Share | 
 
Huśtawka na drzewie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Huśtawka na drzewie   01.06.16 23:12

Huśtawka na drzewie

Nikt nie wiedział, od jak dawna ta huśtawka tu wisiała. Prawdopodobnie zawiesili ją jacyś uczniowie kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat temu. Informacja o miejscu, w którym można było ją znaleźć, była przekazywana młodszym uczniom przez tych starszych, jako że nie było jej widać z okien zamku. Nauczyciele nie wiedzieli, a przynajmniej udawali, że nie wiedzą, gdzie ta huśtawka się mieści. Gdyby oficjalnie wiedzieli, musieliby zainterweniować, bo konstrukcja nie wyglądała na zbyt stabilną. Jednak się trzymała, kolejne pokolenia spędzały tu czas i wszyscy byli szczęśliwi. Prawda?
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   18.06.16 19:17

Ostatnie dni, dały jej w kości. Miała dość, tego wszystkiego. Zamartwiania się o przyszłość, o to co będzie. Chciała po prostu żyć chwilą, jak inni uczniowie. Bawić się i nie martwić, jak małe dziecko. Szkoda, że już nim nie była. Gdyby była, chociaż młodsza o rok. Wtedy, wtedy na pewno nie spoczywało by tyle na jej barkach. Teraz, było to za dużo. Dlatego chciała uciec, choć na chwilę. Od tego wszystkiego, co ją przytłaczało.
Była taka piękna pogoda, że aż żal było siedzieć w zamku. Sobota, po południe i słoneczko grzało. Było po prostu idealnie. Elizabeth, ubrała się w jeansowe spodenki, biały t-shirt, narzuciła na to koszulę w kratę i poszła na błonia. Pewnie wyglądała komicznie, niby była ubrana na krótko, ale miała do tego wysokie trampki. No przecież gdzieś musiała chować swoją różdżkę. Nawet, nie przejmowała sie tym, aby zakryć swoje tatuaże. Nie chodziło o to, że się ich wstydziła. Tylko, bardziej o to, że nie chciała słyszeć pytań. Ale teraz, gdy pogadała z Liv. Nie miało to już dla niej żadnego znaczenia, nie będzie więcej się chowała za stertami ciuchów.  Po prostu z tym skończyła.
Spacerem, po dłuższej chwili. Znalazła się już u celu swojej podróży. Zrzuciła swoją torbę pod drzewo i wyjęła z niej książkę. Nie, nie był to żadne erotyk. Przez Irytka, przestała je ze sobą nosić. Usiadła się na huśtawce i powoli ją rozbujała. Po czym, otwarła książkę z czerwono-czarną okładką i zaczęła ją czytać. Czuła się odprężona jak nigdy, cisza i spokój. Właśnie tego potrzebowała.
Huśtawka, była tak daleko oddalona, że nawet nie dochodził tutaj hałas, który znajdował miejsce na błoniach. To była, oaza spokoju. Jak na razie nie zakłócona przez nikogo.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   18.06.16 19:54

Dzień jak co dzień z życia wybitniej jednostki - czasem potrzeba trochę spokoju i zajęcie się samym sobą, w końcu pozostanie idealnym nie jest takie proste. A skoro już posiadał odpowiednie mięśnie, to wypadałoby je pielęgnować, a przecież lepiej robić to na świeżym powietrzu, prawda? I ogólnie - lepiej to robić, w końcu nikt nigdy nie wiedział kiedy przydadzą się jego wybitne umiejętności w czymś kolokwialnie nazywanym "spuszczaniem wpierdolu" - tylu Puchonów i Gryfonów hasa po szkole, trzeba być zawsze przygotowanym. Nie potrzebował ze sobą zbyt wiele, przywdział więc spodenki za kolana i koszulkę bez rękawków, po czym udał się w odludne miejsce - dzisiaj padło akurat na drzewo na którym była huśtawka. Zdjął więc koszulkę (odrzucając ją na gałąź na której były sznury huśtawki) i wdrapał się na drzewo - dość wysoko, w końcu niżej to by nie było tak samo zabawne. Gdy uznał że wysokość mu odpowiada, wybrał mocniejszą gałąź i przewiesił przez nią nogi. Zwisł do góry nogami i zaczął robić w ten sposób brzuszki - proste, skuteczne i satysfakcjonujące. A że raczej nikt mu nie będzie tu przeszkadzać, to uwinie się dość szybko i już będzie mógł spokojnie robić coś żeby zepsuć to co uda mu się wyćwiczyć - jakaś mała alkoholowa sesja dobrze by mu zrobiła. I tak w kółko - aż dziwne że udawało mu się utrzymać figurę z takim trybem życia - prędzej czy później to się skończy tak, że wyrośnie mu piwny bebson, ale póki jeszcze mógł coś z tym zrobić to dbał aby wyglądać dobrze. Prawdopodobnie by się w życiu nie zorientował że parę stóp pod nim ktoś się znajduje, gdyby nie usłyszał znanego odgłosu - sznura trącego o drewno, czyli coś co zwiastowało że na dole ktoś się zjawił. Typowe, po prostu typowe. Cóż, ten ktoś go nie zauważył, więc i Gross nie widział żadnego powodu aby schodzić i sprawdzić kto właściwie musiał upodobać sobie to miejsce. Bardzo możliwe że robił by sobie tak brzuszki jeszcze na długo po tym jak tajemniczy przybysz by stąd odszedł, gdyby nie fakt że jego zdolności wyboru okazały się dość kiepskie.
Zwiastowało mu to najpierw cisze, potem znacznie głośniejsze "trach trach trach". Nim się obejrzał, gałąź uznała że ktoś przywodzący rozmiarami na myśl małą orkę, to nie jest odpowiednia osoba do obciążania jej całym swoim ciężarem i puściła. Gilgamesh co prawda się tego nie spodziewał, ale czy to raz zleciał z miotły podczas Quidditcha? To już było coś więcej niż refleks - przyzwyczajenie, sprawiające że raczej nie spadał na głowę. Z zadziwiającą, jak na takiego olbrzyma, gracją obrócił się w powietrzu i po chwili ciężko wylądował przed Liss, w przykucu, podparty jedną ręką. Coś ala "superhero landing". Brawo, brawo, to się nazywa wielkie wejście. Oczywiście gałąź leciała razem z nim i wylądowała kawałek za nim, ale kogo obchodzi ta gałąź. Teraz już miał chwilę aby przyjrzeć się osobie która tak samo jak on, stwierdziła że w tej chwili to jest właśnie jej szczęśliwe miejsce. Był prawie pewien że jest Krukonką i że nazywa się Elizabeth, ale nie mógł odnaleźć w głowie nazwiska - zresztą czy to takie ważne? Mniejsza, przecież ważniejsze było co innego - trzeba przyznać, że mu się podobała. A to już dobrze o niej świadczyło. Oczywiście nie zamierzał się przyznawać że po prostu spadł z drzewa - musiał więc wymyślić coś, żeby wytłumaczyć dlaczego stoi tutaj przed nią, z klatką piersiową na wierzchu ukazując czubek swojej blizny i naturalnie - tatuaż. Nie można też zapomnieć o tym, że był zbudowany na tyle dobrze że raczej nikogo nie powinien ten widok gorszyć, tak czy siak - jakieś wytłumaczenie by się przydało.
- Niech zgadnę - poczułaś się samotna? Można więc powiedzieć, że spadłem Ci z nieba - powiedział, posyłając jej swój markowy, zaczepny uśmieszek nr 7. Nie chciało mu się kombinować, a zawsze lepiej zacząć rozmowę od żartu niż wytłumaczeń - tak przynajmniej mu się wydawało.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   18.06.16 20:30

Cisza, spokój, książka, dobra pogoda i huśtawka. Czego chcieć więcej ? No właśnie, nic więcej nie było jej potrzebne. Bujała się na huśtawce, zaczytana w książce. Do jej uszu, nie dobiegał żaden dźwięk. A to nawet dziwne, jeśli właśnie parę metrów nad nią ktoś robił brzuszki, nawet nie miała pojęcia że tam się znajduje. Tak to jest, jeśli żyje się w świecie Benoit. "Świat bujana w obłokach." Najlepszy, jaki może być, najlepszy w jakim można się znaleźć. Choć dziś, wyjątkowo znajdowała się w świecie z Morganville. Pełnym wampirów i mózgowca. Zazdrościła, głównej bohaterce tego, że jest tak mądra, że w takim wieku tak sobie radzi. Chociaż, mniej zazdrościła jej tych wampirów. Ale, każda książka, musiała mieć w sobie coś z magii. To śmieszne, jak mugole wyobrażają sobie wampiry. Choć, w tej książce, nie odbiegało to tak za bardzo od normy. Przynajmniej nie błyszczały w świetle słońca..
Jej ciszę, zakłócił jakoś hałas. Jakby łamiącej się gałęzi, przez chwilę myślała że to jej gałąź, ale ona nadal bujała się na huśtawce. Zadarła swoją głowę do góry i zobaczył jak jakiś chłopak, własnie leciał na dół wraz z gałęzią. Nie wiele myśląc, zamiast zejść z huśtawki, zeskoczyć, cokolwiek. Zakryła swoją głowę książką, nie chciała aby on albo ta gałąź, wylądowała na niej. A przez chwilę miała wrażenie, że tak będzie. Na szczęście, nic takiego się nie stało. Spojrzała się przed siebie. Już chciała, zapytać chłopaka czy wszystko w porządku. Ale najwyraźniej tak było. Wylądował niczym, super bohater. Co wywołało u niej delikatny uśmiech na twarzy.
No tak, czego chcieć więcej w tak piękny dzień? Odpowiedz, zleciała sama. Najwyraźniej, potrzebowała super bohatera. Który własnie, upadł przed nią. Tak, na pewno będzie to przelane gdzieś na pergamin, przez dziewczynę.
Parsknęła śmiechem, słysząc wytłumaczenie chłopaka. W między czasie, na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Cóż, nie codziennie ktoś bez koszulki przed nią ląduje. Jeśli, dziewczyna się nie myliła był to własnie Gilgamesh. - Chyba bardziej z drzewa. - uśmiechnęła się i zatrzymała huśtawkę. Nie fajnie, tak się huśtać i z kimś rozmawiać. Nie miała już zamiaru pytać, czy wszystko jest ok. Bo najwyraźniej było, więc po co komu te bezsensowne pytania.   - A więc, zostałeś zesłany mi przez moce o których nie mam pojęcia. Może opowiesz mi jak tam jest ? - spytała z nie małym uśmiechem na twarzy. Oczywiście, nie oczekiwała żadnej odpowiedzi. Bo jej pytanie, było dość głupie. Ale, też chciało jakoś zażartować, tylko jest mały problem. Poczucie humor, to miała zerowe. Nawet zaczynała czuć się już głupio, bo nie pohamowała swojej głupiej wypowiedzi.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   18.06.16 21:09

W końcu się wyprostował, ukazując swoją pełną, dumną postawę - w końcu ileż można czekać w pozycji superheromocno? Wreszcie efekt przeminie, a to nie będzie zbyt dobre jeśli to stanie się w trakcie przyjmowania tej bohaterskiej pozy. Dlatego też był odpowiedni moment aby w pełni wstać - przez moment zastanawiał się, gdzie właściwie była jego koszulka, ale potem uznał że niekoniecznie jest mu ona potrzebna - przecież bez niej prezentował się równie dobrze, to na co mu coś tak zbędnego jak dodatkowa warstwa ubrań, przykrywająca prawdziwą, chodzącą zajebistość?
Oczywiście jego uwadze nie umknęły delikatne rumieńce które wypełzły na twarz dziewczyny - nie powinno go to zresztą dziwić, w końcu każdy mógł być onieśmielony widząc przed sobą kogoś takiego jak on. Zresztą mu to absolutnie nie przeszkadzało - uważał że kobiety ładnie z nimi wyglądają, więc jak najbardziej było to na plus.
- Nah, drzewo po prostu postawili mi na drodze. Nikt nie mówił że będzie łatwo. - rzucił i wyszczerzył się, zupełnie jakby to była codzienność - przecież takim jak on ciągle nagle budują drzewa, aby zepsuć efekt ich wspaniałości, każdy to wiedział. Tak, to brzmiało realnie i logicznie, zdecydowanie było odpowiednim założeniem - to drzewo wyrosło mu nagle jak spod ziemi gdy przebywał swój wspaniały lot z przestworzy i tej właśnie wersji będziemy się trzymać!
O to czy wszystko jest w porządku faktycznie nie musiała go pytać - skoro poruszał się o własnych siłach i wciąż wyglądał zjawiskowo, to znaczyło że jest jak najbardziej ok.
- Naturalnie, książęta Slytherinu nie latają sobie ot tak. Cóż...dużo tam złota, Ognistej...i definitywnie nie ma tam Irytka... - powiedział nieznacznie zbity z tropu. Trzeba było przyznać że go trochę zaskoczyła - jeśli spodziewał się czegoś, to na pewno nie że usłyszy takie pytanie, co też sprawiło że nie bardzo wiedział co miał odpowiedzieć. Nie bardzo wiedział jak właściwie miałby się do tego odnieść, więc na moment zmarszył brwi jakby się na czymś zastanawiał po czym po prostu uśmiechnął się przyjaźnie. To był raczej niezgorszy sposób na wybrnięcie jakoś z tego. Miał tylko nadzieję że dziewczyna nie będzie dopytywać, bo jeszcze wymyśli coś idiotycznego - czasem puszczała mu wodza fantazji a jego wysublimowane poczucie humoru było zbyt wyszukane, dla innych istot ludzkich przez co...wszystko szło kolokwialnie mówiąc w pizdu. Nie chciał jednak zostawiać ciszy po swojej niezbyt wymagającej odpowiedzi, więc uznał że warto będzie pociągnąć rozmowę w jakiś inny sposób.
- Jednakże nikt tam na górze nie był w stanie mi powiedzieć, dlaczego tak zjawiskowo piękna niewiasta spędza taki piękny dzień samotnie. Wiesz, dział informacji ostatnio strajkuje - powiedział, drugie zdanie wypowiadając wyraźnie ciszej i akcentując jakby to była wyjątkowo poufna informacja, po czym lekko uniósł brwi, robiąc pytającą minę.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   18.06.16 21:41

Miała cichą nadzieje, że chłopak założy koszulkę. Nie, żeby jej to nie przeszkadzało, bo co jak co. Było na co patrzeć. Ale, czuła się dość niekomfortowo, tak jak wtedy. Gdy pomyliła, łazienki i weszła pod męski prysznic i okazało się że stał tam nagi Alexander. Nigdy nie czuła się aż tak bardzo zażenowana, nawet sprawa z erotykami jej tak nie zbiła z tropu. Jak nagie ciało chłopaka. Pewnie, już o tym nie zapomni. Ciągle gdy patrzy na Alexa, tak jakby oczami wyobraźni, widziała go wciąż i wciąż nagiego.
- Cóż, trzeba przyznać, że efektownie z tego wybrnąłeś. - pokiwała głową. Jedyne myśli, jaki właśnie przewijały się w jej głowie. To, to : "Nie patrz na jego nagą klatkę piersiową, patrz mu w oczy". Nie macie pojęcia, jak trudno było się jej skupić na rozmowie z nim, gdy stał przed nią taki rozebrany. Z jeden strony, coś krzyczało ubierz się a z drugiej, kategorycznie się nie ubieraj. Miała tylko nadzieje, że nie widać tego po niej. Nie liczą rumieńców.
Gdy usłyszała słowo "Irytek". Od razu, jej twarz przybrała czerwony kolor, to nie były już delikatne rumieńce. To bardziej wyglądało, jakby wyhodowała sobie buraki na twarzy. Zawsze, gdy się wstydziła, lub zrobiła coś żenującego, zakrywała swoją twarz włosami. Tak właśnie zrobiła teraz. Serio, czy wszyscy już czytali "Ploteczki zza Lustra" i wiedzieli że Benoit, czytała erotyki? W sumie, nie powinna się wstydzić, miała swoje lata. Ale z drugiej strony, ciągle słyszała za sobą śmiechy. Bo przecież, to było żenujące. Miała nadzieje, że wiedział to tylko Leo. Teraz wiedzą wszyscy. Przeklęty Irytek. - To w sumie, jest tam nawet fajnie. Chyba - odparła po chwili z delikatnym uśmiechem na twarzy. Śmieszne jest to, że dziewczyna nigdy nie piła Ognistej, prawda? Dzieciaki, młodsze od niej. Pewni już znały ten smak, a ona nadal nie miała okazji. Pewnie dlatego, że nie łaziła po żadnych imprezach, tylko siedziała za książkami. Cóż, może jeszcze kiedyś się upije. Ale, czy było jej to potrzebne do szczęścia ?
Czy on mógł przestać ? Przecież, ta dziewczyna za niedługo zrobi się cała czerwona. Elizabeth, nie jest przyzwyczajona do komplementów. Szczerych, czy też tych mniej szczerych. Zagryzła delikatnie swoją wargę i zaczęła szukać, jakieś błyskotliwej odpowiedzi. Jednak, nie było ją na to stać, na nic zajebistego. Oprócz, najgorszego tekstu na świecie, czyli " Dostałam cynk, że spotkam tutaj jakiegoś księcia ze Slytherinu". Tak, definitywnie tego nie powie. Wzruszyła delikatnie ramionami i spojrzała się na niego. - Zazwyczaj siedzę sama. - odparła zgodnie z prawdą.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   19.06.16 19:43

Gilgamesh natomiast absolutnie nic dziwnego nie widział w tym, że przebywał w połowie roznegliżowany - przecież było ciepło, a on do wstydliwych na pewno nie należał. Dziewczyna mogła się tylko cieszyć że nie był naturystą - to dopiero byłoby "przeżycie", gdyby nagle z drzewa spadł jej zabójczo przystojny, nagi Ślizgon. Gross już oczami umysłu był w stanie zobaczyć co by się stało, gdyby rozeszła się wieść że drzewo to zrzuca nagich przystojniaków - Leo Slughorn zapewne stałby tu dzień i noc trzęsąc drzewem.
- Nie mogłoby być inaczej - wszechświat zawsze jest po stronie tych spadających - rzucił, zastanawiając się o czym on właściwie pieprzy. To zdecydowanie nie była wypowiedź z gatunku "jestem istotą myślącą". Prawdopodobnie ten upał przegrzał mu łepetynę, stąd takie głupie rzeczy były w stanie rozbijać się pomiędzy jednym uchem a drugim tego zacnego syna dumnego domu Slytherinu. Czy coś.
Gilgamesh oczywiście nie zdawał sobie sprawy z jej sytuacji z erotykami - prosta sprawa, nie czytał gazet. Wspomniał Irytka tylko ze względu na to, że personalnie nie trawił tej małej paskudy, jednakże nie umknęło jego uwadze że dziewczyna nagle zaczęła się nadawać do godła jednego z mniej inteligentnych domów w Hogwarcie. Czyżby była kryptogryfonką? Sam nie wiedział. Nie zmieniało to faktu, że szczerze zastanawiało go, dlaczego Irytek wywoływał w niej taką falę rumieńców. Czyżby Krukonka była duchoseksualna? Czyżby kryły się za tym jakieś radosne uniesienia...z Irytkiem? To by go trochę skreśliło - jego PAN STRAŻAK był niestety zbyt materialny aby zaspokoić potrzeby osób Irytkoseksualnych. Chociaż całkiem nieźle rzucał łajnobombami i był dobry w wymyślaniu idiotycznych wierszyków. Może jednak coś z tego będzie. Pałka w dłoń i do dzieła, jak to mówią. (BŁAGAM, NIE BRAĆ TEGO ZBYT DOSŁOWNIE...)
- Jasne że jest fajnie. Kiedyś Cie tam wezmę - powiedział i na chwilę zamilkł, kiedy zorientował się jak bardzo dwuznacznie mogło brzmieć drugie zdanie jego wypowiedzi. Nie żeby miał coś przeciwko, ale zdecydowanie nie to miał na myśli (chociaż kto go tam wie, autor sam nie ma pojęcia gdzie kończą się dzikie potrzeby tej postaci, bo żyje ona własnym życiem).
Z racji że Gilgamesh momentami był troszeczkę upośledzony jeśli chodzi o empatię, to nie zrozumiał dlaczego właściwie dziewczyna tak prężnie zmieniała kolory na coraz czerwieńszy - nie brał pod uwagę tego, że mogła być nie przyzwyczajona do komplementów. Zresztą, niech lepiej się na szybko przyzwyczai - w końcu już tu był, a on lubił szczodrze obsypywać nimi osoby które mu przypasowały - w ten czy inny sposób.
- Doprawdy? Winszuję Ci w takim razie umiejętności. Nie wiem jak to robisz, ale zdradź mi swój sposób dobrze? Jak tak prześliczna dziewczyna jest w stanie się opędzić od tabunu swoich fanów? - spytał z szerokim uśmiechem. To nie miał być komplement - on NAPRAWDĘ był przekonany o tym że dziewczyna ma jakieś dzikie zbiorowisko pełne fanów. Wydawało mu się to po prostu prawdopodobne, a wręcz naturalne - sam by jednym mógł zostać, gdyby nie to że był ponad jakimikolwiek normami. Jednakże gdyby nie był chodzącym ideałem, to zapewne by się za nią uganiał - co nawiasem mówiąc i tak przez jakiś czas zamierzał porobić, w końcu jego wrodzony instynkt podpowiadał mu że bardzo chętnie zobaczył by się z tą panienką w niedwuznacznej sytuacji. I chyba nikogo nie mogło to dziwić. Nagle na coś wpadł i przybrał wyraz twarzy lekko zatroskanego.
- Mam nadzieję że Ci nie przeszkadzam?
Oczywiście zdawał sobie sprawę że nie, bo trzeba być naprawdę głupim żeby z własnej woli odrzucić jego towarzystwo, ale ponoć kulturalnie jest spytać - a jeśli nie książę Slytherinu, to kto miałby wykazać się manierami?
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   19.06.16 22:33

No tak, bo stanie bez koszulki w towarzystwie (dziewicy) dziewczyny, jest czymś normalnym. Czemu, faceci byli tacy bez wstydliwy? Chociaż, ok, koszulkę mogła zrozumieć. Spoko, to tylko klatka piersiowa, przecież nie ma w tym nic podniecającego. Taa, jasne. Nie dało się ukryć tego, że Gilgamesh, był osobnikiem przystojnym. Jak w sumie, większość. Szkoda, że ci przystojni, albo nie zwracali na nią uwagi. Albo, zwracali, ale była to to tylko chwilowa sympatia. A potem znajdowali sobie inne zainteresowanie. Chociaż, nie ubolewała na tym, aż tak bardzo. Bo po co jej kolejne problemy i to jeszcze miłosne ?
Nie miała zielonego pojęcia, jak odpowiedzieć. Więc po prostu się uśmiechnęła i przytaknęła głowa. Niby taka z niej mądra Krukonka, ale nawet nie wiedziała jak się zachować, czy jak odpowiedzieć. Cóż, nie była dobra w sprawach damsko-męskich. Trzeba jej to po prostu wybaczyć.
Dzięki Merlionowi, że nie czytał tych gazet. Wtedy, pewni ich rozmowa inaczej się potoczyła. Ona już głosem wyobraźni słyszała głupie teksty rzucane w jej stronę. Serio, nie chciała tego słyszeć. Myślała, ze całe życie będzie ją to prześladować. Najwyraźniej, są jeszcze jacyś ludzie, których nie obchodzą plotki. Ucieszyła się, że chłopak nic nie powiedział. Nie wiedziała czy nie wiedział, czy po prostu nie chciał nic mówić. Tak jest lepiej, nich lepiej tak zostanie. A co do jego rozmyśleń, były kompletnie nie trafne! Irytek w żadnych stopniu jej nie pociągał, ani nic. Wolała ludzi z pulsem, żywych. A irytka, to ona kiedyś dopadnie i to na pewno. Gdyby Gilgamesh, był dobrym obserwatorem , zauważył by że dziewczyna była wręcz zażenowana, gdy wspomniał o Irytku. Nie było na jej twarzy, niczego co mogło wskazywać na "miłosne uniesienia." Można też powiedzieć, że w jej oczach kryła się zemsta.
Posłała mu promienny uśmiech. Choć, nie wiedziała czy chłopak mówił prawdę, czy też ściemniał w najlepsze. Od jakiegoś czasu, marzyła o tym aby gdzieś się wyrwać. A krainy "Księcia Slytheriniu", wydawała się dobrym wyjściem. Najbardziej, zachęcała ją ta ognista, której nigdy nie miała w ustach. A najwyraźniej, był to najlepszy czas na spróbowanie. Chociaż, czy to na pewno rozważne? Czy rozważne, jest pchanie się w łapy flirciarzowi? A co jeśli Eliza się spije, a on ją wykorzysta? Nie, tak nie może być. Ogarnij sie Benoit, nie wierz draniowi. Krzyczał jej rozsądek, ale jednak. Miłe słowa, komplementy, działały na nią jak lep na muchy. W końcu, nie słyszy ich codziennie.
Kolejna fala rumieńców ją zalała, ale doszło do tego również lekkie uniesienie w całym ciele?! Meh, nie ważne, czuła się pierwszy raz doceniana i adorowana. To nawet, miłe uczucie. - Fanów? - parsknęła śmiechem i to nawet szczerym, nie zdenerwowanym. - Trzeba ich pierw mieć. - wywróciła oczami. - Chyba można uznać, że jesteś moim jedynym "fanem".- odparła delikatnie speszona. Czy ona miała prawo, nazwać go swoich fanem? Czy może posunęła się za daleko. Zagryzła delikatnie swoją wargę. W jej głowie kłębiło się pełno myśli. Czy on mówił prawdę, czy sobie żartował,czy czasem się nie ośmieszała ? Żadnej odpowiedzi. Po prostu żadnej. Jednak, to że Eliza była naiwna, grało tutaj większą role. I wierzyła mu jak głupia! Serio, była kiepska w damsko-męskich sytuacjach.
- Ależ skąd. - pokręciła głową.
Chociaż w sumie, czytała właśnie książkę. Ale, jakoś, ona nie prawiła jej komplementów, tak jak on. Więc, mimowolnie wybrała jego. Nawet nie musiała się długo zastanawiać, co było dziwne. Bo przecież, czasem potrafiła się zastanawiać nad czymś przez pół godziny. Pa przykład czy pójść na imprezę, czy może poczytać książkę. Zawsze wygrywało, to drugie. A teraz, wybrała pierwszego lepszego Ślizgona. Serio, staczała się! Niech ktoś jej pomoże. Znów posłała mu uśmiech i zeskoczyła z huśtawki. Tak, zeskoczyła. Dziewczyna mierzyła nie całe 160 cm, więc nawet nie dotykała nogami ziemi gdy siedziała na huśtawce. Taa, niska z niej dziewoja. Włożyła swoją książkę do torby i w sumie, to zamilkła. Nie wiedziała co powiedzieć, co zrobić. Więc jak głupia usiadła pod drzewem i czekała na ruch chłopaka. Chociaż nie, w między czasie palnęła głupim tekstem. - Ładnie tutaj, prawda? Taki cicho i spokojnie. - uniosła swoją twarz i spojrzała się na błękitne niebo.
Powrót do góry Go down
Gilgamesh von Grossherzog

avatar
Gracz


Skąd : Berlin (Londyn)
Liczba postów : 66
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   20.06.16 16:18

Gilgameshowi tez było zdecydowanie lepiej z tym, że nie czytał gazet - zawsze uważał że te idiotyczne plotki mogły być interesujące co najwyżej dla rozemocjonowanych trzecioklasistek - w końcu kogo to wszystko mogło obchodzić? Plotki to tylko plotki - nie chciał wiedzieć, jakie właściwie chodzą o nim, a był praktycznie pewien że prędzej czy później po szkole rozejdą się jakieś na jego temat. Tak czy siak - zdecydowanie nie zamierzał czytać takiego szmatławca, to by mogło mu co najwyżej zaszkodzić.
- Jedynym fanem powiadasz? - powiedział przyjaźnie i wyszczerzył się - Uff, przynajmniej nie będę musiał się w tłumach przepychać. Mogę liczyć na autograf na brzuchu? - rzucił z miną sugerującą że sobie radośnie żartuje, chociaż jeśli będzie koniecznie chciała mu go dać to co mu tam - jego brzuch wyglądałby i tak wspaniale, co za tym idzie - nie zaszkodziłoby mu to.
Ci którzy znali Grossa od jego "bardziej arystokratycznej strony" zapewne by w to nie uwierzyli, ale owszem - potrafił być radosny, na swój sposób dowcipny i przyjacielski. Co prawda zdarzało się to rzadko i zazwyczaj w stosunku do atrakcyjnych kobiet, ale jednak - zdarzało się to, a co za tym idzie każdy kto znał jego obraz tylko z najgorszych koszmarów, zapewne spadłby z miotły/konia/butelki po whisky/na czymkolwiek tam jeszcze siedzieli Ci których nie lubił, na samą myśl o tym że Ślizgon potrafi być...hmm, przyjemny w obyciu? Tak, chyba to był odpowiedni zwrot. Sam siebie czasem zaskakiwał jak wspaniale wielkoduszny może być w stosunku do osób zdecydowanie niżej postawionych niż on sam. Nic tylko pokojową nagrodę Nobla mu sprezentować, z jego łagodne usposobienie.
- Wunderbar. Ta historia potrzebuje więcej Gilgamesha. - rzucił i wyszczerzył sie ponownie - skoro już humor mu dopisywał, a ostatnimi czasy w tym tęczowym Hogwarcie pod wyznaniem Jacykowa to zdarzało się rzadko, to postanowił to wykorzystać do granic możliwości.
Kiedy zobaczył jak dziewczyna opuszcza huśtawkę i usadawia się pod drzewem, uznał to wręcz za zaproszenie - co prawda nikt go nie zapraszał, ale co będzie tak stał jak kołek wbity głową Betranda - lepiej będzie też sobie spocząć. Usiadł więc tuż obok niej (notabene stykając się z nią ramieniem), kładąc jedną nogę na ziemi prosto, drugą zginając w kolanie i opierając na niej przedramię i oparł się o drzewo.
- Owszem, dość przyjemne miejsce, chociaż aktualnie można wręcz powiedzieć że jest wygaszone, przyciemnione, szare - Twoja uroda przyrównywana z tym miejscem, sprawia że wszystko odchodzi na drugi plan, staje się takie mało istotne i wypada przy niej raczej blado. - powiedział zamyślonym tonem, z tym jakże "przypadkowym komplementem". Zupełnie jakby chciał pokazać że "on tylko głośno myśli".
- Ale może to dodaje temu sielankowemu krajobrazowi uroku, mimo że wydaje się taki drugoplanowy. Ciężko powiedzieć - dodał i spojrzał jej w oczy, uśmiechając się przyjemnie. Można powiedzieć że był w swoim żywiole - a przynajmniej jemu się tak wydawało.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Benoit

avatar
Gracz


Skąd : Rieux
Liczba postów : 290
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   20.06.16 17:33

Elizabeth, oczywiście chciałby mieć więcej fanów. Czekaj, to źle zabrzmiało. Chciałaby mieć jednego, tego w którym się zakochała. Oczywiście, nie wybrzydzała, że zainteresował się nią akurat Gilgamesh. Był przystojny, na prawdę. Ale, żałowała, że nie był to Alexander. Wielka szkoda, że on nie lubił jej tak, jak ona jego. Ona w sumie nie miała pojęcia, czy chłopak w ogóle ja lubił. Nawet, ze sobą nie rozmawiali zbyt często. Cóż, wielka szkoda.
Wywróciła oczami i parsknęła śmiechem. Nie wiedziała, czy mężczyźni tak flirtują z kobietami. Czy to normalne zachowanie. Ale chłopak ją rozbawiał, a to jest ważne. Chyba, że dziewczyna miała niskie poczucie humoru, a on wcale nie był taki zabawny. Cóż, to się na pewno za jakiś czas okaże. - Autograf na brzuchu ? - uniosła delikatnie brew ku górze. Czy na pewno dobrze usłyszała.  Gdyby była błyskotliwa, pewnie rzuciłaby jakąś uwagą. Teraz, teraz zastanawiała się, czy chłopak mówił na poważnie. Czy był to jakieś żart.
Najwyraźniej, w tej chwili dziewczyna powinna być w niebo wzięta, że taki arystokrata jak on. Był w stosunku dla niej miły, a raczej z nią flirtował i nie rzucał obelgami w jej stronę. A z tego co słyszała, nie był zbyt miły dla społeczeństwa. Czy może, chciał po prostu zabawić się jej kosztem? A ona głupia tego nie widziała. Nie ważne, ważne, że było zabawnie. Raczej, ona miała bardzo dobry humor. Co chwilę się śmiała z jego, jakże komicznych odpowiedzi. Nie taki zły diabeł, jak go opisują.
Znów parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Nie będzie narzekać, może właśnie potrzebowała "więcej Gilgamesha". Przy nim, nie myślała o sprawach, które zostawiła w zamku. Tutaj, dla niego. Była nie był zagubioną Elizą, była po prostu uśmiechniętą Elizą. Tak, jakby lepszą wersją siebie.
Miała nadzieje, że chłopak uzna to za zaproszenie. Przecież, razem na huśtawce się nie zmieszczą. A nie fajnie tak siedzieć, jak ktoś nad tobą stoi. Więc, dziewczyna postanowiła się przenieść, mając nadzieje że chłopak uczyni to co ona. Najwyraźniej, nie pomyliła się. Stykające się ramie, wcale jej nie przeszkadzało. Uznała to za taki "przyjacielski gest".
Ten chłopak, to istny wariat. Dziewczyna, właśnie zdała sobie z tego sprawę. Otwarła swoje usta, po czym po chwili je zamknęła. Czy on mówił poważnie? Czy po prostu uderzył się w głowę, spadając z drzewa..  nieba.? - Em.. D-dziękuje ? - Tak, to było pytanie. Bo szczerze, nie miała pojęcia co miała mu teraz powiedzieć.
Teraz, to kompletnie zamilknęła. Może by coś powiedziała, ale chłopak zaczął intensywnie patrzeć jej w oczy. To już zupełnie zbiło ją z tropu. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i zawstydzona odwróciła wzrok. Bo jak inaczej miała się zachować? Paść mu w ramiona. Nie, tego na pewno nie zrobił. Szukała jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Aby nie wyjść na idiotkę, ale cóż. Od kilku dni się staczała, więc. Taa, pewnie teraz zachowywała się jak te wszystkie słodkie idiotki. Które Gilgamesh, bajerował codziennie.
Jeszcze przez chwilę ze sobą rozmawiali. Ale nie działa się nic, czego Eliza by żałowała. Po prostu, śmiali się i rozmawiali. Jak dobrzy znajomi, którymi nigdy nie byli i pewnie nigdy nie będą. Ale niestety, nastał wieczór. A Beth, musiała jeszcze poczytać książkę, jak to ona i rozeszli się we swoje strony.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   11.07.16 0:58

23 czerwca, niedziela, 13:12

Ostatnie dni były dla niej prawdziwą katorgą . Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca i czuła się tak, jakby czegoś jej brakowało. Nie była to potrzeba materialna. Taką zastąpiłaby czymś innym. Ta związana była ze sferą mentalną. Brakowało jej najlepszego przyjaciela, którego sama, z własnej woli, odtrąciła. Dla jego dobra. I chociaż czuła, że tak będzie dobrze dla samego Puchona, który dzięki temu odżyje i nie będzie narażony na takie nieprzyjemności, jak ostatnio, tak ostatecznie było jej przykro, smutno i jakoś tak pusto. Dni nie były już tymi samymi, które miały miejsce jakiś czas temu. Przywykła do tego, że Lewis zawsze był obok niej, a teraz musiała nauczyć się żyć sama ze sobą. W takim przypadku nie mogła spędzać dni normalnie, na typowych zajęciach, które w większości dzieliła z chłopakiem. Nie. Dni stały się szare i jakieś dziwnie bezpłciowe. Smutne, niczym zimowe niebo zasłane brudnymi chmurami. Zwyczajnie w świecie dziewczyna czuła się tak, jakby utraciła jakąś cząstkę siebie. Cząstkę odpowiadającą za jej dobre samopoczucie. Czy potrzebowała takiego dramatu, aby zrozumieć, że w gruncie rzeczy Myrnin jest dla niej ważniejszy niż podejrzewała?
Odetchnęła i spojrzała w górę na niebo. Wyglądało tak abstrakcyjnie i nienaturalnie w porównaniu z kolorem jej duszy. Zupełne przeciwieństwo. Zawiał wiatr, który targnął jej włosami posyłając je w bliżej sobie znanym kierunku. Nie przejęła się tym. Lubiła czuć powiem we włosach. Zawsze działał na nią kojąco. Może pomoże i teraz? Czy jednak mogło jej pomóc cokolwiek? Sama nie wiedziała. Oparła się bokiem o korę drzewa przenosząc wzrok na huśtawkę. O dziwo nie czuła w sobie tyle radości, by na niej usiąść i pozwolić dać się ponieść. Nie. Teraz nie mogła, nie zasłużyła. Kolejne westchnienie wydobyło się z jej piersi. Jak długo leczyło się rany po kimś, kogo samego wygoniono z życia? Czy człowiek faktycznie mógł się po tym pozbierać? Na te pytania prawdopodobnie długo przyjdzie jej szukać odpowiedzi, bo na chwilę obecną czuła się tak, jakby miała już nigdy nie być szczęśliwa.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   11.07.16 20:33

Myrnin właśnie wyszedł z SS. Pierwsze co zrobił, to oczywiście wziął prysznic, to był na pierwszym miejscu na jego liście. Wziąć prysznic, przebrać się a potem ważniejsze, poszukać Mai. Nie dawało mi to spokoju, cały czas o niej myślał, o tym co mu powiedziała. Czy mówiła prawdę? Na poważnie go już nie chciała, nie chciała mieć z nim nic do czynienia. Musiał się tego dowiedzieć, musiała mu to powiedzieć prosto w oczy. Inaczej w to wszystko nie uwierzy. Ona była dla niego ważna, najważniejsza. Kochał ją, on ją po prostu kochał. Nie jako przyjaciółkę, nie jako siostrę. Pragnął jej bardziej, niż kiedykolwiek. Jego dni bez niej były cholernie nudne ciągle padał deszcz. Nie było słońca. "Dzień bez Mai, to dzień stracony". A on nie widział jej tydzień, cały pierdolony tytoń.
Szukał jej wszędzie. Dormitorium, nawet zapytał jednej z Puchonek czy jej nie widziały, był w kuchni, na wierzy, pokój chmur i wszystkie inne pomieszczenia w których przebywali razem. Czy ona go unikała? Może wiedziała, że ją szuka? Nie ważne, on musiał ją znaleźć. Musieli to sobie wyjaśnić, a raczej on musiał. Dla niego ta cała sprawa nie była skończona, po prostu nie.
Wdech i wydech, zaraz się znajdzie.
Był wszędzie, kręcił się i kręcił. Po zamku, potem nadszedł czas na błonia. Chodził po nich dość długo, aż znalazł huśtawkę, nawet nie wiedział, że ona tutaj była. Oczywiście huśtawka. Ze swoje punku nie widział Mai, ale coś go tknęło aby podejść i w końcu ją zobaczył. Siedziała pod drzewem, kamień spadł mu z serca. Znalazł ją, ale nie wiedział czy ma się cieszyć, czy też nie. To było takie dziwne. Może ona na prawdę nie chciała go już znać? Cóż, trzeba się przekonać. - Szukałem Cie. Musi porozmawiać, o tym co się stało w SS. - odparł mechanicznie. Znów zacisnął szczękę, chciał ją przytulić, ale powstrzymał się. Musiał pierw wiedzieć, czy ona chce się z nim przyjaźnić.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   24.07.16 17:50

Przebywając na świeżym powietrzu czuła się chociaż trochę wolna od problemów, które zdawały się otaczać ją za każdym razem, kiedy przebywała w zamkniętych pomieszczeniach. Nie mogła wtedy oddychać, czuła się tak strasznie przytłoczona. Przytłoczona nieobecnością Myrnina w jej życiu. Nieobecnością osoby, która przecież tak wiele dla niej znaczyła, a którą odepchnęła. Usilnie powtarzała sobie, że właśnie tak będzie najlepiej. Jednak wcale tak nie było. Jej umysł walczył z uczuciami, nie chcąc dopuścić ich do głosu. Bo nie mogły decydować. Przecież nie mogła go niepotrzebnie narażać. Był na tyle wspaniały, że na pewno znajdzie osobę, przy której nie będzie musiał się obawiać o własne życie. Osobę, która będzie umiała go chronić w razie czego, a nie którą on będzie musiał ciągle ochraniać. Był jej przyjacielem, zawsze będzie. I może właśnie dlatego powinna postawić po raz pierwszy wyżej jego dobro, niż własne.
Odetchnęła po raz kolejny. Tak wiele myśli obijało jej się o ściany umysły. Tak cholernie nieuchwytne. Obawiała się spotkania z Myrnienam. Czuła, że coś się zmieniło. Coś, czego nie potrafiła pojąć, co w pewien sposób ją przerażało. Było tak nieznane, niemal zakazane. A może tylko jej się wydawało? Z rozmyślań wyrwał ją cichy szelest. Nieznaczny, ledwie dostrzegalny, a jednak nie do przeoczenia. Uniosła spojrzenie o dostrzegła postać, którą zarazem chciała widzieć, a której unikała nie chcąc na nią natrafić. Ta twarz, znajoma twarz. Twarz, która w każdej normalnej sytuacji poprawiała jej humor, a teraz sprawiała, że omal nie zwymiotowała. Ze stresu i strachu. Wstała gwałtownie nie mogąc przestać wpatrywać się w Puchona.
- Ja… nie chcę o tym wszystkim rozmawiać. Powiedziałam już… już wszystko – wyrzuciła z siebie. Nie mogła przebywać dłużej w jego obecności. Z jakiegoś powodu za bardzo bolało, dlatego uznała, że najlepiej będzie odejść. Dla bezpieczeństwa ich obojga.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   24.07.16 21:51

Puchonka sama zrobiła sobie ten problem. To ona go odrzuciła, nie on ją. Sam nie rozumiał tego, dlaczego tak postąpiła. Tylko dlatego, że Myrnin wylądował w SS a ona nie tam gdzie powinna? To jedna wielka kpina. To wszystko to tylko czysty przypadek, on nie rozumiał tego. Dlaczego dziewczyna obwiniała o to siebie. To niedorzeczne. Czasem po prostu właśnie tak było, coś działo się i nie mogliśmy nic na to poradzić. Tylko czemu ona tego nie potrafiła zaakceptować.
Można powiedzieć, że dziś miał szczęście. W końcu ją znalazł, po dość długiej chwili szukania jej. Ale znalazł ją. Oczywiście, nie przeczuwał, że dziewczyna rzuci się w jego ramiona ale jednak jej reakcja go zaskoczyła. Może faktycznie nie chciała go już znać? Nie, on nigdy nie przymnie tego do wiadomości. Po prostu nie potrafił. Ona znaczyła dla niego dużo. Przecież przyjaźnili się, czyż nie? Chociaż w tej chwili sam nie wiedział czy nadal może uważać ją za przyjaciółkę. Ale jak nie za nią, to za kogo? Nie mógł udawać, że jej nie zna. Po prostu tak nie potrafił.
Nie chciała o tym rozmawiać? Trudno. Zauważając jak dziewczyna odchodzi, złapał ją za nadgarstek i zmusił do zatrzymania się. Możliwe, że uchwyt był zbyt mocny. W tej chwili chłopak nad tym nie panował. - Może ty powiedziałaś wszystko. Ale ja nie miałem takiej okazji. Więc teraz mnie posłuchasz.- Nie był to ten Myrnin którego dziewczyna znała. Ten tutaj był oschły i bardzo nieswój. Zmusił ją również do tego, aby na niego patrzała. - Uważam, że źle postępujesz. To nie tak, że ja się dla ciebie poświęcam. To co wtedy działo się na korytarzu, to nie twoja wina. Poza tym, zrobiłby to dla każdego. Już taki jestem. To że przez tydzień leżałem w Skrzydle Szpitalnym. To też nie twoja wina. Głupi zbieg okoliczności. Nie powinnaś brać wszystkiego do siebie. Ale jeśli tak chcesz, spoko. Pogrążaj się w depresji, która wcale nie jest potrzebna. Odsuń mnie od siebie. W tej chwili spójrz w moje oczy i powiedz mi, że nie chcesz się ze mną przyjaźnić. Tylko przez tą pieprzoną sytuacje. Powiedz mi, że nie chcesz mnie więcej oglądać to to zrozumiem. Ale podaj mi jakiś powód, lepszy od tego co przedtem. Bo jeśli chcesz wszystko zniszczyć tylko przez to, to droga wolna.- Atakował ją słowami. Był zdenerwowany, to było widać. Żadnego uśmiechu, niczego.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   25.07.16 1:36

Bolało jak cholera. Bolało nadal i nie chciało przestać, a nagła obecność chłopaka wcale niczego nie polepszała. Wręcz przeciwnie. Wszystko do niej wracało. Czuła się jeszcze bardziej winna niż wcześniej. Winna za jego krzywdę, winna za odepchnięcie go, chociaż przecież kiedyś obiecała mu, że to będzie przyjaźń na całe życie. Nie oczekiwała, że Puchon zrozumie jej wybór. Bo jak mógłby, skoro ona sama go nie rozumiała? Nie wiedziała czemu powiedziała wtedy to wszystko. Z każdą chwilą coraz bardziej tego żałowała. Kiedy spojrzała na jego twarz, kiedy natrafiła na jego oczy. Wszystko stało się takie zagmatwane, takie niedorzeczne, nierealne. Tej sytuacji nie powinno być, czuła to. A jednak trwała uparcie przy swoim tym samym raniąc go jeszcze bardziej. Raniąc siebie, bo i dla niej sytuacja pomiędzy nimi nie była ani przyjemna, ani bezbolesna. Mogła sobie wyobrażać, co chłopak czuł, skoro do tej pory poświęcał jej tak wiele czasu. Nie udawał. Każdy inny, ale nie Myrnin. Zawsze był jej prawdziwym przyjacielem, który akceptował wszelkie dziwactwa, który nie patrzył na nią z pobłażaniem, kiedy zrobiła jakieś głupstwa lub rozwaliła kolejny wazon na szkolnym korytarzu. Po prostu trwał przy niej ciągle traktując tak samo. I chociaż rozumiał zawsze, tak teraz nie mógł. Widziała to w jego oczach, widziała na twarzy. Kiedy na nią patrzył nie dostrzegała niczego, co widziała kiedyś. Zero błysku w magicznych oczach, zero uśmiechu na ustach, zero typowych gestów, przeczesywania włosów, które mimo wszystko tak uwielbiała.
Kiedy go wymijała poczuła, jak żelazny uścisk zaciska się na jej drobnym nadgarstku. Skrzywiła się z poczuciem bólu, przystając. Nie wyrywała ręki, wiedziała, że to nie ma sensu. Gdy usłyszała jego słowa serce zaczęło bić jej mocniej. Zacisnęła drobne dłonie w piąstki, starając się za wszelką cenę nie rozpłakać. To wszystko jednak było zbyteczne. Coś ścisnęło ją w sercu, nie mogła udawać dłużej, że faktycznie nie chciała jego przyjaźni. Mogła próbować kłamać jego, ale nigdy nie będzie wstanie okłamać samej siebie. Poczuła jak po policzkach spływają jej ciepłe łzy. Opuściła głowę, wpatrując się w zieloną trawę.
- Ja… ja nigdy tak naprawdę nie chciałam… abyś odszedł. Nigdy nie chciałam, abyś znalazł się… daleko mnie. Nie chciałam… abyś mnie zostawiał – powiedziała cicho drżącym głosem.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   26.07.16 21:51

Ją to bolało? A co miał powiedzieć on? Nie miał pojęcia co się z nią działo. Miała jakieś wahania nastroju, czy po prostu coś działo się w jej życiu a nie chciała mu tego mówić? Zaczynał się zastanawiać czy po prostu nie musiała na kimś odreagować i wybrała właśnie jego. Gdyby tak było, oczywiście nie był by na nią zły. Była jego przyjaciółką. Mógł jej to wybaczyć. On wszystko by jej wybaczył, taka jest prawda. Ale pierw musiał zrozumieć, dowiedzieć się czemu właśnie tak. Czemu tak postąpiła, dlaczego nie chciała go już w swoim życiu? Nawet jako przyjaciele, nie wymagał od niej więcej. On chciał aby po prostu przy nim trwała na zawsze. Ale w tej chwili, jego serce pękało na malutkie kawałeczki. Jak miał bez niej życiu. Bez jej dziwnych akcji, które były zabawne a tak bardzo żenujące dla niej? Lub chwile kiedy się jąkała i rumieniła. Nie potrafił bez tego żyć, bo jak tu żyć bez osoby która jest twoim słońcem? Nawet jeśli sama o tym nie wiem.
Nie miał pojęcia, że jego uścisk może ja bolec. Nie panował nad sobą, bo jak tutaj panować? Nie potrafił, a złość w jego oczach nie chciała zgasnąć. Po prostu nie chciała. Jeśli jego życie ma tak wyglądać, to to będzie koszmar. Największy koszmar jego życia. Jeszcze tydzień temu wszystko było dobre, a teraz? Teraz nie miał pojęcia co to znaczy jak jest dobrze, po prostu nie miał pojęcia. Uśmiechem? Od tygodnia się nie uśmiechał, po prostu nie potrafił. Bez niej jego uśmiech jest pusty, po prostu pusty. Tak samo jak jego życie.
Jego serce biło coraz mocniej, czekał aż coś powie cokolwiek. Nawet to że ma spierdalać, choć ona pewnie nigdy by tego nie powiedziała. Ale to co usłyszał, przeszło jego największe oczekiwania. Kamień spadł mu z serca. Rozluźnił swój uścisk, wiedział, że dziewczyna płakała. Było to słychać w jej głosie. Nie czekając dłużej przyciągnął ją do siebie i przytulił. - Nigdy bym Cie nie zostawił. Maya, jak mogłaś tak pomyśleć? Jak mogłaś coś takiego zrobić?- W jego głosie było słychać żal i to wielki. - Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nie potrafiłbym bez ciebie żyć. Nie rób więcej takich głupot. Serio. - wtulił się w nią i pocałował czubek jej głowy. -Nigdy więcej takich akcji. Nie wiem czy przeżył bym kolejny tydzień bez ciebie.- wyszeptał.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   27.07.16 23:14

Człowiek każdego dnia zmuszany jest do podejmowania wyborów. Jedne były mniej przyjemne, inne bardziej. Jednak każde niosły ze sobą konsekwencje, którym ostatecznie człowiek musiał sprostać. Tak jak teraz Maya, która stała przed Myrninem. Którą serce bolało z żalu własnego postępowania, a które nie potrafiła po raz drugi powiedzieć tego, co niemal wykrzyczała kilka dni temu. Czemu wtedy przyszło jej to z taką łatwością, skoro wcale tak nie czuła? Co pchnęło ją do rzucenia takich zdań, kiedy wiedziała, że Myrnina to zaboli. Znała go. Może i uchodził dla wielu za twardziela, ale one widziała w nim człowieka wrażliwego. Wystarczyło trochę dłużej z nim posiedzieć, trochę dłużej popatrzeć w te oczy, by odczytać jaka jest jego dusza. Dlatego nie mogła powiedzieć tego po raz drugi, chociaż umysł krzyczał, ze powinna. Jeśli chciała go chronić, powinna trzymać jak najdalej od siebie, tym samym sprawiając, że nie ulegnie więcej żadnym poważnym obrażeniom, przez które spędzi w szpitalu tak wiele drzew. Niestety, dała się ponieść ponownie emocjom i nie bacząc na to, co wypada, a co nie, powiedziała mu, co myśli naprawdę. Że nie chciała, że wcale nie pragnęła się go pozbyć z własnego życia.
Łzy płynęły jej po policzkach, kiedy odpowiadała na jego słowa, kiedy słuchała tego, co on miał do powiedzenia. Niby poczuła ulgę, ale nadal coś w sercu ją ściskało. Niemal całkiem zapomniała, że ściskał jej nadgarstek, na którym zapewne jutro będą widoczne ślady. Nie dbała o to, to nie miało znaczenia. Kiedy ją przytulił coś pękło w niej całkiem, a ona zwyczajnie rozpłakała się na całego, dając upust tym wszystkim nagromadzonym emocjom. Wtuliła twarz w jego tors, jakby miał uchronić ją przed wszystkim. Czy będzie miał jej za złe, jeśli zmoczy mu ubranie? Zacisnęła dłonie na materiale znajdującym się na jego plecach. Nie chciała, by znikał kiedykolwiek więcej.
- P-przepraszam… Tak bardzo… cię przepraszam – powiedziała cicho w przerwach między kolejnym łkaniem, między kolejnym pociągnięciem nosa. – Nie chciałam tego wszystkiego. Ja… ja myślałam, że… tak będzie lepiej. Że… tak przestaniesz cierpieć z mojego powodu – dodała nie unosząc wzroku. Było jej tak dobrze, tak kojąco. – Nie zrobię… obiecuję – i przytuliła się do niego jeszcze bardziej. – Wybacz mi Myrnin – pociągnęła nosem, unosząc głowę, by spojrzeć na niego wielkimi niebieskimi i załzawionymi oczami.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   28.07.16 19:53

Nawet gdyby Maya, postanowiła powiedzieć mu to po raz drugi. I tak by nie uwierzył, nie przyjąłby tego do wiadomości. Nie potrafiłby się z tym pogodzić, ale to chyba normalne. W końcu z nią przyjaźnił sie najbardziej. Z nią spędzał swój "cenny" czas. A gdy przez ten tydzień jej nie widział, nie mógł sie do niej odezwać, dotknąć ani nawet uśmiechnąć. To to było puste, takie nie prawdziwe. Nie pasujące do jego trybu życia w Hogwarcie. Oczywiście, że by go zabolało. Ją pewnie też by zabolało gdyby on postanowił zerwać z nią wszelaki kontakt.
Gdy dziewczyna się w niego wtuliła i rozpłakała na dobre. Jemu samemu zrobiło sie przykro i to nawet bardzo. Ona nie powinna płakać, ona powinna się uśmiechać i nie martwić. Ale na szczęście nie płakała w osamotnieniu. Gdy tak na nią patrzył i trzymają ją zapłakaną w objęciach. Jemu samemu zachciało sie płakać, ale przecież tego nie zrobi. Wytrzyma jakoś. Na razie gładził ją po włosach i starał uspokoić swoim dotykiem. I za żadne skarby nie będzie na nią zły, za to, że przemoczy mu koszulę. To nie ważne, zawsze może ją wyprać. Lub oczyścić zaklęciem w końcu musiał sie nauczyć używać magii do wszystkiego. Albo do prawie wszystkiego.
Westchnął cicho i już chciał coś powiedzieć, na jej przeprosiny ale dziewczyna zaczęła mówić po raz kolejny, więc nie przerywał jej. Dał jej się wygadać. Gdy na niego spojrzała tymi swoimi zapłakanymi oczami, miał wielką ochotę ją pocałować. I to nie pierwszy raz, ale nie mógł. Więc po prostu założył jej włosy za uszy i otarł kciukami łzy. - Już dobrze. Nie przepraszaj. Wszystko w porządku. Następnym razem, po prostu ze mną porozmawiaj, ok? - uśmiechnął się delikatnie i pocałował w czubek głowy.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   14.08.16 3:10

Prawdą było, że sama Puchonka by sobie nie uwierzyła. Słowa to jedno, a uczucia drugie. W głębi duszy doskonale wiedziała, że bez Myrnina jej życie byłoby zwyczajnie smutne i chociaż ochrona go mogła mieć rację bytu tylko, gdyby się od niej odciął, tak niestety nie było to możliwe dla niej samej. Unikanie go w nieskończoność nie wchodziło w grę, a przy pierwszej lepszej okazji z pewnością chciałaby go za wszystko przeprosić wyznając, że nie potrafi już tak dłużej. Ledwo dawała radę przez tych kilka dni, nie mówiąc już i dłuższej rozłące. Zbyt bardzo przywykła, że zawsze był obok. Zawsze, kiedy go potrzebowała, nie ważne w jak błahych sprawach. Po prostu był, a pozbycie się czegoś, co niemal uzależniło, było ciężkie, a w głębi siebie człowiek wcale nie chciał tego porzucać. Właśnie tak było z ich przyjaźnią i dziewczyna już w szpitalu doskonale to wiedziała.
Dlatego teraz pozwoliła płynąć łzom, nie przejmując się, że musi wyglądać koszmarnie. Zresztą nie mógł tego widzieć, bo przecież wtulała się w niego tak mocno, jakby obawiała się, że zaraz faktycznie pójdzie i już go więcej nie będzie. Było jej żal, że naraziła go na coś takiego. Bo przecież nawet jeśli to była próba, to człowiek nie powinien takowej poddawać nikogo, na kim faktycznie mu zależało.
Pociągnęła głośno nosem wdychając błogi i kojący zapach, który był od Myrnina. Czuła się coraz lepiej, coraz stabilniej, kiedy trwała w jego objęciu. Odważyła się jednak odezwać, odważyła się na niego spojrzeć, mając nadzieję, że w jego oczach nie dojrzy tego, czego się obawiała. Rezygnacji, zawiedzenia, bólu, czy złości.
- Nie chcę, żeby był następny raz. Nie chcę, żebyś… żebyś musiał przez to przechodzić. Ja… ja już nie będę – zapewniła po raz kolejny ponownie go przytulając. Jej delikatne ramiona nie mogły skryć go całego, ale starała się. Starała się pokazać, że go nie puści już nigdy.
Powrót do góry Go down
Myrnin Lewis

avatar
Gracz


Skąd : Royal Tunbridge Wells
Liczba postów : 374
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   14.08.16 16:04

Na szczęście Myrnin, nie miał zamiaru się poddać. Nie mógł jej od tak wypuścić, ze swojego życia. Bo jego życie bez niej, to nie życie. Nie potrafiłby się od niej odciąć, za często siebie widywali aby Myrnin od tak od niej zapomniał i o swoich uczuciach. Ona była jego nadzieją. Nie jest w tym nic dziwnego, Myrnin jest po prostu zakochanym nastolatkiem i łatwo się nie poddaje. Jeśli chodzi o coś, co go uszczęśliwia, a Maya na pewno go uszczęśliwiała. Może czasem przesadzał i za bardzo chciał ją uszczęśliwiać. Ale na pewno nie pozwoli jej na to, aby zrezygnowała z ich przyjaźni dla niego dobra. Bo tutaj nie było w tym nic dobrego. To najbardziej okropny plan, na jaki dziewczyna mogła wpaść.
Przecież to nie była jej wina i on nigdy nie będzie miał jej tego za złe, że to się stało. Jedyny żal jaki będzie do niej miał to to, że chciała z niego zrezygnować. Mimo, że był to nawet szczytny cel. Bo "dla jego dobra." Tak na prawdę on nie widział w tym nic dobrego. Gdyby nie ona, pewnie nadal nie poznałby smaku miłości, tej najpiękniejszej i tej szczenięcej. Nawet jeśli ona o tym nie wiedziała i nigdy miałaby się tego nie dowiedzieć. Nie ważne, ważne, żeby  była przy nim i była szczęśliwa. Poza tym, dziewczyna nigdy dla niego nie wyglądała koszmarnie. Zalana łzami, czy tez uśmiechnięta. Ona zawsze będzie idealna.
Gdy spojrzała się na niego, w jego oczach mogła zobaczyć tylko uszczęśliwienie i spokój. Był na prawdę szczęśliwi. Ta cała agresja, zeszła z niego gdy się do niej przytulił.
- I nie będzie go. Nie będziemy już nigdy razem przez to przechodzić. To ostatni wybryk, takiej natury.- Odparł ciągle patrząc jej w oczy. Na szczęście jego ramiona potrafiły schować ją całą. Po raz kolejny tego dnia, pocałował czubek jej głowy. Uwielbiał to robić. - Choć wracajmy do zamku.- złapał ją za rękę i zaprowadził do zamku.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   03.09.16 22:52

2 września

Co go pokusiło, żeby zapraszać Mabh w takie miejsce? Nie był pewien. Z pewnością dobrze zrobiłoby, gdyby ktoś zobaczył ich tutaj razem. Ale chodziło o coś więcej, coś czego jeszcze do końca nie pojął.
I, kurde, pocałował ją. W usta. Powinien to wyjaśnić.
Nie wiedział czy powinien, ale wciąż nosił na palcu obrączkę zrobioną z kapsla. Dowód ich "miłości". Dla niego dowód wewnętrznego rozdarcia, błądzenia po omacku i poczucia, że właściwie to sam nie wie kim jest. Do niedawna wydawało mu się, że jest zdrowym heteroseksualnym człowiekiem. A przez całe wakacje naoglądał się tylu męskich, umięśnionych klat, że zaczął w to szczerze wątpić. I kiedy już prawie pogodził się z tym, że może być... TAKI... pocałował dziewczynę. To było dziwne. Nie było złe, nie o to chodzi. Było... dziwne.
Teraz Tyberiusz nie wiedział czy woli chłopców, dziewczyny, oba na raz czy zwyczajnie nie ma to dla niego znaczenia. Kręcił założoną na palcu obrączką, wpatrując się w nią zamyślony i opierając barkiem o drzewo. Może jednak nic go nie interesuje? Miał cel przed sobą, nie mógł zwyczajnie porzucić go dla szukania romansów czy pragnienia poznania siebie. Nie miał na to czasu.
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   06.09.16 16:17

Mabh ruszyła na błonia tuż po zakończeniu zajęć tego dnia. Właściwie cieszyła się, że Tyberiusz zdecydował spotkać się z nią na zewnątrz, byłoby szkoda zmarnować taki ładny, ciepły wrześniowy dzień na siedzenie w zamku o zimnych, kamiennych ścianach.
Szła przez błonia rozmyślając na bardzo wiele tematów. Myślała także o... o pocałunku. Właściwie to nie rozmawiała z chłopcem od czasu ich obozowych zaślubin. Chciała go zapytać o to wszystko, co ciążyło jej na sercu. Przede wszystkim o to, czy ten całus... Czy był jedynie na potrzeby publiki, na potrzeby jego ojca.
Cóż, z całą resztą radziła sobie dosyć prosto, jak radziła sobie ze wszystkimi trudnymi dla niej tematami - odsunęła je od siebie, skupiła się na nauce. Zawsze tak było prościej.
Ale... zbyła te myśli, gdy między drzewami ujrzała huśtawkę. Oraz Tyberiusza.
- Witaj. - rozpoczęła, uśmiechając się delikatnie i czekając, aż się odezwie.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   06.09.16 20:55

Kiedy zauważył Mabh, przestał podpierać drzewo, uznając, że najprawdopodobniej nie ma szansy, żeby w najbliższym czasie zwaliło im się na głowy. Ucieszył się na jej widok bardziej niż uznałby to za normalne w jego przypadku. Zauważył też u Krukonki nową odznakę prefekta. Zasłużyła sobie na nią, przynajmniej jego zdaniem.
Przyjrzał się jej ustom, próbując sobie przypomnieć ich smak. Pamiętał. Doskonale. Kolejna rzecz, która nie powinna mieć miejsca.
Zdał sobie sprawę, że od dłuższego czasu wpatruje się w nią jak idiota, nie odzywając się choćby słowem.
- Hej - wykrztusił w końcu, wracając do opierania się o drzewo. Tym razem to on potrzebował pomocy, by stać prosto. Powinien coś powiedzieć, ale przyszły mu do głowy jedynie najbanalniejsze pytanie w pierwszym dniu szkoły. - Jak nowy plan?
Powrót do góry Go down
Mabh Semper

avatar
Gracz


Skąd : Greenock, Szkocja
Liczba postów : 99
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   06.09.16 21:49

Właściwie ta sytuacja wydawała się Mabh nieco dziwna. Mogła w swoim mugolskim życiu uważniej studiować pytania do Bravo, być może wiedziałaby, jak się teraz zachować. Tymczasem stała przed Tyberiuszem, zerkając na niego spod rzęs i próbując wytrząsnąć z siebie jakąś odpowiedz zanim cisza stanie się niezręczna.
- Nowy plan... Właściwie to jest okay. - no co, kurczę blade, mogła więcej powiedzieć o planie zajęć? - Nie do końca jeszcze wiem jak sobie poradzę z nowymi obowiązkami... Wiesz... - zerknęła przelotnie na odznakę prefekta...
Nie, potrząsnęła głową. Musi koniecznie zmienić temat, rozmawianie o niczym przychodzi jej jeszcze trudniej niż rozmawianie o czymś. Wyartykułować jest, co prawda, równie trudno, ale nieco ładniej sklecić spójne zdanie, jeśli wie, o czym chce mówić.
Przestała na chwilę międlić szatę i zapytała całkiem spokojnie:
- Czy... Czy jest coś konkretnego o czym chciałeś porozmawiać, czy po prostu chciałeś się ze mną spotkać?
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   07.09.16 21:09

Tyberiusz niemalże zachłysnął się powietrzem pod spojrzeniem Mabh. Na koronkowe gacie Morgany. Czy ona musi tak na niego patrzeć?
Właściwie to niewiele zrozumiał z tego co mówiła o planie zajęć. Właściwie to tak skupił się na swoich odczuciach jakie w nim wywoływała, że zapomniał jej słuchać. Zreflektował się, gdy zauważył jak zerknęła na odznakę. Miał tylko nadzieję, że nie odbierze jego nieobecnej miny za przejaw nie uprzejmości. A najlepiej, żeby w ogóle jej nie zauważyła.
- T-tak, rzeczywiście... - zaczął głupio. - Moje gratulacje. Zasłużyłaś.
Wpatrywał się w nią, gdy potrząsnęła głową, ale nie odezwał się wtedy. Nie do końca wiedział od czego zacząć i jak wiele faktycznie jej powiedzieć.
- Właściwie to tak. Chciałem Ci podziękować za to, że udawałaś moją dziewczynę cały obóz. I za to, że mnie nie zdzieliłaś w twarz, gdy cię pocałowałem. Ja... wiesz, to słowo jakoś nie przechodzi mi przez gardło. Jak wiele innych słów. Więc, jeśli tylko jakoś mogę wyrazić swoją wdzięczność, robiąc coś dla ciebie... to jestem na twoje zawołanie i chętnie spłacę swój dług.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Huśtawka na drzewie   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: