Share | 
 
Sala z lampionami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Sala z lampionami   04.03.16 13:10

Sala z lampionami
Pokój jest ciemny, jako że jedynymi źródłami światła są porozwieszane pod sufitem lampiony. Pojedyncze lampy zwykle nie działają, więc nie ma co zwracać na nie uwagi. Całe pomieszczenie jest podzielone niejako na dwie części - jedna wypełniona jest wygodnymi kanapami i stolikami, drugą stanowi coś w rodzaju tanecznego parkietu. Charakterystyczną cechą pokoju jest to, że jego magia nie pozwala do niego wejść dorosłym ani nawet skrzatom - tylko uczniowie mają doń wstęp. To oznacza, że za porządek w środku odpowiadają prefekci, a w kwestii ewentualnego jedzenia czy picia, można znaleźć tam tylko to, co się samemu przyniesie. Należy też pamiętać, że jeśli wychodząc zostawi się bałagan, to on tam będzie tak długo, aż któryś z uczniów go nie posprząta.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   05.03.16 22:56

Stał w swoimi dormitorium i przyglądał się swoimi ubraniom, to nie o to chodzi że nie miał się w co ubrać albo że nie wiedział. On nie miał takich problemów, przecież nie był kobietą. Zarzuci jakieś czyste jeansy i dopasowaną koszulę i o, jest gotowy. Po prostu nie chciał robić tego z byt szybko, on mógłby się przebrać w pięć minut, ale co z tego jak pewnie i tak będzie jeszcze jakieś trzydzieści minut czekać, jak nie dłużej, na Mayę. Kobiety już takie są, na nie się czeka. Ale postanowił nie marnować tego czasu i udać się pod prysznic, warto się odświeżyć, prawda ? Miał teraz chwilę na przemyślenia, ale o czym tu myśleć. Cieszył się ze May zgodziła się z nim pójść inaczej pewnie by nie poszedł. A on chciał zaprowadzić ją trochu do ludzi, może jak spędzi z ludźmi więcej czasu, nie będzie się tak wstydzić i rumienić. Choć sam w to nie wierzył, to miał taka nadzieje. Bo wiedział jak jej to przeszkadza. A jako dobry znajomek, chciał jej pomóc. Wyskoczył spod prysznicu i ubrał się w jeansy i t-shirt, zrezygnował z koszuli, nigdy nie czuł się w nich dobrze, lub po prostu nie miał takie co mu się podoba. Zamiast koszuli lub marynarki założył skórzaną kurtkę, w końcu to tylko urodziny. Chociaż o czym my mówimy, on nawet na bal tak poszedł, więc jemu to za dużej różnicy nie robi. Ważne aby było mu wygodnie. Najgorsze jest to że nie miał żadnego prezentu dla dziewczyny, coś pewnie zaraz wymyśli. Zaczął rozglądać się po swoim dormitorium, nic... A w kuferku ? No tak, było tam pełno słodyczy, a kto nie lubi słodyczy ? Wszyscy lubią. Znalazł jakaś fajną torebeczkę i powpychał tak słodyczy takich jak, cztery czekoladowe żaby, trzy patrzy fasolek, musy-świstusy, pieprzne diabełki i Shock-o-Choc. Tak, pewnie wystarczy, aby dziewczynie się spodobało. W sumie to nawet zabawne że ma iśc zamiar na urodziny dziewczyny, której tak na prawdę nie zna. Wie jak ma na imię i jak wygląda, ale nic poza tym. Chociaż, czy to jest dziwne ? Pewnie nie on jeden tak się tam wprosi, więc wcale nie powinien się przejmować.
Minęło półgodziny, więc wyszedł ze swojego dormitorium i tam poczekał na Mayę. Nie trwało to nawet za długo i owa dziewczyna się zjawiła. Uśmiechnął się do niej po chwili, bo przez chwilę po prostu się w nią wpatrywał. Wyglądała uroczo jak zawsze, biała sukienka w niebieskie wzroki robiła wrażenie. Wyglądała w niej tak uroczo i niewinnie, czy tak jak zawsze, ale jednak inaczej. -Ładnie wyglądasz.- Odparł po chwili i odwrócił swój wzrok, co nie było dla niego łatwe w tej chwili. Ale wiedział że musi, bo dziewczyna i tak zalała się rumieńcami a po co jej więcej ?. Gdy do niego podeszła podał jej ramię. -To co, idziemy ?- Spytał i poczekał aż przyjmie jego ramię, albo i nie.
Gdy już wyszli z pokoju wspólnego, zaczął prowadzić ją do sali z lampionami. -Urodziny są na drugim piętrze w sali z lampionami. Byłaś tam kiedyś? Ja nie, ale na szczęście wiem gdzie to jest. Urodziny obchodzi Exodus, poznałaś ją już? Bo jak tak szczerze słabo.- Zaśmiał się cicho i czekał na jej odpowiedzi, można powiedzieć że delikatnie zasypał ją informacjami. Ale on sam na jej miejscu chciałby wiedzieć gdzie idzie, więc wolał jej powiedzieć za nim ona zasypałaby go pytaniami. -Nie wiedziałem co jej dać, więc wsypałem słodyczy do torebki, myślisz że wystarczy ?- Zapytał i pomachał jej torebką przed oczami. -Mam nadzieje że dziewczyna lubi słodycze, bo przecież wszyscy je lubią. Ciekawe czy będzie tam dużo osób, fajnie by było gdybyśmy nie byli pierwszymi.- Pokiwała głową, Maya powinna być zadowolona że Myrnin tak dużo do niej mówi, zazwyczaj jest cichy. Może to przed te delikatne podniecenie które odczuwał. I to nie tylko dlatego że idzie na imprezę, ale dlatego że idzie tam z nią. Z dziewczyną która czasem była dla niego jak siostra której nie miał, a z drugiej strony czuł do niej ciut więcej, niż powinien. -O Merlinie, zapomniałem.- Mruknął pod nosem. -Obiecałem że sprawdzę Ci te wypracowanie, przepraszam. Ale obiecuje że jak wrócimy to się za to zabiorę.- Posłał jej delikatny uśmiech, ciałkiem wyleciało mu to z głowy, dopiero sobie o tym przypomniał. Ale jeśli obiecał jej że sprawdzi, to na pewno to zrobi, choćby miał siedzieć aż do nocy w pokoju wspólnym. Jeśli on coś obieca to już tak musi być i koniec.
Właśnie doszli do sali z lampionami. Uśmiechnął się do niej -Gotowa ?- Spytał i nie czekając na jej odpowiedź, po prostu otwarł drzwi. Nigdy nie był w środku ale od tej pory to się zmieni, sala robiła wrażenie. Była przyciemniona i podzielona na dwie części, jedna z parkietem a druga z kanapami. -Robi wrażenie.- Odparł i przejechał dłonią po swoich włosach. Teraz zaczął rozglądać się za jakimiś żywymi duszami, ale najwyraźniej przyszli jako pierwsi. - Najwyraźniej nikogo nie ma, to jak idziemy usiąść ?- Spytał i zaczął prowadzić ją w stronę kanap. -Chyba że chcesz potańczyć ?- Zapytał się dziewczyny, choć czuł że zna odpowiedz na to pytanie. Czyli, usiądą na kanapie. Ale że Myrnin jest dżentelmenem to czekał aż ona usiądzie pierwsza, chyba że będzie chciała zatańczyć. Miał nadzieje że przyjdzie tutaj więcej osób no i że pozna bliżej solenizantkę. Bo co to za impreza bez solenizantki ? Żadna!!
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   06.03.16 2:31

Maya nadal nie mogła uwierzyć, że szła na przyjęcie urodzinowe (pomijając fakt, że nie znała osoby, która owe urodziny obchodziła) z Myrninem. Już sam fakt, że szła na jakąkolwiek imprezę, których z natury unikała ze względu na posiadanie niezbyt rozwiniętych umiejętności rozrywkowych, to jeszcze miała partnera! Który sam wykazał się inicjatywą i spytał jej się o towarzyszenie! Oczywiście nie obyło się bez czerwienienia i praktycznie zawału, ale ostatecznie Maya się zgodziła i teraz faktycznie nie pozostało jej nic innego jak ubrać się w coś, co będzie odpowiednie do tego rodzaju imprezy. Czyli co powinna założyć? Zazwyczaj chodziła na urodziny swoich przyjaciół, a oni robili je w dormitorium, najczęściej w nocy, czyli kończyło się na piżama party. Jak było w tym przypadku? Puchon niczego jej nie powiedział, musiała więc polegać na własnej intuicji, która nie raz, nie dwa okazała się być pomocna. Dodatkowo chciała ładnie wyglądać, bo skoro wychodziła do ludzi pasowało nie zrobić z siebie większego pośmiewiska. Czuła, że i tak tego wieczora stanie się coś dla niej nieprzyjemnego, czego prawdopodobnie sama będzie prowodyrem, ale do tego czasu może będzie się choć trochę dobrze bawić? Nie miała wątpliwości do swojego partnera, bo był bardzo miłym człowiekiem. Bardziej obawiała się tego, iż braknie jej odwagi i nie będzie umiała się rozluźnić.
Westchnęła przeszukując kufer w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Kochała sukienki i to właśnie one zajmowały sporą część skrzyni, ale nie każda niestety nadawała się na przyjcie. Potrzebowała czegoś ładnego, skromnego, wygodnego i prostego. Suknia balowa odpadała, ta w pstrokate wzorki również. Aż tak nie chciała się w tłumie wyróżniać. Ostatecznie padło na zwykła białą sukienkę z niebieskim, kwiecistym motywem oraz czarny pasek, który miał podkreślać jej talię. Do tego buty ciepłe botki, bo jednak w szkole było zimno. Włosy rozpuściła, bo nie lubiła ich związywać. Uznała, że jest gotowa, a przynajmniej jeśli chodzi o ubiór, bo tak stresowała się niemiłosiernie, gdy opuszczała sypialnię, aby dołączyć do chłopaka w Pokoju Wspólnym. Czekał na nią, mogła się spodziewać. Przecież chłopcy zawsze wiedzą co na siebie założyć i nie stroją się nie wiadomo jak. I chociaż Myrnin zapewne ubrał na siebie pierwsze lepsze ciuchy, tak wszystko do niego pasowało.
- D-dziękuję – powiedziała czerwieniąc się. Skoro Puchon wiedział, że tak reagowała na wszelkie komplementy i miłe słowa, czemu skazywał ją na tortury? Nie to, by miała mu za złe podobne zachowanie, ale jednak nie umiała się przyzwyczaić, że ktoś ją doceniał. Nie ważne w jaki sposób, ale widział kogoś wartościowego – T-ty też. Wiesz… pasuje ci – uśmiechnęła się skrępowana, ale obiecała sobie, że owa emocja nie sprawi, by nie spróbowała chociaż wynieść jak najwięcej z tego wieczora. Kiwnęła głową, nieśmiało i delikatnie przyjęła ramię, które jej ofiarował (wydawało jej się to takie formalne) i udali się w stronę nieznanego jej miejsca. Przez całą drogę chłopak zabawiał ją rozmową, co oczywiście pomogło jej choć trochę się rozluźnić i przestać rozmyślać o czekającym ją tłumie – Pierwszy raz słyszę o tym pomieszczeniu, ale podoba mi się nazwa – wyobrażała sobie to miejsce. Bal, jaki mógłby się tam rozegrać, romanse, które mogłoby się tam urzeczywistnić – N-nie znam tej dziewczyny – przyznała niepewnie. Pojawiły się wątpliwości, czy w takim razie powinna iść na jej urodziny, skoro nie wiedziała nawet, jak dziewczyna wygląda. To zdecydowanie dodało jej kolejny powód do stresu! – Myślę, że jej się spodoba. Wiesz, w prezentach nie chodzi o to, jakie są gabarytowo, a o sam gest – a przynajmniej ona tak do tego podchodziła. Co, jeśli solenizantka jest rozkapryszona i wyrzucić ich, jeśli nie dadzą jej tego, o czym marzyła? Zrobiłoby jej się smutno, że Puchon nie mógłby wziąć udziału w imprezie, na którą chciał iść – Nie przejmuj się tym – spojrzała na niego, obdarowując go kolejnym uśmiechem – Teraz po prostu… dobrze się baw – dorzuciła już mniej pewnie, ale starała się jak mogła, by chłopak nie żałował, że ją zaprosił!
I choć rozmowa jej się podobała, tak w końcu na chwilę musieli ją przerwać. Bo gdy weszli do pomieszczenia Maya na chwilę przystanęła z wrażenia. Sala była ładniejsza niż ta w jej wyobraźni! Czuła się tutaj jak, jak w jakimś innym miejscu niż Hogwart. Czemu nie znała tej komnaty wcześniej?
- Tu jest pięknie – spojrzała na partnera z błyszczącymi oczami. Była mu wdzięczna jeszcze bardziej za to, że ją tu zabrał. Już miała pomysł jak idealnie przenieść to na papier, chociaż zapewne ni uchwyci tak doskonale piękna tego miejsca – W-wiesz… może na razie usiądźmy i poczekajmy na innych, jeśli ci to nie przeszkadza – lubiła tańczyć, chociaż myśl, że ktoś mógłby na nią patrzeć, gdy to robiła, była przerażająca.
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   06.03.16 13:02

Tak bardzo chciała spędzić ten dzień z siostrami. Zamknąć się z nimi w pokoju i świętować urodziny, z tortem, grami, tańcami i wszystkim. Tylko z nimi, ewentualnie jeszcze z rodzicami. Za nimi też tęskniła, chociaż jakoś mniej. Niedużo mniej, ale wciąż. Najbardziej jednak chodziło o siostry. Tyle że one nie mogły się tu pojawić. Ona mogła się czasem wykraść do Hogsmeade, żeby się z nimi spotkać, ale gdyby one tu przyszły, to pewnie nie skończyłoby się za dobrze... Żałowała, bardzo.
Tak czy inaczej, chciała je tutaj, ale się nie dało. Urodziny jednak jakoś obchodzić trzeba było. A że Exodus kochała ludzi i wciąż nie znała wszystkich, których warto było w tej szkole znać, to musiała zorganizować imprezę. Wszyscy na tym zyskają - ona zdobędzie nowych znajomych, dostanie prezenty, a oni będą się bawić. No i ona też się będzie bawić, jakby nie było. Idealne rozwiązanie.
Kiedy więc już wybrała salę, gdzie mogliby się spotkać, porozwieszała ogłoszenia po całym zamku i zagadała w kuchni o kilka dzbanków soku dyniowego i dyniowe paszteciki, mogła wreszcie pomyśleć o ubraniu się w coś odpowiedniego. Nie, żeby zajęło jej to dużo czasu, bo wybór był prosty - jedna z najbardziej kolorowych spódnic, zielona bluzka i taka ilość bransoletek, jaką dała radę wcisnąć na rękę. Rajstopy w kolorowe paski i brak butów. I trochę koloru na powieki. Jasne, rzucała się w oczy, ale co z tego? Kochała być pstrokata.
Do miejsca imprezy pobiegła. Już nie mogła się doczekać, była tak podekscytowana imprezą, że odkąd wpadła na ten pomysł, nie mogła myśleć o niczym innym. Zastanawiała się, kto przyjdzie, co jej przyniesie i jak będą się bawić. A potem, po wszystkim, oczywiście wyśle pełne sprawozdanie Genesis. Nie było innej opcji.
Wpadła lekko zdyszana do sali i z zaskoczeniem stwierdziła, że nie jest pierwsza. Trudno było to uznać za spóźnienie, ale i tak głupio. Chociaż nie, to jej impreza, to ona ustala zasady, nie? I według nowych zasad jako organizatorka mogła przyjść jako trzecia, nie było problemu.
- Czeeeeść! - zawołała radośnie, rzucając się na nich, żeby ich przytulić. - Super, że jesteście! Nie znam was, to nic, jestem Exodus, cieszę się mega, że przyszliście! - Gdyby miała trochę więcej siły, pewnie zmiażdżyłaby im żebra, ale teraz im to nie groziło.
Wskazała ręką na stoliki, tak dość ogólnie, ale zamysł był jasny.
- Mamy sok dyniowy, ciastka, coś tam, rozgośćcie się. Albo nie! Chodźcie już tańczyć! - chwyciła ich za ręce i pociągnęła za ręce, żeby w takt muzyki zacząć się z nimi kręcić w kółko. Nie uznawała odmowy. Była huraganem, siłą, której należało się poddać.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   06.03.16 18:33

Nie wiedział czemu, ale czuł że Maya sie zgodzi pójść z nim na ta imprezę. Bo przecież ile mogła siedzieć na błoniach i rysować coś w tym swoim szkicowniku. Chciał jej pokazać że są równie fajniejsze rzeczy do robienia, jak ma się wolne. Poza tym czemu miałaby się nie rozerwać ? Może dziewczyna nie lubi takich imprez i nie czuje się dobrze w taki tłumie ludzi, ale może zmieni zdanie po tej imprezie. Miał taka nadzieje, może któregoś dnia to i ona mu o jakieś powie. On jednak miał nadzieje że Puchonce, nic nieprzyjemnego się nie stanie, bo wtedy będzie się obwiniał że niepotrzebnie ją ze sobą ciągnął tutaj. Ale spokojnie, Lewis, zrobi wszystko aby dziewczyna się rozluźniła i jak najlepiej bawiła w jego towarzystwie, albo i nawet kogoś innego. Przecież chodziło o to aby się zabawić a nie podpierać ściany i patrzeć jak inni się bawią. Będzie wspaniale, on to wiedział, czuł to po prostu. Mimo tego że był facetem miał tą swoją kobiecą intuicję, do czego w życiu się przed nikim nie przyzna, bo przecież był facetem i ociekał testosteronem.
Czego by dziewczyna nie ubrała, dla Myrnina i tak zawsze będzie wyróżniać sie z tłumu. To pewnie przez ten niewinny wyraz jej twarzy i oczywiście rumieńce, do których sam często ją doprowadzał. Oczywiście nie zawsze było to zamierzone, nawet gdy czasem się zamyślił i spojrzał na nią, ona od razu się rumieniła. Albo jak prawił jej komplementy, ale wtedy to akurat jest zamierzone. Czasem zastanawiał się czy tylko on na nią tak dział, ale był więcej niż pewny że nie. Ten typ tak po prostu ma.
-Nie ma za co, po prostu mówię co widzę.- Wzruszył delikatnie ramionami, gdy dziewczyna podziękowała za komplement. Maya będzie musiała się jednak do tego przyzwyczaić, bo on zawsze będzie ją doceniał, na każdym kroku. Taki już był, jeśli widział w kimś coś wartościowego, to po prostu to doceniał i pielęgnował. Aby dana osoba zobaczyła że jest warta takiego zachowania. -Dziękuje Ci. W sumie jestem pod wrażeniem że tak szybko się przebrałaś, myślałem że będzie trwało to ciut dłużej. No wiesz, kobiety nigdy nie wiedzą w co się ubrać.- Zawsze pamiętał jak jego rodzice mieli gdzieś wychodzić i zawsze się spóźniali, bo mama nie miała w co się ubrać. Albo ojciec kłamał że impreza jest godzine szybciej, aby mama dała radę się wyszykować na czas. Ta taktyka była nawet dobra i to bardzo dobra. Jeśli on kiedyś się ożeni, pewnie będzie stosował to samo. -Słyszałem że jest tam dość magicznie, a tym że nie znasz tej dziewczyny to się nie przejmuj. Ja też nie, więc, jak to mówią raz się żyje. Przecież nasz nie wyrzuci.- Posłał jej szczery uśmiech, okazując przy tym dołeczki w policzkach. Oczywiście nie chciał jej stresować, zawsze mógł skłamać że ją zna, ale po co to komu ? I tak prędzej czy później by się wydało. Więc lepiej powiedzieć prawdę. On tam był dobrej myśli, że wszystko jakoś się dobrze potoczy. A moze dziewczyna nawet ich nie zobaczy ? Ale pewnie liczyła się z tym że jeśli rozwiesza ogłoszenia o przyjęciu, to przyjdą osoby których nie będzie znała.-Znam dużo osób które tak mówią, że nie liczą się prezenty, bla bla bla. Ale jednak każdy ma nadzieje że je dostanie i że dostanie to czego będzie chciał.- Uśmiechnął się do niej. W głębi dusz, każdy tak myślał, każdy chciał dostać coś ekstra. Może większość ludzi nie przywiązywała do tego takiej wielkiej uwagi, ale jednak... tak już jest. Słysząc jej tekst, "Baw się dobrze", mimowolnie sam się uśmiechnął, ba nawet parskną śmiechem. -Brzmisz tak jak ja.- Pokręcił głową z uznaniem. -My się będziemy dobrze bawić.- Poprawił ją. -Bo nie zabrałem Ciebie ze sobą, żeby podpierała ściany i patrzała jak inny się bawią. Oh, on nigdy nie będzie tego żałował.
Gdy weszli do sali, spojrzał się na Mayę i na wyraz jej twarzy. Jej błyszczące oczy mówiły dużo, najwyraźniej była pod takim samym wrażeniem jak on. A to dobrze się składa. Punkt pierwszy można odhaczyć. Czyli sala jest piękna. Check. -Ciesze się ze, Ci się podoba.- Pokiwała delikatnie głowa. To że dziewczyna chciała najpierw usiąść, nawet go nie zaskoczyło. Wiedział że tak będzie, więc tylko się uśmiechnął i poczekał aż dziewczyna usiądzie, co nie nastało, boo. Bo do sali wleciała pstrokata dziewczyna. Mimowolnie na jej widok pojawił się uśmiech na jego twarzy. Pierwszy raz widział kogoś tak kolorowego i najlepsze jest to że to wszystko jakoś ze sobą grało. Serio, był pod wrażeniem. Gdy dziewczyna się przedstawiła, nie omieszkał zrobić tego samego. Oczywiście zaskoczyła go tak miłym powitaniem i był przekonany że Mayę też. Przecież nikt nie spodziewał się że dziewczyna aż tak ich ukocha. -Heey, jestem Myrnin- Przedstawił się gdy już skończyła ich dusić. Już chciał przedstawić Mayę, ale zostawił to jej, to byłoby takie nie ładne z jego strony. Nadal miał w ręce torebkę z prezentem dla niej, chciał jej złożyć życzenia i takie tam, ale najwyraźniej Exodus miała inne plany. Jeśli zaraz nie przestaną się kręcić w kółko, to może się to dobrze nie skończyć. Nie wiedział skąd kobiety biorą siłę te kręcenie się w kółko, ale jemu zawsze wszystko podnosiło się do góry. Próbował jakoś zahamować ten rozpęd dziewczyny, no ale niestety. Wydawała się silniejsza od niego, albo po prostu nie chciał zrobić jej krzywdy. Gdy przyzwyczaił się do tego że wszystko w oku wiruje, spojrzała się na Mayę, chciał zobaczyć jak ona się czuje i na Exodus. Rudowłosa najwyraźniej bawiła się dobrze. Chłopak pomachał jej przed oczami torebką. -Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.- Wyszczerzył się do niej i odłożył torebkę na bok, aby dziewczyna mogła zaglądnąć sobie do niej później. Aby zamknąć te całe kółko szczęścia i dodać May otuchy, złapał ją delikatnie za dłoń. -Bardzo podoba mi się miejsce które wybrałaś na zorganizowanie imprezy.- Pochwalił dziewczynę ze jej gust, bo trzeba przyznać że miejsce wybrała w dziesiątkę.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   07.03.16 19:58

Impreza. To słowo zawsze skutecznie działało na Reagan, umiejętnie odciągając ją od wszystkiego, czym zajmowała się w danym momencie. Nie ważne, czy było to latanie na miotle, nauka nowej klątwy, snucie morderczych planów względem Slughorna, wyklinanie Darrena w myślach czy buszowanie po krzakach w Zakazanym Lesie. Nic, po prostu nic, nie było wstanie zmusić jej, aby zbyła tak ważne w jej życiu słowo. Impreza. To właśnie na niej opierała się jej szkolna egzystencja, a sama Gryfonka nie przepuści żadnej okazji, aby się na takowej nie pojawić, niezależnie od tego, co było powodem do zorganizowania zabawy. Liczył się sam fakt. Teraz również nie przejmowała się tematyką. Na serio miała gdzieś, że to urodzinowa impreza Exodus, panny, której Liv zupełnie nie trawiła. Różnica światopoglądu robiła swoje. Ale pomimo stosunku do samej solenizantki szła na przyjęcie. Skoro zaproszony został każdy, bo jak wiadomo wieść o zabawie rozeszła się dość szybko po szkole, to sama Ex musiała się liczyć, że przyjdzie… każdy. Włączając w to Liv. Która oczywiście zabrała ze sobą Elle. Bo jak to tak bez przyjaciółki? Miałaby zostawić ją w dormitorium z tymi wszystkimi książkami i wypracowaniami?! Nie ma mowy! Musiała jej pokazać na czym polega zabawa! Odmowy oczywiście nie przyjmowała, nawet pomimo usilnych wymówek Krukonki. Co z tego, że mało kogo będzie tam znała? To pozna, proste i logiczne. Co z tego, że miała do napisania wypracowanie? Napisze później, też oczywiste. Żadna z wymówek nie była dla Liv na tyle przekonująca, aby zostawić Elizabeth w spokoju, więc ostatecznie musiała jej towarzyszyć. Bo albo idą obie, albo żadna. A L. nie miała zamiaru siedzieć w salonie. Nie po to założyła sukienkę! Może nie jakaś okazała, bo to nie bal, plus miała czuć się swobodnie. A kiecka do połowy uda, zakolanówki i trampki sprawdzały się zawsze idealnie.
- Zobaczysz, będzie fajnie. Mam nawet jedzenie. No i picie oczywiście – powiedziała, kiedy szły do komnaty, w której wszystko miało się zacząć. Co z tego, że to, co faktyczni znajdowało się w szklanych butelkach dalekie było do soku dyniowego? Nie każdy musiał pić. Ba, nie miała nawet zamiaru każdemu dawać – Ej, i jak coś ty jej dajesz prezent – wręczyła koleżance pakunek. Może i nie lubiła Ex, może i była wredna, ale nie zapominała o względnej kulturze! Skoro szła na urodziny to coś pasowało dać. A kiedy otworzyła drzwi do sali… okazało się, że tłumów w niej nie ma. Zaraz, czy one przyszły jako jedne z pierwszych? Pięknie. I tyle z wtopienia się w tłum! Rozejrzała się po pokoju – Oh, jak romantycznie – rzuciła kąśliwie patrząc na wystrój. No tak, czego innego mogła spodziewać się po solenizantce? – Dobra idź jej to daj, bo ta pstrokatość w jej wykonaniu sprawia, że mam ochotę rzygać tęczą – rzuciła wskazując dłonią starszą Gryfonkę.
Powrót do góry Go down
Jack T. Feversham

avatar
Gracz


Skąd : Nic i nigdzie.
Liczba postów : 100
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   08.03.16 11:05

Biegł jak szalony przez korytarze, nieopatrznie – a może i nie? – potrącając uczniów, którzy akurat mieli szczęście znaleźć się na jego drodze. Wiedział, że jest spóźniony, kategorycznie spóźniony, choć przecież ani publicznie nie zapowiadał się ze swoim przyjściem, ani też nie wierzył zbyt gorliwie, by reszta zaproszonych podążyła ściśle za wskazanymi ramami godzinowymi, nie w tej szkole, gdzie za byle zakrętem kryła się czarna dziura gotowa pochłonąć człowieka na dobre kilka lat.
Wciąż nie bardzo rozumiał pobudki własnego zjawienia się na przyjęciu – z Exodus nie znał się szczególnie dobrze, co prawda oczywiście kojarzył Gryfonkę, sądząc, że raczej trudno byłoby zignorować charakterystyczną barwę włosów i nieco piskliwy tembr małego ptaszka, lecz nie pozostawali w zażyłych kontaktach, może raz czy dwa wymienili krótkie skinięcia, gdy mijali się przy Zakazanym Lesie, to na tyle.
Ale tamta lekcja Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Jack w dalszym ciągu nie posiadał się z zachwytu na myśl o poczynaniach koleżanki, co w zasadzie przeważyło, gdy przyszło mu do zdecydowania o chęci przyłączenia się do celebracji. Miał szczerą nadzieję, że urodziny nie okażą się wyłącznie babską imprezą, jeszcze tego brakowało, żeby spędzał wolne wieczory w towarzystwie rozchichotanych dziewcząt i dmuchania balonów.
Zatrzymał się zziajany tuż przed drzwiami, chcąc odczekać stosowną chwilę, zanim z twarzy spłyną wszystkie kolory tęczy, a oddech uspokoi się na tyle, by wydukać choć krótkie cześć. Przycisnął mocniej do piersi pakunek z prezentem; swoją drogą okazał się dlań nie lada wyzwaniem, bo niby co mógł jej sprawić? Różowe tutu? W ostateczności zdecydował się na wyświechtany bestiariusz, w którym wystarczało zaledwie połaskotać pierwszą lepszą rycinę, by z miejsca obawiać się o własne palce, zarazem pozycja była dosyć kultowa i raczej trudno dostępna na rynku księgarskim, stąd też po cichu liczył na bezwarunkowe trafienie w gusta Gryfonki.
Zajrzał odważnie do środka w poszukiwaniu znajomych twarzy i nie zawiódł się – mniej lub bardziej orientował się w tożsamości wszystkich przybyłych: był ten ścigający, co srodze naraził się Jackowi podczas meczu Quidditcha, któremu towarzyszyła bliżej nieznana Puchonka przywodząca na myśl spłoszone zwierzątko, dopatrzył się nawet obecności tamtych dwóch gołąbek z rendez-vous przy pegazie, a wreszcie solenizantki, więc sumując to wszystko – miał świadomość, że raczej nie powinien dzisiaj narzekać na nudę.
Szybko też uporał się z prezentem, składając wylewne życzenia urodzinowe, zanim nawet jeszcze zaczął przypatrywać się otoczeniu z rosnącą ciekawością.
To ci dopiero heca – mruknął pod nosem, rozglądając się wokół.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   12.03.16 15:21

Impreza?. Oczywiście że Benoit o niej słyszała i nie zgadniecie co robiła przez ten cały czas.! UCIEKAŁA PRZED LIV. Chowała się wszędzie gdzie tylko mogła, ale oczywiście tak aby nie rzucało się to w oczy. Żeby L, nie pomyślała że jej unika czy coś. Uwielbiała tą dziewczynę, była jej jedyną przyjaciółką od, od czasu kiedy jej matka zmarła, od czasu wojny. W sumie to od zawsze, wiedziała że robi dla niej wszystko, aby zapamiętała ten ostatni rok w szkole. Była jej wdzięczna za to, ale czasem miała po prostu tego wszystkiego dość, czasem chciała posiedzieć i popłakać w spokoju. Ale odkąd poznała L, nie miała na to czasu. A jak wiadomo Benoit, miała swoje potrzeby, tak take jak płakanie. Była nadal zagubioną dziewczynką, która potrzebuje miłości swojej rodziny, której od dawna nie czuła. Czasem zastanawiała się, czy gdyby powiedział jej prawdziwy powód, dla którego nie chciała iść na imprezę. To czyby jej pozwoliła zostać w dormitorium, pewnie nie. Ale cóż, tego się nie dowie. Przeczesała swoje włosy i spojrzała sie na ubrani, które miała ze sobą. Pewnie wszyscy ubiorą sukienki, oczywiście wszystkie dziewczyny. A to są urodziny, więc ona pewnie również powinna ubrać jedną ze swoich sukienek.. Po jakimś czasie padło na prostą czarno-białą sukienkę. Zarzuciła na szyję, jeden z dopasowanych szali, który zakrył jej całą szyję i zawiązała bandamkę na prawym przedramieniu, aby schować tatuaż. Nie miała zamiaru się z nimi afiszować. Oczywiście, że ta cała bandamka jej nie pasowała, ale kto się będzie przejmował. I tak uchodziła za dziwną i nawiedzoną.
Na szczęście ostatnio kupiła książkę o zwierzętach, oczywiście tych magicznych. Nawet jej nie otwarła, co jest dziwne. Ale na szczęście, mogło to robić za prezent dla dziewczyny. W końcu na lekcjach zawsze udzielała się jeśli chodziło o zwierzęta. Więc kto wie może jej się spodoba, miała nadzieje że tak. Spakowała to wszystko ładnie i wyszła z dormitorium. Jednak zanim to zrobiła, rozpuściła swoje włosy i zarzuciła je na ramiona.
-Jak masz coś słodkiego, to nawet się ucieszę.- Uśmiechnęła się do niej. Zawsze zastanawiała się, dlaczego Liv jest dla niej taka miła. Bo jest jej żal ? Czy po prostu widzi w niej coś więcej niż nawiedzoną osobę zakochaną w wróżbiarstwie i numerologi. -Czasem zastanawiam się jak ty to wszystko załatwiasz, tak chodzi o alkohol. Ale szczerze, potem uświadamiam sobie że tak naprawdę, nie che tego wiedzieć.- Zaśmiała się do niej i poprawiła swoje włosy. Czasem lepiej nie wiedzieć.. Mimo swojej niechęci na początku, zaczęła w głębi serca jej dziękować że ją wyciągnęła. Od razu poczuła się lepiej. -Jakoś, przeczuwałam że tak powiesz.- Zabrała od niej podarunek, nawet nie chciała wiedzieć co tam jest. Pomysły L, często ją przerażały. Więc co mogła dać komuś, kogo nie lubi ? Lepiej nie pytać. Gdy weszły do sali, no cóż. Tłumów nie było, za co Elle dziękowała Merlin wie komu. Uśmiechnęła się i rozejrzała, bo sala była piękna, serio podobało jej się. Gdzieś tam głęboko wiedziała że Liv, to tez się spodobało, ale pewnie się nie przyzna, a ona nie ma zamiaru z niej tego wyciągać. Nie skomentowała jej komentarzu, tylko wywróciła oczami, po czym zrobiła to po raz kolejny. -Czuję się wykorzystywana w tym związku.- Posłała jej szczery uśmiech, gdy ta kazała jej iśc. -Poszukaj mi coś słodkiego.- Mruknęła i podeszła doExodus, która kręciła się z jakąś parką. Stanęła z boku i poczekała aż dziewczyna ją zauważy. Po chwili zrezygnowała z czekania i dotknęła delikatnie jej ramienia. Gdy ta przestała kręcić się w kółko, Elizabeth uśmiechnęła się do niej. Czuła się nie zręcznie, bo uważała że Ex jej nie lubi, tylko dlatego że zadawała się z L. Więc dziwnie czuła się w jej towarzystwie, ale spokojnie, to nic takiego. -Wszystkiego najlepszego, szczęścia i zdania końcowych egzaminów. I wszystkiego co tam sobie życzysz.- Złożyła jej życzenia ze szczerym uśmiechem i wręczyła prezenty. Oczywiście że życzenia były szczerze, choć brzmiały dziwnie. Po złożonych rzeczeniach, odeszła jak gdyby nigdy nic i podeszła do Liv. Ciekawe czy ma dla niej coś słodkiego, coś czuła że spada jej cukier. Cóż, ile słodyczy by nie było, Elle i tak je pochłonie, bo przecież cukier w jej krwi nie może spaść. Jak musi się tłumaczyć z tego że tak dużo je, słodyczy.
Powrót do góry Go down
Exodus Malclès

avatar
Admin


Skąd : Z Francji, z USA, ze Szkocji...
Liczba postów : 226
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   29.05.16 1:00

Fakt, że nie brała pod uwagę, kto może przyjść, jeśli po prostu rzuci hasłem, że mają przyjść wszyscy. Jakoś zakładała, że lubi większość osób i większość osób lubi ją, a jak ktoś nie, to nie przyjdzie. W końcu po co pojawiać się na urodzinach kogoś, kogo się nie trawi? To nielogiczne i bez sensu. Nie miała jednak ochoty się nad tym zbyt długo zastanawiać.
Fakt kolejny - kiedy się tak kręciła w kółko z Puchonami, nie zauważyła, że przyszedł ktoś jeszcze. Dopiero puknięcie w ramię wyrwało ją z szaleńczego pędu. Chwiejnym krokiem odeszła kawałek dalej, gibiąc się na boczki z powodu zachwiania równowagi. W końcu jednak udało jej się złapać pion i dotarło do niej, że osobą, która ją zaczepia, jest Krukonka, której imienia nie była pewna. Elizabeth, prawdopodobnie. Ręki by jednak za to nie dała.
Rzuciła jej się na szyję, nie zastanawiając się nad tym, czy ją lubi, czy nie. To nie miało znaczenia, nie? Skoro już tu była, przyszła, chciała świętować i przyniosła prezent.
- Dzięęęęki! Jejku, fajnie, że jesteś, rozgość się i w ogóle! - zakręciła się wokół własnej osi z rozpostartymi ramionami, pokazując, ile mają miejsca i gdzie właściwie Krukonka może się rozgościć. Ale jej już właściwie nie było. Poszła do dziewczyny, której Exodus nie spodziewała się tu zobaczyć. Ani trochę. I choć w większości przypadków mogłaby przymknąć oko na drobne niesnaski, bo to w końcu były jej urodziny, tak w tym nie. Nie i już.
Chciała zostać tam, gdzie stała. Na spokojnie. Obejrzeć prezenty, potańczyć, napić się soku. Była jednak zbyt temperamentna, zbyt gwałtowna, zbyt porywcza. W sekundę była przy Gryfonce i mierzyła ją wściekłym spojrzeniem.
- A ty co tu właściwie robisz? - syknęła wściekle. Była studium skrajności, rzadko kiedy przeżywała łagodne emocje. Jak śmiać się, to do bólu brzucha, jak smucić, to do ostatniej łzy. Jak złościć się, to z mocą, która niszczyła na swojej drodze wszystko.

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Rosemary Blackburn

avatar
Gracz


Skąd : Chelmsford, Wielka Brytania
Liczba postów : 267
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   10.10.16 8:22

23 września 2002

Rose uwielbiała szlajać się po takich miejscach. Właściwie, jeśli już gdzieś znikała, można było ją znaleźć w tego typu kryjówkach, najpewniej uczącą się w miejscu wyciszonym, gdzie mogłaby się skupić, lub po prostu odpoczywającą po męczącym dniu nauki. Nic specjalnego w jej życiu się nie działo na tą chwilę wręcz było zaskakująco spokojnie.
Owszem, nadal martwiła się o Hattie, i to nie bezpodstawnie skoro siostra tak aktywnie angażowała się w Ministerstwo, a to ostatnimi czasy nie było w żaden sposób bezpieczne. Poza tym jednak nic złego się nie działo. Felix był szczęśliwy z Gabrielem, a tak przynajmniej jej się wydawało, ona była zadowolona z samą sobą, oceny miała dobre. Było stabilnie. Było dobrze. Rozłożyła się więc z zadowoleniem na sofie i w pokoju z lampionami, który uwielbiała za ten klimat, po czym otworzyła podręcznik od transmutacji na odpowiedniej stronie i zatopiła się w nauce.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   10.10.16 22:38

Przechodził koło pokoju z lampionami, kiedy usłyszał dochodzące z niego wrzaski. Coś w środku się działo, coś było nie tak i wszystko w koło, aż huczało i dopominało się o jego pomoc. Musiał coś z tym zrobić. Lubił pokój z lampionami, jak wiele innych pokoi w Hogwarcie, nie mógł pozwolić na jakieś niezgodności. Skradł się na palcach do drzwi, uspokoił je, głaszcząc po klamce i szepcząc pocieszające słowa otuchy. Dopiero, kiedy wrota się nastawiły odpowiednio uchylił je delikatnie i wszedł do środka.
Na pierwszy rzut oka wszystko było ok. Ale tylko na pierwszy. Ktoś o takiej wrażliwości jak Ezra od razu zostałby przytłoczony przez wrzaski i złe oddziaływania. Sam chłopak skulił się lekko, zanim rzeczy w pokoju go zauważyły, rozpoznały i pozwoliły mu zobaczyć co się dzieje.
Najgłośniej krzyczał jeden z lampionów, chociaż to nie on był źródłem problemu. Od niego dowiedział się, że kanapa jest nieszczęśliwa. Biedaczka. Nie dość, że miała dzisiaj paskudny humor to jeszcze (jak dowiedział się od jednej z poduszek) miała właśnie zespół napięcia przedmiesiączkowego! Cokolwiek to znaczyło Ezra wiedział, że powinien zapewnić jej odpowiednią ilość troski i opieki. Podszedł do niej, zaczął ją głaskać, chwalić, obsypywał ją komplementami, mówiąc jaka jest piękna, wspaniała i jak to ten pokój byłby bez niej smutny. Trochę ją to pokrzepiło, więc okrył ją swoją szatą, aby jeszcze poprawić jej stan. Szkoda, że nie miał przy sobie koca. Kanapa jednak wciąż była niezadowolona i krzyczała, mówiąc, że bolą ją lędźwie. A potem coś zauważył.
Na tej kanapie ktoś był.
Całe jego starania, krew, pot, wszystko idzie na marne, bo jakaś nieogarnięta dziewczynka leży sobie na kanapie z książką i ma gdzieś, że nieszczęsny mebel przez nią cierpi! No, ludzie! Trochę powagi! Tak przecież nie może być! Jak można być tak okrutnym i bez serca!
- AAA! - krzyknął, na widok dziewczyny. Podbiegł do niej, chociaż daleko nie miał i stanął przed nią niczym kat na dobrą duszą. Znaczy złą! Bardzo, bardzo złą. - ZEJDŹ NATYCHMIAST! NIE WIDZISZ, ŻE ONA CIERPI?!
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sala z lampionami   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Drugie piętro-
Skocz do: