Share | 
 
Mroczna polana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Mroczna polana   24.02.16 20:45

Mroczna polana
Dobrze wiesz, że w Zakazanym Lesie można iść całkiem długo przed siebie, zanim dotrzesz do momentu, kiedy może już nie być powrotu. Sprawdziłeś to nie raz, prawda? Ale teraz zastanów się, co dalej. Dotarłeś do polany, która wydaje się być ostatnim przystankiem przed nieprzeniknioną ciemnością, w której czaić może się wszystko. Zastanów się dwa razy, zanim zrobisz choć krok dalej.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   24.02.16 21:03

Zakazany Las był jednym z tych miejsc, które Liv wprost kochała. Tajemniczość i mroczność przyciągała ją tak usilnie, że nawet gdyby chciała, nie umiałaby się temu przeciwstawić. Po co więc walczyć z czymś, z czym nie miało się szansy wygrać? Może i była Gryfonką z krwi i kości, ale to nie znaczyło, że była jakaś głupia czy narwana do granic możliwości. Nie. Ona uznała, że lepszym wyjściem będzie poddanie się i jak na razie czerpała z tego układu całkiem sporo korzyści. Kto nie chciałby bez skrępowania spacerować ciemnymi ścieżkami w otoczeniu drzew, które dziwnym trafem za każdym razem zmieniały swoje położenie? Kto nie chciałby natknąć się na jakieś magiczne stworzenie, o którym można by się dowiedzieć więcej? Kto… no dobrze, na dobrą sprawę tylko nieliczni byli tak nierozważni, aby się pchać samopas do Lasu i do takich ludzi należała L., która za nic miała zasady, a tym bardziej czyhające niebezpieczeństwa. Czy w takim razie podejmując się kolejnej wyprawy do niebezpiecznej gęstwiny nie przekroczyła cienkiej granicy, która dzieliła odwagę i głupotę? Na domiar złego tym razem ktoś jej towarzyszył. I to nie wcale taki byle kto, a jej dobra koleżanka, którą jakiś czas temu Reagan postanowiła wprowadzić na ścieżkę demoralizacji, niemoralności i zła. Do tej pory szło jej marnie, bo obiekt niestety był nad wyraz oporny, ale upór Gryfonki musiał w końcu przynieść jakieś skutki. Bo czy sam fakt, że Ella zgodziła się ostatecznie na pójście do Lasu nie był progresem?
Ciężko powiedzieć ile wędrowały. Dla L. w tym momencie czas nie miał znaczenia, poza tym gubiła jego poczucie za każdym razem, gdy zapuściła się między drzewa.
- Tylko uważaj gdzie stawiasz kroki. Czasem gałązka wcale nie jest gałązką – rzuciła w stronę koleżanki, która nie odstępowała jej na krok. Reagan była podekscytowana. W głębi liczyła na jakąś super przygodę, ale nie była aż taką świnią, by powiedzieć to na głos i wystraszyć Elizabeth, która i tak wyglądała już na dostatecznie zdyganą. Pomimo swojego narwaństwa i buńczuczności umiała dbać o przyjaciół. Kolejnych kilka kroków zaprowadziło je na skraj polany, która nie była dziewczynie obca. Ba, była tu tak wiele razy. A jednak nigdy nie zapuściła się dalej, jakby jakaś niewidzialna siła ją powstrzymywała – I jak? – przystanęła i odwróciła się przodem do towarzyszki – Czy to przypadkiem nie twoja pierwsza wyprawa do Zakazanego? – uśmiechnęła się, a w jej głosie można było dosłyszeć dumę.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   24.02.16 21:33

Od jakiegoś czasu wiedziała że znajomość z niejaką panną L., nie przyniesie jej niczego dobrego. Czasem miała wrażenie że Liv jest niezrównoważona. No bo kto wpada na takie pomysły ?! Serio, wyprawa do Zakazanego Lasu. Nie chodzi o to ze ona nigdy nie chciała tutaj przyjść, chciała i to bardzo. Ale tylko na chwilę, wejść jakieś trzy metry do lasu i zaraz wyjść, a nie pchać się w głąb. Przecież tutaj roi się od zwierząt, które nie lubią jak narusza się ich prywatność. A co ich czekało na mrocznej polanie, do której się zbliżały (tak, kiedyś o niej słyszała) ?! Pewnie nic dobrego.
Krukonka która nigdy nie złamała żadnego punktu z regulaminu, właśnie pchała się w gardło zakazanego lasu z młodszą o rok dziewczyną. Czuła się za nią odpowiedzialna, ale z drugiej strony to ona się tutaj nie pchała. Ona została wręcz wepchnięta. I jak to o niej świadczy ?! Cóż nie ważne, przynajmniej będzie mogła wykreślić jeden punkt ze swojej listy noworocznej. Westchnęła cicho i próbowała oddychać równo.
Zaczęła się rozglądać po zakazanym lesie, nie było w sumie tak źle. Jak na razie nic ich nie goniło. Wydawało się że las ma coś w sobie magicznego, coś co przyciągało ludzi a z drugiej strony ich odpychało. Choć gdy wchodziło się głębiej a w lesie robiło się ciemniej, czuła się tutaj ciut bezpieczniej.. Co sie dziwne, od dziecka bała się ciemności, może to że Liv z nią jest, tak ją uspokajało. Chociaż jej twarz na pewno była biała, jak ściana.
-Dzięki-. Odparła nie za bardzo spokojnym głosem, choć czuła się bezpiecznie. A może to ta adrenalina ? Ale musiała by się czuć podekscytowana i mieć wypieki na twarzy oraz te iskierki w czach tak jak Liv. Na jakaś przygodę ? Przecież to już jest przygoda i to wielka! OGROMNA ! Jak dla Lizzie, oczywiście. Przecież pewnie Liv przychodziła tutaj często.
-Nijak ?!-. Dodała do tego dziwny nie pewny uśmiech. -Pierwsza w moim życiu, mam nadzieje że nie ostatnia. Raczej nie chodzi o to że chcę tutaj wracać, bardziej chodzi o to żebym przeżyła i może o tym napisała. Ale jednak najbardziej mi chodzi o przeżycie, ale pewnie ty bywałaś tutaj wcześniej, dużo razy ?-. No tak, zapomniałam dodać. Gdy Lizzie się denerwuje, dzieje się tak że gada i nie potrafi przestać, serio nie potrafi. -Widziałaś już jakieś zwierzęta ? Magiczne lub też nie, raczej bardziej chodzi mi o te magiczne w zakazanym lesie. I jak wyglądały ?- W jej oczach można było przyuważyć strach.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   24.02.16 22:02

Nigdy nie uważała się za w pełni normalną, aczkolwiek wiele dziwnych sytuacji, w których się znajdowała wynikło nie z jej winy, czy jakiejkolwiek ingerencji. Po prostu Gryfonka była żywym magnesem na tarapaty, a wiadomo, że jeśli coś się działo, to lepiej mieć towarzystwo. Przynajmniej z takiego założenia wychodziła, co wykorzystała w teraz. Lubiła Elizabeth, chociaż ta była zupełnym przeciwieństwem Reagan. Spokojna, ułożona, przestrzegająca przepisów. Niestety, L. uważała, że przez pewną życiową bojaźliwość Krukonka wiele traci z życia, a tym bardziej z młodości, która kończyła się szybciej niż ludzie myśleli. Ona osobiście korzystała ile wlezie, co niejednokrotnie zaprezentowała podczas dziwnych i nielegalnych imprez z alkoholem. Co tam szalony taniec na stole, dla niej to nie problem! Tego samego chciała nauczyć Elle – spontaniczności i nieprzejmowania się konsekwencjami póki te nie nadejdą.
Trzask. Gdzieś pod jej stopą pękła gałązka, która na ich szczęście okazała się być tylko patykiem. Zakazany Las krył w sobie wiele niezbadanego, co oczywiście Liv miała zamiar odkryć, ale na chwilę obecną również i tym nie podzieliła się z Krukonką. Musiała ją przekonać, że strach wcale nie ma tak wielkich oczu jak to zawsze mówiono, a tym bardziej, że Las nie zrobi jej nic złego, jeśli tylko będzie pamiętała o kilku zasadach. Gorzej, iż swój pierwszy raz pośród tych drzew zaliczyła z Reagan, a to faktycznie nie wróżyło niczego dobrego.
- No nie panikuj już tak bardzo. Tu wcale nie jest tak groźnie, jak każdy mówi. Byłam tu wiele razy i zobacz, żyję – wskazała na siebie, jakby chciała upewnić koleżankę we własnych słowach. Skoro nic jej do tej pory nie zjadło, znaczyło, że dało się przeżyć. Oczywiście polecało się posiadanie różdżki, ale z nią akurat Liv się nie rozstawała. Bo kto wie, kiedy nagle wpakuje się w jakiś pojedynek! – Nijak? Dziewczyno! Kiedy ja po raz pierwszy weszłam w głąb, nie mogłam wyjść z podziwu. Pomijam, że się zgubiłam, ale wiadomo, dzieciaki mają słabą orientację w terenie. Ty za to masz mnie i zapewniam cię, że w razie czego obronię cię – na tyle na ile będę umiała. Tego jednak już nie wypowiedziała na głos. Zamiast tego postąpiła kilka kroków w stronę polany, przekraczając jej granice – Oczywiście, że tu wrócisz. Ja o to zadbam i nie ma mowy, abyś się wymigała – uśmiechnęła się z błyskiem w ciemnych oczach. Ona miała plany, a plany trzeba było realizować.
- Prawdę powiedziawszy nawet nie umiałabym podać liczny moich wypadów tutaj. Czasem z kimś, czasem sama, by uciec przed głupotą niektórych, która razi na odległość – westchnęła teatralnie, wymieniając w głowie nazwiska wszystkich swoich wrogów. A trochę ich miała – Pełno! Rozmawiałam ostatnio z Wozakiem! Ten to dopiero mógłby mnie uczyć przekleństw i chamskich epitetów. No i Akromantule, ale ich nie chcesz spotkać. Do tego centaury, chociaż tu spotkałam się tylko z takim młodym. Ale jak chcesz możemy poszukać jakichś stworzeń. Nigdy tam nie byłam – wskazała dłonią na Konic polany, gdzie widniała ciemność – Chodź – kiwnęła głową na Elizabeth i sama przemierzyła kilka kroków – No chyba, że chcesz tam zostać sama! – zawołała. Co z tego, że krzyczenie w Lesie nie było najmądrzejsze.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   24.02.16 22:55

Przynajmniej Liv nie uważała się za normalną, tak by oszukiwała samą siebie. Ale niech ktoś mi zdefiniuje słowo "normalny", bo co to tak naprawdę oznacza?. To co dla Beti było normalne, wcale nie musiało być normalne dla L, lub dla kogoś innego. Normalność to pojęcie względne, każdy widzi to inaczej. Choć bądź co bądź, Liv i Elizabeth były jak ogień i woda. Jedna narwana i próbowała wszystkiego a druga spokojna i wycofana ze świata. Chyba od dziś zacznie nazywać Liv, Ognistą Liv. Taa, to na pewno do niej pasuje.
Z jeden strony była wdzięczna że dziewczyna ją tutaj zaprowadziła, choć na razie się do tego nie przyzna, pierw musi przeżyć tą wyprawę żeby się z tego cieszyć. W końcu wyszła do ludzi, albo raczej z człowiekiem do zwierząt ? Nie ważne, nie będziemy się teraz czepiać szczegółów. Spontaniczność i nieprzejmowanie się konsekwencjami ? Lizzie nie znała takiego życia, dla niej spontaniczne zachowanie to zacząć czytać książkę gdy nie skończyła poprzedniej. Tak, to na prawdę jest szalone.
Zawsze miała nadzieje ze pozna życie jak z książek. Właśnie teraz otworzyły się dla niej te drzwi. Tymi drzwiami była Liv. Drzwiami do łamania zasad. Ognista, musiała dać jej chwilę na oswojenie się z tymi nowymi doświadczeniami. Z adrenaliną, podnieceniem i strachem, wymieszanym ze wszystkim naraz. Od takiego uczucia można było się uzależnić. Miała wrażenie że Liv już się od tego uzależniła.
W sumie dziwne jest to że, Beti boi się zakazanego lasu a przeżyła wojnę, widziała śmierć na własne oczy, ale jednak nie zginęła obroniła się. Jakaś cząstka tego uczucia się w niej obudziła i zaczęła szeptać w jej głowie. "Przeżyłaś wojnę, przeżyjesz i to. To tylko zakazany las, nic więcej. Dasz radę. Przecież nie możesz się wietrznie bać." Nawet przez chwilę przestała się bać, ale trzask gałęzi znów obudził w niej strach.
-Łatwo Ci mówić.- Ona na prawdę się starała uspokoić i cieszyć się z tego że tutaj jest, tylko jakoś jej to nie wychodziło... -Strasznie mnie to pociesza, przyszłam do zakazanego lasu z osobą która się w nim zgubiła, no serio, cudownie.- Pokręciła głową i uśmiechnęła się do niej słabo, ale jednak się uśmiechnęła, to już coś znaczy. Odgarnęła swoje różowe włosy z twarzy i sapnęła cicho. Zaczęła się rozglądać po miejscu w którym stały. -Ok, muszę przyznać że jednak coś w tym miejscu jest. Jest strasznie i ponuro, ale jednak ma to w sobie jakąś tajemnicę, coś co mnie przyciąga i jest nawet uroczo, choć nadal strasznie.- Pokiwała głową i uśmiechnęła się ciupkę szerzej. -Widzisz i tutaj się różnimy, ty uciekasz do lasu ja do książek. Musisz kiedyś spróbować, jest bezpiecznie a uczucie prawie takie samo.- Puściła jej oczko. -Masz rację, Akromantula mnie nie kręci, Wozak też mnie nie kręci, za bardzo wulgarny. Centaury ? Chętnie porozmawiałam bym z Firenzo, uwielbiałam jego lekcję.- Och ta, centaur był dobrym nauczycielem, wiele się od niego nauczyła. Zawsze interesowały ją wróżby oraz liczby. Szkoda że nie prowadził numerologii.. Beti przez chwilę stała wmurowana i patrzała jak Liv odchodzi, oczywiście że nie chciała zostać sama, tylko po prostu zastygła na chwilę widząc tą ciemność. Pokręciła głową. -Na pewno nie wyjdzie mi to na dobre.- Mruknęła do siebie i podbiegła do dziewczyny.
-I dziękuje za propozycję bronienia mnie, ale coś mi podpowiada ze to ja powinnam bronić ciebie. Albo chociaż my siebie nawzajem.- Uśmiechnęła się do niej, teraz szerzej i szczerzej. No cóż była od niej starsza i czuła się bardziej odpowiedzialna za nią. Nie pozwoli aby znów ktoś umarł przed jej nosem, nie tym razem. Choć miała nadzieje że nie będzie musiała wyciągać różdżki, to Ognista Liv nie powinna się martwić, Beti potrafi się obronić i innych też.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   26.02.16 12:31

L. wielokrotnie zastanawiała się czy adrenalina nie jest tym, co było jej wprost potrzebne go egzystencji. Czy to nie ona napędzała ją każdego dnia, dając energię na dalsze brnięcie przez życie, które tak starała się sobie urozmaicić różnymi przygodami. Niestety, nie wyobrażała sobie siebie siedzącej spokojnie nad książkami i uczącej się zaciekle wszystkiego, czego można było się nauczyć, a życie ucieka jej przed oczami. Reagan musiała być w ciągłym ruchu i choć zdarzały się sytuacje, że faktycznie zachowywała się spokojnie, najczęściej jednak ją nosiło, co można było zaobserwować na niemal każdej imprezie. Jak tylko zaczynało się robić nudno wkraczała właśnie ona i zaraz robiła coś, co idealnie rozruszało towarzystwo. A to zarzuciła pomysłem, aby zagrać w coś tak super jak „Pytanie-zadanie”, butelka, bitwa na poduszki, pijany Chińczyk (to zaczerpnęła od swoich mugolskich kolegów, którym miała pełno) czy jakieś inne tego typu rzeczy. Miała wiele pomysłów na walkę z nudą, o czym Elizabeth na pewno przekonała się nie raz. Bo kogo innego mogłaby ciągnąć Liv ze sobą, jak nie właśnie Krukonkę, która aż prosiła się o to, by namieszać w jej życiu i dodać trochę spontaniczności, atrakcji i przygód! Była w siódmej klasie, kto inny jak nie Reagan mógł jej dostarczyć tak wspaniałych wspomnień, by za kilka lat miała co wspominać? Gdy opuści szkolne mury Gryfonka przez przynajmniej rok nie będzie miała okazji, by zafundować jej cokolwiek, a wątpiła, by Elle z własnej woli zainteresowała się jakimś spontanicznym wypadem, więc L. jak wspaniała i troszcząca się o innych osoba (ta jasne) obrała za cel zrobienie wszystkiego, aby w życiu Benoit działo się jak najwięcej w ostatniej klasie. A jeśli wiązało się z tym łamanie regulaminu czy niebezpieczne wyprawy, to czemu nie? Nie pierwszy i nie ostatni raz. Byli młodzi, musieli się wyszaleć!
- Spójrz na to inaczej, bardziej optymistycznie. Skoro się zgubiłam, a jednak znowu tu przyszłam, to znaczy, że drogę już znam, co nie? – spojrzała na nią z uśmiechem. Takie tłumaczenie było o wiele lepsze niż rozmyślanie, że L. faktycznie kiedyś nie umiała odnaleźć właściwej drogi. Przez te wszystkie lata zmieniło się wiele rzeczy, w tym rozeznanie Gryfonki i rozwinięcie jej zmysłu orientacji, co ostatecznie nie zawsze pozwalało jej na faktycznie odszukanie wyjścia, ale to również przemilczała, bo Elizabeth pewnie zaczęłaby się wycofywać, a przecież dopiero, kiedy znalazły się na polanie, zaczynała się prawdziwa przygoda! – Jak dowiesz się o nim więcej zobaczysz, że pomimo niebezpieczeństwa kryjącego się na każdym kroku, warto tu wracać – palnęła, tym samym dając koleżance do zrozumienia, że faktycznie coś może się czyhać w pobliskich krzakach, które dziwnie falowały. Zbeształa się w duchu licząc, że Krukonka nie zwróci na to uwagi.
- Ej! Też czytam książki. Może nie pochłaniam tyle co ty, ale zdecydowanie bardziej wolę sama przeżywać przygody niż o nich czytać – stwierdziła idąc przed siebie. Trawa na tej cholernej polanie była zdecydowanie zbyt wysoka, co mogło okazać się nieprzyjemne, bo kto wie, na co któraś z nich stanie. Na przykład łajno hipogryfa, paskudna sprawa – W takim razie obronimy się nawzajem – rzuciła i uniosła kciuk do góry na znak zgody. Nie minęło kilka minut, gdy nagle Liv zaliczyła wspaniałą glebę, bo oczywiście musiała się o coś potknąć! – Cholera! – zaklęła siarczyście podnosząc się do pozycji klęczącej. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu tego, co śmiało stanąć na jej drodze.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   27.02.16 22:37

Pewnie nigdy tego nie przyzna, przed sobą ani przed Liv. Ale zazdrościła jej takiego życia, życia według Lizzie na krawędzi. Ona na pewno nigdy się nie nudziła, a Beti całe życie ślęczała przed książkami, co w sumie nie jest dziwne, prawda? Patrząc na to jakie miała dzieciństwo to za dużo jej nie zostało jak ucieczka do książek. Nigdy na to nie narzekała, ale teraz gdy poznała L. Zaczęła na wszystko patrzeć inaczej. Zawsze uważała swoje życie za dobre, że postępuje tak jakby wszyscy tego chcieli, ale nigdy nie pytała siebie czego ona by chciała.
Więc czego być chciała, Elizabeth?.
Usłyszała w głowie głos swojej mamy. Pytanie niby proste, ale nie znała na nie odpowiedzi. Gdyby Liv jej tutaj nie przyprowadziła, gdyby nie poczuła adrenaliny i akceptacji. Nie miałaby problemu aby odpowiedzieć na te pytanie, ale teraz.. Teraz sama nie wiedziała czego chce, nie była pewna. Coraz bardziej podobało jej się w zakazanym lesie, a znając Ognistą, na tym się nie skończy. Będzie pokazywać jej więcej i więcej, a Ela będzie pragnęła jeszcze bardziej żyć jej życiem. Zrzucić z siebie tą nieśmiałą dziewczynę i rozmawiać ze wszystkimi o wszystkim. A nie tylko czytać książki i żyć czyimś życiem ze swoich opowiadań. Będzie chciała przeżyć własne szalone życie, poczuć znów adrenalinę. Smak słodkiego, szalonego życia. Życia bez panikowania, bania się powiedzieć czegoś głośniej, podejść do nieznanej osoby.. Tylko ze to na razie marzenia, marzenia które mogę się spełnić dzięki Liv.
Co racja to racja, Beti na pewno bez jej pomocy nie przyszłaby do zakazanego lasu. A teraz proszę, jest prawie na samym jego końcu i nie ma zamiaru z niego uciekać, jak na razie bynajmniej. Mogłaby ją teraz przytulić i podziękować za to że ją tutaj zaciągnęła, siłą bo siłą, ale jednak. Na pewno ją przytuli, ale dopiero jak wyjdą stąd całe i zdrowe, albo chociaż całe..
-No tak, masz rację. Wybacz mi, po prostu panikuję, choć powoli mi to przychodzi. A jeśli się zgubimy zawsze można użyć zaklęci i znajdziemy drogę powrotną.- Nie wiedziała czy to zdanie miało bardziej uspokoić ją, czy Liv. Pewnie ją.. Liv wydawała się za nadto spokojna, a nawet podekscytowana, co zaczynała również odczuwać Lizzie. Również się do niej uśmiechnęła i to nawet szczerze i szeroko. Tak jakby zapomniała że na każdym kroku czekać ich śmierć (tak, tak taka trochę lekka przesada..) -Zaczynam się zastanawiać, co jest w tym lesie takiego, co każe tutaj wracać. Bo sama zaczynam to odczuwać, choć nadal tutaj jestem. Czy to te słowo, że jest zakazany ? Czy po prostu tak piękny i niebezpieczny, że aż przyciąga tutaj każdego. A może to jakieś czary, zgłodniałe zwierzęta czyhające na jakiegoś przechodniego. Wiesz przywołują nas tutaj a potem zjadają...- Odparła spokojny i to na prawdę spokojnym głosem. Ok, przyznaję, jej bujna wyobraźnia właśnie przekroczyła granicie wszystkiego. Sama nie wiedziała skąd jej się to wzięło. Skrzywiła się delikatnie. -Wybacz, to przez te wszystkie książki. I czasem myślę głośno, choć pewnie moja paplanina Cię nie wystraszyła.- Ta, nawet nie musiała patrzeć na jej twarz, aby wiedzieć że takie coś nie robi na niej wrażenia. Eliza nie patrzała na dziwnie falujące krzaki, twarz miała zadartą do góry i oglądała szare niebo.
Gdy Liv zaczęła wypowiadać się o książkach, dziewczynie delikatnie zaświeciły się oczy i uśmiechnęła się do niej. -Czytając również przeżywa się przygody. Ale wiem o co ci chodzi... Zaczynam się nawet zastanawiać, czy nie lepiej jest je przeżywać niż o nich czytać.-. Pokiwała delikatnie głowa i szła za dziewczyną, bo co innego jej zostało. Mogła zacząć mówić bez sensu i bez końca, ale czy było to potrzebne ? Nie lepiej iść w ciszy i cieszyć się spokojem który tutaj panował, jak na razie... Spojrzała się na L., która właśnie leciała na ziemię, starała się ją złapać i nawet złapała ją za koszulkę !! Ale, no właśnie.. upuściła ja, po prostu jej się wyślizgnęła i no cóż, przykro jej.. -Wybacz-. Skrzywiła się gdy dziewczyna przywitała glebę. -Nic się nie stało ? O co się potknęłaś ? To jakiś pień, czy coś innego ?- Spytała się jej zmartwiona i wyciągnęła swoją różdżkę. -Lumos.- Wyszeptała i poświeciła na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   29.02.16 0:35

Liv i Elizabeth w ogóle nie powinny przekraczać granicy Zakazanego Lasu i to nie ze względu na potępienie, jakie miało na nie spaść ze strony profesor McGonagall, ale przez wzgląd na zamieszkujące las stworzenia. Podczas gdy radośnie parły przed siebie, zajęte miłą rozmową, nasza droga L. wyłożyła się jak długa, w pełni przekonana o tym, że potknęła się o coś niewinnego - w przeciwieństwie do niej samej - jak korzeń czy kamień. Elizabeth z pewnością podzielała jej przekonania, dopóki nie wyjęła różdżki i nie poświeciła na koleżankę, czym rozpętała istne piekło. Na ziemi tuż obok stóp wyciągniętej jak długa L. siedział najprawdziwszy Topek z rosnącym na czole guzem. Gdy ostre światło zaklęcia Lumos oślepiło jego małe, jeszcze dziecięce oczka, zaczął wyć w niebogłosy, jak to mają w zwyczaju małe berbecie. Pojedynczy Topek nie byłby dla dziewcząt żadną przeszkodą, być może mogłyby go nawet trochę potarmosić w przypływie matczynego instynktu. Pech chciał, że ze wszystkich pobliskich krzewów - a było ich sporo - patrzyła już cała topkowa rodzina, gotowa rzucać kamieniami i tłuc małymi pięściami, by chronić swoje młode. Nim pierwszy kamień poleci w waszą stronę, zastanówcie się, dziewczęta, co robić. Uspokoić małego Topka i spróbować wyjaśnić jego rodzinie, że to wielkie nieporozumienie? A może przywalić każdemu stworkowi z osobna? W końcu nie są za duże. Choć ostatecznie zawsze możecie po prostu... biec!


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   01.03.16 16:43

Liv często wykazywała się bezmyślnością i brawurą, jednak czego złego by nie miała za uszami, to mimo wszystko starała się jakoś polepszyć życie swoich przyjaciół. A jeśli wiązało się to z rzeczami nielegalnymi? Czemu nie, przecież nie było w tym nic aż tak bardzo złego. Co to szlaban, co to utrata punktów. Skoro dzięki temu Elle mogła choć przez jakiś czas doświadczyć, co to tak naprawdę znaczy żyć? Tym bardziej Reagan będzie ją ku temu ciągnęła. Nie mogła patrzeć jak Krukonka, która miała w sobie taki potencjał, marnowała się siedząc tylko nad książkami. Przecież w ten sposób nie zaszaleje, nie porobi głupot, a już na pewno nie znajdzie chłopaka! Nie to, aby jakimś specjalnym planem Gryfonki było swatanie koleżanki, ale nie ukrywała, że gdzieś tam w głowie pojawiły się kilka razy plany, aby umówić Benoit na randkę w ciemno. Przecież była ładna, musiała to docenić i bardziej się ośmielić, a w tym bratanie się z chłopakami mogło jej pomóc. Dodatkowo niewielkie pokłady pewności mogła nabyć właśnie podczas wypraw do Zakazanego Lasu, który według L. był idealnym miejscem do pozbycia się własnych lęków. Dodatkowo to tutaj człowiek mógł poznać siebie i swoje ograniczenia, jak również granice wytrzymałości i odwagi. Liv była odważna, czuła się taka i nie chodziło tylko o wyprawę do ciemnego lasu. Po prostu w całym swoim życiu zmagała się z ciężkimi decyzjami i choć ludzie o tym nie wiedzieli, sama walczyła z własnymi słabościami. To dlatego jednym z postanowień noworocznych była nauka pływania. Kiedyś wreszcie musiała przestać tak panicznie bać się wody w dużych zbiornikach, jak jezioro czy morze. Ba, nawet basen ją przerażał. Każde miejsce, w którym mogłaby się utopić sprawiało, że w sercu rodził się niepokój.
Teraz jednak podobna lampka odpowiedzialna za strach powinna im się włączyć teraz. W żyłach Reagan jednak krążyło zbyt dużo adrenaliny, przez co zdrowy rozsądek został wyłączony. Parła przed siebie niestrudzenie, wciągając nieświadomie koleżankę w prawdziwe bagno – Panika to najgorsze co można zrobić w tym lesie. Słyszałam historię o chłopaku, który tak bardzo spanikował po tym jak zobaczył akromantulę, że zupełnie stracił zmysł orientacji i zamiast uciekać w stronę zamku, pobiegł głębiej w las. Nie wiem w sumie co się z nim później stało i czy to przeżył – powiedziała i wzruszyła ramionami, zapominając, że takich rzeczy na pewno się nie mówi osobie, która właśnie zaliczała swój pierwszy raz w lesie – Magia. Przecież cały nasz świat jest z nią związany. No i adrenalina. Wiesz, ona uzależnia. Człowiek chce więcej i więcej, jakby dzięki temu naprawdę żył. A gdzie jak gdzie, ale w Zakazanym na pewno można znaleźć jej całkiem sporo – wyszczerzyła się do Krukonki. No a później gleba i przekleństwa. Bo jak inaczej mogła wyładować swoją frustrację? Rozglądała się bacznie w poszukiwaniu winowajcy, ale za nic nie mogła w tej ciemności dostrzec czegokolwiek – Taaaa, poza urażoną dumą jest ok. I nie mam pojęcia o co tak wł… - w tym momencie padło zaklęcia, a wraz z nim Liv usłyszała przeraźliwy dźwięk, którym okazał się być… płacz? Zaraz, czy ona potknęła się o jakieś niemowlę i stając mu na nogę zmusiła do płaczu? No dobrze, fantazję odstawmy na bok, zajmijmy się rzeczywistością. A nie, zaraz. To był jakiś obrzydliwy stworek, któremu chyba nabiła guza. I któremu japa się nie zamykała, czym oczywiście musiał pogorszyć sytuacją. Darcie ryja to jedno, ale żeby zaraz sprowadzić inną hałastrę?! W mgnieniu oka Liv znalazła się na równych nogach patrząc, jak powoli stają się otoczone. Musiały działać, bo przecież ja to wszystko się na nie rzuci, to krzyż na drogę. Albo kamień. Bo to trzymały stworzonka.
- Ej ty, mały. Weź zamknij twarz, co? Bo nas zaraz ukamienują. Chcesz mieć na sumieniu życie niewinnych ludzi już w tak młodym wieku? Wiesz… wyrzuty sumienia to cholernie nieprzyjemna sprawa – zdecydowanie Liv miała wspaniałe podejście do dzieciaków z każdej rady – Ej Elle, weź może ty go utul czy coś? Bo jak on się nie przestanie wydzierać, to po nas. Albo wiem, zatkajmy mu ryjka skarpetką i zwiewajmy – plan idealny, nie ma co.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   02.03.16 19:37

Lizzie, na pewno będzie wdzięczna za to co robi dla niej Liv. Będzie, bo jeszcze tego nie widzi. Pierw musi przyzwyczaić się do tego że ktoś wtrąca się do jej życia, dla jej dobra. Prawie przez całe życie nikt się nie wtrąca w to co robi ani jak coś robi. A teraz na jej drodze stanęła Liv, która starała sie urozmaicać jej życie. Chłopaka ? No tak, panienka Reagan powinna się uspokoić i nie wybiegać marzeniami aż tak daleko. Ładna? Była zwyczajna, przeciętna. Nie można powiedzieć że Lizzie nie była pewna siebie, bo była, troszku. Ale po prostu nie pokazywała tego, tak jak swoich tatuaży. Nie które rzeczy wolała pozostawiać tylko dla siebie, nie lubiła odkrywać wszystkich kart za jednym razem. Również często potrafi postawić na swoi i jej dość uparta, choć czasem nie ma ochoty się z nikim przekomarzać i daje sobie spokój.
Nigdy nie pomyślałaby że L, może się czegoś bać, że również ma jakieś swoje słabości. Dziewczyna wydawała się według niej, taka odważna i wolna strachu. A jednak, też jest coś czego Ognista się boi.
-Dzięki Liv, na prawdę wiesz jak podbudować człowieka i go uspokoić żeby się nie denerwował. Normalnie kobieta ideał.- Wywróciła oczami i parsknęła cichym śmiechem. Mimo tego że L napędziła jej trochę strachu to nawet ją to rozbawiło. Chyba ze to był jeden tych napadów strachu, który przeobrażał się w śmiech. Lub ten cały strach z niej już zleciał...
-O prócz Zakazanego Lasu... Gdzie jeszcze tutaj można poczuć adrenalinę ? Czy po prostu zawsze przychodzisz tutaj ?-. Chciała się dowiedzieć czy w zamku są jakieś inne miejsca, równie niebezpieczne, choć coś jej podpowiadało że nie.
- Wy i ta wasza duma.-. Pokręciła rozbawiona głową, oczywiście nie chciała jej urazić. Gdy dziewczyna się wywróciła, a Beti "zapaliła" różdżkę, coś się wydarło jak małe niemowlę. Dziewczyna skrzywiła się, pisk był nie do wytrzymania. Ale serce się jej krajało przez gdy zauważyła na guza na głowie Topka. Choć mogła to jeszcze przeżyć, ale później rozejrzała się po polanie i zobaczyła chmarę innych Topków z kamieniami, okey, to już nie było fajne..
-Dziewczyno, czasem mam wrażenie że jesteś bezduszna.- Wywróciła oczami gdy Liv wpadła na genialny pomysł, zatkania my ryjka skarpetką. Brawa dla tej pani. Beti uśmiechnęła się delikatnie do młodego osobnika i wzięła go na ręce, może uda jej się go uspokoić ? W końcu płakało jak niemowlę, więc może tak samo można je uspokoić ? Zaraz sę przekonamy. Przytuliła go do siebie i zaczęła bujać. -Cichutko, już nie płacz. Liv nie chciała nabić ci guza.- Mówiła słodkim i melodyjnym głosem, oprócz bujania zwierzątka, również od czasu do czasu je głaskała. -Nie boli już, prawda ?- Miała nadzieje że to pomoże, bo nie miała zamiaru dostać z kamienia.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   04.03.16 23:40

Nie oczekiwała wdzięczności za swoje czyny. Owszem, praktycznie zawsze robiła dla innego człowieka coś, co mogło jej przynieść korzyści w niedalekiej przyszłości, ale zasada ta nie imała się przyjaciół i osób, które faktycznie lubiła. Może i była z niej wredna menda, ale to nie znaczyło, że całkiem serca nie miała. Gdyby ktoś chciał, mógłby dostrzec, że je posiada! Ale wiadomo, takie rzeczy tylko dla bliskich osób, które stanowiły ściśle zamknięte grono bez możliwości szybkiego dostania się tam. Nie potrzebowała tłumu, ale tych zaufanych, których już znalazła. Dlatego nawet jakby Elle nagle wypaliła, że zapłaci Liv za to, że uczy ją życia, Gryfonka pewnie by koleżankę jawnie wyśmiała i powiedziała, żeby się nie wygłupiała, bo dostanie. Nie. Jej wystarczyło, że Krukonka będzie korzystała z tego, czego nauczy ją Reagan i co najważniejsze, nie zapomniała o tym w momencie, kiedy obie dziewczyny się rozstaną, co będzie miało miejsce już w tym roku, bo jak wiadomo Elizabeth była rok starsza. A szkoda. Gdyby siedziała w szkole jeszcze rok L. udałoby się tym bardziej wyprowadzić ją na ludzi! Nie było jednak co myśleć, trzeba się było po prostu brać do roboty!
- Nie ukrywajmy, właśnie za to mnie kochasz – spojrzała na nią i wyszczerzyła się do koleżanki. Pewność siebie nie była dla Liv niczym nadzwyczajnym. Urodziła się z nią we krwi, a z wiekiem tylko ją w sobie rozwijała, co momentami zakrawało na bezczelność, ale do tego też większość osób zdążyła się przyzwyczaić. Tylko nie Slughorn, który pieklił się za każdym razem, kiedy Reagan zrobiła coś, co zahaczałoby o jego przestrzeń osobistą. A jak wiadomo ona takową przestrzeń zakłócała z dziecinną łatwością i co dziwne sprawiało jej to niemałą radość – Wymykając się z zamku do Hogsmeade. Wtedy też zawsze podnosi mi się poziom adrenaliny. Dodatkowo buszowanie po szkolnych miejscach zakazanych i niebezpiecznych. Zdziwiłabyś się ile ten budynek takich skrywa. Kiedyś koniecznie muszę ci niektóre pokazać – stwierdziła. Elizabeth miała niewiele czasu, a przecież wypadało znać jak najlepiej szkołę, w której siedziało się tak długo! Zapewne po wojnie wiele miejsc ucierpiało, ale wiele się ostało, z czego Reagan jest zadowolona. Przynajmniej ma gdzie spędzać czas wolny, jeśli nie ma natchnienia na nic innego. Plus w tamtych miejscach nie pojawiało się nic, co tak przeraźliwie darłoby ryjka – Tak, masz rację. Słysząc to coś faktycznie uleciała ze mnie dusza – powiedziała marszcząc brwi. Czy to nie miało jakiegoś guzika, którym by się wyłączało dźwięk? I jak człowiek ma prowadzić bezstresowe życie, jak go traktują takimi decybelami?! Irytacja Liv wzrastała, a to zdecydowanie nie wróżyło niczego dobrego. Patrzyła jak Krukona bierze to coś na ręce i buja niczym dziecko. O nie, Liv w życiu nie będzie miała dzieci. Ona będzie uprawiać bezpieczny seks bez płaczących konsekwencji! – Ej, sam się napatoczył. Jakby nie siedział tam, gdzie szłam, to by guza nie miał. Trzeba umieć ponosić odpowiedzialność za swoje czyny – powiedziała nieco urażona lekką sugestią, że to wszystko mogłoby być jej winą – I nie chcę cię martwić, ale tym tam – tu wskazała na pobliskie krzaki – Chyba wcale się nie podoba, że masz ich bachora na rękach – dokończyła i w tym samym momencie kamyk poleciał w ich stronę omal nie uderzając Liv w ramię – Ej kurwa! Czy ja w ciebie czymś rzucam?! Trochę kultury! – wydarła się w stronę Topka, który prawdopodobnie rzucił kamolem.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   05.03.16 0:34

Benoit, ma coś takie w sobie że widzi w ludziach dobro. Nawet jeśli jest ono ukryte gdzieś głęboko, pogrzebane tak daleko że nawet się o nim zapomniało, ona nadal je widzi. Zawsze uważała że ma coś w rodzaju trzeciego oka, jeśli chodzi o ludzi. Widziała często co myślą w danej chwili i jak się czują, nawet nie musieli jej tego mówić, ona po prostu wiedziała. Więc widziała że L ma serce i wiedziała ze może jej zaufać. Może nie była taka dla wszystkich, a Beth znajdowała się w tym kręgu osób co mogły zawdzięczać Liv dobrze spędzony czas. Oczywiście że Lizzie będzie korzystać z tego wszystkiego i że nigdy nie zapomni o L, kto wie, może z czasem się przed nią otworzy i opowie jej coś o sobie. Choć z drugiej strony L nie wyglądała jej na dziewczynę która lubi gadać o swoim życiu lub słuchać jakiś żalów. Ona bardziej wolała działać i się bawić, właśnie to ceniła w niej Beti. Że nie zadaje jej pytań typu : skąd jesteś, masz rodzeństwo, jaka jest twoja rodzina... Liv wpada do twojego życia bez pytania i wywraca je do góry nogami, bez żadnych konkretnych informacji o tobie i bez zdradzania czegoś o sobie. Właśnie za to tez ją sobie ceniła.
-Oh tak, wręcz szaleję za Tobą.- Wywróciła oczami i również się do niej wyszczerzyła. Pewność siebie. Dość często właśnie tej cechy brak dziewczynie no i ciut śmiałości. Na szczęście ma przy sobie Liv, a ona już pewnie zadba o to aby dziewczyna poczuła się bardziej pewna siebie.
-Wymykasz się do Hogsmeade ? A ja myślałam że wszystkie przejścia zniknęły po tej całej wojnie.. Trzymam Cię za słowo, choć czuje że i tak do dotrzymasz a ja nawet nie będę musiała się upominać.- "I tak bym sie nie upominała", dodała w myślach. Lubiła spędzać czas z L i chciała go spędzać więcej, ale na pewno nie przypomniałaby jej że miały odwiedzić jakieś niebezpieczne miejsca, choć w zamku czuła by sie pewniej niż tutaj. Ale z drugiej strony, profesorowie szybciej znajdą Cię w zamku niż w lesie. A nikt nie chce stracić punktów. O Merlinie, ciekawe co by się było gdyby któryś z profesorów dowiedział się że Elie była w Zakazanym Lesie, pewnie nie potrafiłaby in już spojrzeć w oczy.
Słysząc komentarz L na temat uciekającej duszy, po prostu parsknęła śmiechem. Gdyby tak wszystko miało magiczny guzik wyłączający, to życie byłoby piękne. Ale niestety tak nie jest i nie będzie. Gdy wzięła małego brzdąca na ręce, miała nadzieje że się uspokoi ale niestety, miała rażenie że robiło sie coraz gorzej, coś młody już nie krzyczał tak mocno to i tak nie było idealnie . -Nie unoś się tak Liv, ja po prostu chciałam go uspokoić.- Odparła słysząc urażony głos dziewczyny i posłała jej delikatny uśmiech. Spojrzała się na L gdy ta wrzasnęła, ok czyli ten plan nie działa. -Plan B? Bo właśnie wpadłam na genialny pomysł. Ja im go oddam i potem szybko wiejemy ? Nie jestem za uciekaniem, ale oni mają kamienie a ja jednak chce żyć. Możemy zrobić tak że ty już się po woli wycofuj a ja go im podam i pobiegnę za tobą. Tylko musimy to przeprowadzić szybko i sprawnie. - To chyba jedyne dobre rozwiązanie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   05.03.16 1:49

Mały Topek nie był ani trochę zachwycony tym, co mówiła Liv. Oczywiście nie rozumiał ani jednego słowa wypływającego z jej ust, ale doskonale odczytywał mowę ciała, za którą nie kryło się absolutnie nic dobrego. Berbeć krzywił się niemiłosiernie, gdy tylko na nią zerkał, ale jego nerwy koiły nieco uspokajające słowa Elizabeth, nawet jeśli były tylko zlepkiem dźwięków. W końcu wydawało się, że podjął jakąś decyzję. Szarpnął się lekko, a potem jeszcze raz i jeszcze, ostatecznie wyrywając się z ramion panny Benoit i znajdując się z powrotem na ziemi. Wszystkie Topki obserwowały tę scenę niezwykle uważnie. Berbeć zerwał biały kwiat rosnący nieopodal i z namaszczeniem podał go Elizabeth, a potem zrobił coś, czego nikt raczej się nie spodziewał - schwycił drobny kamień i wykonując ruch sugerujący, że wszyscy powinni postąpić tak samo, rzucił go wprost w Liv. Fala kamieni ruszyła w kierunku biednej Reagan, podczas gdy mały Topek usilnie próbował zaciągnąć swoją nową ulubioną uczennicę Hogwartu w bliżej nieokreślonym kierunku topkowego legowiska. L., jeśli się nad tym zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że czasem warto trzymać buzię na kłódkę. Teraz jednak macie dwa problemy: miliard guzów i siniaków, które na pewno zyska Liv, jeśli trafią w nią te wszystkie kamienie oraz dzieciaka, który nie odda łatwo swojej nowej pupilki.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   06.03.16 18:58

Podobno każdy człowiek miał w sobie dobro, chociaż nie każdy się z nim afiszował. Na przykład taka Reagan wiedziała, jak je ukryć i prezentować jedynie przed osobami, które na to zasługiwały. A to, że dobro, które ona sobą reprezentowała nie było czysto stereotypowe, to już inna sprawa. Bo na przykład targała taką niewinną i nieświadomą dziewczynę jaką była Elle, do Zakazanego Lasu. Al. Robiła to ku wyższemu dobru, bo chciała ją zmienić na lepsze! Chociaż może nie tyle zmienić, co pokazać, jak wygląda prawdziwe życie. Takiemu Felixowi też pomagała. Pozwalała mu się rozerwać zabierając w dziwne miejsca i pijąc z nim podejrzane substancje. Ale to też było z dobroci serca, bo nie mogła patrzeć jak przyjaciel cierpi. Tak, motywy Liv choć dziwne, nakrapiane były myślą o innych. No, może wyłączając z tego Slughorna, ale on był poza wszelkimi normalnymi kategoriami, więc nie mógł oczekiwać od niej jakiegokolwiek przejawu miłości.
- Dlatego właśnie nasz związek jest taki udany – zaśmiała się na słowa koleżanki. Czy właśnie nie tym była przyjaźń idealna? Że człowiek mógł przy drugiej osobie powiedzieć dosłownie wszystko bez obawy, że rozmówca się o cokolwiek obrazi. Nie to, żeby Reagan miała zamiar ze wszystkiego zaraz się spowiadać, ale gdyby faktycznie miała jakiś poważny problem, zwróciłaby się z nim do Elizabeth. I Darrena, ale on się o tym nie dowie. Zadziwiające, że dwójka osób, z którymi dogadywała się najlepiej, była z Ravnclawu. Kto wie, może gdyby Liv nie była tak narwana sama zostałaby uczniem tego domu. I zasiała zamęt od wewnątrz, wypierając z nich kujonowatość! – Oczywiście, że tak. Przecież nie mogę siedzieć tylko w zamku. Poza tym wioska jest jeszcze lepsza, kiedy nie ma w niej tylu uczniów – stwierdziła, jakby to było normalnością, a nie poważnym łamaniem regulaminu – Nie wszystkie – wyznała dumna, że ona posiada wiedzę na temat tego przejścia – Pamiętaj, że co jak co, ale ja zawsze spełniam obietnice – spojrzała na nią przez ramię. Była słowna, ceniła to w sobie. Nawet jeśli składała jakieś głupie obietnice po pijaku starała się z nich wywiązać. No chyba, że obiecała komuś przespanie się, to już na wstępie było wiadomo, że tego ni zrobi.
- Ale on się wcale nie chce dać uspokoić. Popatrz na niego – wskazała ostentacyjnie dłonią na Topka drącego ryja – Gdyby moje dziecko tak krzyczało to chyba bym mu coś zrobiła – zdecydowanie Liv nie powinna posiadać dzieci. A przynajmniej do momentu, kiedy nie wydorośleje. A jak na razie nie zanosiło się na coś podobnego – Myślisz, że tak łatwo będzie się dało go oddać? Ale dobra, zróbmy tak, nie chcę tu siedzieć dłużej, bo te tchórzliwe gnojki na pewno nie będą z nami walczyć pojedynczo. Co wy wiecie o honorze! – ostatnie zdanie wykrzyknęła ponownie do stworków, które pochowały się w krzakach. Niestety, najwidoczniej powiedziała za dużo ponieważ gnojek w ramionach Elle poczuł się urażony i zanim Liv zdążyła zareagować, nakazał pozostałym aby posłali w jej stronę wszystkie kamienie! A to dupki. Nie miała jednak czasu na zastanawianie się nad stworzeniami, musiała ratować siebie i Krukonkę przed ukamienowaniem z lotu ptaka! Dodatkowo przykurcz od drącej japy postanowił ukraść jej koleżankę - Zostaw ją! - krzyknęła do niego, a jej umysł intensywnie pracował. Nie myśląc dłużej wydobyła różdżkę - Plan B nie zadziała. Dlatego plan C jest prosty. Rzucamy Protego, później ja dorzucę coś od siebie, następnie spowalniamy tego młodego Immobilusem, podrzucamy go im i wijemy - zawyrokowała dumna z super planu, który chwilę później zaczęła wprowadzać w życie - Protego! - machnęła różdżką wyczarowując tarczę przed sobą i koleżanką. Niestety, Beth musiała jej pomóc, bo z tyłu Liv oczy nie miała, a musiały się osłonić z każdej strony.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   12.03.16 14:30

Za to Benoit, pokazywała cały czas swoje dobro, można powiedzieć że pokazywała je za dwie. Wszyscy wiedzieli że pomogłaby nawet swoimi największemu wrogowi, nie powstrzymałaby się. Inaczej jest z L., ona pomaga tylko ludziom którzy na to zasługują, a Benoit nigdy nie zwracała na to uwagi. Po prostu pomagała i była naiwna ze ktoś się zmieni. A potem prawda uderzała ją w twarz. Więc jak już mówiła, była wdzięczna za to, że na jej drodze stanęła Reagan. Że pokazywała jej inne życie, na które ona nigdy nie miała odwagi się zdobyć, a jedna teraz stała tutaj w Zakazanym Lesie i spędzała miło czas. Choć z początku miała nogi jak z waty, a teraz, teraz jest lepiej. Przyzwyczaiła się do tego miejsca, a gdzieś w głębi serca wiedziała że zaczęła się w nim zakochiwać. Bo nie okłamujmy się, te miejsce było piękne, pełne tajemnic i niebezpieczeństwa. Czuła się jak jedna z bohaterek ze swojej książki. Brakowało jeszcze jakiegoś wątku romantycznego, ale serio, mogła sobie to odpuścić. W końcu była tutaj z Liv a nie z jakimś seksownym "badboy'em". Choć gdyby zrobić L na faceta, mogłaby się nadać. Jak najbardziej. Nie oszukujmy się, jest urocza, ale spokojnie, to nie tak ze Elle, się w niej zakocha, czy coś.
-Wszyscy powinni nam go zazdrościć- Zaśmiała się. Uwielbiała spędzać swój "cenny" czas z tą Gryfonką. Zawsze czuła się przy niej, jakby na prawdę komuś na niej zależało. Przy niej zapominała jak żałosne było jej życie, ba ona nawet o nim nie myślała. A gdyby L, przyszła do niej aby się wygadać, oczywiście że z chęcią by jej wysłuchała, nawet by jej nie oceniała, ani nic. Ona nie jest od oceniania. Ale na pewno starała by się jej pomóc, tak jak ona pomaga jej uciekać myślami od tego że musisz się wziąć w garść. Nawet kiedy L, robiła to nieświadomie, bo przecież nie wiedziała co kłębi się w głowie dziewczyny. - No tak, zapomniałam że minuty to ty na tyłku nie usiedzisz- Zaśmiała się i posłała jej tylko delikatny, gdy ta powiedziała że zawsze dotrzymuje słowa. No cóż, była to najszczersza prawda. Posłała jej jeszcze bezgłośne "wiem", gdy ta spojrzała się na nią prze ramię.
-Liv, zamknij tą swoją piękną buźkę, to może go jakoś uspokoję i wyjdziemy z tego żywe.- Posłała jej groźny wyraz twarzy, choć pewnie nie wyglądał tak groźnie. Serio, chciała tylko go uspokoić i się stąd wydostać. CAŁA I NIE OBRZUCONA KAMIENIAMI ! Na prawdę, chciała rzucić na L jakieś zaklęcie żeby się przytkała. Uwielbiała ją, ale ta dziewczyna czasem nie wiedziała jak sie zachować. Różniły się jak ogień i woda. Mogłaby dłużej tak wymyślać, ale nagle malutki Topek zaczął ją odciągać od Liv. Okey, Benoit zaczęła delikatnie panikować. Zaczęła szarpać się z młodym osobnikiem i jednym uchem słuchać L. Skinęła tylko głową na jej słowa, wiedziała że musi szybko stanąć za jej plecami z rzucić protego. Ale ten mały Topek, nie chciał jej puścić. Okey, Benoit powinnaś poćwiczyć, jeśli nie dajesz sobie rady z jakimś smarkaczem. Bo teraz własnie dla niej był smarkaczem, który odciągał ją od Liv, aby i ona nie dostała kamieniami. Miała da wyjścia do wyboru. Wyrwać się Topkowi i pomóc L., lub dać się poprowadzić i być bezpieczną, co oznacza zostawić L., i uciekać. Oczywiście że tego nie zrobi. Z bólem serca podniosła różdżkę i wyciągnęła ją w stronę Topka, nie chciała zrobić mu krzywdy ani nic, chciała tylko pomóc Liv. Wyrwała swoją rękę z malutkiej dłoni smarkacza i bez zawahania rzuciła zaklęcie. -Rictusempra-. Czyli zaklęcie które go połaskoczę i przy okazji odepchnie do tyłu, a dziewczyna będzie miała chwilę, małą chwilę aby dostać się do L. Nie trwało to długo, po sekundzie stała już za plecami L i rzucała Protego, wraz ze swoją towarzyszką. Miała nadzieje że im się uda, że te małe Topki w końcu dadzą sobie spokój a one będą mogły odejść w spokoju.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   24.04.16 0:14

Oczy małego Topka przybrały kształt sporych rozmiarów spodków, gdy jego pupilka wycelowała weń różdżką. Och, tego się nie spodziewał. Już po chwili leciał w tył, ogromnie rozgoryczony faktem, że nie dostał tego, czego chciał. Tylko dzięki ogromnemu szczęściu Elizabeth mały Topek wpadł prosto na swoją nieco większą i - tak między nami - zdecydowanie grubszą matkę. Matczyny instynkt wziął górę i zamiast wyrwać prosto na dziewczęta, które zadarły z jej dzieckiem, zignorowała niewarte większego zachodu uczennice Hogwartu, by bezpiecznie oddalić się z małym. Choć kamienie i masa gałązek, które pojawiły się w powietrzu, gdy zabrakło ciężkiego arsenału, wciąż jeszcze fruwały w stronę intruzów, Topki zaczęły powoli wycofywać się w kierunku swoich domostw. Nagle spośród przerzedzającej się grupy wyłonił się najstarszy z Topków, sądząc po skali jego pomarszczenia i dumnym wyrazie pyszczka. Wyciągnął wielki paluch w kierunku wycofujących się dziewcząt i pokiwał nim groźnie, jasno sugerując, że jeśli jeszcze raz zobaczy je w lesie, gorzko tego pożałują. Jakby zupełnie nie bojąc się odwetu, po chwili odwrócił się do nich plecami i powoli ruszył za grupą. Jednak ani L., ani Elizabeth nie mogły mieć pewności, że uważne ślepia Topków nie będą śledzić ich przez resztą podróży. Może najrozsądniej byłoby wziąć nogi za pas i jak najszybciej udać się do zamku?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   03.06.16 11:55

Zabawne, że już wcześniej Liv wiedziała, że cała ta sytuacja robi się niebezpieczna. Wszak nie była w Zakazanym Lesie po raz pierwszy, a tym samym pewne wnioski wyciągała, pewną wiedzę również miała. Jaka szkoda, że wykorzystywanie jej w praktyce, kiedy podniesienie sobie poziomu adrenaliny było ważniejsze, nie wychodziło jej najlepiej. A może ona zwyczajnie zapomniała, że takową posiada, co prawdopodobnie byłoby o wiele pewniejszym wytłumaczeniem w przypadku tej dziewczyny.
Niemniej jednak uznała, że kiedy sytuacja faktycznie zaczynała robić się zbyt krytyczna jak na nią, trzeba było zastosować się do możliwości, której zwyczajnie nie cierpiała. Ucieczka. Przecież do tego posuwali się tylko tchórze i frajerzy, a co jak co, ona zdecydowanie nie zaliczała się do żadnej z tych grup. Tylko, że teraz miała ze sobą przyjaciółkę, której zdrowie, jak i życie, ceniła mocno i nie mogła jej narażać niepotrzebnie. Wystarczająco Krukonka z nią przechodziła, aby dokładać do tego jeszcze ukamienowanie przez jakieś obleśne małe stworki, które były według Liv tak agresywne, że powinno się wyłapać je wszystkie i zamknąć w jakichś podziemnych lochach, aby więcej nikomu nie szkodziły. Nie. Dla Elizabeth była wstanie złamać wszelkie swoje zasady, bo może i Reagan suką była, ale ceniła swoich przyjaciół i była im lojalna. No i jak chciała umiała się troszczyć na swój chory sposób.
- Jak mam się zamknąć, skoro to ryczy jak cholera – oburzyła się, ale ostatecznie postanowiła na jakiś czas umilknąć. Jednak nie miało to trwać zbyt długo, ponieważ nie mogła milczeć, kiedy kamienie leciały w ich stronę, a co za tym szło posłała kolejne nieprzyjemne słowa w kierunku atakujących stworzeń, jakby wychodząc z założenia, że to na pewno trochę złagodzi ich obecną sytuację. Jaka szkoda, że niekoniecznie i musiały uciec się do zaklęć, które mimo wszystko jak na jej oko wyszły jej całkiem fajnie. Mały Topek próbujący odciągnąć Liv poleciał niczym wystrzelony z procy, co dało dziewczynom czas na rzucenie kolejnego zaklęcia, bo matka stworzonka skupiła się na nim, a co za tym szło, również reszta stada (bo to stadne było, nie?) na chwilę zaprzestało rzucania kamieniami. – Dobra robota – pochwaliła koleżankę, kiedy Protego zadziałało odpowiednio i obie uniknęły większości pocisków. Liv oberwała jedynie w nieliczne miejsca, tym samym obiecując sobie, że kiedy już będzie pracowała w Ministerstwie rozprawi się z tymi barbarzyńcami! – Myślę, że powinnyśmy wracać do zamku. Coś mi się zdaje, że każda chwila tutaj przybliża nas do kolejnej fali bombardowania – rzuciła z przekąsem. Mierzyła się jeszcze chwilę zaczepnie na spojrzenia z tym grubaskiem, co w nie paluchem celował, ale zaraz pociągnęła Elizabeth za sobą i udały się do zamku. Zdecydowanie to zdarzenie Liv mogła uznać za jedną z tych życiowych porażek, których przecież tak bardzo nie lubiła.

z/t dla obu
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   08.07.16 23:56

20 czerwca, czwartek, 19:13

Każdy dobrze wiedział, że Liv była zwolenniczką Zakazanego Lasu. Mogłaby tam spędzać wiele godzin swojego życia, szwendając się niemal bez celu pomiędzy drzewami, ewentualnie szukając przygody godnej jej uwagi. Bo oczywiście była na tyle wybredna, że nie wszystko było wstanie ją zadowolić, a przecież byle czego łapać się nie będzie! Miała swój honor, miała swoją godność i dumę, które momentami były tak wygórowane, że niejeden goguś z przerostem własnego ego by się zawstydził w jej obliczu. Co jednak mogła poradzić, iż posiadała własne zasady, których nie można było łamać? Podobnie jak własne przyzwyczajenia, a jedno z nich właśnie dawało o sobie znać.
Kroczyła pewnie pomiędzy drzewami, nasłuchując. Kto wie, może dziś wydarzy się coś niespodziewanego? W głębi siebie liczyła na zastrzyk adrenaliny, który dodawał jej energii i był niezbędny do życia. Prawdopodobnie była od tego uzależniona, co oczywiście trafnie zauważyła pewnego dnia Elizabeth. Jednak również i tym Reagan się nie przejmowała. Miała na uwadze słowa przyjaciółki, ale sama ich treść nie miała większego wpływu na jej dalsze postępowanie, które nie zmieniło się ani o milimetr. Zakazany Las i adrenalina były jej potrzebne, więc po co miałaby rezygnować z czegoś, co jej się podobało? Ludzie powinni dążyć do osiągnięcia satysfakcji, a sama Gryfonka praktykowała to podczas każdej chorej przygody pojawiającej się w jej nastoletnim życiu.
Gdzieś na prawo usłyszała trzask. Złamana gałąź, czy może jednak coś innego? Wyobraźnia podsuwała jej różnorakie pomysły, tym bardziej, że aktualnie była wspomagana przez zioło, którym raczyła się delektować chwilę wcześniej. Zmarszczyła brwi i dobyła różdżki. Tym razem udało jej się zabrać ją przezornie ze sobą i nawet nie machać bezczynnie niczym naćpany szympans. Ostatecznie nadal pamiętała spotkanie z chamskimi Topkami, dlatego tym razem postanowiła odpowiednio się przygotować. Nikomu nie mogła obiecać, że powstrzyma słowa, ale mogła chociaż spróbować. Ruszyła w stronę dźwięku, starając się zachować ciszę i ostrożność. Z każdym kolejnym krokiem docierało do niej, że to się inne kroki! Należące do osoby lub czegoś, co mogło dostarczyć jej rozrywki! A ona chciała się bawić! Krok za kroczkiem zbliżała się do miejsca i już nawet odgarniała gęste krzaki, przeciskając się przez drzewa, kiedy niefortunnie potknęła się o jakiś pieprzony korzeń, który śmiał wystawać z zmieni akurat w miejscu, w którym ona szła. Zaklęła i poleciała do przodu, nie upadając na ziemię. Coś ją zatrzymało. Czyżby właśnie wpadła na to, co śledziła?
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   09.07.16 0:56

Złość. Jedyne co potrafił określić w ostatnim czasie. Wszystko układało się nie po jego myśli. Rodzice naprawdę zaczęli szukać mu małżonki, zamiast zostawić to w jego rękach. Arthur wiedział, że wszystko było w intencji ojca, który nie był zbytnio do niego przywiązany. Ślizgon wiedział, że ten, chciał go przywiązać na smyczy, zabierając mu skrawek własnego ja. Jednakże młody dziedzic nie był na tyle głupi. Wiedział, że sam musi również wziąć się za poszukiwania narzeczonej, co robił, od kiedy jego nogi znów postały na progu Hogwartu. Naturalnie szukając porządnej wybranki, nie szukał wśród plebsu, który powrócił do szkoły, a wśród najzacniejszych i pokaźnych dam, których praktycznie nie było, albo wyjechały do innych krajów. Jedynym szczęściem był fakt, że wszyscy byli od niego młodsi i z pewnością czuli respekt, jeśli nie... Cóż, czasem wystarczy jeden bardzo cwany uśmiech i informacja godna dobrego biznesmena. Niestety nie zawsze, na każdego można mieć haka, dlatego Arthur w sposób nader gorliwy, nadrabiał zaległości, w informacjach.
Tym razem poszedł się odstresować. Nie były to żadne błogie spacery, czy też wąchanie winorośli i innych badyli, skądże! Jego prawdziwym odstresowaniem była Czarna Magia. Czary, które nie dotykały nikogo, choć mimo to, były okrutne i bolesne. Gdyby tylko ktoś wszedł mu w drogę, nie wiadomo jak to by się skończyło. Jego chęć zrobienia komuś krzywdy, była nazbyt ponaglająca. Młodzieniec zaczął coraz szybciej się poruszać, rzucając w stronę jednego z drzew mroczne zaklęcia. Tnąc, siekając i biczując, niemal widział ciała osób, które mogłoby to spotkać. Mugole, szlamy i inne ludzkie życia, które nie są warte choćby jego uwagi, w tym momencie stały się jego zmorą. Zbyt długo przebywał w jednym miejscu z nisko postawionymi osobami, widać czasem trzeba odciąć się od tego plebsu.
Na nieszczęście obcego, Arthur nie usłyszał dźwięku łamanych gałęzi, cały czas mając przed oczami cierpiące ciała. Ciemność, która panowała w lesie, a szczególnie w tym miejscu była wręcz obezwładniająca, być może, dlatego wyobraźnia Burke'a zadziałała tak intensywnie. Nagłe odbicie się innego ciała, a raczej burza loków, która zaatakowała jego pierś i nie ujawniała swojej twarzy, wprawiło młodzieńca w konsternację. Nie wiedział kim była ta osóbka, która właśnie śliniła się na jego szatę, szytą na miarę u samej Madame Malkin. Naturalnie byli lepsi, ale czasem trzeba pójść na ustępstwa ojca, który nie uważa tego sklepu za jeden z gorszych, co sprzecza się z ideałami Arthura. Jednakże szata zdobi czarodzieja, a ze względu na wysoką pozycję Ślizgona, ta musiała być idealna i taka też była, dlatego jakakolwiek ślina nie była pożądanym składnikiem na wierzchu, tym bardziej na wysokości piersi. Wybity ze swojego morderczego szału, trzymając różdżkę w jednej dłoni, zaś w drugiej przypadkiem, obejmując nieznajomą, mrugnął kilka razy. Nie dość, że był wytrącony z równowagi, to jeszcze jego ubiór był po prostu szpecony. Chłopak niemal od razu, domyślił się, że to dziewczyna, bo kto też może mieć tak bujne włosy? Dopiero po chwili zorientował się, że on ją zna! To była Reagan! Jak oparzony, odsunął ją od siebie, odchodząc o krok, jakby dziewczyna była robakiem, który przypadkiem się o niego otarł, bo też tak było. Niestety wcześniej, chcąc, czy też nie, poczuł zapach jej szamponu do włosów.
- Jeśli masz zamiar zginąć z mojej ręki, wystarczy poprosić. - zagroził jej, naturalnie w złośliwym tonie, dodatkowo robiąc minę wyższości i otrzepując swoje ramiona z kurzu, którego na nich nie było. Jednakże mieć szlamę na ubraniu, to jak pocałować testrala, obrzydlistwo.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   10.07.16 21:03

Czemu wszystko co najgorsze musiało jej się przytrafiać w momencie jej słabego kontaktu z otoczeniem? Czy chociaż raz świat nie mógł zostawić jej w spokoju? No tak, oczywiście, że nie skoro sama dziewczyna spokoju mu nie dawała. To się podobno nazywało karma. I bynajmniej nie taka dla zwierząt, a wredna i niemiła suka, która przyłaziła w najmniej spodziewanym momencie, aby ze zdwojoną siłą człowiekowi dopiec. Nie pozostało więc Liv nic innego, jak zmierzyć się w tym wszystkim, czy tego chciała czy nie, co było jeszcze zabawniejsze właśnie teraz, kiedy zielsko palone przed chwilą zaczynało działać jeszcze bardziej. Prawdopodobnie bez jego udziału nie zaczęłaby sobie wyobrażać dziwnych rzeczy, jak na przykład, że kroki jednak należą do jakiegoś magicznego stworzenia, które odkryje właśnie ona. A może to jednorożec? Przecież podobno było ich tutaj pełno, dodatkowo pokazywały się jedynie dziewicom. W takim razie Reagan była idealnym materiałem na pokazywanie rogów! Jednorożca oczywiście.
Prąc mężnie przed siebie, trzymając różdżkę na tyle pewnie, na ile mogła, przedarła się, by ostatecznie nie zamówić uwagi na ostatnią przeszkodę. Ciało obce. Twarde, a zarazem miękkie. I nawet całkiem miło pachnące. No tak, jednorożec to to zapewne nie był, bo chociaż były majestatycznymi stworzeniami, tak Gryfonka była niemal pewna, że śmierdzą jak zwyczajne konie. A ściana nie śmierdziała. Mruknęła cicho, bo chociaż zderzenie nie było jakieś silne, było niespodziewana. Podobnie jak dłoń na jej talii. Już samo to idealnie ukazywało, że coś było z nią nie tak, gdyż w normalnych okolicznościach przywaliłaby nieznajomemu za tak śmiały gest. Tym bardziej, jeśli faktycznie w innych okolicznościach byłby to TEN Ślizgon. Zaraz jednak ściana niemiło ją odepchnęła, a w otępiałym umyśle Liv pojawiło się słowo CZŁOWIEK. A więc to tak. Ktoś robił sobie z niej żarty, uznając, że fajnie będzie się podać za magiczne stworzenie?
- Dupek z ciebie! – Rzuciła, chociaż nawet nie miała pewności, czy faktycznie osoba była chłopakiem. Ani czy była uczniem, albo nauczycielem. Nie to miało znaczenie. Liczył się fakt, że została oszukana. – Nie jesteś też niczym, co warto byłoby złapać – no tak, taki tekst pasował do niej nawet w stanie normalności. – Zginąć? Nieeeee. Nie przyszłam umierać. Przyszłam szukać przygód. A znalazłam ciebie – czy w jej głosie słychać było wielkie rozczarowanie?
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   11.07.16 0:51

Jeśli Arthura można było uznać za jednorożca, to najwidoczniej coś było nie tak. Zdecydowanie NIE TAK. Dobrze, że Burke nie wiedział co też jest w głowie dziewczyny, która prosiła się o jakiś porządny czar, który być może sprawiłby, że jej mózg wróciłby na miejsce? Aaa, wróć. Ona nie miała mózgu... To był ogromny problem! Jednakże nie leżał on w interesach Arthura, dlatego Ślizgon nie miał zamiaru robić z tego jakiegokolwiek problemu, który trzeba rozwiązać. W końcu dziewczyna była plebsem, a on z plebsem nie rozmawia, chociaż gdyby tak dobrze spojrzeć, to właśnie z nią rozmawiał...
Od razu zauważył, że z dziewczyną jest coś nie tak, co od razu starał się wykorzystać na swoją korzyść. Jego wcześniejszy stan, który odszedł, jakby ręką odjął, pozostał jedynie wspomnieniem. Być może przez ciągły szok, nie potrafił dobrze oszacować stanu dziewczyny i co tak naprawdę jej dolega, a z pewnością coś jej dolegało, w innym wypadku, pewnie próbowałaby rzucić mu w twarz jakąś ropuchą.
- Nigdy nie mówiłem, że jestem jakimś puszkiem pigmejskim. - stwierdził ironicznym tonem, chociaż co też dziewczyna mogła zrozumieć, będąc w takim stanie? Dodatkowo jego poza, która była co najmniej zamknięta na jakiekolwiek negocjacje i rozmowy, dawała sporo do jego wyniosłej postawy, od której biło chłodem. Niestety w głowie nastolatka nie kołotały się żadne wysokolotne myśli, a po prostu zapach, który był niemal uzależniający, dokładnie ten, który doleciał do jego nozdrzy po zderzeniu, a raczej przy jego bardzo skromnym przytrzymaniu dziewczyny w talii. Gdyby tak jeszcze raz mógł poczuć ten zapach... Przecież dziewczyna była na kompletnym odjeździe, w prawdzie nie wiedział co z nią jest, ale mógł to wykorzystać, prawda? - Jestem czymś co warto odkryć i na co warto patrzeć. - stwierdził wyniośle, chcąc dodać "i czymś, co warto dotknąć", bo w końcu było to nader zboczone, jak na słowa, które mogłyby paść z ust dziedzica. - Czy to niewystarczająca przygoda? - spytał praktycznie retorycznie, bo jakakolwiek odpowiedź byłaby głupia, ale Gryffonka bardzo często zadziwiała i to nie w tą dobrą stronę, oj nie, jak będzie teraz? Można powiedzieć, że w głowie Arthura kotłowała się ciekawość, połączona z odrobinką ekscytacji, w końcu robił coś czego zazwyczaj nie mógł. Rozmawiał z plebsem, z plebsem, który bardzo ładnie pachniał, nie jak ziemniaki.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   11.07.16 1:12

Normalnie relacja na przestrzeni Liv i Arthur była raczej mało skomplikowana. Tych dwoje zwyczajnie się nienawidziło od momentu, kiedy poznali się pierwszy raz. Ona nienawidziła go za postawę i uważanie się za lepszego tylko dlatego, że w jego żyłach płynęła niby czysta krew. On nienawidziła jej za to, że te krew jednak do czystych nie należała. Czy to nie było wspaniałe? Tak idealnie się dopełniali, chcąc usilnie zrobić drugiej stronie krzywdę. Sama Reagan myślała już tak wiele razy nad tym, aby wbić mu różdżkę w oko, bo przecież używanie czarów było zbyt oklepane. Niestety, do tej pory kończyło się jedynie na niemiłych uwagach i chęci zamordowania, których nigdy nikt nie urzeczywistnił. Ale spokojnie, kto wie, co przyjdzie Gryfonce do głowy w takim stanie, w jakim aktualnie się znajdowała. Zmiana nastroju nie powinna nikogo dziwić, tym bardziej, że po zielsku podobne skutki uboczne mogą wystąpić. Na razie jednak była miła. Przynajmniej względnie, co już samo w sobie było chore. Miła Liv, jak to w ogóle brzmi? Zwłaszcza miła dla Arthura?!
Stała przed chłopakiem, starając mu się przyjrzeć, co było trochę utrudnione w tychże warunkach. Czemu nikt nie pomyślał o tym, aby zamontować tutaj światło? Przecież te wszystkie zwierzęta na pewno czuły się źle z myślą, że w każdej chwili ktoś może je napaść. Już wyobrażała sobie skitrane gdzieś zajączki, trzęsące się ze strachu przed złym centaurem, który chciał upolować je na obiad. Ciekawe czy centaury jadły mięso? Otrząsnęła się jednak z tych myśli pozwalając swojej uwadze powrócić do dziwnego towarzysza. Zdawało jej się, że słyszy znajomy głos, ale Las mógł chcieć ją zmylić. Należało więc ostatecznie teren wybadać i wszystkiego się dowiedzieć od nowa.
- Pufki są przyjemnie włochate. Ty nie masz futra –stwierdziła podejrzliwie, jakby coś jej nie pasowało. Futro. Każde zwierze takie miało, nawet te cholerne centaury! Z jakiegoś powodu wcale nie podobał jej się ton jegomościa, z drugiej jednak wywoływał sprzeczne uczucia. O co tu chodziło? Czyżby był jakimś leśnym duszkiem? A może nimfą płci męskiej? Czy nimfy miały wśród siebie facetów? – Wystarczająca? Myślisz, że zainteresuję się pierwszą lepszą przygodą? – Spytała, postępując krok w jego kierunku. – Ja potrzebuję czegoś pamiętnego! Co będę mogła wspominać! – Nie wiedzieć czemu okręciła się wokół własnej osi. - Warto patrzeć? Być może, ale trochę to utrudnione w tych ciemnościach, nie uważasz? – Oh, jaka błyskotliwa uwaga z jej strony. Oczywiście denerwowało ją, że nie miała pojęcia z kim gada. – Jaką przygodą jesteś, skoro warty jesteś odkrycia? – Zaraz, skąd u niej takie filozoficzne porównania? Pięknie. Najwidoczniej zioło zmieniało ją w jakiegoś pieprzonego poetę filozofa. To jednak nie przeszkodziło jej w stanięciu naprzeciw niego, niemal twarzą w twarz. Gdyby nie była niższa, tak. Bo tak, to mogła co najwyżej wpatrywać się w jego tors.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   28.07.16 14:24

Na szczęście Burke nie miał tego problemu, bowiem nie myślał o Liv w żadnym aspekcie. Była dla niego jak robak, który wżera się w człowieka, kompletnie niepotrzebnie, dlatego trzeba ją zmiażdżyć, znaczy można by było, gdyby nie fakt, że jej działania mu nie szkodziły, przynajmniej nie na tyle, na ile by mogły. Być przekonany, że w głębi duszy tak na niego leci, dlatego tak się przed nim opiera, ale to już głębsza analiza, na którą Arthur nie miał ochoty marnować czasu, bo też po co? On był czystej krwi, a ona jakiejś brudnej, jak kundel, na którego nawet nie warto marnować wzroku, a co dopiero czasu!
Z dziewczyną było coś nie tak i młody dziedzic widział to coraz mocniej, jednakże jakakolwiek myśl o oszczędzeniu jej w tym stanie, była wręcz nieprawdopodobna. Można powiedzieć, że pierwszy raz, od kiedy się znają, Arthur świetnie się bawił widząc Liv w takim stanie. Nie miał zamiaru jej żałować, bo przecież sama musiała się do tego doprowadzić, głupia Gryfonka.
- Aleś Ty spostrzegawcza. - pozwolił sobie zażartować, swoim jakże mało zjadliwym i sarkastycznym tonem. Jeśli ktoś raczy go takimi uwagami, z pewnością Burke nie uzna takiej osoby za geniusza, z którym można rozmawiać na poziomie, dlatego można się zastanowić, kiego grzyba z nią rozmawiał? Przecież oni się nie lubili, a tu nagle rozmawiają o tym, czy Arthur ma futro. - Aczkolwiek mam wystarczająco dużo testosteronu. - dodał po chwili, jakby tłumacząc się, dlaczego nie ma futra. Dopiero po chwili dotarło do niego co powiedział i zły na siebie zmarszczył brwi. Czemu on jej się tłumaczy? Z myśli wyrwało go pytanie dziewczyny, na które prawie go zatkało, w końcu jak można uważać, że ON jest pierwszą lepszą przygodą!? - Skoro nie przemawia do Ciebie natura homo viator'a, proponuję rozstać się już teraz. - stwierdził wyniośle, nawet prostując się bardziej, bo wcześniej stał jakby w rozluźnionej pozie. Był nawet gotów odejść z głową uniesioną wysoko ku górze. Dopiero w momencie, w którym dziewczyna powiedziała o czymś pamiętnym, Arthur parsknął pod nosem. Co ta dziewczyna wyprawiała? Chciała się narazić jeszcze bardziej, niż jest już teraz? Nie nazwać jej idiotką, a raczej pełnoprawną Gryfonką, co znaczy dokładnie to samo, to jak nie powiedzieć na owcę, owca. - Najlepszą...- powiedział wyniośle, zwracając się w stronę dziewczyny, która gadała mu do torsu. Nie wiedzieć czemu, nie potrafił tego tak po prostu dokończyć, nie dotykając jej, dlatego dwoma palcami przyciągnął ku górze twarz Liv i wyszeptał jej do ucha, naturalnie wcześniej jeszcze się zniżając do jej poziomu, przez prosty skłon. - Nigdy nie powinnaś w to wątpić, nie sądzisz? - Nawet włosy, które wcześniej uznał za nierozgarniętą szopę, a które teraz łaskotały go w nos, nie były tak nieprzyjazne, jak mu się wydawało. Poza tym, zniewalający zapach tego szamponu, czy kij go wie, co to było, był nader kuszący, żeby raz jeszcze go nie poczuć.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   29.07.16 16:07

Nigdy, ale to przenigdy Liv nie pomyślała o Arthurze w miłej kategorii. Był napuszonym pawianem i właśnie tego się trzymała. Dodatkowo takim, który miał jakiś dziwny przerost ego i myślał, że osoby czystej krwi faktycznie są lepsze. A tu peszek, całe życie w kłamstwie, bo Reagan mogła śmiało udowodnić, że wcale tak nie było. Dlatego też nie mogła normalnie spojrzeć na tego zapyziałego osobnika, który ją w pewien sposób odstręczał. Tak przynajmniej było w warunkach normalnych, kiedy jej umysł i ciało nie były pod wpływem niepożądanej substancji odurzającej, która dziwnym trafem skutecznie potrafiła zmienić postrzeganie świata człowieka, a co za tym szło, również postrzeganie przez Liv Ślizgona, który teraz jawił jej się jako osoba wcale nie aż tak bardzo denerwująca. Do czasu, kiedy nie zaczął głosić tych swoich dziwnych mądrości, które zaraz wyprowadzały dziewczynę z równowagi. I na co to wszystko, skoro mógł ją zostawić i iść sobie w cholerę? Nie to, żeby faktycznie dała mu odejść, bo w jej odurzonym świecie odczuwała dziwną potrzebę pójścia za nim w razie potrzeby, ale to wcale nie dlatego, że na niego leciała czy coś. Takie chore scenariusze to już na starcie proszę sobie wybić z głowy.
Nie oczekiwała od niego pomocy. Ba, nawet nie zdawała sobie sprawy, że faktycznie mogłaby jej potrzebować, bo zdecydowanie przebywanie w takim stanie w Zakazanym Lesie nie mogło wróżyć niczego dobrego, ale nie zapominajmy, że to była Liv. Liv, która miała swoje chore, niebezpieczne pomysły.
- Pieprz się – rzuciła ponownie w jego stronę i utkwiła duże, brązowe oczy, o dość rozszerzonych źrenicach. Wyglądała zupełnie tak, jakby ktoś potraktował ją dużą ilością światła. – Nie wiem po co w ogóle z tobą rozmawiam – stwierdziła niemal jak obrażone dziecko. Na Merlina, gdyby zdawała sobie sprawę z tego, jak właśnie się zachowuje, z pewnością powstrzymałaby się przed podobnymi komentarzami. A tu klops, brnęła w to dalej, bo zaraz znowu wydało jej się to idealną zabawą.
- Taaaaak? – I dość chamsko powiodła wzrokiem w stronę jego krocza, jakby tam chciała dojrzeć wystarczający dowód na to, czy chłopak faktycznie posiada testosteron. Zaraz wróciła spojrzeniem na jego twarz. – Nie wiem, może. Biustu nie masz, to chyba faktycznie niczego ci nie brakuje w hormonach. Chociaż – wspięła się na palce, tym samym kładąc dłonie na jego ramionach, bo potrzebowała oparcia. Przez chwilę przyglądała mu się uważnie z bliskiej odległości. – Buźkę to masz delikatną – powiedziała z szerokim uśmiechem. – W takim razie idź sobie. Nie zależy mi. Ja mam zamiar szukać magicznych, nieznanych stworzeń! – Wzruszyła ramionami zupełnie nieprzejęta jego słowami. A może wcale połowa z tego do niej nie dotarła? Odsunęła się od niego na chwilę, by zaraz znowu stanąć naprzeciwko. Co z tym kolesiem było nie tak? I co z tego, że mówiła d jego klaty?!
- Udowodnij! Każda przygoda może uważać, że jest tą najlepszą – rzuciła mu jawne wyzwanie, kiedy śmiał skierować jej twarz ku sobie. Czuła to jak najbardziej. – Jak mogę nie wątpić, skoro ty tylko mówisz. I mówisz, i mówisz. To nic nie znaczy – stwierdziła, chociaż te szepty koło ucha były całkiem przyjemne.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Mroczna polana   29.07.16 16:49

Jednakże bycie napuszonym pawianem miało ogromne plusy i nie mówię tu o bujnych włosach, które metaforycznie można porównać do pieniędzy, którymi obrośnięty jest Arthur, a o zachowaniu, które miało być takie, jak go nauczono. W prawdzie małpy również były uczone od małego pewnych wartości, jak ludzie i czarodzieje i gdyby tak pojechać po pawianach, to jak pojechać po własnej egzystencji, przynajmniej zdaniem Burke'a, który nagłos nigdy by się nie przyznał, że każdą małpę należy szanować. Był to również powód, przez który młody dziedzic nikogo nie nazywał małpą, w końcu było o wiele więcej przyjemnych komplementów, niż porównywanie kogoś do pierwotnego człowieka.
Nie lubił ostrych słów, przynajmniej nie kierowanych w jego osobę, jednakże przyzwyczajenie robiło swoje. Nie pozwalał sobie na zbyt dużo, ale przeważnie każdy wiedział, że są granice, których przekroczenie grozi bardzo nieprzyjemną karą. Te dwa słowa, które padły z ust Gryfonki, nie poruszyły jego skamieniałego serca, naturalnie poczuł niemiłe poruszenie w żyłach, ale cierpliwość i opanowanie ponad wszystko. Przecież nie mógł zabić koleżanki z klasy w Zakazanym Lesie, wiedział jakie to oznacza problemy, a jako Burke nie mógł zwracać na siebie uwagi, w końcu ta rodzina jest rodziną biznesmenów, bez problemów. - Ponieważ nie boisz się śmierci? - ironizował podnosząc jedną brew, w końcu tak oklepanych tekstów można się spodziewać po Liv, która mądrością nie grzeszyła, serio? Naćpać się w Zakazanym Lesie i to samemu? Widząc jej oczy troszkę się zaniepokoił, ponieważ tak samo powiększone źrenice mają ofiary, niektórych Czarno-Magicznych zaklęć... Szybko odpędził tę myśl od siebie, przypominając sobie, że to podgatunek, nawet ją mogliby zabrać na tortury, chociażby dla zabawy, nie miałby żadnych sprzeciwów, w końcu trzeba być głupcem, żeby doprowadzać się do takiego dna w Zakazanym Lesie.
Widząc jej reakcję i słysząc ten wątpliwy ton, Burke niemal nie wytrzymał, jednakże wciąż dobre wychowanie i powściągliwość miały nad nim górę. Już rozmyślał o torturach, którymi mógłby ją potraktować i o dziwo, nie miał żadnych problemów przez wyobrażeniem sobie jej jako ofiary. Moment, w którym się zbliżyła był niemal momentem kulminacyjnym, w którym był już gotów rzucić zaklęciem torturującym w dziewczynę. Jeśli ktoś myśli, że tylko dziewczyna była niezrównoważona emocjonalnie, to mogę śmiało stwierdzić, że młody Burke był jeszcze lepszy, bowiem jego emocje nie wpływały na czyny, które były czasem gorsze niż jego uczucia, a raczej ich brak. Bardzo często zdarza mu się być jak maszyna, która nie zabija, tylko zadaje jeszcze większy ból, tak żeby ktoś cierpiał. To go naprawdę zadowalało, jednakże wciąż był nastolatkiem, którego prawa uczniowskie wciąż się trzymały, dlatego w momencie przemiany w swoją bardziej skamieniałą wersję, musiał się bardzo powstrzymywać przed zrobieniem jakiegoś głupstwa, jak przykładowym torturowaniem Liv, która go bardzo, ale to bardzo zirytowała. Dopiero jej stwierdzenie na to, że chce poszukać magicznych stworzeń wyrwał go z zamyślenia. Niemal siłując się z myślami, a raczej swoją drugą naturą, zmusił się do włożenia różdżki do szaty, żeby przypadkiem nie zrobić jej krzywdy, choć naturalnie był gotów na obronę w razie jakiegokolwiek ataku, w końcu refleks ponad wszystko.
- Dziecko. - stwierdził głośno, przecież nie będzie tłumaczył, że nie trzeba niczego udowadniać, żeby tak było. - W takim razie zostawię Cię z Twoimi szaleńczymi myślami, lepiej nie daj się zabić, bo to ja będę obarczony o Twoją głupotę. - stwierdził sucho, podnosząc się i prostując. Odszedł kilka kroków od dziewczyny i nawet się nie obejrzał, myśląc o tym, jakie wytłumaczenie byłoby wystarczająco dobre, żeby pokryło mu plecy, w razie jakiejś konfrontacji. Dopiero po chwili zorientował się, że nie był już niepełnoletni i jego obowiązywałoby prawo, tak samo, jak innych, co oznacza Veritaserum. Wściekły na to, że nie może zostawić nieczystej dziewczyny samej, obrócił się w tym samym momencie w którym usłyszał łoskot z jej strony. Ta idiotka się rzuciła na ziemię. Jeśli jakiekolwiek wcześniejsze zachowania go mogły zdziwić, to to przebijało wszystkie z nich. Pierwszy raz od dawien dawna był naprawdę zdziwiony i stał, po prostu się patrząc. Jego mordercze i zimne przemyślenia odeszły w niepamięć kiedy tak patrzył się w leżącą dziewczynę. Była okropną idiotką, ale coś w Arthurze kazało mu zostać i przetransportować tę bidę do Hogwartu, to pewnie była przykra rzeczywistość, w której zostałby skazany za zostawienie "bezbronnej" uczennicy w lesie, a może po prostu zrobiło mu się żal takiego chodzącego na dwóch łapach szczura w świecie czarodziejów?
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Mroczna polana   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: