraną i wolała się pomęczyć niż odpuścić. Ta głupia duma Carlssonów. Nawet ją momentami denerwowało jej pochodzenie i to, że nie potrafiła dać sobie spokój. W końcu po co drążyć temat i robić sobie wrogów skoro to nie o to chodziło. Szacunek nie nabierasz poprzez nienawiść, można inaczej podziałać.
Słowa chłopaka już nie wybijały jej z rozmyśleń, bo takowych nie było. Mogła bez problemu nasłuchiwać jego wypowiedzi. Tym razem była dość zaskoczona.
Jak można nie widzieć co się dzieje w szkole skoro jest się tu od zawsze?
Myślała i zerknęła z ukosa na towarzysza, który wciąż siedział w tym samym miejscu z dziwnym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
- Sprawiała wrażenie! - powiedziała akcentując te słowa i lekko marszcząc brwi - To jest bardzo dobre stwierdzenie. Ludzie usilnie próbują to zatuszować, a to ich jeszcze bardziej zdradza. - dodała wymownie i nie próbowała się nawet odwrócić znów do swojej ławeczki. Jaki to miało sens, skoro nic ją już tam nie interesowało.
Miranda westchnęła głośno, ale nie miało być to zbyt ostentacyjne. Po prostu już nie wiedziała co ze sobą zrobić. Chłopak zniszczył jej grafik, którego tyle lat się trzymała. Nie wiedziała, że ktokolwiek był w stanie tak ją wybić z rytmu pracy. Do tej pory jeszcze nikomu nie udało się tego dokonać. Może też dlatego, że nikt wcześniej nie próbował z nią rozmawiać. Dziewczyna raczej sprawia wrażenie osoby dość odrzucającej. Może to się wydawać dziwne, ale sama bardzo nie chce spędzać czas z nowymi ludźmi. W dodatku teraz nie miała zupełnie wyboru, bo pozbycie się Gryfona graniczyło z cudem. To prowokowało ją do nabawienia się nerwicy albo zwyczajnego podziwu. Sama nie wiedziała co powinna odczuwać, ale nerwy już jej zaczęły przechodzić. Może powoli próbowała przyzwyczaić się do natręta... Trudno było stwierdzić.
- Każdy taki jest! - podsumowała - Większość ludzi jest zbyt zajęcia własną dupą by dostrzec ból innych. - mówiła bez zawahania patrząc w stronę okna.
Leo wyjątkowo miał racje. Innych gówno obchodzi co się tak na prawdę dzieje w życiu rówieśników. To nie oznaczało, że są nieczuli, to bardziej polegało na tym, że sami mieli problemy i po co sobie dokładać nowych? W dodatku nie swoich. Miranda to rozumiała, bo miała i w sumie do tej pory ma, ciężki los. Nigdy w jej życiu nie było kolorowo. To zawsze było dla niej ważniejsze i bardziej męczące niż jakby usłyszała o czyiś problemach.
- A może ja nie chce? - oznajmiła patrząc na chłopaka. - Po co mi to? Już jednych miałam i nagle ich straciłam. Jaki ma sens próbować znaleźć nowych skoro oni też mogą za chwilę odejść. - powiedziała dobitnie. W jej głosie nie był wyczuwalny smutek chociaż to własnie przepełniało jej ciało. Bardziej można było stwierdzić, że jest poirytowana. No, ale ona zawsze tak brzmiała. Do tego niestety trzeba się przyzwyczaić.
Dodatkowe stwierdzenie, że Gryfon będzie cicho, już nie zadowoliło Ślizgonki. Co tak właściwie jej to teraz zmieniało skoro już i tak nic nie zrobi. Mogła jedynie patrzyć się w swój dziennik i czekać aż coś nagle może przykuje jej uwagę. Śledziła zapiski w nim i starała się jakoś analizować. Niestety nic jej już nie wychodziło. Wzięła do ręki białe pióro, które dostała od swojego ojca przed pierwszym dniem w Durmstrangu. Należało do jej matki i było dla niej bardzo cenne. Nigdy się z nim nie rozstawała.
Zauważyła po chwili jak Leo podniósł się z miejsca i krąży. Nie patrzyła na niego, ale wyczuwała na sobie jego wzrok. Nie było to zbyt przyjemne, ale jakakolwiek reakcja była by gorsza. Już zdążyła zauważyć, że cisza dla Gryfona to zbyt ciężka sprawa. Musiał coś ze sobą robić, bo inaczej dostawała jakiejś choroby. Dlatego też nie była zaskoczona gdy ponownie się odezwał. Zdegustowana nie chciała pokazywać swojego pamiętnika, więc szybko go zamknęła i spojrzała na niego. Był na tyle blisko, że spokojnie można było wyczuć napięcie między nimi.
- Może zorganizować ci jakieś zajęcie, bo widać, że się bardzo nudzisz. - powiedziała i lekki cień uśmiechu przeleciał jej przez twarz.
Może jednak ta znajomość nie wyjdzie mi na złe... Oh, błagam bym tego nie pożałowała!
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   16.03.16 21:41

- Nie wiem – wzruszył tylko ramionami, nie chcąc dłużej ciągnąć tego tematu. Pewnie dlatego, że jakoś dziwnie niekomfortowo czuł się, rozmawiając z praktycznie nowo poznaną osobą o czymś takim... poza tym poczuł się jakby był głupi i ślepy. Czemu nie widzi rzeczy, które jest w stanie dostrzec osoba będąca w Hogwarcie od kilku miesięcy? Ignorancja, jaką stosował w stosunku do świata wokół rozbrajała nawet jego samego. Powinien czujniej obserwować wszystko, choć wydawało mu się, że już to robi, zwłaszcza ostatnio, kiedy to usilnie starał się odwrócić swoją uwagę od własnych problemów oraz skupić ją na małych i niepozornych, aczkolwiek niemniej ważnych aspektach życia. Widocznie powinien skupić się na ludziach. Albo nie, skoro już o skupieniu mowa to priorytetem była szkoła, ale na to nie było co liczyć. Yhm, czyli zostajemy przy ludziach. Przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek.
- Może nie każdy – stwierdził opierając łokieć na kolanie i podpierając dłonią podbródek. Szczerze to miał taką nadzieję, że na tym świecie są jeszcze osoby, które obchodzi dobro innych. Bo bez tego to czym byłby właściwie świat? Z drugiej strony czy to w porządku, że Gryfon, który przecież sam nie potrafi okiełznać problemów otaczających go ludzi, wymaga tego od innych? Chyba nie do końca i on miał tego świadomość, co nie zmieniało faktu, że dobrze żyłoby się, wiedząc, że gdzieś na ziemi jest taka anielska duszyczka w ludzkim ciele. I pewnie gdzieś jest. Slughorn wierzył w to naprawdę głęboko. Bo przecież nie wszyscy są zapchlonymi egoistami. Tak, może większość osób, ale od każdej reguły są wyjątki i od tej też na pewno były.
Na słowa dziewczyny znowu zamilknął na moment. Musiał sobie wszystko poukładać w głowie i przeanalizować w myślach, bo powoli przestawał nadążać.
- Czyli dobrze myślałem, że jesteś nowa – było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, którym miało być w zamyśle, ale to nieistotne. - Kto powiedział, że z tymi, których zdobędziesz tu będzie tak samo? Jak trafisz na odpowiednie osoby, to na pewno cię nie zostawią, nieważne jak daleko od nich będziesz – dodał z westchnięciem. Miał nadzieję, że to sprawdza się w życiu. Skoro jego przyjaźń, chociażby z Gabe'em, przetrwała trzy lata rozłąki na pisaniu listów... i przetrwa też na pewno ten czas, kiedy Bertrand skończy szkołę. Bo czemu coś miałoby się zmienić? To tylko rok. Niecały. To oczywiste, że dadzą radę. Leo dopiero w tamtym momencie zorientował się, że w sumie to miał zamiar pocieszyć Mirandę, a pocieszał tym stwierdzeniem samego siebie, przez co poczuł się zażenowany i po raz kolejny utwierdził w przekonaniu, że ludzie, włącznie z nim samym, to egoiści.
Nieumiejętność Gryfona do zwykłego, niewymagającego wysiłku, spokojnego, cichego siedzenia na tyłku, załamywała go. Okej, o ile z samym siedzeniem na tyłku nie było wcale tak źle, o tyle z tą ciszą to jakaś tragedia. To dosyć dziwne, był pewien, że jego długotrwałe unikanie wszystkich ważnych dla siebie osób od przegranego z jego winy meczu przyzwyczaiło go do ciszy. No, może nie zupełnej, ale na pewno do odzywania się tylko w absolutnej konieczności. Widocznie to nie było przyjazne mu środowisko. Był przyzwyczajony do tego, że otaczają go ludzie, jeśli nie całe stado, to przynajmniej jedna osoba, z którą może pogadać na luzie. Zdał sobie sprawę z tego, że wtedy włócząc się po zamku, podświadomie szukał osoby, z którą mógłby porozmawiać, nawet o pierdołach, pokroju pogody. Wmawiał sobie i samodzielnie wbijał do głowy, że potrzebuje samotności, tymczasem rzeczą, której najbardziej pragnął w tamtej chwili, było towarzystwo drugiej osoby.
- Ja? Nudzę? Skąd ten pomysł? - uśmiechnął się lekko, rozglądając po klasie. Nie ma tu jakiejś szmatki do przetarcia biurka...? Nie dostrzegł jednak niczego takiego i westchnął. - Chłoszczyć! - rzucił, kierując szybko wyjętą różdżkę w stronę mebla, który zaraz stał się czysty. Uśmiechnął się ze satysfakcją, z powrotem chowając różdżkę i rozsiadając się na biurku. Czasem jednak dobrze być czarodziejem. - W sumie to zależy, co to by było za zajęcie, hm? - spytał unosząc jedną brew.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   18.03.16 1:02

Na komentarz Leo tylko wzruszyła ramionami. Nie obchodziło ją w sumie to jaką kto ma orientację. Nie miała nic przeciwko takim osobą. Do każdego człowieka podchodziła tak samo i nie ograniczały ją jakiekolwiek stereotypy. Zawsze miała dystans, nie ważne czy ta osoba woli chłopców czy dziewczyny. W sumie co to robiło za różnice. Jak kretyn to kretyn, może być także obojnakiem, ale zawsze zostanie kretynem. Wiedziała jak niektórzy ludzie podchodzą do tego tematu. Ona zawsze na takie coś wyłączała swoje myślenie. W sumie nawet jej zdaniem fajnie by było mieć kumpla geja, mógłby jej pomóc przy zakupach. Zawsze to jakaś przyjemniejsza styczność z płcią przeciwną niż głupie zaloty. Och o wiele bardziej wolała homoseksualistów od takich ludzi. Przynajmniej oni byli szczerzy wobec siebie, a tamci żyli wyobraźnią. Tego przypadku już nie mogłaby zrozumieć, chociażby starała się jak mogła.
- Widzę, że szybko załapujesz. - powiedziała ironicznie na słowa chłopaka - Proszę cię, połowa szkoły jest usiana wielką żałobą po wojnie, druga zaś żyje we własnym świecie, którego nie chce poznawać. Powiedz mi gdzie są normalne osoby? - zmarszczyła brwi i przyglądała się Gryfonowi. Z pewnością nie twierdziła, że do tego grona "normalności" należy Leo. On się wydawał raczej być w pierwszej ekipie, która wciąż myśli o braku osób. Nie chciała nikogo wyciągać na siłę dołka. Sama miała dość swoich problemów, nie chciała dokładać sobie jeszcze cudzych. Może chłopak nie zraził jej aż tak, ale nie miała zamiaru mu tego powiedzieć. Pomyślał by sobie coś jeszcze, że mogli by się zakolegować, a to było surowo wzbronione. No niestety, w jej głowie ułożony był plan, który trudno zniszczyć. Do niego nie zaliczał się smutny blondyn, który wciąż nie pogodził się z utratą bliskich. Zaakceptować go mogła, ale nic więcej poza tym.
Cisza, którą zapewniał chłopak trwała zaledwie kilka minut. Zdążył się jedynie przemieścić i zerkać w jej rzeczy. Tyle to każdy potrafi, Miranda tylko żałowała, że nie umiał znaleźć sobie zajęcia. W końcu jakoś ona mogła skupić się na swoim zadaniu. No dobra, teraz już nie, bo za bardzo została wytrącona z równowagi. Mimo wszystko zawsze miała jakieś zadania awaryjne. Doskonale zdawała sobie sprawę, że jeśli by teraz nie skończyła eseju to czeka ją siedzenie po nocy i pisanie. Nie uniknie tego, a z resztą nawet by nie chciała. Uwielbiała mieć wszystko poukładane jak w pudełeczku. Zawsze jej grafik jest bardzo zorganizowany i przemyślany. Dla Ślizgonki jest nie do pomyślenia by marnować czas.
- Mam nadzieję, że nie czekasz na odpowiedź - burknęła pod nosem na pytania chłopaka. Zobaczyła jego nikły uśmiech, lecz za chwilę skupiła się na tym co robił. Używając różdżki oczyścił pobliskie biurko i zasiadł na nim.
Czemu ja o tym nie pomyślałam?
Karciła się w myślach za to niemagiczne posunięcie. Czarodziejskie zdolności miała od dawien dawna, więc czemu ich nie wykorzystywała zawsze. W sumie nie potrafiła na to odpowiedzieć. Po prostu wytarcie nieszczęsnego biurka czy krzesła wydało jej się zbyt banalne by używać czarów. Może głupie podejścia, ale taka była Miranda. Jak coś nie wymaga magii, to nie musi być tak potraktowane.
- Jeszcze mam ci proponować? Masz swoją głowę. - oznajmiła robiąc taki sam gest co Leo.
Co ja jestem? Jeszcze zajęcia będę ci wymyślać! Ani mi się śni!
- Nie wiem, możesz zrobić prace domową, iść spotkać się z kimś, nie wiem... - mimowolnie zaczęła wymieniać - Może jakaś imprezę, błonia... - kontynuowała. W końcu zatrzymała się i spojrzała na rzeczy przed sobą. - Na Merlina! Myśl za siebie, ja nie potrzebuje organizacji. - dodała lekko poirytowana.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   22.03.16 16:52

- Nie uważasz, że bycie w żałobie po takiej masakrze jest czymś jak najbardziej ludzkim i normalnym? – uniósł pytająco brew i przechylił lekko głowę, przyglądając się jej. Czy właśnie w ten sposób go postrzegała? Jako strawionego żałobą, lamentującego dzieciaka? Jeśli tak, to niezbyt mu się to podobało. Nigdy nie chciał być tak postrzegany. Już raczej wolałby być uważany za zobojętniałego na wszystko dupka.
Zaczęło go też zastanawiać, jaki człowiek jest według Ślizgonki człowiekiem normalnym. Jak do tej pory to Leo nawet nie miał takiego pojęcia w swoim słowniku. Normalność. Dla niego to słowo nie wyglądało i nie kojarzyło się dobrze. Ktoś normalny, czyli pospolity. Taki jak inni. Łatwo go zastąpić i zmieszać z błotem. Z drugiej strony podobno każdy człowiek jest różny. Tak więc czy aby na pewno da się być takim, jak inni? Co to w ogóle za „inni”, skoro wszyscy jesteśmy różni? Kto podchodzi pod definicję normalności? Czy w każdym z nas nie ma czegoś innego, dziwnego, nienormalnego? Czy to nie do tego sprowadza się cała ta teoria? Jak w takim razie wyłonić spośród tłumu osoby normalne i nienormalne? Czy Miranda uważała samą siebie za osobę normalną? Leo nie potrafił powiedzieć, czy zgodziłby się z tym stwierdzeniem. W końcu nie znał jej za długo. A jednak z tego co do tej pory zaobserwował, to dziewczyna do najnormalniejszych nie należała. Bo kto normalny pisze esej teraz, kiedy zostało jeszcze tyle czasu? Ale zaraz, czy aby Gryfon przed chwilą przypadkiem nie doszedł do wniosku, że normalność nie istnieje...? Stop.
Znowu to robił. Znowu wyłączał się na rzeczywistość po to, aby pogubić gdzieś we własnych myślach i jeszcze nie wyciągnąć z nich żadnych wniosków. Bez sensu. Kompletnie bez sensu. Tylko mieszał samemu sobie w głowie. Marnował czas na jakieś pseudofilozoficzne rozmyślania, które nijak nie miały opcji być wykorzystane w prawdziwym życiu. Irytowało go, kiedy tak odpływał. Pozostawiało to chaos i nieład w jego umyśle, już nie mówiąc o dezorientacji, jaka ogarniała go po ocknięciu się. Nie mógł nigdy być pewien, czy w czasie jego jakże istotnych dla świata rozważań, jego rozmówca albo – tak jak w tym przypadku – rozmówczyni, nic do niego nie mówiła, ani o nic nie pytała. Spojrzał nieprzytomnie na Mirandę, która nadal mu się przyglądała. Ich spojrzenia skrzyżowały się i Gryfon starał się wyłapać w oczach dziewczyny nutę wyczekiwania, która świadczyłaby o jej próbie nawiązania z nim wcześniej kontaktu. Jednak wydawało mu się, że żadne pytanie nie padło z ust dziewczyny. Okej, nie wyjdę na wariata.
- No ale przecież przed chwilą sama zaproponowałaś, że znajdziesz mi jakieś zajęcie – zmarszczył brwi. Wyglądało na to, że Ślizgonka zaczynała gubić się we własnych słowach.
Skrzywił się lekko na rzucane przez nią jedna po drugiej sugestie.
- Nie mam cierpliwości teraz do pracy domowej. Tak średnio mam ochotę ruszać się z tej klasy, prawdę mówiąc. Tutaj nie ma przynajmniej takich wkurwiających tłumów, jak w całym zamku – stwierdził, wzruszając ramionami. - A skoro ty nie potrzebujesz organizacji, to świetnie się składa. W końcu ja jej potrzebuję, co nie? Możesz mi pomóc wymyślić coś ciekawego, jako super koleżanka – uśmiechnął się i puścił jej oczko.
Leo wcale nie chciał rozmawiać z nią, ani nawiązywać znajomości na siłę. Ale że nawinęła mu się akurat pod rękę... No cóż, teraz tak łatwo go stąd nie przegoni. W sumie to zdawało się, że Ślizgonka zaczynała się oswajać z myślą, że Slughorn nigdzie nie miał zamiaru się wybierać. Tym lepiej dla niej.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Miranda Carlsson

avatar
Gracz


Skąd : Halmstad, Szwecja
Liczba postów : 35
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   26.03.16 3:00

Usłyszawszy słowa chłopaka, lekko się zawahała. Przegryzła dolną wargę by nie pokazać mu, że ma w sobie chodź odrobinę ludzkich uczuć. Specjalnie przewróciła oczami by dodać do tego rzeczywisty charakter i założyła nogę na nogę. Co mogła więcej zrobić? Doskonale wiedziała jako to jest stracić najbliższe osoby, przyjaciół. Może nie chodziło o śmierć, ale pustkę, która gromadzi się podczas tego wszystkiego.
- Uważam. - powiedziała w końcu - Ale minęły trzy lata, trzeba w końcu wziąć się w garść. - oznajmiła dobitnie z lekkim poirytowaniem.
Tak właśnie myślała. Przechodziły przez jej głowę także inne rzeczy, ale akurat w tym wypadku to chciała przekazać. Sama wiedziała jak bardzo zmieniła ją przeprowadzka i próba zaaklimatyzowania się w nowej szkole. Wiedziała też, że jeśli podjęłaby się ryzyka zaprzyjaźnienia się z kimkolwiek to... może i być z tego wypaliło. Gorsze było to, że ona podjęła decyzję i nikt już tego nie zmieni. Chciała być samodzielna i nie mogła liczyć na nikogo, tylko na siebie. Wszyscy odeszli, ojciec akceptował ją tylko taką jaka jest teraz. Nie mogła ryzykować utraty najważniejszej osoby w życiu na rzecz zmiany. Wolała odpuścić sobie zbędne znajomości. Według niej dystans powinien być doszczętnie zachowany. Dokładnie przemyślane ruchy, które będą zbliżać ją do bycia niezależną kobietą.
Zastanawiają się nad tym głębiej, z kim miałaby się zaprzyjaźnić. Leo? Chłopak, który zdecydowanie należał do grupy osób pochłoniętych żałobą. Miranda szczerze nie miała nic do niego, ale nie potrafiła przełamać bariery, która ich dzieliła. Ona jako osoba poświęcona nauce i rozwijaniu się, a on... Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jest lekko myślnym dzieciakiem. Może nie był samolubny i z tego co zauważyła, starał się nawiązać z nią jakiś kontakt... Właściwie dlaczego miałoby to obchodzić Pannę Carlsson.
- Oh zaproponowałam - westchnęła ciężko na słowa Gryfona - Ale co z tego? Zmieniłam zdanie. - posłała mu sztuczny uśmieszek i spojrzała w stronę okna.
Chmury za oknem niestety nie wróżyły nic dobrego. Mimo słońca, które pragnęło przebić się i rozjaśnić cały świat, było dość ponuro. Taka pogoda nie przeszkadzała ciemnowłosej. Nawet wolała jak atmosfera wydawała się skrywać jakieś tajemnice. W końcu nie domyślisz się czy będzie padać, czy blask słoneczny jednak wygra... Zjawiska naturalne były dla niej bardzo fascynujące. No świat magii tak samo, ale jak można odkrywać ten świat skoro nie znało się pierwotnego. Tego bez różdżek, zaklęć czy eliksirów. Bądź inteligentny jak zostaniesz bez tego wszystkiego.
Rozmyślenia przerwały jej kolejne słowa towarzysza.
- Super koleżanka? - wycedziła z kpiną. - Ty się przypadkiem nie pomyliłeś? Nawet nie jesteśmy znajomymi... - oświadczyła zatrzymując wzrok na chłopaku.
Co on właściwie sobie myślał? No i jak tu być dla kogoś miłym skoro od razu to wykorzystuje. Żenujące, doprawdy.
Odgarnęła włosy do tyłu i pokręciła głową z dezaprobatą. Spojrzała ponownie na Leo, który ewidentnie wyczekiwał od niej jakieś odpowiedzi. Sama do końca nie wiedziała co ma mu zaproponować.
Nauka go nie interesuje, ruszyć dupy mu się nie chce... To czego on od życia oczekuje?
Zakpiła w myślach i dotknęła swojego czoła, jakby przewidywała, że za moment zacznie ją boleć głowa. Milczała przez chwilę, ale w końcu postanowiła się odezwać. No co ma zrobić skoro Gryfon chciał organizacji. Pomoże biedakowi...
- Dobra - zgodziła się i przewróciła teatralnie oczami na znak, że to jest dla niej kompletnie nie na rękę, ale robi to dla jego dobra. - Masz zaległe prace domowe? Cokolwiek co powinieneś zrobić, a masz to gdzieś? - zapytała nie czekając na odpowiedź. - Jeśli tak, to to powinno być twoim priorytetem. Następnie zajmij się formą rozrywki codziennej. - powiedziała dobitnie lustrując go uważnie wzrokiem. - Coś co będziesz robił jak już wykonasz wszystko obowiązki. Co lubisz robić? Co jest twoją pasją? Jakaś impreza... - zaczęła wymieniać - Tu musisz wybrać sam.
Wciąż obserwowała reakcję niebieskookiego. Chciała być pewna, że każde słowo do niego dotarło.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   10.04.16 0:22

Slughorn przyglądał się Ślizgonce z uwagą, wodząc wzrokiem za każdym jej choćby nieznacznym ruchem.
- Wiem - stwierdził, wzruszając ramionami i starając się sprawić wrażenie zobojętniałego. - Też tak uważam - dodał po chwili, kiedy dotarło do niego, że to prawda. Przecież próbował zapomnieć przez tyle czasu, ale dopiero po powrocie do Hogwartu, miejsca tej masakry, naprawdę analogicznie zaczął zapominać. Czy to nie zabawne? Kiedy siedział zamknięty w czterech ścianach swojego pokoju miał więcej czasu na myślenie o tym. W końcu było jego jedynym problemem. Wraz z powrotem do szkoły zaczęła się nauka, mniej czasu wolnego, przyjaciele, znajomi, nauczyciele, Gabe... a wraz z tym wszystkim nowe problemy, które przysłoniły mu na dłuższy czas wspomnienia związane z makabrycznymi wydarzeniami sprzed paru lat.
Był taki czas, kiedy wszystko zdawało się być naprawdę w porządku. Nie miał już przed oczyma twarzy Melissy, ani tamtego zmarłego mężczyzny. Niedawno jednak to wszystko wróciło. Niedawno, czyli wraz z demonem, który objawił mu się nad jeziorem. Po raz kolejny zaczęło go zastanawiać to, jakie ten mężczyzna, który tak się dla niego poświęcił miał życie. Ile właściwie miał lat? Kim był? Może miał żonę i dzieci, w duchu przeklinające teraz osobę, przez którą ich ojciec nie żyje? Przeklinające w duchu właśnie niego? Jak tak naprawdę się nazywał? Gdzie go pochowano? Chciałby pójść na jego grób. I przeprosić za to, że przez niego umarł za wcześnie. Bo nie był stary, to akurat Slughorn pamiętał. Wyglądał mu na może... Czterdzieści lat? Ten człowiek miał przed sobą jeszcze masę lat, które mógł przeżyć w cudowny sposób. Jeszcze tyle godzin mógł spędzić, tuląc w ramionach dzieci, a potem wnuki, kochającą żonę i worek galeonów. Albo włóczyć się po barach, uprawiać przygodny seks z prostytutkami i brać jakiś nielegalny towar. To nieistotne. Istotne jest to, że ten człowiek zrezygnował z tego, uznając, że życie rozpieszczonego i egoistycznego bachora jest cenniejsze i że danie mu szansy na posiadanie rodziny, ćpanie czy przygodny seks jest o wiele lepszą opcją od pozwolenia na to, żeby skończył w piachu.
- Nie powinnaś zbyt często zmieniać zdania - stwierdził chłopak. - Niektórzy ludzie mogliby przez to pomyśleć, że nie wiesz, czego chcesz w życiu. A ty przecież wiesz, czego chcesz, prawda? - uniósł pytająco brwi. Panna Carlsson wydawała się być osobą ambitną. Leo nie potrafił powiedzieć konkretnie, dlaczego tak sądzi, bo sam nie wiedział. To się po prostu czuło, to wisiało w powietrzu. Poza tym sama Miranda pewnie uważała się za taką osobę, co można było łatwo wywnioskować z jej wypowiedzi.
- Jak to nie jesteśmy? - spytał. - Znasz moje imię, ja znam twoje. To czyni nas znajomymi. Chodzimy do jednej szkoły, na ten sam rok, co sprawia, że automatycznie jesteś moją koleżanką z rocznika. ALE w dodatku ze sobą rozmawiamy, więc: wow. Awansowałaś na super koleżankę z rocznika. Ani się obejrzysz, a zostaniemy psiapsiółami i będziemy wymykać się na dziedziniec na ploteczki - stwierdził, uśmiechając się. Oczywiście, że żartował w kwestii przyjaźni. Nie mógłby zaprzyjaźnić się z kimś po dniu znajomości. Tym bardziej z kimś takim, jak Miranda. Chociaż z drugiej strony... Tak, może i odrobinę go irytowała, ale nie była taka znowu najgorsza. W sumie to Gryfon wiedział, że mógłby się z nią dogadać, gdyby tylko mu na to pozwoliła. Bo jak na razie to ona budowała wokół siebie obronny mur, którego Leo nie miał zamiaru burzyć. Sama go rozjebie, jak już zacznie szaleć z samotności.
- O, Merlinie - Slughorn przewrócił oczyma. - Serio? Praca domowa? Nie. Nie ma opcji. Nie dam rady. Nie umiem się skupić. Nie - kręcił głową na kolejne podkreślenie wielokrotnie powtórzonego przeczenia. Co lubię robić? Lubię... lubię się całować. Doszedł do tego wniosku tak niespodziewanie, ale szybko zorientował się, że jest to prawdą. Uwielbiał się całować. Uwielbiał się całować z Gabrielem. Po francusku. Ale przecież jej tego nie powie, miał jeszcze resztki rozumu. - Nie wiem, co lubię. Lubię czytać. Ale coś z sensem. Choć teraz pewnie i tak bym nic nie przeczytał. Wiesz: książka, litery, wyobraźnia, skupienie. Zły moment. A impreza? Nie, mam dosyć imprez, naprawdę - skrzywił się lekko na wspomnienie balu walentynkowego, z którego pamiętał tyle, co nic. - Nie jestem typem imprezowicza - wyznał z westchnieniem. Dla niego najlepszą imprezą byłby on, Gabe i alkohol. Tak jak w klasie do historii. Inni ludzie się nie liczą, kiedy masz przy sobie kogoś, kogo kochasz, prawda?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   03.07.16 0:15

Eileen przyprowadziła Philemona prosto do wieży krukonów. Zostawiła go na chwilę w pokoju wspólnym, sama zaś pobiegła do dormitorium, żeby pozbierać niezbędne przedmioty. Kociołek, który towarzyszył jej w nauce eliksirów od początku Hogwartu (poprzedni doszczętnie zniszczyła parę dni przed wyjazdem do szkoły), zakupione w Hogsmeade składniki... różdżkę miała. Chochla! Podręcznik! Dziewczyna jeszcze parę razy cofała się po potrzebny ekwipunek, aż w końcu była gotowa do warzenia eliksiru.

- Mam wszystko, czego potrzebujemy! - pochwaliła się, podchodząc do Philemona. Przyjrzała mu się uważnie i z troską. - Jak się czujesz? Musimy poszukać jakiejś sali wolnej, albo starego korytarza... Nie ważne. Będziemy szukać aż coś znajdziemy!

Jak powiedziała, tak się stało. Wyszli z pokoju wspólnego, ale niestety wszystko na ich poziomie było zajęte. Zeszli na piętro czwarte i tam Eileen natknęła się na dziwnie samotnie wyglądającą komnatę. To miejsce było takie... Takie smutne i w ogóle... No nic, ważne że jest gdzie przygotować eliksir. Niestety nie wszystko poszło pomyślnie, ponieważ sala była nie tak bardzo opustoszała, jak się wszystkim zdawało. Z przeciwnej strony sali coś się poruszyło i nagle spomiędzy krzeseł wyskoczyło wielkie, spasione szczurzysko. No gigant. W dodatku zaczął biec prosto w kierunku Krukonów! No i co zrobiła Eileen? To, co zrobiłaby każda stereotypowa kobieta. Wydarła się na całe gardło, a jej słodki głosik usłyszał chyba cały zamek.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   03.07.16 3:53

Był tak zmęczony tym ciągłym rzucaniem się i jeszcze te buty! Wszystko jakby pływało, dobra, dobra, to taki żart, bo Philemon czuł się jak młody bóg. Wiadomo pobolewało go co nieco, ale było to do przeżycia. Naturalnie, gdyby wiedział, że Eileen tak żywo zareaguje na jego stan i naprawdę się przejmie, z pewnością by tego nie mówił, jednak już było za późno. Co rusz mówił jej, że wszystko jest w porządku, a szum w głowie minął, co akuratnie troszkę mijało się z prawdą, jednak Krukonka szła w zaparte. Kiedy w końcu klapnął w pokoju wspólnym, miał nadzieję, że to koniec wędrówki, ale najwidoczniej przejęta bidulka, musiała czynić swoją powinność i go ratować. Zaraz wyleciała z własnego dormitorium i pognała chłopaka, żeby znaleźć dogodne miejsce i co też Briggs mógł zrobić, jak tylko za nią podążyć? Nawet się nie odzywał tylko machał głową, potwierdzając, że wszystko jest pod kontrolą, bo przecież szum w głowie, po tym huku od rozwalonego biurka, to nie byle co! Był bardziej dumny z dziewczyny, niż z siebie, naprawdę pokazała charakter!
Na czwartym piętrze coś się czaiło, Philemonowi mówił to jego ósmy zmysł, a nawet dziewiąty, bo wiadomo, że ogrodnik posiada trochę więcej zmysłów, to zjednoczenie z naturą i te sprawy! Nagły krzyk dziewczyny przeraził go bardziej, niż ten cały szczur, który był mały. Biedactwo, które początkowo biegło w stronę wyjścia, nagle przyśpieszyło w stronę dziewczyny, która narobiła tyle hałasu. Philemon, jak przystało na żyjącego zgodnie z naturą, pociągnął ją za ramię, w możliwie najdelikatniejszy sposób, usuwając ich z drogi przerażonego zwierzaczka. Przecież to było jasne, że maleństwo chciało wyjść, być zamkniętym w takiej okropnej sali, przez nie wiadomo ile?
- Hej! Cichutko, on się Ciebie boi pięćdziesiąt razy większa osóbko. - powiedział lekko, niemal szepcząc, starając się przy tym uspokoić dziewczynę, głaszcząc ją powoli po plecach, w końcu jakiś sposób trzeba było mieć! Bądź co bądź, dziewczyna też musiała być równie przerażona co szczurek, dlatego cały czas jedną ręką ją asekurował, natomiast drugą lekko muskał po plecach, co z jego szorstkimi rękoma było raczej marnym uspokajaczem, ale przynajmniej się starał!
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   03.07.16 11:33

To nie było tak, że Eileen się bała szczurów. Normalnie, kiedy na nie patrzyła, wszystko było w porządku. To zwierzę jednak wyskoczyło zupełnie nagle i gwałtownie w momencie, kiedy się tego zupełnie nie spodziewała. Krzyk był zatem wywołany nie samym szczurem tylko jego niezapowiedzianym pojawieniem się i nacieraniem prosto w jej stronę. Adrenalina tak jej skoczyła w górę, że jakoś musiała rozładować emocje. A jak to zrobić najskuteczniej? Rozpłakać się. Najlepiej w rękaw Philemona.

- J-ja sieee g-go w-wcal-le nieeeee booooojeeeee - wykrztusiła szlochając, a potem jej słowa zlały się z potokiem łez. No nic. I tak się już pogrążała, to mogła to zrobić po całości. Płakała i płakała, ale spokojny głos chłopaka i jego ramiona sprawiły, że zaczęła się czuć bezpiecznie. Stopniowo uspokajała się, od czasu do czasu popłakując, aż w końcu mogła już względnie normalnie sie odezwać. - P-przepraszam Phil. Pobrudziłam ci szatę... Tergeo...!

Odkleiła się od chłopaka, wyciągnęła różdżkę i wyczyściła zaklęciem zasmarkane ubranie. Później uśmiechnęła się do chłopaka na znak, że już (prawie) wszystko w porządku i zabrała się za przygotowywanie mikstury. Kiedy kociołek stał już na środku sali, a pod nim palił się ogień, dziewczyna otworzyła podręcznik na przepisie eliksiru wiggenowego.

- To chyba zaczynamy, co?
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   03.07.16 16:31

Naturalnie, Briggs nie mówił, że ona się bała szczurka, tylko, że szczurek bał się jej! W końcu prawa fizyki, naturalistyki i inne takie! Dziewczyna płacząc w jego ramionach chyba nie czuła się źle, czego sam Briggs też nie mógłby powiedzieć, w końcu chyba się przyjaźnili, więc musieli się wspierać, przynajmniej tak uważał Lemon.
- Oczywiście, już spokojnie... - mówił powoli i cicho, w końcu nie mógł jej pokazać szczurka z bliska, chociaż przez chwilę przeszła mu taka myśl. Zbadać takiego magicznego szczura... Może on też miał jakieś magiczne zastosowania? - Wiesz, że gdyby szczur miał o dwadzieścia kilogramów więcej, człowiek nie mógłby być panem świata? - spytał, nawet nie oczekując odpowiedzi, bo przecież takie ciekawostki to czysta prawda, tym bardziej, że mówił je mądry pan, którego nazwiska Philemon niestety nie pamięta. - Nie przejmuj się szatą, to nie jest problem. - zaraz jednak zobaczył jej kulawy uśmiech i również uśmiechnął się, ciesząc, że już po wszystkim. W końcu sam był zmęczony całym tym bieganiem i oczywiście pojedynkiem, jedyne z czego mógł się cieszyć to faktem, że w głowie przestało mu tak szumieć!
- Oczywiście Nauczycielko! - zasalutował, siadając na jednej z pobliskich ławek. - Szczerze powiedziawszy, to naprawdę już czuję się lepiej, nie musisz nic robić. - stwierdził nie będąc przekonanym co do swoich słów, w końcu noga nadal go w jakiś sposób bolała i jeszcze głowa, która co jakiś czas dawała o sobie znać...
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   09.07.16 16:28


Eileen zmroziło. Ponad dwudziestokilogramowy szczur? Szczur gigant panujący nad światem? Naprawdę, ale czy NAPRAWDĘ Philemon musiał jej to mówić akurat teraz? Dziewczyna wpatrywała się w niego z przerażeniem, ale na szczęście szata odwróciła jej uwagę. Tak czy siak szczur… Nie lubiła szczurów. Raz miała wizję z człowiekiem, którego zamęczono za pomocą szczura i wiadra. Kto by pomyślał, że ludzie są aż tak pomysłowi w zadawaniu bólu… Ale dość, nie mogła o tym wiecznie myśleć. Briggs cierpiał przez jej brak opanowania i jakieś prymitywne, nieludzkie instynkty. Dziewczyna podeszła do kociołka i zaczęła warzenie eliksiru zgodnie z procedurą opisaną w podręczniku. Wszystko szło naprawdę pięknie, dopóki nie przyszła kolej na śluz gumochłona. Po dodaniu ingrediencji eliksir zaczął niepokojąco bulgotać i burzyć się, a intensywność drżenia kociołka wzrastała z każdą sekundą.

- Phil... Tu coś chyba jest ni..- nie dane jej było dokończyć. Wiedziona instynktem odskoczyła do tyłu, ciągnąc Krukona za najbliższą kolumnę. Zrobiła to w ostatniej chwili, bo po sekundzie eliksir zwyczajnie wystrzelił, wypalając w suficie malowniczą dziurę. - ...nie tak. Oj.



Punkty za składniki: 2+6+3=11
Modyfikatory: -3 oraz +3 (sumarycznie 0)
Dodatkowe za punkty w skrytce: 1
Suma punktów: 12
Powodzenie: tak
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   22.07.16 2:21

Wyczekiwanie na dobrą chwilę i mówienie tak istotnych informacji, w trakcie jakiejś akcji, to chyba najlepsza rzecz, jaka spotkała Briggsa, oczywiście mowa o wyczuciu. Bez jakichkolwiek krępacji, chłopak zawsze strzelił jakąś gafę, a tym razem, oczywiście nie mógł się powstrzymać, dlatego reakcja, a raczej mina Eileen była dla niego zadziwiająca, w końcu, jak dziewczyna może się tego bać? Przecież to jest niesamowite! W każdym razie, jego czujność, jak to ostatnimi czasy bywa, znów zaczęła zawodzić i w momencie, kiedy dziewczyna wyrwała go z chwilowego otępienia, nagle stał za kolumną, a życie przelatywało mu przed oczami!
W prawdzie to przed oczami miał tylko latające włosy Eileen, które zaraz po wybuchu eliksiru, ułożyły się na swoim miejscu. Briggs nie posiadał żadnych romantycznych instynktów, które kazałyby mu wykorzystać sytuację. Powiedzieć, że przez dobrą chwilę nie wiedział co zrobić, kiedy jest tak blisko koleżanki, którą śmiało może nawet nazwać przyjaciółką, to chyba mało powiedziane, dlatego zaczął się śmiać. Sam nie potrafił uwierzyć w paradoks tej sytuacji, ba, nawet wszystko przestało go boleć, tyle adrenaliny w ciągu jednego dnia! Gdyby dłużej przebywał ze Szkotką w jednym pomieszczeniu, nie wiadomo jakby to się skończyło, skoro ten eliksir miał być dla niego.
- Jeśli Twoim celem jest wykończenie mnie przez eliksir, to już wolę polec w walce. - stwierdził, między przerwami na oddech, w końcu cały czas się śmiał! Biedna Eileen była przygwożdżona do kolumny, choć Briggs odsunął się na tyle, na ile było to możliwe, żeby móc wciąż podpierać się jedną ręką o kolumnę, wiadomo, czasem śmiech obezwładnia. Zaraz jednak zerknął na reakcję dziewczyny, żeby mu tutaj się nie rozpłakała, bo tylko tego jeszcze brakowało, choć był na to gotowy, jak zwykle. Philemon Briggs, gotowy na wszystko.


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Opuszczona klasa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Czwarte piętro-
Skocz do: