Share | 
 
Gabinet dyrektora
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar
Specjalne

Liczba postów : 1032
PisanieTemat: Gabinet dyrektora   28.09.15 3:45

Gabinet dyrektora
Gabinet, strzeżony przez posąg chimery, jest miejscem urzędowania najważniejszej osoby w całym Hogwarcie - dyrektora. Wypełniają go magiczne przedmioty, do których zwykli uczniowie nie mają dostępu. Ściany pokrywają portrety poprzednich dyrektorów Hogwartu, zawsze chętnie służące radą obecnie panującej władzy. Najczęściej twoja obecność tutaj nie wróży niczego dobrego, więc mimo całej niezwykłości pomieszczenia, staraj się nie trafiać tu zbyt często.

Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   09.11.15 17:47


@ Ups
Gdy tylko odebrała list adresowany do panny Wild okazało się, że potrzebuje dobrych dziesięciu minut, żeby wymyślić, które z nich powinno iść na to spotkanie. Rzecz jasna najrozsądniej byłoby, gdyby w gabinecie pani dyrektor pojawiła się sama Upsilon, ale jeśli osobowością, która odebrała sowę, była Ups, wszyscy mogli mieć pewność, że do rozsądnego wyboru po prostu nie dojdzie. Omicron średnio nadawał się na to miejsce, skoro w nagłówku napisano wyraźnie panna Wild, choć myśl ta sprawiła jednocześnie, że usta Ups wykręcił złośliwy uśmieszek. Sigma z kolei była teraz bardzo zajęta. Ups nie wiedziała tego na pewno, ale miała poczucie, że Sigma musi być zajęta, bo jedyną osobowością, która nadawała się na spotkanie z Minervą McGonagall, była ona sama! O, tak! Od czasu wojny to ona dowodziła tą zgrają! Irving z pewnością by to pochwalił. W końcu uwielbiał właśnie ją. Właśnie Ups. Ale... w co się ubrać? Była to absolutnie najważniejsza kwestia. Nie dlatego, że na spotkaniu z dyrektorką należało wyglądać ładnie, ale dlatego, że było to właśnie spotkanie. Ups nigdy nie wychodziła na spotkania w byle czym. Gdy tego dnia zdała sobie sprawę, że została jej ledwie godzina, zerwała się z łóżka, dopadła do kufra i poczęła wygrzebywać elementy garderoby, które najbardziej przypominały jej własność. Ciężki, jasnozielony sweter wsunęła przez głowę tak płynnie, iż mogłoby się zdawać, że robiła to każdego ranka. Rajstopy zaplątały jej się wokół kostek, ale w końcu i z tym sobie poradziła. Jeszcze tylko spodenki, włosy z twarzy, trampki... Zostało dziesięć minut. Akurat, by zdążyć pędem na umówione spotkanie. Już, już wychodziła przez portret Grubej Damy, gdy... Och! Czy nie powinna przypadkiem pójść w swoim szkolnym mundurku? Nie bacząc na porę, cofnęła się do dormitorium, by wszystko odkręcić, co pochłonęło jej kolejne dwadzieścia minut i nijak nie poskromiło rudej czupryny. Nie przejęła się ani trochę tym, że już jest spóźniona. W końcu McGonagall potrzebowała jej, żeby z nią rozmawiać, czyż nie? Gdy tylko skończyła, udała się w odpowiednim kierunku, dotarła na miejsce, podała hasło, wsunęła się do gabinetu obok kamiennej chimery...
- Dobry - rzuciła radośnie i bez najmniejszego zaproszenia zasiadła po odpowiedniej stronie biurka. Była na miejscu i wszystko przecież grało.
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   13.11.15 0:52

Nie spodziewała się panny Wild tak szybko, choć nie mogła powiedzieć, że była nieprzygotowana - profesjonalizm i oczekiwanie nieoczekiwanego nie raz się przydały. Nie mogła dać się zaskoczyć, nawet przez uczennicę, to raczej oczywiste. Dlatego teraz, kiedy dziewczyna bez pukania weszła do jej gabinetu, wystarczyło, że odłożyła na bok starannie wypełnianą dokumentacją, obiecując sobie, że dokończy ją, jak tylko ustali z Gryfonką wszystko to, co było do ustalenia. A było tego niemało - w końcu to nie był zwyczajny przypadek i nie było w nim miejsca na improwizację.
- Dzień dobry, panno Wild - zaczęła, wstając. - Zostałam uprzedzona o pani... Przypadłości i myślę, że niektóre rzeczy wypadałoby uporządkować. - Z jednej z szuflad wyjęła kopię kartoteki dziewczyny, jaką otrzymała ze szpitala, w którym ta przebywała na obserwacji. Minerva miała ogromne doświadczenie w zakresie magii, ale z tak zaawansowanymi problemami psychicznymi spotykała się po raz pierwszy. Nie mogła jednak dać tego po sobie poznać. Profesjonalizm na pierwszym miejscu. - Panno Wild, przede wszystkim, jak rozumiem, nie ma pani nic przeciwko, aby nauczyciele wiedzieli o pani zdolnościach metamorfomagiczynych i okolicznościach ich używania? W przeciwnym razie pani nauka mogłaby być nieco utrudniona. To jednak, co trapi mnie najbardziej, to pani pobyt w dormitorium. - Urwała na chwilę, chcąc dobrać właściwe słowa. Sprawa była delikatna i tak też należało ją rozpatrywać. Stanęła przy oknie i popatrzyła na jezioro. - Powiem wprost - niepokoi mnie pani potencjalny pobyt w żeńskim dormitorium pod postacią Omicrona. Rozumiem, że nie zawsze panuje pani nad przemianami, niemniej nie możemy pozwolić na sytuacje potencjalne niemoralne. Ponadto nie mam pewności, jak zachowają się schody do tej części wieży, jeśli wkroczy na nie pani pod postacią Omicrona.
Wróciła za biurko i spojrzała uważnie na Gryfonkę, będąc szczerze zainteresowana tym, co ta miała jej do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   13.11.15 1:56


@ Ups
Od McGonagall biło jak zwykle znajomym, niezwykle profesjonalnym chłodem, choć Ups ani trochę tego nie czuła. Może dlatego, że sama była jak zwykle rozgrzana do czerwoności, jak mały wściekły płomyk, którego nie sposób zgasić. Tak czy siak, to było przecież towarzyskie spotkanie, co nie? Ups zamierzała się więc czuć na luzie, jak gdyby nie robiła tego cały czas. Dobrze, że nie przekazała listu Upsilon. Naprawdę dobrze. Pewnie dziewczę wygenerowałoby dwadzieścia różnych powodów, z których McGonagall wzywa ją na dywanik, a żaden nie byłby pozytywny. Ale Ups czuła, że nie chodzi o nic złego. Przecież ostatnio była naprawdę grzeczną dziewczynką. Naprawdę. Grzeczną. Dziewczynką.
- Przypadłości? - zdziwiła się, kiedy pani profesor wreszcie przyznała, o co chodzi. Nie przypominała sobie, by była na coś chora w ostatnim czasie. Chyba, że chodziło o tego wielkiego pryszcza... Nieee. To nie mogło być to. Zaraz potem na biurku znalazły się jednak akta ze Świętego Munga i Ups coś nagle zaświtało. - Och! Chodzi o nas wszystkich - stwierdziła i chociaż McGonagall nie mogła tego wiedzieć, Ups była święcie przekonana, że inna osobowość ma jakieś srogie problemy zdrowotne, o których do tej pory nie mówiła. Bo przecież nie mogło chodzić o sam fakt tego, że żyli w grupce. Kiedy już zdawało się, że dadzą radę jakoś się dogadać, pojawiła się kolejna kwestia. - Jasne! To znaczy... Nie przeszkadza mi, żeby wszyscy o mnie wiedzieli. Sama się przedstawiam. Wie pani... Hej, jestem Ups! Ale metamorfomagia? Nie skupiam się na tym. Długo myślałam, że tylko Upsilon to potrafi. Zresztą Omicron i Sigma też tak myśleli. No czułam się wtedy normalnie jak jakiś transik! Ale potem okazało się, że ja to ja. To znaczy... Że ja to cała ja. Z moimi rudymi włosami i w ogóle. Ja nie używam metamorfomagii. To po prostu... Po prostu staję się sobą - usiłowała wyjaśnić, czując, że McGonagall zupełnie błędnie to postrzega. Używać metamorfomagii? Jasne... Wiedziała, że to coś, co może zmieniać jej wygląd, ale "używanie" czegokolwiek było już zupełnie inną kwestią. Przecież gdyby mogła tego używać, miałaby możliwość stania się kimkolwiek. Omicronem. Sigmą. Samą Upsilon. A przecież była tylko Ups. Aż Ups. Ale dalej było już tylko gorzej. - Omicron? - Gryfonka zachichotała gwałtownie. - Nigdy nie korzystał z dormitorium. Zawsze uczy się do rana, a potem po prostu wraca do labiryntu. Ale nawet gdyby wszedł do dormitorium, chyba nie musi się pani tym martwić. Przyznał mi się... - Ups nachyliła się nad biurkiem i ściszyła głos do konspiracyjnego szeptu. - Przyznał się, że jego konar nie chce zapłonąć. - Gwałtowny powrót do poprzedniej pozycji był też powrotem do normalnego, nieco denerwującego głosu Ups. - Poza tym on i tak woli facetów. Serio, w męskim dormitorium narobiłby tylko więcej szkód. Gdyby w ogóle tam bywał... - Ups czuła się wyjątkowo dumna z siebie. Załatwiła całą sprawę i było już po wszystkim. Rozwiązała problemy nie tylko McGonagall, ale i Omicrona, a nawet Upsilon, która nie musiała przejmować się całą sprawą. Ha. Jak zwykle jej się udało.
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   14.11.15 14:09

Dopiero po dłuższej chwili zwróciła uwagę, że prawdopodobnie nie siedzi przed nią Upsilon Wild, którą wzywała, tylko jedna z jej osobowości. To komplikowało sytuację przede wszystkim dlatego, że Minerva nie wiedziała, jak powinna postąpić w takim przypadku. Nie tylko chodziło o to, co sama powinna powiedzieć i jak się zachować, ale i o to, że nie wiedziała, czego może się spodziewać po dziewczynie. Zwykle uczniowie zwracali się jednak z szacunkiem i powagą, natomiast ta Gryfonka najwyraźniej niewiele robiła sobie z zasad dobrego wychowania i taktu i przez to w niczym nie przypominała Upsilon Wild, którą Minerva znała jeszcze z czasów sprzed wojny. Trzeba było podejść ostrożniej.
- Tak, panno Wild, chodzi o... Was wszystkich - potwierdziła, choć czuła, że to wcale nie było potrzebne - dziewczyna raczej nie potrzebowała zapewnień, że dobrze myśli. Wydawała się być pewna siebie, trzeba było się jakoś do tego dopasować.
Pokiwała głową, słysząc wyjaśnienie Gryfonki. W takim układzie porozmawia ze wszystkimi nauczycielami, dokładnie przedstawiając sytuację. Już z nimi pobieżnie omówiła tę kwestię, ale do tej pory nie miała pewności, jak to wygląda z punktu widzenia samej zainteresowanej. Teraz wszystko było jasne i Minerva miała pewność, że da się całą sprawę zorganizować tak, aby Upsilon Wild mogła spokojnie zdać rok.
Słuchając kolejnej odpowiedzi dziewczyny, była z każdym słowem coraz bardziej zszokowana.
- Panno Wild! - zawołała oburzona. - Proszę pilnować języka!
Wstała od biurka i nerwowym krokiem podeszła do okna.
- Niezależnie od... Preferencji Omicrona, nie mogę pozwolić, by przebywał w dormitorium dziewcząt - stwierdziła nerwowo, po czym popatrzyła przez chwilę w milczeniu na Upsilon Wild. Nie, Ups. Westchnęła. - Zorganizuję osobną sypialnię, do której wstęp będzie miał wyłącznie Omicron. To powinno rozwiązać problem. Proszę o przekazanie mu tego rozwiązania.
Odetchnęła, czując, że przynajmniej jedna sprawa została załatwiona. Wróciła za biurko, spojrzała na Gryfonkę i uśmiechnęła się lekko.
- Panno Wild, a jak sobie pani radzi po tej trzyletniej przerwie? - zapytała. Była przekonana, że nerwami nie zdziała zbyt wiele, musiała spróbować ostrożniej.
Powrót do góry Go down
Upsilon Wild

avatar
Gracz


Skąd : Wielka Brytania, Szkocja
Liczba postów : 120
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   15.11.15 13:57


@ Omicron
- Radzimy sobie całkiem dobrze. To oczywiście ja robię większość, ale nie narzekam. - Głos niespodziewanie zamienił się w szept: - Sigma średnio radzi sobie z nauką. Rzadko pojawia się na zajęciach, chyba że na lekcjach latania albo na opiece, ale i tak tylko wtedy, kiedy poznajemy groźniejsze zwierzęta. Nie za bardzo lubi szkołę. Upsilon z kolei ledwie może się przebić teraz, kiedy panuje Ups. Czasem idzie za mnie na historię magii albo runy, bo tam jest bardzo spokojnie.
Ten nagły switch okazał się niezwykle niespodziewany nawet dla samego Omicrona. Siedział spokojnie w labiryncie z książką na temat astronomii i nagle było zupełnie tak, jakby został przywołany. Jakby Ups nie tyle przekazała mu to, co powinna, ale zamiast tego po prostu ustąpiła mu miejsca. Nie potrafił ze sobą walczyć, kiedy zobaczył uchylone drzwi, zza których przebłyskiwało światło. Po prostu musiał przez nie przejść. Czuł się dziwnie w ciele Ups, z głową otoczoną rudą czupryną i w babskich ciuszkach. I choć na to drugie nie mógł w tej chwili nic poradzić, to pierwsze było tylko kwestią "kiedy". Tutaj, w gabinecie nie był pewien, czy może sobie pozwolić na przemianę. W końcu nie był sam, ale jeśli McGonagall nie była kimś, komu mógł zaufać, to czy w ogóle istniał ktokolwiek taki? Rude włosy zaczęły stopniowo nabierać brązowego koloru, skracając się niemal niezauważalnie, fragment po fragmencie, podczas gdy Omicron mówił dalej.
- Czy dodatkowa sypialnia to nie za dużo? Mogę spać na kanapie w pokoju wspólnym albo, jeśli pani dyrektor pozwoli, spędzać czas w bibliotece. Nie narobię żadnych szkód, obiecuję. I tak naprawdę niewiele sypiam. Przez większość czasu nadrabiam zaległości, które powstają, kiedy jestem w labiryncie. To znaczy... Tam też oczywiście się uczę, ale Ups rzadko przekazuje mi, co było na zajęciach. Muszę wszystkiego dowiadywać się sam. Oczywiście, jak już wspomniałem, nie narzekam. To moja rodzina.
Włosy były już prawie całkiem krótkie i ułożone. Oczy zmieniły kolor i kształt. Wyglądało to kuriozalnie, ale Omicron obawiał się zrobienia tego szybciej. Miał poczucie, że stanowi zbyt duży kontrast na tle Ups. Nie chciał urazić profesor McGonagall swoim gwałtownym pojawieniem się, jakkolwiek nie byłoby to irracjonalne.
- Ja naprawdę nie chcę sprawiać kłopotów, pani dyrektor. Ups też nie, zapewniam panią. Po prostu jest zbyt... - Głos ponownie ściszony do szeptu. - Temperamenta.
Omicron starał się za wszelką cenę panować nad sobą, mimo iż ubrania Ups zaczynały go z wolna cisnąć, a jego ręce drżały niekontrolowanie pod blatem biurka.


zt
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   01.09.16 21:02

Ta cała sytuacja wcale jej się nie podobała. W zasadzie od samego początku sądziła, że różnica zdań między Ministerstwem a rodami nie mogła skończyć się dobrze i spodziewała się, że z tego powodu będzie miała dużo zabawy w błocie. Wojna się skończyła, dopiero co odbudowano Hogwart, a już za rogiem słychać było ostre kłótnie i napiętą atmosferę, które nie dawały ani chwili wytchnienia po tak burzliwych wydarzeniach. Jej obawy dotyczące mieszania się w to wszystko szybko się spełniły, kiedy tylko przeczytała artykuły w Proroku Codziennym oraz Żonglerze - pierwszą reakcją było złapanie się za głowę. To było jak zwiastun okropnej burzy, a ona już widziała w zakamarkach swoich myśli jak ludzie z Ministerstwa zaczynają grozić jej uczniom z rodów i o Merlinie jak daleko mogłyby zajść przepychanki na tym tle. Musiała działać szybko i kiedy tylko rok szkolny się zaczął, zwołała uczniów czystej krwi do swojego gabinetu, musiała być pewna, że są bezpieczni oraz że nic im nie grozi, nie mogła sobie pozwolić na żadne zamieszki w jej szkole z powodów jakiś artykułów, o nie, Albus na pewno by tego nie chciał.
Problem jednak pojawił się kiedy rada pedagogiczna zaczęła mocno naciskać na to, żeby wydobyć z uczniów informację, byli przekonani, że któreś z nich z całą pewnością brało udział w tym wydarzeniu, a ona koniec końców jako przykładny dyrektor musiała pójść z nauczycielami na taki układ, mimo iż sama nie wierzyła, że ktokolwiek mógłby wysadzić ludzi w powietrze.
W końcu więc siedziała zniecierpliwiona za swoim biurkiem, stukając nerwowo paznokciami o blat i przeglądając rozsypane wszędzie papiery, początek roku wiązał ze sobą dużo przygotowań i formalności na start. Przed sobą miała kilka krzeseł, dla każdego ucznia, którego tu wezwała, a jej oko co chwila łypało w stronę wejścia do gabinetu.
Miała nadzieję na brak spóźnień w pierwszym dniu szkoły.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   01.09.16 21:47

Dostanie się do gabinetu dyrektorki wcale nie było takie łatwe. Wszystko po drodze było ciekawsze niż rozmowa z dorosłym. Pająk, który zaplatał domek, trzeszczące okno, zbroja, której Ezra podmienił miecz na bukiet kwiatów i wazon, któremu podmienił bukiet na miecz. Niemniej, sam dotarł na miejsce w stanie nienaruszonym. Włosy miał w lekkim nieładzie, szatę założył co prawda w dobrą stronę, ale wydawała się na niego trochę zbyt długa. Mogło wiązać się to z tym, że do gabinetu szedł boso, rozkoszując się znajomym dotykiem chłodnego kamienia pod stopami.
Nie pukał przed wejściem, skoro został zaproszony do środka.
- Dobry wieczór, pani dyrektor - przywitał się podchodząc do biurka i siadając na podłodze tuż przed nim. Ile tu było niesamowitych rzeczy! Po lewo, po prawo, nad nim pod nim, jego głowa chodziła tak jakby miały zaraz przegrzać mu się wszystkie kręgi w karku.
Powrót do góry Go down
Eileen Gray


Gracz


Skąd : Szkocja
Liczba postów : 189
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   02.09.16 13:26

List, który otrzymała od pani dyrektor zupełnie jej się nie podobał. Można wręcz stwierdzić, że budził w niej strach. Czy każdy dostał wezwanie w sprawie Doliny Godryka? Czy z jakiś powodów Minerwa McGonagall uznała ja za bardziej istotną dla danego wydarzenia? A jeśli to drugie, to dlaczego? Przecież nie miała udziału w tych wydarzeniach... Przynajmniej nie bezpośredniego.

Dość zdenerwowana Krukonka przeczytała list jeszcze raz, po czym schowała go do kieszeni szaty. Co by się nie działo, musi po prostu pójść i się dowiedzieć o co chodzi. Może to nic wielkiego? W końcu sowę w czasie uczty dostało więcej osób, nie tylko ona. Czując się troszkę jak skazaniec wdrapała się po schodach na dyrektorskie piętro po czym poczłapała do posągu chimery.

- Cukrowe myszy.

Kiedy bąknęła niepewnie hasło, posąg powoli i efektownie otworzył przejście, a dziewczyna dostała się do gabinetu. W pierwszy dzień szkoły dostać się na dywanik do dyrektora? Największe łobuzy mogły jej pozazdrościć. Tymczasem jednak się okazało, że ktoś już był pomieszczeniu i to nikt, kogo znała wcześniej. To znaczy... nikt, z kim by jakoś szczególnie rozmawiała dotychczas.

- Dobry wieczór... - wydusiła z siebie, niezbyt pewna na kogo powinna spojrzeć.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   03.09.16 10:46

Zastanawiał się po co miał tutaj przyjść. Miał lepsze sprawy niż latanie do dyrektorki, bo miała jakieś widzi mi się. Wiedział, że na pewno chodziło o ten cały atak i o to, że Blanche wylądowała w szpitalu. Ale co ona niby takiego mogła im powiedzieć, że jest jej przykro? Czy to powróci jego ciotkę do "życia?" Nie. Więc zamiast zgrywać dobrą dyrektorkę, mogła im dać wolne i pozwolić odwiedzić szpital. Ale i tak bez sprzeciwów wybrał się do gabinetu, bo przecież gdyby nie przyszedł to wszedłby na ignoranta.
Po dłuższym spacerku, przechodził już przez tajemnicze przejście. Nie miał tutaj jeszcze okazji tutaj trafić i jakoś nie chciał. Według niego była to zbyt długa droga do przebyć, jeśli miałby przyjść tutaj z lochów. Wszedł do gabinetu i skinął głową. - Dobry wieczór.- westchnął cicho. Przeszedł obok jakieś dziewczyny i od razu usiadł obok Ezry. Wiadomo, że Ezra nie powinien siedzieć, ale jak już usiadł. Lysander jako dobry brat postanowił usiąść obok niego. Przecież nie będzie mu teraz prawił, że tak sie nie robi.
Powrót do góry Go down
Amelia H. Slughorn

avatar
Gracz


Liczba postów : 34
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   04.09.16 14:50

Bardzo zdziwiła się, kiedy do jej okna zastukała śnieżnobiała sowa. Już wtedy przeczuwała, że nie przyniosła zbyt przyjemnych wiadomości. Niby stawienie się w gabinecie dyrektorki nie było czymś złym. Ot, kobieta może taki kaprys, bo przecież może. Ale jednak coś w tym liście mówiło jej, że to nie będzie zwykłe spotkanie i zwykła rozmowa. Przeczuwała, że może mieć to coś wspólnego z wydarzeniami sprzed raptem kilku dni. Wybuch, atak, zamach, zwykły przypadek? Nieważne jak nazwać to co miało miejsce, ale to właśnie te zdarzenia były ostatnio na ustach całego magicznego społeczeństwa.
Szybkim krokiem przemierzała korytarze. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą i wrócić do swojego ciepłego i przytulnego dormitorium. I móc całą rozmowę jeszcze raz przeanalizować. Bo na pewno będzie co analizować.
Przeszła przez przejście, pchnęła drzwi do gabinetu dyrektorki i bez zbędnych obserwacji pomieszczenia, bo na to będzie czas później, zbliżyła się do McGonagall.
- Dobry wieczór – powiedziała cicho.
Powrót do góry Go down
Leo Slughorn

avatar
Admin


Skąd : Cornwall
Liczba postów : 438
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   04.09.16 16:18

Nie wiedział, o co chodziło z tym całym listem. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu do głowy po odczytaniu wiadomości od dyrektorki, było to zamieszanie w Dolinie Godryka. Jasne, że o tym słyszał - nawet ktoś taki jak on, pragnący mieć z rzeczywistością wspólnego jak najmniej, musiał słyszeć. W końcu wszyscy o tym mówią. W domu, w pociągu, w Wielkiej Sali - wszędzie. Musiałby być naprawdę głuchy na świat, aby potrafić to zignorować. Matka nawet spytała go, co o tym sądzi, ale wzruszył ramionami. Nie miał zamiaru się w to mieszać ani snuć jakichś domysłów.
Może jakaś dyrektorska pogadanka? W końcu czemu nie. Może ktoś podpatrzył, jak pił na obozie i zakablował? Już nic by go nie zdziwiło, mało komu można ufać, jak się okazuje. A może chce go zrobić prefektem naczelnym? Hahahaha, śmieszne.
W innym wypadku pewnie niepokoiłoby go, dlaczego go wzywa i to teraz, na samym poczatku roku szkolnego, teraz jednak czuł coś na kształt dreszczyku emocji, tak charakterystycznego dla dawnych lat. Dziwiło go to. Nie skupiał myśli na tym, żeby okazało się, że chodzi o jakąś pierdołę i żeby mógł wyjść stamtąd w towarzystwie ulgi. Wręcz przeciwnie - żywił nadzieję, że chodzi o jakąś grubą sprawę, że czeka go jakaś awantura, czy coś w tym stylu. Nie wiedział, czemu jego sposób myślenia tak nagle się zmienił. Może potrzebował czegoś, co odwróciłoby jego uwagę od burzliwych emocji i zmusiło go do zaprzestania koncentrowania się na swoim wnętrzu. Czegoś, co będzie równie albo i bardziej intrygujące, niż zatracanie się w samym sobie. Zamach? Owszem, mógłby się nadać, czemu nie, prawie im się udało. Był jednak zdecydowanie zbyt odległy. Tia, niby ta sama kraina geograficzna, ale to niczego nie zmienia. Seria wybuchów tuż pod jego oknem? Oo, może to by zdało egzamin.
- Cukrowe myszy - wymamrotał zachrypniętym głosem, aż musiał sobie odkaszlnąć. Posąg odsunął się, pozwalając mu  dostać się do środka.
Ku swojemu zaskoczeniu, nie był sam w gabinecie. Od razu dostrzegł Amelkę, która widocznie pojawiła się na kilka chwil przed nim, trochę później zauważył też Eileen.
- Dobry wieczór - powiedział, jak przystało i usiadł na najbliższym krzesełku, pierwszym z brzegu. Okej, teraz już naprawdę nie miał pojęcia, o co chodzi. Myślał, że zaliczył jakąś wtopę, czy coś... Ale Amelka? Co by tu robiła Amelka? I Eileen? Po co wezwała tu ich wszystkich? Robił się coraz bardziej ciekawy i już trochę nie mógł się doczekać, aż McGonagall przejdzie do rzeczy.



He used to call me poison
Like I was poison ivy




I could have died right there
‘Cause he was right beside me
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   04.09.16 22:43

Słyszał o wszystkim, czuł wszystko na własnej skórze. Każdy znajomy, z którym wcześniej mentor rodu robił interesy, zaczął się wycofywać. Przychody przestały być tak wielkie, jak za dawnych czasów, a wszystko to było spowodowane neutralnym podejściem do politycznych spraw. Rodzina Burke'ów od swoich początków była obojętna na całą, oficjalną scenerię świata zarówno magicznego, jak i mugolskiego, bo w końcu oni robili interesy, a żeby robić interesy trzeba być neutralnym.
Jedyne o czym myślał to fakt, że dyrektorka podejrzewa go o takowe czarne interesy, które mogły jakoś wpłynąć na zdarzenia w Dolinie Godryka. Nie miał kompletnie zielona pojęcia, że kobieta się o nich po prostu martwi, w słowniku Arthura nie istniało takowe pojęcie, można powiedzieć, że to była abstrakcja, takie myślenie, bo przecież w jego świecie wszystko trzeba kupić.
Naturalnie wykonał wszystkie niezbędne kroki i już stał pod ogromnymi drzwiami, które bez wahania pchnął, by zaraz ogromnie się zdziwić. W pomieszczeniu było już kilka osób wysoko urodzonych, co Burke przyjął z kamienną miną, zresztą jak zwykle.
- Dobry wieczór - powiedział w kierunku obecnych, uchylając przy tym głowę w kierunku dyrektorki i podając rękę każdemu z bardzo młodych mężczyzn w pomieszczeniu. Być może nie lubił nawet połowy z obecnych ale Arthur wiedział, że są oni wysoko urodzonymi dziećmi, które może uważać za godne takiego gestu. Przystanął gdzieś za jednym z krzeseł, czekając na wszystkich obecnych, bo widocznie jeszcze na kogoś czekali, dlatego nawet nie czuł się spóźniony, w końcu nie był ostatni.
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   05.09.16 21:49

Ezra był zachwycony obecnością brata. Przysunął się do niego, tak, że prawie stykali się kolanami i zaczął mu opowiadać półgłosem jak spędził dzisiejszy dzień: co jadł na śniadanie, kogo spotkał po drodze, co usłyszał na uczcie, jak długo szedł do gabinetu i jaką sympatyczną zbroję udało mu się spotkać. Skarżył się na zbyt małą ilość dywanów w zamku i że miał nadzieje na te cukrowe myszy, a zamiast tego dostał schody.
Całkowicie zignorował ludzi, którzy wchodzili do środka, jakby nie zauważał, że pojawiają się tutaj kolejne osoby. I faktycznie, Ezra patrzył tylko na brata, widział tylko brata i tylko brat go w tej chwili interesował. Nawet gdyby dyrektorka zaczęła rozmowę z uczniami, Puchon najprawdopodobniej nawet nie zwróciłby na to uwagi, ciesząc się towarzystwem starszego Fawleya.
Później podszedł jakiś dziwny facet. Ślizgon, tak jak Lysander, i wyciągnął rękę w stronę siedzącego na podłodze Ezry. Zakłopotany chłopak zaczął błądzić wzrokiem po podłodze i po ścianach, od czasu do czasu zerkając niepewnie na dłoń przed jego twarzą. Czego od niego chce ten dziwny człowiek?!
Doprowadzony do rozpaczy Puchon chuchnął na rękę chłopaka i schował się za bratem, z nadzieją, że kto jak kto, ale Lysander na pewno go wybroni!
Powrót do góry Go down
Nikolai Lazarov

avatar
Gracz


Skąd : (Bułgaria) Szkocja
Liczba postów : 162
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   06.09.16 15:17

Nikolaja zaskakuje dziwny list od dyrektorki, ale nie myśli nad nim za dużo. Czytał oczywiście artykuł w Proroku i wiedział, że Ministerstwo znowu twierdzi, że wszystkiemu winne są rody. Ale czy jest to coś nowego? Nikolai myśli, że będąc w Hogwarcie nie ma po co się przejmować, a mądrzy ludzie, tacy jak jego ojciec, wszystkim odpowiednio się zajmą. Ma przecież jeszcze aż rok nim skończy szkołę i będzie musiał poważnie zacząć myśleć nad życiem.
Nawet nie wie gdzie jest gabinet dyrektora, bo nigdy tam nie był. Nic więc dziwnego, że dotarcie tam zajmuje mu trochę czasu. Wreszcie jednak go znajduje i nawet pamięta podane w liście hasło. Wchodząc do gabinetu, najpierw wita się z McGonagall, po czym kiwa głową ślizgonom i Leo, posyła też coś w stylu uśmiechu do Amelii, resztę z rozmysłem ignorując, jakby wcale ich tam nie było. Od razu zauważa zależność jaką łączy większość obecnych ludzi (może poza jedną osobą, co to w ogóle za nazwisko, to Gray?) i jest bardzo ciekawy co będzie im miała do powiedzenia dyrektorka.
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   06.09.16 15:27

Gdy przeczytała list od dyrektorki, trochę się zaniepokoiła. Ale tylko trochę. W końcu kto, jak nie ona poradziłby sobie z niebezpieczeństwem? Niemniej była całkiem ciekawa, co takiego miała do przekazania uczniom dyrektorka. Lilith domyślała się, że nie będzie sama na spotkaniu, bo gdyby tak było... Cóż, bezsprzecznie oznaczałoby to dla niej kłopoty i to takie konkretne, prawdopodobnie włączające Ministerstwo Magii. Dlatego nie przyznawała tego przed sobą, ale Gdzieś wewnątrz odczuwała zimną niepewność, którą usiłowała zdusić natłokiem myśli. W końcu nic dobrego nie wyniknie z zamartwiania się. I tak nie pozostawało nic innego, jak udać się do gabinetu McGonagall.
Szepnęła cicho hasło, a posąg chimery przesunął się, dzięki czemu mogła wejść. Blackwood szybko przebiegła po twarzach zebranych. Nie łączyła ich płeć, dom, rocznik, ani kolor skóry. Więc dlaczego oni? Jeszcze raz przeanalizowała każdą z opcji - aż doznała olśnienia. Oczywiście chodziło o nazwisko. Zebranie potomków szlachetnych rodów? Brzmiało jak kłopoty. Gdyby nie jej wrodzona ciekawość, z pewnością obróciłaby się na pięcie i wyszła, udając, że nie ma z tym nic wspólnego. Niestety uwielbiała się pakować w sam środek ogromnego bagna, toteż zamiast cicho się wycofać, dumnie podążyła w kierunku środka komnaty.
- Dobry wieczór - przywitała się krótko, by po chwili zająć jakieś miejsce pod ścianą i oprzeć się o nią nonszalancko, z miną jakby nic jej nie obchodziło.
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   06.09.16 20:50

Martwiło ją to, że uczniowie się spóźniali. Jeszcze jakby to był jakiś kochany Puchon, to mogłaby przymknąć na to oko, bo to mimo wszystko było tysiąc razy mniej podejrzane niż… dwójka Ślizgonów. To wzbudzało w niej złe przeczucia, ale przecież nie mogła zbytnio narzekać, w końcu wszyscy się zjawili, a dzieciaki pewnie chciały iść potem do swoich kolegów, rozgościć się w dormitoriach, poczytać, porozmawiać, a to małe zebranie nie miało trwać długo. Przynajmniej nie obstawiała na to zbyt dużej ilości czasu, więc kiedy wszyscy uczniowie już się zebrali, a ona skinęła po kolei im na powitanie, wstała od swojego biurka i jakby dopiero wtedy zdała sobie sprawę, co też ten młody Ezra powyczyniał, ach, Fawleyowie.
- Ezra... - zaczęła wolno oraz z uśmiechem, składając razem dłonie i wskazując wzrokiem na jego bose stopy. Jeszcze mu się przeziębi od tych zimnych podłóg, brakowało chorób na początek roku. - …dziecko drogie, gdzie masz swoje buty? - zapytała z nadzieją, że usłyszy coś mądrego, a następnie pokazała mu oraz jego bratu krzesła. - I proszę, usiądźcie sobie tutaj - dodała i jeszcze raz przemierzyła wzrokiem calutki gabinet. Fawley, Gray, Slughorn, Burke, Lazarov, Blackwood, dobrze, wszyscy, mogła zaczynać. Oczywiście wpierw wzięła głęboki wdech i uroczystym gestem rozłożyła dłonie.
- Witam wszystkich. Bardzo się cieszę, że postanowiliście się zjawić oraz że widzę was tu zdrowych oraz bezpiecznych. Co prawda doszły mnie słuchy o niektórych okropnych wpadkach członków waszych rodzin, za co jest mi niesamowicie przykro, acz życzę wszystkim powrotu do zdrowia. - Położyła dłonie na biurku. - Poprosiłam was o to, abyście tu przyszli, nie tylko ze względu na to, by sprawdzić, czy wasza sytuacja jest bezpieczna, bo jak wiecie wydarzenia w Dolinie Godryka wstrząsnęły całym światem czarodziejów, ale także... - tu jej wyraz twarzy nieco się zmienił. Był... smutniejszy? - Chciałam się dowiedzieć, czy którekolwiek z was miało coś z tym wspólnego. Radzę wam też powiedzieć, jeśli wiecie naprawdę cokolwiek, a zapewne nie muszę wam tłumaczyć, że w przeciwnym wypadku czekają was konsekwencje - zakończyła łagodnie, omiatając wzrokiem każdego z nich. Naprawdę nie sądziła, że któreś z jej uczniów mogło być zamieszane w tak tragiczne wydarzenie, ale musiała ulec naciskowi nauczycieli. Owijanie w bawełnę się skończyło.
Powrót do góry Go down
Lysander Madness Fawley

avatar
Gracz


Skąd : East Lothian
Liczba postów : 117
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   07.09.16 21:16

Oczywiście słuchał brata i odpowiadał mu półsłówkami, to nie tak, ze nie chciał z nim rozmawiać. Po prostu nie ładnie tak szeptać, bo inni pomyślą, że szepczesz o nich. Nie obchodziłoby go to, gdyby byli w miej ważnym towarzystwie, ale jednak tutaj znajdowały się przedstawiciele rodów. I tak to, że siedział obok Ezry na podłodze, zamiast na krześle przynosiło im niemałą hańbę, ale to nic. Ważne, że jego brat był szczęśliwy. Myślał, że już gorzej być nie może. Ale oczywiście musiał podejść Burke i podać rękę. Co było kulturalne z jego strony, po prostu Ezra nigdy nie wie jak zachowywać się w takich sytuacjach. Ale jak wpadł na to, aby chuchać na jego dłoń?! Lysander tylko wywrócił oczami i podał dłoń chłopakowi. Mając nadzieje, że Ezra zrozumie co ma zrobić, a nie będzie się za nim chować. Cóż, czasem Ezra na prawdę mógł przynieść hańbę. Ale to nie zmienia faktu, że Madness nie zostawi go samego. Nawet teraz gdy chował się za jego plecami, nie przeszkadzało mu to ani wcale.
No w końcu ludzie się zebrali do kupy, Lysander zdał sobie sprawę z tego, że połowy nawet nie znał. I jakoś mu to nie przeszkadzało, oczywiście widział niektórych na bankietach, rozmawiał z nimi. Ale nic więcej i w sumie jakoś nie chciał. - Choć, usiądziemy.- uśmiechnął się do brata i poprowadził go na krzesło. Ezra zawsze musiał zwracać na siebie uwagę. Chociaż sam nie wiedział, że to robi.
Słuchał dyrektorki i tego co miała do powiedzenia. Szczerze, nie pomyślał nigdy, że ta baba może wymyślić sobie taki absurd. Oburzył się, bardzo się oburzył. Możliwe, że nawet jako pierwszy zabrał głos w tej sprawie. - No to chyba jest już jakiś żart.- rzucił i ugryzł się w język. W końcu rozmawia z panią dyrektor. - Przepraszam. Ale jak się nad tym bardziej zastanowić, żadne z nas nie byłoby wstanie uknuć takiej intrygi. Bez przesady, w tym "incydencie" ucierpiało wiele osób w tym rodziny. Nasze rodziny. Czy pani na pewno sama wpadła na pomysł zadania nam takich pytań? Bo to jest bardzo podejrzane.- Prawdopodobnie nie zachował sie jak przystało na jego ród, ale no proszę was. To były jakieś oszczerstwa!
Powrót do góry Go down
Ezra J. Fawley

avatar
Admin


Liczba postów : 96
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   07.09.16 22:36

Ezra jednym okiem patrzył zza pleców brata jak ten podaje dłoń ślizgonowi i uścisnął ją. Dziwny sposób na bronienie młodszego rodzeństwa przed snem, ale Lysander z całą pewnością wiedział co robi. Dlatego Puchon postanowił mu nie przeszkadzać w tym zacnym czynie, bo przecież starszy Fawley z całą pewnością chciał się wykazać i trochę popisać. Skulił się więc za nim tak jak wcześniej i tylko łypał niepewnie na otaczających ich ludzi. Wtedy mniej-więcej Ezra zdał sobie sprawę ilu ludzi jest w pomieszczeniu. Kiedy oni tu przyszli? Jak? Co tu robią?
Spojrzał na swoje bose stopy, ubrudzone już kurzem, pyłem i ziemią.
- Wyrzuciłem je na stacji w Londynie. Nie były mi potrzebne w pociągu.
Nie miał ochoty siadać na krześle, o wiele bardziej wolał podłogę i gdyby nie prośba Lysandra to pewnie by na niej został. Złożył swój zadek na siedzeniu, gdzie po chwili wciągnął stopy i zaczął machać kolanami pozostającymi "na zewnątrz". Wiele osób nazywało to motylkiem, ale dla Ezry była to jedynie potrzeba chwili, nie znał takiego słownictwa.
Wysłuchał McGonagall, błądząc wzrokiem po suficie i bawiąc się rąbkiem szaty brata, który miętolił w palcach. Wbrew pozorom dotarło do niego wszystko o czym mówiła do niego kobieta. Tak samo jak dotarł do niego podniesiony, zdenerwowany głos brata, który sprawił, że Ezra niemalże spadł z krzesła. Negatywne emocje brata zawsze wywoływały u niego spory niepokój.
- To nie fair! Jak ja śpię do południa to rodzice na mnie krzyczą, a ciocia śpi już trzeci dzień i nikt na nią nie nakrzyczał! - Ezra pożalił się na jawną niesprawiedliwość.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   09.09.16 11:28

Kiedy dyrektor poprosiła o zajęcie miejsc, Arthur nie wyrywał się jako pierwszy, a dał usiąść dziewczętom pierwszym, w końcu zasady dobrego wychowania były priorytetem w takich spotkaniach, choć nie wiem czy każdy miał takie same lekcje kultury, spójrzmy chociażby na Ezrę, który podmuchał na jego rękę. Gdyby Burke nie był świadom pewnej ujemności tego młodzieńca z pewnością czułby się urażony, jednakże nie ma co roztrząsać, skoro już z każdym się przywitał. Olewanie takich zachowań weszło mu w krew, chociaż bardzo nie podobał mu się fakt, że głupota chłopaka ujawniła się właśnie w takim momencie. Brak butów również zwrócił uwagę Arthura, ale wywracanie oczami było nie na miejscu, a ze względu na wysokopostawione rody, które się tutaj spotkały wolał nie zaczynać sprzeczek, w końcu był Ślizgonem, a nie paplającym Gryfonem.
Przez cały czas tylko słuchał, prychając na samym początku, bo co też kobieta chciała chronić, skoro ich rodziny były wystarczająco potężne, żeby obronić dziedziców i całe młodsze towarzystwo samotnie, poza tym akuratnie on miał dziewiętnaście lat, więc bez przesady... Potrafił sam o siebie zadbać, Pani Dyrektor z pewnością by się zdziwiła, gdyby zobaczyła jego biegłość w Czarnej Magii, choć kto wie co by powiedziała, w końcu sama sporo przeżyła, ta cała wojna i biedne ofiary Czarnego Pana.
Z myśli wyrwał go głos jednego z braci, z rodu Fawley. Naturalnie przemową, z którą tłumy powinny zostać porwane to nie można było nazwać, ale jakieś ziarnko prawdy w tym było. Zakładając nogę na nogę nastawił się na stuprocentowe słuchanie, w końcu kto wie jak potoczy się reszta rozmowy? Dodatkowo kiwnął głową Nikolaiowi i Lilith, którzy lekko się spóźnili.
Powrót do góry Go down
Lilith H. Blackwood

avatar
Gracz


Skąd : Fermanagh
Liczba postów : 42
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   13.09.16 23:19

Spóźniona - mogłaby mieć tak na imię zamiast Lilith, bo tego i tak nie lubiła. Ale cóż, list nie precyzował godziny, toteż pewnie zupełnym przypadkiem było, że akurat ona przyszła ostatnia. Sądząc po poważnych minach wszystkich zebranych, a w szczególności dyrektorki, mogła podejrzewać, czego będzie dotyczyć spotkanie. Usiadła, gdy została o to poproszona, ostentacyjnie zarzucając grzywą. W ogóle nie chciała tu być, gdy rozwikłała już zagadkę tego tajemnego zebrania i nie zamierzała się powstrzymywać przed dobitnym pokazywaniem tego. Uśmiechnęła się jeszcze enigmatycznie do Arthura, odpowiadając w ten sposób na jego kiwnięcie głową.
Westchnęła cicho, kiedy usłyszała ten godny pożałowania wstęp. Wiedziała, wiedziała, że chodzi o Dolinę Godryka, jednak nie spodziewała się, że na rzeczy jest coś więcej, niż tylko złożenie kondolencji. Usłyszawszy, po co właściwie zostali tu wezwani, prychnęła głośno. Czy to były jakieś żarty? Już miała otwierać usta, kiedy to Lysander wyjął jej z nich jej słowa. Nie zrobiła więc tego, tylko zacisnęła wargi w wąską linię i delikatnie zmarszczyła brwi. Miała szczerą ochotę wstać i wygarnąć, co o tym wszystkim myśli, ale postanowiła, że nie da innym powodów do utwierdzenia się w przekonaniu, jakoby Blackwoodom brakowało ogłady. Nawet nie zareagowała na słowa drugiego z braci Fawley, tego do reszty skretyniałego. Normalnie pewnie zaśmiała by się pogardliwie, ale jakoś nie było jej do śmiechu. Miała ochotę wstać, odwrócić się demonstracyjnie na pięcie i wyjść. Oczywiście, że żadne z nich nie miało nic wspólnego z atakiem!
- To jakiś absurd - wyrwało jej się z pomiędzy ściśniętych warg, zanim zdążyła się powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Amelia H. Slughorn

avatar
Gracz


Liczba postów : 34
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   25.09.16 18:53

Amelka niezmiernie cieszyła się, że to wszystko wreszcie się zaczęło. Nie miała ani czasu, ani tym bardziej ochoty przebywać zbyt długo w gabinecie. A jeszcze kiedy do pomieszczenia weszła spóźniona Blackwood, to już w ogóle. Rzuciłaby cicho jakiś komentarz o punktualności gdyby tylko razem z dawną koleżanką, nie spóźnił się też Nikolai. Tylko to sprawiło, że utrzymała język na wodzy.
Kiedy dyrektorka kazała im usiąść, ochoczo to uczyniła. Nie było co opóźniać jeszcze bardziej tego wszystkiego przecież. Usiadła sobie obok Leo, bo to zawsze jakieś wsparcie mentalne ze strony ukochanego bliźniaka, prawda?
Szacunek jaki darzyła dyrektorką malał z każdym jednym wypowiadanym przez nią słowem. Czy ona sobie z nich kpiła? Taak, na pewno brali udział w tym zmasowanym ataku, bo przecież nie mieli nic innego do roboty, prawda? Od razu nazwijmy ich nowymi wyznawcami Voldemorta! Po co się powstrzymywać, przecież są czystokrwiści, czyli muszą być też źli… Nie spodziewała się czegoś takiego po dyrektorce. Bo… Ta kobieta miała w sobie coś, Amelka zawsze podchodziła do niej z szacunkiem, kiedyś może nawet odrobine podziwiała siłę, która wręcz biła od tej kobiety. A teraz? Teraz patrzyła na nią z niedowierzaniem.
Już miała otworzyć usta, jednak ubiegł ją Lysander. No tak, jego rodzina słynęła z pięknych przemówień i dyplomatycznych zagrań. On sam widać wyssał to wraz z mlekiem matki, chociaż też dużego pola do popisu to nie miał.
Jednak wraz z ostatnim słowem Lysa, Amelka poczuła, że wypowiedzenie jakichkolwiek słów w tym momencie jest zbędne. Każdy był zszokowany słowami dyrektorki, mówienie tego samego po raz enty było bezsensowne. Postanowiła obserwować i przysłuchiwać się temu i przede wszystkich uspokoić się.
Powrót do góry Go down
Minerva McGonagall

avatar
Specjalne

Liczba postów : 52
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   30.09.16 21:37

I wtedy się już naprawdę skończyła miła śpiewka.
Dyrektorka Hogwartu, szanowna profesor Minerva McGonagall pracowała na swój wizerunek od lat. Pracowała na szacunek i żadni uczniowie nie byli w stanie zniszczyć tego mienia w jakiejś krótkiej rozmowie, do której była zmuszona przez całą radę pedagogiczną. Robiła za nich brudną robotę, przesłuchując rody i jak widać, nie mogła każdemu dogodzić. Z drugiej jednak strony... kto by się nie spodziewał, prawda? Wiedziała doskonale, że uczniowie będą oburzeni jej oskarżeniami, aczkolwiek była zaskoczona mową starszego Fawleya. Czy on miał jakiś tupet? Czy te dzieciaki potrafiły trzymać język za zębami? Zachować powagę? Jej liczne zmarszczki na twarzy wykrzywiły się w pełen zgorszenia wyraz, a dłonie zaś, do tej pory spokojnie położone na biurku, zwinęły się w dwie pięści. Pomruki reszty uczniów oraz sam występ Fawleyów skomentowała jedynie ciszą i zamkniętymi oczami, bo w głębi duszy starała się z całych sił zachować powagę oraz spokój. Dopiero po tej krótkiej przerwie otworzyła znowu oczy, skupiając swój wzrok na pyskatym Ślizgonie.
- Drogi młodzieńcze, jest początek roku, dzisiaj przybyliście do szkoły, więc wyjątkowo z tej okazji, twoje zachowanie zostanie przemilczane. Jednak na twoim koncie ląduje pierwsze ostrzeżenie, ponieważ przy normalnej okazji, twój dom straciłby już trochę punktów - odkaszlnęła i ciągnęła dalej. - A jeśli chodzi o was. - Przechyliła głowę, a następnie schowała dłonie za plecami, przy okazji prostując się jak struna. - Chciałabym, abyście wiedzieli, że jestem po waszej stronie i absolutnie nie wierzę w to, że którekolwiek z was mogłoby wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Musicie jednak zdać sobie sprawę, że nie wszyscy mają dobre intencje, a ja nie mogę wszystkim dogodzić. Miejcie proszę oczy szeroko otwarte i w razie czegokolwiek, stawcie się u mnie w gabinecie. Możecie odejść, dobranoc - zakończyła nieco ostrzej i usiadła na swoim miejscu. Od razu zaczęła zgarniać papiery, które leżały rozwalone na jej biurku, czekając, aż uczniowie opuszczą jej gabinet.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   08.10.16 13:49

Zauważając w jakim kierunku idzie ta rozmowa, Burke trochę się przejął, chcąc w tym roku wygrać puchar domów, bo jednak pewną ujmą na honorze był fakt, że Krukoni zdobyli go po raz kolejny. Zerknął na Lysandra, kiedy Dyrektorka przemawiała i już wiedział co zrobić, choć naturalnie nie w jego kwestii było godzenie sporów, tak ten jeden raz musiał się wtrącić i nie pozwolić na jakiekolwiek inne triady, z których i tak nic by nie wynikło. Kiedy dyrektorka ich bardzo grzecznie wyprosiła ten wstał, jako pierwszy i powiedział do niej.
- Pani Dyrektor, żadne z nas nie miało na celu Pani urazić, po prostu sytuacja, w której znajdują się obie strony nie jest ciekawa, tym bardziej, że podejrzewam, iż osoby będące w tym pomieszczeniu nie są w stanie udzielić Pani Profesor jakichkolwiek odpowiedzi na takowe pytania, stąd to oburzenie i szok. Chyba kompletnie niepotrzebnym jest wspominanie, że kolega, który się odezwał porwał się chwili i żadne z jego słów nie miało na celu kogokolwiek obrazić, a tym bardziej nie Panią Dyrektor. - z momentem, z którym skończył swoje wyjaśnienie, w sposób nader szlachecki lekko się skłonił i z wyprostowanymi plecami wyszedł z pomieszczenia, kierując się w stronę Lochów. Szczerze powiedziawszy miał w nosie, że właśnie złamał jedną ze swoich złotych zasad czerpania informacji, ale nie mógł pozwolić, żeby ktoś z jego domu mógł wpakować resztę Ślizgonów w jakieś gówno. Innym tematem jest to, że najwyraźniej starszy brat Falweyów chyba zaraził się głupotą od tego młodszego, co dla Arthura było nie do przyjęcia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Siódme piętro-
Skocz do: