Share | 
 
Schowek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Schowek   24.02.16 22:24

Schowek
Kilka niepozornych schodków prowadzi do niewielkiego, niezbyt przytulnego pomieszczenia. Prawdopodobnie jeszcze jakiś czas temu królował tu Filch ze swoimi środkami czystości, ale krąży pogłoska, że po ponownym otwarciu szkoły dostał jakiś większy składzik. Teraz zostały tu szafy z dziwnymi specyfikami, niektóre trwale zamknięte, kilka krzeseł (nie wszystkie w pełni kompletne) i całkiem sporo zatęchłego kurzu. Nic specjalnego.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Schowek   16.06.16 20:02

16 czerwca, niedziela, 17:10

Koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie. Reagan sama nie wiedziała, co powinna o tym wszystkim myśleć. Cieszyć się? Rozpaczać? Z jednej strony perspektywa wakacji wydawała jej się nader kusząca, bo będzie mogła robić wszystko to, czego nie mogła w szkole. Z drugiej lubiła te mury i chociaż nie miała ich opuścić teraz na zawsze, tęskniła na samą myśl. Wszyscy przyjaciele, wszyscy wrogowie, który tak dokładnie umilali jej czas. Może w takim razie zamiast skupiać się na tym wszystkim, zwyczajnie będzie żyła chwilą? To wydawało się najlepszym rozwiązaniem, dlatego po odrobieniu wszystkich zadań (niedziela to beznadziejny dzień), wzięła to i owo, spakowała do torby i wyszła w poszukiwaniu miejsca, które byłoby odpowiednio ciche, spokojne, i co najważniejsze, zapomniane przez tych, którzy nie powinni pojawić się tam w czasie użytkowania przez Gryfonkę. Znała w Hogwarcie niemal każdy zakamarek, chociaż niekiedy zdarzało jej się zawędrować gdzieś pierwszy raz. Przeszukała w pamięci listę wszystkich odpowiednich sal i ostatecznie padło na stary składzik, w którym zawsze dawało stęchlizną. Miejsce niemal bezpieczne, bo kto byłby na tyle nienormalny, by spędzać popołudnie w takim czymś?
Zadowolona z siebie i swojej wiedzy na temat rozkładu pomieszczeń w szkole, ruszyła z przerzuconą przez ramię torbą. Nie minęło kilkanaście minut wolnego spacerku, gdy znalazła się tam, gdzie powinna. Upewniła się jeszcze, że nikt za nią nie idzie, ani ostatecznie nie widzi, gdzie włazi i weszła. Rozejrzała się. Zupełnie nie zmieniło się od ostatniego razu. Rzuciła torbę na jedną z niższych szafek i klapnęła sobie na jednym ze sprawnych krzeseł. Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, kiedy z niego wstała, stwierdzając, że wcale nie jest to mebel, na którym chciała spędzić godzinę lub dwie. Był zwyczajnie niewygodny, dlatego momentalnie skierowała się ku samotnemu biurku stojącemu przy ścianie na przeciwko wejścia. Westchnęła. Machnięciem różdżki usunęła z niewielkiego prostokąta kurz i posadziła na blacie swój szczupły tyłek. Idealnie. Do pełni szczęścia brakowało jej jeszcze tylko jednego. A jako, iż była osobą, która niemal natychmiast zaspokaja własne potrzeby, chwilę później w jej ręce znalazł się skręt z zielska, które zdobyła od Alyssy. Lawenda z dodatkami. Idealnie.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Schowek   16.06.16 21:21

To był kolejny dzień, który mógł być fajny, przyjemny i wypełniony radością. Ale nie był.Komuś się nudzi. Komuś naprawdę się nudzi. Mógł zrozumieć to, że w jednym numerze gazetki ktoś go obsmarowuje. Drugi – no dobra, to już zaczynało być irytujące, ale spokojnie, zaraz wszystko się uspokoi. Za to gdy zobaczył swoje nazwisko na łamach szkolnej gazetki po raz TRZECI, to miarka się przebrała. Zupełnie, jakby wcześniej się nie przebrała...
W jego głowie pozostawało tylko pytanie, kto go tak nienawidził? No i jeszcze dlaczego Gabe był taki tępy podczas meczu, bo na to już naprawdę nie było słów. Tak naprawdę, to to była wina Bertranda. Jakby się ogarnął i może – no nie wiem – grał uczciwie, to nie byliby teraz najbardziej rozpoznawalną parą w szkole. Co jest złego w popularności? Nic, jeśli sława, która cię otacza jest dobra. A ta sława zdecydowanie nie była dobra. W ciągu ostatnich kilku dni został już kilkanaście razy zaczepiony przez jakieś kompletnie obce mu osoby, które albo mu gratulowały (tak jakby spodziewał się dziecka, czy coś), albo współczuły (jakby mu co najmniej zmarła matka). A on zazwyczaj po prostu ignorował uporczywe persony, a jeśli nie (bo – wierzcie – nie zawsze da się pozbyć tej kanalii), to była opcja, że stawał się ociupinkę, odrobinkę chamski. Oczywiście oprócz natrętów byli też ci, którzy obgadywali go po kątach. Albo i nie po kątach. Któregoś dnia, idąc korytarzem, usłyszał wyraźnie słowo „pedał”, skierowane bezpośrednio do siebie i wymówione przez jakiegoś Ślizgona. Według niego to było głupie jak cholera, że ludzie naprawdę wierzyli szkolnej gazetce. On sam jeszcze nie wiedział czy na pewno jest gejem i raczej w jego planach nie leżało to, aby dowiedziała się o tym cała szkoła. Wcześniej niż on sam. Logika.
Ale to wszystko nieistotne, prawda? Nie w tym momencie. To wszystko naprawdę straciło znaczenie z chwilą, kiedy Leo znalazł pewien list. Najpierw chciał od razu go wyrzucić, bez czytania, bo zupełnie stracił wiarę do listów od czasu tamtej afery z Liv, ale w końcu ciekawość zwyciężyła. Pożałował. Zdecydowanie pożałował tego, że w ogóle otworzył kopertę i odczytał to, co było napisane na kartce, która się w niej znajdowała. Nie wiedział zupełnie, co o tym myśleć? Czy to aby nie było sugerowanie, że... Gabe go zdradza? Nie, nie, nie, to nie było żadne sugerowanie, to była napisana wprost wiadomość, informacja, żadna sugestia. Przez jakiś czas zupełnie nie mogło to do niego dojść. Jego umysł nie był w stanie przyswoić takiej informacji. Przecież go kocha, prawda? To, że ty go kochasz, nie znaczy, że on kocha ciebie.
Nagle zrobiło się duszno. Oddychanie stawało się coraz trudniejsze, powietrze coraz rzadsze, oczy coraz bardziej piekące, a on nie potrafił nic z tym zrobić. Więc po prostu otworzył kufer i wyciągnął ukrytą starannie między ubraniami butelkę whiskey. Powinien iść porozmawiać z Gabrielem, a nie chlać po kątach, doskonale o tym wiedział. Mimo to otworzył butelkę z alkoholem i upił może trzy łyki, krzywiąc się przy tym. Po chwili oprzytomniał, że przecież upijanie się w dormitorium to najgłupsze, co mógł w tamtej chwili zrobić. W każdej chwili ktoś mógł tu wejść i to niekoniecznie ktoś, kogo lubił. Korzystając z resztki zdrowego rozsądku, jaka mu pozostała, schował butelkę do torby, założył ją na ramię i ostrożnie i po cichu opuścił dormitorium i Pokój Wspólny.
Znał jedno miejsce, w którym mógł spokojnie pić. Właściwie, to znał dwa takie miejsca, ale odkąd spotkał Elizabeth na Wieży Astronomicznej, to straciła ona swoją definicję miejsca 'bezpiecznego'. Modlił się tylko, aby nie natknął się na korytarzu na któregoś z nauczycieli. Broń Merlinie, jeszcze któryś z nich by go zagadał, a aż tak tępi chyba nie byli, żeby nie wyczuć alkoholu w wydychanym przez niego powietrzu. Nic takiego jednak na szczęście nie miało miejsca i już po chwili Gryfon otwierał szybko drzwi schowka na parterze, od razu je za sobą zamykając, nawet nie rozglądając się, czy ktoś jeszcze się tu znajduje. Bo kto chciałby dobrowolnie siedzieć w takim miejscu.
Odwrócił się od drzwi dopiero po chwili i wtedy jego wzrok napotkał... no, zgadnijcie kogo!
-Ja pierdolę – syknął do siebie samego. Naprawdę musiał mieć aż takiego pecha, żeby trafiać na nią za każdym cholernym razem, kiedy nie miał ochoty nikogo widzieć? - Czemu, do kurwy, zawsze ty? – spytał z niekrytą irytacją w głosie. Gdyby się przysłuchać naprawdę uważnie, można by wyłapać moment, w którym jego głos załamał się lekko, wyrażając jego bezsilność, którą tak usilnie starał się zatuszować. Czy wszyscy wybierali do robienia niezbyt legalnych rzeczy ten pieprzony schowek?



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Schowek   16.06.16 21:41

Chociaż otoczenie nie było zbyt sprzyjające i przyjemne, nie przejmowała się. W końcu nie przyszła tutaj po to, aby podziwiać wystrój, a po to, by się zrelaksować przed poniedziałkiem, którego nienawidziła. Był zwiastunem całego następnego tygodnia szkolnych męczarni i uczestniczenia w zajęciach, które w mniemaniu Gryfonki były tylko zapychaczem wspaniałych umysłów uczniów. Jakby nie mogli się uczyć tylko tego, co sami uważali za przydatne w przyszłości! Niestety, wiele z tych bzdetów była jej ostatecznie potrzebna do przyszłego zawodu, dlatego czy chciała czy nie, musiała to wszystko ładnie pozaliczać. Ale kto powiedział, że nie może przyjść na jutrzejszą Historię Magii zjarana? Binns prawdopodobnie i tak by nie zauważył, nawet jakby wpadła do klasy zataczając się po wypitej flaszce alkoholu, odbijając od ściany do ściany. Dlatego zupełnie nie przejmowała się płynącymi konsekwencjami i po raz kolejny zaciągnęła się skrętem. Zioło było idealne. Napełniła płuca dymem, pozwalając, aby najpotrzebniejsze substancje wniknęły głębiej do jej ciała, uwalniając chociaż na chwilę zapchany umysł, rozluźniając napięte ciało. Odchyliła się trochę do tyłu, górną częścią pleców opierając o chłodną ścianę. Było jej tak dobrze, że lepiej być nie mogło. No dobrze, mogło. Gdyby towarzyszył jej pewien osobnik w barwach Niebieskiego Domu. Gdyby tak siedziała obok niego, dzieląc się skrętem i wkurzając co chwilę na to, co sam pewnie by mówił. Wkurzałaby się dla zasady, dlatego, że tak trzeba, bo na tym opierała się ta porąbana relacja, która sprawiała jej radość. Do której nigdy nie przyzna się publicznie, bo po co? Nie potrzebowała kłopotów, nie potrzebowała chamskich komentarzy, które zapewne by się pojawiły.
Wypuściła dym. Zresztą nie było co gdybać, przecież wiadomo, że Darren mimo wszystko nie był z tych, który zapuszcza się w nieprzyjemne schowki, aby jarać jakieś zielsko. Był chamski, arogancki, bezczelny. Ale miał jakieś swoje zasady, które ostatecznie Liv szanowała. Do czego również by się nie przyznała z tych samych powodów, co wcześniej.
Nagle drzwi pomieszczenia tworzyły się i bez najmniejszego skrępowania próg przekroczył Slughorn. Czy temu chłopakowi życie było niemiłe? Obserwowała go leniwie. Bawiło go, że on w pierwszej chwili jej nie zauważył. Dopiero, kiedy się odwrócił jego wzrok napotkał jej.
- Coś ci się język wyostrzył, Slughorn. Uważaj, bo jeszcze wejdzie ci w nawyk – rzuciła w jego stronę, tym samym pozbywając się z płuc kolejnej porcji dymy. – To ty wpierdalasz się tam, gdzie nie powinieneś. Pretensję proszę zgłaszać do siebie – powiedziała nie spuszczając wzroku z jego osoby. Zdawało jej się, że coś było nie tak. Coś było nie tak z nim. Jednak czy powinno ją to obchodzić? Nie. – Może więc zrób przysługę nam obojgu i po prostu wypierdalaj – uśmiechnęła się przy tym tak słodko, jak wtedy na moście. Na moście, który był początkiem szkolnych plotek, w których oczywiście było ziarenko prawdy, bo już Liv tam wiedziała, że Leo coś do niej tent teges.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Schowek   19.06.16 20:25

Dlaczego za każdym razem, kiedy wszystko się waliło, to na jego drodze musiała stanąć właśnie ona? I to nie w sensie pozytywnym, jako jakieś pocieszenie, anioł stróż, czy inne gówno. Jako dodatkowy napęd tego silniczka emocji. Nie potrzebował ich więcej.
Prawdą jest, że Leo nieczęsto zupełnie absolutnie potrzebował być sam. Wmawiał sobie, że tego potrzebuje. Chciał tego potrzebować. I na ogół wtedy też właśnie wtedy, kiedy wydawało mu się, że tego potrzebuje, mógł to swoje pragnienie spełnić. I spełniał, tylko że ono znikało z każdą kolejną minutą samotności. Rzadziej zdarzały się sytuacje takie, jak teraz – kiedy naprawdę chciał być sam i utopić smutki w alkoholu. Ktoś inny pewnie na jego miejscu najpierw poszedłby porozmawiać z Bertrandem. Ewentualnie od razu wszcząć awanturę. Ale Leo nie potrafił. Nie potrafił go przekreślić, tak po prostu. Zwłaszcza, że nadal pozostawał cień nadziei, że to fałszywka. Kto wierzy w listy pisane od anonima? Leo. Powtarzał w głowie, że to nie musi być prawda, że to wręcz nieprawdopodobne, aby to wszystko było prawdą, ale im dłużej powtarzał te słowa, tym coraz bardziej czuł się jak głupiec, chwytający w agonii strzępy nadziei, które mu pozostały, aby móc się nią pożywić i przeżyć kolejne kilka chwil w złudnym kłamstwie. Nikt by bez powodu nie napisał czegoś takiego, nikt nie posądziłby Gabe'a o zdradę, gdyby nie miał podstaw. Musiało to do niego dotrzeć. Przebrnąć przez najgłębsze zakamarki jego umysłu. Dlatego potrzebował czasu. Dlatego potrzebował flaszki. Żeby wyrzucić wszystko z siebie za jednym zamachem, pozbyć się emocji, uczuć. Wtedy pójdzie z nim porozmawiać. Bez wyrzutów sumienia i robienia sobie nadziei.
Tak, taki był plan. Ale jak widać plan się nie udał. Jeśli już ktoś tam na górze naprawdę chciał, aby Leo napotkał jakąś istotę na swojej drodze, to mógłby to być ktoś z kim da się pogadać. Ale nie Liv, na litość boską! Czemu jakaś niewidoczna siła zawsze ciągnęła ich ku sobie? 
Mam nadzieję, że wejdzie, bo z tobą tuż obok jest niezwykle przydatny – odburknął, chcąc nie chcąc wpatrując się w dych, który wydychała. Skąd wzięła to gówno do jarania? - To ty siedzisz tam, gdzie nie trzeba. I nie wyjdę stąd – dodał, idąc kilka kroków w głąb pomieszczenia i sadowiąc się jak gdyby nigdy nic na jednym z tych jeszcze sprawnych krzeseł. Czemu to zawsze on miał wychodzić? Nie tym razem. Najchętniej wyciągnąłby tę flaszkę tu i teraz i zaczął pić, może z czasem zacząłby też ją ignorować. Ale nie. Najpierw wolał pozbyć się jej stąd. 
Wiesz, co ci grozi za jaranie zioła na terenie szkoły? – spytał zmęczonym głosem, odchylając lekko głowę do tyłu. - O, właśnie, w dodatku jestem prefektem. Nie wydaje ci się, że przydałoby się odrobinę respektu? Teraz, w tej sytuacji? – nawet nie miał siły się z nią wyzywać. I tak naprawdę pewnie nie odjąłby jej punktów ani nie zgłosił tego jej wybryku do żadnego z nauczycieli. Jeszcze nie upadł tak nisko, a poza tym sam miał w torbie coś, czego nie powinien. Co hipokryzja, to nie on.
Merlinie, po prostu idź z tym gównem gdzie indziej – westchnął w końcu. Nie chciał awantury. Nie tu, nie teraz. Chciał po prostu świętego spokoju. I samotności. Tym razem tak naprawdę.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Schowek   08.08.16 13:08

Może nie zdawali sobie z tego sprawy, ale ostatecznie wiązało ich ze sobą jakieś przeznaczenie? Chociaż nie. Wtedy musiałoby być iście pijane i naćpane, żeby faktycznie pragnąć połączyć tak dwa różne charaktery i dwie zupełnie odmienne osobowości. Przecież oni już w niewielkiej konfrontacji ze sobą byli jak Armagedon, a co, gdyby musieli ze sobą przebywać dłużej? Śmierć otoczenia nastąpiłaby na miejscu. Dlatego też Liv nie wierzyła w przeznaczenie, a jedynie w głupotę Slughorna, który zawsze, ale to zawsze pchał się tam, gdzie nie powinien. Tym bardziej, że ona była tutaj pierwsza, a jeśli ten głąb myślał, że mu ustąpi, to… cóż, faktycznie był idiotą, za jakiego uważała go niemal od początku ich znajomości.
- Przynajmniej tyle wyciągnąłeś z tych wszystkich konfrontacji. Szkoda, że jednak nie nauczyłeś się więcej – powiedziała, wydmuchując powoli dym. Patrzyła na niego wzrokiem drapieżnika, który ma wielką ochotę rzucić się na swoją ofiarę, bynajmniej nie w celu przelecenia go. Raczej zabicia. Tak, to zdecydowanie do nich pasowało. – Jesteś samobójcą? A może szukasz jakieś wyjątkowo adrenalinodajnej przygody? Bo dziś wyjątkowo igrasz z losem, Slughorn – rzuciła w jego stronę. Nie wyjdzie? Cóż, w takim razie miał poważny problem, bo ona tym bardziej nie miała najmniejszego zamiaru podnosić tyła, by wyjść. A jeśli jej relaks będzie się wiązał z obecnością chłopaka? Jakoś to zniesie, najwyżej faktycznie zniszczy go psychicznie, skoro usilnie tego chciał skazując sam siebie na jej towarzystwo, które podobno tak go irytowało.
- Oczywiście, że wiem. O dziwo znam wszelkie zasady szkolne. W końcu muszę wiedzieć, co łamię, prawda? – Po raz kolejny zaciągnęła się jakby tym samym dając chłopakowi do zrozumienia, że nie do końca się akurat tą zasadą przejmuje. – Hmmm, nie. Skoro nie darzę cię respektem w innych okolicznościach, nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać tego na potrzeby tej sytuacji. Więc daruj sobie. A jeśli chcesz mnie ukarać, proszę bardzo. Zrób to – pochyliła się do przodu, patrząc na niego niemal wyzywająco. Sam doprowadzi do tego, że ich dom straci punkty. A szlaban? Miała ich tyle, że kolejny nie zrobi różnicy. – Nie. Nie mam zamiaru się stąd ruszać. Przyznaj, że chociaż trochę pragniesz mojego towarzystwa, skoro już na starcie nie wyszedłeś wiedząc, że ja na pewno pierwsza tego pomieszczenia nie opuszczę – obniżona złośliwość w jej głosie musiała być dla chłopaka prawdziwym szokiem. Skąd jednak mógł wiedzieć, że po zielsku Liv była trochę bardziej znośna?

Ostatecznie jednak doszli do względnego porozumienia. Przez dobrych kilkadziesiąt minut siedzieli pijąc razem i paląc to, co przyniosło każde z nich. Demoralizacja Prefekta poszła idealnie i gdzieś późną nocą wyszli, w totalnie złym stanie. Całe szczęście, że nikt ich nie przyuważył, bo to z pewnością dałoby powód kolejnym plotkom.

z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Schowek   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: