Share | 
 
Kamienny krąg
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Genesis Primera Malclès

avatar
Admin


Skąd : Lawrio, Grecja
Liczba postów : 69
PisanieTemat: Kamienny krąg   01.03.16 15:21

Kamienny krąg
Krąg z ogromnych głazów znajdujący się na błoniach przy zamku. Chociaż wydaje się magiczny, jest po prostu zwykłym zegarem słonecznym. Obok kamiennego kręgu znajdują się niewielkie, wrośnięte w trawę kamienne schody, prowadzące prosto do zgliszcz chatki gajowego.
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   01.03.16 18:57

W końcu nastała zima. Trochę spóźniona, no ale ważne że jest, nie? - pomyślał kierując się ku jednemu z wyjść na błonia. Wybierał się na spacer; nie za długi, nie za krótki, ale taki wystarczający, żeby nacieszyć oczy pięknymi widokami. Mimo wszystko Lucas lubił tę porę roku; cieszył go sam widok drzew pokrytych śniegiem, sopli zwisających z dachów i marznących fal na jeziorze. Świat zachwycał niepowtarzalnym, surowym pięknem, dlatego często nie mógł się powstrzymać by po lekcjach wyskoczyć z aparatem na błonia. W tym roku zima miała dobre dwa miesiące spóźnienia, dając o sobie znać dopiero pod koniec lutego, kiedy już naprawdę nikt się nie spodziewał że nadejdzie i to jeszcze z takim impetem. Niemal wszyscy uczniowie zaczęli marudzić na potęgę, bo w zasadzie powszechnie zaczęto wypatrywać już oznak wiosny i nastawiano się bardziej na ocieplenie i poprawę pogody niż oziębienie, jakie nawiedziło tereny Hogwartu ostatniej nocy. Szczególnie dotkliwie poczuli to urzędujący w lochach Ślizgoni i Puchoni, bo rano obudzili się w zupełnie wyziębionych dormitoriach, chłonących zimno od gruntu. Luki wstał dość wcześnie, od razu wyczuwając spadek temperatury. Tak.. zimno coś, pomyślał. W pokoju wspólnym zastał już kilkoro Puchonów otulonych w różnokolorowe koce i kłębiących się dookoła kominka, w którym wesoło tańczył jaskrawy płomień, wypełniając pomieszczenie przyjemnym powiewem ciepła. Niestety chętnych do ogrzania się wcale nie ubywało, a wręcz odwrotnie. Po kilkunastu minutach chyba połowa współdomowników zgromadziła się przy cieple ognia. Robiło się głośno i coraz mniej przytulnie, co raczej nie odpowiadało gustom Lucasa. Nagle wpadł mu do głowy dość szalony pomysł. Później w ciągu dnia na pewno wybierze się na błonia, żeby trochę zimowej magii na fotografiach, więc pomyślał, że w sumie dlaczego nie miałby przejść się tam teraz? Zaraz, skoro tu jest zimno, to tam będzie jeszcze bardziej. Był zamrzluchem i dobrze o tym wiedział. Ale kto kazał mu siedzieć tam godzinę? Wróci do zamku na śniadanie i ogrzeje się kubkiem gorącej kawy. Tak, to brzmi idealnie, pomyślał uśmiechając się i czym prędzej pobiegł po aparat. Zarzucając na siebie swój stary, ulubiony płaszcz zastanawiał się, czy trzy warstwy długiego rękawa wystarczą na ten mróz. Ej no, nie mieszkasz na Syberii, nie przesadzaj. Owinął szyję żółtym szalikiem i opuścił pokój wspólny, pozwalając życiu towarzyskiemu rozwijać się bez jego obecności. Brawo Luki, znowu uciekasz od ludzi. A pamiętasz, co napisałeś jako twoje pierwsze i najważniejsze postanowienie noworoczne? Tak, tak, pamiętał; obiecał sobie wyjść do ludzi. Ale rok niedawno się zaczął, ma jeszcze mnóstwo czasu na realizację tego ambitnego zamierzenia. Kiedyś, pomyślał, kiedyś, ale jeszcze nie teraz.
Lucas wymknął się z zamku bocznym wyjściem przy dziedzińcu i udał się w stronę błoni. Śnieg skwierczał pod podeszwami jego buciorów, gdy schodził po kamiennych schodach, obecnie przykrytych białym, niezmąconym niczyimi śladami puchem. Krajobraz był iście bajkowy, jakby został przed chwilą wyjęty z jakiejś baśni. Od razu przypomniał sobie o Opowieściach z Narni i uśmiechając się ruszył w dół pagórka.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   01.03.16 19:47

Lubiła zimę. Prawdę powiedziawszy lubiła każdą porę roku, dostrzegając w poszczególnej coś oryginalnego, niepowtarzalnego. Podobne podejście miała do miesięcy, chociaż to było o wiele gorzej rozróżnić. Nie każdy rozumiał, że ona widzi istotną różnicę pomiędzy styczniem i grudniem, lipcem czy sierpniem, które dla każdego były tak podobne, niemal łącząc się w jedność. Ale nie dla tak otwartego na świat umysłu jaki miała nieśmiała Puchonka, które najwięcej wolnego czasu poświęcała spacerom i przebywaniu na łonie natury. Nieważne co robiła, musiała każdego dnia zażyć choć odrobinę świeżego powietrza.
Dziś było podobnie. Rano wstała z ogromnym pragnieniem, by pospacerował długo, póki nie zacznie jej marznąć nos na tyle, by zapragnęła wrócić. A później, kiedy jej ciało przesiąknie mróz uda się do zamku, gdzie wleje w siebie takie pokłady gorącej czekolady z pomarańczą, że momentalnie poczuje się lepiej. Wizja siebie, siedzącej na fotelu przed kominkiem i popijającej ten boski napój była na tyle kusząca, że postanowiła wcielić ją w życie. Najpierw jednak musiała wyjść, żeby zmarznąć, bo bez tego plan byłby niepełny. Ubrała się więc szybciutko, na tyle na ile pozwalała jej własna niezdarność bez zrobienia sobie konkretnej krzywdy, pożegnała się ze współlokatorkami, które spojrzały na nią z ukosa, myśląc zapewne, że nikt normalny o tak wczesnej porze nie wyszedłby na taki mróz z własnej woli, by chwilę później niemal wbiec po schodach prowadzących na parter, a zaraz później wymknąć się na zewnątrz. Poczuła jak chłód dotyka skóry, kłując ją niewidzialnymi igiełkami. W tym uczuciu było coś, co sprawiało, że człowiek mimo wszystko brnął dalej w mróz. A może tylko Hamilton tak miała? Może tylko w jej wyobraźni pojawiły się małe elfy, które kłuły ją cienkimi niczym szpilki mieczami, zmuszając do dalszej wędrówki? Poprawiła szalik, owijając go szczelniej wokół szyi, naciągnęła błękitną czapkę bardziej na głowę i była gotowa, aby ruszać w świat. Gdzie jednak powinna się udać? Na błoniach? Nad jezioro? Wszystko wydawało się być takie nieodpowiednie na poranny spacer. I wtedy w umyśle pojawiła się wizja Dyniowego Ogródka tuż przy Chatce Hagrida. Uśmiechnęła się na wizję tego miejsca, które tak często pojawiało się w jej pracach. Tak, musiała się tam udać koniecznie. Kto wie, czy nie przyniesie jej dziś wielkiego natchnienia. Żwawo ruszyła ku schodom. Gdzieś w połowie odległości zamajaczyła jej samotna postać zmierzająca dokładnie w tym samym kierunku, co ona. Była jej dziwnie znajoma, jakby już gdzieś ją widziała. Być może zmieniłaby plany co do ostatecznego miejsca spędzenia czasu, gdyby nie fakt, że jednak była trochę ciekawa. A co, jeśli ta postać to jakaś postać z baśni, która właśnie wracała do domu w Zakazanym Lesie? A może to był jakiś przyjaciel Hagrida? Nie było co się zastanawiać, trzeba było sprawdzić!
Kroki stawiała najciszej jak umiała, starając się przy okazji nie wywrócić. Nie chciała sprowadzać na siebie uwagi persony. Musiała wszak odkryć jego tajemnicę! Niestety, ta najwidoczniej nie chciała, by poznał ją ktokolwiek, ponieważ kilka kroków później, kiedy zmniejszyła dystans z osobą, poślizgnęła się, a z jej ust wydobył się cichy pisk zaskoczenia. Poleciała jak długa, a usilne machanie rękami nic nie dało. Leciała wprost na osobnika, który w tej chwili musiał już wiedzieć, że ona tam jest. Nie minęło zbyt wiele czasu, a zderzyła się z nim ciągnąć za sobą w dół, by chwilę później wylądować wprost na jego ciele.
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   06.03.16 21:45

Widok jakim mógł teraz cieszyć oczy wart był pchania się na ten cały mróz. Oj, zdecydowanie, pomyślał Lucas uśmiechając się sam do siebie. Wyciągnął z torby aparat i nadal ostrożnie drepcząc po schodach, zaczął już kręcić pokrętłami żeby ustawić odpowiednie parametry pod oświetlenie. Poranne słońce grzało coraz mocniej, także niska temperatura nie dawała mu się tak bardzo we znaki jak gdy dopiero co opuścił mury zamku. Szczególnie przyjemnie było gdy wystawił twarz do światła, pozwalając promieniom spływać po zziębniętych i czerwonych od zimna policzkach. To jest to. Stan idealny. Pal licho mróz. On sam. Sam pośród natury, nic tylko śnieg, drzewa pokryte białym kocykiem, cieplutkie słoneczko i aparat w ręce. Właśnie, aparat. Po to tu przyszedł, żeby robić zdjęcia, czyż nie? Odwrócił się na pięcie i..
I w tym momencie cała magiczna aura jaka dotychczas go otaczała zniknęła w ułamku sekundy. Bo wcale nie był sam. Nieco wyżej pagórka, kilka schodków dalej dostrzegł zarys jakiejś drobnej istotki. Lucas zamrugał oczami i wytężył wzrok, mając nadzieję że uda mu się rozpoznać kto.. kto go śledził. Bo jeśli nie śledził, to co tutaj robi? Zanim jednak zdążył w ogóle stwierdzić że jest z jego domu (żółty szalik mówił sam za siebie), stało się coś złego. Najpierw jej. Później jemu. Za jej sprawą oczywiście. Puchonka biegła w jego stronę gdy nagle poślizgnęła się na kamiennym stopniu i z piskiem runęła przed siebie. Luki otworzył oczy ze zdumienia, nie bardzo wiedząc co robić. Łapać ją? Uciekać? Myślał za długo i ostatecznie nie zrobił nic. I sekundę później wylądowali razem w śniegu. Ona na nim. Tak jakby.. leżała. Z daleka na pewno musiało wyglądać to źle. Ale z bliska też. A może nie wyglądało, ale raczej dziwnie.. dziwnie czuło. Luki się dziwnie czuł. Bo w zasadzie nie pamiętał, czy kiedykolwiek był fizycznie tak blisko kogokolwiek. Chyba nigdy. Tak czy inaczej, leżeli na śniegu. Więc co teraz? Może wstaniemy? Ale jak wstać? Coś powiedzieć? Co powiedzieć? Co ja mam zrobić? Puchonka, wyglądająca na równie zaskoczoną co on patrzyła na niego błękitnymi oczami z odległości bliższej niż bliskiej. Cóż, chyba sama nie mogła przewidzieć co nastąpi. Ale mogła nie biec. Jest ślisko. Wiadomo, że kiedy jest śnieg to jest ślisko, prawda? Dobra, nieważne.
Luki, teraz skup się. Powiedz coś. Coś nie głupiego. Co można powiedzieć komuś, to na tobie leży?
Okej, to zabrzmiało źle. Bardzo źle. Jeszcze raz,
gorączkował się, gdy w międzyczasie na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Bo ona się uśmiechnęła. Jako pierwsza. Dobry znak? Chyba tak.
- Często tak lubisz sobie tak poleżeć na ludziach? - wydusił z siebie z trudem, przygniatany jej ciężarem. Nie żeby była specjalnie ciężka czy coś ale.. ale w pewnym stopniu utrudniała mu oddychanie. I myślenie, jak się okazało gdy w końcu zorientował się co właśnie powiedział. Nie zabrzmiało to dobrze, nie, zdecydowanie nie. Luuuuucaaas, ty idioto.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   07.03.16 16:46

Magnes na sytuacje żenujące, wstydliwe, upokarzające. Zdecydowanie Maya mogła określić się takim mianem, bo choć nie prosiła się o nic podobnego, los przypiął do jej duszy łatkę niezdary, z którą musiała żyć. Starała się zachowywać ostrożność, uważać na to jak idzie. Niestety, bez powodzenia, bo im bardziej chciała czemuś zapobiec, tak to działo się niemal ze zdwojoną siłą wprawiając dziewczynę w kompletne zakłopotanie. Jak mogła kiedyś myśleć, że zdoła przeżyć choć jeden dzień normalnie, bez żenującej wpadki? Niczym spokojna, normalna nastolatka. Nawet podczas zwyczajnego spaceru musiała się wplątać w coś dziwnego, przy okazji wciągając w to osobę postronną, najczęściej zupełnie niewinną. Gdyby jeszcze to chłopak ją potrącił. Albo krzyknął w jej stronę, przez co by się wystraszyła. Ale on tam tylko był. Szedł spokojnie, niczego nieświadomy. A ona w akcie największej niezdarności na niego wpadła. Nie lekko, nie delikatnie z nutką zaczepności. Po prostu staranowała chłopaka niczym jakiś napakowany byczek, przygniatając go swoim kruchym ciałem, które jednak ważyło co nico. Tym bardziej, że kolega, na którym właśnie leżała nie był jakoś specjalnie umięśniony. Równie dobrze mógł z nią konkurować wagowo. Zanim jednak zrobiła cokolwiek, co świadczyłoby o tym, że zdaje sobie sprawę co właśnie zaszło, wpatrzyła się w chłopaka zdziwiona. Czy faktycznie do tego doszło? A może to tylko wyobraźnia podsunęła jej możliwy do spełnienia scenariusz, jeśli nie zmniejszy swojej prędkości? Niestety, ciepło, które biło od niego było realne i niemal namacalne. Jej zmarznięte komórki ciała były uradowane, że ktoś postanowił się nimi zająć, a samej dziewczynie było niezmiernie wygodnie, jednak przecież nie mogła leżeć na nim bez końca! To on był w gorszym położeniu, w końcu znajdował się bezpośrednio na zimnej ziemi. Zanim jednak zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak minęło kilka minut, podczas których przypatrywała się koledze z bliskiej odległości lustrując jego twarz jasnymi oczami. Na jej usta bezwiednie wstąpił uśmiech. Czas mijał powoli, jakby na chwilę przestał mieć znaczenie. Długie włosy opadły jej na twarz, potargane przez upadek.
Niestety chwila, która mogła zostać uznana za magiczną, dobiegła końca wraz ze słowami chłopaka. Zdziwienie zniknęło z jej oczu, wyparte przez przerażenie i zawstydzenie. Na policzki wkradł się intensywny szkarłat idealnie widoczny na jej bladej cerze. Serce przyspieszyło, a ona poczuła mocne zakłopotanie – J-ja… - wydobyło się z jej ust. Co miała mu odpowiedzieć, przecież nie planowała na nim leżeć, a tym bardziej nigdy nie miała takiej sytuacji. Czy on właśnie pomyślał, że jej hobby to lżenie na ludziach? – Przepraszam… naprawdę. J-ja nie chciałam – zaczęła się tłumaczyć, choć brzmiało to tak pokracznie – Nie… ja nigdy… nie leżę na ludziach – dokończyła i wstała z niego gwałtownie. Okazało się jednak, że zrobił to za szybko, bo chwilę później ponownie się wywróciła, tym razem na tyłek. Pięknie Hamilton, jak wiele pokażesz mu jeszcze swojej niezdarności? – Przepraszam – wydukała jeszcze, czerwieniąc się bardziej.
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   29.05.16 7:54

Sytuacja robiła się niezręczna. Naprawdę niezręczna. A on nie miał pojęcia, co mógłby zrobić, żeby zrobiło się mniej niezręcznie. Zrób coś.
Tylko już nic nie mów, bo zdążyłeś już wystarczająco z siebie zrobić pajaca.
Jednak nie zrobił nic, tylko uśmiechał się dalej, dla podtrzymania jakiejś w miarę pogodnej atmosfery. Nie chciałby, żeby nieznajoma puchonka czasem sobie pomyślała, że się na nią gniewa czy coś, bo skądże. To był wypadek, trudno gdyby to planowała, prawda? A co jeśli tak? Jeśli to było specjalnie? Co jeśli od roku chce się ze mną poznać, ale boi się odezwać pierwsza? Biorąc pod uwagę, że to ja pierwszy coś powiedziałem, jest to całkiem możliwe. Okulary Lucasa zaparowały od jej ciepłego oddechu. Świetnie, to teraz jeszcze nic nie widzi, jakby już miał mało. Chyba na szczęście, dalsze idiotyczne dywagacje przerwał fakt, że dziewczyna nagle zorientowała się w jak niedogodnej pozycji się znajduje. Znaczy, niedogodnej, bo się nie znali. Raczej. A co gdyby się znali? To by coś zmieniło? Mniejsza. Ale było zimno, szczególnie jemu, bo całą tylną stroną ciała przywarł do bielutkiego śniegu. Dziewczyna podniosła się nagle, jakby odskakiwała od czegoś parzącego. Lucas w końcu odetchnął z ulgą, tworząc kłębek pary nad czubkiem nosa. Było naprawdę lodowato.
- Nic się nie stało. - powiedział po chwili milczenia, gdy również i on podniósł się z ziemi, pokracznie próbując pozbyć się śniegu spomiędzy włosów. - No.. zdarza się. Wypadki się zdarzają.
A nie?
Zdjął na chwilę okulary, by wytrzeć zaparowane szkiełka o rękawiczki. Przeszedł go dreszcz, gdy zastanowił się, co czuje teraz jego nowa koleżanka. Ale musi być jej teraz głupio. To jedyne, co przychodziło mu do głowy. Nieprzyjemne. Bardzobardzo nieprzyjemne. Nie miał zielonego pojęcia, co on zrobiłby w tej sytuacji. Pewnie najchętniej zapadłby się pod ziemię. A kontaktu z z nieszczęśnikiem, którego wpakował.. w ten śnieg unikałby do końca życia. Cóż, mają za sobą niezwykle udany początek znajomości. Mam nadzieję, że nie będzie na mnie teraz zła. Dlaczego miałaby być? Nie wiem. Ale ludzie są różni.
Wtem usłyszał cichy jęk; to ona, znowu wylądowała na ziemi. Oj. Co teraz?Zamrugał kilka razy, ale świat nadal pozostał rozmazany. Przecież okulary mam w ręce, a nie na nosie. Lucas, idioto. Zbliżył się do niej dwa kroki, po czym zdecydował się na jakże odważny gest i wyciągnął w jej stronę rękę. Phi, odważny. Po prostu czuł, że tak powinien zrobić. I z jakiegoś dziwnego powodu, nie czuł się skrępowany. No bo w sumie największe skrępowanie mamy już za sobą.
- Wszystko w porządku? - zapytał jeszcze zanim wstała.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   29.05.16 17:09

Oczywiście, że czuła się niekomfortowo, chociaż nie mogła zarzucić, że chłopak był niewygodny. Był i chyba właśnie tego obawiała się najbardziej. Że nieświadomie mogłaby chcieć poleżeć na nim jeszcze chwilę, nie tyle po to ,a by ogrzać swoje zmarznięte ciało, jak po prostu skorzystać z wygody jaką jej nieświadomie oferował. Była na to jednak zbyt nieśmiała i daleko jej było do tych wszystkich dziewcząt, które w podobnej sytuacji dojrzałyby idealny pretekst do flirtu i tym samym pokusiły się o zawarcie znacznie bliższej znajomości, aniżeli tylko rzucane przypadkiem na korytarzu „cześć”. Nie znaczyło to jednak, że sama Puchonka miała zamiar tak się zachować. Teraz, kiedy miała okazję porozmawiać z Lucasem, o którym wiedziała tak niewiele, a który przecież należał do jej domu, chciała to wykorzystać. Nie miała pojęcia jednak jak się do tego zabrać, a wypadek, któremu oboje ulegli z jej winy w niczym nie pomagał. Wręcz przeciwnie. Na chwilę zakłócił jej zwyczajny, dobry świat, stawiając ją w niezręcznej sytuacji, która na pewno w przyszłości się na niej odbije. Skąd miała mieć pewność, że chłopak zaraz nie zacznie mówić o tym swoim kolegom?
Nie. On nie wygląda na takie, który żartowałby z podobnych rzeczy, tym samym ośmieszając mnie przed innymi”.
Dała mu szansę, głównie za sprawą szczerego spojrzenia, w którym kryło się zakłopotanie. Ktoś, kto patrzył takim wzrokiem nie mógł chcieć krzywdy innego człowieka, a co jak co, Maya podczas nieplanowanego zbliżenia miała okazję chwilę zapatrzyć się w zasłonięte okularami oczy. Krótko bo krótko, ale wystarczająco, by wyrobiła sobie opinię. I by wstała z niego jak oparzona, by chwilę później ponownie wylądować na śniegu, speszona do granic możliwości, zjadana przez zawstydzenie.
- Niektórym wypadki zdarzają się… zbyt często. Niemal… cały czas. Naprawdę mi przykro. Jeśli… jeśli coś ci się stało, to mi powiedz. Nie chcę, aby z mojej winy coś cię bolało – powiedziała zaciskając dłonie na materiale płaszczyka. Uniosła nieśmiało wzrok, chcąc upewnić się, że miły głos, którym się do niej zwracał idzie w parze z emocjami na jego twarzy. Wtedy dostrzegła dłoń wyciągniętą w jej stronę, której towarzyszyło zadane pytanie. Pytanie o jej stan. Lustrowała chwilę chłopaka, by następnie uśmiechnąć się delikatnie, jakby walcząc sama ze sobą. – Przywykłam. Wiesz… m-mi te wypadki zdarzają się często. Częściej niż bym chciała i chociaż wiem, że… że nic na to nie poradzę, to jednak za każdym razem czuję się podobnie jak teraz – chwyciła delikatnie jego dłoń, jakby w obawie, że tym samym może znowu zrobić mu coś złego i pozwoliła pociągnąć się ku górze, by już stabilnie stanąć na nogach. Był od niej wyższy, ale czy nie zauważyła tego wcześniej? – Przeszkodziłam ci w czymś, prawda? – spytała w odruchu troski otrzepujące resztki śniegu z jego ramienia. Zaraz jednak cofnęła dłoń. – Umh… wybacz – policzki zaczerwieniły się bardziej, już nie tylko z powodu mrozu.
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   30.05.16 19:28

Lucas zawsze był odludkiem. I to jakim. Gdy został prefektem, to najpierw myślał, że może teraz coś się zmieni, coś drgnie i odtąd wszystko będzie inaczej. W końcu cały dom dowie się o jego istnieniu, które tak często było po prostu pomijane. Przykre? Przecież mam to na własne życzenie. Prawda. Nie ufał ludziom, choć tak naprawdę nigdy poważnie się na nikim nie zawiódł. W teorii. Niechętniej jeszcze dopuszczał ich bliżej, do środka swojej introwertycznej 'bańki'; żył z poczuciem zewnętrzny jest zagrożeniem, więc musi od podstawy stosować pierwszą, najbardziej banalną linię obrony, bo tylko z taką sobie poradzi, jako ta mała, niepozorna i krucha istotka. Pokora. Pasywność. Brak asertywności. Niech się dzieje jak chcą, niech sterują swoimi życiami jak chcą, popłynę za nimi, nie będę na pewno robić problemów. Nie próbował tego nigdy zmienić. Z czasem jednak coś zaczęło mu w takim życiu przeszkadzać, a myśl ta rozwijała się szybko; była trochę jak brzęczenie w uszach; nieszkodliwa, słyszalna tylko w zupełnej ciszy, gdy nic dookoła nie mogło jej zakłócić. Ale jednak istniała. I nie cichła, a robiła się tylko bardziej wyraźna.
Jak w ogóle zawędrowałem do tego tematu?
Ach, myślałem o samotności.
Jak to jest, że o samotności zawsze myśli się w towarzystwie, i odwrotnie, siedząc samemu wśród czterech ścian tęskni się za widokiem znajomej pary oczu?

Tej, przejrzyście niebieskiej pary oczu, która wpatrywała się w niego z niemałym zakłopotaniem właśnie teraz?
- Wszystko okej, naprawdę. - Lucas odpowiedział nadal otrząsając się ze śniegu. Poczuł, jak nagle grudka zimnej substancji wpada mu za kołnierz i topi się spływając po plecach. Nienieprzyjemne. Brr. Ale pomimo tego uśmiechnął się do niej najmilej jak umiał, przynajmniej w założeniu. W praktyce to pewnie wyglądam jakbym był co najmniej lekko upośledzony.
- To nic złego w sumie. Chyba, tak myślę. Też jestem niezdarą.
Znowu miał nieodparte wrażenie, że w głowie brzmiało to jakby lepiej.
Był niezdarą, owszem. Nawet nie małą. Jeśli ktoś mógłby dostać nobla za pakowanie się w niezręczne sytuacje na wszystkich płaszczyznach, z pewnością mógłby być to Lucas. Zaraz, to nie jest to chyba najlepsza cecha, którą warto pochwalić się poznając nowych ludzi, prawda? No ale. Tak wyszło, jakoś. Trudno.
- Właściwie to nie, - zastanowił się, umiejscawiając okulary z powrotem na nosie. Widział ją znowu dokładniej; pokryte czerwienią policzki, błękitne oczy w kolorze nieba i subtelnie pomalowane rzęsy, którymi raz po raz mrugała z zaciekawieniem.
- Yyy..
Zaciął się w trakcie zdania, przegapiając całkowicie moment, w którym to się stało. Okej, może nie zauważyła.
Nie zauważaj, proszę.
Nie lubił, bardzo nie lubił gdy tak się działo. A zdarzało się to niestety dość często. Zwłaszcza w obecności dziewczyn. Ładnych dziewczyn, tak na marginesie.
- Dopiero co tu przyszedłem, żeby.. się przejść i porobić zdjęcia, bo ładnie jest. No wiesz, aparatem. - dokończył, rysując w powietrzu niewielki prostokąt.
Czym innym, jak nie aparatem, można robić zdjęcia, kretynie?
Zaraz, właśnie. Gdzie jest mój aparat? Mógł przysiąc, że jeszcze zanim się przewrócili miał go na szyi. Pewnie leży teraz gdzieś w śniegu.. i marznie.
- Widziałaś go gdzieś może? - zapytał ją trochę nieśmiało, bo naprawdę nie chciał robić więcej problemów.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   19.06.16 19:31

Skoro Lucas był odludkiem, czy przypadkiem było, że Maya najbardziej lubiła właśnie takie osoby? Wśród jej przyjaciół przeważały osobistości, które bez problemu potrafiły odnaleźć się w otaczającym je świecie, ale z własnej woli Hamilton zawierała relacje właśnie z tymi, którzy trzymali się na uboczu. W jakoś sposób czuła się z nimi związana, wiedziała, że ostatecznie znajdzie wspólny język, który może być początkiem czegoś dobrego. O ile oczywiście każda ze stron okaże się na tyle rozmowna, bo chociaż sama Puchonka mówić lubiła, tak nie przepadała za monologami. Czuła się wtedy tak, jakby rozmówca miał jej dość i milczał dlatego, by dać jej do zrozumienia, aby sobie poszła. Inną sprawą było, że jeśli przeciwnik mówił więcej, ona czuła się mniej pewnie i sama milczała. Skomplikowane. Jak cała ona.
A jednak teraz, kiedy stała przy Lucasie, chłopcu, który niespecjalnie wiele mówił, sama starała się wykrzesać z siebie jak najwięcej. Nie wiedziała czemu, nie wiedziała po co. Zwyczajnie w jakiś sposób ją zafascynował i chociaż rumieniec zawstydzenia nie znikał z jej twarzy, usilnie próbowała nie myśleć o wcześniejszej wpadce oraz o tej, przez którą wylądowała na chłodnej ziemi. Całe szczęście, że nie zaprezentowała swojej bielizny. Wtedy zapewne byłaby całkowicie skompromitowana w oczach kolegi. Teraz przynajmniej miała szansę, że ją zapamięta (kto nie zapamiętałby po tak bliskim i nagłym spotkaniu) oraz, że co jakiś czas ze sobą porozmawiają. Bo chciała, faktycznie. Lucas wydawał jej się mądry, bo przecież każdy wiedział, że tacy ludzie dzielą się na dwie grupy. Albo są samotnikami, którzy zgłębiają tajniki świata w ciszy, albo są rozrywkowi i towarzyscy, jakby w ten sposób spijali wiedzę w innych.
- T-to dobrze, wiesz? Ja staram się nie robić ludziom niczego złego, ale… ale wiesz jak jest i no… przepraszam cię raz jeszcze. Tyle razy już to dziś powiedziałam, prawda? – Z każdym jej słowem rumieniec na uroczej buzi pogłębiał się. Jaki dokładnie miał już kolor? Wiśni? Buraków? Ciemnej róży? Ciężko stwierdzić, na pewno był intensywny. O wiele bardziej, niżby sobie tego życzyła.
Zaczęła z nerwów miętosić krawędź lewego rękawa własnego płaszcza. - Jest złe. Znacz… wiesz. Mi to aż tak bardzo nie przeszkadza, ale… no, wiem jak patrzą na to inni ludzie. Oni nie lubią jak… jak ktoś na nich wpada i nagle przeszkadza – stwierdziła. W jej wyobrażeniach niemożliwym było, aby Lucas był niezdarą. Nawet na takiego nie wyglądał! Więc pewnie powiedział tak dlatego, aby poczuła się lepiej. Jaki kochany! Aż uśmiechnęła się do niego pogodnie, tym samym czując, że nie musi się obawiać jego gniewu. – Wynagrodzę ci to… znaczy to całe stratowanie, ten chłód, którego przeze mnie doznałeś. Nie wiem jeszcze jak, ale… może jest coś co lubisz? – Nagle stała się bardziej ożywiona, jakby faktycznie zależało jej na rekompensacie. Może lubił babeczki? Mogłaby mu upiec takie dobre. Albo ugotować, lub zrobić jakiś inny prezent. Nie jakiś super, bo sama nie wiedziała, czy ma wprawę, ale na pewno od serca.
- Lubisz fotografować? – Kolejne pytanie, kolejna sposobność, by dowiedzieć się o nim czegoś więcej. – Umh… nie widziała. Czy przeze mnie się gdzieś zapodział? – Spuściła wzrok. Zrobiło jej się ponownie głupio. – Ale wiesz co? Na pewno go znajdziemy! – I w przypływie emocji oraz chwili złapała go za rękę i zaczęła iść przed siebie, do miejsca, w którym się z nim zderzyła. Bo uznała, że właśnie tam powinni zacząć poszukiwania.
I faktycznie. Szukali, szukali, by po jakimś czasie znaleźć. A kiedy to nastąpiło w jakimś względnym porozumieniu uznali, że najlepiej będzie wrócić do zamku, co też zrobili.

z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   01.09.16 18:14

@Gabriel Foks nie spodziewał się, że dostanie list. Ledwo co przyjechał z domu, ale najwyraźniej już się za nim stęsknili i już nazbierało się parę nowych rzeczy. Parę historii z domu, coś o relacjach Spina z jego kobietą, trochę spraw mugolskich, niewinne pytanie o Felixa… Nic szczególnego, ale przecież prywatne, osobiste i takie całkiem jego.
Był jednak pewien problem. List nie przyszedł w porze poczty, tylko późnym popołudniem, kiedy chłopak siedział na błoniach. I nie był na tych błoniach sam. Mało tego, dostrzegł sowę w tym samym momencie, co @Nikolai Lazarov. Ślizgon za to lubił sobie czasem puścić jakieś mało przyjemne zaklęcie w stronę zwierzęcia, nie to, żeby zabić, ale żeby móc się dowiedzieć, co też miał dostać adresat. Dlatego Gabriel mógł w przerażeniu patrzeć, jak jego unieruchomiona sowa spada na błonia, a potem jak drugi chłopak czyta jego list.
Niko, powstrzymasz się od komentarzy czy jednak nie tym razem? Gabriel, jak bardzo będziesz walczyć o prawo do tajemnicy korespondencji – i szacunku?


Screw this!

I'm going to Hogwarts!


Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Kamienny krąg   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: