Share | 
 
Sala cierniowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Sala cierniowa   05.03.16 11:05

Sala cierniowa
Czy kiedykolwiek było tu coś innego? Nie wiadomo. Jeśli było, nie pozostał po tym nawet ślad. W tej chwili zostało tylko kilka krzeseł, a wszystko, łącznie ze ścianami, sufitem i oknem, pokrywają wyschnięte pędy z cierniami, sprawiając, że cała sala nie tylko nie jest zbyt przyjemna, ale i dość niebezpieczna. Najbezpieczniejsze wydaje się być okno, ale to tylko złudzenie - okno jest iluzją, magicznym źródłem światła, tak gorącym, że zdecydowanie zbyt łatwo można się przy nim poparzyć.
Powrót do góry Go down
Evelyn Abbott

avatar
Gracz


Skąd : Northumberland
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   03.07.16 23:59

Evelyn po szybkim przewertowaniu miejsc w których mogłaby porozmawiać z Puchonką na osobności i o dotarciu do których mogłaby zużyć jak najmniej energii i które nie znajdowały się w lochach, stwierdziła, że nie wiele jest takich miejsc a najbliższa znajdowała się na pierwszym piętrze. Mogła co prawda wykorzystać sale wejściową, jednak ta była tak bliska Wielkiej Sali, że dziewczynie wręcz odechciało się robić scen akurat przy potencjalnych widzach, szczególnie że nie miała na celu zrobić z Puchonki pośmiewiska. Już miała zamiar po prostu wyprowadzić dziewczynę z lochów, oddać jej pluszaka i zostawić ją samym środku korytarza bez słowa, gdy naglę to minęli jedną z pustych, otwartych sal lochów. Usatysfakcjonowana takim obrotem spraw zatrzymała się, otworzyła drzwi i wepchnęła prawdopodobnie jeszcze bardziej przerażoną Puchonkę do środka. Dość brutalnie to zrobiła, jednak trzeba było przyznać, że w dziewczynie nadal buzowała adrenalina po tym co zobaczyła. Pewna część jej jednak cieszyła się, że wreszcie z łaski swojej coś się działo, z drugiej była zirytowaną puchonką obok. Nie tym, że była taka bezbronna, że gdyby Evelyn odczuwała jakąś głębszą empatię pewnie zrobiłoby jej się żal dziewczyny, a nie była tak rozbawioną miną Puchonki wykrzywioną w przerażeniu, które wylewało się z niej kubłami. Nie, bardziej tym, że ta wyglądała jakby myszkowała po lochach, gdyż, cóż, wątpiła w to by Marcus był takim idiotą by przyprowadzać biedną ofiarę pod same drzwi dormitorium, w którym wbrew obiegającej zamek opinii nie mieszkali sami psychopaci. Sama Maya natomiast, jak sobie przypomniała imię Puchonki, miała najwyraźniej tendencje samobójcze, zważając na fakt że nie po raz pierwszy słyszała o kłopotach dziewczyny wywołanych przez jej kochanych kolegów z domu - albo coś knuła, w co raczej Evelyn szczerze wątpiła.
- Słuchaj mała, zadurzyłaś się w kimś że się tak szwędasz któryś tam z rzędu po lochach?
Zapytała, nadal trzymając pluszaka w rękach. W to też wątpiła ale nie potrafiła zrozumieć czemu to dziewczyna znalazła sobie nowe hobby w postaci chodzenia do jej strefy śmierci. Szczególnie, że po tym co słyszała dziewczyna powinna robić pod siebie na sam dźwięk tego złowieszczego miejsca.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   08.07.16 23:34

Maya do tej pory nie mogła uwierzyć we wszystko, co stało się w ciągu tych kilku chwil. Dopiero co szła korytarzem w lochach, by zaraz stać się ofiarą jakiegoś dziwnego Ślizgona, który nie dość, że zabrał jej ulubioną maskotkę, to jeszcze związał robiąc z niej własną zabawkę! A ona jak na złość nie mogła niczego zrobić, bo oczywiście różdżki nie miała, plus ograniczono jej idealnie swobodę ruchów. Szokiem był dla niej również fakt, że ostatecznie została uwolniona przez innego Ślizgona, tym razem jednak płci żeńskiej. Nie miała jednak okazji do cieszenia się z tego wszystkiego, ponieważ po tym jak została wyswobodzona z więzów, a jej ośmiorniczka wyrwana ze szponów psychopatycznego chłopaka, owa dziewczyna będąca jej chwilową wybawicielką złapała ją za ramię i w ściskając w żelaznym uścisku zaprowadziła do jakiejś pobliskiej sali, z której istnienia zapewne Maya nawet nie zdawała sobie sprawy. Strach ponownie wrócił. Czy od teraz faktycznie miała być zabawką każdego przedstawiciela tego domu? Czy Ślizgoni nie mogli się uwziąć na kogoś innego? Przecież nic im nie robiła, była taka ugodowa, taka miła i kochana! Najwidoczniej jednak to nie podobało się każdemu i sprawiało, że była celem niemal idealnym.
Hamilton spojrzała zdezorientowana i wystraszona na dziewczynę. Przebywanie sam na sam ze Ślizgonem nigdy nie było dla niej niczym fajnym. Zignorowała fakt, że wepchniętą ją tu brutalnie. Nie, ona miała poważniejsze rzeczy na głowie. Musiała po raz kolejny wymyślić sposób, aby wydostać się z tego spotkania bez szwanku. I uratować maskotkę! Bo przecież wiązało się z nią tyle wspomnień, których nie chciała utracić.
- J-ja… nie – spojrzała na nią jeszcze bardziej zdezorientowana. Maya i zakochanie? W Ślizgonie? Jak można było w ogóle tak pomyśleć? Przecież ona dostawała niemal zawału podczas spotkania z jakimkolwiek chłopakiem, chociaż ci w Zielonych Szatach to zwyczajnie ją przerażali, zamiast fascynować, czy coś. – Po prostu… to tak samo wychodzi. Ja chciałam iść… tylko do dormitorium – sama nie wiedziała po co się tłumaczy. Ale kto wie, może to podziała na nią zbawiennie.
Powrót do góry Go down
Evelyn Abbott

avatar
Gracz


Skąd : Northumberland
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   09.07.16 0:30

Evelyn była rozbawiona rozszerzonymi lękiem źrenicami dziewczyny i zdrętwiałą ze strachu postawą, która wyraźnie mówiła Evelyn, że nawet jeśli Puchonka miałaby być jakimś wykwalifikowanym szpiegiem puchońskiego wywiadu, to najwyraźniej trzeba było potraktować ją nieco mniej natarczywie. A że była tylko zwykłą, pietnastoletnią dziewczyną którą przypadkiem znalazła pod wejściem do królestwa wężów, a i że sama Evelyn nie miała sadyzmu wpisanego w naturę - w co najwyraźniej sama Maya pewnie wątpiła - nie zamierzała potraktować ją równie oschle jak jej pozostali "koledzy". Dobre zamiary połączone z wyrazem twarzy Puchonki tylko napędzały rozbawienie Ślizgonki, która przecież w ostateczności miała dobroczynne odruchy wobec dziewczyny. Pomijając nieco brutalne potraktowanie, jednak przecież intencję są najważniejsze.
Evelyn obserwowała uważnie ruchy mięśni twarzy dziewczyny, próbując wyłapać jakieś wskazówki. Jedyne co dostała, to zdezorientowany, oburzony przeplatany z przerażeniem wzrok i urywane tłumaczenie, które samo w sobie nie miało żadnego sensu, zważywszy na odległość pomiędzy miejscem gdzie Puchonka przed niejakim momentem była napastowana a gdzie Puchoni mieli swój własny habitat. Evelyn zagryzła wargę, patrząc z powątpiewaniem na Puchonke, a na jej ustach, które uśmiechnęły się ironicznie z rozbawieniem formowała się tylko jedna odpowiedź
- Chyba po omacku.
Nie zamierzała udawać, że w jakikolwiek sposób tłumaczenie Mayi ją usatysfakcjonowało choć doskonale widziała, że Puchonka wydaje się niemożliwie zawstydzona powodem zabłądzenia w te nieciekawe rejony Hogwartu, po których sama Evelyn poruszała się z najwyższą bezkarnością. W sumie nawet lubiła mroczny świat lochów, choć często zazdrościła uczniom Krukolandu i Gryffindoru wież, które pietrzyły się aż do chmur. Salazar być może był wielkim czarodziejem, ale w wybieraniu miejscówek był tragiczny.
- Słuchaj, to czy tu się pałętasz mi wsio i rawno ale jeśli nadal będziesz przynosić tu swój tyłek w te regiony, to ja nie wiem czy zachowasz zdrowie psychiczne do końca tego roku - stwierdziła zgryźliwie robiąc przy okazji przed sobą ze znudzenia kółka stopą, ze znudzonym wzrokiem zwróconym w przestrzeń podłogi, po której wędrowały jej czarne, szkolne buty. Nie miała zamiaru zastraszyć dziewczynę, a jedynie ją ostrzec, choć sama w duszy stwierdziła, że brzmiało to co najmniej nieprzyjemnie. Ale cóż, w ostateczności taki był cel, a Evelyn nie zamierzała się bawić w owijanie w bawełne.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   11.07.16 10:21

Nie panowała nad reakcjami własnego organizmu. Czy tego chciała, czy nie, on i tak zawsze pokazywał otoczeniu jej zdenerwowanie, jej zakłopotanie, czy zwyczajny strach. Zupełnie jak teraz. Bała się. Bo czy miała inne wyjście? Nie nawykła do tak gwałtownych spotkań ze Ślizgonami, którzy zupełnie nie mieli zamiaru dać jej spokoju. Nie umiała zrozumieć czemu stała się ich ofiarą, a jeszcze bardziej nie rozumiała siebie, że nic z tym nie zrobi. Nikomu nie mówiła. Myrnin nic nie wiedział, Malcolm nic nie wiedział, nie wiedział nikt. Jedynie ci, co kiedykolwiek mieli okazję uczestniczyć w czymś podobnym. Teraz jednak nie mogła oczekiwać ratunku. Była niemal pewna, że nikt przypadkiem nie znajdzie się w tej sali, żeby wyciągnąć ją z opresji. Musiała radzić sobie sama. Może już czas faktycznie zadbać sama o siebie? Tak, brzmiało jak plan idealny, który prawdopodobnie wprowadzi w życie, ale nie teraz. Teraz stała i patrzyła na dziewczynę mało rozumiejąc. Widziała jej niezadowolenie, ale czemu zabrała ją od tamtego chłopaka? Przecież równie dobrze mogli poznęcać się wspólnie. Czyżby Ślizgoni nie lubili się dzielić swoimi zabawkami?
Spuściła wzrok nie chcąc już dłużej na nią patrzeć. Ironiczne uśmiechy przedstawicieli Zielonego Domu nigdy nie wróżyły niczego dobrego. Zawsze uśmiechali się podobne, kiedy w ich głowach pojawiał się jakiś szatański plan. „Bądź silna” nakazała sobie w duchu, a chwilę później ponownie uniosła delikatnie głowę, aby jej spojrzenie znalazło się na Ślizgonce. Jeśli będzie chciała jej zrobić poważną krzywdę, to przynajmniej Maya nie da się zaskoczyć.
- To… to wszystko dzieje się przypadkiem. Ja po prostu… zawsze zmierzam do siebie, ale coś idzie nie tak i ląduję… w dziwnych miejscach – dodała cicho, jakby nadal z zawstydzeniem. Czuła, że ostatecznie wcale nie powinna tego mówić, ale skoro jak na razie dziewczyna nie chciała jej związywać, ani nic uznała, że najlepiej będzie podtrzymać rozmowę. Tak dla zyskania na czasie i odwróceniu uwagi przeciwnika od szatańskich i sadystycznych planów. – A czy… czy mogłabyś mi oddać… tamtą maskotkę? – Spytała, prezentując tym samym prawdziwy pokaz odwagi. Bo przecież Ślizgonów się nigdy o nic nie prosi!
Powrót do góry Go down
Evelyn Abbott

avatar
Gracz


Skąd : Northumberland
Liczba postów : 76
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   12.07.16 12:04

Usta wykrzywione w złośliwym grymasie zazwyczaj nie znaczyły nic nadzwyczajnego w zachowywaniu Evelyn - nie był to przedostatni krąg dostania się w złowieszcze łapy ślizgonki a zazwyczaj oznaczało źle ukrywane rozbawienie zaistniałą sytuacją. Nie było inaczej i w tym przypadku choć powoli rozbawienie zaczeło przeradzać się w znudzenie. Nieśmiałe dziewczynki nigdy nie były zbyt interesujące a ta stojąca przed nią w dodatku zachowywała się tak, jakby spodziewała się jakiegoś ataku ze strony ślizgonki. Zupełnie, jakby przed chwilą jej nie uratowała? Pokój w którym się znajdowały nie był co prawda zbyt przyjemny - tak samo jak i ciernie wystające z każdej cząstki ściany. Może to przez tą aurę? W sumie nadawało to taki drapieżny charakter temu pomieszczeniu. Stojąca przed nią puchonka powinna coś się z tego wystroju nauczyć - i to nie kiedyś tam, a dokładnie teraz, gdyż był to idealny moment na próbe charakteru, którą chętnie Evelyn by zobaczyła w tej niewinnej istotce. Rozmowa byłaby przynajmniej dużo bardziej interesująca, teraz dziewczyna powoli traciła zainteresowanie Puchonką, i jak przed niedawną chwilą trochę interesowała się poczynianiami Mayi, tak teraz stwierdziła, że jej los jest jej w sumie obojętny. A w każdym razie stwierdziłaby tak, gdyby młodsza koleżanka nie wywołała w niej tego grama empatii, jaką zazwyczaj czuła wobec dzieci jak i zwierząt. Zapewnie gdyby była w jej wieku wyśmiałaby ją za zachowywanie się jak małe, bezbronne dziecko ale w sumie, pomimo faktu, że była to nie doszła szesnastolatka (a może nawet  i już), jakoś nie czuła się na siłach by się na to zdobyć. W dalszym ciągu tłumaczenie puchonki było pokrętne i już miała nawet ochote zapytać, czy nie narysować jej mapy, ale stwierdziła, że byłoby to już wredne na wyrost więc puściła to mimo uszu. Spojrzała kątem oka na dziewczyne ze zdziwieniem.
- Maskotkę? Jaką mask... - jej spojrzenie padło na trzymaną w rękach ośmiorniczkę. - Aaa... to? Tak, trzymaj.
Oddała dziewczynie zabawkę, po której twarzy natychmiast przebiegła ulga. W sumie to na prawdę było zabawne, że dziewczyna w tym wieku nadal ma potrzebe opieki nad maskotkami ale cóż, Evelyn na prawdę zrobiło się troche żal dziewczyny, toteż położyła jej ręke na ramieniu i spojrzała w oczy podtrzymując z nią kontakt wzrokowy.
- Po prostu nie przechodź tędy nigdy więcej, co po niektórzy tutaj nie mają dobrych zamiarów - powiedziała cicho, lecz wyraźnie. Po chwili wyprostowała się, zrobiła pare kroków w tył i podeszła do drzwi. Już miała wyjść, gdy wpadła na jakiś pomysł i odwróciła się w stronę dziewczyny
- I zapisz się na jakiś kurs walki, przyda Ci się.
Po czym wyszła, zostawiając dziewczyne zupełnie samą. Wszak nie powinno się jej nic teraz stać, były dość blisko wyjścia z lochów. Natomiast sama Evelyn musiała zapalić. I to najlepiej teraz.

z/t
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   31.07.16 2:35

Prosto z Wielkiej Sali, w dzień oficjalnego zakończenia roku

Mijając mroczne kolumny czuł się, jak w domu. Nie chodziło o mrok danego miejsca, a o wspaniałą ciszę, którą przerywał tylko stukot jego idealnie wypolerowanych lakierek. Nie chciał myśleć o niczym, a jednak dręczyły go myśli związane z reakcją dziadka, któremu kilka dni temu wysłał sowę z informacją o plotce, która krążyła po szkole, związanej z ich rodowym nazwiskiem. Niestety chłopak nie doczekał się odpowiedzi, co musiało oznaczać, że mentor rodu nie był zadowolony takimi pogłoskami. Patrząc się przed siebie zarejestrował jakiś dźwięk za sobą, jakby ktoś próbował go śledzić. Naturalnie słyszał nawet największy szmer, w końcu poruszał się po lochach częściej niż po innych częściach zamku, dlatego kiedy tylko przeszedł obok sali cierniowej, zapuścił atak. Szybo się obrócił i posłał proste Petrificus Totalus w stronę nieznajomego, którym okazała się ta głupia dziewucha, przez którą wszystko się zaczęło. Przez dobrą chwilę miał ochotę zostawić ją na pastwę innych, szlachetnie urodzonych Ślizgonów, ale stwierdził, że głupotą byłoby nie skorzystanie z takiej sytuacji i powiedzeniu jej kilku słów. Choć sam jej widok był irytujący, tym bardziej, że ta szopa na jej głowie wciąż tam była, mógł ją trochę ściąć, kiedy był na to czas nad jeziorem. Otworzył drzwi i po raz kolejny przelewitował dziewczynę zwykłym Wingardium Leviosa. Tym razem nie miał zamiaru popełniać tego samego błędu, dlatego rzucił na drzwi Muffliato i dopiero wtedy spojrzał na spetryfikowaną, głupią dziewuchę. Miał ochotę zrobić jej krzywdę, zdradzały to nie tylko mocno ściągnięte brwi, ale również oczy, które niemal ciskały piorunami.
- Jesteś wyjątkowo głupią Gryfonką, jeśli sądziłaś, że Twoje kroki były takie ciche. - ironizował patrząc się na spetryfikowaną dziewczynę, w końcu stwierdzając, że należy ją odczarować, chociaż szczerze powiedziawszy nie miał ochoty słuchać jej głupot, które chciała mu powiedzieć, bo co też mogłoby być tak istotne, żeby niemal wchodzić do wylęgarni podstępnych Ślizgonów. W końcu od niechcenia wyciągnął różdżkę, którą wcześniej schował i rzucił Finite, będąc gotowym na kolejne rzucenie petryfikusa, gdyby ta zaczęła się rzucać, chociaż już marzył o wykorzystaniu na niej Adresiliunt, którego ostatni raz używał dobry rok temu. - Czego chcesz, że śmiesz plugawić swoją osobą nasze wspaniałe lochy? - spytał mało zainteresowany, cały czas trzymając różdżkę w ręce, na udach. Oczywiście zanim odczarował rudą, usiadł na krześle, jakby nigdy nic, chociaż trzeba przyznać, że przez ciernie Burke musiał się wcześniej troszkę schylić, bo na jego wzrost, w stosunku do niskiego pomieszczenia i cierni, nie były dobrym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Lycoris Reagan

avatar
Gracz


Skąd : Londyn
Liczba postów : 390
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   31.07.16 17:28

No proszę was, nikt chyba nie oczekuje od Liv rozsądku, kiedy ta naszpikowana setkami emocji (niekoniecznie tymi pozytywnymi) obrała sobie jakiś cel, który też niekoniecznie należał do miłych. Przynajmniej dla drugiej strony, bo akurat ona miała ochotę wyśmienicie się bawić. Dlatego szła tym korytarzem nie przejmując się, że jej kroki są głośne. Nie musiała ukrywać swojej obecności. Nie. Ona dumnie obwieszczała światu, że lochów się nie bała, jak również nie bała się tego, kto w nich mieszkał. Arthura też nie musiała brać z zaskoczenia, bo była przekonana, że chłopak idealnie zdawał sobie sprawę, że dziewczyna prędzej czy później się do niego uda. Nie tylko po to, aby pognębić go w sprawie punktacji, ale by wygarnąć to, co znajdowało się w gazetce. Bo była pewna, że on odpowiadał za te wszystkie chore plotki na ich temat! A co jak co, ona szanowała się na tyle, by nie prowadzić się ze Ślizgonami. A przynajmniej z dwoma na raz, bo za drugie zdarzenia brała pełną odpowiedzialność.
I chociaż ona nie planowała już na wstępie mieć złych zamiarów, tak obiekt, za którym podążała najwidoczniej miał zupełnie inne pojęcie o całej sprawie. Zanim zdążyła zrobić cokolwiek została spetryfikowana, a chwilę później za pomocą innego zaklęcia przetransportowana wbrew własnej woli do jakiejś brzydkiej sali tuż obok. Na Merlina, jak Ślizgoni mogą przebywać w takich pomieszczeniach? A kiedy zdziwienie ustąpiło wściekłości, wlepiła w chłopaka chłodne spojrzenie. Czy on myślała, że podobne zachowanie ujdzie mu płazem? Przecież w tej chwili miała ochotę oczy mu wydrapać!
- Pojebało cię? – Warknęła, kiedy łaskawie ją odczarował, a ona mogła wstać. – Kto powiedział, że miały być ciche? Nie boję się ciebie, toteż nie odczuwam potrzeby skradania się, głupku – poprawiła ubrania, chociaż przecież nigdzie się nie podwinęły, ani nic. – I jeśli jeszcze raz potraktujesz mnie w ten sposób, zniszczę cię – powiedziała podchodząc do niego bliżej, by niemal wysyczeć mu to w twarz. Gdzieś w ciele pojawiło się dziwne uczucie, że już kiedyś była tak blisko, ale przecież to niemożliwe i to całkiem niedawno. – Czego chcę? Powinieneś doskonale wiedzieć. A może zapomniałeś, że szkolną gazetkę czytają wszyscy? Myślałeś, że się nie dowiem, jakie pierdoły z dupy opowiadasz? – Warknęła mierząc go niemiłym spojrzeniem. Oczywiście, że była zła! Przecież w tym momencie każdy pewnie myślał, że prowadzi się z byle kim. A właśnie za takiego uważała owego Ślizgona przed sobą.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   09.08.16 18:39

Czasem Arthur naprawdę zastanawiał się, jakim cudem on jeszcze dotkliwie nie skrzywdził tej dziewczyny? Znali się dobry rok, a ona była praktycznie pierwszą osobą na liście tych, którym z uśmiechem na twarzy pozwoliłby się pławić w świecie bólu i cierpienia. Niestety widać racjonalne myślenie i zdecydowanie zbyt duże granice co do bezpieczeństwa uczniów, powstrzymywały młodego Burke. Biedny młodzieniec od początku wiedział, że jest na przegranej pozycji, jeśli chodzi o jakiekolwiek robienie krzywdy tym cieciom. Nie miał ochoty słuchać jakichkolwiek plotek, choć na szczęście wszyscy wiedzieli, że z nim nie można zadzierać. Jako osobnik o ogromnych wtykach i pieniądzach był na tyle nietykalny, na ile jego uszy mogły coś usłyszeć, a to w sumie było najważniejsze. Zostawał tylko jeden maluteńki problem, który miał rudą szopę i masę piegów na twarzy, a nazywał się Liv Reagan.
- Czasem zastanawiam się, czy udajesz taką idiotkę, czy po prostu nią jesteś... Potem uświadamiam sobie, że przecież Gryffindor musi do czegoś zobowiązywać, dlatego nawet jestem w stanie to zrozumieć. - powiedział gładko, nawet nie patrząc się na dziewczynę. Gdyby na nią spojrzał z pewnością zobaczyłaby w jego oczach tą chęć mordu i ewidentną niechęć, jaką pałał do niej w tej chwili. Czy ona miała czelność się z nim bawić? Głupia dziewucha. - Nawet do mnie nie podchodź i nie próbuj podnosić ręki, bo obetnę Ci ją zanim zdążysz ją unieść ponad głowę. - powiedział niemal przez zaciśnięte zęby. Znał jej wszystkie reakcje na pamięć i z pewnością nie będzie pozwalał sobie na takie traktowanie przez jakiegoś czarodziejskiego kundla. Jednakże dziewczyna podeszła i dziwne uczucie ogarnęło również Arthura, który odwrócił od niej wzrok, udając, że bardziej interesują go kolce po jej prawej stronie. Prawdą było to, że Burke nie był gotów na takie starcie, nie miał ochoty się tłumaczyć i nie widział jakiejkolwiek potrzeby na patrzenie się w jej cholerną twarz, którą widział w stanie krytycznym, kiedy przypominała pomnik z piaskowca, na którym ktoś rozsypał cynamonowe drobinki. Widać już mu leciało na głowę skoro potrafił przywoływać takie porównania do twarzy Liv, a raczej ryja, bo ta dziewczyna nie mogła mieć normalnej twarzy, prawda? Ogarniając się w mig spostrzegł, że ta oddaje złość równie mocną, jak on, co wręcz natychmiast naprowadziło go na trop, że też to nie ona była winowajcą tej gazetki. Mimowolnie jego myśli krążyły wokoło drugiej kolumny, gdzie była informacja o kolejnym Ślizgonie. - Doskonale wiem, że to Ty wysłałaś tę informację do gazety i nawet nie próbuj kłamać. Nie wiem, czy miałaś na myśli osłabienie pozycji mojego rodu, czy po prostu wygłupiałaś się z dziewuchami równie nieszczęśliwymi, jak Ty, które potrzebują światła Jupiterów, ale jedno jest pewne. Więcej tego nie zrobisz, bo policzymy się w sposób nader nieprzyjemny i tym razem nie będę Cię ratował przed utonięciem. - powiedział coraz to bardziej sycząc i patrząc z przymrużonymi oczami na dziewczynę. Gdyby mogła zobaczyć pełnię jego tęczówek mogłaby zauważyć istną burzę, którą wywołała tymi wręcz komicznymi oskarżeniami. Widocznie oboje byli równie spięci i źli na siebie, ona ze względu na to, że nie pamiętała kompletnie nic z tamtego wieczoru, a on za to, że ich niefortunne spotkanie i nawet dobre chęci na uratowanie tego pryszcza w świecie czarodziejstwa, stało się tematem numer jeden w uczniowskim pismaku.


zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sala cierniowa   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Lochy-
Skocz do: