Share | 
 
Schody
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Schody   20.12.15 20:03

Schody
Hogwart w większości składa się ze schodów, ale te na drugim piętrze nieco wyróżniają się od pozostałych. Podczas wojny oberwały bardzo dużą ilością zaklęć, zaburzających ich magiczną konstrukcję. Zdarza się, że zaczynają przesuwać się w niezbyt odpowiednich momentach, a także wpływają na magiczną aurę czarodzieja, który akurat na nich stoi. Jeśli próbujesz rzucić zaklęcie, rzuć dodatkową kostką:
1 Do rzutu na zaklęcie dodaj 1.
2 Od rzutu na zaklęcie odejmij 1.
3 Do rzutu na zaklęcie dodaj 2.
4, 5 Tym razem schody nie wpłynęły na twoją aurę, wynik bez zmian.
6 Od rzutu na zaklęcie odejmij 2.
Powrót do góry Go down
Poison R. Norton

avatar
Gracz


Skąd : Azkaban
Liczba postów : 34
PisanieTemat: Re: Schody   20.12.15 20:50

Prawo, lewo.
Tak to z korytarzami bywa. Idziesz i skręcasz, jak Poison. Który nie patrzy przed siebie, tylko gdzieś dalej. Wie dokąd idzie, a inni na drodze mu nie przeszkadzają. Czy wpadnie na osobę, czy pięć to dla niego bez znaczenia. Kolejny korytarz przemierza szybko. Znika w tajnym przejściu, które wszyscy znają i wie, że kolejny skrót wcale nie taki nie jest, więc wybiera pozornie dłuższą drogę. Zna dobrze zamek, jego korytarze, zupełnie jakby był tutaj zawsze.
A nie był. Nie ważne to teraz, bo bieg po schodach jest trudniejszy kiedy wpada się na tych co stoją na środku, bo uznali to za najlepszą opcję. Nie zatrzymuje się żeby obić ich szpetne mordy, ani rzucić zaklęciem, ma ważniejsze sprawy na głowie. W tej chwili na pewno. Schody zawsze są za długie kiedy czarodziejowi się śpieszy, tym razem również. O tych na drugim piętrze cos słyszał, ale nigdy nie wierzył w te brednie.
- Zaraz sam na nich zginiesz - rzuca w biegu do ucznia, który stojąc na środku opowiada nic nie wartą historyjkę. W kieszeni miał jakieś knuty, które teraz są w posiadaniu Poisona. Nie ma czasu zastanowić się nawet skąd tacy się biorą w Hogwarcie. Ma coś do zrobienia.
Zauważył kogoś znajomego, kto w tej chwili był mu potrzebny. Znajoma sylwetka mignęła mu przed oczami, więc zwolnił próbując ją ponownie wyłowić w tłumie. Na nic.
Wiązanka przekleństw w jego wykonaniu była imponująca, ale ktoś ją przerwał.
Ona ją przerwała. Zaplątała się we własnych nogach. A może ktoś jej pomógł zaklęciem? Nie widział, nie patrzył w tamtym kierunku.
Wylądowała mu w ramionach. W jednej chwili jej nie było, a w kolejnej już tak.
- Wiem, że wszystkie na mnie lecą - powiedział złośliwie mocniej ją przytrzymując. Nie miał zamiaru stawiać jej na podłodze. Sprawy zaczekają - A gdybym w obawie przed tym, że jesteś szlamą zrobił krok w tył i wylądowałabyś na brudnej posadce? A może tam właśnie jest Twoje miejsce?
Góra jest dołem czy dół górą?
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Schody   20.12.15 21:52

O tej porze po zamku błąkało się za dużo, o wiele za dużo powolnych, karzełkowatych, irytujących dzieciaków. Sama kiedyś była jednym z nich. Do tej pory zresztą bywała powolna i zamyślona, wchodząc komuś w drogę, czy blokując przejście.  Nigdy jednak nie zaprzeczała, że nie jest hipokrytką i że jej poniekąd wolno, bo tak, bez powodu.
Nie było jej nigdzie śpieszno, ale ta godzina, ta chwila była jedną z najgorszych jakie mogła sobie wybrać na przechadzkę po zamku. Być może nie do końca można to było nazwać przechadzką, bo wyruszyła ze swojego dormitorium w konkretnym miejscu, ale to było właściwie bez znaczenia. Jej hipokryzja dosyć szybko dostała pola do popisu, bo nie minęło kilka minut, gdy dziewczyna zamyśliła się na tematy bliżej nieokreślone, jakaś dziwna fuzja pracy domowej z transmutacji i przypominajki umysłu o konieczności odpisania matce na list.
Nie wystarczyła chwila wyłączenia rozumu, a potknęła się. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na schodach zazwyczaj starała się uważać. Zazwyczaj.
Zacisnęła mocno powieki i czekała na uderzenie, z glebą, barierką, czymkolwiek, ale los chciał inaczej.
- Kurw… - nieznajomy mechanizm w jej głowie rozkazał ugryźć się w język w ostatnim momencie, w momencie, w którym wpadła na kogoś.
Scena niczym z taniego romansu, niezdarna, słodka idiotka ląduje w ramionach przystojnego młodzieńca i zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia.  Rzeczywistość jednak była dużo bardziej niedorzeczna, ale może to i dobrze, że to nie ta bajka.
Ślizgon i to wysoki, tylko tyle wiedziała w tamtej chwili. Nie musiała być spostrzegawcza, mogła poznać to po kolorze szaty i cholernie prymitywnym jak na jej gust komentarzu o szlamach. Instynkt w pierwszej chwili nakazał jej panikować, ale zdrowy rozsądek w mig jej uświadomił, że znajduje się w szkole. Jest bezpieczna, póki co.
- Uhm, zapewniam, że moja dupa jest więcej warta od twojej, więc możesz mnie już postawić, na podłodze -zaakcentowała ostatnie słowo wyjątkowo dobitnie, umyślnie unikając słowa „puścić” – jako iż mogło zostać zinterpretowane jako zrzucenie ją na sam dół -Nie przedłużajmy, przytyło mi się po wakacjach i wolałabym nie mieć na sumieniu twoich plecków, Ślizgonie –dodała potulnie ściskając piąstką jego szaty. Tak, na wszelki wypadek,gdyby okazał się być nieprzewidywalnym szaleńcem i psycholem. I faktycznie próbował ją zrzucić. W dzisiejszych czasach nikomu nie można ufać.
Powrót do góry Go down
Poison R. Norton

avatar
Gracz


Skąd : Azkaban
Liczba postów : 34
PisanieTemat: Re: Schody   22.12.15 19:20

Bez dwóch zdań była bezpieczna.
W ramionach Poisona, zawsze.
Gdyby rozejrzał się wcześniej z pewnością odsunąłby się na bok umożliwiając jej doprowadzenie do końca tego spektakularnego upadku, zagapił się, więc teraz trzymał ją i zastanawiał się co może na tym ugrać. Nie byłby sobą gdyby nie zamierzał na tym skorzystać, pozostawienie takiej okazji nie leżało w jego naturze, a sprawy? One nie uciekną.
- Racja, ważysz swoje - uniósł ją nieznacznie w górę i zaraz wrócił do poprzedniej pozycji - Korzystaj do woli, nie krępuj się - zaśmiał się kiedy ścisnęła mocniej jego szatę. Nie ważne było dlaczego to zrobiła. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie chciała wylądować na posadzce, ale nie byłby sobą gdyby nie zakpił z tego na swój sposób. Nie zamierzał postawić jej na ziemi, nie w tej chwili. Najwyżej kiedy męczą mu się ręce to ona wyląduje tam z hukiem, ale nie on będzie poobijany, więc mało się tym przejmował.
Stanie na samym środku przejścia nie należało do najwygodniejszych w tej chwili, ale starał się używać jej jako ‘tarczy’ kiedy ktoś na nich wpadał. To czy dostała z łokcia raz czy cztery nie grało żadnej roli, na przyszłość zacznie patrzeć pod nogi. Może.
- Uratowałem Cię przed upadkiem, wystawieniem się na pośmiewisko, więc co dasz mi w zamian? Wyglądasz na d u ż ą dziewczynkę, więc wiesz jak to działa - sama powiedziała, że przytyło się w czasie wakacji, więc nawiązanie do jej wagi było aż nadto oczywiste, ale nie odbierało przyjemności płynącej z tego. Może ktoś inny z uśmiechem postawiłby ją na ziemi i poszedł dalej, ale nie on. Poison zdecydowanie odbiegał od reszty i we wszystkim szukał korzyści dla siebie. Zamierzał przejść w jakieś miejsce gdzie w końcu wszyscy przestaną na nich wpadać i nie jego winą było, że jakiś uczeń na tym ucierpiał. Gdyby tak nie machała nogami nikomu by się nic nie stało, a tak to jakiś biedak rozcierał sobie teraz bok i rzucał nieprzyjemne spojrzenia w ich kierunku. Poison dostawał ich tak wiele, że nawet tego nie zauważył.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Schody   25.12.15 5:49

Amelia nie dbała jakoś szczególnie o swoją reputację. Zresztą, jak bardzo by się nie starała, to zapewne kreowanie wokół siebie fałszywej aury niedostępnej, wyrafinowanej szlachcianki zakończyłoby się fiaskiem. W maksymalnie trzy dni.
Jedyne na czym jej zależało, to na uniknięciu zniesławienia swojego rodu, ale obiektywnie rzecz biorąc to cokolwiek by nie zrobiła to opinii Slughornów ciężko było bardziej zaszkodzić.  Dlatego też, z punktu widzenia jej reputacji, miała w nosie, że wpadała na ludzi i publicznie robiła z siebie ofiarę losu. Miała też w nosie swoje upadki, potknięcia i wiele innych wpadek, o których nie pora wspominać.
Tylko…zwisanie (jak inaczej to nazwać?!) w ramionach jakiegoś przypadkowego Ślizgona, na środku schodów, w porze gdy dosłownie połowa szkoły tędy przechodzi…? To nie tak, że Amelia należy do wstydliwych dziewczyn. Bez wątpienia jest śmiała i daleko jej do niewinnych, chichoczących panienek, które zakrywają usta podczas rozmowy ze swoimi upodobanymi chłoptasiami.  
Problem w tym, że wyjątkowo rzadko (a raczej nigdy) bywała w podobnej sytuacji, sytuacji gdzie bądź co bądź, obejmował ją mocno rówieśnik płci męskiej. A obejmował ją już przez dłuższą chwilę.
Przemilczała dumnie jego uwagi, tym się jej nie sprowokuje. Słowem jej nie sprowokuje. Ale dotykiem już tak.
Nie panowała nad tym, krew napływającą do jej twarzy, krew która w krótkiej chwili zaczęła sukcesywnie zabarwiać dziewczęce policzki kolorem buraka uderzyła jej również do głowy. Dziwne, chłopakowi prawdopodobnie będzie dane zobaczyć różki wyrastające z jej blond główki. Niewielu jest dane widywać ją w momencie stracenia zdrowego rozsądku i sto osiemdziesięcio stopniowej  zmiany nastawienia.
Przed chwilą jeszcze próbowała się z nim przekomarzać? Myślała o jakiejś ciętej ripoście, dzięki której okaże swój inteligentny acz cięty dowcip ? Opanowana?
- Co ci dam w zamian…? - zapowietrzyła się mrużąc nienawistnie oczy.
-DAM CI ŁASKĘ, BO JAK MNIE ZARAZ NIE POSTAWISZ TO CIĘ ZABIJĘ, UDUSZĘ, POBIJĘ NA ŚMIERĆ!!! KIM TY W OGÓLE JESTEŚ CZUBKU??? - zagrzmiała całkiem głośno, nie bacząc na wzbudzenie ewentualnej sensacji wśród przechodzących uczniów. Wyszło jej co prawda bardziej piskliwie i dziecinnie niż złowrogo, ale liczyły się dobre intencje, prawda?
Amelia zaczęła wierzgać energicznie swoimi nóżkami, które do tej pory pozostawały w stanie spoczynku. W ruch również weszły jej małe piąstki, które za cel postanowiły obrać sobie jego barki i plecy. Ugryzła go nawet w szyję, ale już w momencie zetknięcia zębów z jego skórą, pożałowała tej decyzji. Nie ważne dlaczego. Odpuściła gryzieniu.
Kopała i szarpała się, a resztka zdrowego rozsądku kazała jej się martwić o ewentualny upadek w dół, zamierzony czy też niezamierzony.
- Aghgh, walić to -  dosyć szybko się zmęczyła, więc koniec końców zaplotła swoje zmęczone kończyny wokół bioder chłopaka i warknęła mimowolnie na niego.
Zaraz, czy ona...naprawdę...?
Cóż, przynajmniej teraz już raczej nie spadnie, prawda...?
Powrót do góry Go down
Poison R. Norton

avatar
Gracz


Skąd : Azkaban
Liczba postów : 34
PisanieTemat: Re: Schody   26.12.15 13:44

Odejście na bok było o tyle wyzwalające, że w końcu wszyscy przestali na niego wpadać. Zawsze sama świadomość tego, że kolejna szlama nie ociera się o ciebie dawała Poisonowi większy spokój. Nienawidził tego, że w tej szkole na każdym kroku wpadał na takich ludzi i co gorsza nikt z tym nic nie robił! Wszystko ma swoje granice tak sama tolerancja, a dla Nortona w Hogwarcie już dawno powinni zrobić z tym porządek. W poprzedniej szkole było inaczej, lepiej. Tam uczył się czarnej magii, zgłębiał jej tajniki, a tutaj miał tylko obronę i to na żenującym poziomie.
Mógł jej robić przytyki co do jej figury czy wagi, ale na razie nie odczuwał z tym żadnego dyskomfortu przez który byłby zmuszony wypuścić ją z rąk. Zresztą samo opuszczenie ją na posadzkę byłoby za mało spektakularne. Prędzej wystawiłby ją za balustradę i patrzył jak spada.
- Co powiesz na dłuższy lot niż tej do podłogi na której ja stoję? - spytał z błyskiem w oku, ale nim zdążył zrobić cokolwiek więcej zaczęła krzyczeć, aby ostatecznie opleść go nogami w pasie - Dawno żaden cię nie dotykał skoro tak bardzo łakniesz dotyku, ale stawiam na to, że od dawna o mnie marzysz - skwitował to po swojemu. Ręce miał teraz wolne i mógł ją złapać za pośladki albo uda, aby nie uciekła zanim nie powie w końcu co będzie miał z uratowania jej życia. Nie ważne, że sama się trzymała całkiem nieźle i teraz jego pomoc nie była potrzebna, ale możliwe, że kiedy tylko wyczuje moment w którym będzie mogła uciec po prostu to zrobi.
- Przysługa i nie drzyj się tak. To, że twoja stara ma problemy ze słuchem nie znaczy od razu, że do wszystkich musisz krzyczeć - nie był z tych co odpuszczał, więc opcja taka, że postawi ją na ziemi dopiero w momencie kiedy wymyśli coś w ramach rekompensaty było czymś z czym musiała zacząć się liczyć.
Powrót do góry Go down
Amelia Slughorn

avatar
Gracz


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 63
PisanieTemat: Re: Schody   27.12.15 5:05

Spotkanie z nieznajomym Ślizgonem spowodowało, że zaczęła kwestionować swoje dotychczasowe życiowe wybory, jak chociażby niekreowanie dotąd wokół siebie aury byłej Śmierciożerczyni albo choćby założenie nieistniejącej (jeszcze?) Czarnej Listy osób, które jej najzwyczajniej w świecie podpadły i które były skrupulatnie eliminowane w okrutny sposób. Może w następnym życiu.
Czyżby była aż tak łatwym celem? I naprawdę nie wiedział kim ona jest? Z dzieciakami takimi jak ona rzadko zadzierano,a już na pewno nie publicznie.
O tak. Marzyła o dotyku. Pięści z jego twarzą. Kopniaka z jego brzuchem albo genitaliami.
- Marzyć o tobie? Aż tak zdesperowana nie jestem - warknęła przywalając mu ramię, bądź co bądź najbardziej dostępne miejsce do uderzenia.
Właściwie to mogła użyć magii w każdej chwili, jeśli tylko udałoby się jej sięgnąć po różdżkę. Myślała o tym już od pierwszych sekund pobytu w ramionach najgorszego rycerza roku, ale trochę brakowało jej odwagi żeby użyć czegoś typowo... bojowego. Co do kreatywnych rozwiązań, było ich kilka, ale ze względu na lokalizację - wszystkie wymagające dodatkowych przedmiotów, zatem ciężkie do wykonania.
Ciągle się miotała i kopała od czasu do czasu, ale głosem spuściła z tonu, przynajmniej na razie.
- Och, spieprzaj – wycedziła skonsternowana – tekstami o „twojej starej” przekrzykują się drugoklasiści, ile ty masz lat? - prychnęła z pogardą.
Zaczęła mieć dziwne wrażenie, że nieznajomy wcale nie żartował i nie wygłupiał się z tą przysługą. Co prawda wątpiła, żeby naprawdę miał ją zrzucić ze schodów, ale nie zachowywał się jakby to miał być figlarsko-flirciarski wybryk w stylu ciągnięcia za włosy.
- Czego więc niby ode mnie chcesz? Może trzeba było od razu o to zapytać zamiast odgrywać ten cały cyrk. Jestem bardziej wspaniałomyślna niż kurwa mać wyglądam - stęknęła z wyrzutem do samej siebie.
Powrót do góry Go down
Giannis Nymph

avatar
Gracz

Liczba postów : 20
PisanieTemat: Re: Schody   05.07.16 22:28

Ten dzień był niesamowicie senny dla Giannisa. Nic, naprawdę nic nie było w stanie wybudzić do końca chłopaka. Zajęcia, rozmowy, zadania. Wszystko to dziś przeszło jakoś tak, obok niego. Mimo całej chęci jakoś nie potrafił wykrzesać tego dnia z siebie nawet krzty energii. Chyba złapał jakąś taką handre letnią. Popadł w marazm czy jak zwał tak zwał. Po prostu nic mu się nie chciało. Na koniec tego dnia snuł się powoli do dormitorium Puchonów. Sunął tak w swoim tempie pogrążony w swych wyobrażeniach przez dłuższą chwile. Ilekroć pojawiał się w tej części Hogwartu zawsze wpadał w zachwyt nad architektonicznym kunsztem z jakim stworzono te schody. Wszystko było utrzymane w niesamowitym, dostojnym stylu. Giannis, jako wrażliwy na walory estetyczne młody człowiek nie mógł przejść obok nich obojętnie. Mimo iż ich funkcje szwankowały i nie działały tak dobrze jak przed bitwą to nadal inżynieria magiczna była tutaj na najwyższym, wręcz światowym poziomie. W Beaux takich nie mieli. Co fakt to fakt. Podczas tej niczym nie zagrożonej przechadzki nie patrzył pod nogi, no bo po co ?  Przecież nic się nie stanie prawda?  Błąd! Po chwili chłopak poczuł jak coś lub ktoś odbija mu się od brzucha. Spojrzał w dół a tam!  @Boni McQueen


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Schody   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Drugie piętro-
Skocz do: