Share | 
 
Pokój Chmur
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Pokój Chmur   05.03.16 10:46

Pokój Chmur
Przy podłodze, przy suficie, zawieszone w powietrzu... Chmury stanowią jedyne wyposażenie tego pokoju. W dotyku przypominają delikatny puch i są przyjemnie ciepłe. To, co jest tu wyjątkowe, poza obecnością chmur, to fakt, że obecność grawitacji zależy od twojego nastroju. Jeśli masz dobry humor i jesteś wyluzowany, bez problemu będziesz w stanie unieść się pod sam sufit. Stres i ponury nastrój uniemożliwią ci to, choćbyś bardzo chciał. Jest to sprawa bardzo indywidualna, co oznacza, że pokój może pozwolić tobie na unoszenie się, a twojemu towarzyszowi już nie.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.03.16 16:43

Pokój chmur, wydawał się idealnym pokojem na randkę-nie-randkę. Maya, mogła pomyśleć że Myrnin zaprosił ją na randkę, chociaż tak nie było. A raczej, on nie chciał aby ona tak myślała, bo.. Bo no cóż, byli przyjaciółmi, prawda ? Ale czy to znaczy że nie może zaprosić jej na piknik ? Będzie mogła pochwalić się swoim przyjaciółką że piknikowała pośród chmur. Bo to by nie chciał tutaj piknikować ?! Myrnin, serio postarał się aby jego przyjaciółka była zachwycona, jeśli przyjdzie. Bo miał nadzieje że tak będzie, chociaż czemu miałaby nie przyjść? I czemu tak się tym denerwował, nie przyjdzie to nie, cóż będzie mu przykro ale jakoś sobie poradzi z tym uczuciem. Chyba, w sumie to pewnie powinien wyrzucić sobie ją z głowy, miał przeczucie, nawet wiedział, widział jak na niego patrzała, jak patrzyła na Lucasa. Nie powinien jej teraz mieszać w jej małej, prześlicznej główce. Ale nie mógł się opanować, po prostu chciał spędzać z nią więcej czasu i więcej. Dopóki go nie zauważył, o ile jeśli zauważy.
Zagryzł swoją wargę i poszedł do kuchni. Zabrał od tych miłych skrzatów jedzenie, w sumie to nic wielkiego. Zabrał jakieś skrzydełka z kurczaka, sałatkę i oczywiście pełno słodyczy, podziękował za sok dyniowy, którego on nie lubi, ani Maya i złapał jeszcze pomarańcze. Zawsze pachniała jak pomarańcze i często widzi ją jedzącą mandaryni, więc te też zabrał. Jeszcze nigdy nie stresował się tak bardzo na spotkanie z nią, bo w sumie zazwyczaj spotykali się w publicznych miejscach i nawet się nie umawiali. A teraz, umówili się na spotkanie i to nie jest randka ! Oj nie, chociaż on by chciał, ale to tylko spotkanie. Żeby spędzić miło czas...
Wszedł na trzecie piętro do sali z chmurami. Słyszał że, gdy przyjdzie się tutaj odpowiednio wyluzowanym i bez stresu, to chmurki pozwolą się na tobie unosić. Gdy wszedł do sali, nic takiego się nie stało. Nie był zawiedziony, choć może troszku był. Czy to było dobre miejsce na spotkani ? Jeśli się nie uniesie, to Maya pomyśli że jest zestresowany, ale z drugiej strony, ona pewnie też się nie uniesie. Zawsze wyglądała na mało wyluzowaną, ale nigdy mu to nie przeszkadzało. Choć chciałby aby przy nim było inaczej, może kiedyś się doczeka. Wybrał jedna z chmurek, tę największą i rozłożył na niej jedzenie, miał nadzieje że będzie to stabilne. Wyciągnął jeszcze z torebki sok (oczywiście pomarańczowy), który kupił w Hogsmeade i słodycze.
Usiadł się na chmurce i zaczął czekać na dziewczynę, obserwując przy tym swój wygląd. A raczej ubranie, można powiedzieć że wyglądał tak jak zawsze. Miał skórzaną kurtkę, biały t-shirt, czarne rurki i buty. Zastanawiał sie czy nie ubrać koszuli, ale to niej jest jakaś randka, prawda? Więc nie musiał sie stroić, oczywiście chciał t zrobić, ale nie chciał aby Maya poczuła się niekomfortowo. Więc po prostu ubrał to co zawsze.
Zamknął swoje oczy i położył się na chmurce, czekając na dziewczynę, co miał nadzieje długo trwać nie będzie. Przeczesał swoje blond włosy i zaczął nucić jakąś melodię pod nosem, tak o aby zabić czas. Był głody, ale postanowił nic nie ruszać dopóki ona nie przyjdzie, przecież byłoby to niegrzeczne z jego strony...
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.03.16 18:38

Kiedy Maya dostała zaproszenie od Myrnina była zaskoczona i w jakiś sposób zawstydzona faktem, że ma spędzić z nim czas poza lekcjami czy Pokojem Wspólnym. Owszem, był jej dobrym kolegą, może nawet przyjacielem i choć znała go nie od dziś nadal nie mogła się czuć przy nim w pełni swobodnie. Głównie dlatego, że Myrnin był chłopakiem, a ona wiadomo jak reagowała na spotkania z płcią przeciwną. Czerwieniła się, przedmioty częściej leciały jej z rąk. Uciążliwe i komplikujące pewne sprawy, gdyż już kilka razy znalazła się w sytuacji, w której jakiś kolega myślał, że jej się podoba i dlatego jest taka przy nim speszona. Ciężko wyobrazić sobie, jak źle czuła się Maya, kiedy musiała wyplątać się z tego wszystkiego. Dobrze, że w przypadku tego Puchona mogła być pewna, że nie zinterpretuje źle jej zachowania. Wiedział, że się często peszyła i prawdopodobnie przywykł do takiego stanu rzeczy, czasami nawet z tego żartując. Dlatego postanowiła pójść na piknik. Zresztą, to było bardzo miłe, bo rzadko ktoś ją gdziekolwiek zapraszał. Główny problem stanowił ubiór. Co powinna założyć? Ostatni raz na pikniku była w wieku dziecięcym, jak miała góra dziewięć lat. Sukienkę? Ale czy jest odpowiednia? Westchnęła przeglądając ubrania. Po jakimś czasie uznała, że założy coś wygodnego, wybór więc padł na spodnie i błękitny sweterek. Włosy jak zwykle rozpuściła, bo nie lubiła ich związywać. Uznała, że jest gotowa, a kiedy zdała sobie sprawę, która jest godzina…
Wybiegła czym prędzej z dormitorium, przebiegła przez salon, nie oglądając się na nikogo. Była spóźniona! A przecież nie lubiła, kiedy ludzie na nią czekali. Biegnąc korytarzem pobiegła w stronę pomieszczenia, które wybrał Myrnin. Starała się omijać innych ludzi, którzy przezornie schodzili jej z drogi. W momencie, kiedy znalazła się przed drzwiami była już porządnie zdyszana. Jej oddech stał się głębszy, włosy lekko się potargały. Dobrze, że to było tylko przyjacielskie spotkanie, a nie randka, o której Hamilton nawet nie pomyślała. W życiu na żadnej nie była i to miało się nie zmienić, dlatego nie zaprzątała sobie nimi głowy. Odetchnęła kilka razy, aby uspokoić oddech. Przeczesała włosy i otworzyła powoli drzwi. Serce zaczęło jej bić jakoś dziwnie szybko, ale nie poddała się i weszła do środka. To było idealna posunięcie, ponieważ znalazła się we wspaniałym miejscu. Wszędzie były chmury, na około panował półmrok! Patrzyła na to oniemiała z wrażenia, a oczy zabłyszczały jej z ekscytacji jak zawsze, kiedy widziała coś niesamowitego – Ojej, jak tu jest wspaniale! – zachwyciła się na głos. Postąpiła kilka kroków przed siebie i dopiero wtedy zauważyła leżącego na jednej z chmur chłopaka – Cześć Myrnin – powitała go cichutko, gdy stanęła praktycznie nad nim. Jej rumiane od biegu i zawstydzenia lico skierowane było na Puchona – To miejsce jest cudowne – zachwyciła się nadal, okręcając wokół własnej osi.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.03.16 19:29

Nie wiedział jak długo czekał, po prostu leżał i patrzał na sufit. A jego myśli były wszędzie. Co będzie robił we wakacje, których tak bardzo pragnie. Czy Maya przyjdzie i czy jej się spodoba. Zamknął swoje oczy. I rozmyślał dalej, zastanawiał się co robią jego rodzice, bez niego. Na pewno się nudzili, chociaż ? Może korzystają z życia, bo przecież powinni. Jak się urodził nie widział aby ojciec zabierał gdzieś matkę na kolacje, miał nadzieje że właśnie teraz to robią. Spędzają razem czas i się kochają. Jak zresztą zawsze, gdy nie było go w domu. Po prostu miał nadzieje że są szczęśliwi i że za nim tęsknią, powinien wysłać im list, czy coś.
Usłyszał otwierające się drzwi i zachwyt dziewczyny, ale nie podniósł się, po prostu wygodnie mu się leżało, a nie że nie miał ochoty. Był wychowany na gentelmena, ale czasami o tym zapominał. Więc pozostał w takiej pozycji i poczekał na nią, aż do niego podejdzie. Otworzył oczy, gdy dziewczyna stanęła nad nim i go powitała. Uśmiechnął się do niej. -Hey Maya- Ucieszył się że przyszła i że jej się spodobało. Patrzył jak dziewczyna się obraca i mimowolnie się uśmiechnął, po raz kolejny. -Jak ci minął dzień?- Zapytał z zainteresowaniem w głosie. -I ciesze się że ci się podoba-. Spojrzał sie teraz na jej ubranie, jak zawsze było dopasowane i wyglądała w tym wszystkim dobrze. Może powinien zabrać ją kiedyś na zakupy, oczywiście aby pomogła mu coś wybrać, bo chodzenie do sklepu i kupowanie ciągle tych samych ciuchów nie jest dobrym rozwiązaniem. A przydałoby mu się coś zmienić, nie żeby narzekał na swój wygląd, ale po prostu, chciałby spróbować czegoś nowego.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.03.16 21:00

Maya lubiła wszystko, co posiadało magiczną aurę. Być może właśnie dlatego tak bardzo urzekło ją miejsce, do którego zaprosił ją kolega. Było wręcz idealne do marzeń, które tak często zaprzątały jej głowę. Rozglądając się na około zapragnęła wszystko uwiecznić na papierze, by nigdy nie zapomnieć. Już teraz była niemal pewna, że to pomieszczenie stanie się jednym z jej ulubionych w szkole, tym samym stając się natchnieniem do jej prac. Wodziła oczarowana po chmurach, napawając wzrok ich różnorodnymi kształtami, wielkością. Była niemal pewna, że były przyjemnie delikatne w dotyku, wcale nie musiała tego sprawdzać, chociaż nie ukrywała, że miała wielką ochotę rzucić się na jedną jak na puchowe łóżko. Powstrzymała się jednak nie chcąc robić z siebie większego dziecka. I tak ludzie niekiedy ją taką postrzegali, a nie chciała się wygłupiać przy Myrninie. Wystarczyło, że obracała się radośnie wokół siebie. Zatrzymała się na chwilę słysząc pytanie. Policzki pokryła kolejna dawka rumieńca – Dobrze. Chociaż… miałam wypadek na eliksirach – powiedziała cicho, jakby ze wstydem – Znowu chyba za bardzo się zestresowałam – westchnęła z rezygnacją – A na obiedzie wylałam dzbanek z sokiem dyniowym. To nie przez to, że go nie lubię. Po prostu… wiesz, stał blisko misy z owocami, a ja chciałam tylko mandaryni – mówiła coraz ciszej, jakby wstydziła się faktycznie tego wszystkiego – A u ciebie? – spytała, uśmiechając się. Lubiła słuchać innych ludzi, zwłaszcza jeśli mieli przyjemny głos. Myrnin miał, z pewnością – Bardzo mi się podoba – ucieszyła się ponownie – Myślę, że będę przychodziła tu częściej. Jestem wdzięczna, że mi to pokazałeś. Te chmury, ta atmosfera – i ponownie zaczęła się kręcić wokół siebie. Niestety i tym razem musiała się dać we znaki jej niezdarność. Nagle zakręciła się tak mocno, że straciła równowagę. Zaczęła lecieć przed siebie, zdziwiona, że to się stało. Już miała uderzyć w twardą posadzkę… kiedy wylądowała na czymś miękkim. I ciepłym. Otworzyła oczy i ujrzała tuż przed sobą twarz Puchona. To na nim wylądowała. Momentalnie spaliła buraka, wpatrując się w jego nadzwyczajne tęczówki.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.03.16 21:26

Pewnie wszystkich urzekłoby to miejsce, bo przecież było przepiękne i miało coś w sobie, coś takiego co kazało tutaj zostać i cieszyć się życiem. Trochę pobyć w obłokach, najlepsze miejsce dla marzycieli i artystów. Artystów, takich jak Maya, choć od czasu do czasu spojrzał na jej obrazki, nie wiedział ich wszystkich to i tak wiedział że dziewczyna potrafi więcej narysować niż kto inny. Może nie tyle co więcej, ale piękniej. Podobały mu się jej rysunki, zawsze wyglądały jak żywe, jakby po prostu ktoś zrobił zdjęcie i za pomocą magi przeniósł je na papier. Nigdy jej w sumie tego nie powiedział, oczywiście komplementował jej rysunki, ale nie miał zamiaru jej mówić tego wszystkiego. Nie chciał jej od siebie odstraszyć, nie chciał odstraszyć ani nic. Wyjął aparat ze swojej torby i zrobił dziewczynie zdjęcie jak sie kręciła. Wyglądała wtedy tak słodko i uroczo, że każdy lodowiec mógłby się roztopić. Zamknął na chwile swoje oczy, musiał uspokoić te swoje straszne myśli, choć nie potrafił tego opanować.
-Wydaje mi się że będę musiał cię upić, przed następnymi zajęciami z eliksirów.- Zaśmiał się i pokręcił głowa, oczywiście ze by tego jej nie zrobił, miała nadzieje że ona o tym wiedziała. To tylko żarty. -Wtedy byś się tak nie stresowała. A jeśli chodzi o dzbanek, to się nie przejmuj, mi zdarza się to prawie co dziennie, ale zawsze jakoś go łapię.- Chciał ją pocieszyć, ale czy dał radę ? Pewnie nie, Maya była niezdarą, to prawdą. Ale gdyby przestała się przejmować byłby o wiele lepiej i nikt nie zwracałby na to uwagi. -W sumie to nic nowego, zastanawiałem się czy nie napisać listu do rodziców. No i w końcu nie mam nic zdane.- Pokiwał spokojnie głową i przeczesał swoje włosy, uhh. Musi oduczyć się tego robić, głupi nawyk ! -Mam nadzieje że przelejesz to na papier.- Uśmiechnął się do niej. Naprawdę chciałby zobaczyć jak Maya to narysuje, jak pokaże ten pokój. Dziewczyna znów zaczęła się kręcić a on opadł na chmurę, nie miałby nic przeciwko gdyby dziewczyna, rzuciła się na jedną z tych chmur. On przecież zrobił to samo, gdy nikogo tutaj nie było. Westchnął cicho i obserwował jak jego przyjaciółka, kręci się w kółko. Pokręcił głową i z uśmiechem. Nawet chciał do niej dołączyć, bo przecież czemu nie ?! Tylko że w tej chwili, dziewczyna na niego poleciała (oczywiście dosłownie, to nie jest przenośnia). Nie myśląc zbyt dużo, złapał ją za biodra aby nie poleciała dalej, ani nic. Dziewczyna wylądowała twarzą, przed jego twarzą, a on trzymał ją za biodra. Pierwsze co poczuł, to uderzający zapach pomarańczy. Mimowolnie zagryzł swoją wargę i spojrzał się w jej oczy, była tak blisko niego, że czuł jej oddech. Nawet zarumienił się gdy była blisko niego, ale szybko to zwalczył. -Emm, nic ci nie jest ?-. Spytał niemal szeptem, gdy pokonał swoje zarumienienie.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   13.03.16 1:15

Gdzieś w jej głowie pojawiła się wizja, którą miała zamiar uwiecznić na papierze. I oczywiście miała wiele wspólnego z tym pomieszczeniem. Wyobraziła sobie piękną dziewczynę w sukni balowej wirującą w romantycznym tańcu ze swoim ukochanym. Czyż nie wspaniale byłoby tańczyć pomiędzy chmurami z osobą, która znaczyła dla nas tak wiele? Uśmiechnęła się na tę wizję. Kiedy była jeszcze mała chciała zostać księżniczką, mieć swój zamek i swojego księcia. Z czasem marzenia stały się bardziej realne, chociaż wyobraźnia została. Teraz nie myślała o księciu, jakby zdawała sobie sprawę, że nigdy takowego mieć nie będzie. Zamek został zamieniony na przytulny dom, w którym na pewno będzie pełno zwierząt. A ona? Ona już nie była księżniczką, tylko zwykłą, szarą dziewczyną, która utraciła pewność siebie.
- M-myślę, że nawet upicie nie na wiele by się zdało – uśmiechnęła się speszona. Ufała Myrninowi, wiedziała, że nigdy by jej nie upił. Sądziła nawet, że powstrzymywałby ją przed spożyciem alkoholu, ewentualnie później się nią opiekował tak, jak mógł opiekować się tylko przyjaciel – Niezdarność mam we krwi… wiesz… nie umiem się nie stresować – wyjawiła cicho, jakby było to ujmą na honorze. A może było? On był osobą wiedzącą czego chce, czemu więc siedział w Hufflepuffie? Bo ona nadawała się do tego domu idealnie – No właśnie… łapiesz. A ja… ja oblałam sokiem dwie osoby, z czego jedna była wyjątkowo niemiła. Ale nie mam jej tego za złe – utkwiła wzrok w podłodze. Ten gniewny ton tamtego chłopaka, te niemiłe słowa po prostu ją zabolały. Była wrażliwa i za często brała coś do siebie – Myślę, że koniecznie powinieneś do nich napisać. Rodzice na pewno się ucieszą – powiedziała z nutką smutku w głosie. No tak, ona już nigdy nie będzie mogła obdarować ich listem. Nie chciała jednak myśleć o tym teraz, nie w takim miejscu, nie przy koledze. Zresztą chwilę później skupiała się na czymś innym. A raczej nie skupiła, skoro wylądowała na Puchonie, czując się po prostu dziwnie. Bo był wygodny, ale jednak wcale nie powinna na nim leżeć. Czując jego dłonie na swoich biodrach zaczerwieniła się bardziej, a serce łomotało jej w piersi tak mocno, że pewnie to słyszał. Co powinna zrobić? Czemu nikt nie uczył ludzi jak zachowywać się w podobnych sytuacjach? Dlatego leżała tak i patrzyła na niego czując bijąc od niego ciepło. Dopiero, kiedy się odezwał ocknęła się z tego dziwnego transu – Ojej. N-nie, wszystko jest...dobrze. J-ja… ja nie chciała, przepraszam cię Myrnin – wyjąkała i uniosła się z zamiarem normalnego wstania. Zamiast tego zjechała z niego lądując na podłodze – Ugh – jęknęła. Na Merlina, poziom zażenowania właśnie sięgnął zenitu.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   13.03.16 18:43

Zawsze się zastanawiał czy, każda dziewczyna/kobieta marzyła o tym aby zostać księżniczką. Bo przecież one nie miały tak zajebistego życia. Może miały wszystko, chodziły w pięknych sukniach i tak dalej, ale jednak, w prawdziwym życiu na pewno nie mogłyby wybrać sobie księcia. To książę by ją sobie wybrał, a jeśli okazał by się jakimś gburem ? Albo by ją zdradzał? On rozumie to, że kobiety lubią marzyć i są romantyczne. Tylko według niego nie potrzebny i make-up lub te wszystkie dodatki, aby wyglądały jak księżniczki. Uśmiech jest najlepszym makijażem kobiety, serio. Żałował ze nie miał siostry, może wtedy bardziej by zrozumiał jak działają kobiety, albo może i by ich nie zrozumiał.. W sumie to nie ważne, kobiety mają swój tok myślenia, którego nawet filozofowie nie rozumieją, więc..
-No cóż, a co ciebie uspokaja?- Zapytał się jej z zaciekawieniem, może to by jej pomogło, gdyby spróbowała się odprężyć przed lekcjami. No i oczywiście że by się nią opiekował gdyby się upiła, bo nie zabroniłby jej spróbować, ale wtedy sam by nie pił, aby się nią opiekować. -Pewnie potrafisz, tylko to jest ciężkie. Musisz odnaleźć w sobie jakoś ten spokój, jak chcesz to Ci pomogę.- Puścił jej oczko, przecież na niego to ona zawsze będzie mogła liczyć. Zawsze jej pomoże, a raczej postara się. -Wydaje mi się ze ta cała twoja niezdarność, przejdzie z czasem. A jeśli nie, to nauczysz się z tym żyć, tak żeby Ci to nie przeszkadzało. Bo przecież każdemu zdarza się wylać coś na kogoś, to nie tak że tylko tobie się to przytrafia.- Chciał ją podnieść na duchu, bo nie lubił gdy jego przyjaciele się smucili, nie lubił jak ona się smuciła. Lub zadręczała, wolał jak się kręciła i uśmiechała. Skrzywił się delikatnie, słysząc jej smutny głos, nawet ciarki po nim przeszył z tego wszystkiego, więc postanowił nie poruszać tego tematu..
Ten czas, który Maya spędziła na chłopaku, wydawał się trwać trwać sekundę, nawet nie. Pierw poczuł zaskoczenie, potem pomarańcze, a gdy chciał cieszyć się chwilą, w której dziewczyna była tak blisko i zaczął patrzeć jej w oczy, ona po prostu zsunęła się z niego. Może to lepiej, bo jeszcze zrobiłby coś czego potem by żałował, ale mogła być pewna że on nigdy tego nie zapomni. Skrzywił sie delikatnie gdy zaczęła go przepraszać. -Nie masz za co mnie prze..- Chciał dokończyć, ale wtedy Maya upadła na podłogę, pokręcił delikatnie głowa i złapał ją w pasie, po czym delikatnie uniósł i posadził na chmurce. -Jesteś głodna ?- Spytał się jej i zostawił ten cały temat upadku. Czuł że dziewczyna chciała o tym zapomnieć i czuła się tym pewnie zażenowana, więc nie miał zamiaru jej katować. Po prostu zachował się tak jakby nic się nie stało. Usiadł po przeciwnej stronie jedzenia, tak aby dziewczyna miała lepszy dostęp do smakołyków.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   19.03.16 23:15

Wiele dziewczynek nie zdawało sobie sprawy z prawdziwego życia księżniczek. Zresztą sama Maya zawsze chciała być taką, jak z bajek. Piękną, w cudownych sukniach, mająca swojego księcia, który walczyłby o nią z potworami i innymi amantami, by później na dobre skraść jej serce. Romantyczna miłość była jej marzeniem, chociaż gdzieś w głębi siebie wiedziała, że coś takiego nigdy nie będzie miało miejsca, a przynajmniej z jej udziałem. Jaki książę zadowoliłby się kimś takim jak ona, skoro na około było tyle pięknych dziewczyn. Pewnych siebie, przebojowych, umiejących flirtować, więc tym samym wiedzących jak takiego księcia uszczęśliwić. Hamilton nie miała o tym bladego pojęcia. Nie znała się na chłopakach, nie wiedziała czego oczekują. Przecież ona nigdy się jeszcze nie całowała! Dodatkowo nie zanosiło się, bo to miało ulec zmianie w najbliższym czasie.
- Hmmm… - zastanowiła się na chwilę zupełnie nie spodziewając się podobnego pytania – Uspokaja mnie wiele rzeczy. Wiatr targający moimi włosami, słońce tak przyjemnie ogrzewające twarz, muzyka kojąca zmysły. Kubek gorącej czekolady z pomarańczami wypity przed kominkiem – uśmiechnęła się spoglądając na niego. W wielu rzeczach szukała uspokojenia, a wszystko zależało od przyczyny jej zmartwień. Była marzycielką, była romantyczką i właśnie tego można było się śmiało dopatrzeć w jej odpowiedziach na trochę filozoficzne pytania – Nie jestem pewna, czy taki spokój da się we mnie odnaleźć. Stresuję się w krytycznych sytuacjach, w takich, w których nie czuję się pewnie ani trochę – dodała nieśmiało. Propozycja Myrnina była miła, jednak czy miała prawo wymagać od niego czegokolwiek? Już i tak robił dla niej zbyt wiele. Nie chciała obarczać go dodatkowym problemem – Dobrze wiesz, że zawsze będzie mi przeszkadzała w jakimś stopniu. Zwłaszcza w przyszłym zawodzie. Magomedycyna to nie przelewki – stwierdziła. Ciepło jej się na serduszku robiło, kiedy Puchon tak zaciekle jej bronił, pocieszał ją, starając się za wszelką cenę dodać otuchy. Dobry, kochany Myrnin.
Tak kochany, że aż na niego poleciała. Dosłownie. Czuła jego perfumy roztaczające wokół niego przyjemny zapas, który znała tak dobrze. Widziała dokładnie jego oczy. Dwukolorowe, tak oryginalne i specyficzne, od których tylko siłą woli odrywała wzrok. Teraz jedynym sposobem na uwolnienie się od tego hipnotyzującego spojrzenia było oddalenie się, z czego skorzystała. Kto wie, może podłoga okazałaby się bardzo wygodna, ale nie było dane jej się o tym przekonać. Poczuła pewny uścisk dłonie Puchona na swojej talii, zaczerwieniła się bardziej, a chwilę później siedziała wygodnie na puszystej chmurce. Tak jak podejrzewała były wspaniałe i takie delikatne! – Wybacz – powiedziała przeczesując dłonią włosy – B-bardzo chętnie – uśmiechnęła się i usiadła po turecku naprzeciwko niego. Sięgnęła po pomarańczę, którą zaczęła obierać roztaczając wokół siebie jeszcze bardziej intensywny zapach owoców - Wiesz Myrnin... tak w ogóle... to bardzo miłe, że no... że mnie zaprosiłeś - powiedziała rumieniąc się.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   20.03.16 0:53

Cóż kobiety były marzycielkami i zazwyczaj marzyły o idealnym życiu, o którym nie miały bladego pojęcia. Nie winił nikogo za to, on sam zawsze chciał być rycerzem albo jakimś księciem. Cóż, jego matka zawsze chciała mieć córkę, nie wincie go za to że musiał oglądać bajki dla dziewczynek i nawet czasem bawić się lalkami. To nie jego wina! Poza tym nie ma żadnego zamiaru zdradzać tego nikomu, nikomu. Nawet puchnoce, choć była jego przyjaciółką, ale niektóre rzeczy musiały pozostać w jego głowie i sercu, o niektórych rzeczach nikt nie powinien wiedzieć. Nawet o tym że prawdopodobnie zaczynał się w niej zakochiwać. Powinien odepchnąć ją od siebie ale nie potrafił. Bał się ze przez niego ich przyjaźń się rozpadnie, a tego bardzo nie chciał. Zależało mu na niej, ale bał sie tego dziwnego uczucia. Tych motylków w brzuchu i tak dalej. Musiał dusić to w sobie, albo lepiej zabić w zarodku. Nie chodziło o to że niechał spróbować z nią być, czy coś. On nie chciał jej stracić, bo strata, to tak jakby jego życie miało stracić sens. A tego nie chciał, dlatego do końca życia przez jego strach Maya zostanie jego przyjaciółką, bo on bał się zdradzić jej swoich uczuć, których do końca nie był pewien. Cóż, sam sobie jest i będzie winny. Zagryzł delikatnie swoją dolną wargę i próbował odgonić te wszystkie myśli i skoncentrować się na tym co jest teraz. Ale nie potrafił, starał sie z całych sił ale po prostu nie wychodziło mu. To takie smutne, czuł się jak w jakieś pieprzonej bajce, tyle że tak nie skończy się happy endem.
Gdy powiadała mu co ja uspokaja, wyobraził się jak wiatr rozwiewa jej włosy i mimowolnie zamknął oczy a potem się uśmiechnął. Zaraz szybko wymazał to ze swojej głowy i wrócił na ziemie.  -To może przed zajęciami napij się gorącej czekolady, albo zjedź pomarańczę.- Chciał jej pomóc, ale to wszystko stało sie takie pogmatwane. Raczej nie pogmatwane ale jednak, było to dość trudny orzech do zgryzienia. Ale nie chciał dać tego po sobie poznać, chciał jej pokazać że nie musi być tak jak jest teraz. Ze sa na to jakieś sposoby, moze jakiś eliksir uspakajający? HEY ! To nawet dobry pomysł, taa wręcz genialny. - Hey! To może na lekcjach wyobraź sobie że jesteś gdzieś w miejscu w którym chciałabyś być. W miejscu gdzie czujesz się bezpiecznie, na pewno jest takie.- Ten pomysł wydawał się serio idealny, jak dla niego. Bo przecież to jest dobry plan, tylko teraz trzeba go wprowadzić w życie, musiało się udać, po prostu nie było innej opcji! Naprawdę chłopak wydawał się zadowolony  tego pomysłu. - Dziewczyno to na pewno Ci przejdzie. Jesteś młoda i wiesz, takie rzeczy przechodzą z czasem. I zostaniesz Magomedykiem. Zobaczysz ja w to wierze i to całym sercem.-  Pokiwał głową i przejechał ręką po swoich włosach. On miał racje po prostu to czuł.
Gdy dziewczyna nie niego poleciała, cóż, to był najwspanialszy moment w jego życiu. Po raz drugi dziewczyna była tak blisko niego, pierwszy raz na balu gdy tańczyli a teraz po raz drugi. Na szczęście lub i nie, dziewczyna się od niego odsunęła. Bo nie wiadomo co by zrobił, a miał ochotę zrobić coś czego nie powinien. Chciał przekroczyć linie przyjaźni ale powstrzymał się a raczej Maya się szybciej odsunęła. Gdy ją podniósł i posadził na chmurce, od razu oddalił się w bezpiecznej odległości. Czyli usiadł się po drugiej stronie a między nimi zostało jedzenie. - Nie mam ci niczego za złe. Więc nie musisz mi przepraszać ani nic, nic się nie stało. - znów poczuł ten intensywny zapach pomarańczy gdy Maya zaczęła ją obierać, uśmiechnął się delikatnie i złapał nóżkę kurczaka. Cóż, uwielbiał kurczaka. - Każdemu z nas przyda się chwila odetchnienia, dlatego Cie zaprosiłem. Siedzenie samemu jest do bani.- Zaśmiał się, nie musiał się jej tłumaczyć ale chciał aby to wiedziała.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.04.16 16:28

Marzenia były czymś wspaniałym. Czymś co dawało nadzieję, pozwalało odetchnąć po ciężkim dniu. Były nieodzowną częścią życia każdego człowieka, a sama Hamilton współczuła każdemu, kto marzyć nie potrafił. To musiało być smutne. Nie móc choć na chwilkę wyrwać się z szarej i monotonnej codzienności. Gdyby znała osobiście ludzi, którzy nie opanowali sztuki marzenia, nauczyłaby ich. Nie było nic piękniejszego niż wyobrażenie sobie czegoś odmiennego, kojącego, dającego poczucie spełnionych nadziei. Co z tego, że wiele marzeń nie miało prawa się spełnić? Nie to było w tym wszystkim najważniejsze. Chodziło o sam fakt marzenia, o uczucia, które towarzyszyły wtedy człowiekowi. O spokój, który go ogarniał. Uwielbiała ten stan. Zupełnie jakby przez chwilę znajdowała się w zupełnie innym miejscu niż szkoła. Jakby nic nie było niemożliwe, a jej nieśmiałość nie miała najmniejszego wpływu na jej życie. Świat stał wtedy przed nią otworem, a ona korzystała z jego dobrodziejstw. Szkoda tylko, że musiała opuszczać marzenia by choć przez chwilę trwać w normalnym świecie.
Teraz trwała z Myrninem, chociaż ciężko było powiedzieć, aby pomieszczenie, w którym siedzieli było normalne. Bardziej pasowało do jej marzeń, co też wprawiało ją w iście bajeczny nastrój. Mogła sobie wyobrażać tak wiele, a głowa sama tworzyła historie. W tym wszystkim nie zapominała jednak o obecności chłopaka, dzięki któremu miała okazję tutaj być.
- Często zdarza mi się zjeść pomarańczę albo mandarynkę. Bo widzisz… ja nie umiem bez nich żyć. Ale tu chodzi o klimat, w którym je jem. Zjedzenie czy wypicie czekolady lub czegoś innego w łóżku, a przy kominku czy pod drzewem nieopodal jeziora, ma znaczenie i nie jest tym samym. Wiem, brzmi dziwnie – uśmiechnęła się niepewnie, siadając wygodniej na chmurce. Nie chciała z niej spaść, aby nie pokazać Puchonowi, że jest jeszcze większą ciamajdą niż przedtem – Wydaje mi się, że nie powinnam się na zajęciach bardziej rozpraszać. Nie chciałabym kogoś uszkodzić bardziej – przyznała wzdychając. Nagle przed oczami stanął jej Obra poparzonego przez nią Myrnina i aż się wzdrygnęła. Szybko jednak odepchnęła te niemiłe myśli spoglądając na jego przystojną twarz – Bezpieczne miejsce… - powtórzyła. Co dla niej takim było naprawdę? Czuła się bezpiecznie przy chłopaku, czy to znaczyło, że nie miejsce jest ważne, a osoba? Zarumieniła się na podobne myśli i szybko odwróciła od niego wzrok – Dziękuję – powiedziała nieśmiało, chociaż jej usta okrył uśmiech. Delikatny i jakby niepewny, ale zdecydowanie było w nim coś czarującego – Cieszę się, że cię mam, wiesz? – spojrzała na niego ignorując ciepło na policzkach – Zawsze mi pomagasz, w pewien sposób motywujesz. Wiele razy… chciałam ci się jakoś odwdzięczyć, ale sama do końca nie wiem jak – przyznała, pozwalając aby włosy okryły skierowaną w dół twarz.
- Jestem ci naprawdę wdzięczna – wsadziła sobie do ust cząstkę pomarańczy rozkoszując się jej słodkim smakiem. Od razu poczuła się lepiej czując znajomy smak i zapach – Czasem samotność jest dobra, chociaż takie miejsce aż prosi się, aby siedzieć tutaj z kimś – przyznała.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.04.16 17:41

Myrnin, na szczęcie nie znał kogoś kto nie potrafi marzyć. A on sam często przenosił się do świata wyobraźni, lub wracał myślami do sytuacji z książek. Wyobrażając sobie że jest jedną z postaci głównych, czasem marzył o tym aby ktoś napisał o nim książkę, albo żeby on sam o sobie ją napisał. Ale potem schodził na ziemie i przypominał sobie że jego życie jest bardzo nudne i aż zanadto ludzkie. Mimo że był czarodziejem, bardziej czuł się jak mugol z darem. Może ktoś kiedyś wpadnie na pomysł i napisze o tym książkę, fajnie by było taką przeczytać.
Cieszył się że dziewczynie podobało się pomieszczenie, bo nie chciałby jej zabrać tam gdzie by się jej nie podobało, to chyba normalne. Sam uważał to miejsce za bardziej magiczne niź wszystko w Zamku. Tutaj człowiek mógł być kim chciał, poskakać sobie na chmurach. Poczuć się znów jak małe dziecko.
- To nie brzmi dziwne, nawet dość normalnie jak na moją głowę. – Gdyby się nad tym zastanowić, to dziewczyna mówiła nawet mądrze. Bo przecież to święta racja, jeśli on jest ze stresowany, to nawet jemu gorąca czekolada nie pomaga. On się delektuje nią dopiero gdy siedzi przed kominkiem i nie ma za dużo spraw na głowie. – Ale wiesz że ciężko jest się nie rozpraszać. Bynajmniej mi, nie wiem jak jest z Tobą. Bo mnie rozprasza wszystko na około. – Na przykład twój zapach.. – dodał w myślach. Nie miał zamiaru mówić jej tego na głos, bo przecież, po prostu nie!. Spojrzał się na nią i delikatnie się do niej uśmiechał. Skinął tylko głowa na słowa bezpieczne miejsce. Ale może to racja, nie liczy się miejsce ale to przy kim ktoś czuje się bezpieczny. Chociaż Myrnin czuł się nawet tutaj bezpieczny, pomiędzy chmurkami i tak dalej. A może to tylko zasługa Mai ? Nie wiadomo, a może lepiej aby on tego nie wiedział. Powinien traktować ją jak przyjaciółkę, a czuł ze coraz bardziej się w niej za uracza. – Nie ma za co. – Uśmiechnął się do niej i obserwował dziewczynę, tymi swoimi oczami. Nagle poczuł gorąco a jego serce zaczęło bić jak szalone. Maya nie wiedziała co z nim robi, czuł się jak na kolejce górnej. Miał teraz ochotę podjeść do niej i przytulić ją najmocniej jak się dało, a potem złożyć pocałunek na jej ustach. Czego nie powinien robić. W jego oczach było widać szczęście, a na policzkach rumieńce. Ale nie przytulił jej, bał się ze ją pocałuje, czego pewnie nie powinien robić. – Ważne żebyś przy mnie była, to już nie będziesz musiała mi się odwdzięczać. – W sumie to prawda, bo przecież ważne że jest.
- A ja jestem wdzięczny tobie. – Uśmiechnął się do niej i przejechał po swoich włosach. Sam złapał za czekoladę i zaczął ją jeść, jakoś nie był fanem owoców. A musiał zająć się czymś innym niż obserwowaniem dziewczyny, bo zaczynał robić to zbyt nachalnie. – Dlatego też siedzimy tutaj razem. – puścił jej oczko i uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   02.05.16 1:11

Uniosła wzrok, by po raz kolejny rozejrzeć się po pomieszczeniu. Naszła ją dziwna ochota, by wstać i zacząć biegać pomiędzy chmurami. Poczułaby się niemal jak w snach, kiedy to niezliczoną ilość razy płynęła w powietrzu wraz z puszystymi obłokami. Tutaj miała kawałek nieba na ziemi. Wodząc wzrokiem na chwilę zapomniała o obecności chłopaka. Zupełnie jakby zatopiła się w innym świecie, w którym znajdowały inne postaci. Jej wyobrażenia, jej kawałek odskoczny od rzeczywistości. Nie chciała tym ranić Puchona. Czasami zwyczajnie nie umiała się opamiętać, głównie w chwilach, gdy coś robiło na niej wielkie wrażenie. Bo choć siedziała tu już jakiś czas, nadal czuła magiczną aurę tego miejsca.
Przeniosła roziskrzony wzrok na chłopaka. Opamiętała się w porę, tym samym skupiając swoją uwagę na jego osobie. Zasługiwał na to. Po tym wszystkim co dla niej zrobił i co robił nadal, zasługiwał jak nikt, aby być mu wdzięcznym. I była. Mógł dostrzec to w jej nieśmiałym spojrzeniu, którym go uraczyła. I pogodnym uśmiechu, który ozdobił jej usta.
- Czasem mam wrażenie, że jestem taka… odmienna. Inna niż reszta – powiedziała wzdychając. Nie czuła się z tym źle, pomimo pewnych komplikacji, które taka oryginalność niosła. Nie zawsze ludzie ją rozumieli, nie zawsze wiedzieli o co jej chodzi, a to sprawiało, że bywały momenty, iż było jej zwyczajnie przykro. Przy Myrninie jednak sprawa miała się zgoła inaczej. Akceptował ją, mogła mówić co myśli bez obawy, że usłyszy coś raniącego. To była miła świadomość. Posiadanie tak wspaniałego przyjaciela, którym był.
- Mam podobnie. Rozpraszam się, kiedy za oknem śpiewa ptak, albo kiedy wyglądam przez okno, a obłoki płyną tak leniwie i uroczo. Lub gdy pada deszcz, albo chociażby gdy w pomieszczeniu lata wszystko. Zawsze w głowie pojawia mi się historyjka, która wcale nie powinna pojawiać się w danym momencie – odpowiedziała ignorując przy tym rumieńce. Zaczynała czuć się trochę lepiej i bardziej komfortowo pomimo swoich typowych reakcji na obecność płci przeciwnej.
Słysząc jego kolejne słowa, ponownie spaliła buraki. A miał nie mówić jej tych wszystkich miłych rzeczy! Uśmiechnęła się jednak – Będę zawsze, kiedy tylko będziesz tego potrzebował – złożyła obietnicę pomimo, iż istniało wielkie prawdopodobieństwo, iż nie uda jej się tego dotrzymać. Dołoży jednak wszelkich starań, aby okazać się najlepszą przyjaciółką i pomagać chłopakowi zawsze, kiedy zwątpi.
- Myślę, że wrócę tu nie raz – powiedziała, delektując się kolejnym kawałkiem mandarynki – Kiedy tylko… kiedy będę miała zły dzień. Albo kiedy będę szukała weny. To miejsce jest odpowiednie do wszystkiego – stwierdziła.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   16.05.16 18:29

Ale, jemu to nie przeszkadzało. Dziewczyna mogła sobie bujać w obłokach, a on będzie ją po prostu obserwował. Wyglądała przy tym, tak pięknie, że nawet nie chciał jej przypominać że był tutaj razem z nią. Mógł tak siedzieć i siedzieć, bez żadnego słowa w ciszy. Czas spędzony z nią, był dla niego czasem bezcennym.
Odwzajemnił jej uśmiech i zaczął słuchać tego, co miała mu do powiedzenia. Choć, bał się że może wszystkiego nie usłyszeć. Za bardzo skupiał się na jej twarzy, oczach, uśmiechu. Była taka idealna, wręcz jak porcelanowa lalka. Strach ją dotknąć, bo jeszcze coś się stanie.
- Każdy tak uważa, nie jesteś jedyna. To jest taki wiek, to należy do dorastania. Co oczywiście nie oznacza, że jesteś taka jak wszyscy. Każdy jest odmienny i czuje się samotny. - uśmiechnął się do niej, chciał jakoś poprawić jej humor. A raczej dodać jej otuchy. Bo przecież, każdy miał takie dni, kiedy czuł się inny, samotny, niepasujący do toczenia. A dni zamieniają się w tygodnie, miesiące, lata. Nie można tego do siebie dopuszczać, bo wtedy człowiek, na prawdę będzie samotny. Oczywiście że ją akceptował i mogła być przy nim sobą. Przecież o to chodzi w przyjaźni. A ona była jego przyjaciółką.
Słuchał jej i bacznie obserwował mimikę jej twarzy. Podobało mu się to że ignorowała swoje rumieńce, że zaczęła czuć się przy nim bardziej swobodnie. Zainteresowała go kwestia o historyjce, która wcale nie miała się pojawiać w danym momencie. Zastanawiał się o czym ona mówiła, ale tak do końca, nie wiedział czy ma się jej zapytać czy też nie. Może to nic takiego. - Czyli, bardzo dużo Ciebie rozprasza. Co nie jest złe, tylko na lekcjach, będziesz musiała się starać jakoś to wszystko do siebie odepchnąć. Co jest trudne. - pokiwał delikatnie głową i położył się na chmurce. Zaczęły go boleć plecy od siedzenia, więc postanowił się położyć.
Teraz to jemu się zrobiło gorąco, słysząc jej obietnicę. Nawet delikatnie się zarumienił, ale zaraz wszystko zeszło. I kolor jego twarzy stał się normalny. - Dziękuje. I oczywiście, możesz oczekiwać tego samego. - . Odparł po chwili, tego samego mogła oczekiwać od niego, co było przecież oczywiste.
- Cieszę się, że tak podoba Ci się to miejsce. Chociaż, gdy będziesz miała zły dzień, zawsze możesz przyjść do mnie. Stoję dla Ciebie otworem. - uśmiechnął się do niej. - Nie chciałbym, abyś była samotna, gdy jesteś smutna lub masz zły dzień. To nie jest fajne, a ja wtedy będę czuł się bez użyteczny. - wzruszył delikatnie ramionami.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   25.06.16 17:31

Każde spotkanie z Myrninem zawsze było udane. Niezależnie od tego, co robili. Nauka, zwykłe jedzenie posiłku, rozmowa, odrabianie pracy domowej. To nie miało najmniejszego znaczenia, kiedy tylko wiedziała, że przyjaciel jest obok niej. Lubiła jego towarzystwo, chociaż wielokrotnie robił coś, co wprawiało ją w zawstydzenie. Teraz, siedząc na miękkiej chmurce, tuż obok niego, również nie czuła się zbyt komfortowo, chociaż dobrze. Czy to nie powinno się wzajemnie wykluczać?
Co jakiś czas rozglądała się po pomieszczeniu, by zaraz wrócić nieśmiałym spojrzeniem do towarzysza. Ponownie uderzyła ją myśl, że robił dla niej tak wiele, kiedy ona nie robiła praktycznie nic. Tak wiele razy chciała mu powiedzieć, że jest wspaniałym przyjacielem, że cieszy się, iż ma go przy sobie, a jednak nigdy nie zdobyła się na choćby zbliżony do tego komplement. Nie umiała, Było to dla niej zbyt intymne, a z tym nie radziła sobie wyjątkowo. Wiedziała, że chociażby jakakolwiek próba powiedzenia czegoś większego, skończyłaby się prawdopodobnie zawałem serca lub śmiercią z zażenowania. Dlatego po prostu wielokrotnie dawała chłopaki jakiś drobny podarek, aby wiedział, że w tej przyjaźni nie jest bierna.
- Nie wiem czy chcę dorastać, wiesz? – Powiedziała odwracając głowę i spoglądając gdzieś w nicość pokoju. – No bo… dorosłość wydaje mi się… w jakiś sposób zła. I wiesz… bardziej skomplikowana. Nie wiem czy jestem na to gotowa – wyznała. Ale czy nie dorosła już dawno. W dzień, kiedy straciła rodziców na własnych oczach. Kiedy musiała patrzeć na ich śmierć. Takie zdarzenie zdecydowanie odbierało jakiekolwiek oznaki dzieciństwa.
- Myślę, że tak. Mam problemy z uwagą, bo we wszystkim widzę możliwości na coś pięknego – powiedziała cicho, jakby było to coś ważnego, a zarazem peszącego. Odsłaniała się przed nim w jakimś stopniu, a do podobnych rzeczy zdecydowanie nie była przyzwyczajona. Nie lubiła mówić o sobie, zdecydowanie bardziej wolała rozprawiać o bardziej naturalnych tematach, które nie ingerują w jej przeszłość. – Z lekcjami jest inaczej. Przynajmniej z większością. Umiem się skupić odpowiednio, bo mam jakiś cel. Chociaż taka historia magii… - skrzywiła się leciutko. Kiedy Myrnin położył się na chmurce, sama chciała zrobić coś podobnego, ostatecznie jednak zostając w pozycji siedzącej. Było zbyt mało miejsca, a to wiązało się z położeniem tuż obok niego. Nie chciała zakłócać jego przestrzeni, a tym bardziej wpychać się tam, gdzie być może nie powinna.
- Wiem Myrnin. I właśnie za to ci dziękuję – szepnęła. Czyżby przyszedł wreszcie czas na powiedzenie czegoś miłego? – Że jesteś zawsze, kiedy tego potrzebuję – dodała i poczuła gorąco na policzkach. Nadal najwidoczniej nie dojrzała, by bez skrępowania mówić komplementy. – Myślę, że… że ty zawsze mnie znajdziesz, kiedy… kiedy będę miała zły dzień. Zdecydowanie – i wpakowała do ust kawałek mandarynki, którą po chwili omal się nie zadławiła. Chwilę minęło zanim doprowadziła się do porządku. – Przepraszam – rzuciła, ocierając oczy. Piękny popis panno Reagan.
Jednakże ten, jak również kilka innych potknięć, które miały miejsce w tej sali, nie przeszkadzały Myrninowi. Siedział przy niej, rozmawiał z nią, jadł wszystko, co przyniósł. A kiedy wreszcie zebrali się, by wyjść, Maya pomogła mu spakować wszystkie pozostałości po ich obecności. Musiała przyznać jedno. To był bardzo dobrze spędzony czas.

z/t dla obojga
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 12:12

Jakiś tam dzień w jakiś miesiącu o któreś tam godzinie.

Lysander od jakiegoś czasu nie mógł znaleźć sobie miejsca, po prostu chodził z kąta w kąt. Nadal nie wrócił do swojego dawnego ja, ale jak miał siebie tam znaleźć. Jeśli brakowała mu kawałka siebie, tego który zmarł wraz z Clarą. Czuł się, jakby wszystko było na jego głowie. Musiał sie uczyć, pozbyć depresji, dostać się do Ministerstwa Magii. Ale nie potrafi sie pozbierać. To własnie dlatego ciągle uciekał od swoich obowiązków. I właśnie dlatego potrzebował swojej starej znajomej. Nawet tak szczerze, nie wiedział czy ją lubi, czy po prostu była mu potrzebna. Ale tak, potrzebował jej teraz. Ona zawsze coś miała, coś czym mogła go zadowolić. Nawet nie wiedział skąd ta dziewczyna bierze te wszystkie rzeczy, ale nie obchodziło go to. Ważne, że coś miała.
Ubrał sie jak zawsze na luźno i wszedł do Pokoju Chmur. Jednak zanim tutaj przyszedł, napisał do niej list aby się tutaj spotkali. Miał nadzieje, że dziewczyna się nie spóźni lub nie będzie musiał na nią długo czekać. Bo tego po prostu nie zdzierży. Nienawidził czekać, poza tym takim osobą jak on  nie godzi się czekać. Położył się na jednej z wygodnej chmur. Oczywiste było to, że chłopak nie zaczął się unosić. Pewnie nigdy nie pozna smaku unoszenia się. Ale cóż, nie przeszkadzało mu to.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 12:32

18 czerwca, wtorek, 17:13

O tym, że Liv specjalizowała się w zdobywaniu dziwnych i koniecznie nielegalnych substancji wiedział każdy, kto interesował się tym tematem. Nie pełniła roli dilera, co to, to nie. Zwyczajnie w świecie załatwiała ludziom pewne specyfiki, za które pobierała opłatę pieniężną lub w postaci przysługi. Lubiła, kiedy ludzie mieli dług, który mogła odebrać w każdym momencie. To dawało jej pewne poczucie władzy, chociaż pieniędzmi też nie gardziła, bo dzięki temu nie musiała męczyć ojca o kieszonkowe. I tak wielkim problemem było dla niego chodzenie do Gringotta, więc wolała oszczędzić mu tej męczarni. Dlatego zarabiała na siebie sama, a że biznes się kręcił, nie miała co narzekać.
Teraz również zmierzała na spotkanie z jednym ze swoich klientów. Chociaż sama nie wiedziała, czy właśnie tak powinna ich nazywać. W każdym razie Lysander był jednym z tych, którzy brali dość często, więc mimo wszystko musiała mieć z nim interakcję, chociaż niespecjalnie za nim przepadała. Zresztą jak za większością Ślizgonów. Byli w dużej mierze nadętymi dupkami, Darren powinien siedzieć właśnie w Zielonych. Tiara jednak odstawiła psikusa i dała go do Krukolandu. Spojrzała raz jeszcze na liścik, który otrzymała. Pokój Chmur. To ma być randka, czy spotkanie biznesowe? Aż uśmiechnęła się ironicznie, że chłopak wybrał takie miejsce. Kto by pomyślał, że Ślizgon może być romantyczny.
Otworzyła drzwi i weszła do środka. Wszędzie znajdowały się chmury. Duże, małe, gęste, prześwitujące. Na Merlina, kto normalny chodził do takich pomieszczeń? No tak, pewnie Puchoni, to do nich pasowało.
- Proszę, co za urocze miejsce na spotkanie. Nie wiedziałam, że znasz takie sale – rzuciła trochę kpiąco, podchodząc do chmury, na której leżał. – Bo cię okradną – dodała i usiadła bezceremonialnie obok. No przecież stać nie będzie, prawda?
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 12:55

Zastanawiające jest to, jak dziewczyna wszystko wnosi do zamku. Ale czy on na pewno chciał to wiedzieć ? Nie interesowało go to skąd to brała i jak to robiła. Najważniejsze jest to, że miała. I ciągle mu dawała, tak. To było najlepsze, oczywiście, że chłopak jej za to płacić. Choć czasem zapominał, ale przecież L. mogła być pewna tego, że od niego zawsze dostanie. Przecież, pieniędzy mu nie brakowało. A nie zawsze chciało mu się bawić w oddawanie przysług. To ludzie powinny służyć jemu, a nie on im. Jeśli Madness, oddałby komuś przysługę, cóż. Musiałby być wtedy w strasznym stanie, pewnie nietrzeźwości. Więc Reagan, od niego nie ma co liczyć na przysługi. Sam pewnie dobrze o tym wie.
A czemu chciał się spotkać w tym pokoju ? Cóż, uważał, że nikt tutaj nie przychodzi w tygodniu. Ten pokój jest bardziej oblegany w weekendy. Poza tym, kto by kogo podejrzewał o jakiś handel właśnie w takim pokoju. No chyba nikt, przecież to bardziej romantyczne miejsce, niż miejsce do handlu. Najciemniej jest pod latarnią, co nie?
Westchnął cicho pod nosem i już się niecierpliwił, ale nagle drzwi się otwarły. No w końcu dziewczyna zawitała, ileż można czekać.
- Jeszcze dużo nie wiesz. - mruknął do niej. Oczywiście usłyszał jej kpiący ton, ale nie miał zamiaru tego podłapywać. Zerknął na nią, jak usiadła obok niego. - Chyba jak na razie nie mają z czego, co nie? - rzucił do niej.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 13:10

Liv dla zarobku mogła poświęcić wiele. Oczywiście w granicach umiaru, żeby zaraz ktoś sobie nie pomyślał, że poświęciła by siebie. Co to, to nie. Szanowała się na tyle, aby wiedzieć, gdzie jest granica. Nie była pierwszą lepszą Ślizgonka, żeby macać się po kątach z przypadkowymi kolesiami, bo oczywiście już wiele razy była przypadkiem świadkiem podobnych wydarzeń. Wolała znaleźć inny sposób. I znalazła. A to, jak wszystko do szkoły wnosiła? Cóż. Jej słodka tajemnica, której bynajmniej nie miała zamiaru zdradzać. A już na pewno nie Lysanderowi, z którym miała stosunki dość napięte. Dziwnym trafem nigdy nie umieli w swojej obecności zachować się normalnie, a niemiłe i sarkastyczne komentarze same cisnęły się na usta. Przynajmniej jej, kiedy go widziała. Nie mogła jednak odtrącać klientów, bez których biznes nie miałby najmniejszej racji bytu.
- No tak, zapomniałam, że rozmawiam z Panem Wszechwiedzącym – ponownie kpiąca nutka wkradła się w jej ton. Podskoczyła kilka razy na chmurze, by sprawdzić jej wygodność. – Cóż… przynajmniej miło się będzie siedziało, bo nie ukrywajmy, że samo spotkanie do takowych nie należy – wzruszyła ramionami, wypowiadając dość szczerze swoje myśli. Wyciągnęła z torby niewielką paczuszkę, w której znajdowało się zamówienie chłopaka. Zaczęła obracać ją w dłoni. – Nie za dużo? – Spytała, chociaż ostatecznie wcale jej to nie interesowało. Im więcej, tym lepiej dla niej, chociaż rzadko się zdarzało, aby człowiek był aż tak zachłanny. – Zawsze mogą okraść cię z godności. A nie czeka… przecież ty tego nie masz – uśmiechnęła się trochę zaczepnie, jakby zależało jej na tym, by chłopak przyłączył się do przekomarzanki. No ile można się prosić, przecież to określało ich relację!
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 13:28

Na szczęście Madness, dla zarobu nie musiał poświęcać niczego. On go po prostu miał i wydawał swoje galeony na różne dziwne rzeczy. Choć, najwięcej jego kasy szło własnie na Reagan. Cóż, mógł zaopatrzyć się gdzie indziej. Bo zawsze znalazłby coś innego, ale u tej Gryffonki, podobało mu się to, że była dyskretna. A z jego nazwiskiem to podstawa. Bo gdyby ktoś się dowiedział, co chłopak robił ze swoim majątkiem. Od razu mógł się pożegnać ze stołkiem Ministra. A przecież na tym mu zależało, a raczej powinno. Choć, od jakiegoś czasu, sam nie wiedział na czym najbardziej mu zależało. Ale cóż, na razie nie miał czasu ani ochoty się nad tym zastanawiał. Musiał się odstresować, odprężyć, zapomnieć.
i- I radziłbym Ci o tym nie zapominać. - odparł swoim głęboki głosem i przejechał dłonią po swoich włosach. Zerknął na nią, gdy zaczęła podskakiwać na chmurze, akurat musiała robić to na tej na której siedział. - Nie wiesz jak się ciesze, że podzielasz moje zdanie. - odparł z udawaną radością w głosie. Tej dziewczynie musiał kiedyś utrzeć nosa, bo z tą wrodzoną arogancją powinna być Ślizgonką. Spojrzał sie na prezent, który dla niego miała. - Chyba powinnaś sie cieszyć w końcu to na mnie zarabiasz najwięcej. A jeśli mowa o tym. Wiesz czego nie rozumie? Płace ci nie małe pieniądze, a ty nadal wyglądasz jak bezdomne dziecko. - wywrócił oczami. Chciała sie przekomarzać, proszę bardzo. Oczywiście mówił szczerze, przecież dostawała tyle kasy od niego a ubrać się nadal nie potrafiła. - Co tak Gryffnka może wiedzieć o godności jeśli sama jej nie ma? - mruknął.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 13:40

Liv nigdy nie narzekała na brak pieniędzy. Miała ich tyle, ile potrzebowała, bo chociaż jej mama nie była jakimś znanym przedstawicielem ministerstwa, tak zarabiała całkiem dobrze. Podobnie zresztą jak jej mugolski ojciec, który robił wszystko, aby starczało im na niemal każde zachcianki. I chociaż faktycznie mogłaby sobie darować zarabianie na własną rękę, tak chciała mieć poczucie, że jest samodzielna. Ciągłe uzależnienie od innych było dla niej męczące, jak również sprawiało, że jej duma trochę cierpiała. Poza tym własne zarobki dawały jej poczucie władzy i zastrzyk adrenaliny, bo przecież jakby nie patrzeć, nie zarabiała w sposób całkiem legalny. Dodatkowo dzięki temu zdobyła kilka ciekawych znajomości, które w przyszłości mogły okazać się bardzo przydatne. No i polubiła kilka osób, ale przecież publicznie się do tego nie przyzna.
- A co, jeśli zapomnę? Zrobisz mi krzywdę? Obudzisz w sobie prawdziwego Ślizgona z chęcią dominacji i poczucia władzy? – Oczywiście, że nie mogła mówić normalnie. Musiała igrać, musiała zaczepiać, musiała rzucać wyzwania nawet tam, gdzie rzucane być nie powinny. To była cała ona. Pewna siebie do granic możliwości, które zahaczały o brak instynktu samozachowawczego. Bo przecież jasno dała chłopakowi do zrozumienia, ze się go nie obawia. – No popatrz, najwidoczniej coś nas łączy. Chociaż wolałaby, aby jednak tak nie było – stwierdziła. Interesy. Tylko tyle chciała mieć z nim wspólnego. – Wiesz to brzmi trochę tak, jakbyś był moim sponsorem. A może jest inaczej? Może jestem twoim alfonsem, a ty moją ekskluzywną dziwką? – Kąciki jej ust wygięły się w pewny uśmiech, a w oczach pojawiły zadziorne iskierki. Była bezczelna, doskonale o tym wiedziała. – Chrzań się. Nie tobie oceniać, jak wyglądam – zmarszczyła lekko brwi, mierząc go spojrzeniem. Niech on się lepiej odwali od jej ubioru, bo zaraz mu tą paczką przywali bez najmniejszych skrupułów. – Mam jej więcej niż ty. Ale skąd możesz o tym wiedzieć, skoro nie masz pojęcia czym jest godność. A ja nie mam najmniejszego zamiaru cię tego uczyć.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   11.07.16 13:58

Cóż, możliwe, że miała pieniądze ale nie wiedziała na co je wydać. Właśnie tak działał plebs, trzeba im mówić na co mają wydawać swoje galeony, jeśli sami tego nie wiedzieli. To smutne, że Maddnes musiał ją w tym podszkolić. Ale nie miał za bardzo na to czasu ani ochoty. Poza tym, Reagen była jak wrzut na dupie. Czemu ich spotkania nie mogły trwać jednej sekundy? Po prostu wymienić się tym czym powinni i się rozejść. Najwyraźniej L., potrzebowała tego aby się na kimś wyżyć. Najwyraźniej, nawet jej przyjaciele nie mieli ochoty spędzać z nią czasu, jeśli uwzięła się na Lysia. Po prostu się staczała, to nawet smutne.
- Proszę Cię. Szkoda mi sił na kogoś twojego pokroju. - mruknął od niechcenia. Miał lepsze rzeczy na głowie, niż pokazywanie jej kto tutaj tak naprawdę rządzi. Ona nie była tego godna, a raczej nie powinna być. Nie miał ochoty się nawet z nią przekomarzać. Tylko, że on się nie poddawał a ona była zbyt dumna i bezczelna. - Uwierz mi. Jesteś ostatnią osobą z która chciałbym miec coś wspólnego. - przecież on nie będzie się utożsamiał z takim kimś. Może wcześniej by tak było, ale nie teraz. Ok, w tej chwili Reagan przegięła i sama prawdopodobnie o tym wiedziała. Nie minęła sekunda, a dziewczyna została przygnieciona ciałem Ślizgona. Szarpnął ją ze złością i przydusił swoim ciałem. Zrobił to szybko, nawet bardzo. Nie dość, ze na niej leżał to jeszcze trzymał jej podbródek, tak aby ciągle na niego patrzała. - Nie przeginaj Reagan. Toleruje Ciebie, ale bez przesady. - warknął do niej i ścisnął jej podbródek. Nadal patrzał jej w oczy z kipiącą złością. - Ty nawet nie rozumiesz, co to znaczy być godnym. - niemal że nie plunął w jej stronę. Miał ochotę ją rozszarpać.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.07.16 0:05

Liv mało kiedy przejmowała się zdaniem innych na swój temat. Żyła tak jak chciała i nikt nie miał prawa mówić jej, co ma robić i jak pożytkować czas, nie mówiąc już o pieniądzach. Wydawała je na to, na co chciała. Miała na wszystko, czego akurat w danej chwili potrzebowała. Była niezależna, a słysząc, że chłopak powinien nauczyć ją umiejętności wydawania, prawdopodobnie parsknęłaby śmiechem. Zwyczajnie wyśmiałaby chłopaka, nie przejmując się tym, ze w przyszłości mógłby się odegrać. Bo powiedzmy sobie szczerze, co takiego mógł jej zrobić? Może i górował wzrostem i wagą, ale to nie znaczyło, że ona w jakikolwiek sposób by mu się podporządkowała, czy zwyczajnie dała. O nie, ona doskonale potrafiła o siebie zadbać, a pokazywanie pazurów nie było niczym obcym.
- Wiecznie ta sama wymówka. Wszyscy u was w domu powtarzają te słowa, niczym mantrę? – Spojrzała na niego z westchnieniem jawnego rozczarowania. A już myślała, że chociaż tym razem chłopak wykaże się minimalną kreatywnością. Niestety, przeliczyła się cholernie, tym samym tracąc połowę zainteresowania jego osobą i chęcią dowalenia mu jakimś pięknym tekstem. Bo oczywiście to, co powiedziała wcześniej, jak również chwileczkę później, było wspaniałe. W głowie sama sobie uścisnęła dłoń. – Popatrz. A jednak ostatecznie masz wiele wspólnego. Chociażby to – pomachała mu przed nosem paczuszką. Niby była dla niego, ale przecież nie musiała mu jej od razu dawać. Równie dobrze mogła się podroczyć. Jaka szkoda, że chłopak miał zupełnie inne poczucie humoru jak on, więc chwilę później poczuła ciężar jego ciała na swoim. Zmarszczyła gniewnie brwi. O nie, coś podobnego na pewno nie ujdzie mu na sucho. – Złaź ze mnie – warknęła patrząc na niego chłodnym wzrokiem. – Złaź ze mnie, bo przysięgam, że cię zabiję! – Jedną z tych rzeczy, których wprost nienawidziła (i zarazem się obawiała), było ograniczenie wolności. A on się tego dopuszczał. Pieprzony gnój. – I nie waż się mnie więcej dotykać – nie spuszczała z niego ciemnych oczu.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.07.16 0:41

Madness, często miał wrażenie, że Reagan nadal przechodzi okres buntu. Że nie wydoroślała, może po prostu coś nie dawało jej dorosnąć? Coś kiedyś w jej życiu się stało, z czym nie może się pogodzić. Może mieli że sobą więcej wolnego niż wszystkim się to mogło wydawać. Ale oczywiście Lysander nie miał zamiaru się w to bardziej zagłębić. Nie był jej przyjaciele i pewnie nigdy nim nie będzie. Ich łączą jedynie interesy, nic więcej. Bo czego mógłby od niej chcieć?  Była za bardzo dumna i arogancka aby mogli się zaprzyjaźnić. Była jeszcze gorsza damska wersja jego. On potrafił się pohamowac, wiedział gdzie leży granic. On akurat tego nie wiedziała. Co czynilo ja nieznośna i to bardzo.
- Najwyżniej jesteśmy tak zgodni, że zgadzamy się niemal we wszystkim. - mruknął mało zadowolony z tej całej konwersacji. Ubliżanie sobie po przez gadanie o swoich domach w Hogwardzie, nie było na jego poziomie. To już był upadek że strony Reagan, a myślał że stać ja na więcej. Najwyraźniej się pomylił. A miało być tak pięknie. Niestety zapomniał o tym, że z nią nigdy nic nie idzie gładko jak po maśle. Nawet z Ezrą lepiej się dogadać i szybciej. A powiecmy sobie szczerze, on był przygłupi. Rodziny się nie wybiera, prawda? A gdyby mógł wybrać, na pewno by z niego nie zrezygnował. - Tak. Najwyraźniej staczam się bardziej niż myślałem.- wzruszył ramionami i powiodł wzrokiem za torebka. Cholernie tego potrzebował, ale nie mógł jej tego okazać. To tak jak otwieranie się przed wrogiem, zawsze mogła to wykorzystać w jak najmniej oczekiwanym momencie. Cóż, nawet nie minęła chwila jak dziewczyna znalazła się pod nim. Mogła się zamknac, wtedy lepiej by to wyglądało. Teraz to on był górą, zresztą jak zawsze. - Proszę Cię, niby jak byś chciała mnie zabić, co? Podrapiesz mnie paznokciem?- Parsknęł śmiechem. Czy ona mu właśnie groziła?  Na prawdę go rozbawila. Nie bał się jej, wiedziała, że potrafiła zrobić wiele. Ale jakoś nie uważał aby mu zagrażala. Poza tym powiecmy sobie szczerze, śmierć uratowała by mu życie. Może w końcu odzyskałby Clarę. Choć na chwilę. Czasem Miewal myśli samobójcze, ale nie potrafił tego zrobić. A raczej, nie potrafiłby zostawić Ezry samego. Spojrzał jej się w oczy. Zaskakujące było to, że miała taki sam kolor oczu jak on i Clara. Aż przez chwilę złość na jego twarzy ustala a on wpatrywał się w jej oczy, jakby zobaczy tam coś pięknego. Oczywiście trwało to tylko moment, mały nic nieznaczacy moment. _ Tylko mi nie mów, że ci się nie podoba. - mruknął z arogancki uśmiechem. Musiało jej się to podobać, nie było innej opcji.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   12.07.16 13:11

Bunt. Tak. Można powiedzieć, że Liv całe życie była zbuntowana. Buntowała się przeciwko z góry nałożonym zasadom, buntowała się przeciwko niesprawiedliwości, głupim stereotypom, którym jak na złość niekiedy ulegała. Buntowała się przeciwko takim dupkom, jakim był Lysander. Ogólnie rzecz biorąc buntowała się przeciwko wszystkiemu, co nie zahaczało o jej system wartości. A jeśli oznaką tego miały być niemiłe słowa kierowana do ludzi wyznający zasady tak odmienne i sprzeczne z jej, to proszę bardzo. Nie interesowało ją to, co uważał o niej Ślizgon. Akurat on w jej życiu liczył się najmniej więc nawet nie miała zamiaru specjalnie się wysilać, aby robić na nim wrażenie. Nie uważała go za wartego zachodu, wiec w tym względzie zapewne oboje się zgadzali. Nie przepadali za sobą, to wszystko. I nikt nie miał zamiaru tego zmieniać, a tym bardziej Liv nie miała zamiaru nigdy doprowadzić do sytuacji, w której by się przyjaźnili. Bo jak to brzmi. L. i jej przyjaciel Lysander. Abstrakcja pierwsza klasa, proszę państwa.
- To może weźcie wspólny ślub? Bigamia u was nie powinna być źle postrzegana, skoro kazirodztwo nie jest – rzuciła. Doskonale wiedziała jakie realia panują w rodzinach czysto krwistych. Wszak w pewien sposób każdy był ze sobą spokrewniony, więc wyjście za mąż za swojego kuzyna nie było niczym dziwnym. – To dało się jeszcze gorzej? A ja myślałam, że już od dawna jesteś na dnie – uniosła teatralnie brwi w geście najszczerszego zdziwienia. Miała go dość. Przez chwilę korciło ją, by rzucić mu paczką w twarz, ale ostatecznie się powstrzymała. Chwilowo to ona miała władze. Do czasu, aż perfidnie nie wykorzystał przewagi siłowej i nie przygniótł jej swoim cielskiem. – Znam o wiele ciekawsze sposoby – warknęła, patrząc w ciemne oczy, które znajdowały się zdecydowanie za blisko. Cholera, cholera, cholera. Musiała uspokoić serce, bo inaczej nic nie zdziała. – Nikt ci nie mówił, że lekki nie jesteś? – Rzuciła chłodno. Dobrze chociaż, ze chmura pod nią była miękka. Szarpnęła się kilka razy, nie spuszczając z niego wzroku. – Z takim tekstem wylatujesz do każdej panienki, do której masz zamiar się dobrać? No tak, inaczej niż siłą się nie da co? Wtedy żadna nie chciałaby się z tobą przespać – warknęła. Miała g dość. Nie miał prawa wykorzystywać jej słabości, nawet jeśli o nich nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pokój Chmur   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Trzecie piętro-
Skocz do: