Share | 
 
Szatnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Szatnia   28.02.16 20:54

First topic message reminder :

Szatnia
Pomieszczenie, które mimo najszczerszych starań skrzatów, nieustannie wonieje potem zawodników. Zapach ten przesiąkł już przez deski i nic nie da się z tym zrobić. Szatnia sama w sobie służy nie tylko do przebierania się przed i po meczu, ale i do zagrzewania zawodników do gry przez zaangażowanych kapitanów czy ukrywania się przed całym światem. Poza częścią z szafkami i tablicą taktyczną, na tyłach znajdują się też prysznice, choć mimo wszystko nie są zbyt często używane.


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   02.07.16 23:23

Był wściekły, naprawdę wściekły. Coś przełamało się w tej wesołej osóbce, na której humor miało praktycznie wszystko. Tym razem przegrali i chłopak naprawdę miałby to w nosie, gdyby nie fakt, że Szanowny Pan Ślizgon, nie raczył nawet podnieść pałki, żeby obronić kogoś od nich. Musiał wiedzieć, że drużyna jest drużyną i jakiekolwiek obcyndalanie się, oznacza uszczerbek na zdrowiu, albo reputacji. Bądź co bądź, to drugie Philemon miał w głębokim poważaniu, ale liczyło się jedno, w tym jednym momencie byli drużyną. Niestety do młodego Ślizgona to nie docierało i Lemon naprawdę nie miał mu za złe, że był słabym pałkarzem, ale ewidentnie nie bronił ich z premedytacją. Mógłby się nawet założyć, że widział uśmieszek na jego ropuchowatej twarzy! Taki typowo Ślizgoński, nawet jeśli on nigdy nie widział jego uśmiechu!
Był przekonany, że wszyscy wyszli, dlatego wyszedł spod prysznica, z którego woda nie lała się od dłuższego czasu. Cały przemoczony, opatulił się ręcznikiem w pasie i spojrzał w lustro. Przegrali to przez tego ciołka, który nie miał odwagi obronić nikogo, NIKOGO. Gotowało się w nim okrutnie, ale nie był na tyle mało rozsądnym, żeby rzucać się na niego w trakcie meczu. W prawdzie, to w ogóle nie miał ochoty się na niego rzucać, bo miał go po prostu dość, tak samo jak wszystkich obślizgłych Ślizgonów, przynajmniej z męskiego grona. Być może małym niedopowiedzeniem jest, że kiedy wszedł do szatni i zauważył Tyberiusza, niemal oniemiał, bo najzwyczajniej w świecie zastygł. W jednej chwili jakby obudziły się w nim waleczne demony z rodu matki i po podejściu do niego, agresywnie wyrwał mu koszulkę z ręki.
- Nawet nie zasługujesz na to, żeby jej dotykać. Tak samo jak osoba, za którą wszedłeś na boisko. - stwierdził dobitnie, nie spuszczając z niego oczu. Nie czuł się inaczej, nie trzymając różdżki przy boku, bo wiedział, że nie samą różdżką czarodziej żyje. Poza tym jeśli Ślizgon wyciągnąłby do niego magiczny patyk, byłoby to idealnym potwierdzeniem na jego tchórzostwo. Sam fakt, że od ich ostatniego spotkania, przy którym Philemon oddał mu cholerny pamiętnik, czy licho wie, co to było, ten patrzył się na niego spod byka i generalnie zachowywał jakby Briggs wyrywał mu włosy łonowe pincetą, był nienaturalny. - Jeśli chcesz grać w tę grę musisz nauczyć się jak grać zespołowo. D-R-U-Ż-Y-N-A. Takie słowo, coś Ci to mówi? - nawet nie siląc się na zjadliwość, zapytał, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi. Był tak wściekły, w końcu jakaś tam jego cząstka nienawidziła przegrywać. Był ambitny, w szczególności, jeśli nie chodziło o naukę. Jednakże jego nabuzowanie nie było powodem do agresji, Tyberiusz nie zasługiwał na pięści Philemona, tym bardziej, że rozsądek nadal trzymał jego awanturniczy charakter w ryzach.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   03.07.16 0:43

No nie, jeszcze jego tutaj brakowało. Musiał jakoś przegapić, że Briggs jeszcze nie wyszedł spod prysznica i dał się zaskoczyć w takim dziwnym stanie i był na siebie za to wściekły. Właściwie to nie tylko za to, a dzień się jeszcze nie skończył. Szybko zmusił się do otrząśnięcia z chwilowego odrętwienia i spojrzał na Philemona jak na coś wyjątkowo obrzydliwego. Niewiele było osób, które potrafiły włączyć w chłopaku te najgorsze, najbardziej prymitywne zachowania, ale Krukon był w tym mistrzem - z reguły wystarczała sama jego obecność, aby Ślizgon zniżył się do tak żałosnego poziomu, że zżera go to później przez kilka dni. Przez chwilę zastanawiał się co takiego ciekawego może powiedzieć jego "ulubiony" obrońca. Zwalić winę za porażkę na niedoświadczonego dzieciaka, który pierwszy raz był na boisku? Pewnie tak. Tego w sumie by się spodziewał. W końcu jest Ślizgonem, a to oznacza, że jest winien wszystkiemu co złe w czarodziejskim świecie.
Nie protestował, gdy Briggs wyrwał mu koszulę z ręki, ale skrzywił się wyraźnie i cofnął. Dopiero, gdy obrońca przemówił w Tyberiuszu się poważnie zagotowało i był całkiem świadomy, że widać to po jego oczach, które najchętniej same rzucałyby wszystkie klątwy. Nie tylko śmiał porównać go z Gilgameshem, ale jeszcze powiedział, że Ślizgon nie zasługuje na koszulkę. Oczywiście, że mógłby ją zdobyć, gdyby tylko zechciał!
- A kim TY jesteś, żeby o tym decydować? Ile jesteś wart, co? - syknął Tyberiusz w jego stronę.
Niech ktoś go powstrzyma, zanim rzuci się z pięściami na tego frajera. Jego przypuszczenia w sumie się sprawdziły. Cóż, jeśli Krukon musi się na kimś wyżyć za przegrany mecz, żeby poczuć się lepiej to Ty nie zamierzał mu tego ułatwiać.
- Nic mi nie mówi - warknął, otwierając z szarpnięciem szafkę, której drzwi niemalże uderzyły Philemona w twarz. - Poza tym, nigdzie nie mówiłem, że chcę w to grać - dodał, zaczynając grzebać w poszukiwaniu ręcznika i czegoś do kąpieli. - Dzisiaj to był WYJĄTEK. Rozumiesz? W zastępstwie.
Tyberiusz nawet nie wspomniał o tym jak beznadziejny był pomysł umieszczenia ich w jednej drużynie, bo było to zbyt oczywiste. Czuł, że zaczyna nim trząść i jeśli nie przywali Krukonowi pałką to z pewnością uszkodzi coś z wyposażenia szkoły.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   03.07.16 2:03

W tym momencie, mało interesowało go, że być może będzie przeziębiony, bo w końcu ani się porządnie nie wytarł, ani też nie ubrał, tylko stał w samym ręczniku przed Tyberiuszem. Briggs nigdy nie miał problemów z nagością, tylko trochę niekomfortowym było tak stać i marznąć. Gdyby Philemon nie był tak rozwścieczony, z pewnością powiedziałby coś na temat tego suchoklatesa Ślizgona. Na szczęście początkowo Krukon zawsze ograniczał się tylko do słów, żeby później wpaść w jakiś bitewny szał, przez który szybciej by go nazwali Blackwoodem, niż Prichardem. Jedni mieli swój niemal barbarzyński sposób walki, zaś Ci drudzy, specjalizowali się tylko w pojedynkach i to nie tylko na różdżki. Być może jakieś fatum chciało, że Philemon nie dość, że nie jest czystej krwi Prichardem, to jeszcze ma cechy rodu nie tego co trzeba? Być może to zbyt wielka idealizacja jego stanu, w którym się znajduje podczas walki, w każdym razie wiadomo jak jest kiedy jest wściekły.
Lemon był przyzwyczajony do takiego traktowania przez Ślizgonów, w końcu każdy członek tego domu, uważał się za lepszego od reszty, nawet z nie wiadomo jakiego powodu. Chyba za mało ich zginęło podczas wojny, ale co też Briggs może na ten temat powiedzieć, skoro on wywodzi się całkiem z innego kraju...
Być może właśnie ten brak akceptacji innych tak drażnił nastolatka. Mimo dość pojętnej mózgownicy, nie potrafił zrozumieć jak można tak się zachowywać. Jakby wszystko im się należało! Widząc chęć mordu w oczach chłopaka, sam zmarszczył brwi. Z jego przesuniętą szczęką wyglądało to co najmniej dziwnie, jeśli nie nawet groźnie! Nie rozumiał co też dzieje się w głowie pałkarza, ale widać obaj mieli ochotę sprawić sobie kilka blizn na twarzy. Briggs miał wspaniały powód, a Tyberiusz? Chyba rana, że Philemon kiedyś tam podniósł mu zeszycik, była zbyt głęboka, bo innego wytłumaczenia, niestety nie potrafił znaleźć. Jego ręce były najwyraźniej zbyt plugawe, żeby móc dotykać takie cuda.
- Nie chodzi o wartościowanie ludzi, tylko o sam fakt bycia takim głąbem! - warknął, niemal krzycząc, bo skoro mówienie nic nie pomaga, to może krzykiem coś wbije do tego zakutego łba? Mieli być drużyną przez te zasrane pięć minut, a on odstawiał jakiegoś gwiazdora meczu. Nawet nie próbując obronić reszty drużyny! Właśnie to było takie denerwujące, a Philemon miał takie ambicje, żeby to wygrać! Jako drużyna! - W takim razie idź do biblioteki, z pewnością razem z resztą swojej grupki fanów będziesz mógł przestudiować coś takiego jak E-N-C-Y-K-L-O-P-E-D-I-A. - Philemon czuł się jako nauczyciel, jak ryba w wodzie! Naprawdę nie dość, że go nosiło, to jeszcze utrzymywał ręce przy sobie, bo w końcu Tyberiusz nie przekroczył jeszcze granicy jego cierpliwości, choć ta, kończyła się w zastraszająco szybkim tempie. W prawdzie Briggs nie zastanawiał się nad tym co mówi, w końcu przeważnie kiedy widział Ślizgona na korytarzu, ten był samotny. Dziwne, ale prawdziwe, jakby naprawdę nie miał przyjaciół, ale jak też barczysty chłopak mógłby o tym myśleć, kiedy w głowie mu bijatyka? Był gotowy na obronę praktycznie w każdym momencie i gdyby Tyberiusz postanowił nagle uderzyć go w twarz, z pewnością Briggs byłby szybszy, a jeśli nie szybszy to silniejszy, w końcu po coś ćwiczył. - Nawet jeśli to miało być jednorazowe to masz zrozumieć, że KAŻDA OSOBA W DRUŻYNIE JEST WAŻNA! - niemal krzyknął mu do ucha, robiąc przerwę co słowo, w końcu musi do niego dotrzeć. - A TY MASZ OSŁANIAĆ IM DUPY, CZY TO JASNE? - być może Philemon trochę przesadził, ale krew buzująca w jego żyłach nie miała dość. Chciała więcej! Bardzo możliwe, że z tej gorączki, jego ciało nie było już mokre, w końcu czasem to wszystko tak szybko schnie, że aż w myślodsiewni się nie mieści!
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   03.07.16 13:26

Matka zawsze mu powtarzała, że nie powinien zduszać w sobie negatywnych uczuć. Później to się gromadzi w człowieku, gromadzi i nagle cała ta zła energia wybucha z siłą, która mogłaby powalić sztab kryzysowy ministerstwa. Z całą pewnością miała na myśli żal, smutek i takie pierdoły, ale widać ta zasada działała nawet teraz. Rozzłoszczony Ślizgon porzucił przeszukiwanie szafki i skupił się tylko na tym, żeby nie przywalić Briggsowi. Rozluźniał i zaciskał pięści, poruszając rękami do przodu i do tyłu i widać było jak wiele wysiłku kosztuje go powstrzymywanie się przed rzuceniem się na chłopaka. No, dobra, ok, zawalił. Był w stanie to przyznać przed samym sobą. Faktycznie przez nieuwagę przepuścił tłuczka na Upsilon. I to był chyba jego największy grzech. Odpuścił przy obronie Alexandra, to prawda, ale tylko dlatego, że jego głowa znalazła się pomiędzy tłuczkiem a pałką Ślizgona. Gdyby faktycznie uderzył, trafiłby w jego czaszkę, a nie w piłkę. Może faktycznie byłoby lepiej walnąć go w czerep, przynajmniej nie musiałby wysłuchiwać teraz żali Briggsa.
Bezsensowne okładanie innych pięściami nie leżało w jego naturze, ale to z całą pewnością nie był ten przypadek. W końcu miał zamiar bronić swojego dobrego imienia.
Obrócił się w stronę Krukona i uderzył pięściami jego tors. Ale co mógł mu zrobić? Tyberiusz w porównaniu z tym ciołkiem był dużo niższy i z całą pewnością nie tak umięśniony jak on. Cóż, zawsze miał jeszcze pałkę.
- NIE BĘDZIESZ MI MÓWIĆ CO MAM ROBIĆ A CZEGO NIE, TROLI GLUCIE! - wrzasnął. Po jaką cholerę Philemon w ogóle zaczął tą "rozmowę"? Przecież było już po wszystkim, takie teksty byłyby wskazane PRZED meczem, ale nie teraz! Czy na prawdę nie mógł po prostu się ubrać i pójść w swoją stronę, musiał jeszcze robić awantury?! Czyżby Krukon tak bardzo chciał go wyprowadzić z równowagi i zacząć się tłuc?!
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   03.07.16 15:50

W takim razie matka chłopaka była bardzo inteligentną osobą, która próbowała przekazać Ślizgonowi piękne ideały, a on jak się słuchał? Z pewnością nie byłaby zadowolona, z takiego obrotu sprawy, kiedy to jej własny podopieczny, próbuje wygrać z postawnym Briggsem, który w krwi miał pojedynki!  Chociaż bardziej można przejąć się jego barczystą budową, niż jakimiś tam powiązaniami rodowymi. W prawdzie to Philemonowi nie chodziło nawet o to co Tyberiusz robił, musiał się po prostu wyładować, a nieświadomie nie wiedział, że nie potrafi zaatakować bez dobrego powodu. Bądź co bądź, szukał zaczepki, nie chodziło o nic innego, musiał jakoś uzewnętrznić swoją bezsilność, która ogarnęła go po przegranym meczu. Meczu, który wziął sobie do serca.
Uderzenie Ślizgona, naturalnie zabrało mu część powietrza z brzucha/płuc, jednakże nie był to cios, który od razu by go powalił. Wiadomo w grę wchodziła masa obu przeciwników, a nawet wzrost, co w ich przypadku było ogromnymi różnicami. Z jednej strony Tyberiusz, praktycznie patyk, który na oko mierzy z 1,70 meta, zaś z drugiej wysportowany 1,82 Krukon. Chłopak zareagował niemal od razu. Odepchnął go od siebie i stanął w pozycji bojowej, będąc gotowym na porządny sierpowy. Teraz to już mało go obchodziło co też dzieciak wygaduje. Już on mu przeforsuje tą uśmiechniętą facjatę.
- Już się przestraszyłeś? Nawet dobrze nie zaczęliśmy. - stwierdził, czekając na ruch pałkarza, który chyba zostawił pałkę na ławce, która teraz była bliżej Philemona. Na szczęście Ślizgona, Briggs nie bawił się w jakieś niewyrównane walki, dlatego nie podniósł przedmiotu. Praktycznie go nie zauważył.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   03.07.16 17:52

Wściekły Ty nie zdążył zareagować, gdy Philemon odepchnął go od siebie. Odsunął się i stęknął, zaskoczony siłą Krukona. Obaj doskonale zdawali sobie sprawę, że skończy się to bójką. Na co innego mogli liczyć? Koniec końców, obaj przecież tego chcieli... prawda?
- Lepiej załóż gacie, bo nie chcę paść ze śmiechu, gdy zsunie ci się ręcznik. - zadrwił Ślizgon, naśladując postawę chłopaka.
Tyberiuszowi zdarzyło się kilka razy pobić w mugolski sposób, gdy spędził prawie cały rok w Kanadzie u swojej ciotki. Co prawda miał wtedy 10 lat, ale chyba powinien coś kojarzyć... przypomniał sobie jak jego kuzynka pokazywała mu parę "chwytów" na koledze z podwórka. Teraz sytuacja była znacznie inna, Briggs był większy, silniejszy i przede wszystkim nie był dzieciakiem, chociaż jest to sprawa dyskusyjna. Właściwie mógłby wypróbować to teraz, bo lepszych ciosów i tak nie zna. Problem w tym, że Tyberiusz nie ma tak długo zapuszczonych paznokci, żeby móc dotkliwie uszkodzić Krukona. Zamiast tego rzucił się na niego całym ciałem próbując powalić go na ziemię. I miło byłoby, gdyby upadając zahaczył głową o szafkę.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   07.07.16 0:41

Tak, z pewnością każdy z nich czuł wewnętrzną potrzebę, uzewnętrznienia się. Tym bardziej, że obaj nie chcieli być ze sobą w jednym miejscu, no może Tyberiusz chciał, w końcu chłopak był trochę pokręcony...
- Chyba padłbyś ze wstydu. - prychnął w odpowiedzi, naturalnie myśląc szybko o tym jak to zrobić, żeby wykonać tak trudny trik, chłopak musiałby odejść od wcześniejszego miejsca Tyberiusza i podejść do swojej szafki, która była praktycznie na końcu. Naciągnąć gacie na tyłek, oczywiście obracając się do niego plecami, co Ślizgon mógł bardzo dobrze wykorzystać i potem jeszcze obrócić się z powrotem. Sytuacja nie do wykonania i oczywiście Briggs nie mógł dać młodszemu chłopakowi takiej przewagi! W prawdzie to zastanawiając się nad ubraniem gaci, poczuł nagle, jak ktoś pcha go do tyłu. Nie kontrolując sytuacji, złapał się drugiego nastolatka, przez co obaj runęli na ziemię. Gdyby to był jeszcze przyjazny upadek... Skądże znowu! Philemon rąbnął głową o posadzkę, że aż mu przed oczami pojawiły się gwiazdki! Oszołomiony, nie wiedział co się dzieje, jednak czuł jedno, ktoś był w pomieszczeniu, a dokładnie to na nim. Jak oparzony, zepchnął delikwenta z siebie, mrugając kilkakrotnie i próbując odzyskać panowanie nad sytuacją.
- Ty piep... - nie dokończył, bo też z tych całych przewrotów i bólu, zebrało mu się na wymioty. Oczywiście tym razem, wszystko było pod kontrolą i chłopak opanował odruch wymiotny, próbując skupić się na postaci Tyberiusza. Teraz, to chłopaczyna przesadził.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   10.07.16 21:25

Wszystko szło nawet lepiej, niż Tyberiusz mógłby się spodziewać. Udało mu się powalić Krukona i jeszcze - przez jego własną głupotę - wylądował na nim. Nie tylko w pewien sposób unieruchamiał Philemona, ale ta pozycja dawało mu to idealny dostęp do pałki, która została przy ławce. Chłopak już miał po nią sięgnąć, kiedy Briggs chyba odzyskał świadomość i zrzucił go z siebie. Zaskoczony Ślizgon upadł na ławkę, przewracając ją. Usłyszał tylko jak pałka uderza o podłogę i turla się na drugi koniec pomieszczenia. Niech to szlag!
Jednak, zdaniem Tyberiusza, Ślizgoni wciąż wygrywają nad Krukonami 1 - 0.
- Daj spokój, to nie mogło być takie łatwe - zakpił, ale miał wrażenie, że uderzenie o kant ławki zostawi mu wielkiego siniaka na żebrach.
Patrzył na Philemona, a jego twarz przybrała nagle bardzo dziwny wyraz. Trwało to dosłownie parę chwil, ale wahanie było bardzo widoczne. Zawiesił wzrok na jego sylwetce, w bliżej nieokreślonym punkcie i cały poczerwieniał. Nagle zerwał się do Krukona, i zaślepiony wściekłością, jakiej jeszcze dzisiaj nie udało mu się okazać, uderzył go z pięści w szczękę. Nie czekając na reakcję obrońcy, uderzył drugą ręką, tym razem trafiając w obojczyk. Tyberiusz stracił nad sobą kontrolę co było widać nie tylko w mocno zaciśniętych zębach, ale i w jego oczach.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   22.07.16 1:55

Oczywiście, Ślizgon pełną parą, nawet jak przegrywa to i tak wygrywa, co w przypadku Philemona nie mogło dojść do jakiegokolwiek żywotności, dlatego nie miał zamiaru więcej się rozpraszać, chociaż czy w czasie walki można zadeklarować jakiekolwiek założenia? Jasne, że nie, dlatego Briggs od razu zaczął być czujniejszy, tym bardziej kiedy Tyberiusz mu się przez chwilę przyglądał, tak perfidnie się na niego patrzył. Jedyne co przyszło na myśl Lemonowi to fakt, że chłopak jest jakimś gejem, czego też w normalnych warunkach nie miałby mu tego za złe, ale teraz był wściekły i cokolwiek co zrobiłby Tyberiusz, byłoby co najmniej złe.
- Wiem, że jestem gorącym typem, ale nie musisz od razu objawiać swoich pedalskich zapędów, patrząc się na mnie, jak na prezenty pod choinkę. - stwierdził, bez jakiegokolwiek cienia wstydu, w końcu to rzecz wręcz niemożliwa, żeby Briggs się zawstydził. Bardzo możliwe, że przez swoje kolejne zaślepienie, dał się uderzyć w szczękę, a następnie w obojczyk. Jednakże, jakiekolwiek myślenie, że Philemon da się tak tłuc, jak jakiś worek z mąką, było co najmniej błędem, bowiem chłopaczyna starając się ignorować ból i chwilowe zaślepienie złapał rękę Tyberiusza, który nie zdążył jeszcze wycofać uderzenia i odepchnął go, by zaraz wyprowadzić silny cios lewą pięścią, prosto w policzek, a niech się nauczy, Ślizgon jeden! Może następnym razem przestanie się perfidnie patrzeć na swojego oprawcę, chociaż co chłopaka winić, w końcu jego przeciwnikiem był Lemon!
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   22.07.16 19:21

- ARGHHHH! - wrzasnął Tyberiusz, próbując wyrwać swoją rękę z uścisku Krukona. - ARGHHHHHH! - wrzasnął po raz drugi, gdy Philemon go odepchnął.
Jak on mógł! Jak śmiał w ogóle zasugerować coś takiego?! Że, że niby on...? Że on jemu? Jakim cudem wpadł na tak idiotyczny pomysł!
Dostał w twarz i odruchowo złapał się za policzek, który bolał jak cholera i chyba nawet zaczął puchnąć. Widać, że te idealnie uformowane mięśnie nie są zapchane powietrzem...
NIE, NIE, NIE, NIE, NIE!
- TY GNIDO! - podniósł się jakoś na nogi, opierając się jedną ręką o szafkę. Kręciło mu się w głowie, serce waliło mu jak oszalałe i miał problem ze złapaniem oddechu. Bolały go żebra, bolała go twarz, wszystko go w sumie bolało, a i tak miał inny poważniejszy problem. - NIE WIERZĘ, ŻE TO ZROBIŁEŚ!
Może, gdyby to nie Tyberiusz byłby ofiarą tej przebiegłej sztuczki, mógłby uznać to za zabawne, ale no - był, a tego już wybaczyć nie mógł. Tylko jak się tego pozbyć? Czy zwykła odtrutka będzie dobra? Musiał spróbować, nie miał wyjścia.
- Przyznaj się! Kiedy i gdzie to się stało?! Przed meczem?! A może już wcześniej?! MÓW, DO CHOLERY!
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   28.07.16 15:50

Sporo wrzasków, jak na walkę, co też Lemon przyjął z niemiłym skrzywieniem, choć najbardziej zaintrygował go fakt, że Tyberiusz najwyraźniej coś zobaczył, czy też przyjął jego słowa do siebie. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów, które powiedział chwilę temu oraz reakcja Ślizgona i wszystko jakby wskoczyło na swoje tory. Czy on właśnie nieświadomie przyznał się do tego, że widzi, jak czwartoklasista mu się przygląda i generalnie rozpoznał, że ten JEST GEJEM? Szok to chyba najbardziej odpowiednie ze wszystkich reakcji, jakimi można opisać stan Lemona, chociaż nie był to szok ze względu na zaistniałą sytuację, a fakt, że ten wyprzedził przyszłość i wszystkiego się domyślił. Widocznie przydzielenie go do domu Kruka nie było byle przypadkiem.
- Hej... - powiedział spokojnie, jakby samemu się opanowując, bo przecież to rzecz normalna, że w chłopaku buzują hormony i te sprawy. - HEJ! - ryknął na niego, żeby się na chwilę zamknął i korzystając z chwili ciszy, którą Tyberiusz pewnie wykorzystywał na odetchnięcie po tych wszystkich wrzaskach zaczął - Nie wiedziałem i przepraszam, nie chciałem Cię urazić... I nic Ci nie zrobiłem, nikomu nie powiem, obiecuję. - powiedział siląc się na spokój, w końcu ludzką rzeczą było zachować się jak człowiek w tej sytuacji. Najwyraźniej czwartoklasista bał się, że wszystko wyjdzie na jaw, dlatego tak się na niego darł i rzucał. Na szczęście Briggs czasem był wspaniałomyślny i potrafił się opanować, czego przykład możemy zauważyć właśnie w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   29.07.16 22:18

"Nie chciałem cię urazić"?! "NIE CHCIAŁEM CIĘ URAZIĆ"?! OBIJALI SIĘ PO MORDKACH, A ON GO"NIE CHCIAŁ URAZIĆ"?!
I jeszcze go przepraszał! On chyba sobie kpi!
- Oczywiście, że nic nie powiesz! Jak miałbyś to zrobić?!
Tyberiusz ubrał się pośpiesznie, nie planując nawet wziąć prysznica. Zrobi to w zamku, na spokojnie. I z dala od Briggsa.
- I tak ci nie wierzę. Doskonale wiem co zrobiłeś - warknął, zakładając koszulę. Podszedł do niego, zapinając nieśpiesznie guziki i gromiąc go oczami.
- Podałeś mi amortencję - niemalże wysyczał Ślizgon. - Masz szczęście, że była o kant dupy potłuc. Równie beznadziejna jak i ty.
Jeśli Krukon myślał, że na tej miłej pogadance w szatni się skończy, to zdecydowanie się pomylił. Tyberiusz będzie się za to mścił i to będzie się mścił boleśnie. Przekomarzanki, kłótnie, nawet bójki - to jedno. Próba upokorzenia Ślizgona w taki sposób to było już przegięcie. Briggs, czy tego chciał czy nie, wprowadził ich konflikt na całkiem inny poziom. Tylko, żeby później nie płakał i nie skarżył się mamusi!
Tak, ale teraz są poważniejsze sprawy niż zemsta. Musi jakoś dyskretnie uwarzyć odtrutkę. Nie chciał, żeby Slughorn zapytał się "A po co ci to?". Z resztą, może wciśnie mu jakiś kit o przygotowaniach do egzaminów...
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   30.07.16 1:40

Obijanie się po mordzie, za niebronienie zawodników z drużyny to jedno, zaś drugim jest zwykłe dowiedzenie się o sobie, co Philemon mógł zauważyć u Tyberiusza, mam na myśli jawne odkrycie czegoś wcześniej dobrze ukrytego. Briggs był wyrozumiały do ludzi, dlatego przepraszał chłopaka za to, że powiedział takie ostre słowa dotyczące gapienia się na niego.
- Nie mam kompletnie pojęcia o czym mówisz Tyberiusz. - powiedział szczerze, nawet wyciągając ręce przed siebie, jakby to nie było jego wina, bo przecież nie było to jego winą. Dopiero po chwili, kiedy młodszy kolega powiedział o co tak naprawdę chodzi, że niby jakaś amortencja, ten zaśmiał się nerwowo. Briggs kompletnie nie wiedział, jak się zachować w tej sytuacji, dlatego postanowił trochę ochłonąć i może co ważne, trochę się ubrać.
- Myślę, że wyciągasz pochopne wnioski, bo ja nic Ci nie wsypałem, ani nie zatrułem, to musi być Twój organizm, czy co tam tym kieruje. - powiedział spuszczając wzrok na swój ręcznik i ubrania, które na szczęście nie były wielce naruszone, a które już były w jego ręku. Nie wiedząc jak się zachować, założył koszulkę i zastanawiał się, jak założyć gacie tak, żeby Tyberiusz nie widział tego, co najmniej pożądane w tej sytuacji. W końcu zdecydował się na szybką akcję, która zawsze działała, czyli zakładanie majtek, łapiąc je z boku, co uniemożliwiało zobaczenie czegokolwiek poza ręcznikiem oraz kawałkiem nogi i tylko nogi. - Posłuchaj mnie przez chwilę, ja... Nie mam kompletnie zielonego pojęcia co sobie tam wymyślisz, żeby było Ci dobrze... yyy.. znaczy, żebyś miał dobre wytłumaczenie, dlatego powiem Ci wprost, że ja nic nie zrobiłem tylko palnąłem głupotę, ale to nie pierwszy raz, więc chyba nie ma się co tak denerwować, co nie? Hehe... - powiedział z początku ostrożnie, by w końcu walnąć jakąś gafę i na końcu się zaśmiać w ten suchy, wymuszony sposób, ale przecież jakoś to trzeba było rozwiązać, bo jak to tak... Ubrany już w dresy, które również zakładał w tym samym czasie co Tyber, usiadł spokojnie na ławeczce, żeby zabrać się do wiązania butów. Naturalnie koszulki już nie musiał ogarniać, bo miał zwykły T-shirt, wygoda ponad wszystko! - Może usiądziemy i coś ustalimy? - zaproponował w końcu, łapiąc się za drugiego buta, choć marne były szanse, to Philemon był dobrej myśli, może Tyber nie okaże się, aż takim burakiem.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   30.07.16 16:58

Przez chwilę mu uwierzył. Tylko przez chwilę. Później Briggs zaśmiał się ten dziwny sposób, który sprawił, że Tyberiusz zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to. W tej całej sprawie coś śmierdziało i nie chodziło to wcale o zapach potu panujący w całej szatni.
Wpatrywał się w szafkę, gdy Philemon się ubierał. Zerkając na niego jednym okiem.
- Z moim organizmem jest wszystko w porządku. Wszystko jest ze mną ok, a to nie jest normalne.
Jeśli to nie był Philemon... to może był to ktoś inny? Nie, to raczej wykluczone. Nie znał nikogo innego kto chciałby zrobić mu krzywdę... to raczej on chciał robić krzywdę innym. Ale... może było w tym coś innego?
Uniósł brew i spojrzał na Krukona z powątpiewaniem, słuchając jego kolejnych wyjaśnień i skrzywił się. Jeju, on na prawdę był beznadziejny.
A później coś zaskoczyło. Tak, teraz już wiedział o co chodzi. Przez chwilę nawet odniósł wrażenie, że był dla niego zbyt ostry. Cóż, to wina Philemona, że wybrał złą taktykę.
Zaproszenie do wspólnej rozmowy tylko utwierdziło go w tym przekonaniu.
Usiadł na ławce obok Krukona i położył dłoń na jego ramieniu, jakby w geście pocieszenia.
- Ja wiem - zaczął. - Nie oceniam cię i nikomu nie powiem. Nie wiedziałeś jak zagadać... ale wybrałeś na prawdę kiepski sposób.
Tak, teraz ta cięższa część. Musiał przez to przejść, nie mógł przecież dawać Briggsowi fałszywej nadziei.
- Jesteś całkiem uroczym chłopakiem i na pewno znajdziesz sobie jakiegoś partnera, ale... no, to nie będę ja. Po pierwsze: nie jestem gejem, a po drugie... no, nienawidzimy się. Więc to nie ma sensu.
Tak, pierwszy raz dawał komuś kosza, ale wydawało mu się, że idzie mu całkiem nieźle.
- Wybaczam ci tą amortencję. Ludzie chyba robią głupsze rzeczy z miłości.
Powrót do góry Go down
Philemon Briggs

avatar
Gracz


Skąd : Calgary, Kanada
Liczba postów : 236
PisanieTemat: Re: Szatnia   31.07.16 2:09

Chłopakowi dziwnym wydawał się nagły spokój Tyberiusza. Jego słowa również były jakby dwulicowe, co tym razem potrafił wyłapać, o dziwo. Nawet wcześniejsza agresja odeszła, jak ręką odjął, a wszystko winą hormonów co Briggs rozumiał w każdym stopniu, w końcu kilka lat temu też miał ten sam problem, może nie patrząc na chłopaków, ale dziewczyny, tylko czy we współczesnym świecie to była różnica? Teraz, kiedy praktycznie każdy chłopak w szkole to gej? Przynajmniej Phil tak wnioskował z tych ploteczek, o których słyszał od czasu do czasu, bo przecież tracenie czasu na czytanie jakichś gazet było wręcz idiotyczne.
Jednakże wracając! Kiedy tylko Ślizgon położył rękę na jego ramieniu, jakby chcąc go wesprzeć w jakimś problemie, którego nie miał, ten zdziwił się nie na żarty. Nawet zaszczycając go spojrzeniem w stylu "co Ty kurwa odpierdalasz?".
- Chyba sobie jaja robisz. - powiedział niemal śmiejąc mu się w twarz. To, że ten odkrył w sobie geja i Lemon go nie skrytykował, nie oznaczało, że Briggs też jest w tej samej drużynie, temu czwartoklasiście naprawdę musiał jebnąć sierpowym nader mocno, skoro mu takie rzeczy insynuował. - Chłopczyku, w tym pomieszczeniu to ja jeden nie mam problemów z określeniem swojej seksualności, która jest stuprocentowo heteroseksualna, więc z łaski swojej przestań pierdolić jakieś głupoty i zabieraj ode mnie łapska, zboczeńcu jeden. - powiedział już nie na żarty, wstając i patrząc się na niego ze złością, bo jak on śmiał, gówniarz jeden. - Staram Ci się jakoś pomóc zaakceptować to, że najwyraźniej lubisz chłopaków, a Ty śmiesz insynuować, że się w Tobie zakochałem? - zapytał retorycznie, nawet nie dając mu czasu na odpowiedź. - Naprawdę za mocno Ci jebnąłem tym sierpowym. - stwierdził ostro, zbierając swoje rzeczy, mając na celu wyjście z tego przeklętego miejsca, a raczej z dala od tego nienormalnego chłopaka.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Szatnia   01.08.16 20:11

Jakiej reakcji się spodziewał? Cóż, chyba dokładnie takiej. No, dobrze, może nie DOKŁADNIE takiej, ale bardzo zbliżonej. Czego niby miał oczekiwać? Że Briggs pochylił grzecznie główkę i przeprosi, za durny, niezbyt udany podryw? Tyberiusz chyba straciłby do niego szacunek. Właściwie, na miejscu Krukona, też wyparłby się wszystkiego. Tak byłoby mu łatwiej znieść odrzucenie. Znaczy... od nigdy się nie zakochał, więc nie miał pojęcia co by zrobił.
Skrzywił się delikatnie, gdy Philemon nazwał go chłopczykiem, ale nie zabrał ręki. Nie musiał, bo szóstoklasista zaraz potem wstał i problem sam się rozwiązał. Spojrzał z dołu na wściekłą twarz Krukona. Kogo on chciał oszukać? Chyba sam siebie. Przecież widać, że słowa Tyberiusza zapiekły go do żywego.
Już chciał mu nawet powiedzieć, że właściwie to podobała mu się ta bójka, i była dość przyjemna, a właściwie to chętnie by to kiedyś powtórzył, ale stwierdził, że Briggs nie dałby mu o to spokoju do końca życia. Cóż, czy po odrzuceniu nie będzie się mścił? Wolał nie dawać mu do tego pretekstu.
Dlatego właśnie pozwolił Philemonowi wyjść. Pewnie tego właśnie potrzebował - trochę samotności, momentu, żeby poukładać sobie wszystko w głowie, poskładać roztrzaskane serce. Znał to uczucie. Sam potrzebował czasu, żeby poskładać swoje do czegoś, co można nazwać prawie sprawnym organem. Ukrył je w potężnym sejfie, żeby nic mu się już nie stało. Czasem nawet korciło go, żeby je wyjąć i położyć z powrotem w piersi. Nigdy jednak tego nie zrobił i nie był pewien czy zrobi to kiedykolwiek. I chociaż to nie nieodwzajemniona miłość doprowadziła go do tego stanu, szanował potrzebę Philemona do samotności.
Został w szatni jeszcze chwilkę, założył szatę, ułożył włosy. Przypomniał sobie ostatnią lekcję zaklęć i nawet powtórzył parę z nich. Dopiero wtedy, gdy upewnił się, że Briggsa nie będzie w pobliżu, skierował się w stronę zamku.

zt x2
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Szatnia   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: