Share | 
 
Łazienka prefektów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Łazienka prefektów   28.09.15 3:39

Łazienka prefektów
Wśród wielu przywilejów, jakich dostępują prefekci, najbardziej znanym - i jednym z bardziej pożądanych - jest łazienka na piątym piętrze. Krążą legendy o niesamowitej ilości płynów do kąpieli, zapachów i magicznych efektów, jakie można wydobyć, odkręcając jeden z dziesiątek kraników. Co ważne, woda nalana do olbrzymiej wanny nigdy nie stygnie, więc godzinne kąpiele ani przez chwilę nie tracą na atrakcyjności. Podłoga jest podgrzewana, dzięki czemu zakończenie kąpieli przestaje wiązać się z wyjściem na lodowatą posadzkę. Z kolei w szafkach pod ścianą znaleźć można najbardziej puszyste i miłe w dotyku ręczniki, jakie tylko udało się uszyć.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   21.04.16 19:01

Dzień wydania "Ploteczek zza Lustra", późniejszy wieczór

Leo przemierzał korytarze zamku w stanie, który można podpisać nawet pod fatalny. Czuł się źle, a wyglądał jeszcze gorzej. Całą jego twarz paraliżował ból, pulsujący od nosa. Nosa, który swoją drogą wciąż krwawił, nie mocno, ale jednak. Zdarta skóra na dłoni piekła go w cholerę, a kolana na które upadł, co chwilę dawały o sobie znać i Slughorn był prawie pewien, że przynajmniej to lewe jest także zdarte. Mimo wszystko nos był najgorszy. Pieprzona Komnata Aury. Pieprzona Liv.
Z początku po opuszczeniu pomieszczenia miał zamiar udać się od razu do dormitorium, jednak zmienił zdanie. Był cały poobijany, jego durny nos nie przestawał krwawić, a oprócz tego nie należy zapominać, że Gryfon był cały mokry, więc chłód przenikający zamkowe korytarze dodatkowo dawał mu się we znaki. Stwierdził, że powinien najpierw się ogarnąć, w końcu nigdy nie wiadomo, czy gdzieś w Pokoju Wspólnym, czy w dormitorium kogoś nie spotka. Na przykład takiego Gabe'a, który widział go już raz w kiepskim stanie i Leo wolał, żeby nie powtórzyło się to zbyt szybko. „Dobre wrażenie”, yhm. Swoją ówczesną prezencją Gryfon na pewno nie sprawiłby na nikim dobrego wrażenia. Wyglądał jak zbity pies, wyrzucony z domu na deszcz. To właśnie nakłoniło go do szybkiej wizyty w łazience. No okej, może nie zapowiadało się to na szybką wizytę. A skoro Slughorn z pomocą jakiegoś błogosławieństwa, daru niebios, pomocy opatrzności albo szczęścia jakimś cudem nadal utrzymywał się na pozycji prefekta Gryffindoru, to dlaczego nie miałby pozwolić sobie na wizytę w łazience prefektów? Poza tym było mniejsze prawdopodobieństwo, że tam kogokolwiek spotka. Bądź co bądź ta toaleta przysługiwała tylko kilkunastu osobom, a nie całemu zamkowi, jak te zwyczajne. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby na pewno nie wystarczy mu zwykłe obmycie ran w umywalce i samodzielne nastawienie nosa w męskim kiblu, który był na tym samym piętrze, co feralna Komnata, ale zrezygnował. Był cały przemoczony, nie pogardziłby gorącą kąpielą. Fakt, że z poobdzieranymi dłońmi i kolanami to może nie był najlepszy pomysł, ale Slughorn w tamtej chwili nawet przez chwilę o tym nie pomyślał.
Wszedł do Łazienki Prefektów, chwilę wcześniej pukając krótko, raczej z obowiązku. Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po pomieszczeniu, a gdy nie dostrzegł nikogo odetchnął z ulgą. Nie zwrócił uwagę na wypełnioną wodą po brzegi wannę, gdyż na samym początku nawet się do niej nie zbliżył. Od razu dopadł do jednej z umywalek i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Żałosne. Naprawdę pozwolił, żeby dziewczyna zrobiła mu to z twarzą? Drżącą ręką dotknął czubka nosa i wzdrygnął się mocno, gdy już ten gest spotęgował ból. I jak on miał zamiar sam nastawić sobie nos? Różdżka, debilu. Okej, tylko ciekawe, gdzie się podziewała. Ostatnio coraz częściej zapominał jej z dormitorium. Jakim idiotą trzeba być... Różdżkę nosi się z sobą. Od zawsze wbijano mu to do głowy. Nawet kiedy nie miał jeszcze różdżki już był pouczany, że powinien zawsze mieć ją przy sobie. Na wszelki wypadek. I właśnie teraz, kiedy zdarzył się ten „wszelki wypadek” on naturalnie nie mógł jej mieć przy sobie. Nic nowego.
Jego ciało przebiegł dreszcz, więc potarł ramiona rękoma, chcąc je rozgrzać. Najchętniej naprawdę od razu wskoczyłby do tej olbrzymiej wanny, od której biło tak przyjemne ciepło, ale przydałoby się mimo wszystko, aby najpierw zrobił coś z tym nosem. „Coś”. Merlinie, nie jesteś baba, weź się w garść. Po raz kolejny przyłożył rękę do nosa i tym razem spróbował zrobić coś więcej, niż tylko położenie paluszka na jego czubku i jęczenie, że boli. Zaowocowało to niczym, poza jeszcze silniejszą falą bólu i głośnym jękiem, który odbił się echem od ścian łazienki. Zacisnął mniej piekącą dłoń w pięść i przygryzł mocno wargę, szukając sposobu na odreagowanie bólu. Odnosił wrażenie, że jego nos nie jest złamany, tylko zmiażdżony, przekręcony i podbity w górę, a ciepła strużka krwi nadal spływała powoli w dół jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   21.04.16 22:26

W łazience prefektów zawsze unosił się cudowny zapach; chyba nikt nie potrafił go określić, jednak był bardzo, przebardzo przyjemny dla wszystkich tak samo. Również dzisiaj, ta sama cudowna woń przywitała Gabriela u progu, mącąc mu w głowie tak, że nagle kąpiel stała się jego największym pragnieniem, które nie mogło czekać ani chwili dłużej. W zasadzie po to tu przyszedł, więc uśmiechnął się tylko i czym prędzej zdjął z siebie ubranie, pozostawiając wszystkie części garderoby, włącznie z butami i ulubioną kurtką, niedbale porozrzucane po podłodze. Przecież jest czysto, nie? Właśnie, nic im nie będzie. Zawsze można wyprać, nie? A poza tym, nie było to w tej chwili jego największym zmartwieniem. Ja mam jakieś zmartwienia? Och, no tak. Pachnąca aura naprawdę nieźle mąciła mu w głowie, tak że prawie zapomniał co przeczytał dzisiaj rano w tej prześwietnej gazetce plotkarskiej. Westchnął głęboko, po czym zanurzył się cały w parującej wodzie. Naturalne chyba, że zmartwił się odrobinę czytając, że ktoś przyuważył go z Leo na owym nocnym spacerze, kiedy... kiedy to wszystko się zaczęło. No, prawie. Zaczęło się trochę wcześniej. Tak jakby. Nieistotne, no. Ktoś tam był i widział wszystko, co między nimi zaszło. Dziwne, że nie wyjawił jego tożsamości. To, że Leo widuje się z nim nadal jest tajemnicą. I.. i dobrze. Tylko ciekawe dlaczego ten pokrętny redaktor nie wyjawił mojej tożsamości. Trudno wierzyć, że ktokolwiek w szkole nie rozpoznałby jego charakterystycznej białej czupryny, czyż nie? A może jednak nie był taki popularny jak mu się wydawało..? Ech, również nie istotne. Dlaczego ja w ogóle o tym teraz myślę? Przecież to nigdy nie było dla niego szczególnie ważne.
Odetchnął głęboko, odgarniając z czoła kosmyki włosów, które pod wpływem wilgoci nabrały odrobinę ciemniejszego odcienia. Wtem, stały bulgot wody przerwało nagłe trzaśnięcie drzwi, zwiastujące czyjeś nadejście. Gabe zerknął na leżące nieopodal ubrania z myślą, że może jeszcze zdąży wyskoczyć z wanny się ubrać. Jednak w tej samej chwili oczom Gabriela, skrywanym za warstwą piany, ukazał się Leo. Gryfon minął go zupełnie obojętnie kierując się w stronę umywalek; najwidoczniej nie zauważył, że nie jest tutaj sam. Ciekawe co stałoby się, gdyby wiedział.. - Gabriel uśmiechnął się łobuzersko, jednak mina zaraz mu zrzedła, gdy dostrzegł że Leo jest w stanie.. dość tragicznym. Wyglądał jakby przed chwilą stoczył się ze schodów, niefortunnie obijając całe swoje ciało, nie oszczędzając przy tym twarzy. Gabriela ogarnął lekki niepokój. Co on takiego narobił, na Merlina? To co zrobił zaraz później, już w ogóle go porządnie wystraszyło. Usłyszał tylko okropny jęk bólu, po czym dostrzegł w lustrze kolejną stróżkę krwi spływającą po jego twarzy.
- Leoś! - zawołał bez wahania, podnosząc się z wody - Co ty u licha wyprawiasz?
Przez myśl nie przeszło mu nawet, że mógł właśnie przyprawić go o zawał, a przynajmniej porządnie przestraszyć. Cóż, raczej nie myślał o takich rzeczach. Cholera. Ważniejsze było mu teraz jakoś pomóc, zanim wyrządzi sobie jakąś naprawdę poważną krzywdę. O ile takie złamanie nie było już poważną krzywdą.
- Hej, czekaj, to nie tak. Pokaż się no. - Gabriel delikatnie obrócił twarz chłopaka w swoją stronę, krzywiąc się na widok zmasakrowanego nosa. Zdecydowanie nie wyglądało to dobrze. - Powinienem zabrać cię do pani Pomfrey, ale prędzej się wykrwawisz po drodze - stwierdził, wnioskując po tym, że krew powoli spływała już po dłoni, którą przytrzymywał jego policzek.
Czym prędzej podbiegł do swoich rzeczy i wyciągnął z kieszeni kurtki różdżkę, po czym wrócił i wycelował nią w nos Leosia.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko - dodał, oceniwszy jak paskudne efekty uzyskał, próbując wybitnie nieudolnie poskładać sobie twarz samemu. - To może.. trochę zaboleć. Nie bój, się dasz radę, już to kiedyś robiłeś, nawet nie raz. Skupił się na zaklęciu, po czym wypowiedział odpowiednią formułkę.
Chyba.. chyba się udało, prawda? A jakże inaczej. Gabe otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. Nos Leo w dużym stopniu przypominał.. nos Leo sprzed całego zajścia.
- Nie rób tak nigdy więcej, błagam. - Gabriel odetchnął z ulgą - Co ci się tak w ogóle stało, co?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   22.04.16 0:26

Czego Leo mógł się spodziewać? Wszystkiego. Z wody mógł wyskoczyć na niego skrzat, czyjś kot, wąż morski albo McGonagall w seksownej bieliźnie. Już naprawdę był gotowy na wszystko. Zbyt często życie zwykło go szokować, żeby teraz dał się tak po prostu zaskoczyć. Tak przynajmniej mu się dotychczas wydawało. Dotychczas, bo naprawdę nie był przygotowany na obecność kogoś w łazience. I na pewno nie był gotów na to, że nagle znikąd wyskoczy ku niemu Gabe.
Gryfon podskoczył przerażony, gdy nagle usłyszał wołanie Bertranda i w mgnieniu oka obrócił się w stronę, z której dobiegał głos. Zrobił to w idealnym momencie, aby ujrzeć chłopaka w błyskawicznym tempie wyskakującego z wanny i ruszającego w jego kierunku. Trzeba dodać, że nagiego chłopaka. Okej, Slughorn nie był przygotowany na ten widok. Nie, żeby mu przeszkadzał, czy był czymś nieprzyjemnym, bo wręcz przeciwnie - oglądanie Gabriela w tej odsłonie akurat bardzo mu się podobało, ale... No, cholera! Czy ktokolwiek byłyby przygotowany na to, że w ułamku sekundy jego miłość pozbawiona odzienia wyskoczy mu z wanny?
- Ga... - zaczął, ale nie skończył, bo w ułamku sekundy starszy Gryfon znalazł się przy nim i Leo po prostu zaniemówił. Wypuścił powietrze, błądząc wzrokiem gdzieś pomiędzy twarzą chłopaka, a jakimś punktem ponad jego ramieniem, byle tylko uniknąć patrzenia na jego na gie ciało. - Nic nie wyprawiam - odparł szybko, mając nadzieję, że taka odpowiedź usatysfakcjonuje Bertranda. - Gabe, przepraszam, ja nie wiedziałem, że tu jesteś, naprawdę... Mogę iść już. Może. Lepiej - wydukał ostatnie słowa i już odwrócił się, aby odejść, kiedy poczuł jak ciepła ręka Gabriela delikatnie dotyka jego zimnego policzka i odwraca Gryfona z powrotem przodem do chłopaka. Leo poddał się bezopornie temu ruchowi, bo o ile zazwyczaj przy tym konkretnym chłopaku tracił głowę, o tyle widząc go na gie go był już kompletnie nieporadny. Ten widok rozpraszał go ze zdwojoną siłą i na wszystkie możliwe sposoby.
- Po co zaraz do Pomfrey, wszystko ze mną okej - mruknął, orientując się, że po raz kolejny wygląda jak siedem nieszczęść i po raz kolejny to właśnie Gabe'a musiał spotkać. Super. Po prostu świetnie. - Poza tym przesadzasz. Nie wykrwawię się. To tylko małe... kuku? - dokończył niepewnie, kiedy Bertrand rzucił się do swoich rzeczy. Merlinie, ubierz się człowieku, błagam... Nie, bo po co. Chłopak chwycił swoją różdżkę i wrócił do Leo, ot tak, zupełnie jakby nie przeszkadzało mu to, że jest na gi i że Leo widzi go na gie go. Hm, w sumie tylko w teorii, bo w praktyce starał się nie patrzeć. "Starał się" to dobre określenie, bo średnio mi to wychodziło.
- Okej. Zrób to. Byle szybko - przytaknął, kiedy Gabe wycelował różdżkę w jego nos. - I tak nic, cholera, nie będzie boleć bardziej niż to, co jest teraz - dodał, przymykając oczy, kiedy poczuł jak w jego nos uderza zaklęcie. Przez kilka sekund myślał, że zemdleje, bo fakt, że naprawdę naprawa nosa może boleć bardziej niż "zepsuty" nos był dla niego do tej pory czymś abstrakcyjnym. Skrzywił się lekko, powstrzymując stęknięcie, bo w końcu Gabe stał tuż obok, na szczęście po bardzo krótkiej chwili wszystko minęło, zupełnie niespodziewanie. Slughorn uchylił powieki, od razu uciekając spojrzeniem gdzieś na bok. W końcu odwrócił się z powrotem przodem do umywalki i lustra, przyglądając się swojemu nosowi.
- Dziękuję - westchnął, uśmiechając się żałośnie do swojego odbicia. Odkręcił kurek, a z kranu trysnął strumyk letniej wody. Leo zmoczył nią ręce, krzywiąc się lekko na pieczenie skóry, które nadal nie ustało. Potem nachylił się bardziej nad umywalką i nabrał w dłonie złożone w miseczkę wody, aby obmyć nią twarz ze szczególnym naciskiem na nos i jego okolice, bo choć złamanie zniknęło wraz z bólem, to zaschnięta krew pozostała.
- Nic się nie stało - odparł wymijająco na chwilę wcześniej zadane przez Bertranda pytanie, odwracając się z powrotem przodem do chłopaka. - Mały wypadek. Zaliczyłem glebę i... - zaciął się na chwilę. - ...i to tyle - dokończył po raz kolejny odbiegając wzrokiem gdzieś tak, aby nie patrzeć na Gryfona, choć bardzo by chciał. Bo co innego miał mu powiedzieć? Że dostał wpierdol od jego koleżanki? I jeszcze okazał się takim skurwysynem, że jej oddał? Nie, dzięki. Wolał, żeby Gabe miał go za ofermę, niż za kompletną ciotę. Chciał jeszcze coś dodać, żeby uczynić tę wersję wydarzeń bardziej prawdopodobną, ale nie mógł sklecić nic sensownego. To przez Bertranda, na sto procent. Kto byłby w stanie myśleć trzeźwo na miejscu Leo?
- Gabe... Jesteś nagi - stwierdził błyskotliwe, czując, że robi się czerwony jak burak i ponownie odwracając wzrok gdzieś na bok. Nie mógł jednak powstrzymać delikatnego uśmiechu, który wpłynął na jego twarz.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   28.05.16 12:38

Leoś, jak to Leoś, znowu idzie w zaparte; nie znosi momentów, w których okazuje słabości, dlatego, że nie potrafi ich w sobie ukryć. Zresztą, jak każdy Gryfiak, prawda?
- Jak to nie wyprawiasz, kiedy widzę, że coś się stało. I nigdzie tak nie pójdziesz, zostań tu. - spoglądasz na jego zmasakrowany nos z niesmakiem, wyobrażając sobie, jak paskudnie to musi teraz boleć. Z drugiej strony, masz nieodpartą ochotę się uśmiechnąć na widok jego zabłąkanych niebieskich oczek, niepewnych gdzie mają utkwić spojrzenie.
- Małe kuku? - teraz już naprawdę cię rozbawił. - Oj Leo, Leo.. - wzdychasz tylko i kręcisz głową z niedowierzania. - Nic ci nie będzie, tylko uważaj, żeby czasem nie zrobić sobie nic poważniejszego, dobra? - powiedziawszy to, delikatnie całujesz go w czoło.
Nie wiesz, czy był to najlepszy sposób na wyjście z tej trochę sztywnej atmosfery, ale podziałał, bo uśmiechacie się oboje. Nawet Leoś z zakrwawioną twarzą, który nadal wygląda, jakby za lada chwila miał paść nieprzytomny na ziemię.
Miałeś szczęście, że zaklęcie zadziałało zgodnie z zamiarem; gdyby coś poszło nie tak, możliwe że nie miałbyś już kogo zbierać. A przy twojej znikomej wiedzy z dziedziny magii leczniczej, naprawdę mogło być różnie. Ale przecież nie mogłeś czekać, prawda?
Nie mogłeś patrzeć jak cierpi; a tak dogłębnie widziałeś to w jego oczach.

Leo zawahał się trochę. Odpowiedź była za łatwa, zbyt oczywista. Ale a nóż się nie zorientujesz. Zapomnisz, wybaczysz, pozwolisz temu być, jakkolwiek by nie było. Robił tak często; choć dobrze wiedział, że nie tolerujesz wykrętów, zwłaszcza w tych najbardziej błahych, niewartych zbędnego zachodu sprawach. Nie chciał się przyznawać, tak ponad wszystko. Wiedziałeś dlaczego. Ale z drugiej strony nie potrafiłeś go zrozumieć.
- Nie ważne, co się stało, ważne, że jesteś cały. - wiesz, że jest inaczej; wiesz, że wewnętrzna ciekawość zje cię od środka, jeśli nie dowiesz się, co dokładnie mu się przydarzyło. Ale na razie.. na razie dasz spokój. Jest tutaj z tobą. I to się liczy. Nie?

Przyglądałeś się w lustrze, jak nabiera w dłonie wody i obmywa nią twarz, usuwając resztki potu i zaschniętej krwi. Uśmiechałeś się lekko; specjalnie, bo widział cię kątem oka, pesząc się za każdym razem, gdy tylko odsłaniałeś nieco więcej ciała niż było mu normalne dotychczas widzieć. W końcu zakręcił kran i podniósł się, ocierając mokre czoło rękawem. Podszedłeś bliżej; powoli, tak by po chwili objąć go od tyłu i usytuować podbródek na jego ramieniu.
Zaśmiałeś się lekko, słysząc tą niedyskretną uwagę oraz widząc, jak na policzek Leo napływa rumieniec. Po chwili delikatnie szepczesz mu nad uchem;
- Przeszkadza ci to jakoś?


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   28.05.16 19:18

Dla Gabe'a wszystko było tak szablonowe i proste, że to aż bolało. To była właśnie ta największa różnica, którą Leo był w stanie dostrzec pomiędzy nimi. On był świadom tego, że kłamstwa, przekręty, negatywne emocje i złe rzeczy dzieją się wokół, Bertrand – tak średnio. A nawet jeśli był tego świadomy, to jakoś specjalnie tego nie okazywał. Wszystko trzeba mu było mówić wprost, prawda? Na Wieży Astronomicznej Slughorn wystarczająco się o tym, przekonał. Nie dotarło do niego nawet, że ten cholerny pocałunek był wyznaniem czegoś więcej. No okej, w sumie to dotarło. Ale z jaką zniewalającą prędkością! To nie tak, że Leo był na niego za to zły, o nie. Jedyną osobą, na którą mógł być w tamtym momencie zły był on sam. I Liv. Ale to mniejsza.
- To, że coś się stało nie musi oznaczać, że to JA coś wyprawiam, okej? – mruknął. Nieskupianie się na fakcie, że Gabe był  na gi  okazało się być czymś cholernie trudnym. Trudniejszym, niż tylko Gryfon mógł przypuszczać. Z chęcią po prostu kazałby iść mu się ubrać, ale... jakoś nie był w stanie tego zrobić. Czerpał zbyt dużą przyjemność z możliwości patrzenia (okej, zerkania kątem oka) na niego w jego całej okazałości. Ubrania? Po co to komu, Gabe nawet bez nich mógłby przemierzać korytarze, nie miał czego się wstydzić. Stwierdzenie, że ciało chłopaka było perfekcyjne w każdym milimetrze na pewno było trochę przesadzone, ale Leo właśnie tak uważał. Istna perfekcja.
- Dobra – Leo skinął głową, lekko uśmiechając się, gdy Gabe złożył pocałunek na jego czole. Urocze. Od razu robi się ciepło na duszy. I ogólnie ciepło po tej „rozmowie” z Liv w strugach deszczu. I oberwaniu gradem. Dzień pełen emocji, nie ma co!
Prawdę mówiąc, to gdyby fakt, że  na gi  Gabriel uleczył mu nos, to Gryfon z pewnością poszedłby do pani Pomfrey. Oczywiście zwlekając. I to bardzo. I pewnie wcześniej próbując jeszcze parę razy poskładać twarz, co z jego umiejętnościami pewnie zakończyłoby się tylko większą porażką. W sumie to nawet nikogo by to nie zdziwiło.
Jego samego zdziwiło coś innego, a mianowicie to, jak łatwo Gabe odpuścił mu tę śmierdzącą na kilometr kłamstwem odpowiedź. Wbrew pozorom to chyba to właśnie sprawiło, że Leo czuł się jeszcze paskudniej. Nie musiał kłamać, przecież Bertrand by go zrozumiał. I... chyba by z nim nie zerwał przez coś takiego, prawda? A co jeśli jednak? Co, jeśli uzna, że ze Slughorna jest straszny skurwiel, bez zasad i zahamowań? Przestań. Znowu starał sobie usilnie coś wbić do głowy. Po co to robił? Gabe na pewno by go nie rzucił. Jeśli już miałby go za coś rzucić, to za jego głupie kłamstwa, z których utkał już gęstą sieć, w której sam zaczynał się plątać. Powinien być z nim szczery, wiedział o tym. Powinien, ponieważ Gryfon zasługiwał na szczerość i ją cenił. A Leo nie był w stanie dać mu nawet tej jednej, małej rzeczy.
- Cały? No, powiedzmy- odpowiedział i przełknął ślinę. Spojrzał na niego, uśmiechając się lekko, zupełnie jakby chciał w ten sposób ukryć zakłopotanie i zażenowanie, które zaczęły kłębić się w jego głowie.
Nie powinien zbytnio się zdziwić, gdy Gabe zaszedł go i objął od tyłu, w końcu miał w zwyczaju robić to często. Znaczy się – tak często, jak okoliczności mu na to pozwalały. I Leo to lubił, nie mógł powiedzieć, że było inaczej. Lubił to tak samo, jak lubił, kiedy chłopak układał na jego ramieniu podbródek. Czuł wtedy jego bliskość, która była mu potrzebna, aby normalnie funkcjonować. Teraz bliskość ta była jeszcze większa, biorąc pod uwagę, że Gabe był tak trochę jakby  na gi.  I wszystko byłoby naprawdę super, i Leo nawet byłby gotów tak stać, gdyby nie fakt, że Bertrand wybrał złe ramię. ZDECYDOWANIE złe ramię. Tak więc z chwilą, kiedy jego podbródek ulokował się na nim, Slughorn tylko syknął głośno. Jebany grad. Pamiętał dobrze moment, w który tam oberwał, nie przypuszczał jednak, że to niepozorne uderzenie tak da mu się we znaki. Oczyma wyobraźni już wyobrażał sobie tego olbrzymiego sińca.
- Może by tak drugie ramię... skarbie? – poprosił, krzywiąc się lekko i robiąc dłuższą przerwę przed ostatnim słowem. Serio. Naprawdę. Czy on musi zepsuć każdy jeden w miarę romantyczny moment? Z drugiej strony – ej! Nazwał Gabriela skarbem! Czy ktoś to gdzieś odnotował? Zazwyczaj Slughorn starał się unikać takich słów, bo najzwyczajniej w świecie wprawiały go w zakłopotanie, a tu proszę! Może to presja sytuacji?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Gabriel Bertrand Jr

avatar
Admin


Skąd : Francja
Liczba postów : 195
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   29.05.16 8:37

Czy było coś złego w tym, że chcesz budować swoje relacje na wzajemnej szczerości? Przekonałeś się kiedyś, jakie efekty przynoszą kłamstwa; nawet te niewielkie, nawet te najbardziej błahe, które mogły by w ogóle nie istnieć. Nic dookoła by się nie zmieniło. Pozostaje jedynie świadomość. I prawda, ukryta pod warstwą nieprawdziwych słów, sprzedanych z uśmiechem osobie, na której nam tak zależy. Nie widzisz żadnych powodów, dla których Leo mógłby chcieć coś przed tobą zatajać. Przecież sobie nawzajem ufacie, prawda? Niektóre jego sprawy, to również twoje sprawy, w końcu.. tak jakby jesteście razem. No, raczej całkiem na prawdę jesteście razem. Jeszcze musisz się do tego przyzwyczaić, mimo że już przestało to być dla ciebie dziwne. Poza tym, ty byłeś względem niego szczery, zawsze na sto procent. Nie omijasz tematów, nie wykręcasz się, nie nadużywasz eufemizmów, tylko po prostu mówisz jak jest. I tyle, to wcale nie trudne, jakby się nad tym zastanowić. Wystarczy się przyzwyczaić.
Póki co nie wiesz, co przed tobą ukrywa. Masz jednak przeczucie, że nie jest to sprawa, którą powinniście ignorować. I być może właśnie dlatego ci o tym nie mówi. Ale to wyjdzie na jaw, prędzej czy później. Zawsze tak jest, kłamstwo ma krótkie nogi.
Leo jęka cicho, gdy kładziesz podbródek na jego prawym ramieniu. Uśmiecha się pomimo bólu i przytrzymuje cię za ręce, na wszelki wypadek, gdybyś tak nagle zechciał się od niego odsunąć. Nie masz takiego zamiaru, więc jedynie, zgodnie z jego prośbą, przekładasz głowę na przeciwne ramię. Skoro nie tylko twarz, to.. gdzie on się tak poobijał? Może naprawdę spadł ze schodów?
E, ale przecież Leo to nie łamaga. Choć co innego, gdyby ktoś podstawił mu nogę celowo..

- Może jednak powiesz mi, co się stało, co? - mówisz zatroskanym głosem, obejmując go jeszcze mocniej. - I jesteś pewny, że nie mam zabierać cię do Pomfrey?
Nie chciałeś naciskać, a jednak naciskasz; całkowicie podświadomie. Zjada cię ciekawość, powoli przysłaniając twoją szlachetną troskę. Jesteś okropny, Gabe, naprawdę.
- Nie, wiesz co, nie mów. Może lepiej, żebym nie wiedział. - odzywasz się nagle i przymykasz na chwilę oczy. Również tu jesteś szczery. Bo jeśli nie chce, niech nie mówi. Dasz radę. Jakoś to zniesiesz. Nie musisz znać każdego detalu jego życia, tak samo jak i w drugą stronę. Ma swoje sprawy, do których nie powinieneś się pchać. Nie jest już dzieciakiem, przecież sam to niedawno stwierdziłeś. Zrozum to w końcu. I zaakceptuj, do cholery.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   29.05.16 11:18

Czy szczerość była czymś złym? Nie. Tak przynajmniej od zawsze wszyscy powtarzali. Każdy chyba kiedyś, w dzieciństwie, usłyszał, że kłamstwo jest brzydkie, ma krótkie nogi albo to niegrzeczne, aby kłamać. Z czasem jednak chyba każdy też zaczął odkrywać, że kłamstwo jest wszędzie i z kłamstwem spotykamy się co chwilę i bardzo często to najbliższe nam osoby nie mówią prawdy. Skoro więc matka karmiąca dziecko jest w stanie kłamać, że podaje mu kotlet schabowy, a nie drobiowy (wiedząc, że jej dziecko nie lubi kurczaka), rodzice są w stanie kłamać, że są zachwyceni bazgrołami dziecka, a rówieśnicy nieraz ściemniają, jacy to oni nie są i czego nie mają, to na jaką osobę na wyrosnąć wyżej wspomniane dziecko? Te wszystkie kłamstwa również prędzej czy później zostaną przez nie zdemaskowane, zazwyczaj po kilku, a może nawet kilkunastu latach. Czyli w okresie, kiedy owe dziecko przestaje tak naprawdę być już dzieckiem, szuka sensu we wszystkich, akceptacji i motywacji oraz sposobu na radzenie sobie z problemami. Jednym z tych sposobów najpewniej zostanie kłamstwo, bo było do niego przyzwyczajone od najmłodszych lat. Poza tym szczerość nie zawsze była dobrym rozwiązaniem i Leo przekonał się o tym już wystarczająco dobitnie i to niejednokrotnie.
Ale dlaczego kłamał teraz? Czy to, jak zachował się w Komnacie Aury naprawdę mogło mieć tak okropny wpływ na jego relację z Gabrielem, jak myślał? Nie. Na pewno nie. Po prostu dramatyzował. Jak zawsze. Wmawiał sobie jakieś bzdury, wnioski wyciągnięte z jakichś bezsensownych i nielogicznych przekonań.
Gabe się martwił i Leo słyszał to w jego głosie. Zastanawiał się, czemu to zawsze jest tak, że to Bertrand musi się martwić. Czemu to zawsze Slughorn musiał być sierotą i ofiarą losu? To nie fair. Sprowadzało Gabriela na odrobinę przegraną pozycję, zważywszy na to, że Leo był średnio skłonny do tego, aby o wszystkim mu mówić i wyjaśniać, jak to się dzieje, że jest aż taką ciotą. Wstyd dla Gryffindoru. Tym teraz był i właśnie tak się czuł.
Szczerze? Leo w sumie to przekonał się co do tego, żeby opowiedzieć Gabrielowi, co mu się przydarzyło. Chciał to odrobinę okroić, nie uwzględniając tego, jak pięknie przypierdolił Liv, przynosząc hańbę gatunkowi męskiemu, ale poza tym, to chciał mu wszystko opowiedzieć. Naprawdę wszystko. Zaczynając od tej historii na moście, o której Gabe istotnie powinien wiedzieć, bo dotyczyła także jego. Czemu więc Leo ją zataił? Sam nie wiedział. Może wstydził się tego, że dał się tak idiotycznie nabrać. Błagam, ten list z daleka śmierdział podróbką. A jednak poszedł na ten durny most z tymi durnymi ciastkami i kogo spotkał? Liv, oczywiście.
Tak więc był w stanie powiedzieć Gabe'owi o wszystkim, ale w momencie, w którym otworzył usta, ten znowu się odezwał. Nie mów. Leo przez chwilę był odrobinę zdezorientowany. Ale jak to? Przez ten cały czas Bertrand nalegał, żeby mu powiedzieć, coś się stało i tak nagle zmienił zdanie? Przez kilka sekund jeszcze trwał nieruchomo ze śmiesznie wpółotwartą buzią, aż w końcu spłynęła na niego fala ulgi.
- Okej - przytaknął - Chyba masz rację - na pewno masz rację, Gabe, wybawiłeś mnie w tym momencie, Merlinie. Dobrze. Niech tak zostanie. Gabriel nie musiał wiedzieć o wszystkim, to jest prawda. Nie powiedziałeś mu tego dlatego, że nie chciał, a nie dlatego, że jesteś pieprzonym egoistą. Tak, właśnie to będzie sobie teraz wmawiał. Znalazł usprawiedliwienie dla swoich kłamstw, zrzucając cały ciężar winy na Gabe'a. To podłe, zwłaszcza, że Gryfon nie był przecież winny. A mimo to w tamtej chwili do Leo jakoś niespecjalnie to docierało.
Docierało do niego co innego, a mianowicie to, że Gabriel nadal byl na gi i że za cholerę mu to nie przeszkadzało. Zupełnie jakby latanie z gołym tyłkiem było czymś zupełnie normalnym. Ym, ale jesteśmy w łazience. No tak, może i są w łazience, ale mimo to... no kurde, są tam we dwoje, trochę przyzwoitości!
Przyzwoitość, serio? Błagam.
- A ty nadal nie masz na sobie ubrań. Kretynie - stwierdził, uśmiechając się już ani trochę nie dyskretnie. - Powinienem poczuć się zgorszony i stąd wyjść, ale jesteś ciepły. A poza tym chyba za bardzo cię kocham - stwierdził. Okej, tylko imbecyl by teraz stamtąd wyszedł, nawet jeśli by miał zamiar tylko się droczyć. W końcu nie zawsze można mieć na gie go Gabe'a tylko dla siebie, prawda?

Okej, zakładamy, że Leo i Gabe w zajebiście lebrielowym stylu idą wziąć romantyczną kąpiel w fajnej wannie, a potem majestatycznie wracają za rączkę do Pokoju Wspólnego c:

[ztx2]



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Łazienka prefektów   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Piąte piętro-
Skocz do: