Share | 
 
Przewrócone drzewo
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Przewrócone drzewo   01.06.16 23:35

Przewrócone drzewo

Teraz już nie było takich burz. Nie było takich wichur. Rzadko kiedy było tak niebezpiecznie, jak kiedyś. Dowodem na to, że dawniej bywało groźnie, było to przewrócone drzewo, którego wyrwane z ziemi korzenie stanowiły obecnie coś w rodzaju ścianki wspinaczkowej. Nauczyciele swego czasu próbowali drzewo postawić do pionu albo całkiem usunąć, niestety, nie mieli szans. Magia nie pozwalała im tego ruszyć, pozostawiając dowód zniszczeń i siły, z jaką potrafi oddziaływać wściekła natura.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   02.06.16 0:02

połowa czerwca

Miał dosyć. Naprawdę miał dosyć.
Omijała go kolejna lekcja (to już chyba piąta w tym tygodniu), ale nie przejmował się tym ani trochę. Nie czuł się na siłach, by pojawiać się na zajęciach i jeszcze coś z nich wynosić. Był zbyt rozkojarzony, zbyt przybity, żeby na coś się przydać. Gdziekolwiek, nie tylko na lekcjach. To dlatego niewiele przebywał w towarzystwie Rosie czy swoich współdomowników. Był do niczego i święcie wierzył, że lepiej radzili sobie bez niego. Kolejne dni utwierdzały go w przekonaniu, że miał rację. Tak długo, jak długo nie było go w pobliżu, nie działo się nic złego. Nie trzeba było większych dowodów.
Nogi same zaprowadziły go nad tę swego rodzaju zatoczkę, nieopodal drzewa pokonanego przez naturę. Bywał tu wcześniej pary razy, zawsze sam i odnosił wrażenie, że atmosfera tego miejsca go uspokajała. Idealnie się sprawdzało, kiedy potrzebował wyciszenia i uporządkowania różnych rzeczy. A teraz był moment na porządki we własnej głowie. Wyrzucenie z niej zbędnych elementów. Mimo, że nie był przekonany, czy naprawdę tego chce.
Podświadomość ostatnio nieustannie dawała mu w kość. Już nawet myślał, że powoli wychodził z tego marazmu, ale okazywało się, że wcale nie. Przykłady? Och, tych miał dużo. Jak choćby na ostatnim treningu Quidditcha, kiedy przegrał wyścig, bo był przekonany, że dostrzega znajomą sylwetkę na trybunach. Albo kiedy wnykopieńka na zielarstwie prawie go zabiła, bo wydawało mu się, że słyszy znajomy głos - cały czas miał na policzku niezagojoną szramę. Albo kiedy obudził się rano zlany potem, pewny, że...
Dość. Już naprawdę wystarczy.
Musiał o tym wszystkim zapomnieć. Zapomnieć o nim. Po co się łudzić, po co mieć nadzieję, skoro jeśli po tylu miesiącach się nie pojawił, to już nie wróci. Gdzie był? Czy wciąż żył? Dlaczego zniknął? I dlaczego tak wiele pytań miało pozostać bez odpowiedzi, doprowadzając go na skraj rozpaczy? Miał tego wszystkiego serdecznie dość i najchętniej poszedłby za nim. Gdziekolwiek on nie był. Zniknąłby i problem byłby z głowy.
Wdrapał się na drzewo, hacząc gdzieś o korę czy gałąź. Nie miał pojęcia, o co właściwie ani co podarł. Bo że podarł, to wiedział na pewno, słyszał charakterystyczny trzask pękającego materiału. To jednak nie miało znaczenia. Dla niego samego nie miało znaczenia, jak wyglądał, a nikt inny oglądać go tu nie będzie. Był sam. To dawało namiastkę spokoju.
Usiadł na stabilnej części drzewa, opierając się o splątane korzenie, które układały się tak, że dobrze służyły mu za podparcie. Zagadką było, czy wyglądały tak cały czas, czy ułożyły się w ten sposób specjalnie dla niego. Tak czy inaczej, było mu w miarę wygodnie. Na tyle, że mógł zacząć się zastanawiać, jak to wszystko wyrzucić z pamięci.
Problem w tym, że z takimi zadaniami było jak z... Cóż. Niemyśleniem o różowym słoniu. Nie dało się. Dlatego im bardziej skupiał się na niemyśleniu, tym lepiej przypominał sobie każdy szczegół. Każdą chwilę, od której minęło już pół roku, każdy dotyk, każdy oddech i każde słowo. Tak bardzo chciał zapomnieć i jego umysł tak bardzo przed tym protestował. Ale jednocześnie razem ze wspomnieniami zsyłał potworny ból, taki, od którego ciężko złapać oddech, przez który ma się wrażenie, że wnętrzności wywracają się na lewą stronę. Czy to było tego warte?
Wyjął różdżkę i zaczął ją uważnie oglądać. Przecież znał kilka sensownych zaklęć, może coś by się nadało. Co prawda Obliviate było na razie powyżej jego możliwości, ale może gdyby solidnie przysiadł do książek, gdyby kogoś poprosił o pomoc... Pewnie udałoby mu się je opanować. A wtedy szybki ruch różdżki, jedno słowo i nagle wszystko stałoby się prostsze. Odebrałby sobie trochę szczęścia, właściwie największego szczęścia, jakie przeżył, ale i miesiące niekończącego się bólu. Wydawało się, że to jest tego warte. Na razie jednak zaklęcia nie znał. Musiał pomyśleć nad czymś innym. Chyba żeby... Może by tak spróbować je rzucić? Nigdy tego nie robił, oczywiście, ale przecież widział, jak rzucali je inni, znał inkantację, znał ruch różdżką. Co mogło pójść źle?
Z wahaniem wycelował w siebie różdżkę. W końcu teraz albo nigdy.
- Obliviate - szepnął, wykręcając nadgarstek w sposób, jaki wydał mu się właściwy. Problem w tym, że nie tylko nie miał wprawy, ale celując różdżką w siebie powinien wykonać ruch niejako odwrotny - nie w prawo, tylko, z jego punktu widzenia, w lewo. Nie wpadł na to. Nie przemyślał. Już nie wspominając o tym, że sam ruch też nie był dokładnie taki, jaki powinien być - tak z założenia, bo przecież nie miał pojęcia o niuansach, jakie tu się pojawiają. A przy dodaniu tego wszystkiego - łącznie z faktem, że rzucanie zaklęć na siebie jest z definicji bardzo trudne i wymaga dużej mocy magicznej i jeszcze większej wprawy... To się nie mogło skończyć dobrze.
Promień o zdecydowanie nie takim kolorze, jakiego można się spodziewać po tym zaklęciu, uderzył w Gryfona. Mocno, za mocno - spowodował ból, jakiego Felix zdecydowanie nie przewidział. Lodowate zimno rozeszło się po całym jego ciele, niemal go paraliżując. Obraz przed oczami zaczął się zamazywać, a cały otaczający świat wydawał się kręcić w kółko. Chłopak chciał krzyknąć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Przez zaburzenia równowagi zsunął się nieco na bok, żeby po chwili z pełnym impetem spaść z drzewa. Częściowo wylądował w wodzie, ale na szczęście głowa została na powierzchni. O ile można to nazwać szczęściem, biorąc pod uwagę potężne uderzenie, które razem z efektem nieudanego zaklęcia sprawiło, że stracił przytomność. Z drobnych ran, powstałych na całym ciele nie tylko na skutek uderzenia, ale i przez zaklęcie, sączyła się krew zmieszana ze srebrzystym płynem.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   09.07.16 21:11

Zobaczył go przypadkiem, gdy szukał sobie miejsca do nauki. Wtedy jeszcze siedział na pochylonym drzewie, najwyraźniej czymś udręczony. Taka okazja, żeby pobyć z nim sam na sam mogła się nie powtórzyć i Tyberiusz wiedział o tym bardzo dobrze. Podszedł do niego niespiesznie, ale chłopak - i tak odwrócony do niego tyłem - nie wyczuł jego obecności. A przynajmniej nie zdążył tego zrobić zanim sam nie ugodził się własnym zaklęciem, które brzmiało trochę jak zaklęcie zapomnienia. Ślizgon usłyszał plusk i odgłos ciała uderzającego z nieprzyjemnym plaśnięciem na ziemię. Serce podskoczyło mu do gardła, zaskoczone nagłą zmianą sytuacji. Przez chwile nawet zastanawiał się czy nie odejść zanim ktoś posądzi go na atak na Gryfona. W końcu wiadomo, że dom Slytherina jest sam w sobie źródłem największego zła.
Dlatego właściwie nie wiedział jak to się stało, że stał teraz nad Felixem Lockwoodem, wpatrując się jak z jego ran wycieka krew i… co to właściwie było? Wyglądało na raczej potrzebne.
Ludzie wyobrażają sobie, że w takich sytuacjach “to wszystko wraca” i uderza w człowieka jak oddech Nundu. Ale to nie jest prawda. Nie dla Tyberiusza. To wcale nie wróciło, bo nigdy nigdzie nie odeszło. Cały czas było w nim, w środku. Teraz tylko trudniej było to ignorować.
Przypomniał sobie uczucie, które towarzyszyło mu, gdy po raz pierwszy zobaczył grób swojego brata. Ten wszechogarniający smutek, rozpacz, która wypełniała go całego i wypierała wodę z jego ciała. Pamiętał, jak próbował zrozumieć, że ramiona, które go podnosiły, gdy nie mógł czegoś sięgnąć, spoczywają teraz zakopane parę metrów pod ziemią i nigdy już się nie poruszą. Wrzeszczał i bił pięściami w nagrobną płytę, błagając rodziców, żeby oddali mu brata. Ojciec próbował siłą odciągnąć chłopaka na bok, gdy ten wpadał w coraz większą histerię. Matka płakała.
Dopiero po tej tragedii zacieśniły się jego więzi ze starszym kuzynem. Potrzebował go. Cholera, jeszcze nigdy w życiu tak bardzo nie potrzebował, żeby ktoś po prostu BYŁ. Nawet do rodziców nie był tak bardzo przywiązany jak właśnie do niego. Spotykali się często w wakacje, w roku szkolnym wymieniali się listami, aż w końcu Tyberiusz pokochał go tak bardzo jak kiedyś Christiana.
Kolejny grób. Tym razem nie płakał, gdy patrzył jak trumna z ciałem Ślizgona złożona w ziemi jest przykrywana warstwą ziemi. Czuł ogromną pustkę, taką, która pojawia się w człowieku, gdy nie jest już w wykrzesać z siebie nawet skry pozytywnych uczuć. Żadnych więcej braci, żadnych więcej przyjaciół. Bo jeśli tak to co go czeka? Trzeci pogrzeb? Tego już nie zniesie. Miał w sercu ogromną pustkę, ale co stanie się z człowiekiem, gdy ogarnie go całego?
Czy Felix Lockwood zdawał sobie sprawę, że zniszczył więcej niż jedno życie?
I teraz Ślizgon zrozumiał czym jest ta srebrzysta ciecz.
- Ty beznadziejny… - zaczął, gdy nagle poczuł, że wściekłość zaczyna go pożerać. Ten gnój próbował odebrać sobie wspomnienia. Zapewne te najbardziej bolesne i nieprzyjemne. Jak w ogóle śmiał robić coś takiego?!
Wyjął różdżkę i dopadł do Gryfona z zaskakującą jak na siebie prędością. Zaczął zamykać jego rany zaklęciem Episkey, ale nie wszystkie chciały ulec sile zaklęcia, a już na pewno nie w pełni - czy to powodowane brakami w umiejętności Tyberiusza czy siłą niewprawnie rzuconego zaklęcia zapomnienia. Nie pozwoli mu zapomnieć. O, nie, on nie ma do tego prawa. Będzie pamiętał.
Ślizgon zebrał różdżką srebrzystą ciecz, struga po strudze i strącił ją w usta Felixa. Miał nadzieję, że to zadziała tak jak planował. Nawet, jeśli nie… to byłaby to niewielka strata.
Uderzył Gryfona kilka razy w policzek, próbując go docucić.
- Będziesz żył… - powiedział Tyberiusz, podnosząc się. Mogłoby to brzmieć nawet pocieszająco, ale zdradzały go oczy. -... i bardzo, bardzo cierpiał.
Tego dopilnuję osobiście.
Wycelował różdżką w Gryfona. Znał tyle okrutnych słów, które chętnie by na nim wypróbował. Ale może lepiej zacząć od czegoś delikatniejszego dla rozgrzewki.
Jednego brata zabrała mu wojna. Drugiego zabrał mu on.
- Rictusempra.
Zabawne. Czekał na to tak długo, a teraz wcale nie poczuł się lepiej.
Powrót do góry Go down
Felix Lockwood

avatar
Mod


Skąd : Chelmsford
Liczba postów : 784
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   18.07.16 15:42

Ani trochę nie zastanawiał się, co może się stać, kiedy rzuci na siebie zaklęcie, które nie ma prawa się udać. Kiedy tracił przytomność, nie przypomniał sobie całego życia, nawet nie pojawiły mu się żadne obrazy przed oczami. Myślał tylko o bólu, już nie tylko psychicznym, ale potężnym bólu fizycznym, który sprawił, że chciał w tej chwili po prostu umrzeć. Nic więcej, zwyczajnie umrzeć, skończyć to wszystko, przestać cierpieć i przestać się męczyć. W ostatniej sekundzie, zanim całkiem odleciał, był przekonany, że to już koniec. To przyniosło ze sobą ulgę, ogromną ulgę, która miała być ostatnim, czego doświadczył.
Ale tak nie było.
Nie tylko przeżył, nie, to byłoby za proste. Ocknął się, choć nie było mowy, żeby odzyskał pełną przytomność. Zaczął się krztusić, kiedy srebrzysty płyn wpadał mu do ust. Miał wrażenie, że się udusi i choć jego organizm walczył o powietrze, on wolałby się poddać.
Kiedy zaczął oddychać w miarę normalnie, poczuł uderzenia w twarz. Potem jakiś głos, który docierał do niego jak spod wody, więc zupełnie nie rozumiał pojedynczych słów ani tym bardziej sensu całości. A później najwyraźniej dostał jakimś zaklęciem, bo odrzuciło go o kilka metrów.
Nie rozumiał, ani trochę nie rozumiał tego, co się dzieje ani dlaczego, ani kto to jest, ani co robi. Nie sądził, żeby trafił do jakiegoś życia po śmierci, piekła pewnie, sądząc po bólu - zapach był znajomy, wciąż był na błoniach, więc wciąż musiał żyć. A jednak z jakiegoś powodu ktoś, kto go znalazł, znęcał się nad nim, zamiast mu pomóc. Nie miał siły, żeby to jakoś specjalnie analizować, zastanawiać się, co się dzieje, czuł tylko ból, upokorzenie i absolutny brak zrozumienia. Chciał wołać o pomoc, ale nie był w stanie. Może to nawet lepiej. Może dzięki temu naprawdę uda mu się umrzeć.


do i know what i'm doing?
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   21.07.16 12:02

- Rictusempra.
Nie bawiło go to. Wcale.
Właściwie to niewiele rzeczy go cieszyło, a już w zupełności nie mogło to być to. Najchętniej patrzyłby jak ktoś inny to robi, ale mieszanie w to kogoś trzeciego byłoby niewłaściwie.
To nie było bezsensowne okrucieństwo, tłumaczył sobie Tyberiusz, rzucając w stronę Felixa kolejną klątwą. Kasztanowa różdżka musiała wyczuć przejmujący go gniew, ponieważ szarpnęła się lekko do tyłu. Było powodowane słusznym gniewem.
Tak, z całą pewnością. Ból straty był prawdziwy, tak samo jak prawdziwa i niezaprzeczalna była w tym wina Lockwooda. Dlatego, tak na prawdę...
- Rictusempra.
... nie było to nawet sensowne okrucieństwo. To była surowa, ale słuszna kara. Tak, dokładnie. Ktoś musiał ją wymierzyć. A był przekonany, że tylko on wie jak wielka jest odpowiedzialność Gryfona za śmierć kuzyna. Tylko on był w stanie wymierzyć właściwą karę.
- Rictusempra.
Nie był przekonany czy Lockwood wie co się dzieje. Z jednej strony go to cieszyło, a z drugiej... co to za kara, jeśli nie wiadomo za co wymierzona? Może powinien zostawić mu karteczkę z wiadomością? Wypalić mu ją na skórze?
- Rictusempra.
Nie, nie teraz. Będzie jeszcze wiele okazji.
- Rictusempra.
Wystarczy na dzisiaj.
Spojrzał na Felixa z twarzą jakby z kamienia. Czuł gotujący się w nim gniew i odrazę, ale nie był pewny jak mu to okazać. I czy w ogóle powinien.
Powrót do góry Go down
Lucas Bielecky

avatar
Admin


Skąd : Ealing, Londyn
Liczba postów : 90
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   21.07.16 23:57

Coś jest nie tak.
W milczeniu wpatrywał się w drżący płomień świecy, a raczej w przestrzeń tuż nad ognikiem; z każdym ruchem powietrza wyginała się, nieregularnie zakrzywiając fragment rzeczywistości. Okładki książek w oddali falowały; litery drgały i mieszały się. Zamrugał kilkukrotnie piwnymi oczyma, upewniając się, że nie odpłynął w świat snów. Wielokrotnie już zdarzało mu się zasnąć w bibliotece. Jednak nie tym razem.
Bo coś jest nie tak.
Głucha cisza, monotonnie świdrująca w uszach, miała inny wydźwięk niż zwykle. Był przyzwyczajony do jej brzmienia; często nie towarzyszyło mu nic innego. Potrafił momentalnie odpłynąć; przestać zauważać świat dookoła; trzaskanie drewna w kominku, śpiew ptaków, wszystko przestawało istnieć. Zostawał tylko spokój.
Spokój, którego dzisiaj osiągnąć nie może, nie ważne jakby się starał. Bo w tle, w oddali słyszał coś, czemu jego uwaga nie pozwalała zniknąć.
Westchnął głęboko, zamrugał raz jeszcze i przetarł końcem rękawa okulary, pozbywając się niewidzialnych zabrudzeń; były przejrzyste, jednak z czyszczenia szkiełek uczynił pewien rytuał; podświadomą obronę przed zakłóceniami, z którymi nie chciał mieć do czynienia. Chciał, żeby zniknęły; szybko, cicho, niezauważalnie. Tak samo jak się pojawiły.
Wstał z krzesła, cichutko zasuwając je za sobą. Nie wiedział, czy ktoś jeszcze jest w bibliotece, w zasadzie to mało prawdopodobne, ale na wszelki wypadek starał się nikomu nie przeszkodzić. Jakiś wewnętrzny przymus nakazał mu wyjść; nie potrafił tu dłużej siedzieć.
Miał wrócić do dormitorium.
Ale zamiast tego udał się w przeciwną stronę, zmierzając pośród kamiennych kolumn w stronę wyjścia na błonia.
Będziesz tego żałować, zobaczysz, jeszcze przez chwilę powtarzał do siebie w duchu, oddychając lekkim, ciepłym powietrzem. Nie miał pojęcia, dokąd dokładnie zmierza; pozwolił się prowadzić temu dziwnemu impulsowi, odgłosowi gdzieś we wnętrzu jego umysłu. Był zbyt rozkojarzony, żeby się sprzeciwiać.
Nogi same poniosły go nad jezioro, w kierunku starego drzewa, pochylającego się nad taflą czarnej z daleka wody. Szum liści głaskanych przez wiatr zakłócał ciszę.
Powietrze dookoła zadrżało; zadrżało od magii. Lucas powoli, coraz mniej pewnymi krokami, zbliżał się do brzegu. Coś było właśnie tam. Czuł, że źródło było gdzieś w pobliżu zwalonego drzewa.
Usłyszał coś; czyjś głos. Ktoś tam był; rzucał zaklęcia. Magia znowu rozniosła się w przestrzeni, docierając do Lucasa z niewielkim opóźnieniem.
Rictusempra.
Zamrugał.
Wtem znowu;
Rictusempra.
Nie; nie przesłyszał się.
Lucas zacisnął palce na wiązowej różdżce trzymanej w kieszeni. Bał się. Oczywiście, że się bał. Kto na jego miejscu zareagowałby inaczej? Nieprzyjemne uczucie rozchodziło się po jego ciele, zupełnie jakby trafiło do krwiobiegu, rozgrzewało od środka, podczas gdy po plecach chłopaka przeszedł zimny dreszcz. Nie działał na niego jak zwykle; nie paraliżował, a jedynie popychał dalej, napędzał do działania.
Podszedł bliżej; a wtedy ich dostrzegł. Dwie sylwetki, obie był mu znane. Szczególnie jedna. Felix. Widział, co się dzieje. Ale nie wiedział, co się dzieje. Włącznie z nim samym. Po bladym czole chłopaka powoli spływała kropelka potu.
Na chwilę zamarł w bezruchu. Stanął w milczeniu, z otwartymi ustami, niezdolnymi wydać żadnego najmniejszego dźwięku. Nie mógł patrzeć na Felixa; nie potrafił; czuł, że jeśli tylko dłużej zatrzyma wzrok na półprzytomnej twarzy Gryfona, kolana same się pod nim ugną i upadnie na ziemię.
Zbudź się. Ocknij się, teraz.
To nie był głos rozsądku. Nie brzmiał tak, nigdy. A nie mógł się tak nagle.. zmienić, prawda?
Nie chciał teraz myśleć. Nie potrafił się skupić. To nie był już sam strach. Nie panika. Ani nie obezwładniające uczucie bezradności. Nie wiedział, co to było. Ale było silne; przynajmniej na tyle, by przestał myśleć w ogóle.
To on był zakłóceniem; ten Ślizgon.
Szum wiatru w gałęziach drzew nasilił się. Po ciszy nie zostało już absolutnie nic.
- Co mu zrobiłeś? - wycedził przez zęby, jeszcze mocniej zaciskając rękę na końcu różdżki.
- Dlaczego mu to zrobiłeś? Cz-czemu?
Na niego też nie chciał patrzeć. Nie chciał tu być. Nieudolnie szukał przed sobą punktu, w którym mógłby utkwić zrozpaczone spojrzenie.
Nie spodziewał się odpowiedzi; nie potrzebował jej, nie interesowało go dlaczego to zrobił. Skrzywdził jego .. przyjaciela? Lucas nadal nie był pewny, kim właściwie był dla niego Felix. Raz jeszcze odwrócił się w jego stronę, od razu żałując podjętej decyzji. Czy on.. czy on..
Nie. Nie może.
Nie może być.. martwy.

Oczy Gryfona były zupełnie puste, zimne i pozbawione życia.
- Wie-wiesz co? Nie mów ni-nic. - Krztusił się własną śliną, trzęsąc się jak reumatyk i czując, jak z każdą chwilą więcej łez napływa mu do oczu. - Tylko się od n-niego odpierdol.
Zamilkł i z całej siły, jaką tylko mógł wykrzesać, kopnął Ślizgona prosto w krocze.
Powrót do góry Go down
Tyberiusz Bruyere

avatar
Mod


Skąd : Evenwood Gate
Liczba postów : 114
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   23.07.16 21:59

Zastanawiał się co właściwie powinien z nim zrobić. Zostawić go tu, żeby ktoś inny go znalazł albo żeby zdechł? Zabrać go do skrzydła szpitalnego i powiedzieć, że widział jak rzuca na siebie zaklęcie zapomnienia, omijając przy tym parę szczegółów o jego udziale? W sumie mógł to zrobić. Nie chciał przecież dostać szlabanu za wymierzanie sprawiedliwości…
Nie zauważył nadejścia Puchona, zbyt zajęty swoimi myślami. Przeklął w duchu. Tyle z rozwiązania całej sprawy bez świadków. Chłopak wyglądał na przerażonego, jakby wiele odwagi kosztowało go samo podejście tutaj. A przecież Ślizgon nie zamierzał zrobić mu krzywdy bez powodu. Co nie oznacza, że miał zamiar być miły.
Chciał mu grzecznie powiedzieć, że to prywatna sprawa między nim i Lockwoodem, kiedy ten - niespodziewanie - wymierzył mu cios poniżej pasa i wszelkiej godności.
To nie jest cios jakiego można się spodziewać po uzbrojonym w różdżkę czarodzieju. Może dlatego Tyberiusz zareagował zbyt późno. Udało mu się trochę odsunąć, ale nie na tyle, aby uniknąć ciosu w klejnoty.
Momentalnie przed oczami zrobiło mu się ciemno. Oparł się plecami o drzewo i odchylił głowę mocno do tyłu. Chyba tylko dzięki temu udało mu się nie przewrócić, bo kręciło mu się w głowie i chciało mu się wymiotować. JASNA CHOLERA, JAK TO NIELUDZKO BOLI!
Nie był pewien ile dochodził do siebie, nie był pewien czy jęczał czy stękał czy może oba na raz. Ale i tak było to lepsze niż padnięcie na kolana przed którymkolwiek z nim.
Otworzył oczy i spojrzał na Puchona. Na początku miał ochotę mu oddać, ale gdzieś z tyłu jego głowy pojawił się głos. Głos jego zmarłego brata. Czy Chris też tak się trząsł celując różdżką w śmierciożercę zanim został zabity?
Ale to wciąż nie znaczyło, że da się tak komukolwiek potraktować.
Wyciągnął różdżkę w stronę Puchona.  Musiał poświęcić wiele wysiłku w to, aby ręka mu nie drgała.
- Nie chcę się z tobą bić - wychrypiał, wciąż opierając się o drzewo. - To sprawa między mną a Lockwoodem. Wiedz tylko… że gdybyś wiedział to co ja… na moim miejscu… zrobiłbyś to samo.
Jeśli miałbyś dość odwagi.


zt
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   18.09.16 4:26

14 września, sobota, 11:32

Maya starała się nie pokazywać otoczeniu, kiedy faktycznie było jej źle. Niestety, mało kiedy faktycznie jej się to udawało, tym bardziej, że po dziewczynie niemal zawsze było widać, ze coś było nie tak. A ostatnio faktycznie działo się tak wiele rzeczy, których niestety nie mogła zaliczyć do pozytywnych, iż same dziewczę nie miało pojęcia co ze sobą uczynić. Czuła się tak, jakby była jedynie własnym cieniem samej siebie. Snuła się po szkole bez celu, nie umiała skupić się wystarczająco na lekcjach, zwyczajnie unikała ludzi. Nie chciała nikogo martwić. Wystarczyło jej, że Myrnin niemal nie spuszczał z niej wzroku, jakby w obawie, że dziewczyna zaraz ponownie może dostać ataku paniki, który zaprezentowała mu w domu tuż, po otrzymaniu przerażającej nowiny. Dlatego łatwiej było jej zaszywać się w jakieś mało uczęszczane miejsca, w których istniało małe prawdopodobieństwo znalezienia Puchonki.
Dziś nie było inaczej. Nie czuła się na sile, by robić cokolwiek produktywnego. Nie w momencie, kiedy jej babci coś zagrażało. Nie, kiedy myśl o domu dziecka napawała ją skrajnym przerażeniem, które dusiło ją wewnętrznie. Nie, kiedy nie potrafiła poradzić sobie z bólem, który był na tyle silny by uzewnętrzniać jej emocje w postaci łez. Nie była przygotowana na uwagę otoczenia, które już teraz patrzyło na nią dziwnie. Wiadomość o ataku nie ominęła nikogo, każdy zapewne znał również nazwiska poszkodowanych. Właśnie tak działały gazety.
A ona chciała po prostu posiedzieć sama, aby chociaż trochę uporać się z mrocznymi myślami, które obijały się o ścianę jej umysłu. Chciała sprawić, aby wróciła ta typowa dla niej radość z życia, która teraz nagle wyparowała robiąc z niej zupełnie inną osobę.
Opadła bezwiednie na pieniek drzewa i utkwiła puste spojrzenie w wodzie. Chciałaby być teraz tak spokojna jak ona. Niczym nie zmącona, niemal zrelaksowana. Zamiast tego poczuła, jak coś ściska ją w serduszku, a oczy zaczynają ją piec. Dobrze przynajmniej, że nikt nie musiał patrzeć na tę żałosną scenę w jej wykonaniu.
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   18.09.16 15:10

Jesse był w znacznie lepszym nastroju, choć jego dzień raczej składał się z unikania możliwie jak najbardziej wszelkich kontaktów międzyludzkich. Ale przyzwyczaił się nawet, choć co i raz towarzysząca mu Maya stanowiła aż nazbyt miłą odskocznię. To nie tak, że był zdesperowany i wielce spragniony jakicholwiek relacji. Ale Maya była osobą, na której obecności dziwnie mu zależało, dlatego też kiedy przechadzał się po błoniach szukając spokoju ducha, co ostatnio było u niego niezwykłą rzadkością, i zobaczył samotnie siedzącą ulubioną Puchonkę, nawet się ucieszył. Zawahał się tylko chwilę, pod wpływem myśli, że może to ona nie chce widzieć teraz jego, ale widząc, że najwyraźniej jej humor jest dużo gorszy od jego, zdecydował się przybyć z odsieczą. Zwykle chodził bardzo cicho, nie chciał jednak przestraszyć dziewczyny, dlatego zbliżył się do niej umyślnie robiąc wokół siebie nieco hałasu. Usiadł obok niej, zerkając na nią, po czym wlepiając wzrok w taflę jeziora, w ślad za jej spojrzeniem.
- Słyszałem, że w tym roku jakiś pierwszak wypadł z łódki do wody - rzucił luźnym tonem. - Dobry początek.
Spojrzał po chwili łagodnie na dziewczynę, po czym kiwnął głową nieznacznie.
- Skąd ta smutna mina?
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   18.09.16 15:44

Czuła się zagubiona. Zagubiona, jak jeszcze nigdy nie była. Próba myślenia pozytywnie tym razem wcale jej nie wychodziła, bo strach o życie babci okazał się zbyt przytłaczający, aby promienie jakiegokolwiek słońca były wstanie przedrzeć się przez mroczną otoczkę, która się wokół niej pojawiła. Co, jeśli faktycznie zostanie sama? Miała piętnaście lat, to pewne, że dadzą ją do jakiejś rodziny zastępczej, albo do domu dziecka. Nie chciała tam iść. Chciała mieszkać z babcią, chciała być blisko rodziny, która jej pozostała.
Takie myślenie nie pomogło tym bardziej, dlatego poczuła jak coś ciepłego spływa jej po policzku, by chwilę później stać się chłodne. Samotna łza znaczyła drogę na jej bladym policzku. Otarła ją jednak szybko jakby w obawie, że gdy doleci do końca jej twarzy, kolejne będą chciały iść w jej ślady. Obiecała sobie nie płakać, prawda? Czemu więc przychodziło jej to z takim trudem?
Usłyszała szelest. Głośniejszy, niże ten, który wydawały zwierzęta. Ktoś szedł. Nie sprawdziła jednak kto. Nie podejrzewała, aby był to jakikolwiek Ślizgon, bo już z daleka usłyszałaby stosowny komentarz pod swoim adresem. Chwilę później ktoś koło niej usiadł i dopiero wtedy dostrzegła Jesse’go, miłego starszego Puchona, a którym ostatnio bardziej się zakumplowała.
- Stało mu się coś? – Spytała cicho na wzmiankę o pierwszorocznym. Starała się przy tym nie pociągać nosem, żeby czasem chłopak nie zorientował się, że coś było nie tak. Niestety, jej próby okazały się daremne, bo i tak zobaczył. Nie przepadała za podobnymi pytaniami, bo nigdy nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Nie umiała jasno mówić o problemach. Dlatego jedynie przygryzła dolną wargę opuszczając głowę w dół i pozwalając, aby kurtyna ciemnych włosów zakryła jej twarz.
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   19.09.16 21:08

Akurat Jesse nie miał pojęcia co dzieje się w życiu Mai, nie wiedział o tym, że jej babcia była w szpitalu. Skąd miał wiedzieć? Okej, było wszystko w gazetach, ale on ich raczej nie czytał. Średnio go to obchodziło, chociażby dlatego, że on umywał ręce od czarodziejskich niesnastek. Nawet kiedy była bitwa o Hogwart, on po prostu odwracał wzrok. Nie orientował się tak dokładnie o co w tym wszystkim chodziło, ale też miał powodu żeby wnikać, miał własne problemy. A jednak Maya go obchodziła. Bardzo go obchodziła, o swoich bliskich się troszczył zawsze, to był jego priorytet. Zresztą tego był nauczony, chociażby kiedy zajmował się swoim młodszym bratem samemu będąc jeszcze dzieckiem.
- Nie, jedynie się zmoczył i przeziębił. No i przestraszył trochę bardziej.
A jednak ton głosu Mai nie spodobał mu się, wcale a wcale. Spojrzał na nią z troską, podczas gdy ona spuściła głowę ze smutkiem. Nie wiedział co ma zrobić, uznał jedynie, że lepiej by się poczuła gdyby ktoś ją przytulił, co też nieśmiało, nieco niezdarnie zrobił, przysuwając się nieznacznie. Pogładził ją po włosach.
- Hej... Co się dzieje? – W jego głos wkradła się wyraźna troska. – Ktoś cię skrzywdził? Pokaż, ja go zleję! Chyba że to nauczyciel, wtedy musi ci wystarczyć zwyzywanie go po cichu z bezpiecznego miejsca.
Próbował ją rozbawić, oczywiście. Była taka przygnębiona, nie mógł patrzeć na nią w takim stanie, serce mu pękało. Zawsze była taka wesoła, słoneczko chodzące… A teraz co? Niech no tylko dorwie tego drania to po nim strzępki obrań nie zostaną!
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   20.09.16 12:23

Maya nigdy nie miała za złe ludziom, że nie wiedzą co się u niej dziej. Wszak nie rozpowiadała o swoich problemach i dzieliła się jedynie dobrymi wiadomościami, więc nic dziwnego, że nie mieli o tym pojęcia. Jedynie nieliczne osoby, pokroju Myrnina wiedziały o niemal wszystkim, chociaż nadal pewne trudności sprawiało jej mówienie przyjacielowi, że jej smutno. Wystarczająco zestresowała go u niego w domu, kiedy omal nie zapłakała się na śmierć po otrzymaniu tragicznej dla niej wiadomości. Nie zapomniała również tego, co zrobił. I chociaż niektóre komórki jej ciała mówiły, że to było przyjemne, tak inne wiedziały, że to był przypadek. Reakcja pod wpływem silnych emocji. Pod wpływem chwili, zupełnie nieprzemyślana. Dlatego część niej uznała, że lepiej nie martwić chłopaka bardziej, bo nie chciała stawiać go w trudnej sytuacji. O wiele łatwiej było siedzieć samemu i czekać. Czekać na iskierkę, która na nowo rozpali jej miłość do świata, jak również pozwoli napełnić ją pozytywną energią. Co z tego, że było jeszcze za wcześnie?
Obecność Puchona była dla niej zupełnie niespodziewana. Nie podejrzewała, że o tej porze ktoś zapuści się w tak wyobcowane miejsce, które ma niewiele do zaoferowania. Przynajmniej dla normalnych ludzi. Ona jednak dostrzegała piękno i swoistą atmosferę tutaj panującą. Może Jess również to zauważył? Bo nie sądziła, aby przyszedł tutaj dla niej.
- To dobrze, że… nic mu się nie stało. Zawsze będzie miał co wspominać – dodała cichutko, chociaż w głębi serduszka użyło jej, że nie doszło do tragedii.
Cisza, która chwilę później zapanowała między nimi była spowodowana w dużej mierze przez nią. Szukała odpowiednich słów na udzielenie chłopakowi odpowiedzi. Co powiedzieć? Jak powiedzieć? Może prosto z mostu i szczerze? Kiedy ją przytulił i gdy poczuła jego dłoń na swoich włosach coś w niej pękło. Poczuła jak więcej łez spływa po bladym policzku pozostawiając po sobie delikatne ślady.
- Nie… nikt mnie tym razem nie… skrzywdził. Przynajmniej nie osobiście mnie – wyznała cicho, pociągając nosem. Nie lubiła tego. – Oh, Jess – jęknęła i wtuliła twarz w jego tors. – Ja sobie nie poradzę – niestety chłopak musiał się liczyć ze zmoczoną koszulą.
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   24.09.16 14:32

Z początku było w miarę okej. On ją niezdarnie chciał pocieszyć, ona w ciszy przeżywała gorszy moment… Trudno powiedzieć żeby Puchon sobie z tym jakoś super umiał poradzić, umiejętności pocieszania ludzi w jego wykonaniu spełzały raczej na niczym. Nie miał do tego talentu, to pewne.
Miał jednak nadzieję, że w końcu mu się to uda. I nawet ją w sobie trzymał do momentu, kiedy to Maya się rozpłakała. Płacz kobiet był czymś, co wpędzało Jessego w jak większy popłoch. Co wtedy robić? Jak się zachować? Czy ma rzucić w nią czekolada i uciec? Zostać i się nie ruszać? Nic nie mówić czy wręcz przeciwnie, czymś rozproszyć? W ogóle zmieniać temat czy przypłaci za to życiem? Cholera go wie…
Czymś zatem, na co się chłopak zdecydował, było zwyczajne przytulenie koleżanki. Pomasował ją po ramieniu, jakby chcąc pocieszyć i przy tym trochę ogrzać, po czym westchnął głęboko, jakby na uspokojenie.
- Ej, poradzisz sobie! Ze wszystkim sobie poradzisz, Mayu. – Zamilkł na chwilę. – A z czym konkretnie?
Tak, to dosyć istotka kwestia. Dobrze jakby z łaski swojej zapytał skoro już ma ją umiejętnie podnieść na nogi.
Powrót do góry Go down
Maya Hamilton

avatar
Gracz


Skąd : Norwich, Anglia
Liczba postów : 219
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   25.09.16 0:51

Nie chciała wprawiać go w zakłopotanie. Nie chciała, aby był świadkiem tego jej krótkiego załamania, nad którym już nie potrafiła zapanować. Jego pojawienie się, jego miły gest jedynie sprawiły, że już dłużej nie umiała wszystkiego w sobie tłumić, dając upust własnemu żalowi, który narodził się w domy Myrnina, kiedy tylko dostała wiadomość, która niemal zawaliła jej dotychczasowy świat.
Wtulając się w jego tors nie myślała o tym, że mógł czuć się skrępowany. Potrzebowała w tej sytuacji czyjej bliskości. Kogoś, kto po prostu będzie. Nie oczekiwała miliona miłych słów, nie oczekiwała pocieszania. Po prostu mimo wszystko nie chciała być sama, bo to waśnie tej samotności najbardziej się obawiała. A tak niewiele dzieliło ją od zostania kompletną sierotą, bez jakiejkolwiek bliskiej rodziny. Jak miała w takim razie nadal odznaczać się wyjątkową pogodnością i byciem szkolnym promyczkiem, które dawało pozytywną energię innym?
Zacisnęła drobne dłonie na koszuli chłopaka, tym samym cichutko pociągając nosem. Nie umknęło jej uwadze, że Jesse był tak kojąco ciepły. Szkoda, że w tej sytuacji to było zdecydowanie za mało.
- To nie jest… typowe zawsze – wyszeptała, kiedy na chwileczkę powstrzymała łzy. Owszem, ta sytuacja do typowych nie należała i sama Puchonka wiedziała o tym doskonale. – Moja babcia jest… w szpitalu. Bo był ten atak i teraz… teraz lekarze nie wiedzą, czy jej pomogą – te słowa wypowiedziane na głos sprawiły, że rozpłakała się bardziej, niemal się przy tym dusząc. Gwałtownie wdychała powietrze pomieszane z przyjemnym zapachem chłopaka. – Jess… ja nie chcę… zostać sama.
Powrót do góry Go down
P. Jesse Bennett

avatar
Gracz


Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Liczba postów : 47
PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   29.09.16 8:31

Jesse gładził ją delikatnie po głowie czy plecach, podczas gdy ona, przytulona do niego, próbowała się jakoś ogarnąć. Choć płacz był dla niego kłopotliwy, samo wsparcie bytem w pewien sposób minimalizowało jego lekką panikę. To był w stanie zrobić, umiał, znał. Kiedy w końcu Maya zaczęła coś wyjaśniać, również bardzo ułatwiła mu zadanie. Skoro miał ją pocieszyć, dobrze byłoby wiedzieć co jest nie tak. I przyznawał, że to strasznie zła wiadomość.
Nagle zrozumiał cały problem. Tak, faktycznie płacz był w tym momencie czymś naturalnym. Ale! To nie tak, że Jesse nie wiedział już jak pocieszyć Mayę. Wręcz przeciwnie, teraz było to minimalnie prostsze. Mimo że o ataku za dużo nie słyszał, zwyczajnie go to nie interesowało póki nie dotyczyło jego rodziny lub rodzin jego bliskich (czyli Gabriela, no i teraz Mai. Jesse nie ma za dużo przyjaciół).
- Wiesz, jestem pewien, że babcia bardzo cię kocha i chce dla ciebie jak najlepiej. - zaczął łagodnie.
Brzmi z początku nieco marnie i przy tym bez sensu, bo jakie to miało teraz znaczenie? Cóż, miało.
- Nigdy nie zostawiłaby cię samej. Jestem pewien, że jest silną kobietą, poradzi sobie z tym choćby nie wiem co, byle by zostać z tobą. Nie poddałaby się.
Mówił to niezwykle pewnym tonem, choć teoretycznie nie znał tej kobiety. A jednak wydawało się dla niego oczywiste, że ta sobie poradzi z wszelkimi obrażeniami. Nie rozumiał w tym wszystkim jednego...
Dlaczego sama? Czemu nie wspomina o rodzicach czy rodzeństwie? Albo chociaż dalszych krewnych? Braci czy sióstr najpewniej nie miała, ale... Co, jeśli nie miała też rodziców? Wolał teraz o to nie pytać, bo nie wiadomo było jak na to zareaguje. Jeśli faktycznie nie miała już rodziców, lepiej akurat w tym momencie tego nie roztrząsać...
- Poza tym, strach cię na chwilę z oczu spuścić, myślę, że doskonale to wie, nie zaryzykowałaby. - dodał odrobinę lżejszym tonem, znów próbując nieco ją rozchmurzyć. Cóż, robił co mógł.
Powrót do góry Go down
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Przewrócone drzewo   

Powrót do góry Go down
 Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Erised :: Fabuła :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: