Share | 
 
Zamykana czytelnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Zamykana czytelnia   29.05.16 14:57

Zamykana czytelnia

Czym się różni ta czytelnia od tej głównej? To proste. W związku z tym, że znajduje się za zamkniętymi drzwiami, można sobie tu pozwolić na o wiele więcej, niż w głównej części biblioteki. Jest też o wiele wygodniej z uwagi na kanapy i fotele. Można tu śmiało przyjść uczyć się indywidualnie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by czytelnia stała się miejscem pracy grupowej. Takie jest przynajmniej założenie, a co uczniowie tu robią, to już inna kwestia.
Powrót do góry Go down
Arthur Henry I Burke

avatar
Gracz


Skąd : Norfolk; Wielka Brytania
Liczba postów : 72
PisanieTemat: Re: Zamykana czytelnia   30.07.16 17:40

23 czerwca 5:30

Nie potrafił zasnąć przez ten cholerny szmatławiec. Przewracanie się z boku na bok w jego wypadku nie wchodziło w grę, dlatego po prostu leżał na wznak w mahoniowym łóżku, które już niedługo miał opuścić. Myślenie sprawiało, że chciał po prostu zniknąć, pierwszy raz od niepamiętnych czasów, Burke nie czuł się dobrze w swojej skórze. Głupstwa, które wypisali w artykule niemal spłonęły przez jego oczy, dobrze że czytał to będąc samemu. Był wściekły nie ze względu na to co się stało, że ją uratował od śmierci, bo idiotka nie potrafiła pływać, że wyciągnął ją z tego Zakazanego Lasu, że najwyraźniej ktoś go z nią widział w tym lesie, czy też na jego obrzeżach i ostatecznie, że w kolumnie obok była informacja o tym, że ta dziewucha, która doprowadzała go wręcz do chęci mordu, macała się z jakimś innym. Burke nie był zazdrosny, po prostu po tym wszystkim co przeżyli twierdził, że należy mu się jakiś szacunek i poważanie, a ta mała lafirynda robi coś nieodpowiedniego z kolejnym Ślizgonem. Głównym atutem było to, że był to pobratymiec z jego domu, w prawdzie młodszy, ale nadal Ślizgońskie braterstwo, które było wzmocnione dobrym rodowodem, nie wzbudzały w nim, aż takiej złości. Dobra, co ja piszę za bzdury, buzowało w nim, jak cholera. Głupia dziewucha najpierw się do niego śliniła, a potem szła do innego? Burke nie mógł pozwolić na taki brak szacunku dla jego osoby, dlatego żeby się uspokoić wyszedł z dormitorium, wcześniej jeszcze się ubierając i zabierając różdżkę oraz starą księgę z działu ksiąg zakazanych. Musiał poćwiczyć, zająć się czymś, żeby tylko nie myśleć o tych głupotach, które wczoraj usłyszał. Nie miał nawet ochoty myśleć o tym jaką lekcję dostanie od dziadka, jeśli ten się dowie o dziewczynie. Mentor jego rodu był wyrozumiały, ale jeśli chodzi o opinię rodziny to nie ma mowy o jakimkolwiek ultimatum ani ulgach. Arthur musiał być gotów na to starcie, tym bardziej, że pewnie już jego dziadek wiedział o tej plotce. Będzie musiał jeszcze przed egzaminami mu wysłać list, w którym zamieści informacje dotyczące szczegółów tej plotki, bo przecież ktoś ewidentnie chciał zbrukać jego nazwisko na niziny. Teraz będzie musiał być jeszcze uważniejszy, skoro jest na widoku.
Skierował się w stronę zamykanej czytelni, w której o godzinie szóstej nie było dosłownie nikogo. Nawet mucha mogłaby zakłócić ciszę, która panowała w pomieszczeniu. Starając się oczyścić umysł przekartkował kilka pierwszych stron, naturalnie wcześniej zasiadając w wygodnym fotelu. Z uwagą zaczął studiować, do momentu, którego jeszcze nie czytał. Oczyścił umysł i pomyślał o nim jak o bibliotecznym labiryncie. Książka wiele wspominała o tym, żeby spróbować wymyślić jakąś podstępną sztukę oszukania innego umysłu, a ze względu na biegłość Arthura w legilimencji, chłopak zaczął układać książki ze wspomnieniami, na razie jedynie rzeczywistymi. Burke wpadł na pomysł bibliotecznego labiryntu kiedy raz, kompletnie przypadkiem wszedł do umysłu dziadka i zobaczył ogromną bibliotekę. Sam również zapragnął zrobić taki ogrom wspomnień i informacji, nawet tych nieprawdziwych w jednym miejscu, dokładnie w jego głowie, jako pierwszy etap obrony przed legilimentami. Dzięki swoim umiejętnością było mu łatwiej stworzyć taki obraz, tym bardziej, że znał teorię. Przez dwie godziny po prostu siedział, wyprostowany i niemal nieruchomy, jak posąg z zamkniętymi oczami, cały czas wymyślając coraz to nowe obrazy, które były fałszywe, mimo to, zajmowały umysł Arthura. Było to bardzo produktywne zajęcie, choć na każdy zarys wymyślonego wspomnienia musiał poświęcić dokładnie godzinę, ale już po dwóch obrazach zaczął rozumieć o co w tym chodzi, dlatego kiedy wybiła godzina ósma Burke'ya oderwał odgłos z jego brzucha. Ślizgon mimo wszystko również był człowiekiem i potrzebował strawy, żeby przetrwać, dlatego schował księgę w szacie i wyszedł, uprzednio sprawdzając pomieszczenie raz jeszcze, w końcu nawet teraz ktoś mógł go śledzić, ale co tym razem by mu zarzucili? Trzygodzinne siedzenie w czytelni z zamkniętymi oczami, może medytował? Zatrzasnął drzwi i poszedł odłożyć książkę, żeby później skierować się w stronę Wielkiej Sali.

zt.
Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Czwarte piętro :: Biblioteka-
Skocz do: