Share | 
 
Polana ze zdradzieckim światłem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Polana ze zdradzieckim światłem   24.02.16 20:49

Polana ze zdradzieckim światłem
Przedzieranie się przez Zakazany Las nie raz i nie dwa niesie ze sobą niespodzianki. Czasem przykre, a czasem przyjemne. Ciężko powiedzieć, do jakiego typu należy ta. Dość, że wśród drzew dostrzec można snop światła. Możesz do niego podejść, ale... Efekt może być różny.
Rzuć kością.
1, 4 Oślepiające światło kryło za sobą zwierzę, którego nie udało ci się rozpoznać - nie miałeś kiedy, bo rzuciło się na ciebie i uciekło. Ty za to masz bardzo głęboką ranę nasączoną jadem i jeśli szybko ją opatrzysz, to wyjdziesz z tego z niewielką blizną na ręce. I to najlepsza opcja.
2, 5 Za snopem światła znajdujesz skrzynkę, a w niej 5 galeonów i trzy czekoladowe żaby. A tak się bałeś!
3, 6 Jeden krok za daleko i nie zauważasz głębokiej dziury, w której utyka ci noga. Szarpanie się nie pomaga, korzenie oplotły twoją kostkę i tak łatwo nie będzie... Ale przecież nie możesz zostać tu na zawsze, prawda?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   06.03.16 1:36

Przyszli sobie z Pokoju Wspólnego

Dawno nie miała okazji nigdzie wyjść z Felixem, ale żeby nie było, to zdecydowanie nie była jej wina, bo wiadomo, że jej to niekiedy wszędzie było pełno. Czasem nawet aż za bardzo, co denerwowało osoby, które za Gryfonką nie przepadały (tak z pół szkoły?). Nie obwiniała również Felixa, bo obwinianie za cokolwiek przyjaciół było świństwem, chyba, że sami takowe komuś zrobili. Reagan po prostu uznała, że coś tam na górze pokrzyżowało im plany, ale teraz dało sobie spokój i pozwoliło tej dwójce poczuć się jak za dawnych czasów (czyli jak jakiś tydzień, czy dwa temu). Dlatego dziewczyna miała zamiar wykorzystać to, co dostała od losu, oraz fakt, że chłopak sam wyraził chęć opuszczenia salonu, w którym zaczynało się zbierać stanowczo za dużo osób i już nawet wymyśliła dla nich odpowiednią rozrywkę! I jak można było się spodziewać niekoniecznie była ona bezpieczna i zgodna z regulaminem. Jednak czuła, że właśnie tego potrzebował teraz chłopak. Oderwania od rzeczywistości i zastrzyku adrenaliny! Zanim zaprowadziła Gryfona w wybrane miejsce, nakazała mu, by chwilę zaczekał. Musiała wziąć z sypialni potrzebne artefakty, bez których ich spotkanie nie mogło się obyć. Takim właśnie sposobem w jej torbie znajdowały się trzy butelki z alkoholem – Ognistą Whisky, mugolskim bimbrem i czymś, czego nazwy nie pamiętała, ale nieźle kopało. Zdecydowanie zapowiadał się ciekawy wypad!
- Mam nadzieję, że nie boisz się ciemności ani dzikich zwierząt – wyszczerzyła się do niego, gdy stanęli na skraju Zakazanego Lasu. Czy było lepsze miejsce do łamania tak wielu punktów regulaminu? Poczuła przyjemne dreszcze, kiedy zagłębili się pomiędzy drzewa – Jako, że jesteśmy daleko od kogokolwiek, kto mógłby to usłyszeć, powiem, że brakowało mi tych wypadów – nawet na niego nie spojrzała, kiedy wypowiadała te słowa. Już samo mówienie komplementu było wyróżnieniem, nie musiała przy tym zaszczycać go swoim wzrokiem! Przeszli kolejnych kilka kroków, Kidy dotarli tam, gdzie chciała go zabrać. Jedna z ulubionych polan – No. Idealna miejscówka do picia, bo przecież to będziemy robić – potrząsnęła torbą, w której zadźwięczały butelki – Rozgość się – było zimno, a jak. Ona jednak ubrała się dostatecznie ciepło i jeszcze przezornie zabrała ciepły koc! – Ty, może rozpalimy sobie ognisko? – zaproponowała, co byłoby super pomysłem, gdyby faktycznie coś takiego udało się w Zakazanym Lesie.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   06.03.16 2:42

To miał być wieczór bez myśli, bez uczuć i bez zbędnego towarzystwa. Wypady z Liv z reguły nie miały nic wspólnego z użalaniem się, a raczej z odhaczaniem kolejnych punktów regulaminu, które mieli za nic. W innym przypadku to zapowiadało świetną zabawę, dzisiaj, paradoksalnie, jakąś stabilizację i spokój. Adrenalina miała szansę wyrwać go z otępienia, ale nie było takiej dawki, która sprawiłaby, że rzeczywiście poczuje, że znowu żyje. Niestety, nie tym razem. Był tego pewien, choć przecież dowodów nie miał. Ale to nic, tyle wystarczy. Dążył do spokoju i stabilizacji, do zera w skali od minus dziesięć do dziesięć. Bycie na wiecznym minusie potrafiło naprawdę męczyć.
Chłodne powietrze powinno otrzeźwić, ale niespecjalnie robiło na nim wrażenie. Czasem myślał, że coraz mniej czuł, niezależnie od tego, czy chodziło o dotyk, czy o uczucia. Czasem. A potem ból, taki w środku, utrudniający oddychanie, udowadniał, że czuje świetnie. Ale tylko czasem. Teraz nie.
Uwaga o lęku przed ciemnością i zwierzętami... Cóż. Byłaby trafna, w innej sytuacji. Kiedy cokolwiek miało znaczenie, kiedy czuł, rzeczywiście bał się ciemności i pająków. Panicznie. W tej chwili jednak, przy jego skłonnościach autodestrukcyjnych i rozpaczliwej potrzebie poczucia czegoś poza bólem, strach był nawet wskazany. Nie zamierzał jednak jej tego wszystkiego wyjaśniać, po prostu chwycił ją za rękę i pociągnąć wgłąb lasu. Szybko oddał jej pałeczkę pierwszeństwa, nie wiedząc, dokąd iść, ale ten pierwszy ruch należał do niego. Ale nie pomogło. Strachu nie było. Nic.
- Mi chyba też - odparł, doceniając jej wyznanie. U niego było tylko chyba. Nie był pewien, więc nawet nie udawał, że jest. Tęsknota za wypadami, jeśli była, ginęła w porównaniu z tęsknotą innego rodzaju, a on nie był w stanie ich rozróżnić. Liczył, że zrozumie i wybaczy. Jeśli nie... Cóż.
Pokiwał głową na dźwięk obijających się o siebie butelek. Na to liczył. Zwłaszcza, że Liv zawsze miała ze sobą coś, co działało na tyle mocno, że lepiej być nie mogło. Nie miał pojęcia, skąd to brała, ale też nie chciał wiedzieć. To był jeden z tych przypadków, kiedy niewiedza była błogosławieństwem.
Usiadł na ziemi, nie przejmując się zimnem. Najwyżej się przeziębi czy co tam. Alkohol go rozgrzeje przecież. Zanim jednak sięgnął po butelkę (przecież nie będzie grzebał jej w torbie, smutek smutkiem, ale kultura musi być), wyciągnął z kieszeni marynarki papierosy. Znowu. Ostatnio mało kto widywał go bez. Cóż zrobić, kiedy to naprawdę niosło ze sobą spokój. Odpalił końcem różdżki, zaciągnął się mocno i po chwili wypuścił dym w górę.
- Możemy rozpalić ognisko. Jak się drzewa zajmą, to trudno. Słuchaj... - zamyślił się, nie mając pewności, jak powinien sformułować następne zdanie. I czy na pewno chce to robić. Ale przecież co miał do stracenia? - Nie wiem, jak załatwiasz cały ten alkohol, nieważne. Kwestia tego, że chwilowo nie mam skąd brać papierosów. Byłabyś w stanie załatwić też trochę dóbr dla mnie? - przeniósł spojrzenie na nią, mrużąc lekko oczy. Dym raz za razem przyjemnie wypełniał płuca. Nie byłoby za dobrze, gdyby musiał z tego zrezygnować.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   12.03.16 11:00

Picie z kimś zawsze niosło ze sobą wiele możliwości. A już zwłaszcza, kiedy piło się w takim miejscu jak Zakazany Las. Ile to razy Liv z kimś tutaj przychodziła, a kiedy wypili troszkę zaczynali mieć niezłe fazy? Może powinna w takim razie tutaj zapalić? Specjalna odmiana lawendy, którą kupiła od swojego dostawcy wydawała się idealna do trawkowego rozdziewiczenia lasu. Szkoda, że nie pomyślała o tym wcześniej, wtedy mogłaby odstąpić trochę również i Felixowi, który według niej potrzebował podobnej terapii. Patrząc na niego aż się serce krajało, chociaż oczywiście Reagan nie miała najmniejszego zamiaru mu tego mówić. Jeszcze by pomyślał, że za bardzo go lubi i co wtedy? Nie mogłaby po nim jeździć na każdym kroku, chociaż ich relacja i tak była bardziej normalna niż ta z Darrenem, którego najczęściej miała ochotę po prostu zabić. Dlatego dziś miał być dzień bez Darrena, kiedy będzie mogła sobie od niego odpocząć, skupiając się na pielęgnowaniu innych znajomości. Na przykład z ludźmi ze swojego domu, którzy byli świetnymi kompanami do dziwnych rzeczy.
Rozłożyła koc, składając go przy tym na dwa. Pewnie zaraz im przesiąknie, ale od czego mieli różdżki? Zawsze mogli go osuszyć, czy coś. Postawiła na śniegu butelki. Jedną z zalet zimy było to, że pijąc w plenerze alkohol zawsze pozostawał chłodny.
- Kurwa, Felix. Nie po to tachałam ze sobą koc, żebyś mi się dupskiem sadowił na śniegu – zrugała go momentalnie widząc, jak klapnął na ziemi – Moje zaproszenie, moje zasady, rozumiemy się? Więc podnieś z łaski swojej swe cztery litery i raus na koc – rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Bo to wcale nie tak, że się o niego martwiła czy coś. Po prostu mimo wszystko koc trochę waży! – Tylko nie dmuchaj w moją stronę, bo nici z picia – zagroziła, kiedy odpalił śmierdziucha. Może i faceci z papierosem wyglądali super, ale nie lubiła zapachu dymu. Może powinna mu załatwić takie zapachowe? Przynajmniej siedzenie koło niego nie byłoby taką katorgą dla nosa – Nie zajmą się. Przecież ten las się nie pali, co nie? Inaczej podczas Bitwy by spłonął – wzruszyła ramionami. A jeśli tak? Spoko, Liv znała zaklęcie na wodę – Dobra, ale z tym ogniskiem to mi pomagasz. Nie będę sama drewna targać – spojrzała na niego, krzyżując ręce na piersi. Niech okaże się mężczyzną, a nie pipą. Co z tego, że prezentował się teraz marnie? L. wierzyła, że uda się z niego coś jeszcze wykrzesać – Felix, umówmy się. Ja jestem wstanie załatwić praktycznie wszystko. Papierosy? Żaden problem. Pytanie tylko, co ja będę z tego miała – utkwiła w nim spojrzenie. Przyjaciel przyjacielem, ale nie miała zamiaru dostarczać czegoś takiego za darmo!
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   11.05.16 13:05

Nie wpadłby na to, że dziewczyna wzięła ze sobą koc. To trochę tak, jakby dbała o nich oboje, a to była dziwna myśl. Niespotykana. Zwłaszcza, że naprawdę chyba nigdy nie przejmowała się takimi głupotami, jak to, żeby nie przemokli. Pogoda zwykle nie miała znaczenia. Siedzenie w błocie podczas letniej ulewy miało swój niewątpliwy urok i już to praktykowali. A teraz kocyk? No cóż, przecież nie będzie dyskutował. Nie miał na to ani ochoty, ani siły. Rzeczywiście, to były jej zasady i jemu pozostawało się wyłącznie dostosować. Jedyne, co zrobił, to roztopił różdżką śnieg i osuszył ten kawałek ziemi. Nie widział sensu, dla którego mieliby kłaść koc na śniegu. Sam koc też osuszył, przełożył i dopiero na nim usiadł. Nie zastanawiał się nad tym, że wyszły mu wszystkie zaklęcia, ale to nie miało znaczenia. Może los uznał, że jest tak żałosny, że nie ma sensu mieszać mu w magii. Chociaż tyle dobrego.
Pokiwał głową, pamiętając, żeby wydmuchiwać dym w drugą stronę. Zdążył do tego przywyknąć i już niemal instynktownie nie skazywał ludzi na trucie się tak, jak on robił to sobie. Od Liv się zaczęło, to ona poprosiła go o to pierwsza, ale ostatecznie starał się pamiętać o tym zawsze i przy każdym. Nie chciał, żeby jego nałóg komuś przeszkadzał. Ostatecznie był tylko po to, żeby mu ulżyć i zniszczyć mu płuca, w myśl zasady, że na coś umrzeć trzeba.
- Zaraz pójdę po drewno - stwierdził cicho, rozglądając się po polanie. Szybko wypatrzył miejsce, skąd mógłby najszybciej nazbierać gałęzi, ale najpierw musiał wypalić fajkę. Marnowanie ostatnich papierosów byłoby grzechem. - Ale ty rozpalasz, jak ja spróbuję, to to się źle skończy. - Świadomość własnych zdolności - czy też ich braku - bywała przydatna. Nawet, jeśli przez to brzmiał jak pipa, nie facet.
Spodziewał się, że nie dostanie niczego za darmo. Wiedział też, że prawdopodobnie ciężko byłoby mu wymyślić teraz coś, co wydałoby się dziewczynie wystarczająco interesujące. Był na to jednak sposób i choć czuł pod skórą, że kiedyś będzie żałował szastania tym hasłem na prawo i lewo, to na razie było najlepsze i głupio byłoby je porzucać.
- Przysługę? Dowolną - wzruszył ramionami, jakby to było nic, choć przecież dawało ogromne możliwości. Jej, nie jemu. Jego to mogło co najwyżej pogrążyć. Ale przecież był zdesperowany. Potrzebował swojej trutki. Niczego nie potrzebował bardziej, więc i stawka musiała być wysoka.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   17.06.16 14:22

Po Liv ludzie nie spodziewali się wielu rzeczy. W tym pewnej przezorności i niekiedy całkiem logicznego myślenia, którym wykazywała się zupełnie niespodziewanie. Jak teraz. Koc jedynie w pewnym stopniu potwierdzał to, że sama Reagan była istotą nader nieprzewidywalną. I wcale nie chodziło tutaj tylko o to, aby miała komfort picia w tak mało sprzyjającym otoczeniu. Nie przepadała za zimnem, chociaż kiedy ciepło mię ubrała i chłód nie szczypał jej w nos, spokojnie mogła podziwiać naturę zimą. Albo obrać ją sobie jako scenerię do picia. Jak teraz, kiedy siedziała tutaj z depresyjnym Felixem, któremu trzeba było za wszelką ceną humor poprawić. Przecież smutek nie powinien być powodem picia! Jeśli faktycznie chłopa był tutaj z tego powodu, to Gryfonka wróżyła mu szybko rozwijającą się karierę szkolnego alkoholika naczelnego. W której dodatkowo najwidoczniej mu pomagała, bo nie dość, że przecież sama nalegała na jego obecność, to nie było teraz mowy, aby pozwoliła mu tak po prostu odejść. Jednakże wyrzutami sumienia i konsekwencjami zajmie się później, kiedy już upiją się niemal do nieprzytomności, a świat chociaż na chwilę stanie się przyjazny i całkiem pozbawiony problemów.
Przeciągnęła się wodząc wzrokiem po okolicy. Czuła się swobodnie. Może nie tak, jak podczas latania, ale to zawsze było coś!
- Jasne, mogę rozpalać. Jedno zaklęcie i po sprawie! – Wzruszyła ramionami, jakby dla niej zupełnie nie stanowiło to problemu. A to, że przy okazji może podpalić resztę lasu? Don’t care! W oczekiwaniu na chłopaka z drewnem, odgarnęła z ziemi trochę śniegu, żeby mieli gdzie owe ognisko rozpalić. Znowu przemknęło jej przez myśl, iż jest to zupełnie nielegalne, ale czy ostatecznie miała się tym przejmować? – Dobra, miejsce masz. Teraz zasuwaj po drewno, bo chcę już w spokoju się zrelaksować – rzuciła w stronę chłopaka. To nie tak, że mu rozkazywała czy coś, ale też całego dnia nie miała. – Dobrze. Pasuje mi taki układ – spojrzała na niego z uśmiechem. Dowolna przysługa? Nie mogła sobie wymarzyć niczego lepszego, tym bardziej, że chłopak sam to zaproponował. – A teraz śmigaj po badyle, bo prędzej zamarzniemy niż faktycznie weźmiemy się za to picie. I palenie – rzuciła i sama chwilę później przytachała troszkę gałęzi i większych odłamków drewna.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   12.08.16 7:42

Tak, niewątpliwie tytuł naczelnego szkolnego alkoholika zbliżał się do niego wielkimi krokami, Liv nawet nie miała pojęcia. W końcu to, że upijał się samotnie i na smutno, to jedno, ale częstotliwość, z jaką to robił, to drugie, ale o tym L nie mogła już wiedzieć, a przynajmniej niezbyt dokładnie. Ale teraz miało być inaczej, tak? Nie w kwestii częstotliwości, bo ten dzisiejszy wypad był tylko potwierdzeniem tego, jak blisko problemu był, ale za to dzisiaj na wesoło i w towarzystwie. To się przecież liczy zupełnie inaczej, prawda?
Poganiany przez niecierpliwą dziewczynę, poszedł w las po drewno. Zanim naznosił odpowiednią ilość gałęzi, minęło sporo czasu, ale jakoś nie myślał o tym, żeby pomóc sobie zaklęciem. Oczywiście, że nie, bo po co. Dlatego się umęczył, namachał, ale przynajmniej rozgrzał, a to już było coś. I bardzo starał się nie myśleć, że rozpalanie ogniska w środku lasu mogło szybko oznaczać dwie gryfońskie skwarki i, cóż, brak lasu. Ale ufał dziewczynie. Wierzył, że wiedziała, co robi.
To, że przystała na układ, bardzo go cieszyło. Zdziwiłby się, gdyby odmówiła, skoro zaproponował naprawdę wartościową walutę, sam nie wiedział, który to już raz. Nie robił list, nawet nie próbując pamiętać, komu co jest winny. To nigdy nie były pieniądze (a jeśli były, to rozliczane od ręki, tu nie miewał zaległości), rzadko konkretne przedmioty. Przysługi. Po które wierzyciel musiał zgłosić się sam. I dopiero kiedy to zrobi, Felix będzie się martwił. Ba, wtedy będzie martwił się bardzo mocno, prawdopodobnie. Ale teraz nie.
Siedzieli tam następne kilka godzin, grzejąc się przy ognisku, pijąc na umór i paląc. Rzeczywiście towarzystwo było dobre, pomagało. Udało mu się śmiać - absurdalnym, pijackim śmiechem, ale jednak. Na chwilę zapomniał, a przecież o zapomnienie chodziło. Mógłby się do tego przyzwyczaić, zdecydowanie. Do takiego zapominania w jej towarzystwie, bo nagle się okazywało, że jej obecność była lepszą wersją Obliviate, niż kompania lustra. Warte zanotowania. Warte uzależnienia.
Jak dotarli z powrotem do zamku? Nie mieli pojęcia. Na pewno nie zbyt prosto, na pewno nie po cichu. Jak to się stało, że nie zostali złapali przez żadnego nauczyciela? O ile nie zostali, bo naprawdę z powrotu nie pamiętali ani sekundy. I tylko następnego dnia pozostało samo cierpienie. Fizyczne, więc takie, z jakim Felix potrafił sobie poradzić.

z/t x2


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Polana ze zdradzieckim światłem   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: