Share | 
 
Komnata Aury
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Komnata Aury   05.03.16 9:46

Komnata Aury
Niewiele tu znajdziesz. Ot, kanapa i stojak na parasole. Poza tym zniszczona podłoga, kilka niewielkich źródeł światła na dole ścian. Bez okien. Co więc jest tu takiego wyjątkowego? Pogoda, panująca w komnacie, dostosowuje się do nastroju pierwszej osoby, która tu wejdzie. Równie dobrze może to być prażące słońce, jak i niekończąca się ulewa czy gradobicie. Wszelkie opady, mimo że nie niszczą stojącej tu kanapy, są jak najbardziej prawdziwe, więc na pewno możesz tu przemoknąć i się przeziębić - uważaj na siebie!
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   19.03.16 15:06

Koniec lutego, wieczór, dzień wydania "Ploteczek zza lustra"

Wspaniały dzień, który należało zwieńczyć wspaniałym wieczorem, co też panna Reagan miała zamiar uczynić. Zaczynała planować, wyobrażając sobie jakąś spontaniczną imprezę. Należało tylko zebrać odpowiednie towarzystwo, które nie zalatywało sztywniarstwem. I kto wie, może faktycznie wysłałaby wiadomości do wybranych, gdyby nie plotki, które zaczęły napływać do jej uszu. Niektórzy ludzie mijali ją rzucając dziwne spojrzenia. Dziewczyny, które niekoniecznie za nią przepadały, chichotały na korytarzu wskazując ją, co niezmiernie wkurzało Liv. Nie dlatego, że się przejmowała opinią innych, ale z powodu tego, iż nie wiedziała, o co tym wszystkim frajerom chodzi. I jak na złość nikt nie raczył jej o niczym poinformować, ani powiedzieć wprost o co biega. Tak mijało popołudnie. I dopiero kiedy znalazła się w dormitorium dorwała gazetę, która była odpowiedzialna za całe zamieszanie wokół jej osoby. Nawet nie wiedziała, że podobny szmelc wydawany jest w szkole. Zabrała szmatławiec i poszła w jakieś bardziej ustronne miejsce, by w razie czego nie mieć na sumieniu jakiegoś debila, na którym mogłaby przez przypadek się wyżyć za informacje w gazetce.
Tak trafiła do Komnaty Aury, którą odkryła jakiś czas temu. Idealne miejsce, w którym można było poznać swoje prawdziwe emocje. Kiedy przestąpiła próg zrobiło się dziwnie pochmurno, co idealnie odzwierciedlało nastrój Gryfonki. Spojrzała na szare chmury i usiadła na kanapie po turecku, otwierając gazetę. Powiodła wzrokiem po pierwszej plotce. Coś tam o Slughornie, co brata się z kolegą. Znowu coś o Leo, co brata się z jedną z koleżanek z domu. Zaraz… Wróciła wzrokiem do tekstu. „Publicznie odgrywają nienawiść, którą trudno podważyć, ale kiedy tylko zostają sami, trudno zaprzeczyć iskrzeniu między nimi. Ostatnia schadzka na moście tylko to potwierdza!”. Że co?! Przecież tutaj mowa była ewidentnie o niej! Zmarszczyła brwi czując pewną irytację. Zawiał wiatr, a chmury stały się ciemniejsze. Cholera, czyli faktycznie ktoś ich widział i to stąd wzięły się dziwne reakcje ludzi. To mogło skutecznie zepsuć plan Liv o niewielkim szantażowaniu Gryfona. Skrzywiła się. Zapewne ten nieudolny idiota wszystko wygadał. Ale już ona znajdzie jakieś pozytywy tego wszystkiego. Będzie tylko musiała pomyśleć. Na razie jednak postanowiła przeczytać artykuł do końca. I to był błąd, po chwilę później, kiedy jej wzrok spoczął na dość pretensjonalnym zdaniu. „…nasuwa podejrzenia, że być może próbowała sabotować własną drużynę – niewykluczone, że chcąc pomóc dobremu znajomemu, Darrenowi, kapitanowi Niebieskich.” Czy ktoś właśnie zarzucił jej stronniczość? Ze złości zmięła gazetę ciskają ją w przeciwległą ścianę. To na pewno wina Slughorna! W chwili uderzenia kulki papieru o kamień, w sali rozbrzmiała pierwsza błyskawica, zwiastująca prawdziwą burzę.


Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   19.03.16 20:19

Leo długo o tym wszystkim myślał. Dlaczego ktoś miałby podsyłać ten artykuł do gazetki? Jaki miał motyw? Co chciał tym osiągnąć? Dlaczego padło akurat na niego? W Hogwarcie jest przecież tyle osób. To nie mógł być taki o sobie przypadek. Poza tym materiału jest zbyt dużo. Ktoś musiał serio się postarać, żeby widzieć jego i Gabe'a wtedy w nocy, a potem jeszcze z Liv... co w ogóle było absurdem! A tamto z Amelią... hm, chyba zostało trochę wolnego miejsca na stronie i ktoś musiał coś dobazgrać. No okej, ale te wszystkie pytania były niczym, w porównaniu do tego jednego, które rozbrzmiewało co chwilę głośno w jego głowie: kto? Kto byłby aż tak zdesperowany, aby próbować niszczyć mu w ten sposób opinię w szkole? Kto miałby czelność naruszać do tego stopnia jego prywatność? Kto w ogóle wpadłby na pomysł, że coś więcej mogłoby łączyć jego i Amelię? Kto nienawidził go aż do tego stopnia? I nieważne, ile razy dane pytanie zaprzątało mu myśli. I tak za każdym razem odpowiedź była jedna – Liv.
Bo kto inny? Tylko ona wiedziała o nim i o Gabrielu. Historię ze Slughornówną wymyśliła dla większego rozgłosu. Wszystko to było oczywiste. No dobra, jedno nie trzymało się kupy – czemu napisała także o rzekomym uczuciu między sobą a Leo? Może zdecydowała się sabotować, żeby nikomu nie przeszło przez myśl, że to ona napisała artykuł. Brzmi jak niezły plan. A jeśli nie, to przecież ktoś inny mógł dopisać to o moście... a redakcja po prostu to splotła w jeden artykuł. Co za fałszywa suka! Znaczy, Slughorn wiedział w sumie od początku, że Reagan to fałszywa suka, ale nie pomyślałby, że aż tak. Czy tak właśnie zemściła się za te durne ciastka? Trzeba mieć naprawdę nasrane w głowie. 
Leo zamiast w Komnacie Aury, mógł równie dobrze znaleźć się gdziekolwiek indziej. Jego wybór brzmiał: „pierwsze drzwi po prawej”. Po prostu chodził po zamku, bijąc się z myślami i wyzywając w duchu Liv od najgorszych. Przy okazji pchał się do każdego mijanego pomieszczenia. Znaczy, w sumie to nie każdego, ponieważ część była zamknięta, a on nie miał ochoty, siły, ani powodu, aby trzaskać alohomorą na lewo i prawo. Znajdzie się inny kącik, czyż nie? Do kolejnej części pokojów nawet nie wchodził. Naciskał klamkę, otwierał drzwi, rozglądał się, stwierdzał, że to miejsce mu nie pasuje i wychodził. Bo taki miał kaprys, po prostu. 
Pewnie tak samo byłoby z Komnatą Aury, gdyby nie to, że gdy tylko jak zwykle wszedł jedną nogą do środka, dostrzegł znajomą sylwetkę, siedzącą na ławce. Pierwsza jego myśl? Wykonać taktyczny odwrót i opuścić pomieszczenie najszybciej, jak się da. Po chwili jednak zmienił zdanie, ponieważ poczuł narastającą w sobie wściekłość. Zatrzasnął głośno drzwi, zwracając na siebie uwagę Gryfonki i uczynił kilka kroków w jej kierunku.
- Ty zdradziecka kurwo! – zirytował się, wbijając w nią przepełnione nienawiścią spojrzenie. - Czy tobie już do reszty odbiło? Okej, rozumiem, możesz mnie nie lubić, ale po pierwsze – nie mieszaj w to osób trzecich, a po drugie – do jasnej cholery! - mieliśmy układ, tak? – potok słów wypłynął z jego ust, a on nawet nie próbował go powstrzymywać. Zasłużyła sobie, aby usłyszeć, co o niej myśli.   Musiał dać upust złości. I chodź w normalnym wypadku pewnie ulotniłby się z Komnaty najszybciej, jak potrafił, tak teraz nie miał zamiaru tego zrobić. Muszą sobie wszystko ustalić. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby do wiadomości publicznej dostało się więcej informacji.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   20.03.16 2:39

Oczywiście, że była wkurzona. Miała do tego pełne prawo i nikt nie mógł jej zarzucić, że przejmowała się głupotami. Bo uważanie, że robiła coś dla Darrena, że dla niego sabotowała własny mecz (ten, kto dobrze ją znał na pewno wiedział, że dziewczyna uwielbiała wygrywać, a każda porażka sprawiała, że czuła się źle), nie było byle czym! Już teraz czytając artykuł wiedziała, że nie puści tego płazem nikomu, kto się do tego przyczynił. A tym „nikimś” na pewno był Slughorn. Czuła to w kościach. Nawet na odległość ten zawszony palant musiał robić coś, co doprowadzało ją do szewskiej pasji. I on kiedykolwiek niby chciał zażegnać konflikt między nimi?! Dobre sobie. Nigdy nie nastąpi coś podobnego, a następnym razem, kiedy Liv na niego wpadnie powie mu co sądzi o jego perfidnej hipokryzji. Niby ona zachowywała się jak dziecko? Co za dupek! Zdecydowanie gdyby Reagan była wulkanem, wybuchłaby zalewając połowę szkoły gorącą lawą. Na razie jednak to ją zalewało, ponieważ nie wzięła pod uwagę, że wkurwiając się do granic możliwości rozpęta takie piekło w sali. Zaczął lać deszcz, wiatr wzrósł na sile targając jej mokrymi włosami, a gdzieniegdzie nadal rozbrzmiewały błyskawice. Dobrze, że było zbyt mało miejsca na tornado, bo z pewnością by je przyzwała. Odgarnęła z twarzy ociekające wodą pukle, a jej wzrok spoczął na parasolach. Nie było sensu ich używać, przecież nie dość, że już była cała mokra, to na dodatek tak silny wiatr zapewne zniszczyłby przedmioty. Zresztą Gryfonce taka pogoda nie przeszkadzała, wszak była idealna do jej nastroju. Nie pomagało nawet wymyślanie sposobów na torturowanie Leo. Nie pomagało rozmyślanie o kolejnej imprezie, na której miała zamiar zagrać w dziwne gry ze znajomymi, wyzbywając się podczas nich pewnych zasad. Niestety, złość, która ją ogarnęła była zbyt silna i ani w głowie jej było opuszczać tak łaknącą zemsty Liv.
A kiedy tak trwała pochłonięta myślami, wyobrażeniami i innymi takimi, pozwalając by deszcz nadal ją moczył, pojawiła się postać, której wcale nie miała ochoty teraz oglądać. Nie musiała nawet patrzeć w stronę drzwi, bo owa persona postanowiła otworzyć swój ryj zakłócając ciszę natury w pomieszczeniu. Obróciła powoli głowę w jego stronę, po raz kolejny pozbywając się włosów z twarzy – Czego? – warknęła. I zaraz się dowiedziała. Przynajmniej zdawkowo – Co ty kurwa, okres masz? – zmarszczył brwi. Nie pofatygowała się nawet by wstać, bo dla kogoś tak nic nie wartego nie było sensu – I o co ci do chuja chodzi, Slughorn? Myślisz, że możesz sobie tak tu włazić i bluzgać na około? – wpatrywała się w niego ciemnymi oczami. Jeszcze chwila a zrobi mu za wszystko krzywdę. Jaka szkoda, że nie spierdoliła go z tego mostu – Owszem, mieliśmy układ. Ale ty najwidoczniej o nim zapomniałeś, co? Rozumiem, że próbujesz mi udowodnić, że coś wiesz. Prawda jest taka, że wiesz gówno. Mówiłam ci Slughorn, żebyś ze mną nie pogrywał – wycedziła nie spuszczając z niego spojrzenia. A deszcz ciągle padał, nadając całej sytuacji odpowiedni nastrój.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   20.03.16 10:46

A Leo nie miał prawa bycia wkurzonym? Ktoś śmiał zarzucać mu kazirodztwo, związek z wrogiem, wpieprzać w jego relację z Gabrielem, zarzucać niewierność... a to wszystko skutecznie psuło mu opinię. I to nie tak, że tylko o to chodzi, choć faktycznie przejmował się tym, co ludzie gadają. Gabe go zabije jak się dowie. Amelia poćwiartuje. Liv? Ha, Liv akurat nie miał zamiaru dać się tak łatwo. Tym razem posunęła się naprawdę za daleko i najwyraźniej wcale tego nie dostrzegała. No cóż, ktoś musiał jej to uświadomić. I Slughorn chciał to zrobić osobiście.
- A żebyś wiedziała, że mogę - warknął w jej stronę. - Nie jesteś pierdoloną królową, a ten zamek to nie twoja własność. Włącznie z tą Komnatą. I nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi, bo to żałosne - zdenerwował się.
Jak dziwne by to się nie wydawało, chłopak dopiero teraz zwrócił uwagę na pogodę, panującą w Komnacie. A konkretniej z momentem, kiedy zrobiło mu się zimno, a jego ciało zmoczyły szybko i obficie spadające z góry kropelki deszczu. Odruchowo uniósł głowę, zupełnie zaskoczony tym zjawiskiem. W końcu jeszcze nie miał okazji zobaczyć tego pomieszczenia i średnio orientował się, co do jego możliwości. Tak więc wgapiał się w burzowe chmury nad swoją głową, podczas gdy Liv po raz kolejny pieprzyła o czymś bez sensu. Zwłaszcza ostatnie zdanie niemiłosiernie go zdenerwowało. Że niby to on z nią pogrywa? Ha, ciekawe! Szkoda tylko, że to nie on rozsyła upokarzające treści do szkolnej gazetki!
- Ja pogrywam? A ty co robisz? Nikt nie miał się o tym dowiedzieć, rozumiesz?! Taka była umowa, do kurwy nędzy! A ty przy pierwszej lepszej okazji poleciałaś z tym do redakcji tego gównianego szmatławca! A poza tym ten tekst o mnie i Amelii... Czy ty czasem używasz mózgu? Wiesz co? Dzięki. Dzięki, że teraz dzięki tobie wyszedłem na męską dziwkę, która pieprzy nawet własną siostrę - zakończył, jeszcze bardziej nabuzowany niż przed chwilą i nabrał w płuca dużą dawkę powietrza. Mogłaby chociaż już przyznać, że to ona, a nie udawać wariata. Ale nie, bo po co! Teraz jeszcze będzie zarzucać mu, że to on z nią pogrywa. Tak, ciekawe jak? Chyba oddychając.
- I zrób coś z tym jebanym deszczem - dodał jeszcze, choć już czuł, że najpewniej i tak się przeziębi. Parasolka, stojąca na stojaku niewiele w tej chwili by mu pomogła, zważywszy na to, że był już i tak cały przemoknięty do suchej nitki. Odgarnął oklapnięte włosy z czoła, starając się uspokoić, ale niezbyt mu to wychodziło. Wiedział, że krzykiem za wiele sobie nie wyjaśnią, a tylko było większe ryzyko, że w przypływie emocji powie coś, czego nie chciałaby powiedzieć. A takich rzeczy trzeba pilnować, zwłaszcza przy Liv. Slughorn odnosił wrażenie, że ta żmija jest w stanie odwrócić przeciw tobie każde wypowiedziane przez ciebie słowo. Właśnie dlatego musiał się uspokoić. Żeby nie miała na niego kolejnego haka.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   20.03.16 11:15

Gówno obchodziło ją bardziej niż to, co myśli Leo. Czy jest wkurzony, zły, rozgniewany, szczęśliwy. Serio, miała daleko w dupie wszelkie jego emocje i jedynie jego płaszczenie się zasługiwało na jakąkolwiek reakcję z jej strony. No i strach. Tak. Widząc go w jego twarzy zawsze czuła satysfakcję, wyobrażając sobie, że przynajmniej w pewnej części wie, jak ona czuła się kiedyś. Zasługiwał na wszystko co najgorsze, to było bardziej niż pewna. A ona miała zamiar zadbać o to, aby nigdy nie zapomniał dnia, w którym z nią zadarł. Patrzenie jak się wije, jak błaga niemo o litość. Tak, to było warte wszelkich starań. Ale w życiu nie posunęłaby się do tego, aby zniszczyć możliwość długotrwałej zemsty na chłopaku, którą dawał tamten liścik. Szlag ją trafiał jak widziała tamten tekst z gazetki, a jeszcze większa cholera ją brała, kiedy patrzyła na ciapowatą mordę Slughorna, z której idiotyzm i upośledzenie wylewało się wiadrami. Głupia, tępa ameba.
- Merlinie, Slughorn. Kiedy przyjmiesz do swojego ograniczonego mózgu, którego samo istnienie jest wątpliwe, że ty gówno możesz – pokręciła głową z politowaniem, używając tonu z mostu. Zupełnie jakby zwracała się faktycznie do upośledzonego dziecka, któremu trzeba było wszystko wolniutko tłumaczyć, żeby załapało przynajmniej jeden procent wypowiedzi. Chociaż już autystyczne bachory rozumiały więcej niż Gryfon – Co, ty chciałbyś być taką pierdoloną królową, co? Sukienka by ci w sumie pasowała, nie uważasz? Problem w tym Kochanie, że ciebie nikt pierdolić nie będzie, żałosny pierwotniaku – stwierdziła, wzruszając ramionami. Nie ma mowy, aby dała po sobie bardziej poznać, że wkurwiła się o tekst z Darrenem. Teraz co, Leo próbował wszystko zwalić na nią? Niedoczekanie jego! Już ona zrobi tak, żeby się wydało, iż to on jest autorem plotek. Wtedy jeszcze doda coś od siebie i zjeb będzie skończony – Ja w przeciwieństwie do ciebie mam honor i trzymam się wszelkich zawartych umów. Jednak najwidoczniej tobie tego również brak – wycedziła. Nikt nie będzie jej posądzał o takie rzeczy. Była honorowa, więc niech Leo spieprza – Zacząłeś w tym momencie wojnę, Slughorn. Na swoje własne, pierdolone życzenie – rzuciła, mrużąc wściekle oczy – Poleciałam do redakcji? Czy tobie się już wszystko na łeb rzuciło? – spojrzała na niego jak na totalnie ułomnego osobnika. O czym on do cholery mówił? – Pieprzysz własną siostrę? – wybuchła śmiechem i niemal zaczęła się zwijać na mokrej kanapie. Nie do wiary. Slughorn posuwał siorkę. Jej śmiech odbijał się echem po całej komnacie, a ona nie umiała przestać. Wyśmiała go, to pewne – Na Merlina. N-nie wiedziałam… że jesteś… aż tak zdesperowany – starała się opanować, ale to było silniejsze od niej. Czas mijał, deszcz padał, a ona naśmiewała się z kolegi. Ten dzień może jednak będzie jeszcze lepszy niż sądziła.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   22.03.16 17:53

- Wyobraź sobie, że kto jak kto, ale ty na pewno nie możesz więcej niż ja – burknął w jej stronę, zwężając oczy i obdarzając ją znienawidzonym spojrzeniem. Jak to możliwe, że aż tak się nienawidzili? Leo nie zdołał nawet zaobserwować momentu, kiedy ich relacja z delikatnej rywalizacji z zasadami, przeradzać się zaczęła w prawdziwą wojnę. Teraz? Czy jakiekolwiek reguły jeszcze ich obowiązywały? Widocznie nie, prawo dżungli. Bo co jak co, ale latanie do gazetki szkolnej było wystarczającym dowodem na pogwałcenie wszystkich zasad, przynajmniej zdaniem Slughorna. Irytował go ten przesłodzony ton głosu, którym Liv raczyła go obdarzać. Przyprawiał go o białą gorączkę do tego stopnia, że był bliski podejścia do niej trochę bliżej i jednego, porządnego pierdolnięcia ją w twarz. Jeszcze chwila i to zrobi. Naprawdę. Brakuje tylko kropelki, aby przelać czarę goryczy. - Żałosny pierwotniaku, serio? To jedyne na co cię stać? – uśmiechnął się w jej stronę kpiąco. - Może ten artykuł o twoim sabotażu podczas meczu wybił ci lepsze teksty z pamięci, hm? Swoją drogą – co jak co, ale ty i Darren? Na to bym nie wpadł – uśmiechnął się do niej tak, że gdyby nie frustracja wylewająca się z jego twarzy i łącząca ich relacja, można by stwierdzić, że był to uśmiech serdeczny i przyjacielski. - Chociaż... ej, jakby się nad tym zastanowić, to ma sens! Bylibyście parą żałosnych idiotów, którzy myślą, że należy im się więcej niż innym i to w dodatku bez żadnego powodu. Milutko – stwierdził, unosząc brew.
Honor? Ona jeszcze miała czelność uważać, że ma honor! Po tym, co odwaliła z gazetką. Mieli umowę. Umowa coś znaczy. Umowa jest jak obietnica. Osoby z honorem dotrzymują obietnic i nie łamią umów. Proste? Proste.- Tak, faktycznie trzymasz się umów. Właśnie pokazałaś, jak to ty bardzo mocno trzymasz się umów! – zirytował się. Denerwowało go, że dziewczyna zamiast wprost przyznać, że to jej sprawka, próbowała jeszcze odwracać kota ogonem. - O nie, nie. Tutaj to ty się mylisz. To TY zaczęłaś wojnę. Do tej pory naprawdę starałem się podchodzić do ciebie pokojowo. Odpuszczałem ci te wszystkie świństwa. Starałem się ignorować jakieś głupie plotki, które rozpuszczałaś po szkole. Ale w tym momencie miarka się przebrała, rozumiesz? – spojrzał w jej oczy wyzywająco. Nie miał zamiaru więcej się z nią paprać. Te czasy już minęły. Teraz nie będzie miał dla niej litości. Będzie taki, jaka ona była dla niego przez te wszystkie lata. Powinna pożałować za swoje czyny. Oberwać raz, a dobrze.
- No kurwa mać, zaraz nie wytrzymam! – wyrzucił z siebie. - Albo naprawdę jesteś aż taką jebaną kretynką i nie potrafisz połączyć najprostszych faktów, albo udajesz debilkę. Jeśli to drugie to przestań, zanim mnie kurwica trafi – fuknął w jej stronę.
Uniósł brwi, gdy Reagan zaczęła się śmiać. Ona w tym momencie sobie żartowała, prawda?
- Co w tym niby, kurwa, jest śmiesznego?! – uniósł się wściekły, obserwując najwyraźniej bardzo dobrze bawiącą się Gryfonkę. - Śmieszą cię twoje własne chore pomysły, tak? W takim razie gratulacje! Jaka ty jesteś super pomysłowa i kreatywna! I jakie masz wybitne poczucie humoru! Normalnie tylko pozazdrościć! – stwierdził sarkastycznie. - Prawdę mówiąc to ja też nie sądziłem, że jesteś aż tak zdesperowana, żeby dawać dupy Darrenowi. Ten szmatławiec jednak do jednego się przydał – wymówił z nienawiścią, dbając o to, żeby każde słowo było wystarczająco mocno nasączone jadem.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   24.03.16 22:40

Patrzyła na chłopaka z mieszaniną różnych uczuć. Politowanie, rozbawienie, irytacja. Zdecydowanie wszystko to, co najgorsze i w tym momencie Gryfon nie mógł oczekiwać, że cokolwiek się w niej zmieni. Wiele razy zastanawiała się, jakim cudem jeszcze się nie pozabijali. Dodatkowo jak Tiara mogła popełnić taki błąd i umieścić tutaj tego pierwotniaka w tak wspaniałym domu, jakim był Gryffindor! Przecież on nadawał się co najwyżej do Puchonów z poziomem swojej inteligencji i tchórzostwem, które zawsze w pewien sposób ją odpychało. Slughorn nigdy, ale to nigdy nie pokazał, że jest godny przynależności do Domu Lwa.
- Śmieszny jesteś, wiesz? – prychnęła opierając się wygodniej o kanapę. Deszcz praktycznie zupełnie przestał jej przeszkadzać. I tak była cała morka – Włącz to coś, co nadal desperacko nazywasz umysłem i pomyśl. Czy już wiele razy nie udowodniłam, że mogę zdecydowanie więcej niż ty? – pewność siebie, z jaką wypowiadała te słowa zakrawała niemal na bezczelność wymieszaną z arogancją na najwyższym poziomie. Oczywiście, że czuła się lepsza od Slughorna. Ona umiała o siebie walczyć, on nie. Może gdyby potrafił Liv nabrałaby do niego chociaż minimalnej ilości szacunku – Coś ty się tak uczepił tego Darrena? Zazdrosny jesteś czy jak? Może to jednak w takich gustujesz co? Jak chcesz to was umówię, chociaż nie wiem czy Cole zniżyłby się do twojego poziomu – zakpiła, chociaż wewnętrznie cholera ją brała, że taki ktoś śmiał jej wyrzucać coś podobnego – I nie udawaj zdziwionego taką plotką baranie. Przecież sam jesteś jej twórcą – warknęła, zaciskając dłonie w pięść. Jeszcze trochę Slughorn, jeszcze trochę, a i ona przestanie nad sobą panować. Pogoda w klasie momentalnie zmieniła się wraz z pojawiającymi się nowymi emocjami w jej ciele. Deszcz przybrał na sile, wiatr zdawał się być niemal huraganem. Targał jej gęstymi włosami, które uciążliwie smagały ją po twarzy. Wpatrywała się jednak uparcie w chłopaka ignorując chłód, który przeszył jej ciało – Jesteś jeszcze bardziej cofnięty, niż podejrzewałam. Wyparcie się niczego ci nie da. To, że zaprzeczasz prawdy nie zmieni, wiesz? I nie pozwolę ci zrzucić na mnie winy, rozumiesz? – powiedziała wstając w końcu z kanapy. Stanęła przodem do niego, tym samym pokazując, że wcale się go nie boi. Niczego nie mógł jej zrobić – Pokojowo? POKOJOWO?! Ty chyba nie wiesz, co znaczy to słowo! Ja w przeciwieństwie do ciebie nie łapię się najbardziej żałosnych okazji, aby spróbować mi dopiec. Ale najwidoczniej spodobało ci się pisanie do gazetki, co? Może w takim razie dostarczysz im kolejną ciekawą ploteczkę? Szkoła na pewno bardzo chętnie dowie się o nas więcej – postąpiła w jego stronę, tym samym znajdując się niemal naprzeciwko niego. A chwilę później zrobiła coś, co miało go wkurwić o wiele bardziej niż wszelkie słowa, które go niego kierowała. Jak gdyby nigdy nic pocałowała go w usta. Krótko bo krótko, w obawie że się zrzyga, ale jednak. Odsunęła się z satysfakcją o kilka kroków, patrząc na emocja na twarzy chłopaka. Punkt dla niej Slughorn.
Jednak wraz z kolejnymi słowami chłopaka uśmiech zniknął z jej twarzy, zastąpiony przez prawdziwą wściekłość. Oczy przybrały ciemniejszą barwę, nad głowami trzasnęła błyskawica. O nie, nikt, po prostu kurwa nikt, nie będzie jej posądzał o spanie z kimś. Może i była suką, ale nikomu nie pozwoli robić z siebie dziwki. W dosłownie sekundę znalazła się ponownie naprzeciwko chłopaka. Zacisnęła dłoń w pięść, by chwilę później z całej siły przyłożyć mu w twarz, celując w noc. Nie miała zamiaru bawić się w jakieś dziewczęce liście. Raz, a porządnie. Tak, jak zasłużył. Oddychała ciężko patrząc na rozkwaszony nochal kolegi.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   25.03.16 15:25

Prawdę mówiąc, to Slughorn już jakiś czas temu zaczął się zastanawiać, czy aby przypadkiem jego przynależność do Gryffindoru nie jest jakimś śmiesznym żartem. W sumie to od czasu Bitwy miał mieszane uczucia, co do tego, czy naprawdę nadaje się do domu Godryka. W końcu, bądź co bądź - stchórzył i taka była prawda. Już wtedy, tyle czasu temu. Potem były trzy lata w zamknięciu i izolacji. Ale dlaczego na to pozwalał? Kiedyś bez problemu wymykał się spod matczynej opieki, wtedy nawet nie próbował. Jako gówniarz za czasów rządów Carrowów w Hogwarcie potrafił wykazać się większą stanowczością i odwagą, niż teraz, mimo, że gorzko za to płacił. Może to właśnie to było powodem, dla którego teraz w miarę możliwości starał się odsuwać od problemów? Fakt, niezbyt mu to wychodziło, ale próbował.
- Nie - stwierdził, bez odrobiny zawahania. - Udowodniłaś po prostu, że jesteś podstępną zdzirą. A teraz w dodatku udowodniłaś też, że jesteś niesłowną małpą. Tak więc nie wiem, czy masz się czym chwalić - obrzucił ją chłodnym spojrzeniem. Na jej miejscu naprawdę siedziałby już cicho. I pewnie byłoby mu głupio. Ale Reagan ani myślała okazywać jakiejkolwiek skruchy, co dodatkowo denerwowało chłopaka. Prychnął na tekst o Darrenie. Tia i co jeszcze? Prędzej podkochiwałby się w którymś z hogwarckich skrzatów, niż w tym konkretnym Krukonie. Postanowił jednak pozwolić jej się nagadać i po prostu potem to zignorować. Jednak twierdzenia, że to on niby wymyślił, że coś łączy Liv i Cole'a nie mógł ot tak zostawić. Większej bzdury jeszcze tego dnia nie słyszał. - Czekaj, czekaj. Ja jestem jej twórcą? Odbiło ci? Wyobraź sobie, że nie wszyscy, tak jak ty, zdobywają punkty na wojnie poprzez rozsiewanie po szkole wyssanych z palca opowiastek - fuknął.
Warunki atmosferyczne w sali zrobiły się jeszcze bardziej uprzykrzające, co tylko było kolejnym pretekstem, do jeszcze większego wzburzenia się. Nie żeby chłopak szukał ich na siłę, bo nie musiał. Sam fakt przebywania z Reagan sam na sam w jednym pomieszczeniu był wystarczająco bulwersujący. Mimo wszystko wiatr smagający jak bicz po policzkach nie był niczym przyjemnym.
- O czym ty tym razem, do kurwy, mówisz? - uniósł pytająco brwi na kolejny potok słów, wylewający się z ust Gryfonki i wpatrywał się w nią, jak wstawała z kanapy oraz podchodziła do niego.
- Że niby to ja pisałem do gazetki? - jej idiotyczne i żałosne odwracanie kota ogonem tylko jeszcze bardziej go rozwścieczało. - Proszę cię, Reagan, pogrążasz się! Mogłabyś się wreszcie przyznać do tego, że nie potrafisz siedzieć cicho i wolisz w najżałośniejszy nawet sposób móc przez chwilę poszczycić się tym, że ludzie krzywo na mnie patrzą. Szczerze? Nie sądziłem, że upadniesz tak nisko. Zawsze miałaś zasady. Jakieś zjebane, ni chuj nie uczciwe, ale jakieś miałaś. A teraz? Rozumiem, że nie ma już żadnych zasad - swoje myśli sprzed paru chwil zamienił w słowa i wpatrywał się w nią z wyczekiwaniem. Zmarszczył brwi, gdy dziewczyna niespodziewanie się do niego przybliżyła, a następnie jak gdyby nigdy nic przyssała swoje obrzydliwe usta do jego warg.
Ta sytuacja wyglądała komicznie podobnie do romantycznych pocałunków w deszczu z książek i czasopism. Z tą różnicą, że nie było w niej nic romantycznego. Na samym początku Leo był zdezorientowany i nie do końca wiedział, co się dzieje. Zaraz jednak przypomniał sobie, kogo całuje i już miał odepchnąć Gryfonkę od siebie, ale ta na szczęście sama się odsunęła. Spojrzał na nią, jak na debilkę, którą w gruncie rzeczy była w jego oczach.
- Co to niby było? - zirytował się, z trudem powstrzymując od tego, żeby jej nie uderzyć. - Ja pierdolę, jeszcze zarażę się od ciebie jakimś choróbskiem, nie rób tak więcej - stwierdził, skanując ją uważnym spojrzeniem, zupełnie jakby chciał prześwietlić jej myśli.
Nawet nie zorientował się kiedy dziewczyna po raz kolejny na niego natarła, tym razem na pewno nie z zamiarem pocałowania go. Nawet nie zdążył w żaden sposób zareagować, wykonać uniku, czy odepchnąć od swojej twarzy jej pięść, nim zdoła wyrządzić mu jakąkolwiek szkodę. Zaciśnięta piąstka Reagan zderzyła się z nosem Gryfona z akompaniującym głośnym chrupnięciem, a chłopak poczuł przeraźliwy ból w miejscu tego niebezpiecznego spotkania z pięścią Liv. Stał przez chwilę w miejscu, zszokowany, krzywiąc się lekko z bólu, ale zaraz poczuł, jak po raz kolejny zalewa go fala wściekłości. Fala? Nie, raczej tsunami, niosące ze sobą cały gniew, stopniowo zbierający się i rosnący w nim w ciągu ostatnich kilkunastu minut. Tego już za wiele. Kogo obchodzi, że Liv to dziewczyna. Kogo obchodzi, że jest od niego niższa i mniejsza. Na za dużo sobie w tym momencie pozwoliła. Leo mógł znosić jej debilne zaczepki słowne, ale nie pozwoli jej siebie bić!
W jednym momencie pięść Slughorna przylegała nieobowiązująco do jego uda, w następnym już pofrunęła w kierunku Liv, stykając się z jej ciałem gdzieś pomiędzy obojczykiem a jej lewym ramieniem. Po tym oddalił się od niej na kilka kroków, gdyż poczuł, jak jakaś ciepła ciecz spływa mu strużką do ust i po podbródku. Krew.
- Kurwa mać, jesteś pojebana - stwierdził, ocierając krew wierzchem dłoni i automatycznie przypominając sobie o bólu w nosie. Delikatnie musnął go palcami, chcąc sprawdzić, czy aby nie jest złamany. Liv, ty pierdolona dziwko.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   28.03.16 20:47

Zadziwiające, że przy tym człowieku wszelkie zasady, które miała dziewczyna, zdawały się niknąć, blednąć. Jakby miał w sobie coś, co wyciągało na wierzch całą jej agresję. A później się dziwić, że nie umiała mu przepuścić niczego, co zrobił. Bo nie umiała. Zupełnie jakby obrała sobie za punkt honoru mszczenie się na nim do końca świata. Ale czy to jej wina, że on aż sam się o to prosił, będąc idealnym kandydatem? Plus nie można jej było zarzucić, że mści się bez powodu, bo powód miała dość spory, chociaż niknący na przestrzeni lat zastępowany przez świeższe sprawy. Jak na przykład ta cała z gazetką i chorymi insynuacjami o sabotowaniu własnej drużyny. Przecież uratowała Slughorna przed tłuczkiem, powinien być jej za to wdzięczny a nie. Obiecała sobie, że następnym razem nawet palcem nie kiwnie, aby utrzymać Leo na miotle. Niech dba sam o siebie skoro jest tak niehonorową świnią.
- Jaki z ciebie hipokryta Slughorn – rzuciła w jego stronę rozdrażniona – Po raz kolejny zarzucasz mi, że to niby ja zachowuję się niehonorowo i nie dotrzymuję danego słowa, a sam co robisz? – zmarszczyła brwi. Miała poważnie dość tej całej jego paplaniny, do tego deszcze jednak zaczynał ją doprowadzać do szału. Niestety, nie było nawet mowy, aby w tych okolicznościach wyjść z sali. Nie miała zamiaru dać chłopakowi powodu, by myślał, że przed nim ucieka. Nie. Osobą, która pierwsza opuści to pomieszczenie będzie Slughorn, choćby miała go wyrzucić, co oczywiście było bardzo kuszącą myślą. Jaka szkoda, że była na to zbyt licha w porównaniu do niego – No tak, bo przecież się do tego nie przyznasz, co nie? – pokręciła głową. Żałosne. Kto inny miałby to robić, jak nie on? Przecież to właśnie Leo zawsze miał jakieś dziwne zastrzeżenia do tego, że Liv zadawała się z Darrenem. Był o nią aż tak zazdrosny, że musiał rozsiewać plotki dla niepoznaki? Nie zdziwiłoby jej to specjalnie po tym, co ostatnio jej napisał w anonimowej wiadomości – I wierz mi, jestem o wiele bardziej kreatywna. Potrafię zdobyć punkty w lepszy sposób niż przez plotkarstwo – wzruszyła ramionami. Przecież nie mogła traktować jego słów poważnie, a tym samym pozwalać, by ktoś taki wszedł jej na ambicję. Wiedziała swoje i to jej w zupełności wystarczyło, a Slughorn w tym momencie najwidoczniej rozpaczliwie łapał się wszystkiego, aby tylko nie wyszło, że nawet w sprzeczania się jest cienki, jak zapewne jego penis w spodniach – Ja nie umiem siedzieć cicho? Jak na razie to ty drzesz ryja, więc mów za siebie – odgarnęła kłaki z twarzy. Cholerne włosy! Nienawidziła, kiedy tak jej przeszkadzały – Gówno wiesz o moich zasadach – warknęła – Więc się w nie nie mieszaj. Moje przynajmniej mają rację bytu, bo ty nawet nie wpadłbyś na to, żeby sobie jakieś wymyślić – nikt nie będzie jej obrażał w taki sposób, tym samym zarzucając, że jest niehonorowa – Teraz? Zasady? Sam sprawiłeś, że właśnie przestały się liczyć – nie spuszczała z niego wzroku pewnie patrząc w jego oczy. Pewnie również go pocałowała, choć trwało to tak krótko. W końcu nie chciała później pić jakichś środków dezynfekujących – Oh, to? Namiastka czegoś, czego nigdy od nikogo nie dostaniesz w pełni. Powinieneś się cieszyć, że ktoś choć raz w życiu był tak łaskawy, że z litości postanowił cię pocałować – rzuciła niemal rozbawiona jego reakcją. Spodziewała się, że będzie oburzony, ale żeby aż tak? Najwidoczniej faktycznie całowanie było mu obce. Ale soreh, Liv na pewno nie będzie go tego uczyła. Tym bardziej, ze chwilę później zwyczajnie w świecie przywaliła mu w mordę. Bez oporu, bez zasad. Prosto i skutecznie. Wiedziała, że złamała mu nos, widziała krew. Jednak w tym wszystkim nie spodziewała się, że chłopak mógłby jej oddać. Dopiero kiedy poczuła jego pięść na swoim ciele dotarło do niej, że Slughorn jest kompletną szują bez jakichkolwiek zasad moralnych. Bez skrupułów i zahamować. Chwilowe zaskoczenie ustąpiło miejsca grymasowi bólu, który zaczął promieniować od miejsca uderzenia. Mimowolnie wolną rękę złapała się za zranione miejsce, czując jak prawa ręka przez chwilę została sparaliżowana. Spojrzała na niego z istną wściekłością w oczach. Dobrze, może go uderzyła, ale na miłość wszystkich stworzycieli szkoły, kobiet się nie biło niezależnie co się działo! Wt tym momencie straciła całkiem szacunek do Gryfona. Gardziła nim, stał się w jej oczach nikim. Zaczęła masować bolące miejsce – Ty gnido – rzuciła jedynie i pomimo swojej kontuzji i kontuzji Slughorna podcięła mu nogi, tym samym wywracając chłopaka. Jaka szkoda, że sama zaliczyła glebę, bo posadzka była morka od deszczu, który zaczął lać jeszcze intensywniej.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   29.03.16 21:34

Leo z każdą chwilą miał coraz bardziej dosyć Liv. Z chęcią poszedłby w cholerę, zostawiając ją tu, żeby powyżywała się na kanapie, czy coś. W sumie to nie wiedział w ogóle po co pchał się do tej pieprzonej Komnaty. Powinien odwrócić się na pięcie i wyjść, kiedy tylko ujrzał ją w środku. Oszczędziłby sobie nerwów i nie psułby jeszcze bardziej humoru. Co go podkusiło, aby jednak zostać? Ach tak, bezustannie gromadzący się gniew. Zupełnie jakby ta konfrontacja z Gryfonką miała przynieść mu ulgę... nie przyniosła. Jeszcze bardziej go rozdrażniła.
- Na Merlina, przestań! – Slughorn miał już dosyć tych wyssanych z palca oskarżeń, którymi Reagan go zasypywała. Jej idiotyczne zachowanie, które z początku nawet go bawiło, teraz sprawiło, zaczęła go jeszcze bardziej irytować. - Przestań się pogrążać! Skoro już musiałaś napisać o nas ten jebany artykuł do gazetki, to teraz chociaż miej odwagę się do tego przyznać! – wyrzucił z siebie, przez „nas” rozumiejąc siebie i Gabe'a. - Ja w przeciwieństwie do ciebie mam czyste konto. A przynajmniej nie mam do czego ci się przyznawać. Jeszcze nie zniżyłem się do takiego poziomu jak ty, żeby rozsyłać plotki po szkole poprzez jakiegoś pisanego przez napalone trzecioklasistki szmatławca – fuknął w jej stronę. O co ona go w ogóle oskarżała? Powinna się wstydzić i spojrzeć na siebie.
-Tak? Potrafisz? W takim razie to udowodnij. Bo jak na razie widzę, że tylko na rozsiewanie plotek cię stać – było to jawnie rzucone wyzwanie. Wiedział, że kiedyś tego pożałuje, ale na pewno wcześniej zadba o to, aby to Reagan żałowała. Z m i a ż d ż y j ą. Tak, to było jego w cholerę spóźnione noworoczne postanowienie. Niech chociaż raz poczuje się tak, jak on przez tyle lat. Coś wymyśli. Nie wiedział co, ale coś na pewno.
- Ja sprawiłem, że przestały się liczyć? Rozumiem. Dalej będziesz chrzanić o tym jebanym jeziorze, po tylu latach. Zupełnie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie przy tym, co robisz teraz. Ja miałem zasady do tego momentu. Teraz? Teraz to pierdolę ciebie i wszystkie reguły, jakie miałem wobec ciebie. Bo udowodniłaś, jaką jesteś szują, niezasługującą na jakikolwiek szacunek – zwęził oczy, spoglądając na nią z pogardą. Jej egzystencja teraz przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Nie, żeby wcześniej miała, ale miał do niej jakiśtam szacunek, w końcu człowiek to człowiek. Ale teraz to już bez znaczenia.
Zamrugał szybko oczyma na jej słowa.
- Chyba podziękuję za taką namiastkę od ciebie - wycedził. - Raz w życiu z litości? - prychnął. - Chyba sama już sobie nie wierzysz, pisząc do gazetki to, co piszesz i grożąc mi rozgadaniem tego, o czym wiesz, a nie powinnaś i jednocześnie mówiąc coś takiego, co nie? - spojrzał na nią uważnie, lustrując ją spojrzeniem. Albo już sama się gubiła, albo naprawdę skończyły jej się teksty.
Leo tak naprawdę to nie chciał jej uderzyć. Wszyscy od dziecka zawsze wpajali mu zasadę, że dziewczyny są nietykalne. Tak, dał się ponieść emocjom, zdecydowanie. A najgorsze, że wcale nie czuł się źle z tego powodu. Liv nie zachowywała się jak bezbronna niewiasta z legend i baśni. Raczej jak ten zły tyran, którego trzeba pokonać. Mimo wszystko nie spodziewał się, że natrze na niego jeszcze raz i nawet nie zauważył, kiedy zaliczył bolesne spotkanie z podłogą. Ku jego uciesze Liv wyjebała się obok niego, więc ten upadek nie był dla niego aż takim upokorzeniem, jakim mógłby być. I w sumie to nie byłoby tak źle, gdyby upadł na tyłek, ale nie - on musiał wyłożyć się praktycznie na twarz. No dobra, może nie centralnie na twarz, bo jego nos chyba by tego nie przeżył, ale zawdzięczał to tylko temu, że w ostatniej chwili wyciągnął ręce przed siebie, broniąc twarz przed przywaleniem w podłogę. Mimo wszystko jęknął cicho, bo o ile do tej pory ból obejmował tylko okolice jego nosa, tak teraz przeszedł przez całe jego ciało.
- Ty idiotko - mruknął, z trudem podnosząc się do pozycji siedzącej, sapiąc. Zaczął rozmasowywać bolące w cholerę kolana, ignorując zdarty naskórek na wewnętrznej stronie dłoni i niemal zapominając o krwawiącym nosie. Rzucił Reagan zabójcze spojrzenie, ale już nic więcej nie powiedział.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   23.04.16 21:16

Przynajmniej w jednym się zgadzali. Mieli dość siebie wzajemnie. Szkoda tylko, że pomimo tej obopólnej niechęci żadne z nich jakoś specjalnie nie kwapiło się do tego, aby pomieszczenie opuścić. Zupełnie, jakby nie pozwalała im na to duma i honor. Plus wiadomym było, że ten, kto pierwszy pomieszczenie opuści okaże się tchórzem, który ucieka przed konfrontacją. A przynajmniej właśnie tak wyglądało to w głowie panny Reagan, która miała dziwnie spaczone postrzeganie świata i swojego otoczenia. Miała swoje zasady i trzymała się ich całą sobą, a jedną z nich z pewnością było niepoddawanie się i nie dawanie satysfakcji oraz poczucia tryumfu swojemu przeciwnikowi. Właśnie to teraz robiła i zupełnie zbyła ogromną chęć opuszczenia tego pomieszczenia. Zamiast tego sprawiła, iż zapanował tutaj prawdziwy chaos pogodowy. Nie dość, że padało jak cholera, wiało jak cholera, to jeszcze zaczynało grzmieć. Co będzie następne? Potop i totalne tornado, które będzie miotać ich ciałami od ściany do ściany odbijając nimi niczym piłeczkami pingpongowymi? W przypadku Gryfonki wszystko było możliwe.
- Jakiś ty głupi. Ja się pogrążam? Ty chyba faktycznie nie słyszysz sam siebie. A może masz rozdwojenie jaźni i twoje drugie ja nie wie co robisz i mówisz? W sumie wyglądasz na świra… - prychnęła gniewnie. O co mu do chuja chodziło? Ciągle powtarzał, że to ona jest czemuś winna, a sam nie umiał dostrzec, że odpowiada za więcej niż mu się wydawało. I za więcej niż powiedziała sama Reagan, ale niektóre rzeczy wolała zdecydowanie zostawić na późniejszą okazję. Na okazję, która miała okazać się wyśmienitą zabawą, a nie przepychanką słowną na poziomie pięciolatka. Bo właśnie do tego musiała się zniżyć Gryfonka gadając z tym dzieciuchem – Bo ja już kurwa nie mam nic lepszego do roboty, tylko pisanie jakichś artykułów. Wierz mi, ostatni przegrywie życiowy, że gdybym to była ja, zdecydowanie brzmiałoby lepiej i było wprost nasycone ociekającymi namiętnością szczegółami– rzuciła jadowicie. Na Merlina, skąd brali się tak upośledzeni ludzie jak Slughorn? Czy jego matka wiedziała, co wyszło z jej łona? A może podmienili go w szpitalu i pochodził z jakiejś równie upośledzonej rodziny? Tak, to by pasowało. Pewnie żyli gdzieś w buszu czy coś – Jeśli twoje konto jest tak czyste jak ty sam, to już wiem, czemu tak od ciebie zalatuje – palnęła. Serio, miała go kompletnie dość i nawet nie miała zamiaru się z tym kryć. Zresztą nigdy tego nie robiła, a każde kolejne słowo chłopaka coraz bardziej doprowadzało ją do szewskiej pasji – Proszę, proszę napalone. Czyli rozumiem, że dogłębnie to sprawdziłeś, skoro jesteś pewny, kto stoi za pisaniem tego – zakpiła, a w jej oczach czaiła się czysta pogarda dla tego osobnika. No tak, napalone trzecioklasistki zapewne by na niego poleciały, bo kto inny to już niekoniecznie – Coś ty się tak uczepił tych plotek. Tylko to powtarzasz. Coraz gorzej z twoją kreatywnością Slughorn – stwierdziła, a jej źrenice stały się cienkie niczym u węża. Może jednak faktycznie nie trafiła do tego domu, w którym obecnie jest? – I jeśli kiedykolwiek będę coś udowadniać, to na pewno nie tobie, kochanie – rzuciła, nawiązując przy okazji do tego, co rozegrało się na moście. Zakochany czy nie, Liv nie miała zamiaru mieć dla niego litości.
- Zapoczątkowałeś to, teraz licz się z konsekwencjami. Nie zrobiłeś nigdy nic, co mogłoby mnie przekonać, że tego żałujesz, więc tym bardziej ja nie żałuję niczego, co cię spotkało – wyznała szczerze. Nie kryła się z tym, nie widziała potrzeby. Dostawał to, na co zasłużył, a wszelkie zasady, którymi tak teraz się zasłaniał faktycznie przestały istnieć dawno temu, wraz z rozwojem nienawiści pomiędzy nimi – Chciałbyś mnie pierdolić, ale nie dla psa kiełbasa. Idź sobie znaleźć inną – warknęła. Ta kiełbasa zabrzmiała dość dwuznacznie, ale niech sobie Leo robi z tą informacją co chciał, jej to zupełnie nie obchodziło.
Obchodziło ja natomiast to, że ją uderzył. Właśnie to było rzeczą, której nie mogła mu darować. Po prostu nie mogła i nie miała zamiaru tego robić. Może sama nie była święta, ale istniały na świecie pewne zasady. Mógł na nią krzyczeć, mógł ją obrażać, miotać zaklęciami. Ale nigdy, przenigdy nie wybaczy mu użycia siły fizycznej. Dlatego nie czuła wyrzutów sumienia, że podcięła mu nogi, tym samym wywalając ich dwójkę na podłogę. Ba, ona czuła chorą satysfakcję. A jeszcze jakby sobie coś połamał! Już całkiem byłaby przeszczęśliwa. Zaraz jednak poza chorym uśmiechem na jej twarzy pojawiło się coś jeszcze. Grad. Autentycznie. A sali zaczęły padać niemal kostki lodu, które zostawiały bolesne ślady w zetknięciu z ciałem. Liv miała jak się przed nimi ochronić. Złapała jedyny parasol w komnacie, nie przejmując się, że Slughorna spotka niemiłe spotkanie z nowością pogodową sprezentowaną przez nastrój Gryfonki.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   26.04.16 19:42

Zabawne, że Leo prawie wcale nie zwrócił uwagi na to, że pogoda szalejąca w Komnacie dostała jeszcze większego kopa. Może i był mokry, owiało go, było mu w cholerę zimno i najpewniej złapie jakieś przeziębienie albo gorzej, ale to w tamtej chwili nie miało dla niego znaczenia. Liczyło się tylko to, żeby wyjaśnić sobie z Reagan to, co było do wyjaśnienia. Gryfonka nie powinna myśleć, że wszystko jej wolno. W teorii to Slughorn nawet mógł sobie pozwolić na więcej niż ona, przez wzgląd na swoją nieudolną prefekturę. Z tym, że chłopak jeszcze nie zdecydował się, aby wykorzystać tę kartę w ich grze. Uważał to za pewnego rodzaju nieuczciwe. W końcu Liv nie mogła na przykład dać mu szlabanu ani odjąć punktów. Poza tym – halo! Nie miał zamiaru sabotować własnego domu i to chyba właśnie ta kwestia przeważyła. Gdyby Reagan nie była w Gryffindorze może faktycznie czasem (na przykład teraz) pokusiłby się o odjęcie jej kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu...) punktów, żeby pokazać jej, że nie powinna za bardzo cwaniaczyć. Jednak sytuacja wyglądała jak wyglądała i Slughorn niestety był zmuszony znaleźć jakieś inne wyjście z tych wszystkich konfrontacji z Liv, na które nie miał najmniejszej ochoty.
- Jak na razie jedyna osoba zachowująca się tutaj jak świr to ty. Wystarczy rozejrzeć się wkoło i przypomnieć, to wywołał to gówno atmosferyczne, które się tu ciągle tworzy – odparował, gromiąc ją spojrzeniem. I to niby on nie potrafił dostrzec swojej rzekomej winy? W takim razie Liv osiągnęła już szczytowy poziom ignorancji, jeśli była nadal święcie przekonana o tym, że cała wina za każde najmniejsze przewinienie czy konflikt na ty świecie leżała po stronie Gryfona. - Chyba przeceniasz swoje umiejętności, Reagan. Nie wyobrażam sobie, że cokolwiek lepszego niż ten gniot mogłoby wyjść spod twojego pióra. I możesz dziękować Merlinowi, że darowałaś sobie te „szczegóły”, bo uwierz mi, że nie stałbym tu teraz tak spokojnie – syknął, kiedy przez jego umysł prześlizgnęła się myśl, że w tej gazetce mogłyby się znaleźć jakieś detale. A skoro ten szmatławiec reprezentuje taki poziom, to pewnie większość byłaby przeinaczona, dopisana i podkręcona. - Ja pierdolę, bądź poważna chociaż przez chwilę! Nie, nie sprawdziłem, bo chuj mnie obchodzi kto pisze do gówno, ale po poziomie zamieszczanych tam artykułów łatwo domyślić się, że poziom inteligencji tych osób jest stosunkowo niski. Może nawet przesadziłem z tymi trzecioklasistkami, a nie dziwiłbym się, gdybyś to ty sama prowadziła tą durną gazetkę – fuknął w jej stronę. Czy z nią naprawdę nie dało się normalnie, na poważnie porozmawiać? Ciągle tylko rzuca jakimiś idiotycznymi tekstami, kiedy on wyjątkowo wcale nie chciał po niej jeździć. No dobra, może na początku chciał, a raczej nie tyle chciał, co musiał, bo inaczej by wybuchnął. Teraz jednak chciał po prostu wyjaśnić to, co było do wyjaśnienia i ulotnić się z pomieszczenia. A Reagan cholernie mu to utrudniała i krzyżowała jego plany.
- Okej. Wiesz co? Zapewniam cię, że nigdy nie zacząłbym bujać tą cholerną łódką, gdybym wiedział, że aż tak histeryzujesz przy kontakcie z wodą. Przynajmniej nie wtedy. Bo teraz to kurwa najchętniej jebnąłbym cię ze szczytu Niagary. Byłem szczęśliwy, bo Hogwart, o Merlinie, tyle się o tym słyszało, czytało i rozmawiało. Ale nie. Zawsze musi się znaleźć jakaś szuja, która to wszystko zdupczy i zacznie jej coś odwalać. Naprawdę nie wierzę, że jestem pierwszym i ostatnim, który przypadkiem – bo to nawet do cholery nie było specjalnie – wrzucił cię do wody. Więc czemu akurat na mnie się uwzięłaś, co? – spojrzał na nią ze złością. - I wyobraź sobie, że nie – jest cały szereg osób, które wolałbym pierdolić niż ciebie – prychnął. Skąd w niej tyle pewności siebie? Naprawdę uważała się za nietykalną i wspaniałą?
Jak bardzo trzeba być pojebanym, żeby cieszyć się z tego, że ktoś sobie coś złamał? To już przechodziło ludzkie pojęcie. I to niby Leo przed momentem zachował się niemoralnie? Powoli zaczął zbierać się z podłogi. Miał jej serdecznie dosyć i na pewno nie zamierzał siedzieć w deszczu, cały poobijany i z połamanym nosem. Już podpierał się rękoma, żeby wstać, kiedy nagle coś twardego i zimnego uderzyło go centralnie w kark. Odgiął głowę do tyłu, po części z powodu niespodziewanego bólu, a po części przez chęć odkrycia, co przed chwilą w niego uderzyło. Oczywiście zaraz tego pożałował, bo już sekundę potem kolejna kulka go uderzyła. Centralnie w nos.  Z ł a m a n y  nos. Nie udało mu się stłumić stęknięcia, ale szybko zorientował się, co się dzieje. Grad. Czy ją już do końca pojebało? Co gorsza opady wzbierały na sile, więc Slughorn uznał, że to najwyższy czas, aby jak najszybciej ulotnić się z pomieszczenia. Rachunki wyrówna kiedy indziej, teraz ostatnie na co miał ochotę to siniaki, które pozostałyby na skórze po kontakcie z kulką gradu. Dźwignął się z podłogi i bez słowa, dość szybkim krokiem podążył w stronę wyjścia, osłaniając rękoma nos. Krzywił się lekko, gdy kolejne kulki gradu uderzały go w plecy, ręce i głowę, ale nie mógł nic na to poradzić. Jedyne co mu pozostało to wyjście i pozostawienie Liv w Komnacie samej, z jej zaczepistą pogodą i cholerną parasolką.

[zt]
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   25.06.16 22:43

Eileen miała już dość. Podobno człowiek dostaje tyle, ile jest w stanie znieść, ale czy na pewno Krukonka miała w sobie tyle sił, żeby przetrwać wizje swoich rodziców? Zginęli szybko. Bezboleśnie. Dziewczynka widziała to wielokrotnie i już dawno się z tym oswoiła. Co więc było nie tak?

Utrata kogoś bliskiego i ważnego nie jest czymś, co można zaakceptować. Można wmawiać sobie i innym, że już się z tym pogodziło i faktycznie przejść do porządku dziennego i normalnie funkcjonować. Można żyć, można się nawet tym życiem cieszyć. Strata nie sprawia, że świat na zawsze staje się smutnym miejscem. Problem polega na tym, że poczucie straty nie znika. Zawsze jest gdzieś w człowieku, ukryte głęboko przed wszystkimi, łącznie z nosicielem żalu. A jak coś jest, to prędzej czy później się ujawnia. Przychodzi taki dzień, albo taka chwila, że coś przypomni o tej osobie, albo nawet nie - wspomnienie wypłynie samo z siebie. I boli. Uderza na krótko, ale z wielką siłą.

To właśnie przytrafiło się Eileen. Szła sobie spokojnie korytarzem, aż tu nagle, zupełnie bez powodu pojawiła się wizja. Szczęśliwy ojciec pochylał się nad Katią, która z uśmiechem gładziła swój duży, pękaty brzuch. Krukonka wiedziała, że to ona była tam w środku. Słyszała jak do niej mówili, wtedy, niecałe osiemnaście lat temu. O tym jak ją kochają. O tym jak będą ją uczyć latać na miotle. Jak wspólnie z nią będą czarować. O tym jak razem sprawią, że ich rodziny się pogodzą i wszystko będzie dobrze. To bolało najbardziej. Dobre wspomnienia marzeń, które nigdy się nie spełniły. Właściwie nawet nie to, że się nie spełniły, ale że nigdy nie będą miały szansy się spełnić, a jeśli nawet, to bez udziału tych, których zabrakło.

Krukonka czuła, że zaraz się rozklei, więc szybko zeszła z oczu innych uczniów i zaszyła się w pierwszej napotkanej sali. W środku była wyłącznie kanapa, a przynajmniej tylko ją zauważyła dziewczyna, w której oczach już zbierały się łzy, rozmazując wszelki obraz. Eileen na niej usiadła, podkuliła nogi i ukrywszy twarz w dłoniach, zaczęła płakać. Sala stopniowo dostosowywała się do nastroju nastolatki, aż w końcu w pomieszczeniu niepodzielnie zapanował deszcz równie intensywny, co łzy płynące strumieniami po drobnych, bladych policzkach.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   26.06.16 10:11

Ten rok mijał mu zdecydowanie zbyt szybko, a on nauczył się zdecydowanie zbyt mało. Jakiś czas temu rzucił wszystko czym zajmował się do tej pory i zaczął badać sklepienie Wielkiej Sali. To ono wywarło największe wrażenie na młodym czarodzieju, gdy po raz pierwszy zjawił się w szkole. Przez cały rok było tyle innych fascynujących rzeczy, że jakoś nigdy nie znalazł na to czasu. Jakich zaklęć użyto, żeby stworzyć iluzję nieba? A jakich żeby ta iluzja odzwierciedlała faktyczny stan? Czy czar jest odnawiany, czy może ten kto to stworzył zadbał o to, by zaklęcie nie rozproszyło się po jego śmierci. Jeśli tak, to czy jest sposób na jego zdjęcie?
Tyberiusz w pierwszej kolejności postanowił sprawdzić inne pomieszczenie – komnatę aury. Może to była nieudana próba przed zaczarowaniem sklepienia Wielkiej Sali? A może właśnie taka już miała być? Jaki jest w takim razie jej cel?
Otworzył z rozmachem drzwi, ale to co zobaczył z całą pewnością nie napawało optymizmem. Sala oczywiście, była już zajęta przez Krukonkę, którą czasem widywał w bibliotece. Deszcz lał się gęsto i znikał nie wiadomo gdzie. Miał już kolejne pytanie – co dzieje się z wodą w tym miejscu? Ale nie teraz, teraz miał się zająć Wielką Salą.
Po pogodzie było widać, że starsza dziewczyna ma kiepski humor, ale niezbyt go to obchodziło w tym momencie. Z resztą, sama głupia jest sobie winna. Kto normalny w takim paskudnym nastroju zamykał się w Komnacie Aury, żeby jeszcze przeziębienie złapać? Widać wiek i bystrość nie zawsze idą ze sobą w parze, ale po przedstawicielu tego domu oczekiwałby trochę więcej... rozwagi? Są też dobre strony – Tyberiusz nie miał pojęcia jak zachowałaby się komnata, gdyby on wszedł tu jako pierwszy. Może nic by się nie stało, albo może nic tak spektakularnego. Tak przynajmniej może się rozejrzeć. Zaraz, ona płacze? Jeszcze tego mu brakuje, żeby użerać się z jakąś rozhisteryzowaną nastolatką, którą rzucił chłopak. Jak on nienawidził tych wszystkich beczących dziewuch...
– Nie wiem jaki masz cel w siedzeniu tutaj i moknięciu. – Tyberiusz rzucił zaklęcie odbijające krople deszczu na swoją książkę i użył jej jako improwizowanej parasolki. – Ale mam nadzieję, że zostaniesz tu jeszcze trochę.
Wszedł do środka rozglądając się za czymś, co dałoby mu jakąś wskazówkę.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   28.06.16 19:27

Zalewając się łzami zupełnie nie zauważyła, że ktoś wszedł do sali, więc słowa Ślizgona, mimo iż były tłumione przez wodę, zupełnie ją zaskoczyły. Drgnęła lekko, aż zawtórował jej grzmot pioruna, który uderzył gdzieś z boku sali, nie wyrządzając nikomu krzywdy. Kim był ten chłopak? Nie sprawiał zbyt sympatycznego wrażenia, jednak Eileen starała się nie oceniać ludzi po pozorach.

- Miałam na celu rozładować emocje z dala od innych. Dobór sali był przypadkowy - Krukonka odpowiedziała lekko zachrypniętym po płaczu głosem. Stopniowo zaczęła się uspokajać, dlatego i deszcz powoli słabł. Aktualnie siąpił tylko lekki kapuśniaczek, ale nie zrobiło się ani trochę cieplej. - Czegoś szukasz? Może ci pomóc?

Taka już była ta Eileen. Nie ważne, że płakała, nie ważne, że rozmówca nie był tym zainteresowany i wyglądał jak typowy zimny nastoletni drań. Szukał czegoś, może przydałaby mu się druga para oczu? Jak nie, to trudno, Krukonka nie należała do osób, które narzucają komuś swoją obecność, więc w przypadku jakiś nieprzyjemności ze strony Ślizgona mogła zwyczajnie wyjść.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   28.06.16 20:21

Tyberiusz puścił jej gadanie mimo uszu, przyglądając się jak deszcz powoli słabnie, a dziewczyna się uspokaja. Cóż, była świetnym obiektem badawczym, to musiał jej przyznać.
- Poradzę sobie.
Nie lubił przyjmować pomocy od innych osób. Nie dlatego, że czułby się zobowiązany (bo wcale by się nie czuł), a dlatego, że wolał pracować sam. I wolałby, żeby nikt nie widział w nim chociażby "kolegi ze szkoły". Nie miał ani czasu ani ochoty na takie pierdoły. Był trochę zajęty stawaniem się potężnym czarodziejem...
Ciekawe jak szybko komnata reaguje na zmianę nastroju? Wypadałoby to sprawdzić.
Podszedł do kanapy i rzucił na nią swoją książkę. Po chwili walki z ubraniami rzucił na nią też krawat.
- Jednak, właściwie, to mogłabyś - powiedział, podchodząc bardzo blisko Krukonki, po czym bez ostrzeżenia zaczął ją łaskotać.
W imię nauki, oczywiście!
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   04.07.16 9:15

Nie chciał pomocy. W porządku, nie zamierzała się narzucać, każdy ma prawo do samodzielnego rozwiązywania swoich problemów. Troszkę ją zirytowało to, że tak jej przeszkodził, ale może to i lepiej? W sumie dzięki niemu oderwała się od płaczu i dzięki niemu deszcz skończył siąpić zupełnie.. Nie pozostawało jej nic innego jak opuścić salę i oddalić się od tego dziwnego osobnika. Wtedy jednak chłopak podszedł do kanapy i zaczął zdejmować krawat. Eileen odruchowo poczuła się nieswojo, w końcu jaki mógł być cel takiego zachowania? Ślizgon się odezwał i ni stąd ni z owąd zaczął ją łaskotać. Nie była na to przygotowana. Nie zaczęła się śmiać, bo nie było żadnych ku temu powodów. Wizje, choć nieistotne, pojawiły się zupełnie bez zapowiedzi, ale Krukonka była tak wzburzona, że zablokowała je całkowicie. To był fenomen i dziewczyna na pewno powinna go głębiej przeanalizować, teraz jednak skupiona była na agresorze.

- Bądź uprzejmy mnie nie dotykać - powiedziała wyjątkowo lodowatym jak na siebie głosem. Jej nastrój zgrał się z pogodą w pomieszczeniu, czy też raczej sama komnata nagięła swoją atmosferę do chłodnych uczuć Krukonki. Temperatura gwałtownie spadła, w dużych odstępach od siebie zaś zaczęły pojawiać się malutkie drobinki śniegu. - To wszystko czy planujesz coś jeszcze?

Jej ton dobitnie świadczył o tym, że chłopak, mimo iż czternastoletni, po prostu ma się odsunąć i więcej nie podchodzić. Z reszta to, że był akurat chłopakiem, nie miało najmniejszego znaczenia. Jeśli mieli ze sobą współpracować, to na odległość, bo Eileen nie czuła najmniejszej potrzeby doświadczać wizji tylko dlatego, że komuś zachciało się ją łaskotać.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Komnata Aury   04.07.16 22:19

Cóż, to nie było to czego się spodziewał, ale skutek był najważniejszy. Z fascynacją obserwował jak pogoda w komnacie się zmienia, a jego oddech przybrał formę obłoczków pary. Odliczył czas. Odkąd dotknął Krukonki do momentu, w którym poczuł na sobie pierwszy płatek śniegu minęło około dziesięciu sekund.
Odsunął się od niej, ale było widać, że miało to niewiele wspólnego z jej prośbą. Właściwie to wyglądało na to, że nawet jej nie usłyszał. Przewiesił krawat przez oparcie kanapy, usiadł w kącie, jak najdalej od dziewczyny i wyjął kałamarz, pióro i jakiś niezbyt ciekawy notes, który wyglądał na dość często używany. Znalezienie wolnej strony zajęło mu trochę czasu, ale od razu wziął się do robienia notatek. Robił to z taką prędkością i w tak dziwny sposób, że można było mieć wątpliwości, czy to co pojawiało się na kartkach to faktycznie były litery.
Pod nagłówkiem "Komnata Aury 1" drobnym druczkiem zanotował czas w jakim zmieniła się pogoda i zaczął swoje ulubione zajęcie - stawianie pytań:
Jeśli osoba, która pierwsza weszła do sali jest jednocześnie smutna i szczęśliwa, bo mogło być gorzej jak zareaguje sala? Ludzie uczucia wydają się złożone. Czy pogoda może być złożona?
Co dzieje się z wodą w sali?
Czy odpowiedniki tj. smutek-deszcz zostały nadane zaklęciami, czy komnata sama z siebie wyszła z takim założeniem?

Zaklęcie, które reaguje na nastrój nie było szczytem kunsztu. Wystarczy tylko wspomnieć o szatach, które zmieniają kolor w zależności od humoru. Przypominajka, jest już bardziej złożonym przedmiotem, bo reaguje na coś o czym człowiek nie ma pojęcia, na zapomnienie. Jednak zaklęcie samo w sobie jest całkiem bezużyteczne, więc nie jest zbyt popularne, a już tym bardziej nie jest nauczane w szkole. Żeby uzyskać jakiś efekt, trzebaby je połączyć z innymi towarzyszącymi zaklęciami. Tak więc np.: zaklęcie od badania nastroju + zaklęcie sprawiające, że możemy w ogóle mówić o pogodzie w zamkniętym pomieszczeniu + zaklęcie, które usuwa nadmiar wody + zaklęcie zapobiegające niszczeniu komnaty na skutek warunków atmosferycznych + zaklęcie utrwalające pozostałe zaklęcia. Wszystkie w odpowiednich konfiguracjach, tak żeby jedno nie przeszkadzało drugiemu.
Tyberiusz szybko zanotował swoje spostrzeżenia. To oczywiście były tylko domysły, tak na prawdę nie miał zielonego pojęcia jak powstała ta komnata. Jego celem było dowiedzenie się jak powstało sklepienie Wielkiej Sali. Jak go to przybliżyło? I czy to był dobry trop?
Czy może zaklęcie wyczuwające nastrój zostało zmodyfikowane tak, żeby wyczuwało "nastrój nieba"? To musiałoby być bardzo skomplikowane i pracochłonne, ale chyba do wykonania. W takim razie dlaczego w Wielkiej Sali nie było żadnych opadów?
Stukał piórem w jedno miejsce na kartce, nie zwracając nawet uwagi na to, że chyba zaczął mówić coś do siebie. Cóż, jak nie ma się przyjaciół to z kimś w końcu trzeba rozmawiać.
Bo w Wielkiej Sali nie ma pogody, wytłumaczył sobie Tyberiusz. To nie jest faktyczna pogoda, to jest ILUZJA.
Czyli, że jak? Zmodyfikowane zaklęcie nastroju skierowane na niebo + zaklęcie iluzji + zaklęcia utrwalające? Tylko tyle?
Zanotował to sobie szybko na jednej ze stron, która była już zapisana, ale okręcił notes w drugą stronę, aby nie pomieszały mu się notatki. Najprościej będzie to sprawdzić, próbując skopiować sklepienie Wielkiej Sali. Problem w tym, że nie miał pojęcia jak się zabrać za modyfikacje wykrywacza nastroju. Nie wiedział nawet czy to w ogóle możliwe. Będzie najlepiej, gdy zapyta się o to nauczyciela zaklęć.
Wrócił do kartki z notatkami z komnaty i zaczął uzupełniać odpowiedniki: smutek-deszcz, śnieg-... dlaczego w ogóle pada śnieg?
- Jak się teraz czujesz? - zapytał Tyberiusz tak swobodnie jakby pytał o pogodę. Cóż, w sumie...


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Komnata Aury   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Szóste piętro-
Skocz do: