Share | 
 
Klasa Wróżbiarstwa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Klasa Wróżbiarstwa   28.09.15 3:44

Klasa Wróżbiarstwa
Klasa wróżbiarstwa jest doskonale wyposażona, jeśli chodzi o przepowiadanie przyszłości. Znajdziesz tu magiczne kule, stosy kart tarota i kilka poziomów całkiem wygodnych stanowisk, przy których będziesz mógł spokojnie zasiąść ze swoją filiżanką herbaty. To chyba jedyna lekcja, gdzie musisz w spokoju wypić swój napar, by móc zacząć pracować. A szafka z herbatami jest tak dobrze wyposażona, że każdy z pewnością znajdzie tu smak dla siebie.
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   01.01.16 14:25

Nic nie mówił, chował każdą jedną rzecz do wielkiego wora, który zdawał się nie mieć dna. Układał delikatnie, aby przypadkiem nic się nie zniszczyło, ale ostatecznie wymemłanie tego stawało się kwestią czasu. Tak się nauczył, tak trwał od lat, więc nie wpadł na to, aby teraz to zmienić. Niby wiedział, że Felixowi na nim zależy, ale przez te rzeczy zaczynał w to wątpić. Miało być inaczej niż zwykle, a było jeszcze gorzej. Wtedy nikt nie trzymał go za rękę i nie składał obietnic. Nie mówił rzeczy, które dawały nadzieję. Sam ładował się w układy, które od początku nie miały przyszłości, dawał się wykorzystywać za chwilę bliskości, która tylko dla niego znaczyła coś więcej. Z Felixem miało być inaczej, dlatego mocniej bolało to co się działo dookoła. Szlaban który wspólnie zarobili, jak na ironię, był jedną z przyjemniejszych rzeczy.
Krążył po zamku bez planu, biblioteka była miejscem gdzie chciał spędzić kilka chwil, ale Jack dał mu znać, aby lepiej dzisiaj trzymał się z dala od działu ksiąg zakazanych. Dlatego stawiał krok za krokiem, gubiąc się w labiryncie korytarzy. Dzisiaj każdy z nich wydawał się taki sam, a drzwi nie różniły się niczym. Dopiero jak na horyzoncie pojawił się chłopak, którego nie chciał widzieć nacisnął klamkę i z ulgą przyjął to, że ustępuje pod jego naciskiem. Nie miał siły na to, aby wystawić się na kpiny, na obrażanie, poniżanie i co tylko tamten miał w repertuarze na dzisiaj. Plecami oparł się o drzwi i zjechał na dół, chowając twarz w dłonie jakby cokolwiek to mogło pomóc. Wciąż miał przed oczami to co działo się w Trzech Miotłach. Żałował, że poszedł wtedy czekać na górę, gdyby został na dole nic takiego by się nie stało. Słowa zaczęły się zacierać w pamięci, ale ogólny sens pozostał. Próba uratowania tamtego dnia spełzła na niczym, cichy powrót do zamku i rozstanie się zaraz przy wejściu nie było tym czego chciał. Odpuścił i pozwolił, aby tak właśnie było. Czas pomagał, ale nie wymazywał tego co się stało. A wracanie do tamtego, rozmowa, wyjaśnienie, cokolwiek z każdym dniem stawało się trudniejsze, więc totalnie odpuścił. Próbował zachowywać się jakby tamtego nie było, próbował i jakoś się udawał.
Odchylił z impetem głowę w tył, uderzenie nie przyniosło zamierzonej ulgi, więc zrobił to jeszcze raz i kolejny. Opamiętanie przyszło, a wtedy ze spokojem rozejrzał się po pomieszczeniu. To, że był w klasie wróżbiarstwa przyjął przygryzieniem wargi do krwi. Wstał z miejsca i usiadł przy stoliku na którym znajdowały się szklane kule. Każdą z nich dotknął, jakby w ten sposób miało się w nich coś pojawić, ale nic się nie stało. Poczuł spływającą krew z przegryzionej wargi i starł ją wierzchem dłoni, co nie był dobrym posunięciem. Jej widok przywołał kolejne wspomnienie, które było jeszcze zbyt świeże. Słowa Boyda odbijały się echem i nie były mglistym wspomnieniem. Tak samo jak on sam bez koszulki, ale za to z krwią Felixa na piersi. Załapał jedną z kul i rzucił nią przez klasę. Roztrzaskanie jej w drobny pył przyniosło ulgę i chwilową satysfakcję. Wiedział, że Gryfon opuścił już Skrzydło Szpitalne, ale unikał spotkania z nim. Wymawiał się nauką, nadrobieniem zaległości i nauką, i choć czuł, że to niewłaściwie nie umiał tego przerwać. Na śniadaniu pojawiał się jako jeden z pierwszych, a na kolacji ostatni. Obiady odpuszczał, zakopywał się po uszy w książkach i udawał, że się uczy, choć daleko było mu do tego. Patrzył się na litery, ale nie składał ich w słowa próbując odepchnąć od siebie to co widział i usłyszał od Boyda. Nie męczył Felixa w Skrzydle Szpitalnym pytaniami o to co się stało, czekał aż sam podejmie temat, ale się nie doczekał. Obiecał sobie, że sam zapyta kiedy ten opuści szkolny szpital i koniec końców był taki, że siedział z kulą w dłoni i unikał swojego chłopaka. Jeszcze nie tak dawno nazywanie go tak nawet w myślach wywoływało niepohamowany niczym uśmiech, a teraz jedyne kolejną z kul rzucił przez klasę. Wcześniej na pewno pamiętałby o wyciszeniu klasy, ale od jakiegoś czasu zapominał o tak prostych sprawach. Musiał zrobić trochę hałasu kiedy dźwięk tłuczonego szkła nie ustawał. Kula za kulą, chwila ulga była zdecydowanie tego warta.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   01.01.16 19:03

Nie widywali się w ostatnich dniach i wcale mu się to nie podobało. Tęsknił i czuł się samotny. Zwykle w takiej sytuacji mógłby usiąść na parapecie w dormitorium, zapalić i uspokoić się - w towarzystwie. Teraz takiej możliwości nie było. Jeden incydent odciął drogę ucieczki, która tak się przydawała. Teraz prawdopodobnie lepszy efekt przyniosłoby przytulenie się do Serpensa, ale mimo że wypatrywał go przy każdej możliwej okazji, rzadko kiedy udawało mu się go gdzieś przyuważyć, o zamienieniu dwóch słów nie było mowy. Wiele razy zaczynał list, mając nadzieję, że może tak coś naprawi, o ile coś się zepsuło, ale za każdym razem kończyło się na masie przekreśleń i braku treści. Nie chciał się narzucać, może Serpens po prostu nie miał ochoty się z nim spotykać, jego wola. Jednocześnie... Nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Zaangażował się, zaufał, teraz go potrzebował. Nie zrezygnuje, nie dopóki nie usłyszy, że rzeczywiście ma odpuścić. Co, jak miał nadzieję, nie nastąpi.
Trudno było mu się zebrać po tym wszystkim, co się stało. Jeszcze niedawno był przekonany, że wreszcie się wszystko ułożyło, że demony gdzieś odchodzą, robiąc miejsce nowemu początkowi. Ale nie, nic bardziej mylnego. Dopóki w pobliżu kręciły się osoby, które miały na celu przypomnienie tego wszystkiego, zgnojenie go, udowodnienie, że nie ma powodu, by mógł być szczęśliwy, by wszystko mogło się ułożyć... Nie. Nie mógł zapomnieć, że ktoś przez niego umarł. Że ktoś sam odebrał sobie życie przez jego bezmyślne, egoistyczne działania. To miało zostać z nim już na zawsze i najwyraźniej zawsze znajdzie się ktoś, kto mu o tym przypomni. Może po to, żeby już nigdy więcej nie popełnił tego samego błędu. Może po to, żeby po prostu nie zaznał spokoju. Ten drugi powód miał więcej sensu zwłaszcza przez wzgląd na sytuację z Boydem. Bo jak to inaczej wytłumaczyć? To, co zrobił?
Kolejny raz ciężko było mu złapać oddech na samo wspomnienie tego wszystkiego, co się stało. Wspomnienie z maja, ze święta wróżbiarstwa, tej sytuacji kilka dni później... Za dużo. Zbyt boleśnie. Mnóstwo poczucia winy i cierpienia. Potrzebował znaleźć bezpieczne miejsce, ale takie istniało tylko jedno i z jakiegoś powodu nie mógł z niego skorzystać.
Wracał do pokoju wspólnego, obiecując sobie, że pójdzie później pod komnaty Krukonów i popyta o Serpensa. Jego uwagę zwrócił hałas niosący się po korytarzach, o tej porze raczej pustych i spokojnych. Nie przejąłby się, nie potrzebował kłopotów, ale brał pod uwagę, że komuś może przydać się pomoc. To, że on nie mógł jej otrzymać, nie znaczyło, że tak samo miało być z innymi. Zresztą i tak nie miał nic lepszego do roboty. Naciskając klamkę w duchu cieszył się, że podczas odbudowy zamku zlikwidowali tę absurdalną klapę w podłodze i zamontowali zwykłe drzwi, to było o wiele prostsze - i bezpieczniejsze.
Nie miał pojęcia, że wchodząc do klasy trafi akurat na tego, o którym tyle myślał. Kogo tak potrzebował. Tym bardziej się nie spodziewał, że najpierw będzie musiał się uchylić, żeby nie oberwać szklaną kulą prosto w twarz. Chłopak wydawał się być w jakimś amoku, a odłamki szkła tworzyły na podłodze makabryczny dywan. Felix nie miał pewności, czy Krukon w ogóle zarejestrował jego obecność ani czy w ogóle go tu chce. Bo chyba z jakiegoś powodu go unikał, prawda? Ale teraz się nie wycofa. Nawet, jeśli te wszystkie kule rozbijały się własnie z jego powodu. Może Serpensa przerosły te wszystkie historie, może poczuł się oszukany, bo szukał kogoś, kto będzie mu oparciem, a nie źródłem czegoś takiego...
Podszedł do niego, nie wiedząc, czy usiąść obok, czy co innego zrobić. Ostatecznie stanął za oparciem krzesła, oparł dłonie na jego ramionach, pocałował go lekko w czubek głowy i powiedział drżącym głosem:
- Tęskniłem.
Jakby to miało wyrazić wszystkie te uczucia, z którymi nie mógł sobie poradzić, ogrom tej tęsknoty, przeplatającej się z bólem... Ale nie miał siły, by powiedzieć coś jeszcze.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   01.01.16 20:07

Gdyby ktoś go zapytał co takiego się teraz dzieje, nie umiałby powiedzieć. Zbyt wiele spraw tłamsił i dusił, dorzucając do wora, ale nic z niego nie zabierając. Starannie poukładane rzeczy zaczęły się przemieszczać, aż w końcu doszło do tego, że musiał coś z tym zrobić. Jeszcze zobaczenie na korytarzu znienawidzonej twarzy dorzuciło swoje. Gdyby był bliżej pokoju wspólnego i w nim się schował, nie siedziałby teraz w otoczeniu sterty szkła, która rosła z każdą chwilą. Nie poprzestał na trzech kulach, dopóki miał je pod ręką nie myślał, aby skończyć. Mogło się wydawać, że oderwał się od rzeczywistości na tyle, aby nie wiedzieć co się dzieje dookoła, tak nie było. Zdawał sobie sprawę z tego kto pojawił się w drzwiach i przez krótką chwilę żałował, że Felix wykazał się refleksem. Jak również tego, że była to ostatnia kula, która stała na tym stoliku. Nie odezwał się ani słowem, nie chcąc mu nic ułatwiać. Nie spojrzał na niego, ani nie podążał za nim wzrokiem kiedy w końcu zdecydował się przejść za krzesło na którym siedział.
Walczył ze sobą, nie widząc co ma zrobić. Zrzucić dłonie ze swoich ramion, wstać i wyjść bez słowa czy znów udać, że nic się nie dzieje? Najbardziej chciałby przytulić się do niego i w jego ramionach milczeć choćby do rana, ale to niczego by nie zmieniło. Nie odchylił się, aby spojrzeć na Felixa, nie wyciągnął ręki, aby przykryć jego dłoń swoją, cały czas czekał. Czekał na to, że może w końcu usłyszy o co chodziło z Boydem, a święto wróżbiarstwa? To kłóciło mu się z tym co działo się wcześniej, z zapewnieniami, które brzmiały jak prawdziwie, a teraz daleko im do takich było. I się nie doczekał.
- Za mną? - dopiero teraz spojrzał na Felixa, walcząc z tym, aby nie zrobić jednej z tych rzeczy przez które poczuje się lepiej, ale które nic nie wniosą. Wydobył z kieszeni spodni zmaltretowaną paczkę papierosów, ale nic więcej z nią nie zrobił. Musiał zająć czymś rękę, a bawienie się fajkami wydało mu się na ten moment idealne. W dowolnej chwili też będzie mógł sobie jedną wsunąć między usta i odpalić - Chcesz? - spytał, ale nie wyciągnął paczki w jego kierunku, zamiast tego wstał z miejsca i podszedł do okna. Oprał głowę o szybę i stał tam wpatrując się w jeden punkt.
- Dlaczego się mną bawisz i to w taki sposób? Inni mieli przynajmniej tyle przyzwoitości, żeby powiedzieć od początku, że to nie dla nich. To całe chodzenie za rękę, słodkie słówka czy ukradkowe spojrzenia - mówił cicho, ale nie na tyle, aby nie było go słychać. Nie patrzył w kierunku Felixa, a jedynie nadal wpatrywał się w ten sam punkt za oknem. A może w smugę na szybie? Paczka leżała już spokojnie na parapecie, a dłonie wsunął w kieszenie. Chciał wyglądać jak najbardziej obojętnie, ale trudno było to zrobić pośród sterty szła, którą sam potłukł. Zdarzenie w Trzech Miotłach nadal było dla niego niezrozumiałe, ale nie sądził, aby ktokolwiek byłby w stanie to wytłumaczyć. Nie chodziło też o nie, a o to co się działo później. O Boyda. Boyda bez koszulki, który bez zawahania powiedział co się stało. Może gdyby Felix choć słowem postarał się wytłumaczyć co zaszło wtedy w dormitorium nie stałby teraz i nie zmuszał siebie do bycia obojętnym na niego - Może lepiej nie odpowiadaj - sięgnął po jednego papierosa z paczki, odpalenie go zajęło mu chwilę, ale udało mu się to zrobić. Wydmuchując dym przeniósł spojrzenie na Felixa w oczekiwaniu na to kiedy wyjdzie i zostawi go samego. Nie chciał żadnych wyjaśnień, niczego. Wcześniej myślał, że właśnie na to cały czas czekał, ale teraz uznał, że lepiej będzie jeżeli zostanie wszystko jak jest teraz. Nie chciał słuchać o Boydzie, ani o nieszczęsnym Omicronie, który miał problemy ze sobą. Tak nie zachowywał się nikt normalny. Widział przecież to co działo się w Trzech Miotłach, słyszał każde słowo i to wszystko razem nie pasowało do siebie zupełnie. Jednak nie było to jego zmartwieniem ani wtedy, ani teraz.
- Te gadki o świętach i reszcie, nie musiałeś kłamać, abym poczuł się lepiej - dodał między kolejnymi próbami zrobienia idealnych kółeczek z wydmuchiwanego dymu. Prawie mu się udało, a jednocześnie sądził, że to idealny sposób na pokazanie swojej obojętności. Gdyby jeszcze tak dłonie mu nie drżały, nie sądził jednak żeby Felix do dostrzegł.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   01.01.16 22:44

Nie wiedział, czego ma się spodziewać, ale oczekiwał jakieś reakcji. Jakiejkolwiek. Na dotyk, pocałunek, słowa. Coś, co potwierdzałoby, że Krukon czuje to samo... Ale akurat tego się nie doczekał, co tylko jeszcze bardziej zmąciło mu w głowie. Co to za pytanie, czy za nim? A za kim innym? Czemu do tej pory to zawsze było jasne, oczywiste wręcz - mimo tego, że ich związek był tak krótki - a teraz przestało takie być? Co się zmieniło? Poza błyskiem w spojrzeniu Krukona, które z jakiegoś powodu przestało być czułe, a zaczęło być... Jakby agresywne. Felix nic z tego nie rozumiał. Patrzył tylko, jak chłopak idzie w stronę okna, nie wiedząc, czy powinien iść za nim. Uznał, że lepiej nie, skoro najwyraźniej z bycia blisko nie wynika nic dobrego. Miał ochotę sięgnąć po tego papierosa, ale najwyraźniej za propozycją nic konkretnego nie szło, jeśli wolał zostać przy stoliku. Potrzebował ukojenia i był przekonany, że znajdzie go w ramionach chłopaka, a teraz... Teraz powracał strach. Bo co, jeśli to wszystko było wcześniej zaplanowaną zabawą? Zaplanowaną przez Serpensa, Boyda, Omicrona... Po to, żeby go zniszczyć. Krok po kroku. Aż pójdzie w ślady Ślizgona. Bo może właśnie na to zasługiwał.
Kolejne słowa zdezorientowały go jeszcze bardziej.
- Ja się tobą bawię? O czym ty mówisz? - zapytał, próbując jakoś sobie to uporządkować. Szybki rachunek sumienia przeprowadzony w myślach mógłby przynieść odpowiedź, ale nie przypominał sobie, żeby zrobił coś złego. Nie rozmawiali właściwie od... Od... Tej nocy, kiedy wylądował w skrzydle szpitalnym. Nie opowiedział, co się stało, ale Serpens też nie pytał, nie sądził jednak, że to mogłoby mieć znaczenie. Ale wcześniej było w porządku... O co tu chodziło? Przecież ani przez chwilę nie udawał, każdy pocałunek, każdy dotyk i każde słowo były szczere, jak więc mógł pomyśleć, że się nim bawi?
Patrzył na Krukona, który wyglądał na tak obojętnego, jakby Felix już nic nie znaczył i to tak bardzo bolało... A wyjaśnienie za nic nie chciało się pojawić. Nic do siebie nie pasowało, jak bardzo nie starałby się ułożyć tej układanki. Nie miał wyjaśniać? Przecież nie miał czego wyjaśniać. Nic nie zrobił. Traktował to wszystko bardzo poważnie, od samego początku. Ostrożnie, ale poważnie. Nie było mowy o zabawie cudzym kosztem, nie tylko nie leżało to w jego naturze, ale miał świadomość, jaką można zrobić tym krzywdę. A naprawdę ostatnie, czego chciał, to skrzywdzić kogoś, w kim zdążył się zakochać... Każde kolejne słowo było jak kolejna szpilka wbita prosto w skrzywdzone serce. Nie mógł tego dłużej słuchać. Nie mógł na to pozwolić. Czuł się jak ofiara ponurego żartu i bardzo chciał wierzyć, że się myli, że Serpens nie mógłby mu czegoś takiego zrobić - choć Boyd zrobił, mimo o wiele dłuższej znajomości.
Ruszył niepewnie w jego stronę. Zatrzymał się w pewnej odległości, którą można by uznać za bezpieczną, choć zdecydowanie wolałby być bliżej - o ile mogłoby być tak, jak wcześniej. Coś tu musiało być tylko snem i miał nadzieję, że jednak to dzisiaj, a nie te wszystkie wcześniejsze chwile. Stał tak przez chwilę, ale nie mógł znieść obojętności, jaką chłopak mu okazywał. Podszedł bliżej, sporo bliżej i wyciągnął papierosa spomiędzy jego palców. Zanim ugasił go o brzeg parapetu, raz sam się zaciągnął. Liczył, że to pomoże mu się uspokoić, ale nie wyszło. Rzucił niedopałek na podłogę i oparł dłonie o parapet, po obu stronach Serpensa. Nie pozwoli mu odejść, nie pozwoli mu uciec, dopóki się nie dowie, co to za jakaś chora gra. Dopóki się nie upewni, że wciąż jest, jak było.
- Chcę spędzić z tobą święta. Nie kłamałem, z niczym. Możesz mi wyjaśnić, o co ci chodzi? - spytał cicho, uparcie patrząc mu w oczy. Starał się zapanować nad rozszalałym biciem serca, ale nie był w stanie.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   01.01.16 23:51

Może gdyby ktoś w przeszłości nauczył go, że w takich chwilach najlepiej jest porozmawiać to teraz nie miałby przed sobą kupy szkła, roztrzęsionych rąk i chęci walnięcia głową o coś twardego. Dał Felixowi naprawdę wiele czasu, aby opowiedział o tym jak to się stało, że znalazł się w Skrzydle Szpitalnym. Dla niego to było oczywiste, że chciał wiedzieć, ale widać tylko dla niego. Dlatego teraz zachowywał się tak, a nie inaczej. Pewnie nie powinien brać do siebie słów chłopaka, którego nie znał, ale to było z jakiegoś powodu silniejsze. Nigdy nie czuł się zbyt pewnie w relacjach z innymi, a teraz kiedy nie chodziło tylko o znajomość można było to zobaczyć jeszcze mocniej. Wystarczyło niewiele, aby pomyślał o tym, że Felix się nim bawi. To nie byłby pierwszy raz kiedy ktoś go wykorzystywał, więc może i teraz tak się działo. Usłyszał ostatnio wiele gorzkich słów i dlatego dzisiaj nie miał siły na kolejną konfrontację. Co skończyło się uciekaniem, złością i tym, że udawał obojętność, aby jeszcze mocniej nie dać się zranić. Bo był w końcu tylko Luciferem, nic nie wartym chłopakiem, który nie zasługiwał na nic poza żyletkami ojca. Dlatego nie zareagował na dotyk ani pocałunek. Bał się, że zatraci się w tych przyjemnościach i zasłonią one ten głos, który teraz gorzko uświadamiał mu, że przecież nie zasługiwał na to co spotkało go ze strony Felixa. Wcześniej, bo na to co miał teraz na pewno zasłużył.
- O… - chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego głośno przełknął ślinę. Nie miał ochoty na to, aby poczuć się w jednej sekundzie jeszcze gorzej. Już i tak znalazł się w miejscu z którego myślał, że się wydostał, więc ponownego znalezienia się tam nie przyjąłby z entuzjazmem. Wzruszył jeszcze ramionami, aby dobitniej pokazać, że to już nie ważne, że zostawił to poza sobą i nie będzie do tego wracał. Papieros był dobry, najlepszy w tej chwili, bo nic od niego nie chciał. Nie wymagał odpowiedzi i nie olewał jego pytań, tlił się tylko. Niedługo, bo i on został mu odebrany. Jakby i tak mało Felix mu zabrał w ostatnim czasie.
Dobitnie pokazywał, że nie ma zamiaru z nim rozmawiać, a może tak mu się tylko wydawało? Może powinien krzyknąć? Wycelować w niego różdżką albo po prostu powiedzieć, żeby się odczepił i dał mu spokój? Nie wiedział, nigdy nie wiedział jak należy się zachować dlatego chciał wyjść, zostawić go i zaszyć się w pokoju wspólnym w którym będzie miał spokój. Gdzie zakopie się w książkach i nikt nie zwróci na niego uwagi. Ale zanim zdążył to zrobić Felix postarał się o to, żeby nie było mu w tym przeszkodzić - Weź te ręce - powiedział jedynie, czekając na to, kiedy zostanie wysłuchany. Nie chciał się szarpać z Gryfonem, więc dał mu chwilę na to, aby po prostu zabrał ręce. Jednocześnie chciał tej bliskości, ale próbował każdym kawałkiem siebie pokazać, że jest inaczej - Też czekałem na wyjaśnienia. Chociaż pół zdania, ale nic nie dostałem.
Odchylił się mocniej w tył, na tyle, że parapet zaczął się boleśnie wbijać w kręgosłup, ale nie znaczyło to, że przestał wyginać się, aby być jak najdalej od Felixa. Jeszcze nie tak dawno robił wszystko, aby być jak najbliżej. Był w stanie w środku nocy wymknąć się z pokoju wspólnego kiedy ten leżał w Skrzydle Szpitalnym, aby posiedzieć przy nim chwilę. Nie ważne było, że narażał się na kolejny szlaban czy nieprzychylne spojrzenia kolegów, których budził jak wracał nad ranem do dormitorium. Naprawdę myślał, że znaczy coś więcej dla Gryfona i kilka słów, sprostowania tego co usłyszał od Boyda może usłyszeć. Różne myśli przechodziły przez jego głowę, brał też pod uwagę to, że chłopak kłamał, ale gdyby tak było to chyba Felix powiedziałby co się wtedy stało. Nieporozumienie? Pomyłka? Głupi zakład? Cokolwiek? Naprawdę wolałby, aby dzieliła ich większa odległość.
- Ale przyznam, że całkiem przekonująco mówiłeś o tym, że nie obrzydzają Cię moje blizny. Naprawdę uwierzyłem - zaciągnął mocniej rękawy, zupełnie odruchowo. Liczył na to, że Felix właśnie teraz się odsunie, kiedy przypomni sobie jego ciało pokryte siatką blizn i będzie mógł spokojnie odejść.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   02.01.16 1:43

Jak tylko mógł, odpychał od siebie myśl, że cały ten absurd, jaki teraz miał miejsce, mógłby mieć coś wspólnego z koszmarem minionych dni. Serpens nie mógł, po prostu nie mógł chcieć go zniszczyć. Gryfon nie mógł w to uwierzyć, bo gdyby uwierzył, utraciłby ostatnie oparcie, jakie miał. Ciężko było mu się zebrać po maju, kiedy ostatecznie dowiedział się, że dotychczasowa rzeczywistość nie ma już racji bytu, ale dał sobie z tym radę. Pomogło szybkie zakończenie roku, potem wakacje z dala od ludzi i miejsc, które przypominały to, czego przypominać nie powinny, a wreszcie powrót do zamku, który nie niósł ze sobą wspomnień. Udało mu się. Udało mu się do tego stopnia, że kolejny raz wszedł w coś tak całkiem, ufając i angażując się całkowicie. Może za szybko przestał być ostrożny, ale ufał. I kiedy kolejne filary tego, w co wierzył, zaczynały się sypać, kiedy tamten koszmar powracał... Jeśli miałoby się okazać, że ten najważniejszy w ostatnim czasie element, największy i najbardziej istotny, był kłamstwem... Nie. Nie było takiej opcji. Nie mogło być. Ale żeby mieć pewność, żeby przestać balansować na krawędzi, od której tak bardzo chciał się odsunąć, musiał porozmawiać z Serpensem. Musiał, za wszelką cenę. Nie może dać się spławić, bo niepewność w końcu będzie równała się poddaniu się. A on był Gryfonem, nie mógł się poddać. Nawet jeśli to tak bolało, ta walka z każdym kolejnym obojętnym spojrzeniem, ze wzruszeniem ramion... Wolałby, żeby chłopak na niego krzyczał. Żeby przeklinał, rzucał przedmiotami. Żeby go uderzył, wszystko jedno. Żeby pokazał, że mu zależy. Udowodnił to. A nie był tak absurdalnie obojętny.
Miał wziąć ręce. Nie. Absolutnie. Nie odsunie się, nie zabierze rąk, nie odpuści. Z trudem przełykał ślinę, zwłaszcza, kiedy wbrew dźwięczącym w głowie słowom zbliżał dłonie do chłopaka, żeby wreszcie go dotknąć. Lekko, choć miał ochotę mocno go złapać, objąć, nie wypuszczać, wybić z głowy głupoty jednym gestem i już nie puszczać. Jednak czuł, że za to mógłby dostać w zęby, choć wciąż nie rozumiał dlaczego. Ciepło bijące od jego ciała było tak znajome, tak cudowne, że ciężko było trzymać się z daleka. Zagryzł wargę.
Czekał na wyjaśnienia. Jakie wyjaśnienia? Czego nie rozumiał? Felix nie mógł mu nic wyjaśnić, bo sam nie rozumiał, co się stało, ani w Trzech Miotłach, ani później w dormitorium. Miał tłumaczyć, co zrobili inni? Przecież nie siedział im w głowach. Ich trzeba było zapytać. A jeśli... Jeśli właśnie o to chodziło? Jeśli Serpens zapytał Boyda i Boyd opowiedział coś, co nie miało nic wspólnego z prawdą? Jeśli to było przyczyną tego, co się właśnie działo? Ale przecież by tego nie zrobił. Przyjaźnili się. Jasne, wtedy, w dormitorium, zrobił wszystko, żeby go zgnoić i właściwie nie było sensownego powodu, dla którego nie mógłby zrobić tego znowu, ale... Może Felix po prostu za bardzo wierzył w ludzi. I ludziom.
- Chcesz wiedzieć, co się stało, że wylądowałem w skrzydle szpitalnym? - spytał cicho, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Próbował opanować strach, przywoływany samym wspomnieniem, ale nie było to łatwe. Krukon odsuwał się, jak mógł i to bolało, ale nie był w stanie o tym opowiedzieć, stojąc tak daleko. Znów się przysunął, bliżej, całkiem blisko, aż przestało być tak przeraźliwie zimno.
Pierwsze słowa były mocne, pewne. Pierwsze zdanie trzymało go na duchu.
- Powiedziałem mu, że się w tobie zakochałem. Wtedy on mnie pocałował. Mówił rzeczy, zaczął się rozbierać, chciałem uciec, ale... Nie wiem. Obudziłem się w skrzydle. Za to mnie karzesz? - zapytał, kończąc szeptem, nie będąc w stanie powiedzieć nic więcej. Czuł się jak szczeniak, łaszący się do właściciela, który się nad nim znęca, z tą przeklętą wiarą, że podłość jest oznaką miłości. Ale nie był w stanie zrobić nic innego. Alternatywą było poddanie się, a to nie wchodziło w grę.
To o bliznach nie miało dla niego sensu. Nic nie miało, ale to jakby jeszcze bardziej. Miał ochotę krzyczeć, żeby przekonać go, że nie kłamał, z niczym, nie z bliznami, nie ze świętami, nie z uczuciami. Z niczym. Ale nie umiał.
Zagryzł wargę, kręcąc głową. Metaliczny posmak krwi zastąpił łzy, które pewnie popłyną, jak tylko stąd wyjdzie. Teraz nie mógł sobie na nie pozwolić. Przytul mnie. Bądź. Powiedz, że to tylko głupi żart. Powtarzane w myślach jak mantra słowa miały wykreować rzeczywistość. Ta obecna była jakaś nieudana.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Serpens Lucifer Burke

avatar
Gracz


Skąd : Reykjavík, Islandia
Liczba postów : 142
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   02.01.16 10:29

Ojciec nie raz i nie dwa mówił mu, że nigdy nie spotka kogokolwiek komu będzie na nim zależało. Ludzie których do tej pory spotkał w dużej mierze potwierdzali jego słowa, ale do czasu. Spotkanie Felixa było czymś zupełnie innym. Tak myślał i w to wierzył, ale ostatnio zostało to mocno zachwiane, a demony wróciły. Natarły mocniej niż wcześniej i nie musiałby sobie z tym teraz radzić gdyby trzymał się tego co ojciec mu przez całe życie powtarzał, że nie zasługuje na nikogo. Byłoby lepiej i teraz nie musiałby całym sobą udawać, że to wszystko jest gdzieś obok, daleko jak to tylko możliwe. Utrzymywanie obojętności nie było proste, łatwiej było rzucać szklanymi kulami. Wyjście z klasy również by takie było, ale widać Felix uznał, że może sobie pozwolić na to, aby zmniejszyć między nimi dystans kiedy wyraźnie powiedział, żeby zabrał ręce. Wiele ludzi nie liczyło się z jego słowami, ale przez ten cały czas myślał, że z Gryfonem jest inaczej. Widać mylił się i poddał się kiedy nie mógł mocniej odsunąć się od niego. Spojrzał tylko na niego pustym wzrokiem dając do zrozumienia, że przegrał, że dalej nie jest w stanie się posunąć.
- Wygrałeś, nie mam więcej miejsca, aby się jeszcze odsunąć - dodał cicho, opuszczając głowę i czekając na ciąg dalszy. Nie wiedział co jeszcze może go spotkać, ale to nie było najgorsze. Najbardziej wyrzucał sobie, że znów zaufał, że poddał się temu co dyktował serce i skończył jak zawsze. Po tym co go do tej pory spotkało powinien do tego przywyknąć czy uodpornić się. Gdyby tak to działało, ale niestety nie. Plecy coraz mocniej go bolały i nie wiedział ile wytrzyma z parapetem w kręgosłupie, jednak starał się nie dać po sobie poznać, że w tej pozycji jest mu niewygodnie.
Oczywiście, że chciał wiedzieć. Widać Felix w końcu wpadł na to, ale teraz nie wiedział czy chce jeszcze słuchać. Był zmęczony tym co się działo ostatnio i marzył o tym tylko, aby położyć się w łóżku i nie wstawać z niego. Unikanie ludzi było męczące, szukanie wymówek, aby odepchnąć ich od siebie również. Chociaż nie wysilał się za mocno, u niego ostatnio chodziło tylko o naukę i nic więcej. Nie odpowiedział na to głupie pytanie, chciał zatkać uszy rękami. Może ten przekaz trafiłby do Felixa bardziej niż słowa? Odpuścił na rzecz kolejnego papierosa. Paczka nadal leżała na parapecie, więc wystarczyło wyciągnąć dłoń. Musiał sobie poradzić jedną ręką, ale to nie stanowił problemu, dopiero kiedy chciał włożyć papierosa między wargi okazało się, że to nie będzie takie proste. Odchylił głowę, starając się ciągle zachować między sobą, a Gryfonem dystans. I jak tylko udało się poczuł po raz kolejny chwilową ulgę.
Czekał na moment kiedy Felixowi się znudzi albo kiedy będzie miał dość tej obojętności, którą starał się pokazać od samego początku. Ale zamiast tego usłyszał kolejne słowa. Przez które zawiesił dłoń z papierosem w połowie drogi do ust. Lepiej był zatkać uszy i nie słuchać dalej tych… Tego.
- Byłem przy Tobie cały ten czas kiedy leżałeś w Skrzydle Szpitalnym. O nic nie pytałem, czekając aż sam w końcu coś powiesz. Cokolwiek. Pół słowa wyjaśnienia i… Karać? Myślisz, że to kara? Nie mogłeś powiedzieć tego wcześniej? Nie rzucałem pytaniami, abyś spokojnie doszedł do siebie, dałem czas, ale widać pomyślałeś, że nie zasługuję na wyjaśnienie i dopiero teraz… - przerwał, aby się zaciągnąć i zachować resztki obojętności. Czegokolwiek co mogło za nią uchodzić. Zaczynał się rozgadywać i to nie było dobre, więc spojrzał gdzieś ponad jego ramię - Zakochałeś się? A już nie zdradzasz tamtego? - wrócił spojrzeniem do jego oczu. Skoro nie obojętnością to może dzięki temu uda mu się wyswobodzić z tego położenia. Czuł, że powiedzenie tego było ciosem, którego nie powinien się chwytać, ale sam był teraz skołowany i zraniony, więc łapał się wszystkiego.
Był rozdarty. Między to co czuł przez ostatnie dni, a to co usłyszał teraz. Słowa Boyda bardzo go ubodły, ale to milczenie Felixa dołożyły swoje. Nie chciał tutaj być albo inaczej, chciał. Zostało jeszcze kilka szklanych kul, ale bez nikogo. Chciał być sam ze swoimi demonami i myślami, które doprowadzały do tego, że ranił najbliższą osobę. Pogubił się, pozwolił dopuścić do siebie coś co mocno skrywał przez ostatni czas i teraz to przez niego przemawiało - Nie możesz się we mnie zakochać.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   03.01.16 3:53

Jeśli ktoś komuś powtarza, jaki jest bezużyteczny i jak bardzo nie zasługuje na dobre rzeczy - kłamie. Zawsze. Nie da się mówić czegoś takiego, jeśli ci zależy, jeśli twoje intencje są dobre, a wreszcie jeśli zwyczajnie znasz drugą osobę. Felix nie orientował się zbyt dobrze w historii Serpensa, zwłaszcza tej części z ojcem, ale gdyby wiedział, zrobiłby wszystko, żeby udowodnić, że te słowa nie znajdują odbicia w rzeczywistości. Czy to w tej chwili miało jakieś znaczenie? Najwyraźniej nie. Trudno udowadniać takie rzeczy, jeśli cały fundament ich relacji został podkopany. Jeśli została poddana w wątpliwość szczerość tego, co było między nimi. I Felix tak bardzo nie rozumiał, tak bardzo było to dla niego absurdalne... Nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Jaki ruch był właściwy. Chciał rozmawiać, wyjaśnić, cofnąć czas, jeśli to by pomogło. Cokolwiek. Ale każdy ruch wydawał się teraz tym złym.
Odsunął ręce, mimo że to była ostatnia rzecz, na jaką miał ochotę.
- To nie jest gra. Chcę cię blisko, co w tym złego? - spytał zagubiony, nie mogąc się odnaleźć w tym dziwnym tańcu, w którym wykonywał tak wiele ruchów, podczas gdy jego partner żadnego. Co to znaczy, że wygrał? Nie chodziło o żadną konkurencję, po prostu tęsknił za jego ciałem, za tą bliskością, zapachem, dotykiem... Gdyby wygrał, byłoby jak dawniej. Mógłby go przytulić, pocałować, nie tylko teraz, ale odkąd tylko tu przyszedł. A wcale nie było do tego bliżej, niż gdyby stał teraz na drugim końcu kraju.
Obserwował, jak chłopak sięga po kolejnego papierosa, zastanawiając się, czy to się bierze z rzeczywistej potrzeby wypełnienia płuc nikotyną, czy ma na celu pokazanie naiwnemu Gryfonowi, jak bardzo może komuś nie zależeć. Bo tak to wyglądało od dłuższej chwili, jak pokaz obojętności i utraty wszelkich pozytywnych uczuć, jakie jeszcze niedawno były jego motorem napędowym, każdego dnia od nowa. A teraz co? Naprawdę to wszystko zniknęło?
- Byłeś. Jestem ci za to wdzięczny. Ale nie, nie mam w zwyczaju opowiadać takich rzeczy niepytany. Czemu się spodziewałeś, że się domyślę? I jak możesz mieć teraz o to pretensje? - kolejne pytania przeplecione niedowierzaniem, rozgoryczeniem... Bo tak, to była kara. Każda sekunda, podczas której nie mogło być jak dawniej, wypełniona ciszą i powiększająca mur, jaki stanął między nimi... To była kara. Nic innego. I jednego nie mógł zrozumieć najbardziej: - Dlaczego krzywdzisz mnie przez to, że skrzywdził mnie ktoś inny...?
Kolejne pytania sprawiły, że oddech uwiązł mu w gardle. Kolejny atak, kolejna rana, na którą najwyraźniej zasłużył, choć nie wiedział dlaczego. Cofnął się, jakby to miało zapobiec kolejnym ciosom. Problem był jednak taki, że słowa mogły uderzyć wszędzie. Nie można było od nich uciec, na pewno nie tak łatwo.
Nie mógł uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno temu wyznania przychodziły tak łatwo i znaczyły tak wiele, zresztą nie padały tylko z jednej strony, a teraz... Teraz to stało się niczym. Jakby nie istniało, jakby nigdy nie miało znaczenia, jakby nigdy nie było prawdą. Mimo, że był szczery, od samego początku był szczery, teraz... Teraz padła karta Ślizgona, którą tak wiele osób wykorzystywało ostatnio przeciwko niemu, że nie miał pewności, czy ma prawo choćby próbować sobie z tym radzić.
Usiadł na podłodze może półtora metra dalej, opierając się o ścianę. Nie mógł dłużej stać, nie miał siły - potrzebował całej dostępnej energii żeby zmierzyć się z tym, co siedziało mu w głowie i na utrzymanie pozycji pionowej już jej nie wystarczyło. Ale to było łatwiejsze, bo utrudniało kontakt wzrokowy. Patrzenie w oczy, w których dopiero co było tyle uczuć, tak przeciwnych do obecnej... Nienawiści? Bolało. Za bardzo.
- Nie powinienem. Ale nic na to nie poradzę. Przepraszam, jeśli robię ci tym krzywdę. Ty, najwyraźniej, nie masz takiego problemu - mruknął gorzko, starając się nie myśleć o tym, że te zapewnienia o uczuciach mogły być tylko grą. Grą, po której nie było już śladu. I wrócił do punktu wyjścia, tylko tym razem było gorzej, bo demonów zrobiło się jakby więcej. Zaczynał żałować, że wtedy, w tym dormitorium, cofnął się do środka. Może tak byłoby prościej.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Bluebell Appleby

avatar
Specjalne

Liczba postów : 3
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   03.06.16 14:16

Wróżbiarstwo
Nadeszła pora wróżbiarstwa. Profesor Appleby wiedziała, że mało kto docenia tę dziedzinę magii tak, jak ona - nie mówiła tego głośno, ale uważała ich za głupców, na których los się jeszcze odegra. Ona ze swojej strony robiła, co mogła, by zaszczepić jeśli nie fascynację, to chociaż szacunek do spoglądania w przyszłość. Wiedziała, że bez zwracania uwagi na znaki, człowiek może się zagubić, a w ostatecznym rozrachunku marnie skończyć.
- Usiądźcie, proszę. Napijcie się herbaty, moi drodzy. Ciasteczka?
Wyciągnęła z szuflady kilkanaście niewielkich puszek z ciastkami i lekkim ruchem różdżki przeniosła je na stoliki. Parująca w filiżankach herbata pachniała rozkosznie. Uczniowie z zaskoczeniem odkryli, że mają w swoich filiżankach swoje ulubione smaki. To nie był przypadek - w końcu Bluebell wiedziała.
Ona sama usiadła za biurkiem i w spokoju się napiła. Czekała, aż wszyscy zrobią to samo. Miała świadomość, że prawdopodobnie się tego nie spodziewali, ale liczyła, że zaraz się rozluźnią.

Rozsiądź się. Znajdź sobie towarzysza na całe zajęcia - zadanie można realizować w parach lub w trójkach. Porozmawiajcie sobie o zajęciach, o tym, co o nich myślicie - o tej konkretnej lekcji i o wróżbiarstwie jako takim. Napij się herbaty, zjedz ciasteczko. Dalsza część zajęć za chwilę.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   03.06.16 18:54

Może i faktycznie Reagan uważała, że Historia Magii była jednym z najnudniejszych przedmiotów. Ale jeśli miałaby zmienić skalę i opisać ją jako przedmioty bezużyteczne, na pierwszym miejscu znalazłoby się wróżbiarstwo. Autentycznie. Nie widziała najmniejszego sensu w uczeniu się tego i prawdę powiedziawszy nigdy, ale to nigdy nie poświęciła mu ani jednej minuty wolnego czasu poza zajęciami lekcyjnymi. Nie otworzyła podręcznika, nie przeczytała dodatkowej notatki. Ona nawet nie prowadziła zeszytu, bo po co?! Wypracowań też nie pisała, a jeśli już faktycznie jej się zdarzyło było to takie lanie wody, że samej jej się śmiać chciało, kiedy ponownie czytała te wszystkie bzdury. Ewentualnie znajdowała sobie jakiegoś miniona, który napisałby to za nią. Aż sama się dziwiła, że było w szkole tylu zwolenników tego badziewia.
Ale pomimo tego chodziła na zajęcia. Nie po to aby słuchać, ale zwyczajnie się pośmiać w duchu (bo na głos mimo wszystko nie wypadało) i spędzić dodatkowy czas ze swoimi przyjaciółmi. No i ewentualnie pospać, chociaż do tego o wiele lepiej służyła atmosfera na HM. Kiedy weszła do sali okazało się, że jest jedną z pierwszych. Pięknie, jeszcze sobie zaraz nauczycielka pomyśli, że dziewczyna aż się wyrywa, aby chodzić na te głupstwa.
- Dzień dobry – powitała nauczycielkę cicho i usiadła przy jednym ze stolików. Zaraz później wylądowała przed nią filiżanka z herbatą, jak również ciastka. Zaraz, co? Mieli się uczyć, czy zamiast tego kobieta uznała, że o wiele ciekawsze będzie spotkanie towarzyskie? Jak dla niej bomba. Spojrzała do filiżanki. Ale zaraz, to nie będzie wróżenie z fusów? Wzruszyła ramionami. Nawet jeśli, to będzie jak zawsze ściemniać. Upiła łyczka i aż jej się gęba uśmiechnęła, kiedy dotarło do niej, że pije swoją ulubioną. Czysty przypadek, a może coś więcej?
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   04.06.16 0:10

Nie miał ochoty na ta lekcję, ale jakoś zebrał się w sobie i o to znalazł się siedząc sobie przy jednym ze stolików i czekając, no właśnie na co? Sam nie wiedział na co, na to aż zacznie się lekcja? Możliwe że czekał właśnie na to. Wchodząc do sali, przywitał się z nauczycielką i z L., prostym skinięciem głowy. Nie miał ochoty na żadne gadanie, nie teraz. Zastanawiał sie czy ktoś jeszcze przyjdzie na te lekcje(czyt. Maya), bo w końcu były one dodatkowe. Nie każdy musiał na nie chodzić, a on akurat, uważał te lekcje za dziwne. Ale lubił je poniekąd, sam nie wiedział jak to działa, ciągnęło go do tego i tyle. Choć nie widział w tym swojej przyszłość. Bez żadnego ale pociągnął łyka herbaty, zdając sobie sprawę z tego, że to jego ulubiona. "Blueberry muffin"- najlepsza herbata, jaką kiedykolwiek pił. Była słodka i bez cukru, taka idealna, taka jedyna w sobie.
Takie lekcje mógłby mieć codziennie, bez stresu, jak na razie. Było po prostu idealnie, aż zbyt idealnie. Nauczycielka musiała mieć coś w za nad rzut, bo przecież nie dostaną punktów za picie herbatki i jedzenie ciasteczek, które były nawet dobre. Ale teraz nie miał głowy, zastanawiać się nad tym o czym będzie ta lekcja. Po prostu się relaksował. To tyle.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   04.06.16 10:50

Wróżbiarstwo!!! Wróżbiarstwo!
Beth, po prostu kochała te zajęcia, uwielbiała je. Były najlepsze zaraz obok Numerologii, bo jak można nie lubić tych zajęć? Zawsze mogła sie tutaj odprężyć, uspokoić i ponieść wodzę fantazji. Była dobra z tego przedmiotu, taka jest prawda. Zawsze się jej udawało, zawsze wiedziała co ma powiedzieć, co zrobić. Bo przecież nie było nic w tym trudnego, trzeba było czytać pomiędzy wierszami. A czasem patrzeć dalej, niż to co pokazują nam oczy. Poszerzać swoje horyzonty i takie tam.
Uśmiechnięta, wpadła na zajęcia i przywitała się z panią profesor. - Dzień dobry - odpowiedziała entuzjastycznie. Zaraz znalazła sobie miejsce obok L.. Która chyba nie wyglądała na za bardzo szczęśliwą z tej lekcji. Cóż, szkoda. Jej strata ? Albo i nie. Uśmiechnęła się do niej na przywitanie i złapała swoją herbatę. Smak był idealny, w sumie nie było w tym nic nadzwyczajnego. To tylko zwykła, słodka herbata. I do tego miała jeszcze ciasteczka. Ciekawe co będą robić, wróżyć z fusów? Ale to chyba byłoby zbyt oczywiste, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Malcolm Grant

avatar
Gracz


Skąd : Newcastle
Liczba postów : 36
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   04.06.16 17:14

Co ja tutaj robię? Właśnie takie pytanie zadawał sobie Malcolm za każdym razem, kiedy wchodził do sali wróżbiarstwa. Wszedł do klasy i nawet nie próbował udawać, że jest zainteresowany lekcją. Machnął ręką na powitanie innym uczniom, nie było ich dużo, więc chyba udało mu się nie spóźnić. Zajął miejsce gdzieś na końcu klasy przy oknie. Miał stąd ładny widok na błonie i wysokie prawdopodobieństwo tego, że profesor Appleby da mu w spokoju pospać. Co do samych zajęć, to ich najlepszą, a właściwie najsmaczniejszą częścią, są ciasteczka i herbata. W sumie to jedzenie jest jedynym powodem, dla którego Mal zapisał się na te zajęcia, bo jeśli chodzi o jego poziom wiedzy o tym przedmiocie, zresztą nie tylko o tym, jest co najmniej żałosny. Niby udało mu się przetrwać na nim już kilka lat, ale szczęście ma przecież swój limit. Jak będzie dziś? Zobaczymy, oby nie szklane kule...
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   05.06.16 11:48

Wbrew pozorom Lucas nie był nastawiony sceptycznie do tej dziedziny magii. W zasadzie to dopiero tutaj w Hogwarcie odkrył, że wróżbiarstwo należy traktować jak najbardziej poważnie, bo w przeciwieństwie do tych tanich, mugolskich sztuczek, naprawdę ma jakiś wpływ na rzeczywistość, przyszłość, przeszłość, sens istnienia..? Pamiętał, jak w trzeciej klasie profesor Appleby opowiedziała im o jasnowidzach; od tej pory zapragnął jakiegoś poznać, jednak nie wiedział, czy jest teraz gdzieś w szkole osoba, obdarzona takimi zdolnościami. Bo przecież nie widać ich gołym okiem, prawda? Nawet gdyby była, to i tak pewnie nie chciałaby ze mną rozmawiać i odpowiadać na te wszystkie głupie pytania, które cisną mi się na język, jak tylko tym pomyślę.
Też fakt. Trudno. Chyba musi sobie odpuścić.
W sali zajął swoje ulubione miejsce, tuż pod oknem; wystarczająco daleko, żeby nie rzucać się w oczy, ale też wystarczająco blisko, żeby słyszeć co mówi nauczycielka. Przecież po to tu przyszedł,żeby posłuchać. Głównie o to chodziło, bo sam do wróżbiarstwa talentu nie miał żadnego. Zresztą, jak do większości dziedzin powiązanych z magią. Dlaczego ja w ogóle jestem w Hogwarcie? Nieprzyjemna myśl, ciągle powracająca, przemknęła przez jego umysł kolejny raz w tym roku.
Nie, nie wracam już do tego. Szkoda.. Szkoda wszystkiego. Odetchnął głęboko, po czym pociągnął łyk jego ulubionej miętowej herbaty, znad której filiżanki unosiły się kłębki pary wodnej, formującej różne, przedziwne kształty.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   05.06.16 19:11

Traktowała ten przedmiot zupełnie jako dodatkowy, na innej jednak płaszczyźnie jak numerologię czy starożytne runy. Nie chodziło też o hobby, bo daleko było jej do znajomości przepowiedni, nie mówiąc już o wróżeniu. Prawdę powiedziawszy sama do końca nie wiedziała, czemu uczęszczała na te zajęcia. Może chodziło o to, aby wszystkiego spróbować i sprawdzić, w czym będzie czuła się najlepiej? Lubiła wiedzieć, lubiła poznawać, a lekcje jej to umożliwiały. Temat wróżbiarstwa był dość płytki dla wielu uczniów i ona nie była pod tym względem wyjątkiem. Nie umiała się w tym odnaleźć, ale ostatecznie dzielnie uczęszczała na każde zajęcia. Podobała jej się atmosfera, która na nich panowała. Była taka spokojna, taka naturalna i zwyczajnie miła. Zupełnie jak najbardziej optymalne dla niej środowisko.
Powoli skierowała się do sali, w której zajęcia się odbywały. Kiedy weszła do środka okazało się, że zebrała się całkiem spora grupka przy stolikach, a w całej sali rozchodził się zapach herbaty. Tak wiele aromatów, jak wiele było osób.
- Dzień dobry pani profesor – przywitała się grzecznie z uśmiechem, a jej głos pozostawał nadal tak cichy jak zawsze. A może jeszcze cichszy, bo nie chciała psuć tej specyficznej atmosfery? Rozejrzała się, by zobaczyć koło kogo może zająć miejsce. Dostrzegła Myrnina i już miała udać się w jego kierunku, kiedy jej wzrok przyciągnął inny osobnik. Lucas. Ten, na którego wpadła, ten którego stratowała. Odetchnęła. Przecież nie mogła ciągle go unikać. Postanowiła zająć miejsce obok siebie wiedząc, że Myrnin zrozumie, kiedy później wszystko mu wyjaśni.
- Cześć – powitała chłopaka. Chwilę później znalazła się przed nią filiżanka z herbatą. – Ojej – ucieszyła się, bo była fanką tego trunku. Jak również ciasteczek. Upiła łyk i uśmiechnęła się z błogością. Truskawkowa z wanilią. Jej ulubiona! – Ale pyszne – spojrzała na chłopaka błyszczącymi oczami.
Powrót do góry Go down
Alexander Lloyd

avatar
Gracz


Liczba postów : 179
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   05.06.16 19:20

Gdyby teraz ktoś zapytał go, po jakiego grzyba zapisał się na tak bezproduktywne zajęcia jak wróżbiarstwo, nie umiałby na to pytanie odpowiedzieć. Jego logiczny umysł nie potrafił dostrzec w tym najmniejszego sensu. Wróżenie z fusów? Czytanie przyszłości z kryształowej kuli? Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o większych bzdetach, jak to? Może i szanował centaury za ich wiedzę, wiedział, że mają jakieś tam swoje sposoby na czytanie z gwiazd, ale to co odwalało się na wróżbiarstwie nie miało niczego wspólnego z profesjonalizmem i Lloyd był przekonany, że większość uczniów miała podobne zdanie co on sam.
A jednak z jakiegoś powodu lazł do sali, żeby wziąć udział w kolejnym etapie szopki, która miała się tam rozegrać. Niestrudzony, niczym wojownik po ciężkiej bitwie. Nie podda się, to było pewne. I skoro już wybrał ten cały szit, tak podoła mu do ostatniej godziny. Chyba, że nauczycielka zacznie odstawiać chore akcje, wtedy mogło być u niego różnie z motywacją.
- Dobry – przywitał się z nauczycielką i zajął pierwsze lepsze miejsce, które o dziwo przypadło mu koło Myrnina. Kojarzył go z innych zajęć, jak również z meczy Quidditcha. – Cześć – powitał kolegę i klapnął na siedzenie. – Jesteś tu z przymusu, chęci, a może nudów? – zagadał. Spojrzał na filiżankę przed nim. Herbata? Ciasteczka? Czy to był jakiś podwieczorek u cioci? Wzruszył jednak ramionami, bo skoro dawali za darmo to brał i napił się łyczka. Poczuł w ustach znajomy smak. Czarny bez z wiśnią. Zaraz, czy każdy miał taką, a może tylko jego tak smakowała? Przyjrzał się podejrzliwie trunkowi. – Jaką masz? – spytał, chcąc się upewnić w swoich podejrzeniach.
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   05.06.16 23:32

Rosemary weszła do klasy, wyraźnie niechętna i nieszczęśliwa, że musi tu być. Wróżbiarstwo? Co za brednie! Widzieć to coś można jak się nie te grzybki zje co trzeba albo zamiast papierosów złapie inny towar. Popatrzyła na nauczycielkę ponuro, po czym mrucząc niemrawo "dźńdbry" zajęła wolny stolik, oczywiście nie mając ochoty rozmawiać z kimkolwiek.
Spojrzała na herbatę na jej miejscu nieufnie. Uh? A to co znowu? Wygląda na toksyczne. Czy profesor jej tu coś dosypała? Czy to jest trucizna? Uniosła ostrożnie naczynie z herbatą do ust. Powąchała, przy czym ze zdziwieniem zauważyła, że to przecież... Nie!
Spróbowała ostrożnie, po czym wbiła przenikliwe spojrzenie w panią profesor. Jej ulubiona, zielona herbata o smaku mandarynki i pomarańczy. Skąd wiedziała? Przerażające. Mimowolnie odsunęła się nieco dalej na krześle od nauczycielki, nie odmówiła sobie jednak odrobiny relaksu z ulubionym naparem.
Powrót do góry Go down
Charles Beauclerk

avatar
Gracz


Skąd : St Albans, Anglia
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   07.06.16 23:53

Po morderczej wspinaczce przez niekończące się zaułki zamku oraz niezliczone stopnie, w tym te fałszywe, a także poprzez uciekające chodniki spod nóg przy akompaniamencie irytującego, Irytkowego chichotu, Charles zawitał wreszcie do sali wróżbiarstwa. Nielubianej sali wróżbiarstwa. Skąpanej w dziwnym półmroku, pogrążonej w ciężkich woniach kadzidełek, osobliwych cieczy i tysięcy gatunków herbaty, wraz z wyposażeniem nadających pomieszczeniu okropnie bohemicznego nastroju. Ale cóż, perspektywa popicia dobrego naparu wydaje się znakomita w każdym otoczeniu. Choć to nie to samo, co domowy imbryk...
Pominąwszy zdanie o partnerach i fakt, iż żadnego z tutejszych uczniów nie zna, zasiadł zwyczajowo przy okienku. Zawsze puszczał podobne zalecenia mimochodem, wszak niewiele jest rzeczy, których nie da się zrobić samemu, zwłaszcza w szkole! Jednak czas na herbatkę. Oczywiście, herbatka jest tylko prologiem do niezbyt porywającej lekcji wróżbiarstwa. Krukon darzył ten przedmiot umiarkowanym sceptycyzmem, nie przejawiał bowiem ani sympatii, ani zdolności do wyszukiwania przyszłości pośród kawowych fusów. Choć należy mu oddać, iż warstwę teoretyczną opanowuje doskonale - wszak egzaminy są tuż-tuż!
Nie przewidział tym samym niespodzianki, jaką właśnie odnalazł na języku - czyż to nie ulubione Earl Grey, które codziennie pija z całym domem na podwieczorek? Dopił prędko parę łyków, nieomal się krztusząc smakiem, za którym tęsknił od czasu świątecznych ferii. Och, słodka bergamotko!, westchnął w duchu, wpatrując się z wdzięcznością w nauczycielkę.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   23.06.16 13:40

Wróżbiarstwo było jej ulubioną lekcją. Może dlatego, że nie przypomniało reszty lekcji. No bo na której lekcji możesz rozsiąść się w fotelu, zagryzając ciasteczkiem herbatę, która zawsze była pyszna! Weszła do klasy i uśmiechnęła się przymilnie do nauczycielki. Nie należała do jej ulubionych, bo takich nie miała, ale była całkiem znośna. Nawet z tymi swoimi pokręconymi gadkami. Rozejrzała sie po sali. Z kim by tu usiąść? Od razu wpadł jej w oko Malkolm, który wyglądał jakby miał zaraz usunąć. Więc śmiało będzie mogła wsiąść jego ciastka! Idealnie! Ustanowiła się obok niego gdzieś na końcu klasy.- No witam -od razu sięgnęła po filiżankę herbaty. Biała sypana z chabrem i skórka pomarańczy. Idealna. Do tego miodowe ciasteczka. Gdyby każde lekcje takie były nie miałaby tyle nieobecności. Po rozkosznym łyku herbaty, spojrzała na partnera. Już dawno zakwalifikowała go do kategorii - można popatrzeć. A teraz jeszcze można pogadać. O tyle o ile, bo chłopak nie wydawał się zainteresowany niczym oprócz drzemki. - Ej. Nie śpij bo cie okradną! - i bezceremonialnie ukradła mu ciastko z jego przydziału. Ciekawe co z tego wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   26.06.16 17:38

Mabh westchnęła cicho pod nosem. Nie czuła się szczególnie dobrze w tej sali, a z jakiegoś powodu patrzenie w przyszłość przyprawiała ją o gęsią skórkę. Po co spoglądać w przyszłość, jeśli nie można nijak zapobiec nadchodzącym wydarzeniom? Obawiała się, że wywróży sobie straszny los i mimo wszystko, wolałaby, by zastał ją nieprzygotowaną. Śmierć w męczarniach? Wolałaby nie wiedzieć wcześniej i przed śmiercią wieść równie wesołe życie, korzystać z niego tak, jak korzysta do dzisiaj, bez świadomości kosy wiszącej tuż nad jej szyją.
Skubała niepewnie ciasteczko, zdenerwowana tym, co miało się wydarzyć. Spoglądała nieufnie na czarną, niesłodzoną herbatę pachnącą brzoskwinią i mango, która do dzisiejszego dnia przyprawiała ją każdorazowo o uśmiech, teraz czuła się jednak, jakby patrzyła prosto w głębiny Tartaru.
Uspokój się, Mabh. Już to widzę, jak pierwsze co sobie wywróżysz to śmierć na stosie. Nie ma się czym niepokoić.
Uspokajanie się w myślach niewiele jej dało, wyciągnęła więc dłoń w stronę herbaty i spróbowała sączyć ją powoli. Dla zajęcia myśli podniosła wzrok i zaczęła rozglądać się po sali.
Powrót do góry Go down
Fate Ravenwood

avatar
Gracz


Skąd : Paryż
Liczba postów : 38
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   07.07.16 16:25

Sama nie wiedziała, czemu trwoni swój cenny czas na coś tak mało produktywnego. Czyżby aż tak jej się nudziło? Ale przecież zawsze potrafiła sobie zorganizować czas idealnie, tym samym unikając bezsensownego szwendania się po szkole, jak również siedzenia na lekcjach, które nie wnosiły do jej życia niczego produktywnego. Jak właśnie wspomniane wróżbiarstwo, na które jednak szła. W połowie drogi powinna zawrócić, a jednak parła dzielnie, a stukot jej obcasów było słychać na całym korytarzu. Bo jeśli już pojawiać się wśród takich ludzi, to mimo wszystko nadal z klasą.
Kiedy wreszcie znalazła się w wali, ponownie pożałowała, że jednak nie postanowiła zawrócić.Uderzył ją duszny zapach, jakby zmieszano ze sobą ich tak wiele. Może faktycznie tak było, skoro przed każdym uczniem znajdującym się w sali stała filiżanka herbaty? Westchnęła jednak i ignorując obecność niemal wszystkich usiadła samotnie przy stoliku, nie dostrzegając nikogo godnego jej towarzystwa. Puchoni byli dla niej poza marginesem, Krukoni to typowe kujony bez życia, a Gryfoni? Nie. Zdecydowanie nie. Spojrzała podejrzliwie na filiżankę, która zaraz się przed nią znalazła. Piła określone herbaty i nie miała najmniejszego zamiaru eksperymentować z niczym takim. A jednak po upływie kilku minut wzięła ją delikatnie i z gracją do ręki, by upić łyczek. Zaraz musiała ukryć zdziwienie, bo herbata była idealna. Taką, jaką piła każdego dnia. Zielona z kawałkami pomarańczy i płatkami bzu. Może ostatecznie było warto przyjść, chociażby właśnie dla owej herbaty?
Powrót do góry Go down
Gabriel Foks

avatar
Mod


Skąd : Nowy Jork
Liczba postów : 228
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   10.07.16 2:06

Lekcje wróżbiarstwa, jak on je lubił.
W przeciwieństwie do Historii Magii, tutaj Gabriel znajdywał o wiele więcej zainteresowania. Nauczycielka wydawała mu się sympatyczna, sala komfortowa, a przyjemne stoliki zamiast drętwych ławek? Oh Bóg zapłać. Zawsze interesowały go takie… "sztuczki". W mugolskim świecie często przyglądał się iluzjonistom oraz fałszywym wróżbiarzom, którzy próbowali odgadnąć przyszłość człowieka na podstawie jakiś marnych kart. Tutaj jednak widział w tym o wiele większy sens i naprawdę fascynowało go to, że po głupich fusach na dnie filiżanki, można dowiedzieć się czegoś o przyszłości, a przecież ludzie tak często i tak łapczywie chcą wiedzieć, co ich czeka. Z małym uśmiechem na koniuszku ust kierował swe kroki w stronę salii, jednak nie bardzo mu się śpieszyło. Mało spał poprzedniej nocy, gdyż jakoś sen uporczywie nie chciał do niego przyjść, wiercił się to na prawo, to na lewo i nie mógł znaleźć sobie dobrego miejsca. Dopiero jakoś koło czwartej nad ranem udało mu się przymknąć oczy, więc poranek był dla niego dość okropnym doświadczeniem. Z jadalnii wyszedł z nadgryzionym jabłkiem w ręku, które ku jego zdziwieniu było tak pięknie wypolerowane, że aż widział swoje niepoukładane włosy w czerwonawym odbiciu. To nieco popsuło mu zdanie na temat jego nienagannego wyglądu i przeżuwając w ustach resztę smakołyka, pałętał się po szkolnych korytarzach, próbując zaczesać sobie grzywkę w tył. Bez lustra nie było to takie łatwie przygwoździć ją tam wsuwkami, aczkolwiek poradził sobie i w jego mniemaniu wyglądał nawet całkiem dobrze. No, poza tymi dołami pod oczami.
Przeglądnął się raz jeszcze w oknie przed samym wejściem do sali, a następnie nieśmiało przekroczył próg. Od wejścia poczuł wybuchową mieszankę rónżorodnych herbat i ciasteczek, co od razu dało mu lekki zastrzyk energii. Miał jednak wrażenie, że tę lekcję będą musieli przeprowadzić w parach, więc nieco zmarszczył nos, widząc, że raczej nigdzie nie przyjmą go z otwartymi ramionami. Spojrzał zakłopotany w stronę drzwi, mając wielkie nadzieję na to, że jednak ktoś jeszcze przyjdzie, aczkolwiek nie przeczuwając żadnej akcji ze strony wejścia do sali, ruszył przegrany w stronę samotnego stolika. Tuż przed tym jak miał siadać na wybrane miejsce, kątem oka zauważył uroczą mordkę Rose, do której uśmiechnął się zabójczo i od razu rezygnując z dotychczasowych planów, doskoczył do niej dwoma susami, by klepnąć dupskiem na miejsce obok.
- Witaj różyczko, jak leci? - niemalże od razu wepchnął do ust ciasteczko, maskując rześki zapach jabłka, które też przed chwilą wpierdolił i aż ciepło mu się na sercu zrobiło, gdy poczuł pod jego nosem zieloną herbatę z cytryną. Pociamkał jeszcze przez chwikę smakołyka i od razu zapił go ulubionym naparem - lekcja zaczynająca się od pysznej herbaty i ciastek, to udana lekcja.




Powrót do góry Go down
Bluebell Appleby

avatar
Specjalne

Liczba postów : 3
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   14.07.16 23:57

Zadanie 1 i 2
Profesor odczekała dostatecznie długo, kiedy zaś zauważyła, że uczniowie wypili w większości swoje napoje i teraz wyraźnie się rozglądają w oczekiwaniu, bo i sporo to wszystko trwało, zdecydowała się przemówić.
- Kochani, wasze filiżanki są już niemalże puste, a na dnie spoczywają fusy. Na dzisiejszej lekcji będziemy z nich czytać waszą przyszłość. – Zrobiła pauzę, po czym spojrzała na swoją filiżankę. – Wypijcie jeszcze trochę, tak by malutko herbaty zostało, po czym zakręćcie filiżankami trzy razy w kierunku zgodnym z wskazówkami zegara. Wtedy spójrzcie do środka i powiedzcie co widzicie.
Kończąc swoją wypowiedź, nauczycielka z czystej chęci dania przykładu wykonała dla siebie zadanie ze swoją filiżanką. Miała nieodgadniony wyraz twarzy, ciężko było stwierdzić co też tam wyczytała. Następnie z zaciekawieniem zerkała to tu to tam dyskretnie przez ramiona uczniów.

Rzuć jedną kością i zobacz co Ci wypadnie. Jeśli chcesz, możesz opisać w jednym poście również dalsze wydarzenia z kolejnych sześciu kostek, jeśli wolałbyś nie, napisz oddzielny post. Pamiętaj jednak, że bezwzględny czas zakończenia lekcji to 31 sierpnia i bardzo prosimy się do tego dnia wyrobić. Powodzenia!

1 Herbata smakuje Ci tak bardzo, że wypijasz jej trochę za dużo. Resztka miała zasłaniać fusy, a Ty wypiłeś prawie wszystko, przez co fusy zaczęły zjeżdżać po ściance filiżanki w stronę Twoich łapczywych ust. Kiedy to do Ciebie dociera, energicznymi ruchami starasz się je przesunąć bardziej na dno, żeby dało się coś z nich wywróżyć. Oby Twój partner miał wystarczający talent, by sobie z tym poradzić!
2 Z jakiegoś powodu podmieniłeś filiżankę na tą, z której miał pić twój parter. Okazuje się, że przez to masz gatunek herbaty, którego nie cierpisz, a już nie masz się z kim wymienić. Postanawiasz postawić wszystko na jedną kartę i pytasz profesor Appleby, czy zamiast herbaty może być kawa. Jesteś w szoku, kiedy okazuje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, więc szybko bierzesz drugą filiżankę i zaparzasz sobie kawy, chcąc szybko ją wypić i przystąpić do drugiej części, zanim okaże się, że jednak kawa się nie nadaje. Na szczęście nic takiego nie następuje i spokojnie możesz czekać na dalszy ciąg.
3 Gdybyś bardziej zwracał uwagę na to, co robisz, zauważyłbyś, że bierzesz nie tę filiżankę, co trzeba. Uważasz, że herbata jest obrzydliwa – pewnie dlatego, że nie jest twoja. Zupełnie nie trafiła w Twój gust i męczysz się okrutnie, próbując ją wypić. Najchętniej byś ją wylał, ale nie masz gdzie. Dostrzegasz niewielką doniczkę całkiem niedaleko stolika. Próbujesz podlać roślinkę swoją herbatą. Rzuć kostką. parzysta udało się! Profesor Appleby niczego nie zauważyła, a Tobie zostało dokładnie tyle herbaty ile potrzebujesz, żeby można było wróżyć; nieparzysta niestety, zostałeś przyłapany! Twój dom traci pięć punktów, a Ty musisz zaparzyć sobie nową herbatę i wypić ją pod czujnym okiem prowadzącej. Teraz już się nie wywiniesz! Ale przynajmniej teraz będzie dobra.
4 Herbata smakuje Ci średnio, niewykluczone, że po prostu masz ochotę na jakiś inny napój, a nie akurat herbatę. W końcu jednak nie pijesz jej tylko dla przyjemności. Uważnie sprawdzasz, czy już osiągnąłeś idealny poziom naparu, przy którym możesz się zabrać do następnego etapu całego procesu. Dzięki temu po zakończeniu wszystkich koniecznych działań Twoja filiżanka przygotowana jest perfekcyjnie, co zostaje docenione – otrzymujesz pochwałę i pięć punktów dla swojego domu.
5 Zupełnie nie pamiętasz, w którą stronę miałeś właściwie kręcić tą filiżanką. Kręcisz więc trzy razy w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara i trzy razy w kierunku przeciwnym, zakładając, że skoro to wyczerpuje możliwości, to znaczy że zrobiłeś dobrze i powinno się udać. Masz szczęście, że profesor Appleby Cię nie przyłapała!
6 Podczas obracania filiżanki do góry dnem udaje Ci się ją wypuścić z ręki. Porcelanowe naczynie spada na podłogę i rozbija się, a Twoje fusy rozpryskują się po podłodze. Szybko zabierasz się za sprzątanie, a profesor Appleby patrzy na Ciebie krytycznie. Lubiła tę filiżankę, wiesz? Lepiej się pospiesz, żebyś zdążył przygotować sobie nową porcję fusów.

Rzucasz w sumie sześcioma kostkami. Pierwsza powie, jak poszło ci odczytywanie fusów. Druga – czego dotyczy wróżba. Suma ostatnich czterech to kształt, w jaki ułożyły się fusy. Jeśli według kostki nie udało ci się odczytać znaczenia, odczytuje je osoba, która Ci pomaga, według zestawu kostek, który ty wylosowałeś. Za każdą pomoc przysługuje dodatkowe 5 punktów dla domu. Możesz pomóc więcej niż jednej osobie.

Kostka pierwsza:
1 Nie masz problemu z odczytaniem fusów. Szybko określasz, jaki kształt przybrały i odnajdujesz jego znaczenie w podręczniku. Jesteś niemalże stworzony do odczytywania przyszłości z fusów i profesor Appleby jest z Ciebie dumna. Jeśli chcesz, możesz pomóc komuś, komu nie idzie tak sprawnie.
2 Czarno to widzisz. Może na upartego coś byś z tego wyciągnął, ale nie masz przekonania… Masz dwa wyjścia: możesz poprosić kogoś o pomoc lub próbować dalej. Jeśli próbujesz, rzuć kością: parzysta niestety, wciąż nic. Koniecznie poproś kogoś o pomoc, może to być profesor Appleby, ale rozegraj to fabularnie; nieparzysta coś nagle zaświeciło – widzisz kształt i nawet znajdujesz taki w podręczniku, czyli najwyraźniej się udało!
3 Jakkolwiek byś nie oglądał tej smętnej kupki fusów na dnie filiżanki, dla Ciebie to wciąż są tylko fusy. Nijak nie widzisz w nich żadnych kształtów, a już tym bardziej nie wyglądają jak zapowiedź czyjejkolwiek przyszłości. Poproś kogoś o pomoc lub przyjmij, że pomogła Ci profesor Appleby.
4 Naprawdę błyskawicznie poszło Ci znalezienie i zinterpretowanie kształtu, w jaki ułożyły się fusy. Z ciekawości odwracasz filiżankę i z zaskoczeniem stwierdzasz, że z tej strony kształt jest zupełnie inny! Twoja przepowiadanie przyszłości nagle staje się bardziej złożone. Wylosuj jeszcze jeden zestaw kostek.
5 Przyglądasz się tym fusom i przyglądasz, żeby ostatecznie stwierdzić, że jakiś kształt rzeczywiście się z tego wyłania. Nie masz jednak przekonania, co to konkretnie jest, więc szukając interpretacji w podręczniku trochę strzelasz. Cóż, dobre i to.
6 Obracasz filiżankę, obserwujesz zawartość pod różnymi kątami i nijak Ci to nie przypomina żadnego konkretnego kształtu. W końcu znajdujesz idealny kąt, pod którym wszystko staje się oczywiste. Czujesz się na tyle olśniony, że jesteś na siłach, by pomagać innym. Śmiało, nieś kaganek oświaty potrzebującym!

Kostka druga:
parzysta Fusy są bardzo blisko uszka filiżanki, co oznacza, że wróżba odegra znaczącą rolę w życiu osoby, której wróżysz albo przepowiadane zdarzenie będzie miało miejsce w niedalekiej przyszłości.
nieparzysta Fusy znajdują się po przeciwnej stronie filiżanki, daleko od uszka, co może oznaczać, że wróżba wiązać się będzie z obcymi ludźmi lub wydarzeniami poza domem, a także że spełni się w bardziej odległej przyszłości.

Kształt:
4 - Arka - Znajdziesz bezpieczne schronienie od niebezpieczeństw. Jesteś w krytycznym położeniu, lecz lada dzień uda Ci się wybrnąć z kłopotliwych sytuacji.
5 - Bukiet - Nawet jeśli do tej pory nie układało Ci się za dobrze w sprawach sercowych, los przewidział dla Ciebie dużo miłości i szczęścia.
6 - But - Mimo możliwych zagrożeń, znajdziesz ochronę, dzięki której wszystko dobrze się skończy.
7 -  Byk - Uważaj na kłótnie z najbliższymi!
8 - Chmury - Mogą pojawić się problemy tam, gdzie się ich nie spodziewasz.
9 - Gołąb - Spodziewaj się posłańca z bardzo ważną wiadomością – bardzo duża szansa, że wiadomość będzie pomyślna.
10  - Kaczka - W najbliższym czasie sprawdź stan konta, możliwy niewielki zastrzyk pieniędzy.
11 - Klepsydra - Nadszedł czas podjąć decyzję, z którą zwlekasz od dawna.
12 - Korona - Przed Tobą spory sukces, uczczony z należnymi honorami. Możliwe otrzymanie spadku po dalekim krewnym.
13 - Kosa - Zachowaj czujność, wisi nad Tobą zagrożenie, które za bardzo bagatelizujesz!
14 - Krzyż - Lepiej się przebadaj, z Twoim zdrowiem może nie być najlepiej.
15 - Trumna - Wiadomość, jaką otrzymasz już niedługo, nie będzie zbyt dobra. Przygotuj się na przykre informacje.
16 - Małpa - Spotkasz na swej drodze kogoś, kto bardzo będzie lubił prawić Ci komplementy. Uważaj jednak, czy nie stosuje wobec Ciebie jakichś sztuczek.
17 - Miecz - Spotka Cię duże rozczarowanie, które może być przyczyną kilku nieprzyjemnych kłótni.
18 - Nietoperz - Podróż, w którą się wybierzesz, nie spełni Twoich oczekiwań.
19 - Róża - Twoja popularność wśród otoczenia wyraźnie wzrośnie.
20 - Słoń - Będziesz chłonąć wiedzę jak gąbka, a to, czego się nauczysz, wyraźnie zaprocentuje!
21 - Sowa - Uważaj na plotki, jakie krążą w Twoim otoczeniu. Mogą być przyczyną niemałego skandalu!
22 - Statek - Szykuje Ci się podróż, niezbyt odległa, niemniej raczej udana.
23 - Strzelba - Zapowiada się dużo zmartwień, które całkowicie Cię pochłoną.
24 - Sztylet - Wisi nad Tobą dość wyraźne niebezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Effie Force

avatar
Gracz


Skąd : USA
Liczba postów : 156
PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   19.07.16 11:06

Ef bardzo lubiła te zajęcia. Lubiła czytać przyszłość, chociaż nie wierzyła do końca w ich spełnienie. Mimo to uważała to za świetną zabawę. Chciała jak najszybciej przejść do czytania fusów i z pośpiechu sięgnęła po nie swoją herbatę. Zanim się zorientowała wypiła o łyk za dużo. No nie i koniec całej zabawy. Pochmurna, że przez nieuwagę nie pozna swojej przyszłości. Fukneła nie zadowolona. Po chwili jednak wpadła na pomysł. Szybko podleciała do nauczycielki. Okazało się, że jej pomysł był trafny i może zaparzyć sobie kawy zamiast herbaty. Zrobiła czystą czarną sypaną. Nie dość, że fusy będzie łatwo czytać, to jest jej ulubiona.
Wróciła do stolika, nie wypuszczając filiżanki z dłoni, aby znów się nie pomylić. Tym razem wypiła bardziej uważnie. Zakręciła fusami według instrukcji. Gdy niby miały być już gotowe, Ef przyglądała im się dobre dwie minuty. Jednak jej wyobraźnia była dziś ograniczona. Dla niej to były tylko fusy. Żaden konkretny kształt. Jedyne co wiedziała, to że są dalekie od ucha filiżanki, czyli nie dotyczą bezpośrednio jej. Zawołała panią profesor, bo jednak chciała poznać przyszłość.
Trochę pokręcona nauczycielka, szybko zauważyła małpę. Powiedziała tylko "małpa" i szybko uciekła jakby to nie było nic interesującego. Ef przewróciła oczami i sięgnęła po podręcznik. Kształt mówił, że Ef spotka kogoś kto będzie prawił jej komplementy. E tam. Nic nowego. Trochę zawiodła się tą przepowiednią, którą mogła jej sprzedać każda osoba w tej klasie. To była oczywistość, a nie przepowiednia.

Liczba wyrzuconych oczek kostka 0:2
Liczba wyrzuconych oczek kostka 1:3
Liczba wyrzuconych oczek kostka 2:5
Liczba wyrzuconych oczek kostki 3-6: 16

zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Siódme piętro-
Skocz do: