Share | 
 
Klasa Historii Magii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Klasa Historii Magii   28.09.15 3:37

Klasa Historii Magii
Może to przez panującą tutaj ciszę zajęcia wydają się takie nudne? A może chodzi o lekki zapaszek starych książek czy wszechobecny kurz? Nie powinieneś jednak zrażać się tak szybko. Historia Magii może być pasjonującą przygodą dla tych, którzy są w stanie wyobrazić sobie wielkie bitwy toczone między czarodziejami. Teraz, gdy echo ostatniej wojny odbija się jeszcze w murach zamku, warto przybyć do tej sali i spróbować zrozumieć prawa, jakimi od zawsze rządzi się czarodziejski świat.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   21.02.16 19:38

Nie miał pojęcia dlaczego wybrał właśnie to miejsce. W zasadzie żadne lepsze nie przychodziło mu do głowy. No może jedynie wieża z zegarem. Ale.. znowu wieża? Nie, wieże zdecydowanie źle nam się teraz kojarzą, pomyślał Gabe, przekraczając próg klasy na czwartym piętrze. Promienie popołudniowego słońca wpadałby poprzez szpary w roletach, oświetlając senne, trochę zakurzone pomieszczenie. Gabriel otworzył jedno okno, wpuszczając do środka trochę rześkiego, zimowego powietrza. Skoro to ma się udać, to musi tu być przyzwoicie, nie? powiedział sam do siebie, uśmiechając się pod nosem. Na pomysł, żeby spotkać się przed balem, wpadł tego samego dnia na lekcji wróżbiarstwa; znudzony wywodem profesor Appleby na temat tarota, niespokojnie wodził spojrzeniem po sali, szukając czegoś na czym mógłby oprzeć wzrok. O dziwo nie była to żadna śliczna Puchoneczka ani żaden przystojny Krukon do którego mógłby posłać oko, a migocące płomyki kolorowych świeczek, porozstawianych w kątach sali. W zasadzie.. jak miał myśleć teraz o kimś innym niż o Leo..? Jako tako to, co między nimi 'zaistniało' dzisiejszej nocy nie zostało jeszcze nijak nazwane, to Gabe uważał, że rozglądanie się za innymi było teraz raczej.. niestosowne. I w ogóle raczej nie miał na to ochoty. Nie dzisiaj. A świeczki? Świeczki przypomniały mu o tym, co zawsze lubiła robić jego siostra; rozkładała je po całej werandzie, tworząc niepowtarzalny nastrój. Lubił tam wtedy przesiadywać, rozmawiać o głupotach i śmiać się do bladego świtu. Pomyślał wtedy, że taka schadzka przy świecach byłby idealna. I że na pewno spodoba się Leosiowi.
Dlatego po zakończeniu zajęć Gabriel wcisnął kilka z tych świeczek do kieszeni torby i pobiegł na dół, by zdążyć wszystko przygotować zanim Leo wróci do dormitorium, gdzie będzie już na niego czekało zaproszenie.
Szybko zdmuchnął kurz z kilku stołów, porozstawiał dookoła zapalone świeczki, a na biurku umieścił również butelkę wina i parę srebrnych kieliszków. Zatarł dłonie zadowolony z siebie, podziwiając z daleka swoje dzieło. Nie było idealnie, ale z pewnością bardzo klimatycznie; w końcu no.. to była klasa historii magii i wszystkim bez wątpienia kojarzyła się jedynie z nudnymi wykładami profesora Binnsa. Ale przecież nie musiało tak być; i właśnie dzisiaj Gabriel spróbuje to zmienić, przynajmniej dla nich obojga.
Opadł na fotel za biurkiem i poprawił nieco rozczochrane włosy. Nie pozostało mu nic tylko jak czekać, aż dołączy do niego Leoś.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   21.02.16 20:48

Leo nie spodziewał się czegoś takiego. W sumie to on w ogóle niczego się nie spodziewał. Walentynki to tylko wysyłanie głupich karteczek, a a przypadku Hogwartu także bal. Na który musiał iść z przymusu. I właśnie o tym myślał, gdy po dniu spędzonym na lekcjach wrócił zmęczony do dormitorium. Z chęcią teraz odespałby te wszystkie zarwane noce, w końcu jakieś marne niecałe pięć godzin nie uczyni go w pełni wypoczętym. Właśnie przymierzał się do rzucenia na łóżko, w celu zdrzemnięcia się przed tym całym balem, kiedy w ostatniej chwili jego wzrok przykuła tajemnicza karteczka. Zmarszczył brwi z początku zdziwiony, ale po momencie stwierdził, że to pewnie jakaś kolejna durna walentynka. Przewrócił oczyma i ułożył się wygodnie na posłaniu, strącając liścik nogą i zamykając oczy. Jednak ciekawość nie dawała mu cieszyć się jakimś dziwnym chwilowym spokojem i ciszą. Wbił w karteczkę spojrzenie, bijąc się z myślami. W końcu westchnął i podniósł się do siadu, dochodząc do wniosku, że nie potrafi jej tak po prostu zignorować. Potem ją wywali, ale teraz musi, po prostu musi dowiedzieć się, co jest w środku. Podniósł list z podłogi. Ktoś nieźle się pofatygował, gdyż nawet postanowił zakupić kopertę. Leo starał się otworzyć ją tak, aby jak najmniej ją poturbować, ale jak zwykle mu nie wyszło i w końcu po prostu rozerwał ją na pół. Ale to przecież list w środku był ważniejszy, prawda? Znużony wyciągnął kopertę, a jego spojrzenie od razu przykuły trzy pierwsze słowa, znajdujące się w nagłówku. Twarz Slughorna natychmiast rozjaśnił uśmiech. Gabe. Szybko przeskanował następne zdania, a potem po raz kolejny i kolejny. Bertrand naprawdę coś dla nich przygotował? Gryfonowi nawet nie przeszłoby to przez myśl. Zrobiło mu się głupio, że tak potraktował list i delikatnie zgiął kartkę na pół oraz wsunął pod poduszkę. Tam przynajmniej jej nie zgubi.
Następne pół godziny spędził trochę przy lustrze, trochę dobierając ciuchy. Z niesmakiem stwierdził, że zachowuje się jak nastolatka przed pierwszą randką. Jego zachowanie w ogóle wydawało mu się głupie, przecież Gabe niejednorazowo widział Slughorna w dużo gorszym stanie, a najlepszym przykładem na to była zeszła noc. Mimo wszystko, to było coś wyjątkowego.
Po kilkunastominutowym denerwowaniu się na włosy, stwierdził, że przesadza i Bertrandowi nie będzie przeszkadzał ten jeden, czy dwa sterczące nie w tą stronę loczki. Włożył najlepszą koszulę, jaką miał, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie no, po prostu bardzo ją lubił i chyba przez ten sentyment postanowił mieć ją na sobie w to późne popołudnie. Chyba wyglądał dobrze, prawda? A przynajmniej nie aż tak źle.
Dlaczego, u licha, sala do historii magii? Przecież to najgorsze z możliwych miejsc! No, w sumie ma jeden atut: nikt raczej im tam nie przeszkodzi, w końcu uczniowie zazwyczaj mieli dosyć tej klasy po słuchaniu godzinnych wykładów profesora Binnsa. A nauczyciele... w sumie, to co mieliby tam robić? Wszyscy szykują się na bal, a poza tym na pewno zostało im jeszcze monstrum spraw organizacyjnych. Komu by się chciało szlajać po klasach?
Leo niepewnym krokiem przemierzał korytarze zamku. Był lekko zestresowany, w końcu nie wiedział, czego ma się spodziewać. Zresztą skąd mógł mieć pewność, że ten list nie został podrzucony przez jakiegoś żartownisia...? Nie, przecież umie rozpoznać pismo Gabe'a! Przez ostatnie trzy lata wymienili ze sobą tyle listów, że nie miał co do tego wątpliwości. Czemu w takim razie aż tak się stresował?
Stanął przed drzwiami klasy do historii magii, nie wiedząc, czy powinien zapukać i czekać na odpowiedź, czy po prostu wejść. W końcu delikatnie zastukał w odrzwia, darując sobie jednak bezsensowne oczekiwanie na zezwolenie na wejście. Przekroczył próg sali i zaraz stanął jak oniemiały. Pomieszczenie, w którym się znalazł nijak nie przypominało mu klasy nauczania przedmiotu bólu i rozpaczy. Zamknął za sobą drzwi i wytrzeszczył oczy, zatrzymując spojrzenie na każdej pojedynczej świeczce. W końcu jego wzrok napotkał Gabriela, usadowionego na krześle nauczycielskim, za biurkiem.
- WOW – wydusił z siebie, uśmiechając się do Gryfona i robiąc kilka kroków w jego stronę, po czym, nie mogąc się powstrzymać, jeszcze raz okręcił się wokół własnej osi. - Serio. Wow. Skąd pomysł na takie egzotyczne miejsce na spotkanie, hmm?
Nie za bardzo wiedział, co powinien ze sobą zrobić, więc przez dłuższą chwilę po prostu stał na środku klasy i wpatrywał się w Gabe'a. Zrobiło mu się niezmiernie głupio, że on sam nic nie miał dla Gryfona. Ale co poradzić, nie pomyślał w ogóle o tym, że chłopak mógłby zaprosić go na... randkę? Czy to była randka? Leo niekontrolowanie uśmiechnął się pod nosem, po czym stwierdził, że musi wyglądać nieco dziwnie szczerząc się sam do siebie bez wyraźnego powodu. Postanowił gdzieś się ulokować, także wskoczył na pierwszą ławkę przy biurku, chwytając w rękę butelkę wina, którą dopiero co zauważył i marszcząc brwi.
- Spożywanie alkoholu na terenie szkoły przez nieletnich? To się źle skończy – pokręcił głową, odstawiając butelkę na miejsce i udając zatroskanego.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   21.02.16 22:23

Czekanie na Leosia okazało się dobrą próbą cierpliwości. Nic nie denerwowało Gabe'a bardziej, niż konieczność bezczynnego siedzenia w jednym miejscu. Rozglądał się po sali, wystukując palcami rytm jakiejś mugolskiej piosenki, której tytułu nie potrafił skojarzyć. Po pewnym czasie zaczęły dręczyć go niepokojące myśli. A co jeśli nie znalazł tej kartki? I nie otworzył listu? I o niczym nie zdaje sobie sprawy?
Niee..
Westchnął głęboko spojrzawszy na zegar. Minęło dopiero piętnaście minut. Daj mu trochę czasu, dobra? A było to takie trudne, bo każda chwila ciągnęła się nieubłaganie.
W końcu jednak ciszę przerwało skrzypienie starych, dawno nie oliwionych drzwi i długo wyczekiwany przez Gryfona gość wszedł do klasy. Gabriel zdjął nogi z biurka; no, jednak jakaś kultura była w takich chwilach wymagana, i z radością przyglądał się jak uśmiechnięty od ucha do ucha Leoś powoli podąża w jego stronę, przy okazji obracając się jak pijana baletnica.
- Cieszę się, że ci się podoba.
Nawet nie musiał mu tego mówić; radosny błysk w jego oczach przemawiał sam za siebie.
- Skąd pomysł? Hmm.. w zasadzie sam nie wiem. Chciałbym, żebyś jakoś lepiej zapamiętał to miejsce. Nie jako klasę najnudniejszego przedmiotu na świecie, tylko... no.. - zastanawiał się jak najlepiej ująć w słowa o co mu chodzi - żeby kojarzyło ci się ze mną i.. najlepiej bez powiązania z tym poprzednim skojarzeniem, które nie jest ani miłe ani godne wspominania. - Gabe uśmiechnął się uroczyście, podpierając głowę na splecionych dłoniach. Właściwie nie wiedział, jak powinien traktować to ich dzisiejsze spotkanie tutaj; ani co myśli na ten temat Leo. Hah, gdy ktoś mnie o to zapyta to tak powiem, że byliśmy na randce. Jest lepsze określenie dla schadzki przy świecach?
- Mam nadzieję, że mi nie skonfiskujesz tego wina, panie prefekcie. Poza tym kto tu mówi, że jesteśmy niepełnoletni. Ja od przeszło roku nie jestem, a ty.. no prawie też masz siedemnastkę na karku, więc nie widzę większych przeciwwskazań. - rzekł Gabe, próbując jakoś to rzekomo 'usprawiedliwić'. Tak naprawdę wiedział, że Leo raczej nie ma nic przeciwko temu żeby się teraz napili. Złamią szkolny regulamin, ale.. co z tego? Czego to się nie robi dla przyjemności? Poza tym Gabriel łamał zasady prawie codziennie, chociażby spacerując po zamku nocami, czy wymykając się do Hogsmeade ukrytym wyjściem. A przyłapany został tylko kilka razy.
Mrugnął do niego zalotnie, po czym wskazał na puste jeszcze kieliszki.
- Czyń honory.
Obserwował jak Leo nalewa z butelki trochę chwiejną ręką. Merlinie, on jest zestresowany. Tylko.. czym? Mrugnął kilka razy, uświadamiając sobie jakim jest durniem jeśli chodzi o normalne, ludzkie odczucia. Tobą się stresuje, głąbie. W mojej obecności jest zawsze napakowany emocjami. Z jednej strony Gabriela to cieszyło, bo dawało mu do zrozumienia że wiele musi dla niego znaczyć. A z drugiej wolałby chyba, gdyby Leoś czuł się przy nim bardziej swobodnie i zrelaksowanie, bo w zasadzie po to zaaranżował to całe dzisiejsze spotkanie; żeby pokazać mu, że chce aby czuł się z nim dobrze. I żeby umocnić ich relację. I jakoś ją .. no, określić. Czuł jakąś taką wewnętrzną potrzebę wiedzieć dokładnie kim dla siebie od teraz będą; chciał go zapytać, czy może nazwać go swoim chłopakiem.
Ale to za chwilę. Bierz to wino i ciesz się chwilą.
Nie zastanawiając się dłużej chwycił kieliszek w dłoń i uniósł go, chcąc stuknąć nim w ramach toastu.
- To co? Za nas?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   22.02.16 14:54

Gryfon pokiwał z uznaniem głową.
- No, w takim razie ci się to udało - stwierdził. - Ale nie jestem pewien, czy to dobrze, bo teraz resztki uwagi, które poświęcałem na słuchanie pieprzenia Binnsa zajmiesz ty. Już nie mówiąc o tym, że i tak przez ciebie trudno mi się skoncentrować na czymkolwiek - przyznał zgodnie z prawdą. Zaczął się zastanawiać, czy następnym razem gdy przekroczy próg tej klasy, będzie to znowu dla niego zwykła sala do historii magii. Czy Gabe potrafił zaczarować to miejsce tak, żeby zaczęło kojarzyć się z czymś miłym? Na razie z połączenia pojęć "historia magii" i "Gabriel" powstawało automatyczne skojarzenie z Wieżą Astronomiczną. Wiele dałby, żeby móc to czymś zastąpić i miał nadzieję, że mu się to uda. Nie miał nic przeciwko temu, żeby wydarzyło się to dzisiaj.
- Przemyślę to... - uśmiechnął się pod nosem. - Wydaje mi się w sumie, że mógłbym przymknąć oko na zaistniałą sytuację - stwierdził po chwili, wpatrując się w Gabriela i zastanawiając skąd u licha on wytrząsnął wino. I skąd wziął świeczki. Może przekopywał Hogsmeade w ich poszukiwaniu? A może po prostu zakosił z jednej z tych uroczo udekorowanych na święto zakochanych sal? W sumie to nieważne. Mało go interesowało, skąd je wytrząsnął. Ważne, że zrobił to dla Slughorna i świadomość tego sprawiała, że chłopak czuł się wyjątkowo. Nigdy nawet nie śmiał marzyć o tym, że miałby spędzić którekolwiek walentynki z Bertrandem.
Na słowa Gabe'a zeskoczył z ławki i podszedł do biurka, stwierdzając, że tam będzie bezpieczniej nalewać wino. Spojrzał na Bertranda z łobuzerskim uśmiechem i otworzył butelkę. Ostrożnie zaczął nalewać trunek do jednej z lampek. Nie rozlej, nie rozlej, nie rozlej, nie rozlej, nie rozlej, nie rozlej... Gabe chyba by go zabił. A nawet, jeśli nie, to Leo zrobiłby to sam. Nie wiedział dlaczego był aż tak zestresowany, a jego ręce niebezpiecznie się trzęsły, ale starał się jakoś opanować. W końcu jego stres był kompletnie nieuzasadniony. Przecież przy Gabrielu mógł czuć się swobodnie, prawda? Tak, jak kiedyś, a nawet bardziej, biorąc pod uwagę to, co się stało zeszłej nocy. Czas się ogarnąć.
Skończył nalewać wino i chwycił swoją lampkę, opierając się o biurko, przodem do przyjaciela.
- Za nas - zgodził się i ich kieliszki się stuknęły. Zastanawiał się, co to nas znaczy? Czy to oznaczało, że ich relacja weszła na wyższy poziom? Można ją już jakoś konkretnie określić? A może właśnie na odwrót? Może Gabe użył tego słowa, ponieważ nie wiedział, jak inaczej miałby się wyrazić? Zabawne jak wiele do myślenia może dać jeden zaimek.
Upił całkiem spory łyk wina i wyobraził sobie, że wszyscy teraz pewnie wydeptują dziurę w podłodze i stresują się balem, podczas gdy on popija sobie alkohol, siedzącą z Gabe'em w sali historycznej, udekorowanej świecami. Na samą myśl o tym zrobiło mu się weselej. Z kolei zaraz też przypomniał sobie o balu. A może by tak go olać i posiedzieć tu z Gryfonem trochę dłużej...? Nie, to był zbyt ryzykowny pomysł, nawet jak na nich. Jeszcze ktoś naprawdę by tu wpadł. A poza tym pilnowanie balu było jednym z jego obowiązków, prawda? I tak już nawalał jako prefekt, łamiąc szkolny regulamin czasem nawet i kilka razy dziennie, więc nie potrzebował dodatkowych problemów.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   22.02.16 21:46

Gabe uśmiechnął się promiennie, słysząc co mówi Leo. Jednak zaraz później spoważniał, bo uświadomił sobie jakie mogą być konsekwencje tego rozkojarzenia; czuł by się podle dowiadując się, że przez niego Leo zawalił sobie oceny. Zupełnie jakby był temu winny.. A czy czasem tak nie będzie?
- Wiesz, w sumie miło to słyszeć, jednak.. nie chciałbym żebyś zaczął zaniedbywać naukę ze względu na mnie i to całe nasze no.. - zawiesił na chwilę głos i spojrzał w sufit, zastanawiając się jak właściwie powinien to ująć - .. zamieszanie. - dokończył trochę zmieszany, bo to chyba nie było chyba najlepsze określenie; jednak to pierwsze, co przyszło mu do głowy. Usiłując jakoś zrekompensować swój rzekomy błąd, delikatnie ujął go za ręce.
- Bo.. wiedza jaką nam przekazują na tych wszystkich przedmiotach rzeczywiście może nam się kiedyś w życiu przydać, wiesz? I ja chciałbym.. żebyś się starał po prostu i nie skupiał swojej całej uwagi na mnie, bo nie jestem tego wart..
Gryfon zamilkł na chwilę i spojrzał w błyszczące oczy Leosia. Jednak szybko dotarło do niego jak idiotycznie zabrzmiały te słowa. Matko, jesteś żałosny. I okropny. I nie wiem które bardziej.
- Merlinie, zaczynam brzmieć jak własna matka. Przepraszam, Leoś.
Swoją drogą, po prostu chyba.. się trochę zmartwił. I nie wiedział dokładnie jak ma to okazać, więc.. wyszło jak wyszło. Miał nadzieję, że Leo nie będzie miał mu tego za złe.
Mrugnął do niego znowu, ciesząc się z takiej odpowiedzi. Prawdę mówiąc nie miał wątpliwości, że Leo podchwyci ten pomysł. Może i był prefektem, ale przecież nadal był sobą, nie? Kto jak kto, ale Gabriel wiedział jaki on jest. I że lampki wina sobie nie odmówi, zwłaszcza w takiej sytuacji.
- Leoś.. czym ty się tak stresujesz, co? - powiedział, gdy Slughorn odstawił wino napełniwszy kieliszki. Robił to bardzo niepewnie, a ręka trzęsła mu się tak, że ledwo utrzymywał butelkę w pozycji poziomej.
- Wiesz, że przy mnie.. chciałbym abyś czuł się swobodnie, tak samo jak ja przy tobie. Bo naprawdę przeżyliśmy razem tyle, znamy się od dzieciaka i.. no chyba przy niewielu osobach możesz być.. naprawdę sobą. - Bertrand uśmiechnął się lekko, chwytając swój kieliszek. Nie wiedział w czym dokładnie tkwił problem; może Leo nie przyzwyczaił się jeszcze do tego kim dla siebie stali się zeszłej nocy?
A jak miał się przyzwyczaić, skoro nawet o tym nie rozmawialiście? Plus, to było do cholery dzisiaj rano, a fakt, że tobie Gabryś przyszło to łatwo, nie oznacza przecież że z nim było tak samo. Zawsze reagował na wszystko bardziej emocjonalnie niż ty sam. A co dopiero teraz, po tej całej wojnie, która musiała mieć na niego duży wpływ; i to raczej nie pozytywny.
- No to zdrowie.
Gdy tylko stuknęli się kieliszkami, wypił całą jego zawartość jednym haustem i odstawił go na bok. Dość formalności na teraz, czas zając się czymś.. przyjemniejszym. Zaczął stopniowo zbliżać się do Leosia, który wydawał się jakby trochę przestraszony, odruchowo odsuwając się do tyłu i siadając na blacie biurka. W tym momencie Gabe zatrzymał się; nie chciał naciskać, więc jeśli Leo będzie tylko chciał, to sam przysunie się bliżej.
Uśmiechnął się lekko i odezwał się szeptem;
- Ciągle zastanawiam się, jak tak długo mogłem nie dostrzegać jaki jesteś piękny, wiesz? - pozwolił sobie dotknąć jego policzka, delikatnie muskając go palcami.
- Mógłbym pływać w tych cudownych oczach.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   23.02.16 14:46

Na słowa Gabe'a Leo zmarszczył brwi. Chłopak wyglądał na naprawdę przejętego, ale... czym właściwie? Naprawdę tak zaniepokoił się o jego niemożność skupienia się na lekcjach? To takie słodkie z jego strony! Nie, nie, nie! To wcale nie jest słodkie. Czemu Gabriel ma się martwić o coś takiego? W ogóle nie powinien sobie zawracać głowy takimi sprawami.
- Merlinie, przecież to nie twoja wina! - jęknął, żałując, że w ogóle coś o tym wspomniał. Chciał po prostu mu przekazać, że jest dla niego ważny, ale widocznie słowa te odniosły niepożądany skutek. Nie miał pojęcia, że Bertrand aż tak się tym przejmie!
Leo uśmiechnął się.
- Nic się nie stało. To słodkie, że się martwisz, ale... nie masz o co. Nie mam już jedenastu lat i rozumiem, że niektóre przedmioty - bo na pewno nie historia magii - są ważne i bez nich ani rusz. Moje oceny nigdy nie były wybitne, nie jestem Amelią - zaśmiał się krótko. - Ale wierz mi, że się staram, dobrze? - zatrzymał trochę dłużej wzrok na jego oczach. - I w sumie w jeszcze jednym się z tobą nie zgodzę. Dla mnie jesteś warty wszystkiego - wyszeptał mu na ucho, uśmiechając się pod nosem i zdając sobie nagle sprawę z tego, że tym jednym zdaniem przekreślił całą swoją poprzednią wypowiedź, ale niezbyt się tym przejął.
- Nie wiem - odparł na pytanie Gabriela, otwierając szeroko oczy i zaciskając usta. Przez chwilę jeszcze zastanawiał się, starając się poukładać myśli, aby móc dopowiedzieć cokolwiek. - Może... nie wiem, może chodzi o to, że jesteś dla mnie cholernie ważny, a ja się boję, że zaraz coś zepsuję - przyznał i dopiero kiedy wypowiedział te słowa, zdał sobie sprawę z tego, że to prawda. Nie darowałby, gdyby coś zepsuło im tę randkę, a na pewno nie przebaczyłby sobie, gdyby to był on sam.
- Okej - odparł tylko na dalsze słowa Bertranda. - Spróbuję się ogarnąć - odwzajemnił uśmiech chłopaka.
W sumie w kwestii swobody i tak już było między nimi lepiej, niż przedtem, kiedy Leo nie był w stanie wypowiedzieć bez zająknięcia ani jednego zdania, ale to wtedy, gdy nie wiedział, że Gabe też coś do niego czuje. W sumie dla Leo było to całkiem nowe doświadczenie, w końcu zazwyczaj raczej był bardziej pewny siebie, nawet, a może zwłaszcza, przy Gabrielu.
Chłopak wstał i zbliżył się do niego, na co Leo praktycznie niekontrolowanie się odsunął, siadając przy okazji na biurko. Debil. Sapnął cicho zły na siebie, ale zaraz przestał się tym przejmować, gdy usłyszał słowa Gabe'a. Uśmiechnął się zalotnie, przechylając lekko głowę na bok i odstawiając swoją lampkę wina, w której zostało jeszcze trochę trunku, na bok.
- Też nie wiem, jak mogłeś tego nie zauważyć - zażartował, wbijając w niego spojrzenie. Przysunął się odrobinę w stronę chłopaka, na tyle, na ile był w stanie, aby jednocześnie nie ześlizgnąć się z biurka. Chwycił ręce Gabe'a i przyciągnął go jeszcze bliżej siebie, po czym ułożył jego dłonie na swoich biodrach i uśmiechnął się jeszcze szerzej, otaczając jego szyję ramionami i splatając ze sobą swoje palce na jego karku.
- Ja chyba właśnie utopiłem się w twoich - stwierdził. Uniósł głowę odrobinę do góry, jednocześnie zmuszając Gabe'a, aby ten lekko się schylił i dał ich ustom szanse, aby się połączyły.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   23.02.16 16:20

To słodkie, że się martwię.
- Oj przestań, proszę, bo się jeszcze zarumienię - powiedział Gabe, gdy poczuł że naprawdę zaczyna robić się czerwony. Tak naprawdę raczej nie chciał, żeby Leo kiedykolwiek przestał obsypywać go komplementami; wszystkie sprawiały mu niesamowitą radość, ale te usłyszane z jego ust nabrały teraz zupełnie nowego znaczenia.
- Przepraszam Leoś. Przecież wiem, że jesteś bystry, starasz się i dasz sobie świetnie radę.. - uśmiechnął się do niego, nadal gładząc jasne dłonie swojego przyjaciela. - Ja po prostu tylko.. no. - Gabe wzruszył ramionami, nie wiedząc jak powinien zakończyć to zdanie. Najlepiej chyba jak po prostu zostawi ten temat, skoro przecież nie ma się o co martwić. Leo był bardzo rozemocjowany; w sumie ciężko mu się dziwić. Wszystko stało się szybko; można rzec że z dnia na dzień, nawet, no, dosłownie. Z czasem mu przejdzie, westchnął pod nosem. Wtedy, kiedy.. przywyknie.
Nagle Leo nachylił się nad jego uchem i szepnął mu jeszcze jedną rzecz. Gabriel odwrócił głowę w bok, zgrywając bardzo zakłopotanego tym, co właśnie usłyszał. Po chwili zaśmiał się jednak, dając mu znać że oczywiście żartuje i znowu spojrzał w jego niebieskie oczy.
- Ty dla mnie też. Nawet więcej niż wszystkiego. - znowu złapał jego dłonie, tym razem splatając ich palce ze sobą. Te słowa znaczyły tak wiele dla ich obojga, że chyba żaden z nich nie potrafił opisać jak bardzo. I wtedy poczuł nieodpartą potrzebę, żeby mu to wyznać.
- Je t'aime, Leo, vous avez aucune idée de combien.
Całe zdanie wymsknęło się jakby samo; nie myślał zbytnio co dokładnie mówi. Dlatego też powiedział to po francusku. Zrozumie. Przynajmniej na pewno sam początek jest dla niego jasny. A początek był kluczowy, nie potrzeba było niczego więcej.
- Wiesz, gdybym ja się obawiał, że coś może pójść nie tak na tak dużą skalę, to raczej nie siedzielibyśmy teraz tutaj popijając winko. To.. tak dla porównania. - Gabe mrugnął do niego porozumiewawczo. - Bo dla ciebie wszystko, wiesz? Ale rozumiem, że możesz się trochę stresować. - [/n] Oparł się o kawałek biurka tuż obok Leo. - [b]Romantyczne schadzki przy świecach z twoim najlepszym kumplem to raczej coś nowego, czyż nie?
Ha, romantycznie. Trochę przesadziłeś. Pseudoromantyczne, o, to byłoby lepsze słowo. Nie łudźmy się, to miejsce nigdy nie będzie naprawdę romantyczne. Ale nadal lepsze to niż wieża, stwierdził. Z tymi świecami w sumie nie było tu aż tak źle..
Nigdy nie pomyślał, że będzie się obłapiał z kimkolwiek na biurku nauczycielskim. Bo co jak co, ale.. trzeba przyznać, że brzmi to dość absurdalnie już samo w sobie. A w chwili obecnej wszystko wskazywało na to, że tak to się skończy. Nie, my już zaczęliśmy, poprawił się szybko. Nagle Leo nabrał śmiałości i przejął inicjatywę kierowania ruchami, dokładnie jak przypuszczał Gabriel gdy zbliżył się do niego na tyle, bo go rozochocić.
- Jak mógłbym ci to wynagrodzić, co? - uśmiechnął się tylko, przesuwając ręce wyżej po jego plecach, podświadomie przyciągając go do siebie.
Na odpowiedź nie musiał długo czekać, bowiem kilka sekund później usta Leo znalazły się tak blisko, że nie mógł już powstrzymać się przed dopełnieniem pocałunku. Czuł się cudownie. Co prawda całował się już wielokrotnie, to tym razem czerpał radość nie tylko z samej czynności; był szczęśliwy, że osobą którą może pocałować, jest właśnie on.
- Kto nauczył cię tak całować, hmm? - zapytał go szeptem, gdy w końcu odsunęli się od siebie.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   24.02.16 23:42

- Wyglądasz ładnie, kiedy się rumienisz - stwierdził Leo, przyglądając się Gabrielowi. W sumie to Gryfon chyba zawsze będzie dla niego przystojny, choćby nie wiadomo jak źle wyglądał. Okej, Slughorn może potwierdzić, że Bertrand wygląda źle, jeśli rzeczywiście tak jest, ale na pewno nie zgodzi się, że odbiera mu to choć odrobinę uroku. A może tak mu się tylko wydawało, bo był zakochany? W końcu, kiedy ludzie są zakochani to ta druga osoba wydaje się być idealną, prawda? No cóż, w mniemaniu Leo Gabe faktycznie był perfekcyjny, jak absurdalnie by to nie brzmiało. Niby nikt nie jest idealny i Leo o tym wiedział, ale jakoś nie potrafił tego przełożyć na Gryfona.
Bertrand często przełączał się na francuski. Slughorn zdążył się już do tego przyzwyczaić. W sumie całe swoje liche pojęcie o tym języku zawdzięcza właśnie Gabrielowi. W końcu z przyjacielem, który wplata co jakiś czas francuski w swoje wypowiedzi, trzeba sobie jakoś radzić. Tyle rozmów, wybryków i pisania listów naprawdę nie poszło na marne, ponieważ Leo znał dzięki temu wszystkiemu chociaż podstawy francuskiego.
Tak więc, gdy Gabe splótł ze sobą ich palce i nagle zaczął mówić w innym języku, nie zaskoczyło go to zbytnio. Zaczął natomiast uważnie wsłuchiwać się w jego słowa. Jego serce lekko drgnęło, gdy po chwili jego umysł przetworzył informacje i przełożył treść na rodzimy język Slughorna. I choć może Leo nie wiedział, co dokładnie powiedział mu Gabe, wystarczyła mu znajomość kilku pierwszych słów. Nadal było coś niesamowitego w słyszeniu od Bertranda, że ten go kocha. Kiedyś Gryfon chyba prędzej uwierzyłby w to, że Gabriel wymawia te słowa do ściany, a nie do niego, ale nie tym razem. Dodatkowo wtrącone w zdanie imię Leo upewniało go w przekonaniu, że chłopak naprawdę zwraca się do niego. I sądząc po emocjach, jakie Slughorn usłyszał w jego głosie to naprawdę go kochał.
Leo wbił na moment spojrzenie w podłogę, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu, który wpełznął na jego twarz. Zaraz jednak podniósł wzrok z powrotem na Gabe'a.
- Je t'aime aussi - odparł nieudolnie. To zdanie na pewno nie było wypowiedziane poprawnie, poza tym Gryfon miał wątpliwości co do tego, czy w ogóle jest odpowiednio skonstruowane, bo choć krótkie i rzeczowe, okazało się dla niego niezwykle problematyczne. Może dlatego, że nigdy jeszcze nie odpowiedział Gabe'owi po francusku?
- Chyba kiepsko mi wychodzi mówienie w języku miłości, prawda? - spytał, podświadomie ściszając głos do szeptu i uciekając wzrokiem gdzieś ponad ramieniem chłopaka. Po chwili jednak znowu ich spojrzenia się skrzyżowały, więc Leo uśmiechnął się przepraszająco, za kaleczenie francuskiego.
- Tak, raczej tak - chłopak zaśmiał się, jeszcze raz odwracając głowę w stronę wcześniej wspomnianych przez Bertranda świeczek. Naprawdę to doceniał. - Tak poza tym, to będziemy mieli niezły problem, jak nagle ktoś tu wparuje - ocenił. Tia, a wtedy wszyscy zorientują się, jakim beznadziejnym jest prefektem. I skonfiskują im wino. Wino, które Leo miał zamiar wypić.
Gryfon uwielbiał się całować, a doszedł do tego wniosku ledwie chwilę wcześniej. Uwielbiał roztapiać się w rozkoszy, gdy jego wargi napotykały usta Gabe'a. Czy to nie zabawne, że te pocałunki były jednymi z pierwszych w całym życiu Slughorna? Chyba nikt by tak nie pomyślał, prawda? W sumie Leo nigdy nawet z nikim nie chodził tak "na poważnie". Jakieś wyuzdane kilkudniowe romanse z mugolskimi dziewczynkami za łebka nie wchodziły w grę. W sumie to odkąd Leo skończył pierwszą klasę Hogwartu, nie mieszał się już nawet w te wyuzdane związki.
- Nikt mnie nie nauczył - Slughorn zarumienił się lekko. Czy w ogóle da się nauczyć kogoś całować? Gryfon nie był co do tego pewien, ale był raczej serio zainteresowany tym tematem.
Chłopak opuścił ręce, zdejmując je z karku Gabe'a i chwycił w jedną z nich swój kieliszek, dopijając znajdujące się w nim wino do końca. Następnie sięgnął po butelkę i napełnił swoją lampkę na nowo, aż do pełna. Trunek pewnie wylałby się z naczynia, ale Leo szybko nadpił nadmiar cieczy, przy okazji opróżniając kolejną lampkę do połowy. Powinienem przystopować. No tak, przecież jest jeszcze... Bal!
- Gabe - przypomniał sobie nagle Slughorn. - Powinienem być zaraz na balu - oznajmił, przygryzając wargę. Ach, tak bardzo nie chciał się stąd ruszać! Było mu tu tak dobrze z Gabe'em... gdyby miał wybór mógłby tu z nim siedzieć do końca życia. Ale nie masz. No tak, w końcu obowiązki wzywają, prawda?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   27.02.16 23:19

Gabe czuł, jak uderza w niego fala dziwnego, wewnętrznego ciepła i osiada na policzkach, nadając im jeszcze czerwieńszy odcień. Nie mógł tego ani przystopować, a bardzo się starał, bo i tak musiał wyglądać już jak dorodny pomidor, ani też zrozumieć, bo.. nie miał w zwyczaju się rumienić. Znaczy, nie zdarzało mu się to.. tak jakby wcale; więc po prostu nie przywykł do tego. Poza tym, czerwienienie się jest najczęściej efektem zawstydzenia. A nie, tak jak w jego przypadku, odwrotnie.
- Merlnie.. co ty ze mną robisz Leoś. - powiedział z trudem powstrzymując śmiech, jednocześnie zasłaniając się rękami i próbując zakończyć to mylne koło wstydu. Bo z każdym słowem od strony przyjaciela rumienił się mocniej, a czym bardziej karminowa była jego twarz, tym większy wstyd odczuwał; zarówno przed samym sobą, jak i przed Leo, który przecież nadal siedział na przeciwko i teraz pewnie się z niego naśmiewa. Nie, zaraz. Przecież przed chwilą powiedział, że jestem uroczy. Gabe, ogarnij się. Kto jak kto, ale on chyba nigdy nie będzie się z ciebie śmiać. Cóż, przynajmniej póki nie odwalisz czegoś tak głupiego, że będzie to względnie uzasadnione.
- Skończ, proszę. - jęknął, jednak po chwili doszło do niego, że zabrzmiało to źle. Bardzo źle. - Znaczy.. mam na myśli, że no.. uwielbiam cię słuchać i wszystkiego co mi mówisz, to jest naprawdę miłe.. ale.. tylko zobacz, co ze mną zrobiłeś.
Gabriel niedbale odgarnął włosy z czoła, a jego wzrok od razu natrafił na uśmiechniętą twarz Leo.  Nie mogąc się powstrzymać sam wybuchnął śmiechem, a uspokojenie zajęło mu znaczną chwilę.
- Przepraszam.. Chyba zaczynam przez ciebie wariować.
Dobrze powiedziane, westchnął. Dobrze powiedziane.
Gabriel uśmiechnął się szeroko słysząc nieśmiałą odpowiedź Leosia. Odpowiedział mu krótko, ale płynnie i.. po francusku.
- Ależ nie, to.. było bardzo dobrze. Nawet poprawnie zaakcentowałeś. Jestem dumny. - powiedział ściskając rękę swojego ukochanego jeszcze mocniej.  - Hah, trudno żebyś sobie nie radził po tylu latach męczenia się ze mną, prawda? - Mrugnął do niego porozumiewawczo. Nie był świadom, że Leo tak podłapał francuski tylko dlatego, że sporo się z nim zadawał. Ale cóż,
bardzo często zdarzało mu się zmieniać język kiedy coś mówił, zwłaszcza będąc pod wpływem różnych intensywnych emocji. Nie potrafił tego póki co opanować, nie wiadomo jak by się nie starał. To działo się... tak samo, bez jego kontroli. I takie zmiany nie były jeszcze najgorsze, bo czasem nawet plątał angielskie wyrażenia z tymi francuskimi, a wtedy naprawdę nikt nie miał już najmniejszej szansy połapać się w tym, co próbował przekazać. Ot, taka przypadłość dwujęzyczności. To dlatego, że nie myślę co mówię. Niestety miał taką skłonność. I pomimo że już kilka razy w życiu się na tym przejechał, nadal zdarzało mu się to dosyć często. Za często.
- Kto tu ma niby wejść? - Gabriel westchnął, chcąc go uspokoić. Oj Leoś. - Zaraz zaczyna się bal. Naprawdę myślisz, że ktoś wpadnie na pomysł żeby zajrzeć właśnie do tej sali? - powiedział podszedłszy do Gryfona, kładąc ręce na jego ramionach. - Wyluzuj trochę, nikt nas nie znajdzie. Ta chwila jest raczej za ładna, żeby psuć ją sobie martwieniem się o hipotetyczne najście, nie? - pozwolił sobie poczochrać orzechowe loczki Leo, jak to zwykł robić gdy byli młodsi. Nadal były bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Przynajmniej to się w nim nie zmieniło, tak niepodważalnie nic a nic. Uśmiechnął się lekko dolewając im obojgu wina.
Gabe uniósł brew udając zdziwienie. A w zasadzie nawet nie udając, bo rzeczywiście był trochę zdziwiony.
- Nikt? - szepnął mu do ucha. - W takim razie.. jesteś bardzo dobry jak na początkującego. I wiesz, takiego talentu nie możesz ani marnować, ani oszczędzać. - stwierdził po chwili. - Skoro nie masz dużego doświadczenia, to pewnie nie miałeś jeszcze okazji całować się z kimś.. po francusku?
Flirtował z nim. Tak dość jawnie. I chyba obaj nie mieli co do tego wątpliwości, sądząc po rozmarzonej minie Leo. Jeszcze jakiś czas temu Gabe nawet nie przypuszczał, że taka sytuacja będzie miała kiedykolwiek miejsce, bo wydawała mu się wręcz niedorzeczna. Ups. A jednak. Tak, 'ups' to właściwe słowo.
- Bo wiesz, tak się składa że masz teraz przed sobą Francuza.. - No, w pewnym sensie.. - .. który byłby wręcz zachwycony gdybyś chciał spróbować..
Gabriel delikatnie gładził jego twarz, nieświadomie przybliżając ich ku sobie.
Nieświadomie. No.. może wpół świadomie; jednak niewystarczająco, by mógł się już teraz pohamować.
Bal. Pieprzony bal. Dlaczego w ogóle o nim przypomniał? Ach, no jest prefektem i rzekomo ma obowiązek się tam zjawić. Jednak czym dłużej tu siedzieli; razem, przy blasku świec.. całując się; tym mniejszą miał ochotę w ogóle schodzić na dół i w sumie zdziwiłby się gdyby z Leo było inaczej. Czy było im tu źle? Wręcz przeciwnie. No.. może całokształt szczęścia psuła świadomośc, że w każdej chwili mogli zostać złapani, co poniosłoby za sobą konsekwencje dla ich obu a w szczególności dla niego, jako prefekta..
- Zaraz pójdziemy na bal. Tylko.. jeszcze chwila, okej? - spojrzał na niego smutnym wzrokiem. Nie miał ochoty teraz stąd iść; jednak wiedział że powinien i chyba tego nie uniknie. Zrób to dla niego, pomyślał. Chyba nie wybaczyłbyś sobie gdyby Leoś stracił swoje przywileje z twojego powodu, prawda? Taa, wyrzuty sumienia nękały by go chyba do końca roku.
- Dopijmy to wino, dobra? - Gabriel westchnął, niechętnie odsuwając się od Gryfona, biorąc do ręki butelkę.
- Kłopotać się kieliszkami czy z gwinta?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   28.02.16 20:00

Leo uśmiechnął się jeszcze szerzej, zastanawiając się co on takiego zrobił, że wprawił Gabe'a w aż takie zakłopotanie.
Już wiesz, jak się czuję, gdy nagle zaczynasz obsypywać mnie komplementami - stwierdził, starając się przywołać powagę na twarz, ale niezbyt mu to wyszło. Gdy jego wzrok ponownie skrzyżował się ze spojrzeniem Bertranda oboje niemal równocześnie wybuchli śmiechem. To nie tak, że Leo śmiał się z Gryfona. Chodziło o to, że był wyjątkowo szczęśliwy. Naprawdę mógł być tu, blisko Gabe'a i nie musieć ukrywać swoich uczuć. Mógł po prostu powiedzieć mu, że jest uroczy i nie czuć się przez to skrępowany. Może momentami jeszcze był trochę spięty, ale zaczynał powoli czuć się w towarzystwie chłopaka coraz bardziej pewnie siebie i podobało mu się to.
Tia, geniusz ze mnie - odparł, rumieniąc się jak debil. W sumie to zignorował to. Chyba zdążył już przyzwyczaić do tego, co działo się z nim w towarzystwie Gabe'a. - Pomińmy fakt, że to chyba wszystko, co potrafię powiedzieć po francusku.
Tak, właśnie taki był z niego poliglota. Rozumiał, co się do niego mówiło, ale żeby samemu się odezwać to broń boże. Z jego talentem, to gdyby próbował złożyć jakieś dłuższe zdanie, wyszłoby mu coś kompletnie przeciwnego do tego, co chciał przekazać. Już nie mówiąc, że mówiłby wszystko z brytyjskim akcentem. I czytałby pewnie też po angielsku... No, ale cóż, ku jego szczęściu angielski był językiem światowym, tak więc gdyby kiedyś, jakimś cudem znalazł się za granicą to raczej nie miałby problemu. Mieliby go najwyżej inni ludzie. A to już nie jego sprawa, prawda?
Tak... masz rację  - przygryzł wargę. Właśnie czegoś takiego obawiał się i chciał uniknąć. - Widzisz! I o to mi chodziło. Było tak przyjemnie, a ja nawet nie potrafię wyluzować i się rozluźnić - westchnął.
Leo w dzieciństwie miał zwyczaj odtrącać rękę Gabe'a, gdy ten miał czelność zaczynać go czochrać. Teraz jednak nawet mu się to podobało. Może gdyby miał jakoś sensownie ułożone włosy, to Gryfon faktycznie dostałby po łapach, ale nie tym razem. Tia, nie dość, że tyle czasu zajęło mu układanie ich, to jeszcze wszystko rozwaliło mu się zanim w ogóle doszedł na miejsce.
Na słowa Gabriela zrobił się ponownie czerwony jak dorodny pomidor. Zaraz jednak uśmiechnął się nieśmiało.
Z tobą chciałbym spróbować wszystkiego – zdążył jeszcze tylko szepnąć, zanim po raz kolejny ich usta się złączyły.
Bal wszystko psuł. To prawda. Ale Leo nie mógł go przecież tak po prostu olać, prawda? Nie tym razem. To jego pierwsze zlecenie, jako prefekta. Musiał je wziąć na poważnie. Ale... zaraz. Właśnie popijał sobie z Gabrielem winko w klasie od historii. Czy po czymś takim będzie w stanie wziąć na poważnie jakiekolwiek zadanie? Pilnowanie porządku na balu? No, faktycznie ładne pilnowanie porządku...
Pójdziemy, znaczy, że... pójdziesz ze mną? – spytał z niedowierzaniem. Jeśli Gabe naprawdę zechce pójść na bal z nim, to może nie będzie aż tak źle. Choć Leo i tak wolał opcję z pozostaniem w klasie.
W sumie to mi to bez różnicy jak pijemy wino i czy w ogóle je pijemy – wzruszył ramionami. - Ważne, że z tobą – dodał ciszej, uśmiechając się lekko. 
Gdy wypili wino niemal do ostatniej kropelki, z lekkim ociąganiem ruszyli w stronę Wielkiej Sali, a Leo w cholerę żałował, że musiał być tym durnym prefektem.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Cuthbert Binns

avatar
Specjalne

Liczba postów : 2
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   03.06.16 14:20

Historia Magii
Im cieplej robiło się na dworze, tym mniejszą uczniowie mieli ochotę na siedzenie na lekcjach. Zwłaszcza na Historii Magii. Profesor Binns niespecjalnie zdawał sobie z tego sprawę – nie dotarła do niego własna śmierć, więc brak zainteresowania uczniów tym bardziej. Jednak na skutek ostatnich rozmów w pokoju nauczycielskim z innymi nauczycielami, uznał, że raz jeden mógłby zrobić coś innego. Istniało ryzyko, że uczniowie będą myśleć, że ich profesora podmieniono, ale że nie można się przemienić w ducha przy pomocy eliksiru wielosokowego, takiej obawy nie było.
Tak czy inaczej, kiedy wszyscy pojawili się w sali, nie umknął ich uwadze wielki słój z fasolkami wszystkich smaków, a także stos czekoladowych żab, jakie znajdowały się na biurku nauczyciela. Był to element tak nie pasujący do sytuacji, że nie dało się go przegapić. Początek lekcji rozwiał ich wątpliwości.
- Szanowni państwo – zaczął Binns, tak jak zaczynał za każdym razem, nawet jeśli prowadził lekcję z pierwszorocznymi, - dzisiaj sprawdzimy państwa wiedzę. Egzaminy zbliżają się wielkimi krokami, coś już państwo powinni umieć. Dlatego wyciągnijcie pergaminy i zapisujcie odpowiedzi na zadane pytania. Poprawne odpowiedzi nagradzane będą punktami dla domu, złe będą skutkowały zjedzeniem jednej z fasolek ze słoja. Za każde trzy poprawne odpowiedzi przysługuje bonus w postaci czekoladowej żaby. Zaczynamy, proszę się przygotować. - Odchrząknął, czekając, aż wszyscy wyjmą pergaminy i pióra. - Zadanie pierwsze. Podaj dokładną datę buntu goblinów w XVII wieku.

Pytania będą się pojawiać co drugi dzień. Można odpowiadać tylko na bieżące pytanie. Aby dowiedzieć się, czy odpowiedź jest dobra, rzuć kostką.
Parzysta odpowiedź prawidłowa
Nieparzysta odpowiedź błędna, weź fasolkę – wylosuj tutaj, rzucając kostką opisaną jako Fasolki

Jeśli wylosujesz parzystą kostkę, musisz zapisać prawidłową odpowiedź na pergaminie. Gdzie ją znajdziesz, zależy tylko od ciebie. Jeśli zaś jej nie znajdziesz, nie dodawaj posta wcale.
Za każde 5 punktów z Historii Magii w skrytce przysługuje jeden przerzut - osobno na każde pytanie.
Do lekcji można dołączać w dowolnej chwili.

Kod:
<kk>Kostka:</kk>
<kk>Suma dobrych odpowiedzi:</kk> 0
<kk>Smak fasolki:</kk> opcjonalnie

Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   03.06.16 18:41

Nie przepadała za Historią Magii, a to głównie dlatego, że na tym przedmiocie nie działo się nic. Zupełnie. Śmiało mogła powiedzieć, że była to najnudniejsza lekcja w całej szkole i sama zastanawiała się, czemu jeszcze na nią chodziła, skoro większość czasu tam zwyczajnie przesypiała. Najwidoczniej jej ambicje były bardziej wygórowane niż myślała na samym początku. A może nie chciała okazać się w niczym gorsza od innych? Chociaż ostatecznie to też wiązało się z ambicją, więc wszystko sprowadzało się głównie do niej.
Tym razem również poszła i już na starcie zaczynała żałować swojej decyzji. Sprawdzian? Czy to były jakieś jaja?! Najwidoczniej nie, ponieważ nauczyciel mówił właśnie o tym. Pięknie. Może gdyby bardziej skupiała się na tych zajęciach jej wiedza byłaby większa niż zero, które teraz kreowało się w jej głowie. Przecież jak zaraz padnie pytanie o jakieś daty, to polegnie na całej linii, tym bardziej, że nigdy nie lubiła się ich uczyć. Cudem było, że zapamiętała daty urodzin swoich przyjaciół i najważniejsze według niej z wiedzy ogólnej. Jak na przykład pierwsze mistrzostwa świata w Quidditchu. Podejrzewała jednak, że o to jej pytać nie będą.
Usiadła mimo wszystko w ławce, bo przecież nie była tchórzem, aby odwrócić się na pięcie i odejść, kiedy tylko pojawiała się jakaś niedogodność. Wyciągnęła pióro i kałamarz, a następnie pergamin, na którym nawet łaskawie się podpisała. Poczekała chwilkę i już usłyszała pierwsze pytanie. Bunt Goblinów. Super. Co ją obchodziły te pokraczne stwory, które według niej znały się jedynie na pieniądzach. Westchnęła. Kiedy to było? No kiedy, Reagan?! Próbowała wyłowić z odmętów swej pamięci odpowiednią datę. Musiała ją słyszeć, tyle razy przecież ktoś jej o tym mówił. A to właśnie nauczyciel, a to jakiś kolega, który jarał się tym nudnym przedmiotem. Skup się, dziewczyno! Wpatrzyła się w ścianę naprzeciwko, zupełnie jakby to miało jej pomóc. I chyba faktycznie pomogło (a przynajmniej tak jej się wydawało), skoro zaraz zanotowała na pergaminie: 5 czerwca 1612 roku. A zaraz później dopisała: A w Egipcie był 26 maja 1623, też się liczy? Uśmiechnęła się dumnie sama z siebie i chwilowo odłożyła pióro.

Kostka: 2
Suma dobrych odpowiedzi: 1
Smak fasolki: -
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   03.06.16 23:59

Lekcja Historii Magii. W sumie, są to nawet interesujące lekcje dla tego puchona. Ale czy są mu one potrzebne? Bo w sumie, dla niego chyba nie. Od jakiegoś czasu, bardziej ważny jest dla niego Quidditch. Ale powinien korzystać z tego że są lekcje, że może uczyć się o świecie, o którym za dużo nie wie. Co było nawet plusem, choć akurat ta lekcja była zajebiście nudna, bo zawsze musieli coś pisać, mieć kartkówkę. Nuda. Usiadł gdzieś w wolnej ławce i spojrzał na profesora. Serio Gobliny? Nie ma już nic lepszego do nauki. Muszą być to Gobliny. Ok, teraz tylko musiał przypomnieć sobie dobrą datę, taa. To nie będzie łatwe. Spojrzał się na swój pergamin, pierw nabazgrał na nim swoje imię a potem zaczął wodzić wzrokiem po sali, szukając odpowiedzi. Nic nie wpadało mu do głowy, po prostu nic. Wodził wzrokiem wszędzie, aż spojrzał na swoją kartkę i zapisał datę, tylko rok 1612 w Hogsmeade, mieli bodajże kwaterę główną . Teraz tylko dzień i miesiąc. Czerwiec, to musiało być w tym miesiącu. Jakoś na początku, może piątego ? Możliwe. Po prostu napisał to na swojej karce i zaczął sie zastanawiać co będzie następne. Oby coś łatwiejszego.
Kostka:6
Suma dobrych odpowiedzi: 1
Smak fasolki: Nope
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   04.06.16 0:46

Kolejny zły dzień? Czy może przytłaczał ją zakres obowiązków. Ale kompletnie nie była przyszykowana, na tą lekcje. Lubiła, historię magii. Ale dziś, dziś nie miała na nią ochot. Przygaszona weszła do sali i klapnęła sobie obok L.. Oczywiście, akurat dziś musiała być przygotowywania do egzaminów. Dziękuje, serio. Profesor wiedział kiedy robić takie rzeczy, po prostu potrafił wyczuć moment. A ten był wręcz idealny! Do jasnej cholery! Czemu dziś, czemu akurat dziś?!
Słysząc pytanie, wywróciła oczami i zaczęła stukać nogą o posadzkę, a raczej butem. Miała pustkę w głowie, po prostu nie wiedziała nic. I tak nigdy nie lubiła Goblinów, były straszne, brzydkie i wredne. Nie chciałaby mieć z nimi nigdy nic wspólnego i miała nadzieję że tak nie będzie. Żadnej długiej konwersacji, zero, kompletne zero. Ale jak wiadomo, marzenia się nie spełniają. Wywróciła oczami i wróciła do swojego pergaminu. Na którym była nadal pustka, tak samo jak w jej głowie. Hmm może było to 6 lipca 1616. Pewnie nie, ale nie lubiła zostawiać pustego pergaminu. Więc postanowiła napisać to, co pierwsze wpadło jej do głowy. Oczywiście, odpowiedź była zła. Wywróciła oczami, po raz kolejny. Musiała wziąć fasolkę, ta pewnie też będzie nie dobra. Ohydna. Wyjęła ją ze słoika i włożyła do buzi. Cebula. Serio? Nie wiedziała czy tak można, ale złapała chusteczkę ze swojej torby i wypluła w nią fasolkę. Była wręcz ohydna.
Kostka:1
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: Cebulowa.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   04.06.16 18:10

Czy Gabriel kiedykolwiek przyszedł na historię magii z własnej woli? Nie. Tak. Może. Ale to musiało być bardzo dawno, kiedy jeszcze dawałem się ciągać za rękaw. Czy kiedykolwiek był na te zajęcia przygotowany? Nie, nie przypominam sobie. Więc dlaczego dzisiaj miałby być inaczej?
Choć jednak się pojawił; koniec roku się zbliża, pomyślał, za późno by budować sobie lepszą reputację, ale nadal mam czas, żeby się czegoś nauczyć. Bo przecież to byłby straszny obciach, gdyby nie zaliczył historii na owutemach. A, patrząc realnie, to mu dość poważnie groziło. Jestem kompletnie zielony, Merlinie. Dobrze, że chociaż ma tego pojęcie.
Tylko powiedzcie mi, Gabryś bezceremonialnie wkroczył do klasy, zajmując pierwszą ławkę przed biurkiem Binnsa; jedyną, w której pozostało jakieś wolne miejsce, jak ja mam się w ogóle skupić, kiedy..
Kiedy co? Uśmiechnął się szeroko odsłaniając białe zęby, w zasadzie sam do siebie. Nie widział Leosia nigdzie w sali, jednak nie potrzebował jego obecności, aby wróciły wspomnienia z walentynek, a wyobraźnia zrobiła swoje. To biurko. Tak, to biurko, za którym teraz unosił się Binns.
Nigdy tego nie zapomni. Bo jak?
Z zamyślenia ocknął się dopiero w momencie, gdy poczuł na sobie wrogi wzrok profesora. Szczerzył się do ściany, od tak se, po prostu. Tak, to musiało wyglądać głupio. Ups? Odchrząknął kilka razy, po czym pochwycił pióro i zaczął nerwowo obracać nim między palcami.
Jakie w ogóle było pytanie?
Trudno, zjem tą fasolkę. Miał szczęście, że trafiła mu się bananowa. Równie dobrze mogło to być coś o wiele gorszego.

Kostka: 5
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: bananowa


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 1:08

Lekcja Historii Magii nigdy nie była na szczycie na liście ulubionych przedmiotów Leo. Był z niej tak koszmarny, tak tragicznie szło mu zapamiętywanie tych wszystkich dat, buntów i bitew, że to aż przerażające. Osoba w jego wieku, która za rok z hakiem będzie zdawała owutemy, powinna posiadać chociaż jakiś zalążek podstawowej wiedzy. A on nie miał nawet tego zalążka. Udupienie, jak zawsze.
Gdyby Gryfon wiedział, że Binns postanowi wspaniałomyślnie zrobić sprawdzian, kartkówkę, czy co to tam było, to zapewne nawet by się tam nie ruszył. Kolejna nieobecność, tia, ale lepsza nieobecność niż Troll. Chyba. Co by mu groziło? Najwyżej szlaban.
Nie mógł jednak w żaden sposób przewidzieć okrutnych zamiarów profesora, tak więc przedwcześnie znudzony i owiany apatią, Gryfon przekroczył próg klasy. Pierwsza rzecz, na którą padło spojrzenie chłopaka był wielki słój z fasolkami wszystkich smaków. Nie no, żart - pierwszy był naturalnie Gabe, siedzący w jednej z ławek i uśmiechający się pod nosem do siebie samego. Przygłup. Ale uroczy. Widząc uśmiech Bertranda, Leo niekontrolowanie sam również się rozpromienił i w jednej chwili zajmował już miejsce obok Gryfona. Przysunął się trochę (bardzo) bliżej chłopaka, tak że ich kolana się zetknęły i pochylił nad jego uchem.
- Chyba nadal nasza randka i to, co działo się na tym pięknym biureczku do ciebie wraca, co? - wyszeptał, rozglądając się wcześniej na boki, aby upewnić się, że nikt ich nie słuchał. Wszyscy byli raczej bardziej zajęci sobą. I dobrze. Jedna z niewielu sytuacji, w których egoizm ludzi nie denerwował Gryfona, a wręcz był mu na rękę.
Gdy Binns rozpoczął lekcję, Slughorn niechętnie przesunął się z krzesełkiem z powrotem do swojego stolika i zaczął słuchać profesora. Czy też udawać, że go słucha. Rozbudził się dopiero na "wyciągnijcie pergaminy". On sobie żartował, prawda? Wyglądało jednak na to, że nie. Leo rozejrzał się po klasie; naprawdę wszyscy wydobywali z toreb pergaminy. Cholera. Leo szybko wyciągnął i swój, choć czuł, że odda go tak samo czystego, jak teraz, kiedy wyjmował go z torby. Poza tym, co to za metody nauczania? Fasolki w ramach kary? Żaby jako nagroda? W sumie to Leo nie narzekał, całkiem niezłe te kary, a już na pewno lepsze niż Troll. Na żaby nawet nie miał, co liczyć, odpowiedzieć poprawnie na trzy pytania, to dla niego rzecz nieosiągalna.
Pierwsze pytanie - bunt goblinów. Nic. Pustka. Kompletnie. Slughorn zmarszczył brwi. Zerknął w stronę Gabe'a, ale Bertand chyba też nie znał odpowiedzi na to pytanie. Zajebiście. Na sto procent ten bunt to coś, co przerabiają dzieciaki w drugiej klasie.
Zanurzył rękę w słoju z fasolkami i po dłuższym namyśle w końcu wyłowił jakąś, o ładnym kolorze. Kolor może i ładny, ale ciekawe, jaka jest w środku? Nie mając czasu ani ochoty dłużej pieprzyć się z jakimś byle cukierkiem, chłopak po prostu wrzucił fasolkę do buzi. Zaraz potem poczuł w ustach całkiem dobry smak porzeczek. Uf, to się udało i Leo miał nadzieję, że następnym razem również uda mu się wyłowić jakąś smaczną, a nie niejadalną.

Kostka: 1
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: porzeczkowa



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 11:11

Nie mógł powiedzieć, aby był dobry z historii magii, bo bliżej było mu raczej do Nędznego niż Zadowalającego, choć jednak przez swoje sześć lat nauki w Hogwarcie nie zarobił żadnego Trolla. Zawsze też jakiś sukces, prawda? W porównaniu z tym, co Nie twierdził również, żeby wykłady profesora Binnsa były na tyle porywające, by samoistnie skupiać na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych uczniów. Nawet dla takich jak on, którym parę miesięcy zajęło przyzwyczajenie się do faktu, że Binns jest duchem. Na lekcjach każdy był zajęty czymś innym, tylko nie słuchaniem; i podobnie było w przypadku Lucasa, który dla zabicia czasu lubił szkicować coś sobie na marginesie.
I wszystko świetnie, dopóki nie pada pytanie, na które trzeba odpowiedzieć.
Wtedy w oczach pojawia się strach, na czole pot, a ręce odmawiają posłuszeństwa.

Powstanie trolli? Jedno z dwudziestu? Jak ja mam to wszystko zapamiętać?
Niedbale nabazgrał na pergaminie jakąś datę. To chyba nawet nie był wiek siedemnasty, Lucas, ty idioto.
Odpowiedź była błędna, ale to było oczywiste z założenia. Niechętnie zwlekł się z ławki i poszedł po fasolkę. Nigdy nie wiadomo, co się trafi.
Jednak w tym całym pechu, mam jakieś szczęście, pomyślał, gdy poczuł jak słodki smak mlecznej czekolady rozpływa mu się w ustach.

Kostka: 5
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: czekoladowa <3
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 12:30

Ostatnio miał wrażenie, że nauczyciele uwzięli się na swoich uczniów. Zalewały ich lekcje, zalewały prace domowe oraz sprawdziany. Ile był wstanie przecierpieć przeciętny uczeń, który nie był ambitnym i wytrwałym Alexem? Ciężko powiedzieć, bo skoro jego samego czasami dzień męczył, co miała powiedzieć inna, słabsza duszyczka, której brak było wytrwałości i energii? Współczuł im, doprawdy.
Dziś miał jeden z tych dni, kiedy odczuwał zmęczenie. Już od rana chodził niewyspany i chociaż napoił swoje ciało hektolitrem kawy, tak na nic się to zdało. Pluł sobie w brodę, że poprzedniego wieczora tak długo siedział, tym samym uszczuplił sobie ilość godzin przypadających na sen. Jednakże ile razy by sobie nie powtarzał, że coś podobnego nie będzie miało więcej miejsca, tak zupełnie owe plany mu nie wychodziły, bo on po prostu kochał siedzieć po nocach, kiedy to w spokoju i zupełnej ciszy mógł poczytać książkę przed kominkiem. To jednak odbijało się na nim dnia następnego.
Ostatecznie niestrudzony udał się na Historię Magii, licząc, że uda mu się nie usnąć. Starał się słuchać, naprawdę. Ale czasem nauczyciel tak przynudzał, że nic nie było wstanie utrzymać jego uwagi na profesorze, a myśli odpływały gdzieś poza szkolne mury. Kiedy wszedł do środka, przywitał się kulturalnie, pomachał znajomym i zasiadł w wolnej ławce, okazało się, że trafił idealnie na sprawdzian. Pięknie. Nie narzekał na brak swojej wiedzy, bo ją akurat miał sporą, ale niewyspanie dawało się zawsze we znaki, zwłaszcza, jeśli było potrzebne ogromne skupienie. Uznał jednak, że zrobi wszystko, aby test zaliczyć, bo uzyskanie złej oceny tuż przed końcem roku oraz końcowymi egzaminami, było wstydem. Dobył pióra czekając na pytanie.
Bunt Goblinów. Tyle o tym czytał. I chociaż znał cały przebieg, znał najważniejsze informacje, tak na datach kompletnie się nie znał. I faktycznie, nawet tej nie umiał sobie przypomnieć, a co za tym szło nie udzielił poprawnej odpowiedzi. Już na starcie dał plamę. Skrzywił się Nawet nie próbował pisać żadnych głupot oszczędzając siebie jak i nauczyciela. Po prostu sięgnął do tego głupiego słoja z fasolkami i wybrał jedną. Powoli wsadził ją do ust, żując. Rozgryzł i poczuł w ustach czosnek. Czy to są jakieś jaka? Kto robi słodycze o takim smaku? Dzielnie jednak połknął, by zaraz ponownie się skrzywić. Ohyda.

Kostka: 5
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: czosnkowa
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 12:54

Nie miała problemów z nauką, nie miała również problemów z uczeniem się sporej wielkości tekstów, a ta umiejętność niekiedy przydawała jej się na takich przedmiotach jak historia magii, która na dobrą sprawę wymagała doskonałej pamięci. Bo inaczej kto zapamiętałby te wszystkie opisy, wszystkie wydarzenia, wszystkie daty? I chociaż spędzała sporo czasu nad książkami, tym samym ograniczając spotkania z ludźmi, które doprowadzały ją niemal do palpitacji serca, tak często pojawiały się przeszkody w postaci stresu. Odpowiedź ustna była dla niej katorgą. Nigdy nie umiała zachować się przy nich normalnie, mając świadomość, że patrzy na nią niemal cała sala. To było straszne i zawsze się denerwowała. Dlatego wolała pisać. Wtedy miała większą pewność, że uda jej się poprawnie odpowiedzieć i nie dostanie nagle jakiegoś zaćmienia.
Dziś miała okazję to udowodnić. Po wejściu do sali, zajęciu miejsca koło Lucasa, pomachaniu Myrninowi i powitaniu nauczyciela, dowiedziała się, że dziś piszą sprawdzian. Momentalnie jej serduszko przyspieszyło, przywołując uczucie gorąca. A może to nie była tylko sprawka wiadomości, ale również obecności Lucasa tak blisko niej? Nadal nie umiała spojrzeć mu normalnie w twarz po tym, co odstawiła, kiedy na niego wpadła, jak również na Zielarstwie, kiedy pozwoliła sobie na tak wiele. Jednak ostatecznie sama wybrała miejsce obok.
Westchnęła i wzięła do ręki pióro, posyłając chłopakowi nieśmiały, pokrzepiający i życzący powodzenia uśmiech. Bunt goblinów. Niby nic strasznego, a potrafiło sprawić tak wiele problemów. Starała się skupić na przypomnieniu tej jednej, konkretnej daty. Odetchnęła i spojrzała w stronę Lucasa. Umiał, czy nie umiał? Jakie to miało znaczenie? Nagle, gdzieś w głowie, niczym na tablicy, pojawiła się odpowiedź. Czerwiec 1612. Waśnie to zanotowała na swoim pergaminie, zastanawiając się przy tym, czy powinna podać jeszcze konkretny dzień. Dopisała ostatecznie zgrabną piątkę tuż przed miesiącem.

Kostka: 2
Suma dobrych odpowiedzi: 1
Smak fasolki: -


Powrót do góry Go down
Rosalie Monroe

avatar
Gracz


Skąd : przedmieścia Londynu
Liczba postów : 23
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 16:43

Kiedyś bardzo lubiła się uczyć, teraz w murach szkoły czuła się obco jak jakiś wyrzutek wytykany palcami. Pojawiła się na zajęciach, mimo tego, że profesor był po prostu nudny zajęcia jej się podobały. Czasami patrzyła jak inni zasypiają na nich i kręciła głową, teraz jej to ani trochę nie interesowało. Wolała skupić się na lekcji i zapomnieć o wszystkich troskach, które ją dręczyły. Dziewczyna usiadła w jednej z tylnych, wolnych ławek tak by siedzieć sama. Jak większość może zauważyć, nie przepadała ona zbytnio za towarzystwem, wolała się trzymać na uboczu najlepiej jak najdalej od reszty.
Gdy dobiegł do jej uszu głos nauczyciela momentalnie zachciało jej się spać, ale walczyła z tym uczuciem jak tylko mogła. Pergaminy? Że co? Dziewczyna niechętnie wyciągnęła pergamin i pióro i wpatrzyła się w profesora lekko unosząc brwi. Gobliny. Czy pamiętała ona cokolwiek o goblinach? Przez moment zastanawiała się nad odpowiedzią, szperając w mózgu w poszukiwaniu jakiejś daty, która da jej znak, że to jednak jest ta data. Niech to szlag!
Spokojnie, pomyśl co to była za data.
Cichy, trochę chrapliwy głos wdarł się do jej mózgu, gdy dziewczyna zmarszczyła lekko czoło. Może to był maj? Nie.. hm.. a może.. czerwiec? Tak, to był czerwiec tylko który? Który rok? Dzień? Przez jeszcze chwile zastanawiała się by chwycić za pióro i nabazgrać odpowiedź na kawałku pergaminu.
5 czerwiec 1612 rok.
W tym momencie w duchu była z siebie dumna.

Kostka: 6
Suma dobrych odpowiedzi: 1
Smak fasolki: --
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 17:41

Koniecznie chciała przyjść na historię magii. Nie dlatego, że cokolwiek wiedziała na ten temat czy że interesowało ją to w jakiś sposób, bo nie, ani trochę. Ona miała swoją magię i swoją historię i cudza jej nie interesowała. Była jednak nieustannie zafascynowana faktem, że zajęcia prowadził duch, a to oznaczało, że musiała przychodzić na lekcje i tylko tak patrzyła i patrzyła na nauczyciela, zafascynowana, nie przyswajając żadnych informacji.
Teraz też przyszła, usiadła (koło Mai niedaleko, bo Maya sympatyczna całkiem, więc czemu nie) i czeka. Za zdziwieniem stwierdziła, że najwyraźniej czeka ją jakiś test wiedzy i właściwie miała ochotę wyjść, bo co się będzie wygłupiać, jak wiadomo, że wiedzy żadnej nie ma. Było już jednak nieco za późno i trzeba było zostać. Dlatego wyjęła pergamin i kiedy tylko padło pierwsze pytanie, wyciągnęła szyję, jak się dało, przeczytała, co dziewczyna napisała i przepisała dokładnie to samo. Dzięki temu miała dobrą odpowiedź - 5.06.1612r. No, jeśli tak to ma wyglądać, to ona może tu siedzieć i odpowiadać na pytania.


Kostka: 2
Suma dobrych odpowiedzi: 1
Smak fasolki: -
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 17:52


@ Upsilon
Sala historii magii była dla niej zdecydowanie najbezpieczniejszym miejscem. Żadnych różdżek, żadnych zaklęć, żadnego zaskoczenia. Nawet ucieszyła się, że będzie mogła wziąć udział w jakiejś lekcji. Inne osobowości same pchały się na pozostałe zajęcia, ale nawet Omicron nie chciał chodzić na historię magii. Czytał zbyt dużo, żeby potrzebować dodatkowego uzupełnienia wiedzy w postaci lekcji z Binnsem. Zadowolona z chwili wytchnienia, Upsilon ominęła uczniów, którzy wcześniej zjawili się w sali, przywitała cicho profesora i zajęła jedną z pustych ławek. Wyglądała na mniej skurczoną w sobie niż zwykle. Wsłuchała się w nużący głos nauczyciela, gdy ten zaczął wykład. Nieszczególnie miała ochotę rozglądać się po sali. Kiedy Ups się rozszczepiła i przejęła całą otwartość i rozrywkowość, Upsilon nie pozostało zbyt wiele chęci do kontaktu z otaczającymi ją ludźmi, choć czasem przyznawała sama przed sobą, że koszmarnie ją to męczyło. A jednak gdy pojawiały się kłopoty, ktoś inny po prostu przejmował pałeczkę. Niekiedy tak właśnie było prościej. Innym razem ta sytuacja doprowadzała Upsilon do obłędu. Nagle Binns zadał pytanie i Upsilon już czuła, że za chwilę czeka ją zjedzenie jednej z fasolek ze słoja. Nie było w tym niczego złego. Cała ta sytuacja sprawiała, że Upsilon czuła się choć trochę normalniej, jakby znowu mogła nieco się zabawić. Z nieco szybszym biciem serca dorwała jedną z fasolek w słoju. Bądź truskawkowa, bądź truskawkowa, powtarzała w myślach. Kiedy jednak położyła ją na języku i wciągnęła nosem powietrze, a kubeczki smakowe zaczęły chłonąć ten dziwny, nieco mięsny smak, dotarło do niej, że właśnie konsumuje coś do złudzenia przypominającego w smaku psie jedzenie. Nie, żeby kiedykolwiek chciała się chwalić, skąd wie, jak faktycznie smakuje psia karma.

Kostka: 5
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: psie żarcie
Powrót do góry Go down
Remy E. Coven

avatar
Admin


Skąd : Wielka Brytania
Liczba postów : 31
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 18:09

Historia magii nie była takim zły przedmiotem. To znaczy... Była. Binns potrafił naprawdę zanudzić prawie na śmierć. Ale dzięki temu przychodziło tu naprawdę niewiele osób, a Remy chciała tylko odciąć się od wszystkich. Tutaj nikt nie prosił uczniów o dobranie się w pary czy w trójki, nikt nie wymagał aktywności podczas wykładu, nikt nie miał pretensji, jeśli usiadło się na szarym końcu sali. Dlatego właśnie Remy zaszyła się tutaj na czas zajęć i chociaż uważała, że nie będzie znała odpowiedzi na żadne pytanie nauczyciela, przewidywała odrobinę zabawy z jedzenia fasolek. Przynajmniej dopóki nie zawaliła pierwszego w kolejności zadania. Z oporem ruszyła się ze swojego miejsca, żeby dostać jedną z wielu kolorowych fasolek. Niemal ją połknęła, czując, jak w pierwszej chwili po jej ustach rozchodzi się ohydny smak chrzanu. Szkoda, że Binns nie wpadł na coś tak przydatnego w tym wypadku, jak zwykła szklanka wody...

Kostka: 5
Suma dobrych odpowiedzi: 0
Smak fasolki: chranowa
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   05.06.16 18:42

Historia Magii II
Czy profesor Binns był zadowolony z pierwszego zadania... Ciężko powiedzieć. Ponad połowa uczniów odpowiedziała źle, czego nauczyciel nie rozumiał, bo przecież o buntach goblinów opowiadał latami! A oni nie potrafili podać daty? Nie miał pojęcia, jak oni pozdają egzaminy. Liczył jednak, że następne pytania pójdą łatwiej. To przecież podstawowe zagadnienia!
- Zadanie drugie. Podaj datę Turnieju Trójmagicznego, podczas którego dyrektorzy wszystkich trzech szkół zostali ranni.
Odbiegało to od jego ulubionej dziedziny (bo przecież był światowej sławy specjalistą od goblinów), ale może dzięki temu uczniowie coś będą wiedzieli... W końcu chyba lubili takie dramaty, prawda?


Kod:
<kk>Kostka:</kk>
<kk>Suma dobrych odpowiedzi:</kk> 0
<kk>Smak fasolki:</kk> opcjonalnie



Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Klasa Historii Magii   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Czwarte piętro-
Skocz do: