Share | 
 
Szatnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Szatnia   28.02.16 20:54

Szatnia
Pomieszczenie, które mimo najszczerszych starań skrzatów, nieustannie wonieje potem zawodników. Zapach ten przesiąkł już przez deski i nic nie da się z tym zrobić. Szatnia sama w sobie służy nie tylko do przebierania się przed i po meczu, ale i do zagrzewania zawodników do gry przez zaangażowanych kapitanów czy ukrywania się przed całym światem. Poza częścią z szafkami i tablicą taktyczną, na tyłach znajdują się też prysznice, choć mimo wszystko nie są zbyt często używane.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.02.16 21:20

Czuła, po prostu czuła, że dała ciała na tym meczu. Nie wykazała się w żaden sposób i była na siebie zwyczajnie zła. Nie, nie czuła przygnębienia, zdruzgotania czy smutku. Jedynie złość i niezadowolenie. Nie dość, że ona zawaliła, to jeszcze ta ślamazara Slughorn nie potrafił złapać znicza. Niby się cieszyła, że Elle wykazała się pomimo wcześniejszej niechęci do meczu i strachu przed lataniem, ale jednak mimo wszystko Leonard powinien ją z łatwością ograć! A jednak stało się zupełnie inaczej. Amator ograł wątpliwego zawodowca, pięknie.
Kiedy tylko rozbrzmiał gwizdek obwieszczający koniec meczy Reagan czym prędzej wylądowała na ziemi i skierowała się w stronę szatni. W takim nastroju nie miała ochoty na rozmowę z nikim, a już zwłaszcza z Darrenem czy Archaniołem, który nieźle ją zruga za popisowe umiejętności, które zaprezentowała. O nie, ona potrzebowała spokoju, aby się ogarnąć, bo inaczej nie obiecuje, że komuś nie przywali lub czegoś nie rozwali. Dlatego przyspieszyła i pierwsza wpadła do szatni, by chwilę później zaszyć się pod ostatnim prysznicem. Woda zawsze dawała jakieś ukojenie, spłukując tym samym ciężar meczu. No i brud, a Liv nienawidziła być brudna. Czuła, jak ciecz spływa po jej nagim ciele. Odkręciła mocniej ciepłą wodę, tym samym sprawiając, że pojawiło się więcej pary. Bardzo dobrze, im więcej tym lepiej. Miała zamiar kąpać się póki nie wyjdzie ostatni zawodnik, a ona nie zostanie sama. W takim postanowieniu mijały minuty, a ona nie zakręcała kurków. Tik, tak. Kolejny upływ czasu pozwolił jej upewnić się, że już nikt jej nie towarzyszy. Nie słyszała głosów, krzyków. Tylko dźwięk wody i cisza. Zakręciła prysznic i okręciła się ręcznikiem, by wychylić się i zajrzeć do głównej części szatni, aby ostatecznie przekonać się, że każdy wyszedł. Odetchnęła i szybko się ubrała, jakby w obawie, że ktoś mógłby przyłapać ją praktycznie nagą, a wiadomo, że nie miała zamiaru przed nikim świecić swoim świetnym ciałem. Za pomocą różdżki szybko osuszyła mokre włosy i była gotowa do wyjścia.
Nie podejrzewała, że ktoś mógłby na nią czekać, a o obecności ów persony przekonała się, kiedy wychodząc na zewnątrz omal się z nią nie zderzyła. Uniosła wzrok, by zobaczyć kto miał czelność stanąć na jej drodze i tym samym spojrzała w oczy Darrena. Pięknie, tylko jego tutaj brakowało. Jakby pod wpływem impulsu Reagan odwróciła się na pięcie i by nie wdawać się w dyskusje z chłopakiem, po prostu zwiała ponownie do szatni.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.02.16 21:36

Darren był w szampańskim humorze.
Jakkolwiek banalnie to brzmi, Quidditch był dla niego innym światem. Grał z ludźmi, których na co dzień w sumie nie znał, ba, nawet nie bardzo lubił, ale dopóki podawali sobie kafla, robili zwody i uniki, a tym bardziej WYGRYWALI, czuł się zupełnie tak, jakby był inną osobą. A cieszyli się wszyscy i niewątpliwie w zamiarach było świętowanie zwycięstwa w ten czy inny sposób, pewno mocno zakrapiany, jak to przystało na poważnych, poświęconych celowi zawodników. Nawet największy gbur w drużynie był uśmiechnięty od ucha do ucha (nie wytykajmy palcami, któż to był).
Ale DJ miał inną agendę na kilka chwil po meczu. Mianowicie, jak wszystkim wiadomo, był niesłychanie konkurencyjną osobą i nie potrafił obejść okazji, żeby komuś wypomnieć, że oto z nim przegrał. Biedna Liv, chcąc (próbować) być z nim blisko, narażona była i na takie momenty. Szczególnie, że byłą Gryfonką. Szczególnie, że gryfońska duma była wielkości ego Darrena, co znaczy bardzo dużo. Szczególnie, że on o tym wiedział i musiał ją poinformować, gdyby przypadkiem się okazało, że ma demencję i umknęły jej ostatnie minuty meczu.
Prysznic wziął szybko, jak to przystało na faceta i w ciągu 10 minut po meczu już koczował przy wyjściu z szatni drużyny przeciwnej, zbierając ich niemrawe spojrzenia, ale żadnych zaczepek. Nie, żeby zwykle się przejmował, ale lubił podejście drużyny przegranej. Nikt nawet nie chciał się do niego odezwać, bo Darren promieniował (chociaż technicznie nic konkretnie w tym kierunku nie robił) zwycięstwem. A z tym polemizować się nie da. Trochę sobie poczekał, ale spodziewał się, że dziewczę będzie go unikało, bo tyle empatii w sobie miał by wiedzieć, że najchętniej wytrzasnęłaby skądś hipogryfa i na nim poleciała do zamku, by tylko nie musieć z nim o niczym rozmawiać.
Ale wyszła i Darren już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale kilka sekund później gapił się w zamknięte drzwi. Bezceremonialnie je otworzył, tym samym zmuszając Reagan do znoszenia swojej obecności.
- No Livka, chyba nie wycofasz się z zakładu, na który sama tak chętnie się zgodziłaś – powiedział z nijaką satysfakcją, taksując spojrzeniem jej przegraną osobę. Zza pazuchy szaty, w którą zdążył się już przebrać, wyjął nienaruszoną butelkę Ognistej Whisky i postawił przed dziewczyną. – Połowa za jednym razem, przegrańcu, no dalej. Chyba, że się boisz.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.02.16 21:52

Zaraz, zaraz. Czy ona faktycznie myślała, że takim zagraniem uda jej się uniknąć obecności chłopaka? Że uwolni się od niego, a tym samym nie będzie zmuszona się do niego odzywać w dniu dzisiejszym? Zapewne właśnie coś podobnego pojawiło się w jej głowie, skoro zastosowała takie zagranie, zamiast na przykład odepchnąć go ze swojej drogi i zupełnie ignorując wszelkie komentarze udać się do zamku, by zaszyć się w Pokoju Wspólnym, do którego nie miał dostępu. Ale nie, musiała zrobić pod wpływem chwili coś, co tylko pogarszało jej sytuację. Bo o ile na chwilę faktycznie pozbyła się sprzed oczu jego widoku, tak wpakowała się do miejsca, w którym było tylko jedno wyjścia. A w nim właśnie stał Darren, który ani myślał, aby sobie pójść po tym, jak zatrzasnęła drzwi tuż przed jego twarzą. Sama skazała się na jego towarzystwo i teraz musiała ponieść wszelkie konsekwencje płynące z sytuacji. Cholera, cholera, cholera. Zaczęła przeklinać w głowie kolejny błąd, który popełniła. Czy mogło być gorzej? Nie dość, że przegrała mecz, na którym jej zależało, to jeszcze była skazana na chłopaka, którego wcale widzieć nie chciała. Ba, ona nie pragnęła teraz widzieć kogokolwiek.
Zagłębiła się dalej w pomieszczenie, by zwiększyć odległość, która miała ją dzielić od Krukona. W jej głowie pojawił się pomysł, że mogłaby się rozpędzić i pobiec wprost na niego, tym samym torując sobie drogę do wyjścia, ale była realistką. Po pierwsze była drobnej budowy, nie dość, że chuda, to jeszcze niska. Po drugie niestety, ale nie miała w sobie takiej siły, a Darren jako przedstawiciel gatunku męskiego (chyba) miał genetycznie większy przyrost tejże cechy. Czyli z super planu nici. Klapnęła sobie na jednej z ławek ustawionych na środku szatni.
- Daruj sobie Cole głupie komentarze – warknęła. Przezwisko, którym się do niej zwrócił zirytowało ją jeszcze bardziej. Czy jemu życie było niemiłe, czy może czuł się aż tak pewnie – Zakład? Nie zapomniałam o nim, ale tak się składa, że nie mam ze sobą… - i w tym miejscu była zmuszona przerwać swoją wypowiedź, bo oczywiście przyjaciel jak zawsze był świetnie przygotowany. Spojrzała na butelkę i skrzywiła się lekko – No tak, przecież nie pozwoliłbyś mi tego odwlec w czasie – rzuciła z przekąsem i zaraz zmarszczyła brwi – Ja nie boję się niczego – powiedziała pewnym siebie głosem. Jak mógł jej zarzucić coś podobnego? Co z tego, że właśnie zastosował idealną zagrywkę niemal zmuszającą ją do wypicia. Przecież miała swoją dumę i honor! – Dawaj no tę butelkę.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.02.16 22:15

Powinna być zadowolona, w końcu zazwyczaj ich spotkania wyglądały odwrotnie i to on był tym, który średnio się pisał na jakiekolwiek kontakty. Z reguły był ciężką osobą do nawiązania i pozostania w jakiejkolwiek relacji chociażby z powodu tego, że nie lubił swojej sowy. Rosnąca popularność telefonów komórkowych, którą obserwował przez wakacje w Londynie o wiele bardziej przypadła mu do gustu, ale nie mógł do tego nawiązać tutaj. To znaczy w szkole, w której nie ma nawet prądu.
Wzruszył lekko ramionami na jej obrażoną odpowiedź, ale chyba wiedziała, że nie mógł sobie tego odpuścić. Już od przyjaciół go wyzywała, to powinna sobie z tego zdać sprawę. Z resztą on ją rozpracował już dawno, Gryfoni nie przedstawiali zbyt skomplikowanego mechanizmu i wystarczyło im powiedzieć, że czegoś zrobić nie potrafią, a już prześcigali się, żeby udowodnić, że jest odwrotnie. Właściwie zupełnie jak Darren, który zwykł reagować podobnie na niektóre bodźce.
Żałował, że nie ma aparatu albo czegoś by uwiecznić wyjątkowo niezadowoloną minę Liv, gdy podnosiła butelkę. Traktował to jako podwójne zwycięstwo, chociaż nie miał zbytniego pomysłu na to, co zrobić, gdyby jej się nie udało. Albo gdyby się jej udało. Bo zdawał sobie sprawę, że butelka do połowy pełna nie zostanie, chociaż przecież on alkoholu nie pił. Takim był zdeterminowanym sportowcem.
- Milczenie jest złotem, Reagan – powiedział, chcąc położyć kres jej nadmiernemu wysławianiu się. Bo było w tym momencie niepotrzebne, z resztą Krukon cenił sobie ciszę i osoby, które używają niewielu słów, by wyrazić swoje myśli. – Otwieraj usta i pij – uśmiechnął się paskudnie, popędzając tę jej wyjątkowo nieszczęśliwą osobę, ale halo. Zadowolony był, że nie była w jego drużynie, wystarczyła mu Upsilon i jej nieprzytomne podejście do życia. Kolejnego fakapa pewnie by się nie podjął.
Usiadł na ławce, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. W życiu by się nie przyznał, ale właściwie uważał ją za dość dobrego kompana do dręczenia/spędzania czasu, czego nie mógł powiedzieć o zbyt wielu osobach, które napotkał w życiu. Ba, nawet trochę się przy niej rozluźnił, bardziej niż z innymi ludźmi, pomimo tego, że przez 90% czasu traktowała go wrogo, a on się po prostu świetnie bawił. Możliwość dokopania jej w ten czy inny (bardzo delikatny) sposób stała się jego mantrą, szczególnie, że dziewczę było łatwym celem. A zaraz będzie nałojona jak szpadla, na co też czekał z utęsknieniem, bo nie było mu dane jej tak jeszcze oglądać.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.02.16 22:29

Oh jakże teraz jej brakowało ujawnienia się tej cechy Darrena, za którą przeklinała go w każdych innych okolicznościach. Czemu, na miłość Merlina, choć raz nie mogło być tak, jak ona tego chciała? Czemu nie mógł zachować się tak, jakby tego pragnęła? Nie. To byłoby zbyt piękne, a wiadomo, że jeśli coś w danym dniu szło nie tak, to ciągnęło się za człowiekiem aż do jego zakończenia. Ostatecznie Reagan musiała się poddać, bo wszelkie sposoby wyklinania losu mogły co najwyżej sprowadzić na nią jeszcze większy gniew kogoś u góry, komu chyba nie podobało się wspaniałe życie Gryfonki. Podobno karma to niezła suka, o czym Liv właśnie się przekonywała.
Odgarnęła z czoła jeszcze mokrawe kosmyki włosów i zmieniła pozycję siedzenia, tym razem sadowiąc się po turecku na drewnianym siedzisku, a tym samym łaskawie odwracając przodem do stojącego w drzwiach chłopaka. Nie to, żeby jakoś specjalnie miała ochotę go oglądać, ale skoro już tu był musiała go mieć na oku, bo kto wie co takiego mogło strzelić mu do głowy. Na pewno chciał jej uprzykrzyć czas po przegranym meczu, więc Liv brała pod uwagę dosłownie wszystko. Patrzyła jak się do niej zbliża, jak podaje butelkę. Odebrała ją. Normalnie nawet by się cieszyła, że może zatopić złość w procentach, ale miała niejasne przeczucie, że upijanie się (bo po takiej porcji, jaką miała w siebie wlać na pewno trzeźwa nie pozostanie) w towarzystwie tego chłopaka nie skończy się dobrze. A może miała paranoję? Nieważne. Oglądając butelkę na jej twarzy malowało się niezadowolenie, którego nawet nie starała się ukryć. Biedna Ognista, musiała zostać wypita tak szybko.
- Czemu w takim razie jeszcze się odzywasz? – uniosła na niego spojrzenie ciemnych oczu. Co za hipokryzja! Wygarniał jej coś, a sam zachowywał się podobnie. Co z tego, że mówił o połowę mniej niż ona. Nadal mimo wszystko nie milkł całkiem! – Za podobny komentarz następnym razem wsadzę ci butelkę w dupsko – rzuciła w jego stronę. Odkręciła trunek i westchnęła – Twoje zdrowie Cole – uniosła szklane opakowanie i przystawiła je do ust. Chwilę później poczuła pierwsze krople alkoholu, który tak dobrze znała. „Tylko się nie porzygaj, tylko się nie porzygaj”. Przełknęła pozwalając, by ciecz płynęła dalej. Paliła ją w przełyku, a co. Paliła nawet w żołądku. I choć w jej oczach pojawiły się znikome ilości łez ni oderwała tego przeklętego gwintu od ust i nie przerwała ciągu. Tylko skąd miała wiedzieć, czy już opróżniła połowę zawartości, czy nie?
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.02.16 23:28

Na dobrą sprawę, to on nie traktował Livki na to, na co wyglądała. Pewnie gdyby miał ją oceniać po pozorach i byłby w miarę przyzwoicie wychowaną osobą, nie zmuszałby tej małej, wątłej dziewczyneczki do picia czegoś, co ledwo mogła objąć dłońmi (tak tak, bardzo dziwnie to brzmi, aleeeee…). Z tym, że Liv była jego kumplem, a kumple robią różne, dziwne rzeczy, szczególnie kiedy przegrają zakład. I tak mogła się też z nim czuć, co nieco odróżniało go od zwykłego zboczeńca, który upija naiwne dziewczątka, żeby je potem wykorzystać. Siedząc z Darrenem mogła być pewna, że jak już wyrzyga wszystkie wnętrzności, on odstawi ją pod wieżę Gryffindoru i pozwoli spać pod portretem Grubej Damy, aż skacowana przypomni sobie hasło i doczołga się do dormitorium. Bo był przyjacielem. Dziwnym rodzajem, ale w pewnym stopniu wiernym i lojalnym wobec pijanych osób, które znał.
Bo jego cel stał się bardziej klarowny, kiedy widział, z jaką pasją piła whisky. Aż wyciągnął rękę i przytrzymał jej butelkę, gdyby przypadkiem zdecydowała się, że nie uda jej się dotrzymać zakładu. A jako osoba ogólnie pomocna i szczera, nie dał jej znać, kiedy przekroczyła magiczne pół butelki, pozwalając Gryfonce nadal żłopać, jakby od tego zależało jej życie. Naturalnie był nieco zaskoczony, dumny i skonsternowany, co nieco zaważyło na jego ogólnym poczuciu triumfu po wygranym meczu.
- Nie przestajesz mnie zadziwiać – powiedział, kiedy już widział, że prawie skończyła (pijąc o wiele więcej, niż od niej oczekiwał). – Jesteś alkoholikiem – dodał, trochę kpiąco ale z nutką żartu. Pokręcił lekko głową z udawaną dezaprobatą, puszczając butelkę, w której niewiele już zostało. Trochę obraz nędzy i rozpaczy, ta zapłakana Liv, z ognistą whisky lejącą się z kącików jej ust i skrzywioną twarzą, w reakcji na całe to zło, które musiała na siebie przyjąć. – Teraz wyglądasz na prawdziwego przegrańca – powiedział z nieukrywaną dumą.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   29.02.16 21:14

Darren był jedną z tych osób, które umiały uderzyć w czuły punkt Liv. Nie chodziło tutaj wcale o to, że wiedział jak. Przecież równie dobrze każdy mógł podejść do Gryfonki i starać się w jakiś sposób ją podpuścić. Najczęściej zbywała wszystko machnięciem dłoni uznając, że ni warto poświęcać czasu dla takich ludzi. I choć podobne podejście towarzyszyło jej każdego dnia, tak szło w odstawkę, gdy na horyzoncie pojawiał się Cole z tą swoją typową aurą wywyższającego się ponad wszystko ego. Obok tego nie mogła przejść obojętnie i koniec końców dawała się sprowokować do takich głupot, jak na przykład ta teraz. Kto normalny by się zgodził na opróżnienie takiej ilości alkoholu w tak krótkim czasie? No tylko ona i jej duma.
Dlatego siedziała na ławce, trzymając mocno butelkę w ręce starając się, by te jej nie zadrżały. W myślach już przeklinała chłopaka, którego oczywiście uważała za odpowiedzialnego za wszystko, co złe. Ale przynajmniej w tym momencie, kiedy pochłaniała płyn, okazał się być przyjacielem. Nie mówił do niej, a co za tym szło, nie dogryzał, a Liv się nie udławiła próbując mu odpysknąć. No i łaskawie przytrzymał jej butelkę, przechylając bardziej, by było jej łatwiej. Zaraz jednak każda dobra o nim myśl miała zostać zasłonięta przez czarne wizje. Bo jak się okazało chłopak nie raczył jej poinformować w żaden sposób, że już dawno przekroczyła ustalony wcześniej limit i zbliżała się aktualnie nie ku połowie, a ku dnu.
Czując, że już więcej w siebie nie wleje, odsunęła od ust butelkę, mając jeszcze pełne usta trunku, który zaczął jej ściekać po kąciku. Machinalnie otarła buzię i przełknęła ostatni spory łyk. Pięknie, zaraz się nawali za wsze czasy. Nic, tylko czekać na efekty! Przymknęła oczy, jakby nie docierało do niej, że wypiła aż tyle. Sekundy mijały, a alkohol zaczął krążyć w jej żyłach. Na policzkach pojawił się rumieniec, a ciało stało się jakby bardziej rozluźnione. Uniosła leniwie powieki – To twoja wina Cole– tu wskazała na niego oskarżycielsko palcem – Demoralizujesz mnie i nakłaniasz do alkoholizmu, praktycznie zmuszając do złych rzeczy. Nie wstyd ci? – patrzyła na niego ciemnymi oczami, które przez procenty w organizmie błyszczały. Przetarła twarz dłonią, przeczesując przy okazji włosy. Świat zaczął powoli wirować, a jej humor stał się jakby lepszy. Już nawet przestało się liczyć, że przegrała mecz. Ba, nawet trochę ją bawiło jak sobie przypomniała to bezsensowne machanie pałką – Najwidoczniej moja pałka okazała się być bardziej miękka niż ta Niko – wypowiedziała swoje myśli na głos i zaśmiała się krótko.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   29.02.16 22:50

Mogła pomyśleć więcej o zakładzie, kiedy się na niego zgadzała, ale Cole zdawał sobie doskonale sprawę, że była podobnie skuszona myślą o nim wypijającym TĘ butelkę. Chociaż cały zakład nie miał najmniejszego sensu, bo w sumie to nie było tak, że mieli sobie coś do udowodnienia. Po prostu rywalizacja była odrobinę słodsza, jeśli dodało się do niej więcej ryzyka. Tak przynajmniej myślał Darren, który jednak przyzwyczaił się do tego, że wygrywa.
Koniec końców Liv wypiła ¾ butelki, co szybko ocenił, biorąc od niej alkohol. Uśmiech kolejny raz rozlał się na jego twarzy, kiedy zaczęła go obwiniać.
- Nie. Może i przegrałaś mecz, ale teraz przynajmniej wygrałaś życie. Miło robić z tobą interesy. – Przyglądał jej się uważnie. Równie dobrze mogłaby mieć napisane na czole „jestem nawalona”, bo Darren z tak bliska mógł dokładnie obserwować zmiany zachodzące na jej twarzy. O, nawet zmarszczka irytacji jej zniknęła. Chłopak mógł tylko sobie wyobrażać cały szum i chaos, które musiały w tym momencie powstać w jej głowie, ale nie czuł się jakoś specjalnie winny. Robił coś dobrego, poprawiał przegranemu humor, a jakby nie patrzeć, mogła mieć teraz myśli samobójcze i próbować się zabić. Naprawdę robił coś dobrego dla świata, czerpiąc z tego jakieś personalne korzyści. Normalnie win-win.
Cały ten czas bawił się butelką, jakby w lekkim zastanowieniu, czy i on powinien dołączyć do grona nawalonych, czy też powinien zachować chłodną głowę.
- Będziesz rzygać? – zainteresował się, dość kulturalnie, dając jej pięć minut, żeby się ogarnęła. Picie takiej ilości alkoholu naraz nigdy nie kończyło się dobrze, o czym Darren w swoim krótkim życiu zdążył się przekonać. Kto wie, może Livka, będąc w stanie przeciągnąć opornego Krukona na swoją stronę była jakimś nadczłowiekiem?
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   29.02.16 23:17

Rzeczą oczywistą było, że w chwili zakładania się o coś Liv niekoniecznie myślała o konsekwencjach, które mogą ją spotkać, gdy ów zakład przegra. O nie, ona wychodziła z założenia, że wygra, więc po co miała się czymkolwiek martwić? Niestety, jak często nie pracowałaby na siebie, tak nie mogła wpłynąć na innych ludzi. Bo skąd miała wiedzieć, że ciota Slughorn nie złapie pieprzonego znicza, dając się ograć amatorce, która ledwo nauczyła się latać? Uwielbiała Elle, ale akurat te słowa były prawdziwe. Pomijając już, że to Reagan namówiła koleżankę do wzięcia udziału w meczu, jednak nadal całą przegrana w oczach Gryfonki była winą Leonarda, który był po prostu za wolny. No nazwisko to miał idealne.
Niemniej jednak po raz kolejny przejechała się na pewności siebie i przegrała. Ciężkie i okropne słowo, ale prawdziwe. Nic nie było tego wstanie zmienić, choć bardzo chciała, by to właśnie Darren teraz męczył się z zawartością butelki. Wtedy ona mogłaby się zachować tak podle względem niego, jak on względem niej!
- Wygrałam życia? – spytała powoli, przechylając lekko głowę w bok, lecz nadal wpatrując się w chłopaka – Tak sobie to tłumaczysz? Bo jak dla mnie właśnie przegrałam je drugi raz, ale mam to gdzieś, wiesz? Kolejne błędy, kolejne wspomnienia – uśmiechnęła się niemal pogodnie, gdyby nie to, że ten uśmiech wyszedł trochę krzywo, bo jej się odbiło. Była pijana, nikt nie musiał jej tego mówić. Nie pierwszy i nie ostatni raz, właśnie takie miała podejście. Życie było za krótkie, aby się przejmować. Te myśli zawsze pozwalały jej przetrwać kolejny dzień, który następował po imprezach, na których zazwyczaj robiła coś głupiego – W twoich snach Darren – uśmiechnęła się uroczo, nachylając się w jego stronę i klepiąc w kolano – A nawet jeśli, to cię o tym nie poinformuję – dodała i następnie lekko odepchnęła się dłonią od jego nogi, by zaraz później wstać. Co oczywiście w jej stanie, z jej zachwianą równowagą, nie mówiąc już o tej karuzeli, którą widziała przed oczami, nie było najlepszym pomysłem. Na całe szczęście w pobliżu istniało coś takiego jak szafki na rzeczy, więc zaraz oparła się o nie dłońmi, tym samym stając plecami do chłopaka – Cholera – przyłożyła czoło do chłodnej powierzchni i zamknęła oczy – Nienawidzę cię Cole. Nienawidzę ciebie i nienawidzę siebie – okręciła się, nie odrywając głowy od szafek. Ponownie jednak patrzyła na chłopaka – Siebie za to, że zgodziłam się na ten cholerny zakład, że wypiłam to cholerstwo. Zamiast po prostu dać ci… w dziób i powiedzieć, żebyś spieprzał. Ciebie, bo praktycznie to na mnie wymusiłeś, robiąc wjazd na moją… dumę i dodatkowo nie powiedziałeś mi, że już dawno przekroczyłam… trzy czwarte… butelki – powiedziała, chociaż mówienie stawało się jakieś takie ciężkie – Niegrzeczny z ciebie chłopak – dorzuciła jeszcze i oparła się plecami o szafki.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   29.02.16 23:43

Nie było na tym świecie żadnego sposobu, który mógłby zmusić Darrena do zastanowienia się nad tym, co by się stało, gdyby Leo Slughorn nie był chujowym zawodnikiem i nie przegrał meczu – tak tak, Darren podzielał zdanie Liv, że to on był głównym sprawcą niefartu w drużynie, za co o dziwo, zaskarbił sobie kroplę sympatii w morzu antypatii, w którym pływał w świecie Krukona. Co by mówił, gdyby to on teraz siedział nawalony, może nie tak beznadziejnie jak ona z racji tego, że był trochę większy, ale mimo wszystko. Może i Gryfonka nie była przyzwyczajona do przegrywania, ale Darren nigdy nie przegrywał i to była fundamentalna różnica między tą dwójką.
Spojrzał na nią krzywo, kiedy uderzyła w ton użalania się nad sobą. Generalnie Darren miał na to wszystko tylko jedną odpowiedź i dało się to wyczytać w jego spojrzeniu, koniec końców przez ostatnie półtora roku powtarzał się dość często. „Przynajmniej cały czas żyjesz”. Całe szczęście najwyraźniej Reagan nie upijała się na smutno, bo zaraz jej przeszło i dopiero wtedy Cole raczył cokolwiek odpowiedzieć.
- Nie moja wina, że nie masz umiaru – wzruszył niewinnie ramionami, wstając za nią, bo mimo wszystko upijając swoją gryfońską koleżankę był teraz za nią chcąc nie chcąc odpowiedzialny. A prezentowała się bardzo destruktywnie, odwrócona do niego plecami i paplająca trzy po trzy. – Przyznaj się, wizja mnie z tą butelką była zbyt kusząca. – Zmarszczył lekko brwi, podchodząc do niej. W końcu już się pochwaliła, że nie oznajmi mu, kiedy zdecyduje się na zwrócenie whisky, toteż trzymał się odrobinę z boku, żeby mógł odskoczyć w strategicznym momencie. – Ale jak chcesz „dać mi w dziób” teraz, to dalej, zobaczymy, jak ci pójdzie – błysnął lekko zębami, przez co cała ta jego naturalnie bardzo przyjazna twarz wyglądała jak jedno wielkie WELCOME dla każdego, kto by spojrzał. Tym bardziej dla pijanej Liv. Była zabawna, dopóki nie obijała się o ściany i nie robiła sobie krzywdy, toteż Darren szybko przekonał sam siebie, że trzeba żyć chwilą. Odwrócił się i chwycił butelkę z ławki, na której oboje dopiero co siedzieli. – Patrz, spełnię jakąś cząstkę twoich marzeń. Ale skup się, bo jak wytrzeźwiejesz to nic nie zapamiętasz – dodał srogo, po czym beztrosko pociągnął solidny łyk ognistej.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   01.03.16 10:30

Czuła się dziwnie, jak tylko dziwnie może czuć się człowiek, który właśnie opróżnił ¾ zawartości butelki z alkoholem. I to nie z jakimś słabym, ale z Ognistą Whisky, która najszybciej uderzała do głowy i nie trzeba było do tego takich ilości, jakie pochłonęła Liv. Na dobrą sprawę ona miała fazę po dwóch, trzech szklankach, bo głowy to niestety mocnej nie miała, nic więc dziwnego, że teraz po prostu nawaliła się prędko. W głowie szumiało, jakby nie stała w szatni a nad brzegiem morza czy oceanu. Przed oczami wirowało, chociaż szafki w jakiś sposób dawały jej chwilę stabilności. Nie ulegało wątpliwości – Liv Reagan właśnie znajdowała się na statku w czasie sztormu! A przynajmniej tak się czuła, kiedy starała się skupić swój wzrok na chłopaku, który do niej mówił. Jego głos zdawał jej się taki nienaturalny, ale czy mogła go oceniać, skoro sama miała pewne problemy z wysławianiem się? Brakowało jeszcze, żeby zaczęła dziko tańczyć, jak podczas ostatniej imprezy. Tak, zdecydowanie będzie miała co wspominać w przyszłości. I zdecydowanie dała Darrenowi kolejny powód do nabijania się, ale spokojnie, już ona sobie z nim poradzi. Jeśli tylko wytrzeźwieje, bo na razie większość rzeczy po prostu ją bawiła.
- Mam umiar… nie wypiłam całej butelki, a t-to chyba o czymś świadczy – stwierdziła, przymykając oczy. Zaczęła bujać głową lekko na boki, nadal nie odrywając jej od powierzchni szafki. Było w tym ruchu coś kojącego, no i to wirowanie na chwilę ustało – Poza tym to… twoja wina. Mogłeś mi powiedzieć – zarzuciła mu po raz kolejny i uniosła leniwie powieki – Tak… powinieneś pić… nie tylko ja powinnam być pijana. Bo wiesz… chyba się upiłam… - stwierdziła rzeczy oczywistą – Ale dobrze mi z tym chociaż… chociaż wolę zawsze się no wiesz, delektować alkoholem – buzia jej się nie zamykała kiedy mówiła i mówiła. Była gadatliwa, jednak procenty jeszcze bardziej rozwiązywały jej język i po prostu czuła potrzebę mówienia – Nie dam ci teraz w… dziób… dziób, czy to słowo nie jest zabawne? – spytała i ponownie się zaśmiała wyobrażając sobie Krukona z ptasim dziobem – Ale jutro na pewno ci przywalę, więc się przygotuj – obiecała, jakby faktycznie liczyła, że będzie wszystko pamiętać. Patrzyła jak podchodzi do ławki, jak bierze butelkę. Pasowała do niego. Butelka, nie Liv.
- Zapamiętam wszystko! – rzuciła głośniej i zachwiała się lekko. A kiedy się napił zaśmiała się głośno – Naprawdę jesteś niegrzeczny. A podobno Krukoni… się tacy spokojni – uśmiechnęła się odbijając lekko od szafki – Ale wiesz co? Ja też umiem taka być. Niegrzeczna, nie spokojna – stanęła naprzeciwko niego, przyglądając mu się chwilę, a następnie wspięła się lekko na palce i złożyła na jego ustach pocałunek. Pięknie Liv, jutro na pewno będziesz sobie za to gratulowała i na pewno nie będziesz chciała wypić całego środka do dezynfekcji – Widzisz? – odsunęła się o krok, nadal z tym dziwnym uśmiechem. A późnij spojrzała na coś, co było za jego plecami. Ławka. Tak, wyglądała kusząco. Chciała się na niej położyć.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   01.03.16 21:30

Czy on będzie się nabijał? Chyba nie, bo właściwie nie reagowała inaczej, niż się spodziewał. Taki był cel tego zakładu, żeby któreś z nich upokorzyło się przed drugim, skrajnie narąbane, a że była to (oczywiście) Liv… To już życiowy niefart po prostu. Co więcej, Darren był przekonany, że gdyby się tak nie skupiała na tym, że on będzie się na niej mścił przez następny miesiąc, byłaby o wiele zabawniejsza. I lepiej by się bawił. A tu przecież chodziło o jego krótki czas rozrywki, czyż nie?
- O tak, brawo ty – odparł przeciągle, niespecjalnie zainteresowany dostrzeganiem jej zalet akurat w tym momencie. – I miałbym ci wyrywać butelkę z rąk, jak tak chętnie piłaś? Nie miałbym serca – tu wykrzywił się w lekkim uśmiechu, mającym podkreślić, jakie to on miał domniemanie wielkie serce. O tak, każda jedna osoba, która wdała się z nim w rozmowę przez ostatnie kilkanaście miesięcy, jak nie lat, mogła poświadczyć. Resztę jej paplania puścił mimo uszu. Jedyna jej cecha, do której pewnie nigdy nie będzie mógł się przyzwyczaić, to ta cholerna gadatliwość. Żeby chociaż mówiła o czymś interesującym, a nie wypowiadała słowa dla samego ich wypowiadania, toteż straciwszy wątek, wszystko obróciło się dla Darrena w „blah blah blah”. Aż do momentu, w którym przerwała, patrząc na niego dziwnym, nieco mętnym wzrokiem i zrobiła coś, co Darrenowi nie przyszło do głowy przez całą ich znajomość, i go pocałowała. Krótko i ogniście (od całej tej whisky, którą wypiła). Cudownie. Krukon zaklął w myślach, „zakochała się, ja pierdole”, krążyło po jego głowie. Cholerne laski, tylko jedno im w głowie. Z reguły nie szukał tu sobie dziewczyny. Już dawno się zdecydował, że życie ułoży sobie gdzieś w mugolskim świecie, z daleka od całej tej magii. Bawił się o wiele lepiej, nic mu tam nie przypominało o przeszłości no i miał wrażenie, że mógłby zacząć od zera. Toteż marnowanie czasu na dziewczęta w szkole… Było po prostu marnowaniem czasu, więc w miarę możliwości skupiał się na czymś innym. Normalnie szalał przez wakacje, a tu proszę.
Ale zamiast jakoś ją zjechać, postanowił pokazać jej postawę, której sam od niej wymagał: mianowicie carpe diem. Dopiero co wygrał mecz, a ona i tak nie będzie wiele pamiętała następnego dnia, może jakieś przebłyski, to co mu tam szkodzi.
- Serio Reagan, nawet całować porządnie się nie umiesz – zakpił, bo przecież to zawsze na nią działało, po czym skrzyżował dłonie na piersi, patrząc na nią wyczekująco. – To zupełnie tak, jak twoje pałkarskie zdolności.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   01.03.16 21:56

Były chwile, kiedy poważnie zastanawiała się, czemu nadal przyjaźni się z kimś takim jak Darren. Z człowiekiem, który tylko czekał, aby jej dopiec, który sprawiał, że robiła jeszcze większe głupstwa podpuszczana jego słowami. Z tym, który nawet nigdy w życiu nie przeprowadził z nią rozmowy o życiu, przeszłości i filozoficznych rzeczach. Cóż, może właśnie dlatego go lubiła. Bo był taki, a nie inny. Nigdy się przy nim nie nudziła, nie musiała gadać o denności życia, o przeszłości, która każdemu dała popalić. Bawiła się, szalała i korzystała z młodości nie przejmując konsekwencjami własnych czynów. Dodatkowo miała niejasne wrażenie, że w razie potrzeby mogłaby się do Darrena z problemem zwrócić, ale nie miała zamiary nigdy, ale to nigdy robić takiej rzeczy. Bo była Liv Reagan, a ona nie dość, że nie prosiła innych o pomoc, to jeszcze nie było mowy, aby gadała na prawo i lewo o jej własnych problemach.
- Powiedzmy sobie szczerze, ty w ogóle nie masz serca – rzuciła obojętnie, jakby na chwilę miała przebłysk swojego typowego, trzeźwego ja. To jednak trwało krótko, bo zaraz alkohol ponownie zawładnął jej umysłem, zmuszając do rzeczy, których wcale robić nie chciała. Jednak nie byłaby sobą, gdyby nie odwaliła czegoś dziwnego w tej szatni i na dobrą sprawę była to najbardziej powalona rzecz, na którą mógł wpaść jej umysł. Całowanie przyjaciela nie było tym, o czym marzyła i nie miało też związku z zakochaniem. W szkole nie było nikogo, w kim kiedykolwiek podkochiwałaby się Reagan. A czy miała kiedykolwiek jakiś obiekt westchnień? Tak. Bena. Ale Ben był mugolem i jej przyjacielem, a zarazem sąsiadem od dzieciństwa. Był super, od zawsze to wiedziała. O tym jednak nie wiedział nikt. Czemu więc pocałowała Darrena? To jest pytanie, na które w tej chwili odpowiedzieć nie umiała i ostatecznie nawet nie chciała. Jej zapity mózg nie skupiał się na tym jakże emocjonalnym czynie. Patrzyła za to tęsknie na ławkę, jakby to jej pragnęła w tym momencie. Póki nie usłyszała jego słów. Po nich automatycznie wbiła spojrzenie w niego – Wiesz co Cole?  Pieprz się – zmarszczyła brwi. Może i była pijana, ale coś tam do niej docierało. Przysunęła się do niego bliżej, stając z nim twarzą w twarz – Nie do ciebie należy ocenianie tych umiejętności, więc zachowaj dla siebie swoje mądrości – rzuciła podirytowana - Ważne, że ja wiem co potrafię,a potrafię wiele -  widziała w jego oczach tę wyzywającą iskierkę, pragnęła podjąć wyzwania, bo przecież podejmowała je zawsze. Ale z drugiej strony ławka, która tak usilnie ją wzywała…
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   06.03.16 16:18

No i pewnie dlatego się przyjaźnili – bo oboje nie mieli pojęcia, dlaczego. W gruncie rzeczy Reagan nie różniła się zbytnio od innych dziewczyn, które przewijały się przez życie Darrena. Gdyby ktoś zapytał chłopaka, jak to jest, że zamiast po wygranym meczu pójść gdzieś z drużyną, on woli przesiadywać w szatni przeciwników i upadlać ich zawodnika. Z drugiej strony niewiele było teraz osób w Hogwarcie, które działały w jakiś sposób logicznie po tym wszystkim, co się działo przez ostatnie kilka lat.
Tym czasem zdążył ją znowu wkurzyć, a to było coś, co stanowiło fundament ich znajomości. Dość częstym widokiem była Livka – czy to trzeźwa, czy nie – podkurwiona, oraz Darren – trzeźwy? – bardzo z tego wszystkiego zadowolony. Toteż z jego strony zadawanie się z Gryfonką było uzasadnione, ale jej? Masochizm?
Darren nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo się cieszy, że nie musi słuchać o mugolu Benie, wielkiej miłości życia Liv, bo ani go to nie interesowało, ani pewnie nie potrafiłby sprawić wrażenia, że tak jest. I po co w taki sposób niszczyć marzenia i nadzieje?
- Liv – zaczął, kiedy już przestała go bluzgać w ten swój pijany sposób. Generalnie mógłby teraz powiedzieć z tysiąc różnych rzeczy, które mu przyszły do głowy, a propos jej wywodów i zapewnień. Właściwie każde zdanie zasługiwało na osobny komentarz, przykładowo, że nie może pieprzyć się sam, jest mądry, bo jest w Ravenclawie, a to, że Reagan potrafi wiele… To już było zbyt proste. Darren jednak bardzo nie chciał wdawać się w takie dyskusje, nie z nią, nie tu, nie na terenie tej szkoły. W gruncie rzeczy nawet nie w tym świecie. Toteż postanowił okazać się tym mądrzejszym i pomimo że widział w jej oczach, że da się podpuścić – toć to Liv – wyciągnął w jej stronę butelkę. – Napij się jeszcze, chyba trzeźwiejesz.
Podłapał jej spojrzenie, którym wręcz pożerała ławkę. Smutno by było, gdyby zakończyła ich małą imprezę idąc do spania, ale co on mógł na to poradzić. Z pewnością nie zamierzał targać dziewczyny do wieży Gryffindoru, ludzie by się dziwnie gapili.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   12.03.16 10:34

Wkurzał ją. Tak niemiłosiernie i do bólu. A jednak się z nim trzymała. Czy faktycznie miała jakieś zapędy masochistyczne, każdego dnia skazując się na jego chamskie komentarze i irytację? Nie to, żeby mu w jakiś sposób ustępowała, ale z ich dwójki to właśnie Liv była tą bardziej wybuchową i denerwowała się stanowczo za szybko. Ale jak mogła pozostać obojętna, skoro jakiś imbecyl walił w nią chamskimi komentarzami? I chociaż wiedziała, że jest to chora relacja, tak uważała, że właśnie tak wygląda przyjaźń. Miało się kogoś, przy kim mówiło się i robiło niemal wszystko, a jedyną konsekwencją było wypominanie błędów przez kolejnych kilka tygodni, póki poprzedniej akcji nie zastąpi jakaś inna. Teraz jednak, w stanie upojenia, Reagan nie myślała o tym, że jutro chłopak nie da jej żyć, zwłaszcza, że większości nawet nie będzie pamiętać. Te procenty w jej krwi zrobią swoje skutecznie wymazując z jej umysłu wszelkie wspomnienia. Może to i lepiej, bo to co sobą aktualnie prezentowało zdecydowanie nie było tym, co pokazywała na co dzień.
Patrzyła na niego przez chwilę nadal gniewnie. Z każdą kolejną sekundą jej wyraz twarzy się zmieniał, stając mniej morderczy. W tym stanie nie umiała się dłużej gniewać, zwłaszcza, że zaproponowano jej więcej alkoholu! A takich rzeczy się nie odmawia, podobnie jak pacierza! Odebrała butelkę, nie spuszczając wzroku z chłopaka i napiła się. Nie dużo, po prostu taki solidny łyk – Też powinieneś – stwierdziła i oddała mu przedmiot. A co, tylko ona ma być nawalona w tym towarzystwie? Co to za impreza gdzie poje tylko jedno? Ukradkiem ponownie spojrzała na ławkę i podjęła decyzję. Pójdzie na nią, bo świat wirował zdecydowanie za bardzo. Zrobiła nawet krok w przód. Szkoda tylko, że się tak jakby zachwiała. I poleciała kapkę do przodu. A z przodu stał Darren. Więc siła rzeczy on stał się jej podporą. Oparła czoło o jego tors i głośno wciągnęła powietrze – Cholera – wymamrotała – Powinnam cię kiedyś… zabić, wiesz – starała się, aby słowa układały się w coś sensownego – Za to wszystko… co mi robisz – dodała. Chwilę później uniosła powoli głowę, by spojrzeć na chłopaka. Był wyższy, wysocy chłopcy to fajna sprawa. A później niewiele myśląc po prostu znowu go pocałowała, dodając do dnia jutrzejszego kolejny pretekst, by mógł się z niej nabijać.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   12.03.16 12:51


Ach, te pogróżki, którymi przepełniona była niemal każda wypowiedź Livki. Gdyby tylko chciał, mógłby ją gdzieś zgłosić za takie rzeczy (bo czarodzieje chyba też mają jakieś gorące linie dla nastolatek?), bo kto wie, może pewnego dnia faktycznie uskuteczni jedną ze swoich dziwacznych wypowiedzi i Darren skończy gdzieś w jeziorze jako martwa statua człowieka w wiosce trytonów? Smutny by to był koniec jego dość tragicznego życia, ale trzeba przyznać, że jeśli miałby ciągnąć dramatyzm swojego jestestwa, to by był jego pierwszy wybór.
Cole był jednak Krukonem, więc w mig pojął (dodając do tego fakt, że przecież był trzeźwiuteńki, bo to, co pozostawiła mu Liv nie wystarczyło nawet do lekkiego szumu w głowie), że to jej rodzaj trzymania równowagi w ich relacji. Im bardziej agresywna była, tym dziwniejsze rzeczy miała zaraz zrobić. Przykładowo Darren mógł sobie wyobrazić siebie z nożem przy gardle, DOSŁOWNIE, trzymanym przez Liv, która sekundę później postanowiła zrobić przed nim striptiz. Bardzo problematyczna wizja, musiał przed sobą przyznać.
Przewrócił tylko oczami, zabierając od niej butelkę i wypijając ją do końca, ot, tak dla smaku i już moment później jego czerwona koleżanka się w niego w t u l a ł a. I to nie w jakiś siostrzany sposób, bo jego siostrą nie była, z resztą nigdy nawet takiej relacji nie utrzymywali, ale w dziewczęcy. Kolejne, barwne „kurwa mać” przeleciało przez jego głowę, gdyż nadal był zdeterminowany, żeby uniknąć jakichś flirtów i wszystkiego tego, co psuje relacje takie, jaką oni właśnie mieli.
- Chyba masz dość, co? – Zapytał, chociaż właściwie stwierdził, obejmując ją w pasie bardziej dla podpory, niż jakiegoś innego gestu. Gryfonka była trochę jak dziewczyna-guma i kto wie, zaraz pewnie wyląduje na podłodze zamiast swojej wymarzonej ławki. Zanim zdążył podjąć jakieś kroki, by przetransportować ją w stronę zamku (tak, ogarnął się i stwierdził, że jednak nie zostawi jej śpiącej na ławce w szatni, poza tym był głodny), pociągnęła go do siebie i pocałowała. W pierwszym odruchu całkowicie się poddał, bo to nie tak, że nie lubił się całować. Był normalnym dzieciakiem z buzującymi hormonami, toteż ciężko mu było powiedzieć nie, kiedy ktoś wprost rzucał mu się pod nogi (w przypadku Livki, prawie dosłownie). Z resztą, zawsze mógł jej wkręcić na następny dzień, że wcale się nie całowali. Tak, chyba tak zrobi. Chociaż z drugiej strony nie był pewny czy nie podda się pokusie podrwienia z niej, w momencie, kiedy zobaczy ją bardzo skacowaną i nieszczęśliwą. Ha.
Z tym pozytywnym akcentem objął ją nieco mocniej i popchnął lekko sprawiając, że plecy Liv znów opierały się o chłodną powierzchnię szafek. Cały ten czas Darren skupiał się na tym, żeby pokazać Gryfonce, jak POWINNO się całować.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   12.03.16 16:05

Całe logiczne myślenie uleciało z niej wraz ze spożyciem alkoholu. Zupełnie, jakby te dwie rzeczy nie mogły występować obok siebie w jednym organizmie. Może faktycznie tak było, skoro nigdy, ale to nigdy nie oczekiwało się logiczności po osobie pijanej. Ona w tej chwili cała w sobie była zaprzeczeniem. Zaprzeczała swej codziennej postawie, swoim zachowaniom, reakcjom. Pijana zawsze dawała się ponieść chwili, działa nad wyraz spontanicznie, co Darren musiał wiedzieć. To zupełnie tak jakby świadomie chciał ją doprowadzić do takiego stanu, by później czerpać przyjemność z nabijania się z niej. I to miała być przyjaźń?! Jaka szkoda, że nie mogła w tej chwili o tym pomyśleć, bo pewnie zwyczajnie sprzedałaby mu liścia. Zamiast tego oparła o niego czoło, traktując jako swoją osobistą podpórkę. Całkiem wygodną, trzeba było przyznać. I ładnie pachnącą, z czego zdała sobie sprawę, kiedy tak się zaciągnęła. Może to ten zapach zbałamucił jej przytroczony alkoholem umysł i pchnął do tego, co uczyniła chwilę później? Tak, na pewno właśnie tak było, bo zdecydowanie sama z siebie Liv Reagan nigdy nie przywarłaby ustami do miękkich ust Krukona, którego przecież z zasady nienawidziła. Co z tego, że faktycznie jej wredne zachowanie wynikało głównie z sympatii, a im bardziej stawała się niemiła, tym bardziej kogoś lubiła. Chyba, że nazywano się Leo Slughorn, wtedy chłód wynikał faktycznie z czystej niechęci, która nie miała szans przerodzić się nigdy w nic pozytywnego.
Niemniej jednak nie miała w tej chwili najmniejszego zamiaru odczepiać się tak szybko od warg chłopaka. Chciał zobaczyć co umie? Proszę bardzo! Już ona sprawi, aby zmienił swoje zdanie! Dłonie na jej talii tym bardziej motywowały ją do dalszych poczynań. Dodatkowo Darren wcale się nie opierał, a tym bardziej nie wyglądał na niezadowolonego z tego, co zrobiła. Podobał jej się mocniejszy uścisk, który jej sprezentował. Wpiła się mocniej w jego usta, w coraz śmielszym i mniej grzecznym pocałunku. Mruknęła cicho, kiedy poczuła za sobą chłód szafek. Rączka od drzwiczek wbijała jej się w plecy, co było wyjątkowo niekomfortowe w stanie trzeźwości, jednak alkohol sprawił, że po prostu to olała. A może to nie była zasługa procentów, tylko tym razem hormonów, które w niej buzowały? Mniejsza. Uniosła ręce i umieściła je na plecach chłopaka, błądząc palcami po skrywanym pod ubraniem ciele.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   12.03.16 17:29

Dla niego to była nieskończenie dziwna sytuacja. Taka… spontaniczna? Nie o końca potrafił sobie przypomnieć ostatnią rzecz, którą zrobił spontanicznie, ale pewnie też dotyczyła osoby Liv. Jak na przykład stwierdzenie, że jednak może z nią czasem rozmawiać, skoro to dziwne gryfońskie dziewczę tak bardzo się domaga jego uwagi. Do tej pory myślał, że znał ją dość dobrze i chociaż faktycznie, była impulsywna i nie rzadko wyłączała szlachetny organ odpowiedzialny za myślenie na rzecz swoich zwierzęcych impulsów każących jej łamać szkolny regulamin… Zwykle nie dawał jej postawić się w podobnej sytuacji. Gdyby był laską pewnie zastanawiałby się nad tym przez kolejne kilka paragrafów, ale w tym momencie bardziej interesowało go badanie granic tej sytuacji.
Nie przypominał sobie, żeby nawalona Liv szła w ślinę z każdym, kto się napatoczył. Co nasuwało tylko dwa rozwiązania: albo postanowiła się zmienić, albo – o zgrozo – skrywa w pokoju ołtarzyk w jego zdjęciem i personalnymi przedmiotami, a cała ta przyjaźń była tylko przykrywką. No prosto w serce.
Nie było wiele miejsca między nim a Liv, oraz Liv i szafką. Chłopak przeniósł jedną z dłoni na jej kark, wplatając palce w brązowe włosy. Drugą natomiast postanowił trochę zaryzykować, coby zaspokoić ciekawość dotyczącą stanu jej upojenia alkoholowego. I chociaż wciąż dość grzecznie, wsunął dłoń pod jej koszulkę (przebrnąwszy przez te wszystkie warstwy, które na sobie miała), nie przestając jej całować, jakby się spodziewał, że to odwróci jej uwagę. O ile w ogóle była na czymś skupiona, bo miał wrażenie, że Gryfonka w tym momencie była pusta w środku. Ale to nic. Błądził palcami po jej nagiej, rozgrzanej alkoholem (bo ten też tak działa) skórze, pieszczotliwie, nie wiedząc jeszcze za co by się tu zabrać, co ewentualnie obudziłoby prawdziwą Liv.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   13.03.16 15:03

Zdrowy rozsądek aż krzyczał, że to powinno się skończyć. Usilnie darł się „stop, stop, stop”, próbując zakończyć to, co właśnie się zaczynało. Jaka szkoda, że w tym przypadku zdrowy rozsądek nie miał nic do powiedzenia, zepchnięty w najdalsze zakątki umysłu. Teraz rządziły procenty, a one chciały się dobrze bawić, bez względu na jutrzejsze konsekwencje. Zresztą ich już jutro nie będzie, więc czemu miałyby się przejmować? One były spontaniczne, rozrywkowe i czerpały z chwili, a z tej zdecydowanie było co teraz czerpać! Bawiły się świetnie i chciały, aby równie dobrze bawiła się osoba, którą aktualnie zawładnęły. Najwidoczniej udało im się osiągnąć jakiś poziom zadowolenia, ponieważ Liv zatraciła się kompletnie w tym, czego zdecydowanie robić nie powinna. Już nie chodziło o całowanie przyjaciela, bo to w przeszłości jej się zdarzało, ale o to, że nie powinna tego robić z Darrenem! Ze wszystkich najgorszych opcji musiało paść właśnie na tego, który wiedział, jak wykorzystać wszystko, co działo się wokół niego i po lekkiej przeróbce przedstawić osobie pokroju Reagan. Pięknie, bombowo. Chociaż nie mogła powiedzieć, że jej się nie podobał. Najgorsze, że właśnie podobało za bardzo, a przecież podobać nie powinno! Nie z nim i nie w takich okolicznościach!
A jednak nie oderwała się od jego ust, mocniej swoimi napierając na jego. Nie odepchnęła go, napawając się jego bliskością. Westchnęła głośno czując jego dłoń w swoich włosach. Przejechała mocniej palcami po jego plecach, by schodząc niżej wsunąć je pod materiał. Poczuła ciepło jego skóry, tak przyjemnej w dotyku. A kiedy to ona poczuła jego delikatny dotyk na swoim ciele, pod swoją bluzką, jej oddech stał się przerywany i nierównomierny. Kolejne mruknięcie zadowolenia wydobyło się z gardła Liv. Wpiła palce mocniej w jego skórę na plecach, przyciągając go bliżej siebie. Zdecydowanie ktoś powinien ją teraz ogarnąć, by sprawy nie poszły zbyt daleko.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   19.03.16 11:21

Cały ten czas Darren wciąż trwał w dziwnym, nie do końca mu znanym uczuciu, że wcale nie jest z dziewczyną, ale z kumplem. Rzadko traktował Reagan w kategoriach dziewczęcych mówiąc szczerze, toteż zaistniała sytuacja trochę przewróciła mu światopogląd. Żeby było jasne, nie potrafił stwierdzić do końca, czy to dobrze czy źle.
Pewnie to pierwsze, skoro w miarę jej reakcji on uświadamiał, że właściwie mógłby to wszystko pociągnąć o wiele, wiele dalej, bo mimo tego całego kumplowstwa… Liv Reagan była dziewczyną i to z dość dużym temperamentem, żeby było ciekawiej! Proste stwierdzenie, ale Cole w tym momencie odkrył Amerykę i nie było w tym nic śmiesznego.
W gruncie rzeczy to czerpał tyle z tej sytuacji, ile Liv, pomimo swojej trzeźwości. W pewnym momencie poczuł jej paznokcie na skórze i usłyszał mruknięcie. Stąd to mogło pójść w dwie strony, z których każda wydała się równie nieatrakcyjna z jakiegoś powodu. Darren zareagował jednak w sposób, który miał dla niego więcej sensu i chociaż cała sytuacja była dość dziwna, to była ta bezpieczniejsza droga. Z resztą, i tak ma nic nie pamiętać na następny dzień.
- Reagan – powiedział rozbawionym głosem, nagle przerywając pocałunek i uwalniając się z jej objęć (dość silnych, jak na osobę, która dopiero przegrała mecz), by odsuwając się na odległość wyciągniętych ramion, dłonie opierając na jej ramionach. – Ogarnij się. – Prawie się ś m i a ł. Nie z niej, ale z całego tego dziwactwa, które wypełniło ich niby normalną schadzkę. No dobra, trochę też z niej, bo teraz był na stówkę przekonany, że była w nim zakochana.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   19.03.16 12:17

Liv miała taki charakter oraz sposób bycia, który przez wielu niekoniecznie był postrzegany jako dziewczęcy. Nie przeszkadzało jej to nigdy jakoś specjalnie, bo nie potrzebowała zachowywać się jak jej koleżanki. Stroić się, flirtować z kolegami, udawać taką uroczą, niewinną, delikatną. Nie miała zamiaru zmieniać samej siebie jedynie na potrzeby zawierania nowych damsko-męskich znajomości, zwłaszcza, że i tak miała wielu kolegów. Śmiało mogła powiedzieć, że nawet więcej niż koleżanek, bo coś dziewczynami nie zawsze mogła się dogadać. Była na to chyba zbyt… na Merlina, męska?! Nie z wyglądu, bo ten akurat miała typowo kobiecy pomimo mało rozwiniętej klatki piersiowej i cycków wielkości… w sumie bez wielkości, ale z zachowania, które Darren zakwalifikował jako męsko kumpelskie.
To najwidoczniej nie przeszkadzało w badaniu pewnych granic, do których L. nie powinna się zbliżać, a Cole z pewnością nie powinien jej prowokować! Oczywiście to była jego wina i sama Gryfonka doszłaby do takiego wniosku, gdyby w tej chwili była wstanie dojść gdziekolwiek. Czuła jak jego usta buszują po jej, a jako, że nie mogła dłużna pozostać odwdzięczała się tym samym. Ciągle i ciągle, i ciągle, jakoś nie bardzo wysilając się, by to przerwać, a nawet przeć naprzód niczym lodołamacz! Na szczęście Krukon w tym momencie okazał się tym bardziej ogarniętym (ale tylko tutaj, żeby nie było!) i zrobił to, na co ona nie miała ani możliwości (za sobą miała szafki), ani siły, ani ochoty (?!?!?!). Odsunął się. A ona przez chwilę patrzyła na niego zdezorientowana. Zaraz jednak owa emocja zniknęła, a z jej ust wydobyło się westchnienie – Cholera – przetarła dłonią twarz – To nie tak powinno wyglądać – mruknęła do siebie – Chcę ławkę –dodała, by chwilę później skierować się do mebla, jak gdyby nigdy nic. Zupełnie jakby przed chwilą wcale, a wcale nie całowała się z przyjacielem. Klapnęła na niej dość ociężale – Tak – kto wie, do czego odnosiło się to słowo. Położyła się na plecach, co okazało się wielkim błędem. Nagle jej żołądek zaprotestował w sposób jednoznaczny – Zaraz się porzygam – zakomunikowała przewracając się na bok. I jak powiedziała, tak zrobiła, puszczając pawia na podłogę.
Powrót do góry Go down
Darren Jules Cole


Gracz


Skąd : Brighton, UK
Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Szatnia   21.03.16 19:22

Darren zamarł. Z przerażenia. O, tak bardzo był blisko, żeby po raz pierwszy w życiu ktoś zrzygał mu się do ust. Tak bardzo bardzo bardzo blisko. Świadomość tego, w jakiej sytuacji mógłby się teraz znajdować sparaliżowała go na dobrą minutę, w którą to wpatrywał się w teraz już bezwładne, wyciągnięte na ławce, płaskie (haha!) ciało Liv. Jeśli jeszcze pięć minut temu wydawało mu się, że całowanie się z kumplem jest okej, a wręcz akceptowalne, tak odczytał tę sytuację jako znak od Boga, że wcale tak nie jest. I bardzo się tym przejął.
Naturalnie do głowy mu nie przyszło, żeby posprzątać, chociaż tak naprawdę wystarczyło jedno machnięcie czarodziejskim kijem, którego tak sobie odmawiał. Zamiast tego podszedł do ławki, ostrożnie, by nie znaleźć się w jej polu rażenia. Ogólnie nie scharakteryzowałby się jako wspaniały przyjaciel, toteż nie poczuwał się specjalnie do ogarnięcia dziewczyny. Z drugiej strony nie był okrutny, ale wszystko ma swoje granice, a Darren, wyedukowany, oczytany i ogólnie super, zdawał sobie z nich sprawę odrobinę bardziej, niż inni ludzie.
- Reagan, jesteś obrzydliwa – poinformował ją, patrząc z góry na ten hot mess, którym była jego gryfońska koleżanka. Cole wierzył jednak, że trudne życie uczy lepiej, niż dobrzy przyjaciele, toteż szybko podjął decyzję co do tego, co się teraz stanie. Z namaszczeniem, niemalże miłością, ściągnął z jednego z wieszaków jakąś kurtkę, niezbyt przyjemnie pachnącą, ale hej, trzeba improwizować i wykorzystywać to, co się ma! Okrył nią dziewczynę i wyprostował się. – Jak prawdziwy przegraniec, do tego bezdomny. Nie przyzwyczajaj się, bo będę musiał przestać się z tobą pokazywać. – Mówił trochę do siebie, podejrzewając, że dziewczę nie kontaktuje na tyle, żeby wszystko przetworzyć i mu odpowiedzieć. – Znajdę cię jutro – wyszczerzył się krótko, po czym zasalutował jej i opuścił szatnię, bez wyrzutów sumienia udając się do zamku samotnie.

Darren zt
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Szatnia   23.03.16 11:39

To było dziwnie upokarzające. To całe wymiotowanie w czyjejś obecności i chociaż na chwilę obecną nie przejmowała się tym faktem, tak miał się on zakorzenić głęboko w jej umyśle przypominając o sobie jutro, kiedy jej świadomość będzie bardziej sprawna. Ale wtedy będzie już za późno i będzie musiała liczyć się z konsekwencjami własnego postępowania. Na razie jednak tuż po zwróceniu wszystkiego, co zwrócić miała, zwyczajnie leżała na ławce czując się o wiele lepiej. Nie można było mówić tutaj o wytrzeźwieniu, bo nikt nie pozbywa się takiej ilości alkoholu z organizmu tak szybko, ale z pewnością zaczynała kontaktować bardziej. Na tyle, by nie spaść z ławki, w ostatniej chwili przewracając się na plecy.
Zamknęła oczy, a jej oddech stał się bardziej miarowy. Nie spała, jedynie egzystowała zawieszona gdzieś we własnym świecie. Pijackim świecie. Świecie, gdzie myśli o całowaniu Darrena krążyły uparcie, chcąc opuścić jej świadomość, by do jutra nie pozostało po nich najmniejszego śladu. Usłyszała kroki zbliżające się do jej bezwładnego i wcale nie tak płaskiego (Darren, ty pedale) ciała. Uniosła powieki słysząc głos. Spojrzała na tego, kto wypowiadał słowa.
- Chrzań się, Cole – wyszeptała jedynie w jego stronę, nie mogąc się zdobyć na to, by powiedzieć coś głośniej. Czy ona faktycznie zaczynała odlatywać? Poczuła na sobie jakiś materiał, ale to nie było ważne. Ważne było, że zachciało jej się spać, bo ławka faktycznie była tak wygodna, jak wcześniej zakładała – Naprawdę… z całego serca… cię nienawidzę – rzuciła w jego stronę. Czemu zmuszał ją do udzielania odpowiedzi, skoro wcale nie miała na to siły? Wyrodny przyjaciel! Na szczęście sobie poszedł. Zostawił ją samą, a ona mogła spać. I faktycznie, przysnęło jej się na jakąś godzinę, w czasie której udało jej się nie spaść z ławki i nie utonąć we własnych wymiocinach. A kiedy ten czas upłynął podniosła się niemrawo, nadal znajdując się w wirującym świecie i okryta jakaś zatęchłą, przepoconą kurtką wróciła do zamku zostawiając kałużę zawartości jej żołądka w szatni.

z/t
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   02.07.16 21:19

Właściwie nie wiedział co o tym myśleć. Nigdy nie interesował się Quidditchem, zawsze uważał go za coś bezsensownego. Sześciu przepoconych dziwaków z kijami między udami uganiających się bez sensu z kaflem od braki do bramki, a i tak liczył się tylko ten mały złoty badziew, którego szukają ci delikatniejsi zawodnicy, którzy nie chcą się mieszać w bardziej brutalne zajęcia. Czterech idiotów, takich jak on, którzy mają pilnować całej reszty i dwóch leni, którzy krążą w okolicach kijków i udają, że coś robią. Nawet nie potrafił sobie przypomnieć co brał, kiedy zgodził się polecieć w zastępstwie za Gila. Może myśl, że mógłby zaszkodzić Philemonowi tak mu się spodobała? W ogóle to, że ktoś go chciał w drużynie było dziwne.
Długo stał na boisku, przyglądając się pustoszejącym trybunom. Z tego punktu widzenia to wszystko wyglądało inaczej. Niedobrze, ten... ten "sport" mógł mu się zacząć podobać. Bardzo niedobrze.
Do szatni wszedł jako ostatni i jako ostatni zaczął się przebierać. Właściwie to zdjął z siebie jedynie koszulkę i długo wpatrywał się w numer "9". Miał wrażenie, że po jego plecach przechodził dreszcz. Wątpił, żeby jeszcze kiedykolwiek miał zagrać w jakimkolwiek meczu, chociażby nawet zaczęło mu to sprawiać przyjemność. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby coś odciągało go od jego celu - zostania potężnym czarodziejem. Z tak ambitnym marzeniem każda przyjemność oznaczałaby dla niego krok w tył.
Z resztą Quidditch to gra drużynowa. A on nienawidził ich wszystkich.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Szatnia   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: