Share | 
 
Łąka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Łąka   24.02.16 20:53

Łąka
Hogwarckie błonia wydają się być nieskończone i choć wiadomo, że to niemożliwe, ta część przestrzeni wydaje się ten fakt ignorować. Jak okiem sięgnąć, rozścielony dywan z miękkiej trawy zachęcał do spacerów i odpoczynku, a majaczący w oddali Zakazany Las wcale nie wydawał się być tak straszny. Istna sielanka, w której nic nie mogło zakłócić spokoju.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Łąka   24.03.16 13:01

Wiosna dopiero co się rozpoczęła, a już zaczęła ukazywać się wokół pod wieloma postaciami. Przyjemny, choć wprawdzie nadal chłodny wiaterek, słońce wyglądające spomiędzy kłębiastych obłoków, trawa, wydająca się być chociaż odrobinę bardziej zielona... Chyba że Slughorna już ponosiła wyobraźnia. Ale czy to takie istotne?
Tak czy siak, Leo w ten piękny, zwiastujący nadejście prawdziwej wiosny dzień postanowił wybrać się na krótki spacer. Od początku liczył się z tym, że zważywszy na pogodę błonia będą pełne rozwydrzonych szczeniaków, ale ku jego zaskoczeniu niewielu osobom chciało się ruszyć z zamku. Cóż, może odstraszały ich nieustannie utrzymujące się dosyć niskie temperatury. Gryfonowi akurat niezbyt to przeszkadzało. Halo, przecież on ganiał w środku zimy bez kurtki!
Czemu wcześniej nie wpadłem na to, że na błoniach będzie tak spokojnie? Gdyby zastanowił się nad tym wcześniej chwilę dłużej, to faktycznie nie musiałby włóczyć się całe dnie po jakichś opuszczonych salach i bibliotece. Klapnąłby sobie gdzieś na trawce (co z tego, że ziemia był zimna i twarda) albo wybrał na przechadzkę wzdłuż jeziora... Jezioro. Wzdrygnął się lekko. Nie, tam tak szybko się nie pojawi. Pokonując kolejne odległości rzucił niepewne spojrzenie w stronę znajdującego się spory kawałek od niego zbiornika z wodą, ale zaraz je odwrócił, zupełnie jakby bał się, że po raz kolejny może ujrzeć demona ze swoich koszmarów. Czy jego postać będzie prześladować go już do końca życia? Miał szczerą nadzieję, że tak nie będzie. Tak samo te koszmary... mogłyby już dać mu spokój. Miał ich serdecznie dosyć. Nie pozwalały mu zapomnieć o wydarzeniach znad jeziora, a usilnie starał się to osiągnąć.
W końcu zatrzymał się, nie widząc sensu w kontynuowaniu samotnego spaceru. Rozejrzał się wokół i po dłuższej chwili usadowił na trawie. Spojrzał w górę, na nieśmiało wyglądające zza chmury słońce. Wyprostował nogi i odchylił się nieco do tyłu, aby podeprzeć się na łokciach. Uśmiechnął się pod nosem. W sumie to nawet tu przyjemnie. Trochę chłodno, tak, ale mimo wszystko przyjemnie. Przymrużył lekko oczy, kiedy poczuł, jak ogarnia go zmęczenie, zaraz jednak opamiętał się i ponownie otworzył je szeroko. Jeszcze tego by brakowało, żeby zasnął na błoniach. W sumie to poczytałby jakąś książkę, ale nie miał żadnej przy sobie, ani na oku. Poza tym, czy potrafiłby się skupić? Pewnie nie.
Westchnął ciężko, wpatrując się w niebo. Ponownie chmury przesłoniły słońce, a Gryfon objął sobie za zajęcie wyczekiwanie, aż znowu będzie mógł je ujrzeć, a raczej zmrużyć przed nim oczy. Ambitnie, czyż nie?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Łąka   26.03.16 18:46

Natura. Uwielbiała ją całym swoim serduszkiem. Przebywanie na niej było według Puchonki najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu. Czy było coś wspanialszego niż wzięcie do ręki ulubionej książki i wyjście z nią na zewnątrz, by poczytać przy akompaniamencie śpiewu ptaków i spacerze wiatru pomiędzy liśćmi drzew. Najwspanialszą muzykę tworzyła właśnie Matka Natura, a sama Maya wielokrotnie brała udział w jej koncercie, stając się najbardziej oddaną i wierną fanką.
Nic więc dziwnego, że w swej bezgranicznej miłości do przyrody, Hamilton również dzisiaj postanowiła spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Dzień bez choćby krótkiego spaceru był dniem straconym, a ona lubiła, kiedy jej dzień był idealny. Sama odpowiadała za to, co z niego wynosiła i jak ostatecznie się kończył, dlatego wzięła sprawy w swoje ręce, zmierzając właśnie ku wyjściu na błonia.
A kiedy opuściła szkolne mury momentalnie urzekło ją świecące słońce, które swoimi ciepłymi promieniami delikatnie głaskało ziemię, niczym matka swoje nowo narodzone dziecko. Czy to nie było wspaniałe? Jak można było nie doceniać takiego piękna? Zatrzymała się i rozejrzała na około pozwalając oczom cieszyć się widokiem. Rejestrowała wszystko dokładnie, starając się zapamiętać każdy szczegół. Kto wie, czy później nie powstanie z tego jakaś praca? W końcu uwielbiała na obrazach uwieczniać chwilę, a ta była wspaniała. Uśmiechnęła się i ruszyła dalej. Potrzebowała miejsce, które ją zainspiruje. Takiego, w którym mogłaby usiąść i spokojnie oddać się przyjemnej sztuce czytania. Jednak jak powszechnie wiadomo, mało które plany w życiu wychodziły i chociaż Maya odczuwała usilną potrzebę wrócenia do przerwanego rozdziału, tak nie mogła przejść obojętnie obok osoby, którą lubiła. Bo oczywiście w swej wędrówce dostrzegła Leo, który wygrzewał się na trawie, pozwalając słońcu pieścić swoją skórę. Udała się w kierunku Gryfona, a uśmiech nie znikał z jej twarzy. I już prawie przy nim była, jeszcze tylko kilka kroczków, już, już, kiedy nagle potknęła się i zaliczyła wspaniałą glebę, wydając z siebie cichy jęk. Książka poleciała do przodu, Maya zresztą też uderzając o chłodną ziemię. Nieprzyjemne uczucie, kiedy człowiek założy, że wszystko pójdzie idealnie, a na końcu spotka go takie rozczarowanie. I pomyśleć, że była tak naiwna, że uznała, iż na zewnątrz nie może stać się nic złego. Podniosła się do pozycji klęczącej i spojrzała na Gryfona zawstydzona, że był świadkiem jej akrobatycznego upadku – C-cześć Leo – przywitała się z nim, dodatkowo posyłając mu przepraszający uśmiech.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Łąka   03.04.16 17:21

Leo przyglądał się uważnie chmurom, ich kształtom i temu, jak przesuwają się po niebie. Nie wiedział czemu, ale ta czynność go uspokajała, odwracała jego uwagę od tego, w jak niewielkiej odległości od jeziora się znajdował. Pozwalała zapomnieć o problemach, które przecież w końcu przeminą i popłyną dalej, niczym te chmurki na wiosennym niebie. W końcu gdyby tak się nie stało, to jaki sens byłby w tym wszystkim? A może właśnie duży? Gdyby problemy faktycznie same przemijały, oznaczałoby to, że najlepszą strategią na radzenie sobie z nimi była ignorancja, a to nieprawda. Slughorn doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że siedząc na dupie nic nie naprawi, ani nie zdziała. Westchnął mimowolnie, zdając sobie sprawę, jakim relaksem dla niego w tym momencie było to wygrzewanie się w wiosennym słońcu i pozwalanie wiatrowi na pieszczenie swojej skóry. Jednocześnie był doskonale świadomy tego, że ta jego sielanka nie powinna trwać zbyt długo. To właśnie był ten moment, w którym chłopak uświadomił sobie, że musi wziąć się w garść i poukładać swoje życie. Najlepiej wywalić z niego Liv, Darrena i innych popaprańców. Jak dla niego mógłby zostać tylko on sam i Gabe. No i Amelka, bo blood is ticker. Z drugiej strony świat stworzony z trzech osób byłby czymś średnio fajnym. No i pewnie to byłby kres ludzkości. I tak źle, i tak niedobrze. W sumie to takie gdybanie było kompletnie bezsensowne, prawda? Przecież i tak nic takie się nie stanie, ludzkość nie wyparuje w powietrze, nie tak nagle, nie na życzenie. Jak się nad tym zastanowić, to w sumie dobrze. Gdyby każdy mógł robić takie radykalne zmiany, poprzez wypowiedzenie kilku słów, to prędzej czy później (raczej prędzej) wszystko trafiłby szlag. 
Z rozmyślań wyrwał go odgłos ciała upadającego na trawę, tuż obok niego. Poderwał się z ziemi do pozycji siedzącej, szybko odwracając spojrzenie w stronę, z której dobiegł go donośny dźwięk. Uśmiechnął się z ulgą i westchnął z politowaniem, dostrzegając, że źródłem jego pochodzenia nie jest nic, czego warto się bał.
- Cześć, Maya – przywitał się z dziewczyną. - Wszystko w porządku? Zaliczyłaś niezłą glebę – stwierdził z troską. Już miał zaoferować jej pomoc, ale wyglądało na to, że Puchonka poradziła sobie sama. Sięgnął po książkę, którą upuściła dziewczyna, odruchowo otrzepując ją, na wypadek, gdyby okładką ubrudziła się ziemią. Odczytał tytuł i uniósł brwi. 
- Ciekawe? – spytał, oddając pannie Hamilton jej własność.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Łąka   16.06.16 21:29

Była chodzącą sierotką, wiedział to niemal każdy, kto ją znał. Zresztą równie dobrze mógł widzieć ją po raz pierwszy, a i tak Maya prawdopodobnie zrobiłaby coś, co naprowadziłoby personę na wysnucie właśnie takiej oceny. Nie miała nikomu za złe, że przypiął jej łatkę z takim słowem. Sama zdawała sobie sprawę, jaka jest niezdarna i kiedy tylko pojawia się w okolicy, dzieje się coś, co nie powinno. Ja teraz. Nie chciała się przecież wywracać. Owszem, lubiła siedzieć na trawie, patrzeć w niebo lub obserwować niższe otoczenie. Jednak nie z twarzą niemal w trawie, dodatkowo przy jednym z ulubionych kolegów! Nie mówiąc już o obrażeniach, których mimo wszystko mogła doznać. Pomyśleć, że chciała się tylko przywitać, a skończyło się jak zawsze. I jak tu człowiek miał być miły, skoro świat podkładał mu takie kłody pod nogi! Kłody, których dodatkowo nie widział!
Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie. Gdyby nie znała Leo mogłaby pomyśleć, że zaraz zacznie się z niej nabijać, wyzywając od wszystkiego, co najgorsze. Ale to był Leo. Jej kochany Leo, który pomagał zawsze, kiedy tylko mógł. Jak nie czynem, to słowem, które było równie kojące.
- Ugh, przepraszam, że… że ci tak przeszkodziłam – uśmiechnęła się niepewnie i przepraszająco, tym samym pogłębiając rumieniec na jej twarzyczce. Niby tyle go znała, a reagowała podobnie jak w stosunku do innych przedstawicieli płci przeciwnej. – T-tak. Jest dobrze. Wiesz… zdążyłam po tylu razach już się przyzwyczaić i chyba nieświadomie opracowałam najlepszy sposób na upadanie – powiedziała. Nie chciała, aby się przejmował czy martwił. Na pewno ma ważniejsze rzeczy na głowie, niż zaprzątanie własnych myśli jej niezdarną osobą. – To już drugi raz dzisiaj. Znaczy wiesz… nie planowałam tego, zawsze tak samo wychodzi – zaczerwieniła się bardziej, tym razem ze wstydu. Nie ruszała się jednak, nadal znajdując w pozycji klęczącej, jakby to było jedyną bezpieczną i ratującą ją przed kolejnym upadkiem.
- T-tak. Mi się bardzo podoba. Chociaż nie wiem czy tobie przypadłaby do gustu taka tematyka – stwierdziła. Wszak rozchodziło się o romans pomieszany z fantastyką, więc nie miała pewności, czy Gryfon w ogóle gustował w podobnych rzeczach. – D-dziękuję – odebrała od niego książkę. Wstać, czy nie wstać, oto najważniejsze pytanie. Nie to, aby czuła się dziwnie w takiej pozie, ale może chłopakowi przeszkadzał fakt, że musi patrzeć na nią z góry. Postanowiła ostatecznie się nie ruszać, bo co, jeśli wstając wywali Leo? Nie chciała sprawiać mu większych problemów. – J-jak ci mija dzień? – Nie ma to jak zadaj najbanalniejsze pytanie świata.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   21.07.16 16:36

Ben uwielbiał otwarte przestrzenie niemal tak samo jak świeże powietrze i las. Niestety to ostatnie nie pasowało do jego planów. Ponieważ tego pięknego czerwcowego popołudnia postanowił polatać na miotle. Potrzebował trochę ruchu i adrenaliny, a jednymi zajęciami fizycznymi jakie oferuje Hogwart jest latanie na miotle. Więc jak to się mówi z baku laku, korzystał z tego co miał. Miał zamiar iść po prostu na błonia. Stwierdził jednak, że to za nudne. Zaciągnął miotłę, dalej aż na bezkresne łąki. Idealnie.
Rzucił swoją miotłę pod jedyne drzewo na tej bezkresności i odszedł się rozejrzeć. Nigdy tu chyba nie był. Chyba bo to miejsce nie wydawało się warte zapamiętania. Było tu miło i tyle. Wracając zauważył, że ogromne drzewo to nie byle jakie drzewo! To czereśnia! Na dodatek cała pokryta dojrzałymi owocami! Bez cienia wątpliwości Ben natychmiast się na nią wdrapał. Usiadł na jednej z większych gałęzi i zajadał się owocami. Co prawda miał latać, ale teraz samemu mu się nie chciało. Przydałby się jakiś towarzysz.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Łąka   21.07.16 22:49

Latanie, piękna sprawa, kiedy włosy latają w każdym możliwym kierunku, a znicz, który oczywiście podprowadza się z drużynowej skrytki na przedmioty potrzebne do treningu i jeszcze piękna pogoda to już poezja! Chłopak nie dość, że był szczęśliwy i czuł dobrą passę, ruszył przed siebie, zatrzymując się przy błoniach, ze średnią miotłą, której nawet nie nazywałby miotłą, gdyby nie jej wygląd. Niestety nad jakością było co marudzić, ale przecież Philemon nie był jednym z tych żałosnych, marudzących dzieciaków, co to, to nie! On wolał się przemęczyć, a nawet więcej nauczyć ze średniej jakości miotłą, dlatego od razu na nią wskoczył i odpalił znicz.
Niczym strzała wyleciał w powietrze, ani na chwilę nie zatrzymując się i nie rozglądając, gdzie też mały, magiczny przedmiot poleci. Tak właśnie Briggs, zmagając się z wiatrem i brakiem okularów, dorwał znicz nad czereśnią, na której zauważył jakąś wystającą czuprynę. Z ogromnym uśmiechem miał zamiar nastraszyć osóbkę, której z daleka nie rozpoznał, choć było to częściową głupotą, bo przecież osobnik, bawiący się w małpę na drzewie, mógł go zauważyć już z 5 razy, kiedy latał w tę i nazad. Jednakże bez próby nie można nic mówić! Chowając znicz do kieszeni, którą oczywiście dobrze zapiął, wziął głęboki wdech i pofrunął w stronę kręconych, wyróżniających się między czerwonymi czereśniami, włosów.
- Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa - ryknął przelatując blisko ziemi, niemal łapiąc osobnika na gałęzi za nogę. Niestety gdyby wszystko w życiu chłopaka szło po jego myśli, z pewnością żyłoby mu się zbyt prosto, dlatego jedyne czym mógł się cieszyć to powietrzem, które przeleciało mu przez rękę, która miała zgarnąć buta chłopaka... Tracąc przy tym koncentrację, stracił panowanie nad miotłą i wyrżnął jak długi w ziemię, robiąc przy tym dwa porządne fikołki, oj siniaki z pewnością będą. Przewalił się na plecy i wciągnął powietrze, ciesząc się, że nie założył porządnych szat, tylko jedne z ogrodniczek, chociaż czy to nawet nie większa tragedia? W końcu takie ogrodniczki z ogromną dziurą na kolanie, są gorsze niż porządna szata, bo w końcu na szacie to może być nowa moda, a na ogrodniczkach? Porażka...
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   22.07.16 12:22

Mimo, że Ben należał dao tych bardziej spostrzegawczych, tak był zajęty wybieraniem najlepszych czereśni, że w ostatniej chwili usłyszał szum latającej miotły. Jednak na było za późno, dał się zaskoczyć. Gdy Phil przeleciał pod nim, gryfon się zachwiał i zleciał z gałęzi. Udało mu się wylądować na nogach, czując nieprzyjemne ściśnięcie się wszystkich kręgów, prąd przechodzący po całym kręgosłupie. Usłyszał rumor przewróconego krukona. Zanim zorientował się kto próbował go tak nieudolnie nastraszyć, wybuchł gromki śmiechem. Jak można planować żart i tak spektakularnie się wyrąbać? Gdy rozpoznał Phila, zaczął brechtać się jeszcze głośniej. No tak! Kto mógł zaliczyć taką piękną glebę jak nie krukon! Oparł się o drzewo, starając się uspokoić i złapać oddech. Jednak gdy znów spojrzał na Bigsa, niekontrolowanie parsknął. Poszedł do niego i wyciągnął dłoń żeby mu pomóc, cały czas z głupkowatym uśmiechem. - No nieźle Phil! Takiej gleby dawno nie widziałem! - zakrył usta dłonią żeby znów nie prychnąć. - Rozumiem, że tak miało być? - no dobra nie wytrzymał i znów się szczerze roześmiał.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Łąka   22.07.16 13:38

W takim razie jego plan nie był tak beznadziejny, bo przynajmniej zaskoczył Benjamina! Jedynym minusem było to, że chłopaczyna nie widział, jak tamten zlatuje z gałęzi, bo był zajęty swoim "lądowaniem". Dopiero po chwili usłyszał rechot i zbliżające się kroki, chociaż wcale nie chciał zobaczyć nikogo gęby nad swoją twarzyczką, tym bardziej kiedy leżał po takim upadku i myślał o stratach na jakichkolwiek członkach. Jednakże, kiedy otworzył oczy i zobaczył uśmiechniętego Renarda, od razu polepszył mu się humor, złapał go za rękę i podniósł się. Otrzepał ogrodniczki, starając się przy tym nie patrzeć na dziurę na prawym kolanie i znów westchnął głośno.
- Stary, wszystko było zaplanowane. - stwierdził z uśmiechem, który zaraz pojawił się na jego twarzy, bo przecież pozory trzeba utrzymywać! Sięgnął do kieszeni, którą wcześniej tak dobrze zapiął i odetchnął z ulgą, czując kształt znicza. Co by to było, gdyby Briggs tak zbezcześcił znicza i zrobił w nim jakieś wgniecenia! Chociaż po historii, jaką jest Harry Potter, a o której słyszał nawet Philemon, ciężko byłoby przebić niszczenie znicza, w końcu tamten złapał go do buzi! Briggs w prawdzie nigdy nie próbował jak smakuje znicz, ale teraz nie była pora na wsadzanie sobie do gęby kulki! - Rozumiem, że wpadłem na czas? - rzucił z uśmiechem, patrząc się przez ramię Renarda, w kierunku jego miotły. - W takim razie, co powiesz na małe zawody? - zaproponował z sugestywną miną, cały czas trzymając rękę na zniczu, który był w bocznej kieszeni.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   22.07.16 17:08

Lubił tą ich przyjacielską grę słów. Niby się z siebie nabijali, a jednak wszystko było z przyjaźni i nie dało się na to obrazić. Wskazał na dziurę w spodniach, której nie dało się przegapić. - I co teraz będziesz kreował nowe trendy w szkole. - uśmiechnął się półgębkiem. Jedyne czego nie zrozumie to zamiłowanie Briggsa do ogrodniczek. Przecież to takie niewygodne!
Gdy krukon spojrzał mu przez ramię, był pewny że patrzy na wiśnie. I jeśli wpadniecie (dosłowne) na czas oznaczało wpadnięcie (dosłowne) na spożywanie czereśni, to miał racje. Ale zawody? Jakie? Może jedzenie wiśni na czas. Phil aż tak lubił owoce. No nieźle Ben tego nie wiedział. Wzruszył ramionami i powiedział trochę niepewnie - No dobra... Nie wiedziałem, że aż tak lubisz wiśnie. Jakie zawody? Jedzenie wiśni na czas? - spytał się na koniec dla pewności. W sumie był już pełny i nie miał ochoty na takie zawody.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Łąka   28.07.16 15:08

Sam Lemon również cieszył się z przebywania w towarzystwie Bena i reszty znajomych, a nawet kilku przyjaciół z jego domu, w końcu byli tak podobni, a za razem tak różni! Jakby ktoś kazał wybierać Briggsowi między Gryffindorem, a Ravenclawem, z pewnością musiałby się naczekać jakieś siedem lat, czyli dokładnie tyle, ile trwała cała edukacja w Hogwarcie. - No nawet mi nic nie mów. To były moje ulubione ogrodniczki. - stwierdził z jawnym bólem w głosie. - Teraz będziesz zmuszony kupić mi na urodziny takie same. - stwierdził naburmuszonym tonem, w końcu to wina Lia, ha nawet założył ręce na ręce, żeby tamten wiedział, że nie ma żartów z ogrodniczek! - No dobra... Żartowałem, sam sobie kupię, jeszcze byś mi kupił rozmiar XXXL i wtedy musiałbym je oddać jakiemuś olbrzymowi. - jednak zmienił zdanie, uśmiechając się, jak przystało na pogodnego Briggsa.
Jednak Gryffon nadal będzie Gryffonem, co czasami przyprawia Philemona o zawroty głowy, tak było również tym razem. Złapał się za czerep i zaśmiał lekko. - Miotły, latanie, łapanie znicza, stary po co jeść, skoro można polatać? - spytał zdziwiony jego pomysłem, chociaż gdyby tak się chwilę zastanowić, to nic dziwnego, że tamten nie zrozumiał, co proponował Lemon, w końcu nie czytał mu w myślach! Sam puścił znicz w kieszeni, szukając wzrokiem swojej miotły, która leżała przy wyrytej ziemi, pokrzywdzonej przez jego kolanowy atak.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   08.08.16 20:26

Trochę go przerażała myśl zakupywania ogrodniczek. Nigdy nie widział w sklepie żadnych. Czy musiałby wybrać się do ogrodniczego po nie? A jeśli nie? Zanim zdążył rozwiązać problem zorientował się, że to był tylko żart. Odetchnął z ulgą i powiedział z uśmiechem - Myślę że rozmiar XXXL byłby na ciebie idealny!
Aaaaa. No tak miotły miały większy sens niż jedzenie wiśni. A latanie ze swoim przyjacielem to to co liski lubią najbardziej. Ale jednak coś nie pasowało. - Jakie łapanie znicza? Przecież nie jesteśmy na meczu ani stadionie. Heloł? - pomachał ręką przed twarzą krukona. Czyż by przez upadek zapomniał gdzie jest? Nie zrozumiał sytuacji. Jak to Ben, no cóż. Jednak właśnie po to tu przyszedł, żeby polatać. A Phil spadł mu z nieba! Rozejrzał się za swoją miotłą. Podszedł do drzewa jednocześnie mówiąc - W każdym razie i tak będę szybszy od ciebie. - wzrószył ramionami. Rywalizacje też lubił. A zwłaszcza taką w doborowym towarzystwie. Podniósł swoją miotłe i wrócił do przyjaciela. Miotła nie była najnowsza ani najlepsza. Po prostu miotła. I mimo, że mógł poprosić rodziców o najnowszy model, ta mu w stu procentach wystarczyła. - To co? Kto pierwszy doleci do jeziora? - ustawił się na miotle gotowy odlecieć.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Łąka   09.08.16 14:28

Prychnął zniesmaczony na myśl o tym, że ogrodniczki o tak wielkim rozmiarze byłby jego wymarzonymi! Znów ktoś insynuował, że jest gruby, albo to po prostu takie gadanie. Philemon przyjmując, że jest to to drugie, czyli zwykłe biadolenie, zmroził go wzrokiem, by zaraz się zaśmiać. - Czuję, że potrzebujesz takich ogrodniczek na urodziny, zobaczymy kto wtedy będzie się śmiał ostatni! - zagroził mu w przyjacielski sposób.
Słuchał i słuchał co ten ma do powiedzenia i również poszedł po swoją miotłę, która była nieopodal pięknej dziury, którą Briggs oznaczył swoim kolanem. Sam również nie posiadał najnowszego modelu, jednakże ta, którą trzymał w dłoni była wystarczająco dobra, żeby zapewnić mu wspaniałych wrażeń. Jako obrońca nie musiał mieć najlepszej miotły, jedynie umiejętności i trochę szczęścia, dlatego nigdy jakoś nie przykładał do tego wagi. - Drogi przyjacielu, nie wiesz o jednym, dość ważnym szczególe... - powiedział zagadkowo, z cwanym uśmieszkiem, co kompletnie nie pasowało do jego kociej twarzy. - Mamy TO! - wyciągnął szybko znicz i pokazał w całej okazałości, jakby to było jakimś jego trofeum! Zaraz znicz wyciągnął skrzydełka i Briggs wypuścił go z rąk, wsadzając sobie miotłę między nogi i patrząc ze szczeniackim uśmiechem na Bena. - To jak, lecimy? - spytał pewnie do powietrza, bo Ben, to przecież Ben.
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   10.08.16 13:33

Pomysł noszenia ogrodniczek odrobinę go przestraszył. Uważał to za strasznie niewygodne. Przecież musi to trochę zając zanim wydostaniesz się z szelek. A niektóre sytuacje wymagają pośpiechu. - Za ogrodniczki to chyba podziękuje. - zaśmiał się nerwowo. Oby to był żart.
Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Krukon miał w swoich rękach najprawdziwszy znicz! Nie miał pojęcia jak go zdobył. Był pod sporym wrażeniem. Nie chciał za bardzo się zgłębiać jak Phil go posiadł, chciał go w tej chwili wypróbować. - No nie żartuj! Skąd ty go masz! - oczywiście pytanie retoryczne. Na twarzy Bena wykwitało to ekscytacja to szczęście. Nie mógł się już doczekać! - No dawaj wypuszczaj go! - gdy tylko krukon to zrobił, natychmiast Ben wzbił się w powietrze, lecąc na łeb na szyję za zniczem. Nigdy nie miał okazji gonić go osobiście. Okazał się szybszy niż się wydawało na meczach. Na dodatek co chwilę skręcał i za nic nie mógł się do niego zbliżyć. - Kurde! To całkiem trudne! - krzyknął do Phila, zwalniając tylko trochę, ale cały czas obserwując znicz.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Łąka   11.08.16 2:56

Krukona bardzo dziwiło to obrzydzenie, czy też brak popytu na ogrodniczki, które wydawały mu się być tak wygodnymi! Najwyraźniej teraz nie znali się na modzie, albo to Philemon trzymał się swoich staromodnych tradycji. - Tym razem Ci to przebaczę. - skwitował z uśmiechem.
Widząc nagłe ożywienie ze strony kolegi i nagły świst, który usłyszał po jego starcie jedyne co zrobił to uśmiechnął się sam do siebie. Nie potrzebował żadnych słów pokrzepienia, czy też popędzających go do roboty, bo sam wyruszył jak z bicza strzelił. Przyspieszając w tym samym momencie, w którym Benjamin odpuścił sięgnął po znicz i niestety magiczna zabawka uciekła spod jego dłoni. Sam odpuścił i zrównał lot z kumplem.
- Co Ty nie powiesz? To może jakiś zakładzik, na pokrzepienie? - zaproponował, naturalnie drąc się, jak nigdy, ale cały ten wiatr we włosach i buzi! Zaraz pewnie złapią jakieś muchy do buziaków i tyle z tego będzie, chociaż żeby nie było, to nie był pomysł Briggsa na ten wspaniały zakład, co to, to nie!

Kostki: 4
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   12.08.16 14:35

Ben umiał wiele rzeczy, ale podzielność uwagi nie była jego mocną stroną. Więc musiał zwolnić jeszcze bardziej gdy chciał coś powiedzieć. A słowa Phila bardzo go zainteresowały. Lubił rywalizację, a jeszcze bardziej zakłady. - Jasne wchodzę w to! A o co? -też próbował przekrzyczeć wiatr. W sumie to dawno już zgubił znicz, ale miał nadzieję, że Briggs wiedział gdzie leci.
Najlepsze zakłady były o coś wstydliwego i przypałowego. Czegoś co Ben za żadne skarby by nie zrobił. To najbardziej by go zmotywowało. - Może kto złapie mniej razy znicz, musi pocałować dziewczynę w usta? - niby szczeniackie, ale Ben chciałby tego uniknąć. Dziewczyny są zdecydowanie fu. - Do 3 złapań. Cykasz się? Czy umowa stoi?
Rozejrzał się za zniczem. Teraz nie może przegrać i musi go złapać. Po chwili latania w kółko i pilnowania Phila  czy ten nie leci za zniczem, en znalazł się w polu widzenia. Ben od razu pomknął na złamanie karku. Wyciągnął rękę po niego. Czuł wiatr skrzydełek złotej kulki. I miał ją! Sam w to nie wierzył! Zatrzymał się gwałtownie. Może powinien zapisać się do drużyny? - Ha! Mam pierwszy punkt! - uniósł tryumfalnie znicza w dwóch palcach. Był dziwnie zimny i gładki. Szok, że dało się go złapać. Wypuścił go i zanim ruszył krzyknął jeszcze do przyjaciela. - No, stary, jesteś w tyle. Jest 1:0!

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Łąka   13.08.16 18:38

Ciesząc się, że kolega zareagował równie żywiołowo, co on, zaczął myśleć nad zakładem. Niby takie całowanie z dziewczyną to był dobry plan, ale Philemon był czarodziejem lubiącym ryzyko, dlatego postanowił rzucić własnym zdaniem.
- A może wybierzemy osobę, którą któryś z nas będzie miał pocałować? - zaproponował ze szczeniackim uśmiechem. Szczerze powiedziawszy nawet mało o tym myślał, w końcu to nastolatek! Zabawa na całego, zero konsekwencji, czy coś tam. - Umowa, do trzech. - zgodził się i poszybował od razu za Benjaminem, który leciał, jak strzała. Chłopak miał chyba jakiś dobry dzień, bo Philemon zostawał w tyle! Bardzo możliwe, że była to wina kontuzji, ale trzeba też przyznać, że Briggs nie jest typem szukającego, a typowego obrońcy, dlatego był nawet gotów przegrać ten zakład, chociaż nie uśmiechało mu się nie walczyć o wygraną! Tamten uśmiechnął się i przyznał sobie punkt, co Briggs skwitował tylko spojrzeniem w stylu 'naprawdę myślisz, że wygrasz?'. Kiedy tamten wypuścił znicz i od razu za nim poleciał, Briggs spiął się i mimo bólu kolana, o którym kompletnie zapomniał, zrobił porządny zwód Wrońskiego! Chcąc nie chcąc, nie widział znicza, dlatego nawet nie wyciągał do niego ręki, ale przecież musiał trochę podpuścić swojego kolegę. Troszkę zwolnił i zaczął rozglądać się za piłeczką.

Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Benjamin Renard

avatar
Gracz

Liczba postów : 70
PisanieTemat: Re: Łąka   15.08.16 14:35

Przyjaciel odważnie poczynał z zakładami. Czyżby był pewny wygranej? Ciekawe czy jak Ben wybrałby taką Regan to Phil byłby szczęśliwy.
Gdy jednym okiem Ben obserwował Phila drugim dojrzał znicza. Postanowił spróbować czegoś innego. Chciał zobaczyć czy uda mu się z nim zderzyć. Leciał chwilę równo z nim, po czym odbił w prawo i już mieli się spotkać gdy kula zanurkowała. Ben zanurkował za nią, lecąc łep na szyję. W ostatnim momencie złapał znicz i aż musiał zeskoczyć z miotły i przeturlać się, żeby choć trochę stracić rozpędu. Ramie się stłukło, ale znicz był w dłoni. Spojrzał na niego tryumfalnie. Po czym krzyknął w górę do Phila - Co ty? Bo pomyśle, że specjalnie przegrywać, żeby po miziać się z dziewczyną! - wyszczerzył zęby. Było 2:0, a patrząc że Ben nigdy w to nie grał. Co prawda całkiem dobrze szło mu na miotle. Może to był tylko fart początkującego. - Dam ci fory! - krzyknął i wypuścił znicza. Zanim przywołał i wsiadł na miotłę, Phil zyskał kilka cennych sekund. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, Briggs może już się oswajać z myślą przegranej.

Kostka:3


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Łąka   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: