Share | 
 
Aleja pod baldachimem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Aleja pod baldachimem   30.05.16 0:21

Aleja pod baldachimem

Rosnące przy tej alejce drzewa, a właściwie ich liście, tworzą piękny, szczelny baldachim. Latem jest pod nim przyjemnie chłodno, jesienią stanowi świetną ochronę przed deszczem. Zimą staje się czymś w rodzaju ciepłego tunelu, do którego nie dochodzi mróz. Wiosną z kolei, gdy wszystko kwitnie, zakwita potęgą barw i zapachów. Cała alejka jest niczym mały, zamknięty świat, całkowicie odcięty od szarej rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   20.07.16 10:33

Podał mu papierosa, ani trochę nie spodziewając się tego dotyku na skroni. Był miły. Bardzo miły. I nie pozostawiał pola do dyskusji, jakiejkolwiek, kiedy Abbey powiedział, że ma pójść. Oczywiście, że pójdzie. Prawdopodobnie w tej chwili wszędzie, gdzie tylko Krukon będzie chciał, choćby na koniec świata. O ile nagrodą będzie kolejny dotyk.
Nie miał pojęcia, że Abbey odbiera jego zaskoczenie jako udawanie. Naprawdę chciał być szczery, ba, był szczery, całkowicie, ale jak to się miało do jego luk pamięci, przynajmniej patrząc z zewnątrz? Pewnie różnie i nie mógł nikogo o to obwiniać. Czuł się jednak w obowiązku, żeby wyjaśnić, na tyle, na ile sam to wszystko rozumiał. Dlatego idąc obok, zaczął niepewnie:
- Ja... Naprawdę nie miałem pojęcia, że palę. Pomfrey mówi, że dostałem wyjątkowo nieudolnie rzuconym zaklęciem zapomnienia. Zrobiło mi z mózgu sito, zabierając nazwy przedmiotów i sporą część tego, co czyniło mnie, no, mną. Pamiętam wszystkie te, wiesz, złe rzeczy, jak na złość, ale takie głupoty jeszcze nie wróciły. Nie złość się, to nie moja wina.
Miał świadomość tego, że zwykle niezależnie od tego, jak mocno się człowiek uderzył w głowę, magią można było to naprawić w mgnieniu oka. Żadne fizyczne, proste urazy nie stanowiły problemu dla pani Pomfrey, to oczywiste. Inaczej się miała sprawa z urazami magicznymi. Zwłaszcza, jeśli zaklęcia były rzucane nieumiejętnie. Zwłaszcza, jeśli ciało było osłabione, a zaklęć było dużo. I choć nie dowiedział się, czym dokładnie oberwał, wiedział, że to wciąż nie wyglądało dobrze. I pielęgniarka ani trochę nie wyglądała na zadowoloną jego stanem, nawet po tylu dniach.
Ujął w dwa palce jednego papierosa i przyjrzał mu się uważnie. Naprawdę palił? Cóż, to chyba możliwe. Właściwie wszystko na to wskazywało, więc nie było sensu zaprzeczać. Odpalił końcem różdżki i zaciągnął się, choć nie za mocno, w razie jakby miał się zaraz zacząć dusić czy coś. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Ba, organizm jakby się uspokoił od znajomego dymu. Ciężko było o silniejszy argument.
Czuł jednak, że eliksir przeciwbólowy przestaje działać. Ból nie był nie do zniesienia, już nie, ale po prostu był uciążliwy. Odczuwalny, trochę. I choć naprawdę nie chciał okazywać słabości, to musiał się poddać, chociaż trochę.
- Zwolnij, proszę - rzucił, bardzo starając się nie kuleć. - Nie byłem tu nigdy, wiesz?


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   20.07.16 13:26

- Dziwna sprawa. - Skomentował krótko. W innych warunkach o wiele bardziej zainteresowałby się historią jego problemów ze zdrowiem i nie szczędziłby dodatkowych pytań, pewnie dlatego, że wiązał swoją przyszłość z karierą uzdrowiciela, ale na randce uznał to za niepotrzebne. Zresztą, podejrzewał, że w przyszłości, prawdopodobnie już jednak w nowym roku szkolnym, będą mieć znacznie więcej czasu na mniej ważne rozmowy. Uznał, że wtedy zapyta go o to, dlaczego w ogóle wylądował w skrzydle szpitalnym w tak beznadziejnym stanie. Teraz nie mógł pozbyć się wrażenia, że nie mają na to czasu. Mieli siebie od niedawna, a rozłąka, niefortunnie dłuższa niż doświadczona przez nich bliskość, zbliżała się wielkimi krokami.
Westchnął, odpaliwszy papierosa. Nie używał do tego różdżki, raczej zapalniczki. Abbey raczej się tym nie chwalił, ale powszechnie było wiadomo, że był beznadziejny w zaklęciach. W jego wypadku jedno incendio było w stanie pozbawić Krukona brwi i połowy grzywki, toteż o wiele bardziej niż sobie ufał mugolskim wynalazkom. Zresztą, może to była też kwestia przyzwyczajenia? Różdżką mógł sobie dogadzać tylko w Hogwarcie, a jednak znaczną część życia spędzał poza nim, żyjąc trochę jak zwykły mugol.
W którymś momencie drogi wolną od papierosa dłonią złapał jego dłoń i mocno zacisnął nań swoje palce. Przez resztę trasy milczeli.
(...)
- A ja byłem tu wiele razy. - Zagadnął ze szczerym uśmiechem, zatrzymując się w miejscu, niemal na samym środku alei. Puścił go. Zamilkł na chwilę i rozejrzał się z zafascynowaniem w oczach. Mimo tego, że przechadzał się po alei podczas każdego ze swoich wypadów do Hogsmeade to miejsce wciąż nie przestawało mu się podobać. Nocą nabierało specyficznego uroku. Rosnące blisko siebie drzewa tworzyły w całości przysłaniający niebo baldachim, a przestrzeń pod nim odgrodzona była od świata na tyle, że stojąc na kamiennej posadzce i patrząc w górę nie sposób było dostrzec nieba. - Pierwszy raz lata temu, zabrała mnie tu siostra. Dotąd nie byłem tu z nikim innym poza nią. Nie wiem czy to, że tu jesteśmy to jakieś specjalne wyróżnienie, ale, kurwa, lubię Cię, Lockwood. Naprawdę Cię lubię.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   20.07.16 15:26

Było w tym coś świetnego, kiedy tak szli, trzymając się za ręce. Cokolwiek miało to znaczyć. Do czegokolwiek nie miałoby prowadzić. Może było tą namiastką bezpieczeństwa? Wszystko jedno. Te splecione palce wydawały się być tak naturalne i oczywiste, i felixowy oddech znów jakoś nie do końca chciał się uspokoić. Gryfon lubił takie gesty i nic na to nie mógł poradzić. Były proste, małe, ale robiły wszystko. I dlatego kiedy dotarli na miejsce, a Abbey go puścił, poczuł się naprawdę zawiedziony. I chociaż otoczenie miało w sobie coś magicznego, to gdzieś to przyblakło. Jakby brakowało drobnego elementu, wykończenia. Jakby na szkle po raz kolejny pojawiła się rysa.
Niemniej Krukon wydawał się być zafascynowany miejscem, do którego dotarli, więc Felix oderwał wzrok od niego, a dla odmiany uważnie się rozejrzał. Musiał przyznać, że było pięknie. Spokojnie. Jakby byli w swoim małym świecie, do którego nikt inny nie miał dostępu. To mogło być zdradliwe wrażenie, ale ani trochę się tym teraz nie przejmował.
Siostra. Nie wiedział, że Abbey miał siostrę. Pewnie, nie wiedział masy rzeczy, ale z jakiegoś powodu czuł, że to akurat ważne. I już, już chciał o nią zapytać, ale coś go tknęło. Uznał, że to może nie najlepszy pomysł, że jeśli zapyta, to wszystko się skończy. To mogło zaczekać. W końcu, jeśli Abbey nie planował znikać, trochę czasu przed nimi jeszcze było. A mówienie o lubieniu już zaczekać nie mogło.
Lubię cię, Lockwood. Naprawdę cię lubię.
Miał pewność, że akurat tego jego mózg nie wyprze. Prawdopodobnie będzie pamiętał dźwięk tych słów jeszcze długo. Słów, które nie miały w sobie przecież nic takiego. Tym bardziej, że jakaś racjonalna cząstka niego podpowiadała, że więcej z tych słów będzie szkód, niż pożytku. Ale to nic. To zupełnie nic.
Podszedł do niego, blisko, bardzo blisko.
- A ja lubię ciebie. I pewnie to się źle skończy, bo się nawzajem wykończymy. Ja zniszczę ciebie, ty zniszczysz mnie - rzucił lekko. Nie miał pojęcia, skąd u niego taki luz w artykułowaniu największych obaw ostatnich dni, ale nawet to nie miało znaczenia. Może ten wieczór był po prostu tak nierzeczywisty, że nawet lęki przestawały być realne.
Przyciągnął go do siebie i kolejny raz pocałował. Podobało mu się inicjowanie tych pocałunków, kontrolowanie sytuacji choćby przez chwilę, podporządkowywanie sobie tego niezależnego chłopaka chociaż na kilka sekund. A teraz było tym lepiej, że wcale nie musiał przerywać, nie tak szybko. Mógł całować go mocno, choć powoli, dotknąć jego karku, nie myśleć o niczym.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   21.07.16 9:49

- Nie dziś. - Odparł z przekonaniem i zgasił resztkę papierosa o murek, niedopałek chowając zaś w kieszeń swetra. Abbey mógł być wariatem, ale nie śmiecił; jak mało kto szanował naturę. Uśmiechnął się kącikiem wargi, znów z dołeczkiem w policzku i złączył na moment ich spojrzenia, tak samo zresztą ciemne. - Dziś jest normalnie, dokładnie tak, jak chciałem. Wypiłem jedno piwo, ze zmęczenia czuję, jak delikatnie zmienia mi sposób myślenia. Spacerujemy, a rozmowa trzyma się bezpiecznych torów. Nie ma w tym wszystkim destrukcji, jesteśmy my, kimkolwiek właśnie dla siebie jesteśmy. - Wyjaśnił i dotknął palcami jego twarzy, w czułym geście założywszy jeden z loków za ucho Gryfona. Ten, złośliwie, znów zsunął się na czoło. Czy coś miało w tej chwili jakieś znaczenie?
Musnął jego usta powoli, z początku tylko łącząc je na krótko i zaraz się odsuwając, choć jedynie na odległość milimetrów. Oczy przymknął, dłońmi zaś zabłądził w okolice jego bioder, bez skrępowania wsuwając szczupłe palce pod koszulę. Pogładził kciukami skórę, stworzył kilka czerwonych śladów na plecach. Nieco wyżej wyczuł bandaż, pewnie pozostałość po wypadku. ...Czy był podporządkowany? Rzadko. Ostatecznie to jednak on pchnął biodrami ciemnowłosego nieco w tył, tak, że ten był zmuszony oprzeć się o pień jednego z pobliskich drzew i dopiero wówczas pogłębił pocałunek. Wszystko bez najmniejszego skrępowania, jakby robili to codziennie. Czuł się dziwnie swobodnie w jego towarzystwie i to było coś, czego zaczynał się bać.
(...)
Pocałunek nie był szczególnie długi, ostatecznie Abbey zdecydował się na to, by odsunąć się i przysiąść po drugiej stronie drzewa, plecami do pnia. Oparł się i wziął głębszy wdech, choć bezgłośnie. Wierzchem dłoni starł jego ślinę ze swoich ust, a potem przetarł twarz dłońmi.
- Z całych sił staram się lekceważyć niedosyt... - Szepnął i spojrzał w górę, jakby liczył, że dostrzeże tam niebo. Baldachim koron drzew był zbyt starannie upleciony, by to było możliwe.  Szukał ukojenia, te jednak pozostało niedostępne. Chciał go bardziej i mocniej, nie mniej jednak domyślał się granic, które postawiłby mu Lockwood. - ...ale, mimo wszystko, nie całujmy się już więcej. Masz przyjemnie miękkie usta, a ja podobne serce. Nie chciałbym musieć znikać z Twojego życia, rozumiesz, prawda?
...Nawet jeśli tak przyjemnie byłoby być kochanym.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   21.07.16 14:46

Jeden krótki dotyk, drobna pieszczota, jaką była próba odgarnięcia włosów z jego twarzy i czas się jakby zatrzymał. To było... Czułe. A Felix nie spodziewał się czułości. Tak długo powtarzał sobie, że w tym przypadku nie ma co liczyć na subtelności, na delikatność i uderzanie w te wszystkie struny romantyka, że naprawdę mocno w to uwierzył. I teraz nagle się okazuje, że może dostać dokładnie to, czego potrzebuje i co lubi, bez psucia czegokolwiek. I to właśnie od Abbeya, od nikogo innego. A potem... Potem było już tylko lepiej.
Jego palce błądziły gdzieś po karku Krukona, po jego szczęce, szyi. Sam nie miał pewności gdzie, bo nijak nie był w stanie się na tym skupić. Dotyk dłoni Abbeya na biodrach, pod koszulą, palący kontakt skóry ze skórą całkowicie odbierał mu zdolność myślenia o czymkolwiek. Za dużo bodźców, przez które kręciło mu się w głowie. Zapach wilgotnego wieczoru przyćmiewany przez zapach stojącego tak cudownie blisko chłopaka. Nacisk kory drzewa na plecy, który był niczym wobec odczuć dostarczanych przez pocałunek. Odgłosy wieczoru nie miały nawet szans dostać się do jego uszu, zagłuszane przez ciężkie, zmieszane oddechy. I nie było żadnego bólu. Jego ciało tak bardzo skupiło się na zewnętrznych bodźcach, że zupełnie zapomniało o tym, co wewnątrz. Najlepszy środek przeciwbólowy, jaki kiedykolwiek wynaleziono. Do stosowania za każdym razem, kiedy potrzeba, bez możliwości przedawkowania.
Kiedy Abbey się odsunął i usiadł kawałek dalej, Felix potrzebował chwili, żeby dojść do siebie, po czym zsunął się wzdłuż drzewa, żeby też usiąść. Nie miał pojęcia, co właściwie się właśnie wydarzyło, ale nie obchodziło go to. To mogło być cokolwiek, byle się nie kończyło. Nie rozumiał, czemu musiało się skończyć, ale może coś za coś, może inaczej być nie mogło. Może czułość musiała jednak być dawkowana, bo gdyby było jej za dużo, ta bańka, w której byli, w jakiś sposób by pękła. A tego chyba żaden z nich nie chciał. Oby.
Nie, ani trochę nie rozumiał, dlaczego połączenie miękkich ust z miękkim sercem miałoby skończyć się ucieczką. Dlaczego niedosyt musiał pozostać, dlaczego pozbycie się go najwyraźniej byłoby czymś złym. Nie rozumiał, ale nie miał ochoty teraz się nad tym zastanawiać ani o to pytać. Był za to pewien jednego. Właściwie niczego bardziej nie był pewien.
- Nawet się nie waż znikać - stwierdził mocno zachrypniętym głosem, licząc, że tym jednym zdaniem powstrzyma całe zło, jakie mogłoby przyjść. Nie mógł pozwolić, żeby Abbey zniknął. To w ogóle nie wchodziło w grę. Jak idiota znowu zaczął się angażować, wierząc w to, że tym razem będzie inaczej, bo będzie ostrożny, a Krukon może i go skrzywdzi, ale inaczej, nie ucieczką. A teraz jakby się okazywało, że taka opcja istnieje i może nawet jest realna. Był gotowy zrobić cokolwiek, żeby do tego nie dopuścić. Cokolwiek.
Spojrzał w jego stronę, a kiedy zauważył, że chłopak opiera się dłonią o ziemię, wyciągnął rękę i go za nią złapał. Lekko, tylko trochę, niezbyt nachalnie. Ale gdyby Krukon chciał teraz uciekać, to go chwyci mocniej i zatrzyma. To wystarczy. Musi wystarczyć. I nawet przez myśl mu nie przeszło, że może to nie jest teraz odpowiedni gest.
- Proszę? - szepnął niepewnie, starając się zakląć rzeczywistość. Serce wciąż waliło mu jak oszalałe, ale nie miał pewności, czy to przez intensywny pocałunek sprzed chwili, czy raczej ze strachu, że to wszystko zniknie i się więcej nie powtórzy.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Abbey Campbell

avatar
Gracz


Skąd : Plymouth, Anglia
Liczba postów : 200
PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   21.07.16 17:21

- Nie mogę Ci tego obiecać. - Mruknął, już bez zbędnej zabawy w bycie czułym. Koniec z jebaną maścią znieczulającą, zbyt bardzo się bał, że posunie się z tym wszystkim dalej; nie fizycznie, wiadomo, to mogło przerażać co najwyżej Felixa, ale emocjonalnie, a z tym blondyn nie byłby już w stanie sobie poradzić nawet, gdyby bardzo się starał. Nie znał cięższej kuli u nogi niż przywiązanie. - Im bliżej mnie jesteś; im głębiej moczysz opuszki palców w mojej duszy tym ja coraz to bardziej i bardziej rozglądam się w poszukiwaniu drogi, którą mógłbym uciec... - Szczerość, tak? To niech ma, niech bierze i udławi się tym całym skomplikowaniem, którego Abbey miał w sobie szczerze dość. Pogładził jego dłoń swoimi palcami, nakreślił nań dziwny wzór, uśmiechnął się niemrawo, kiedy usłyszał to głupie, ciche "proszę", a potem tylko wzruszył ramionami, kwitując tym ostatnim gestem swoją bezradność. Co mógł zrobić, skoro czuł, że nie ma nad sobą i tym, co robi, absolutnie żadnej kontroli? Nagle jego chorą głowę nawiedził multum wątpliwości. Hej, czy my w ogóle do siebie pasujemy? Wątpił, byli zbyt bardzo z różnych światów, żyli w inny sposób i inne wartości uznawali za ważne. Felixowe pocałunki były słodkie, a jego usta smakowały lepiej niż kremowe piwo, ale na ile ta słodycz miałaby wystarczyć komuś tak niestabilnemu, jak młody Campbell...?
Westchnął mimowolnie.
- Potwornie, ale to naprawdę potwornie nie chciałbym Cię skrzywdzić. - Dodał jeszcze, musnął jego dłoń nosem, bezradnie, a potem wstał i spojrzał nań z góry. - Wracajmy. - Mruknął po chwili milczenia, podczas której patrzyli sobie w oczy. Spojrzenie blondyna było niesprecyzowane; ciężko było stwierdzić czy przebija się bez nie smutek czy raczej zwykła pustka - Wciąż możesz liczyć na przejście pod Miodowym Królestwem, nie jest jeszcze za późno. A, no i dzięki za wszystko. ...Wymianę śliny, wiesz. Trochę poprawiłeś mój parszywy nastrój. Jest szansa, że kiedyś to powtórzymy. Potrzebuję jeszcze spaceru, najlepiej w samotności. - To mówiąc wycofał się nieco, a dłonie wsunął w kieszenie. Całe to pożegnanie przyszło mu z dziwną łatwością. Może po prostu już nauczył się zostawiać ludzi, niezależnie od okoliczności? Odchodząc, dorzucił jeszcze tylko jedno zdanie. - ...No, to widzimy się na zakończeniu, tak? I w pociągu, jeśli Ci się poszczęści.

z/t x2.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Aleja pod baldachimem   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogsmeade-
Skocz do: